Koty. Historia, zwyczaje, obserwacje, anegdoty - Jules Champfleury - ebook

Koty. Historia, zwyczaje, obserwacje, anegdoty ebook

Jules Champfleury

3,5

Opis

Niech żyją koty! Są wolne, niezależne, naturalne. Cywilizacja ludzka nie stała się dla nich drugą naturą. Są bardziej dzikie niż psy, mają w sobie więcej wdzięku. Biorą od społeczeństwa jedynie to, co im się podoba. Kiedy przypadkiem kochają swego tyrana, to nie jak te żałosne psy, które liżą bijącą je rękę i są wierne tylko dlatego, że nie mają dość rozumu, by być niestałe w uczuciach.

Precz z kotami! Mają przyrodzoną złośliwość, fałszywy charakter, naturalną przewrotność. Ich przywiązanie jest tylko pozorne. Nigdy nie patrzą w oczy ukochanej osobie. Czy to z nieufności, czy z obłudy zbliżają się do niej okrężnymi drogami tylko po to, aby szukać pieszczot. Kot dba wyłącznie o siebie, kocha jedynie pod pewnymi warunkami. Przez to łatwiej jest mu żyć w harmonii z człowiekiem niż z psem, w którym wszystko jest szczere.

Les Chats Champfleury’ego, francuskiego pisarza i krytyka, to wydana po raz pierwszy w 1869 roku książka opisująca historię, naturę oraz obecność kotów w kulturze – od starożytności po XIX wiek.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 194

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,5 (28 ocen)
7
6
11
3
1

Popularność




Przedmowa

Mojemu przyjacielowi

Jules’owi Troubata

Osobliwe może wydawać się to, że długotrwałe badania poświęca się zwykłemu stworzeniu, kotu, który choć wykazuje pewne cechy kotowatych, nie daje pełnego wyobrażenia o bardziej okazałych przedstawicielach tej rodziny; osiadły tryb życia tego zwierzęcia pozwala jednak komuś pracującemu w swym gabinecie na ciągłe jego obserwowanie bez odrywania się od swych głównych zajęć. Z pracowni alchemika kot przeniósł się do pisarzy – należy do ich skromnego mieszkania, a z ludźmi pióra łączy go ta szczególna cecha, że ma bez mała tylu przeciwników, jak gdyby to on sam, kot, pisał.

Jak to bywa z wszystkimi istotami, które zachęcają do pieszczot, które nimi obdarzają bądź je otrzymują, na przykład z kobietami, o ile jedni bardzo kota kochali, o tyle inni, przede wszystkim metafizycy, nie mieli dlań litości.

Wielu zgodziłoby się z księdzem Bougeant i jego niezbyt zabawną książką Zabawne rozważania filozoficzne na temat mowy zwierząt, że „zwierzęta to diabły” i że na czele owych diabłów stąpa kot.

Kartezjusz traktuje wszelkie zwierzę jako  m a s z y n ę.  Aby przeciwstawić się temu twierdzeniu, trzeba by rozwinąć cały arsenał metafizyki, która w ogóle mnie nie pociąga. Wolę umysłowości innego typu: Arystotelesa, Pliniusza, Plutarcha, Montaigne’a, którzy opierają swe wątpliwości na  f a k t a c h,  udowadnianych za pomocą rozumu i obserwacji.

Przyrodnicy, ci, w których zdrowy rozsądek znajduje dogodne oparcie, począwszy od ojca historii naturalnej, wierzą w  i n t e l i g e n c j ę  zwierząt.

„U zwierząt – powiada Arystoteles – można na ogół zauważyć mnóstwo czynności, które są naśladownictwem życia ludzkiego; i to raczej u mniejszych zwierząt niż u większych można zauważyć działanie inteligencji”1.

Daleko odeszliśmy od maszyn Kartezjusza.

U Montaigne’a jest z czego wybierać. Próby są najbogatszym zasobem argumentów przemawiających za inteligencją zwierząt. Niemal na każdej stronie Montaigne z upodobaniem uciera człowiekowi nosa. Człowiek „przez […] próżność […] wyróżnia sam siebie i oddziela od ciżby stworzeń, odmierza działy zwierzętom, swoim współbraciom i kompanom, i rozdziela im takie porcje sił i cnót, jak jemu się podoba”2.

