Kwintesencja Q. Potwory z ciemności. Tom 2 - Pepper Winters - ebook
lub
Opis

Mroczna kontynuacja grzesznej serii Potwory z ciemności!

Q uważa się za potwora, a demony Tess potęgują jego własne. Każdego dnia walczy o to, aby nie stać się takim potworem, jakim był jego ojciec.

Kiedy kobieta wraca do jego życia, jest gotowy dla niej zabijać, tak jak robił to w przeszłości. Jednak nie wie, czy potrafi dla niej kochać.

Tess przysięga zemstę na mężczyznach, którzy ją porwali i sprzedali, a Q obiecuje, że rzuci ich trupy do jej stóp. Jeżeli ma być potworem, to będzie jej potworem.

Przecież w każdym mroku jest szansa na światło.

 

Pepper Winters powiedziała mi, że jestem królową mrocznych romansów. Po przeczytaniu Kwintesencji Q uważam, że zostałam zdetronizowana. Świetna robota!!!” - Aleatha Romig, bestsellerowa autorka „New York Times”, znana w Polsce z serii Konsekwencje

 

O autorze:

Pepper Winters — bestsellerowa autorka według “New York Times”, “Wall Street Journal” i “USA Today”. Mistrzyni mrocznych romansów, laureatka wielu prestiżowych nagród, w tym za Najlepszego Bohatera i Najlepszą Serię BDSM. Najlepiej sprzedający się autor iBooków w Australii, Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. W swojej karierze napisała ponad 20 książek, w których zakochały się kobiety na całym świecie. Jej seria „Potwory z ciemności” stała się hitem w Polsce, a jej kontynuacja „Kwintesencja Q” to jedna z najbardziej wyczekiwanych książek z motywem dark romance!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 504

Popularność


Jest to historia erotyzmu, przerażenia i tragedii kochanków. Zawiera obrazowe opisy, ale w mrocznych scenach zawsze kryje się światło. Dla wszystkich esclave Q i kochanków wynaturzonych romansów

Prolog

Pragnę zobaczyć, jak krwawisz, usłyszeć, jak mnie wzywasz, zobaczyć, jak dajesz mi to, czego pragnę, niech płyną rzeki, potwór w środku wygrał…

Myślałem, że będę jej koszmarem – jej przerażeniem i mrokiem. Chciałem się nimi stać. Potrzebowałem jej bardziej niż pożywienia czy światła słonecznego. Zacząłem żyć dopiero, gdy pojawiła się w moim życiu – odurzyła mnie swoim smakiem, krzykami i radością.

Jednak zakończenie naszej popieprzonej bajki nie było do końca szczęśliwe…

Tess. Moja Tess.

Mojaesclave – tak silna, ognista i dzika w łóżku – nie była na tyle silna, by przetrwać to, co miało ją spotkać.

Przestałem być jej klatką.

Teraz jej klatką stali się oni.

Rozdział 1

Naga i przygaszona, ten mrok jest nie do opanowania, ty, moja esclave, zostałaś podbita, pokonana…

Byłem w stanie myśleć tylko o tym, że ona nie żyje. Z pewnością nie żyje. Tyle krwi, tak jaskrawej, z miedzianym, niemalże słodkim posmakiem.

Jej śnieżnobiała skóra była lodowata, szaroniebieskie oczy zamknięte.

Dławiły mnie furia i przerażenie, gdy padłem na kolana, zanurzając się w ciepłym szkarłacie. Bicz w moich dłoniach stał się śliski od potu, odrzuciłem go z odrazą. To moja wina. Pofolgowałem sobie i pokazałem swoją prawdziwą twarz. Potwór we mnie pozbawił mnie jedynej jasności w moim życiu.

– Tess? – Wziąłem ją w ramiona, mocno przytuliłem jej zimne, pozbawione życia ciało. Oboje byliśmy umazani krwią. Jej czerwone, opuchnięte ciało emanowało potępieniem.

– Esclave, obudź się – mruknąłem w nadziei, że pod wpływem rozkazu te gołębie oczy się otworzą.

Żadnej reakcji.

Pochyliłem się, przycisnąłem policzek do jej ust w niekończącym się oczekiwaniu na oddech, na znak, że nie posunąłem się za daleko.

Nic.

Moje serce stanęło ze strachu, jedyne, czego w owej chwili pragnąłem, to cofnąć czas. Przewinąć go do prostszego okresu, w którym żyłem z pragnieniami i potrzebami, ale nigdy nie uwierzyłem, że kiedykolwiek mógłbym być wolny. Przewinąć go do dnia, w którym przybyła do mnie Tess, i natychmiast odesłać ją do tego jej głupiego chłopaka Braxa. Wtedy byłaby przynajmniej bezpieczna, a moje życie by się nie skończyło.

Wtedy przynajmniej by żyła.

Moje demony ją zabiły.

Ja ją zabiłem.

Odrzuciłem głowę do tyłu i zawyłem.

– Q. Q!

Coś ostrego ugryzło mnie w ramię, wzdrygnąłem się. Przewróciłem się na bok, spróbowałem zignorować ten głos. Zasługiwałem, by pozostać w tym koszmarnym piekle. W piekle stworzonym przeze mnie za zabicie kobiety, która ukradła moje życie i pokazała mi emocje, o jakich wcześniej nie odważyłem się nawet śnić. Dopóki Tess nie pojawiła się w moim życiu, nie miałem nawet pojęcia o tym, że pragnę tego snu.

Poczułem uszczypnięcie w policzek, jakby ktoś mnie uderzył. Mrok został rozdarty przez jaskrawy ból.

Z trudem otworzyłem oczy i zobaczyłem, że siedzi na mnie blond bogini o dzikich oczach. Osłabiające przerażenie nie minęło, chociaż ona żyła i patrzyła na mnie z pasją, którą znałem aż za dobrze.

– Q, co u diabła się dzieje? To już trzeci raz w tym tygodniu. Powiesz mi wreszcie, co takiego ci się śni, że zaczynasz wyć jak wilkołak? – Tess przycisnęła moje ramiona do materaca, moje mięśnie mimowolnie się spięły. Lubiłem, gdy była na górze, ale nie lubiłem, gdy trzymała mnie tak, jakby to ona tutaj rządziła. Nie tak działam.

– To nie twoja sprawa. – Przeturlałem się i złapałem ją za biodra, przygwoździłem ją pod sobą. Zaryzykowałem mały uśmiech. Gdy była pode mną, mój świat odzyskiwał równowagę. Przesunąłem dłońmi po jej talii, w górę jej szyi, do ust. Zaczęła szybciej oddychać, moja panika całkowicie minęła.

Ona nadal oddychała.

Nie zabiłem jej.

Jeszcze.

Tess delikatnie dotknęła dłonią mojego policzka, łaskocząc mnie.

– Powinieneś mi powiedzieć, czego się boisz. Brax zawsze…

Zamarłem i zgrzytnąłem zębami.

– Jeśli wiesz, co jest dla ciebie dobre, nie skończysz tego zdania. – Do diabła, dlaczego musiała wprowadzać do naszego łóżka ducha tego jej idiotycznego chłopaczka, który traktował ją jak księżniczkę?

Zacisnęła powieki.

– Przepraszam. Nie chciałam… Po prostu się martwię. Jeśli masz koszmary z mojego powodu, daj mi szansę, żebym pomogła ci się ich pozbyć.

Było zbyt wcześnie rano, żeby urządzała mi przesłuchanie.

Minęły cztery dni, odkąd stanęła w progu mojego domu i nie dała mi wyboru. Musiałem ją przyjąć. Przyjąć jej ogień, ducha i upór. Może i jestem draniem, lubię kontrolę, ale w chwili, kiedy Tess opanowała moje życie, straciłem jaja.

Miałem nadzieję, że nie wie, jaki ma na mnie wpływ, bo cholernie bałem się naszej wspólnej przyszłości. Obietnic, które złożyła: że będzie dla mnie silna; przysięgi krwi, która złączyła nas do chwili, w której ta krew przestanie płynąć w naszych żyłach.

Minęły cztery dni, odkąd moje życie zmieniło się na zawsze, i od tej pory odczuwałem nieustanny, nieznośny ból.

– Daj spokój – mruknąłem. Ta kobieta zmiażdżyła moją nienaruszalną przysięgę. Moje uroczyste ślubowanie, że nigdy nie zaakceptuję tego cholernego mroku ani nigdy nie stanę się takim sadystycznym dupkiem jak mój ojciec. Tę samą przysięgę, która powstrzymała mnie przed wieszaniem pod sufitem bezbronnych kobiet. Ale ona wygrała – milimetr po milimetrze, centymetr po centymetrze. Jej krople dostawały się do cieniutkich pęknięć w mojej silnej woli, drążąc skałę i sprawiając, że owe pęknięcia stawały się coraz trudniejsze do zignorowania.

Przez cztery dni udawało mi się ignorować jej inicjatywy w kwestii seksu. Wspomnienia z wzięcia jej na barze w pokoju gier były zbyt okrutne. Tess krzywiła się przy każdej próbie siadania. Wiedziałem, że ją boli – chociaż nigdy się nie skarżyła. Obserwowałem każdy jej ruch niczym sęp poznający słabości swej ofiary. Myślała, że przekona mnie, że wszystko jest w porządku, że siniaki nie robią na niej wrażenia. Mnie. Człowieka, który wyczuwał ból i strach, tak jakby były najpiękniejszymi perfumami. Znałem prawdę.

Powiedziała, że nie zraniłem jej pasem. Skłamała. Na litość boską, przecież polała się krew. A ja ciągle żyłem na polu bitwy, walcząc z cudowną satysfakcją wywołaną jej bólem i moją niemoralnością. Z przerażeniem wywołanym faktem, że ją skrzywdziłem.

Nie wiedziałem, skąd brały się te moje mroczne pragnienia. Były częścią mnie w takim samym stopniu jak kod genetyczny.

Tess nie zasługiwała na to, aby być krzywdzona – nie zasługiwała na to żadna kobieta. Była jednak skłonna poświęcić dla mnie swoje krzyki. Za obietnicę czegoś, co – jak się obawiałem – niekoniecznie mogę jej dać.

Kuźwa, nie powinienem chcieć zbić jej na kwaśne jabłko, ale chciałem. Kuźwa, jak bardzo tego chciałem.

– Q, nie możesz trzymać wszystkich swoich myśli w zamknięciu, teraz gdy wpuściłeś mnie do swego życia. Widzę mękę w twoich oczach. Obiecałeś, że będziesz ze mną rozmawiał i mnie wpuścisz. – W jej głosie słychać było ból, małe pięści z wściekłością zaciskały się na prześcieradle.

Oboje złożyliśmy różne obietnice i jak na razie żadne z nas ich nie dotrzymało. Nie żeby miało to jakieś znaczenie – i tak zamierzałem się złamać. Ona nie była wystarczająco silna. Ja nie byłem wystarczająco silny.

Ce sont les premiers jours, idioto. Détends toi. To dopiero początek, idioto. Po prostu wyluzuj.

