Wydawca: Wydawnictwo Literackie Kategoria: Specjalistyczne Język: polski

Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą ebook

Karen Karbo

3.25 (4)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 244 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą - Karen Karbo

Współczesne spojrzenie na legendarną ikonę mody i praktyczny poradnik dla kobiet wszystkich pokoleń.

Każda dziewczyna powinna mieć dwie cechy: klasę i urok.

Coco Chanel urodziła się w 1883 roku w biednej rodzinie na południu Francji. Osierocona jako kilkuletnie dziecko przez matkę i porzucona przez ojca, trafiła pod opiekę zakonnic, które nauczyły ją szyć. Na początku XX wieku pracując jako szansonistka w paryskich kawiarniach, w wolnych chwilach dla zabawy zaczęła szyć kapelusze. To był początek jej wielkiej kariery. Zagłębiając się w meandry zawikłanej biografii słynnej projektantki, Karen Karbo napisała inspirującą książkę o sprawach ponadczasowych – stylu, pasji, pieniądzach, sukcesie, kobiecości i życiu na własnych warunkach.

Od niemal stu lat Coco Chanel jest synonimem każdego elementu garderoby, który uważamy za stylowy... Otwórz tylko szafę, a znajdziesz w niej coś, co powstało dzięki Chanel. Jeśli masz kolekcję żakietów, które zestawione z jeansami wyglądają tak dobrze, jak gdybyś wystroiła się na imprezę, a nie ledwie skończyła prace w ogrodzie – to zasługa Chanel. Wszystkie czarne sukienki to następczynie krótkiego, jedwabnego modelu Chanel z 1926 roku. Sięgająca kolan spódnica ołówkowa lub o linii A? Chanel. Cokolwiek z dżerseju? Znowu Chanel.

Opinie o ebooku Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą - Karen Karbo

Fragment ebooka Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą - Karen Karbo

Tytuł oryginału: THE GOSPEL ACCORDING TO COCO CHANEL
Opieka redakcyjna: DOROTA WIERZBICKA
Redakcja: WERONIKA KOSIŃSKA
Konsultacja: AGNIESZKA ŚCIBIOR
Korekta: KATARZYNA HUMENIUK, EWA KOCHANOWICZ, LIDIA TIMOFIEJCZYK
Opracowanie okładki na podstawie oryginału: PIOTR KOŁODZIEJ
Ilustracje: © 2009 Morris Book Publishing, LLC
Skład i łamanie: Infomarket
Redakcja techniczna: BOŻENA KORBUT
Copyright © 2009 by Karen Karbo © Copyright for the Polish translation by Wydawnictwo Literackie, 2014
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-05642-4
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

6

O SUKCESIE

„Delikatnością niczego nie osiągniesz,chyba że jesteś kurą nioską”.

Kiedy Chanel zauważyła dowcipnie, że w 1919 roku obudziła się sławna, właściwie nie żartowała, tylko stwierdzała fakt. Rok wcześniej, niemal w środku wojny, była na tyle bogata, że spłaciła Boya Capela i kupiła sobie własny zamek nieopodal Biarritz. Kosztował około miliona dzisiejszych dolarów i Chanel zapłaciła za niego gotówką. (W czym przyniosła pieniądze, zamykając transakcję? Pikowana torebka miała powstać dopiero kilka lat później, a poza tym i tak nie zmieściłoby się do niej tyle banknotów). Ten porządek w finansach plasuje się wysoko na liście rzeczy, które podziwiam w Chanel. Nie sądzę, żeby szemrani pośrednicy hipoteczni byli tworem naszych czasów. Coco z łatwością mogła wpakować się w duży kredyt. Mogła też ukryć zyski i składać Capelowi żarliwe i fałszywe obietnice co do tego, kiedy zwróci mu pieniądze. Jestem jednak przekonana, że on już dawno spisał tę pożyczkę na straty.

