Wydawca: Harlequin Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2007

Królewski sekret ebook

Holly Jacobs  

5 (1)

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Królewski sekret - Holly Jacobs

Książę Michael odwiedza Amerykę, ale zamiast spędzać czas z ukochaną siostrą, wdaje się w burzliwy romans z jej przyjaciółką. Jednak Cara jest realistką, wie, że następcy tronu nawet nie wolno myśleć o poważnym związku ze zwyczajną dziewczyną. Po wspólnie spędzonej nocy, po prostu po cichu znika. Już wkrótce los ponownie zetknie ją z księciem i tym razem Carze nie uda się uciec od odpowiedzi na kilka ważnych pytań...

Opinie o ebooku Królewski sekret - Holly Jacobs

Fragment ebooka Królewski sekret - Holly Jacobs

Holly Jacobs

Królewski sekret

Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa

Drogie Czytelniczki!

Witam Was serdecznie w pierwszym wiosennym miesiącu. To czas, kiedy z pewnością wiele z Was planuje różne zmiany, życzę Wam zatem dużo zapału i cierpliwości przy realizowaniu wszystkich zamierzeń. A gdy zapragniecie odpocząć, wyciszyć się lub pomarzyć – w kioskach już czekają na Was kolejne opowieści z serii ROMANS.

W marcu polecam szczególnie ostatnią część miniseriiKrólewskie śluby,kolejną powieść Jessiki Hart, a także bardzo zabawną książkę nowej pisarki z Irlandii Trish Wylie.

A oto wszystkie propozycje na luty:

Podwójne oświadczyny– szef perfekcjonista i jego idealna asystentka wyruszają w podróż służbową, z której wrócą bardzo odmienieni.

Królewski sekret– ostatnia część miniseriiKrólewskie śluby.Następca tronu wpadnie w sercowe tarapaty, z których może go wybawić pewna skromna dziewczyna.

Francuski kaprys– opowieść o uczuciu tak silnym, że przetrwało pomimo wielu przeciwności losu.

Sercowe rozterki– historia firmowego playboya. Potrafi oczarować wszystkie kobiety oprócz tej dla niego najważniejszej.

Kawaler roku, Miłosne igraszki (DUO)– dwie opowieści o ludziach, którzy dopiero po rozstaniu zrozumieli, że są dla siebie stworzeni.

Życzę przyjemnej lektury!

Grażyna Ordęga

Harlequin.Każda chwila może być niezwykła.

Czekamy na listy. Nasz adres:

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21

Tytuł oryginału: Once Upon a King Pierwsze wydanie: Silhouette Romance, 2005 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Izabela Romanowska Korekta: Ewa Popławska, Izabela Romanowska

© 2005 by Holly Fuhrmann

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4

Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa

Printed in Spain by Litografia Roses, Barcelona

ISBN 978-83-238-3072-6

Indeks 360325

ROMANS – 895

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

PROLOG

Cara Phillips pochyliła się i wyjrzała przez okno. Samolot schodził do lądowania, w dole już było widać Eliason, niewielkie europejskie państewko, o którego istnieniu większość świata nie miała pojęcia.

Dla niej, dziewczyny urodzonej i wychowanej w Stanach, Eliason było miejscem magicznym. To państwo rządzone przez prawdziwego monarchę. Ciekawe, co odczuwa ktoś, kto ma świadomość, że cały kraj należy do niego, a jednocześnie odczuwa ciężar spoczywającej na nim odpowiedzialności za skrawek ziemi i za ludzi ten skrawek zamieszkujących.

W Eliason przyszła na świat najlepsza przyjaciółka Cary, Parker Dillon. Księżniczka Anna Maria Parker Mickowicz Dillonetti z Eliason.

Ale rodowe dziedzictwo okazało się dla Parker zbyt wielkim obciążeniem. Nie czuła się na siłach, by zmierzyć się z posłannictwem, jakie nakładało na nią jej urodzenie. Postanowiła podążyć za tym, co było dla niej ważniejsze, w czym widziała szansę na samorealizację. Poszła za swoim marzeniem i odnalazła swoje miejsce pod słońcem. Postanowiła osiąść w Erie w Pensylwanii i związać się z Jace'em, mężczyzną, który wkrótce zostanie jej mężem. Do ich ślubu pozostał już tylko miesiąc. Krótkie cztery tygodnie.

Tego samego dnia w związek małżeński wstąpi wspólna przyjaciółka Cary i Parker, Shey Carlson. Wyjdzie za Tannera Ericsona. Za księcia Tannera Ericsona.