Jednak nie potrafiłem wyluzować. Nie byłem dostatecznie silny, by zwalczyć pragnienie bycia maniakalnym sukinsynem. Wiedziałem, że jeśli nie będę trzymać się w ryzach przez cały czas, nie wytrzymam. Co zrobiłem, gdy Tess po raz pierwszy przybyła do mnie jako niewolnica? Nie miałem innego wyjścia, jak tylko na nią polować, skrzywdzić ją, pożreć.

Gdybym był lepszym człowiekiem, wszedłbym po schodach na górę i kazał Francowi natychmiast ją zabrać. Teraz spełniły się moje marzenia – miałem kobietę, która zobaczyła prawdziwego mnie, która mnie zaakceptowała i chciała spędzić ze mną przyszłość – i jedyne, co potrafiłem zrobić, to tonąć w koszmarze, w którym ją zabijam.

– Jestem wyczerpany – mruknąłem. Czy usłyszała ukryte wyznanie? Że nie minął jeszcze nawet tydzień, odkąd zaakceptowałem ten związek, a już jestem w strzępach? Nie musiałem pytać: to oczywiste, że Tess znała prawdę. Widziała zdecydowanie za dużo.

– W takim razie przestań walczyć. Odkąd wróciłam, nie tknąłeś mnie nawet palcem. Może i dzielimy łóżko, ale prawie na mnie nie patrzysz, bo widzisz, jak się krzywię, gdy siadam na obolałym tyłku. Jesteś ode mnie bardziej oddalony niż wtedy, gdy zostałam ci sprzedana.

Z głębi mojej piersi wydobył się pomruk. Nienawidziłem tych sukinsynów, którzy ją porwali i sprzedali. Za każdym razem, gdy myślałem o tym, co mogło się z nią stać, gdyby trafiła do kogoś innego, miałem ochotę zabijać – zerwać z siebie fałszywą gębę biznesmena i pomalować ściany jej krwią. Chrzanić cywilizowane spotkania biznesowe z przestępcami. Skończyłem już z tym gównem. Cały czas prześladowały mnie obrazy Tess związanej i pobitej, zgwałconej i złamanej. Ironią losu było to, że to ja ponosiłem za to odpowiedzialność. Ponieważ jednak dawała mi się wykorzystać, chciałem oddać jej wszystko, co mam, w zamian za jej strach i jęki bólu. Nie czułem się jej godzien i nie sądziłem, że kiedykolwiek spłacę dług, jaki u niej zaciągnąłem.

Zwinąłem dłonie w pięści i zadrżałem z tłumionej wściekłości. Skierowałem gniew ku samemu sobie.

Jestem popierdolony.

Westchnąłem głęboko, nabierając odwagi, by dać Tess trochę tego, czego potrzebowała – niewielkiego wglądu w mój zgniły, zepsuty umysł.

– Nie mogę być dla ciebie czuły. I strasznie mi z tym, że dałem się ponieść i cię uderzyłem. – I co? Usatysfakcjonowało ją to? Otworzyłem się przed nią, powiedziałem o rzeczach, które miałem ochotę wyrzygać. Chciałem oddać ten mrok, który czaił się w moim wnętrzu, oczyścić serce, żebym mógł się stać uroczy i miły, żebym mógł być dla niej mężczyzną idealnym. Nie chciałem być dzikim, głodnym seksu potworem.

Na chwilę przestała oddychać i przesunęła miękkim palcem po moim przedramieniu.

– Dziękuję. Nie wiesz, jaką ulgę odczuwam, że ze mną rozmawiasz. Możesz teraz opowiedzieć mi o swoim koszmarze?

Usiadła prosto, a ja spojrzałem na nią wściekle. Ale z niej natrętna kobieta. Dzięki tym pytaniom udało jej się doprowadzić mnie do szaleństwa i jednocześnie wkurzyć.

Przeturlałem się na bok wielkiego łóżka i usiadłem na skraju, chowając głowę w dłoniach. Nie chciałem zachować się jak tchórz i uciec, ale to wszystko było dla mnie zbyt nowe. Mój pokój w wieży z masywnym kominkiem i białym dywanem wielkości oceanu nadal wyglądały tak samo, na zewnątrz nic się nie zmieniło, ale Tess siała spustoszenie w mojej duszy. Nie wiedziałem, czy przetrwam, jeśli wpuszczę ją głębiej w mój świat.

I nagle koszmar powrócił z rykiem, zobaczyłem wszystkie kolory. Tyle krwi, tak jaskrawej, z miedzianym, niemalże słodkim posmakiem.

Nie, nie mogłem tego zrobić. Nie byłem wystarczająco silny. Jakimś cudem zło mojego ojca zmusiło mnie do zrobienia tego, przed czym uciekałem całe życie. Życie pełne zasad i ograniczeń. Nie byłem przygotowany na dopuszczenie do siebie delikatnego, małego ptaka, wyplątanie się i ganianie za nim.

Wygrałbym.

A przegrałbym, gdybym ją zabił.

On dirait une fille, putain, Mercer! Mercer, brzmisz jak jakaś dziewczynka.

Skrzywiłem się, gdy Tess szybko przesunęła się na łóżku i przytuliła do moich nagich pleców. Miękkie opuszki jej palców dotykały mojego tatuażu z trzepoczącymi wróblami i drutem kolczastym. Zacisnąłem szczękę, gdy jej palce zaczęły zsuwać się niżej i niżej po moim brzuchu, w stronę penisa.

Chciałem ją powstrzymać, naprawdę, ale złapała mnie przez bokserki tak mocno, że jęknąłem. Jeden dotyk wystarczył, żebym zrobił się boleśnie twardy i utonął w mrocznym pożądaniu.

Tess zmusiła mnie do bycia sztywnym, cały czas skubiąc moje ucho.

– Q, jeśli się boisz, że zrobisz mi krzywdę… Nie bój się, nie zrobisz. Ufam, że nie posuniesz się zbyt daleko.

Wydukałem:

– Ale ja jeszcze ci nie ufam. Nie chcę cię złamać. Nie ufam sobie, że się powstrzymam.

Przestała mnie głaskać i się wycofała. Nie czułem już jej ciepła, zadrżałem.

– Dałam ci słowo, że będę z tobą walczyć. Spałam w twoim łóżku przez cztery noce, a jedyne, co zrobiłeś, to pocałowałeś mnie w policzek na dobranoc. Nie wykorzystałeś swojego pasa ani łańcuchów, ani żadnej z tych zabawek, które widziałam w tej twojej skrzyni.

Popatrzyła w nogi łóżka, gdzie stała skrzynia. Zamknięta. Nie chciałem, żeby Tess poruszała ten temat.

Jęknąłem i złapałem się za głowę. Jaki potwór chciał krwi kobiety, której oddał swoje życie? Jakie zwierzę chciało zniewolić jej krzyki, aby móc powtarzać je w kółko niczym doskonały refren?

Miałem rację, utrzymując dystans, rzucając się w wir pracy. Ponieważ nieustannie byłem przemęczony, nie miałem czasu na inne potrzeby.

Od czterech dni nie byłem w pracy. Nowe uczucie trzymało mnie w domu, cały czas przebywałem w pobliżu Tess. Przerażenie, że pewnego dnia się obudzi i uświadomi sobie, jak ogromny błąd popełniła, sprawiało, że cały czas byłem podenerwowany i opryskliwy. Myśl o tym, że wrócę do domu z pracy i nie zastanę Tess… No cóż, była straszna zarówno dla mężczyzny, jak i mieszkającej w nim bestii. Ale błędem było sądzić, że mogę porzucić stare życie i nie ponieść żadnych konsekwencji. Musiałem znaleźć sposób, by się wyleczyć. Musiałem to powstrzymać, zanim Tess nakłoni mnie do zrobienia czegoś, czego pożałuję.

Mruknęła i postawiła nogi na podłodze. Na jej tyłku nadal widniały fioletowe ślady po moim pasku. Ile razy uderzyłem ją tamtej nocy? Naliczyłem trzydzieści, ale zacząłem liczyć z opóźnieniem. Moje serce ścisnęło się na myśl o tym, jak łatwo było mi się zatracić w jej towarzystwie, a milisekundę później odczułem obezwładniające pragnienie wywołania jeszcze większego bólu, pozostawienia siniaków wściekłości na jej nieskazitelnej skórze. Chciałem przełożyć ją przez kolano. Chciałem, by te perfekcyjne, kryształowe łzy lały się po moim udzie, gdy będę ją bił.

Do diabła, powiedziała, że zostawiłem bliznę na jej duszy… Czy pozwoli mi zostawić bliznę na jej skórze?

Stanęła przede mną. Rozstawiła opalone nogi, oparła dłonie na biodrach. Była tak dumna, w swoim ciele wyglądała jak królowa. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Siedząca we mnie bestia zaczęła się skradać, rzucać na klatkę, próbując dostać się do Tess. Rozerwać ją. Zniszczyć.

Skułem potwora łańcuchami, odzyskałem nad sobą panowanie. Tess uklękła między moimi nogami i przycisnęła usta do mojego ukrytego w bokserkach penisa. Szarpnąłem się i zacząłem dyszeć. Ciepło jej oddechu, delikatność jej ust doprowadzały mnie do szaleństwa.

– Jeśli nie powiesz mi o swoich obawach, będę ci dokuczać tak długo, aż dasz za wygraną. Masz mnie. W sypialni jestem twoją niewolnicą, chcę, żebyś mnie wykorzystał. Pragnę tego. Dlaczego jeszcze tego nie zrozumiałeś?

Chciała mi dokuczyć? W porządku. Zaatakowałem i złapałem w garść potargane blond loki. Schyliłem się do poziomu jej oczu i spojrzałem w głębię jej duszy, pozwoliłem, by dostrzegła chaos w moich. Potrzebę, udrękę, cienką granicę między nienawiścią i miłością do niej za to, że zmusiła mnie, bym zaakceptował tę część siebie.

Tess nabrała powietrza, skurczyła się pod wpływem mojego spojrzenia. Potrząsnąłem nią, spodobał mi się delikatny blask bólu w jej oczach. Kuźwa, czy kiedyś zostanę odrzucony za to, że ją ranię? Bo jak na razie to ją nakręca.

– Rozumiem, esclave, że chcesz, bym pokazał ci swoje fantazje, ale musisz dać mi czas. – Na dźwięk słowa esclave moje serce zaczęło bić jeszcze szybciej. Przez cztery dni nie chciałem nazywać jej inaczej niż Tess. Nie była moją niewolnicą. Nie była moją własnością. Nigdy nią nie była i nigdy nie będzie. Wściekałem się. Wiedziałem, że jest tutaj teraz z własnej woli, ale nadal pragnąłem ostatecznej władzy. Chciałem zakuć ją w łańcuchy i sprawić, by była zupełnie ode mnie zależna. Chciałem ją karmić i kąpać. Chciałem być jedynym, co utrzymuje ją przy życiu.

