Wydawca: Videograf Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Kryptonim 333. Internowanie Lecha Wałęsy w raportach funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu ebook

Tomasz Kozłowski, Grzegorz Majchrzak

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 283 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kryptonim 333. Internowanie Lecha Wałęsy w raportach funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu - Tomasz Kozłowski, Grzegorz Majchrzak

Napisana na podstawie materiałów IPN książka odsłania kulisy internowania przywódcy Solidarności i weryfikuje narosłe wokół tego wydarzenia legendy, plotki, przekłamania. Wgląd w zapiski towarzyszących przewodniczącemu na co dzień borowców to wyjątkowa okazja, by poznać nieznane, czasami sensacyjne informacje o Lechu Wałęsie, jego zaskakujące, a nawet szokujące wypowiedzi na temat innych liderów związkowych, np. Anny Walentynowicz czy Tadeusza Mazowieckiego. Raporty BOR są dzisiaj najpełniejszym, chociaż nie jedynym źródłem wiedzy na temat internowania Wałęsy, jego dnia codziennego, trosk i nastrojów. Poza wielką polityką możemy w nich przeczytać między innymi o tym: w jakich warunkach przebywał przewodniczący Solidarności, w jaki sposób spędzał wolny czas, jak wyglądała jego codzienna rutyna, jakie były jego relacje z pilnującymi go funkcjonariuszami oraz odwiedzającymi go gośćmi (najbliższą rodziną, przedstawicielami Kościoła katolickiego i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża).

Opinie o ebooku Kryptonim 333. Internowanie Lecha Wałęsy w raportach funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu - Tomasz Kozłowski, Grzegorz Majchrzak

Fragment ebooka Kryptonim 333. Internowanie Lecha Wałęsy w raportach funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu - Tomasz Kozłowski, Grzegorz Majchrzak

Redakcja

Anna Sakiewicz

Redakcja techniczna, skład, łamanie i opracowanie wersji elektronicznej

Grzegorz Bociek

Korekta

Urszula Bańcerek

Zdjęcie na okładce

©PAP/Ireneusz Radkiewicz

Zdjęcia na stronach:

6 – © EAST NEWS/SIPA PRESS Polska

42 – © Wojciech Łaski/EAST NEWS

43 – © Włodzimierz Wasyluk/REPORTER

Wydanie I, Chorzów 2013

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

Aleja Harcerska 3c, 41-500 Chorzów

tel. 32-348-31-33, 32-348-31-35

fax 32-348-31-25

office@videograf.pl

www.videograf.pl

Dystrybucja wersji drukowanej: DICTUM Sp. zo.o.

01-942 Warszawa, ul. Kabaretowa 21

tel. 22-663-98-13, fax 22-663-98-12

dystrybucja@dictum.pl

www.dictum.pl

© Wydawnictwa Videograf SA, Chorzów 2012

ISBN 978-83-7835-158-0

Lech Wałęsa w Arłamowie. Zdjęcie zrobił w czasie wizyty jego brat Stanisław.

Wstęp

Oddajemy w Państwa ręce tom dokumentów dotyczących internowania Lecha Wałęsy widzianego oczami tych, którzy towarzyszyli mu wówczas na co dzień – funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Ta wyjątkowa książka ukazuje prawie rok z życia Lecha Wałęsy, przedstawiony z perspektywy pilnujących go osób, które nadały mu kryptonim „333”.

Zatrzymanie

Pierwszej nocy stanu wojennego internowano blisko 3,2 tys. osób1. Zatrzymania miały nieraz dramatyczny przebieg – zdarzało się, iż funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa wyważali łomami drzwi do mieszkań, bili zatrzymanych na oczach ich rodzin, zakuwali w kajdanki i wyprowadzali na mróz bez zimowych ubrań. Niekiedy wolności pozbawiano oboje małżonków, którzy obawiali się nie tylko o los swój, ale także swoich, pozostawionych bez opieki dzieci. Zatrzymani byli wywożeni w nieznanym kierunku, dlatego wielu z nich przypuszczało, iż kieruje się ich na zsyłkę do Związku Radzieckiego.

Lecha Wałęsę, jako przewodniczącego NSZZ Solidarność, potraktowano lepiej niż wielu innych działaczy związkowych. Podobnie jak grupa byłych przywódców PRL, z pełniącym do 1980 r. funkcję I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Edwardem Gierkiem na czele, został uznany (jako przewodniczący związku zawodowego) za osobę pełniącą „kierownicze stanowisko w państwie”. Choć Wałęsa nie chciał opuścić mieszkania, to jednak nikt nie odważył się wyważyć drzwi. Na polecenie władz interweniować w tej sprawie musieli TadeuszFiszbach (I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku) oraz TadeuszKołodziejski (wojewoda gdański).Fiszbach, który zadzwonił do wicepremiera Mieczysława Rakowskiego2z pytaniem, czy naprawdę ma skłonić przewodniczącego Solidarności do oddania się w ręce funkcjonariuszy, usłyszał: „Wiesz, co to rozkaz i co oznacza niewykonanie go w stanie wojennym”.Kołodziejski wspominał, że w bloku Wałęsy „cała klatka schodowa była zatłoczona zomowcami, a przed drzwiami stało kilku ludzi z łomami przygotowanymi do wyważenia drzwi. Wałęsa wpuścił tylko nas. Nie mieliśmy żadnego mandatu do prowadzenia rozmów, tylko polecenie, żeby skłonić go do przyjazdu. Trwało to do godz. 5 rano”3.

