Kuba i Mela. Dodaj do znajomych - Maciej Orłoś, Henryk Sawka - ebook

Kuba i Mela. Dodaj do znajomych ebook

Maciej Orłoś, Henryk Sawka

3,8

Opis

Jedenastoletni Kuba i siedmioletnia Mela przeżywają to wszystko, co przeżywają inne dzieciaki w ich wieku. Szkoła, wakacje, codzienność w zgranej, acz niekoniecznie do końca zgodnej rodzinie.

Książka podzielona jest na szereg krótkich epizodów opowiadanych z punktu widzenia jej bohaterów. W publikacji znalazło się miejsce na anegdoty między innymi o:
- rodzinnej wyprawie na wakacje,
- perypetiach z telefonem na lekcji matematyki,
- zakończonej spektakularnym fiaskiem próbie nauczenia z tatusia gry w popularną karciankę,
- bezcennych i zupełnie nieprzydatnych poradach ojca rodziny odnośnie zasad recytowania „Pawła i Gawła”.

Kuba i Mela (prywatnie dzieci Macieja Orłosia) to inteligentne i niekiedy bardzo złośliwe bestie, które pilnie obserwują zachowania dorosłych. Z ich opowieści wyłania się zabawny obraz starszego pokolenia, które nie jest w stanie pojąć praw i zasad rządzących życiem ich dzieci.

Pełna ciepła i niewymuszonego humoru książka skierowana jest nie tylko do najmłodszych czytelników. Wspólna głośna lektura „Kuby i Meli” rozbawi zarówno dzieci, jak i rodziców. Opatrzone tekstami w dymkach, rozbawiające do łez rysunki Henryka Sawki są doskonałym uzupełnieniem opisanych historii.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 195

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tekst © 2012 Maciej Orłoś

Rysunki © 2012 Henryk Sawka

Wydanie pierwsze, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2012

Copyright © 2012 Wydawnictwo Jaguar

Redakcja: Ewa Holewińska, Anna Pawłowicz

Korekta: Urszula Przasnek

Projekt okładki: Joanna Wasilewska

Skład i łamanie: EKART

ISBN 978-83-7686-148-7

Adres do korespondencji:

Wydawnictwo Jaguar Sp. Jawna ul. Kazimierzowska 52 lok. 104

02-546 Warszawa

www.wydawnictwo-jaguar.pl

Wydanie pierwsze w wersji e-book

Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2012

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

TO JA, KUBA

Cześć, mam na imię Kuba, chodzę do czwartej klasy i nie mam komórki. To znaczy mam, ale nie mogę jej używać, bo mam zablokowaną kartę sim. Mógłbym ją odblokować, ale żeby odblokować, trzeba mieć numer puk. A puku nie mam, bo nie mogę znaleźć tej kartki, na której był zapisany. Wszystko to przez Maksa, mojego kolegę z klasy, ponieważ właśnie on zablokował mi moją komórkę. A było tak: poszedłem do niego po szkole, co nie, żeby razem odrabiać lekcje i pograć trochę na playstation, którego ja nie mam, no i jak ja odrabiałem angielski, to on, zamiast też odrabiać, bawił się moją komórką, to znaczy wyłączył ją i powiedział, że zakłada się ze mną, że potrafi ją włączyć, mimo że nie zna pinu, bo po prostu na pewno zgadnie, jaki jest pin, i wbije go, najdalej za drugim razem.

To mnie zainteresowało i założyłem się z nim o dwie takie fajne kulki, którymi się czasem wymieniamy w klasie, że mu się nie uda – jak wbije pin i trafi, i włączy komórkę, to ja mu daję dwie kulki, a jak nie wbije, to on mi daje swoje dwie kulki; no więc wbił raz jakiś pin, to znaczy cztery cyfry, chyba to było jeden dwa trzy cztery, ale nie jestem pewien i - nie trafił, komórka się nie włączyła, to znaczy pokazał się komunikat, że to błędny kod pin, spróbuj jeszcze raz czy jakoś tak.