Kuźwa, powinienem kupić sobie zwierzątko.

Ty draniu, Tess nie jest zwierzątkiem. Jest równa tobie. Jest Tess. Elle est à toi. Jest twoja.

Zamknęła powieki i zachwiała się w moją stronę, rozchylając wargi.

– Powiedz to raz jeszcze, maître. Przypomnij mi, gdzie moje miejsce.

Kuźwa, ta kobieta… Ona mnie nie leczyła, tylko pogarszała sprawę. Jak mogłem spodziewać się, że uniknę moich koszmarów, skoro ona skłaniała mnie do pójścia tą drogą?

Coś we mnie się odblokowało, mrok zafalował, blokując światło, o które tak walczyłem.

Tess to zauważyła. Zesztywniała, wbiła palce w moje uda.

Pochyliłem się nad nią i popatrzyłem groźnie. Zaczęło ogarniać mnie czarne podniecenie, moje serce biło jeszcze mocniej.

– Esclave, nie jesteś mi posłuszna. Chyba będę musiał cię ukarać. – Na słowo „ukarać” wszystkie moje mięśnie spięły się jeszcze bardziej. Mocniej złapałem Tess.

Zadrżała pod wpływem mojego dotyku, otworzyła szeroko oczy, w których pojawił się seksowny błysk. Ten sam, który mówił mi, że zaraz się zbuntuje i sprawi, że stracę nad sobą panowanie. Cholera, nie miałem już siły, by ponownie się powstrzymać. Moja energia się wyczerpała. Bramy zostały otwarte, potwór przejął kontrolę.

Tess pogłaskała mnie po udzie.

– Nie wolno ci mnie karać. Bo ucieknę. Zostawię cię.

Zacisnąłem dłonie, wbiłem palce w jej ciało. Jej groźba była zbyt podobna do moich obaw, zadrżałem z wściekłości. Wiedziałem, że zrobiła to celowo, by mnie zdenerwować, ale i tak się wściekłem.

– Kurwa, nie odważysz się. Wróciłaś do mnie. To nie są wakacje, esclave. Nie możesz przychodzić do mnie i mnie zostawiać zależnie od swojego widzimisię. Należysz do mnie i mogę z tobą robić, co tylko zapragnę.

Otworzyła usta, nabrała powietrza, ale w jej oczach błysnął szary ogień.

– Ani mi się waż mnie tknąć, bo cię zrujnuję.

Kuźwa, byłem już stracony. Całkowicie zakochiwałem się w tej kobiecie.

Przełknąłem gęste pożądanie i wymruczałem:

– Za późno, esclave. Już jestem zrujnowany i bez szans na odkupienie. – W ostatniej chwili łagodności przyłożyłem czoło do jej czoła i nabrałem głęboko powietrza. – Jestem zgubiony.

A potem łagodność minęła i pozostała tylko ostra potrzeba ranienia.

Jednym ruchem podniosłem ją do góry. Złapała mnie za ręce, nadal wplecione w jej włosy. W jej oczach pojawił się dym, idealne usta zadrżały.

– Naprawdę nie powinnaś była naciskać. Prosiłem cię o trochę czasu. – Mocno nią potrząsnąłem, wściekły, że straciłem nad sobą panowanie. Kontrola była moją jedyną słabością. Jeśli ktoś mi ją zabrał, konsekwencje były potworne. – Przestałem już walczyć. Zadowolona?

Jej klatka piersiowa gwałtownie się unosiła, Tess oddychała nierówno. W jej oczach pojawiło się niezdecydowanie, a potem ciężkie, gorące pożądanie.

– Tak. Bardzo. Oto i mężczyzna, do którego wróciłam. Ten, który ma mnie przelecieć.

Mój kutas wyrwał się do przodu w więzieniu bokserek, bolał z pragnienia, by zanurzyć się głęboko w tej kobiecie. Popchnąłem ją do przodu, oblizałem usta. Wezmę ją na ostro. Nie chciałem uległości, tylko brutalności.

Zamknęła oczy, gdy moje usta zaatakowały jej usta.

Westchnęła, kiedy zacząłem wściekle lizać jej dolną wargę. Jej ciało wyginało się pod wpływem mojego oddechu, poddawała się w swej fałszywej walce, pokazywała mi, jak bardzo potrzebuje tej przemocy. Odsunąłem się, puściłem jej włosy i złapałem ją za nadgarstek. Ten sam, na którym wytatuowano kod kreskowy i wróbla. Szyderstwo z jej statusu niewolnicy i talizman jej wolności.

– Esclave, powinnaś już wiedzieć, że nie robię tego, co chcesz. Twoje pozwolenie na mnie nie działa.

Zmarszczyła czoło, gdy pociągnąłem ją po grubym białym dywanie i zmusiłem do uklęknięcia przed lustrzaną skrzynią. Ciężko oddychając, podszedłem do zrzuconych wieczorem spodni i wyjąłem z nich klucz.

– Otwieraj. – Podałem jej klucz pewnym gestem, ale moje serce waliło jak dzikie.

Popatrzyła na niego. Przez chwilę się wahała. Zesztywniała pod wpływem mojego rozkazu. Myślałem, że ponownie mi się przeciwstawi, ona jednak kiwnęła głową i posłusznie włożyła klucz w zamek.

Zesztywniałem, każdy mięsień w moim ciele ostrzegawczo pulsował. Tess myślała, że mam duszę, serce. Ale to, co trzymałem w tej skrzyni, udowodni jej, że jej głupie, naiwne fantazje były nieprawdziwe.

Bez wątpienia pragnąłem Tess. Bez wątpienia czułem przy niej coś, czego nie czułem nigdy wcześniej… Ale to z pewnością nie wystarczało. Byłem zbyt zepsuty w zbyt młodym wieku, by móc się zmienić.

Tess głęboko nabrała powietrza i podniosła wieko. Spodziewałem się pisku, sapnięcia… Czegoś, co potwierdzałoby, że wie, co kusi, ale pokój wypełniła śmiertelna cisza.

Zgrzytnąłem zębami i zajrzałem jej przez ramię. Pierwsza część sprzętu była nudna. Mogła go kupić każda para szukająca przygód w sex shopie.

Trzy bicze; cztery pejcze o różnej grubości; dwie szpicruty; trzy zestawy zacisków na sutki; korki analne i najróżniejsze kajdanki. Właściwie były tak swojskie, że na myśl o użyciu ich z Tess moje podniecenie mijało.

Przesunęła palcami po tych sprzętach i zmarszczyła czoło. Dlaczego, u diabła, marszczy czoło?

– Mów. Jesteś rozczarowana? Spodziewałaś się znaleźć tutaj sprzęt do gwałtu? A może łopatę, żeby zakopać twoje ciało?

Skrzywiła się na dźwięk słowa „gwałt” – zacząłem się przeklinać. Po raz kolejny moja wściekłość i nienawiść wobec Lefebvre’a przybrały na sile; miałem ochotę porąbać jego ciało i rzucić robakom na pożarcie. Skurwiel skrzywdził to, co miałem chronić.

Spojrzała w górę, wykręcając tę białą łabędzią szyję.

– Ja tylko… spodziewałam się… – Przełknęła ślinę. Pokręciła głową i delikatnie przychyliła głowę do klatki piersiowej.

Podniosła czarne gumowe dildo i wymruczała:

– Nie chcę żadnych dildo, skoro mogę mieć twojego penisa. Wiem, że miałeś bicze i pejcze, ale nie wiem… – Przerwała, a ja… Niech mnie diabli! Poczułem się, jakbym był wybrakowany. To nie było dla niej wystarczająco ostre.

Poczuję całkowitą satysfakcję dopiero wtedy, gdy czerwona od krwi będzie płakać w moich ramionach. Takim jestem chorym skurwielem. Tess myślała, że jestem nudny. I nagle zapragnąłem udowodnić jej, jaki drzemał we mnie mrok. Jak bardzo zdeprawowane myśli mieszkały w mojej czaszce.

Przeczesałem włosy palcami i cicho ją przekląłem. Konkurujesz sama ze sobą. Nie widzisz, jakie to wszystko popieprzone?

Merde.

– To tylko jedna półka. Spójrz głębiej. – Mój głos zaczął brzmieć inaczej. Był zbyt mroczny i zbyt zachrypnięty.

Spojrzała mi w oczy i między nami przeskoczyła jakaś iskra. Chemia i pragnienie, które zawsze wywoływało niekontrolowany pożar. Moje serce biło jeszcze szybciej, a i tak już twardy kutas pulsował z pożądania. Jedyne, o czym mogłem myśleć, to smak Tess na moim języku i wspomnienie o biczowaniu jej.

Podniosła się na kolanach, znalazła niewielką zasuwę i pociągnęła za nią.

– Och – wyszeptała.

Tak, och. Teraz mogła zobaczyć to wszystko, tak chore i mroczne. Nie korzystałem jeszcze z żadnej z tych zabawek – o ile w ogóle można było nazwać je zabawkami. Były to raczej narzędzia tortur. Nie wiedziałem, po co mi one. Nigdy nie planowałem ich używać. Aż do tej chwili.

Tess podniosła japońską jedwabną linę. Była ponoć tak wytrzymała, że nie dało jej się nawet przerwać zębami czy przeciąż ostrzem. Gdy spętana osoba zaczynała się rzucać, lina wpijała się w skórę, pozostawiając krwawe pręgi, na myśl o których zaczynałem się ślinić.

Pogłaskała linę, a potem położyła ją na swoich nagich udach i sięgnęła po kolejny przedmiot. Nie chciałem odrywać spojrzenia od liny na jej skórze, ale na widok kolejnej rzeczy poczułem nagły skurcz w podbrzuszu. Uprząż. Taka sama, jaką mój chory ojciec wykorzystywał do krępowania kobiet, które zwisały z sufitu z głowami między nogami. Ręce związane, nogi związane, głowa przywiązana… Tess nie miałaby dokąd uciec. Nie pozostałoby żadne miejsce, którego nie byłbym w stanie dotknąć.

Zadrżałem, gdy moje jądra ścisnęły się z pożądania. Na myśl o tak spętanej Tess moje ciało wypełniały niecierpliwe popędy. Zrobiłem krok naprzód, żeby się na nią rzucić i ją związać. Sprawić, by krzyczała, by pragnęła mojego penisa.

Spojrzała mi w oczy, a ja zrobiłem następny krok i dotknąłem stopą jej kolana. Patrzyła spod swych gęstych rzęs, jej wzrok był pełen nieodgadnionej złożoności. Jej pierś się unosiła. Tess powoli nabierała odwagi.

– Podoba ci się myśl o tym, że nie będziesz miała dokąd uciec? Że nie będziesz miała się gdzie ukryć, esclave?

Powoli, bardzo powoli odłożyła uprząż na bok. Jej sutki zesztywniały pod moją białą koszulką, którą nosiła do spania.

– Q, wiem, że nie mogę od ciebie uciec. Wcale bym tego nie chciała. Nie tak naprawdę.

