Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Księżniczka z Londynu ebook

Abby Green

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Księżniczka z Londynu - Abby Green

 

Władca Sadik Ibn Kamal Hussein musi się ożenić, by zdobyć przychylność i zaufanie poddanych. Potrzebuje żony dobrze urodzonej, a przy tym cichej i potulnej, by nie odrywała go od spraw państwa. Wybiera księżniczkę Samię, skromną dziewczynę pracującą w Bibliotece Narodowej w Londynie. Jednak Samia, choć wygląda jak szara myszka, jest bardzo stanowcza i ma swoje zdanie. Po ślubie czeka Sadika wiele niespodzianek z jej strony…

Opinie o ebooku Księżniczka z Londynu - Abby Green

Fragment ebooka Księżniczka z Londynu - Abby Green

Abby Green

Księżniczka z Londynu

Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Zrozum, Adil, nie żenię się z nią dla jej urody. Po prostu wiem, że będzie doskonałą królową Al-Omaru. Gdybym oczekiwał od kobiety wyłącznie atrakcyjnego wyglądu, poprosiłbym o rękę ostatnią kochankę. Szczerze mówiąc, kobiece wdzięki zanadto nie pozwalają mi się skupić.

Księżniczka Samia Binte Rashad al Abbas, która siedziała w przedsionku gabinetu władcy Al-Omaru, w jego londyńskim domu, zamarła. Sułtana jak dotąd nie poinformowano o jej przybyciu, gdyż rozmawiał przez telefon. Sekretarka przed wyjściem niechcący zostawiła lekko uchylone drzwi do gabinetu, więc Samia dobrze słyszała niski głos sułtana i jego cyniczne słowa.

– Może się taka wydawać, ale sporo ludzi od zawsze podejrzewało, że w stosownym czasie wybiorę konserwatywną, zwyczajną żonę – ciągnął sułtan. – Nie chcę zawieść bukmacherów.

Policzki Samii poczerwieniały, gdy wyobraziła sobie, co takiego musiał powiedzieć rozmówca. Na pewno chodziło o to, że jest nudna.

Nawet bez podsłuchiwania rozmowy i tak wiedziałaby, o czym sułtan Al-Omaru zamierza z nią dyskutować. Postanowił poprosić ją o rękę. W nocy nie zmrużyła oka, a dzisiaj przybyła tutaj w nadziei, że doszło do koszmarnej pomyłki. Teraz ze zdumieniem i zgrozą przekonała się, sułtan uważał sprawę za załatwioną.

Dotąd spotkała się z nim tylko raz, mniej więcej osiem lat temu, jeszcze przed wyjazdem na studia. Wraz z bratem pojawiła się wtedy na jednym z legendarnych sułtańskich urodzinowych przyjęć w B’harani, stolicy Al-Omaru. Kaden pojechał tam z nią, gdyż liczył na to, że na imprezie Samia zdoła przełamać chorobliwą nieśmiałość. Weszła wtedy w ten okropny wiek, kiedy kończyny zdają się żyć własnym życiem, a z włosów robi się rozczochrana grzywa. Na domiar złego miała nadwagę i nosiła okulary dwuogniskowe o grubych szkłach.

Naturalnie, już na wstępie przewróciła zabytkowy stolik z drinkami i niemal wszyscy elegancko ubrani goście wbili w nią wzrok. Samia uciekła w popłochu do jedynego miejsca odosobnienia, jakie udało jej się znaleźć, czyli do pogrążonej w półmroku biblioteki.

Podniesiony głos sułtana wyrwał ją z tych ponurych rozmyślań.

– Adil, jestem ci wdzięczny, że jako mój prawnik dbasz o to, bym dokonał trafnego wyboru. Zapewniam cię jednak, że ona spełnia wszystkie kryteria. Tak, pamiętam, żeby na pierwszym miejscu stawiać stabilność i reputację ojczyzny. Właśnie dlatego potrzebuję żony, która będzie godnie pełniła funkcję królowej.

