Ksiądz Karol Surowiecki - Bp Michał Nowodworski - ebook

Ksiądz Karol Surowiecki ebook

Michał Nowodworski

0,0

Opis

W czasach górującego u nas niedowiarstwa i najczynniejszej propagandy wolnomularskiej,  jako jedyny prawie obrońca wiary na polu piśmienniczym, występuje ks. Karol Surowiecki, a zasługa prac jego apologetycznych tym jest większa, że walka między wiarą a niewiarą w bardzo nierównych odbywała się wówczas warunkach.

Po stronie filozofizmu wolteriańskiego, stali znakomici w narodzie mężowie, po tej stronie były namiętności polityczne, marzenia i nadzieje reformy, a co więcej, po tej stronie była moda, tak zawsze potężna w tych klasach społeczeństwa, które się do oświeconych chcą zaliczać. Wiara miała za sobą głos przeszłości, doświadczenie wieków, miała wierzącą masę ludu, a nade wszystko miała siłę prawdy; ale głos przeszłości mało był słuchanym wśród burz miotających wówczas społeczeństwem, masy zawsze bierne, a do tego mniej niż dzisiaj oświecone, nie mogły mieć znaczenia w tej walce a działanie najsilniejszej potęgi, prawdy, było utrudnione, bo dobijający się ustawicznie panowania filozofizm, zamykał jej usta, a jeżeli zamknąć zupełnie nie zdołał, to przynajmniej rozchodzenie się jej głosu w przeróżny sposób utrudzał.

Tak mówi ks. Surowiecki, dobry świadek, bo z własnego doświadczenia mówiący. Wszystkie prawie jego książki, pisane w obronie wiary i porządku społecznego, drukowały się tajemnie, jakby jakie przewrotne rewolucyjne pamflety.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 120

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Bp Michał Nowodworski

Ksiądz Karol Surowiecki

________

Armoryka Sandomierz

Projekt okładki: Juliusz Susak 

Na okładce: Brunisława Kot, Fantazja (2012),

Tekst wg edycji XIX-wiecznej. Zachowano oryginalną pisownię

Copyright © 2019 by Wydawnictwo „Armoryka”

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

e-mail:[email protected]

Ksiądz Karol Surowiecki

Rozdział I.