Jej głos był cichy, ale pełen napięcia. Zamiast wzmocnić moje pożądanie, osłabił je. Zamarłem, gdy sięgała po kolejny przedmiot. Dlaczego w ogóle jej to pokazałem? Miałem ochotę zatrząsnąć wieko i sprawić, by już nigdy nie mogła tego zobaczyć.

Wyjęła jasnoczerwony knebel, winylowy kombinezon z wycięciem na usta i między nogami oraz deskę z kajdankami na ręce i kostki.

Każdy przedmiot kładła na podłodze, a ja czułem, jak wypełnia mnie coraz większa odraza. U moich stóp leżały dowody mojej choroby. Moje potrzeby przekraczały zboczenia klasy średniej i zahaczały o zabawy zagrażające życiu. Nie chciałem fałszywego strachu ani łez. Nie. Pragnąłem tylko prawdy. Chciałem posiadać, dręczyć i konsumować. Chciałem być powietrzem, którym Tess oddychała. Chciałem być wodą, którą piła. Chciałem utrzymywać ją przy życiu, jednocześnie pragnąc ją zabić.

Jeszcze nigdy nie powiedziałem do niej prawdziwszych słów. Byłem całkowicie wyczerpany.

Tess wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, wyrywając mnie z rozmyślań. Skrzywiłem się na widok tego, co trzymała w dłoni: czerwonej skórzanej torby. Rzuciłem się do niej w chwili, kiedy rozsunęła zamek błyskawiczny.

Jej ruchy były zbyt szybkie, torba znalazła się poza moim zasięgiem.

– Daj mi zobaczyć. – W jej głosie pobrzmiewały wściekłość i prośba. Taka urocza mieszanina dźwięków.

Kiwnąłem głową i odsunąłem się od przedmiotów w torbie. Od przedmiotów, których naprawdę bardzo chciałem wtedy użyć.

Tess wyjęła srebrne nożyczki, mały nożyk i trzy kryształowe fiolki. Nie wzięła strzykawki, która służyła do pobierania krwi.

Kiwała się na piętach. Przygwoździła mnie spojrzeniem swych szarych oczu.

– Zawsze zastanawiałam się, dlaczego zniszczyłeś tyle moich ubrań. Przecież mogłeś zażądać, żebym się rozebrała, ty jednak wolałeś wszystko rozciąć, spalić albo rozerwać. Czy to dlatego, że skrycie pragniesz zrobić to z moim ciałem? Chcesz rozedrzeć mnie na strzępy? Obedrzeć mnie ze skóry? Zobaczyć moją krew płynącą niczym rwąca rzeka?

Zamknąłem oczy. Nie potrafiłem znieść obrazu, jaki namalowała. Obrazu, którego tak pragnąłem. Tak. Zajebiście. Mocno.

Złapała mnie za kostkę, podniosła się po moim w większości nagim ciele i stanęła przede mną. Jej ciepło przeszło na mnie i zacząłem się zastanawiać, co by się stało, gdybym zrobił coś tak prostego, jak przytulenie, gdybym okazał jej czułość i pozytywną emocję. Czy bym to przetrwał, a może bym ją zniszczył? Czy posunąłbym się za daleko, tak jak to robiłem za każdym razem?

Tess odpowiedziała za mnie. Wcisnęła mi do ręki pejcz.

– Mylisz się, myśląc, że twoje straszne pudełko mnie przeraża. Nie przeraża.

Moje powieki, ciężkie od poczucia żalu i odrazy do samego siebie, podniosły się. Spojrzałem jej w oczy. Była tak blisko, że wiry błękitu i szarości w jej spojrzeniu wyglądały jak wściekłe jeziora. Próbowałem odczytać strach, upór i pożądanie w jej duszy.

Zniżyła głos do szeptu.

– Musisz ze mną rozmawiać. Nie możesz mieć tajemnic, maître. Już nie. Nie pozwolę ci na to. – Cofnęła się, zdjęła przez głowę moją koszulkę i stanęła przede mną naga. Z odwagą wojowniczki uszczypnęła białą skórę swego podbrzusza. – Tutaj. Chcę, żebyś zostawił bliznę w tym miejscu. Oznakuj mnie, jeśli masz się dzięki temu lepiej poczuć. Chcę, żebyś przyjął to, co ci daję. Chcę, żebyś to zaakceptował.

Rzuciłem pejczem. Nie dawała mi swojego ciała. Dawała mi szaleństwo. Nie byłem dla niej wystarczająco męski, ale z pewnością miałem w sobie dostatecznie dużo z bestii. Jednak mężczyzna we mnie był tchórzem. Nie chciałem burzyć murów i być zupełnie wolnym – niezależnie od tego, jakie obietnice Tess miała zamiar na mnie wymusić. Mam zrobić jej bliznę? Czy ona nie wiedziała, że nie mógłbym – nie potrafiłbym – zatrzymać się na jednej?

Opuszką palca dotknąłem jej napiętego brzucha. Był tak jedwabiście gładki, tak kobiecy. Tess cicho dyszała, jej piersi unosiły się i opadały, drażniąc się ze mną, sprawiając, że wyzbywałem się wszelkich zahamowań. Tylko ona potrafiła otoczyć mnie taką siecią. Tylko ona potrafiła sprawić, że czułem się tak zagubiony i popieprzony.

Złapałam ją za pierś i mocno uszczypnąłem brodawkę. Żadnej łagodnej gry wstępnej, tylko zaborcze ściśnięcie. Oparła głowę na mej piersi. Jej zapach orchidei i mrozu był ostatnim, czego potrzebowałem do pełnej zguby.

Dałem za wygraną.

Poddałem się.

Pragnąłem jej i nie miałem zamiaru się powstrzymywać.

Krążyłem wokół tego, cały czas splątując i zrywając swoje myśli. Teraz myślałem trzeźwo i byłem chętny. Chętny, by przejąć rolę krzywdzącego, nienasyconego pana.

Przesunąłem dłonią od jej piersi do gardła, złapałem ją za szyję. Odchyliłem jej głowę, popatrzyłem w jej wzburzone oczy. Płonął we mnie gniew.

– Nie mogłaś tak po prostu dać mi czasu, prawda, esclave? A teraz jestem wściekły i nie będę mógł nad sobą zapanować. Uległem i nie liczy się nic poza pieprzeniem cię. – Potrząsnąłem nią, zacisnąłem palce na jej szyi.

Nie ruszyła się, cały czas trzymała ręce przy bokach, pozwoliła, bym ją podduszał. Sprawdziłem ją, zacisnąłem palce tak bardzo, aż delikatne mięśnie jej szyi ustąpiły, sprawiając, że zakręciło mi się w głowie.

Nic nie zrobiła.

Zmusiłem palce do rozluźnienia się i zmarszczyłem czoło.

– Ufasz, że nie posunę się za daleko? Naprawdę jesteś aż taka głupia?

Położyła jedną dłoń na mojej, ale nie pociągnęła mnie za rękę ani nie próbowała sprawić, żebym ją wypuścił. Drugą dłoń położyła na moim nieogolonym policzku, dając mi bezwarunkową akceptację, pragnienie, pożądanie i wszystko inne, co między nami istniało.

Kuźwa, ale ze mnie szczęściarz. Nie jestem tego godny.

– Obiecałam ci, że będę walczyć. Q, nie jestem na tyle naiwna, by całkowicie poddać się twej kontroli. Wierzę jednak, że znam twoje granice lepiej niż ty sam. Ufam ci… Tutaj.

Położyła dłoń nad moim sercem. Pod wpływem jej dotyku zaczęło walić jak dzikie i rzucać się niczym demon.

– Pozwól sobie czuć. Pozwól sobie zaakceptować. Jesteś bardziej ludzki, niż myślisz.

Łagodność w jej głosie mnie rozwścieczyła. Nie pozwoliłem sobie na zastanawianie się nad prawdą, zamiast tego pocałowałem Tess.

Zaatakowałem jej usta, jakby była ostatnią kobietą na ziemi. Jedyną kobietą dla mnie. Mój język przedarł się między jej miękkimi, słodkimi ustami, a ja brałem, brałem i brałem. Ukradłem jej smak i oddech. Zmusiłem ją do zaakceptowania każdego cala mojego pragnienia.

Jęknęła i mocno się do mnie przycisnęła, tak mocno, że nie wiedziałem już, gdzie kończyły się moje usta, a zaczynały jej.

Moje palce same się zaciskały, szukając ostatecznej kontroli. Całowałem ją tak mocno, że się dławiła, jej nogi zaczęły drżeć. Złapałem ją w ostatniej chwili, gdy zgięła się wpół.

Przez świadomość, że pozwoliła mi doprowadzić się na skraj takiej słabości, moje serce nabrzmiało tak, iż nie mieściło się już w klatce piersiowej. Nie myślałem, że sprawianie bólu może przynosić taką satysfakcję, ale całkowite poddaństwo i zaufanie były ostatecznym afrodyzjakiem.

Wypuściłem ją i podniosłem jej bezwładne ciało. Minęliśmy kominek. Byliśmy z dala od łańcuchów na suficie, w które zakułem ją pierwszym razem. Niosłem ją na tyły wieży.

Tess zamrugała, z braku tlenu nie myślała trzeźwo.

– Dokąd idziemy?

Nabrałem łapczywie powietrza, zdany wyłącznie na łaskę i niełaskę mojego pulsującego penisa i ogromu pożądania, poprawiłem ją w ramionach i pociągnąłem grubą aksamitną zasłonę po lewej stronie od wielkiego okna.

Ciemnozielony materiał się zsunął i wylądował u mych stóp niczym kałuża.

Tess sapnęła i wtuliła się we mnie jeszcze bardziej, patrząc wielkimi oczami na krzyż wielkości dorosłego człowieka. Jego mocno naolejowane ciemne drewno i jasnoczerwone skórzane pasy wyglądały przerażająco. Jak rodem ze średniowiecza. Na takich urządzeniach obdzierano ludzi żywcem ze skóry albo po kolei odcinano im kończyny. To było barbarzyńskie. Przerażające. Cudowne.

Tess będzie zupełnie unieruchomiona. Zdana wyłącznie na moją łaskę. Całkowicie moja.

Jęknęła i zadrżała, a przeze mnie przepłynęły fale pożądania. Mój głos ociekał czernią.

– Esclave, pora, żebyś przeszła inicjację, by należeć do mojego świata.

Rozdział 2

Rozkoszuję się trzaskiem, witam z radością pieczenie, nie przestawaj, jeszcze nie pora na twoje cierpienie.

Zacieśnij chwyt, spraw, bym krwawiła, tego pragnienia nigdy bym nie zdławiła.

Walczyły we mnie dwie emocje: niepewność i podniecenie. Wygrałam bitwę, którą toczyłam przez cztery dni: sprawiłam, że Q się poddał. Ale jakim kosztem? Nie byłam już w stanie czytać mowy jego ciała – był za bardzo spięty, wręcz najeżony z pożądania. Nie mogłam już czytać w jego jasnych jadeitowych oczach. Widziałam w nich jedynie płonącą dominację.