Podwójny ślub. W dodatku książęcy ślub.

Dla romantycznej duszy Cary było to spełnienie marzeń. Bajka, po prostu bajka. Przyjaciółki wygrały swoje losy na loterii.

Shey nie szukała miłości. Zwłaszcza nie takiej. Książę Amaru, Eduardo Matthew Tanner Ericson, z założenia nie był kimś, kim Shey mogłaby się zainteresować. W dodatku przybył do Erie w konkretnym celu – po narzeczoną. Tymczasem znalazł Shey, miłość swojego życia.

Shey zgrywała się na twardą, mocno stąpającą po ziemi dziewczynę, ale to była tylko maska. Ktoś, kto ją znał, doskonale wiedział, jak bardzo jest delikatna i wrażliwa i jak łatwo ją zranić. Zasługiwała na swojego księcia, bez dwóch zdań.

Cara znowu westchnęła. Jak cudownie wszystko się ułożyło! Jej dwie najbliższe przyjaciółki znalazły swoje połówki jabłek, mężczyzn, których pokochały całym sercem, z którymi chcą spędzić resztę życia.

Kiedyś miała nadzieję, że jej życie też potoczy się takim torem. I przez chwilę, ulotną chwilę, łudziła się, że tak właśnie się stało. To było trzy miesiące temu.

Mike King pojawił się w jej życiu nieoczekiwanie, a wraz z nim obudziły się uczucia, jakich dotąd nigdy nie doświadczyła, o jakich nie miała pojęcia. Obudziła się też nadzieja, że oto znalazła człowieka, na którego czekała, za którym w skrytości duszy tak bardzo tęskniła. Tymczasem jej wymarzony mężczyzna zniknął równie szybko, jak się pojawił. Po prostu nagle rozpłynął się w niebycie, pozostawiając po sobie tęsknotę i niekończące się rozważania na temat tego, co mogłoby być, gdyby…

Pozostało wspomnienie jednej, jedynej nocy, kiedy Cara myślała, że oto spełniają się jej marzenia, gdy uwierzyła w miłość od pierwszego spojrzenia i w szczęśliwą przyszłość.

Ale po nocy nastał ranek i Mike zniknął bez śladu. Cara obudziła się z pięknego snu, a zetknięcie z rzeczywistością było jak uderzenie obuchem.

Cudowna, magiczna noc wydawała się teraz sennym marzeniem zatopionym w nierealnej mgle, która rozwiała się wraz ze wschodem słońca. Zostało tylko wspomnienie ciemnowłosego mężczyzny o przepastnych błękitnych oczach, przenikających Carę na wskroś. Oszukiwała samą siebie, sądząc, że Mike, tak jak ona, czuł tę niezwykłą więź, która ich połączyła.

Zniknął, ale coś po nim pozostało. Coś namacalnego i bardzo realnego.

Koła samolotu dotknęły ziemi.

Cara jeszcze raz westchnęła głęboko. Dość tego. Powinna myśleć o ślubie przyjaciółek. To musi być wspaniała, niepowtarzalna uroczystość, w iście królewskiej oprawie.

Tak, Parker i Shey odnalazły swoje przeznaczenie. Mają kogo kochać. Znalazły miłość na całe życie, aż po grób. Ją też to kiedyś spotka.

I co z tego, że nie będzie to Mike King? On przemknął przez jej życie jak meteor, ich drogi zeszły się tylko na krótką chwilę, ale wkrótce w życiu Cary pojawi się ktoś, kto zostanie przy niej na zawsze.

Dziecko.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Michael, przestań wreszcie tak krążyć. Wyglądasz jak zdenerwowana panna młoda przed nocą poślubną, a nie jak książę i następca tronu.

Michael, słysząc to porównanie, nie mógł się nie uśmiechnąć.

– Jak panna młoda? Marstel, chyba przesadziłeś. Raczej jak pan młody.

– Daj spokój, tak mi się powiedziało – uśmiechnął się Marstel.

Z Marstelem znali się od dziecka, dlatego wolno mu było znacznie więcej niż innym ludziom z otoczenia księcia. Jako osobisty asystent i prawa ręka orientował się doskonale w wielu sprawach, a jako przyjaciel z dzieciństwa wiedział o księciu bardzo dużo.

Naraz Marstel przestał się uśmiechać.

– Weź głęboki oddech i uspokój się trochę.

