Królowa i Faworytka - Kiera Cass - ebook + książka

Królowa i Faworytka ebook

Kiera Cass

4,3

Opis

Dwa opowiadania, osadzone w urzekającym świecie Rywalek, niezwykle popularnej powieści Kiery Cass, która zajęła pierwsze miejsce na liście bestsellerów „New York Times”, są teraz po pierwszy dostępne w druku! Królowa i Faworytka ukazują nieznane wydarzenia z życia dwóch ulubionych przez czytelniczki bohaterek Rywalek. Zanim zaczęła się opowieść o Americe Singer, inna dziewczyna przyjechała do pałacu, by rywalizować o rękę innego księcia. W Królowej możemy śledzić losy przyszłej matki księcia Maxona, Amberly, podczas Eliminacji, dzięki którym została ukochaną przez wszystkich królową. Marlee Tames przybyła do pałacu, by zdobyć serce księcia Maxona – ale jej własne serce miało inne plany. Faworytka pokazuje sceny ze wspólnego życia Marlee i Cartera, od pamiętnej nocy, gdy ich sekret wyszedł na jaw, aż po wydarzenia z finału Jedynej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 191

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginału: The Selection Stories: The Queen and The Favorite

Pierwsze wydanie w języku polskim © 2016 by Wydawnictwo Jaguar Sp. Jawna

Redakcja: Anna Pawłowicz, Ewa Holewińska

Skład i łamanie: EKART

Copyright © 2015 by Kiera Cass. By arrangement with the author. All rights reserved.

Jacket art © 2015 by Gustavo Marx/Merge Left Reps, Inc.

Jacket design by Erin Fitzsimmons

Polish language translation copyright © 2016 by Wydawnictwo Jaguar Sp. Jawna

ISBN 978-83-7686-427-3

Wydanie pierwsze, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2016

Adres do korespondencji:

Wydawnictwo Jaguar Sp. Jawna

ul. Kazimierzowska 52 lok. 104

02-546 Warszawa

www.wydawnictwo-jaguar.pl

youtube.com/wydawnictwojaguar

instagram.com/wydawnictwojaguar

facebook.com/wydawnictwojaguar

snapchat: jaguar_ksiazki

Wydanie pierwsze w wersji e-book

Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2016

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Wstęp

Tej historii sama byłam niezwykle ciekawa. Uwielbiałam Amberly i jako matka patrzyłam na nią z podziwem. Była czarująca, inteligentna, pełna wdzięku i urody, a chociaż w życiu spotkało ją wiele smutku, starała się zachować pogodę ducha. Jak więc ta niezwykła kobieta zakochała się w kimś takim jak Clarkson Schreave?

Powiem tylko, że było niezwykle interesujące zobaczyć nie tylko Amberly, ale i Clarksona w wieku nastoletnim. Przemoc, jakiej był świadkiem, i troski, jakie go trapiły, pokazały mi, jak czas i wewnętrzne lęki mogły ukształtować człowieka, którego pod wieloma względami należy nazwać złym. Niesamowite było także obserwowanie, jak Amberly z całych sił stara się znaleźć jaśniejsze strony zarówno w nim, jak i w jego matce, z którą miała jak najgorsze doświadczenia. Myślę, że Amberly szczerze uważała, iż nikt nie jest celowo zły, że w każdej duszy kryje się dobro – i stale go poszukiwała. To wyjaśniało wiele chwil z czasów jej własnych Eliminacji, a także pozwalało lepiej zrozumieć, dlaczego była gotowa bezwarunkowo zaakceptować żonę, którą wybierze jej syn, nawet jeśli jej mąż (podobnie jak większość społeczeństwa) skreślił tę dziewczynę.

Jedną z moich obaw podczas pisania tego opowiadania było to, że w jakiś sposób umniejszy ono postać Amberly. Martwiłam się, że wyda się niemądra, ponieważ ignoruje słowa i czyny Clarksona i mimo wszystko chce z nim być. Myślę, że to dobra okazja, by powiedzieć to wprost: celem tego opowiadania nie było usprawiedliwianie przemocy w związku. Mam nadzieję, że podobnie jak wszystkie moje utwory, ten także będzie po prostu uczciwy. Wiemy, że Clarkson miał swoje wady. Amberly miała je także. Teraz mamy okazję zajrzeć za kulisy związku dwojga niedoskonałych ludzi.