Samia poczuła bolesny ucisk w brzuchu. Sułtanowi najwyraźniej chodziło o to, że pochodziła z innych kręgów niż jego dotychczasowe kobiety, co wiedziała i bez podsłuchiwania tej rozmowy. Doszła do wniosku, że za żadne skarby nie zwiąże się z tym człowiekiem i że nie będzie siedzieć jak trusia i czekać na dalsze upokorzenia.

Sułtan Sadik Ibn Kamal Hussein odłożył słuchawkę. Ciężko usiadł w skórzanym fotelu i wyjrzał przez okno, za którym roztaczał się widok na ruchliwy plac w samym centrum Londynu.

Chcąc odwlec nieuchronne, Sadik pochylił się nad rozłożonymi na blacie biurka zdjęciami. Księżniczka Burquatu, Samia, pochodziła z niewielkiego wolnego emiratu, który leżał za północną granicą sułtanatu, nad Zatoką Perską. Miała trzy młodsze przyrodnie siostry, a dwanaście lat temu, po śmierci ojca, jej starszy brat został emirem.

Sadik lekko zmarszczył brwi. On również wcześnie przejął władzę, wiedział zatem, jak ciężkie bywa brzemię odpowiedzialności. Mimo to nie był na tyle głupi, aby sądzić, że podobne doświadczenia wystarczą do zawarcia przyjaźni z emirem. Gdyby jednak księżniczka zgodziła się na ślub – a nie miała powodów, by mu odmówić – staliby się rodziną.

Westchnął ciężko i znów popatrzył na fotografie, na których widniała szczupła kobieta średniego wzrostu. Najlepsze zdjęcia zrobiono ostatniego lata, po powrocie księżniczki i jej dwóch przyjaciółek z rejsu po Atlantyku. Niestety, na wszystkich zdjęciach wciśnięta była między dwie znacznie ładniejsze i wyższe dziewczyny, a czapka bejsbolowa niemal całkowicie zasłaniała jej twarz.

Istotne było to, że ani jedna fotografia księżniczki nigdy nie trafiła do brukowców. Samia nie należała do grona imprezowiczów z królewskich rodzin arabskich. Była dyskretna i wiodła skromne życie archiwistki w londyńskiej Bibliotece Narodowej, gdzie zatrudniła się tuż po ukończeniu studiów. Z tego powodu, i z wielu innych, idealnie nadawała się na żonę sułtana – nie mógł przecież związać się z kobietą o wątpliwej reputacji lub skandalicznej przeszłości. Sadik przyciągał dostatecznie dużo uwagi mediów, nieustająco zainteresowanych jego rozlicznymi miłostkami. Z tego powodu nakazał detektywom starannie prześwietlić Samię i sprawdzić, czy przypadkiem coś nie wypłynie.

Nie chciał, żeby jego małżeństwo przypominało to, które przypadło w udziale jego rodzicom i kojarzyło się bardziej z polem bitwy niż ze szczęśliwym pożyciem. Szaleńczo zazdrosny ojciec Sadika pogrążył kraj w chaosie, gdyż za bardzo koncentrował się na żonie, która go nie znosiła i nigdy nie chciała za niego wychodzić. Wszyscy wiedzieli, że sułtan miał obsesję na jej punkcie i w końcu uznał, że taka piękność musi za niego wyjść. Zapłacił jej rodzicom furę pieniędzy, by wyrazili zgodę na małżeństwo, lecz w rezultacie matka Sadika pogrążyła się w trwałym, wieloletnim smutku.

Sadik potrzebował spokojnej, zrównoważonej żony, która da mu następców i pozwoli skupić się na rządzeniu. Przede wszystkim oczekiwał, że nie zaangażuje go uczuciowo. O ile się orientował, księżniczka Samia miała szansę być idealną życiową partnerką.

