Królowe życia i król - Katarzyna Miller - ebook
Opis

Królowe i królowie życia lubią siebie, przekuwają niepowodzenia w sukcesy i są dumni ze swojego życia. Nie starają się zadowolić wszystkich. Wiedzą, że to niemożliwe.

Ta książka to zbiór historii o tym, jak znaleźć siłę w sobie samym -  opowieści o tych, którzy  zostali królowymi i królami życia. Mimo trudnego dzieciństwa, problemów małżeńskich, nałogów – bo nie ma kryzysów nie do zwalczenia.

Katarzyna Miller – psycholożka, psychoterapeutka, filozofka i poetka z ponad trzydziestoletnią praktyką terapeutyczną w zakresie terapii indywidualnej, małżeńskiej i grupowej. Wykładowczyni na podyplomowych Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim oraz na licznych warsztatach rozwojowych dla kobiet. Autorka książek: Nie bój się życia, Kup kochance męża kwiaty oraz trzech tomików wierszy: Stołeczek, Ból jest jedwabiem oraz Fontanna miłości. Współautorka Bajek rozebranych (z Tatianą Cichocką), Chcę być kochana tak jak chcę. Rozmowy terapeutyczne (z Ewą Konarowską), Być kobietą i nie zwariować (z Moniką Pawluczuk). Na stałe związana ze miesięcznikiem „Zwierciadło".

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 147

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Redakcja: Melanż
Korekty: Redaktornia.com, Melanż
Okładka: SYLWESTER DMOWSKI / Novimedia Sp. z. o.o. 
Skład: MARIA KOWALEWSKA
Redaktor prowadzący: MAGDALENA CHORĘBAŁA
Dyrektor produkcji: ROBERT JEŻEWSKI
Zdjęcia: I strona okładki – Shutterstock.com
© Copyright by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2015 Text © copyright by Katarzyna Miller 2015
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
ISBN 978-83-64776-41-0
Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o. ul. Karowa 31a, 00-324 Warszawa tel. (22) 312 37 12 Dział handlowy:[email protected]
Konwersja:eLitera s.c.

W podziękowaniu wszystkim wspaniałym kobietom, z którymi pracowałam, pracuję i będę pracować

Maleństwo

„Ach, jakie śliczne maleństwo!” – słyszała Amelia od początku życia gdzieś nad sobą, bo była nieduża. Za to wytoczona ze sztancy dla aniołka, a nie dla zwykłej dziewczynki. Ciocie, wujkowie, sąsiedzi i przechodnie cmokali nad Amelką i wykrzykiwali: „Cóż to za piękne dziecko”.

W rodzinie byli zadowoleni – dostali znak od nieba, że w ich życiu wszystko jest w porządku, skoro mają takie wyjątkowe dziecko. Amelka też była zadowolona, bo wszyscy byli zadowoleni z niej. Czuła, że jest w swojej rodzinie najważniejsza. Słyszała często: „Ona to będzie chłopakom w głowach zawracać” i uśmiechała się.

Cios przybył wraz z dojrzewaniem. Zmieniły się proporcje jej buzi i ciała, stała się jakaś nieforemna, niezdarna, popłakiwała, przestała się uśmiechać. Widziała sama, że nie zachwyca, słyszała: „To już nie nasza Amelka!”. Skulona schodziła każdemu z oczu, czuła, że teraz tego się od niej wymaga, tak jak przedtem czuła, że ma się pokazywać. Zapuściła włosy, zasłaniała twarz, ubierała się w ciemne, wielkie swetry, żeby się osłonić. Nikt z nią nie rozmawiał, słyszała tylko: „Teraz się przynajmniej ucz, bo będziesz sobie musiała sama poradzić”. Uczyła się chętnie, bo w książkach mogła się schować. Studia skończyła z wyróżnieniem, co rodzina skwitowała: „Przynajmniej pracę znajdziesz, bo nie wiadomo, czy wyjdziesz za mąż”.

Za mąż wyszła szybko – jeden kolega ją chciał, a ona marzyła, żeby być u siebie. Mąż wyczuł jej niepewność i ciągle ją krytykował. Ona, najpierw pokorna, z czasem zaczęła oddawać i już oboje nie mieli dla siebie dobrych słów ani uczuć.

Jedyną jasną postacią w życiu Amelii była przyjaciółka Ala. Dużo czytały, szukały odpowiedzi, co zrobić ze swoim życiem. Znalazły w prasie anons o warsztatach dla kobiet. „Jedziemy! Dosyć użalania się nad sobą!”.

Na warsztatach Amelia siedziała w kącie, schowana pod grzywką, ze swetrem naciągniętym na kolana. Ala była aktywna, prosiła Amelię: „No nie siedź tak”. Amelia wciskała się w kąt. Czułam jej lęk i nieufność, czasem pytałam, czy jest gotowa coś o sobie powiedzieć. Kręciła głową, że nie. Na zakończenie warsztatów dziewczyny mówiły, z jakim zyskiem każda z nich wyjeżdża. Amelia na końcu wykrztusiła: „Nic tu nie zrobiłam i niedobrze mi się robi na myśl, że wrócę do tego samego”. Widać było, że sobie wyobraziła, do czego wraca, bo nagle wielki szloch targnął jej ciałem i zaczęła płakać. Wreszcie pozwoliła sobie na poluzowanie samokontroli. Płakała długo, najpierw cicho, potem zawodząc głośno. Pozwoliła grupie zbliżyć się do siebie i utulić. W objęciach kobiet chlipała już jak małe dziecko, które powoli się uspokaja. Kiedy wytarła nos do sucha, powiedziała z mocą: „Przyjeżdżam na następne warsztaty i już nie będę siedziała cicho w kącie!”.

Przyjechała, ale w zielonym swetrze i z krótszymi włosami, z Alą. I to Ala opowiedziała, jak pięknym dzieckiem była Amelia i co działo się później. Poprosiłam Amelię o zdjęcie swetra, wyprostowanie się, odgarnięcie włosów i pokazanie nam się w jej dzisiejszej postaci. Bardzo się wstydziła i ociągała, od dawna nie patrzyła w lustro. „To popatrz teraz, jaka jesteś ładna!”. Ukazała się nieduża kobietka o ślicznym biuście przy filigranowej, zgrabnej sylwetce i ładnej, ciekawej twarzy. Biłyśmy brawo. Amelia z radością oswajała się z „nową” sobą.

„Ci twoi durni rodzice nie wiedzieli, że dzieci się zmieniają, i nie zauważyli, jak ty się pięknie ukształtowałaś. Doceń, czym dysponujesz, ale teraz bądź już piękna tylko dla siebie”.

Na kolejnych warsztatach Amelia była w czerwonym obcisłym sweterku, z nową fryzurą, roześmiana i najaktywniejsza w grupie. Pracowała nad relacją z rodzicami. Dotarło do niej, że traktowali ją zawsze nie jak osobę, tylko jak rzecz – najpierw cenną, a potem już niewygodną. Zrozumiała, że nie ma w niej żadnej winy za normalny rozwój fizyczny i że teraz długa, ale fajna droga przed nią – nauczyć się cieszyć prawdziwą sobą.

Amelia się rozwiodła i zaczyna swoje własne, autentyczne życie atrakcyjnej i coraz mądrzejszej kobiety. Nadal przyjeżdża na warsztaty, aby już świadomie pracować nad kolejnymi jego aspektami. I nadal razem z Alą. Ale o Ali to będzie już inna historia.

Grzeczna dziewczynka

Ala była pociechą mamusi. Ba! Całej rodziny. Mama, tata i babcia zgodnie utwierdzali ją i siebie w zadowoleniu: „Nasza udana, grzeczna dziewczynka, z tobą przynajmniej nie mamy kłopotu”. Bo był też kłopot. Kłopotem była starsza od Ali o trzy lata jej siostra Beata. Beata nie słuchała, co się do niej mówi, pyskowała, uciekała z domu, nie uczyła się, latała za chłopakami, paliła, popijała, farbowała włosy, robiła sobie tatuaże, zaczęła romans z narkotykami. Rodzina była bezradna, postawiła na niej krzyżyk, pocieszając się posiadaniem Ali. A ponieważ Beata ją biła i dokuczała jej od zawsze, Ala bardzo się jej bała i chętnie chowała przed nią za mamę. Podpatrywała, właściwie śledziła „co niedobrego u Beaty” i skarżyła na nią mamie. Dzięki temu zyskiwała jeszcze większe uznanie. Było jasne, że Beata jej nienawidzi, ale Beata była zła, a ona dobra, więc czuła, że idzie właściwą drogą i że z nią na pewno wszystko w porządku.

Ala miała przyjaciółkę Amelkę, którą uwielbiała się opiekować, zarówno wtedy, kiedy Amelka była śliczna, jak i – jeszcze chętniej – kiedy tamta zbrzydła i odwróciła się od niej cała rodzina. Obie były grzeczne i wzajemnie się w tym utwierdzały. Obie bały się Beaty oraz jej koleżanek i kolegów. Zwierzały się sobie z tego, że pomimo starań, żeby zasłużyć na pochwały, są nieszczęśliwe, że czegoś ważnego ciągle im brak. Wyobrażały sobie swoje własne, przyszłe domy, wspaniałych mężów i cudowne dzieci.

Na studia poszły razem. Za mąż wyszły prawie równocześnie, za kolegów ze studiów.

Początki u obu par były dość miłe, jak to początki. Obie rzuciły się z entuzjazmem w zabawę w dom. Gotowały obiady z trzech dań, prały, prasowały, urządzały, pamiętały o rocznicach, imieninach, prezentach, formach i niuansach. Mimo to w ich parach działo się coraz dla nich gorzej. Mąż Amelki zaczął ją lekceważyć i obrażać. Mąż Ali zaszył się w pracę i było go coraz mniej, co stawało się dla niej tym trudniejsze, że dorobili się w szybkim tempie dwójki dzieci.

I wtedy stało się coś dziwnego. Ala dostała list od Beaty. Już prawie o niej nie myślała, bo siostra zniknęła z rodzinnego horyzontu i wyglądało, że nikt się z tego powodu nie martwi. „Kochana Siostro! Najpierw proszę Cię o wybaczenie wszystkich krzywd, jakich ode mnie zaznałaś!” – czytała zdumiona Ala. Beata wyliczała te krzywdy sumiennie i niezwykle uczciwie. Przy słowach: „Jak mogłam nie wiedzieć, że jestem Ci potrzebna...” Ala wybuchnęła takim szlochem, jakiego nigdy jeszcze nie zaznała. Czytała, cała się trzęsąc. Nie wiedziała, co czuje i co powinna czuć przy tak dziwnych słowach: „Zostawiłam Cię na pastwę rodziców i babki. Byłam starsza, wiedziałam, jacy są. Ale tak strasznie Ci zazdrościłam ich akceptacji, że nie umiałam inaczej!”. To było jak postawienie na głowie wszystkiego, co znała. Nowe, groźne, ale i oszałamiająco świeże. Na prośbę Beaty zareagowała natychmiast. Spotkały się i nie mogły przestać rozmawiać, płakać, obejmować się, przywoływać co chwila nowych wspomnień, które zaczynały być oblane zupełnie nowym światłem i nabierały nowego sensu.

Beata przez lata, w czasie których jej „nie było”, przeszła terapię odwykową i teraz pracowała psychologicznie nad krokiem w zdrowieniu, który nazywa się „Zadośćuczyniliśmy krzywdy zadane naszym bliskim”. Ala dowiedziała się, że Beata wysłała też takie listy do rodziców, ale oni nie zareagowali.

„Wiesz, siostra, nawet się nie zdziwiłam, choć mnie to, oczywiście, boli. Ja wiem, jacy oni są strasznie sztywni”. Do Ali dotarło, że otwiera się przed nią przestrzeń zupełnie nowych prawd i sensu i że w tej przestrzeni są ratunek i droga. I że ona pójdzie tam, śladem swojej odnalezionej, mądrej siostry. Zabrała ze sobą Amelię. Już od paru lat jeżdżą razem na warsztaty psychologicznej pracy nad sobą. Są wobec siebie zawsze otwarte, uczciwe i szczere. Ich życie bardzo się zmieniło. Czują się coraz pewniejsze, śmielsze, pełne bogactwa i coraz mniej grzeczne. Amelia się rozwiodła. Ala doceniła swojego męża i uczą się oboje radości z siebie.

Niczyja

Teresa była ruda. Nie miała ojca, a jej matka piła. Wystarczy? Jej wystarczyło, żeby być do dna, do gruntu nieszczęśliwą i całkowicie, zupełnie samotną. Ojca nie znała, matka przeklinała go w pijanym widzie, na trzeźwo w ogóle nie chciała o nim mówić. Matkę rzucał każdy kochanek. Na początku była sielanka, potem pogarda, potem przemoc. Potem matki rozpacz. Zawsze tak samo. Raz było inaczej. Jeden z nich dobierał się do Teresy, ale matka go wygoniła. Przynajmniej raz byłam dla niej ważniejsza od faceta – zapisała sobie w pamięci Teresa – bo poza tym to albo jej przeszkadzam, albo muszę wysłuchiwać jej żali do losu, Boga i całego świata. A najbardziej do dziadków, którzy ją wyrzucili, bo „z brzuchem przyszła”. Teresa dziadków też nie znała i nie dziwiła się, że matka ich nienawidzi. Tylko skąd miał nadejść jakikolwiek ratunek?!

W szkole było fatalnie. Nikt jej nie lubił, ona nikogo nie darzyła sympatią. Łapała co nieco z lekcji, zdawała z klasy do klasy, ale uczyć się jej nie chciało i nikt, a tym bardziej ona sama, nie odkrył, jak jest zdolna.

I nagle zdarzyło się coś przedziwnego. Na wycieczce szkolnej chłopcy wysłali dziewczyny po wódkę, bo wyglądały doroślej, to im sprzedadzą. Sprzedali. I wszyscy się do tej wódki dorwali. Teresa zdała sobie sprawę, że nigdy nie miała alkoholu w ustach, bo tak ją mierziło, że matka chla. Poczuła, że chętnie spróbuje. Wypiła parę solidnych łyków i po krótkiej chwili poczuła się dziwnie lekko, przyjemnie... Zupełnie inaczej niż zwykle. Ach, to dlatego matka pije – pomyślała i zaczęła się śmiać... Nie wiadomo skąd przypomniała sobie jakiś dowcip i swobodnie go opowiedziała. Całe towarzystwo zaśmiewało się. Boże, słuchali tego, co ONA mówi! Wszyscy.

Opowiedziała więc jeszcze coś i jeszcze... „No, Teresa, ty jesteś gwiazda, dlaczego się tak ukrywałaś?” – usłyszała aprobujące krzyki i pomruki najbardziej liczących się chłopaków i dziewczyn z klasy. Była w siódmym niebie.

Jednak następnego dnia na próżno próbowała wykrzesać z siebie tę werwę. Z powrotem czuła niepewność, smutek i niechęć do siebie i całego świata. Ale już wiedziała, co zdjęło z niej klątwę niemocy. Podebrała matce alkohol. Wypiła. Cudowny stan wrócił. Miała poczucie, że jest uratowana. Nie chodziło tylko o to, że staje się wygadana, śmiała i że ją aprobują... To było piekielnie ważne, gdyż nigdy nie zaznała aplauzu otoczenia, ale jeszcze ważniejszy był jej stan wewnętrzny, który się pojawiał po wypiciu alkoholu. Coś się w niej rozpuszczało, było jej lekko i słodko. Znikał dojmujący ciężar życia. Chciała to zatrzymać i mieć już na zawsze. Już nigdy nie czuć się tak podle jak zwykle. Podbierała alkohol z zapasów matki, co okazało się dość łatwe. Musiała tylko uważać, żeby nauczyciele nie spostrzegli jej nowego sposobu na życie. Stała się teraz ważną uczestniczką klasowej elity, w której ceniono piwo, wino, wódkę, papierosy, dragi, leki i wszystko, co dało się zdobyć, a co wpływało na zmianę znienawidzonej rzeczywistości. Dowiedziała się wtedy, że nie tylko ona jej nie znosi. Już nie czuła się sama. Czuła się wspaniale.

Trzeba było tylko mieć ciągle coś do połykania lub popijania, bo inaczej dopadał ją z powrotem coraz cięższy stan czarnej pustki.

Teresa tak jak większość ludzi nie wiedziała, że alkohol jest tak naprawdę depresantem i że wszelkie środki zmieniające świadomość po upłynięciu ich działania wyrzucają człowieka jak rozbitka bez sił na brzeg. Coraz bardziej wyniszczonego, ale tym bardziej oczekującego zapomnienia. Nie zdała matury. Wyrzucono ją ze szkoły razem z dwoma chłopakami, bo „mieli zły wpływ na innych uczniów”. Dziwnym trafem wszyscy troje nie mieli rodziców, którzy by się za nimi wstawili, a szkoła, konkretnie ciało pedagogiczne, które oglądało przez parę lat ich degrengoladę, pozbyło się ich z ulgą.

Teresa do tego momentu nie piła z matką. Czuła się lepsza od niej. Teraz zaczęła z nią pić. Przeleciało jej przez głowę, że chyba się stacza, ale nie chciała tej myśli, więc ją szybko odsunęła jak najdalej. Zaczęło im być bardzo ciężko. Matka zarabiała przedtem dorywczo, liczyła na kolejnych partnerów, ale oni byli coraz biedniejsi i bierniejsi życiowo, za to coraz bardziej agresywni. I nadszedł dzień, gdy nowy amant mamusi zażyczył sobie seksu z Teresą, „bo po co mam was tu obie”, a matka wybąkała niechętnie: „No co ci szkodzi, Teresa, przecież ci nie ubędzie tego skarbu”. I to do Teresy dotarło. Pękła ostatnia iluzja jej ważności dla matki. Już nie było żadnego jasnego punktu... Żadnego oparcia. Uciekła z domu. Zatrzymywała się na chwilę u kogoś z dawnej paczki. Nie wiedziała, co z sobą robić, gdzie się podziać. Była nikim i była niczyja. Nie miała domu. Nie miała pieniędzy. Nie było co pić, ćpać. Teresie rzadko udawało się coś zdobyć. Wiedziała już, co to GŁÓD. Przed nią rozpościerała się pustka.

I zdarzył się cud.

Próbowała właśnie wybłagać od jednego ze swoich starych kumpli możliwość przespania jeszcze jednej nocy w komórce, kiedy pojawił się, jak się potem dowiedziała, zupełnie wyjątkowo, jego starszy brat i żywo zareagował na obecność Teresy. Wysłuchał, czemu się tuła po ludziach. Patrzył i słuchał tak, że opowiedziała wszystko. „Jesteś na pewno uzależniona od alkoholu, a może jeszcze od leków i dragów” – powiedział poważnie i surowo, ale tak, że przyjęła to jako bardzo ważne opisanie i wytłumaczenie jej stanu.

– Mam na imię Sylwek i jestem alkoholikiem. Nie piję od dziewięciu lat, jestem terapeutą odwykowym.

– Nie rozumiem. Jak to: jesteś alkoholikiem i nie pijesz?

– Może zechcesz kiedyś to zrozumieć. Chcesz się dalej staczać, czy podejmiesz pracę nad sobą i leczenie?

– Niby jak miałabym to zrobić?

– Zawiozę cię do ośrodka, gdzie zostaniesz na leczeniu odwykowym. Jeśli będziesz czysta, czyli przestaniesz pić i będziesz nad sobą pracować, możesz tam przez jakiś czas zarabiać, pomagając w gospodarstwie,a potem się zastanowisz, co dalej robić z życiem. Nie możesz wrócić do matki i nie masz co z sobą zrobić. To twoja szansa.

O tak, Teresa