W czasach górującego u nas niedowiarstwa i najczynniejszej propagandy wolnomularskiej, jako jedyny prawie obrońca wiary na polu piśmienniczym, występuje ks. Karol Surowiecki (Ks. Łuskina, walczący przeciw niedowiarkom w swej gazecie, zawód swój skończył w pierwszych latach literackiej działalności ks. Surowieckiego. Polemiczne też prace ks. W. Skarszewskiego poprzedziły jego wystąpienie), a zasługa prac jego apologetycznych tym jest większa, że walka między wiarą a niewiarą w bardzo nierównych odbywała się wówczas warunkach. Po stronie filozofizmu wolteriańskiego, stali znakomici w narodzie mężowie, po tej stronie były namiętności polityczne, marzenia i nadzieje reformy, a co więcej, po tej stronie była moda, tak zawsze potężna w tych klasach społeczeństwa, które się do oświeconych chcą zaliczać. Wiara miała za sobą głos przeszłości, doświadczenie wieków, miała wierzącą masę ludu, a nade wszystko miała siłę prawdy; ale głos przeszłości mało był słuchanym wśród burz miotających wówczas społeczeństwem, masy zawsze bierne, a do tego mniej niż dzisiaj oświecone, nie mogły mieć znaczenia w tej walce a działanie najsilniejszej potęgi, prawdy, było utrudnione, bo dobijający się ustawicznie panowania filozofizm, zamykał jej usta, a jeżeli zamknąć zupełnie nie zdołał, to przynajmniej rozchodzenie się jej głosu w przeróżny sposób utrudzał. ˝Wszystko cokolwiek upodobało się liberalnej niedowiarków fantazji wybluzgać przeciw Bosko-Chrystusowej religii, publicznie, i pośród dnia wychodziło spod prasy; skoro zaś na obronę tejże religii, końcem zrefutowania dzikich sofizmów i zawstydzenia złośliwych potwarzy, chciał pisarz chrześcijański przemówić do narodu, trzeba mu było, albo w nocnych ciemnościach, albo w podziemnych lochach szukać, żebrać i przepłacać drukarnię˝. (‘Tłumaczenie tajemnic nowej wiary’. Warszawa 1822, str. 1). Tak mówi ks. Surowiecki, dobry świadek, bo z własnego doświadczenia mówiący. Wszystkie prawie jego książki, pisane w obronie wiary i porządku społecznego, drukowały się tajemnie, jakby jakie przewrotne rewolucyjne pamflety. Tajemnica jednak nie mogła być tak ścisła, aby osłaniała autora; posługiwała ona tylko do wydania i rozszerzenia prac jego. Ks. Surowiecki okrzyczany był u przeciwników, jako fanatyczny i grubiański pisarz, i dlatego wystawiony na pociski i przekąsy liczne, niekiedy bardzo dotkliwe, które jednak nie zdołały mu wytrącić z ręki pióra, raz wziętego dla obrony wiary i Kościoła. Nikt też pewno nie odmówi ks. Surowieckiemu żarliwej i wytrwałej odwagi w polemice; owszem dosyć powszechnie zarzucają mu, że w swej żarliwości zachodził za daleko, bo aż do grubiaństwa. Nie myślimy przeczyć, że w rzeczy samej tak było; przyznajemy, że polemika jego wiele na tym traciła, ale nawet ta wada nie zdołała przyćmić jasnej strony prac jego. Razić mogą jego wyrażenia wcale nie wyszukane, jakimi traktuje swoich przeciwników, jego dowcipy, zanadto niekiedy rubaszne, jakimi ich chłoszcze, ale przyznać mu koniecznie należy siłę rozumowania, bystrość myśli, znajomość rzeczy, wyrazistość i dosadność słowa. Zbyt energiczne jego inwektywy, tłumaczą się w części żywością charakteru, ale nierównie więcej okolicznościami czasowymi. Niewiara występowała bardzo butnie; paradowała w rozprawach zebrań publicznych, w salonach, w literaturze, część nawet duchowieństwa w swoje uwikłała sieci, lub też na sprawę wiary zobojętniła. Duch lekceważenia religii, tak dalece się wzmógł, że w kościołach nawet pokazywać się zuchwale nie wahał (˝Wszak mi nikt nie zarzuci kłamstwa, pisze ks. Surowiecki w Pythonie (str. 205), gdy powiem, że tu w Warszawie pod teraźniejszą datą prawie jedno znaczą kościoły co szynkownie, kawiarnie, traktiernie, austerie: Wolno w nich jeść, pić, błaznować, świstać i jeszcze coś więcej...