Wydawca: Wydawnictwo RM Sp. z o.o. Kategoria: Humanistyka Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 198 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kuchnia dwudziestolecia. Co i jak jadano - Agnieszka Jeż

Kuchnia polska dwudziestolecia międzywojennego była wielosmakowa i różnobarwna jak pejzaż społeczny niejednorodnej etnicznie Drugiej Rzeczypospolitej. Wyrosła z tradycji szlacheckiej, przechodziła gwałtowne przeobrażenia wymuszone nowymi warunkami ekonomicznymi, w tym pracą zarobkową kobiet, oraz rozwojem cywilizacyjnym. Zwłaszcza w miastach polubiono nowoczesne, proste i szybkie potrawy. Kuchnia ziemiańska zmieniała się wolniej. Tu nadal gotowano – tłusto, ciężko i pracochłonnie – choć zapewne bardzo smacznie.

Książka zaprasza czytelników w podróż po bogactwie smaków i zwyczajów kulinarnych dwudziestolecia. Sięgając do ówczesnych książek kucharskich, wspomnień i pamiętników oraz rubryk kulinarnych w gazetach, autorka snuje opowieść o tym, co, jak i gdzie jadano w czasach Drugiej Rzeczypospolitej. Oprócz interesującej części historycznej, w książce znajdziemy 100 przepisów na najróżniejsze potrawy, proste i bardziej wyrafinowane, dobre na co dzień i od święta. Obok wciąż popularnych dań, jak tradycyjny polski żur, pyszny bigos czy śledzie w śmietanie, odkryjemy również wiele zapomnianych potraw i smaków, jak miszkulancja, orszada czy pyszny międzywojenny deser Coupe à la Mode. Wszystkie receptury zostały opracowane i „dopowiedziane” przez Autorkę, tak aby każdy – niezależnie od umiejętności kucharskich – mógł je z łatwością wykonać. 

Wszystkim miłośnikom kuchni i dwudziestolecia międzywojennego życzymy smacznego!

Autorka o sobie:

Agnieszka Jeż - filolog, redaktor, wydawca, miłośniczka dwudziestolecia międzywojennego. Zawodowo i z pasją zajmuje się książkami. W kwietniu w wydawnictwie Czarna Owca ukaże się jej debiutancka powieść „Nie oddam szczęścia walkowerem”. Nieustających inspiracji i szczęścia dostarcza jej troje dzieci. I mąż. Mieszka w Sulejówku. Kocha góry.

Opinie o ebooku Kuchnia dwudziestolecia. Co i jak jadano - Agnieszka Jeż

Fragment ebooka Kuchnia dwudziestolecia. Co i jak jadano - Agnieszka Jeż

Kuchnia dwudziestolecia. Co i jak jadano

Zawiera 100 najlepszych przepisów

Agnieszka Jeż

Copyright © 2016 by Wydawnictwo RM Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl www.rm.com.pl

Żadna czpęść tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

ISBN 978-83-7773-294-6 ISBN 978-83-7773-639-5 (ePub) ISBN 978-83-7773-640-1 (mobi)

Edytor: Andrzej KaflikRedaktor prowadzący: Irmina Wala-PęgierskaRedakcja: Justyna MrowiecKorekta: Michał PęgierskiNadzór graficzny: Grażyna JędrzejecProjekt graficzny książki i okładki: Agata ChmielewskaZdjęcie na okładce: shutterstock.incOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikacja wersji eelektronicznej: Justyna Mrowiec

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl

Spis treści

Część I Dwudziestolecie od kuchni

W tyglu zmian

Od polskiego pieca do angielskiej kuchni. Trudne początki

Zapomniane smaki: móżdżek w muszlach, minóg pod setuchnę

Kulinarna codzienność

Kompotjery, wekowanie, lutowanie, czyli gotowanie na zapas

Klęcznikowe i kolonialne – sklepy przed wojną

Kulinarne zapożyczenia: auszpik i makagigi

Proszony obiad, poobiednia herbatka i małe dansingi

Przy stoliku z kefirem, mikadką lub kapucynem. W barach, kawiarniach i restauracjach

Soplica, Ciągotka i inne napitki

Część II Sto przedwojennych przepisów

Przystawki

Suflet z pomidorów

Zapiekana szynka z wątróbką

Zimna przekąska z kalarepki

Grzanki z farszem z ryb

Zimna cielęcina z matiasami

Sos sardelowy

Sałatka z sardynkami

Śledzie z jabłkiem w śmietanie

Ostra sałatka duszona na przekąskę

Sznycle na grzankach ze szpinakiem

Szynka zapiekana ze szparagami

Surówka z jarzyn jesiennych z sosem vinaigrette

Njoki z parmezanem

Zupy

Rosół

Rosół wołowy z kołdunami litewskimi

Barszcz

Kwas burakowy

Barszcz w filiżankach

Chłodnik polski ze śmietaną

Zupa z miętusa

Miszkulancja

Zupa cebulowa na rosole

Grochówka na wędzonej flądrze

Zupa rabarbarowa

Czernina

Kartoflanka

Zakwas i żur

Zupa pomidorowa

Zupa piwna ze śmietaną i twarogiem

Kapuśniak z mięsem

Kwasówka

Zupa cytrynowa

Zupa śliwkowa

Zupa szczawiowa

Dania jarskie

Kalafiory pod beszamelem

Nadziewane ogórki

Kotlety z kapusty

Pomidory nadziewane ryżem

Duszone rydze

Babeczki z kartofli

Faszerowany kabaczek z sosem pomidorowym

Tymbaliki z młodej marchewki

Bliny z kartofli ze śmietaną i masłem

Ziemniaczki wypiekane z jajami i ze śmietaną

Budyń z jarzyn

Dania mączne

Pierogi z mąki gryczanej z serem

Łazanki zapiekane z serem

Knedle ze śliwkami

Mądrzyki smażone

Kotlety z ryżu i jaj

Naleśniki cytrynowe

Kulebiak z grzybami

Paszteciki naleśnikowe z jajami

Kluski hreczane z kalafiorem

Dania mięsne

Dania z cielęciny

Kotlety pożarskie z cielęciny z zielonym groszkiem

Paprykarz cielęcy

Zrazy cielęce w zielonym sosie

Cielęcina z jabłkami

Cielęce ozorki w sosie cytrynowym

Dania z wołowiny

Sztuka mięsa z parmezanem

Pieczeń huzarska

Rozbratle z pieca w sosie pomidorowym

Bryzol z grzybami i kaszą

Flaczki po lwowsku

Dania z wieprzowiny

Pieczeń wieprzowa nadziewana wątróbką

Duszone cynaderki

Pieczona polędwica ze śliwkami

Zraziki nadziewane ryżem

Dania z drobiu

Risotto z kurą

Młoda kaczka z jabłkami

Wątróbka w sosie maderowym

Pierś z indyka z piure z wiśni

Dania z baraniny

Szaszłyk z baraniny

Baranina duszona z kapustą włoską

Dania z ryb

Karp zapiekany w sosie chrzanowym

Wykwintna flądra na winie z pieczarkami

Szczupak w ziemniaczanym sosie

Sandacz na oliwie z cebulą

Gulasz z węgorza

Zrazy z soli w sosie śmietanowym

Sola z pieczarkami

Lin duszony w czerwonej kapuście

Śledzie à la minogi

Rybne zrazy na sposób żydowski

Desery

Skórki pomarańczowe w czekoladzie

Coupe à la Mode

Zupa czekoladowa

Tort sublokatorski

Szarlotka z czarnego chleba z rabarbarem

Mazurek z pomadą czekoladową

Pączki ryżowe

Ciasteczka pomarańczowe

Chrust (faworki)

