Księga męczenników chrześcijańskich. Prześladowania we Włoszech. Waldensi - John Foxe  - ebook
Opis

Fragment monumentalnej „Księgi męczenników Foxe’a”, opisującej w barwny sposób krwawe dzieje najsłynniejszych reformatorów religijnych. Księga należy do kanonu literatury angielskiej i stanowi jedną z najważnieszych publikacji martyrologicznyh wszechczasów. "Księga męczenników" stanowi ważny dokument historyczny, opisujący dzieje idei, konflikty religijne i obyczajowość dawnych czasów. W Polsce "Księga" była dotychczas dostępna jedynie w wersji angielskiej. 

www.projektheretyk.pl

Celem projektu heretyk jest przybliżenie polskiemu czytelnikowi postaci heretyka. Kim był ktoś, kto odrzucał dogmaty kościelne? Czym zajmował się na co dzień? Co go spotykało?... Dzięki projektowi dowiesz się, co myśleli i głosili heretycy. Poznaj bogatą spuściznę heretyckiej myśli. Poznaj historię stosów i prześladowań. Poznaj mniej znaną, mroczną historię chrześcijaństwa.

Przekład „Księgi męczenników” objęty jest prawami autorskimi.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 95

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

W XIV wieku wielu spośród Waldensów z Prageli i Dauphigny emigrowało do

Kalabrii, gdzie osiedlali się za zgodą miejscowych notabli. Ciężką pracą obrócili

pustkowia, które tam zastali, w tereny zielone. Panowie kalabryjscy byli bardzo

zadowoleni ze swych nowych poddanych, którzy byli uczciwi, cisi i pracowici; nie

spodobali się natomiast miejscowemu klerowi, który, nie mogąc znaleźć powodów do

oskarżenia ich, oskarżył ich mimo wszystko po prostu za to, że nie są katolikami.

Żaden spośród ich chłopców nie zostanie zakonnikiem. Nie oddają żadnej z

dziewczynek do klasztoru. Nie chodzą na mszę. Nie zapalają w ramach ofiary

wąskich świec woskowych. Nie chodzą na pielgrzymki. Nie kłaniają się obrazom.

Kalabryjscy panowie uciszyli jednak księży, mówiąc, że ludzie ci są wyjątkowo

nieszkodliwi; że nie obrażają w żaden sposób katolików; że chętnie płacą podatki

księżom, których dochody znacznie się zwiększyły od chwili ich przybycia do

Kalabrii, i że choćby dlatego kler nie powinien wnosić skarg na tę społeczność.

Upłynęło kilka lat, w czasie których nie dochodziło do poważniejszych konfliktów.

Waldensi założyli dwa miasta i włączyli pod ich jurysdykcję kilka wsi. W końcu

sprowadzili z Genewy dwóch duchownych. Każdy z nich miał głosić w jednym z

miast. W ten sposób chcieli publicznie usankcjonować swą religię. Gdy wiadomość o

tym dotarła do papieża Piusa IV, zadecydował on o usunięciu protestantów z Kalabrii.

By tego dokonać, wysłał tam kardynała Aleksandrino, bigota i furiata, wraz z dwoma

mnichami. Duchowni ci mieli stać się tamtejszymi inkwizytorami. Gdy z

upoważnienia papieża przybyli do St. Xist, jednego z miast założonego przez

Waldensów, zebrali mieszkańców i powiedzieli im, że nie stanie się im nic złego, jeśli

przyjmą wyznaczonych przez Rzym kaznodziejów; jeśli jednak odmówią, będą

zmuszeni rozstać się zarówno z majątkiem, jak i z życiem. Ogłoszono też, że tego

dnia po południu ma zostać odprawiona msza, w której mają obowiązek wziąć udział.

Mieszkańcy St. Xist, zamiast stawić się na mszy, uciekli do lasu wraz z rodzinami.

Rozczarowany kardynał udał się następnie do La Garde, innego miasta należącego do

Waldensów, gdzie, by nie zdarzyło się to, co spotkało go w St. Xist, rozkazał, by

bramy miasta zamknięto i ustawiono straże we wszystkich przejściach. Mieszczanom

przedstawiono to samo ultimatum; kardynał dodał do niego jednak kłamstwo.

Powiedział, że mieszkańcy St. Xist natychmiast zgodzili się na wszystko; także na to,

by papież wyznaczał im duchownych. Tym razem kardynał odniósł sukces;

mieszkańcy La Garde, myśląc, że usłyszeli prawdę, powiedzieli, że postąpią tak, jak

postąpili bracia w St. Xist. Kardynał, zwycięski w jednym z miast, wysłał teraz

wojska do rozprawienia się z mieszkańcami drugiego. Wysłał żołnierz do lasu, by

tropili mieszczan jak dziką zwierzynę i zabijali, nie licząc się z wiekiem ani płcią

ofiar. Wielu Waldensów padło ofiarą ich okrucieństw, zanim zorientowali się, co się

dzieje. W końcu zdecydowali się stawić bohaterski opór. Rozegrało się kilka bitew, w

których częściowo uzbrojeni Waldensi dokonali cudów zręczności, i wielu żołnierzy

padło z obu stron. Podczas kilku starć zabito większą część armii papieskiej; reszta

się wycofała. Wiadomość o tym rozwścieczyła kardynała, który napisał do wicekróla

Neapolu z prośbą o przysłanie posiłków. W odpowiedzi wicekról ogłosił, że ogłasza

amnestię, która obejmie bandytów, dezerterów i wszystkie inne osoby wyjęte spod

prawa, które wyruszą zbrojnie przeciwko mieszkańcom St. Xist, celem zabicia

wszystkich jego mieszkańców.