Rozdział 1

Wciągu ostatnich dwóch tygodni po raz czwarty bolała mnie głowa. Jak mogłam przyznać się do tego przed księciem? Wystarczająco okropnie czułam się z tym, że prawie wszystkie pozostałe w pałacu dziewczyny były Dwójkami. Pokojówki wręcz zamęczały się, żeby doprowadzić do porządku moje spracowane dłonie. W jakimś momencie będę musiała mu powiedzieć o tych falach znużenia, które ogarniały mnie bez żadnego powodu. To znaczy, o ile kiedykolwiek mnie zauważy.

Królowa Abby siedziała na drugim końcu Komnaty Dam, zupełnie jakby celowo trzymała się na dystans od dziewcząt. Lekkie wzdrygnięcie jej ramion podpowiedziało mi, że jeśli o nią chodzi, nie jesteśmy mile widzianymi gośćmi.

Wyciągnęła dłoń do pokojówki, która polerowała jej paznokcie, ale nawet w trakcie tego zabiegu królowa wydawała się poirytowana. Nie rozumiałam jej, ale daleka byłam od jakichkolwiek ocen. Może jakaś część mojego serca także by stwardniała, gdybym tak młodo straciła męża. Miała szczęście, że Porter Schreave, kuzyn jej zmarłego męża, ożenił się z nią i dzięki temu mogła zatrzymać koronę.

Rozejrzałam się po pokoju, obserwując pozostałe dziewczęta. Gillian była Czwórką, tak jak ja, ale z o wiele lepszej rodziny. Jej rodzice byli kucharzami, a jej komentarze do naszych posiłków wskazywały, że sama planuje podobną karierę. Leigh i Madison studiowały weterynarię i odwiedzały stajnie tak często, jak tylko im pozwalano.

Wiedziałam, że Nova jest aktorką i ma tłum uwielbiających ją fanów, którzy pragną, by zasiadła na tronie. Drobniutka sylwetka Umy, gimnastyczki, była pełna gracji nawet wtedy, gdy siedziała nieruchomo. Część obecnych tu Dwójek nie wybrała jeszcze zawodu. Myślę, że gdyby ktoś płacił moje rachunki i zapewniał mi dach nad głową, także nie martwiłabym się przyszłością.

Potarłam bolące skronie i poczułam, że spękana skóra i zgrubienia na zniszczonych pracą palcach drapią mnie w czoło. Cofnęłam ręce, żeby się im przyjrzeć.

Nawet na mnie nie spojrzy.

Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie pierwsze spotkanie z księciem Clarksonem. Wciąż pamiętałam silny uścisk jego dłoni, gdy się ze mną witał. Na szczęście pokojówki znalazły dla mnie koronkowe rękawiczki, bo inaczej zostałabym pewnie natychmiast odesłana do domu. Był opanowany, uprzejmy i inteligentny, dokładnie taki, jaki powinien być książę.

Uświadomiłam sobie, że przez te dwa tygodnie bardzo rzadko się uśmiechał, zupełnie jakby obawiał się, że zostanie to źle odebrane. Ale, mój Boże, jak ślicznie rozjaśniały się wtedy jego oczy! Ciemnoblond włosy, jasnobłękitne oczy, postawa pełna niezwykłej godności… był chodzącym ideałem.

Niestety, mnie do ideału było bardzo daleko, ale musiał istnieć jakiś sposób, by książę Clarkson mnie zauważył.

Kochana Adelo,

Przez chwilę trzymałam długopis nieruchomo, ze świadomością, że to bez sensu. Mimo to zaczęłam pisać dalej.

Coraz lepiej czuję się w pałacu. Jest prześliczny. Jest nawet więcej niż prześliczny, ale nie wiem, czy potrafię znaleźć właściwe słowa, by go opisać. W Angeles jest ciepło, ale inaczej niż w domu, i też nie wiem, jak mam to opisać. Czy nie byłoby cudownie, gdybyś mogła przyjechać i sama poczuć to ciepło i zapach? Tak, tutaj prześlicznie pachnie.