– Uspokój się? – Michael nerwowym gestem przesunął palcami po włosach. – Uspokój się? – powtórzył. – Dobrze ci mówić. Czekam na koleżankę siostry, by wspomóc ją w przygotowaniach do ślubu. – Do ślubu Parker, siostry Michaela, pozostał niecały miesiąc, a jej przyjaciółka miała osobiście wszystkiego dopatrzyć. – Zamiast się w to bawić, powinienem być teraz w Erie i szukać jej.

Jej? Tak, bo nawet nie wie, jak miała na imię.

Cara mia,tak ją nazywał.

Przypomniał sobie jej uśmiech, gdy pierwszy raz tak się do niej zwrócił. Wyszeptał jej to do ucha:cara mia.

Spotkali się nagle, nieoczekiwanie i ta krótka chwila zmieniła całe jego życie.

– Powinienem być tam, a nie służyć za kierowcę jakiejś tam Carze.

Już samo brzmienie tego imienia pogłębiało frustrację Michaela.

Cara, ale nie jegocara mia.

– Przecież twój przyszły szwagier szuka tej tajemniczej dziewczyny, ale gdy nie zna się nawet imienia… – Marstel zawiesił głos.

Sytuacja była jasna. Szanse na odnalezienie nieznajomej równały się zeru. Tamtej nocy była dla Michaela po prostucarą mią.O jej prawdziwe imię zamierzał zapytać rano, w świetle dnia. Nie chciał mącić uroku czaro wnej, wręcz nierealnej nocy takimi drobiazgami. Tymczasem rano dziewczyna zniknęła. I jak ją teraz odnaleźć?

Erie to niewielkie miasteczko w Pensylwanii, zaledwie sto tysięcy mieszkańców, ale znaleźć kogoś, jeśli nie zna się jego nazwiska, to jak szukanie igły w stogu siana.

Michael sporo wiedział o Erie. Według ostatniego spisu, w miasteczku mieszkało sto trzy tysiące siedemset siedemnaście osób, ale do tego należało doliczyć ludzi zamieszkujących miejscowości leżące wokół Erie.Cara miarównie dobrze może mieszkać w jednej z nich.

Na razie Michael nie mógł się ruszyć z Eliason. Postanowił jednak, że zaraz po ślubie siostry poleci do Erie i zacznie poszukiwania. I nie spocznie, póki jej nie znajdzie, choć wiedział, że to sprawa niemal beznadziejna.

Tak, czekało go ciężkie zadanie, ale dopnie swego. W każdym razie spróbuje. Ta znajomość nie może się tak po prostu zakończyć. Jedna wspólna noc to za mało. Instynktownie czuł, że ta kobieta jest mu przeznaczona.

Wiedział to od pierwszej chwili, gdy tylko ją ujrzał. Był tak pochłonięty tym, co działo się między nimi, uczuciami, jakie nieoczekiwanie w nim wybuchły, że o nic nie pytał, a gdy w końcu otrząsnął się i zaczął normalnie myśleć, było za późno. Dziewczyna zniknęła.

Pozwolił, by mu się wymknęła. Szukał jej kilka godzin, ale daremnie. Nie mógł dłużej zostać w Erie, bo plan jego dyplomatycznej wizyty był dokładnie ustalony.

Ale wróci do Erie i nie wyjedzie ze Stanów, póki nie odnajdzie swojego szczęścia.

Nie miał romantycznej natury, nigdy przedtem nie zdarzyło się mu stracić głowy na widok atrakcyjnej dziewczyny, jednak gdy tamtego dnia ujrzał ją na ulicy, stało się. Od razu wiedział, że to ona.

To samo przed laty przeżył jego ojciec. Dokładnie w taki sposób poznał mamę, miłość swojego życia. Na dodatek to również zdarzyło się w Erie. Parker też doświadczyła czegoś podobnego. Zakochała się w prywatnym detektywie wynajętym przez ojca. Jace O'Donnell miał ustalić, czemu księżniczka nie chce wracać do rodzinnego kraju.

Wcześniej Michael nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia, mimo że sam przyszedł na świat jako owoc związku zrodzonego z takiego uczucia. Nie przekonywały go jednak opowieści rodziców, póki sam tego nie doświadczył. Dopiero wtedy uwierzył. I od tej chwili każdy dzień bez niej był nie do przeżycia.

Jeszcze miesiąc. Gdy tylko wywiąże się z rodzinnych obowiązków, poleci do Erie i wróci ze swoją ukochaną. Ze swojącarą.

