Kreatywność. Uwolnij swa wewnętrzną moc - OSHO - ebook
Opis

Podręcznik myślenia i życia ponad schematami.

Dzisiaj myślenia kreatywnego wymaga się od każdego, na każdym kroku. Zarówno od prezesów, jak i gospodyń domowych. Jeśli poszukujemy rozwiązań jedynie w doświadczeniach z przeszłości, naukach zaczerpniętych od rodziców i nauczycieli, jesteśmy na przegranej pozycji w życiu prywatnym i zawodowym. Aby wykonać zwrot od odtwórczych i schematycznych działań ku kreatywnej innowacji i elastyczności, powinniśmy zacząć od dogłębnej zmiany naszej samooceny i spojrzeć na nasze możliwości z nowej perspektywy.

Książka dla tych, którzy chcieliby wnieść więcej kreatywności, twórczej zabawy i orzeźwiającej różnorodności w swoje życie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 210

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


WSTĘP: Zapach Wolności

Kreatywność oznacza bunt. Największy w całej egzystencji. Jeśli chcesz tworzyć, musisz się pozbyć tkwiących w tobie uwarunkowań; jeśli nie – twoja kreatywność będzie po prostu kopiowaniem, odbitką ksero. Możesz być kreatywny, jeśli jesteś indywidualnością; nie stworzysz niczego, wyznając psychologię tłumu. Taka psychologia nie ma w sobie niczego twórczego; wlecze się przez życie, nie zna tańca, śpiewu, radości; jest mechaniczna.

Twórca nie może podążać wydeptaną ścieżką; musi szukać swojej własnej, przedzierać się przez dżunglę życia. Musi iść sam; wyjść z tłumu, odrzucić to wszystko, co uznaje zbiorowość. Umysł zbiorowy jest najgorszym rodzajem umysłu; nawet tak zwani idioci są mądrzejsi od tej zbiorowej głupoty. Ale zbiorowość posiada swoje sposoby: szanuje ludzi, nagradza ich, jeśli rozgłaszają, że zbiorowy umysł jest jedynym właściwym.

Dawniej najróżniejsi twórcy – malarze, tancerze, muzycy, poeci, rzeźbiarze – musieli z czystej konieczności godzić się na brak szacunku ze strony społeczeństwa. Musieli żyć jak cyganeria, jak włóczędzy; tylko tak mogli rozwijać swoją kreatywność. Ale w przyszłości nie musi tak być.

Jeśli mnie rozumiesz, jeśli czujesz, że mówię prawdę, to znaczy, że w przyszłości każdy będzie mógł pozostać indywidualnością bez konieczności uciekania do bohemy. Życie w bohemie jest po prostu rezultatem istnienia sztywnego, konwencjonalnego, ortodoksyjnego trybu życia.

Twórca nie może podążać wydeptaną ścieżką; musi szukać swojej własnej, przedzierać się przez dżunglę życia. Musi iść sam; wyjść z tłumu, odrzucić to wszystko, co uznaje zbiorowość.

Dokładam wszelkich starań, aby zniszczyć umysł zbiorowy i umożliwić każdemu wolność bycia sobą. Wtedy nie będzie problemów; będzie można żyć tak, jak chce się żyć. Tak naprawdę, dopiero wtedy narodzi się ludzkość – właśnie gdy zacznie szanować jednostkę i jej bunt. Ludzkość jeszcze się nie narodziła; znajduje się wciąż w stanie embrionalnym. To, co postrzegasz jako ludzkość, jest jedynie jakąś mistyfikacją. I tak będzie, dopóki każdy nie osiągnie swojej indywidualnej wolności, całkowitej wolności bycia sobą, istnienia w sobie właściwy sposób. Oczywiście bez wchodzenia w drogę innym ludziom – to stanowi część wolności. Nikt nie powinien komukolwiek przeszkadzać.

W przeszłości każdy wsadzał nos w nie swoje sprawy, nawet te najbardziej prywatne, które nie mają związku ze społeczeństwem. Kiedy, na przykład, zakochasz się w kobiecie – jaki to ma związek ze społeczeństwem? Jest to jak najbardziej osobiste zjawisko, nie – zbiorowe. Jeśli dwoje ludzi chce trwać w miłości, społeczeństwo nie powinno się do tego mieszać. A jednak używa ono wszelkich metod – bezpośrednich lub pośrednich – aby się móc wtrącić. Postawi między kochankami policjanta albo jakiś urząd. A gdyby to nie pomogło – ma jeszcze super-policjanta – Boga – który się wszystkim zajmie.

Koncepcja funkcji Boga jest jakby zbliżona do funkcji podglądacza – nie masz prywatności nawet w łazience, jesteś obserwowany przez dziurkę od klucza, aby było wiadomo, co robisz. To okropne! Wszystkie religie świata mówią, że Bóg ciągle cię obserwuje. Straszne. Co to za Bóg? Nie ma nic lepszego do roboty, jak tylko obserwować i śledzić wszystkich? To brzmi tak, jakby był on Najwyższym Detektywem.

Ludzkość potrzebuje nowej ziemi – ziemi wolności. Bohema to po prostu konieczna reakcja, ale jeśli moja wizja wejdzie w życie, nie będzie potrzeby uciekać, bo nie będzie istniał zbiorowy umysł usiłujący cię zdominować. Wtedy każdy będzie się czuł dobrze takim, jakim jest. Oczywiście nie wolno nikogo krzywdzić – ale jeśli chodzi o twoje własne życie – możesz je przeżyć tak, jak chcesz.

Tylko wtedy można mówić o tworzeniu. Kreatywność jest aromatem indywidualnej wolności.

1. PRZYGOTOWANIE PŁÓTNA

Kiedy odrzucimy patologie, każdy stanie się twórcą. To trzeba bardzo dokładnie zrozumieć: tylko ludzie chorzy są destrukcyjni. Ludzie zdrowi są kreatywni. Kreatywność jest sygnałem pozostawania w pełnym zdrowiu. Kiedy człowiek jest naprawdę zdrowy i pełny, kreatywność przychodzi do niego w naturalny sposób, pojawia się pragnienie tworzenia.

Trzy wymiary

Ludzkość znalazła się na rozdrożu. Żyliśmy w jednowymiarowym świecie, ale to już nie wystarcza. Potrzebny jest nowy rodzaj człowieka – bogatszy, trójwymiarowy. Te trzy wymiary to: świadomość, empatia i kreatywność.

Świadomość to bycie, empatia to współodczuwanie, a kreatywność to działanie. Moja wizja nowego człowieka obejmuje wszystkie te trzy wymiary jednocześnie. Stawiam przed wami największe wyzwanie, najtrudniejsze zadanie do wykonania. Macie być medytacyjni jak Budda, kochający jak Kriszna i twórczy jak Michał Anioł lub Leonardo da Vinci. Trzeba być trzema jednocześnie. Jedynie wtedy poczujesz się całkowicie spełniony, niczego nie będzie ci brakować. To właśnie poczucie braku czegoś w sobie samym powoduje, że kręcisz się w koło, że czujesz się niepełny. Będąc jednowymiarowym, możesz wspiąć się na wysoki szczyt, ale to będzie pojedynczy szczyt. Pragnę, byś stał się jak całe pasmo Himalajów, jak wiele górskich szczytów, a nie pojedyncza góra.

Kiedy mówię „poeci”, nie mam na myśli ludzi piszących wiersze, lecz mających poezję w sobie. Życie pełne poezji, poetyckie podejście do wszystkich spraw.

Człowiek jednowymiarowy się nie sprawdził. Nie był w stanie stworzyć pięknej ziemi, raju na ziemi. Poniósł klęskę, całkowicie zawiódł. Istniało kilku pięknych ludzi, ale nie zdołali oni przemienić całej ludzkości, obudzić jej świadomości. Nielicznym indywidualistom, w różnych częściach świata, udało się osiągnąć oświecenie. Ale to nie pomoże. Potrzeba więcej ludzi oświeconych i trójwymiarowych.

Takie właśnie jest moje rozumienie pojęcia: nowy człowiek.

Budda nie był poetą, lecz nowi ludzie, ci, którzy staną się buddami, będą także poetami. Kiedy mówię „poeci”, nie mam na myśli ludzi piszących wiersze, lecz mających poezję w sobie. Życie pełne poezji, poetyckie podejście do wszystkich spraw.

Logika jest sucha, poezja tętni życiem. Logika nie umie tańczyć; to dla niej niemożliwe. Tańcząca logika wyglądałaby jak tańczący Mahatma Gandhi! Cudacznie. Poezja potrafi tańczyć; jest tańcem twego serca. Logika nie umie kochać – umie o miłości mówić, ale nie kochać; miłość wydaje się jej nielogiczna. Jedynie poezja umie kochać; umie zanurzyć się w paradoksie miłości.

Logika jest bardzo zimna; jest przydatna w matematyce, ale nie jest potrzebna ludzkości. Jeżeli ludzkość stanie się nazbyt logiczna, to zagubi się; pozostaną liczby, nie ludzkie istoty. Liczby, które łatwo zastąpić innymi.