Szybko zebrał wszystkie fotografie i schował je do teczki. Nie miał wyboru, musi załatwić sprawę. Jego najlepsi przyjaciele, rządzący szejk oraz jego brat z małego niezależnego królestwa w granicach sułtanatu, niedawno się ustatkowali i Sadik wiedział, że jeśli wkrótce nie pójdzie w ich ślady, ludzie uznają go za niezrównoważonego i niezdecydowanego nieudacznika.

Nie mógł uniknąć przeznaczenia. Nadszedł czas, by poznać przyszłą żonę.

Nacisnął przycisk połączenia z sekretariatem.

– Noor, możesz wprowadzić księżniczkę Samię – oznajmił.

Sekretarka nie odpowiedziała od razu, co go zirytowało. Przywykł do tego, że wszyscy momentalnie wykonują jego polecenia, więc ze złością ruszył do drzwi. Księżniczka powinna się już zjawić, a on nie miał ochoty dłużej czekać.

ROZDZIAŁ DRUGI

Samia zdążyła położyć dłoń na gałce u drzwi, gdy usłyszała za plecami odgłos kroków i męski głos.

– Tak szybko wychodzisz?

Głos był niski i głęboki, z ledwie słyszalnym akcentem. Samia zaklęła pod nosem, zła, że nie zdecydowała się wyjść ułamek sekundy wcześniej. Teraz było już za późno na zmianę decyzji. Odwróciła się powoli, przygotowując się na spotkanie z najsłynniejszym kawalerem na świecie.

Nagle poczuła kompletną pustkę w głowie. Stał przed nią wysoki, barczysty mężczyzna w ciemnym garniturze, o śniadej cerze człowieka pustyni, lecz niespotykanie niebieskich oczach i przenikliwym spojrzeniu. Miał ponad metr dziewięćdziesiąty wzrostu, był szczupły, lecz muskularny. Samii na moment zakręciło się w głowie.

– Przepraszam, że kazałem ci czekać. – Cofnął się i wskazał dłonią gabinet. – Zapraszam do środka.

Samia nie miała wyboru. Jej serce tłukło się jak oszalałe, gdy mijała sułtana w szerokim przejściu, a zapach jego wody podrażnił jej nozdrza. Skierowała się prosto do krzesła przy ogromnym biurku i odwróciła głowę. Sułtan właśnie zamykał drzwi, nie odrywając od niej wzroku.

– Czyżbym powiedział coś niestosownego? – zapytał.

Zamrugała powiekami, nie rozumiejąc, o co mu chodzi.

– Właśnie wychodziłaś – dodał na widok jej konsternacji.

Samia oblała się rumieńcem.

– Ależ skąd, nie – skłamała nieporadnie i zarumieniła się jeszcze mocniej. – Przepraszam, ja tylko…

Nie chciała tego przyznać, ale jeszcze nigdy nie czuła się równie zakłopotana.

Sadik tylko machnął ręką. Było mu żal onieśmielonej dziewczyny, lecz jednocześnie zdumiewał go jej niski, zmysłowy głos, który ani trochę nie pasował do mysiej urody księżniczki. W zbyt obszernej garsonce i zapiętej pod szyją bluzce wyglądała niepozornie i nie mógł nic powiedzieć o jej figurze. Mimo to Samia wydała mu się zaskakująco atrakcyjna.

– Spotkaliśmy się wcześniej, prawda? – zauważył, a ona na moment zamknęła oczy. Właśnie tego się obawiała. – Pamiętałem cię skądś, lecz nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie się poznaliśmy. I nagle mnie olśniło – dodał triumfalnie. – Podczas jednego z moich przyjęć wpakowałaś się na stolik pełen drinków.

– Tak, obawiam się, że to rzeczywiście byłam ja – przyznała. – Jako nastolatka zachowywałam się strasznie nieporadnie.