Z nadejściem końca wojny dżersej stał się nowym kaszmirem, a amerykański „Vogue” wygłaszał peany na temat sportowej odzieży Chanel. Skromna tkanina okazała się bardziej wszechstronna, niż można było sobie wyobrazić. Wytwarzano ją o różnych gęstościach splotu i szyto z niej garsonki, spódnice, peleryny i żakiety z dużymi kieszeniami, w których można było schować dłonie. Chanel łączyła ze sobą gęstości i tekstury tkanin. Na dobre połączyła dżersej i jedwab. Od czasu do czasu używała zamszu, a w zimowych kolekcjach także futra. Poszerzyła ofertę o eteryczne suknie wieczorowe z czarnej koronki wykończonej dżetami z gagatów oraz lejące się sukienki z obniżonym stanem, wykonane z gołębioszarego krepdeszynu. Chanel dopracowała też swoją klasyczną paletę barw, w której znalazły się beż, brązowoszary, szary, granatowy, niebieski i czarny.

Już w 1908 roku nękany kłopotami Paul Poiret zmusił swoje modelki, by ścięły długie i ciężkie włosy. Chanel zdobyła się na to dwanaście lat później, ale to jej przypisano stworzenie klasycznego boba. Pielęgnowała opaleniznę, zaczęli więc to robić także inni. Była smukła, muskularna i wyglądała jak chłopczyca (choć w 1919 roku skończyła trzydzieści sześć lat), więc każda kobieta, która nie chciała sprawiać wrażenia niemodnej, próbowała schudnąć i siadywała w słońcu bez parasola. Styl belle époque zniknął w czasie wojny. Kobieta o bladych policzkach i w bufiastej spódnicy, zrobionej ze sztywnego, niewygodnego materiału do obijania mebli, odeszła do lamusa.

Chanel wierzyła w astrologię – i bardzo słusznie. Była Lwem i dlatego miała w sobie pasję, siłę, determinację i wyraźną potrzebę, żeby się popisywać. Te z nas, które lubią horoskopy i ezoteryczne stacje telewizyjne, przeanalizują też resztę jej diagramu urodzenia – księżyc Chanel był w znaku Ryb, dzięki temu miała intuicję silną jak u jasnowidza. Być może umiała nawet przewidzieć przyszłość, przynajmniej w sprawie kroju talii i szerokości ramion.

Sytuacja nie mogła rozwinąć się lepiej. Wojna i związane z nią niedobory wielu produktów były świetnym pretekstem, by nosić wygodne ubrania wykonane z niedrogich tkanin. Na dodatek Capel nie tylko kochał Chanel, lecz także wierzył w nią na tyle, by finansować jej butiki (liczba mnoga zamierzona). Miał również świetne kontakty jako doradca premiera Francji Georges’a Clemenceau oraz członek Najwyższej Rady Wojennej (był sekretarzem politycznym delegacji brytyjskiej), co oznacza, że posiadał wiedzę, dzięki której mógł doradzić Chanel, kiedy otworzyć sklep w Biarritz w południowej Francji, z daleka od linii frontu. Dzięki temu Chanel zbiła fortunę, szyjąc kreacje dla bogatych dam z neutralnej Hiszpanii.

Jednocześnie sama rozbudowywała sieć kontaktów. Kiedy zamieszkała z Capelem na Avenue Gabrielle, znała niewielu ludzi, bo para trzymała się na uboczu ze względu na swój niejasny stan cywilny. W 1917 roku Chanel zaskarbiła sobie jednak przyjaźń Misi Sert, słynnej polskiej patronki sztuki, wielkiej kreatorki gustów i zawodowej diwy, którą krytyk kultury Clive James opisał jako „wcielenie wyjątkowej energii, uwalniającej się w zetknięciu talentu i przywilejów”.

Dzięki Misi Chanel, która wciąż przejawiała zachowania nieśmiałej prowincjuszki, kochającej konie i romansowe powieści, nabrała ogłady. Misia liczyła się pośród swych przyjaciół, znanych artystów tamtych czasów, do których zaliczali się: Stéphane Mallarmé, Pierre-Auguste Renoir, Jean Cocteau, Pablo Picasso i Siergiej Diagilew. Wkrótce wszyscy stali się też przyjaciółmi Chanel. Akceptacja tej artystycznej grupy pomogła Coco stworzyć sobie miejsce pośród znanych twórców.

Jakby tego było mało, atelier Chanel przy rue Cambon znajdowało się naprzeciwko tylnego wejścia do hotelu Ritz. Podczas ciężkich wojennych zim Ritz wciąż był dobrze ogrzewany i modne kobiety często wchodziły do środka, by schronić się przed zimnem, po czym zaglądały do Chanel Modes w poszukiwaniu nowej sukienki.