Gdy wpatrywałam się w krzyż, wszystko wokół mnie zwolniło, aż w końcu się zatrzymało. Życie zamarło, znalazłam się w małej bańce zadumy. Rozpoczęła się moja inicjacja, miałam zostać wprowadzona w jego tajemniczy świat, stałam na progu i zastanawiałam się, czy kiedykolwiek jeszcze zobaczę światło.

Moja szyja bolała w miejscu, w którym mnie trzymał. Swą wielką dłonią zmiażdżył mi tchawicę i odczuwałam ogromną potrzebę podrapania go, walki, dopóki mnie nie wypuści. Jakimś cudem jednak wiedziałam, że Q należało nauczyć najważniejszego czynnika każdego związku. Musiał się dowiedzieć, że jeśli między nami miała pojawić się jakakolwiek miłość, do jej przetrwania potrzebne są mocne podstawy. Niezachwiane zaufanie i wiara w drugą osobę.

Powiedziałam, że ufam Q. Nie ufałam. Jeszcze nie. I byłam pewna, że on też mi nie ufał. Oboje błądziliśmy w ciemności, próbując ustalić zasady naszego związku, i mieliśmy trwać w potępieniu, dopóki nie nauczymy się wiary w siebie.

Dotknęłam palcami posiniaczonej szyi – gdy przełknęłam ślinę, skrzywiłam się z bólu. Ten eksperyment miał sprawdzić, jak daleko Q się posunie. Byłam sekundę przed utratą przytomności, ale nie doprowadził mnie na sam skraj.

Pozwoliłam, by moja wiara w niego trochę się rozwinęła.

Zmienił pozycję obok mnie, patrzył, jak gładzę się palcami po szyi. W jego oczach błysnęły poczucie winy i wstyd, które po chwili zostały pochłonięte przez mrok.

– Nie będę przepraszać za to, że sprawiłem ci ból. Sprowokowałaś mnie. Je ne peux pas me priver si longtemps. Nie jestem w stanie tak długo nad sobą panować.

Moje ciało zareagowało; zaczęło się topić, rozluźniać i przygotowywać do przyjęcia jego ciała. Oczy Q działały jak katalizator spalania w moim brzuchu, wszystko błyskawicznie rozprzestrzeniało się po moim ciele, zamieniając moje wnętrzności w popiół.

– Nie spodziewam się przeprosin – szepnęłam.

– I dobrze. – Pogładził mnie po policzku. Normalnie jest to czuły gest, ale w przypadku Q był on pełny cichej furii.

Nie ugięłam się, gdy Q zatknął za moje ucho niesforne pasemko włosów. Drżąc, spojrzałam mu w oczy. Popatrzyłam głęboko w serce potwora, którego wybrałam w miejsce uroczego chłopaka, jakim był Brax.

Tam, gdzie Brax był słoneczny, u Q znajdowała się nieskończona ciemność. Czarna dziura pełna tajemnic i ukrytych światów. Spojrzałam na krzyż. Czy chcę znaleźć się w świecie bólu? Czy Q w końcu stracił wszelką kontrolę?

Początki w jego świecie oznaczały, że będę musiała dużo się nauczyć. Jak odważna mogłam być i jaki miałam próg bólu?

– Maître, byłam głupia. – Spojrzałam na jego wargi. Były mokre od języka. Na samą myśl o ponownym pocałunku ślina napływała mi do ust.

Opuścił dłoń, po drodze drasnął moją brodawkę. Skrzywiłam się, pod wpływem tego nieszkodliwego gestu moja cipka się zacisnęła.

– Byłaś głupia. Głupio odważna, esclave.

Kiwnęłam głową. Mój oddech stał się płytki, gdy Q opuścił głowę i bardzo delikatnie pocałował mnie w usta. Byłam oszołomiona, wtuliłam się w niego, desperacko objęłam jego szyję, przycisnęłam do niego swoje piersi. Jakaś pierwotna część mnie, niemyśląca, ale bardzo zmysłowa, wiedziała, że muszę złamać Q do końca. Dopiero potem mógł przejść na łagodniejszą stronę.

Bał się.

Ale czego? Jeszcze nigdy nie był w takim związku? Może naprawdę uważał się za diabła niezdolnego do miłości? Ja jednak nie miałam zamiaru z niego rezygnować.

Pogłębił pocałunek, a ja jęknęłam. Zacisnęłam ręce na jego szyi, szarpnięciem przyciągnęłam go do siebie. Zgrzytnął zębami, ustawił nas tak, by wykorzystać znajdujący się za mną drewniany krzyż. A potem złapał mnie za nadgarstki i siłą ściągnął moje ręce ze swojej szyi.

– Wiesz, że zachowujesz się głupio, a mimo to dalej naciskasz. Spróbowałabyś pogłaskać polującą panterę? Non, parce que la mort te trouverait rapidement. Nie, bo śmierć błyskawicznie by cię znalazła.

Jego słowa przypominały pociski.

Mój umysł wypełniły obrazy drapieżników, zabijania i krwi.

Q urodził się w mroku ukształtowanym przez okoliczności, o których nie chciał mi opowiedzieć. Jeśli któreś z nas było zepsute, to był to on. Nie chciałam, by nadal się siebie bał. Nie musiał już być sam.

Gdy trzymał mnie za nadgarstki, powiedziałam:

– Chcesz wiedzieć, co myślałam, gdy do ciebie wróciłam? Chcesz poznać obietnicę, jaką sobie złożyłam?

Zamarł i wydął nozdrza.

Potraktowałam jego milczenie jako zgodę i mówiłam dalej:

– Powiedziałam sobie, że będę o ciebie walczyć. Że zasługujesz, by ktoś o ciebie walczył. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, i nadal nie wiem, czego będę potrzebować, by wreszcie do ciebie dotrzeć… – Pochyliłam się do przodu, próbując przybliżyć się na tyle, by go pocałować. Zesztywniał, jego uścisk uniemożliwiał mi wszelki ruch. – Ale nigdy nie przestanę. Miałam rację. Jesteś wart każdej walki. Każdej kłótni i każdej przeszkody na drodze. Q, będę o ciebie walczyć, bo się w tobie zakochuję.

Jak mogłam nie zakochać się w tym człowieku? W tym złożonym, poplątanym emocjonalnie mężczyźnie? Wybawicielu niewolnic i potentacie na rynku nieruchomości? Q był niczym wszystkie moje koszmary, fantazje i potrzeby złożone w jeden bestialski twór. Był moim narkotykiem, pragnęłam go przez cztery długie dni.

– Nie zakochuj się we mnie. – Chwycił mnie za ramiona. Jego dotyk był gorący, opuszki palców naznaczały mnie siłą. – Nie mogę wziąć za to odpowiedzialności.

Gdy wdychałam jego zapach o nucie drzewa sandałowego i cytrusów, moje serce biło o wiele za szybko. Jego ciało znajdowało się tak blisko, odurzało mnie pożądaniem i pragnieniem, od których zaciskały mi się palce u stóp.

– Odpowiedzialności za co? – Podjęłam ryzyko i schyliłam głowę, by pocałować go w przedramię. Mięśnie przeskoczyły pod moimi wargami. Wzdrygnął się, jakbym go ugryzła.

– Jestem pewien, że uda mi się złamać wszystkie części twojego ciała, nie chcę jednak przekleństwa złamania twego serca.

– Nie możesz go złamać, skoro dobrowolnie ci je podarowałam. – Jakaś część mnie chciała, by powiedział, że będzie bardzo o nie dbał, strzegł go i pielęgnował je do końca życia, ale do takiej delikatności było jeszcze daleko.

Codziennie zmagał się z moimi żądaniami i oczekiwaniami. Wiedziałam, że tak jest. Widziałam to w jego oczach, w sposobie, w jaki obserwował mnie z mieszaniną czci i irytacji, a nawet z odrobiną strachu. W jednej chwili odpowiedziałby na moje z pozoru niewinne pytanie, a w drugiej odsunąłby mnie z taką łatwością jak chmura burzowa zasłania księżyc.

Codziennie napierałam, popychałam. Byłam niczym uciążliwy szkodnik, czekałam na dzień, w którym jego samokontrola zniknie i rozerwie mnie na strzępy.

– Dosyć! – ryknął Q. Mięśnie jego piersi się napięły, gdy mocno popchnął mnie na krzyż. Uderzyłam plecami o upiornie ciepłe drewno. Skrzywiłam się, gdy Q przycisnął się do mnie, trzymając mnie w pułapce. – Esclave, nie czas na gadki o serduszkach i zakochiwaniu się. Teraz jest czas na ból i rżnięcie. Widzisz, że jedno nie pasuje do drugiego?

Odsunął się i wściekłym gestem przesunął dłonią po twarzy.

– Jestem zmęczony. Zbyt zmęczony, by dalej walczyć. Chcę ciebie. Przez cztery zajebiście długie dni pragnąłem, byś przeze mnie krzyczała. Próbowałem dobrze się zachowywać. Próbowałem powstrzymać mrok, ale ty nie chciałaś tak po prostu odpuścić. A teraz nadeszła moja kolej. Dasz mi to, czego chcę. Weź tę moją chorą, obsesyjną żądzę i pomóż mi poczuć ulgę.

W jasnozielonych oczach Q błysnęło coś czarnego. Coś, co do tej pory widziałam zaledwie przez kilka sekund. Coś, co w równym stopniu mnie przerażało i fascynowało.

– Ani słowa więcej, inaczej użyję knebla. Gdy wejdę głęboko w ciebie, chcę słyszeć z twoich ust wyłącznie jęki i moje imię. Rozumiesz? – Oddychał ciężko, czubek jego penisa trącał taśmę w jego bokserkach, wyjątkowo twardy i wzywający mnie niczym narkomankę.

Jeszcze nigdy nie czułam się bardziej żywa ani bardziej przerażona.

– Rozumiem, maître – szepnęłam.

Mój głos był niczym pistolet startowy. Q zgrzytnął zębami, wyraźnie się trząsł. Przez cały czas, świadomie lub nie, szukał mojego pozwolenia. Zrzucił z siebie wściekłe napięcie i się uspokoił, zamienił się w opanowanego pana.

Czekałam, aż owinie mnie tysiącem lin, ale on zamarł.

Trwał i na mnie patrzył.

Oddychał i się zastanawiał.

A potem rzucił się do przodu i zmiażdżył moje usta swoimi. Moja obolała szyja zaprotestowała, nie mogłam oddychać, gdy jego język wszedł w moje usta i zaczął je brać. Mój Boże, jak on brał. Każdym ruchem języka żądał i się przymilał. Lizał i obracał.

W pocałunku zawarł wściekłość i obietnice. Jego usta mówiły mi, jak bardzo mu na mnie zależy, chociaż właśnie próbował zjeść mnie żywcem.

Moje ręce nadal nie były związane, więc pozwoliłam sobie zrobić to, na co miałam ochotę od tak dawna. Pozwoliłam sobie go dotknąć. Podniosłam ręce i przeczesałam palcami jego gęste, krótkie włosy.

