Księżycowe baśnie - Karolina Ciernicka - ebook

Księżycowe baśnie ebook

Karolina Ciernicka

0,0

Opis

To, co czasami
Widzimy oczami,
Jest tylko cudów odbiciem...
Ażeby umieć
Tę prawdę zrozumieć
Potrzebne - całe życie.
Świat ożywiają Ragany trzy,
By go nie zniszczył Elkarsław zły,
A Księżyc radzi, kiedy Słonko zaśnie
I opowiada swe baśnie...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 59

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0

Popularność




Księżycowe BAŚNIE

Karolina Ciernicka

© Copyright by

Karolina Ciernicka & e-bookowo

Grafika na okładce: istockphoto

Projekt okładki: e-bookowo

Korekta: Patrycja Żurek

ISBN 978-83-7859-400-0

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2014

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Bajka o Czarodzieju Elkarsławie i jego szklanej kuli

Dawno, dawno temu, kiedy po świecie przechadzały się barwne i szybkie kaliopuszcze, niebezpieczne i krwiożercze rotunie, powolne i ociężałe wartocemby oraz inne baśniowe stwory, w mrocznej jaskini, leżącej za Wielkim Szmaragdowym Wodospadem, mieszkał Zły Czarodziej Elkarsław. Powiadano, że był najstarszym Lanogiem, jaki żył kiedykolwiek na Ziemi – liczył sobie aż czterdzieści dwa tysiące siedemdziesiąt sześć lat! Z pomarszczoną twarzą, osłoniętą opadającymi luźno, długimi, i białymi włosami, nieco przygarbiony i spoglądający badawczo spod krzaczastych, siwych brwi oczami przeszywającymi na wskroś i czarnymi, niczym otchłań studzienna, budził przestrach, ale i zaciekawienie, gdyż nie przypominał żyjących obecnie panów tej planety. W największej komnacie swojego olbrzymiego, jaskiniowego pałacu, miał on pokaźnych rozmiarów bibliotekę, sięgającą od podłogi aż do sufitu i pełną ksiąg magicznych, a w samym centrum tego  pomieszczenia ustawiony był stół, zbudowany z czaszek śmigłoziembów, na jego zaś środku tkwiła olbrzymia, zaczarowana szklana kula.

Przed jaskinią czarnoksiężnika codziennie od wczesnego ranka do późnej nocy ustawiały się kolejki Lanogów – mieszkańców całej Ziemi, panujących na niej do tysiącleci, którzy przybywali tutaj nieraz z odległych stron, aby zadać sławnemu magowi jedno tylko pytanie: „Co czeka mnie w przyszłości?”.

Elkarsław znany był bowiem od niepamiętnych czasów z nieomylnych sądów i przepowiedni. To, co oznajmiał swym gościom, wcześniej czy później wydarzyć się musiało! Nic zatem dziwnego, że Lanogom zależało na poznaniu swych przyszłych losów, aby się do nich odpowiednio przygotować.

Jednak zły i przebiegły Elkarsław skrywał wielką tajemnicę – tak naprawdę nie przepowiadał on przyszłości, gdyż tego nie umiał, lecz umiejętnie i kłamliwie oznajmiał swym przybyszom, co ich czeka, a potem czarodziejskimi eliksirami i zaklęciami zmuszał ich do posłuszeństwa, grożąc – w razie buntu – losem, jaki rzekomo miał ich spotkać. Albowiem wszystkie jego przepowiednie miały straszliwe zakończenie: przerażonych Lanogów miała czekać śmierć w męczarniach, pożarcie przez dzikie bestie, zgon podczas tragicznej wojny żywiołów bądź też zatopienie we wrzącej, czarnej magmie odległego Wulkanu Tojada. Struchlali po takim oświadczeniu pół–ludzie, pół–bestie co prędzej, rzecz jasna, prosili maga o poradę i miksturę, która odstraszyć mogłaby złe moce i słono płacili za magiczną, maleńką fiolkę zwyczajnej wody źródlanej, którą Elkarsław pobierał nieopodal swej jaskini w Błękitnym Strumieniu i która miała wyjątkowy posmak dzięki dodaniu doń wody brzozowej i sosnowego soku. Rzecz jasna mag nie zdradzał im prawdziwego składu sprzedawanego eliksiru.