Wszystko, czego dotknęła Chanel, stawało się ostatnim krzykiem mody. Nie wystarczyło jednak być we właściwym miejscu i o właściwym czasie. Chanel była właściwą osobą właściwej płci, o właściwym wyglądzie i poczuciu stylu, z dzieciństwem brutalnym, bezwzględnym, budującym charakter i temperament, która spotkała właściwego mężczyznę o właściwym temperamencie, odpowiednich przekonaniach i ze stosowną ilością pieniędzy (czytaj: furą) w dobrym kulturalnie i politycznie momencie. Nawet wielka tragedia w jej życiu – strata Capela – zmobilizowała Coco, by przekuć swój żal na szaleńczą pracę.

Przepraszam, jeśli trochę przesadziłam, ale sugerowanie, że wystarczą znajomości, amulet i miłość porządnego mężczyzny z zasobnym portfelem, byłoby nieco nieszczere. Jeśli planujesz udział w Project Runway i otworzyłaś tę książkę w poszukiwaniu wskazówek, co zrobić, by pewnego dnia zostać najbardziej wpływową projektantką w historii mody, to niestety cię zawiodę. Nigdy nie będzie drugiej Chanel.

Nie oznacza to jednak, że natura tego niewiarygodnego sukcesu, wynikającego ze znalezienia się we właściwym miejscu i o właściwym czasie, nie wymagała większej uwagi. Chanel stała się pierwszą naprawdę słynną projektantką mody częściowo dlatego, że miała swoją filozofię – w przeciwieństwie do Poireta, a nawet Madeleine Vionnet, która wyznawała naiwną teorię mody („Kiedy kobieta się uśmiecha, jej suknia również powinna się uśmiechać”), ale nie znosiła rozgłosu i była w zasadzie odludkiem. Przez lata historycy mody, którzy nie są fanami Chanel, szydzili z jej skłonności do autopromocji, zapominając, że nie propagowała jedynie Coco Chanel. Rozpowszechniała prawdziwe idee.

Pod jej ubraniami kryło się coś więcej niż bielizna (czy ktoś wie, co tak w ogóle zastąpiło gorsety? Wysokie babcine majtki?). Ubrania Chanel były zuchwałe w swojej prostocie i idealnie wykonane, ale stanowiły coś więcej niż przewiązany paskiem kardigan, plisowaną dżersejową spódnicę czy przekrzywiony kapelusz. Miały przekaz. Miały historię, a nawet swój punkt widzenia. Ich celem było przede wszystkim sprawienie kobietom przyjemności. Chanel nie wypuściła żadnej kolekcji ot, tak. Wierzyła w swobodę, komfort i wolność, a jej projekty miały to manifestować – może z wyjątkiem długich sznurów pereł, które z łatwością mogły się zahaczyć o klamkę albo oparcie krzesła.

Chanel osobiście dopracowywała każdy strój, który opuścił pracownię przy rue Cambon, wygładzając, tnąc, drapując, przypinając szpilkami i prasując, ale była sprytna i celowo niedostępna dla swoich klientów, dlatego spowiła ją aura tajemniczości (według Chanel „klient widziany to klient stracony”). Zwracała się do swoich błękitnokrwistych klientek „Skarbie”, ale nie darzyła ich zaufaniem. Nigdy nie dała im sposobności, by mogły powiedzieć: „Zut allors[24], widziałaś, jakie Chanel ma wory pod oczami?”.

Wśród bywalców Maxim’s i na przyjęciach organizowanych przez śmietankę arystokratyczną była swoją najlepszą modelką – nigdy nie wkładała rzeczy, które nie wyszły z jej atelier – ale rozgłos zyskiwała, rozdając swoje najnowsze suknie ciemnowłosym, ciemnookim popularnym dziewczynom, które wyglądały jak ona i prowadziły bujne życie towarzyskie. Ze swojej przyjaciółki Very Bate, która obracała się w środowisku elit, uczyniła chodzącą reklamę Chanel. Bate nosiła ubrania tylko tej jednej marki, a kiedy dopytywano ją o nie, z pozorowaną niechęcią wyjawiała nazwisko projektantki.