Była tak zawstydzona, że nawet nie zauważyła, jak wziął ją za rękę.

– Nie wiedziałem, że też masz niebieskie oczy. – Popatrzył na nią uważnie. – Czy wcześniej nie nosiłaś okularów?

– Rok temu przeszłam operację laserem.

– Z pewnością jesteś podobna do swojej angielskiej mamy – domyślił się.

– Była pół Angielką, pół Arabką – wyjaśniła. – Umarła przy porodzie. Zostałam wychowana przez macochę.

Sadik skinął głową i wreszcie puścił rękę Samii.

– Macocha zmarła pięć lat temu? – zapytał.

Samia potwierdziła ruchem głowy, pospiesznie kryjąc dłoń za plecami. Jak zwykle na wspomnienie macochy ogarnęła ją gorycz. Alesha traktowała ją okropnie i była tyranką, gdyż miała świadomość, że nigdy nie dorówna pierwszej, ukochanej żonie emira.

– Może zechcesz usiąść? – Sadik wskazał jej krzesło. – Na co miałabyś ochotę? Herbata, kawa?

Najchętniej napiłaby się czegoś mocniejszego, dajmy na to whisky.

– Poproszę o kawę – odparła.

Sadik okrążył biurko, ale na szczęście w tym samym momencie zjawiła się sekretarka z tacą przekąsek i napojami. Położyła ją na biurku i dyskretnie odeszła, a on nie dał po sobie poznać, że zauważył drżenie rąk księżniczki, gdy nalała mleka do kawy. Była czerwona jak burak i zdenerwowana, ale od czasu do czasu zerkała na niego spode łba, co go dziwnie poruszyło. Uznał, że to intrygująca odmiana po bezczelnej pewności siebie kobiet, które zwykle spotykał.

Znowu zrobiło mu się jej żal. Samia wyraźnie unikała jego spojrzenia, więc wcale się z nim nie krył i z przyjemnością odkrył, że jednak nie była szarą myszką. Miała blond włosy, poprzeplatane rdzawymi pasemkami, które lśniły w popołudniowym słońcu. Uczesana była we francuski warkocz, który spływał jej na ramię, a niesforne loczki wiły się wokół bladej twarzy o kształcie serca. Absurdalnie długie rzęsy zasłaniały jej oczy.

Wyglądała na nastolatkę, ale wiedział, że ma dwadzieścia pięć lat. Musiał przyznać, że nie tego się spodziewał.

– Księżniczko Samio, czy raczysz mi wyjaśnić, dlaczego zamierzałaś uciec? – odezwał się po chwili.

Ich spojrzenia skrzyżowały się. Zrobiło jej się gorąco i zapragnęła rozpiąć guzik bluzki, by poczuć chłodne powietrze na skórze. Sadik patrzył na nią jak na szczura w laboratorium. Było oczywiste, że nie przypadła mu do gustu.

– Wasza wysokość… – zaczęła, ale natychmiast uniósł rękę.

– Mam na imię Sadik. Nalegam, żebyś tak się do mnie zwracała.

– W porządku. Sadik. – Samia odetchnęła głęboko. – Prawda jest taka, że nie chcę za ciebie wyjść.

W tej samej chwili ujrzała błysk gniewu w jego oczach.

– O ile mi wiadomo, zwyczaj nakazuje wysłuchać oświadczyn, zanim się je odrzuci – zauważył oschle.

– A mnie się wydawało, że zwyczaj nakazuje się oświadczyć, a nie zakładać z góry, że nie spotka się z odmową. – Zacisnęła ręce na kolanach.

Sadik usiadł wygodniej w fotelu.

– Rozumiem, że podsłuchałaś rozmowę przez telefon. – Pokiwał głową.

Samia znów się zarumieniła i doszła do wniosku, że nic na to nie poradzi.

– Nie mogłam jej nie usłyszeć – wymamrotała. – Drzwi były uchylone.

