Księga ego. Wolność od iluzji - OSHO - ebook
Opis

Ego zawsze ma pragnienia, ambicje i oczekiwania, chce znajdować się na szczycie drabiny społecznej. Ego cię wykorzystuje. Nie pozwala ci skontaktować się z prawdziwym „ja”. Odpowiada za istnienie cierpienia, bólu, nędzy, walki, frustracji, szaleństwa. Jeżeli chcesz dotrzeć do prawdy, musisz porzucić wszelkie przekonania, które narzuciło ci społeczeństwo. Nikt tak naprawdę nie wie, kim jesteś – ani rodzice, ani nauczyciele, ani księża, Tylko ty możesz poznać swoją prawdziwą tożsamość. Dlatego wszelkie opinie na twój temat są powierzchowne i nieprawdziwe. Odsuń od siebie te opinie. Uwolnij się od ego. Postępując w ten sposób, dotrzesz do swojej prawdziwej istoty, odkryjesz ją. To odkrycie niezwykle ważne, ponieważ dzięki niemu możesz nadać swemu życiu właściwy kierunek.

Ego może istnieć tylko wtedy, gdy je wspierasz.

OSHO

OSHO – charyzmatyczny mistrz duchowy pochodzący z Indii. Znakomity mówca swobodnie posługujący się zarówno wschodnimi tradycjami mistycznymi, jak i zachodnią psychoterapią. Jego nauki dotyczą nie tylko indywidualnego poszukiwania sensu, lecz także najbardziej palących spraw społecznych i politycznych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 178

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


OSHO

Księga ego

Wolność od iluzji

Wprowadzenie

Nasze ego ma tendencję do nadymania się. Chcemy być skomplikowani. Kierują nami ambicje. Prostota zagraża istnieniu ego.

Ludzie komplikują życie po to, by wzmacniać ego. Starają się podkreślać znaczenie swojej osoby w różnych dziedzinach życia społecznego, np. w polityce czy religii.

Także psychologia jest nastawiona na wzmacnianie ego. Psycholodzy twierdzą, że człowiek potrzebuje silnego ego. Edukacja to system nagród i kar, który ma pobudzać twoje aspiracje i ukierunkowywać dążenia. Rodzice od początku twojego życia mieli wobec ciebie wygórowane oczekiwania. Myśleli, że być może urodził im się syn o talentach Aleksandra Wielkiego lub też na świat przyszła córka na miarę Kleopatry. Od wczesnego dzieciństwa rodzice narzucali ci swoje warunki. Jeżeli nie wykazałeś się szczególnymi uzdolnieniami i umiejętnościami, nie miałeś w ich oczach wartości.

Człowiek kierujący się prostymi zasadami uchodzi za głupca. Nie stał się celem społecznego rozwoju.

Dziecko przychodzi na świat jako prosta istota. Jest czyste jak niezapisana karta. Na tej karcie najpierw zapisują swoje życzenia rodzice. Określają, kim ma się stać ich dziecko. Następnie do procesu warunkowania włączają się nauczyciele, kapłani i przywódcy polityczni. Wszyscy oczekują od dziecka, by stało się kimś znaczącym.

Prawda wygląda jednak inaczej. Jesteś istotą ludzką, jesteś sobą. Nie musisz stawać się kimś innym. Prostota oznacza, że pozostajesz w zgodzie z sobą i nie wstępujesz na ścieżkę stawania się kimś specjalnym. Jest to bowiem droga niekończących się poszukiwań. Nigdy nie będziesz mógł stwierdzić: „Zakończyłem swoją wędrówkę. Dotarłem na szczyt swoich pragnień”.

Tego nie mógł uczynić nikt w całej historii ludzkości. Poruszamy się bowiem po kole. Zawsze znajdzie się osoba, która w jakiejś dziedzinie nas wyprzedza.

Możesz zostać prezydentem USA. Będziesz jednak czuł się gorszy w konfrontacji z Muhammadem Alim. Nie masz takiej potężnej, zwierzęcej siły. Muhammad Ali może wymierzyć silny cios w nos Ronalda Reagana, a ten znajdzie się na ziemi.

Możesz zostać premierem. Kiedy jednak spotkasz Alberta Einsteina, możesz się poczuć jak karzeł.

Życie jest niezwykle bogate, wielowymiarowe. Nie możesz odnosić sukcesów we wszystkich dziedzinach.

Silnie rozbudowane ego to rodzaj choroby. Społeczeństwo chce, abyśmy byli chorzy duchowo. Kiedy jesteśmy zdrowi i wewnętrznie zintegrowani, stanowimy zagrożenie dla dominujących w społeczeństwie grup interesów.

Nauczam, że powinieneś pozostawać w zgodzie z sobą i zaakceptować siebie.

Postawa „stawania się” jest chorobą, natomiast postawa „bycia” przesądza o zdrowiu. Nie zaznałeś dotąd smaku prostoty, zdrowia i błogości. Społeczeństwo nie pozwoliło ci na to. Poznałeś tylko jedną ścieżkę, którą podążasz. To ścieżka ego.

Mówiono ci, że powinieneś się stać Jezusem Chrystusem. Istnieją społeczeństwa, które wymagają od ludzi, by stali się bogami. Niezdrowy, zwariowany świat!

Musisz uwolnić się od wszelkich narzuconych ci programów. Jeżeli pragniesz doświadczać radości, spokoju i wspaniałości życia, musisz porzucić fałszywe ego.

Nie chcę cię niczego pozbawiać. Pragnę jedynie uwolnić cię od ego. Jest ono swego rodzaju fantazją. Nie istnieje. Chcę ci pomóc w staniu się prawdziwą istotą. Nie mogę ci niczego dać, ty już bowiem masz wszystko. Musisz po prostu otrząsnąć się ze snu, obudzić i dostrzec niezwykłe piękno pierwotnej niewinności.

Uganiasz się za cieniem, którego nigdy nie możesz złapać. Zapominasz przy tym o skarbach przyniesionych ze sobą na ten świat. Zanim będziesz mógł spełnić wszystkie pragnienia ego, zaskoczy cię śmierć. Życie jest zbyt krótkie i zbyt cenne, aby przeznaczać je na spełnianie zachcianek ego. Ważne, abyś to zrozumiał.

Rozdział 1 Ego

Czym jest ego?

Ego to przeciwieństwo prawdziwego „ja”. Nie jest tobą, lecz złudzeniem stworzonym przez społeczeństwo. Dopóki nie porzucisz koncepcji ego, nie będziesz mógł poznać siebie.

Przyszedłeś na świat z prawdziwym poczuciem „ja”. Twoi wychowawcy szybko jednak zaczęli uczyć cię fałszywych identyfikacji: jesteś chrześcijaninem, jesteś katolikiem, jesteś Niemcem, jesteś członkiem narodu wybranego i tak dalej. W ten sposób stworzyli fałszywy obraz ciebie. Otrzymałeś imię, wraz z nim przekazano ci określone ambicje i aspiracje.

Proces zdobywania wykształcenia obejmuje prawie jedną trzecią życia człowieka. Twoje ego było kształtowane w szkole podstawowej, kościele, szkole średniej, na uniwersytecie. W rezultacie zapomniałeś, kim naprawdę jesteś. Utraciłeś niewinność swojej istoty. Twoje ego się nadęło. Jesteś złotym medalistą, liderem, najlepszym studentem.

Ego zawsze ma pragnienia, ambicje i oczekiwania, chce znajdować się na szczycie drabiny społecznej. Ego cię wykorzystuje. Nie pozwala ci skontaktować się z prawdziwym „ja”. Odpowiada za istnienie cierpienia, bólu, nędzy, walki, frustracji, szaleństwa, morderstw.

Jeżeli chcesz dotrzeć do prawdy, musisz porzucić wszelkie przekonania, które narzuciło ci społeczeństwo. Nikt tak naprawdę nie wie, kim jesteś – ani rodzice, ani nauczyciele, ani księża. Tylko ty możesz poznać swoją prawdziwą tożsamość. Nikt nie może poznać intymnej głębi twojej istoty. Dlatego wszelkie opinie na twój temat są powierzchowne i nieprawdziwe.

Odsuń od siebie te opinie. Uwolnij się od ego. Postępując w ten sposób, dotrzesz do swojej prawdziwej istoty, odkryjesz ją. To odkrycie jest niezwykle ważne, ponieważ dzięki niemu możesz nadać swemu życiu właściwy kierunek. Doświadczysz wówczas błogości i osiągniesz wieczne istnienie.

Wybór należy do ciebie. Jeśli trzymasz się ego i żywisz je, wybierasz frustrację, cierpienie i ból. Jeśli natomiast powracasz do pierwotnej niewinności, doświadczasz spokoju, błogości i ciszy.

Dzieci rodzą się wolne od ego. To społeczeństwo, religia i kultura stwarzają w dziecku ego.

