Król duch - Juliusz Słowacki - ebook

Król duch ebook

Juliusz Słowacki

0,0
5,49 zł

lub
Opis

Król duch” to poemat autorstwa Juliusza Słowackiego, obok Adama Mickiewicza uznawanego powszechnie za największego przedstawiciela polskiego romantyzmu.

Utwór ten stanowi jedno z najważniejszych dzieł poety. Jest podsumowaniem jego poglądów. Dzieło to Słowacki pisał do końca życia; pozostało nieukończone. Wielokrotnie nazywa się to dzieło eposem wszechsłowiańskim.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 45




Wydawnictwo Avia Artis

2020

ISBN: 978-83-66362-70-3
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

Pieśń pierwsza

I.

Cierpienia moje i męki serdeczne  I ciągłą walkę z szatanów gromadą, Ich bronie jasne i tarcze słoneczne,  Jamy wężową napełnione zdradą... Powiem... wyroki wypełniając wieczne,  Które to na mnie dzisiaj brzemię kładą, Abym wyśpiewał rzeczy przeminięte I wielkie duchów świętych wojny święte.

II.

Ja Her Armeńczyk leżałem na stosie  Trupem... przy niebios jasnéj błyskawicy, Kaukaz w piorunów się ciągłym rozgłosie  Odzywał do ech ciemnéj okolicy. Niebo zczerniało... ale świeciło się  Grzmotami... jak wid szatańskiéj stolicy. A ja świecący od ciągłego grzmota Leżałem. — Zbroja była na mnie złota.

III.

I duch niewyszły z umarłego ciała  Czuł jakąś dumę, że spokojnie leży; A nad nim ziemia poruszona grzmiała,  I unosiły się duchy rycerzy. — Trójca widm mój stos ogniem zapalała,  A ja czekałem aż piorun uderzy; Tak byłem pewny! że w owe rumiane Grzmotem powietrze, jak duch zmartwychwstanę.

IV.

Już przybliżały straszne czarownice  Chwast zapalony i suche piołuny, I moje blade oświeciwszy lice,  Wrzeszcząc, posępne swe śpiewały runny: Kiedy je trzasły aż trzy błyskawice,  I trzy siarczane ogniste pioruny; I tak strzaskały płomienie czerwone Żem je nie martwe sądził, lecz zniknione.

V.

Wtenczas to Dusza wystąpiła ze mnie,  I o swe ciało już nie utroskana, Ale za ciałem płacząca daremnie  Cała poddana pod wyroki Pana; W Styxie, w Letejskiéj wodzie, albo w Niemnie  Gotowa tracić rzeczy ludzkich miana, Poszła: — a wiedzą tylko Wniebowzięci, Czém jest moc czucia! a strata pamięci!

VI.

Tam, kędy dusze jasne jak brylanty  Swe dobrowolne czyniły wybory, Moc utrudzona biegiem Atalanty  Szukała tylko szczęścia i pokory... Orfeusz między ptaki muzykanty  Szedł umęczony i na sercu chory: A jam pomyślał: że mu śpiewem będzie Składać i skrzydła rozszerzać łabędzie.

VII.

Ulises poszedł w prostego oracza,  Aby odpoczął po swych wędrowaniach. — Tak ludziom Pan Bóg zmęczonym wybacza!  I odpoczywać daje w zmartwychwstaniach! Niech wyniszczony pracą nie rospacza,  Że mu na ogniach braknie i błyskaniach, Ani też myśli, że jest upominek Dla ducha, większy jaki, nad spoczynek...

VIII.

Ja sam z harmonią obeznany młodą  Własnego ciała, nie chciałem odmiany. I siadłem smutny nad Letejską wodą  Nie usta moje myjąc — ale rany. Odtąd już nigdy nad cielesną szkodą  Nie płakał mój Duch z ciała rozebrany; Ani za wielką sobie brał wymowę Otwierać tych ran usta purpurowe.

IX.

Wszakże Letejską przykładając wodę  Do ran — by pamięć boleści straciły — Nie jedną poniósł na pamięci szkodę,  Nie jeden obraz stracił senny, miły. Jutrzenek greckich różaną pogodę  Duchy mu nagle ręką zasłoniły, A pokazały — jako świt daleki — Umiłowaną odtąd — i na wieki!

X.