Zwierzęta  w s p ó ł b r a ć m i  człowieka, oto co pisał ów sceptyk, który pod przykrywką dobroduszności przemycił tyle zuchwałych poglądów.

Montaigne przypisuje  r o z w a g ę  pszczołom,  o s ą d  ptakom; nie wątpi, że pająk, który  r o z m y ś l n i e  tka swą pajęczynę,  m y ś l i   i   p o d e j m u j e   d e c y z j e.  Owa rozwaga, osąd, rozważania, myśli i decyzje wymagałyby od metafizyków, którzy niewielkie mają pojęcie o zwierzętach, całych polemicznych tomów.

Tych fantastów, którzy nie patrzą ani w niebo, ani w gwiazdy, rzadko zaprzątała myśl: o czym myśli zwierzę, które myśli?

Montaigne – według portretu będącego własnością doktora Payena

Na szczęście istnieją inne, dociekliwe i obdarzone zmysłem obserwacji umysły, które zaintrygowane niezależnością niektórych zwierząt, nawiązują z nimi bezpośredni kontakt, studiują ich zwyczaje, gromadzą fakty nieznane przyrodnikom zamkniętym w swych pracowniach i dochodzą do śmiałych wniosków, które zostają im wybaczone ze względu na ich charakter, życie, wiedzę i przymioty.

Nikt nie poda w wątpliwość naukowego autorytetu przyrodnika Johna Jamesa Audubona, żyjącego w puszczach Ameryki, który zwieńczył swój żywot dziełem Sceny z życia przyrody. Obdarzony umysłem pozytywnym, który na wspomnienie przyrody staje się niekiedy wielce wymowny, i żywą inteligencją, Audubon każde swe słowo nasycił prawdą: jego opisy są tak wierne, że możemy wierzyć we wszystko, co mówi.

A przecież ten moralista, oświecony człowiek wierzący, wyraził pogląd, że zwierzęta mogą mieć poczucie boskości.

Obserwując dwa kruki fruwające swobodnie w powietrzu: „Jakże chciałbym móc oddać owe muzyczne modulacje, za których pomocą dwa kruki porozumiewają się podczas swych czułych podróży – mówi Audubon – te dźwięki, nie wątpię w to, wyrażają czystość ich małżeńskiego przywiązania, utrwalonego lub umocnionego długimi latami szczęścia, jakie znajdują one w swym towarzystwie. W ten sposób przywołują słodkie wspomnienie dni swej młodości; opowiadają sobie zdarzenia ze swego życia; odmalowują tyle wspólnych radości i  m o ż e   w i e ń c z ą   t o   p o k o r n ą   m o d l i t w ą   d o   S t w ó r c y   i c h   i s t n i e n i a,  a b y   z e c h c i a ł   i m   j e   j e s z c z e   p r z e d ł u ż y ć” 3.

Nie kładę nacisku na to, co mogłoby być paradoksem u każdego prócz amerykańskiego przyrodnika. Wydaje mi się, iż celowo posunął się on do przesady, żeby dobitniej wyrazić swą wiarę w inteligencję zwierząt.

*

Jedną z rzeczy, które zaskoczyły mnie najbardziej w tym wszystkim, co ujawniła rewolucja 1848 roku, było to, że z tajnych funduszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przyznano pięćdziesiąt tysięcy franków autorowi Anatomii kotów.

Nic w tym zaskakującego, że w polityce działają ludzie łamiący przysięgi i zdradzający swych dawnych protektorów. Od zarania dziejów ich niegodziwość wynagradza się pieniędzmi, a hańbę zaszczytami; lecz kiedy na liście piór opłacanych przez ministrów znalazłem pisarza obdarowanego sumą  p i ę ć d z i e s i ę c i u   t y s i ę c y   f r a n k ó w  za to, że zajął się  k o t a m i,  była to rzecz, która mnie zdumiała nad wyraz, gdym przeglądał wykazy przerażającego „Przeglądu Retrospektywnego”4.