Kuleczki figowe

Szalet jabłeczny

Pierniki

Pierniki łatwe i tanie

Napoje

Orszada

Likier orzechowy do kawy

Kruszon jabłkowy

Krupnik litewski

Mazagran

Kwas chlebowy

Lemoniada z cytryn

Koktajl z truskawek

Poncz cytrynowy

Bibliografia

Część I

Dwudziestolecie od kuchni

W tyglu zmian

Dwudziestole­cie mię­dzy­wo­jen­ne to nie­zwy­kły okres w hi­sto­rii Pol­ski. Ta­de­usz Pe­iper pi­sał, że nic w na­szych dzie­jach nie dało się po­rów­nać z fak­tem znie­sie­nia roz­bio­rów, że tyl­ko raz sto­pa dzie­jów mi­ja­ła taką chwi­lę.

„Zmie­nia się skó­ra świa­ta”[1] – tym słyn­nym zda­niem z po­etyc­kie­go ma­ni­fe­stu cha­rak­te­ry­zo­wał nowe cza­sy. Pol­skie­mu prze­ło­mo­wi wol­no­ścio­we­mu to­wa­rzy­szy­ły prze­mia­ny, któ­re po 1918 roku zmie­nia­ły ob­li­cze ca­łej Eu­ro­py. „Ostat­nie dzie­się­cio­le­cie prze­ora­ło do głę­bi wszyst­kie dzie­dzi­ny ży­cia. Czy weź­mie­my pod uwa­gę ży­cie po­li­tycz­ne na­ro­dów, czy usto­sun­ko­wa­nia i po­glą­dy spo­łecz­ne, czy eg­zy­sten­cję ro­dzin i jed­no­stek – wszę­dzie zmia­ny, któ­rych za­sad­ni­czość dla­te­go tyl­ko nie bije w oczy, bo są one cząst­ką nas sa­mych, prze­ży­wań co­dzien­nych każ­de­go i każ­dej”[2].

To cha­rak­te­ry­sty­ka pierw­szych po­wo­jen­nych lat z ar­ty­ku­łu za­miesz­czo­ne­go w „Blusz­czu”, ilu­stro­wa­nym ty­go­dni­ku dla ko­biet wy­da­wa­nym (z prze­rwa­mi) od 1865 do 1939 roku. Nowe wa­run­ki eko­no­micz­ne i roz­wój cy­wi­li­za­cyj­ny wpły­wa­ły tak­że na zwy­cza­je ku­li­nar­ne. Było to wi­docz­ne przede wszyst­kim w mia­stach; wsie i dwo­ry zie­miań­skie dłu­żej opie­ra­ły się no­win­kom.

Kuch­nia dwu­dzie­sto­le­cia była zróż­ni­co­wa­na i eklek­tycz­na – łą­czy­ła w so­bie pol­ską tra­dy­cję wy­ro­słą na grun­cie szla­chec­kim, ele­men­ty kuch­ni kre­so­wej, fran­cu­ską nutę i za­po­ży­cze­nia z kuch­ni ży­dow­skiej. Była wie­lo­sma­ko­wa i róż­no­barw­na – jak pej­zaż spo­łecz­ny nie­jed­no­rod­nej et­nicz­nie Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej. Na po­cząt­ku lat 30. dwie trze­cie oby­wa­te­li de­kla­ro­wa­ło na­ro­do­wość pol­ską (nasz kraj li­czył wte­dy oko­ło 32 mln miesz­kań­ców). W nie­któ­rych re­gio­nach kra­ju Po­la­cy sta­no­wi­li zde­cy­do­wa­ną (po­nad 90-pro­cen­to­wą) więk­szość, w in­nych byli mniej­szo­ścią. Trzy mi­lio­ny oby­wa­te­li li­czy­ła spo­łecz­ność ży­dow­ska (z naj­więk­szym ośrod­kiem w War­sza­wie), pięć mi­lio­nów sta­no­wi­li Ukra­iń­cy, dwa mi­lio­ny – Bia­ło­ru­si­ni. Na te­ry­to­rium Pol­ski miesz­ka­li jesz­cze Niem­cy, Li­twi­ni, Sło­wa­cy, Cze­si, Ro­sja­nie, Ta­ta­rzy, Or­mia­nie i Ka­ra­imo­wie. Do­dat­ko­wo na tę mie­szan­kę na­ro­do­wo­ścio­wą na­kła­da­ły się róż­ni­ce wy­zna­cza­ne przez gra­ni­ce nie­daw­nych za­bo­rów – mia­ły one cha­rak­ter nie tyl­ko po­li­tycz­ny, lecz tak­że cy­wi­li­za­cyj­ny i kul­tu­ro­wy. Po­szcze­gól­ne re­gio­ny przed­wo­jen­nej Pol­ski były więc od­mien­ne pod wie­lo­ma wzglę­da­mi: struk­tu­ry et­nicz­nej, po­zio­mu ży­cia, oby­cza­jo­wo­ści, tra­dy­cji.

„W gra­ni­cach od­ra­dza­ją­cej się Rze­czy­po­spo­li­tej zna­lazł się kon­glo­me­rat od­le­głych od sie­bie świa­tów spo­łecz­nych. Wiel­ko­miej­skie śro­do­wi­ska War­sza­wy, Lwo­wa, Ło­dzi, tak­że Wiel­ko­pol­ska, Gór­ny Śląsk pod wzglę­dem in­fra­struk­tu­ry, sty­lu i po­zio­mu ży­cia nie od­bie­ga­ły od wzo­rów eu­ro­pej­skich. Były to jed­nak je­dy­nie en­kla­wy no­wo­cze­sno­ści, zaś zde­cy­do­wa­na więk­szość miesz­kań­ców mło­de­go pań­stwa na­le­ża­ła do świa­ta głę­bo­ko osa­dzo­ne­go w tra­dy­cji, któ­re­go rytm i po­ziom ży­cia wy­zna­cza­ły nie­wiel­kie, pro­wa­dzo­ne w tra­dy­cyj­ny spo­sób chłop­skie go­spo­dar­stwo rol­ne, mały za­kład rze­mieśl­ni­czy i co­ty­go­dnio­wy jar­mark w nie­wiel­kim mia­stecz­ku, w któ­rym umie­jęt­ność czy­ta­nia i pi­sa­nia była ra­czej wy­ra­zem wyż­szych aspi­ra­cji niż co­dzien­ną po­trze­bą”[3].