Chanel bacznie obserwowała swoją rosnącą sławę, jednocześnie niewiele się nią przejmując. Lubiła wyłącznie sobie przypisywać nie tylko stworzenie od nowa szafy współczesnej kobiety, lecz także całej kobiety – tej, która z papierosem w dłoni przemierza ulice w krótkiej, zwiewnej spódnicy, ma kochanków, słucha jazzu i oczywiście się opala. A jednocześnie Coco zapewniała, że sama jest tylko zwyczajną kobietą interesu, krawcową, nieróżniącą się od wytwórcy świec. Całkiem bezwstydnie przypisywała sobie zasługi za innowacje, które były dziełem kogoś innego, i nawet jeśli ktokolwiek się jej sprzeciwiał, tych protestów nikt nigdy nie pamiętał.

Chanel uwielbiała luksus, ale zawsze pokazywała się w tym samym czarnym lub granatowym kostiumie. Kiedy tylko się wzbogaciła, kupiła rolls-royce’a i wynajęła kierowcę. Wyposażyła mieszkanie w meble w stylu Ludwika XIV, obite nie dżersejem – mais non! – tylko najlepszej jakości satyną w piaskowym kolorze oraz w rzadkie parawany Coromandel[25]. Zatrudniła Maurice’a Sachsa, początkującego pisarza, by skompletował jej bibliotekę pierwszych wydań wszystkich książek, które powinna przeczytać.

W tym samym czasie Chanel była tak bardzo zapracowana, jakby od pracy zależało jej życie. Niczego nie była pewna. Choć zbierała coraz więcej laurów, nie chciała na nich spocząć. Rzadko kiedy odpoczywała.

Istnieje stare hollywoodzkie powiedzenie na temat tego, co należy posiadać, żeby odnieść sukces, ułożone w kolejności od najmniej do najbardziej istotnej:

3. Talent.

2. Znajomości.

1. Rozrywkową osobowość.

Motorem, który napędzał życie Chanel, były praca, perfekcjonizm i determinacja, aby nie być od nikogo zależną. Nie są to cechy typowej imprezowiczki. Nawet o tym nie wiedząc, Chanel podzielała opinię światowej klasy alpinistów (to kolejna niezwykle zdeterminowana grupa), że nie trzeba chodzić na imprezy, by dobrze się bawić. Gdyby Chanel nie pozwoliła Misi otoczyć się jej szerokimi, ekscentrycznymi skrzydłami, bez wątpienia zmagałaby się z podpunktami 2 i 1, a jej kariera bardziej przypominałaby... cóż, nie wiadomo co. Być może wtedy nigdy byśmy nie usłyszeli o Coco Chanel. A może nadal figurowałaby w książkach o historii mody pod hasłem „Chanel, Coco”, ale za to nie miałaby pokazu w Metropolitan Museum of Art, wysokiego na sześćdziesiąt pięć metrów i złożonego z dziesięciu pięter markowego sklepu w eleganckiej dzielnicy Ginza w Tokio, ani też ogromnego pawilonu projektu modnej architektki Zahy Hadid (czy ów pawilon był w kształcie torebki, czy tylko zawierał dzieła sztuki zainspirowane torebką Coco?) umieszczonego w Central Parku.

Misia ułatwiła swojej przyjaciółce zaistnienie w towarzystwie. Kiedy Coco poznała Misię, grupa jej klientów liczyła ponad dwieście zamożnych kobiet z towarzystwa. Nie były to jednak gwiazdy paryskiej socjety, pretensjonalna bohema Montparnasse’u, którą Misia nieznużenie promowała. Jestem przekonana, że gdyby mogła, Chanel wstałaby z grobu i udusiła mnie swymi żylastymi dłońmi artystki za to, co powiem, ale bez Misi nigdy nie stałaby się „żywym symbolem każdego luksusu i ekstrawagancji epoki” (jak to powiedział poeta Georges Auriac).