Szczęśliwy śmiertelnik wyróżniony w tak hojny sposób przez rząd Ludwika Filipa nazywał się Strauss-Dürckheim. Dziś już nie żyje, a muszę powiedzieć, że był człowiekiem mającym rzetelną wiedzę, który spędziwszy życie na studiach i w odosobnieniu, w zamian za pokaźną sumę pięćdziesięciu tysięcy franków napisał dzieło, gdzie kot jest przedstawiony jako król wszelkiego stworzenia.

Jego monografia opiera się na planszach ilustracyjnych, na których mięśnie, nerwy, szkielet i układ anatomiczny są ukazane z wielką pieczołowitością.

To, czego uczony doktor dokonał w dziedzinie anatomii, ja spróbuję uczynić w odniesieniu do historii kocich obyczajów; tyle że o subwencję zwrócę się do czytelników, a jeśli subskrypcja nie przyniesie pięćdziesięciu tysięcy franków po ukazaniu się książki, to fundusze, które każdy czytelnik mi przekaże za pośrednictwem mego wydawcy, nie będą tak wysokie, by trafiły na łamy jakiegoś „Przeglądu Retrospektywnego”.

Paryż 1868

Kot Victora Hugo przez niego narysowany i podpisany:

„To on, to mój kot, który kazał Méry’emu, gdy w jego nogach prężył grzbiet, wypowiedzieć te słynne słowa:

Bóg stworzył kota, aby dać człowiekowi przyjemność głaskania tygrysa”.

Część pierwsza

I. Koty w starożytnym Egipcie

Przyrodnik zwiedzający zbiory zabytków egipskich, widząc ogromną liczbę zmumifikowanych kotów lub ich figur z brązu, zastanawia się, skąd się wziął kot na ziemi faraonów. Jest to kwestia, której obecny stan nauki nie pozwala rozstrzygnąć – egiptolodzy nie znaleźli przedstawień kota na zabytkach pochodzących z tego samego okresu, co piramidy. Wydaje się, że kot zaaklimatyzował się w tym samym czasie, co koń, to znaczy na początku Nowego Państwa (około 1668 roku p.n.e.).

Najstarsze znane dziś opracowanie Księgi umarłych nie sięga poza tę epokę. To wtedy widzimy, na malowidłach naściennych w grobowcach, kota, przedstawianego niekiedy pod siedziskiem pani domu, w miejscu, które zajmowały również psy i małpy.

Rzadkość i użyteczność kota sprawiły prawdopodobnie, że został on wówczas przyjęty do grona zwierząt świętych, czemu zapewne przyświecał zamiar rozmnażania tego gatunku.

 O   u ż y t e c z n o ś c i  kota świadczą malowidła przedstawiające sceny polowania na mokradłach doliny Nilu, na których koty rzucają się do wody, aby wyłowić zdobycz5.

Płynącym w lekkich łodziach Egipcjanom podczas polowań na rozlewiskach towarzyszyli zazwyczaj członkowie ich rodzin, służba i zwierzęta, wśród których często można zauważyć koty.

Malowidło myśliwskie z pewnego grobowca w Tebach przedstawia kota wspinającego się, na podobieństwo psa, na kolana swego pana, który pozostając w łodzi, rzuca zakrzywioną laskę, zwaną schbot, przypominającą australijski bumerang. Inne malowidło, również pochodzące z tebańskiego grobowca, które opisuje Wilkinson, znajduje się w British Museum:

„Ulubiony kot nieraz towarzyszył egipskim myśliwym podczas ich wypraw i dzięki dokładności, z jaką został przedstawiony, gdy chwyta zdobycz, artysta chciał nam pokazać, że te zwierzęta były tresowane do polowania na ptaki i do ich przynoszenia”6.

Pan Mérimée był łaskaw przekazać mi rysunek wedle tego fragmentu malunku, na którym kot przynosi ptactwo swemu czekającemu w łodzi panu. Tego rodzaju przedstawienia, na których figurują koty, pochodzą z czasów XVIII i XIX dynastii (około 1638 i 1440 roku p.n.e.).

Jednym z najstarszych zabytków przedstawiających to zwierzę jest znajdujący się w nekropolii w Tebach grobowiec Hany, na którego steli stoi wyprostowana postać tego władcy, mającego u stóp swego kota o imieniu Bouhaki7.

Wśród egipskich figurek z brązu czy emaliowanej terakoty, które możemy spotkać w naszych muzeach, często zauważa się siedzącego kota, noszącego na obroży wygrawerowane symboliczne oko, znak słońca. Przekłute uszy kota były w takim wypadku przyozdobione złotą biżuterią.