– Ląduje – głos Marstela wyrwał go z rozmyślań.

Samolot zszedł niżej i koła dotknęły pasa.

Oczekujący musieli cierpliwie czekać, aż podróżni odbiorą bagaże i przejdą odprawę. Wydarzenia ostatnich lat wiele zmieniły i nawet w Eliason przepisy bezpieczeństwa zostały mocno zaostrzone, jednak bycie księciem miało pewne plusy, nawet jeśli nie było ich wiele. Michael i Marstel stanęli przy wyjściu awaryjnym i obserwowali pasażerów wysiadających z samolotu.

Wysiadło już kilkanaście osób, gdy nagle Michael zobaczył ją. Gwałtownie wciągnął powietrze. Był pewien, że ma halucynacje.

– Michael, co z tobą? – zaniepokoił się Marstel.

– To ona – wyszeptał książę, nie odrywając oczu od zbliżającej się kobiety. – To ona.Cara mia.

– Twoja tajemnicza dziewczyna?

Trzy miesiące temu Michael przebywał z wizytą w Stanach, a przy okazji spotkał się z siostrą. Miał ją namówić do powrotu do domu, choć nie spodziewał się, że to mu się uda. Gdy Parker się na coś uparła, nie trafiały do niej żadne argumenty. Kiedy tylko przyjechał do Erie, wszystko stało się jasne. Wystarczyło popatrzeć na Parker, gdy opowiadała o swoim detektywie. Tak, jej miejsce było teraz tam, przy ukochanym. Do rodzinnego Eliason mogła co najwyżej przyjechać z wizytą.

Program pobytu Michaela w Stanach był bardzo napięty, więc książę nie zdążył poznać przyjaciółek siostry. Jedna z nich, Shey Carlson, zaręczyła się z Tannerem Ericsonem, księciem sąsiedniego Amaru. Druga nazywała się Cara Philips i miała przyjechać do Eliason, by wziąć udział w przygotowaniach do podwójnego ślubu. To będzie cicha, skromna uroczystość w gronie rodziny i najbliższych przyjaciół, dopiero miesiąc później zaplanowano huczną ceremonię. Na razie oba śluby zostaną zachowane w tajemnicy.

Parker i Shey przybędą do Eliason w ostatniej chwili. W ten sposób żadne informacje nie przeciekną do mediów i nic nie zakłóci rodzinnej atmosfery tej wyjątkowej uroczystości. W takim rozwiązaniu było sporo sensu.

Swoją tajemniczą dziewczynę Michael spotkał w parku w Erie, niedaleko kawiarni i księgarni, które należały do Parker i jej przyjaciółek. Dziewczyna zaśmiała się tak dziwnie, gdy nazwał jącara mia.

Cara Phillips.

A więc znał jej imię, choć sam o tym nie wiedział. To jeszcze jeden dowód, że przeczucia go nie myliły – ta dziewczyna była mu przeznaczona.

A teraz przyjechała do niego.

Czy potrzeba więcej dowodów?

– Michael? – Marstel popatrzył na księcia z niepokojem.

– W porządku. Teraz już wszystko jest dobrze – powiedział z przekonaniem Michael.

Bardzo dobrze. Już nie musi szukać swojejcary.

To ona go znalazła.

Cara wysiadła z samolotu i odetchnęła głęboko. Parker często powtarzała, że nigdzie nie pachnie tak jak w Eliason.

Może to prawda, ale w tej chwili Cara czuła tylko zapach paliwa i robiło się jej od tego trochę niedobrze.

Zmusiła się, by myśleć o czymś innym. Zaraz pozna rodzinę Parker. Rodzinę panującą w Eliason. Nie ma powodów do zdenerwowania. Przecież to dla niej nie pierwszyzna. Parker jest księżniczką, Tanner jest księciem, a po ślubie nawet Jace i Shey dostaną tytuły.

Lata przyjaźni z Parker wiele ją nauczyły. Dobrze wiedziała, jak trudne i stresujące bywa życie członków rodziny panującej. Już jako nastolatka Parker przeżyła szok, gdy jej osobiste sprawy zostały upublicznione i stały się pożywką dla brukowców. Na szczęście zawsze mogła liczyć na rodziców, którzy wspierali ją bez zastrzeżeń. Dla książęcej pary dzieci były najważniejsze i choć rodzice pragnęli, by Parker wróciła do domu, uznali jej prawo do wyboru własnej drogi.

Cara nie znała ich, jednak mimo to uważała za wzór. Dlatego bez wahania przyjęła propozycję, by zatrzymać się u nich. Parker pokazała jej zdjęcia rodzinnego domu. Była to imponująca, usytuowana pośród wspaniałych ogrodów rezydencja z szarego kamienia, z jedną wieżą w zachodnim skrzydle. Parker przyznała, że jeszcze nie była we wszystkich pokojach. Ciekawe, czy Carze uda się to w ciągu miesiąca.

Mało prawdopodobne. Czekało ją mnóstwo pracy, musi dopilnować każdego, nawet najdrobniejszego szczegółu. Chciała, by ta uroczystość była wspaniała i na zawsze zapadła w serca i pamięć przyjaciółek i gości.

To była jej misja. Nie będzie czasu na inne rzeczy. A jeśli koniecznie chce się martwić, ma przecież inne problemy. Ważniejsze.

Weszła do sali przylotów i rozejrzała się wokół. Ktoś miał ją odebrać, ale Parker nie powiedziała, kto po nią przyjedzie. Pewnie sama nie wiedziała.

Cara założyła torbę na ramię i ruszyła przed siebie.

- Cara mia -usłyszała nagle za sobą.

Zatrzymała się i znieruchomiała. Nogi się pod nią ugięły. Czuła, że brakuje jej powietrza.

Czy można się udusić, gdy nagle człowieka coś niebywale zaskoczy?

Choć zaskoczenie to za mało powiedziane.

Cara była w szoku.

Czy można udusić się z powodu szoku?

Nie chciała się odwracać. Nie byłaby w stanie przeżyć rozczarowania. A jednak odwróciła się. Musiała.

Mike.

Mike King w Eliason?

– Ty? – wybąkała ledwie słyszalnie, bo wciąż brakowało jej tchu.

– Ja – odparł z szerokim uśmiechem Mike.

Drań wydawał się bardzo zadowolony.

– Odnalazłem cię – powiedział.

Nadzieja, jaka się w niej obudziła, rozwiała się w jednej chwili. Cara przypomniała sobie, jak Mike się zachował. Szkoda słów. Drań i łobuz.

Zawsze była cicha i nieśmiała, trzymała uczucia na wodzy, ale widok roześmianej twarzy Mike'a podziałał na nią jak płachta na byka.

– Odejdź ode mnie! – Odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie.

Nie zważała, gdzie idzie, chciała tylko znaleźć się jak najdalej od tego człowieka, który tak podle z nią postąpił.

Mike King, ojciec jej dziecka.

– Caro, dokąd idziesz? – Mike podążył za nią, wcale nie przejęty tym, co mu przed chwilą powiedziała.

Może była zbyt subtelna. Odwróciła się i popatrzyła mu prosto w oczy.

– To nie twoja sprawa. Zapomnij, że kiedykolwiek się znaliśmy. Ja zapomniałam cię tamtego ranka, gdy tylko się obudziłam się w hotelu. Zresztą ciebie już nie było.

Tak, skłamała, ale zrobiła to w słusznej sprawie.

Bo choć uciekła się do wierutnego kłamstwa, pierwszy raz w życiu nie miała poczucia winy. Pierwszy raz w życiu tak dalece rozminęła się z prawdą, ale playboy zasłużył sobie na to, by jak najszybciej wymazać go z pamięci.

Nigdy mu nie wyzna, że myślała o nim bezustannie.

– Ja nie potrafię zapomnieć – powiedział z powagą.

Cara znów ruszyła przed siebie.

– Odejdź, bo zawołam strażnika. Aresztują cię za nagabywanie nieznajomej. Jestem tu gościem i mam wysoko postawionych przyjaciół.

Może trochę nagięła prawdę, bo jeszcze nie poznała rodziców Parker, ale oni z pewnością staną w jej obronie i ochronią ją przed natręctwem byłego kochanka.

– Powiedz mi, dokąd idziesz – zażądał stanowczo Mike. Cara przyspieszyła kroku.

– Nie twoja sprawa! – rzuciła opryskliwie przez ramię. – Zostaw mnie, ty draniu.

– Draniu? – rozbawiła go tym określeniem.

– Ty podrywaczu!

– Podrywaczu? – Mike zachichotał.

Wspomnienie tego cichego, głębokiego śmiechu prześladowało ją przez ostatnie trzy miesiące.

Nagle Mike położył rękę na jej ramieniu, jakby chciał przytrzymać ją w miejscu.

Cara szarpnęła się.

– Zostaw mnie! I przestań za mną iść!

– Nie mogę. Przyjechałem tutaj po ciebie, Caro. Mam cię zabrać do zamku.

– Pracujesz u księcia? – zapytała i naraz spłynęło na nią olśnienie. – To dlatego byłeś w Erie. Teraz już rozumiem. Wysłano cię, byś namówił Parker do powrotu. Wtedy poznałeś mnie i postanowiłeś zabawić się przed wyjazdem. Sądziłeś, że nigdy więcej się nie spotkamy. I niech już tak zostanie. Uznajmy, że nigdy wcześniej się nie widzieliśmy. Odwieź mnie do zamku i wracaj do swoich spraw. I na zawsze zapomnij, że kiedyś się znaliśmy.

– Obawiam się, że to niemożliwe,cara mia.

Cara ledwie się trzymała, a czułe słowa Mike'a ostatecznie ją dobiły.

– Nie mów tak – wykrztusiła.

– Nie mogę. Jesteścara mia,moja ukochana. – Michael wyciągnął rękę, jakby znowu chciał jej dotknąć, ale szybko się wycofał. – Szukałem cię – powiedział.

– Ha!

– Nie mogę cię zostawić, bo mój ojciec życzył sobie, bym ci towarzyszył i pomagał.

– Twój ojciec? – zapytała Cara i poczuła gwałtowny skurcz w żołądku. Nagle zaczęła docierać do niej przerażająca prawda. – Twój ojciec? – powtórzyła.

– Mój ojciec, Antonio Paul Capelli Mickowicz Dillonetti.

Cara bała się, że zaraz upadnie.

Mike pochwycił ją za ramię i podtrzymał.

Cara zebrała wszystkie siły.

– Więc jak ty się naprawdę nazywasz? – zapytała cicho, choć już wiedziała.

– Antonio Michael Paul Mickowicz Dillonetti. To nie jest pełne brzmienie, dochodzą jeszcze tytuły. Ale dla przyjaciół jestem po prostu Michael.

– No więc, Wasza Wysokość…

– Michael – poprawił ją.

– To dla przyjaciół, a ja się do nich nie zaliczam. Pozostanę przy „Wasza Wysokość”.

– Jak sobie życzysz – rzekł miękko, jakby chciał ją uspokoić.

Ale ten ton był zbyt miękki, zbyt pieszczotliwy, by podziałał na nią uspokajająco.

– Rzeczywiście nie zaliczasz się do moich przyjaciół. – zaczął. – Jesteś dla mnie kimś więcej.

Cara nie mogła tego słuchać.

Parker i Shey zdały się na nią. Wierzyły, że dopilnuje, by ich zaślubiny były kameralną, wzruszającą uroczystością, inną niż bywają zazwyczaj królewskie śluby. Przyjaciółki nie chciały pompy i celebry. Tymczasem Cara nie może zostać w Eliason, mając w perspektywie ciągłe towarzystwo Mike'a, dzień po dniu.

Parker i Shey zrozumieją jej racje. Muszą.

Odwróciła się i ruszyła do kasy.

– Dokąd się wybierasz? – zdumiał się Michael, depcząc jej po piętach.

Dopiero teraz Cara zauważyła kilku mężczyzn, idących za nimi krok w krok.

Ochroniarze?

Bardzo możliwe. W końcu to książę.

Książę, dobre sobie. Po prostu kawał drania.

– Idę kupić bilet powrotny – odpowiedziała.

– Znowu uciekasz? – zapytał Michael, ściszając głos.

– Co chcesz powiedzieć przez to „znowu”? Obudziłam się rano, a ciebie nie było. Nie pozostawało mi nic innego, jak odejść. Wyszłam, ale z całą pewnością nie uciekłam.

Gdyby wtedy nie zniknął, zostałaby.

– Poszedłem tylko po śniadanie. Gdy wróciłem, ciebie już nie było – powiedział cicho Michael.

– Wróciłeś wtedy? – wyszeptała.

– Oczywiście. Przecież byliśmy w moim pokoju.

Nie, czy to możliwe? On wcale nie odszedł. Wcale jej nie zostawił. Dotknęła dłonią brzucha.

Naraz uderzyła ją jeszcze jedna myśl.

Ojciec jej dziecka jest księciem. Następcą tronu Eliason.

Zamarła. Jej dziecko należy do rodziny panującej.

Krew odpłynęła jej z głowy i Cara zrobiła coś, co nigdy dotąd jej się nie zdarzyło. Zemdlała.