Poezja, miłość i współodczuwanie przydadzą ci głębi i ciepła. Lekko się roztopisz, stracisz nieco tego chłodu. Staniesz się bardziej ludzki. Budda jest nadczłowiekiem, nie ma wątpliwości, dlatego zatraca ludzki wymiar. Nie jest ziemski. Takie jest jego piękno, ale jest ono całkiem odmienne od piękna Greka Zorby. Zorba stąpa twardo po ziemi. A ja chciałbym, żebyś był obydwoma naraz: Zorbą-Buddą. Miej w sobie medytacyjność, ale nie za cenę rezygnacji z uczuć. Niech ta medytacyjność będzie przepełniona uczuciami, niechaj aż przelewa się w niej miłość. I bądź kreatywny. Jeśli bowiem twoja miłość pozostanie w wymiarze uczuć, nie przejdzie w wymiar działania, to nie dosięgnie ludzkości. Uczyń ją realną, zmaterializuj ją.

Miej w sobie medytacyjność, ale nie za cenę rezygnacji z uczuć.

Oto twoje trzy wymiary: bycie, odczuwanie, działanie. Działanie jest przejawem kreatywności zarówno w muzyce, poezji, malarstwie, rzeźbiarstwie, architekturze, jak i w nauce i technologii. Uczucia zawierają to, co jest estetyką: miłość, piękno. Bycie ma zaś w sobie medytację, uważność, świadomość.

Odpręż się w działaniu

Aby móc się odprężyć w działaniu, najpierw trzeba zrozumieć jego naturę i jego ukryte prądy. Jeśli nie obserwujesz, nie przyglądasz się, nie zdajesz sobie sprawy z tego, jaka jest natura twojego działania, i nawet gdybyś chciał, nie będziesz potrafił się zrelaksować. Jest to bowiem zjawisko złożone. Wiele osób chciałoby się odprężyć, ale nie są w stanie. Relaksacja jest jak rozkwitanie kwiatu – nie można niczego przyspieszyć. Trzeba zrozumieć całe to zjawisko – dlaczego jesteś tak aktywny, dlaczego twoje działanie tak cię zajmuje, czemu jest jak obsesja.

Pamiętaj dwa słowa: jedno to „działanie”, drugie to „działalność”. Działanie to nie działalność, a działalność to nie działanie. Ich natury różnią się od siebie całkowicie. Działanie jest wtedy, gdy sytuacja wymaga, byś coś zrobił, i ty w odpowiedzi robisz to. Działalność to coś, na co aktualna sytuacja nie ma wpływu; nie jest odpowiedzią. Jesteś tak bardzo napięty wewnętrznie, że każda nadarzająca się sytuacja stanowi dla ciebie pretekst, aby coś zrobić.

Działanie jest efektem spokoju umysłu – to najpiękniejsza rzecz na świecie. Działalność wynika z niepokoju – i jest najbrzydsza. Działanie ma ogromne znaczenie, działalność jest bezwartościowa. Działanie następuje z chwili na chwilę, spontanicznie. Działalność dźwiga bagaż przeszłości. Nie jest odpowiedzią na „teraz”, lecz raczej przenoszeniem dawnego niepokoju do nowej sytuacji. Działanie jest bardzo kreatywne. Działalność jest destrukcyjna – niszczy ciebie, niszczy innych.

Spróbuj dostrzec tę subtelną różnicę. Kiedy jesteś głodny – jesz; to działanie. Kiedy nie jesteś głodny, nie masz poczucia głodu, a mimo to jesz, wtedy jest to działalność. Czynność jedzenia staje się aktem przemocy: niszczysz pokarm, miażdżysz go zębami. To pozwala nieco złagodzić twój wewnętrzny niepokój. Nie dlatego jesz, że jesteś głodny, lecz dlatego, że stanowi to wewnętrzną potrzebę, chęć wyładowania agresji.

Co tak naprawdę robi człowiek, który siedzi i żuje gumę? Zabija kogoś. Gdyby był świadomy, dostrzegłby, że ma w głowie jakąś potrzebę mordowania, zabijania; a siedzi sobie i prowadzi bardzo niewinną działalność – żucie gumy.

W świecie zwierząt agresja wyraża się przez pyski i łapy, zęby i pazury. Kiedy jesz, twoje usta i dłonie współpracują ze sobą: dłonią chwytasz pokarm, wkładasz do ust i gryziesz. Uwalniasz z siebie nieco agresji. Kiedy nie jesteś głodny – jedzenie nie jest działaniem; jest chorobą. Ten rodzaj działalności zamienia się w obsesję. Oczywiście nie możesz się cały czas napychać, bo byś pękł, toteż wymyślono parę sztuczek: żucie tytoniu albo gumy, albo palenie papierosów. To fałszywe jedzenie, bez żadnych wartości odżywczych, ale pomaga uwolnić agresję.

Co tak naprawdę robi człowiek, który siedzi i żuje gumę? Zabija kogoś. Gdyby był świadomy, dostrzegłby, że ma w głowie jakąś potrzebę mordowania, zabijania; a siedzi sobie i prowadzi bardzo niewinną działalność – żucie gumy. Nie, nikogo nie ranisz. Jest to jednak bardzo niebezpieczne dla ciebie, gdyż wydaje się, że zupełnie nie masz świadomości tego, co robisz. Co robi człowiek palący papierosa? Coś, na swój sposób, bardzo niewinnego – wciąga dym i wypuszcza, robi wdech i wydech – jakby jakiś chory rodzaj pranajamy, jakby jakaś zeświecczona medytacja transcendentalna. Tworzy mandalę: wciąga dym, wypuszcza, wdech, wydech – tworzy mandalę, zatacza krąg. Poprzez palenie powtarza rytmicznie szantę, która koi, która uwalnia odrobinę jego wewnętrznego niepokoju.

Kiedy z kimś rozmawiasz i ta osoba sięga po papierosa, w niemal stu procentach przypadków oznacza to, że ją nudzisz, że pora zakończyć spotkanie. Zapewne lepiej byłoby, gdyby wyrzuciła cię za drzwi, ale nie może tego zrobić – byłoby to uznane za afront. Toteż łapie się za swego papierosa, sygnalizując jednocześnie: „Koniec! Mam cię dość!”. Gdyby to miało miejsce w świecie zwierząt, już byłbyś pogryziony, ale my – ludzie – jesteśmy ucywilizowani. Taki człowiek rzuca się więc na papierosa, zaczyna palić. Już się tobą nie przejmuje, nuci swoją szantę palacza. To koi.

Twoje działanie wynika z sytuacji. Jest ono spontaniczne i całkowite. Działalność nigdy nie jest spontaniczna, wynika ona z przeszłości.

To także wskazuje, że masz obsesję. Nie możesz pozostać sobą, nie możesz zachować spokoju, nie możesz być nieaktywny. Twoja aktywność zmierza do pozbycia się złości, tkwiącego w tobie szaleństwa.

Działanie jest czymś pięknym, spontaniczną odpowiedzią. Życie potrzebuje odpowiedzi, w każdym momencie musisz coś robić; następuje to jednak poprzez ten właśnie moment. Jesteś głodny i szukasz czegoś do zjedzenia, jesteś spragniony i udajesz się w stronę studni. Jesteś senny – kładziesz się spać. Twoje działanie wynika z sytuacji. Jest ono spontaniczne i całkowite.

Działalność nigdy nie jest spontaniczna, wynika ona z przeszłości. Być może przygotowywałeś coś przez wiele lat i nagle wchodzi to w twoją teraźniejszość. To nieważne jak się pojawia. Umysł jest przebiegły – zawsze znajdzie jakieś usprawiedliwienie dla podjętej przez ciebie działalności, będzie usiłował przekonać cię, że to nie jest działalność, lecz działanie. I że jest nieuniknione. Nagle wybuchasz gniewem. Wszyscy wokół widzą, że to nie było konieczne, że sytuacja tego nie wymagała, nie miało to sensu; tylko ty tego nie widzisz. Każdy pyta: „Co ty wyprawiasz? Nie ma powodu… Czemu jesteś taki wściekły?”. Ale ty znajdziesz powód i wytłumaczysz, dlaczego to było konieczne.

Takie usprawiedliwianie się pozwala ci pozostać nieświadomym swojego obłąkania. Właśnie to zostało nazwane przez Georgija Gurdżijewa „buforami”. Masz wytłumaczenie na wszystko, co dzieje się wokół ciebie, a dzięki temu nie dopuszczasz do siebie prawdy. Bufory mają zastosowanie w pociągach, pomiędzy dwoma wagonami; są używane po to, aby w przypadku nagłego hamowania ochronić pasażerów. Absorbują uderzenie. Twoja działalność nie ma sensu, ale bufory – usprawiedliwienia – nie pozwalają ci tego dostrzec, jesteś zaślepiony i nadal robisz swoje.

Jeśli taka działalność ma miejsce, nie możesz się odprężyć. Jakże mógłbyś się odprężyć? Przecież świat zdominowała obsesyjna potrzeba robienia czegoś; czegokolwiek. Świat pełen jest głupców powtarzających: „Zamiast nic nie robić, zrób coś”. A ci, którzy wymyślili powiedzenie: „W pustej głowie diabeł mąci”, to już stuprocentowi głupcy! Diabeł nie mąci. Pusty umysł to miejsce Boga. Jest piękny i czysty – jakże miałby tam pojawić się diabeł? Nie mógłby wejść do pustego umysłu. Natomiast z łatwością pojawia się w umyśle ogarniętym obsesją działalności, może tobą zawładnąć, podpowiadając ci sposoby na to, byś był jeszcze bardziej aktywny. Diabeł nigdy nie mówi: „Odpocznij”. Mówi: „Dlaczego marnujesz tyle czasu? Rusz się, zrób coś, człowieku! Życie płynie, rób coś!”. Wszyscy wielcy nauczyciele, którzy dotarli do prawdy o życiu, zdali sobie sprawę z tego, że pusty umysł otwiera przestrzeń, dzięki której wchodzi weń to, co boskie.