Maria „Misia” Sophie Olga Godebska Natanson Edwards Sert – wymieniłam chyba wszystkich jej mężów – była polską pianistką o wyjątkowym talencie, która zrezygnowała z uroków życia wirtuoza (czyli powagi, długich godzin ćwiczeń i prawdopodobnie nędzy), aby wyjść za Thadéego Natansona, założyciela awangardowego magazynu literackiego „La Revue Blanche”, co rozpoczęło jej karierę muzy i patronki sztuki. Podobiznę Misi w swoich dziełach umieściło wielu wielkich artystów malarzy: Toulouse-Lautrec, Édouard Vuillard, Pierre Bonnard, Félix Vallotton i Renoir. Była ładna, ale nie piękna, co może sugerować, że Misia albo umiała świetnie pozować, albo hipnotyzować malarzy. Jej tajemniczość poruszała wyobraźnię największych, jak na przykład Pierre’a-Auguste’a Renoira, któremu złamała serce, nigdy nie pozwalając na to, by namalował jej piersi. (Łamała również serca innym malarzom, którzy ofiarowywali jej swoje najlepsze dzieła, ona zaś przycinała je, by pasowały rozmiarem do ścian, które chciała nimi ozdobić. Mimo to nigdy nie mieli jej tego za złe).

Międzywojenne paryskie towarzystwo było równie małe jak sławne. Wszyscy znali wszystkich, głównie dzięki protekcji Misi, która w zależności od tego, z kim rozmawiali jej goście, była albo mistrzynią tworzenia koneksji i inspiracją dla artystów (według jednego z jej adoratorów „pobudzała w ludziach geniusz”), albo niebezpieczną i okrutną manipulantką, która nie wie, co robić z wolnym czasem.

Chanel i Misia poznały się na obiedzie w domu aktorki Cécile Sorel, znanej z roli Celimeny w Mizantropie Moliera i z posiadania rolet z futra geparda w salonie swojego mieszkania przy Quai Voltaire. Chanel przyszła sama – Capel wyjechał w interesach, z misją dyplomatyczną lub też po to, by uwodzić kobiety – a Misia właśnie wróciła z Włoch, gdzie razem z Picassem i Cocteau próbowała zebrać pieniądze na zubożały zespół baletowy Balettes Russes. Misia przedstawiła się projektantce i skomplementowała jej obszyty futrem płaszcz z czerwonego aksamitu, który Chanel szybko zdjęła i zarzuciła na ramiona rozmówczyni. Jest to przykład ekscentrycznej hojności, z której słynęła Coco (oraz dowód na jej marketingową smykałkę – słynna pianistka paradująca po mieście w płaszczu Chanel była doskonałą darmową reklamą).

Misia od razu poczuła słabość do Chanel i odwiedzała ją w sklepie przy rue Cambon, który w tamtym czasie wciąż oferował głównie kapelusze, ale też żakiety i swetry. Coco nadal była jedynie kobietą interesu i nie została jeszcze zaakceptowana przez towarzystwo z wyższych sfer. Wraz z Capelem przede wszystkim pracowali. Niczym Bill i Hillary Clinton po okresie pozłacanego wieku koncentrowali się tamtej ponurej zimy na rozwoju swoich karier. Zła pogoda po raz kolejny zadziałała na korzyść Chanel. Rekordowo niskie temperatury podniosły cenę węgla do trzech tysięcy franków (należy pamiętać, że firma Capela byłą głównym dostawcą opału we Francji), co sprawiło, że jej wykończone futrem dżersejowe płaszcze i żakiety znikały ze sklepu w okamgnieniu.

Misia i jej przyszły mąż, kataloński artysta tworzący malowidła ścienne i bon vivant, José María Sert, spotykali się z Chanel i Capelem towarzysko (Sert nie rozumiał obsesji Misi na punkcie Chanel, którą uznał za zbyt cichą i całkiem przeciętną) i przyjaźń pomiędzy dwiema kobietami sprawiała wrażenie zwyczajnej znajomości. Misia była o jedenaście lat starsza od Chanel, ale miała nosa do nowinek. Zaprosiła wszystkich na premierę współczesnego kubistycznego baletu Parade Siergieja Diagilewa. Erik Satie skomponował skandaliczną muzykę, która zawierała trąbienie klaksonów aut i stukot maszyny do pisania, Cocteau napisał tekst, a Picasso stworzył dekoracje i kostiumy. Treść programu przygotował Guillaume Apollinaire, który ukuł termin „surrealizm” (une sort de surrealisme). Misia miała na głowie tiarę. Na późniejszym przyjęciu przedstawiła Chanel Cocteau, który lubił tańczyć na stole. Pokazała jej też Prousta. Nieśmiała Chanel była jej nową damą dworu.