Lech Wałęsa został zawieziony na lotnisko, skąd przetransportowano go do stolicy, a następnie został przewieziony do Chylic koło Warszawy. Spędził tam zaledwie dwa dni i 15 grudnia 1981 r. został przeniesiony do Otwocka – tym razem na dłużej, bo do 11 maja 1982 r. Tego dnia został przewieziony do Arłamowa, gdzie przebywał najdłużej – do 13 listopada 1982 r.

Internowanie na wyjątkowych warunkach

Przewodniczący Solidarności został potraktowany w sposób wyjątkowy. Początkowo nie był nawet formalnie internowany – decyzję o internowaniu wręczono mu dopiero 26 stycznia 1982 r. Do tego czasu był traktowany jako, jak to eufemistycznie określano, „gość rządu”4. Jak informował 13 grudnia 1981 r., na podstawie rozmowy z Józefem Czyrkiem, ambasador NRD w Warszawie, Horst Neubauer: „Wałęsy nie internowano. Został on poproszony przez wojewodę, aby udał się na rozmowę z ministrem Cioskiem, w zależności od [jego] postawy [nastąpią] spotkania na wyższym i najwyższym stopniu”5.

Wałęsa pilnowany był przez funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu, którym w związku z wprowadzeniem stanu wojennego powierzono nowe obowiązki. Po 13 grudnia m.in. wzmocnili oni ochronę osobistą członka Biura Politycznego KC PZPR Stefana Olszowskiego6 (zaliczanego do tzw. betonu partyjnego) – w związku z otrzymywanymi przez niego pogróżkami – czy też zostali oddelegowani do Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej przy ulicy Puławskiej w Warszawie. Funkcjonariusze BOR zostali także skierowani do zatrzymania i internowania 36 osób z byłego kierownictwa partyjno-państwowego (w tym Edwarda Gierka) oraz „ochrony” internowanych przywódców NSZZ Solidarność i NSZZ Solidarność Rolników Indywidualnych. Za to ostatnie zadanie odpowiadała Samodzielna Grupa Operacyjna BOR, której pełnego składu niestety nie znamy. W ramach „ochrony” internowanych funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu współpracowali z Gabinetem Ministra Spraw Wewnętrznych, a przede wszystkim z Dowództwem Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych MSW, którego żołnierze odpowiadali za zabezpieczenie zewnętrzne miejsc internowania7.

Warunki, w których przetrzymywano Wałęsę, były o wiele lepsze niż w przypadku innych internowanych działaczy związku. Osadzano go w luksusowych ośrodkach rządowych, zapewniano mu dobre wyżywienie, dostęp do alkoholu i papierosów, możliwość spokojnego spędzania wolnego czasu (gry w tenisa stołowego czy – okresowo – łowienia ryb). Pozwalano na częstsze niż w przypadku innych internowanych odwiedziny, głównie rodziny oraz duchownych.

Była to część świadomie obranej taktyki władz, w myśl której traktowano internowanych wzróżnicowany sposób. Zdecydowanie lepiej niż z pozostałymi obchodzono się z częścią intelektualistów, artystów, naukowców i pisarzy, którzy znaleźli się w ośrodku odosobnienia w Jaworzu, zlokalizowanym w wojskowym domu wypoczynkowym. Mogli oni swobodnie poruszać się pomiędzy pokojami, otrzymywali przyzwoite posiłki, mieli możliwość kontynuowania pracy naukowej, organizowania odczytów, seminariów, lektoratów językowych czy wieczorków poetyckich. Takich warunków nie miało wielu „przeciętnych” internowanych, którzy zostali umieszczeni w jednostkach należących do Centralnego Zarządu Zakładów Karnych i którzy poddani byli – niekiedy lekko osłabionym – więziennym rygorom. Ze względu na gorszy stan zdrowia lub po uwzględnieniu czynników takich jak np. „pozycja w środowisku”8zdarzały się także przypadki przenoszenia internowanych do miejsc gwarantujących lepsze warunki.

Z czego wynikała ta wyjątkowa sytuacja Lecha Wałęsy? Władze PRL zamierzały wykorzystać osobę przewodniczącego Solidarności do realizowania własnych zamierzeń. Planowano, że w pierwszych dniach stanu wojennego wystąpi on przed kamerami telewizyjnymi, jednak zamiarów tych nie zrealizowano. Poza tym związek, na czele którego stał Lech Wałęsa, nie został po 13 grudnia 1981 r. rozwiązany, a jedynie czasowo zawieszony. Było to związane z planami „odbudowy” NSZZ Solidarność jako organizacji kontrolowanej przez władze9. Jeszcze w 1981 r. rozpoczęto przygotowania do operacji, która miała polegać na usunięciu z kierownictwa związku osób uważanych przez władze za najbardziej radykalne (określanych mianem „ekstremy”) i zastąpieniu ich działaczami bardziej skłonnymi do ustępstw, „politycznie pewnymi” oraz tajnymi współpracownikami SB. Za najkorzystniejszą uznano rekonstrukcję „na zasadach branżowo-terytorialnych”. Według tej koncepcji odbudowana NSZZ Solidarność (nazwę planowano zachować) miałaby charakter branżowy. Planowano podział związku zgodny z podziałem terytorialnym kraju z zarządami głównymi wwojewództwach. Siedziba centrali, co znamienne, miała mieścić się nie w Gdańsku, lecz w Warszawie10.

Takie rozwiązanie uznali za celowe podczas posiedzenia Sekretariatu Komitetu Centralnego PZPR w dniu 19 grudnia 1981 r. nawet przedstawiciele partyjnego „betonu”, np. członek Biura Politycznego i były minister spraw wewnętrznych, Mirosław Milewski, który tłumaczył, że: „w »Solidarności« jest ekstrema, ale i robotniczy nurt – potencjalny sojusznik na przyszłość (…) [należy] myśleć, żeby przyszła »Solidarność« wspierała nas”11.