Pod ko­niec dwu­dzie­sto­le­cia mię­dzy­wo­jen­ne­go spo­łe­czeń­stwo pol­skie funk­cjo­no­wa­ło już ina­czej niż w pierw­szych trud­nych la­tach po od­zy­ska­niu nie­pod­le­gło­ści. Wi­docz­ny­mi atry­bu­ta­mi no­wo­cze­snoś­ci były eu­ro­pej­ski sznyt w spo­so­bie ubie­ra­nia się, nowe wzor­nic­two w urzą­dza­niu wnętrz, dba­łość o hi­gie­nę oso­bi­stą (bliż­sza współ­czes­nym stan­dar­dom), ko­rzy­sta­nie ze zdo­by­czy tech­ni­ki ta­kich jak ra­dio, ro­wer czy na­wet sa­mo­chód. Tym ze­wnętrz­nym prze­obra­że­niom to­wa­rzy­szy­ły zmia­ny sto­sun­ków spo­łecz­nych – na ścież­ki awan­su spo­łecz­ne­go wkro­czy­li mło­dzi lu­dzie ze śro­do­wisk ro­bot­ni­czych, wiej­skich oraz – już poza ka­te­go­ria­mi... – ko­bie­ty. To wszyst­ko wpły­wa­ło na zmia­nę mo­de­lu ży­cia: oby­cza­jo­wość mia­ła się swo­bod­niej, a wol­ny czas spę­dza­no in­ten­syw­niej.

Przypisy

[1] „Zwrotnica. Kierunek: sztuka teraźniejszości”, nr 1, Kraków, maj 1922, s. 3.

[2] „Bluszcz”, 1923, t. 56, nr 20, s. 153.

[3] W. Mędrzecki, „Społeczeństwo Drugiej Rzeczypospolitej”, online [dostęp: 11.11.2014], www.dwudziestolecie.muzhp.pl/index.php?dzial=latadwudzieste3.

Od polskiego pieca do angielskiej kuchni. Trudne początki

Fakt, że siła ro­bo­cza sta­wa­ła się co­raz droż­sza, spo­wo­do­wał zmia­nę try­bu ży­cia w mia­stach: go­spo­dy­nie do­mo­we re­zy­gno­wa­ły z po­mo­cy służ­by i sa­mo­dziel­nie wy­ko­ny­wa­ły pra­ce w kuch­ni. Co­raz czę­ściej ko­bie­ty go­dzi­ły trud ży­wie­nia ro­dzi­ny i opie­ki nad nią z ak­tyw­no­ścią za­wo­do­wą, co wy­mu­sza­ło ko­niecz­ność zmia­ny menu: w co­raz no­wo­cze­śniej urzą­dzo­nych i wy­po­sa­żo­nych kuch­niach (po­ja­wi­ły się ku­chen­ki ga­zo­we i lo­dów­ki elek­trycz­ne) go­to­wa­no co­raz prost­sze i zdrow­sze po­sił­ki.

„Waż­nem jest to, że te nowe obo­wiąz­ki spa­dły na na­sze ko­bie­ty prze­waż­nie do nich nie­przy­go­to­wa­ne i że jed­no­cze­śnie wa­run­ki eko­no­micz­ne zmu­sza­ją je do pra­cy za­rob­ko­wej prze­waż­nie poza do­mem. Na­uka go­to­wa­nia sta­ła się więc ko­niecz­no­ścią, umie­jęt­ność go­to­wa­nia jest ko­niecz­no­ścią dla każ­dej ko­bie­ty. I to nie go­to­wa­nia wy­myśl­nych przy­sma­ków, lecz co­dzien­nych zdro­wych, po­żyw­nych po­sił­ków, przy do­kład­nem ob­li­cze­niu ich ilo­ści, kosz­tów i po­trzeb­nych na wy­ko­na­nie da­nej po­tra­wy pro­duk­tów. Go­to­wa­nia oszczę­dza­ją­ce­go czas i miej­sce, bo nie za­wsze się ma kuch­nię i piec ku­chen­ny do roz­po­rzą­dze­nia, trze­ba umieć go­to­wać na ga­zo­wej ma­szyn­ce, na naf­to­wej, na spi­ry­tu­so­wej na­wet. Na szczę­ście tech­ni­ka tu nam przy­cho­dzi z po­mo­cą i rok każ­dy, nie­omal mie­siąc każ­dy przy­no­si ulep­sze­nia i uła­twie­nia w tym kie­run­ku. I nie tyl­ko cho­dzi nam o od­po­wied­nie przy­rzą­dy oszczę­dza­ją­ce pra­cę, ale czas jest nam dro­gi. Woj­na od­bi­ła się na na­szych warsz­ta­tach pra­cy – za­bra­kło służ­by, a ta, któ­rą jesz­cze mieć moż­na, jest mało umie­jęt­ną, a jesz­cze mniej chęt­ną do pra­cy – mówi i my­śli li tyl­ko o swych pra­wach, zu­peł­nie za­po­mi­na­jąc o obo­wiąz­kach, wa­run­ki eko­no­micz­ne tak się zmie­ni­ły, że na­wet na taką nie­wy­kwa­li­fi­ko­wa­ną służ­bę nie wszyst­kich stać”[1] – pi­sa­ła Ma­ria Dis­slo­wa, wie­lo­let­nia dy­rek­tor­ka Szko­ły Go­spo­dar­stwa Do­mo­we­go we Lwo­wie, au­tor­ka wie­lu ksią­żek ku­li­nar­nych. Była go­rą­cą zwo­len­nicz­ką wpro­wa­dze­nia do szkół śred­nich na­uki go­to­wa­nia (w du­żych mia­stach taki przed­miot był na li­ście za­jęć). „U nas spra­wa po­pu­la­ry­zo­wa­nia i udo­sko­na­le­nia w dzie­dzi­nie ku­li­nar­nej po­su­wa się też tro­chę na­przód. Spe­cjal­ne kur­sy go­to­wa­nia, szko­ły za­wo­do­we, ob­jaz­do­we in­struk­tor­ki, go­to­wa­nie w obo­zach, na­uka w szko­łach po­wszech­nych – wszyst­ko to przy­czy­nia się wy­dat­nie do po­lep­sze­nia ist­nie­ją­ce­go sta­nu rze­czy”[2] – tak w 1934 roku oce­nia­ła kon­dy­cję pol­skiej sztu­ki ku­li­nar­nej re­dak­tor­ka „Ko­bie­ty w Świe­cie i w Domu”.

Do­kształ­ca­niem ko­biet w kwe­stiach ku­chen­nych zaj­mo­wa­ła się na­wet ga­zow­nia miej­ska w Kra­ko­wie.

