Wydawca: Wydawnictwo Kobiece Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Ladies Man ebook

Katy Evans  

4.30851063829787 (94)
Bestseller

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 288 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Ladies Man - Katy Evans

KONTYNUACJA BESTSELLEROWEJ SERII MANWHORE

Najseksowniejsza książka w dorobku Katy Evans, którą największy portal recenzencki GoodReads.com określił jaką najlepiej ocenianą powieść erotyczną w historii.

To mężczyzna, z którym nie chodzi się na randki.

To mężczyzna, przed którym ostrzegała cię mama.

To mężczyzna, który złamie ci serce.

Tahoe Roth to najlepszy przyjaciel Malcolma Sainta. Człowiek o twarzy anioła i duszy diabła. Ten facet, którego jedno spojrzenie powoduje przyspieszone bicie serca, seks traktuje jak lekarstwo na wszystko.

Gina jest piękną dziewczyną, która w obecności Tahoe woli być ostrożna. Kiedyś ją odrzucił, a ona odrzuciła jego. Oboje czują się rozbici. Wygląda na to, że tych dwóch części nie można już ze sobą połączyć.

Choć czują do siebie niewiarygodną chemię i fantazjują o sobie bez opamiętania, pozostają jedynie przyjaciółmi. W końcu Gina uświadamia sobie, że jedyny facet, którego pragnie to uparty i niedostępny Tahoe Roth.

 __

Przekraczająca granice przyzwoitości namiętność, wspaniali bohaterowie i obłędny Tahoe czynią tę książkę odurzającym narkotykiem dla kobiet uzależnionych od erotyków. 10/10!

– Laurelin Paige, autorka serii Uwikłani Połączeni

__

Katy Evans mieszka w południowym Teksasie z mężem, dwojgiem dzieci oraz trójką leniwych psów. Uwielbia piesze wycieczki, książki, pieczenie ciast, a także spędzanie czasu z rodziną i z przyjaciółmi. To bestsellerowa autorka serii REAL i MANWHORE. Więcej informacji o Katy Evans można odnaleźć na jej stronie internetowej: KatyEvans.net.

Opinie o ebooku Ladies Man - Katy Evans

Fragment ebooka Ladies Man - Katy Evans

Playlista

Robin Schulz • PRAYER IN C

The Pretenders • DON’T GET ME WRONG

Kwabs • WALK

Selena Gomez • SAME OLD LOVE

Ed Sheeran • PHOTOGRAPH

Colbie Caillat • REALIZE

Elvis Presley • BURNING LOVE

Dash Berlin & Emma Hewitt • WAITING

Matt Corby • RESOLUTION

PAMIĘTNY WIECZÓR

W klubie rozbrzmiewa utwór Prayer in C Robina Schulza. To ekskluzywny lokal, wręcz do przesady. Ściany są wyłożone matowym szkłem, a ze sklepionego, połyskującego sufitu zwisają kaskady nowoczesnych, kryształowych żyrandoli. Wszystko jest niebieskie – jasnoniebieskie drinki w kryształowych, wysokich kieliszkach, niebieskie migające światło, zabarwiona na niebiesko woda w rozmieszczonych pod ścianami fontannach.

Na parkiecie podskakują setki rozbawionych gości. Na wyglądających na kosztowne tacach roznoszone są wymyślne koktajle.

Wszyscy świętują dwudzieste szóste urodziny gospodarza imprezy. Aby się tu znaleźć, wielu facetów przejechało tysiące kilometrów i przyleciało z odległych zakątków świata. Dziewczyny natomiast maksymalnie zadłużyły swe karty kredytowe, by kupić sobie strój na ten wieczór.

Razem z moją przyjaciółką Wynn przeciskamy się na tył lokalu, gdzie znajdują się basen i bar.

Możliwe, że jesteśmy tu jedynymi osobami, które za zaproszenie na tę imprezę nie musiały sprzedać swoich przyszłych pierworodnych. Prawdopodobnie także tylko my jesteśmy przesadnie wystrojone w kiecki o dwa rozmiary za małe. No ale – jako że klub nazywa się Waves*, a jego główną atrakcją jest kilkanaście basenów – każdy strój oprócz kusego bikini to przesada.

Sądziłam, że w pomieszczeniu pełnym skąpo odzianych dziewcząt mój ubiór uchroni mnie przed przystawiającymi się palantami.

Akurat.

Już trzy razy ktoś mnie złapał za tyłek, a raz otwarcie za pierś.

Wynn wydaje z siebie pisk za każdym razem, kiedy ktoś ją dotyka. Podejrzewam, że w skrytości ducha cieszy ją taka atencja, mnie jednak zaczyna już męczyć to dawanie po łapach.

Nie tak na ogół spędzam sobotnie wieczory. Popcorn i ulubiony program telewizyjny – to jest to. Zdecydowanie preferuję swobodny strój i spotkania w bardziej kameralnym gronie.

Tydzień temu Rachel, nasza najlepsza przyjaciółka (i moja dawna współlokatorka) wyszła za mąż. Od tego czasu Wynn prowadzi swoistą krucjatę i niemal każdego wieczoru próbuje zapewnić mi jakąś rozrywkę.

Nie mam pojęcia, jak dałam się jej przekonać, aby tu dzisiaj przyjść, ale od chwili wyjścia z domu serce wali mi jak młotem.

Boże, co ja tutaj robię?

– Ginaaaaaa! – Wynn wydaje się sfrustrowana, kiedy ściska mi dłoń i ciągnie za sobą.

Stara mi się pomóc znaleźć… jego. Mam ochotę wyrwać jej rękę i udać się prosto do wyjścia, bo właściwie… co ja tutaj robię?

Moją uwagę przyciągają nagie kobiety z niebieskim brokatem na sutkach, kołyszące się na kryształowych żyrandolach. W zasadzie to prawie się z nimi bzykają, wijąc się wokół niczym jaszczurki i kręcąc idealnymi tyłkami.

Mój strój i makijaż na tle tego wszystkiego wydają się banalne i grzeczne. I po co szykowałam się przez kilka godzin?

Serce bije mi szybko. Dlatego, że ON tutaj jest. Na parkingu dostrzegłam jego samochód – białego rolls-royce’a ghost, od którego wręcz bije pieniędzmi. Z kolei oblepiające koła błoto świadczy o postawie jego właściciela pod tytułem: „Mam to gdzieś”.

Dawno nie byłam w tak zatłoczonym klubie, no ale w sumie powinnam przewidzieć, że szanowny solenizant z dużą fantazją będzie świętował swoje dwudzieste szóste urodziny.

Nazywa się Tahoe Roth. I jest dla mnie tylko przyjacielem. To jedyny powód, dla którego się tu znalazłam. Dlatego, że przyjaciele świętują nawzajem swoje urodziny. Prawda?