Jęknął, gdy wbiłam mu paznokcie w skórę. Przypomniałam sobie jego migrenę i to, jak pozwolił mi się masować. Jak moje emocje rozkwitły i się rozwinęły, kiedy pozwolił mi się sobą zająć. Byłam wtedy niewolnicą – jego własnością. Teraz do niego należałam. Byłam jego, ale tylko dlatego, że tak wybrałam. Znalazłam swoje miejsce. Miałam już dość walki z moimi pragnieniami. Q był wszystkim, czego pragnęłam, a nawet czymś więcej.

Złapałam go za kark i przyciągnęłam jeszcze bliżej. Jego napięte ciało wylądowało na moim, mocno przycisnęło mnie do krzyża. Jego usta siniaczyły moje, nasze wargi się ze sobą stapiały i ścierały.

Siłowaliśmy się językami, walczyłam z jego smakiem, aż wreszcie oboje dyszeliśmy i się drapaliśmy. Straciłam wyczucie i mocno podrapałam jego szyję i ramiona. Nie kontrolowałam, jak bardzo jego palce wbijały mi się w biodra. Nie istniało nic poza naszym pocałunkiem.

Pod wpływem ostro-słodkiego bólu zaczęłam dyszeć. W moich oczach stały łzy, gdy Q się cofnął i oblizał cienką strużkę oskarżycielskiej czerwieni.

– Ugryzłeś mnie – wydyszałam.

Otworzyłam usta i dotknęłam obrzękniętego języka opuszką palca. Polała się odrobina metalicznej krwi, przełknęłam ją. Spojrzał na mnie skruszony, jego oczy były szkliste z pożądania.

– Nie mogłem się powstrzymać. Musiałem cię posmakować. – Przełknął głośno ślinę, połykając część mnie.

Moje myśli gnały jak szalone. Mimo że tak trudno było wyczytać coś z Q, zaczynałam rozumieć głębię jego potrzeb. Jego potrzebę blizn, krwi i pierwotnego połączenia. Nie udawał tego. I nie chodziło o perwersje czy biczowanie. Chodziło o to, by mnie otworzyć, rozerwać moją egzystencję i mnie posiąść.

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że mnie to nie przerażało. Lubiłam ból. Uwielbiałam przyjemność tabu płynącą z pocałunku bicza czy smagnięcia pejczem – byłam podległa wyłącznie swojemu panu. Nie byłam jednak gotowa na śmierć.

Czy Q kiedykolwiek będzie zadowolony? Moje serce niemal pękło.

Poczułam w gardle narastającą panikę, która utworzyła nieprzyjemną gulę.

– Czy kiedykolwiek będę dla ciebie wystarczająca? Czy kiedykolwiek będę w stanie dać ci to, czego pragniesz?

Q gwałtownie się wyprostował i zesztywniał. Dopiero gdy zrobił krok do tyłu, zdałam sobie sprawę, że wypowiedziałam to na głos.

O kuźwa.

Spojrzałam w płonące jadeity Q, a moje serce pękało coraz bardziej. Tess, ty idiotko.

Ruszyłam do przodu, chwyciłam go za ramię i ścisnęłam twarde mięśnie.

– Nie to miałam na myśli. Wiem, że to wszystko jest nowe. I dziwne… dla nas obojga.

Q spojrzał na mnie tak, jakbym była przedstawicielką obcego gatunku. Jego wzrok stał się pusty, na twarzy pojawił się wyraz rozgoryczenia i żalu.

Pogładziłam jego policzek, pragnąc, by do mnie wrócił. Potrafiłam niemal podążać za jego myślami. Na widok krwi poczuł do siebie nienawiść.

Kiedy nie reagował na mój delikatny dotyk, stałam się stanowcza. Uderzyłam go w twarz.

Plaśnięcie ciała o ciało wyrwało go ze stanu odrętwienia. Zamrugał i nieświadomie dotknął policzka. Zebrał się w sobie dopiero po kilku minutach.

Wreszcie się skrzywił. A w jego oczach błysnęła żądza sprzed kilku chwil.

– Mówiłem ci, że masz się nie odzywać, chyba że chcesz wykrzykiwać moje imię.

Jego ciało zafalowało, gdy pozwolił ukazać się swoim demonom.

– I pozbądź się tych myśli, esclave. Bez względu na to, co mówię, wystarczasz mi. Dajesz mi aż za wiele. Trop pure et parfaite pour un homme comme moi. Jesteś zbyt czysta i doskonała dla kogoś takiego jak ja.

Wzruszył ramionami.

– Ale to nie przeszkodzi mi próbować cię zniszczyć.

Moje nogi zaczęły drżeć. Pragnęłam w tej chwili tylko zwykłego przytulenia. Chciałam, żeby był delikatny i czuły, żeby mnie dotykał i pocieszał. Powiedział, że mu wystarczę, ale nie byłam tego pewna, a niepewność sprawiała, że czułam się opuszczona.

Q nie dał mi czasu na nurzanie się w moim nieszczęściu. Popchnął mnie z całej siły. Uderzyłam plecami w krzyż i uszło ze mnie wszelkie powietrze.

Opuścił głowę i zacisnął usta na mojej szyi.

– Q… – powiedziałam cicho. Było to coś w rodzaju błagania. Błagania o coś, czego prawdopodobnie nigdy nie miałam otrzymać.

Jego usta zasysały mocno moją skórę, tworząc siniaki na delikatnym ciele. Drżałam w jego ramionach, gdy lizał mnie po obojczyku. Jego ręce wędrowały po moich biodrach, w górę żeber i odnalazły moje piersi. Złapał je wściekłym ruchem i zaczął szczypać mnie po brodawkach, sunąc zębami po mojej szyi.

– Och! – Zatrzęsłam się, gdy poczułam ostre, piekące cięcie.

Otworzyłam usta, a on pił i pił.

– Uwielbiam twój smak. Nie twojej skóry, potu czy perfum. Uwielbiam smak twojej głębi. Twojej życiowej siły. Twojej krwi. – Ponownie mnie polizał, a potem próbował ukoić kciukami moje brodawki. – Czy to cię odrzuca? Czy przeraża cię to, że potrzebuję takiej więzi? Że to jest część mojej miłości?

Jego ton wskazywał, że czeka, by usłyszeć ode mnie „tak”. Nawet teraz, mimo że złożyłam mu obietnice i spałam obok niego, gdy miał koszmary o tym, że robi mi niewypowiedzianie straszne rzeczy, nadal spodziewał się, że od niego odejdę. Miałam tylko nadzieję, że będę wystarczająco silna, by dotrzymać swoich obietnic.

– Nie. Rozumiem, kim jesteś i czego potrzebujesz. Ja nie…

Q ugryzł mnie jeszcze mocniej, polało się jeszcze więcej krwi. Widziałam skurcze jego szyi, gdy przełykał, a gdy chciał się odwrócić, przyciągnęłam do siebie jego głowę i przycisnęłam usta do ugryzienia.

Pod wpływem jego gorącego oddechu na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.

– Jeśli potrzebujesz, pij mnie. Pieprz mnie, jeśli pomoże ci to uwierzyć. Je suis à toi. Jestem twoja.

Jęknął, uderzając we mnie biodrami. Jego twardy penis uwięziony w bokserkach wbił się w mój pępek.

Moje serce się ścisnęło, poczułam, jak roztapiam się między nogami. Mój umysł spadł po spirali w mrok, w którego wyczarowywaniu Q był taki dobry. Nie obchodziło mnie, że według społeczeństwa dzielenie się krwią jest złe. Nie obchodziło mnie, że społeczeństwa dbające o prawa kobiet byłyby przerażone tym, co pozwalałam ze sobą robić.

Świat się nie liczył. To byliśmy my. To była nasza nauka, jak żyć bez poczucia winy i wstydu.

Q wędrował ustami w górę mojej szyi, wzdłuż szczęki, do ust. Pocałował mnie, nie powstrzymując się przed niczym. Jego język wnikał głęboko, czułam metaliczny smak rdzy, przez który niemal oszalałam – zapominałam o wszystkim, o czym wiedziałam, i uczyłam się, jak żyć, żeby po prostu być z Q.

Zaczął pieścić dłońmi moje ciało. Ścisnął biodra, złapał prawy nadgarstek i wyciągnął moją rękę, cały czas pieprząc moje usta swym grzesznym językiem. Odsunął się, gdy grzbietem dłoni dotknęłam drewna. Jego oczy były jasne, a źrenice rozszerzone.

– Wszystko w tobie jest moje. Zaprzeczyłabyś temu?

Ciężko oddychając, walcząc z pokusą potarcia cipką o jego nogę, która znajdowała się między moimi, pokręciłam głową.

– Nie, nie zaprzeczam.

Kiwnął gwałtownie głową, a potem sięgnął za mnie i założył mi na nadgarstek kajdany z miękkiej skóry. Z zaciętym wyrazem twarzy zacisnął je tak mocno, że aż poczułam w opuszkach palców słabe bicie serca. Nagle opanowała mnie panika. Ścisnęła moje serce, które zaczęło trzepotać.

Q zamarł, zaczął wpatrywać się we mnie, bezbronną mnie. Malujące się na jego twarzy pożądanie sprawiło, że kapało ze mnie jeszcze więcej wilgoci. Nie mogłam uciec i ta myśl nakręcała moje ciało w niesamowity sposób.

– Jesteś przerażona.

Jego głos był tak szorstki, że ledwo go zrozumiałem.

Otworzyłam usta, aby temu zaprzeczyć, ale dlaczego miałabym ukrywać prawdę? Q żył dla prawdy, walczył o prawdziwy strach.

– Ścisnąłeś to tak mocno. Boję się, że nigdy nie odzyskam wolności.

Zachichotał.

– Myślisz, że niezwiązana jesteś wolna? W ogóle mnie nie znasz, esclave. – Złapał moją lewą rękę i zrobił to samo: ścisnął ją tak, że poczułam w opuszkach palców delikatne bicie serca. – Nigdy się ode mnie nie uwolnisz. Ja nigdy nie uwolnię się od ciebie. Los zadecydował i dał nam siebie.

Na myśl przyszły mi wspomnienia z naszej przysięgi krwi.

– Nous sommes les uns des autres. – Należymy do siebie nawzajem.

Nabrał głęboko powietrza, na jego twarzy tańczyły cienie wywołane przez wczesnoporanne chmury. Promienie słońca tworzyły w pokoju jasne cętki, ale ten kąt pozostał mroczny. Do tego miejsca docierał tylko cień.

– Oui. – Pochylił się, żeby mnie pocałować, ale ja cały czas miałam oczy szeroko otwarte. Skupiłam się na jego pięknie wyrzeźbionych kościach policzkowych i na tym, ile tęsknoty widziałam w jego spojrzeniu. Całował mnie, nie spuszczając ze mnie wzroku, jego usta były jednocześnie delikatne, ale i niebezpieczne. Jego język przekroczył cienką granicę między dyscypliną a niekontrolowaną namiętnością.