„Od­tąd w skle­pie, któ­ry ga­zow­nia pro­wa­dzi­ła przy uli­cy Szcze­pań­skiej, od­by­wa­ją się po­ka­zy uży­wa­nia ga­zo­wej ku­chen­ki, sza­ba­śni­ka i pro­di­żu. Na prze­ło­mie li­sto­pa­da i grud­nia 1925 roku Zyg­munt Po­lek or­ga­ni­zu­je kurs wzo­ro­we­go go­to­wa­nia na ga­zie. Dwa razy w ty­go­dniu osiem­na­ście ko­biet prze­bie­ra się w bia­łe far­tusz­ki, by przez dwie go­dzi­ny słu­chać o wy­twa­rza­niu gazu, bu­do­wie i re­gu­lo­wa­niu pal­ni­ka oraz od­czy­cie ga­zo­mie­rza. Po­tem od­by­wa­ją się ćwi­cze­nia w go­to­wa­niu w na­czy­niach pię­tro­wych, pie­cze­niu mię­sa oraz ciast. Na pią­tej lek­cji pa­nie pie­ką już w sze­ściu na­czy­niach typu pro­di­ge na raz, czysz­czą ku­chen­kę oraz pra­su­ją na ga­zie”[3].

A co z pa­nia­mi, któ­re nie ode­bra­ły po­dob­nych nauk w ra­mach za­jęć szkol­nych czy kur­sów do­kształ­ca­ją­cych? Zo­sta­wa­ło im „sa­mo­uc­two”, a więc czer­pa­nie wie­dzy i zdo­by­wa­nie do­świad­czeń z ksią­żek. We wstę­pie do bar­dzo po­pu­lar­ne­go po­rad­ni­ka Jak go­to­wać. Prak­tycz­ny pod­ręcz­nik ku­char­ski jego au­tor­ka, Ma­ria Dis­slo­wa, tak pi­sa­ła do swo­ich czy­tel­ni­czek:

„Pra­gnę, aby ta pra­ca uła­twi­ła mło­dym pa­niom domu po­lu­bie­nie go­spodar­stwa do­mo­we­go, a przede wszyst­kim ku­char­stwa, któ­re jest pod­sta­wą zdro­wia, pra­wi­dło­we­go roz­wo­ju fi­zycz­ne­go, a za­tem i umy­sło­we­go, a więc do­bro­by­tu w ro­dzi­nie. Wia­do­mo­ści z dzie­dzi­ny go­spo­dar­stwa do­mo­we­go sta­no­wią ko­niecz­ne uzu­peł­nie­nie wy­cho­wa­nia i wy­kształ­ce­nia każ­dej ko­bie­ty. Ich brak sta­je się nie­jed­no­krot­nie przy­czy­ną ru­iny zdro­wia imie­nia ca­łej ro­dzi­ny. Rzą­dy w go­spo­dar­stwie do­mo­wym nie­po­dziel­nie spra­wu­je ko­bie­ta. Do niej na­le­ży utrzy­ma­nie po­rząd­ku w miesz­ka­niu, odzie­ży, ży­wie­nie ro­dzi­ny, dba­nie o jej zdro­wie, wy­cho­wa­nie dzie­ci i bu­dżet do­mo­wy. Umie­jęt­nie pro­wa­dzo­ne go­spo­dar­stwo do­mo­we czy­ni dom cie­płym ogni­skiem, wo­kół któ­re­go sku­pia się cała ro­dzi­na. Rzą­dy do­mo­we źle spra­wo­wa­ne roz­pra­sza­ją ro­dzi­nę, po­wo­du­ją do­mo­we nie­sna­ski, złe na­ło­gi, upa­dek mo­ral­ny i ma­te­rial­ny. Obo­wiąz­kiem każ­dej do­brze my­ślą­cej ko­bie­ty jest za­zna­jo­mie­nie się do­kład­nie z wia­do­mo­ścia­mi z dzie­dzi­ny go­spo­dar­stwa do­mo­we­go, za­rów­no teo­re­tycz­ny­mi, jak i prak­tycz­ny­mi, aby dzię­ki ra­cjo­nal­ne­mu od­ży­wia­niu ro­dzi­ny wy­cho­wać sil­ne, za­har­to­wa­ne po­ko­le­nie i stwo­rzyć do­bro­byt do­mo­wy. Mło­da ko­bie­ta, chcąc pod­jąć się tego za­szczyt­ne­go dzie­ła w tych trud­nych cza­sach, musi je za­cząć od od­po­wied­nie­go przy­go­to­wa­nia się, musi po­ko­chać go­spo­dar­stwo i ogni­sko do­mo­we i na­uczyć się w nim rzą­dzić”[4].

Pani Dis­slo­wej wtó­ro­wa­ła He­le­na Mo­ło­cho­wiec, au­tor­ka Wiel­kiej ilu­stro­wa­nej książ­ki ku­char­skiej obej­mu­ją­cej kuch­nię pol­ską, li­tew­ską i ro­syj­ską, bar­dzo po­pu­lar­nej na Kre­sach:

„Mi­nę­ły cza­sy, kie­dy mąż z roz­czu­le­niem ca­ło­wał ręce mło­dej swo­jej żo­necz­ce, dzię­ku­jąc za przy­pa­lo­ną pie­czeń i nie­smacz­ną, prze­so­lo­ną zupę przez sze­reg mio­do­wych mie­się­cy, a kie­dy one mi­nę­ły, wy­kra­dał się ci­cha­czem na obia­dek do re­stau­ra­cji co­raz czę­ściej, a jesz­cze póź­niej – kie­dy już się oswo­ił z do­mem, ro­bił awan­tu­ry – za obrzy­dli­wą kuch­nię i po­chła­nia­ją­ce duże sumy złe go­spo­dar­stwo – awan­tu­ry mniej lub wię­cej przy­kre za­leż­ne od tem­pe­ra­men­tu. (...) Do­bra kuch­nia i sta­ran­nie na­kry­ty stół na­praw­dę w du­żym stop­niu przy­czy­nia się do za­trzy­ma­nia męża w domu – na po­hy­bel re­stau­ra­cjom!”[5].