Aby „odbudowanej” NSZZ Solidarność nadać pozory wiarygodności, potrzebny był Lech Wałęsa. Każda inna kandydatura na stanowisko przewodniczącego oznaczałaby mniejsze szanse na powodzenie całej operacji. Podobną strategię władze planowały zastosować także w stosunku do NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność. Jej przewodniczący – Jan Kułaj12– także był internowany w wyjątkowych warunkach (jak to określił członek Biura Politycznego KC PZPR, KazimierzBarcikowski13: „na warunkach Wałęsy”)14.

Jednak niezależnie od warunków, w jakich przetrzymywano Wałęsę, faktem jest, iż był on uwięziony. Była to dramatyczna zmiana w jego życiu – z jednej z najważniejszych osób w kraju, przywódcy blisko dziesięciomilionowego związku zawodowego stał się samotnym więźniem, izolowanym od współpracowników oraz doradców, w znacznym stopniu odciętym od rzetelnych informacji o tym, co się dzieje na zewnątrz.

Z jednej strony starano się zdobyć przychylność Wałęsy, umieszczając go w luksusowych warunkach, z drugiej zaś – dbano o to, aby dostęp do niego mieli tylko ludzie władzy (m.in. wicepremier Mieczysław Rakowski, minister ds. współpracy ze związkami zawodowymi Stanisław Ciosek15 czy były dowódca z okresu służby wojskowej, pułkownik Władysław Iwaniec16), księża (kapelan Solidarności, ks. Henryk Jankowski17 czy ks. Alojzy Orszulik18) oraz rodzina. Podobnie jak Kułaj Wałęsa również był izolowany od pozostałych internowanych związkowców (były to jedyne dwa takie przypadki spośród wszystkich internowanych).

Rozmowy z Lechem Wałęsą na temat roli, którą miał odegrać w nowej sytuacji, rozpoczęły się bardzo szybko, praktycznie natychmiast po przewiezieniu przewodniczącego Solidarności do Chylic. Przywitał go tam minister Stanisław Ciosek, który „zaproponował krótki odpoczynek, a następnie zaprosił [Wałęsę] na herbatę”19. Początkowo, jak relacjonował na posiedzeniu Biura Politycznego w dniu 13 grudnia Ciosek, przewodniczący Solidarności zdawał się być spolegliwy i skłonny do daleko idącej współpracy, łącznie z wydaniem oświadczenia dla uspokojenia nastrojów i ewentualną kooperacją przy planowaniu kształtu przyszłego związku20. Ciosek poinformował członków Biura Politycznego KC PZPR o treści prowadzonych rozmów. Według niego Wałęsa „powiedział, że jeśli władza zapewni społeczeństwu żywność, to opanuje sytuację. Lech Wałęsa dał pełne poparcie dla tych rozwiązań, stwierdzając, że Solidarność poszła za daleko. Można było zatrzymać się. Krytycznie wypowiadał się o działaczach, o społeczeństwie. W Radomiu nie miał innego wyjścia, jak tylko wystąpić ostro. Ucieszył się z aresztowania Gierka. Wystąpienie gen. Jaruzelskiego21 zrobiło na nim duże wrażenie, powiedział, że je poprze. Stwierdził, że jeśli nie pójdziemy drogą odnowy, to za pięć lat poleje się krew, że jest żołnierzem i wykonuje rozkazy. Uważa, że na czele »Solidarności« powinien stanąć nowy człowiek. Zaproponuje i przeprowadzi wybór nowego kandydata na przewodniczącego. Chciałby rozmawiać z prymasem. Uważa, iż powinniśmy wypuścić internowanych, po złożeniu przez nich deklaracji lojalności. Rozważa możliwość zwołania Prezydium K[rajowej] K[omisji] P[orozumiewawczej]”22.

Wałęsa bez doradców

Przewodniczący Solidarności zdawał sobie sprawę, że do prowadzenia negocjacji z przedstawicielami władz PRL potrzebna mu będzie pomoc doradców. Dlatego też od początku swojego internowania jako jeden z warunków podjęcia wstępnych rozmów stawiał zwolnienie z internowania Bronisława Geremka23 i Tadeusza Mazowieckiego24. Wałęsa znał ich od czasu, kiedy wspomagali go swoją radą w czasie strajku w Stoczni Gdańskiej, w sierpniu 1980 r. Jak wspominał w 1987 r. Andrzej Celiński25, pełniący w latach 1980–1981 funkcję szefa gabinetu przewodniczącego Solidarności: „tak naprawdę mózgiem przy Wałęsie byli Geremek i Mazowiecki”, dopiero potem byli inni doradcy: „częściowo – bo za rzadko bywał – mec. [Wiesław] Chrzanowski, częściowo [Władysław] Siła-Nowicki26, bo Wałęsa odrobinę go lekceważył”27. To właśnie przebywających na wolności, wspomnianych Siłę-Nowickiego i Chrzanowskiego, a także Jana Olszewskiego władze oraz strona kościelna widziały w roli doradców internowanego Wałęsy28. Wszyscy oni byli związani z Kościołem, a władze słusznie zaliczały ich do „umiarkowanych doradców Solidarności”29. Wałęsa obstawał jednak przy Geremku i Mazowieckim. W marcu 1982 r. ks. Henryk Jankowski mówił funkcjonariuszowi BOR: „Tłumaczę mu [Wałęsie] ciągle, że z pewnych doradców, których sobie sam wybrał, musi zrezygnować i powinien się zgodzić na tych, których akceptuje rząd”30.