Jeśli chodzi o same Eliminacje, nie spędziłam jeszcze ani sekundy sam na sam z księciem.

Poczułam bolesne ukłucie w sercu i zamknęłam oczy, oddychając powoli. Zmusiłam się do koncentracji.

Jestem pewna, że widziałaś już w telewizji, jak książę Clarkson odesłał do domu osiem dziewcząt, wszystkie Czwórki i Piątki, i tę jedną Szóstkę. Zostały jeszcze dwie Czwórki poza mną i kilka Trójek. Zastanawiam się, czy oczekuje się od niego, że wybierze Dwójkę. Przypuszczam, że to miałoby sens, ale serce mi się kraje na myśl o tym.

Czy mogłabyś coś dla mnie zrobić? Możesz zapytać mamę i tatę, czy nie mamy jakichś kuzynów lub kogoś innego z rodziny pochodzącego z wyższej klasy? Powinnam była zapytać o to przed wyjazdem. Myślę, że ta wiadomość bardzo by mi się przydała.

Zaczęłam czuć mdłości, które czasem towarzyszyły moim bólom głowy.

Muszę już kończyć, jestem tu bardzo zajęta. Postaram się niedługo znowu napisać.

Całuję cię bardzo, bardzo mocno,

Amberly

Było mi słabo. Złożyłam list i zamknęłam go we wcześniej zaadresowanej kopercie. Znowu potarłam skronie z nadzieją, że lekki nacisk palców przyniesie mi ulgę, chociaż to nigdy nie działało.

– Wszystko w porządku, Amberly? – zapytała Danica.

– Ależ tak – skłamałam. – Chyba jestem trochę zmęczona. Może się odrobinę przejdę, to dobrze robi na krążenie.

Uśmiechnęłam się do Daniki i Madeline, a potem wyszłam z Komnaty Dam i skierowałam się do łazienki. Wiedziałam, że ochlapanie twarzy zimną wodą zniszczy mi makijaż, ale poczuję się trochę lepiej. Zanim zdążyłam tam dojść, znowu zakręciło mi się w głowie. Przysiadłam na jednej z małych kanap, ustawionych w korytarzu, oparłam głowę o ścianę i czekałam, aż mi przejdzie.

To nie miało sensu. Wszyscy wiedzieli, że na południu Illéi powietrze i woda są brudne. Nawet mieszkające tam Dwójki miewały problemy ze zdrowiem. Ale czy ten wyjazd, zmiana powietrza na czystsze, dobre jedzenie i troskliwa opieka w pałacu, nie powinny mi dobrze zrobić?

Jeśli tak będzie dalej, nie znajdę żadnej okazji, by zrobić dobre wrażenie na księciu Clarksonie. A jeżeli dzisiaj po południu nie zdołam przyjść na mecz krokieta? Czułam, że moje marzenia prześlizgują mi się pomiędzy palcami. Równie dobrze mogłam już teraz przygotować się na porażkę. Dzięki temu potem będę mniej cierpieć.

– Co tu robisz?

Oderwałam się natychmiast od ściany i zobaczyłam, że książę Clarkson patrzy na mnie z góry.

– Nic takiego, wasza wysokość.

– Źle się czujesz?

– Ależ skąd! – zapewniłam go i wstałam, co okazało się błędem. Nogi ugięły się pode mną i upadłam na podłogę.

– Przepraszam – szepnęłam. – To upokarzające.

Wziął mnie na ręce.

– Zamknij oczy, jeśli kręci ci się w głowie. Idziemy do skrzydła szpitalnego.

Cóż za piękną historię będę miała do opowiadania moim dzieciom: pewnego razu król niósł mnie przez cały pałac, jakbym nic nie ważyła. Było mi dobrze w jego ramionach, zawsze zastanawiałam się, jakie to uczucie.

– O mój Boże! – zawołał ktoś. Otworzyłam oczy i zobaczyłam pielęgniarkę.

– Wydaje mi się, że chyba zemdlała – wyjaśnił Clarkson. – Chyba nic sobie nie zrobiła przy upadku.

– Proszę ją tutaj położyć, wasza wysokość.