– Cóż, wybacz – westchnął. – Nie była przeznaczona dla twoich uszu.

Samia nagle zerwała się z miejsca.

– A niby dlaczego nie? – rzuciła. – W końcu rozmawiałeś o korzyściach płynących z naszego ślubu. Dlaczego nie przedyskutujemy ich wspólnie, właśnie teraz? Ustalmy, czy jestem dla ciebie wystarczająco konserwatywna i zwyczajna.

Lekko zaczerwienione policzki sułtana zdradziły, że trafiła w czuły punkt, lecz poza tym wydawał się zupełnie nieporuszony jej przemową. Samia zaklęła w duchu, zaciskając dłonie na oparciu krzesła.

– Cokolwiek słyszałaś, nie miej złudzeń: nasze małżeństwo będzie oparte wyłącznie na względach praktycznych. – Sadik tylko patrzył na nią spod zmrużonych powiek.

– Och, tym się nie przejmuj. Nie mam najmniejszych złudzeń.

– Związek przyniesie korzyści obu naszym krajom – ciągnął Sadik. – Trudno mi uwierzyć, że ktoś z naszej części świata i kultury zwyczajowo aranżowanych małżeństw mógłby liczyć na małżeństwo z miłości.

Powiedział to pogardliwie, jakby uważał takie rozwiązanie za czyste szaleństwo.

Samia tylko pokręciła głową.

– Nie, naturalnie, że nie – szepnęła.

Nigdy nie oczekiwała małżeństwa z miłości. Widziała, jak miłość zniszczyła jej ojca po utracie żony. Patrzył na Samię z żalem w oczach, a ona czuła się winna, bo przecież matka zmarła, wydając ją na świat.

To miało wpływ na wszystkich. Druga żona ojca z roku na rok gorzkniała coraz bardziej, nawet ukochany brat Samii cierpiał i z biegiem czasu stał się twardym, niewzruszonym cynikiem. Właśnie dlatego dawno temu Samia obiecała sobie, że nie dopuści do siebie tak niszczycielskiej siły jak miłość.

Sułtana najwyraźniej zadowoliła jej odpowiedź.

– Zatem co masz przeciwko temu małżeństwu? – zapytał.

– Po prostu… nigdy nie widziałam siebie w roli żony władcy – wyznała.

– Jednak jako najstarsza siostra emira Burquatu, jak, na litość boską, mogłaś zakładać, że ominie cię małżeństwo z rozsądku? – Zmarszczył brwi. – I tak długo udało ci się przetrwać w niezamężnym stanie.

Samię znów dopadły wyrzuty sumienia. Jej brat mógł już wcześniej wskazać wielu odpowiednich kandydatów na męża, ale tego nie zrobił. Zawsze była świadoma, że pewnego dnia Kaden poprosi ją, by wyszła za mąż dla dobra kraju, i najwyraźniej tym razem nie zdołał się oprzeć propozycji sułtana. Ślub Samii z Sadikiem wprowadziłby Burquat w dwudziesty pierwszy wiek, a na dodatek zapewniłby krajowi ekonomiczną stabilność i rozwój.

Choć bardzo nie chciała przyznać Sadikowi racji, rzeczywiście pochodzili z części świata, w której obowiązywało znacznie bardziej pragmatyczne podejście do małżeństwa niż na Zachodzie. Władcy niezwykle rzadko żenili się z miłości. U podstaw związku leżały więzy rodzinne, strategiczne przymierza i polityczna logika, zwłaszcza jeśli w grę wchodziły małżeństwa królewskie.

Takie praktyczne podejście powinno do niej przemawiać. Nie groziło jej niebezpieczeństwo, że zakocha się w Sadiku, a on z pewnością nie zakochałby się w niej. Poza tym miała gwarancję, że jej związek różniłby się od małżeństwa, które obserwowała od dzieciństwa. Ich dzieci nie byłyby zastraszane ani poniżane wyłącznie z zawiści.