Rysunek Prospera Mérimée według malowidła egipskiego z British Museum

Brąz z kolekcji starożytności egipskich Luwru

Kot pojawia się również na niektórych medalach z nomy Bubastis, w której szczególnie czczono boginię Bastet (Bubastis u Greków). Ta bogini, oboczna postać Paszt, zazwyczaj ma głowę kotki i trzyma w dłoni sistrum, symbol harmonii świata. Koty, za swego życia czczone w świątyni Paszt jako żywy obraz tej bogini, po śmierci balsamowano i uroczyście grzebano.

Rozmaite kobiece posągi nagrobne noszą napis TECHAU, kotka, jako znak opieki bogini Bastet. Jeszcze dziś niektórzy mężczyźni nazywają swe żony kotkiem, bez żadnej sakralnej intencji.

Niektóre mumie kotów, znalezione w drewnianych trumnach w Bubastis, Speos Artemidos, Tebach i innych miejscach, miały pomalowane pyski.

Interesujące są mumie, które swoją szczupłością i wydłużonym kształtem przypominają butelki wybornego wina, otoczone słomianą plecionką.

Bez wątpienia był to bardzo zwinny kot; o tym, że był czczony, świadczą opaski i balsam.

Wszelako symbolika kota pozostaje otoczona tajemnicą, tyleż z powodu opowieści Horapollona, co Plutarcha, ci historycy bowiem oparli się na wzajemnie sprzecznych legendach.

Według Horapollona kota czczono w poświęconej słońcu świątyni w Heliopolis, ponieważ źrenica tego zwierzęcia swymi proporcjami odpowiada wysokości słońca nad horyzontem i z tego powodu symbolizuje tę cudowną gwiazdę.

Mumia kota z kolekcji starożytności egipskich oraz skrzynka, w której przechowywano mumię kota (Luwr)

Plutarch w rozprawie O Izydzie i Ozyrysie opowiada, że wizerunek kotki wieńczył górną część sistrum jako symbol księżyca.

„Na szczycie tarczy grzechotki Egipcjanie rzeźbią figurę kota o ludzkiej twarzy, w dole, poniżej wirujących dzwoneczków, wizerunek Izydy po jednej, a Neftydy po drugiej stronie. Postaci te symbolizują powstawanie i ginięcie (takim bowiem przemianom i poruszeniom ulegają same żywioły); kot zaś oznacza księżyc, gdyż jest zwierzęciem zmiennym, nocnym i płodnym. Jak powiadają, rodzi najpierw jedno młode, potem dwa, trzy, cztery, pięć; i po jednym w ten sposób dochodzi do siedmiu, rodząc wszystkiego dwadzieścia ośmioro młodych, a jest to liczba dni cyklu księżycowego. Zapewne jest to tylko legenda. Jak się jednak zdaje, źrenice kota powiększają się i rozszerzają w czasie pełni, a zmniejszają się i zwężają podczas ubywania księżyca”8.

Tak więc, podczas gdy Horapollon widzi tajemne podobieństwa między kocią źrenicą i słońcem, Plutarch dostrzega jej związek z księżycem.

Współczesna nauka, pozostawiając nekromantom badanie wpływu ciał niebieskich na człowieka i zwierzęta, wyjaśniła te zjawiska wzrokowe za pomocą optyki.

Jeśli chodzi o różną liczebność miotów, o której wspomina Plutarch, możemy te historie wożyć między bajki, jakie lubili opowiadać starożytni przyrodnicy.

Herodot w swych Dziejach nie jest wiele bardziej wiarygodny:

„Kiedy samiczki okocą się, nie biegają już do samców; te zaś, pragnąc się z nimi parzyć, nie mogą zaspokoić swojego popędu. Wobec tego wpadają na taki pomysł: kradną i porywają samicom młode i duszą je, ale potem ich nie zjadają. Samice zaś, pozbawione młodych, a pragnąc mieć inne, znowu wtedy biegają do samców: bo zwierzę to lubi się rozmnażać”.