Nie pustym umysłem, ale działalnością posługuje się diabeł. Zresztą jak mógłby używać pustego umysłu? Nawet nie odważyłby się do niego przybliżyć, bo pustka by go po prostu zabiła. Ale jeśli przepełnia cię głęboka, szaleńcza potrzeba robienia czegoś, diabeł znajdzie sposób na to, by cię wykorzystać. Będzie twoim przewodnikiem – jedynym przewodnikiem. Chcę wam jasno powiedzieć, że to przysłowie jest całkowicie błędne! Zapewne podpowiedział je sam diabeł.

Ta obsesja, aby podejmować działalność, powinna być bacznie obserwowana. Musisz ją dostrzec we własnym życiu, ponieważ same moje słowa nie będą miały tej siły, by cię przekonać, że twoja działalność nie ma sensu, jest niepotrzebna. Po co w ogóle to robisz?

Podróżowanie. Widuję ludzi, którzy po wielokroć robią to samo. Jestem przez dwadzieścia cztery godziny ze współpasażerem w pociągu. Nie mając nic lepszego do roboty, czyta on kilka razy tę samą gazetę. Zamknięty w przedziale pociągu ma niewiele możliwości… czyta więc wielokrotnie tę samą gazetę. A ja się przyglądam – co taki człowiek robi? Gazeta to nie Gita czy Biblia. Gitę można czytać wielokrotnie, bo za każdym razem odnajdujesz nowe znaczenia. Ale gazeta?! Przejrzysz ją raz i to całkiem wystarczy. Nie było warto czytać jej nawet jeden raz, a ludzie czytają i czytają. O co tu chodzi? Czy to naprawdę potrzebne? Nie. Oni mają obsesję; nie mogą siedzieć bezczynnie, w ciszy. To dla nich niemożliwe, to im przypomina śmierć. Muszą coś robić.

Przez wiele lat podróżowanie dawało mi możliwość obserwowania ludzi bez ich wiedzy. Czasem w moim przedziale był tylko jeden człowiek. Ileż wysiłku wkładał w to, aby wciągnąć mnie do rozmowy! A ja odpowiadałem tylko „tak” lub „nie”. W końcu rezygnował. Wtedy po prostu obserwowałem – to wspaniały eksperyment, zupełnie bezpłatny. Patrzyłem więc, a on otwierał walizkę – widziałem, że zupełnie bez powodu – zaglądał do niej, zamykał. Następnie otwierał okno, potem je zamykał. Brał po raz kolejny gazetę, palił papierosa, znów otwierał walizkę i coś tam poprawiał, otwierał okno, patrzył przez nie. Co on właściwie robił? I dlaczego? Jakiś nakaz wewnętrzny, coś rozdygotanego w środku, gorączkowy stan umysłu. Trzeba coś robić, bo jak nie, to przepadnę. Zapewne jego życie było bardzo wypełnione działalnością; teraz ma chwilę na relaks, ale stare nawyki nie dają mu spokoju.

Słyszałem, że Aurangzeb, imperator z dynastii Wielkich Mogołów, uwięził swojego ojca, kiedy ten był już stary. Jego ojcem był szach Dżahan; to on zbudował Tadź Mahal. Syn zdetronizował go i uwięził. Szach Dżahan nie przejął się zbytnio uwięzieniem, miał bowiem zapewnione wszelkie dostatki. Przebywał w pałacu, w którym żył do tej pory. Nie czuł się jak w więzieniu, miał wszystko, czego sobie tylko zażyczył. Jedyne, czego nie miał, to jakaś działalność. Nie miał nic do roboty. Zwrócił się więc do syna: „Wszystko jest w porządku, zapewniłeś mi to, czego potrzebuję, jestem zadowolony. Jest tylko jedna rzecz, o którą pragnę poprosić, a jeśli to uczynisz, będę ci wdzięczny na wieki. Przyślij mi trzydziestu chłopców. Chciałbym ich uczyć”.

Aurangzeb nie mógł uwierzyć własnym uszom: czemu ojciec chce uczyć trzydziestu chłopców? Nigdy nie wykazywał chęci bycia nauczycielem, nie interesował się kształceniem nikogo; co mu się nagle stało? Ale spełnił prośbę ojca. Posłano do Dżahana trzydziestu chłopców, a ten znów stał się imperatorem – dla trzydziestu małych chłopców. Kiedy idziesz do szkoły podstawowej, nauczyciel jest prawie jak imperator. Każe dzieciom siedzieć – siedzą, każe wstać – wstają. Szach Dżahan stworzył więc sobie dwór z trzydziestoma chłopcami. Mógł nadal dawać upust starym nawykom – uzależnieniu od rozkazywania innym ludziom.

Psychologowie podejrzewają, że nauczyciele mają w sobie wiele z polityków. Nie są wystarczająco pewni siebie, by zająć się polityką, idą więc do szkół i stają się prezydentami, premierami, imperatorami. Wokół małe dzieci, a oni nakazują im i zmuszają je do czegoś. Psychologowie także podejrzewają, że nauczyciele mają inklinacje w kierunku bycia sadystami, chętnie torturowaliby. A nie ma lepszego po temu miejsca niż szkoła podstawowa. Możesz torturować niewinne dzieci, i to dla ich dobra. Idź i popatrz! Ja byłem w szkołach podstawowych i obserwowałem nauczycieli. Psychologowie jedynie podejrzewają, ale ja mam pewność – nauczyciele to oprawcy. A gdzie znaleźć bardziej niewinne ofiary, całkiem bezbronne, niestawiające oporu? Dzieci są słabe i zagubione, a nauczyciel czuje się jak imperator.

Aurangzeb pisze: „Mój ojciec, ze względu na stare nawyki, wciąż chce czuć się władcą. Pozwólmy mu udawać. Niech oszukuje sam siebie – nie ma w tym nic złego. Wyślijcie do niego trzydziestu, a nawet trzystu chłopców – ilu tylko zechce. Niech prowadzi małą szkołę i będzie zadowolony”.

W działalności fakt podjęcia czynnego działania nie ma żadnego znaczenia. Przyrzyj się samemu sobie i przemyśl to: działalność pochłania dziewięćdziesiąt procent twojej energii. Kiedy więc nadchodzi czas działania – nie masz już energii. Człowiek „na luzie” nie jest ogarnięty obsesjami, dzięki czemu energia swobodnie się w nim gromadzi. Magazynuje więc swoją energię, a właściwie, ten proces następuje automatycznie sam z siebie i kiedy nadchodzi pora działania, angażuje się całe jego jestestwo. Dlatego działanie jest całkowite. Działalność jest zawsze „na pół gwizdka”, bo jakże mógłbyś sam siebie tak do końca oszukać. Przecież wiesz, że jest ona bezwartościowa. Zdajesz sobie sprawę z tego, że robisz wszystko z jakichś wewnętrznych i bardzo mglistych powodów, które nie dają ci spokoju.

Możesz zmienić jeden rodzaj działalności na inny, ale dopóki nie zamienisz jej na działanie – nic nie pomoże. Przychodzą do mnie ludzie i mówią: „Chcę przestać palić”. Odpowiadam im: „Ale dlaczego? To przecież taka wspaniała medytacja transcendentalna. Kontynuuj”. Przecież jeśli nawet przestaną palić, to zaczną coś innego. Choroba będzie trwać nadal, chociaż zmienią się jej symptomy. Zaczną obgryzać paznokcie albo żuć gumę – a są jeszcze gorsze i bardziej niebezpieczne rzeczy. Te są niewinne, bo żując gumę, żujesz ją w pojedynkę. Może jesteś głupkiem, ale przynajmniej nie jesteś agresywny, nie niszczysz innych. Jeśli skończysz z paleniem lub żuciem gumy – co zaczniesz robić w to miejsce? Twoja szczęka musi coś robić, przepełnia ją złość. Zaczynasz więc mówić. Gadasz i gadasz bez przerwy. I to jest bardziej niebezpieczne.

Któregoś dnia przyszła mnie odwiedzić żona Mułły Nasreddina. Przychodzi rzadko, ale kiedy przyjdzie, wiem, że ma jakiś kryzys. Zapytałem więc:

– Co się stało?

Przez pół godziny trajkotała jak katarynka, aż w końcu zrozumiałem w czym rzecz: Mułła Nasreddin mówi przez sen. Ona potrzebuje porady, co z tym zrobić, bo mąż bez przerwy gada, krzyczy, przeklina, a ona oczywiście nie może spać w tym samym pokoju. Toteż odpowiedziałem jej:

– Nie trzeba robić niczego specjalnego. Musisz po prostu dopuścić go do głosu w ciągu dnia.

Ludzie ciągle coś mówią i nie dopuszczają innych do słowa. Mówienie jest podobne do palenia. Gadasz bez przerwy przez dwadzieścia cztery godziny. Zmęczysz się w ciągu dnia, twoje ciało idzie spać, ale monolog trwa. Całą dobę, na okrągło – gadasz, paplasz, bełkoczesz. To jak palenie papierosów – zjawisko ma tę samą przyczynę: twoja szczęka potrzebuje ruchu. A ten rodzaj ruchu jest jednym z najważniejszych i najwcześniejszych.