Sułtan wstał, a Samia znów poczuła się onieśmielona. Była na siebie wściekła, że w jego obecności zamienia się w przerażoną myszkę. W końcu w bibliotece miała pod sobą ponad trzydziestu pracowników, a do tego nieustannie kłóciła się z bratem, człowiekiem pokroju Sadika. Mimo to w obecności sułtana trzęsła się jak galareta.

Sadik zaczął chodzić po pokoju, jakby dłużej już nie mógł wytrzymać bezruchu, i Samia przypomniała sobie, że słynie on z upodobania do sportów ekstremalnych. Był najmłodszym uczestnikiem prestiżowych regat Vendee Globe. Jak nakazywała rodzinna tradycja, studiował w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, ukończył ekskluzywną wojskową akademię w Sandhurst. Miał także reputację jednego z najbardziej bezwzględnych playboyów na świecie, a kobiety traktował niczym luksusowe akcesoria. Wybierał sobie najpiękniejsze dziewczyny, romansował z nimi i szybko je rzucał.

Co roku organizował wystawne przyjęcie urodzinowe i zbierał nieprzyzwoite sumy na cele dobroczynne. Po upokarzającym incydencie ze stolikiem Samia już nigdy nie zjawiła się na żadnej z tych imprez, do tego potępiała niepotrzebny przepych i rozrzutność, nie mogła jednak zaprzeczyć, że Sadik sporo zrobił dla organizacji dobroczynnych w kraju.

Skąd to wszystko wiedziała? Cóż, choć było jej wstyd przed samą sobą, niemal cały wczorajszy wieczór spędziła na szukaniu informacji o sułtanie w internecie.

Sadik przestał wreszcie spacerować po gabinecie.

– Będziesz się upierała przy odrzuceniu moich oświadczyn i zmusisz mnie, bym gdzie indziej poszukał sobie żony? – Uniósł brwi.

Samia usłyszała niedowierzanie w jego głosie. Najwyraźniej nie spodziewał się żadnych trudności i teraz nie wiedział, co robić. To ją pokrzepiło.

– A co będzie, jeśli odmówię? – zapytała.

Oparł dłonie na wąskich biodrach, a Samia mimowolnie zawiesiła wzrok na jego koszuli. Dostrzegła ciemne, prześwitujące przez jedwab włosy na piersi i zaschło jej w gardle. Przyszło jej do głowy, że dotąd jeszcze żaden mężczyzna nie zrobił na niej takiego wrażenia.

– A to, że porozumienie między twoim bratem a mną będzie zagrożone – odparł. – W takiej sytuacji zainteresuję się najstarszą z twoich sióstr i ocenię, czy nadaje się na ewentualną żonę dla mnie.

Samia zamrugała.

– Ale Sara ma dopiero dwadzieścia dwa lata. – I boi się własnego cienia, pomyślała, ale na szczęście ugryzła się w język. – Ani trochę się dla ciebie nie nadaje – oznajmiła tonem starszej siostry.

– Twoim zdaniem to cecha rodzinna? – Popatrzył na nią lodowato. – Tak czy inaczej, wezmę ją pod uwagę. Naturalnie, wycofam również ofertę pomocy przy eksploatacji waszych bogatych zasobów ropy naftowej. To oznacza, że twój brat zmuszony będzie sprowadzić ekspertów z zagranicy, co spowoduje mnóstwo politycznych komplikacji, na które moim zdaniem Burquat nie może sobie chwilowo pozwolić.

Samia usiłowała zignorować tę ponurą wizję i uśmiechnąć się cynicznie, ale nic jej z tego nie wyszło.

– Chyba nie próbujesz mi wmówić, że kierują tobą szlachetne pobudki? – zapytała. – Nie obrażaj mojej inteligencji. Nikt niczego nie robi za darmo.