Spraw­ność w sztu­ce ku­li­nar­nej – o czym z tro­ską wy­zie­ra­ją­cą z każ­de­go zda­nia pi­sa­ły obie au­tor­ki – była więc ko­bie­tom nie­zbęd­na. W su­kurs pa­niom przy­cho­dzi­ły nie tyl­ko książ­ki ku­char­skie, lecz tak­że dzia­ły ku­li­nar­ne w pra­sie ko­bie­cej. Tam pod ha­słem: „Jak go­to­wać ta­nio, smacz­nie i hi­gie­nicz­nie” re­dak­tor­ki prze­ka­zy­wa­ły wie­dzę na te­mat kuch­ni i die­te­ty­ki. W „Mo­jej Przy­ja­ciół­ce”, dwu­ty­go­dni­ku wy­da­wa­nym w la­tach 1934–1939 przez Za­kła­dy Wy­daw­ni­cze Adol­fa Krzyc­kie­go w Żni­nie, w dzia­le „My ko­bie­ty mię­dzy sobą” za­miesz­cza­no li­sty od czy­tel­ni­czek. Pa­nie wy­mie­nia­ły się do­świad­cze­nia­mi i udzie­la­ły so­bie rad. Prze­pi­sy ku­li­nar­ne i po­ra­dy go­spo­dar­skie moż­na było zna­leźć rów­nież w dwu­ty­go­dni­ku „Ko­bie­ta w Świe­cie i w Domu”, wy­da­wa­nym w War­sza­wie w la­tach 1925–1939 przez To­wa­rzy­stwo Wy­daw­ni­cze „Bluszcz”. Oba te ty­tu­ły były dość po­stę­po­we. Nie aż tak, by za­chę­cać ko­bie­ty do peł­nej eman­cy­pa­cji, ale lan­so­wa­ły wi­ze­ru­nek no­wo­cze­snej, za­dba­nej pani, któ­ra z po­wo­dze­niem łą­czy role mat­ki, żony i pra­cow­ni­cy, in­te­re­su­jąc się przy tym ży­ciem kul­tu­ral­nym i po­li­tycz­nym.

Ar­ty­ku­ły za­miesz­cza­ne na ła­mach pra­sy ko­bie­cej pro­pa­go­wa­ły ra­cjo­nal­ność i oszczęd­ność jako nie­zbęd­ne ce­chy do­brej go­spo­dy­ni – tym gło­śniej, im bar­dziej re­al­na sta­wa­ła się groź­ba ko­lej­nej woj­ny. Na przy­kład za­chę­ca­no czy­tel­nicz­ki, by za­ję­ły się ho­dow­lą śli­ma­ków lub wy­ko­rzy­sta­ły su­szo­ne bu­ra­ki do ro­bie­nia kawy. Poza tym utwier­dza­no je w prze­ko­na­niu, że pra­ca za­wo­do­wa to za­rów­no prze­jaw no­wo­cze­sno­ści i nie­za­leż­no­ści, jak i ko­niecz­ność wo­bec zmie­nia­ją­cych się wa­run­ków eko­no­micz­nych. Jak wy­glą­da­ły fi­nan­se prze­cięt­nej miej­skiej ro­dzi­ny? Ilu­stru­je to tekst „Pani Tola ma dru­gie dziec­ko” z „Mo­jej Przy­ja­ciół­ki”:

„ – Ob­li­czy­my nasz mi­ni­mal­ny roz­chód. A więc: miesz­ka­nie 55 zł, ży­cie na czte­ry oso­by – 90 zł. Świa­tło, prąd do ra­dia i abo­na­ment – 14 zł. Opał – 8 zł. Pen­sja słu­żą­cej z Kasą Cho­rych – 25 zł. Pa­pie­ro­sy – 15 zł. Róż­ne drob­ne – 12 zł. Nie­prze­wi­dzia­ne wy­dat­ki – 20 zł. Ra­zem?

– 239 zł.

– Bez re­zerw na obu­wie, gar­de­ro­bę, ja­kąś roz­ryw­kę. Ty przy­no­sisz do domu 160 zł. Czy­li albo brnąć w dłu­gi, albo pra­co­wać oboj­gu”[6].

Cza­so­pi­sma ko­bie­ce za­chę­ca­ły swo­je czy­tel­nicz­ki do pro­wa­dze­nia książ­ki przy­cho­dów i roz­cho­dów. Od­po­wied­nie ze­szy­ty moż­na było ku­pić w sprze­da­ży wy­sył­ko­wej; dzię­ki ta­kim ra­chun­kom spra­wo­wa­nie pie­czy nad do­mo­wym bu­dże­tem było spraw­niej­sze.

„Go­spo­dy­ni współ­cze­sna (…) musi przede wszyst­kiem umieć li­czyć, utrzy­my­wać rów­no­wa­gę wy­dat­ków i do­cho­dów. W tym celu naj­wła­ściw­sze jest spo­rzą­dze­nie so­bie for­mal­ne­go bu­dże­tu, w któ­rym każ­da ru­bry­ka go­spo­dar­stwa po­sia­da okre­ślo­ną sumę kre­dy­tu. Sumy te mogą być prze­kro­czo­ne tyl­ko w ra­zach wy­jąt­ko­wych, a i wte­dy je­dy­nie przez prze­nie­sie­nie sum z in­nych ru­bryk, chwi­lo­wo mniej pil­nych. W każ­dym zaś ra­zie po­win­na być pro­wa­dzo­na przy­naj­mniej książ­ka wy­dat­ków”[7].

Mimo ak­cji edu­ka­cyj­nych prze­pro­wa­dza­nych w pra­sie do­mo­wa aryt­me­ty­ka w ko­bie­cym wy­ko­na­niu przyj­mo­wa­ła się dość opor­nie: „A u nas? Gdzie książ­ki ra­chun­ko­we wśród sze­ro­kich mas go­spo­dyń? Gdzie or­ga­ni­za­cja go­spo­dar­stwa do­mo­we­go, przy któ­rej wszyst­ko idzie jak w ze­gar­ku? Gdzie ligi go­spo­dyń prze­ciw­ko nie­dba­łym i wy­zy­sku­ją­cym do­staw­com? Gdzie przede wszyst­kiem uzna­nie dla domu, jako ży­we­go wzo­ru obo­wiąz­ko­wo­ści w ży­ciu po­wsze­dniem?” – z tro­ską py­ta­ła re­dak­tor­ka „Blusz­czu”. I wy­ja­śnia­ła ten nie­po­ko­ją­cy stan rze­czy: „Fa­tal­ny wpływ Wscho­du z le­ni­stwem jego ko­biet, roz­rzut­no­ścią, lek­ce­wa­że­niem cza­su, po­gar­dą dla pra­cy fi­zycz­nej, za­nie­dba­niem czy­sto­ści i nie­sły­cha­nie ni­ską kul­tu­rą wnętrz do­mo­wych za­cią­żył na ży­ciu ro­dzin­nem wiel­kich ob­sza­rów Pol­ski. Wy­zwo­le­nie się spod tych po­zo­sta­ło­ści, bez­wied­nie prze­ję­tych od za­bor­cy, na­po­ty­ka na szcze­gól­ne utrud­nie­nie w po­sta­ci bra­ku miesz­kań, sła­be­go jesz­cze roz­wo­ju prze­my­słu i uciąż­li­wej apro­wi­za­cji. Do tego wszyst­kie­go do­łą­cza się ko­niecz­ność za­rob­ko­wa­nia przez ko­bie­tę za­męż­ną sfe­ry śred­niej, w któ­rej za­ro­bek ojca ro­dzi­ny naj­czę­ściej nie wy­star­cza”.