Ta opinia, którą znajdziemy w dalszej części, przyjęta przez Dumonta de Nemours, wydaje mi się fałszywa; ale zanim się tym zajmę, przytoczę pozostałą część ustępu z Herodota:

„A kiedy wybuchnie pożar, ogarnia koty dziwny szał. Mianowicie Egipcjanie, ustawieni w odstępach, pilnują wtedy kotów, a nie troszczą się o gaszenie ognia; koty zaś, przemykając się i przeskakując ludzi, rzucają się w ogień. Gdy to się dzieje, ogarnia Egipcjan wielki smutek. Jeżeli dalej w jakimś domu w naturalny sposób zdechnie kot, wszyscy jego mieszkańcy golą sobie jedynie brwi; u kogo zaś pies zdechnie, ten goli całe ciało i głowę”9.

To, że koty rzucają się w ogień, wymagałoby potwierdzenia; wolę szczegół, o którym donosi pewien człowiek żyjący w starożytności, a mianowicie, że Egipcjanie bardzo wcześnie szukali dla kotki odpowiedniego małżonka, bo ludzie ci wielkie znaczenie przywiązywali do harmonii upodobań, usposobienia i sylwetki.

Jak Egipcjanie nazywali swe koty? Starożytne księgi obrzędowe z Luwru podają nazwy: Mau, Maï, Maau; kilku egiptologów odczytało na pewnych zabytkach słowo Chaou; trzeba, jak pisze mi pewien znawca tematu, odczytywać je jako Mau, co stanowi jedną z owych onomatopei jakże często spotykanych we wszystkich językach pierwotnych.

Nie szydząc bynajmniej z egiptologów, ośmielam się twierdzić, że tłumaczenia niektórych hieroglifów wywołują zamęt w głowie i że temu kabalistycznemu językowi poważnie grozi to, że sam pozostanie zmumifikowany po wsze czasy.

II. Koty na Wschodzie

Szanowany egiptolog, pan Prisse d’Avennes, zbierał w Egipcie ważne materiały dla historii sztuki, a jednocześnie zajmował się obyczajami krain, w których przebywał.

Ze swych zapisków uczony podróżnik uprzejmie wyodrębnił dla mnie informacje dotyczące udomowienia kotów w nowożytnym Egipcie:

„Sułtan El-Daher-Beybars, władający Egiptem i Syrią około 658 roku hidżry (1260 rok n.e.) – którego Wilhelm z Trypolisu porównuje do Cezara ze względu na jego nieustraszoność, a do Nerona z powodu niegodziwości – miał również – powiada pan Prisse d’Avennes – szczególną słabość do kotów. Przed śmiercią przekazał ogród nazwany Gheyt-el-Qouttah (Koci Sad), znajdujący się obok jego meczetu poza Kairem, na miejsce opieki dla żyjących w niedostatku i bezpańskich kotów. Od tego czasu, pod pretekstem, że nie przynosi żadnego dochodu, sad został sprzedany przez zarządcę; po wielekroć odsprzedawany przez kolejnych właścicieli i w wyniku marnotrawstwa, przynosi jedynie symboliczny dochód 15 piastrów rocznie, co wraz z innymi tego rodzaju zapisami przeznacza się na pożywienie dla kotów. Kadi, który z urzędu jest strażnikiem wszystkich zbożnych i dobroczynnych legatów, codziennie w porze asr10 rozdziela na dziedzińcu Mehkémehu lub trybunału pewną ilość zwierzęcych wnętrzności i odpadów z rzeźni, pokrojonych na kawałki, które są pożywieniem kotów z sąsiedztwa. O zwykłej porze tłoczą się one na wszystkich tarasach; można je zobaczyć w okolicy Mehkémehu, jak skaczą od domu do domu po uliczkach Kairu, by nie przegapić swojej strawy, jak zbiegają się ze wszystkich stron wzdłuż muszarabij i murów, wypełniają dziedziniec, na którym się awanturują z miauczeniem i przeraźliwą zajadłością, bo posiłek jest o wiele za mały dla takiej liczby biesiadników. Bywalcy wyjedli wszystko do cna w jednej chwili – młodsi i nowo przybyli, którzy nie śmią uczestniczyć w walce, mogą co najwyżej wylizywać ziemię. – Ktokolwiek chce się pozbyć swego kota, może go zgubić w ciżbie tej osobliwej uczty; widziałem tam ludzi przynoszących pełne kosze młodych kotów, ku wielkiemu utrapieniu sąsiadów”.