Dziecko rodzi się i zaczyna ssać pierś matki; ciepłe mleko wlewa mu się do buzi. W czasie palenia wciągasz ciepły dymek, a papieros jest jakby substytutem brodawki piersi twojej matki. Jeśli nie wolno ci palić, żujesz gumę albo robisz coś jeszcze innego; to zastępuje ci gadanie. Tyle że gadanie jest bardziej niebezpieczne, bo zaśmiecasz innym umysły.

Czy umiesz milczeć przez dłuższy czas? Zdaniem psychologów, jeżeli nic nie powiesz przez trzy tygodnie, to zaczniesz mówić sam do siebie. Dokona się w tobie podział na dwie części – będziesz mówił i będziesz słuchał. Jeśli zachowasz milczenie przez trzy miesiące, to skończysz w domu wariatów, bo będzie ci zupełnie obojętne, czy istnieją jacyś inni ludzie. Będziesz mówił, i nie tylko – będziesz odpowiadał na swoje pytania; staniesz się samowystarczalny, nie będziesz potrzebował nikogo i niczego. To właśnie nazywamy obłąkaniem.

Jeśli nie wolno ci palić, żujesz gumę albo robisz coś jeszcze innego; to zastępuje ci gadanie. Tyle że gadanie jest bardziej niebezpieczne, bo zaśmiecasz innym umysły.

Człowiek obłąkany to taki, którego cały świat zawiera się wyłącznie w nim samym. On przemawia i jednocześnie słucha, jest aktorem i widzem – jest wszystkim; cały świat ogranicza się wyłącznie do niego. Porozdzielał samego siebie na wiele części, wszystko stało się fragmentaryczne. Dlatego właśnie ludzie źle się czują w ciszy – wiedzą, że mogą pęknąć. A jeśli boisz się ciszy, oznacza to, że masz obsesyjny, rozgorączkowany, chory umysł, który musi ciągle być czymś zajęty.

Działalność to twoja ucieczka od samego siebie. W działaniu – jesteś, w działalności – uciekasz przed sobą; to rodzaj terapii. W działalności zapominasz o sobie, nie masz obaw, wątpliwości, lęków. To właśnie dlatego musisz być ciągle zajęty, robić to czy tamto, a nigdy nie dopuszczasz do tego, by rozkwitł w tobie stan „nicnierobienia”.

Działanie jest dobre, działalność jest chora. Spróbuj odnaleźć tę różnicę sam w sobie: co jest twoją działalnością, a co działaniem? To pierwszy krok. Drugi krok polega na tym, aby zaangażować się mocniej w działanie, tak by w tym kierunku przepłynęła twoja energia. Kiedy masz do czynienia z działalnością – obserwuj ją uważniej. Kiedy będziesz jej świadomy – ona zniknie. Zachowa się energia i będzie mogła być wykorzystana do podejmowanych przez ciebie działań.

A jeśli boisz się ciszy, oznacza to, że masz obsesyjny, rozgorączkowany, chory umysł, który musi ciągle być czymś zajęty.

Działanie jest czymś natychmiastowym. Nie może być wcześniej przygotowane, ustalone. Nie daje ci możliwości zaplanowania, odbycia prób. Jest ono zawsze czymś nowym i świeżym – jak rosa o poranku. I taki sam jest człowiek czynu – zawsze młody i świeży. Ciało może się zestarzeć, ale świeżość trwa; ciało może umrzeć, ale ta młodość trwa. Ciało może zniknąć, lecz on zostaje; Bóg kocha świeżość.

Porzucaj swoją działalność systematycznie, krok po kroku. Ale jak ją porzucić? Przecież jej odrzucenie może stać się kolejną obsesją. To właśnie przydarza się mnichom w klasztorach – porzucenie działalności przerodziło się w obsesję. Ciągle dokładają wszelkich starań, by ją odrzucić – modlą się, medytują, uprawiają jogę, albo to, albo tamto. I to zamienia się w działalność. Nie unikniesz jej w taki sposób – wejdzie tylnymi drzwiami.

Bądź świadomy, odkryj, czym się różni działalność od działania. A kiedy zostaniesz owładnięty działalnością, kiedy omami cię jak duch – a jest ona jak jakiś okropny duch z przeszłości – kiedy więc zawładnie tobą, a ty poczujesz się rozgorączkowany, stań się uważniejszy. To jedyne, co możesz zrobić. Obserwuj to. Nawet jeśli musisz coś wykonywać – rób to w pełni świadomie. Pal papierosa, ale pal bardzo wolno, uważnie, tak, byś wiedział, co robisz.

Jeśli będziesz umiał obserwować swoje palenie, pewnego dnia papieros wypadnie ci z ręki, bo pojmiesz całą absurdalność tej czynności. Jest ona głupia, po prostu idiotyczna. Kiedy to do ciebie dotrze, papieros sam spadnie na ziemię. Nie ma sensu rzucać palenia – to byłaby także działalność. Dlatego używam słowa „spadnie” – jak spada liść, samoczynnie, bez wysiłku. Jeśli bowiem ty byś go wyrzucił, podniósłbyś go znowu, w jakiś inny sposób, w jakiejś innej formie.

Niech rzeczy spadają same; nie odrzucaj ich. Niechaj twoja działalność zaniknie, nie przerywaj jej na siłę; kiedy usiłujesz coś zakończyć – podejmujesz znowu działalność – po prostu inną jej formę. Obserwuj, bądź uważny, zachowaj świadomość, a doznasz cudownego odkrycia: to, co samo od ciebie odchodzi, co samo spada, nie zostawia po sobie żadnego śladu. Gdybyś to przyspieszał na siłę, zostałaby w tobie rana, zostałaby blizna. Chodziłbyś i marudził, że paliłeś przez trzydzieści lat, a teraz przestałeś. Palenie zamieniło się w narzekanie. Rozprawiając o tym wszem i wobec, kontynuujesz palenie, tyle że w innej formie.

Twoje usta znów mają zajęcie, poruszają się; twoja agresja ma się dobrze.

Kiedy człowiek naprawdę zrozumie, te rzeczy znikną same i wtedy nie będzie sobie przypisywał zasługi, że coś porzucił. To stało się samo. Bez twojego udziału. Nie dałeś pożywki swojemu ego. A dzięki temu coraz więcej działań może zostać przez ciebie realizowanych.

Jeśli zdarza się, że masz szansę zaangażować się w coś całkowicie – nie przegap jej, nie zastanawiaj się – działaj! Rób coraz więcej i pozwól, by wszelkie działalności znikały same z siebie. Wtedy krok po kroku przybliżysz się do przemiany. To wymaga czasu i przygotowań, ale przecież nie ma pośpiechu.

Odprężenie jest możliwe wtedy, gdy nie masz w sobie potrzeby, aby koniecznie coś robić; energia spoczywa wygodnie, donikąd się nie przenosi.

Posłuchajcie słów Tilopy (mistyka żyjącego w XI wieku, który przyniósł nauki Buddy do Tybetu):

„Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż; dokładnie zamknij usta i pozostań cicho; opróżnij swój umysł i nie myśl o niczym”.

„Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż”. Rozumiecie teraz, co oznacza odprężenie. To brak wewnętrznego przymusu robienia czegoś. Relaksować się nie oznacza leżeć bez ruchu jak nieboszczyk – zwłaszcza że nie umiałbyś tak leżeć, jedynie udawałbyś. Jakże mógłbyś leżeć jak nieboszczyk? Przecież żyjesz, możesz więc tylko to udawać. Odprężenie jest możliwe wtedy, gdy nie masz w sobie potrzeby, aby koniecznie coś robić; energia spoczywa wygodnie, donikąd się nie przenosi. Jeśli nastąpi taka konieczność – zrobisz coś, to jasne; jednak póki co nie ma żadnego powodu by coś robić. Czujesz się świetnie sam ze sobą. Odprężyć się to znaczy czuć się jak u siebie w domu.

Kilka lat temu przeczytałem pewną książkę. Jej tytuł brzmiał: „Musisz się zrelaksować”. To absurd – słowo „musisz” jest zaprzeczeniem odprężenia; taką książkę można sprzedawać jedynie w Ameryce. „Musisz” oznacza działalność, jest obsesyjne. Zawsze gdy jest jakiś nakaz, kryje się za nim obsesja. W życiu podejmuje się różne działania, ale nie może być przymusu, ponieważ przymus przyczynia się do narastania obłędu. „Musisz się zrelaksować” – i dążenie do odprężenia staje się twoją obsesją. Musisz przybrać taką postawę, i taką…położyć się i zasugerować swojemu ciału od stóp do głów, że trzeba się odprężyć. Mówisz palcom stóp – odprężcie się, i tak po kolei każdej części ciała…

Po co „musieć”? Odprężenie jest możliwe tylko wtedy, gdy nie ma przymusu w twoim życiu. Nie dotyczy ono jedynie ciała, nie dotyczy ono jedynie umysłu; dotyczy całości twej Istoty. Jesteś zanadto pochłonięty działalnością i oczywiście zmęczony, wyczerpany, wysuszony, zamarznięty. Energia się nie przemieszcza – same blokady, blokady i blokady. A kiedy coś robisz, dzieje się to w stanie obłędu. To jasne, że chcesz się rozluźnić. Dlatego tak wiele książek na ten temat publikuje się co miesiąc. A ja nie spotkałem jeszcze ani jednego człowieka, który zrelaksowałby się po przeczytaniu takiej książki. Wręcz odwrotnie – ludzie stają się bardziej spięci, bo ich wszelkie życiowe działalności mają się świetnie, produkują nadal rozmaite obsesje, aby coś robić – czyli choroba jest nadal obecna, ale człowiek udaje, że się odprężył. Leży więc, wszystko się w nim kotłuje, wulkan zaraz wybuchnie, a on twierdzi, że się relaksuje, bo robi wszystko według instrukcji zawartej w książce: „Jak się odprężyć”.