Przed ko­bie­ta­mi za­tem, zwłasz­cza wy­wo­dzą­cy­mi się z in­te­li­gen­cji, sta­nę­ło za­da­nie zre­for­mo­wa­nia go­spo­dar­stwa do­mo­we­go. Skąd mia­ły czer­pać wzor­ce? „Świa­tło idzie nie z peł­nych służ­by przed­re­wo­lu­cyj­nych do­mów ro­syj­skich, lecz z miesz­czań­skich, es­te­tycz­nych, wy­god­nych i za­cisz­nych wnętrz ro­dzin­nych Bel­gii, Fran­cji i Nie­miec”[8].

Dla prze­cięt­ne­go oby­wa­te­la Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej po­czą­tek tak dłu­go wy­cze­ki­wa­nej i w koń­cu wy­wal­czo­nej nie­pod­le­gło­ści wią­zał się z trud­ną sy­tu­acją ma­te­rial­ną.

„Zde­cy­do­wa­na więk­szość chło­pów i drob­no­miesz­czan dys­po­no­wa­ła warsz­ta­ta­mi pra­cy le­d­wie wy­star­cza­ją­cy­mi na bie­żą­ce wią­za­nie koń­ca z koń­cem. Jesz­cze gor­sza była sy­tu­acja pra­cow­ni­ków na­jem­nych – ro­bot­ni­ków i in­te­li­gen­cji, zwłasz­cza w okre­sie sza­le­ją­cej in­fla­cji. Sy­tu­ację do­dat­ko­wo po­gar­sza­ła ko­niecz­ność od­bu­do­wy znisz­czeń wo­jen­nych i od­ra­bia­nia strat po­nie­sio­nych w okre­sie za­wie­ru­chy wo­jen­nej 1914–1920. Ge­ne­ral­nie sła­ba ko­niunk­tu­ra go­spo­dar­cza okre­su mię­dzy­wo­jen­nego, w do­dat­ku po­gor­szo­na wiel­kim kry­zy­sem go­spo­dar­czym lat 1929–1935, unie­moż­li­wi­ła ra­dy­kal­ną po­pra­wę sta­nu in­fra­struk­tu­ry kra­ju i za­moż­no­ści spo­łe­czeń­stwa. Pod ko­niec okre­su mię­dzy­wo­jen­ne­go oko­ło po­ło­wy wszyst­kich miesz­kań w Pol­sce było jed­no­izbo­wych, a zaj­mo­wa­ły je prze­cięt­nie czte­ry oso­by. Pod­sta­wą die­ty dla więk­szo­ści na­dal po­zo­sta­wa­ła ka­pu­sta i ziem­nia­ki. Prze­cięt­ne spo­ży­cie mię­sa na jed­ne­go miesz­kań­ca do­pie­ro w 1936 roku prze­kro­czy­ło po­ziom 20 ki­lo­gra­mów[9]. (...) Jed­nak waż­niej­sze wy­da­je się to, że przez cały okres mię­dzy­wo­jen­ny, z wy­łą­cze­niem cza­su wiel­kie­go kry­zy­su, sy­tu­acja zmie­nia­ła się wy­raź­nie na lep­sze. (...) Nad­cho­dzą­ca de­ka­da lat czter­dzie­stych ry­so­wa­ła się jako okres pierw­szych ob­fi­tych żniw po dwu­dzie­stu la­tach cięż­kiej pra­cy jed­no­stek i ca­łych grup spo­łecz­nych”[10].

Jó­zef Brzo­zow­ski, lu­bli­nia­nin, opo­wia­da­jąc o je­dze­niu przed woj­ną, wspo­mi­nał, że ja­dło­spis w du­żej mie­rze za­le­żał od sta­tu­su ma­te­rial­ne­go ro­dzi­ny:

„A na obiad to zno­wuż za­le­ża­ło, jak kto się miał w kie­sze­ni. I ka­pu­sta, i ka­pu­śniak, i krup­nik, to kar­to­flan­ka zupa. Lu­dzie cho­wa­li kury, kur­cza­ka, na ro­sół. O tak dwa razy w ty­go­dniu ja­dło się mię­so”[11].

Przed­wo­jen­ny ro­bot­nik zma­gał się z bie­dą, na­to­miast za­rob­ki in­te­li­gen­cji nie róż­ni­ły się bar­dzo od obec­nych pen­sji. „Mały Rocz­nik Sta­ty­stycz­ny” po­da­je, że w 1939 roku ro­bot­nik za­ra­biał mie­sięcz­nie 95 zło­tych, ro­bot­ni­ca zaś – 50 zło­tych. Rów­no­upraw­nie­nia w kwe­stii za­rob­ków nie było... Wy­kształ­co­ny pra­cow­nik umy­sło­wy co mie­siąc od­bie­rał w ka­sie 280 zło­tych, a jego rów­nie do­brze wy­edu­ko­wa­na ko­le­żan­ka – 170. A jak kształ­to­wa­ły się ceny pro­duk­tów spo­żyw­czych? Bo­che­nek chle­ba kosz­to­wał 30 gro­szy, ki­lo­gram mąki 50 gro­szy, ki­lo­gram ziem­nia­ków – 10 gro­szy, litr mle­ka – 20 gro­szy, ki­lo­gram mię­sa wiep­rzo­we­go – 1,40 zło­te­go. Z tych ze­sta­wień i da­nych GUS-u za rok 2014 wy­ni­ka, że ro­bot­nik mógł ku­pić śred­nio trzy­krot­nie mniej pod­sta­wo­wych pro­duk­tów spo­żyw­czych niż obec­nie.

W dwo­rach zie­miań­skich ży­cie to­czy­ło się bar­dziej tra­dy­cyj­nym, spo­koj­niej­szym ryt­mem. Tu wciąż obo­wią­zy­wa­ły wzor­ce ku­li­nar­ne wy­ro­słe z tra­dy­cji szla­chec­kich. Wi­dać było jed­nak efek­ty po­stę­pu­ją­cej mo­der­ni­za­cji. Zmie­nia­ło się wy­po­sa­że­nie kuch­ni – miej­sce do­tych­cza­so­wych pa­le­nisk za­czę­ły zaj­mo­wać tzw. kuch­nie an­giel­skie, z za­mknię­tym pły­tą pa­le­ni­skiem, któ­re za­pew­nia­ły znacz­nie wyż­szą tem­pe­ra­tu­rę i po­zwa­la­ły na wy­ko­rzy­sta­nie garn­ków o pła­skim i sze­ro­kim dnie. Za­miast na otwar­tym ogniu go­to­wa­no lub sma­żo­no na bla­sze, cza­sem wy­po­sa­żo­nej w fa­jer­ki. Wpły­wa­ło to na szyb­kość przy­rzą­dza­nia po­traw i ich ja­kość. Da­lej ce­le­bro­wa­no po­sił­ki, spę­dza­jąc przy sto­le spo­rą część dnia. Za­le­ce­nia die­te­ty­ków i hi­gie­ni­stów bar­dzo po­wo­li prze­cie­ra­ły so­bie dro­gę do zie­miań­skich kuch­ni. Tu na­dal go­to­wa­no, ko­rzy­sta­jąc z ksią­żek Lu­cy­ny Ćwier­cza­kie­wi­czo­wej – tłu­sto, cięż­ko i pra­co­chłon­nie – choć za­pew­ne bar­dzo smacz­nie. Mag­da­le­na Sa­mo­zwa­niec, wspo­mi­na­jąc swo­ją mło­dość i póź­niej­sze lata spę­dzo­ne w Kos­sa­ków­ce, pi­sa­ła:

„Oczy­wi­ście ów­cze­sne ob­żar­stwo ni­ko­mu nie mo­gło wyjść na zdro­wie. W domu Kos­sa­ków co kil­ka dni ktoś za­czy­nał się skar­żyć na sil­ne bóle żo­łąd­ka i było rze­czą zu­peł­nie na­tu­ral­ną, że po obie­dzie któ­raś z có­rek lub mama le­ża­ły na tap­cza­nie z go­rą­cym ter­mo­fo­rem lub roz­grza­ną ce­głą, za­wi­nię­tą w szmat­kę, i na noc piły gorz­ką wodę na prze­czysz­cze­nie lub ziół­ka”[12].

O tym, że aby bie­sia­do­wać, po­trzeb­ne było koń­skie zdro­wie, pi­sa­ła tak­że Jo­lan­ta Wa­cho­wicz-Ma­kow­ska, wspo­mi­na­jąc ro­dzin­ne śnia­da­nia wiel­ka­noc­ne:

„Sto­ły ugi­na­ły się (cza­sem do­słow­nie, tak że trze­ba je było pod­pie­rać wsta­wia­ną pod blat do­dat­ko­wą nogą lub drew­nia­nym rusz­to­wa­niem) od ja­dła, a było ono tak tłu­ste, tak ko­rzen­ne, pie­prz­ne lub tak słod­kie, że tyl­ko stru­sie żo­łąd­ki lub wą­tro­by mo­gły je znieść bez po­waż­ne­go uszczerb­ku dla zdro­wia”[13].

Ra­czo­no się ba­ba­mi pie­czo­ny­mi na ma­śle i żółt­kach, z ma­zur­ków ka­pa­ły ma­sło i sma­lec, a po­kry­wa­ją­cą je masę przy­go­to­wy­wa­no z gę­stej i bar­dzo tłus­tej śmie­ta­ny. Nie ża­ło­wa­no so­bie wę­dlin na­szpi­ko­wa­nych sło­ni­ną i pro­siąt, któ­rych ryj­ki wypełnia­no ja­ja­mi go­to­wa­ny­mi na twar­do. By nie po­lec przy ta­kich ka­lo­rycz­nych ob­fi­to­ściach, pito al­ko­hol – w du­żych ilo­ściach i pod róż­ny­mi po­sta­cia­mi.

Mimo fa­tal­nej sy­tu­acji eko­no­micz­nej na pol­skiej wsi w mię­dzy­woj­niu na­stą­pił skok cy­wi­li­za­cyj­ny. W go­spo­dar­stwach rol­nych do­ko­ny­wa­no ulep­szeń, uno­wo­cze­śnia­no je.

„Wo­kół do­mów po­ja­wi­ły się ogród­ki kwia­to­we, a do chłop­skie­go ja­dło­spi­su za­wi­ta­ły nowe wa­rzy­wa i ja­rzy­ny oraz po­mi­do­ry. Pod ko­niec dwu­dzie­sto­le­cia głów­ną ba­rie­rą ha­mu­ją­cą mo­der­ni­za­cję wsi był brak ka­pi­ta­łu, a nie bar­dzo sil­ny jesz­cze w po­cząt­ku lat dwu­dzie­stych kon­ser­wa­tyzm chłop­ski”[14].

Zo­fia Ani­szew­ska, opo­wia­da­jąc o swo­im dzie­ciń­stwie w Woli Kra­sie­niń­skiej, tak mó­wi­ła o po­sił­kach:

„Tak się ja­dło, jak kogo stać było. W moim dzie­ciń­stwie, jak tata zo­stał za­bi­ty, były kar­to­fle go­to­wa­ne na wo­dzie, dużo ko­per­ku, pie­trusz­ki, mar­chew­ki, za­smaż­ka z ra­zo­wej mąki na su­chej pa­tel­ni. To było pysz­ne je­dze­nie. Za­miast chle­ba to z ra­zo­wej mąki gnie­cio­ne plac­ki i pie­czo­ne pod fa­jer­ką. To było dru­gie pysz­ne je­dze­nie. A na wiel­kie świę­to, nie­dzie­lę, to jak mama na­go­to­wa­ła klu­sek i wbi­ła do klu­sek jed­no jaj­ko i łyż­kę ma­sła na taki duży dursz­lak po­ło­ży­ła na te klu­ski i jak tak po­że­gna­ła ich – to było świę­to i wy­śmie­ni­te je­dze­nie. Psio­chę to nie bar­dzo mama ro­bi­ła, bo do psio­chy trze­ba było tłusz­czu, a tłusz­czu że­śmy nie mia­ły i nie stać nas było. Żeby zro­bić psio­chę, obie­ra­ło się kar­to­fle na wodę, tro­chę wię­cej wody, jak nor­mal­nie go­to­wa­ne kar­to­fle, i sy­pa­ło się mąki pod przy­kryw­ką i się pa­ro­wa­ły do­tąd, aż się kar­to­fle ugo­to­wa­ły. Po­tem się od­ce­dza­ło i ta­kim tłucz­kiem du­żym się tłu­kło, żeby tą mąkę z kar­to­fla­mi zmie­szać. Jak się zmie­sza­ło już na ta­lerz i tłuszcz, sło­ni­ną ze skwar­ka­mi. Ro­bi­ło się jesz­cze ka­pu­stę z gro­chem. Ka­pu­sta mu­sia­ła być od­dziel­nie ugo­to­wa­na, groch od­dziel­nie, a po­tem do kupy zło­żo­ne, sło­ni­ną za­smaż­ka zro­bio­na, okra­szo­na i to wszyst­ko. Była taka po­st­na, po­st­na ka­pu­sta. Go­to­wa­ło się jesz­cze za­cier­kę z kar­to­fla­mi. Kar­to­fle się po­kro­iło w ko­stecz­kę, jak były ugo­to­wa­ne się roz­go­to­wa­ły, to cia­sto się za­gnio­tło wodą bez jaj­ka i ta­kie rwa­ne, rzu­ca­ne na tą wodę i tro­chę okra­szo­ne. I to było bar­dzo pysz­ne. Ja­kie przy­sma­ki pa­mię­tam? Pyzy. Ro­bi­ło się je tak samo jak dzi­siaj. Nie, to były same tar­te kar­to­fle i go­to­wa­ne. Kar­to­fle ugo­to­wa­ne, cie­płe, po­tłu­czo­ne i kar­to­fle tar­te wy­du­szo­ne z wody ra­zem zmie­sza­ne z tym i ta­kie gał­ki na wodę się rzu­ca­ło. I jesz­cze je­den przy­smak był. To były klu­ski z mle­kiem. A mle­ko to było za­pa­rzo­ny mak, wał­kiem roz­du­szo­ny i za­la­ny wodą. To było mle­ko do po­pi­cia do klu­sek i do ka­szy gry­cza­nej”[15].