Kwestia doradców była poważnym problemem. Mówił o tym m.in. arcybiskup Bronisław Dąbrowski31, który w czerwcu 1982 r. tłumaczył delegacji rządowej przyczyny problemów w rozmowach z przewodniczącym Solidarności: „Wałęsie trzeba było dodać ludzi inteligentnych. Dawaliśmy propozycję w tej sprawie, ale jej nie przyjęto”. Barcikowski odpowiedział na to, że przywódca Solidarności domagał się „tych samych osób (Geremek, Mazowiecki etc.)”. Na co z kolei abp. Dąbrowski stwierdził, iż Wałęsa „nie godził się i na naszych. A brak mu inteligencji, by sam coś sformułował”32. Najostrzej w styczniu 1982 r. sprawę tę postawił kierownik Urzędu ds. Wyznań, Jerzy Kuberski: „Wałęsa bez doradców nie istnieje”. Przewodniczącego Solidarności bronił wtedy ks. Alojzy Orszulik: „Bo jest jak w złotej klatce. Rozmawialiśmy z nim, ma realne idee, które doradcy pomogą mu spisać”33.

Warunki podjęcia rozmów między Wałęsą, Kościołem i władzami

Niezależnie od kwestii doradców Wałęsa był przekonany o potrzebie negocjacji w celu zakończenia stanu wojennego i wznowienia przez Solidarność działalności. Jednak po zastrzeleniu 9 i ranieniu ponad 20 strajkujących górników w kopalni „Wujek” (16 grudnia 1981 r.) zradykalizował swe stanowisko. Stwierdził, że z „bandytami” nie będzie rozmawiał, i że w zaistniałej sytuacji „rozmowy są potrzebne partii, a nie nam”. Jednocześnie zapowiedział, że negocjacje z władzami może prowadzić w przyszłości tylko, jeśli zostaną spełnione określone warunki: za poręczeniem Kościoła rozmowy miały być przeniesione na neutralny grunt, sam Wałęsa miał zostać zwolniony i być w stałym kontakcie z członkami Prezydium Komisji Krajowej Solidarności oraz doradcami34.

Kościół, jako potencjalny pośrednik w negocjacjach, zaakceptował warunki nakreślone przez przewodniczącego Solidarności, zwłaszcza że były one zgodne z duchem ogłoszonego Komunikatu z posiedzenia Rady Głównej Episkopatu Polski z 15 grudnia 1981 r.35 Biskup Dąbrowski i ksiądz Orszulik przekazali władzom warunki Wałęsy. Jednocześnie postulowali zaangażowanie Kościoła w proces poszukiwania porozumienia: „Jest to ostatnia szansa, której nie należy zmarnować” – tłumaczył ks. Orszulik36. Hierarchom zależało na znalezieniu jakiegoś kompromisu między władzami a związkiem. Z punktu widzenia Kościoła jego brak mógł prowadzić do radykalizacji podziemnej Solidarności i dalszej eskalacji konfliktu, grożącego rozlewem krwi. Wydaje się, że dla strony kościelnej nadrzędną wartością było zawarcie nowej umowy społecznej i uniknięcie tego pesymistycznego scenariusza, a nie ratowanie za wszelką cenę Solidarności.

Na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu 18 stycznia 1982 r. kard. Franciszek Macharski tłumaczył, że „w dalszym ciągu istnieje możliwość konspiracji i możliwość partyzantki jak w Salwadorze. Nie mogę uwolnić się od grozy; do nas wróciło wszystko, co jest na Zachodzie, poza jedną rzeczą – terroryzmem. Nie mogę uwolnić się od poczucia odpowiedzialności za to, co się stało. Nie jest tak dobrze, jak się wydaje. Nie jesteśmy w stanie opanować sumień ludzkich. Z trwogą myślę o tym, co może nastąpić”37. Dostrzegali to członkowie kierownictwa partyjno-rządowego. Kazimierz Barcikowski w rozmowach ze stroną kościelną twierdził, że „problem Wałęsy jest nie mniej kłopotliwy dla was, niż dla nas. Weźcie pod uwagę, że Kościół – i my też – wszystko zawiesił na człowieku, co do którego poziomu możemy mieć wątpliwości”38.

Zainteresowany rozwiązaniem konfliktu Episkopat wplótł przedstawione przez Wałęsę zastrzeżenia w Pro memoria Sekretariatu Episkopatu Polski do rządu z 4 stycznia 1982: „W rozmowach ze strony »Solidarności« mógłby uczestniczyć jedynie jej statutowy organ, jakim jest Prezydium Komisji Krajowej; Rozmowy – dla zapewnienia ich wiarygodności – mogłyby być prowadzone wyłącznie przez osoby pozostające na wolności (…) członkowie Prezydium przebywaliby w określonym obiekcie »kościelnym« lub »neutralnym«; Do rozmów dopuszczeni by zostali eksperci »Solidarności« (…); Minister Spraw Wewnętrznych (…) wyraziłby zgodę na zbieranie się Prezydium i ekspertów w sprawach związanych z prowadzeniem rozmów”39.

Kościół oraz niektórzy ukrywający się członkowie kierownictwa Solidarności (m.in. Zbigniew Bujak40 czy Władysław Frasyniuk41) spodziewali się, że po „pierwszym uderzeniu”, jakim był stan wojenny, będzie musiało dojść do zawarcia jakiegoś porozumienia i odtworzenia związku w zmienionej formie. Podziemne władze – Tymczasowa Komisja Koordynacyjna – oficjalnie zresztą wyartykułowały potrzebę rozmów w oświadczeniu informującym o swoim powstaniu pod koniec kwietnia 1982 r., a bardziej szczegółowo odniesiono się do tej kwestii 9 lipca 1982 r.42 Jednak świadomość, że taki krok będzie konieczny, istniała już wcześniej43, do pewnego stopnia stanowsko TKK było bowiem determinowane oświadczeniem Rady Prymasowskiej.