Nie istnieje książka, która da ci receptę na relaks. Trzeba wczytać się w swoją Istotę, a wtedy pojmiesz, że odprężenie nie jest żadnym nakazem. Jest nieobecnością, brakiem działalności, nie-działaniem. Nie potrzeba wybierać się w Himalaje; niektórzy ludzie tak właśnie robią – jadą się odprężyć w Himalaje. Po co przenosić się w Himalaje? Nie działać to znaczy odrzucić życie. Wtedy będziesz martwy a nie zrelaksowany. W Himalajach znajdziesz właśnie takich mędrców – nieżywych, nie zaś – odprężonych. Uciekli od życia, od działania.

Trzeba zrozumieć tę różnicę: działania należy podejmować, działalność – nie. Możesz porzucić i jedno, i drugie, uciec w Himalaje – to łatwe. Możesz też wybrać inne łatwe rozwiązanie – prowadź swoją działalność i zmuszaj się każdego ranka i każdego wieczora do kilku minut relaksu. Nie rozumiesz złożoności ludzkiego umysłu, jego mechanizmu. Odprężenie jest stanem. Nie możesz się do niego zmusić. Odrzuć negatywne nastawienia, zahamowania, a pojawi się, rozprzestrzeni się samo z siebie.

Co robisz, kiedy zasypiasz wieczorem? Czy robisz coś? Bo jeśli tak, to zapewne cierpisz na bezsenność. Co robisz? Nic. Po prostu kładziesz się, wchodzisz w sen. Nie ma tu elementu „robienia czegoś”. Jeśli coś robisz, to nie zaśniesz. Jedyne, co trzeba zrobić, to przerwać wszelkie czynności. To wszystko! Jeśli nie ma działalności w twoim umyśle, odpręża się on i zasypia. Jeśli zaś za wszelką cenę usiłujesz zasnąć, nie uda ci się, sen będzie nieosiągalny.

Tilopa mówi: „Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż”. Nic nie rób! Nie potrzeba przybierać pozycji jogi, nie potrzeba wykrzywiać i zniekształcać swojego ciała. „Nic nie rób” – jedyne, co jest potrzebne, to brak działania. A jak to osiągniesz? Poprzez zrozumienie. To jedyny warunek. Zrozum swoją działalność, a nagle w jej trakcie, kiedy obudzi się twoja świadomość, działalność się zatrzyma. I to właśnie oznaczają słowa Tilopy: „Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż”.

Czym jest odprężenie? Jest stanem, w którym twoja energia nie przemieszcza się donikąd – ani w kierunku przyszłości, ani w kierunku przeszłości; pozostaje po prostu w tobie. Jesteś otulony ciepłem swej energii, pływasz w jej jeziorze. Taka chwila jest wszystkim. Inne się nie liczą; czas staje w miejscu – jest tylko stan odprężenia. Jeśli istnieje poczucie czasu – nie ma relaksu. Zegar się zatrzymuje; czas staje się nieobecny. Ten moment jest wszechogarniający. Nie chcesz niczego więcej, po prostu jest ci przyjemnie. Zwykłe rzeczy sprawiają ci przyjemność dlatego, że są piękne. Zresztą – wtedy nic nie jest zwykłe; wszystko staje się niezwykłe.

Pytają mnie: „Czy wierzysz w Boga?”. Odpowiadam: „Tak, ponieważ wszystko wokół jest takie niezwykłe; jakże mogłoby takim być, gdyby nie było w tym głębokiej świadomości?”. Najprostsze rzeczy… Stąpanie po trawniku, kiedy jeszcze nie wyparowała rosa, i odczuwanie pełni tej chwili – miękkość, dotyk trawy, chłód kropel rosy, poranny wiatr, wschodzące słońce. Co jeszcze jest potrzebne do bycia szczęśliwym? Co więcej jest możliwe, by dać poczucie szczęścia? Leżeć na łóżku wieczorem, na chłodnym prześcieradle, czuć jego fakturę oraz to, jak z każdą chwilą staje się ono cieplejsze; jesteś zatopiony w ciemności, w ciszy nocy… Masz zamknięte oczy i czujesz dokładnie całego siebie. Czego więcej trzeba? To przecież tak wiele. Narasta w tobie głęboka wdzięczność. Oto odprężenie.

Najprostsze rzeczy… Stąpanie po trawniku, kiedy jeszcze nie wyparowała rosa, i odczuwanie pełni tej chwili – miękkość, dotyk trawy, chłód kropel rosy, poranny wiatr, wschodzące słońce. Co jeszcze jest potrzebne do bycia szczęśliwym?

Odprężenie oznacza, że ta chwila to więcej niż potrzeba, więcej niż mógłbyś poprosić, niż mógłbyś się spodziewać. Nie ma już o co prosić, masz więcej, niż chcesz, wtedy energia nie przemieszcza się donikąd, staje się spokojnym jeziorem. A ty rozpływasz się w swojej własnej energii. Oto odprężenie.

Nie dotyczy ono jedynie ciała ani jedynie umysłu; jest całkowite. Dlatego każdy budda powtarza: „Stań się wolny od pragnień”. Wiedzą oni, że jeśli czegoś pożądasz, nie osiągniesz stanu odprężenia. Mówią oni też: „Pogrzeb to, co umarłe”. Jeśli bowiem przykładasz zbyt dużą wagę do przeszłości, nie możesz się odprężyć. Powtarzają: „Ciesz się tą właśnie chwilą”. Jezus powiedział: „Spójrz na lilie. Zwróć uwagę na lilie w polu. Nie wkładają żadnego wysiłku, a są piękniejsze, ich chwała jest większa niż króla Salomona. Spójrz, zwróć uwagę na lilie!”.

Odprężenie nie polega na przybieraniu wygodnych pozycji, ale na całkowitej przemianie twojej energii.

O co mu chodzi? Mówi nam: zrelaksuj się, odpuść. Nie musisz wkładać w to żadnego wysiłku; wręcz odwrotnie – masz wszystko, co potrzebne. Jezus mówi: „Jeśli On troszczy się o ptaki w powietrzu, zwierzęta, dzikie zwierzęta, drzewa i rośliny – to czego ty się obawiasz? Nie zatroszczy się o ciebie?”. Oto stan odprężenia. Czemu tak bardzo martwisz się o dzień jutrzejszy? Popatrz na lilie, obserwuj je, stań się jak one – i wtedy się odpręż.

Odprężenie nie polega na przybieraniu wygodnych pozycji, ale na całkowitej przemianie twojej energii. Energia może mieć dwa wymiary. Pierwszy z nich posiada jakiś powód, do czegoś zmierza, ma konkretny cel – takie chwile są jedynie sposobem. Właściwy cel do osiągnięcia leży zupełnie gdzie indziej. To zaledwie jeden z wymiarów – związany z działaniem, nastawiony na osiągnięcie czegoś. Ale w tym wymiarze wszystko jest zaledwie środkiem do celu, który pozwoli ci się odprężyć. Jednak ten typ energii nie umożliwi ci osiągnięcia celu, bo jego cechą charakterystyczną jest to, że zawsze postrzega chwilę obecną przez pryzmat przyszłości. Cel zawsze pozostaje przed tobą, na horyzoncie. Biegniesz, ale nie przybliżasz się do niego.

Moim zdaniem są dwa rodzaje ludzi: poszukiwacze celów i ci, którzy wciąż świętują.

Ale jest też inny wymiar energii: świętowanie bez powodu. Cel znajduje się właśnie tutaj, nie gdzieś indziej. Nawet więcej – ty sam jesteś celem, a nie ma innego spełnienia niż to, które dzieje się właśnie teraz. Kiedy ty jesteś celem, a cel nie jest umieszczony gdzieś w przyszłości, kiedy nie ma nic do zdobywania, a jest jedynie coś do świętowania, oznacza to, że już się stało, to właśnie jest odprężenie, energia, która nie dąży donikąd.

Moim zdaniem są dwa rodzaje ludzi: poszukiwacze celów i ci, którzy wciąż świętują. Poszukiwacze celów to szaleńcy. Stopniowo popadają w szaleństwo i sami je w sobie rozwijają. W końcu ich szaleństwo zaczyna żyć swoim własnym rytmem, a oni zanurzają się w nim coraz głębiej, aż zatoną zupełnie. Drugi rodzaj nie jest poszukiwaczem żadnego celu, wcale nie jest poszukiwaczem, jest smakoszem życia.

Świętuj, smakuj życie! Jest tego wszystkiego tak wiele: kwiaty rozkwitły, ptaki śpiewają, słońce świeci na niebie – raduj się tym! Oddychasz, żyjesz i jesteś świadomy – ciesz się z tego! A wtedy nagle następuje odprężenie; wtedy nie istnieje napięcie, nie ma zdenerwowania. Cała energia, która wytwarzała twoje napięcia zamienia się we wdzięczność. Całe twoje serce bije w głębokiej wdzięczności – to jest modlitwa. Takie jest sedno modlitwy – serce bijące z ogromną wdzięcznością.

„Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż”. Nie ma potrzeby niczego dla niego robić. Zrozum jedynie przepływ energii, swobodny przepływ energii. Porusza się ona, ale nie dąży do jakiegoś celu; porusza się, świętując, przelewając się z własnego nadmiaru.