To samo dzieje się we Włoszech i w Szwajcarii. We Florencji, niedaleko kościoła San Lorenzo, znajduje się klasztor, który, jak mi powiedziano, służy za schronisko dla kotów. Gdy ktoś nie może bądź nie chce zatrzymać swego kota, zanosi go do tego przybytku, w którym zwierzę jest karmione i traktowane w sposób humanitarny. Tak samo każdy może tam pójść i wybrać kota wedle własnego uznania; znajdzie tam koty wszelkiej rasy i maści. Jest to jedna z osobliwych instytucji, którą minione czasy zostawiły w spadku Florencji.

W Genewie koty włóczą się po ulicach, podobnie jak psy w Konstantynopolu. Cieszą się poszanowaniem ludzi, którzy troszczą się o pożywienie dla tych wolno żyjących zwierząt; toteż koty o stałej porze pojawiają się na posiłek zostawiany na progach domów.

Również w Rzymie o określonej godzinie rzeźnicy przemierzają miasto, rozdając mięso kotom. Na umówiony okrzyk zwierzęta opuszczają domy, by dostać swoją strawę, za którą ich właściciele uiszczają miesięcznie pewną opłatę.

Powrócę teraz do Egiptu i do relacji pana Prisse d’Avennes:

„W porównaniu z Europą, w Egipcie koty okazują większe przywiązanie i są bardziej towarzyskie, prawdopodobnie ze względu na okazywaną im troskliwość i traktowanie z takim uczuciem, że pozwala im się jadać z jednej misy z właścicielem”.

„Arabowie mają inne powody, by szanować koty i nie nastawać na ich życie. Najczęściej wierzą, że to dżiny w tej postaci nawiedzają domy, i z powagą opowiadają na ten temat dziwaczne historie, godne Baśni z tysiąca i jednej nocy. Mieszkańcy Tebaidy są jeszcze bardziej zabobonni, a ich wyobraźnia bezwiednie upoetycznia letargiczny sen w katalepsji. Utrzymują, że gdy kobieta rodzi bliźnięta, chłopców lub dziewczynki, ostatnie, które przyszło na świat, nazywane przez nich baracy, a niekiedy też oboje, przez jakiś czas, a bywa, że przez całe życie, odczuwa nieodpartą oskomę na niektóre dania, a żeby łatwiej zaspokoić swe łakomstwo, przybiera postać rozmaitych zwierząt, przede wszystkim kota. Podczas tej wędrówki duszy do innego ciała istota ludzka pozostaje martwa jak trup; ale kiedy tylko dusza zaspokoi swe pragnienia, powraca, by ożywić zamieszkiwane przez nią ciało. – Kiedy pewnego dnia zabiłem kota, czyniącego mi wielkie szkody w kuchni w Luksorze, przyszedł do mnie wielce przestraszony drogista z sąsiedztwa, zaklinając mnie, bym oszczędzał te zwierzęta, i opowiedział mi, że jego córka, mająca nieszczęście być baracy, często przybiera postać kota, by zjadać resztki po moich posiłkach”.

„Kobiety skazywane na śmierć za cudzołóstwo rzuca się do Nilu, zaszyte w worku razem z kotką – wyrafinowane okrucieństwo, spowodowane, być może, owym orientalnym mniemaniem, że spośród wszystkich samic zwierząt to właśnie kotka najbardziej przypomina kobietę swą gibkością, fałszywością, pieszczotliwością, niestałością i atakami furii”.

III. Koty u Greków i Rzymian

Osobliwe jest to, że po kulcie i uwielbieniu, jakimi otaczali koty Egipcjanie, u Greków i Rzymian całkowicie pozostawiono to zwierzę własnemu losowi.

Można jeszcze zrozumieć, że w Grecji rzeźbiarze, przedstawiający tematy wzniosłe, nie zajmowali się kotem, choć egipscy artyści potrafili oddać dostojną postać, modelując sierść zwierzęcia; trudno jednak wytłumaczyć, dlaczego Rzymianie, którzy tak lubili malować sceny domowe, jak również przedmioty, które rzucały im się w oczy, zaniedbali przedstawienie kota.

