Król kebabów - Marta Mazuś - ebook
Opis

Do Polski nadciagają imigranci? Oni już tu są

Oto historie zderzeń i zdziwień, historie w których “my” spotykamy “ich”

Świetnie wykształcona Ukrainka sprzątająca polski bazar. Turek, który przywiózł Polsce kebab i w odpowiedzi na gusta kulinarne Polaków zaczął serwować go z kapustą. Albanka, która wstąpiła do klasztoru. Cygan z Andrychowa planujący zostać polskim superbohaterem.

Otwartość poplątana z niezrozumieniem, sympatia podszyta wyższością, niechęć ubrana w poprawne politycznie ględzenie lub bluzgi z internetu. Polacy i cudzoziemcy - patrzą na siebie, choć nie zawsze się widzą, żyją obok siebie, choć rzadko razem.

Marta Mazuś - jedno z najmłodszych I najlepszych piór polskiego reportażu – przedstawia trzynaście opowieści o sukcesach, porażkach, determinacji, o rozczarowaniach życiem w Polsce. O nadziei. O codzienności tych Innych, Obcych. A może bardziej o nas samych?

Kilkanaście zdumiewających losów, opisanych  z wyczuciem dramatu, fantastycznym szczegółem I poczuciem humoru. Sprawiedliwie, bo obu stronom – przybyszom I tutejszym – dostaje się po równo. Głęboko, bo za każdym losem plątanina spraw, z którymi obie strony z trudem sobie radzą, lub nie radzą wcale. Dobre przygotowanie do spotkania z innymi, którzy napływają.

Małgorzata Szejnert

Ludzie stamtąd stali się ludźmi stąd. Niedawni obcy, stali się częścią polskiego społeczeństwa. O tym, jak ich przyjęliśmy i jak oni odnaleźli się wśród nas, fascynująco pisze Marta Mazuś.

Michał Nogaś, Polskie Radio Trójka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 176

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


BAZARU DUŻO, A CZASU MAŁO

Pięć ulic i uliczki poprzeczne między nimi. Jest co sprzątać. Ja lubię te budy, wiem, w której kto pracuje. Lubię chodzić po bazarze, bo wszyscy mnie tu znają. Dzień dobry, dzień dobry, bardzo miło jest. Tu handluje szlafrokami Armenka. A tu Chinka pracuje. Chińczyki zabawni ludzie. Oni mnie uczą po chińsku. Sin czao – dzień dobry. Tam biet – do widzenia. Tu handlują głównie obcokrajowcy. Armeni, Chińczyki, Wietnamczyki. Polaków jest mniej niż połowa, a może jeszcze mniej. Tu Armenka handluje srebrem. Tu Polak torebkami. A tu też Polka, taka miła kobieta, ale u niej nikt nic nie kupuje. Zawsze mówi, że nie ma utargu. Handluje książkami. Książki teraz się nie sprzedają.

Jurek, kochanie, pchaj ten kontener, zaraz jedziemy na drugą ulicę.

W Polsce ja sprzątam bazar i muszę być z tego dumna. Muszę sobie wmawiać tę dumę. Bo mam pięćdziesiąt lat i wyższe wykształcenie. Na Ukrainie studiowałam handel i ekonomię, pracowałam na posadzie kierowniczka sklepu. Po urodzeniu córki musiałam odejść. W dziewięćdziesiątym pierwszym roku wszystko się na Ukrainie skończyło. Albo córka, albo sklep i kariera. W ogóle w życiu nie myślałam, że wyjadę kiedyś na zarobek. Ale dzieci rosły, mogłam ich zabrać z sobą, to zabrałam. Wcześniej ja nie chciała zostawiać ich samych, bo jak matka zostawia dziecko, to dziecko ginie, nie daje rady. Narkotyki, wódka, koledzy. A tak dzieci pracują. Praca to jest wszystko. Ja dumna z nich jestem. Wiem, że oni porządni. Syn ma dwadzieścia sześć lat, córka dwadzieścia. Ja mam pięćdziesiąt lat. Ale emerytury nie będę miała. Te firmy z czasów sowieckich już dawno nie istnieją. W burdel nie biorą w takim wieku. Bazar sprzątać zostaje.