˝.). Wobec takiego stanu rzeczy, wyzywany nadto ostrym i grubym przeciwników tonem, nie dziw, że i nasz apologeta przemówił częstokroć gwałtowniej, niż na to pozwalają prawa publicznego słowa. Dla tych to przyczyn nie uważał on sobie tego wcale za wadę; owszem sądził się być nie tylko w prawie, ale w obowiązku jak najsurowszego traktowania tych, którzy najświętsze rzeczy bezcześcili: ˝Przestrzegł mnie, pisze on w jednym z dzieł swoich (‘Odpowiedź na zagęszczone dziś między ludźmi pytanie: co się dziś dzieje’ itd., str. 468.), poufały przyjaciel, któremu powierzyłem mój rękopism, że nasi olbrzymowie, nie przestając na wzgardzie i szyderstwach, będą podobno gniewali się na mnie i za to, iż puściwszy na bok politykę wieku, mniej grzecznie ich traktowałem w nadarzonych z nimi rozprawach. Zadziwiła mnie ta niespodziana remonstracja i rzekłem: co mówisz przyjacielu! a wszakże tych samych ichmościów ma wiek dzisiejszy za autorów ludzkości, grzeczności i wszystkich tonów edukacji, która nas, niegdyś barbarzyńców, postawiła na stopniu aktualnej oświaty; od nich więc powinniśmy się uczyć terminologii, ich naśladować frazesa, i formuły ich komplementów wyżej nad teksta cyceronowe taksować. Mnie, staroświeckiego prostaka, pokusiła ambicja, żeby też przecież, choć za wszystkimi zacząć szlifować język z reguł tej nowomodnej polityki. Otóż czytając drogie dzieła wspomnionych oświecicielów grubiańskiego świata, nawykłem z ich łaski dosyć delikatnych wyrazów˝. Wymieniwszy tu wyrazy, jakimi bezbożnicy ówcześni nazywać się ośmielali Zbawiciela, Apostołów i Ojców świętych, dodaje ˝jakimże tedy prawem, mogliby mi mieć za złe, gdy stosowne do tonów własnego ich słownika, nadałem im tytuły˝. ˝Nie pokazałby się z roztropnością, kto dzikiego borowca chciałby traktować, w tonach cywilnej edukacji, tak ani ten, który szarlatanowi grającemu rolę filozofskiego pisarza, świadczyłby należne rozumnemu autorowi honory˝ (‘Kommentarz, czyli wykład nowej księgi objawień’, str. 158, 159). ˝Nigdy więc nie wytargują ze mnie, pisze gdzieindziej (‘Wolter między prorokami’, str. 416), mniemani filozofowie i materialistowie dzisiejsi, żebym na nich spojrzał wesołym okiem, dopóki są takimi. Za każdą owszem razą wydarzonej z nimi rozprawy, będę się przykładem Dawida protestował przed Bogiem. ‘Qui oderunt te Domine oderam, et super inimicos tuos tabescebam. Panie! gniewam się na Twoich bluźnierców i usycham z gorliwości o krzywdę Twego Najświętszego Imienia’ (Ps. 138, w. 21). Dołożę jednak do takiej protestacji słowa następującego wierszyka, tegoż ukoronowanego proroka: Perfecto odio oderam eos. Doskonałą, świętą i niewinną zawziętością oddycha moje serce przeciw tym bezbożnikom, bo nie gniewam się na ich osoby, które Ty Boże kazałeś kochać, lecz nienawidzę świętokradzkiego zuchwalstwa i wściekłej zażartości, z którą Cię prześladując, starają się świat cały zapalić do podobnej przeciw Tobie rebelii˝. Na gwałtowność jego słowa wpływało nie tylko oburzenie na bezwstyd niewiary, ale nadto i przerażenie wobec jej postępów, wielkich klęsk Kościoła i straszliwszych jeszcze katastrof, jakie za nader już bliskie dla świata Chrystusowego uważał.

Szczegółów biograficznych z życia ks. Surowieckiego nie znamy wiele; zostało ich tyle, ile zwykle zostaje po pokornym zakonniku; ale za to zostało po nim dosyć dzieł, dosyć owoców pracowicie spędzonego żywota; dzieła te jednak bez nazwiska autora tajemnie drukowane, a przy tym niszczone przez przeciwników, należą dzisiaj w pewnej części do rzadkości bibliograficznych, i dlatego szerzej się nad nimi rozpiszemy, podając charakterystyczniejsze z prac jego wyjątki. Tym sposobem przypomnimy pamięci katolików niewiele znanego, niekiedy zbyt lekko traktowanego, a jednak wielce zasłużonego w Kościele naszym męża.

Ks. Karol Surowiecki, urodził się 1754 roku d. 4 lutego (datę tę, również jak niektóre szczegóły biograficzne, wzięliśmy z niewydanej drukiem Mowy ks. Feliksa Jarońskiego, kan. metrop. warsz. Pan F. M. S. w Encyklopedii podaje urodzenie ks. Surowieckiego na rok 1750) pod Gnieznem, z pobożnych katolickich rodziców. Pierwsze nauki pobierał w szkołach poznańskich. Ks. Jaroński chwali go, że był chłopcem pilnym, zdolnym, i pomimo żywego temperamentu, pobożnym. Sam też o sobie wspomina, że nauczyciele surowo go prowadzili drogą cnoty: ˝Moi niegdyś nauczyciele, mówi on, pełni pobożności i życia przykładnego kapłani, zasadzali całą szkolną budowę na gruncie bojaźni Bożej i cnoty chrześcijańskiej, stosownie do onej najdroższej mędrca religijnego przestrogi: initium sapientiae timor Domini. Moi nauczyciele, przed każdą lekcją kazali mi klęknąć, ręce złożyć, wzywać pomocy Ducha Najświętszego, opieki Maryi, protekcji świętych Patronów i sami tak robili. Moi nauczyciele po ukończonej lekcji rannej, prowadzili mnie codziennie do kościoła, i tam, pomimo reklamacji żywego temperamentu, musiałem z najsurowszą skromnością, tak oczów jak języka, modląc się, przyklękając i całując ziemię, słuchać Mszy świętej, prócz tej, której już wysłuchałem pod imieniem prymarii. Moi nauczyciele przepisywali mi miesięczne spowiedzi i Komunie; zakładali dla mnie kongregacje i wciągali mnie do listy pobożnych sodalisów; prawili mi ascetyczne egzorty i gorliwe kazania. Cóż więcej? Moi nauczyciele odprawiali ze mną duchowne egzamina i rekolekcyjne ćwiczenia, wymierzali wszystkie moje zaszkolne fizyczne i obyczajne kroki, jeżeli nie przez siebie, to przez swych subalternów; oni widzieli, jak się sprawuję na ulicy; oni patrzali jak się zachowuję w stancji; oni widzieli, na czym pędzę godziny; oni słyszeli, z czym się wygaduję w kompanii. Do śmierci nie zapomnę batów, które mi jeden z nich odrachował za pusty żarcik, rzucony między czeladź domową. Takimi byli dla mnie moi najprzewielebniejsi szkolni mistrzowie˝ (przypisek do książki, pod tytułem: ‘Cudowny schyłek osiemnastego wieku’, str. 78, 79). Takie wspomnienie dobrze maluje i szkołę, w jakiej się wychował ks. Surowiecki i jego religijną a wdzięczną duszę. Skończywszy szkołę poznańską w szesnastym roku życia, 1768 r., idąc za wewnętrznym serca pociągiem, wstąpił do zakonu XX. Franciszkanów. Po ukończeniu studiów, został lektorem filozofii; był to dla niego czas usilnej pracy umysłowej, której bujne owoce wkrótce okazać się miały. Roku 1786 przeszedł do zakonu OO. Reformatów, dla surowszej ich reguły (Podług opowiadania jednego z uczniów ks. Surowieckiego, ks. K. podaje w ‘Przeglądzie Katolickim’ z roku 1867 str. 143, anegdotę, mającą wyjaśniać powód tego przejścia do Reformatów. Anegdota ta niesie, że na jednej z dysput, jakie dawnym obyczajem scholastycznym, wówczas się jeszcze uroczyście odbywały, Reformaci przedysputowali Franciszkanów; młody lektor franciszkański wziął to bardzo do serca; a zmiarkowawszy, że nauki wyżej stoją u zwycięskich Reformatów, przeszedł do ich zakonu. Przeciwko tej anegdocie, pozwalamy sobie zrobić uwagę, że dziwnym się wydaje, aby taki człowiek, jak ks. Surowiecki dopiero z dysputy jednej miał się dowiedzieć, gdzie jaki stan jest nauk, a dziwniejszym jeszcze, aby na mocy tak doraźnego sądu zmieniał regułę zakonną. Wprawdzie ks. Surowiecki był temperamentu żywego, ale ten swój temperament trzymał pod surową dyscypliną moralną i nie pozwalał sobie na żadne w życiu kapryśne wybryki. Ks. Jaroński świadczy wyraźnie, że jedynie z gorącej pobożności zmienił regułę). Pobożność jego, pokora i pracowitość budowała wszystkich braci. Odznaczywszy się jako kaznodzieja w Kaliszu, gdzie obowiązek ten spełniał przez dwa lata, wysłany został na kaznodzieję do Warszawy, właśnie w czasie sejmu czteroletniego. Człowiek żywej i gorącej wiary, stanął tu oko w oko z przedstawicielami niedowiarczego filozofizmu, bo właśnie była to chwila, w której mądrość zagraniczna wystąpiła głośniej i na szerszej scenie. I słowem więc żywym i pisanym, ks. Surowiecki uderzył na obłęd czasu. Kazania jego ściągały tłumy ludu do kościoła; korzystali jedni, gorszyli się drudzy: gorszyli się zwolennicy tych teorii, przeciwko którym powstawał kaznodzieja, a że byli potężni i liczni, więc groźbami swymi wymogli na przełożonych zakonu, że kaznodzieja zamilknąć musiał. Ale więcej jeszcze niż kazania mnożyły mu nieprzyjaciół jego dzieła, bo choć wydawał je bezimiennie, fama niosła kto ich autorem.

Roiły się wówczas projekty reformy; kto się czuł na siłach do pióra, a kogo rzecz publiczna bliżej zajmowała, lub też kto z tego tytułu rozgłosu szukał, albo interesów swoich patrzał, drukował swoje plany zaradzenia potrzebom krajowym; rozumie się, że przy powszechnych reformach nie pomijano też i duchowieństwa, a przy francuskim nastroju umysłów, najczęściej w duchu ówczesnych koryfeuszów filozofii i reformatorów świata traktowano kwestie religijne. Jednym z takich planistów był bezimienny autor broszury pt. ‘Cygan cnotliwy gandziarą [tj. batogiem, batem, laską – przyp.],  prawdy nieład chłoszczący’ (bez miejsca i roku wydania str. 87 w 8-ce); radzi on sejmującym stanom zreformowanie duchowieństwa przez ustawę sejmową, a potrzebę projektowanej przez siebie reformy popiera po większej części oszczerstwem. Ujął się za duchowieństwem jakiś dobry katolik, w broszurze wyszłej na początku 1792, pt. ‘Gandziara prawdy niecnotliwego cygana chłoszcząca’ (przez J. N. P. P. S. str. 142 w 8-ce w drukarni korpusu kadetów): ale dobrym chęciom autora nie wszędzie odpowiadało dzieło; nie było też ono tak poczytne jak broszurka przeciwnika. Wystąpił więc i ks. Surowiecki na cygana, jako ksiądz z kropidłem (‘Ksiądz z kropidłem na cygana z gandziarą’. W Warszawie. Nakładem i drukiem Zawadzkiego. Bez daty, wiadomo jednak, że drukowano 1792 r.). Mała ta książeczka, napisana z wielkim życiem, jest energicznym odparciem zarzutów przeciwko duchowieństwu stawianych. Poza planami reformatorskimi, pozorowanymi względem dobra publicznego, widzi ks. Surowiecki w przeciwniku swoim pragnienie przede wszystkim upadku Kościoła i ruiny religii. Z początku zaraz swej rzeczy wystawia to autor, wskazując na żywy przykład tego, co się wówczas działo we Francji: ˝Francuską anarchię, pisze, zaszczepić w Polsce, ten jest zamiar cygańskiego propagandystów bractwa: o tym oni naradzają się w schadzkach swoich, tym w publicznych dyskusjach z pogorszeniem pluskają. Dość na tym, że francuskiej wariacji, najwyższy przypisują rozum; dość, że paryskie szaleństwo w najgłośniejszych uwielbiają okrzykach. I już by oni dawno dokazali swego, tylko że naród polski w stanach poniższych, bez których trudno to zrobić, będąc przyprostszy i uprzedzony świętym fanatyzmem Chrystusowej religii, jeszcze nie pojął pseudo-filozoficznych sentymentów wielkiego ewangelisty cygańskiego, Woltera. Przyzna mi prawdę, kto zna rzeczy stosunek. Dopóki nie zrozumie chłopek i mieszczanin polski, co to jest po francusku człowiek? jakie jego prawa i przywileje? co to jest po francusku religia? jakie jej znaczenie? co to jest po francusku ksiądz i zakonnik? jaki ich stan? jaki charakter? jaka profesja? dopóty nigdy im nie pomieści się w głowach francuska wariacja; nigdy do francuskiej utrapionej swobody nie pokusi ich chętka˝. Wśród powszechnego zamętu pojęć, przestrzega, aby nie dotykano podstawy bytu społecznego: ˝Religia i na niej ugruntowana moralność, jest to ogniwo, które wiąże obywatela w porządek politycznej hierarchii; jest to reguła, która utrzymuje sprawiedliwość, wierność, pokój, zgodę, miłość i jedność we wszystkich społeczeństwach towarzystwa ludzkiego. Cóż tedy? Więc ona jedna jest fundamentem, na którym jak zasadzają się trony, tak całe dobro polityczne i szczęśliwość republikańska polega. Jakaż konkluzja? Dajmy skruszyć ogniwo, rozerwie się łańcuch; pozwólmy skasować regułę, babilońskie zamieszanie nastąpi; dopuśćmy fundamentu poruszyć, cała szczęścia politycznego budowa okaże się w gruzach˝.

W