Książę Clarkson położył mnie na jednym z licznych łóżek w sali szpitalnej i ostrożnie cofnął ręce. Miałam nadzieję, że widzi wdzięczność w moich oczach.

Spodziewałam się, że natychmiast wyjdzie, ale stał obok, gdy pielęgniarka mierzyła mi puls.

– Jadłaś coś dzisiaj, skarbie? Piłaś dużo?

– Właśnie skończyliśmy śniadanie – odparł za mnie.

– Czujesz się chora?

– Nie. To znaczy, tak. Chcę powiedzieć, że to naprawdę nic takiego. – Miałam nadzieję, że jeśli ich przekonam, że to głupstwo, będę mogła pójść na mecz krokieta.

Popatrzyła na mnie surowo, ale życzliwie.

– Chyba trudno mi się z tym zgodzić, skoro musiałaś tu zostać przyniesiona.

– To się często zdarza! – wypaliłam, sfrustrowana.

– Jak to? – naciskała pielęgniarka.

Nie chciałam się do tego przyznawać. Westchnęłam, zastanawiając się, jak mam to wyjaśnić. Teraz książę dowie się, jak bardzo zniszczyło mnie życie w Honduragui.

– Często mam migreny, a czasem miewam też zawroty głowy. – Przełknęłam ślinę, obawiając się tego, co pomyśli książę. – W domu kładłam się spać na długo przed moim rodzeństwem i to mi pomagało wytrzymać w pracy. Tutaj trudniej mi znaleźć czas na odpoczynek.

– Mmmhm. Czy dolega ci coś poza bólami głowy i znużeniem?

– Nie, proszę pani.

Clarkson przestąpił z nogi na nogę. Miałam nadzieję, że nie słyszy, jak mocno bije moje serce.

– Od jak dawna miewasz takie dolegliwości?

Wzruszyłam ramionami.

– Od kilku lat, może trochę dłużej. Teraz już do tego przywykłam.

Pielęgniarka sprawiała wrażenie zatroskanej.

– Czy podobne przypadki zdarzały się w twojej rodzinie?

Zastanowiłam się przed odpowiedzią.

– Nie do końca. Mojej siostrze czasem leci krew z nosa.

– Czy twoja rodzina jest chorowita? – zapytał Clarkson z cieniem niesmaku w głosie.

– Nie – odparłam. Jednocześnie chciałam się usprawiedliwić i czułam się zawstydzona tym wyjaśnieniem. – Mieszkam w Honduragui.

Uniósł brwi, rozumiejąc wszystko.

– Aha.

Wszyscy wiedzieli, do jakiego stopnia skażenie ogarnęło południe kraju. Powietrze było zanieczyszczone. Woda była zanieczyszczona. Rodziło się wiele kalekich dzieci, wiele kobiet było bezpłodnych, wiele osób umierało młodo. Gdy pojawiali się rebelianci, zostawiali na murach napisy z pytaniami żądającymi odpowiedzi, czemu pałac nic z tym nie zrobił. To cud, że cała moja rodzina nie była tak chora, jak ja. Albo że mój stan nie był jeszcze gorszy.

Odetchnęłam głęboko. Co, na litość boską, tutaj robiłam? Spędziłam tygodnie poprzedzające Eliminacje, wymyślając w głowie własną baśń, ale żadne marzenia ani sny nie miały mnie uczynić godną mężczyzny takiego jak Clarkson.

Odwróciłam głowę, żeby nie widział moich łez.

– Czy wasza wysokość mógłby już iść?

Po kilku sekundach ciszy usłyszałam jego oddalające się kroki, gdy wychodził z sali. Gdy tylko ucichły, rozpłakałam się na dobre.

– No już, już, skarbie, wszystko będzie dobrze – starała się mnie pocieszyć pielęgniarka. Miałam złamane serce, więc przytuliłam się do niej tak mocno, jak do mojej matki lub sióstr. – Taka rywalizacja to ogromny stres, a książę Clarkson wie o tym. Poproszę doktora, żeby zapisał ci coś od bólu głowy, to powinno pomóc.