Zwróć uwagę na zachowanie małych dzieci. Nie mówią: „Ja jestem głodny”. Jeżeli dziecko ma na imię Andrzej, mówi: „Andrzej jest głodny. Andrzej chce iść do ubikacji”. Dziecko nie ma poczucia „ja”. Mówi o sobie, używając form trzeciej osoby. Skoro ludzie nazywają je „Andrzej”, ono nazywa siebie tak samo.

Kiedy dziecko staje się starsze, otrzymuje pouczenie: „To inne osoby nazywają cię »Andrzej«. Przestań w ten sposób mówić o sobie. Mów »ja«”.

Z chwilą gdy Andrzej stał się „ja”, utracił kontakt ze swą prawdziwą istotą, osunął się w bezdenną otchłań iluzji. Wraz z koncepcją „ja” pojawił się nowy typ energii. „Ja” chce się rozwijać i wzrastać. Pojawiają się różne pragnienia. „Ja” pragnie się wspinać po drabinie społecznej i zawłaszczać nowe terytoria.

Jeżeli spotykasz osobę, która ma silniejsze „ja”, doznajesz poczucia niższości. Podejmujesz wszelkie możliwe wysiłki, by prześcignąć tę osobę. W twoim życiu pojawia się jeden zasadniczy cel – prześcignąć rywala. Ulegasz złudzeniu, co powoduje niezliczone problemy.

Nawet Aleksander Wielki miał podobne problemy. Złożył przysięgę, że podbije cały świat i złoży go u stóp swojej matki. Nikt wcześniej tego nie dokonał.

„Ja” Aleksandra pragnęło, by podbił on cały świat. I rzeczywiście niemal do tego doszło. Celowo użyłem słowa „niemal”. Uczyniłem tak z dwóch powodów. Po pierwsze, za życia Aleksandra znano tylko połowę świata. Nie odkryto jeszcze niektórych kontynentów, na przykład Ameryki. Po drugie, Aleksander dotarł do granicy Indii, jednak nie mógł ich podbić. Był stosunkowo młody. Miał zaledwie trzydzieści trzy lata. Kiedy tylko dorósł, nieustannie toczył boje. Patrzył na rozlew krwi i śmierć wielu ludzi. Ciągły wysiłek spowodował wyczerpanie się jego sił witalnych. Aleksander chciał wrócić do domu, do Aten. Zmarł jednak w drodze, oddalony mniej więcej dobę drogi od swego miasta.

Oto wielki wódz leży chory i bezsilny. Otaczają go medycy. Wszyscy zgodnie twierdzą: „Panie, nie będziesz dłużej żył. Nie doczekasz jutra. Zatrzymaj się tu i nie podążaj do Aten. Może jest jeszcze jakaś nadzieja, ale przerwij podróż. Nawet wtedy, gdy będziesz odpoczywał, twój stan może nie ulec poprawie. Twoje życie gaśnie. Zbliżasz się nie do swojego miasta, lecz do śmierci. Stoisz nad grobem. Nie możemy ci pomóc. Umiemy wyleczyć chorobę, lecz jesteśmy bezradni wobec śmierci. Masz trzydzieści trzy lata, ale zapas twojej energii życiowej się wyczerpał, prowadziłeś bowiem nieustające walki”.

Osobistym nauczycielem Aleksandra był wielki grecki filozof – Arystoteles. Zdobywca świata jemu zawdzięczał swą wielką inteligencję. Zrozumiał, co mówili lekarze. Wiedział, że umiera. Przywołał więc naczelnego dowódcę i wypowiedział dziwne życzenie:

– Macie mnie ułożyć w trumnie w ten sposób, żeby moje dłonie znalazły się na zewnątrz. I tak przenieście moje ciało do grobu.

– Zdumiewa mnie to życzenie – odparł dowódca. – Nigdy nie słyszałem, by jakąkolwiek osobę niesiono do grobu w ten sposób.

– Brakuje mi tchu, żeby ci to wyjaśnić. Powiem krótko: chcę pokazać całemu światu, że odchodzę z pustymi rękami. Myślałem, że w miarę upływu lat staję się coraz potężniejszy, coraz bogatszy. Tymczasem ubożałem. Urodziłem się z zaciśniętymi dłońmi, jakbym coś w nich trzymał. Umierając, nie mogę mieć zaciśniętych dłoni: by zacisnąć dłonie w pięści, potrzeba energii życia. Chcę – kontynuował zdobywca świata – by wszyscy wiedzieli, że Aleksander Wielki odchodzi jak żebrak z pustymi rękami.

Nie wydaje mi się, by ludzie wyciągnęli naukę z lekcji, której im udzielił ten wielki zdobywca.

Ego jest źródłem wszelkich problemów człowieka. Przez nie rodzą się konflikty, wybuchają wojny, a ludzie stają się zawistni, przerażeni i zrozpaczeni. Człowiek spętany koncepcją ego uważa swoje istnienie za pomyłkę. W związku z tym zazdrości innym urody, bogactwa, wiedzy, nieustannie się z nimi porównuje. Przysparza w ten sposób bólu sobie i innym.

Ego jest niespokojne, zalęknione. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest pozornym bytem stworzonym przez społeczeństwo, aby uganiać się za cieniem. Ego angażuje się w różne gry. Grą staje się małżeństwo, zdobywanie pieniędzy czy władzy. Społeczeństwo wspiera takie postawy. Ludzie rywalizują i ścigają się ze sobą jak na olimpiadzie. Spychają rywali, ponieważ na szczycie Mount Everestu nie starcza miejsca dla wszystkich.

Współzawodnictwo ma bezwzględny charakter. Angażujesz się w nie bez reszty i zapominasz, że ego zostało ci narzucone przez społeczeństwo i nauczycieli.

Ego to największe kłamstwo, które traktujesz jak prawdę. Establishment jest żywo zainteresowany podtrzymywaniem tej sytuacji. Jeśli bowiem ludzie uwolniliby się od dominacji ego, zanikłaby społeczna rywalizacja. Każdy byłby zadowolony z tego, kim jest.

Ego tworzy oczekiwania: „Jutro odniosę sukces i wówczas będę się cieszył. W imię przyszłego sukcesu dziś muszę cierpieć i ponosić ofiary. Na sukces trzeba zasłużyć”. Upragnione jutro nigdy jednak nie nadchodzi. W ten sposób spędzamy życie, cierpiąc, wierząc, że przyszłość nam to wynagrodzi.

Ego nie może istnieć w czasie teraźniejszym, lecz jedynie w przyszłości lub w przeszłości. Przeszłość i przyszłość realnie nie istnieją, są jedynie ruchem myśli. Ego jest iluzją, ponieważ przejawia się w złudnych, nieistniejących wymiarach czasu. Przeszłości już nie ma, przyszłość natomiast jeszcze nie nadeszła. W teraźniejszości, w bieżącej chwili nie odnajdziesz w sobie ego. Doświadczysz natomiast cichej radości i czystej pustki.1

Źródłem ego jest koncepcja istnienia autonomicznego centrum świadomości. Rodzące się dziecko jest pozbawione takiego centrum. Przebywając dziewięć miesięcy w łonie, doświadczało ciała matki jako swego centrum.

Pojęcie autonomicznego centrum świadomości powstaje w odpowiedzi na wymogi stawiane przez życie. Walka o przetrwanie powoduje, że ludzie próbują określić swoją tożsamość. Nie mają jednak pojęcia, kim naprawdę są. Na najgłębszym bowiem poziomie swojej istoty człowiek jest tajemnicą. Przestaje być jednostką, indywiduum. Łączy się z uniwersalną naturą.

Z tego właśnie powodu Budda pytany o to, kim jest, nie odpowiadał, zachowywał milczenie. Nie mógł odpowiedzieć, ponieważ nie miał odrębnej tożsamości. Stał się jednym z wszechświatem.

Na co dzień jednak nawet Budda używał słowa „ja”. Jeżeli odczuwał pragnienie, musiał powiedzieć: „Ja jestem spragniony. Anando, przynieś mi wody. Ja odczuwam pragnienie”.2 Słowo „ja” wydaje się znaczące, choć w istocie jest fikcją.

Rozpatrzmy następujący przykład. Masz jakieś imię. Ale przyszedłeś na świat bez imienia. Zostało ci ono nadane. Ponieważ powtarzano je tak wiele razy, utożsamiłeś się z nim.

Mówię, że imię jest fikcją. Nie twierdzę jednak, że jest ono niepotrzebne. Imię jest użyteczne w kontaktach społecznych. Jak inaczej moglibyśmy się zwracać do ludzi? Jeżeli napisałbyś list, do kogo byś go zaadresował?