My przyjechali torba w ręce i nic więcej. Najpierw pod Wrocław, na wizie. Busem przywieźli nas do masarni, dali pracę. Ja nie wiem, kto to może wytrzymać. Dwa miesiące dałam radę. Ciężka praca. Obiecywali, że będą nas karmić, że dadzą nam mieszkanie. To była katastrofa. Spanie w jakimś mokrym miejscu. Dwanaście godzin, dwie przerwy, jedzenie dawali okropne. A mięso tak pachniało. Ja wieszałam kiełbasę i ona potem wjeżdżała do wielkiego pieca. Jak jakaś się spaliła, to ją odrzucali jak odpad. Ale nawet posmakować tego nie było wolno. A ta kiełbasa świeżutka, tak pachniała, w nosie aż od niej swędziało. Jakbym do buzi wzięła, to od razu by mnie zwolnili. A ja byłam taka głodna, aż mi się w głowie kręciło. Tylko z Ukrainy ludzie tam pracowali. Ci, co kręcili kiełbasę, to byli Polacy.

Przed świętami, po dwóch miesiącach, nas zwolnili. My tyle pieniędzy zapłacili, żeby tu, do Polski, przyjechać, i po dwóch miesiącach do widzenia. Nawet nie odpracowaliśmy tego.

No to potem do Warszawy, pociągiem dojeżdżamy na Dworzec Centralny. Stoimy, ale nie wiadomo co dalej. Ja jestem z Lwowa, to troszkę po polsku rozumiem. Kupiliśmy gazetę i przez ogłoszenie ja znalazłam pracę w firmie sprzątającej. Wzięli mnie, potem załatwili zaproszenie, bo byli zadowoleni. I tak my zostali.

Jurek, te kartony puste wynieś teraz.

Dumna się czuję, że mnie ktoś docenił. Ja jestem obcokrajówka, ale nikt mi nigdy tego nie wytknął. Przykrości to mnie spotkały, jak handlowałam. Bo na początku na bazarze przez pół roku tylko sprzątałam, a potem mnie Polak zaprosił na swoje stoisko „Wszystko po złotówce”. Kiedyś ksiądz przyszedł na to stoisko. Po mnie bardzo słychać, że ja Ukrainka. Ksiądz zaczął mnie wyzywać: Ty suko prawosławna! A ja przecież jestem radziecka. Nie bardzo chodzę do kościoła. Moja babka była Polka. My wszyscy mamy zmieszaną krew, Lwów kiedyś był pod Polską. Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że ksiądz może powiedzieć coś takiego. Ale to na jego sumienie.

Na tym stoisku ja po raz pierwszy widziała, jak ludzie kradną. Ilu starszych ludzi kradnie! Do rękawa, do palta, do kieszeni. Ona idzie sobie w futrze i kradnie. Takie drobiazgi – radyjko, taśma, latareczka, szminka. Nie sposób naliczyć. Tam na stoisku milion było wszystkiego po złotówce, to można sobie było wybrać. Ja tak się na to napatrzyłam, że po półtora roku odeszłam od handlu. A potem sama administracja bazaru do mnie przyszła i prosiła, żebym wróciła do sprzątania, bo ja tak dobrze sprzątałam. Z dumą tu wróciłam. Nawet Chińczyki mówili, że dobrze, że ja wróciłam, bo wreszcie znowu będzie porządek.

Ja lubię, jak bazar żyje, jak idę rano i wszyscy się ze mną witają. Polacy, Armeni, Chińczyki. Ja mam odpowiedzialną pracę. Muszę tak robić, żeby następnego dnia wszyscy widzieli, że tu było zrobione i że dobrze było zrobione. Żeby wszyscy byli zadowoleni.

Handel zaczyna się o piątej rano. O szóstej przychodzi pierwsza zmiana. Rano sprząta się trawniki, przestawia pojemniki. Ja o czternastej zaczynam drugą zmianę. I do dwudziestej drugiej to trwa. Wieczorami dużo rzeczy tu zostaje. Ciuchy, buty, drobiazgi, jedzenie zostaje, towar od dawna niesprzedany, coś lekko popsute, można sobie wybierać. Ludzie wiedzą, że tu można przyjść i brać. Ludzie z okolicy. Zawsze te same twarze. Nie wszystko sprzątam, bo wiem, że to dla biednych. Ale takich naprawdę biednych ja tu prawie nie spotykam. Tylko za pojemnikami zawsze się chowają, bezdomni. Matko Boska, jak tam do nich zajrzysz rano. Nie wiesz, w którym miejscu jest karton, a w którym głowa. A reszta to pijące. To jest osobny typ człowieka.