Według słów wicepremiera Mieczysława Rakowskiego 17 stycznia, w czasie spotkania z ks. Alojzym Orszulikiem Wałęsa miał przekazać oświadczenie na piśmie: „Jestem gotów do rozmów bez wstępnych warunków i na zasadach, jakie ustalą przedstawiciele Rządu i Episkopatu”44. Ksiądz Orszulik na konferencji biskupów ordynariuszy w dniu 19 stycznia 1982 oceniał, że taka deklaracja wytrąca z rąk władzy inicjatywę w organizowaniu neoSolidarności45.

Fiasko negocjacji

Oile w pierwszym okresie stanu wojennego podjęcie negocjacji z Wałęsą wydawało się władzom PRL nieodzowne, to jednak z biegiem czasu pomysł ten zaczął zyskiwać coraz więcej przeciwników wśród rządzących.

Właściwie już od początku w rozwiązaniu kwestii Solidarności rysowała się pewna alternatywa, którą 18 stycznia nakreślił w rozmowach z Episkopatem KazimierzBarcikowski: „Stoimy przed dylematem, który jest trudny i nie rozstrzygnięty: czy wiązać nadzieję zodrodzeniem związku od góry, poza Wałęsą i niektórymi ludźmi z kierownictwa »Solidarności«. Ogromna większość ludzi jest nie do użytku. Zastanawiamy się, czy nie wyjść z inicjatywą odrodzenia związku od dołu, przez organizacje zakładowe, potem organizacje branżowe. Ostatni etap stanowiłoby ustanowienie władz centralnych”46. Jednak jeśli nie od samego początku, to z całą pewnością nader szybko zaczęto z pewną rezerwą podchodzić do koncepcji rozmów z przewodniczącym Solidarności. 6 stycznia 1982 r.Barcikowski tłumaczył przedstawicielom Kościoła: „Straciliśmy sporo czasu na oczekiwanie na zmianę w postawie Wałęsy. Rozmowy z Wałęsą na temat porozumienia narodowego zostały wyhamowane”47. Kilkanaście dni wcześniej, 24 grudnia 1981, członek Biura Politycznego, StefanOlszowski stwierdzał, że należy powołać Trybunał Stanu dla osądzenia byłego kierownictwa PZPR, a „kiedyś trzeba będzie może sądzić i Wałęsę”48. Nawiązywał do kwestii internowanych działaczy PZPR (z Edwardem Gierkiem), którzy mieli być sądzeni za przestępstwa gospodarcze oraz doprowadzenie kraju do kryzysu finansowego. Pomysł postawienia przewodniczącego Solidarności przed podobnym trybunałem podnoszony był przez „beton” partyjny oraz wysokich funkcjonariuszy MSW wielokrotnie49. Być może nie bez wpływu był fakt, że jak określił to minister spraw wewnętrznych, CzesławKiszczak50: „słowa »Solidarność« i »Wałęsa« wywołują dreszcze u tych, gdzie słońce wschodzi”51.

Lech Wałęsa, stawiając wstępne warunki prowadzenia rozmów i uparcie przy nich obstając, stał na drodze do realizacji operacji stworzenia nowej, kontrolowanej przez władze Solidarności. Można domniemywać, że aby zachęcić władze do prowadzenia negocjacji, deklarował daleko idące poparcie dla działań Wojciecha Jaruzelskiego, wolę usunięcia z szeregów związku radykalnych działaczy i chęć kompromisu. Jednak były to deklaracje, za którymi nie szły działania oczekiwane przez przywódców PRL. Już na początku stycznia 1982 r. w ocenie MSW Lech Wałęsa miał zajmować „postawę nie odpowiadającą wymogom koniecznych przemian w związku”52. Nic zatem dziwnego, iż władze powoli zaczęły wycofywać się z pomysłu wykorzystania go do „odbudowy” NSZZ Solidarność i w połowie stycznia wstrzymały rozmowy w tej sprawie, na co zwracał uwagę ks. Alojzy Orszulik53. Z kolei w ocenie historyka Andrzeja Paczkowskiego: „nie później niż w połowie stycznia [1982 r.] decyzje zostały podjęte, a w każdym razie pomysł »odrodzonej« Solidarności spadł na dalsze – lub wręcz dalekie – miejsce w koncepcjach politycznych kierownictwa PZPR”54.

Tymczasem reakcja Lecha Wałęsy była natychmiastowa – ponownie usztywnił on swoje stanowisko. Na odwrocie blankietu decyzji o internowaniu napisał gryps, który przez ks. Henryka Jankowskiego przesłał do internowanych w Białołęce, w tym m.in. do Karola Modzelewskiego55. Według wspomnień Modzelewskiego przewodniczący Solidarności miał napisać: „w tej sytuacji jaka powstała żadne paktowanie nie ma sensu. Ani kroku wstecz, żadnych ustępstw”56.

O ile Wałęsa widział konieczność zmian w Solidarności (również w jej kierownictwie), o tyle konsekwentnie sprzeciwiał się koncepcji władz i nie był skłonny firmować „odbudowanego” przez nią związku. Najdobitniej sformułował swoje stanowisko na początku lutego 1982 r., kiedy to jednego z „ochraniających” go funkcjonariuszy BOR poprosił „o przekazanie, że nie zamierza podjąć działalności związkowej w »nowo« tworzonych związkach zawodowych” oraz że proponuje, aby ich przewodniczącym został „Generał Jaruzelski lub redaktor Rakowski, albo działacz społeczny – minister Ciosek”57.

Co prawda im dłużej Wałęsa był internowany, tym bardziej elastyczny stawał się w rozmowach i stopniowo łagodził swoje stanowisko58. Starał się także wysyłać pozytywne sygnały do władz, akcentując swoje zrozumienie dla wielu podjętych decyzji, m.in. tej o wprowadzeniu stanu wojennego. Świadczą o tym również raporty funkcjonariuszy BOR, w których można przeczytać: „W rozmowie na temat wprowadzenia stanu wojennego powiedział, że wprowadzenie stanu wojennego popiera. Popiera w 90% decyzje gen. [Wojciecha] Jaruzelskiego”59; „[Wałęsa] uważa, że 13 grudnia to było jedyne możliwe i bardzo dobre pociągnięcie gen. [Wojciecha] Jaruzelskiego”60. Niekiedy z ust przewodniczącego Solidarności padały jeszcze ostrzejsze słowa. W lutym 1982 r., w czasie rozmowy z prokuratorem wojskowym Rusiniakiem, jak zanotował jego rozmówca, „dosłownie oznajmił, że »do nikogo z WRON nie ma zastrzeżeń«. Posunięcie W[ojciecha] Jaruzelskiego o wprowadzeniu stanu wojennego było potrzebne do »rozpierdolenia« KPN i KOR”61.

Jednak te deklaracje poparcia rozwiązania siłowego były opatrywane przez przewodniczącego Solidarności komentarzem, iż stan wojenny trwa już za długo itrzeba go jak najszybciej zakończyć. Należy też pamiętać, że Wałęsa wygłaszał tego typu komentarze na potrzeby przywódców PRL. Chciał się zapewne w ten sposób uwiarygodnić jako partner do rozmów, osoba o poglądach umiarkowanych. Przedstawiciele władz zdawali sobie zresztą z tego sprawę. W dziennikach wicepremiera Rakowskiego można przeczytać, iż zgadzał się on z oceną Stanisława Cioska, że Wałęsa oczekuje, iż jego gotowość do kompromisu zostanie doceniona. Jak jednak dodawał, problem polegał na tym, że „obaj z Cioskiem uważamy, iż nie ma pewności, kiedy to, co mówi Wałęsa, jest chytrą taktyką, a kiedy są to rzeczywiste poglądy”62. Obawy Rakowskiego i Cioska co do nieszczerości Wałęsy były uzasadnione. Jego postawę podsumował wczerwcu 1982 r. KazimierzBarcikowski: „Rozmowy z Wałęsą idą na jego miarę (…) nie zmienił swych poglądów, ale i nie pogorszył. Ale by zbliżył się do nas – tego nie można powiedzieć. Puszcza wciąż tę samą płytę”63. Ponadto decydenci PRL zdawali sobie sprawę, iż uwolniony przewodniczący Solidarności może w każdej chwili zmienić zdanie i złamać złożone im obietnice64.

Wałęsa starał się w czasie internowania nie posuwać się za daleko. Jak odnotował jeden z funkcjonariuszy BOR: „Na pytanie dlaczego nie poprze oficjalnie działalności gen. [Wojciecha] Jaruzelskiego powiedział, że nie może się do tego przyznać”65. Innym razem zastrzegał: „żadnej tego typu deklaracji [lojalności] nie podpiszę, bo będę skończony”66. Miał zresztą zupełną słuszność, co pokazał casus Jana Kułaja. Ten młody lider NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność w czasie internowania dał się wciągnąć w rozmowy z przedstawicielami władz. Wystąpił w telewizji z oświadczeniem, w którym odciął się od swojej dotychczasowej działalności i postulował legalną działalność w ramach Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Po emisji programu został okrzyknięty zdrajcą, a po wyjściu na wolność odsunięty na margines działalności opozycyjnej67. W czasie oglądania telewizyjnego wywiadu Kułaja Lech Wałęsa „zaczął się głośno śmiać, wymachiwał rękoma, krzyczał »zdrada, zdrada, sprzedał sprawę chłopską, chłopi się od niego odwrócą, zdradził sprawę, o którą walczył«”68. Wiadomość o jego reakcji dotarła do wicepremiera Rakowskiego i zapewne też do przywódców PRL69. Był to dla nich kolejny sygnał, że przewodniczący Solidarności nie będzie skłonny przekroczyć pewnych granic.

Niewygodny więzień

Z punktu widzenia władz pozbawiony wolności Lech Wałęsa stał się z czasem przede wszystkim niepotrzebnym obciążeniem. Jak wynika z zapisków Mieczysława Rakowskiego, 28 maja 1982 r. Wojciech Jaruzelski „zapytał, co zrobić z Wałęsą? Czyrek odpowiedział, że najlepiej zwolnić. Poparłem go, a na to W[ojciech] J[aruzelski]: »Tak, zwolnisz, to będą przed jego domem pielgrzymki«. Odpowiedziałem: »No to przez jakiś czas będą. I co z tego?«. Temat Wałęsy przewija się we wszystkich naszych rozmowach, ponieważ jest symbolem (rosnącym) i nie można tego faktu lekceważyć”70.

W trakcie internowania przewodniczącego Solidarności pojawiały się różne, mniej lub bardziej poważne pomysły dotyczące zmiany jego statusu. Jednym z nich było oddanie go pod kuratelę Kościoła. Strona kościelna ustosunkowała się do tego pomysłu w lipcu 1982 r. Ksiądz Alojzy Orszulik przekazał Kazimierzowi Barcikowskiemu, że „Prymas powiedział, że Kościół nie może być przedłużonym ramieniem władzy i więzić Wałęsy”71. Zdecydowaną odpowiedź odmowną powtórzył Orszulik również w sierpniu Czesławowi Kiszczakowi. Rozważany miał być także pomysł przeniesienia przewodniczącego Solidarności do aresztu domowego w miejscu zamieszkania jakiegoś znanego intelektualisty72. Brak „przydatności” Wałęsa potwierdził w czasie rozmowy „ostatniej szansy”, którą minister Ciosek przeprowadził z nim na początku października 1982 r., tuż przed rozwiązaniem przez władze NSZZ Solidarność i uchwaleniem nowej ustawy o związkach zawodowych73. Te dwa posunięcia rządu zakończyły ostatecznie wszelkie starania w celu stworzenia Solidarności kontrolowanej przez władze74.

Żaden z potencjalnych sposobów „odbudowy” NSZZ Solidarność nie dawał gwarancji powodzenia całej operacji. Pierwsze rozwiązanie – rozmowy z Wałęsą, choć wracano do nich aż do października 1982 r.,de factozałamały się już na początku tego roku. Drugie rozwiązanie – odtwarzanie związku „od dołu” również okazało się bezsensowne. Jak stwierdził JerzyKuberski: „W okresie stanu wojennego wielu ludzi rozważnych odwróciło się od »Solidarności«, zrozumiano co w »Solidarności« było dobrego i co złego. Oni chyba nie przyjdą do związków branżowych, nie wstąpią do żadnych związków. Ale wobec tego kto zostałby w »Solidarności«? Ci, na których nigdy nie mieliśmy wpływu. To już nie byłaby »Solidarność«, umownie mówiąc, Wałęsowska. A »Solidarność« ekstremistów – to już raz przerabialiśmy”75. Można spekulować, że jednym z kluczowych elementów, które stanęły na drodze do realizacji tego planu, była niechęć ze strony Lecha Wałęsy do firmowania tego pomysłu. Wydaje się zresztą, że takich przyczyn mogło być kilka. Być może władze stwierdziły, iż stan wojenny był takim sukcesem, że wsparcie ze strony „odbudowanej” NSZZ Solidarność nie jest im już potrzebne. Innym czynnikiem mógł być opór sporej części aparatu władzy, przeciwnej odtwarzaniu związku w jakiejkolwiek postaci. Wiązało się to zapewne z obawami, że mimo wszelkich starań (m.in. ze strony SB) nie było również gwarancji, że neoSolidarność nie wymknie się spod kontroli władz. Istotnym elementem mógł być także opór innych krajów Europy Wschodniej, ze Związkiem Radzieckim na czele. Należy podkreślić, że obok Wałęsy także inni czołowi działacze nie byli skłonni do tak daleko idącej współpracy z władzami. Z pewnością całej skomplikowanej i trudnej operacji nie ułatwiał też fakt, że po szoku pierwszych tygodni stanu wojennego zaczęła rosnąć wsiłę podziemna Solidarność. W tak złożonej sytuacji władze w pewnym momencie oszacowały, że ewentualne zyski są zbyt małe w stosunku do ryzyka, jakie należy ponieść.

Z punktu widzenia przywódców PRL na tym etapie kluczowe stało się propagandowe zniszczenie Wałęsy, a przynajmniej zmniejszenie jego popularności – najlepiej jeszcze przed zwolnieniem go z internowania. Temu służyły m.in. działania mające na celu zapobiegnięcie przyznaniu mu pokojowej Nagrody Nobla oraz propagandowe wykorzystanie tzw. rozmowy braci76. Nagrania uzyskane w czasie wizyty Stanisława Wałęsy w Arłamowie77 zawierały m.in. wypowiedzi przewodniczącego Solidarności na temat dużych sum pieniędzy posiadanych na kontach oraz różne inne, mniej lub bardziej kompromitujące stwierdzenia. Posiadane przez Służbę Bezpieczeństwa taśmy zostały poddane „obróbce” oraz „montażowi” i tak spreparowane były następnie używane jako broń propagandowa. Z treścią „rozmowy braci” zaznajomiono m.in. wybranych hierarchów kościelnych, z papieżem Janem Pawłem II78 na czele.

Zabiegi te nie pozostały zapewne bez echa. Janusz Zabłocki miał w czasie rozmowy z Janem Pawłem II w listopadzie 1982 r. usłyszeć, że papież „cieszy się z jego [Wałęsy] uwolnienia, jakkolwiek doznaje przy tym mieszanych uczuć. (…) Nie wie co sądzić o wypowiedziach Wałęsy (…). Wprawdzie do tej pory w wypowiedziach jego nie było nic takiego, co byłoby w sprzeczności z tym kim był Wałęsa dotąd. Ale czy tak będzie dalej? (…) Wałęsa – kontynuował Papież – stał się już dla społeczeństwa symbolem. Czy potrafi i będzie mógł tej roli sprostać? Zapewne jego zwolnienie jest nie na rękę tym, którzy zlikwidowali związki zawodowe i którzy teraz będą czynić wszystko, by symbol ten zniszczyć moralnie, by go spłaszczyć i skompromitować. Do tego nie wolno dopuścić”79.