– Oczywiście, że nie – odparł. – W zamian dostanę bardzo odpowiednią żonę, czyli ciebie lub którąś z twoich sióstr, to już zależy od was. A także cenny alians z sąsiednim królestwem i część profitów z ropy, które zamierzam przekazać na fundusz powierniczy dla naszych dzieci. Burquat potrzebuje przymierza z jednym ze swoich arabskich sąsiadów, Samio, wiesz o tym równie dobrze jak ja. Twoje państwo wkrótce ujawni światu, jak wielkim bogactwem dysponuje, a to może stać się źródłem wielu problemów. Małżeństwo ze mną gwarantuje waszej rodzinie moje poparcie. Wraz z rodzeństwem znajdziesz się pod moją ochroną. Poza tym podpiszemy również historyczny pakt o nieagresji.

Samia słyszała te wszystkie argumenty wcześniej, z ust brata. Nie była pewna, czy sułtan blefuje w kwestii poślubienia Sary i wcale nie miała zamiaru go sprawdzać. Czuła, że życie wymyka się spod jej kontroli, ale natychmiast usłyszała w głowie szyderczy głosik – niby jakie to było życie? Nie mogła dłużej uciekać przed światem do biblioteki i tam szukać schronienia. Dręcząca ją latami macocha już od dawna nie żyła.

Mimo to perspektywa zmian przerażała Samię.

– Dlaczego uważasz, że byłabym dobrą żoną? – Popatrzyła na niego. – Odpowiednią dla ciebie?

– Jesteś inteligentna i dotąd nie żyłaś w blasku fleszy, w przeciwieństwie do większości swoich krewnych. Wydajesz się poważna i spokojna. Czytałem artykuł, który napisałaś do „Archiwisty” w zeszłym miesiącu. Był znakomity.

Samia poczuła się upokorzona, choć Sadik pewnie spodziewał się, że po jego słowach wpadnie w zachwyt. Artykuł w „Archiwiście” niewątpliwie tylko utwierdził go w przekonaniu o jej nudnym i nieciekawym charakterze. Przecież ten mężczyzna był żądnym wrażeń playboyem! Dostawała mdłości na samą myśl o tym, że po ślubie z nim znalazłaby się na ustach wszystkich. Popularności zawsze towarzyszyło upokorzenie.

– Przede wszystkim jednak należysz do jednej z najbardziej szanowanych rodzin w Arabii – ciągnął Sadik. – Odpukać, ale jeśli cokolwiek stanie się twojemu bratu, ty jesteś następna w kolejności do tronu. Po ślubie nie musiałabyś dźwigać tego ciężaru samotnie, a ja dopilnowałbym, żeby Burquat pozostał emiratem.

Samia natychmiast zbladła. Wiedziała, że pewnego dnia może zasiąść na tronie, ale nigdy nie zastanawiała się, co to właściwie znaczy. Sadik miał rację – znalazła się w bardzo delikatnej sytuacji. Była też świadoma, że niewielu kandydatów na męża zagwarantowałoby jej autonomię Burquatu. Al-Omar był potężnym krajem i najwyraźniej sułtan nie widział potrzeby demonstrowania siły poprzez aneksję mniejszego sąsiada.

– Muszę to jeszcze przemyśleć. – Popatrzyła na niego. – Wczoraj miałam przed sobą jedynie perspektywę powrotu do Burquatu, by nadzorować remont naszej biblioteki narodowej, a teraz… A teraz miałabym zostać królową Al-Omaru? – Popatrzyła w jego błękitne oczy. – Przecież nawet cię nie znam.

Na twarzy sułtana pojawiła się irytacja.

– Mamy całe życie, żeby się poznać – oznajmił. – Niestety, nie mogę czekać z małżeństwem i ze spłodzeniem potomka. Nie mam najmniejszych wątpliwości, księżniczko, że urodziłaś się, by zostać moją żoną.

Dobrze