Rodzice małego chłopca zmarli. Został sam i bez pieniędzy. Postanowił napisać list do Boga z prośbą o pięćdziesiąt rupii. Kiedy list dotarł na pocztę, pracownicy znaleźli się w kłopotliwej sytuacji. Co z nim zrobić? Gdzie go przesłać? Zdecydowali, że otworzą kopertę. Po przeczytaniu listu żal im się zrobiło sieroty. Postanowili zebrać dla niego trochę pieniędzy. Udało im się zdobyć czterdzieści rupii. Tyle zatem wysłali.

Po jakimś czasie przyszedł kolejny list, tak jak poprzedni zaadresowany do Boga. Chłopiec tym razem pisał: „Drogi Panie, kiedy następnym razem będziesz przesyłał pieniądze, wyślij je bezpośrednio do mnie, pomijając pocztę. Poczta pobrała dodatkową opłatę – dziesięć rupii”.

Jeśli ludzie nie mieliby imion, znaleźlibyśmy się w kłopotliwej sytuacji. Chociaż imiona nie są czymś realnym, stwarzają piękną fikcję i są użyteczne. Za pomocą imion zwracamy się do innych osób. Zaimek „ja” jest potrzebny, byś mógł mówić o sobie.

Kiedy, jak wspomniałem, zanurzasz się głęboko we własną istotę, nie znajdujesz tam żadnego oddzielnego „ja”. Docierasz do czystego bytu, egzystencji. Ta egzystencja jest nieograniczona. Nie należy ani do ciebie, ani do mnie. Zawiera w sobie całość istnienia: skały, rzeki, góry, drzewa.

Im głębiej zanurzasz się w siebie, tym bardziej się przekonujesz, że nie istniejesz jako oddzielna osoba, jako indywidualność. W głębi przejawia się czysta uniwersalna sfera. Na jej obrzeżach istnieją imiona, istnieje tożsamość, istnieje ego.

Ego jest fikcją, która może być użyteczna. Używaj go, lecz nie daj się oszukać.

Czy zawsze znajdujemy się pod wpływem ego? Czy zdarzają się chwile, kiedy jesteśmy od niego wolni?

Ponieważ ego jest fikcją, zdarzają się momenty, kiedy jesteśmy od niego wolni. Ego może funkcjonować tylko wtedy, gdy je wspierasz. Fikcja potrzebuje ciągłego wspierania. Prawda zaś istnieje sama z siebie.

Fikcję musisz nieustannie podtrzymywać, ozdabiać. Opada jedna jej strona. Spieszysz, by ją podeprzeć, a w tym czasie zaczyna opadać druga.

Ludzie robią to przez całe życie. Próbują przekształcić fikcję w prawdę. Zarabiają – na przykład – dużo pieniędzy. Ich ego się powiększa. Staje się większe niż ego człowieka ubogiego. Ego człowieka ubogiego jest niewielkie.

Ktoś zostaje premierem rządu lub prezydentem kraju. Ego takiego człowieka nadyma się do ogromnych rozmiarów. Taki ktoś niemal unosi się nad ziemią.

Całe życie spędzamy na znajdowaniu podpórek dla ego: gonimy za pieniędzmi, dążymy do uzyskania władzy, prestiżu itp. Zapominamy, że nieuchronnie nadejdzie śmierć, która wszystko przekreśli. Przekonujemy siebie, że umrą inni, nie my. W pewnym sensie to prawda. Możesz widzieć jedynie śmierć innych. Umierają kolejne osoby, a ty żyjesz. Bierzesz udział w ceremoniach pogrzebowych, odprowadzasz ciała zmarłych na cmentarz, a sam wracasz do domu.

Nie daj się oszukać. Wszyscy ludzie postępują w podobny sposób. Śmierć przychodzi nieuchronnie i dotyka wszystkich. Przekreśla twoje znaczenie, odbiera ci sławę, pozbawia cię imienia. Cała aktywność życiowa, którą podejmujemy, jest niczym pisanie na wodzie. Nie pozostaje po niej żaden ślad.

My jednak ciągle budujemy zamki z piasku.

Ponieważ, jak powiedziałem, ego jest fikcyjnym tworem, musi być bezustannie podtrzymywane. Wymaga to skupienia i aktywności przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nikt nie jest do tego zdolny. Dlatego czasem – wbrew naszym oczekiwaniom i dążeniom – nagle pojawia się wgląd w rzeczywistość pozbawioną ego.

Każdej nocy wchodzisz w stan głębokiego snu bez marzeń sennych. W tym stanie nie pojawia się ego. Nie ma tam bowiem żadnych myśli ani innych procesów mentalnych. Stan głębokiego snu jest podobny do śmierci. Trwa jednak krótko. Jeżeli ktoś śpi zdrowym snem przez osiem godzin, faza snu głębokiego, pozbawionego marzeń sennych, trwa dwie godziny. W tym krótkim czasie organizm się regeneruje. Budzisz się rano świeży, wypoczęty i ożywiony. Życie wydaje ci się urocze i pociągające. Widzisz wszystko na nowo, ponieważ sam doznałeś odnowy. Dostrzegasz piękno świata, ponieważ zakosztowałeś we śnie pięknego stanu.

Patandżali3 nazywa stan snu pozbawionego marzeń sennych susupti. W tym czasie w sposób nieświadomy kontaktujemy się z poczuciem boskości. Patandżali twierdzi, że istnieje niewielka różnica między stanem susupti a stanem samadhi,4 który stanowi ostateczną realizację stanu Buddy. Różnica polega na tym, że w stanie głębokiego snu pozostajemy nieświadomi, natomiast w stanie samadhi zachowujemy całkowitą świadomość. Istota tych zjawisk jest jednak tożsama. Opuszczamy peryferia i kontaktujemy się z uniwersalnym centrum, z Bogiem. Dlatego sen jest taki istotny.

Drugi ważny obszar, w którym można doświadczyć zanikania poczucia ego, to seksualność. Ta dziedzina ludzkiego życia znalazła się pod silnym, niekorzystnym wpływem kapłanów. Przedstawiciele religii potępili życie seksualne. Ponieważ to odium ciąży na życiu seksualnym od dawna, spowodowało negatywne skutki. Umysły ludzi zostały uwarunkowane przez poglądy głoszone przez kapłanów. Nawet w trakcie aktu seksualnego gdzieś w głębi świadomości człowieka tli się myśl, że oto dzieje się coś złego. Nawet współczesne młode pokolenie nie jest wolne od poczucia winy.

Wielu ludzi powierzchownie buntuje się czy protestuje. Pragną zaznaczyć, że przestali być konformistami. Tacy ludzie zapuszczają włosy, przestają się myć, stają się hippisami. Na wszelkie możliwe sposoby zaznaczają, że wyłamali się z konwencji społecznych. To jednak tylko zewnętrzne zmiany.

Przez tysiące lat słyszeliśmy, że seks jest największym grzechem. Te treści przeniknęły nas do szpiku kości. Na poziomie świadomym możesz być przekonany, że w seksie nie ma niczego złego. Jednak nieświadome przekonania powodują, że w czasie aktu seksualnego jesteś zdekoncentrowany, boisz się czegoś, masz poczucie winy. Nie umiesz całkowicie zaangażować się w akt seksualny.

Osoba, która potrafi całkowicie zaangażować się w seks, szczytuje, przeżywa orgazm. Staje się czystą energią. Dzięki tej potężnej energii witalnej doznaje odnowy. W takim stanie umysł nie funkcjonuje. Gwałtowny przypływ energii spycha go z utartego szlaku.

Jeżeli potrafisz zaangażować się głęboko w uprawianie miłości, ego zniknie. Na tym właśnie polega piękno aktu seksualnego. Również dzięki temu aktowi można doznać wglądu w boskość.

Patandżali oraz joga skupiają uwagę na treningu, który prowadzi do zachowania świadomości podczas głębokiego snu. Natomiast tantra5 jest sztuką nawiązywania kontaktu z Bogiem za pomocą aktu seksualnego.

Ścieżka jogi wymaga ogromnego wysiłku i jest długa. Przekształcenie nieświadomego snu w świadomy zabiera wiele żywotów. Tantra uczy metody szybszej i o wiele przyjemniejszej! Uprawianie miłości może uwolnić od ego. Wymaga to tylko wykorzenienia treści przejętych od kapłanów. Kapłani uwarunkowali twój umysł, by móc pełnić rolę pośredników pomiędzy tobą a Bogiem. Zostałeś odcięty od Boga, potrzebujesz więc kogoś, kto mógłby ci pomóc się z nim połączyć. Zwracasz się do kapłanów.

Bóg jest prawdziwym źródłem wszelkiej mocy. Ten, kto potrafi połączyć ludzi z tym źródłem, ma ogromną władzę i rozległe wpływy. Władza kapłanów przyćmiła nawet władzę sprawowaną przez królów. Kapłani stali się potężni. Skalali wewnętrzne źródło mocy, zatruli je. W rezultacie ludzie zostali odcięci od swoich uczuć i od miłości, wpędzeni w poczucie winy.

Musisz całkowicie uwolnić się od poczucia winy. Podczas seksualnego zjednoczenia koncentruj uwagę na modlitwie, na medytacji, na Bogu. Niech twój pokój stanie się świątynią. Zapal kadzidło, nuć melodie, śpiewaj i tańcz. Uprawianie miłości powinno przebiegać w spokoju, bez pośpiechu. Wejdź głębiej w to doświadczenie. Delektuj się nim. Dostrzegaj jego urok. W ten sposób odkryjesz klucz do tajemnicy. Bóg wyposażył cię we wszelkie potrzebne narzędzia. Musisz po prostu włożyć klucz do zamka i przekręcić go.

Miłość to szczególne doświadczenie. Ma potężną moc. W doświadczeniu miłości niknie ego. Zachowujesz jednak pełną świadomość. Cała twoja istota pulsuje i wibruje. Tracisz indywidualność, łączysz się z uniwersalną energią.

Stopniowo doświadczenie zjednoczenia może nadać kierunek twojemu życiu. To, co się wydarza w szczytowym momencie miłosnego połączenia, ma być nie pojedynczym aktem, lecz inspiracją do dalszych doświadczeń, swego rodzaju dyscypliną. To samo wspaniałe doświadczenie możesz odnaleźć w innych działaniach i sytuacjach, na przykład podczas porannego spaceru, kiedy obserwujesz wschód słońca. Albo kiedy nocą położysz się na ziemi i będziesz obserwować niebo usiane gwiazdami.

Dzięki doświadczeniu zjednoczenia podczas aktu seksualnego możesz się uczyć, na czym polega miłosne połączenie z egzystencją. Jesteś w stanie rozpoznać ego jako iluzję i umiejętnie go używać. Wówczas nie grozi ci żadne niebezpieczeństwo.

Istnieją jeszcze inne sytuacje, w których dochodzi do spontanicznego uwolnienia się od ego. Są to chwile, w których pojawia się poważne zagrożenie życia. Jedziesz samochodem i nagle widzisz, że za moment dojdzie do katastrofy. Tracisz panowanie nad samochodem i możesz uderzyć w drzewo lub w nadjeżdżającą ciężarówkę albo spaść do rzeki. To nieuchronne. W takich chwilach ego nagle znika.

Na tym właśnie polega atrakcyjność niebezpiecznych sytuacji. Wiele osób podejmuje wspinaczkę na Mount Everest. Jest to głęboka medytacja, choć alpiniści mogą nie zdawać sobie z tego sprawy. Wspinaczka wiąże się z niebezpieczeństwem. Na tym polega jej piękno. Im większe zagrożenie, tym bardziej fascynująca jest wspinaczka. W obliczu rzeczywistego niebezpieczeństwa umysł się zatrzymuje. Pojawia się wgląd w stan wolny od ego. Stan poważnego zagrożenia życia powoduje, że działasz spontanicznie. Wtedy przestajesz utożsamiać się z ego; możesz rozpoznać, że nim nie jesteś.

Inną drogą mogą podążać osoby wrażliwe na piękno. Wystarczy, że widzą piękną kobietę lub mężczyznę, by doznały olśnienia. Mogą też widzieć kwiat lotosu, zachód słońca lub ptaka płynącego w przestworzach. W tym stanie ego znika. Wszelkie obrazy, które przywołują szczególną wewnętrzną wrażliwość i angażują cię tak głęboko, że zapominasz o sobie, przyczyniają się do uwolnienia od ego. Doznajesz wówczas przebłysku prawdy. Dzięki takim doświadczeniom religia pozostaje żywa.

Staraj się zauważać te szczególne momenty, pozwól im się pojawiać, stwarzaj dla nich przestrzeń i rozwijaj ich ducha. Na tej drodze możesz odnaleźć Boga. Kiedy uwalniasz się od ego, zbliżasz się do Boga.

Twoje „ja” składa się z trzech części. Pierwszą z nich jest osobowość. Słowo „osobowość” (ang. personality) pochodzi od greckiego słowa persona. W klasycznej tragedii greckiej aktorzy występowali w maskach. Nie można było dostrzec twarzy aktora. Jego głos wydobywał się zza maski. Per oznacza „przez” (maskę), zaś sona – „głos”, „dźwięk”.

Prawdziwe oblicze współczesnego człowieka kryje się za wieloma maskami. Są one umieszczone jedna na drugiej. Kiedy zdejmiesz jedną maskę, pojawi się następna. Kiedy usuniesz i tę, odsłoni się kolejna. Możesz kontynuować to działanie. Zaskoczy cię, jak wiele masz twarzy. Zgromadziłeś różne oblicza w ciągu wielu żywotów.

Kiedy wydajesz polecenia podwładnemu, masz zupełnie inny wyraz twarzy niż wtedy, gdy rozmawiasz z przełożonym. Umiejętnie zmieniasz maski: ciągle, wiele razy. Wreszcie staje się to nawykiem, odruchem. W jednej chwili możesz zmienić swoje oblicze.

Potrzeba dużej czujności, by odkryć, jak wiele przywdziewamy masek. Doprawdy, trudno je zliczyć.

To pierwsza część ciebie – „ty” nieprawdziwy. Można ją nazwać ego. Ego jest kształtowane przez rodziców, wychowawców, kapłanów i polityków. Podlega wpływom społeczeństwa. Społeczeństwo daje ci wiele twarzy, abyś dobrze sobie radził na co dzień. Społeczeństwo pozbawia cię prawdy wewnętrznej. Zamiast tego otrzymujesz substytut. Są to maski ego. Ukryty za licznymi maskami tracisz rozeznanie, kim naprawdę jesteś. Nie możesz się tego dowiedzieć, ponieważ maski zmieniają się w szybkim tempie, tak szybko, że nie tylko nie wiesz, kim jesteś, ale także nie możesz sobie ufać. Nie wiesz, która twarz jest twoją prawdziwą twarzą. W rzeczywistości żadna z nich nie jest prawdziwa.

W buddyzmie zen powiada się: „Jeżeli nie odnajdziesz swojej pierwotnej twarzy, nie będziesz wiedział, czym jest Budda”. Budda jest naszą pierwotną twarzą.

Urodziłeś się jako Budda, ale twoje życie stało się nieautentyczne. Musisz się uwolnić od masek narzuconych ci przez społeczeństwo. Jesteś chrześcijaninem, hinduistą bądź muzułmaninem. To są tylko maski. Porzuć je. To nie jest twoje prawdziwe oblicze. Nikt cię nie pytał o zgodę. Te maski zostały ci narzucone.

Wszyscy rodzice i wszelkie systemy wychowawcze posługują się przemocą. Nie zwracają uwagi na to, kim naprawdę jest istota ludzka. Opierają się na z góry przyjętych ideach i koncepcjach. Są przekonani o swojej słuszności. Narzucają ci swoją „prawdę”. Wijesz się z bólu i rozbrzmiewa w tobie bezgłośny krzyk. Nic nie możesz zrobić.

Dziecko jest delikatne i bezradne. Można je w dowolny sposób formować. Społeczeństwo bezwzględnie wykorzystuje tę możliwość. Zanim dziecko stanie się dostatecznie silne, by stawiać opór, zostaje na różne sposoby okaleczone.

Droga, na której możesz odnaleźć siebie prawdziwego, polega na zrzucaniu masek, wyzbywaniu się fałszywych tożsamości. Dlatego jeżeli pragniesz odnaleźć postawę prawdziwie religijną, musisz odrzucić istniejące systemy religijne. Jeżeli chcesz się zbliżyć do Boga, musisz odrzucić wszelkie koncepcje Boga. Jeżeli chcesz wiedzieć, kim naprawdę jesteś, musisz odrzucić wszelkie opinie, które na twój temat wyraziły inne osoby. Musisz spalić wszystkie nieautentyczne, zapożyczone od innych pojęcia i koncepcje.

Zen jest określany jako bezpośrednie wskazanie na serce człowieka, postrzeganie natury i stanie się Buddą, nieopieranie się na księgach, bezpośredni przekaz poza pismami.

Co oznacza wyrażenie „bezpośredni przekaz poza pismami”? Prawdziwych odpowiedzi nie udzielą ci Koran ani Dhammapada,6 Biblia, Talmud ani Gita.7 W żadnych świętych pismach nie znajdziesz prawdziwych odpowiedzi. Jeżeli wierzysz w pisma, rozminiesz się z prawdą.

Prawda znajduje się w tobie. „Postrzeganie natury i stanie się Buddą, bezpośrednie wskazanie na serce człowieka”. Nie masz dokąd pójść. Gdziekolwiek się udasz, pozostaniesz tym samym. Jaki jest więc w tym sens? Możesz powędrować w Himalaje, lecz niczego to nie zmieni. Zabierzesz z sobą siebie samego: swoje sztuczne twarze, swoją zapożyczoną wiedzę, swoje pisma. Nawet siedząc w pojedynkę w himalajskiej grocie, nie będziesz sam. Będziesz otoczony rodzicami, nauczycielami, kapłanami, politykami, całym społecznym kręgiem. Nie będzie można tych postaci zobaczyć. Będą się one jednak tłoczyć w twoim wnętrzu. Nadal będziesz chrześcijaninem, hinduistą lub muzułmaninem. Będziesz powtarzał zasłyszane słowa jak papuga. Nic się nie zmieni. Nic nie może się zmienić.

Przeczytałem piękną bawarską historię. Może już ją słyszeliście. Ma tytuł „Anioł z Bawarii”.

Alois Hingerl pracował jako bagażowy na dworcu głównym w Monachium. Pewnego dnia zmarł od nadmiernego wysiłku. Dwa aniołki zaprowadziły jego duszę do nieba. Przywitał ją święty Piotr i powiedział, że od tej chwili dusza otrzymuje imię anioła Aloisiusa. Wręczył jej harfę i poinformował o zasadach panujących w niebie.

– Od ósmej rano do dwunastej w południe śpiewamy pieśni pochwalne, od dwunastej zaś do ósmej wieczorem śpiewamy „Hosanna”.

– Co tu się dzieje? – zastanawiał się Aloisius. – Od ósmej rano do dwunastej w południe śpiewanie pieśni pochwalnych, a od dwunastej do ósmej wieczorem śpiewanie „Hosanna”? Hm… hm… A kiedy dostanę coś do picia?

– O właściwej porze dostaniesz swoją porcję manny – powiedział nieco zdenerwowany Piotr i odszedł.

– Cholera – zaczął narzekać Aloisius. – Zapowiada się, że będzie to nudne! Od ósmej do dwunastej mam śpiewać pieśni pochwalne? Myślałem, że w niebie nie będzie żadnej pracy.

W końcu jednak usiadł na obłoku i zaczął śpiewać, jak mu przykazano:

– Alleluja! Alleluja!

W pobliżu pojawił się anioł intelektualista. Swobodnie szybował w przestrzeni.

– Hej, ty! – zawołał Aloisius. – Czy zażyłbyś szczyptę tabaki? Chodź tu, poczęstuję cię!

Anioł intelektualista oburzył się z powodu tak nieprzystojnej propozycji. Wyszeptał:

– Hosanna – i oddalił się.

Aloisius wpadł w furię:

– Cóż to za idiota? – krzyczał. – Jeżeli nie chciałeś wąchać, trzeba mi było powiedzieć. Można chyba oczekiwać uczciwej odpowiedzi od drugiego człowieka. Ty prostaku! O, mój Boże, co tu są za ludzie! Ach, gdzie ja trafiłem!

Usiadł na obłoku i zaczął ponownie śpiewać pieśni pochwalne. Złość jednak zakłócała jego śpiew. Aloisius wykrzykiwał tak głośno, że obudziło to Ojca Niebieskiego, który w pobliżu odbywał poobiednią drzemkę. Ojciec zapytał zdumiony:

– Skąd dochodzą te hałasy? – I natychmiast kazał wezwać świętego Piotra. Strażnik nieba przybiegł zdyszany. Do uszu ich obu napływały dźwięki pieśni Aloisiusa:

– Alleluja! Cholera! Alleluja! Gówno! Alleluja! Pieprzyć to! Alleluja!

Święty Piotr przyciągnął krnąbrnego anioła przed oblicze Pana. Ojciec Niebieski długo na niego patrzył, po czym się odezwał:

– O, to jest anioł z Monachium. Tak też myślałem! A teraz powiedz mi, o co ci chodzi?

Aloisius tylko na to czekał. Był tak wkurzony, że od razu wypalił:

– Nie podoba mi się to wszystko. Nie chcę mieć skrzydeł! Nie lubię śpiewać „Hosanna”! Nie lubię jeść manny. Lubię pić piwo! Chcę powiedzieć jasno, że nie lubię śpiewać!

– Święty Piotrze – powiedział Pan. – W tym wypadku nam się nie powiedzie! Mam jednak pewien pomysł. Możemy zatrudnić go jako posłańca, który będzie dostarczał nasze niebiańskie porady do rządu Bawarii. Może latać raz lub dwa razy w tygodniu do Monachium, a wtedy jego dobra dusza zazna pokoju!

Kiedy Aloisius usłyszał te słowa, poczuł się naprawdę szczęśliwy. Wkrótce dostał pierwszy list, który miał zanieść. Sfrunął z nim na ziemię. Kiedy znowu poczuł pod stopami bruk Monachium, wydało mu się, że naprawdę jest w niebie. Natychmiast, jak to miał w zwyczaju, poszedł do piwiarni i znalazł przy stole swoje dawne miejsce. Było puste i czekało na niego. Dobra stara Kathi, kelnerka, stała za kontuarem. Aloisius zamówił kilka piw, a potem następne kolejki. Zasiedział się przy kuflach piwa i siedzi tam do dziś. Z tego powodu rząd Bawarii pozbawiony jest boskiego przewodnictwa.

Dokądkolwiek się udasz, jesteś sobą. Nie zmieniasz się nawet w niebie ani w Himalajach. Nie możesz się zmienić. To nie zewnętrzne otoczenie decyduje o tym, kim jesteś. O tym decyduje twój świat wewnętrzny. Prawdziwa zmiana wynika z rzeczywistej przemiany wewnętrznej.

Co rozumiem pod pojęciem rzeczywistej przemiany? Nie idzie mi o to, by poprawiać siebie. Poprawianie samego siebie stanowi kolejny fałszywy krok, polega bowiem na polerowaniu osobowości. Możesz upiększyć swoją osobowość. Pamiętaj jednak o tym, że im bardziej okazale prezentuje się osobowość, tym większe ci grozi niebezpieczeństwo. Trudniej ci będzie się od niej uwolnić. Przeznaczyłeś całe życie na doskonalenie swojej osobowości. Jak możesz nagle z nią się rozstać? Dzięki osobowości zdobyłeś społeczne uznanie i szacunek. Inwestowałeś w nią. Wspinałeś się po drabinie społecznej. Osiągałeś kolejne sukcesy. Masz dużo do stracenia.

Inaczej jest w przypadku osoby, którą określamy mianem grzesznika. Grzesznik nie jest przywiązany do swojej osobowości. Na odwrót, ma jej dosyć. Z tego właśnie powodu czasami staje się świętym.

Henry Ford leżał na łożu śmierci. Wtedy ktoś go zapytał:

– Sir, umierasz. Lekarze dają ci najwyżej kilka dni życia. Możesz umrzeć nawet jutro. Dlaczego ciągle myślisz o rozwijaniu swojego przedsiębiorstwa? Robiłeś to przez cale życie. Zgromadziłeś tak dużą ilość pieniędzy, że nie wiesz, co z nimi zrobić. Dlaczego chcesz ciągle powiększać swoje przedsiębiorstwo?

– Posłuchaj. Nie mogę zaprzestać planowania. To niemożliwe. Dopóki żyję, ciągle chcę osiągać więcej. Wiem, że nie ma to sensu, lecz nie mogę się od tego powstrzymać!

Kiedy odnosisz sukcesy w tym świecie, kiedy stajesz się bogatszy, bardziej sławny, trudno jest się zatrzymać. Im bardziej wyrafinowana staje się twoja osobowość, tym mocniej się z nią wiążesz.

Nie zachęcam cię do tego, abyś się udoskonalał. Żaden z wielkich mistrzów, od Buddy do Hakuina, nie mówił nic o doskonaleniu się. Uważaj na „podręczniki doskonalenia się”. Na amerykańskim rynku można spotkać wiele takich książek. Doskonalenie się jest drogą donikąd. Doskonalisz bowiem swoją osobowość. Osobowość staje się bardziej subtelna, wartościowa, cenna. Nie jest to jednak rzeczywista transformacja. Transformacja zachodzi wtedy, kiedy całkowicie porzucisz swoją osobowość.

Kłamstwo nie może stać się prawdą. Nie można poprawić kłamstwa, by stało się prawdą. Kłamstwo pozostanie kłamstwem. Może tylko upodabniać się do prawdy. A im bardziej będzie się upodabniać do prawdy, tym bardziej będzie cię pociągać.

Kłamstwo podpowiada ci: „Szukaj prawdy. Udoskonalaj swój charakter, swoją osobowość. Stań się kimś. Nie powiodło ci się? Nie szkodzi. Mam dla ciebie lepszy plan”. Podsuwa ci kolejne plany. Próbujesz je realizować i w ten sposób marnujesz życie.

Poszukiwanie prawdy jest inspirowane przez kłamstwo. Trudno to zrozumieć, ale zrozumienie jest w tym wypadku niezbędne. Kłamstwo powiada: „Zachęcam cię nawet do poszukiwania prawdy. Jakże możesz być zły na swoją osobowość? Jakże możesz ją nazywać kłamstwem? To osobowość skłania cię do poszukiwania prawdy”.

Poszukiwanie prawdy prowadzi cię gdzieś „tam”, „poza”. Tymczasem prawda znajduje się „tutaj”. Prawdę można odkryć tylko „teraz”. Tymczasem kłamstwo powiada, że „potem”. Kłamstwo zawsze mówi w czasie przeszłym lub przyszłym. A prawda zawiera się w teraźniejszości. W tym właśnie momencie! Tu i teraz…

Podsumujmy. Pierwsza część twojego „ja” to ego, maska, odgrywanie roli, kłamstwo, fałszywe oblicze. Społeczeństwo narzuciło ci tę strukturę, a ty się zgodziłeś. Musisz porzucić współdziałanie z narzuconym ci kłamstwem. Kiedy całkowicie pozbędziesz się społecznych naleciałości, staniesz się sobą. Wszelkie idee i tożsamości, które przyjmujesz jako własne, pochodzą od społeczeństwa. Przekazali ci je inni ludzie. Mieli swój interes w tym, by zaszczepić ci określone przekonania. Dzięki temu mogą cię eksploatować w subtelny sposób.

Prawdziwa eksploatacja polega na wyzysku nie ekonomicznym czy politycznym, lecz psychicznym. Z tego właśnie powodu wszystkie rewolucje zakończyły się niepowodzeniem. Zmiany miały charakter powierzchowny: porządek kapitalistyczny zastąpiono komunistycznym lub też dyktaturę – demokracją. Utrzymała się jednak zasadnicza struktura eksploatacji psychicznej.

Czym jest eksploatacja psychiczna? Polega na tym, że nikt nie może być sobą. Nikt też nie jest akceptowany ani szanowany w swojej prawdziwej postaci. Ludzie szanowani są tylko wówczas, kiedy realizują narzucone im postawy. Nie szanuje się naturalności, spontaniczności, autentycznego wyrażania uczuć. Nagradza się sztuczne, pretensjonalne postawy i odgrywanie ról.

Musisz całkowicie uwolnić się od tej części siebie, która jest maską i rolą. Freud wskazał na pozorny charakter osobowości i ograniczony charakter świadomości człowieka. Dokonał znacznie głębszej rewolucji niż Marks. Przewrót, którego dokonał Freud, sięga głębiej niż jakiekolwiek dotychczasowe rewolucje. Moim zdaniem wiedeński psychiatra nie dotarł do sedna sprawy.

Freud wskazał na istnienie drugiej części człowieka. Jest to instynktowna, nieświadoma część ciebie, która uległa wyparciu. Jest to ta część, której nie akceptuje społeczeństwo. Została siłą zepchnięta w głąb ciebie i tam zamknięta. Ta część pojawia się w snach, w używanych przez ciebie językowych metaforach, w momentach, gdy znajdujesz się pod wpływem alkoholu, w sytuacjach, w których tracisz kontrolę. Jest to autentyczna część ciebie.

Freud włożył dużo pracy w to, by uświadomić człowiekowi istnienie tej jego części. Dużo zrobiła w tym zakresie także psychologia humanistyczna, a szczególnie grupy rozwoju osobistego i grupy spotkaniowe (encounter groups). Przyczyniły się one do upowszechnienia świadomości, że istnieje w nas wiele stłumionych, odrzuconych treści. To ważna witalna część nas samych, która przesądza o tym, że życie staje się naturalne i prawdziwe.

Religie potępiły tę część człowieka. Określiły ją jako zwierzęcą i uznały za źródło grzechu. Ta część jest jednak niezbędna, by nasze życie było autentyczne. Leży ona w głębi naszej psychiki, co wcale nie oznacza, że jest niższa czy gorsza niż część świadoma.

Określenie „część zwierzęca” nie musi oznaczać czegoś złego, negatywnego. Wręcz przeciwnie, zwierzęta są piękne i naturalne, są częścią Boga. Tylko człowiek oddalił się od niego. Tylko człowiek stal się „nienormalnym” zwierzęciem. Zwierzęta są zdrowe, radosne, pełne sił witalnych. Możesz to dostrzec w sylwetce jelenia mknącego przez knieje. Czy patrząc na niego, nie odczuwasz zazdrości? Czy nie odczuwasz zazdrości, gdy patrzysz na ptaka w locie?

A dzieci? Czy im nie zazdrościsz? Być może z tego właśnie powodu potępiasz „dziecięcość”. Monteskiusz miał słuszność, twierdząc, że zamiast mówić do innych: „Nie bądź dziecinny”, powinniśmy raczej mówić: „Nie bądź dorosły”!

Dziecko zachowuje naturalne piękno, naturalną świeżość. Nie można tego powiedzieć o dorosłym. Jest zablokowany, zamrożony. Ustaje w nim swobodny przepływ energii, dlatego pojawiają się usztywnienie i obumieranie. Dorosły traci radość życia, pierwotny zachwyt i entuzjazm. Życie przestaje być dla niego owiane mgiełką tajemnicy. Osoba dorosła kieruje się racjonalnym rozumowaniem. Poezja i taniec przestają być dla niej wartościami. Życie traci smak.

Ta druga część istoty człowieka jest o wiele bardziej cenna niż pierwsza. Dlatego zalecam jej poznawanie. Psychologia humanistyczna poszła w tym względzie dalej niż Freud. Nie dotarła jednak do trzeciej części.

Twoje „ja” ma jeszcze trzecią część. To prawdziwe „ja”, twoja pierwotna twarz. Ma ono charakter transcendentalny, jest czystą, niepodzieloną świadomością, stanem Buddy.

Pierwsze „ja” ma charakter społeczny, drugie – naturalny, trzecie zaś – boski.

Nie twierdzę, że pierwsze „ja” jest zupełnie bezużyteczne. Jeżeli dotrzesz do trzeciego „ja”, możesz wykorzystywać to pierwsze we wspaniały sposób. Skoro znalazłeś się w centrum, możesz swobodnie posługiwać się tym, co leży na obrzeżach.

Na Zachodzie wielu myślicieli twierdzi, że życie nie ma sensu. W istocie tak nie jest. To twierdzenie wynika z tego, że ludzie Zachodu utracili kontakt ze źródłem, które nadaje wszystkiemu znaczenie. Przypominają drzewa odcięte od korzeni. W pniu takiego drzewa przestają krążyć soki. Opadają z niego liście. Nie może ono wydać kwiatów. Obumiera.

Następnie takie obumierające drzewo może zacząć filozofować, może się stać filozofem egzystencjalnym – jak Jean Paul Sartre. Może twierdzić, że życie pozbawione jest piękna, uroku i znaczenia, że w życiu nie ma wspaniałych kwiatów ani zapachów. Może nawet posunąć się do stwierdzenia, że starożytni mędrcy ulegali iluzji, gdy mówili, że życie jest piękne, że istnieje w nim rozwój i rozkwitają kwiaty: „Ci mędrcy po prostu fantazjowali, że kwiaty kwitną, że świeci słońce, że na świecie panuje radość. W rzeczywistości istnieją tylko ciemność i nicość. Wszystko, co się wydarza, jest przypadkowe i pozbawione znaczenia”. Całość tych stwierdzeń nie jest odzwierciedleniem stanu faktycznego, lecz wynika z odcięcia od korzeni.

Jeżeli nie zakorzenisz się w swojej naturze Buddy, nie będziesz mógł rozkwitnąć, nie będziesz mógł śpiewać, nie doświadczysz, czym jest celebracja życia. A skoro nie znasz celebracji życia, czy możesz poznać Boga? Jeśli zapomniałeś, jak się tańczy, czy możesz się modlić? Skoro zapomniałeś, jak się śpiewa i jak się kocha, oznacza to, że dla ciebie Bóg jest martwy. Bóg w tobie obumarł. Twoje drzewo uschło. Musisz ponownie odnaleźć swoje korzenie. Gdzie możesz je odnaleźć? Jedynie tu i teraz.

ROZDZIAŁ 2 Ideały

Był sobie raz mały polarny niedźwiadek, który zapytał swoją mamę:

– Czy mój tata także był niedźwiedziem polarnym?

– Oczywiście, że był niedźwiedziem polarnym.

– Ale – zapytał za chwilę maluch – powiedz mi, mamo, czy mój dziadek też był niedźwiedziem polarnym?

– Tak, on też był niedźwiedziem polarnym.

Za jakiś czas niedźwiadek zapytał:

– A mój pradziadek? Czy on też był niedźwiedziem polarnym?

– Tak, on też, ale dlaczego pytasz?

– Ponieważ marznę.

Osho, powiedziano mi, że mój ojciec był niedźwiedziem polarnym. Powiedziano mi, że mój dziadek był niedźwiedziem polarnym i że mój pradziadek również nim był. Jednak ja ciągle marznę. Jak mogę to zmienić?

Tak się złożyło, że znam twego ojca, dziadka oraz pradziadka. Oni także marzli. Ich matki opowiadały im tę samą historię o ojcu, dziadku i pradziadku – niedźwiedziach polarnych. Jeżeli marzniesz, to po prostu marzniesz. Te historie nie mogą ci pomóc. Te opowieści potwierdzają, że marzną nawet niedźwiedzie polarne. Zamiast się cofać i szperać w tradycji, spójrz na chwilę obecną. Skoro marzniesz, oznacza to, że marzniesz. Nie stanowi w ogóle pociechy to, że jesteś niedźwiedziem polarnym.

Ludzkości dawano różne formy pociechy. Na przykład leżysz na łożu śmierci, a jakaś osoba podchodzi i mówi: „Nie bój się, dusza jest nieśmiertelna”. Ty jednak umierasz.

Słyszałem historię o Żydzie, który doznał ataku serca i osunął się na ziemię. Umierał. Wokół zgromadził się tłum. Ludzie szukali gorączkowo jakiegoś kapłana. Pojawił się katolicki ksiądz. Nie wiedział, kim jest umierający. Zbliżył się do niego i zapytał:

– Czy wierzysz? Czy wierzysz w Świętą Trójcę: Boga Ojca, Ducha Świętego i Syna, Jezusa Chrystusa?

Żyd otworzył oczy i powiedział:

– Umieram, a on daje mi zagadki. Co mam począć z tą trójcą? Umieram, a ty opowiadasz nonsensy.

Człowiek umiera, a ty go pocieszasz, że dusza jest nieśmiertelna. To wcale nie pomaga. Kogoś spotkało nieszczęście, a ty mówisz do niego: „Nie przejmuj się tym, to tylko zjawisko psychiczne”.

Czy to może pomóc? Czynisz tego człowieka jeszcze bardziej nieszczęśliwym. Tego rodzaju teorie nie mogą pomóc. W istocie służą one fałszywej pociesze, są oszustwem.

Jeżeli marzniesz, to po prostu marzniesz. Zamiast się zastanawiać, czy twój ojciec był niedźwiedziem polarnym, zrób jakieś ćwiczenia. Podskocz, pobiegaj lub zrób Dynamiczną Medytację. Zapewniam cię, że przestaniesz marznąć. Przestań myśleć o ojcu, dziadku i pradziadku. Wsłuchaj się uważnie w to, co rzeczywiste. Jeżeli marzniesz, zacznij coś robić. Ty jednak posuwasz się w niewłaściwym kierunku. Ciągle stawiasz pytania, a biedna matka oczywiście cię pociesza.

W ten sposób cierpi cała ludzkość. Wsłuchaj się uważnie w cierpienie. Wejrzyj w problem i nie próbuj szukać odpowiedzi gdzieś poza nim. Wejrzyj w pytanie, lecz nie szukaj odpowiedzi.

Na przykład ciągle pytasz: „Kim jestem?”. Jeżeli postawisz to pytanie chrześcijaninowi, odpowie: „Jesteś dzieckiem Boga i Bóg bardzo cię kocha”. Posłuchajcie historii na ten temat.

Kapłan zwrócił się do mułły Nasreddina:

– Bóg bardzo cię kocha.

– Jakże on może mnie kochać, skoro nawet mnie nie zna? – odpowiedział mułła.

– Właśnie dlatego cię kocha. My cię znamy i nie jesteśmy w stanie cię kochać. To dla nas zbyt trudne.

Gdy zapytasz Hindusa: „Kim jestem?”, odpowie: „Jesteś Bogiem”. Zauważ, nie dzieckiem Boga, lecz Bogiem. Ciebie jednak nadal boli głowa, cierpisz na migrenę i zastanawiasz się, jak Bóg może mieć migrenę… Odpowiedź nie rozwiązuje twojego problemu.

Jeżeli stawiasz pytanie o to, kim jesteś, nie szukaj odpowiedzi u innych. Usiądź spokojnie i skieruj to pytanie w głąb własnej istoty. Pozwól, by rozbrzmiewało w twym wnętrzu. Niech stanie się ono jak strzała, która przeszywa twoje serce. „Kim jestem?” Pozostań z tym pytaniem.

Nie spiesz się z odpowiedzią. Jeżeli się pospieszysz, odpowiedź z pewnością będzie pochodziła od innych osób, na przykład kapłanów albo polityków, lub z określonej tradycji. Nie posługuj się pamięcią, bo w niej zgromadziłeś zapożyczone koncepcje. Twoja pamięć działa jak komputer i nie ma nic wspólnego z prawdziwym poznaniem. Została zapełniona treścią. Kiedy więc pytasz: „Kim jestem?”, a twoja pamięć odpowiada: „Jesteś wspaniałą duszą”, zachowaj czujność, bo wpadniesz w pułapkę. Odrzuć cały ten śmietnik zgromadzony w pamięci.

Po prostu pytaj: „Kim jestem?… Kim jestem?… Kim jestem?…”. Pewnego dnia pytanie zniknie. Pozostanie jedynie pragnienie: „Kim jestem?”. To pragnienie będzie przenikać całą twoją istotę. W pewnym momencie stwierdzisz, że ciebie już nie ma. Pozostało jedynie pragnienie. Pojawił się stan intensywnego zaangażowania, pojawiła nagła, nieoczekiwana eksplozja. Stanąłeś twarzą w twarz z samym sobą i teraz wiesz, kim jesteś.

Nie ma sensu pytać ojca: „Kim jestem?”, ponieważ on sam nie wie, kim jest. Z tych samych powodów nie ma sensu stawiać tego pytania dziadkowi czy pradziadkowi. Nie pytaj matki, społeczeństwa, kultury, cywilizacji. Skieruj to pytanie w głąb własnej istoty.

Jeżeli naprawdę chcesz znać odpowiedź, skieruj się ku swemu wnętrzu. Tylko wewnętrzne doświadczenie może spowodować zmianę.

Pytasz mnie, w jaki sposób możesz to zmienić. Nie możesz. Najpierw musisz się spotkać z własną wewnętrzną rzeczywistością. To spotkanie cię odmieni.

Pewny siebie dziennikarz przyjechał do domu opieki społecznej. Chciał opisać historię bardzo starego mężczyzny, który tam przebywał:

– Ojcze – zapytał dziennikarz – jak byś się czuł, gdybyś nagle otrzymał list z informacją, że jakiś zapomniany krewny zapisał ci pięć milionów dolarów?

– Synu – powoli odpowiedział sędziwy mężczyzna – nadal miałbym swoje dziewięćdziesiąt cztery lata.

Czy zrozumiałeś? Stary człowiek powiedział: „Mam dziewięćdziesiąt cztery lata. Gdybym nawet dostał pięć milionów dolarów, co mogę z nimi zrobić? Nadal mam przecież dziewięćdziesiąt cztery lata”.

Nie mogą ci pomóc słowa Buddy, Mahawiry ani Chrystusa. Nie może ci pomóc jakakolwiek wiedza.

Jesteś zamarznięty. Masz dziewięćdziesiąt cztery lata. Jeżeli nie doznasz żywego doświadczenia, które przemieni twoją istotę, nie możesz stać się witalny i młody. Dlatego nie pytaj innych. Zapytaj samego siebie. To pierwsza ważna lekcja. Jedyną metodą zaspokojenia własnego pragnienia jest wypicie napoju. Ani Budda, ani Jezus, ani ja nie możemy zrobić tego za ciebie.

Pewnego razu cesarz zaprosił na swój dwór wielkiego sufickiego mistyka. Poprosił go, by się za niego pomodlił. Sufi odparł:

– To jest niemożliwe. Jakże się mogę za ciebie modlić? Istnieją rzeczy, które trzeba wykonać samemu. Na przykład jeżeli pragniesz kochać się z kobietą, musisz to zrobić sam. Nie mogę tego zrobić w twoim imieniu. Jeżeli chcesz wyczyścić nos, musisz to zrobić sam. Nie mogę się wysmarkać za ciebie. Podobnie jest z modlitwą. Jakże mogę się za ciebie modlić? Ty sam to zrób. Mogę się modlić tylko za siebie samego. Następnie sufi zamknął oczy i pogrążył się w modlitwie.

Na tym polega ścieżka, którą kroczę. Moje problemy zniknęły, lecz nie stało się to dzięki odpowiedziom uzyskanym od innych. Nikogo nie pytałem. W rzeczywistości cały mój wysiłek był skierowany na uwolnienie się od licznych podpowiedzi i rad, których udzielali mi inni. Ludzie bardzo chętnie doradzają. Okazują w tym wielkoduszność. Niezależnie od tego, czy ich pytasz, czy nie, są gotowi dawać ci rady.