Wydaje się, że w Atenach i w Rzymie zwierzę to boleśnie odczuło następstwa swojej popularności w Egipcie, bo jeśli nawet wspominają o nim poeci, to tylko ci ze schyłkowego okresu. Toteż myśląc o długim odstępie czasu, który oddziela przedstawienia kotów na zabytkach egipskich i zabytkach z okresu późnego cesarstwa rzymskiego, zachowałbym ostrożność, jak historyk Wilkinson, który waha się uznać w kotach rzucających się do wody, by pośród trzcin szukać ptaków ranionych laską Egipcjan, zwierzęta domowe podobne do naszych. Nowożytni przyrodnicy zrazu mniemali, że zmumifikowany kot egipski jest taki sam, jak nasz kot domowy; później wyróżnili całkowicie odrębne odmiany.

Kot, który towarzyszył Egipcjanom w polowaniach, wydaje się przypominać geparda; jego sierść wykazuje pewne podobieństwa do sierści drapieżników.

Grecy i Rzymianie nie dbali o przyjmowanie pod swój dach zwierząt bez wątpienia przydatnych w polowaniu, lecz o zbyt nieokiełznanym charakterze jak dla spokojnego domostwa. Tymczasem Teokryt w Syrakuzankach każe pewnej pani skarcić niewolnicę:

Eunoo! Znów mi zostaw robótkę, flejtuchu,

Na środku, by się kotu na niej spało milej!

Ruszaj się! Wody – prędzej! Wody najpierw trzeba!11

Porównując kotka do leniwej niewolnicy, Teokryt przekazuje nam wyobrażenie o zwierzęciu takim, jakie znamy dzisiaj. Kot domowy był już dość popularny w domach, skoro poeta wprowadził go do swego dialogu w postaci obrazu.

Między egipskimi artystami z czasów XVIII dynastii (1638 p.n.e.), którzy dekorowali grobowce przedstawieniami kota, a poetą Teokrytem, urodzonym 260 lat przed naszą erą, nie znajdziemy, ściśle mówiąc, innego kota domowego, jak ten z uroczego dialogu Syrakuzanek.

Nie siląc się na stawianie ryzykownych hipotez, można powiedzieć, że aklimatyzacja kota, traktowana pogardliwie w Atenach i w Rzymie, bez wątpienia dokonała się przypadkiem w okresie późnego cesarstwa; prawdopodobnie para kotów egipskich z jakiegoś powodu została zabrana do domu; podobnie czynili nasi oficerowie w Afryce, którzy wychowywali lwiątka po podbiciu Algieru; prawdopodobnie kot się udomowił i na skutek utraty wolności zatracił swe pierwotne cechy; prawdopodobnie uważano, że jest pożyteczny w łapaniu szczurów, a choć poeci go pomijali, jego wizerunek zachował się dzięki malarzom wykonującym mozaiki.

Pomniejsi poeci schyłkowego okresu całkowicie pogardzają kotem, wytykają mu jedynie wady i pomstują na jego żarłoczność.

Agatias, epigramatyk z czasów późnego cesarstwa rzymskiego, adwokat lub scholasticus w Konstantynopolu, żyjący w latach 527– –565, pod rządami Justyniana, pozostawił dwa epigramaty funeralne, w których kot odgrywa niepiękną rolę:

„Biedna wygnana ze skał i wrzosowisk, o ma kuropatwo, już cię twój lekki domek w wiklinie nie przygarnie! O letnim brzasku już nie trzepiesz skrzydłami, które on ogrzewał. Kot oderwał ci łebek. Zaopiekowałem się tym, co po tobie zostało, i nie mógł zaspokoić swej ohydnej żarłoczności. Niech ziemia nie będzie ci lekką, lecz ciężarem legnie na twych szczątkach, tak aby twój wróg nie mógł ich wydobyć”.

Taki wiersz układa targany bólem Agatias. Wylawszy trochę łez, poeta myśli o zemście, która stanowi temat drugiego epigramatu.

„Kot domowy, co zjadł mą kuropatwę, chełpi się tym, że wciąż mieszka pod mym dachem. O nie, droga kuropatwo, bez pomsty cię nie ostawię i na twym grobie zabiję twego mordercę. Bo twój cień, który się miota i cierpi katusze, dopiero wtedy zazna spokoju, gdy postąpię jak Pyrrus na grobie Achillesa”.