No to Maks wbił jeszcze raz cztery cyfry i chyba to było jeden zero zero jeden, no i znowu nie trafił, więc chciał wbić kolejny raz, ale wtedy ja powiedziałem, że już nie może tego zrobić, bo umawialiśmy się, że spróbuje najwyżej dwa razy, nie więcej, ale on się strasznie upierał, więc się zgodziłem.

No to on znowu wprowadził kod pin, to znaczy znowu wbił cztery cyfry, już nie pamiętam jakie, w każdym razie znowu mu się nie udało i - przegrał zakład. W sumie się ucieszyłem, bo to fajnie wygrać zakład, poza tym od razu dał mi te dwie kulki i oddał mi moją komórkę.

Chciałem ją od razu włączyć, ale zobaczyłem komunikat, że trzeba wprowadzić kod puk. Nie miałem pojęcia, jaki jest ten mój kod puk, więc chciałem od razu zadzwonić do mamy, żeby mi powiedziała, bo to mama załatwiała ten telefon, no ale nie mogłem zadzwonić, bo przecież miałem zablokowaną komórkę! Maks wtedy zaproponował, że może on spróbuje wprowadzić puk, a nuż się uda, ale zdecydowanie się nie zgodziłem, bo bałem się, że jak nie trafi, to już ten mój telefon zupełnie się zablokuje, na amen, jak mówi mój tata.

Jak wróciłem do domu, zaczęły się poszukiwania kodu puk. Nikt go nie znalazł, a mama się dowiedziała, że aby odzyskać kod puk, trzeba pójść do siedziby firmy, to znaczy do jakiegoś głównego biura operatora telefonów komórkowych i załatwić tę sprawę.

No i od kilku tygodni ani mama, ani tata jeszcze tam nie byli, bo ciągle nie mają czasu, bo ciągle wszystko jest ważniejsze od tego, żebym ja miał komórkę, więc jej nie mam. Ale jakoś żyję, okazuje się, że można żyć bez telefonu komórkowego. Zwłaszcza, że to nie jest smartfon, tylko taka zwykła komórka. Gdybym miał smartfona i nie mógłbym go używać, to bym się naprawdę martwił, ale tak to nie jest tak źle. Tym bardziej, że są przecież inne sposoby na rozmowę z kolegami. Jak jestem w domu, to na przykład mogę rozmawiać na Facebooku.

Moja mama to jeszcze korzysta ze Skype’a, ale ja nie muszę mieć czegoś takiego, mnie wystarczy Facebook. Oczywiście, mam swoje konto na Facebooku. Wszyscy w mojej klasie mają, nawet Jarek, który nie ma komórki. Jest jedyną osobą w naszej klasie, która nie ma komórki. Nie ma komórki, a konto na Facebooku ma.

Trochę to dziwne, bo ja jednak wolałbym mieć komórkę niż konto na Facebooku, gdybym miał wybierać. To znaczy teraz akurat nie mam komórki, bo jest zablokowana przez Maksa, już wam to wytłumaczyłem, ale tak w ogóle to mam komórkę, a Jarek w ogóle nie ma.

A na przykład Mietek, taki inny kolega z naszej klasy, ma smartfona, w którym może korzystać z Facebooka, czyli ma i jedno, i drugie w jednym. No, ale to nic nowego w końcu, nie on jeden, a ja na pewno też kiedyś będę miał smartfona i wtedy będę mógł wchodzić na fejsa w tym smartfonie, najlepiej w iPhonie, oczywiście! A Jarek to tak w ogóle jest inny od całej reszty chłopaków w naszej klasie, bo jest najlepszym uczniem, czyli prymusem, no i nie ma komórki. Ale i tak go lubię.