Zgłosiło się wielu skuszonych propozycją desperatów. Uformowali oni oddziały,

które wysłano, by przeczesywać lasy i zabijać wszystkich protestantów, których

udało im się spotkać. Sam wicekról stanął na czele regularnego wojska i dołączył do

kardynała, by wspólnymi siłami dręczyć ludzi w lasach. Część z nich powieszono na

drzewach; innych spalono, używając odrąbanych konarów, albo rozerwano ich ciała i

rzucono na żer dzikim bestiom i ptakom drapieżnym. Wielu zastrzelono. Najwięcej

ludzi zostało zabitych tak, jak zabija się zwierzynę podczas polowania. Niektórzy

16

skryli się w jaskiniach; ale tych zabił głód. Wszyscy ci ludzie zginęli, padając ofiarą

drapieżnej bigoterii swoich bezlitosnych prześladowców. Kiedy nie skończyła się

jeszcze eksterminacja mieszkańców St. Xist, uwagę kardynała i wicekróla zajęli

mieszkańcy drugiego miasta. Zaoferowano im, że jeśli przyjmą katolicyzm, nie stanie

im się nic złego; domy i majątki pozostaną ich własnością i nikt nie będzie ich nękał.

Ale jeśli postąpią inaczej i wzgardzą ofiarowanym im miłosierdziem (jak to

nazwano), zostaną użyte nadzwyczajne środki; czeka ich okrutna śmierć i inne

rzeczy, wynikające z niechęci do podporządkowania się. Nie patrząc jednak na

obietnice ani na groźby, mieszkańcy miasta jednogłośnie odmówili porzucenia swej

religii i przyjęcia błędnych nauk papieskich. Decyzja ta rozdrażniła kardynała i

wicekróla tak bardzo, że rozkazali, by trzydziestu spośród nich natychmiast

umieszczono na kole. Miało to na celu zastraszenie innych. Umieszczonych na kole

traktowano z taką surowością, że kilku z nich wkrótce umarło pod wpływem tortur.

Jednemu z nich, imieniem Charlin, pękł brzuch i wypłynęły wnętrzności, i umarł w

wielkim cierpieniu. Barbarzyństwa te nie spełniły jednak swego zadania. Zarówno ci,

którzy pozostali żywi na kole, jak i ci, których nie poddano torturom, stwierdzili

jednogłośnie, że ani tortury zadawane ciału, ani umysłowi, nie są w stanie sprawić,

by wyrzekli się swojego Boga albo kłaniali się obrazom. Wtedy kilku z nich, z

rozkazu kardynała, zostało rozebranych i zabitych żelaznymi prętami; inni zostali

zakuci nożami; zrzucano ludzi z wysokiej wieży; wielu oblepiano smołą i żywcem

podpalano. Jeden z mnichów, którzy towarzyszyli kardynałowi, będący człowiekiem

okrutnej natury, poprosił go o możliwość zabicia niektórych spośród mieszkańców

miasta własnymi rękami. Kiedy otrzymał pozwolenie, barbarzyński mnich wziął

wielki, ostry nóż i popodżynał gardła osiemdziesięciu osobom, wśród których

znajdowały się również kobiety i dzieci; a robił to z takim brakiem skrupułów, z

jakim rzeźnik zabija owce. Każde w tych ciał zostało potem poćwiartowane;

fragmenty ciał przymocowano do słupów i rozesłano do wybranych miejsc,

znajdujących się w promieniu trzydziestu mil. Czterech najważniejszych spośród

ludzi w La Garde powieszono, a pastora strącono z wieży kościelnej. Upadek sprawił,

że odniósł dotkliwe rany, ale żył jeszcze. Wicekról, mijając go, spytał: Czy ten pies

jeszcze żyje?… Rzućcie więc go psom. Wykonano i ten brutalny wyrok. Sześćdziesiąt

kobiet torturowano na kole tak okrutnie, że liny, którymi związane były ich ramiona i

nogi przeżynały ich ciała do kości. Po torturach odesłano je do więzienia, gdzie

zmarły w wyniku odniesionych ran. Wielu innych zabijano na różne okrutne sposoby;

i jeśli któryś z katolików, obdarzony żywszym sumieniem niż reszta, wstawił się za

którymś z protestantów, chwytano go i musiał podzielić los heretyków. Jako że

wicekról był zobowiązany do powrotu do Neapolu, gdyż przynaglały go do tego

obowiązki wymagające jego obecności, a kardynała odwołano do Rzymu, na ich

miejsce powołano markiza Butane. Człowiek ten dokończył ich dzieła z

rygoryzmem, właściwym barbarzyńcy- i wkrótce w całej Kalabrii nie było ani

jednego protestanta.