Biorąc pod uwagę późniejszą karierę Coco Chanel, trudno sobie wyobrazić, że przez kilka lat grała drugie skrzypce. Tymczasem 1924 rok należał do Misi, a Chanel przyglądała się jedynie, jak jej przyjaciółka sprawuje rządy nad paryską socjetą. Coco nigdy nie słyszała o artystach, których Misia nazywała swoimi przyjaciółmi – Jeanie Cocteau i jego partnerze, młodym pisarzu Raymondzie Radiguecie, tancerzach z Ballet Russes, impresario Diagilewie, kompozytorze Igorze Strawińskim i baletmistrzu Serge’u Lifarze, z którym Chanel miała się przyjaźnić aż do śmierci.

W tych wczesnych latach typowym zajęciem Chanel było czekanie i obserwacja. Być może nie była aż tak nieśmiała, ale właściwie wszystkiego nauczyła się, obserwując detale i trzymając buzię na kłódkę. W końcu Misia przekazała jej tiarę (oczywiście w przenośni – Chanel nigdy nie włożyłaby na głowę niczego tak oczywistego), a ludzie pokroju Cocteau prześcigali się w wygłaszaniu nieco egzaltowanych i nielogicznych uwag w stylu: „Żadna francuska książka nie byłaby skończona, gdyby nie znalazło się w niej nazwisko Coco Chanel”. Te dni miały jednak dopiero nadejść.

Misia była szczodra i lojalna. Kiedy hrabia i hrabina Étienne de Beaumont organizowali bal kostiumowy, Chanel została zatrudniona, by uszyć im kostiumy, nie otrzymała jednak zaproszenia. Misia stwierdziła: „Z pewnością hrabia de Beaumont odruchowo wysłał zaproszenie tylko do mnie. Ale mademoiselle Chanel to moja przyjaciółka. Byłam głęboko oburzona jej pominięciem”. Misia została w domu[26].

Skomplikowana, pełna pasji przyjaźń przypominała wiele innych współczesnych kobiecych przyjaźni na całym świecie. Misia pokazała Chanel świat sztuki, a potem oburzyła się, kiedy ta wykorzystała swoją pozycję w kręgach towarzyskich i przekazała Diagilewowi czek na sfinansowanie wznowienia Święta wiosny Strawińskiego. Chanel umiała zachować się jak zwykła jędza – kiedyś powiedziała, że przy Misi czuje się inteligentna. Zatrudniła też jej przyjaciela, by zaprojektował dla niej sztuczną biżuterię, podczas gdy Misia, załamana i skrzywdzona przez los, właśnie rozwodziła się ze zdradzającym ją Sertem.

Ich relacja nawiązała się, zanim sława Chanel utrudniła jej podtrzymywanie prawdziwych przyjaźni. Pod koniec lat dwudziestych była już mademoiselle Chanel. W niezwykle krótkim czasie stworzyła wspaniałą, szykowną, bogatą i sławną postać, której stała się zakładniczką. Była przekonana, że ludzie, którzy próbują zostać jej przyjaciółmi, chcą tylko jej pieniędzy. Czuła też ogromną potrzebę, aby wszystko tłumaczyć i przedstawiać swoje przemyślenia w formie maksym, które jej kochanek, niespełniony poeta Pierre Reverdy, pomagał jej układać. Ludzie byli pod wrażeniem błyskotliwości, intelektu i osobowości Chanel, nie zachęcało ich to jednak do szczerych relacji z nią.

Francuzki znane są z tego, że nie potrzebują przyjaciółek. Kochają mężczyzn, a inne kobiety uważają za konkurentki, którym nie można ufać. W zaawansowanym wieku Chanel mówiła każdemu, kto tylko chciał słuchać, że czuje się okrutnie samotna. Najwyraźniej nigdy nie przyszło jej na myśl, że prawdziwy przyjaciel – nie asystent, nie kamerdyner ani nie kolejny pisarz, którego zatrudniła do napisania swych wspomnień, by za chwilę go zwolnić – mógł ulżyć jej cierpieniu.

Życiowym sukcesem Chanel nie było stworzenie małej czarnej (co według Chanellegendy projektantka zrobiła w mniej więcej półtorej godziny w pewne leniwe popołudnie), wynalezienie sztucznej biżuterii czy eleganckiego kostiumu bouclé, który w latach sześćdziesiątych tak chętnie nosiła Jackie Kennedy.