Dwóch włóczęgów siedziało pod drzewem. Jeden z nich odezwał się:

– Skończyłem tak, ponieważ nie słuchałem żadnych rad.

– Bracie – odpowiedział na to drugi – skończyłem tak, ponieważ słuchałem wszystkich rad.

Musisz sam wyruszyć w drogę.

Wiem, że czujesz się zamrożony i nieszczęśliwy, a życie jest trudne. Nie będę cię pocieszał. Wszelka pociecha jest stwarzaniem pozorów. Nie można uniknąć spotkania z rzeczywistością. Teoretyczne rozważania nie mogą pomóc. Porzuć teorie, zwróć uwagę na fakty. Czy czujesz się nieszczęśliwy? Jeśli tak, przyjrzyj się uważnie temu uczuciu. Czy odczuwasz złość? Zrób podobnie. Odczuwasz podniecenie seksualne? Wsłuchaj się w nie. Zapomnij o tym, co mówili inni. Zwróć się ku sobie samemu. To jest twoje życie i ty masz je przeżyć. Nie zapożyczaj odpowiedzi. Bóg lubi ludzi autentycznych, nie naśladowców. Bądź autentycznie sobą i wnikaj w swoje problemy.

Mogę powiedzieć tylko jedną rzecz. W każdym problemie kryje się jego rozwiązanie. Problem jest zarodkiem, z którego wyrasta rozwiązanie. Tym zarodkiem jest ignorancja. Jeżeli wejdziesz w nią głęboko, pojawi się rzeczywista wiedza. Twoim problemem jest poczucie chłodu, drżenie i marznięcie. Wejdź w to, a wówczas pojawi się ciepło.

W rzeczywistości wszystko zostało ci dane: pytanie i odpowiedź, problem i rozwiązanie, ignorancja i wiedza. Po prostu spoglądaj w siebie.

Wydaje mi się, że bycie sobą nie wystarcza istotom ludzkim. Dlaczego większość ludzi odczuwa przymus posiadania władzy i prestiżu?

To skomplikowane pytanie. Ma ono dwa aspekty. Oba należy zrozumieć. Po pierwsze, nigdy nie zostałeś zaakceptowany takim, jaki jesteś, przez swoich rodziców, nauczycieli, sąsiadów i przez społeczeństwo. Wszyscy próbowali poprawić cię, ulepszyć. Wskazywali przy tym na twoje wady, popełniane błędy, słabości. Nikt nie podkreślał twojego piękna, inteligencji, wspaniałości.

Samo życie jest ogromnym darem. Nikt jednak nie powiedział ci, że możesz być za to wdzięczny egzystencji. Odwrotnie, otaczający cię ludzie narzekali. Nie zostałeś zaakceptowany taki, jaki jesteś. Zamiast tego narzucano ci rozmaite ideały i wzorce. Miałeś w przyszłości stać się kimś ważnym, szanowanym, mającym władzę, bogatym, wykształconym, sławnym. Ciągłe stawianie warunków spowodowało, że zacząłeś kierować się cudzymi aspiracjami. Tę sytuację należy zmienić. Rodzice i nauczyciele nie powinni niszczyć dzieci. Powinni pomagać dziecku, by wzrastało jego poczucie własnej wartości i szacunek dla siebie.

Po drugie, jeżeli wszelkie uwarunkowania społeczne zostaną usunięte, a twój umysł zostanie oczyszczony z fałszywych idei, będziesz również doświadczał niedosytu. Ten niedosyt nie będzie związany z niedostatkiem władzy, pieniędzy czy sławy. Będziesz po prostu dostrzegał, że jesteś zarodkiem. Nie pojawiłeś się na tym świecie jako duże drzewo, lecz jako małe ziarenko. Twoim zadaniem jest rozwój, masz rozkwitnąć i wydać owoce. Ten rozkwit nie ma nic wspólnego z pieniędzmi czy polityką.

Każde dziecko przychodzi na świat po to, by się rozwijać i stać pełną ludzką istotą, doświadczającą miłości, współczucia, wewnętrznego pokoju.

Jednak społeczne warunkowanie odwraca tę pierwotną tendencję. Uważasz, że powinieneś się wspiąć na szczyty drabiny społecznej. Jeśli ci się to nie udaje, pojawia się poczucie niższości. W rezultacie uczysz się rywalizacji, porównujesz się z innymi, walczysz, stosujesz przemoc. Kierujesz się zasadą, że cel uświęca środki. Pragnienie rozwoju zostało nam dane przez naturę. Społeczeństwo w przebiegły sposób poddało nasze naturalne instynkty kontroli i zniekształciło je.

Zarówno społeczne warunkowanie, jak też naturalna tendencja do rozwoju stwarzają poczucie, że czegoś nam brakuje. Potrzebna jest inteligencja, by odróżnić, która z tych sił nas napędza. Uwolnij się od społecznych uwarunkowań, a wówczas przejawi się twoja czysta, nieskażona natura. Będziesz się rozwijał i rozkwitał. Rozkwitniesz jako róża. Inna osoba rozkwitnie natomiast jako nagietek. Jako róża nie jesteś czymś lepszym od nagietka. Ważne, że oboje osiągnęliście stan rozkwitu. Ten stan przynosi głębokie zadowolenie. Znikają napięcia i frustracje. Pojawia się głęboki spokój wewnętrzny, a wraz z nim zrozumienie. Stajesz się ubogacony wewnętrznie.

Aleksander Wielki spotkał Diogenesa, który był nagim żebrakiem, chodzącym z lampą w dłoni. Co dziwne, lampa była zapalona także w ciągu dnia. Aleksander zapytał Diogenesa:

– Dlaczego twoja lampa pali się także w dzień?

– Szukam prawdziwego człowieka w nocy i w dzień, ale nie mogę go znaleźć – odpowiedział Diogenes, podnosząc lampę i spoglądając w twarz Aleksandra.

Aleksandra zszokowało, że nagi żebrak przemawia w ten sposób do niego, zdobywcy świata. W nagiej postaci Diogenesa dostrzegł jednak piękno. Jego oczy były wypełnione ciszą i spokojem, spokój emanował z twarzy. Słowa zostały wypowiedziane z przekonaniem. Obecność Diogenesa wpływała uspokajająco, wyciszająco. Aleksander czuł się urażony, ale nie był w stanie odpowiedzieć. Zrodziła się w nim głęboka refleksja. W swoim dzienniku zapisał następujące słowa: „Po raz pierwszy zrozumiałem, że bogactwo jest czymś innym niż posiadaniem pieniędzy. Spotkałem bogatego człowieka”.

Prawdziwe bogactwo polega na twojej autentyczności, szczerości, miłości, prawdzie wewnętrznej, wrażliwości, spokoju. Jest twój wewnętrzny potencjał.

Pewnego razu w Indiach jakiś mężczyzna jechał na motocyklu. Było bardzo zimno. Dlatego mężczyzna włożył płaszcz tyłem do przodu, żeby osłonić klatkę piersiową przed uderzeniami chłodnego powietrza. Z przeciwnej strony nadjeżdżał na motocyklu dostojny sikh. Nie mógł uwierzyć własnym oczom.

– Ten człowiek ma głowę przekręconą o sto osiemdziesiąt stopni! – pomyślał.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

W oryginale nothingness; Osho nawiązuje do doświadczenia płynącego z medytacji Wschodu; stan pustki jest tam postrzegany jako cenne doświadczenie wewnętrzne (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza). [wróć]

Przetłumaczone na polski zdanie: I am thirsty. Ananda, bring me a little water, I am thirsty, nie brzmi naturalnie. Zaimek „ja” jest zwykle w polszczyźnie pomijany.[wróć]

Patandżali – indyjski filozof, jogin i gramatyk sanskrytu, żyjący w II w. n.e. Jego podstawowym dziełem są Jogasutry.[wróć]

W klasycznej ośmiostopniowej jodze Patandżalego samadhi stanowi najwyższy stopień realizacji duchowej. [wróć]

Tantra – w buddyzmie, hinduizmie i dżinizmie tradycja duchowego rozwoju oparta na filozofii niedualistycznej. Tantra uznaje, że wszystko, co istnieje, stanowi manifestację jednego bytu. Byt ten jest rozumiany jako forma czystej świadomości. Osho nawiązuje do węższego rozumienia tantry jako metody stosowanej na Wschodzie podczas aktu seksualnego. Stosunek seksualny traktowany jest jako narzędzie osiągnięcia wysokiego poziomu świadomości, duchowego przebudzenia.[wróć]

Dhammapada – zbiór moralnych nauk Buddy Gautamy. [wróć]

Bhagawad Gita czy poprawniej: Bhagawadgita (dosłownie „Pieśń Pana”), skomponowana między III a II w. p.n.e. część epickiego poematu Mahabharata. Uważana jest za świętą księgę hinduizmu. [wróć]