– Słuchaj, podejdziemy do niego, złożymy życzenia, a potem się zmyjemy – mówię stanowczo do ucha Wynn.

Odwraca się i piorunuje mnie wzrokiem.

– Tak szybko? Zanim zjawi się Emmett? Nie ma mowy! – Z jeszcze większą zaciętością pociąga mnie za rękę. – Pokażesz, co potrafisz, złożysz życzenia i powiesz mu, że masz prezent przeznaczony tylko dla jego oczu. Następnie zabierzesz go na noc do siebie i raz na zawsze uwolnisz się od niego.

– Eee… nie ma takiej opcji.

– Gina! Taki był plan: masz się od niego uwolnić.

Cała się najeżam.

– Wcale nie. Nie można uwolnić się od czegoś, co wcale cię nie prześladuje!

Razem przeciskamy się przez tłum w stronę jednej z sal z basenem. Po raz kolejny żałuję, że powiedziałam Wynn o tym, iż sama nie wiem, czy mam ochotę dać Tahoe w zęby, czy bzykać się z nim przez całą noc. Od tamtej pory nie daje mi spokoju.

Mam na sobie seksowną bieliznę, którą kupiłam dzisiaj, myśląc o jego niebieskich oczach.

Kiedy w wyobraźni widzę jego dołeczek w policzku, ściska mnie w żołądku.

A teraz zżera mnie niepokój, kiedy się zastanawiam, ile muszę wypić tequili, żeby zrobić to, o czym fantazjowałam przez cały dzień.

– Zaciągnijmy Tahoe do basenu, musimy pozbyć się tych ciuchów!

Słowa te wypowiada jedna z dwóch dziewcząt, które przeciskają się obok nas i kierują ku tej samej sali co my.

– Ooooch! Patrz! Tam jest! – oznajmia Wynn.

Robię głęboki wdech i dopada mnie znajoma frustracja, której doświadczam za każdym razem, gdy na niego patrzę. Ten facet jest tak cholernie irytujący. Pewny siebie. Samolubny. Egocentryczny. Naprawdę nie rozumiem, czemu w ogóle się z nim przyjaźnię.

Z tacy przechodzącego obok kelnera zabieram ukradkiem kieliszek tequili, wychylam ją jednym haustem, po czym odwracam się w stronę, gdzie stoi Tahoe. Wygląda jednak na to, że alkohol w żaden sposób nie łagodzi tego, w jaki sposób ten facet na mnie działa.

Stoi w otoczeniu grupki mężczyzn. Ale ja dostrzegam jedynie Tahoe Rotha.

Jego jasne włosy lśnią. Oczy są tak niebieskie, że aż nienaturalne. Ma męską, surową urodę. Na jego twarzy widać całodniowy zarost i ma w sobie coś pierwotnego. Jeden z moich ulubionych seriali to Wikingowie – i nie mogę nie dostrzec jego uderzającego podobieństwa do Ragnara.

I wtedy… widzę ten uśmiech. Jest zaraźliwy i przychodzi mu bez żadnego wysiłku. Nie znam faceta, który uśmiechałby się równie często jak on. To uśmiech zuchwały i prześmiewczy, w końcu Tahoe zawsze sprawia wrażenie, jakby nie istniały dla niego żadne świętości.

Czuję ściskanie w żołądku na widok jego i tych oszałamiających ust.

Podchodzą do niego te dwie laski, które miały ochotę go rozebrać, a on je obejmuje. Ot tak, stoi z kobietą przy każdym boku, a ja czuję ukłucie w klatce piersiowej. Ukłucie strachu, takie, jakiego doświadcza się, kiedy jest się otoczonym setką nieznajomych i wszyscy oni tańczą, rozmawiają i piją… a ty wpatrujesz się w mężczyznę, który prześladuje cię w snach, i nie masz pojęcia, co z tym zrobić.

Co z nim zrobić.

– Gina! – szturcha mnie Wynn. – Do dzieła. Wiesz, że to napalona bestia. Urodziny ma pod koniec października, co znaczy, że jest Skorpionem, a Skorpion to znak pełen seksu. A ty w tej kusej kiecce i ze szkarłatnymi ustami jesteś zmysłową, ciemnowłosą, emanującą zmysłowością Marilyn Monroe.

Biorę głęboki wdech, na próżno próbując dodać sobie odwagi. Odwracam się w stronę, skąd przyszłyśmy, ale Wynn nie pozwala mi odejść.

– Nie mogę, Wynn, ja naprawdę wcale nie mam na niego ochoty, ja go nawet nie lubię – protestuję.

Zła na siebie dostrzegam, że wpatruje się we mnie jakiś facet. Jest niewysoki i wygląda na nieszkodliwego, posyłam mu więc blady uśmiech, modląc się, aby to nie był bliski znajomy Tahoe.

Odpowiada mi uśmiechem i rusza w moją stronę. Przerywam nasz kontakt wzrokowy, kiedy na końcu sali słyszę wołanie:

– Roth!

Odwracam się w tamtą stronę i widzę, że to krzyczy jakaś dziewczyna stojąca pod kaskadami wody. I znowu nie potrafię się oprzeć przed rzuceniem okiem na Tahoe. Czemu nie umiem go ignorować?

Stoi w towarzystwie Callana Carmichaela i dwóch starszych facetów, natomiast jego dwie towarzyszki są już w samych strojach kąpielowych. Zarówno Tahoe, jak i Carmichael wyglądają niesamowicie pociągająco. Callan ma włosy w kolorze miedzi, atletyczną budowę, no a Tahoe… Tahoe to bestia.

Jest ubrany cały na czarno, a migające światło jeszcze bardziej podkreśla jego opaleniznę; włosy wydają się jaśniejsze, zarost ciemniejszy. Na ten widok twardnieją mi brodawki i zaciskam uda.

Tahoe Roth jest…

Niesłychanie zmysłowy. Metr dziewięćdziesiąt wzrostu, co najmniej dziewięćdziesiąt kilo żywej wagi. Na ślubie Rachel i Sainta nawet w smokingu wyglądał z lekka nieprzyzwoicie. Sto procent testosteronu. Wokół jego oczu widać drobne zmarszczki, być może od zbyt częstego uśmiechania się, a może od zbyt intensywnego imprezowania. Czarne dżinsy wiszą nisko na jego biodrach i nadają nowe znaczenie określeniu „chodzący seks”.

Dwie dziewczyny oraz trzecia, która jeszcze przed chwilą stała pod fontanną, jęczą, ciągną go za ubranie i próbują nakłonić, aby wszedł z nimi do basenu.

– Hej.

Z zaskoczeniem spoglądam w życzliwe, brązowe oczy nieznajomego i z roztargnieniem odpowiadam:

– Hej.