Pewnie już wiesz, o czym chcę opowiedzieć, ponieważ przewracając stronę, uniosłaś dłoń, a wokół uniosła się woń rose du mai (centyfolii) lub jaśminu, a może nawet wetywerii. Jeśli niedawno spryskałaś się odrobiną Chanel No. 5, czujesz pewnie łaskoczące nos nuty głowy, pachnące białymi kwiatami, ale też całkowicie sztuczne cząsteczki aldehydu, które odróżniły Chanel No. 5 od wszystkich pozostałych perfum, kiedy wprowadzono je na rynek w latach 1920–1923 (w zależności od tego, która wersja Chanellegendy jest prawdziwa).

„Piątka”, jak zwą ten zapach w przemyśle perfumeryjnym, to nadal najpopularniejsze perfumy na ziemi. Szacuje się, że co pięćdziesiąt sekund sprzedaje się jeden flakon. Od kiedy utrzymuje się takie tempo, nie wiadomo. Wiemy za to, że podczas drugiej wojny światowej, nawet kiedy Chanel zamknęła swój dom mody, butik opuszczała rekordowa liczba flakoników No. 5 – najpierw kupowali je niemieccy żołnierze, a potem wyzwoliciele jako prezenty dla swoich kobiet.

Nic dziwnego, że poważani i dokładni biografowie Chanel nie zgadzają się co do roku, w którym No. 5 szturmem zdobyło klientów. Nikt też nie jest w stanie potwierdzić historii powstania No. 5. Tego właśnie pragnęła zwodnicza mademoiselle Chanel. Świat perfum sprzedaje tajemnice (jedna z recenzji, The Perfect Scent: A Year Inside the Perfume Industry in Paris and New York <Zapach idealny. Rok w przemyśle perfumeryjnym Paryża i Nowego Jorku> autorstwa Chandlera Burra, opisuje ten przemysł jako „odizolowany, prestiżowy, dziwny, paranoiczny, specyficzny, irracjonalny i lukratywny”), a historia otaczająca najbardziej rozpoznawalny zapach Chanel na zawsze pozostanie nieprzenikniona, lecz czarująca, tak jak te słynne perfumy.

Coco nie była pierwszą projektantką, która stworzyła swój własny zapach, lecz jak zwykle w przypadku, gdy coś nie było jej pomysłem, zmieniła go tak bardzo, że mogła potem upierać się przy swoim pierwszeństwie. Całkowicie zmieniła zasady, a potem cieszyła się, że jest jedyną osobą wystarczająco szykowną, by ich przestrzegać.

Przed powstaniem No. 5 perfumy opierały się na pojedynczym kwiatowym zapachu, który był dominujący i ciężki, jakby nie powstał po to, by podkreślić kobiecy powab, tylko by zamaskować nieprzyjemną woń. Ich nazwy były śmieszne i przesadzone, takie jak Płonące Serca (to oczywiście tłumaczenie z francuskiego dla wzmożenia efektu) lub rozpaczliwie melodramatyczne, na przykład Francuska Krew (fuj!) lub Zakazany Owoc (chyba jedyna nazwa na świecie, która po francusku brzmi gorzej niż w innych językach). Sprzedawane były w wymyślnych flakonach, łatwych do pomylenia z relikwiami. Innymi słowy, sytuacja nie sprzyjała nowoczesnym poglądom Chanel.

Coco pozostawała obojętna wobec pomysłu wypuszczenia perfum do czasu, aż:

1. Jej ówczesny kochanek wielki książę Dymitr Pawłowicz przedstawił ją Ernestowi Beaux, rosyjskiemu emigrantowi, który uciekł przed rewolucją październikową. Ojciec Beaux był perfumiarzem cara, a kiedy Ernest poznał Chanel, pracował dla firmy Coty. Dymitr, który tak samo jak Chanel kochał luksus, powiedział, że nie może mieć ona światowej klasy domu mody bez światowej klasy perfum.