Przypisy

[1] M. Disslowa, Jak gotować. Praktyczny podręcznik kucharstwa. (Przejrzała i uzupełniła pani Elżbieta), reprint nakładem wydawnictwa Kurpisz S.A., Poznań 2008, s. 7–8.

[2] „Kobieta w Świecie i w Domu”, 1934, R. X, nr 8, s. 28.

[3] K. Kobylarczyk, Wejdź na szlak!, Małopolski Instytut Kultury, Kraków 2013, s. 42.

[4] M. Disslowa, Jak gotować. Praktyczny poradnik kucharski z 1930 roku, Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych, Warszawa 1988, s. 7–8.

[5] H. Mołochowiec, Wielka ilustrowana książka kucharska, Poznań 1929, s. 6.

[6] „Moja Przyjaciółka”, 1938.07.25, nr 14, s. 384.

[7] „Bluszcz”, 1923, t. 56, nr 20, s. 153.

[8] Ibidem.

[9] Obecnie wynosi ok. 75 kg rocznie.

[10] W. Mędrzecki, op. cit.

[11] Lublin. Pamięć Miejsca. Historia Mówiona, online [dostęp: 15.09.2014], www.tnn.pl/himow_relacja.php?idhm=1396&f_2h_relacjePage=3.

[12] M. Berezowska, S. i T. Przypkowscy, M. Samozwaniec, Łyżka za cholewą a widelec na stole, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1977, s. 66–67.

[13] J. Wachowicz-Makowska, Chochlą i mieczem, Czytelnik, Warszawa 2000, s. 231.

[14] W. Mędrzecki, op. cit.

[15] Lublin. Pamięć Miejsca. Historia Mówiona, online [dostęp: 15.09.2014], http://biblioteka.teatrnn.pl/dlibra/dlibra/doccontent?id=34114&dirids=1.

Zapomniane smaki: móżdżek w muszlach, minóg pod setuchnę

Kulinarna codzienność

Kompotjery, wekowanie, lutowanie, czyli gotowanie na zapas

Klęcznikowe i kolonialne – sklepy przed wojną

Kulinarne zapożyczenia: auszpik i makagigi

Proszony obiad, poobiednia herbatka i małe dansingi

Przy stoliku z kefirem, mikadką lub kapucynem. W barach, kawiarniach i restauracjach

Soplica, Ciągotka i inne napitki

Część II

Przystawki

Suflet z pomidorów

Zapiekana szynka z wątróbką

Zimna przekąska z kalarepki

Grzanki z farszem z ryb

Zimna cielęcina z matiasami

Sos sardelowy

Sałatka z sardynkami

Śledzie z jabłkiem w śmietanie

Ostra sałatka duszona na przekąskę

Sznycle na grzankach ze szpinakiem

Szynka zapiekana ze szparagami

Surówka z jarzyn jesiennych z sosem vinaigrette

Njoki z parmezanem

Zupy

Ro­sół

Rosół wołowy z kołdunami litewskimi

Barszcz

Kwas burakowy

Barszcz w filiżankach

Chłodnik polski ze śmietaną

Zupa z miętusa

Miszkulancja

Zupa cebulowa na rosole

Grochówka na wędzonej flądrze

Zupa rabarbarowa

Czernina

Kartoflan­ka

Zakwas i żur

Zupa pomido­ro­wa

Zupa piwna ze śmietaną i twaro­giem

Kapuśniak z mięsem

Kwasówka

Zupa cytrynowa

Zupa śliwkowa

Zupa szczawiowa

Dania jarskie

Kalafiory pod beszamelem

Nadziewane ogórki

Kotlety z kapusty

Pomidory nadziewane ryżem

Duszone rydze

Babeczki z kartofli

Faszerowany kabaczek z sosem pomidorowym

Tymbaliki z młodej marchewki

Bliny z kartofli ze śmietaną i masłem

Ziemniaczki wypiekane z jajami i ze śmietaną

Budyń z jarzyn

Dania mączne

Pierogi z mąki gryczanej z serem

Łazanki zapiekane z serem

Knedle ze śliwkami

Mądrzyki smażone

Kotlety z ryżu i jaj

Naleśniki cytrynowe

Kulebiak z grzybami

Paszteciki naleśnikowe z jajami

Kluski hreczane z kalafiorem

Dania mięsne

Dania z cielęciny

Kotlety pożarskie z cielęciny z zielonym groszkiem

Paprykarz cielęcy

Zrazy cielęce w zielonym sosie

Cielęcina z jabłkami

Cielęce ozorki w sosie cytrynowym

Dania z wołowiny

Sztuka mięsa z parmezanem

Pieczeń huzarska

Rozbratle z pieca w sosie pomidorowym

Bryzol z grzybami i kaszą

Flaczki po lwowsku

Dania z wieprzowiny

Pieczeń wieprzowa nadziewana wątróbką

Duszone cynaderki

Pieczona polędwica ze śliwkami

Zraziki nadziewane ryżem

Dania z drobiu

Risotto z kurą

Młoda kaczka z jabłkami

Wątróbka w sosie maderowym

Pierś z indyka z piure z wiśni

Dania z baraniny

Szaszłyk z baraniny

Baranina duszona z kapustą włoską

Dania z ryb

Karp zapiekany w sosie chrzanowym

Wykwintna flądra na winie z pieczarkami

Szczupak w ziemniaczanym sosie

Sandacz na oliwie z cebulą

Gulasz z węgorza

Zrazy z soli w sosie śmietanowym

Sola z pieczarkami

Lin duszony w czerwonej kapuście

Śledzie à la minogi

Rybne zrazy na sposób żydowski

Desery

Skórki pomarańczowe w czekoladzie

Coupe à la Mode

Zupa czekoladowa

Tort sublokatorski

Szar­lotka z czarnego chleba z rabarbarem

Mazurek z pomadą czekoladową

Pączki ryżowe

Ciasteczka pomarańczowe

Chrust (faworki)

Kuleczki figowe

Szalet jabłeczny

Pierniki

Pierniki łatwe i tanie

Napoje

Orszada

Likier orzechowy do kawy

Kruszon jabłkowy

Krupnik litewski

Mazagran

Kwas chlebowy

Lemoniada z cytryn

Koktajl z truskawek

Poncz cytrynowy

Bibliografia