Z duszą na ramieniu  przybyli tam pielgrzymi opuszczali grotę czarodzieja, usłyszawszy od niego tak złowieszcze przepowiednie na kolejne lata, lecz i z nadzieją w sercach, że zakupiony eliksir pozwoli im przebłagać los i odeśle od nich tragedie, jakie są im pisane. Nic nie mówiąc nikomu, pod karą wypełnienia się przeklętych przepowiedni, nie zwierzając się z tak straszliwych sądów na przyszłość innym mieszkańcom Ziemi, Lanogowie opuszczali w pośpiechu jaskinię za wodospadem i wracali do swych odległych siedzib, aby za rok pojawić się tutaj z powrotem i znowu prosić czarnoksiężnika o wróżbę. Kolejnym warunkiem odegnania złych mocy było bowiem coroczne stawienie się w jego jaskini, poznanie przepowiedni i uzyskanie leku na jej odegnanie w postaci czarodziejskiego eliksiru.

Mag kazał sobie płacić za niego czystym drosmyrem. Niestety, jedyna na całej Ziemi kopalnia tego drogocennego kruszcu, mieniącego się wszystkimi kolorami tęczy i posiadającego magiczne właściwości, leżała tuż przy groźnym ciągle wulkanie Firmonie, zwanym potocznie Wulkanem Tojada, a wejścia do niej strzegły ogromne bestie z głowami przypominającymi jaszczury, a ciałem – nietoperzy, pokryte łuskami, sierścią i piórami, które wystrzeliwały na intruzów swoje wielkie i długie lotki, na końcach umoczone w ich krwi, która dla ludzi była trująca i powodowała rychłą śmierć. Śmiałkowie, którzy zapuszczali się w te niebezpieczne okolice, musieli toczyć zacięte boje z krwiożerczymi monstrami, wielu z nich oddawało życie podczas tych zmagań, jednak chęć poznania swego nieuniknionego losu była tak wielka, że przesłaniała nawet strach przed spotkaniem ze straszliwymi wandrami oraz utratą życia w walce z nimi. Mniej śmiali, aby uzyskać coroczną wróżbę, musieli kupować rzadki kruszec, zatem jego cena była niezwykle wysoka.

W miarę przybywania do siedziby czarnoksiężnika kolejnych tłumów pielgrzymów, ukryty skrzętnie w grocie skalnej skarbiec Elkarsława zapełniał się błyskawicznie drogocennymi kamieniami, zaś mag co noc, kiedy zostawał sam w swojej jaskini, sporządzał z kilkunastu kilogramów drosmyru maść o cudownych właściwościach, dzięki której był jedynym nieśmiertelnym Lanogiem na całej planecie. Jej przepis, pilnie strzeżony od tysiącleci, przekazał mu ustnie jego ojciec, okrutny czarnoksiężnik Horkupier, wysyłając go na Ziemię z odległej planety, ich ojczyzny, Akwilori. Elkarsław przybył tutaj na statku kosmicznym pełnym drosmyru, który porzucił w kopalni nieopodal wulkanu, gdzie kruszec ten począł rozrastać się błyskawicznie w swych złożach i wkrótce wypełnił całą jaskinię i okoliczne kopalnie, przylegające do niej. Na straży postawił stworzone z magmy wulkanicznej olbrzymie wandry, które odtąd strzec miały wejścia do kopalni pełnej najcenniejszego na całej Ziemi bogactwa.

Co noc tak czarując i wypowiadając tajemne zaklęcia,  Elkarsław tworzył maść czarodziejską wyłącznie dla siebie i do użycia natychmiastowego, gdyż była ona tak przygotowana, że każde odciągnięcie w czasie jej wykorzystania skutkowałoby niechybnie bezpowrotnym jej zniknięciem. Kiedy natomiast została należycie i odpowiednio szybko nałożona na pomarszczone oblicze wielkiego maga, wsiąkała w jego twarz błyskawicznie i zapewniała mu długowieczność przez kolejne 100 lat. Tym sposobem, stosując ten czarodziejski lek codziennie, Elkarsław uczynił siebie całkowicie nieśmiertelnym po wsze czasy. I chociaż miał przed sobą wiele milionów lat do przeżycia, nadal czuł paniczny lęk przez zgubą i dlatego coraz łapczywiej przyjmował dary od swoich gości, przybyłych tutaj z daleka, aby usłyszeć jego przepowiednie. Zebranie odpowiedniej ilości drosmyru stało się dla maga prawdziwą obsesją.

Pewnego