Przy okazji wam opowiem, jak to jest z tym Facebookiem. No bo ja mam konto na Facebooku, jak już mówiłem (mam już prawie 60 znajomych), a moja siostra Mela, która chodzi do pierwszej klasy – nie ma, co nie? Ale okropnie by chciała mieć. No i są z tym straszne jazdy.

Na przykład niedawno było tak, że odrobiłem lekcje i rodzice pozwolili mi pograć w grę na komputerze, bardzo fajną, Gothic 3. Pograłem w nią trochę, a potem postanowiłem sprawdzić, co tam słychać na fejsie. Więc przerwałem grę i wszedłem na Facebooka, a tam od razu Maks zapytał, co robię. Napisałem, że siedzę na Facebooku, a on odpisał, że on też i czy nauczyłem się wiersza na pamięć. Odpisałem mu: „Jakiego wiersza?!”, a on napisał, że też nie wie i myślał, że ja mu powiem. To mu odpisałem, że Jarek na pewno wie. A Jarek akurat wszedł na fejsa i napisał, że nie nauczymy się tego wiersza, bo jest długi, trudny, że on już umie (oczywiście, jak to on, jest najlepszym uczniem w klasie, kujon jeden), ale że się uczył kilka dni. Wtedy musiałem pójść do toalety, a jak wróciłem, to zobaczyłem wiadomość od Maksa: „Buhahaha, to otwórz okno!”, a od Jarka: „Fuj, to obrzydliwe, dobrze, że w szkole mniej puszczasz!”. Nie zrozumiałem, o co chodzi, ale zerknąłem wyżej do korespondencji i zobaczyłem, że napisałem: „Sorki, chłopaki, nie mogę pisać, bo puszczam straszne bąki!”. No i wtedy już wiedziałem! To oczywiście Mela – kiedy byłem w toalecie, podkradła się do komputera i napisała do chłopaków, podszyła się pode mnie! Co za okropna baba!

Postanowiłem się na niej zemścić. Znalazłem w komputerze jej zdjęcie sprzed kilku lat, na którym jest strasznie rozczochrana, w piżamie i z wystawionym ozorem i wygląda na tym zdjęciu naprawdę okropnie! I zamieściłem to zdjęcie na Facebooku z podpisem: „Moja siostra, Mela, ładna, co nie?”. Ale chłopaki się śmiali! „Buhaha” i „Buhaha!”.

A jak Mela przyszła do pokoju, to jej pokazałem to jej zdjęcie na fejsie i powiedziałem, że to za karę, że się pode mnie podszywa. No to zrobiła straszną aferę, aż przybiegł tata i oczywiście kazał mi natychmiast usunąć jej zdjęcie z mojego profilu. Na to ja zrobiłem aferę, że jak zawsze wszystko na mnie, ale tata nie chciał słuchać i musiałem usunąć to zdjęcie. I jeszcze zabrał mi komputer i gdzieś schował, mówiąc, że odda, ale jeszcze nie wie kiedy. No to wtedy Mela zrobiła aferę, że to nasz wspólny komputer, nasz, czyli jej i mój (to prawda), a ona chciała właśnie pograć w Simsy. I w ogóle, że ona też chce mieć swój profil na Facebooku. Ale tata oświadczył stanowczo, że mowy nie ma, że jest za mała. I bardzo słusznie, tym razem miał rację! Mela na Facebooku – no bez przesady! I jeszcze tata powiedział, że odda nam komputer, owszem, ale na pewno nie od razu. No to Mela się popłakała z dwóch powodów – że nie może mieć konta na Facebooku i że nie może pograć w Simsy, i w ogóle zrobiło się nerwowo, i wszyscy byli wściekli.

A poza tym to jeszcze wam powiem, że mieszkam w Warszawie, a jeśli chodzi o szkołę, to OK, może być, wiadomo, że trzeba się uczyć i tak dalej. Ale najbardziej ze wszystkiego lubię wakacje, bo kto nie lubi, co nie?