Jego duże dłonie trzymały nieruchomo moją twarz, gdy przechylił głowę, by pogłębić pocałunek. Tyłem głowy uderzyłam o drewniany krzyż, jęknęłam, gdy przycisnął do mnie całe swoje umięśnione ciało. Jego naga skóra ogrzewała moją, była gorąca jak diabli.

Odsunął się, ciężko oddychając, jego tatuaż z wróblami drżał jak szalony. Czarne chmury i drut kolczasty wydawały się szczególnie ostre. Pożerały jeszcze więcej ptaków, które gubiły jeszcze więcej piór w walce o wolność. Q spodziewał się, że odlecę. Musiałam znaleźć jakiś sposób, by mu udowodnić, że wcale tego nie planowałam.

Nagle zainspirowana, wymruczałam:

– Jesteś moimi skrzydłami. To dzięki tobie zaczęłam latać.

Zamarł. Jego dłonie przestały się poruszać na moich policzkach. Jego jasne oczy wpatrywały się w moją duszę.

Q nie był moim panem tylko w sypialni. Był panem mojego serca.

W końcu szepnął tym swoim głębokim głosem:

– Ukradłaś moją samotność. Może i dałem ci skrzydła, ale to ty stałaś się moją grawitacją. Nigdy nie uwolnię się od twojej siły.

Roztopiłam się. Gdybym nie miała uwięzionych dłoni, zarzuciłabym ręce na szyję Q i wspięłabym się po jego ciele. Wyzwoliłabym z jego bokserek tę sterczącą erekcję i bym się na nią wbiła. Potrzebowałam połączenia. Pragnęłam nas związać. Spleść. Odcisnąć na nas piętno i się nami rozkoszować.

Q zdawał się czuć tak samo. Jego oczy przestały być obojętne, stały się jasne i błyszczące. Ciało przestało być spięte. Był niczym drapieżnik, wilk, zabójca, który zaraz miał rzucić się na swoją ofiarę.

– Tess, dość gadania.

Zadrżałam przez sposób, w jaki wypowiedział te słowa. Jego ton zawierał każdą emocję, jakiej nie potrafił wyrazić wprost.

Q rzucił się na kolana, uderzył nimi w gruby biały dywan. Jednym gwałtownym ruchem włożył moją nogę w klamrę przy krzyżu. Potknęłam się i aby złapać równowagę, musiałam oprzeć się na nadgarstkach.

Dotknął palcami mojej kostki, przez co po wewnętrznej stronie mojego uda zaczęła pełzać intensywna świadomość. Wymruczał:

– Pewnego dnia złamię cię do końca. Pewnego dnia będę wystarczająco silny.

Emocje związane z jego wyznaniem przebiły moje serce niczym strzała. Z całej duszy pragnęłam odpowiedzieć, że mam nadzieję, że mu się to uda, wiedziałam jednak, że wcale mu o to nie chodziło. Nie chciał mnie złamać tak, by mnie zniszczyć – chciał całkowicie mną zawładnąć. Może sam nie wiedział, czego chce?

A może wiedział, a ja jestem małą głupią dziewczynką. W każdym razie ponownie weszłam w rolę niechętnej niewolnicy – rolę, która nakręcała nas oboje do szaleństwa. Która gwarantowała wybuchowy seks, walkę woli i ogromną satysfakcję.

Nabrałam głęboko powietrza i wysyczałam:

– Nie. Nigdy mnie nie złamiesz.

W Q coś trzasnęło.

Blokada zniknęła raz na zawsze. Brutalnymi palcami przesunął moją drugą nogę i z siłą przypiął mnie do ciepłego drewna. Skończyły się pieszczoty. Teraz jego ruchy były czysto zwierzęce. Wstał gwałtownie i złapał dwa kawałki skóry wiszące po obu stronach mojego ciała, przy biodrach.

Zacisnął mi je na brzuchu. Nie powiedział ani słowa, ale odbywała się między nami milcząca walka spojrzeń. Patrzyliśmy na siebie wyzywająco. W pokoju aż trzaskało od stłumionej frustracji, niedotrzymanych obietnic i odrobiny strachu. Nie wiedziałam, czyj był ten strach, ale dokładał się do otaczającej nas gęstej chmury emocji.

Q pochylił się do przodu, sięgając za moją szyję. Zapiął ostatni pasek i spojrzał mi głęboko w oczy.

– Sprowadzisz śmierć na nas oboje.

W moich żyłach popłynął prawdziwy, nierozcieńczony strach. Mocno zapięty na szyi pasek oznaczał całkowite poddaństwo. Coś, czego tak naprawdę nigdy mu nie dałam, chociaż pozwalałam mu się dominować.

Może i byłam masochistką, ale nie byłam poddaną i to właśnie dlatego Q mnie potrzebował.

Gdy pasek był mocno zapięty na mojej szyi, nie mogłam się poruszyć. Q przesunął palcem od czubka mojego nosa, przez usta, szyję, między piersiami, po żebrach i brzuchu, aż do mojej cipki. Dotknął mojej łechtaczki raz i drugi, a potem zszedł jeszcze niżej.

Drżałam, gdy dotykał każdego milimetra. Myślałam tylko o tym, jak bardzo pragnę, by mnie zdominował.

Zamknął oczy i powoli, naprawdę powoli zaczął wkładać we mnie palec.

Rozluźniłam szczękę i jęknęłam pod wpływem tej przyjemności. Jego palec był niczym najczystsza ekstaza. Drżałam wokół niego, wciągałam go coraz głębiej, moje ciało błagało o więcej.

Q ryknął, wciskał się głębiej i głębiej, aż dotknął mnie knykciami.

– Kuźwa, ale jesteś mokra. Za każdym razem, esclave. Za każdym razem jesteś na mnie gotowa. – W jego głosie pobrzmiewała przyjemność pełna nabożnej czci.

Próbowałam poruszać biodrami, by zachęcić go do kolejnych ruchów, ale więziły mnie pasy. Wcisnął się głębiej, westchnęłam, gdy wygiął palec, by pieścić mój punkt G.

– Kłamałaś. Powiedziałaś, że nie mogę cię złamać. I oto proszę, już cię łamię, za każdym razem trochę bardziej. A tobie się to podoba. Twoje ciało wykrzykuje prawdę. Kiedy wreszcie to przyznasz?

Odsłoniłam zęby. Byłam niczym wulkan, eksplodowała każda komórka mojej krwi.

– Nigdy.

Zachichotał. Mroczny dźwięk odbił się echem w moich uszach, zbiegł w dół szyi i po kręgosłupie.

– Nigdy to bardzo długo. – Wyszedł ze mnie i szybko włożył dwa palce, rozciągając mnie szeroko, zmuszając moje ciało, by go przyjąć, niezależnie od tego, jak nagle wtargnie.

Moja głowa opadła do przodu. Pragnęłam jedynie się poddać. Pozwolić Q zrobić ze mną wszystko, czego tylko pragnął, pławić się w szturmie emocji i wrażeń. Ale aby Q mógł odpuścić, musiałam udawać. Udawać, że mnie przerażał i ranił. Nie chciałam zastanawiać się nad tym, jak bardzo mnie to niepokoi – jak bardzo nie rozumiem, dlaczego on musi spełniać się w ten sposób.

I nagle przestało mi się podobać odgrywanie ról. Chciałam, żeby wiedział, jak bardzo pragnę tej jego części, żeby wiedział, że mi to nie przeszkadza. Właściwie – że dla tego żyję. Miałam ochotę krzyczeć, żeby mnie uderzył, pieprzył, upokorzył, ale nie mogłam, bo on wcale nie szukał mojego pozwolenia. Chodziło mu o polowanie i pogoń, o wywołanie cierpienia.

Zrobił krok w tył. Przestałam myśleć, gdy odszedł w stronę lustrzanej skrzyni.

Długo wybierał odpowiednie sprzęty spośród tego, co leżało na dywanie. Wyciągałam szyję, próbowałam coś zobaczyć, ale pasek wokół szyi i bioder trzymał mnie w miejscu.

Wreszcie wrócił. Jego zdeterminowane, wyrzeźbione ciało w czarnych bokserkach wyglądało pięknie. Trzymał ręce za plecami, ukrywając torturę, jaką dla mnie zaplanował.

– Pragnę pozostawić na twoim ciele blizny, wyryć moje imię na twoim brzuchu, tak byś zawsze wiedziała, do kogo należysz, ale jeszcze nie jestem na to gotowy. Jeśli przerwę twoją dziewiczą skórę, nie będę w stanie się powstrzymać, a nie chcę żyć z kolejnym nałogiem. – Jego oczy zapłonęły, tak jakby wcale nie chciał wypowiedzieć tych myśli na głos. Spochmurniał i odchrząknął. – Daję ci wybór. Ból ostry albo promieniujący.

Zamrugałam, próbując domyślić się, jakie zabawki Q chowa za plecami.

Nie odpowiedziałam, więc mruknął:

– Esclave, odpowiadaj albo użyję obu naraz. Wierz mi, mam ochotę użyć wszystkiego jednocześnie. Ale nie jestem mordercą. – Zniżył głos. – No cóż, przynajmniej nie jestem mordercą kobiet.

Natychmiast w mojej pamięci pojawił się obraz Q z zimną krwią strzelającego do mężczyzny – w noc, kiedy mnie znalazł zgwałconą i skalaną przez Kierowcę i Brutala. Zwiesiłam głowę – próbowałam zapomnieć, dobrowolnie dusząc się paskiem.

– Skarbie, czy to było błaganie? Chcesz mnie?

– Ona chyba prosi, żebyś ją pieprzył. Lepiej daj jej to, czego chce.

Na samo wspomnienie tego, jak zostałam wzięta siłą, moje ciało odrętwiało. Ból, odgłosy tego, jak się we mnie poruszał niczym pierdolona bestia.

Powstrzymaj to! Powstrzymaj to!

– Cholera. – Q natychmiast przemierzył dzielącą nas odległość i złapał mnie pod brodę. – Za to, co zrobił, zabiłbym go tysiąc razy, ale nie pozwalam ci o nim myśleć. – Zaczął całować mnie po powiekach i mruczeć: – Obiecałaś, że będziesz myśleć tylko o naszej wspólnej nocy. Że wyprzesz tego pieprzonego gnoja ze swojego umysłu. Inaczej ja wybiję ci go z głowy.

Mieszanka czułości i ostrości w Q powstrzymała wspomnienia i wypchnęła gwałt z moich myśli, nie mogłam jednak pozbyć się z ust metalicznego smaku palców Kierowcy. Potrzebowałam, by Q smagnął mnie biczem, by zmusił mnie do posłuszeństwa i spalił wspomnienia na popiół.