Zapytaj dziecko skaczące i biegające wokół: „Dokąd tak biegniesz?”. A ono nie biegnie dokądś. Wydasz mu się niemądry. Zresztą dzieci zawsze tak myślą o dorosłych. Cóż za bezsensowne pytanie. Dokąd biegnę? A jest jakiś powód, żebym biegał dokądś? Dziecko nie może odpowiedzieć na takie pytanie, ponieważ dla niego jest ono bez sensu. Ono donikąd nie biegnie. Wzruszy tylko ramionami i powie: „Donikąd”. Wtedy umysł poszukiwacza celów zapyta: „To po co tak biegasz?”. Myślimy, że podejmowanie czynności ma sens tylko wtedy, gdy dokądś prowadzi.

Mówię wam, nie ma dokąd zmierzać. Tutaj jest wszystko. Cała egzystencja jest w pełni obecna w tej właśnie chwili. Dziecko po prostu cieszy się swoją energią. Ma jej tak wiele! Biega nie po to, aby dokądś dobiec, ale dlatego, że ma ten nadmiar; trzeba go wybiegać.

Mówię wam, nie ma dokąd zmierzać. Tutaj jest wszystko. Cała egzystencja jest w pełni obecna w tej właśnie chwili.

Wszystko co robisz, rób bez uprzedniej motywacji; po prostu korzystaj z nadmiaru energii. Dziel się, ale nie handluj, nie stawiaj warunków. Dawaj dlatego, że masz, a nie dlatego, że spodziewasz się czegoś w zamian. Wszyscy handlarze kończą w piekle. Jeśli poszukujesz świetnych sprzedawców i handlarzy – idź do piekła, tam ich znajdziesz. Niebo nie jest dla handlarzy, niebo jest dla smakoszy życia.

Dawaj dlatego, że masz, a nie dlatego, że spodziewasz się czegoś w zamian. Wszyscy handlarze kończą w piekle.

W teologii chrześcijańskiej przez całe stulecia stawiano pytanie: Co anioły robią w niebie? Dla ludzi, którzy dążą do celu, jest to ważne pytanie. Przecież nie wygląda na to, że coś zostało zrobione, zresztą chyba nie ma nic do zrobienia. Ktoś zapytał Meistera Eckharta: „Co anioły robią w niebie?”. On odparł: „Oszalałeś? Przecież niebo to miejsce, w którym się świętuje. Anioły nic nie robią; po prostu świętują – chwałę, majestat, poezję, to, jak wszystko rozkwita… po prostu radują się tym. Śpiewają, tańczą – świętują”. Nie sądzę, że ten człowiek był zadowolony z odpowiedzi Mistrza Eckharta, bo dla nas podejmowanie działania nie ma żadnego sensu, jeśli nie prowadzi dokądś, nie zmierza do jakiegoś celu.

Pamiętaj: działalność jest nastawiona na osiągnięcie celu. Działanie nie jest. Działanie wynika z nadmiaru energii i z danej chwili; jest odpowiedzią bez wcześniejszego przygotowania, bez prób. Po prostu cała egzystencja wychodzi ci naprzeciw, stykasz się z nią i tak rodzi się twoja odpowiedź. Ptaki śpiewają i ty zaczynasz także śpiewać – to nie jest działalność. To przydarza się nagle. Nieoczekiwanie zauważasz, że to się dzieje, że ty też zacząłeś coś nucić – oto działanie.

Jeżeli będziesz coraz częściej włączał się do działania, a coraz rzadziej będziesz zajmował się działalnością, twoje życie się zmieni, będzie przepełnione stanem relaksacji. Wtedy robisz coś, ale pozostajesz odprężony. Budda nigdy nie jest zmęczony. Dlaczego? Bo w tym wszystkim co ma, co daje, co go przepełnia – on nie jest „działaczem”.

„Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż; dokładnie zamknij usta i pozostań cicho”.

Usta mają ogromne znaczenie, bo stamtąd wywodzi się pierwszy rodzaj działalności. Twoja pierwsza działalność zrodziła się w ustach: stamtąd zaczął wydobywać się twój oddech, twój krzyk; to usta poszukiwały matczynej piersi. Twoje usta będą kontynuować tę gorączkową działalność. Dlatego Tilopa chce, żebyś zrozumiał, na czym polega działalność, a na czym polega działanie, odprężenie i żebyś dokładnie zamknął usta.

Zawsze gdy siadasz do medytacji, zawsze gdy chcesz się wyciszyć – najpierw zamykasz usta. Kiedy to zrobisz, twój język całkowicie przylega do podniebienia, a wargi stykają się ze sobą na całej długości. Zamknij je całkowicie… ale to może nastąpić dopiero wtedy, gdy uczynisz to wszystko, o czym mówiłem tu wcześniej. Samo zamknięcie ust nie wymaga żadnego wysiłku. Możesz siedzieć jak pomnik z całkowicie zamkniętymi ustami, ale twoja działalność się nie zatrzyma. Gdzieś w głębi siebie nadal będziesz myślał, co będzie powodować delikatne pulsowanie w twoich ustach. Inni mogą tego nie zauważyć, ale jeśli kontynuujesz myślenie, twoje usta leciutko drżą; to prawie niezauważalne. Kiedy naprawdę się odprężasz, to drżenie ustępuje. Nie mówisz, nie ma miejsca w tobie na jakikolwiek przejaw działalności. „Dokładnie zamknij usta i pozostań cicho”. I nie myśl.

Co będziesz robił? Myśli przychodzą i odchodzą. Pozwól im, to nie problem. Nie angażuj się, zachowaj dystans, pozostań z boku. Patrz, jak przychodzą i odchodzą, nie zajmuj się tym. Zamknij usta i pozostań w ciszy. Stopniowo myśli ucichną same. Aby istnieć, potrzebowały twojej pomocy. Jeśli je wspierasz, będą obecne. Jeśli z nimi walczysz – także będą. W obu przypadkach zajmujesz się nimi, prowadzisz działalność. Po prostu patrz. Ale zamknięcie ust będzie bardzo pomocne.

Z moich obserwacji ludzi wynika, że dobrze jest najpierw trochę poziewać. Otwórz usta tak szeroko, jak tylko możesz, rozciągnij je, wykonaj ziewnięcie; to nawet może nieco zaboleć. Zrób tak dwa, trzy razy. To pomoże ci utrzymać usta zmknięte przez dłuższy czas. A potem przez dwie, trzy minuty paplaj coś głośno, bez sensu; wszystko, co tylko przychodzi ci do głowy wypowiedz na głos i radośnie. Następnie zamknij usta.

Łatwiej jest zaczynać z drugiego końca. Jeśli chcesz rozluźnić dłoń, lepiej jest, jeśli najpierw zaciśniesz ją jak najmocniej – niech twoja pięść stanie się jak najtwardsza. Zrób więc coś odwrotnego a później – odpręż się. Pozwoli ci to odczuć głębszy stan relaksacji systemu nerwowego. Rób miny, wykrzywiaj twarz w różne grymasy, ziewaj, paplaj przez dwie, trzy minuty, a potem zamknij usta. To napięcie da ci lepszą możliwość rozluźnienia ust. Zamknij więc usta i bądź obserwatorem. Wkrótce spłynie na ciebie cisza.

Są dwa rodzaje ciszy. Jedna z nich jest ciszą, którą sam możesz sobie narzucić. Nie ma w sobie dostojeństwa. Jest rodzajem przymusu, gwałtu na umyśle; ma agresywny charakter. Jest także inna cisza – taka, która zstępuje na ciebie jak zmierzch. Spływa i otula cię. Ty jedynie stwarzasz przyjazny grunt, otwierasz się na otrzymywanie, a ona nadchodzi. Zamknij usta, obserwuj, ale nie narzucaj sobie ciszy. Próbując, osiągniesz kilka sekund ciszy, ale będzie ona bezwartościowa. W środku nadal będziesz się gotował. Nie usiłuj stworzyć ciszy; stwórz przyjazne jej warunki, dobrą glebę, zasiej nasionko i czekaj.

„Opróżnij swój umysł i nie myśl o niczym”.

Co można zrobić z pustym umysłem? Myśli nadchodzą, ty obserwujesz. Obserwacja powinna spełniać jeden warunek: ma być pasywna, bierna. To bardzo subtelne mechanizmy, ale musisz je dokładnie zrozumieć, aby nie przegapić całości. Jeśli coś pominiesz, cały ten proces przebiegnie inaczej, niż powinien.

Obserwuj, nie aktywnie, lecz biernie. Na czym polega różnica? Kiedy czekasz na swoją dziewczynę, na kogoś, kogo kochasz – wtedy patrzysz aktywnie. Ktoś wchodzi, a ty podbiegasz do drzwi, aby sprawdzić, czy to osoba, na którą czekasz. Listek zaszeleści na drzewie, a ty myślisz, że to może ona już nadchodzi. Podrywasz się z miejsca, twój umysł jest bardzo rozgorączkowany, aktywny. Nie, to nie pomoże. Jeśli będziesz nazbyt niecierpliwy i aktywny, to nie dotrzesz do tej ciszy, o której mówię.