– Jestem w nim zakochana, odkąd miałam siedem lat. Co roku na jego urodziny śpiewałam mu Sto lat szeptem w poduszkę, żeby siostra nie śmiała się ze mnie, że o tym pamiętam. Kiedy zaczęłam się uczyć kaligrafii, ćwiczyłam ją, zapisując nasze imiona razem… a teraz, gdy pierwszy raz się do mnie odezwał, zapytał tylko, czy jestem chorowita. – Umilkłam na chwilę i zaszlochałam znowu. – Nie jestem dość dobra.

Pielęgniarka nie próbowała zaprzeczać. Pozwoliła mi się wypłakać, chociaż pobrudziłam jej fartuch makijażem.

Czułam się okropnie zawstydzona. Clarkson zapamięta mnie tylko jako dziewczynę słabego zdrowia, która kazała mu wyjść. Byłam pewna, że straciłam szansę na zdobycie jego serca. Do czego jeszcze mogłabym mu się przydać?

Rozdział 2

Okazało się, że w krokieta jednocześnie może grać tylko sześć osób, co bardzo mi odpowiadało. Siedziałam, obserwowałam innych i próbowałam zrozumieć zasady na wypadek, gdybym doczekała się swojej kolejki. Miałam przeczucie, że znudzimy się i zakończymy grę znacznie wcześniej, zanim wszyscy będą mieli okazję spróbować.

– Boże, spójrzcie na jego ramiona – westchnęła Maureen. Nie mówiła do mnie, ale mimo wszystko popatrzyłam na Clarksona, który zdjął marynarkę i podwinął rękawy. Wyglądał bardzo, bardzo atrakcyjnie.

– Jak mam sprawić, żeby mnie nimi objął? – zażartowała Keller. – W przypadku krokieta trudno symulować kontuzję.

Dziewczęta wokół niej roześmiały się, a Clarkson spojrzał w ich stronę z cieniem uśmiechu na ustach. Zawsze tak to wyglądało: tylko cień. Jak się nad tym zastanowić, nigdy nie słyszałam, jak się śmieje. Zdarzało mu się krótkie parsknięcie z rozbawienia, ale nigdy nie był tak szczęśliwy, by po prostu wybuchnąć śmiechem.

Mimo to ten ślad uśmiechu na jego twarzy sprawił, że siedziałam jak sparaliżowana. To mi w zupełności wystarczało.

Drużyny przeszły dalej po boisku, a ja byłam boleśnie świadoma, że książę stoi blisko mnie. Gdy jedna z dziewczyn oddała całkiem zgrabny strzał, rzucił mi szybkie spojrzenie bez poruszenia głową. Popatrzyłam na niego, a on z powrotem zajął się grą. Część dziewcząt zaczęła bić brawo, gdy podszedł bliżej.

– Tam stoi stół z przekąskami – powiedział cicho, nie patrząc na mnie. – Może powinnaś napić się wody.

– Czuję się doskonale.

– Brawo, Clementine! – zawołał do dziewczyny, która z powodzeniem zmarnowała kolejny strzał. – Mimo wszystko. Odwodnienie pogarsza ból głowy. Może ci dobrze zrobić.

Tym razem spojrzał na mnie, a w jego oczach coś było. Nie miłość, może nawet nie życzliwość, ale coś o stopień czy dwa cieplejszego od obojętnego zainteresowania.

Wiedziałam, że kompletnie nie potrafię mu odmówić, więc wstałam i podeszłam do stołu. Zaczęłam sama nalewać sobie wody, ale pokojówka wyjęła mi z ręki karafkę.

– Przepraszam – mruknęłam. – Ciągle nie mogę do tego przywyknąć.

Uśmiechnęła się do mnie.

– Nie ma za co. Proszę się poczęstować owocami, w taki dzień są bardzo odświeżające.

Stałam przy stole i jadłam winogrona malutkim widelczykiem. Muszę napisać o tym Adeli: że mamy sztućce do owoców.

Clarkson kilka razy spojrzał w moją stronę, wyraźnie upewniając się, czy postąpiłam zgodnie z jego zaleceniami. Nie potrafiłam powiedzieć, czy to jedzenie, czy też poświęcana mi uwaga sprawiły, że humor mi się poprawił.

Nie miałam okazji wziąć udziału w grze.

Minęły trzy dni, zanim Clarkson znowu się do mnie odezwał.