Ani gwiaździce co się w morzach palą,  A mają w świetle tęczowe kolory, I są gwiazdami w ciemnicy pod falą  Tak błyszczącemi, że mórz dziwotworyDelfiny w morzu swoje łuski skalą,  I obchodzą je cicho jak upiory: A płynąć wierzchem nad niemi nie śmieją — Tak mocno w morzu te gwiazdy jaśnieją!

XI.

Ani tych gwiaździc jasność tajemnicza  Tak nie przeraża owe pierwopłody; Jak piękność którąm ja poznał z oblicza  We mgłach Letejskiéj zapomnienia wody. Nad nią dźwięk — duchów girlanda słowicza; —  Pod nią — jakoby złote zajścia schody Na świat daleki i zamglony wiodły — Na kwiatki jasne pod ciemnymi jodły

XII.

Z tych łąk i z tych puszcz jakby wiatr poranny  Pieśnią zapraszał na ziemię szczęśliwą; Szedłem... choć strzały Numidzkiemi ranny...  Niepewny czy śmierć? czy żywota dziwo? Czy Irys... którą na świat znosi szklanny  Obłok?... a tęcze świecące nad niwą Tyle kolorów i słońc tyle mają, Że ją nad ziemią na światłach trzymają?

XIII.

Ona przedemną do lesistych zacisz  Weszła... a harfy śpiewały wiatrzane: „Dobrze ją poznaj — bo wkrótce utracisz  Jak sny przez dobre duchy malowane; Żywot... tysiącem żywotów zapłacisz —  A zawsze jedną tę serdeczną ranę Przyciśniesz w piersi rękami obiema — Tę jedną smętną ranę — że Jéj nie ma!

XIV.

Sławę ci damy... lecz tobie obrzydnie —  Serce ci damy... ale spustoszeje. Przyjdzie do tego, że będziesz bezwstydnie  Urągał w Bogu mającym nadzieję“. Na to ja: niechaj me oczy rozwidnię  Rubinem który z jéj ust światło leje — A nie dbam o to co mię daléj czeka: Żywoty ducha? czy męki człowieka?

XV.

W jednę girlandę męki me uwiążę,  Jak człowiek który za tysiące czuje I tą girlandą jako świata xiąże  Czoło uwieńczę i ukoronuję; Niechaj-że na mnie idą duchy węże!  Niech mię świat walczy otwarcie i truje! Niech mię ognistą otoczy otchłanią... Choćby aż w piekło wiodła — pójdę za nią.

XVI.

Pamiętam ten głos — i straszne zaklęcie,  Na które odwrzasł mi duch „to Królowa!“ I całe mego ducha wniebowzięcie  Upadło... A wtém jasność przyszła nowa I w tém powietrzu jako w dyamencie  Ukazał się wid... Piękność.... córka Słowa, Pani któregoś z ludów na północy, Jaką Judejscy widzieli prorocy...

XVII.

Słońce lecące trzymała nad czołem,  A miesiąc srebrny pod nogami gniotła: Szła nad lasami i leciała dołem,  Nad chaty, jako komeciana miotła; Tęcze ją ciągłém oskrzydlały kołem;  W słońcu girlandy niby z kwiatów plotła, I na powietrze rzucała niedbale Perły jaśminy i maki korale.

XVIII.

Błękit się cały zdawał uśmiechniony,  Pełny języków złotych niby fala — Jak atłas który bierze różne tony  I drżąc swe hafty gwiaździste zapala — Tak niebo za Nią od północnéj strony  Gwiazdy swojemi łyskające zdala, Różnym się dało gwiazdom pozłacanym Ukazać... w ogniu od zorzy rumianym.

XIX.

Więc czego woda Letejska nie mogła,  To Ona swojém zrobiła zjawieniem; Że moja dusza na nowe się wzmogła  Loty... i nowym buchnęła płomieniem. A jako pierwszy raz ciało przemogła  I uczyniła swoim wiernym cieniem... Opowiem: — Ja Her powalony grzmotem Nagle... gdzieś w puszczy... pod wieśniaczym płotem

XX.

Budzę się. — Straszna nademną kobieta  Spiewała swoje czarodziejskie runny. „Ojczyzna twoja — wrzeszczała — zabita...  Ja jedna żywa... a ty zamiast trunny Miałeś mój żywot. — Popiołem nakryta I zapłodniona przez proch i pioruny Wydałam ciebie, abyś był mścicielem! Synu popiołów nazwany Popielem...

XXI.

Sam jeden jesteś... ale cię przymioty  Ojców napełnią... a ja dam dwa duchy: Na prawo stanięć jeden Anioł złoty,  Na lewo