Bądź bierny – siądź na brzegu rzeki; woda płynie a ty po prostu obserwuj. Żadnego podenerwowania, żadnego pośpiechu; nikt cię nie pogania. Niczego nie przegapisz, tu nie ma nic do przegapienia. Tylko patrzysz, obserwujesz. Właściwie nawet słowo „obserwujesz” nie jest tu właściwe, bo sugeruje jakąś aktywność. A ty jedynie patrzysz, bez żadnego celu. Siedzisz na brzegu, rzeka sobie płynie, ty patrzysz. Albo – patrzysz w niebo, a chmury przepływają swobodnie nad twoją głową. Biernie! To najważniejszy element i trzeba go honorować. Twoja obsesja robienia czegoś może wywołać w tobie napięcie, może sprawić, że stanie się to czynnym czekaniem. A wtedy wszystko na nic – działalność wejdzie tylnymi drzwiami. Bądź biernym obserwatorem: opróżnij swój umysł i nie myśl o niczym.

Taka bierność automatycznie oczyści twój umysł. Fale aktywności, fale energii umysłu powoli ustaną i wygładzi się lustro twojej świadomości.

Dalej Tilopa mówi: „Jak bambus pusty w środku, odpoczywaj w zgodzie ze swym ciałem”.

To jest jedna ze specjalnych metod Tilopy. Każdy mistrz ma swoją metodę, dzięki której on doszedł i dzięki której chce pomóc dojść innym. To jest właśnie droga Tilopy:

„Jak bambus pusty w środku, odpoczywaj w zgodzie ze swym ciałem”. Kiedy odpoczywasz, jesteś jak bambus – w środku całkowicie pusty. I tak właśnie jest: twoje ciało jest jak bambus – wydrążone w środku. Twoja skóra, twoje kości, krew to części bambusa, a wewnątrz nich jest przestrzeń, pustka.

Kiedy siedzisz tak z zamkniętymi ustami, pasywnie, język przylega do podniebienia, nie drży pod wpływem myśli, umysł biernie obserwuje, nie czeka – czujesz się jak pusty bambus. I nagle zaczyna wpływać w ciebie ogromna energia. Przepełnia cię nieznane, tajemnicze, boskie. Bambus zamienia się we flet, na którym boskość rozpoczyna swój koncert. Kiedy jesteś pusty, nie ma żadnej przeszkody, aby wypełniło cię to, co boskie.

Spróbuj tego; to jedna z najpiękniejszych medytacji; medytacja stawania się pustym bambusem. Nic nie trzeba robić. Po prostu stań się tym, a cała reszta napłynie sama. Poczujesz, jak coś przenika do twej pustki. Jesteś jak łono i czujesz wnikające w ciebie nowe życie. A nadchodzi też chwila, gdy sam bambus znika.

„Jak bambus pusty w środku, odpoczywaj w zgodzie ze swym ciałem”. Odpoczywaj w zgodzie, nie pragnij duchowości, nie pragnij niebios ani nawet Boga. Bóg nie przychodzi dlatego, że go chcesz; kiedy niczego nie chcesz – wtedy przychodzi Bóg. Wyzwolenie nie przychodzi jako rezultat żądań, bo żądania same w sobie są niewolą. Kiedy niczego nie żądasz, jesteś wyzwolony. Nie możesz żądać, abyś stał się buddą, bo żądanie jest przeszkodą. Kiedy jej nie będzie – nagle budda rozwinie się w tobie. Nasionko już tam jest. Kiedy osiągniesz pustkę, stworzysz dla niego przestrzeń – i nasionko wykiełkuje.

Tilopa mówi: „Jak bambus pusty w środku, odpoczywaj w zgodzie ze swym ciałem. Niczego nie dając ani nie biorąc, odłóż umysł na bok”.

Nie ma nic do dawania ani nic do otrzymywania. Wszystko jest na swoim miejscu tam, gdzie się obecnie znajduje. Nie ma potrzeby brania, ni dawania. Jesteś doskonały taki, jaki jesteś.

Nauki Wschodu zostały opacznie zrozumiane na Zachodzie. Mówi się tam: „Cóż to za nauka? Ludzie przestaną dążyć do czegoś, nie będą usiłowali wspiąć się wyżej. Nie będą czynić żadnych starań, aby poprawić swój charakter, zamienić złe nawyki w dobre. Wtedy dopiero staną się ofiarami diabła”. Na Zachodzie hasła wzywające do ciągłego samodoskonalenia stały się już sloganami. Na tym albo na tamtym świecie – wszystko jedno – byle byś się wciąż doskonalił. Ale jak? Jak stawać się coraz lepszym i wspanialszym?

Kiedy czegoś pragniesz, odczuwasz brak. Niech pragnienia ucichną, niech staną się milczącym jeziorem nie-pragnień, a nagle ku twojemu zdziwieniu poczujesz, że masz wszystko.

Na Wschodzie rozumiemy to o wiele głębiej – wiemy, że sam wysiłek aby kimś się „stawać” jest barierą. Twoja istota jest już w tobie, nie ma potrzeby stawać się kimś. Wystarczy byś dowiedział się, kim naprawdę jesteś. Po prostu dowiedz się, kto jest w tobie ukryty. Usiłując coś polepszać, zawsze będziesz zednerwowany i niespokojny, bo już sam ten wysiłek prowadzi cię na manowce. Pozbawia znaczenia twoją przyszłość, twoje cele, idee a wtedy twój umysł zaczyna pożądać.

Kiedy czegoś pragniesz, odczuwasz brak. Niech pragnienia ucichną, niech staną się milczącym jeziorem nie-pragnień, a nagle ku twojemu zdziwieniu poczujesz, że masz wszystko. I sam będziesz się z tego śmiał, tak jak Bodhidharma. Uczniowie Bodhidharmy mówią, że kiedy ponownie się wyciszasz, słyszysz jego przenikliwy śmiech. On wciąż się śmieje. Nigdy nie przestaje. Śmieje się z tej głupiej sytuacji: starasz się stać tym, kim już jesteś! Jak może ci się to udać? Jak stać się kimś, kim już jesteś? Oczywiście, że ci się nie uda. I dlatego wciąż rozbrzmiewa śmiech Bodhidharmy.

Bodhidharma był niemalże rówieśnikiem Tilopy. Może nawet się znali – nie w sposób dosłowny, ale ze względu na ogromne podobieństwo ich Istot.

Tilopa mówi: „Niczego nie dając ani nie biorąc, odłóż umysł na bok. Mahamudra jest jak umysł nie uczepiony niczego”. (Mahamudra pozwala dotrzeć do czystego umysłu, bezpośrednio go doświadczać. W chińskich tradycjach buddyjskich nauki te przekazywane były w szkole Chan, które dotarły tam za sprawą indyjskiego mistrza Bodhidharmy i przez kilkaset lat przekazywane były m.in. w klasztorze Shaolin. W Japonii przekaz ten kontynuowany był w szkołach Zen – przyp. tłum.).

Jeśli nie uczepisz się czegoś – już to osiągnąłeś – nicość w twych dłoniach – i już to osiągnąłeś.

„Mahamudra jest jak umysł nie uczepiony niczego. Praktykując ją, z czasem osiągniesz stan Buddy”.

Co więc należy praktykować? Bycie coraz spokojniejszym. Bycie coraz bardziej tu i teraz. Podejmowanie działań, pozbywanie się działalności. Bycie wydrążonym, pustym, biernym. Bycie świadkiem – obojętnym, niczego nie wymagającym, niczego nie pożądającym. Bycie szczęśliwym z sobą takim, jakim jesteś. Celebrowanie.

Wtedy, w jakimś momencie, kiedy wszystko dojrzeje i nadejdzie właściwa pora, rozkwitniesz w sobie jak Budda.

Działaj w harmonii z naturą

Kreatywność jest niezwykle paradoksalnym stanem świadomości i jaźni. To działanie poprzez brak działania, jak to nazwał Lao – Cy: wei-wu-wei. To zgoda na to, by coś przez ciebie przepłynęło. To nie jest czynność, to po prostu otwarcie się na coś, co ma się zdarzyć, stanie się traktem, przez który przepłynie Pełnia; bycie jak pusty w środku, wydrążony bambus.

To właśnie jest kreatywność – pozwolić Bogu, aby przez ciebie przepłynął.

Wtedy natychmiast coś zaczyna się dziać – bowiem w człowieku skrywa się Bóg. Zrób mu po prostu miejsce, daj mu przejść przez ciebie. To właśnie jest kreatywność – pozwolić Bogu, aby przez ciebie przepłynął. Kreatywność to stan religijności. Dlatego twierdzę, że poeta znajduje się bliżej Boga niż teolog; a tancerz nawet jeszcze bliżej. Najdalej jest filozof, bo im więcej myślisz, tym grubszy mur budujesz między sobą a Pełnią. Im więcej myślisz, tym bardziej czujesz, że jesteś. Ego to nic innego jak tylko wszystkie myśli umiejscowione w przeszłości. Kiedy nie ma ciebie, jest Bóg. Oto kreatywność.

Kreatywność oznacza, że znajdujesz się w stanie całkowitego odprężenia. To nie oznacza bezczynności, to oznacza zrelaksowanie, bo z niego rodzi się większość działań. Ale to nie będą twoje działania. Ty będziesz po prostu przekaźnikiem. Pojawi się w tobie piosenka, ale ty nie jesteś jej twórcą; ona przychodzi od Najwyższego. Jeśli ty stworzysz piosenkę, będzie ona zwyczajna, pospolita. Kiedy przechodzi ona przez ciebie, ma w sobie najwyższe piękno, przynosi coś niezwykłego.

