Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2007

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Książę pustyni - Sophie Weston

Po przybyciu na zaręczyny przyjaciółki Natasha z miejsca wdaje się w konflikt z mężczyzną, którego bierze za ochroniarza. Arogant okazuje się właścicielem rezydencji, znanym i szanowanym szejkiem Kazimem. Szejk chce poznać bliżej piękną Angielkę, bez trudu zdobywa jej adres i umawia się z nią na randkę. Gdy zostają sfotografowani przez papparazich, Kazim wie, że zamachowcy, którzy na niego czyhają, zainteresują się teraz jego nową znajomą. Dla jej własnego dobra postanawia ją... porwać!

Opinie o ebooku Książę pustyni - Sophie Weston

Fragment ebooka Książę pustyni - Sophie Weston

Sophie Weston

Książę pustyni

Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa

Drogie Czytelniczki!

Witajcie na początku lata! Na pewno większość z Was już zaplanowała wakacyjne wyjazdy – oby były bardzo udane – i niecierpliwie odlicza dni do urlopu. Czerwcowe książki z serii ROMANS zabiorą Was w wiele ciekawych miejsc, dzięki nim odbędziecie podróż do Grecji, Australii i na pustynię.

W tym miesiącu szczególnie polecam pierwszą część miniseriiBiurowy romans,a także nową książkę Waszej ulubionej Rebecki Winters.

A oto wszystkie czerwcowe tytuły:

Miesiąc w Grecji– Rebecca Winters opisuje dzieje małżeństwa, które jest solą w oku pewnej pozbawionej skrupułu intrygantce.

Mężczyzna doskonały– pierwsza część miniseriiBiurowy romans.Kobieta zafascynowana mężczyzną, którego nie widziała na oczy, ma wreszcie okazję poznać swój ideał…

Książę pustyni– burzliwy romans praktycznej Angielki z romantycznym szejkiem.

Na ratunek miłości– dwoje życiowych rozbitków odzyskuje wiarę w ludzi i w lepsze jutro.

Sprawa honoru, Ślubny kontrakt (DUO)– dwie opowieści o małżeństwach na niby, które okażą się równie trwałe jak te zawarte z wielkiej miłości…

Życzę przyjemnej lektury!

Grażyna Ordęga

Harlequin.Każda chwila może być niezwykła.

Czekamy na listy. Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21

Tytuł oryginału: In the Arms of the Sheikh Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Władysław Ordęga Korekta: Anna Sarnecka, Władysław Ordęga

© 2005 by Sophie Weston

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona

ISBN 978-83-238-5010-6

Indeks 360325

ROMANS – 911

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Nowy Jork to raj dla cierpiących na bezsenność, pomyślała Natasha Lambert, wyglądając z okna hotelowego. To miasto nigdy nie śpi. Niech żyje Nowy Jork!

Dochodziła piąta rano, lecz mimo to chodniki były pełne ludzi, a po mokrych od deszczu ulicach ciągnęły się sznury samochodów.

Kim są ci ludzie? Idą do pracy? Wracają z nocnych klubów? Z hotelu wyszła właśnie jakaś para, a portier zaniósł do taksówki całą górę walizek.

Para… Pomimo działającego bez zarzutu centralnego ogrzewania, zadrżała. Przestań! – zganiła się w duchu.

Wróciła do założonego papierami biurka. Stało ono w niejakiej sprzeczności z jej wyglądem, bo w starym swetrze i ulubionych kapciach w kształcie kotów w niczym nie przypominała profesjonalnej bizneswoman.

Spojrzała na ekran laptopa, zastanawiając się, jakiego koloru powinno być tło slajdów, które przygotowywała na swoją prezentację. Niebieskie? Za zimne. Czerwone? Zbyt agresywne.

Tak jak ja, pomyślała. Jej ostatni chłopak po dokładnej analizie jej charakteru stwierdził, że jest istotą bez serca, a kiedy ochoczo przyznała mu rację, sarknął gniewnie:

– To nie miał być komplement.

– Może nie dla ciebie. Ja ciężko pracowałam na to, by stać się taką, jaką jestem.

W tym momencie wyszedł. Zadzwonił telefon.

– Tak?

– Cześć, Natasha.

– Cześć, Izzy – przywitała swoją najlepszą przyjaciółkę.

A może niebieski i czerwony? Taki mariaż może okazać się całkiem dobry. Może rzeczywiście jest bez serca, ale za to radzi sobie całkiem nieźle.

– Ojej, nie obudziłam cię? Która u was godzina?

– Kilka minut po piątej rano.

– O rany! Przepraszam. Ale nie spałaś?

– Lambert Research nigdy nie śpi.

– Zaraz, czasami jednak sypiasz. Co się stało?

– Mam rano spotkanie z szefem Head Honcho. Muszę przygotować prezentację.

– Jaki on jest? – dopytywała się Izzy.

– Kto?

– Ten cały Head Honcho.

– Daj spokój. David Frankel jest niskim, grubym pracoholikiem, który nie potrafi trzymać przy sobie rąk, jeśli pozwolisz mu podejść zbyt blisko.

– Brzmi okropnie.

– Bo tak jest. Dlatego został szefem. Mężczyźni, którzy mają władzę, są okropni. To należy do ich obowiązków.

– Co ty, przesadzasz.

– Ani trochę. Wciąż takich spotykam w mojej pracy. Nieustannie dokładają mi roboty, to jedna ich cecha, a druga, że z żadnym z nich nie umówiłabym się za żadne skarby. Poza tym są w porządku. – Roześmiała się. – A teraz powiedz mi, z czym dzwonisz.

– Chodzi o weekend… – Izzy sprawiała wrażenie zakłopotanej.

– Nie mogę się go już doczekać. Chętnie się wybiorę na babskie spotkanie. Mam za sobą ciężki tydzień.

Zmieniła tło na jasnozielone. Ekran rozjaśnił się jak jarzeniówka. Natasha przechyliła głowę. Energetyzujący czy może zbyt frywolny?

– Jest mała zmiana planów. A konkretnie miejsca.

– Co za problem? Więc gdzie się spotkamy?

– Cóż. To prywatny dom. Można powiedzieć, że go wypożyczyłam. Zapisz adres. – Podyktowała go. – Natasha, jest coś jeszcze.

Ton jej głosu zaniepokoił Natashę. Przerwała zabawę myszką.

– Dobrze, Izzy. Mów, o co chodzi. Masz jakiś problem? To jakaś ruina? Nie ma centralnego ogrzewania? Czy może muszę wynająć helikopter, aby się tam dostać?

– Gdyby tak było, na pewno byś to zrobiła.

– Jasne, że tak. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i nie widziałam cię ponad pół roku. Mam zacząć szukać pilota?

– Nie, dojedziesz samochodem. To godzina drogi od lotniska.

– W takim razie nie widzę problemu.

– Dobrze. Wracaj do pracy, zobaczymy się jutro. Masz zarezerwowany lot?

– Tak.

– To dobrze. Będziemy miały cały dzień, żeby pogadać, zanim tam dotrzemy.

– Izzy, co się dzieje? Masz jakieś kłopoty?

– Nie, chodzi tylko o to, że… Możesz mieć pewne trudności z odnalezieniem Serenaty. Przyślę ci mailem mapę – stwierdziła nienaturalnie radosnym głosem, jakby chciała coś powiedzieć, lecz nie mogła się zdobyć na odwagę.

Natasha zmarszczyła brwi. Izzy nigdy się tak nie zachowywała. Przynajmniej od czasu, gdy.

Otrząsnęła się ze złych wspomnień. To już przeszłość. Obie wydostały się z dżungli żywe, podobnie jak reszta. Wszystko skończyło się dobrze. Za jakiś czas znikną też nocne koszmary.

To jednak nie tłumaczyło dziwnego zachowania Izzy.

– Powiesz mi wreszcie, co się stało?

– Wychodzę za mąż.

– Co?!

– Za mąż. Wiem, wiem. To wszystko stało się tak nagle. Tylko że on musi wyjechać i w ten weekend chcemy zrobić zaręczynowe przyjęcie.