Obiad dobiegał końca. Król bezceremonialnie opuścił salę, a królowa w pojedynkę wypiła niemal całą butelkę wina. Część dziewcząt zaczęła dygać i wychodzić, ponieważ nie chciały patrzeć, jak królowa ciężko opiera się na łokciach. Zostałam sama przy stole, bo strasznie zależało mi na zjedzeniu do końca czekoladowego ciasta.

– Jak się dzisiaj miewasz, Amberly?

Wyprostowałam się błyskawicznie – Clarkson niepostrzeżenie podszedł do mnie. Podziękowałam Bogu, że zagadnął mnie między kęsami.

– Doskonale. A wasza wysokość?

– Świetnie, dziękuję.

Zapadła krótka cisza, podczas której oczekiwałam, aż powie coś jeszcze. A może to ja powinnam się odezwać? Czy były jakieś zasady określające, kto ma mówić?

– Zauważyłem właśnie, jak długie masz włosy – stwierdził.

– Och! – roześmiałam się lekko i spojrzałam w dół. Miałam włosy sięgające niemal do pasa. Chociaż ich czesanie było kłopotliwe, dzięki temu mogłam je związywać w najróżniejszy sposób, a to się bardzo przydawało podczas pracy w polu lub w fabryce. – Tak, dzięki temu łatwo je zapleść w warkocz, co było wygodne w domu.

– Nie wydaje ci się, że są za długie?

– Hmm, nie wiem. – Przeczesałam je palcami. Moje włosy były czyste i zadbane. Czy wyglądałam nieporządnie i nawet nie byłam tego świadoma? – Jak wasza wysokość uważa?

Przechylił głowę.

– Mają wyjątkowo piękny kolor. Wydaje mi się, że wyglądałyby ładniej, gdyby były krótsze. – Wzruszył ramionami i zaczął się oddalać. – Tak się tylko zastanawiałem – rzucił przez ramię.

Siedziałam przez chwilę i namyślałam się, a potem zostawiłam ciastko i wróciłam do pokoju. Jak zawsze, czekały tam na mnie pokojówki.

– Martho, czy umiałabyś mi skrócić włosy?

– Oczywiście, panienko. Centymetr czy dwa u dołu, żeby wyrównać końcówki – powiedziała i skierowała się do łazienki.

– Nie – odparłam. – Chciałabym, żeby były krótsze.

Zatrzymała się.

– O ile?

– Cóż… Chyba za ramiona, tak gdzieś do połowy łopatki?

– To ponad trzydzieści centymetrów, panienko!

– Wiem, ale czy umiałabyś to zrobić tak, żebym dalej wyglądała ładnie? – podciągnęłam grube pukle na ramionach i wyobraziłam sobie, jak będą wyglądać po obcięciu.

– Oczywiście, panienko. Ale dlaczego panienka to robi?

Wyminęłam ją i poszłam do łazienki.

– Uznałam, że pora coś zmienić.

Pokojówki pomogły mi zdjąć suknię, a potem zarzuciły mi ręcznik na ramiona. Zamknęłam oczy, gdy Martha zaczęła pracę – nie byłam do końca pewna, co robię. Clarkson uważał, że będzie mi ładniej w krótszych włosach, a Martha dopilnuje, by pozostały na tyle długie, żeby w razie potrzeby można je było upinać. Niczego nie ryzykowałam.

Nie odważyłam się spojrzeć, dopóki nie skończyła. Słuchałam metalicznego szczęku nożyczek, powtarzającego się raz za razem. Czułam, kiedy jej ruchy stały się bardziej precyzyjne, gdy wyrównywała fryzurę. Niedługo potem przerwała.

– Co panienka o tym myśli? – zapytała z niepokojem.

Otworzyłam oczy. W pierwszej chwili nie widziałam różnicy, ale gdy odrobinę obróciłam głowę, pasmo włosów przesunęło mi się po ramieniu do przodu. Przełożyłam także pasmo po drugiej stronie – wyglądałam, jakby twarz okalała mi mahoniowa rama.

Miał rację.

– Prześlicznie! – westchnęłam, raz za razem poprawiając włosy.

– Wygląda panienka bardziej dojrzale – dodała Cindly.

Skinęłam głową.

– Też tak uważam.

– Chwila, chwila! – zawołała Emon i podbiegła do szkatułki z biżuterią. Odłożyła na bok kilka ozdób, szukając czegoś konkretnego. W końcu wyjęła naszyjnik z dużymi, lśniącymi, czerwonymi kamieniami. Nie miałam do tej pory odwagi go założyć.

Uniosłam włosy, ponieważ myślałam, że chce mi go zapiąć na szyi, ale ona miała inny pomysł. Ostrożnie położyła mi naszyjnik na głowie – był tak bogato zdobiony, że przypominał koronę.

Wszystkie moje pokojówki westchnęły, a ja wstrzymałam oddech.

Od wielu lat marzyłam o tym, że książę Clarkson zostanie moim mężem, ale ani razu nie widziałam w nim chłopca, który uczyni ze mnie księżniczkę. Po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że tego także pragnę. Nie miałam licznych znajomości, układów ani bogactwa, ale wyczuwałam, że w tej roli nie tylko mogłabym występować, ale sprawdziłabym się idealnie. Zawsze wyobrażałam sobie, że pasowałabym do Clarksona, ale może mogłabym pasować także do monarchii.

Popatrzyłam na siebie w lustrze i wyobraziłam sobie siebie, noszącą nazwisko Schreave z poprzedzającym je słowem „księżniczka”. W tym momencie zapragnęłam jego i korony – wszystkiego – jak nigdy wcześniej.

Rozdział 3

Poprosiłam Marthę z samego rana, żeby znalazła mi ozdobioną klejnotami opaskę i rozpuściłam włosy. Nigdy jeszcze nie byłam tak podekscytowana, idąc na śniadanie. Uważałam, że wyglądam naprawdę pięknie i nie mogłam się doczekać, czy Clarkson też tak uzna.

Gdybym się zastanowiła, przyszłabym trochę wcześniej, ale weszłam wraz z kilkoma innymi kandydatkami, całkowicie tracąc szansę, by zwrócić uwagę księcia. Co kilka sekund rzucałam spojrzenie w stronę głównego stołu, ale Clarkson koncentrował się na posiłku, starannie krajał gofry i szynkę, a od czasu do czasu spoglądał na rozłożone obok niego papiery. Jego ojciec pił głównie kawę, zjadając od czasu do czasu jakiś kęs, gdy odrywał się od czytanego dokumentu. Domyślałam się, że on i Clarkson zajmują się tym samym, a skoro tak wcześnie zaczęli pracę, prawdopodobnie czekał ich ciężki dzień. Królowa nie pojawiła się w ogóle, a chociaż nikt nie ośmielał się głośno wspomnieć o kacu, mogłam niemal usłyszeć, że wszyscy o tym myślą.

Po śniadaniu Clarkson wyszedł wraz z królem, żebym zająć się tym, co robili, żeby w kraju wszystko działało prawidłowo.

Westchnęłam. Może wieczorem?

W Komnacie Dam było tego dnia cicho. Skończyły się nam tematy rozmów o tym, kim jesteśmy i skąd pochodzimy, za to przyzwyczaiłyśmy się do wspólnego spędzania czasu. Siedziałam z Madeline i Biancą, tak jak niemal zawsze. Bianca pochodziła z jednej z prowincji sąsiadujących z Honduraguą i poznałyśmy się w samolocie. Madeline miała pokój koło mnie, a jej pokojówka już pierwszego dnia zapukała do mnie, żeby zapytać moje pokojówki, czy mogą jej pożyczyć nici. Jakieś pół godziny później Madeline zajrzała, żeby nam podziękować, i od tamtej pory się przyjaźniłyśmy.

Od samego początku w Komnacie Dam panował ścisły podział. Byłyśmy tak przyzwyczajone do dzielenia na grupy w życiu codziennym – Trójki tutaj, Piątki tam – że wydawało nam się naturalne, gdy tak samo działo się w pałacu. Chociaż tutaj linie podziału nie przebiegały zawsze według klas, cały czas żałowałam, że w ogóle muszą istnieć. Czy nie miałyśmy być tutaj równe, przynajmniej do czasu zakończenia rywalizacji? Czy nie przeżywałyśmy tego samego?