Kot zagryzający ptaka – według mozaiki z Muzeum Neapolitańskiego

Za schrupanie kuropatwy nieszczęsny kot zostanie złożony w ofierze jej cieniom.

Uczeń Agatiasa, Damocharis, którego współcześni mu nazywali Świętą Kolumną Gramatyki, poruszony bólem swego nauczyciela, chciał bez wątpienia okazać mu swe współczucie, również obrzucając wyzwiskami tego samego kota:

„Rywalu zbrodniczych psów, haniebny kocie, jesteś jednym z brytanów Akteona. Zjadając kuropatwę twego pana Agatiasa, jakbyś jego samego pożerał. A ty myślisz jedynie o kuropatwach, tak samo myszy pląsają, rozkoszując się łakomym kąskiem, którym ty gardzisz”.

Widząc, jak Damocharis szarżuje obelgami, można się zastanawiać, czy aby uczeń nie wyśmiewał nauczyciela. Cała ta wrzawa z powodu jednej kuropatwy oraz złorzeczenia pod adresem kota, rywala „zbrodniczych psów”, utożsamianego z „brytanami Akteona”, wydają się mocno przesadne.

Wszelako z jakichkolwiek pobudek Damocharis napisał te wersy, widzimy, dzięki tym rzadkim fragmentom pochodzącym z okresu późnego cesarstwa rzymskiego, że koty wcale nie były otaczane takim kultem, jak w Egipcie.

Zwiedziłem niejedno antyczne muzeum, przejrzałem wiele publikacji, rozmawiałem z różnymi archeologami; wydaje się, że wizerunku kota nie znajdzie się na żadnej wazie, na żadnym medalu, na żadnym fresku.

W Gabinecie Medali znajduje się grawerowany karneol przedstawiający berło12 i kłos oddzielone napisem:

LVCCONIAE

FELICVLAE

„Na napisie, który pojawia się na pieczęci – pisze pan Chabouillet w swym katalogu – umieszczone są imiona jego właścicielki, którą była kobieta nazywająca się Lucconia Felicula. Felicula znaczy «mała kotka». Wyrób pochodzi z dość późnego okresu”.

Taki to rzadki zabytek, poświęcony kotom w schyłkowym okresie, możemy zobaczyć w naszych muzeach.

Na prowincji i w Italii więcej jest dowodów na aklimatyzację kotów. Millin zobaczył w Orange mozaikę przedstawiającą kota, który dopiero co złowił mysz; ta część mozaiki, na której znajdował się kot, uległa jednak zniszczeniu13.

Bardziej wymowna jest mozaika z Pompejów: kot chrupiący ptaka może posłużyć za ilustrację epigramatów z Antologii, które pochodzą prawie z tego samego okresu14.

W Muzeum Starożytności w Bordeaux, na nagrobku z epoki gallo-romańskiej, widzimy przedstawienie młodej dziewczyny trzymającej w ramionach kota. U jej stóp stoi kogut. W tym okresie dzieci grzebano wraz z ich zabawkami i ze zwierzętami domowymi, wśród których żyły.

Grobowiec galloromański przedstawiający dziewczynkę, jej kota i koguta (Muzeum w Bordeau)

Niestety, główna część tego cennego zabytku z IV wieku, kot, który interesuje mnie przede wszystkim, do tego stopnia uległa zniszczeniu, że zwierzę widać jedynie w niewyraźnym kształcie15.

Starożytni autorzy dzieł z dziedziny heraldyki przekazują nam kilka informacji zaczerpniętych od autorów łacińskich.

Według Palliota16 Rzymianie często ozdabiali wizerunkiem kotów „swe tarcze i pawęże”.

„Oddział wojska, Ordines Augustei, pod wodzą pułkownika piechoty, sub Magistro peditum, na swej białej lub srebrnej tarczy nosił kota w kolorze awanturynu, który jest zielony lub – jeszcze lepiej – ma barwę morskiej zieleni. Kot jest przedstawiony w biegu i wykrzywia łeb w kierunku grzbietu. Inny oddział tego samego regimentu, nazywany Szczęśliwymi Starcami, Felices seniores