Natasha nic nie powiedziała. Izzy była rozsądną, mocno stąpającą po ziemi kobietą, ale jak wszyscy, miała słaby punkt. Ona wiedziała, co nim było. Izzy była w biurze, a ponieważ pracowała z nią również jej kuzynka Pepper, na pewno nie chciała przy niej zdradzać osobistych tajemnic.

– Posłuchaj, zobaczymy się w piątek i wtedy wszystko ci opowiem. Dobrego lotu. – Izzy rozłączyła się.

Dobrze. Poczeka do piątku, ale wtedy Izzy będzie musiała powiedzieć jej wszystko ze szczegółami.

Tymczasem musi zająć się swoją prezentacją. Ponownie przeniosła wzrok na monitor i zdecydowała się na purpurowe tło dla swoich slajdów.

Sala tronowa była jedną z najbardziej okazałych sal w całym pałacu. Emir Saraq siedział we francuskim fotelu, który nie bardzo pasował do wystroju wnętrza, i zaprosił nowo przybyłych, aby zajęli miejsce na niewielkiej sofie.

– Dziadku, wiesz, że nie podlegam twoim rozkazom – powiedział wysoki ciemnowłosy mężczyzna.

– Podlegasz, kiedy tu przebywasz.

– Przyjechałem tylko na chwilę.

Ich spojrzenia spotkały się. Wzrok emira był spokojny i władczy. Ze spojrzenia młodego mężczyzny nie sposób było nic wyczytać. Potrafił doskonale maskować swoje uczucia.

– Nie kłóćmy się, Kazim. To bardzo ważne.

Taka łagodność nie leżała w naturze emira, jednak Kazim znał jego talenty aktorskie.

– Chodzi o kolejne zaaranżowane małżeństwo?

– Nie. Ustaliliśmy już, że sam zdecydujesz, kiedy się ożenisz.

– Jeśli w ogóle się ożenię.

– Jeśli się ożenisz – powtórzył z wyraźną niechęcią dziadek.

– I z kim się ożenię.

– Tak.

Emir dodał coś pod nosem, ale Kazim udał, że tego nie słyszy. Czasem tak było lepiej, jeśli w ogóle miał zachować poprawne stosunki z dziadkiem.

– Łamiesz tradycję i nikogo nie słuchasz, ale dobrze wypełniasz swoje obowiązki.

– Dziękuję.

– Chciałem się z tobą widzieć, bo pojawiły się pewne groźby.

– Pod twoim adresem? – Kazim wyraźnie się zaniepokoił.

– Nie. Pod twoim. – Gdy Kazim nie odpowiedział, dodał: – A więc wiedziałeś o tym.

– To nie pierwszy raz, kiedy zdarza się coś takiego.

– Jesteś dla nich doskonałym celem, nie rozumiesz tego?

Emir od dawna nalegał, by Kazim wrócił do Saraq, gdzie byłby bezpieczny. Nie podobało mu się, że następca tronu podróżuje po świecie, angażując się w działalność pacyfistyczną.

– Ta twoja Międzynarodowa Rada Pojednawcza to świetny pomysł. Bardzo wzniosły. – Zrobił pauzę. – Tylko przedwczesny o jakieś pięćdziesiąt lat.

– Nie mogę tyle czekać. – Kazim wiele razy kłócił się z dziadkiem o swoją polityczną działalność.

– Uważam, że nie dbasz o swoje bezpieczeństwo. Zwolnienie ochrony i służących na cały weekend to bardzo nierozsądne posunięcie.

– Mam chyba prawo do odrobiny prywatności.

– Ja dbam o swoją.

– Tak, zatrudniając całą armię ochroniarzy.

– Jeśli to kobieta, przyprowadź ją do pałacu. Tu będziecie bezpieczni i nikt nie zakłóci wam spokoju.

– Nie chodzi o kobietę

– A zatem szkoda. Zbyt dużo pracujesz. Powinieneś się trochę rozerwać. – Po raz pierwszy dziadek uśmiechnął się.