TO JA, MELA

Cześć, mam na imię Mela, mieszkam w Warszawie i chodzę do pierwszej klasy. Mogłabym chodzić już do drugiej, bo rodzice mogli mnie posłać do pierwszej zamiast do zerówki, bo jakieś tam przepisy się zmieniły akurat, kiedy kończyłam przedszkole, ale postanowili, że jednak do zerówki, a nie do pierwszej. I dlatego dopiero teraz chodzę do pierwszej, a nie do drugiej. Czasem trochę żałuję, że nie jestem już w drugiej klasie, a czasem nie. Żałuję, bo jestem prawie najstarsza ze wszystkich i po prostu nie jestem już tak dziecinna jak inni. A czasem nie żałuję, bo w drugiej klasie bym miała więcej nauki i lekcji do odrabiania. Mama mówi, że to dobrze, że chodzę dopiero do pierwszej, bo po co dziecku skracać dzieciństwo.

No więc, mam na imię Mela, ale tak naprawdę to nazywam się Melania, tylko że nikt do mnie tak nie mówi, i bardzo dobrze. Różnie do mnie mówią, na przykład Melka albo Melcia, ale Melania – nigdy.

Mam brata Kubę, który chodzi do czwartej klasy i narzeka, właściwie codziennie narzeka, że ma tak dużo lekcji do odrabiania, a wtedy rodzice mówią, żeby nie narzekał, bo w piątej klasie to dopiero zobaczy, ile będzie lekcji. Lubię Kubę, ale on często mi dokucza. Ja jemu też czasem dokuczam, ale moim zdaniem on dokucza mi częściej niż ja jemu. No i kłócimy się o komputer.

Chodzi o to, że mamy jeden komputer wspólnie, taki przenośny, laptop. I kiedy mamy już odrobione lekcje, to zaczyna się kłótnia, kto pierwszy ma grać na komputerze. Kuba się strasznie denerwuje, bo na ogół to ja gram pierwsza. Ale gram pierwsza, bo pierwsza mam odrobione lekcje. Wiadomo, w pierwszej klasie zdecydowanie mniej zadają niż w czwartej! Zdarza się, że ja gram i gram, a Kuba ciągle odrabia lekcje, no więc ja gram i gram, a on wreszcie kończy i chce pograć, ale wtedy rodzice mówią, że mowy nie ma, żeby grał, bo jest już zdecydowanie za późno i - do łóżek. Biedny Kuba, trochę mi go nawet żal w takich sytuacjach, ale wiadomo, że nauka jest ważniejsza od komputera i trudno, musi się z tym pogodzić.

W ogóle to wydaje mi się, że już dużo wiem. Na przykład, ostatnio stwierdziłam, że dużo się mówi o barakach. Barak obama i jakiś mubarak, ciągle o nich mówią, więc zapytałam rodziców, o co chodzi z tymi barakami, ale rodzice się tylko śmiali, na pewno dlatego, że nie potrafili wymyślić żadnej mądrej odpowiedzi. Dorośli zawsze tak robią.

A już jak ich zapytałam o to, czy są lewosławni, to ich całkiem zatkało. Dopiero jak wyjaśniłam, że skoro na świecie są prawosławni, to dlaczego nikt nie mówi o lewosławnych, to jęknęli zgodnym chórem, że lewosławnych nie ma i że są tylko prawosławni. Więc spytałam, dlaczego tak jest, i że to niesprawiedliwe, ale znowu to samo – śmiech i zero konkretów.

Czasem myślę, że nie jestem ładna, i marzę o tym, żeby być ładna, jak dorosnę. Nie chcę być brzydka. Tata mówi, że jestem bardzo ładna, że dla niego jestem najpiękniejsza na świecie, ale to mnie tylko złości. Bo wiadomo, że tata tak powie, ale tata to tata, a mnie nie chodzi o tatę. Rodzice zawsze uważają, że ich dzieci są ładne. Ale ja się z tatą nie ożenię, czy tam nie wyjdę za niego, tylko za jakiegoś innego. I to dla niego muszę być ładna, a nie dla taty.