Zwolnienie z internowania

Odpowiedni moment na zwolnienie przewodniczącego Solidarności pojawił się w listopadzie 1982 r., gdy Wałęsa wystosował do Wojciecha Jaruzelskiego list w sprawie rozmów80. W czasie posiedzenia Sekretariatu KC PZPR, 9 listopada 1982 r. Jaruzelski przedstawił zebranym treść listu. Ustalono, że na rozmowy do Arłamowa uda się minister spraw wewnętrznych, Czesław Kiszczak. Dziewięć dni później, podczas posiedzenia Biura Politycznego Kiszczak przedstawił relację na temat przebiegu tego spotkania, a także swą opinię na temat rozmówcy. Jak czytamy w protokole: „Wałęsa nie zmienił się, jest to mały człowiek, żulik, lis, chytry człowiek, chce oszukać partnera. Mówi, że jest zwolennikiem gen. Jaruzelskiego, że stan wojenny był konieczny, ale że powinien trwać 3 miesiące, że nie wszyscy powinni być internowani. (…) Jest za socjalizmem, ale bez wypaczeń na dole, socjalizm jest piękną ideą, wdrażanie na dole niedobre. (…) Chce rozmów z Rządem. Mówi, że ma rozwiązania. (…) Zagubił się, nie może dogonić pociągu. Opuszczają go Dąbrowski, Kraszewski81, Orszulik. Dotarło do niego, że kraj nie zastrajkował z powodu Wałęsy (…). Ma świadomość, że spadnie z cokołu, zapowiada, że odejdzie od polityki. Napisać tego nie chce, mówi, że musi przemyśleć sprawy. Bez doradców Geremka i innych jest analfabetą politycznym. Chciał rozmów trójki z doradcami – Kiszczak stwierdził [mówiąc] do Wałęsy, że nie ma »Solidarności« i przewodniczącego L. Wałęsy, a jest obywatel Wałęsa. (…) Pytał, co z nim będzie? Oświadczyłem mu, że jest to ostatnia rozmowa przedstawiciela Rządu z nim, że zwolnimy go z internowania i za wykroczenia będziemy karać zgodnie z prawem. Prosił, żebym nie robił mu krzywdy. Będziemy mieli z nim kłopoty”82.

Lech Wałęsa w dniu zwolnienia z internowania.

Lech Wałęsa po powrocie do domu w listopadzie 1982 r.

Na kilka godzin przed zwolnieniem Wałęsy, 13 listopada 1982 r. został on przewieziony do Otwocka, gdzie jego rozmówcą był płk Władysław Kuca83, dyrektor Biura Studiów SB MSW, elitarnej jednostki utworzonej po wprowadzeniu stanu wojennego do zwalczania Solidarności84. Następnego dnia przed południem zawieziono go do Naczelnej Prokuratury Wojskowej, gdzie przeprowadzili z nim rozmowę Bolesław Kliś – szef Oddziału V NPW oraz Hipolit Starszak85 – dyrektor Biura Śledczego MSW86. Tego samego dnia po południu przetransportowano go do jego mieszkania w Gdańsku.

Postawa Wałęsy

Dlaczego władzom udało się nakłonić do tak daleko posuniętego kompromisu Kułaja, a Wałęsy nie? Sam przewodniczący Solidarności tłumaczył to różnicą wieku oraz doświadczenia. Jak zanotował funkcjonariusz BOR, Wałęsa „Jana Kułaja jak twierdzi nie potępia [chociaż w pierwszej chwili potępił go za wystąpienie przed kamerami – przyp. TK, GM] – bo jest to bardzo młody człowiek – który dał się nabrać na ładne słowa – tak jak on w 1970 roku”87. Wałęsa rzeczywiście górował doświadczeniem nad Kułajem. Znacznie dłużej od niego był zaangażowany w działalność opozycyjną – brał udział w strajkach w grudniu 1970 r., był zaangażowany w działalność Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Miał za sobą wielokrotne zatrzymania w związku z działalnością opozycyjną. Jest to jednak wytłumaczenie zdecydowanie niepełne. Wydaje się, że istotne znaczenie miała też osobowość Wałęsy oraz jego przekonanie o swej wyjątkowości czy wręcz wielkości88. Wałęsa po Sierpniu ‘80 zdawał sobie sprawę, że dla zwykłego robotnika jest symbolem, niekwestionowanym przywódcą związku i autorytetem. To przekonanie umacniały przekazywane mu informacje. Danuta Wałęsa wspomniała scenę z maja 1982 r.: „[3 maja] ludzie cieszyli się, skandowali i wiwatowali na cześć męża. Wszystko nagrałam na malutki magnetofon. Kilka dni później pojechałam do męża. Włączył magnetofon. Był szczęśliwy, podbudował się psychicznie (…) w takiej euforii chodził sobie po pokoju i słuchał”89.

Mimo że meldunki BOR pokazują nieraz niepewność i lęk przewodniczącego Solidarności, to jednak w kluczowych momentach wydaje się on przekonany o swojej sile. Stanisław Ciosek opowiadał, że w czasie rozmów Wałęsa „sprawia wrażenie odprężonego i pewnego siebie. Czuje się przywódcą związku”90. Momentami wydawał się nawet zbyt pewny siebie. Mieczysław Rakowski wspominał, że „w czasie rozmowy z Wałęsą w dniu 4 października br. min. Ciosek wyniósł przekonanie, że Wałęsa jest megalomanem. Tak to sformułował w swoim raporcie”91. Potrafił wręcz wyrzucić przyjeżdżających do niego przedstawicieli władz – czy był to wicepremier Rakowski, czy urzędnik niższego szczebla, jak Paweł Chocholak92, podwładny Stanisława Cioska. Wydaje się też, że Wałęsa nigdy nie czuł się szczególnie zobowiązany obietnicami, które składał swym rozmówcom. Już w styczniu 1982 r. Kazimierz Barcikowski zauważył, że Wałęsa „po kilku zdaniach czasem przeczy temu, co powiedział wcześniej”93