Obaj wiedzieli, że Kazim nie zamierza zatrzymać się w pałacu. Nigdy tak nie robił. Na spotkanie z dziadkiem zjawił się prosto z samolotu, który już był szykowany do powrotnej drogi.

Emir wiedział ponadto, że jeśliby doszło między nimi do konfrontacji, Kazim bez wahania opuściłby Saraq, gdyby był pewny, że racja jest po jego stronie. Tym razem jednak nie chodziło o zwykłą sprzeczkę. Dziś nie był emirem, tylko dziadkiem, który troszczy się o bezpieczeństwo wnuka.

– Przynajmniej zostaw straż w Serenacie.

– To, w jaki sposób przyjmę swoich przyjaciół, to moja prywatna sprawa.

– Przyjaciół! – wybuchnął emir, nie kryjąc głębokiej troski o wnuka. – Co to za przyjaciele, którzy narażają cię na niebezpieczeństwo?

– To tylko dwa dni – powiedział miękko Kazim.

– A wiesz, ile czasu trzeba snajperowi, by wycelować i pociągnąć za spust?

– Poproszę Toma, żeby dokładnie sprawdził teren. I sprowadzę ochroniarzy. Ale nie mogę pozwolić, aby przyjęcie zaręczynowe mojego przyjaciela zakłócał pluton uzbrojonych żołnierzy.

– Sprawdziłeś listę gości?

– Dominik to mój przyjaciel. Razem wspinaliśmy się w górach. Moje życie zależało od niego, a jego ode mnie. Oczywiście, że nie sprawdzałem listy gości.

– Odwołaj przyjęcie!

– Zrobiłbyś to na moim miejscu? – Wiedział wiele o przeszłości dziadka. Odwaga i lojalność zawsze liczyły się dla niego najbardziej. – To, jaki jestem, to spuścizna po moich wspaniałych przodkach. Także i po tobie.

– Ot, mądrala – mruknął emir. – Nim się obejrzysz, a dostaniesz od życia po głowie.

– Kiedy to się stanie, pierwszy się o tym dowiesz – odparł z figlarnym uśmieszkiem Kazim, po czym skłonił lekko głowę i wyszedł.

Jego osobisty sekretarz czekał na zewnątrz, obok klimatyzowanego pojazdu.

– I co?

– Dziadek szpieguje mnie w moim domu. Chce, żebym obstawił Serenatę ochroną. Daj mi kluczyki.

Martin podał mu je z pewnym wahaniem.

– Chodzi o przyjęcie zaręczynowe Dominika, tak?

– Tak.

– No cóż, nie można odmówić mu pewnej racji.

– Posłuchaj, Martin. Przez całe życie jestem otoczony ochroniarzami. Choć raz chcę mieć normalne przyjęcie, jak zwykły człowiek.

– To twoja decyzja – powiedział z westchnieniem sekretarz, wiedząc, że tym razem nic nie wskóra.

– Jeśli nie mogę zaufać człowiekowi, z którym się wspinałem, nie mogę zaufać nikomu.

Martin rozumiał go, ale do jego obowiązków należało przypominanie szefowi o grożących mu niebezpieczeństwach.

– Nie wspinałeś się z jego dziewczyną ani z jej przyjaciółmi.

– Sądzisz, że Synowie Saraq mogą nasłać na mnie zamachowca? – Kazim nie krył zdumienia.

– To mało prawdopodobne, ale musimy być gotowi na wszystko.

– Daj spokój. – Uśmiechnął się. – Teraz myślę tylko o tym, że być może narzeczona Dominika jest piękną blondynką.

Wsiedli do auta i ruszyli w drogę.

Ku rozpaczy Martina i Toma Soltano, który był szefem bezpieczeństwa, przez całą powrotną drogę do Londynu Kazim pozostawał we frywolnym nastroju. W pewnej chwili, gdy powiedział coś szczególnie absurdalnego, Martin nie wytrzymał.

– Chyba żartujesz! – wybuchnął.

– Wręcz przeciwnie. Nigdy nie żartuję na temat swojej pracy.

Rzeczywiście, Kazim traktował swoją misję pokojową z największą powagą. Od lat prowadził mediacje w rozlicznych konfliktach, w które jego kraj był uwikłany.

Martin pomagał mu w tym dziele. Teraz rozłożył przed Kazimem rozkład zajęć. Były tam wypisane wszystkie spotkania na sześć miesięcy naprzód.

– Tylko zobacz. Nie masz ani chwili wolnego czasu.

– W takim razie będę go musiał wygospodarować.

– Może dlatego jesteś taki dobry w negocjacjach pokojowych, że wszyscy zaczynają cię nienawidzić i chcą jak najszybciej kończyć rozmowy.

Tom Soltano roześmiał się, po czym szybko zakasłał, aby ukryć swoją reakcję.

– Dobry sposób, bo skuteczny.

– Spójrz na ten miesiąc. Nowy Jork, Paryż, Saraq, Indonezja, Turcja. Nie wiesz nawet, czy zdołasz dojechać na ślub Dominika.

– Mam być pierwszym drużbą. Po prostu podam Dominikowi obrączki. Ile to może zająć czasu?

– Byłeś kiedykolwiek na angielskim ślubie?

– Naturalnie.

– Na takim prawdziwym, hucznym ślubie? Z ciotkami w ogromnych kapeluszach i zapłakanymi matkami?

Kazim zacisnął usta.

– Matki zawsze płaczą na ślubach, czy to w Bombaju, czy na Ziemi Baffina.

– To prawda – wtrącił się do rozmowy Tom. – Ale brytyjski pierwszy drużba to nie byle co. Uwierz mi, sam nim byłem. Taki ktoś ma znacznie więcej do zrobienia niż tylko podać ślubne obrączki.

– On ma rację.

– No mów, Tom. Przestrasz mnie.

– Spada na ciebie wielka odpowiedzialność. Musisz wyprawić takie przyjęcie, którego pan młody nie zapomni do końca życia. To jego ostatnie godziny wolności, więc powinien je spędzić w niepowtarzalny sposób.

– Następnego dnia musisz go reanimować i zaprowadzić do kościoła – wtrącił Martin.

– Zaraz po ceremonii ślubnej Dominik wybiera się na biegun południowy. Na pewno nie będzie żadnego pijaństwa. Co jeszcze?

– Będziesz musiał zapanować nad tłumem nieznanych ci ludzi, powiedzieć im, co i kiedy mają robić. Chodzi między innymi o rozchichotane druhny i niesforne dziewczynki, których zadaniem jest we właściwym momencie sypać kwiatki. Do tego cała czereda chłopców, którzy nie potrafią usiedzieć w miejscu.

– Innymi słowy, będę wodzirejem. Dam sobie radę. W końcu przez całe życie nie robię nic innego.

Martin wzniósł oczy do nieba, natomiast Tom stwierdził z powagą:

– Nie żartuj sobie, to naprawdę bardzo niebezpieczne. Będziesz tam siedział jak żywy cel, Kazim. Może ciebie zastąpimy?

– Mowy nie ma.

– Będziesz musiał wygłosić przemówienie na cześć państwa młodych.

– To też robię przez całe życie.

– Ale to co innego. Żadna tam poważna mowa, tylko taka od serca, no i okraszona dowcipami. – Tom nagle wyszedł z roli surowego ochroniarza. – Znasz jakieś zabawne zdarzenia z życia Dominika Templeton-Burke'a? Na weselu zwykle się je przytacza, ku uciesze gości. Taka mowa powinna być i wzruszająca, i zabawna.

Po raz pierwszy Kazim lekko pobladł, co Tom i Martin odnotowali z satysfakcją.

– No i główna druhna! Poprowadzisz ją tuż za młodą parą, a wszystkie ciotki będą szeptać, że uroczo wyglądacie i być może… – straszył Tom.

– Nie wolno ci też zapominać o innych druhnach, szczególnie o tej najbrzydszej. Będziesz musiał ją adorować i tańczyć z nią, żeby nie poczuła się samotna.

– Musisz dopilnować, żeby nie zaginął żaden prezent, a także będziesz przedstawiał sobie ludzi. Nie możesz też dopuścić, aby teściowe skoczyły sobie do gardeł, a teściowie upili się w trupa. Na tobie spoczywa też odpowiedzialność, żeby samochód młodej pary nie został zniszczony przez nadmiernie rozentuzjazmowanych gości.

– Chyba trochę przesadzacie – niepewnie stwierdził Kazim.

– Ani trochę – z mocą powiedział Martin.

– Tom był świadkiem i jakoś to przeżył. Ja też dam sobie radę.

– Naprawdę nie wiesz, w co się pakujesz – z troską mruknął Tom.

Przez kolejnych dziesięć minut opowiadali mu najbardziej mrożące krew w żyłach historie z życia pierwszego drużby, bawiąc się przy tym przednio.

– Nie myśl sobie, że przylecisz, postoisz chwilę obok Dominika i wrócisz do domu. Nic z tego.

– Zadzwoń do niego i powiedz, żeby znalazł sobie kogoś innego. Nie masz innego wyjścia.

– W żadnym razie. Dałem mu słowo.

– Ale nie wiedziałeś wówczas, w co się pakujesz.

– Jeśli nie poradzę sobie z czymś tak prostym, nie poradzę sobie z niczym. Poza tym dałem słowo.

Martin wiedział, że dalsza rozmowa nie ma sensu. Kazim obiecał, sprawa skończona.

– Nie pozostało nam nic innego, jak pogratulować najbrzydszej z druhen – mruknął Tom.

ROZDZIAŁ DRUGI

Ku niewymownej uldze Toma i Martina pośród gości, którzy zaczęli wypełniać rezydencję Kazima w piątkowy wieczór, nie było ani jednej blondynki. Panna młoda okazała się niezwykle zgrabną, płomiennie rudą pięknością.

– Syndrom wielkiego domu – powiedział Dominik, kiedy jego narzeczona poszła na górę się przebrać.

– Słucham? – zdziwił się Kazim.

– Kiedy zabrałem Izzy do domu, by przedstawić ją rodzicom, była trochę speszona. Teraz na widok portretów przodków wiszących na ścianach dostaje gęsiej skórki.

Dekorator wnętrz ozdobił ściany Serenata Place obrazami przedstawiającymi sceny z polowań. Na jednym z nich mężczyzna w szkarłatnym płaszczu cwałował gdzieś na siwym koniu.

– To nie są moi przodkowie.

– Powiem jej to. Na pewno trochę się uspokoi – uśmiechnął się Dominik. – Ale nie dlatego tak bardzo Izzy jest zdenerwowana.

– A co się stało?

– Nie przyjechała jej najlepsza przyjaciółka. Nie możemy ogłosić zaręczyn, dopóki się tu nie zjawi.

– Co masz zamiar zrobić?

– Zamordować ją.

– Zawsze jakieś wyjście. A jeśli się nie powiedzie, masz plan B?

– Będę musiał wszystko przełożyć. Ogłoszenie zaręczyn, szampana, sztuczne ognie, wszystko. Wstrzymam się z tym wszystkim do jutra, mając nadzieję, że ta cholerna baba wreszcie dojedzie.

– Nie ma sprawy. Twoi goście mogą zostać u mnie przez cały weekend.

– Wielkie dzięki. Widzę, że w przeciwieństwie do Izzy mogę polegać na swoich przyjaciołach.

– Dobrze znasz tę dziewczynę?

– Pannę Eksplozję? Nie, jeszcze jej nie poznałem.

– Panna Eksplozja?

– Nie jest w twoim typie – roześmiał się Dominik.

– Mówiłeś, że jej nie widziałeś.

– Nie, ale wystarczy mi to, co opowiedziała mi o niej Izzy. Szalona feministka, która korzysta ze wszystkich dobrodziejstw życia w wielkim mieście.

– Nie wiem, dlaczego uważasz, że nie jest w moim typie.