2. W lecie 1923 roku Chanel i jej nowa znajoma Colette pojechały rolls-royce’em Coco na poszukiwanie antyków na południu Francji. Colette rozwiodła się właśnie z drugim mężem i mieszkała z Maurice’em Goudeketem w małej wiosce niedaleko Roquebrune. Biorąc pod uwagę to, jak bardzo Chanel była oddana pracy, trudno sobie wyobrazić, że kręci się po Prowansji z najbardziej osławioną rozpustnicą swoich czasów, zachwycając się staromodnymi ostrzałkami do noży czy pokrytymi rdzą meblami ogrodowymi. W każdym razie podczas tej podróży Chanel i Colette trafiły do niewielkiej wioski Grasse i zwiedziły fabrykę perfum Fragonard, gdzie Chanel poczuła potrzebę posiadania własnego zapachu. Skontaktowała się z przypadkowym miejscowym perfumiarzem – Ernestem Beaux – który odkrył, że ma ona silny i wytrawny zmysł powonienia. „Tak – wyznała Chanel – kiedy ktoś daje mi kwiaty, jestem w stanie wyczuć dłonie, które je ścięły”.

3. Jeden z licznych znajomych Misi przybył do niej z dokumentem, który ponoć został znaleziony pomiędzy rzeczami zmarłej cesarzowej Eugenii, żony Napoleona III. Zatytułowany Sekret Medyceuszy, szczegółowo opisywał do tej pory nieznaną, ściśle tajną recepturę na specjalną wodę toaletową używaną przez medycejskie królowe (jak również luksusowe kurtyzany), która zapewniała „zniewalające ciało i cerę młodej dziewczyny” oraz „trwałą, nieprzemijającą młodość”. Misia uznała, że to komiczne (phi! magiczna woda toaletowa), ale poddało jej to pewien pomysł. Wezwała samochód i pojechała prosto do Chanel, której przedstawiła ideę wyprodukowania słynnej na cały świat wody toaletowej opracowanej na podstawie Sekretu Medyceuszy. Cała historia niezwykle rozbawiła Chanel, ale przyjaciółki zaczęły eksperymentować z opakowaniami, w tym z kwadratowym flakonem, który wyglądał, jakby pochodził z apteki, a nie perfumerii. Misia, według swojej wersji zdarzeń, poważnie zachęcała przyjaciółkę, by „naprawdę zajęła się perfumami”. I Coco tak zrobiła.

Beaux i Chanel okazali się idealnie dobraną parą z nosem do interesów. Coco często bywała w laboratorium Beaux, tak długo testując nowe zapachy, że każdą inną kobietę dawno zaczęłoby mdlić. Mieć wnikliwy zmysł powonienia to jak urodzić się ze słuchem absolutnym. Nos Chanel, tak jak jej gust, był doskonale wyczulony. Chciała, by jej perfumy pachniały inaczej niż róże, irysy czy jaśmin – miały być całkiem oryginalne. Posłuchała, kiedy Beaux zasugerował użycie syntetycznych cząsteczek. Zdawała sobie sprawę z konsekwencji użycia sztucznego składnika – mógł nie tylko imitować prawdziwy zapach, ale też go utrwalić. Chanel podobał się koncept perfum jako konstrukcji: dzięki temu przypominały pięknie zaprojektowane suknie. A jeśli chodzi o nazwę – była to piąta receptura, którą Beaux podsunął Chanel, i piątka mogła być szczęśliwą liczbą Coco lub wybraną przypadkowo, tak żeby wszyscy się zastanawiali, o co chodzi. I rzeczywiście – zastanawiają się po dziś dzień.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

PRZYPISY

[24]Zut allors (fr.) – Do diabła (przyp. tłum.).

[25] Nazwane tak jak indyjski port w pobliżu Madrasu, skąd je przywieziono. Te chińskie parawany tworzono, wzorując się na metodach stosowanych w siedemnastym wieku. Drewniane panele najpierw pokrywane były warstwą gliny, zanim wyspecjalizowani artyści nanieśli na nie skomplikowane sceny z chińskiego życia, na których zwykle pojawiała się czapla. Często dekorowane były nefrytami, porcelaną i kamieniami półszlachetnymi, a następnie wykańczane czterdziestoma warstwami lakieru. Parawany Chanel okryły się legendą. Amerykanie, którzy nie specjalizują się w luksusowej sztuce azjatyckiej, nazywają je przepierzeniami i kupują ich tandetne wersje w pierwszym lepszym sklepie z meblami.

[26] Niespełna dwa lata później państwo de Beaumont mieli błagać Chanel, by przyjęła zaproszenie na jedno z ich przyjęć, a w 1924 r. Chanel zatrudniła Étienne’a de Beaumont, by zaprojektował biżuterię dla Domu Mody Chanel.