W tym momencie nie przeżywałyśmy absolutnie niczego. Pragnęłam, by coś się wydarzyło, choćby po to, żeby mieć o czym rozmawiać.

– Masz jakieś wieści z domu? – zapytałam, żeby zacząć rozmowę.

Bianca podniosła głowę.

– Mama wczoraj napisała, że Hendly się zaręczyła. Możesz w to uwierzyć? Wyjechała stąd chyba tydzień temu.

Madeline się ożywiła.

– Z jakiej on jest klasy? Udało jej się awansować?

– O tak! – Bianca rozpromieniła się entuzjastycznie. – To Dwójka! Wiesz, to pozwala nam mieć nadzieję. Przed wyjazdem byłam Trójką, ale podoba mi się, że mam szansę wyjść za jakiegoś aktora, a nie za nudnego starego lekarza.

Madeline zachichotała i pokiwała głową.

Ja nie byłam tego taka pewna.

– Czy ona go znała? To znaczy, przez wyjazdem na Eliminacje?

Bianca przechyliła głowę na bok, jakbym zadała absurdalne pytanie.

– To mało prawdopodobne. Ona była Piątką, on jest Dwójką.

– Wydaje mi się, że jej rodzina specjalizuje się w muzyce, więc może występowała przed nim kiedyś – podsunęła Madeline.

– Słuszna uwaga – zgodziła się Bianca. – Może nie byli sobie całkiem obcy.

– Aha – mruknęłam.

– Kwaśne winogrona? – zapytała Bianca.

Uśmiechnęłam się.

– Nie, jeśli Hendly jest szczęśliwa, to bardzo się z tego cieszę. Ale to trochę dziwne, wyjść za kogoś, kogo się nawet nie zna.

Madeline odezwała się dopiero po chwili.

– Czy my właściwie nie robimy tego samego?

– Nie! – wykrzyknęłam. – Książę nie jest kimś obcym.

– Naprawdę? – zapytała Madeline. – W takim razie proszę, powiedz mi wszystko, co o nim wiesz, ponieważ ja mam wrażenie, że nie wiem niczego.

– Właściwie… ja też – przyznała Bianca.

Zaczerpnęłam oddech, by wygłosić długą listę rzeczy, jakie wiedziałam o Clarksonie… Okazało się, że jest tego niewiele.

– Nie mówię, że znam wszystkie jego sekrety, ale to nie jakiś przypadkowy chłopak spotkany na ulicy. Od małego patrzyłyśmy na niego, słuchałyśmy jego przemówień w Biuletynie, widziałyśmy jego twarz setki razy. Może nie znamy wszystkich szczegółów, ale ja mam bardzo jasny obraz tego, jaki on jest. A wy nie?

Madeline uśmiechnęła się.

– Myślę, że masz rację. To przecież nie tak, że przyszłyśmy tutaj, nie wiedząc, jak on się nazywa.

– Właśnie.

Pokojówka poruszała się tak cicho, że nie zauważyłam, jak podeszła, dopóki nie nachyliła mi się do ucha, by wyszeptać:

– Jest panienka na chwilę proszona.

Popatrzyłam na nią zaskoczona. Nie zrobiłam nic złego. Odwróciłam się do dziewcząt i wzruszyłam ramionami, a potem wstałam i w ślad za nią wyszłam z sali.

W korytarzu lekkim gestem wskazała za mnie, a gdy się odwróciłam, zobaczyłam księcia Clarksona. Stał tam, z tym swoim prawie-uśmiechem na ustach, i trzymał coś w ręku.

– Właśnie poszedłem do biura pocztowego, żeby zostawić listy, a poczmistrz przekazał mi to dla ciebie – powiedział i podał mi trzymaną w dwóch palcach kopertę. – Pomyślałem, że zależałoby ci, żeby ją od razu dostać.

Podeszłam do niego tak szybko, jak tylko mogłam, żeby nie przestać zachowywać się jak dama, i sięgnęłam po list. Uśmiechnął się diabolicznie i szybko wyciągnął rękę do góry.

Zachichotałam i zaczęłam podskakiwać, próbując złapać list.

– To nieuczciwe.

– No, spróbuj.