W tym momencie słyszę plusk i piski dziewczyn. Widok na basen blokuje mi grupa gości, która wydaje głośne okrzyki.

Stojący przede mną facet przesuwa się nieco i udaje mi się dostrzec basen. A w nim… Tahoe, odgarniającego włosy z twarzy, z mokrą koszulą przyklejoną do umięśnionego torsu. Szybkim ruchem chwyta za kostki dziewczyny, które stoją na brzegu, a one z piskiem odskakują do tyłu.

– Wasza trójka się doigra – przekomarza się z nimi. Kiedy Tahoe się uśmiecha, widać dołeczek w jego policzku.

Dziewczyny chichoczą kokieteryjnie, on zaś wychodzi z wody, łapie je po kolei i wrzuca do basenu. Towarzyszy temu całe mnóstwo zachwyconych pisków.

Następnie daje nura w ślad za nimi. Jedna z dziewczyn podpływa i opryskuje mu wodą twarz, on zaś nie pozostaje jej dłużny. A kiedy przestaje to robić, dziewczyny chlapią się nawzajem. Tahoe gestem pokazuje kelnerowi, aby przyniósł mu drinka, po czym pozbywa się koszuli, odrzucając ją na bok. Opiera się wygodnie o brzeg basenu i wygląda tak, jakby się zastanawiał, czy z niego wyjść, czy pozostać tam na dłużej.

Ostatecznie jednak wychodzi, owija się w pasie ręcznikiem i ściąga dżinsy. W tym momencie nasze spojrzenia się krzyżują. Po jego torsie spływają krople wody. I jest taki opalony. Wszystko ma złociste: sześciopak na brzuchu, klatkę piersiową, umięśnione ramiona, nawet wystające spod ręcznika łydki.

Patrzy na mnie, po czym przenosi spojrzenie na stojącego obok mnie mężczyznę. I unosi pytająco brew. Rusza w moją stronę, emanując gorącem. Uśmiecha się lekko i w jego oczach dostrzegam rozbawienie.

Co ja mam teraz zrobić? Uściskać go? O Boże.

Złóż mu po prostu życzenia!

– Chodź tutaj – rzuca niskim głosem.

– Słucham?

– Powiedziałem, abyś tu przyszła.

– Nie – odpowiadam, marszcząc brwi.

Tahoe uśmiecha się i przechyla lekko głowę.

– W takim razie przyjdą po ciebie.

– Co takiego? – pytam. Tak się denerwuję, że przez moje ciało przebiega dreszcz.

Pokazuje na dwóch zbliżających się w moją stronę facetów w kąpielówkach.

Robi krok naprzód, obejmuje mnie w talii i oświadcza:

– Już ją mam.

Przerzuca mnie sobie przez ramię niczym worek, podchodzi do brzegu basenu, po czym ogląda się przez ramię i posyła mi szeroki uśmiech.

Nie. On nie zrobi tego, co myślę, że zamierza zrobić.

– Nie. Waż. Się – rzucam ostrzegawczo, trzymając się mocno jego mokrego torsu.

Sekundę później wrzuca mnie do wody. Nie mam nawet czasu wstrzymać oddechu. W jednej chwili jestem sucha, a w drugiej wpadam do wody z głośnym pluskiem.

Wynurzam się na powierzchnię, prycham, a on stoi na brzegu i uśmiecha się do mnie z lekką drwiną.

Następnie rzuca ręcznik i daje nura do basenu. Idealnego nura. Kiedy spod wody wynurza się jego głowa, chlapię go. Jestem taka wściekła, że nie potrafię jasno myśleć.

– To była moja ulubiona sukienka, ty…

Zanurza pod wodę połowę twarzy, tak że widać mu tylko oczy i nos.

Zżera mnie frustracja.

Mam ochotę złapać go za te mokre włosy i pocałować.

Mam ochotę przyciągnąć go do siebie pod wodą i pocałować.

Mam ochotę zabrać go do domu i pocałować.

Mam ochotę na to, aby zabrał mnie do domu i pocałował.

A potem mam ochotę zapomnieć o tym, że go pocałowałam i że w ogóle miałam na to ochotę.

– Roth! – woła jedna z dziewcząt, która stoi na prowadzących do basenu schodkach. A kiedy Tahoe zerka w jej stronę, ostentacyjnie pozbywa się góry od bikini.

– Bardzo ładne, mała – mówi Tahoe z uśmiechem, obdarzając jej piersi przeciągłym spojrzeniem.

Zdegustowana, zaczynam płynąć ku krawędzi basenu.

On i tak dociera do niego jako pierwszy.

Unosi brwi, kiedy nasze dłonie zaciskają się na krawędzi. Po raz kolejny nasze spojrzenia się krzyżują.

Z jego twarzy trudno cokolwiek wyczytać.

– W porządku, no więc udało ci się mnie zmoczyć – mówię w końcu, dając sobie spokój z gniewem. – Wiem, w jaki sposób możesz mi to wynagrodzić.

Tahoe podciąga się na rękach i wychodzi z basenu. Robię to samo, a on podaje mi ręcznik.

– Nie należę do amatorek przygód na jedną noc, dlatego daję ci szansę, jaką przed tobą miało tylko kilku facetów. Jedna noc w moim towarzystwie. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

Patrzy na mnie krzywo, wycierając ręcznikiem tors.

– To jakiś żart?

– Słucham?

Prostuje się, owija ręcznik wokół bioder, a kąciki jego ust unoszą się kpiąco.

– Ilu?

– Ilu co? Ilu facetów?

– Tak.

– Ja… no cóż, dwóch, no i jeszcze mój eks, Paul. Ale to nie była przygoda na jedną noc; byliśmy ze sobą dwa lata.

– Tak czy inaczej, nie dałabyś rady otrząsnąć się po nocy spędzonej ze mną.

Mrugam z niedowierzaniem.

– Wow, ale z ciebie zarozumialec.

– Hej. – Ujmuje mnie pod brodę i zmusza, abym spojrzała w te jego niebieskie oczy. – Na ślubie Sainta byłaś taka bezbronna, a ja trzymałem cię w ramionach i bardzo mi się to podobało, jednak miałaś rację z tym, że mi się oparłaś. To ty miałaś rację, nie ja.

Marszczę brwi.

– Uważasz, że nie jestem w stanie sobie z tobą poradzić?

Jego oczy lekko ciemnieją.

Cała w nerwach, zastanawiam się, czy przypadkiem błędnie go nie oceniłam.

Ale kiedy tak stoimy, wszystko się oddala, aż jedyne, co widzę, to te niebieskie oczy. Zniknęło z nich rozbawienie, a w jego miejsce pojawiło się coś mrocznego i czujnego.

– Dzięki za to, że przyszłaś, Regina – mówi w końcu.

Jego słowa przeszywają moją pierś niczym strzała.

– Odrzucasz mój urodzinowy prezent…?

Tahoe odwraca wzrok i zaciska usta. Odciąga mnie na bok i w jego oczach dostrzegam błysk żalu.

– Nie mam ci nic dobrego do zaoferowania, Regina. – Nachyla się ku mnie, a kiedy wyczuwam przy uchu jego uśmiech, moje kolana robią się miękkie. – Widok ciebie mokrej był dla mnie wystarczającym prezentem.

Robi krok do tyłu, a następnie kiwa palcem na swoje wielbicielki, pokazując gestem, aby udały się za nim ku kręconym schodom.

Zaciskam zęby i patrzę na niego z bolesnym ściskiem w żołądku. Jestem na siebie wściekła za to, że znalazłam się w takim położeniu, wściekła za to, że nie rozprawiłam się z nim, kiedy miałam okazję. Wściekam się za to, że jestem mokra i że Tahoe zniszczył mi sukienkę oraz wieczór.

Macha do mnie Wynn, do której zdążył dołączyć Emmett. W jej oczach widać niepokój.

Posyłam jej wymuszony uśmiech.

Tahoe ma rację – dobrze, że go odrzuciłam; lepiej trzymać się od niego z daleka. A dodatkowo konieczność spotykania się z nim później ze względu na Sainta i Rachel sprawiłaby, że seks okazałby się błędem, z którego skutkami musielibyśmy mierzyć się już zawsze.

Mam ochotę upić się i o nim zapomnieć – o tym, jak bardzo umięśniony ma tors i jak pachniał, cały mokry i ciepły.

Jestem już gotowa na powrót do domu, ale Wynn i Emmett siedzą wtuleni w siebie i dociera do mnie, że nadal mam ochotę na seks, przygodę na jedną noc, która byłaby przypomnieniem o tym, że jestem kobietą z krwi i kości.

Kiedy odwracam się, aby wyjść z sali, wpadam na faceta, który wcześniej tego wieczoru tak intensywnie mi się przyglądał.

– Hej, wszystko w porządku? – pyta z troską w głosie.

– Och, w jak najlepszym. Masz ochotę na drinka?

– Zdecydowanie – odpowiada.

Pytam, jak ma na imię, a po kilku drinkach zabieram go – Trenta – do domu.

Leżymy w moim łóżku. Gorące usta na mojej szyi, dłonie prześlizgujące się po ciele. Nadal mam na sobie wilgotną bieliznę. Przekręcam głowę na bok i moje myśli biegną ku ślubowi Rachel i Sainta…

Po ceremonii w kościele i kilku drinkach wymykam się z przyjęcia i udaję niespiesznie na plażę. Siadam na piasku i wbijam wzrok w fale, starając się nie myśleć o tym, jak bardzo będzie mi brakowało wspólnego mieszkania z Rachel.

Nagle wyczuwam coś za sobą i już wiem, że nie jestem sama. Wiem, kto dzieli ze mną tę chwilę.

On.

Spośród wszystkich ludzi na świecie, którym nie chciałabym pokazywać mojej słabości, on znajduje się na samym szczycie listy.

Jesteśmy przyjaciółmi. Chyba.

No bo z jakiego innego powodu siada teraz cicho obok mnie i zarzuca mi na ramiona swoją marynarkę?

– Dzięki – mówię. Mam wrażenie, jakby to on mnie przytulał. Marynarka pachnie nim i dociera do mnie, że nigdy dotąd nie dotykałam niczego, czego on dotykał.

– Dlaczego płaczesz? – pyta, patrząc przed siebie. Oboje siedzimy ze wzrokiem wbitym w wodę, jak gdyby kontakt wzrokowy miał się okazać zbyt intymny.

Przysuwa się bliżej, obejmuje mnie ramieniem, a ja od razu sztywnieję.

– Co ci chodzi po głowie, Tahoe?

– Mnóstwo rzeczy.

Ostrożnie opieram głowę o jego klatkę piersiową. Cóż za przyjemne uczucie. Przyjemniejsze, niż można by oczekiwać po twardych mięśniach.

– No to… zabierz się za nie – burczę.

Jego głos muska włosy na moich skroniach.

– Zabrać się za nie? W takiej kolejności, w jakiej chcę?

Kiedy uśmiecha się szeroko, swędzi mnie skóra.

– Ja nie… – Kręcę głową.

Nie mam pewności, czy robię to z powodu niego, czy tępego pulsowania, jakie on wywołuje między moimi nogami. Pachnie drogą wodą kolońską.

Podnoszę na niego wzrok i widzę, że mi się przygląda.

– Saint chce, żebym się trzymał z dala od ciebie.

Całe moje wahanie znika, kiedy Tahoe posyła mi szelmowski uśmiech i oświadcza:

– Chyba go nie posłucham.

Obejmuje mnie jeszcze mocniej, po czym unosi ku sobie moją twarz.

– Najpierw chcę na ciebie patrzeć. Następnie zamierzam cię dotykać, a jeszcze później smakować.

Oczy mu ciemnieją. Czeka na moją reakcję i jego uśmiech blednie, jakby dostrzegł coś, czego nie ma ochoty widzieć. Ociera mi z policzka łzę, po czym się odsuwa. I marszczy w zamyśleniu brwi.

Z mojego gardła wydobywa się pełen frustracji jęk.

– Zajmijmy się czymś innym niż obserwowanie, jak płaczę. Jakieś pomysły?

– Całe mnóstwo.

Z lekko drwiącym uśmiechem rozpina górny guzik koszuli. Serce mi zamiera, kiedy jego palce wędrują coraz niżej.

– Żartowałam.

– A ja nie. No już, nago będziesz wyglądać bosko.

– Zamknij oczy.

Wyślizguję się z sukienki. Udał, że się odwraca, ale ja czuję na sobie jego spojrzenie. O Boże. Błagam cię, księżycu, niech twój blask okaże się dla mnie łaskawy!

Czemu w ogóle przejmuję się, co ten facet sobie o mnie myśli?

Szybkim krokiem idę na brzeg i dostrzegam, że Tahoe podnosi głowę – otwarcie mi się przygląda.

Daję nura do wody i jej chłód na chwilę zapiera mi dech w piersiach.

Wynurzam się i widzę, że stoi na brzegu, a jego oczy lśnią w blasku księżyca. Wyczuwam emanujący z niego głód. Spodziewam się, że zrobi coś grzesznego. Jestem przygotowana na to, by go powstrzymać, niemniej pragnę, aby spróbował.

– Dlaczego? – wyrzucam z siebie.

– Dlaczego co? – Jego głos zagłuszają rozbijające się o brzeg fale.

– Dlaczego nie wykorzystałeś okazji?

Wchodzi do wody i podpływa do mnie.

– Już raz zostałaś skrzywdzona. Nie jestem facetem, który potrafi dać szczęście takiej kobiecie jak ty. – Zaciska usta i ogląda się za siebie. W oddali widać światła przyjęcia weselnego. – Ja tego nie pojmuję. Bycia wiernym jednej kobiecie do końca życia.

– Sądziłam, że mnie pragniesz – rzucam drwiąco.

Oczy mu ciemnieją. Ujmuje w dłonie moją twarz.

– Za bardzo, żeby to spieprzyć. – Przesuwa kciukiem po moich ustach.

Krzywię się.

– Facet, który siedzi przy stoliku za mną, od początku wieczora się na mnie gapi. Mogłabym go poderwać.

– Jasne, mogłabyś. A ja mógłbym poderwać dziewczyny, które gapią się na mnie, i mieć więcej akcji niż z tobą.

Jednak żadne z nas się nie rusza. Przez godzinę siedzimy w wodzie, a kiedy w końcu z niej wychodzimy, Tahoe wzdycha i siada na piasku obok mnie.

Trochę rozmawiamy, ale głównie wpatrujemy się w niebo. Nad nami rozciąga się kobierzec migoczących gwiazd, ale ja ledwie je dostrzegam. Jestem zbyt świadoma bliskiej obecności męskiego, wilgotnego ciała. A jego oddech, powolny i miarowy, działa na mnie uspokajająco, a zarazem uwodzicielsko.

Ostatecznie lądujemy w jego pokoju, do którego mamy bliżej niż do mojego. Zakładam miękki, hotelowy szlafrok, Tahoe zaś naciąga spodnie, po czym siada obok mnie na łóżku. Kiedy unoszę głowę, aby spojrzeć na niego w panującym w pokoju półmroku, w jego oddechu wyczuwam wódkę. Nie potrafię oderwać od niego wzroku. A on nie pozostaje mi dłużny.

Powiedział, że będzie patrzył i dotykał, i smakował…

– Pragniesz mnie? – W jego głosie słychać pewną szorstkość. Przygląda mi się z napięciem. – Pragniesz? – Jego dłoń ląduje zaborczo na moim biodrze.

W jego spojrzeniu toczy się wojna. Zastanawia się, czy wykonać kolejny krok. Czy uprawiać ze mną seks.

Pragniesz mnie? – pytają jego oczy.

– Nie – kłamię.

Przez chwilę na twarzy Tahoe maluje się niedowierzanie. Kiwa głową i zaciska usta. Odsuwa się, wstaje i zakłada koszulę.

– Odpocznij i dzwoń, gdybyś czegoś potrzebowała.

Na łóżku kładzie telefon bezprzewodowy, po czym podchodzi do drzwi.

Idzie do jednej z tych innych dziewczyn. Jestem tego pewna. A ja zostaję w jego łóżku, zastanawiając się, czy to wina wódki, że się tym przejmuję.

Dłonie na moich piersiach.

Wilgotne usta na szyi.

Palce próbujące zsunąć mi majtki.

– Przestań.

Powstrzymuję jego dłoń, przez co nasze pieszczoty dobiegają nagłego końca. W zasadzie to najchętniej wyrzuciłabym Trenta ze swojego łóżka. Źle się z tym wszystkim czuję. Dlaczego?

– Co cię ugryzło? Sądziłem, że masz na to ochotę.

– Nie… – O Boże, dlaczego nie mam? – Słuchaj, fajny z ciebie facet, ale przygody na jedną noc to jednak nie moja bajka.

Kiedy posyła mi spojrzenie pełne niedowierzania, jęczę i pocieram skronie. Cholera. On wydaje się zbyt pijany, żeby to wszystko pojąć.

– Jesteś wstawiony, no nie? – pytam go, a kiedy patrzy na mnie bez słowa, wzdycham. – Możesz zostać na noc, ale… żadnego spania na łyżeczkę ani przytulania się, ani nawet oddychania moim powietrzem, okej?

Po kilku minutach on już śpi, ale ja nie mogę zmrużyć oka. Boję się, że zobaczę wtedy te niebieskie oczy, których nie jestem w stanie wyrzucić z myśli, oczy, które zakradają się do moich snów.

Po co ja go tu w ogóle przyprowadziłam? To było święte miejsce, moje i Rachel, i tylko Malcolm Saint ośmielił się tu zapuścić – co swego czasu wcale mnie nie cieszyło.

Jest piąta rano, a ja chodzę po mieszkaniu w piżamie.

Okropna ta cisza.

Mieszkałyśmy tu z Rachel od czasu ukończenia studiów. To loft. Drewniane regały oddzielają salon od aneksu kuchennego. Teraz jest ciemno, ale kiedy tylko wzejdzie słońce, w mieszkaniu zrobi się jasno i słonecznie.

Zerkam na kalendarz. W przyszłym miesiącu wprowadzi się do mnie Wynn. To dobrze; nie stać mnie na czynsz, a nie chcę się stąd wyprowadzać. Poza tym nie lubię mieszkać sama.

Przez dwadzieścia trzy lata mojego życia mieszkałam w trzech miejscach i za każdym razem to mnie porzucono.

Za pierwszym razem rodzice mi oświadczyli, że sprzedali dom, w którym się wychowałam.

– Teraz, gdy idziesz na studia, mamy ochotę zająć się sobą i dodać naszemu życiu nieco iskry – wyjaśnili.

Zaraz potem wyjechali do Hiszpanii.

Kolejnym mieszkaniem okazało się to dzielone z Paulem, moim chłopakiem ze studiów. No i on także mnie zostawił.

Przed zdradą Paula wcale nie byłam nastawiona wrogo do mężczyzn. Najgorsze było to, że w ogóle się jej nie spodziewałam. Długo pozostawałam ślepa, głucha i głupia.

Paul Addison Moore był dla mnie dobry, ale w tym samym czasie okazał się dobry jeszcze dla dwóch innych dziewczyn. Obie o mnie wiedziały i nie przeszkadzało im to, że same pozostają na uboczu. Nie miałam o nich pojęcia przez dwa lata. A konkretnie przez dwadzieścia cztery miesiące i dziewięć dni.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie wkurzona laska i oświadczyła, że jest jego dziewczyną i że od kilku miesięcy czeka, aż mnie zostawi, bo jej to obiecał.

Rozłączyłam się i oświadczyłam mu, że to jakaś wariatka.

Wydawał się mocno poruszony. I nagle zaczął się pakować.

– Paul? – zapytałam. – To był żart. Prawda?

Pokręcił jedynie głową.

Nie chciałam spóźnić się na zajęcia, więc udałam się do łazienki, aby umyć zęby. Słyszałam odgłos zamykanych szuflad.

– Ona nie jest jedyna, jest ktoś jeszcze! – zawołał nagle z sypialni.

– Słucham? – Podeszłam do drzwi z buzią pełną pasty.

Sypialnia była pusta.

Wyszłam na korytarz i chwilę później znalazłam Paula w salonie. Razem z plecakiem i walizką.

Zamarłam.

– Nie kocham cię, Regino.

Słowo na „k” powiedział do mnie po raz setny. Wypowiadał je w czasie, kiedy ze mną mieszkał, sypiał lub dzwonił po to tylko, aby mi powiedzieć, że o mnie myśli.

Stał w progu, a mnie z ust wystawała szczoteczka do zębów. Na pewno wyglądałam koszmarnie. Miałam wrażenie, że wepchnął mi tę szczoteczkę głęboko w gardło, przebijając serce.

W końcu wyjęłam ją z ust i cisnęłam nią w niego.

– Ty! – zawołałam.

Wytarł z koszuli pastę.

– Bardzo dojrzale, Gina.

Nie byłam w stanie z nim rozmawiać, nie byłam nawet w stanie oddychać.

Dla niego przestałam jeść mięso. Dysponowałam mapą swojej przyszłości i jego imię napisane było na każdym kraju. Ale na mapie Paula Gina okazała się nieużytkiem, tym, co się porzuca.

Wybuchnęłam płaczem i skryłam twarz w dłoniach.

Nie odezwał się już ani słowem. Wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Po dwóch spędzonych wspólnie latach, po stu zapewnieniach o miłości, po zakochaniu się po raz pierwszy w życiu, nigdy więcej nie widziałam tego zdradliwego, kłamliwego dupka.

Jestem lojalna aż do bólu. Nawet teraz, na swój pokręcony sposób. Nie potrafię się znowu zakochać. Paul zabrał ze sobą moje serce, ciepłe T-shirty, w których lubiłam spać, moje zaufanie i nadzieje. Zostawił mnie zbyt poranioną, bym była w stanie ponownie czuć tego rodzaju szczęście. Wyszedł z mieszkania, a ja nie potrafiłam ocenić, czy okazałam się po prostu aż tak głupia, czy też nie zasługiwałam na jego miłość.

*Waves – ang. fale

NAZAJUTRZ

Rano budzę się po godzinie snu, z głową pełną myśli dotyczących minionego wieczoru. Trudno mi uwierzyć w to, jak szalony i luksusowy okazał się klub, i z całą pewnością jestem jedną z niewielu osób, które nie dotarły do domu w stanie kompletnego upojenia alkoholowego. Myślę o śpiącym w moim łóżku pijanym kolesiu i o tym, że gdybym mu jednak uległa, to już nie Paul byłby ostatnim mężczyzną, z którym się kochałam.

A potem do moich myśli zakrada się Tahoe. Boże. Seksowny, zwierzęcy Tahoe. Mam szczerą nadzieję, że nie będę się z nim musiała więcej widywać, a przynajmniej do czasu, kiedy Rachel i Saint wrócą z podróży poślubnej. Dzięki krótkiemu SMS-owi wiem, że przedłużyli ją o dwa tygodnie.

Wstaję z sofy i udaję się do kuchni, gdzie włączam telefon. Odsłuchuję wiadomość od Wynn.

– No więc ten facet, którego zabrałaś do domu? Emmett go zna. I jak tam? Mów! Zresztą i tak musimy pogadać. Zadzwoń do mnie, okej?

Otwieram lodówkę, wyjmuję kawę w ziarnach, mielę je i czekając, aż aromatyczny napój zaparzy się, wybieram numer przyjaciółki.

– Hej, o co chodzi?

– Gina. Emmett poprosił, abym z nim zamieszkała…

Nieruchomieję na chwilę, po czym ostrożnie stawiam kubek na blacie.

– Jak to?

– Cóż, wiesz, że na ślubie Rachel i Sainta wystraszyłam się potencjalną ciążą. I zmusiło mnie to do zastanowienia się nad tym, jak bardzo poważny jest nasz związek. Emmetta także, no i… ach! Chce, żebym z nim zamieszkała! – piszczy.

No a co ze mną? – mam ochotę zapytać. Ale nie mogę być taką egoistką. To znaczy mogę, ale Wynn to moja przyjaciółka. Od zawsze pragnęła poznać Tego Jedynego. Myślę, że wyobrażała sobie, iż to ona wyjdzie za mąż jako pierwsza z naszej trójki. A tymczasem była to Rachel, której zawsze najbardziej zależało na pracy. Czemu Wynn miałaby trzymać się kurczowo wizji starej panny, która już zawsze będzie sama? Czemu z mojego powodu miałaby odmówić swojemu chłopakowi?

Zdejmuje mnie nagle strach, że Emmett skrzywdzi Wynn równie mocno, jak Paul zranił mnie.

– Jesteś pewna, że to właściwy krok, Wynn? Spotykacie się ze sobą… jak długo?

– Rok! Ale, Gina, czuję się okropnie z tym, że wystawiam cię do wiatru. A gdybym tak pomogła ci w opłacaniu czynszu? Teraz, kiedy zamieszkam z Emmettem, nie będę się już musiała martwić o swój…

– Wielkie nie, Wynn.

– Rachel kazała mi obiecać, że wprowadzę się do ciebie. Nie ucieszy się, kiedy o tym usłyszy. Ona też będzie chciała dokładać ci się do czynszu.

– Nikt nie będzie mi się do niczego dokładał, okej? Czynsz będzie płacić tylko ta osoba, która tu mieszka, czyli ja! – oświadczam z mocą.

Ale stoję z telefonem przy uchu i przyglądam się fajnemu mieszkaniu, na które nie będzie mnie już stać.

– Dam sobie radę – mówię, a ponieważ jestem zbyt wykończona, aby martwić się teraz koniecznością szukania nowego lokum, kończę rozmowę z Wynn obietnicą, że spotkamy się w tygodniu.

Słyszę, że drzwi się otwierają. Odwracam się i oto facet, którego tu w nocy przyprowadziłam – Trent – stoi ubrany i gotowy do wyjścia. Uśmiecham się do niego blado, po czym wyjmuję z szafki drugi kubek i fiolkę paracetamolu. I stawiam wszystko na stole, naprzeciwko siebie.

– Boże, dzięki – mówi z wyraźną ulgą. Otwiera fiolkę. – Jak fatalnie mi poszło?

– Tak bardzo byłeś pijany? – Śmieję się. – Nie martw się. Do niczego nie doszło.

– A więc aż tak fatalnie?

– Wina leżała wyłącznie po mojej stronie. Obleciał mnie strach po długim okresie… abstynencji.

– Ach. – Bierze łyk kawy. – Ukradłem zaproszenie na wczorajszą imprezę. W przeciwnym razie w życiu bym nie trafił w takie miejsce.

– Naprawdę? – Ponownie się śmieję.

– A ty w jaki sposób zdobyłaś zaproszenie? Czekaj, wiem. Dzięki temu, że jesteś niesamowicie seksowna.

– Ha, ha, ha. Eee, nie. Nawet w połowie nie tak seksowna jak inne dziewczyny, które tam były. Po prostu znam jubilata. Nasi najlepsi przyjaciele dopiero co wzięli ślub, więc…

– Wow, masz znajomości w wyższych sferach.

Nasza rozmowa okazuje się całkiem sympatyczna. Dowiaduję się, że Trent współpracuje z Emmettem – dostarcza do restauracji część produktów – i z lekkim żalem dochodzę do wniosku, że jest miły i szczery i szkoda, iż w nocy do niczego między nami nie doszło. Czemu nie da się panować nad swoimi uczuciami? Czemu siedzę tutaj i rozmawiam z Trentem, czując przez cały czas ból w piersi po tym, jak Tahoe mnie odrzucił?

Po południu muszę iść do pracy. Niedziele nie są dla mnie dniem odpoczynku. Najczęściej mam wolne poniedziałki albo wtorki, kiedy jest najmniej klientów. Nadal nie mieści mi się w głowie, jak drogie jest wszystko to, co sprzedajemy. Zaopatrujemy chicagowskich bogaczy. Nasz sklep jest nieskazitelny, a tłumy zjawiają się tylko podczas dorocznej wyprzedaży, która przyciąga ludzi jak magnes, choćby po to, aby mogli popodziwiać perfekcyjne wystawy i rzędy modnych rzeczy. Do Czarnego Piątku i wyprzedaży zimowej zostało jeszcze sporo czasu i sprzedaż kosmetyków nie idzie tak dobrze, jak mogłabym chcieć. Martwię się swoją sytuacją mieszkaniową i zastanawiam, czy powinnam: a. dać ogłoszenie, że szukam współlokatorki, czy może b. przeprowadzić się.

Myśl o przeprowadzce nie napawa mnie radością, ale jeszcze mniej cieszy mnie perspektywa dzielenia mieszkania z nieznajomą osobą. Niedługo skończę dwadzieścia cztery lata i jestem za stara na to, aby mieć obcą współlokatorkę.

Woła mnie Martha, moja przełożona.

– Gina, przeorganizujmy to, nie podoba mi się, że Pink Ecstasy znajduje się na tej samej półce co Orange Flame.

Martha zawsze dba o to, aby wszystko wyglądało perfekcyjnie. Lubię tu pracować, gdyż sprawia mi radość przebywanie pośród pięknych, dobrze ubranych ludzi. Tutaj nikt nie płacze. Wszyscy wychodzą z uśmiechami na twarzach, dziękują nam i w ogóle. Mam nawet kilka stałych klientek. Kiedy więc zjawia się pani Darynda Kessler i oświadcza, że nie ma teraz czasu, abym zrobiła jej makijaż, i że żałuje, iż nie jestem dostępna później, tuż przed jej wieczornym wyjściem, traktuję to jako sposobność do poszerzenia zakresu swoich usług.

– Chętnie do pani przyjadę i zajmę się pani makijażem.

– Byłoby bosko! Nikt nie zna lepiej mojej twarzy niż pani. Siódma może być?

– Kończę o szóstej, więc siódma jak najbardziej mi pasuje.

Cieszę się, że czeka mnie dodatkowa praca. Odciągnie moje myśli od… zeszłego wieczoru. No i przyda mi się trochę kasy ekstra, dopóki moja umowa najmu nie wygaśnie i nie będę się musiała przeprowadzić. Zapisuję adres pani Kessler i obiecuję, że przyjadę do niej od razu po pracy.

Dopiero w drodze do niej rozpoznaję adres. Mieszka w tym samym apartamentowcu co Tahoe. Kiedy wchodzę do lobby, trochę się denerwuję. Miałam już tu okazję być, razem z Rachel i Wynn. Nigdy sama. Jedyne, co pamiętam, to że jego apartament jest za wielki jak na jedną osobę. A kiedy o nim myślę, zawsze oczami wyobraźni widzę go na kanapie w salonie, oglądającego mecz White Soxów w koszulce i czapce z logo tej drużyny.

Wsiadam do windy i wciskam numer piętra pani Kessler, kiedy dołączają do mnie dwie dziewczyny, obie młode i śliczne, które oświadczają stojącemu dyskretnie w rogu windziarzowi, że jadą na JEGO piętro. Mężczyzna kiwa głową i wsuwa kartę dostępu.

– Zaraz umrę – mówi jedna do drugiej, kiedy drzwi się zasuwają.

– Boże, wiem. Jak moje włosy?

– Super. A mój makijaż?

Staram się nie osądzać jej po makijażu, ale trudno tego nie robić, kiedy ma tak mocno wymalowane oczy. Nie powinnam jej oceniać. Makijaż to przecież nasza kobieca maska. Dobry makijaż potrafi ukryć zmęczenie, a nawet smutek. Niemniej dziewczyna wygląda pięknie i nie potrafię wyrzucić z głowy myśli, że to właśnie dlatego Tahoe odrzucił mój urodzinowy prezent.

Kiedy winda zatrzymuje się na moim piętrze, one nadal są zajęte poprawianiem fryzur i widać, że ekscytuje je rychłe spotkanie z bardzo gorącym facetem, z którym zdecydowanie mają ochotę na coś więcej.

Przypomina mi się tamten dzień, kiedy znalazłam się w jego apartamencie.

Oglądaliśmy mecz White Soxów.

Nie znam równie oddanego fana co Tahoe. Wycierał spocone dłonie o dżinsy i wrzeszczał jak opętany, kiedy drużyna wygrała. Roześmiałam się, bo to było naprawdę zabawne, a wtedy on spojrzał na mnie i uśmiechnął się krzywo. A potem… zaczął wpatrywać się we mnie z taką intensywnością, z jaką wcześniej gapił się w ekran telewizora.

Saint i Rachel wyszli, a Wynn przekazała mi wzrokiem, że my także powinnyśmy się zbierać. Tahoe zasygnalizował coś Callanowi, który chwilę później był już pogrążony w rozmowie z moją przyjaciółką, a sam zapytał, czy mógłby mi coś pokazać.

Zaprowadził mnie do ogromnego pokoju z różnego rodzaju sportowymi pamiątkami.

– Wow.

Na jednej z półek znajdowały się piłki z podpisami White Soxów, zaś po przeciwnej stronie pysznił się sprzęt do lacrosse.

– Jesteś fanem lacrosse?

– Grałem w liceum i na studiach. Nadal gram dwa razy w miesiącu.

Jasnowłosa bestia skupiona była wyłącznie na mnie. Ten jego cholerny dołeczek w policzku mnie dobijał.

– Właściwie to nigdy nie widziałam meczu lacrosse.

– Powinnaś przyjść na któryś.

Boże, ten dołeczek.

Zaczynałam nienawidzić tego małego wgłębienia w jego policzku, mimo że na jego widok przebiegał mnie dreszcz.

– Pewnie – odparłam, wzruszając ramionami. – Przyjdziemy.

Dwa razy w miesiącu wysyła mi teraz SMS-a:

Dzisiaj mecz. Przyjdź.

Albo:

Wieczorem mecz z Laxami.Potrzebna mi dama przynosząca szczęście.

A ja zawsze serwuję mu jakąś kiepską wymówkę.

Tej nocy także kiepsko śpię. A kiedy rankiem się budzę, jestem zdecydowana zadzwonić do Wynn i poprosić, aby zdobyła dla mnie numer telefonu Trenta.

Zanim Paul ze mną zerwał, do głowy mi nie przyszło, że tak bardzo można tęsknić za drugim człowiekiem. Nigdy więcej nie chcę przeżywać niczego podobnego. Ale jestem już gotowa zrobić krok do przodu. Chcę dać sobie kolejną szansę.

Rachel i ja zawsze twierdziłyśmy, że jesteśmy bystrymi dziewczynami, takimi, które wiedzą, czego faceci naprawdę od nich chcą. Trudno jednak trzymać się tego przekonania, kiedy obie moje przyjaciółki znalazły prawdziwą miłość. Trudno nie brać pod uwagę tego, że może… ale to może… mnie także jest ona pisana.

Nagrywam Wynn wiadomość i udaję się do pracy. Od powrotu ze ślubu Rachel czuję… niezadowolenie. Niepokój.

Analizuję wszystko, co musi zostać oraz co chcę zmienić w swoim życiu. A im dłużej to robię, tym większą mam świadomość faktu, że tym, co pragnę zmienić, jestem ja sama.

Próbuję więc złagodnieć; delikatniejszy makijaż oczu, cieńsza warstwa różu na policzkach. Pracuję nad swoją twarzą przez pierwsze pół godziny swojej zmiany, jako że rankiem na ogół nie ma dużego ruchu.

Powieki maluję perłowym, jasnoróżowym cieniem Bobbi Brown, policzki delikatnym różem, a usta muskam jasnym błyszczykiem. Kiedy kończę, z ciekawością przeglądam się w lustrze, ale dziewczyna, która na mnie patrzy, ma zbyt duże brązowe oczy, zbyt bladą cerę i wygląda zbyt bezbronnie, zbyt młodo i niewinnie, zupełnie jak osoba świeżo po studiach. Którą w sumie jestem…

Czemu wylądowałam w dziale z kosmetykami?

Z powodu Paula.

Dlatego że nie potrafiłam poradzić sobie z tym, że zerwał ze mną, kiedy w buzi miałam szczoteczkę do zębów. To powód, dla którego nigdy nie wychodzę z domu bez makijażu. To pierwsze, co robię po umyciu zębów.

Makijaż to z całą pewnością moja tarcza ochronna, maska, dzięki której czuję się silna, ładna i taka, jaka chcę. Lubię także pomagać innym kobietom w przywdziewaniu ich masek.

Nie chcę, aby jakakolwiek kobieta na świecie była w negliżu, bez makijażu i ze szczoteczką do zębów w buzi w momencie, kiedy ktoś z nią zerwie.

Kolejne pół godziny poświęcam na powrót do dawnego wizerunku: smoky eyes i czerwone usta. A kiedy oddzwania Wynn z numerem telefonu Trenta, czuję się silna. I kompetentna. Czuję się gotowa na to, aby się przekonać, dokąd mnie to wszystko zaprowadzi.

RANDKA

Dostępne w wersji pełnej

SOS!

Dostępne w wersji pełnej

TRENCZ

Dostępne w wersji pełnej

LISTOPAD

Dostępne w wersji pełnej

SAINTOWIE

Dostępne w wersji pełnej

ŚWIĘTO DZIĘKCZYNIENIA

Dostępne w wersji pełnej

IDEALNY PREZENT

Dostępne w wersji pełnej

BOŻE NARODZENIE

Dostępne w wersji pełnej

SYLWESTER

Dostępne w wersji pełnej

NIEZŁY POCZĄTEK ROKU

Dostępne w wersji pełnej

OGIEŃ

Dostępne w wersji pełnej

POSZUKIWANIA

Dostępne w wersji pełnej

MECZ

Dostępne w wersji pełnej

FERIE WIOSENNE

Dostępne w wersji pełnej

DOM NA PLAŻY

Dostępne w wersji pełnej

NIE UMIEM ODERWAĆ OD NIEGO WZROKU

Dostępne w wersji pełnej

JUŻ WIEM

Dostępne w wersji pełnej

CLUBBING

Dostępne w wersji pełnej

KAC

Dostępne w wersji pełnej

MAJ

Dostępne w wersji pełnej

DOM

Dostępne w wersji pełnej

OSOBA TOWARZYSZĄCA

Dostępne w wersji pełnej

CHŁOPIEC

Dostępne w wersji pełnej

KORZENIE

Dostępne w wersji pełnej

NA ŁYŻECZKI

Dostępne w wersji pełnej

KYLE

Dostępne w wersji pełnej

KIEDY „DOBRZE” TO ZA MAŁO

Dostępne w wersji pełnej

HALLOWEEN

Dostępne w wersji pełnej

UZALEŻNIONY

Dostępne w wersji pełnej

RANEK

Dostępne w wersji pełnej

NAZAJUTRZ

Dostępne w wersji pełnej

BOŻE NARODZENIE I SYLWESTER

Dostępne w wersji pełnej

PODZIĘKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej

TYTUŁ ORYGINAŁU:

Ladies Man

Redaktor prowadząca: Aneta Bujno

Redakcja: Monika Pruska

Korekta: Paulina Rynkiewicz

Opracowanie graficzne okładki: Łukasz Werpachowski

Cover design by James T. Egan, www.bookflydesign.com

Copyright © 2016 by Katy Evans

Copyright © 2017 for Polish edition by Wydawnictwo Kobiece,

an imprint of ILLUMINATIO Łukasz Kierus

Copyright © for Polish translation by Monika Wiśniewska

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2017

ISBN 978-83-65740-18-2

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: redakcja@wydawnictwokobiece.pl

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com