Jak człowiek raz, drugi, pójdzie do śmietnika, to już będzie chodził. Takie jest moje zdanie. Może ja nie mam prawa tak mówić, może nie mam racji. Ja mam pięćdziesiąt lat, ja trochę już widziała. Widzę, że ich stać. Ona ma na ubranie, na buty porządne. Trzeba zwracać uwagę na buty, w jakich oni butach chodzą. Ona ma pierścionek na ręce. I potem ta ręka sięga do pojemnika. To nie dlatego, że jej nie stać, tylko ona przyzwyczajona do tego pojemnika, że tu za darmo. A przecież bazarna cena tania. Jeden pomidorek za pięćdziesiąt groszy. To chyba jeszcze stać na to?

Jurek, podjedź no tu. Ooo, ale ciężkie. To z tego kebabu.

Polacy to cudni ludzie, z poczuciem humoru. Tylko Ruskie jeszcze taki mają. Polacy cudnie żartują, tak że można umrzeć ze śmiechu. Polacy mają poczucie humoru i honor. Niejeden raz ja się z tym spotkała. Syn ma polską dziewczynę. Piękna, mądra, poważna. Byłam już u jej ojca. Cudni ludzie. Wcześniej to ja gorzej o Polakach myślała. Jak przyjeżdżali do nas na Ukrainę, to takie chamy troszkę, takie pany. Ale tu ja widzę, że wy to samo macie na głowie, to samo zdrówko, pieniążki tak samo każdy tu liczy. Kiedyś myślałam, że tylko u nas tak ponuro, a u Polaków jest lepiej. Kiedyś ja na wczasy do was przyjeżdżałam. Na wypoczynek, do Warszawy.

Moi mili państwo, ja jestem zakochana w Warszawie! Najbardziej podoba mi się Starówka. Sprzątałam Starówkę. Bardzo miło to wspominam. Ale nie chodzi o to, że tam sprzątałam, tylko że ja mogłam patrzeć na to wszystko. Te domy stare, na Brzozową ulicę. Rano my zaczynali o szóstej. Matko Boska, wszystko, co zostało po turystach. Tej pracy nikt nie widzi. Każda ulica miała coś swojego. Jezuicka zawsze była czysta, bo tam siedziba firmy sprzątającej. Na Piwnej pety, butelki. Na Rynku gołębie gówno, tragedia. No i takie miejsce, gdzie biorą śluby. Kwiatuszki tam sypią, płatki leżą na bruku. Posprzątać tego nie sposób. Tam ktoś miał najszczęśliwszy dzień w życiu, a ja nad tym płakała.

Jurek, ty tam rozładujesz pojemnik, a ja lecę na ciucholand, bo tam kawał jeszcze zostało.

Tu jest mały ciucholand na kilogramy, a tam duży, elegancki. Dalej Chińczyki, Matko Boska, żrą i brudzą, i nazad to samo: żrą i brudzą. Polacy tak nie rzucają, oni zawsze wkładają śmieci do torby. A Chińczyki dawaj pod nogi, łupinki od słonecznika, zielona herbata, mieszają nogami, błoto. Chodzę za dnia z workiem, ręcznie po nich zbieram. I ja ich proszę, oddawajcie do mnie te śmieci, ale ta Chinka, kusa taka, stoi i patrzy na mnie jak baran. Widzi, że chodzę i zbieram, ale do worka nie wrzuci. Robią mi tu bardak. I jak ja mam teraz to wygarnąć spod tego stolika? Papierki i słoneczniki – samo najgorsze. A całkiem najgorsze te kwiaty, płatki kwiatów. Nie szkodzi.

Była praca, bardzo dobra praca. Po pracy do szatni z koleżankami my szły zmęczone, ale pośmiały się zawsze razem. Parki ja z nimi też razem sprzątała, cmentarz wojskowy sprzątała, liście, trawy grabienie, róż pielenie. W sprzątaniu ulic w Warszawie większość Polaków pracuje, jak na moje oko. Ukraińców więcej na budowach.

Mój syn też teraz na budowie. Na Ukrainie gasił pożary na lotnisku, strażak. Gasił i gasił, a nie miał z tego nawet tyle, żeby zaprosić dziewczynę do baru. Teraz może zarobić i na dziewczynę, i na siebie, i chodzą sobie na miasto. Na kino ma, na ubranie nowe, na prezent dla dziewczyny. Jak on zarabia piętnaście złotych na godzinę, to jak ma nie mieć? A córkę mam w przedszkolu. Pomaga przy dzieciach za sto pięćdziesiąt złotych na tydzień. Ona na fizyczną pracę się nie nadaje. Jechała samochodem, trach, kręgosłup uszkodzony. Ona po polsku już całkiem bez akcentu mówi. Ja bardzo bym chciała tak mówić jak ona, ale wiem, ja nie mówię dobrze. Moja córka ma dar językowy. Ale ja nie mam pieniędzy, żeby dać jej na studia.

No i znowu Chinka rozrzuciła śmietnik! Tyle razy ja ją prosiła, ale Chinka mnie mówi, że ją nie obchodzi, bo ja tu jestem od sprzątania i ja mam sprzątać po niej. Każdy by chciał, żeby tylko koło niego było najlepiej wysprzątane, papierki powymiatane, słoneczniki zebrane, a jak nie, to zaraz leci na skargę do administracji. A ja przecież mogę czasem nie zobaczyć, bo ciemno. Ja kiedyś z latarką w buzi tu zamiatała. Ale nikogo to nic a nic nie obchodzi.

To nie jest łatwa praca. To jest brudna, śmierdząca, okropna praca. Ja sprzątam, ja śmierdzę i ja liczę pieniążki. Ile za mieszkanie, ile na długi, i zaczynam sobie myśleć, Matko Boska, nie wystarczy, no, nie wystarczy. Ja mam tysiąc pięćset złotych miesięcznie, stałą wypłatę umówioną. Może jeszcze jedną pracę wziąć? Może jeszcze sprzątanie? Ale ja już nie dam rady fizycznie. Wczoraj jeden pracownik został od nas zwolniony, bo nie wytrzymał tempa, starszy mężczyzna. Nie chcesz pracować, to nie musisz, zwolnią cię albo sam odchodzisz. Ja jeszcze wytrzymuję. Mnie odejść nie wolno. Dla mnie w ministerstwie nie ma miejsca. Bazar sprzątać zostaje.

Już trzy lata w Polsce. Kartę pobytu u was załatwić to tyle jest zachodu. Jak ja w te karte wejdę, to kto wie, kiedy ja wyjdę. Ja nie mam żadnej pewności. Z tym ustrojstwem wolę mieć święty spokój. Żebym ja mogła, to dawno bym już do domu wróciła. Ale tam nie ma pracy. Nie ma tak, żeby nie pracować. Praca to jest wszystko.

No, przerwa na papierosa. Bo ja już mokra cała. Ten kaszel to od nerwów. I od cigaretów. Już dwadzieścia lat palę.

Jurek, spójrz, co ten Młody robi, żeby on się w uliczkach nie zgubił.

Dzisiaj ja nie sprzątam dokładnie. Dzisiaj czasu jest mało. Bazaru dużo, a czasu mało. Młodemu musiałam wcześniej wszystko pokazać, nauczyć go. Ale on warty tego. Pierwszy dzień jest dzisiaj. Cudny chłopak, staranny jest i energiczny. W try miga wszystko robi. Piotrek ma na imię. Ja tu mam wszystko rozpisane w grafiku. Ja robię w środku bazaru, na zewnątrz robi chłopak i dwie osoby robią na warzywach. Cztery osoby na bazar cały. Ja robię i trzech chłopaków Polaków. Jest zgrana ekipa, to bazar dobrze wysprzątany.

Z taką ekipą jak teraz to ja pociągnę z rok jeszcze albo i lepiej. Chłopaki mnie szanują, uczciwi są, się słuchają. Dlatego że ja jestem kobieta. Jak ja pcham kontener, to oni od razu chcą pomagać. Tylko dzisiaj mój mąż Jurek przyszedł mi do pomocy. Mój mąż Jurek to wojskowy, major. Dziesięć lat temu zwolnili go z wojska. Trzy lata przed emeryturą wojskową. W sztabie powiedzieli mu: Nie masz dziadka generała, a pieniądze masz? Nie miał. To go zwolnili. Korupcja u was w Polsce to przedszkole w porównaniu z naszą. Jurek pracuje czasem na budowie. Dzisiaj już po pracy, ale przyszedł tu mnie pomóc. My oboje robotni, dobrześmy się dobrali.

Ale normalnie, na co dzień, ja sama pcham ten kontener. Ja nie chcę, żeby chłopaki z ekipy mi pomagali. To wstyd dla mnie. Nie chcę, żeby wyszło, że ja mniej robię, że gorsza jestem. My wszyscy pracownicy. I ja też jestem równym pracownikiem. Kobietą jestem, ale jak wracam do domu. Ja mam spinki błyszczące we włosach, pierścionki złote, paznokcie na kolor umalowane. Ja po pracy lubię się ładnie ubrać, modnie. Ja mam śliczne ubrania, ale ja nie wyglądam wulgarnie. Nie używam alkoholu. Palę tylko, ale kurzyć trzeba. A jak noszę buty, to tylko szpilki i to dwanaście centymetrów. Nikt by w życiu nie powiedział, że ja sprzątam bazar.

Sto dwadzieścia lat ma ten bazar. Niedługo będzie rekonstrukcja warzywniaka, to wszystko przerobią i wreszcie będzie porządnie, na jeurostandardzie. Duchy tu nie żyją, tu nie ma żadnych tajemnic. Ja skarbów tu nigdy nie znalazła. Dziesięć złotych kiedyś było, ale skarbu nie było. Może kto inny miał więcej szczęścia. Jak koniec handlu, to tyle ludzi chodzi i szuka, a ja dopiero na samym końcu. To już nic nie zostaje.

Jurek, wracamy. Wsio.

O WIEMY O WIELOKULTUROWOŚCI, A CZEGO CHCIELIBYŚMY SIĘ DOWIEDZIEĆ

Debata na temat wielokulturowości w Polsce, zorganizowana w Warszawie, z udziałem przedstawicieli fundacji działających na rzecz różnorodności, animatorów oraz animatorek kultury, trenerów oraz trenerek antydyskryminacyjnych, badaczy oraz badaczek tropiących nierówności w podręcznikach szkolnych oraz studentów i studentek, doktorantów i doktorantek zajmujących się tematyką mediacji międzykulturowych, a także literatury postkolonialnej.

Badacz z Ameryki

(refleksję na temat barier stanowiących przeszkodę dla pełnej integracji różnych narodów w Polsce wypowiada tonem nonszalanckim, lekko mamrocząc, ale jednocześnie nie uwzględniając sprzeciwu; jest doświadczony międzynarodowo, przez kilka lat żył w kolebce wielokulturowości, Stanach Zjednoczonych, o czym wspomina już na początku wypowiedzi, ponieważ słowo „Stany” użyte w kontekście własnej biografii od razu daje nad rozmówcami przewagę)

Paradoks polega na tym, że przed wojną Polska była bardzo wielokulturowa, ale potem stała się homogeniczna i nadal taka jest. Duży wpływ ma na to religia. Polska religijność jest zamknięta na inne nurty. Jeśli wielokulturowość ma mieć sens, to tylko w społeczeństwie, w którym szanuje się odmienność kulturową i religijną drugiego człowieka. Niestety moim zdaniem jeszcze ze trzydzieści lat musi minąć, aby Polska zaczęła myśleć w kategoriach państw zachodnich i stała się na nowo społeczeństwem wielokulturowym.

Prowadząca spotkanie

(zadaje pytania w sposób dynamiczny, używając końcówki „my”, budzi w uczestnikach wrażenie niezhierarchizowanej wspólnoty; pisze doktorat z mediacji międzykulturowych, a do tego jest edukatorką i trenerką antydyskryminacyjną, więc techniki prowadzenia dyskusji ma opanowane)

Pojawia się jednak problem: czy jesteśmy na wielokulturowość przygotowani? Czy wyobrażamy sobie na przykład sytuację, że w Polsce inne religie mogą swobodnie manifestować swoje rytuały? Jak możemy to urządzić w codziennym życiu, w przestrzeni publicznej?

Badacz z Ameryki

(odpowiada, kładąc akcent na kolejną geograficzną nazwę wpisaną w swoje doświadczenie życiowe)

Najprostszy przykład. Na lotnisku we Frankfurcie są sale modlitewne, z których mogą korzystać wszystkie wyznania. Takie uniwersalne miejsce zadumy. Tak to się na Zachodzie rozwiązuje. Pierwsze, co powinniśmy zrobić w Polsce, to usunąć symbole religijne ze szkół.

Pracownica uniwersytetu

(wcina się, słysząc słowo „szkoła”, na co dzień realizuje edukacyjne programy w zakresie współpracy międzynarodowej)

Problem polega na tym, że w polskiej przestrzeni publicznej religia na każdym kroku narzuca swoje symbole. To dzieje się w urzędach, na ulicy, nie tylko w szkole. Nie sposób na razie znaleźć w naszym kraju miejsce dla odmienności w duchu prawdziwej integracji wielokulturowej.

Psycholog

(wymowa powolna, ton spokojny i rzeczowy, od wielu lat zajmuje się różnorodnością kulturową, obecnie skupiony jest szczególnie na problemie islamofobii)

Niestety muszę się z tym zgodzić i dodać, że jest to proces rozciągnięty w czasie. Tuż po wojnie w ściany dawnych żydowskich kamienic wbudowywano maryjne kapliczki, co było symbolicznym zawłaszczaniem przestrzeni, natomiast dzisiaj wypieranie inności obserwujemy chociażby na przykładzie muzułmanów. Mimo że w Polsce ich liczba jest stała i wynosi około czterdziestu tysięcy, to islamofobia wciąż rośnie. Wokół meczetu przy ulicy Wiertniczej w Warszawie cały czas stacjonuje policja.

Badacz z Ameryki

(przechwytując wątek)

Muzułmanie to dobry przykład w naszej dyskusji. Pomyślmy, jak wiele moglibyśmy się od nich nauczyć. Trzeba przyznać, że nasza religia, mimo że, jak już powiedzieliśmy, narzuca na każdym kroku symbole, jest w gruncie rzeczy niezwykle powierzchowna i fasadowa. Wiara muzułmańska natomiast jest bardziej wymagająca i restrykcyjna, a przez to bardziej autentyczna. Oczywiście nie można zapominać, że prowadzi to często do ekstremizmów i widzenia przez nich świata w sposób czarno-biały.

Animator kultury

(oburza się donośnie, nadrabiając to, że na spotkanie przyszedł spóźniony, i wciąż jest nieco zdyszany)

O nie, nie, przepraszam, ale nie zgadzam się na takie przedstawienie sprawy! Wyczuwam w tej wypowiedzi uogólnienie oraz stereotyp. „Ci muzułmanie patrzą czarno-biało na świat”. Wielu ludzi patrzy w ten sposób na świat, nie tylko muzułmanie. To głęboko naznaczające!

W interpretacyjno-światopoglądowy konflikt momentalnie wkracza prowadząca spotkanie, bo w debacie nie chodzi przecież o to, aby się kłócić, ale aby była przyjazna atmosfera, pełna twórczej refleksji.

Prowadząca spotkanie

(uśmiecha się miło, ale powściągliwie, mrużąc nieznacznie oczy, co, jak uczyli ją na odpowiednich szkoleniach, ma podkreślać skupienie)

W dotychczasowych wypowiedziach zgromadzonych wyczuwam cały czas podział na „naszość” i „obcość”. Zastanówmy się wspólnie, czy jako społeczeństwo możemy jakoś przeciwdziałać tym podziałom?

Badacz z Ameryki

(nie daje za wygraną)

Wydaje mi się, że wielokulturowość budzi lęk, dopóki nie ma się z nią styczności. Ale przecież z biegiem czasu wszystko da się oswoić. Wracając do muzułmanów i tego, jak powinna wyglądać ich integracja z Polakami. Dlaczego nie poprosimy o pomoc Tatarów? Są tu z nami od wieków, mogliby pomóc w tłumaczeniu różnic między Polakami a nowo przybyłymi, na przykład Czeczenami. Można by z ich udziałem urządzić jakieś warsztaty albo napisać program służący integracji...

Prowadząca spotkanie

(przerywa badaczowi z nieniknącym uśmiechem, ale stanowczo)

No tak, ale to już są konkretne rozwiązania, a nie temu poświęcone jest nasze dzisiejsze spotkanie. Może ktoś inny ma jakieś uwagi?

Pracownica uniwersytetu

(z większą niż poprzednio pewnością siebie, bo przypomniała sobie hasła przewodnie programów, które sama realizuje i które w dodatku usankcjonowane są dotacjami z Brukseli)

Wielokulturowość powinna przejawiać się u nas poprzez to, że jesteśmy częścią Unii Europejskiej.

Prowadząca spotkanie

(nieusatysfakcjonowana, postanawia sama przekierować dyskusję na inne tory)

Tak, to ciekawe spostrzeżenie. Jednak różnie z tym bywa. Pamiętam raport jednej z fundacji, która prowadziła w Polsce badania na temat dyskryminacji ze względu na kolor skóry. Sprawdzali w sposób kontrolowany, przy użyciu jednej zmiennej, czy w miejscach publicznych ludzie z tego powodu są różnie traktowani. Spotykali się potem z uczestnikami badania i rozmawiali o rezultatach. Często stykali się ze stwierdzeniami z ich strony: „No i po co ta Unia przyniosła do nas rasizm i dyskryminację? Wcześniej nie było takiego problemu”.

Animator kultury

(znów oburzony, tym razem na stojąco, krąży wymownie po sali)

Ale co to właściwie znaczy? Czy oni chcieli przez to powiedzieć, że rasizm nie jest problemem?

Psycholog

(wkracza, aby jak najszybciej rozwiać dezorientację wśród zgromadzonych)

Tak, niestety. To dość typowa reakcja. Z moich doświadczeń wynika, że Unia Europejska wciąż traktowana jest w Polsce jako obce ciało, które narzuca nam swoje zasady, a tymczasem nacjonalizmy odżywają w naszym kraju, jak zresztą w całej Europie, ze wzmożoną siłą.

Pracownica uniwersytetu

(rozochocona)

Pozwolę się nie zgodzić z przedmówcą. Prowadzę ze studentami Erasmusa zajęcia na uniwersytecie i odnoszę wrażenie, że dla tych młodych ludzi różnice międzykulturowe nie są żadnym problemem, że nic ich nie dzieli, są wspólnotą. Unia Europejska liczy, ile Erasmusowych dzieci już się urodziło – to właśnie buduje wielokulturowość.

Różnice znikają, jeśli ludzie zaczynają się spotykać i ze sobą rozmawiać.

Ekspertka od mniejszości afrykańskich

(przebija się cienkim głosem z drugiego rzędu, pracuje w jednej z fundacji, prywatnie i zawodowo zajmuje się mniejszościami, najchętniej afrykańskimi, niestety z powodu polskich uwarunkowań na razie głównie teoretycznie)

Ale na ile wystarczy samo spotkanie różnych kultur? Czy chodzi o samo spotkanie, czy również o to, jak zostanie ono zorganizowane? Tu pojawia się kwestia relacji władzy – czy chodzi nam o przyjaźń, czy raczej o podległość? W kontekście wielokulturowości ważne są intencje. To jest pytanie, które każdy z nas musi zadać sam sobie.

Uczestnik

(jako „każdy z nas” poczuł się wywołany, siedzi na uboczu, niezwiązany zawodowo z dyskryminacją ani nierównościami, ale interesujący się tematyką tak po prostu, życiowo, co powoduje, że postanawia zapytać cicho, bo w obliczu grona ekspertów jest onieśmielony)

Ciąg dalszy w wersji pełnej

KRÓL KEBABÓW

Dostępne w wersji pełnej

LEKCJA CZECZEŃSKA

Dostępne w wersji pełnej

MIRIAM CHODZI Z WALIZKĄ PO WARSZAWIE

Dostępne w wersji pełnej

NAS TU NIE MA
JAK POZYTYWNIE PODEJŚĆ DO CUDZOZIEMCA, TAK ABY I JEMU, I NAM ŻYŁO SIĘ LEPIEJ

Dostępne w wersji pełnej

CZŁOWIEK, KTÓRY CHCIAŁ ZOSTAĆ ŚWIĘTYM

Dostępne w wersji pełnej

PERFORMANS
GDZIE LEŻY GRANICA NASZEJ GOŚCINNOŚCI

Dostępne w wersji pełnej

SKANDAŁ

Dostępne w wersji pełnej

56
JAK POPIERAĆ RÓŻNORODNOŚĆ I WOLNOŚĆ SŁOWA ORAZ POZOSTAĆ WIERNYM SOBIE

Dostępne w wersji pełnej

DRAGO

Dostępne w wersji pełnej

SŁOWO NA M.

Dostępne w wersji pełnej

(NIE)OCZEKIWANE SKUTKI MALEJĄCEGO PRZYROSTU NATURALNEGO

Dostępne w wersji pełnej

ROZMÓWKI MURZYŃSKIE

Dostępne w wersji pełnej

Projekt graficzny okładki

Ania Kowalska

Zdjęcie na okładce

Piotr Malecki/Napo Images/FORUM

Zdjęcie autorki

Jan Brykczyński

Redakcja

Maja Lipowska

Korekta

Jadwiga Piller

Bogusława Jędrasik

Copyright © Marta Mazuś, 2015

Copyright © Wielka Litera Sp. z o.o., 2015

Wielka Litera Sp. z o.o.

ul. Kosiarzy 37/53

02-953 Warszawa

www.wielkalitera.pl

ISBN 978-83-8032-046-8

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: [email protected]

www.eLib.pl


i że gdy spożywający prosi baraninę na grubym, to baraniny tam nie ma wcale. Bo baranina w Polsce to tak naprawdę mielona wołowina, która baraniny ma w sobie może kilka procent. A oprócz tego może mieć wszystko inne – indyka, skóry, podroby, bułkę tartą, wodę, mąkę ziemniaczaną – zależnie od jakości i kategorii.

nie ma w Polsce bezpiecznych norm dla kebaba. Każdy mieli sobie, co chce, jak chce, przyprawia, czym chce, według uznania, a potem nadziewa na metalowe drągi, kręci i sprzedaje. Polskiego rządu nie interesuje skład kebaba. Nie interesuje go pięć milionów

JAK POPIERAĆ RÓŻNORODNOŚĆ I WOLNOŚĆ SŁOWA ORAZ POZOSTAĆ WIERNYM SOBIE Tak, jestem rasistką. Każdy może mieć swoje poglądy i religie. Pracownica pralni w centrum handlowym w Warszawie, przyjmująca w gumowych rękawiczkach garnitury od czarnoskórego klienta

Nie sztuka być bohaterem w Niemczech czy Holandii, gdzie idea multi–kulti jest bardzo rozpowszechniona, gdzie wieloetniczność to jest łatwizna, mówi S. Bohaterem trzeba być tam, gdzie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że taki szalony pomysł, jak jego, może się właśnie nie

Nie chodzi wcale o to, że my nie chcemy uchodźców. Tak się składa, że między Władywostokiem a Lizboną nie ma obecnie innej granicy Unii Europejskiej ze Wschodem niż nasza. Inne kraje rozliczają nas z tego, jak kontrola tej granicy jest przez nas wykonywana. Na razie opinia UE o Polsce w tej kwestii jest dobra. Istnieją po prostu reguły, których trzeba przestrzegać. My stoimy na stanowisku, że ci ludzie w gruncie rzeczy chcą od nas, od Polski, przede wszystkim tego – otwarcia drogi do Europy. A to jest jedyna rzecz, której my im dać nie możemy. Wysoki rangą urzędnik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w rozmowie na temat masowych przyjazdów Gruzinów do Polski w 2009, a potem w 2012 roku, i składania przez nich wniosków o nadanie statusu uchodźcy

JAK POPIERAĆ RÓŻNORODNOŚĆ I WOLNOŚĆ SŁOWA ORAZ POZOSTAĆ WIERNYM SOBIE Tak, jestem rasistką. Każdy może mieć swoje poglądy i religie. Pracownica pralni w centrum handlowym w Warszawie, przyjmująca w gumowych rękawiczkach garnitury od czarnoskórego klienta (z relacji dla portalu internetowego wawalove.pl , 19.05.2015 r.)

21.07.2015 Warszawa – Polska przyjmie dwa tysiące uchodźców: 1100 osób w ramach relokacji z Unii Europejskiej i 900 w ramach przesiedleń spoza UE – poinformowała we wtorek premier Ewa Kopacz po posiedzeniu rządu. Do Polski mają trafić głównie obywatele Syrii oraz Erytrei. Przedsięwzięcie rozłożone będzie na lata 2016−2017. Uchodźcy przed przyjazdem zostaną sprawdzeni przez polskie służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Następnie trafią do ośrodków Urzędu do spraw Cudzoziemców, gdzie zostaną objęci opieką medyczną, nauką języka polskiego oraz programami integracyjnymi. (PAP)

Pojawia się tłumaczka. Nie przedstawia się. Nikt do tej pory się jej nie przedstawił, nie wyjaśnił, co się dzieje. W Norwegii i Szwecji zrobili przynajmniej tyle, nie mówiąc o tym, że nie zamykali jej w celi. W powietrzu zaczęła czuć sowieckość, zapach podobny jak w Gruzji, jej kraju. Tego zapachu akurat nie lubi. Wieczór. Strażniczka z ogromnym pękiem kluczy prowadzi ją do izolatki. Znów to uczucie, że siedzi przed ekranem w kinie. Nie, jednak nie siedzi. Nago każą jej robić przysiady. Krew skapuje jej po nogach, bo akurat ma okres. Przez całą noc leżała na łóżku z otwartymi oczami. Powtarzała sobie: przecież nic złego nie zrobiłaś, nie złamałaś prawa. Na wysokości jej wzroku, na przeciwległej ścianie, był duży napis. Czytała go od nowa i od nowa, literowała, żeby dobrze zrozumieć, bo był po angielsku. Angielski już trochę rozumiała. Fuck Stalin to leave these people alive . Zapamiętała.

Z tego, co wiem, po przyjeździe do Polski mój szwagier był prześwietlany przez ABW albo prokuraturę ze względu na to, że może być terrorystą. Ja nigdy z nim nie rozmawiałem. Nigdy z nim nie rozmawiałem dlatego, że on jest muzułmaninem. Nie pije alkoholu, nie pali papierosów, w związku z czym uważam, że nie mielibyśmy wspólnych tematów do rozmowy. Nie uczestniczy w żadnych polskich świętach, więc nawet nie było okazji, żeby się spotkać.

pierwszy kebab Maho w Warszawie i tak splajtował. Jedyna pracownica Agnieszka po dwóch miesiącach odeszła bez pieniędzy. Ale po dziesięciu latach Maho ją odnajdzie i odda pieniądze. Był winny, ale oddał.