– Zrań mnie, maître. Spraw, aby to zniknęło. Pragnę ostrego bólu. Chcę, żebyś wypędził to zło. – Z trudem oddychałam, moje ciało trzęsło się w początkach prawdziwego strachu. Poprosiłam Q, żeby uwolnił mnie od tego raz na zawsze, ale jednocześnie pozwoliłam, by naprawdę mnie zranił. Nie powstrzyma się. Nie teraz.

Byłam jeszcze bardziej mokra między udami. Zazgrzytałam zębami, gdy Q nabrał powietrza i upuścił jeden z przedmiotów. To coś spadło na dywan i leżało niczym uśpiony wąż, który w każdej chwili mógł podnieść głowę i uderzyć śmiercionośnymi zębami jadowymi.

Q podniósł drugą rękę i pokazał mi, czego miał zamiar użyć. Moje serce zaczęło bić z zawrotną prędkością.

W jego dłoni znajdował się kańczug. Misternie pleciony uchwyt bicza kończył się z drugiej strony dziewięcioma śmiertelnymi skórzanymi rzemieniami. Na każdym z nich znajdowały się małe srebrne koraliki, nawleczone na całej długości.

Moimi żyłami popłynęła adrenalina. Moja skóra oblała się rumieńcem, zaczęłam szarpać się w pętach. To coś wyglądało na bardzo bolesne. I okrutne. Tak jakby miało rozbić wszystkie moje myśli i zamienić moje ciało w porozcinane płótno agonii.

Próbowałam zachować spokój, uspokoić serce, ale, kuźwa, bezskutecznie. Ten bicz wyglądał zbyt niebezpiecznie.

Spojrzałam w oczy Q.

– Nie, nie mogę. To za dużo.

Gdy Q delikatnie się uśmiechnął i pokręcił głową, gęsty strach zaczął zbierać się jeszcze szybciej.

– Jeśli trzeba właśnie tego, by wyplenić tego sukinsyna z twojej głowy, to niech tak się stanie. – Odszedł kilka kroków i zwiesił rękę z biczem.

– Q… Proszę. Nie jestem na to gotowa.

– Nigdy nie będziesz na to gotowa, esclave. Wiem to i nienawidzę siebie za to, co zamierzam zrobić, ale się nie powstrzymam. – Zwiesił głowę i popatrzył na mnie zamglonymi oczami. – Więc pomóż mi. Bo chcę cię biczować. Płacz dla mnie, Tess.

Uderzył.

Bicz z koralikami świsnął w powietrzu i trafił w mój nagi brzuch. Każdy srebrny koralik wbił się głęboko w moją skórę – płonęłam z bólu.

Wrzasnęłam, szarpiąc się w kajdanach.

Q jęknął, całe jego ciało zaczęło wibrować, wpatrywał się w czerwień na moim brzuchu. Rozchylił usta, jego nozdrza się rozszerzyły, niemal jakby naprawdę czuł mój ból i strach.

– Nie nienawidź mnie za to, czego potrzebuję – zaczął błagać, a potem uderzył raz jeszcze. Gdy to uczynił, wróble na jego mięśniach zaczęły trzepotać skrzydłami.

Bicz brutalnie mnie pocałował, a małe koraliki wbiły we mnie swoje drobne kły. Zapiekły mnie łzy.

Rozmazany Q tańczył i drżał. Pod wpływem adrenaliny przestałam wyraźnie widzieć. Spanikowałam i przeklęłam fakt, że nie mogę się poruszyć. Nie było to ani zabawne, ani seksowne. Nie było w tym ani krzty erotyki.

Byłam więźniem, a moim panem był potwór. Mężczyzna, który nie potrafił nad sobą panować.

Łza spłynęła po moim policzku, pierś Q uniosła się jeszcze bardziej.

– Tess, chcę więcej niż jednej. – Podszedł i zaczął całować mnie pod oczami, szepcząc: – J’aime te marquer. Kocham cię znakować.

Pokręciłam głową, bo nie byłam w stanie mówić. Byłam oszołomiona nadmiarem emocji. Jakimś cudem udało mu się to skierować przeciwko mnie. Chciałam tego. Wiedziałam o tym, ale Q mnie blokował, przyjął swoją niegodziwość, zostawił mnie.

Jaka ja byłam głupia, myśląc, że to zniosę. Że mogę spróbować pokochać tego człowieka, który miał tak wiele problemów. Co sprawiało, że byłam dostatecznie silna, by stać się tym, kogo pragnął?

Q zrobił krok wstecz, a ja zacisnęłam powieki. Nie chciałam, by widział, jak płonę z pożądania, gdy mnie bije. Nie chciałam patrzeć, jak jego idealne ciało zgina się, gdy bierze zamach. Nie chciałam być tego częścią.

Czekanie w mroku było wieczną torturą, ale Q nie uderzył. Czekałam i czekałam, ale nie tknął mnie ani pocałunek bicza, ani nie poczułam kąsania koralików.

Zawahałam się, otworzyłam oczy, a potem rozwarłam szeroko usta i bezwiednie jęknęłam.

Q klęczał między moimi rozłożonymi i przywiązanymi nogami. Przycisnął usta do mojej opuchniętej cipki i lizał mnie tak zachłannie, jakby miał umrzeć, jeśli pominie choć jedną kroplę.

O Boże.

Delikatnie ugryzł moją łechtaczkę i nagle wszystkie części mojego ciała przestały istnieć, pozostał tylko ten mały, wrażliwy czubeczek.

Złapał mnie za tyłek i jeszcze mocniej przycisnął moją cipkę do ust. Gdy włożył we mnie język, wrzasnęłam.

– O kurwa. Proszę. Tak.

Jęknął, gdy moje ciało zaczęło błagać o więcej. Wilgoć kapała po moich udach, mieszając się ze śliną Q. Trzymając mnie jedną ręką, włożył we mnie trzy palce drugiej dłoni.

Gdy zaczął nimi poruszać, wrzasnęłam z rozkoszy. Jego usta skupiały się na mojej łechtaczce, a jego palce doprowadziły mnie do szału.

Kolana zaczęły mi drżeć i żałowałam, że nie mogę się przewrócić – opaść na jego usta, nadziać się na jego penisa. Jego palce były dla mnie niebiosami, ale jego kutas byłby delirium rozkoszy. W dole mojego kręgosłupa zaczął budować się gwałtowny orgazm, promieniował mi przez brzuch i zaciskał się wokół palców Q.

Nagle przestał i natychmiast się podniósł. Zaczęłam dyszeć i przeklinać. Moje ciało trzęsło się z pragnienia orgazmu, potrzeby rozpadnięcia się i poddania.

Q podniósł rękę, a bicz polizał moje podbrzusze. Dziewięć punktów na skórze sprawiło, że rozkwitły we mnie cień i ból.

Próbowałam się przechylić, aby chronić mój niewinny brzuch, ale krzyż trzymał mnie w miejscu.

Q uderzył mnie raz jeszcze, tym razem wyżej, tuż pod piersiami. Moja klatka piersiowa ryknęła z bólu, gdy koraliki rozrywały moje ciało.

Zamachnął się raz jeszcze. A potem jeszcze raz.

Spadł na mnie deszcz rzemieni. Miałam wrażenie, jakby Q sprowadził na mnie burzę: grzmot jego przyjemności, mieszaninę moich emocji i dziewięć błyskawic naraz.

Przekroczyłam próg. Moje ciało wkroczyło do królestwa szaleńczej wrażliwości i z radością przyjęłam kolejny cios. Ból zamienił się w nieznośną przyjemność, w moim ciele rozprzestrzeniło się wszechogarniające pragnienie.

W moim umyśle pojawiło się ostre jasne światło, moje ciało błagało o uwolnienie.

Przy dziesiątym uderzeniu wygięłam plecy, wypchnęłam piersi, żarłocznie chłonąc karę. Oddech Q jeszcze przyśpieszył, cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Wyglądał jak dziki i nieokiełznany diabeł. Połowa mnie nienawidziła go za przeprowadzenie mnie przez tę granicę i zamienienie w potwora takiego jak on, ale druga część wielbiła go i czciła. Żaden seks między nami nigdy nie byłby łatwy ani zgodny. Patrząc mi w oczy, Q uderzył raz jeszcze. Moje udo zawyło z bólu, gdy rozdarły je rzemienie.

– Czego ty ode mnie chcesz? Dlaczego pozwalasz mi się łamać? – wydyszał, z wyraźnym trudem łapiąc oddech.

Moje serce się rozpłynęło. Zastanawiałam się, czy zebrać się na odwagę i powiedzieć mu prawdę. Powiedzieć mu, że mam nadzieję, że się zmieni. Opowiedzieć mu o przyszłości, którą śmiałam sobie wyobrazić.

Smagnął mój brzuch, tuż nad czerwonym śladem po poprzednim uderzeniu. Skrzywiłam się i przetrwałam falę przyjemności, wskutek której niemal doszłam do orgazmu bez innej stymulacji.

– Mów, esclave. Będę cię uderzać za każdą sekundę milczenia.

Próbowałam dobrać właściwe słowa.

Wrzasnęłam, gdy zgodnie z obietnicą uderzył mnie w lewe udo. Gdy oznakował mnie dziewięcioma czerwonymi paskami i sińcami od koralików.

– Chcę, żebyś mnie ranił, ale chcę też, żeby ci na mnie zależało – wybuchłam. Rozpaczliwie pragnęłam wypowiedzieć to na głos. Słowa odbijały się od moich zębów, tańczyły w bólu biczowania. Każdy centymetr kwadratowy mnie znajdował się na krawędzi.

Q przerwał, rozluźnił się i wziął kańczug w dłonie, gładząc go niczym domowe zwierzątko.

– Zależy mi na tobie. O wiele za bardzo. Wywróciłaś mój świat do góry nogami. Zmieniłaś mnie całego.

I nagle wszystko się zatrzymało. Nigdy nie spodziewałam się po nim takiej szczerości. Może zburzył swój mur, gdy wypuścił z siebie demony.

Nie poruszyliśmy się, jakbyśmy się obawiali, że ta chwila minie. Przez ułamek sekundy nasze dusze były rozebrane do naga i wolne.

Jasne oczy Q zrobiły się ciemniejsze, skrywając jego wrażliwość. Jeszcze raz przesunął pejczem po swych silnych palcach.

Zadrżałam w kajdanach, czekając na kolejne uderzenie, bojąc się go, pragnąc go, błagając o niego.

– Jusqu’où tu me laisserais aller? Jak daleko pozwolisz mi się posunąć? – Spytał tak cicho, że ledwo go dosłyszałam.

Moje serce się zatrzymało, przestałam myśleć. Nie mogłam odpowiedzieć na jego pytanie. Nie znałam swoich granic, nie chciałam spowalniać naszej nauki współistnienia i z pewnością nie chciałam okazać strachu, że Q wreszcie posunie się za daleko i mnie zabije.

Spojrzał mi w oczy. Dłoń, w której trzymał kańczug, opadła. Wzruszył ramionami, a na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Nagle powietrze zaczęło trzaskać od nagromadzonej energii.

Q pochylił głowę i spojrzał na mnie spod ciemnych brwi.