Ciekawe zresztą, jak on będzie miał na imię, ten mój mąż. Może Tomek, może Kacper. Trudno powiedzieć, to zależy. Mama mówi, że najważniejsze, żeby nie był głupi i że imię nie ma znaczenia. Moim zdaniem ma znaczenie, bo jakby miał na imię na przykład Hilary, to nie wiem, co bym zrobiła. No, ale oczywiście ważne jest, żeby nie był głupi. I żeby nie puszczał bąków, bo moim zdaniem chłopcy puszczają bąki bez przerwy, dużo częściej niż dziewczyny. Okropne, błe.

Ale najbardziej boję się, że będę rodziła. To podobno boli, jak się rodzi. Mama twierdzi, że bardzo. I mówi, że mimo wszystko jakoś dała radę i nas urodziła. Ale i tak się boję tego rodzenia, wolałabym to już mieć za sobą. Rozmawiałam o tym z dziewczynami. One też się boją, ale chyba nie aż tak jak ja.

Zresztą trudno o tym z nimi rozmawiać, bo one są młodsze ode mnie, prawie wszystkie, niektóre nawet o rok. Może dlatego ciągle nie mam przyjaciółki, takiej jednej, najlepszej, no, takiej przyjaciółki, z którą można o wszystkim gadać. Koleżanki mam, pewnie, że mam, trudno nie mieć koleżanek, i one są strasznie fajne, niektóre bardzo lubię, ale takiej jednej jedynej przyjaciółki to ciągle nie mam.

Martwi mnie to, ale mama mówi, że nie mam się czym martwić, bo mam czas. Tak jak z tym rodzeniem. Mam czas na przyjaciółki i na rodzenie też. No to staram się nie martwić, ale czasem mnie dopada i już.

WYSYŁAMY SMS-y

Podczas rozpoczęcia roku szkolnego pan dyrektor ogłosił, że do szkoły wolno przynosić różne gadżety, typu PSP, ale nie wolno ich używać, nawet na przerwach. Jeżeli już, to po lekcjach, na przykład w świetlicy. Ale najlepiej – mówił dyrektor – zostawiać takie rzeczy w domu, by móc się skupić na lekcjach, i żeby nie kusiło. Wspomniał też o komórkach – można je mieć ze sobą, oczywiście, ale tylko po to, by po szkole móc się kontaktować z rodzicami lub opiekunami. Ja bardzo długo nie miałem komórki w ogóle, chociaż wszyscy już mieli. No, prawie wszyscy, bo Jarek nie miał, ale Jarek jest w ogóle dziwny, nie lubi różnych nowoczesnych urządzeń, maminsynek. Tak czy inaczej, głupio mi było, ale mama i tata tak się zaparli, że nawet się nie upominałem. Aż wreszcie babcia powiedziała:

– Dość tego, Kuba też musi mieć komórkę!

To było zaraz na początku czwartej klasy. No i miałem już komórkę i nosiłem ją do szkoły. Potem przez Maksa nie miałem przez kilka tygodni dostępu do mojego telefonu, bo Maks go zablokował, ponieważ trzy razy wprowadził zły pin, a ja nie mogłem znaleźć kodu puk. Opowiadałem wam o tym, więc nie będę się powtarzał, ale najważniejsze jest to, że mama w końcu załatwiła ten kod puk u operatora, no i wszystko dobrze się skończyło. Więc mam komórkę, jakąś taką nie najnowszą, nie żadnego wypasionego smartfona, jak niektórzy moi koledzy, ale trudno, nie jest zła, można dzwonić i wysyłać SMS-y. Lubię wysyłać SMS-y, uważam, że to często dużo lepszy sposób komunikowania się ze światem niż dzwonienie.

Opowiadam wam o tym, bo zrobiła się niezła zadyma z tymi komórkami. A było tak: na lekcji angielskiego, któregoś dnia, Bartek powiedział głośno do Mietka, że jest głupkiem. Pan akurat tłumaczył, na czym polega czas przeszły – simple past, a Bartek nagle wypalił:

– Mietek, ty głupku!

Wtedy Mietek natychmiast powiedział do Bartka, że on jest głupkiem, skoro twierdzi, że on, czyli Mietek, jest głupkiem. Pan przerwał i zapytał, o co chodzi i dlaczego tak nieładnie się do siebie odzywają. Ale Bartek i Mietek milczeli jak zaklęci i nie dowiedzieliśmy się, o co w ogóle poszło. Wtedy pan zakomunikował, że mają szansę na uniknięcie jedynek za złe zachowanie, jeśli któryś z nich powie po angielsku: „Jesteś głupkiem”.

Obaj, oczywiście, nie mieli pojęcia i dostali po jedynce. Wtedy pan zrobił nam krótki wykład o takich odzywkach. Powiedział, że „Jesteś głupkiem” to „You are stupid”, „Jesteś idiotą” to „You are an idiot” i że jeszcze można powiedzieć do kogoś „You are moron” – „Jesteś kretynem”. Pan mówił też o tym, że nie należy się tak zwracać do siebie, ale skoro już tak mówimy, to przy okazji nauczmy się tego po angielsku. I zadał nam – całej klasie – pracę domową: napisać zdania „Jesteś głupkiem”, „Jesteś idiotą” i „Jesteś kretynem” w czasie teraźniejszym i w czasie przeszłym w liczbie pojedynczej i mnogiej. Po angielsku, oczywiście. Nasz pan od angielskiego jest w ogóle fajny, ale wymagający, zadaje dużo do domu i często robi sprawdziany i testy.

A następnego dnia wpadliśmy na pomysł, że skoro nie możemy do siebie głośno mówić na lekcjach, a wszyscy (oprócz Jarka) mamy komórki, to możemy pisać do siebie SMS-y. Postanowiliśmy wypróbować tę metodę na matematyce. Pani od matmy jest bardzo miła, ale często odwraca się do nas plecami, żeby pisać na tablicy, więc będzie można spokojnie napisać lub odczytać SMS-a.

Oczywiście, Maks – jak to Maks, bo on jest chyba najbardziej przytomny z nas wszystkich, zawsze ma wszystko w plecaku, niczego nie zapomina – w ostatniej chwili, tuż po dzwonku, kiedy wchodziliśmy do klasy, powiedział do mnie szeptem:

– Przełącz na milczy, podaj dalej.

Podałem dalej i wszyscy podawali dalej. Na lekcji ćwiczyliśmy dzielenie pod kreską, doskonale pamiętam, bo miałem z tym problemy, ale i tak nikt nie uważał, bo wszyscy byli zajęci pisaniem SMS-ów. To znaczy, przepraszam – nie wszyscy. Wszyscy chłopcy. To znaczy nie wszyscy chłopcy. Prawie wszyscy, to znaczy wszyscy oprócz Jarka, oczywiście, bo on, jak już wspomniałem, nie ma komórki.

Dziewczyn nie wtajemniczyliśmy w ogóle w nasz plan, bo przecież wiadomo, że one by nie chciały, jak to dziewczyny, one nie potrafią, po prostu nie potrafią bawić się w takie rzeczy. Mimo że mają komórki. Nieważne. Pisanie SMS-ów na lekcji nie było łatwe, bo trzeba to było robić tylko w tych momentach, kiedy pani akurat pisała na tablicy, no i trzeba było szybko wystukiwać. I wysyłać. I odczytywać. I wszystko tak, żeby w razie czego udawać, że się uważa.

Mój tata potrafi pisać SMS-y, nie patrząc na klawiaturę, ale to nie jest takie proste. Ja w każdym razie nie umiem. Na razie. Ale wtedy, na tej lekcji matematyki, zauważyłem, że Bartek potrafi. I właśnie od niego dostałem pierwszego SMS-a: „Fauna kelcja”. Chciał pewnie napisać: „fajna lekcja”, ale nie patrzył na klawiaturę i wyszło, jak wyszło. Poczekałem, aż pani się odwróci, i odpisałem mu: „No tak co nie”. Potem dostałem SMS-a od Mietka, ale nie powiem wam, co napisał, bo napisał nie najładniejsze słowo. Na literę „d”. Ostatnie „a”. Ale wymyślił! Przecież w takiej zabawie nie chodzi tylko o to, żeby pisać cokolwiek, tylko żeby pisać jednak z sensem. Więc mu odpisałem: „moron”, bo zapamiętałem z angielskiego, co to znaczy. Po chwili odpisał: „Co?”. No tak, mogłem się tego spodziewać – Mietek nie jest orłem z angielskiego. To mu odpisałem: „kretyn”. To on: „a ty debil” (muszę sprawdzić, jak jest debil po angielsku, bo tego nam pan od angielskiego nie powiedział). I tak sobie pisaliśmy, było bardzo fajnie, aż tu nagle rozległ się dźwięk SMS-a. Taki typowy dźwięk: yy yy, na pewno wiecie, o co chodzi. Na całą klasę.

To była komórka… nie zgadniecie czyja! To była komórka MAKSA, tego, co jest najbardziej ogarnięty w klasie, i to przecież właśnie on przypomniał wszystkim, żeby telefony przestawić na milczy. Wynikało z tego, że dopiero teraz dostał pierwszego SMS-a, ale to wcale nie dziwne, bo Maks nie jest najlepszy w takich zabawach, jest takim grzeczniutkim uczniem, i aż dziwne, że w ogóle zaangażował się w to pisanie SMS-ów na matmie.

Pani przerwała pisanie na tablicy, odwróciła się w naszą stronę, była bardzo zaskoczona i zapytała:

– Kto dostał SMS?

Zapadła cisza. Pani rozglądała się po klasie.

– Przecież wiecie doskonale, że używanie telefonów komórkowych w szkole, na lekcjach, jest zabronione. Kto dostał SMS?

Cisza. Wszyscy patrzyliśmy tępo przed siebie albo w zeszyty leżące na naszych stolikach. Tylko dziewczyny były wyluzowane, uśmiechały się i patrzyły to na panią, to na siebie wzajemnie. A Jarek to już w ogóle nie wiedział, co się dzieje – siedział z otwartymi ustami i gapił się na panią. Któraś z dziewczyn zachichotała. Jakie one są czasami beznadziejne!

Pani mówiła dalej:

– No dobrze. To może zróbmy tak. Kto ma przy sobie komórkę, ręka do góry.

Wszyscy, oprócz Jarka, podnieśli ręce.

– Opuście ręce. Proszę zatem wszystkich, którzy mają komórki, o położenie ich na blatach, zbiorę je i każdy dostanie telefon dopiero po lekcjach. No, chyba że przyzna się ta osoba, która dostała SMS.

Przez chwilę w klasie panowała cisza i nagle Maks powiedział:

– To ja.

Co za dureń (swoją drogą nie wiem też, jak jest dureń po angielsku, muszę sprawdzić) – przecież najwyżej pani by zebrała te komórki, wielkie mi halo. Jutro znowu moglibyśmy się bawić. A ten się przyznaje! Po co?! No, ale przyznał się, a wtedy pani poprosiła, żeby powiedział nam wszystkim, od kogo dostał tego SMS-a. Ja bym w takiej sytuacji jednak coś zmyślił, na przykład powiedziałbym, że od mamy, ale Maks – nie! On nie umie kłamać! Lepiej nas wszystkich wkopać, co nie?!

– Od Bartka – powiedział.

– Od Bartka? – zdziwiła się pani. – Ach tak. No, to Bartek musiał mieć do ciebie jakąś bardzo bardzo ważną sprawę, skoro wysłał ci SMS podczas lekcji…

Cisza, nikt nic nie mówi, Maks milczy, Bartek milczy, a pani mówi:

– Jestem ciekawa, co to za ważna sprawa. Może zróbmy tak. Maksiu, przeczytaj nam ten SMS, może naprawdę stało się coś ważnego, może trzeba jakoś pomóc, poradzić. Proszę bardzo, słuchamy.

Maks wstał i przeczytał cicho:

– Pani kest fauna, co nhe?

Pani naprawdę jest fajna. Nie zrobiła afery, nie powiedziała nic panu dyrektorowi. Uśmiechnęła się i poprosiła tylko, żeby na jej lekcjach nie używać telefonów komórkowych, nawet w celu pisania „faunych” SMS-ów.

Po lekcji nie wracaliśmy już do tematu. Ustaliliśmy tylko, że następnego dnia będziemy wysyłać MMS-y! To może być dużo „faunejsze” od SMS-ów. Oczywiście, nie wtajemniczyliśmy w nasz plan Jarka ani dziewczyn. A Maksowi powiedzieliśmy, żeby tym razem pamiętał o przełączeniu na milczy.

WIOSNA

Moim zdaniem dzieci mają bardzo ciężkie życie. A ja to już na pewno. Ciągle coś trzeba robić! Rano trzeba się ubrać, umyć zęby, pójść do szkoły, przebrać się w szatni i tak w kółko. I do tego to odrabianie lekcji! W dodatku chodzę do szkoły muzycznej i muszę ćwiczyć na flecie! Rodzice chcieli, żebym chodziła też na zajęcia plastyczne do domu kultury! Więc chodziłam. Ale już nie chodzę. Przez tatę. Bo kiedyś przyjechał specjalnie po mnie do szkoły, żeby mnie zawieźć na te zajęcia plastyczne, ale coś mu się pomyliło i zawiózł mnie nie tam, gdzie trzeba.

Jechaliśmy wtedy długo, bo były korki, i tata się strasznie denerwował, pokrzykiwał na innych kierowców i raz nawet zatrąbił. I w końcu zaparkowaliśmy przed jakimś budynkiem, był na nim napis Dom Kultury, a ja zapytałam, po co mnie tam przywiózł, skoro moje zajęcia plastyczne są zupełnie gdzie indziej, w innym domu kultury.

Wtedy tata się zdenerwował, powiedział, że on już teraz w tych korkach nigdzie nie będzie jeździł, i wróciliśmy do domu. I była awantura, bo mama nakrzyczała na tatę, że nie ma pojęcia, co robią „nasze dzieci” (czyli ja i Kuba, mój brat, który chodzi do czwartej klasy), a tata powiedział, że jakby mu ktoś powiedział, gdzie są te zajęcia plastyczne, to by wiedział, dokąd ma jechać, a tak to tylko stracił czas i nerwy i to nie jego wina.

Przestałam więc chodzić na zajęcia plastyczne, bo rodzice powiedzieli, że na razie musi mi wystarczyć to, co jest, czyli koraliki w szkole i konie w weekend, bo i tak mam strasznie dużo obowiązków – i w szkole, i w szkole muzycznej.

Tylko że ja po prostu nie daję rady, nie wyrabiam się z tym wszystkim. Przychodzę ze szkoły do domu i zamiast odpocząć i się pobawić, na przykład petszopami, albo pograć w Minecraft na komputerze, muszę odrabiać te głupie lekcje i ćwiczyć na flecie, a czasem jeszcze mam na głowie zadania z kształcenia słuchu.

Tylko