Znany poeta Coleridge zostawił po sobie tysiące niedokończonych wierszy. Za życia pytano go wielokrotnie, dlaczego nie dopisze tych brakujących ostatnich linijek. On odpowiadał, że nie może. Próbował wielokrotnie, ale kiedy dopisze wiersz do końca, coś jakby umyka, jakby zgrzyta. To, co próbował dopisać sam z siebie, nigdy nie brzmi zgodnie z tym, co przepłynęło przez niego. Zamienia się w kamień, nie chce płynąć. Toteż czekał. Kiedy poezja przepływała przez niego i wiersz stawał się dokończony – był dokończony. Ale jeśli nie był zakończony – poeta nie usiłował go zakończyć. Toteż napisał niewiele wierszy, które mają zakończenie. Są one jednak przepiękne, posiadają ogromny, mistyczny urok. Tak dzieje się zawsze – osoba poety znika, pojawia się kreatywność. Poeta jest owładnięty; tak, to właściwe słowo. Kreatywność to znaczy być owładniętym przez Boga.

Simone de Beauvoir powiedziała: „Życie zajmuje się jednocześnie utrwalaniem siebie i przewyższaniem siebie. Jeśli jedyne, co robi, to zachowanie siebie, wtedy: żyć oznacza jedynie: starać się nie umrzeć”. Człowiek, który nie jest kreatywny, żyje po prostu po to, by nie umrzeć. Jego życie pozbawione jest głębi. To właściwie jeszcze nie jest życie, lecz zaledwie wstęp; księga życia jeszcze się nie otworzyła. Urodził się, to prawda, ale nie zaczął żyć.

Kiedy stajesz się kreatywny, kiedy pozwalasz, by kreatywność przechodziła przez ciebie, gdy śpiewasz piosenkę, która nie jest wymyślona przez ciebie, której nie możesz podpisać własnym nazwiskiem – wtedy życie rozwija swe skrzydła, wzlatuje. Przewyższanie siebie następuje dzięki kreatywności. Bez niej jedyne, co możemy zrobić, to utrwalać samych siebie. Spłodzenie dziecka nie jest wynikiem kreatywności. Ty umrzesz, a dziecko zostanie, by nadal podtrzymywać życie. Ale nie wystarczy utrzymać coś; trzeba to przewyższać. A zdarza się to tylko wtedy, gdy Najwyższe wchodzi w kontakt z tobą.

Na tym właśnie polega transcendencja – na przewyższaniu. Wtedy doznajesz cudu – nie ma cię, a jednak po raz pierwszy naprawdę jesteś.

Esencja mądrości to robienie wszystkiego w harmonii w naturą. To przekazali nam wszyscy wielcy mistycy: Lao Cy, Budda, Bahauddin, Sosan, Sanai. Działaj w harmonii z naturą. Zwierzęta nieświadomie zachowują się zgodnie z naturą. Człowiek powinien zachowywać się świadomie zgodnie z naturą, bo ma świadomość. Człowiek może dokonać wyboru, aby nie działać w zgodzie z naturą, ale wtedy bierze na siebie wielką odpowiedzialność.

Człowieka cechuje odpowiedzialność; to jego przewaga. Żadne inne zwierzę nie jest odpowiedzialne – ono po prostu działa zgodnie z naturą, nie ma nawet możliwości, aby zbłądzić. Zwierzęta nie mogą zejść na złą drogę, nie mają świadomości. Funkcjonują tak jak ty, kiedy jesteś w stanie głębokiego uśpienia. W takim stanie także i ty znajdujesz się w harmonii z naturą. Dlatego głęboki sen jest taki ożywczy, odprężający. Nawet kilka minut głębokiego snu wystarcza, abyś był świeży i młody, gdyż cały kurz, zmęczenie i znużenie, które niosłeś ze sobą, zniknęły. Wszedłeś w kontakt ze źródłem.

Jest to zwierzęcy sposób na kontakt ze źródłem; sen pozwala zwierzętom dotrzeć do źródła. Zwierzęta żyją w pozycji poziomej, człowiek – w pionie. Jeśli chcesz zasnąć, musisz się położyć, przyjąć pozycję poziomą. Na stojąco byłoby ci bardzo trudno zasnąć. Cofasz się o miliony lat, by być jak zwierzę. Stajesz się poziomy, równoległy do ziemi; nagle tracisz swoją świadomość, nagle przestajesz być odpowiedzialny.

To jest właśnie powód, dla którego Zygmunt Freud stosował dla swoich pacjentów kanapę. Nie dla ich wygody. To była przemyślana strategia. W pozycji poziomej pacjent zaczyna czuć się coraz mniej odpowiedzialny. Wtedy pozwala sobie na swobodę mówienia, nawet tego, czego sobie nie uświadamia. Jeśli zostałby w pozycji pionowej, w pełni odpowiedzialny, nieustannie oceniałby to, co ma zamiar powiedzieć. Stosowałby autocenzurę. Leży więc na kanapie, psychoanalityk siedzi z tyłu, niewidoczny, a on zaczyna czuć się, jakby był zwierzęciem. Zaczyna trajkotać o sprawach, o których nigdy nikomu by nie powiedział. Zaczyna mówić rzeczy wypływające z głębi jego podświadomości; te rzeczy wypływają na powierzchnię. To strategia, freudowska strategia na uczynienie pacjenta całkowicie bezbronnym – jak dziecko lub zwierzę.

Kiedy przestajesz czuć się odpowiedzialny, stajesz się naturalny. Psychoterapia bardzo w tym pomaga; odpręża cię. To, co skrywałeś, wypływa na powierzchnię, a gdy wypłynie – paruje. Po przejściu przez psychoanalizę stajesz się odciążony, bardziej naturalny, w harmonii z naturą i samym sobą. Na tym polega bycie zdrowym.

Kiedy przestajesz czuć się odpowiedzialny, stajesz się naturalny.

Metoda ta oznacza cofanie się, regresję, zaglądanie do piwnicy. Jest inny sposób, aby się wznieść – zajrzeć na poddasze. Nie jest to droga Zygmunta Freuda, lecz Buddy. Możesz się wznieść, pozostając w świadomym kontakcie z naturą.

I to jest właśnie esencja mądrości – być w harmonii z naturą, z naturalnym rytmem wszechświata. A zawsze, kiedy jesteś w harmonii z naturalnym rytmem wszechświata, stajesz się poetą, muzykiem, tancerzem.

Spróbuj. Siedząc pod drzewem, zestrój się z nim świadomie. Stań się jednością z naturą; niech granice się rozpłyną. Stań się drzewem, stań się trawą, stań się wiatrem i nagle dostrzeżesz coś, co nigdy wcześniej ci się nie przydarzało. Twój wzrok się wyostrzy: drzewa będą bardziej zielone niż kiedykolwiek, róże – różowe, wszystko wokół wyda ci się rozświetlone. I nagle ciśnie ci się na usta piosenka, która przychodzi nie wiadomo skąd. Twoje stopy są gotowe do tańca; czujesz, jak taniec rozlewa się niby delikatne mrowienie w twoich arteriach, słyszysz muzykę w środku i na zewnątrz.

To jest stan nazywany kreatywnością, a jego najważniejszą cechą jest pozostawanie w harmonii z naturą, zestrojenie z życiem, z wszechświatem.

Lao Cy nadał temu piękną nazwę: wei-wu-wei – działanie poprzez niedziałanie. Możesz to nazwać ciszą twórczą, procesem, który łączy dwa, wydawałoby się, sprzeczne stany: najwyższą aktywność i najwyższą relaksację.

Na tym polega paradoks kreatywności. Kiedy widzisz malującego artystę malarza, masz pewność, że jest aktywny, szaleńczo wręcz aktywny – cały jest działaniem. Kiedy widzisz tańczącego tancerza – jest on działaniem. Jednak w głębi nie znajdziesz aktora, animatora, który nim porusza; jest tylko cisza. Dlatego nazywam kreatywność stanem paradoksalnym. Wszystkie cudowne stany mają w sobie sprzeczności. Im wyżej się wznosisz, tym mocniej odczuwasz sprzeczność w tym, co rzeczywiste. Najwyższa aktywność i najwyższa relaksacja: na powierzchni dzieje się coś bardzo żywiołowego, w środku nie dzieje się nic. Kreatywne wyciszenie jest najwyższym rodzajem działania – delikatnym skarbem, prostotą, spontanicznością i wolnością, która z nas płynie, a raczej przez nas przepływa, podczas gdy nasze ego i świadome wysiłki poddają się sile, która wykracza ponad nie.

Poddanie się takiej zewnętrznej sile to kreatywność. Medytacja to kreatywność. Kiedy twoje ego znika, zabliźnia się rana i jesteś wyleczony, jesteś całością. Ego jest twoją chorobą, a gdy ustąpi, wychodzisz ze stanu uśpienia, zaczynasz płynąć z wszechogarniającą falą egzystencji.

Norbert Weiner powiedział: „Nie jesteśmy uległą masą, ale wzorcami, które się uwieczniają, wirami wodnymi na niekończącej się rzece”. To znaczy, że nie jesteś ego, ale zdarzeniem albo ciągiem zdarzeń. Jesteś procesem, a nie przedmiotem. Świadomość nie jest rzeczą, jest procesem, a my staramy się ją uprzedmiotowić. Z chwilą gdy nadajesz jej nazwę „ja”, staje się ona rzeczą – zdefiniowaną, ograniczoną, uśpioną, zastygłą, a ty zaczynasz umierać. Ego to twoja śmierć, a śmierć ego to początek twojego prawdziwego życia. Prawdziwe życie to kreatywność.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki