Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2011

Korzystne małżeństwo ebook

Yvonne Lindsay

(0)

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Korzystne małżeństwo - Yvonne Lindsay

Osiem lat temu Amira, dziedziczka fortuny Forsythe’ów, w dniu swego ślubu z Brentem przysłała mu SMS-a, że nie może za niego wyjść. Brent Colby nie zapomniał tej zniewagi. Gdy teraz Amira nieoczekiwanie zjawia się u niego i prosi, by się z nią ożenił, czuje, że nareszcie będzie mógł się zemścić. Nawet nie podejrzewa, dlaczego Amira nie poślubiła go przed laty i dlaczego chce to uczynić teraz...

Opinie o ebooku Korzystne małżeństwo - Yvonne Lindsay

Fragment ebooka Korzystne małżeństwo - Yvonne Lindsay

Yvonne Lindsay

Korzystne małżeństwo

TłumaczyłaZuzanna Maj

Tytuł oryginału: Convenient Marriage, Inconvenient Husband Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2009 Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla Korekta: Anna Kiełczewska

© 2009 by Dolce Vita Trust

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o. o., Warszawa 2011

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B. V. Wszystkie postacie w tej książce są fkcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak frmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o. o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa

ISBN 978-83-238-8065-3 

GORĄCY ROMANS – 917

Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Ożeń się ze mną. Obiecuję, że tylko na tym skorzystasz.

Co, u diabła, ona tu robi? Amira Forsythe, nazywana w kręgach towarzyskich księżniczką Forsythe, była równie niepożądanym gościem w męskiej toalecie w Ashurst, jednej z najbardziej elitarnych szkół dla chłopców w Nowej Zelandii, jak i w jego życiu. Nie wiedział, co było bardziej zaskakujące: jej żądanie czy fakt, że tu za nim weszła. Brent Colby odsunął się od umywalki i sięgnął po ręcznik. Długo wycierał ręce, potem wrzucił zużyty ręcznik do kosza i dopiero wtedy obrócił się do niej.

Przesunął wzrokiem po jej spadających na ramiona blond włosach, które niewątpliwie układał jakiś znany stylista, zauważył idealny makijaż i świetnie uszyty czarny kostium, kontrastujący z olśniewającą cerą. W sterylnej atmosferze łazienki rozchodził się zapach jej perfum, który działał mu na zmysły. Popełnił błąd, wdychając go głęboko, co wzbudziło w nim nagłe pożądanie.

Zauważył, że pod pojedynczym sznurkiem pereł na jej szyi pulsuje żyłka. To zdradzało, że mimo nieskazitelnego wyglądu i pozornego spokoju czegoś się boi.

Może jego? Wcale by się nie zdziwił. Przed ośmiu laty, kiedy wraz z drużbami stał przed ołtarzem, czekając na swoją pannę młodą, Amira powiadomiła go SMS-em, że nie pojawi się na ich ślubie. Po takim publicznym upokorzeniu gniew Brenta jeszcze nie wygasł. W dodatku nie raczyła podać żadnego usprawiedliwienia i wyjechała wraz z babką, zanim zdążył ją dopaść w rezydencji Forsythe'ów. Wtedy postanowił odbudować swój świat. Bez niej.

Brent spojrzał w jej chłodne niebieskie oczy. Wszyscy Forsythe'owie mieli lodowate spojrzenie. Stwierdził z satysfakcją, że w oczach Amiry czai się strach. Ożenić się z nią? Ona chyba żartuje.

– Nie – odparł.

Chciał przejść obok niej i jak najszybciej stamtąd wyjść. Nawet powrót do znajdującej się obok kaplicy sali zebrań, gdzie po nabożeństwie żałobnym w intencji żony profesora Woodleya wszyscy wymieniali banalne frazesy, był bardziej pożądany niż taka sytuacja. Ale Amira położyła mu rękę na ramieniu.

– Proszę cię, Brent. To małżeństwo jest mi niezbędne.

Zatrzymał się, nie zdradzając, jakie wrażenie zrobił na nim ten dotyk, jak przyspieszył bicie jego serca. Zapragnął natychmiast wsunąć dłonie w jej jedwabiste włosy i całować jej smukłą szyję. Nawet po tylu latach bardzo silnie na niego działała.

Amira zaciskała przez chwilę dłoń na jego ramieniu, z czego czerpał przedziwną satysfakcję. Nie wiedział, o co jej tak naprawdę chodzi, ale był przekonany, że on na pewno tego nie chce.

– Amiro, nawet gdybym był gotów rozmawiać z tobą na ten temat, to nie jest na to odpowiedni czas ani właściwe miejsce.

– Posłuchaj, Brent, ja wiem, że nasze stosunki są trochę napięte…

Nasze stosunki są trochę napięte? Czekał na tę kobietę przed ołtarzem kościoła, w którym znajdowało się kilkuset gości weselnych, kiedy jego drużba otrzymał od niej SMS-a, że się nie pojawi. Niewątpliwie ich stosunki były „napięte”. Brent z trudem powstrzymał się od śmiechu.

– Proszę, zechciej mnie wysłuchać.

Głos Amiry drżał z lekka. Kolejny wyłom w legendarnym opanowaniu Forsythe'ów. Gdyby żyła jej babka, byłaby niewątpliwie bardzo rozczarowana słabością, jaką okazywała jej jedyna wnuczka i spadkobierczyni.

– O ile sobie przypominam, miałaś okazję, by wyjść za mnie za mąż. Zmarnowałaś ją. Nie mamy sobie już nic do powiedzenia. – Co prawda on miałby jej jeszcze wiele do powiedzenia, ale zacisnął zęby i ruszył do drzwi.

– Jesteś jedynym mężczyzną, któremu mogę zaufać.

Zatrzymał się. Zaufanie? To śmiesznie brzmiało w jej ustach.

– I tu się mylisz. Na twoim miejscu nie powierzyłbym mi nawet jednego centa. Chodzi o pieniądze, prawda?

– Skąd… skąd wiesz?

– Bo wam zawsze o to chodzi.

Powinien już odejść. Nie dać się wciągnąć do rozmowy.

– Zaczekaj. Daj mi przynajmniej szansę, bym ci to mogła wytłumaczyć. Obiecuję, że tylko na tym skorzystasz.

– Mówisz, jakby twoje obietnice były cokolwiek warte.

– Potrzebuję cię.

Kiedyś wszedłby w ogień, by usłyszeć od niej takie słowa, ale to było dawno temu. Forsythe'owie nie potrzebowali nikogo. Oni tylko posługiwali się ludźmi, by ich potem odrzucić. Było jednak coś w głosie i oczach Amiry, co wzbudziło jego zainteresowanie. Było oczywiste, że ma jakiś problem. I równie oczywiste, że on miał go rozwiązać.

– Dobrze, ale nie teraz. Jutro pracuję w domu. Przyjedź o wpół do dziesiątej.

– O wpół do dziesiątej? Mam…

– Albo nie przyjeżdżaj wcale. – On miałby się dostosować do jej rozkładu dnia? Albo przyjmuje jego warunki, albo nie ma o czym mówić.

– Tak, dziewiąta trzydzieści, dobrze.

Amira obróciła się do wyjścia. To dla niej typowe, pomyślał Brent. Dostała to, czego chciała, i już go nie po trzebowała. Jednak zatrzymała się po chwili i spojrzała na niego.

– Brent?

– Tak?

– Dziękuję.

Jeszcze mi nie dziękuj, dodał w myślach. Przeprowadził ją przez kaplicę i przez salę zebrań, gdzie po chwili zniknęła w tłumie. Przyszło mu nagle do głowy, że to Amira była tą kobietą, która stale wydzwaniała do jego asystentki i nie chciała zostawić żadnej wiadomości. Jak zdołała go tu odnaleźć? Poprzedniego wieczoru wrócił z dalekiej podróży w interesach, bo chciał być obecny na nabożeństwie żałobnym. Złościło go, że Amira wybrała dzień, w którym chciał złożyć hołd pani Woodley, żonie swojego ulubionego profesora.

Rozejrzał się po sali. Oczami wyobraźni zobaczył rzędy chłopców w nienagannie uszytych mundurkach, usłyszał głos nauczyciela i znów ogarnęło go to dziwne uczucie obcości.

On sam nie chciał iść do tej prestiżowej szkoły, ale nie zdołał pokonać uporu brata swojej matki, który uznał, że choć Brent nie nosił nazwiska Palmer, powinien kontynuować rodzinną tradycję.

Na tym polegał problem starych, bogatych rodzin. Każdy był przekonany, że wie najlepiej, co dla ciebie jest dobre, choćby jedynie z tego powodu, że „tak się robi”.

Brent nie pragnął żadnych ułatwień. Widział, jak cierpiała duma jego ojca, kiedy rodzina Palmerów zaczęła wnosić za niego szkolne opłaty. Zack Colby pewnie nigdy nie zdobyłby wielkiego majątku i nie byłby tak bogaty jak rodzina jego żony, ale nauczył Brenta czegoś bardzo ważnego: że dobrze jest wywalczyć sobie samemu miejsce w świecie. A Brent tak bardzo się przykładał do nauki, że dostał jedno z bardzo rzadko przyznawanych w Ashurst stypendiów za doskonałe wyniki. Zanim jeszcze opuścił szkołę, zwrócił wujowi wszystkie pieniądze, jakie ten wyłożył na jego edukację.

Nie był jednak zbyt grzecznym uczniem. Miał również doskonałe wyniki w dziedzinie łobuzerskich wybryków, w czym dzielnie pomagali mu dwaj bliscy przyjaciele. Rozglądał się teraz po sali, szukając dawnych towarzyszy: swojego kuzyna Adama Palmera oraz ich przyjaciela Draca Sandrellego i zauważył, że właśnie idą w jego kierunku.

– Cześć – odezwał się Adam. – Czy wzrok mnie nie myli? Czy to ona wyszła przed chwilą z męskiej toalety?

– Może potrzebujesz okularów? – zażartował Brent.

– Bardzo śmieszne. Czego od ciebie chciała jej książęca wysokość?

– Prosiła, żebym się z nią ożenił.

– Wygłupiasz się, prawda? – spytał Draco.

– Chciałbym, żeby tak było. Jutro dowiem się czegoś więcej.

– Co? Chcesz się z nią spotkać? – Adam z dezaprobatą potrząsnął głową. – Po tym, co ci zrobiła?

– Tak. Ale tym razem sprawa przedstawia się inaczej. Dostałem nauczkę i nie jestem tak naiwny jak osiem lat temu. Jestem tylko ciekaw, co ma do powiedzenia. – Brent rozejrzał się po sali, ale nigdzie nie dostrzegł jej złotoblond włosów.

– Nie domyślasz się, dlaczego cię o to poprosiła? – spytał podejrzliwie Draco.

– Nie wiem jak Brent, ale ostatnią wiadomością, jaką ja od niej miałem, był ten cholerny SMS, który przysłała, kiedy czekaliśmy na nią w kościele – stwierdził Adam.

Brent zacisnął zęby na to wspomnienie. Stali we trzech przed ołtarzem, żartując ze spóźnienia panny młodej, kiedy komórka w wewnętrznej kieszeni marynarki Adama kilkakrotnie cicho zabrzęczała. Zignorowali ten dźwięk. Upływały minuty, ale Amira nie pojawiła się w kościele. W końcu Adam wyjął komórkę, a kiedy przeczytał wiadomość, twarz mu poszarzała.

Powiedz Brentowi, że nie mogę tego zrobić. Amira.

Początkowo Brent zastanawiał się, czy coś by się zmieniło, gdyby dostał tę wiadomość wcześniej, gdyby mógł zastać ją domu, zanim wyjechała razem z babką. A kiedy szok przerodził się w zimną wściekłość, przeklinał tylko swoją głupotę. Jak mógł być tak naiwny i uwierzyć, że ona jest inna od towarzystwa, w którym kazała jej bywać Isobel Forsythe.

Mówiła mu wtedy, że pieniądze nie mają dla niej znaczenia, a on brał jej zapewnienia za dobrą monetę. Sam był wówczas bogatym człowiekiem, choć jego majątek był niczym w porównaniu z ogromną fortuną Forsythe'ów. Niestety, na kilka tygodni przed ich ślubem jego frmę dotknęła katastrofa. Importowane gry wideo, którymi miał zalać rynek młodzieżowy i powiększyć swoją fortunę, okazały się wadliwe. Nie chciał denerwować Amiry i nie powiedział jej, że pierwszy milion dolarów zaczął już znikać z jego konta. Postanowił bowiem wycofać całą uszkodzoną partię towaru i zaspokoić roszczenia wszystkich swoich klientów. Jednak ta wiadomość ukazała się na pierwszych stronach najważniejszych gazet wraz z informacją o ich ślubie.

Okazało się, że pieniądze o wiele więcej dla niej znaczyły, niż gotowa była przyznać. Dowiedział się o tym w nagły i bolesny sposób. Ze zwykłego SMS-a. Pamiętał, z jaką radością czekał wtedy na swoją pannę młodą. A ona nie miała nawet odwagi, by mu to powiedzieć prosto w twarz. Brent zawsze się uczył na swoim pierwszym błędzie. Księżniczka Forsythe nie dostanie kolejnej szansy na zrujnowanie mu życia.

– Nie mam pojęcia, o co jej chodzi, ale dowiem się tego. – Brent otrząsnął się z zamyślenia. – Chodźmy złożyć wyrazy uszanowania profesorowi Woodleyowi i znikajmy stąd.

Pragnął jak najszybciej wsiąść na swój kultowy moto guzzi i uciec od czyhających tu na niego demonów. Brenta, jeszcze w czasach szkolnych, fascynowały wyścigowe motocykle. Trzej mężczyźni, nie zwracając uwagi na zachwycone spojrzenia, jakimi obrzucały ich kobiety, przeszli przez tłum gości i dotarli do miejsca, gdzie stał ich ulubiony nauczyciel.

– Oto moje łobuzy. Dziękuję, że przyszliście, chłopcy.

Brent po raz ostatni został nazwany łobuzem, kiedy profesor Woodley przyłapał ich na krętej, ciemnej drodze, kilka kilometrów od szkoły, gdzie urządzali szalone wyścigi motocyklowe. Pamiętał dokładnie jego słowa: „Wszyscy słuchacze waszego roku są jak diamenty, niektóre oszlifowane, a niektóre jeszcze surowe. Wszyscy, z wyjątkiem waszej trójki. Wy, panowie, jesteście łobuzami”.

Nie ukarał ich zbyt surowo, a oni najbardziej żałowali tego, że szaleńczo ryzykując własne życie, tak bardzo zmartwili tego dobrego człowieka. Kiedy się dowiedzieli, że jego jedyny syn zginął w wypadku na tej samej drodze, przez resztę pobytu w Ashurst starali się, jak mogli, by zapomniał o ich dzikich wybrykach.

– Jak się macie? Mam nadzieję, że jesteście żonaci. Nie ma nic lepszego w życiu jak stała obecność dobrej kobiety. – Oczy mu się zamgliły. – Teraz widzę, jak bardzo będzie mi jej brakowało.

– Serdecznie panu współczujemy, panie profesorze – powiedział Adam, który zawsze przemawiał w imieniu ich trójki.

– Dziękuję wam, chłopcy. A teraz mówcie, jesteście żonaci czy nie?

Wymienili niepewne spojrzenia i nie odezwali się.

– Rozumiem, że nie jesteście – skwitował profesor Woodley. – Nie przejmujcie się tym. Ożenicie się, kiedy przyjdzie na to czas.

– Może małżeństwo nie jest dla wszystkich – powiedział Brent, na co profesor wygłosił jedno ze swoich słynnych przemówień na temat wyższości związków małżeńskich.

Ale Brent już go nie słuchał. Jego uwagę przykuł dziwny wyraz twarzy Draca, który wyglądał, jakby zobaczył ducha. Przeprosił ich i pognał w kierunku personelu obsługującego catering.

– Co mu się stało? – spytał Adam, kiedy odeszli od profesora zajętego innymi gośćmi.

– Nie wiem – odparł Brent, nie spuszczając wzroku z wysokiej, szczupłej kobiety o krótkich, czarnych włosach.

Nie wydawała się zadowolona z obecności Draca. Nie zwróciła uwagi na jego czarujący uśmiech, odwróciła się od niego i odeszła.

– Popatrz, poszedł za nią – zauważył Adam.

– Wygląda na to, że nie pojedzie z nami – mruknął Brent. – Chodźmy, mam już dosyć tego miejsca.

Na podjeździe zobaczyli Draca, który usiłował wyperswadować tej kobiecie, by została. Ale ona wsiadła do samochodu i szybko odjechała. Draco podbiegł do nich.

– O nic mnie nie pytajcie. – Włożył kask i wsiadł na swój motor.

Brent i Adam poszli w jego ślady i po chwili trzy bardzo szybkie motocykle ruszyły w kierunku Auckland.

Z zaparkowanego pod rozłożystym dębem samochodu Amira obserwowała Brenta, jak wychodził z holu. Zaciskała ręce na kierownicy swojego luksusowego BMW i drżała ze zdenerwowania.

Amira zaplanowała to spotkanie, kiedy zobaczyła w gazecie zawiadomienie o nabożeństwie żałobnym w intencji żony profesora Woodleya. Była pewna, że Brent tam będzie. Bardzo cenił i szanował profesora i nie wyobrażała sobie, żeby go zabrakło na tej uroczystości. Tylko tam mogła go spotkać w neutralnych warunkach. Obawiała się, że nie zechce odbierać jej telefonów, a jego asystentka nie wpuści jej do biura. Obmyśliła, co mu powie, nie przypuszczała tylko, że starczy jej odwagi, by wejść za nim do męskiej toalety.

Nie mogła oderwać od niego wzroku. Patrzyła na jego wysoką, szczupłą sylwetkę, szerokie ramiona, na opadające mu na czoło włosy, które niegdyś tak bardzo lubiła odgarniać.

Ostatnie osiem lat, pomimo wcześniejszych kłopotów fnansowych, nie zostawiło na nim niekorzystnych śladów. Teraz znajdował się w pierwszej dwudziestce na liście najbogatszych ludzi w kraju. Ale bogactwo to jesz cze nie wszystko. Ciekawa była, czy nadal zależy mu na tym, by wejść do nowozelandzkiej elity. Przedtem nie udało mu się uzyskać akceptacji starych, snobistycznych rodzin, a ich niedoszły ślub nie poprawił bynajmniej sytuacji.

Widziała, jak wkładał starą skórzaną kurtkę i kask z osłoną twarzy, która ukryła jego pięknie rzeźbione rysy. Ale Amira poznałaby go po samych ruchach, po sposobie trzymania głowy.

Wydawał jej się teraz bardziej pewny siebie niż w wieku dwudziestu pięciu lat, a nawet władczy. Nadal nie mogła zrozumieć, skąd miała tyle odwagi, by pójść za nim do męskiej toalety i wygłosić swoją prośbę. Ale faktem jest, że nigdy dotąd nie była w takiej rozpaczy. Teraz musi przekonać Brenta, by przyjął jej warunki.

Amira odetchnęła głęboko. Podczas jutrzejszej rozmowy powinna być bardziej opanowana, jednak wierzyła w powodzenie swojej misji. Brent Colby odniósł co prawda wielki sukces, ale w kręgach wielkiej fnansjery nadal był postrzegany jako ktoś z zewnątrz, do czego przyczyniło się również bezkompromisowe działanie jej babki. Amira mogła mu dać przepustkę do tego zamkniętego przed nim świata. Tylko czy wciąż tak bardzo mu na tym zależy?

Czy zgodzi się na jej warunki? Tym razem cała przyszłość Amiry Forsythe spoczywała w rękach Brenta Colby'ego.

To było dla niej niezwykle ważne. Po raz pierwszy w życiu mogła działać na własny rachunek i pozbyć się wizerunku fgurantki, której nikt nie traktował poważnie. Nie chciała już być kojarzona wyłącznie z charytatywnymi fundacjami babki, nie chciała być tylko twarzą dla mediów, chociaż ona również ciężko w tych fundacjach pracowała. Chciała odnieść swój własny sukces, nie podpierając się autorytetem i wpływami babki, wreszcie się wyzwolić. Nie zważając na dezaprobatę Isobel, Amira założyła własną Fundację Nadziei, by spełniać marzenia ubogich, a często również chorych i dzieci. A na to potrzebne były pieniądze. Bardzo dużo pieniędzy.

Śmierć Isobel Forsythe mogła całkowicie odmienić życie Amiry, gdyby nie bezwzględne warunki, jakie ta umieściła w swoim testamencie. Amira wiedziała, że babka zrobiła to celowo, by unicestwić jej marzenia, ale to tylko wzmogło jej determinację. W przeciwieństwie do Isobel uważała, że ci, którym się w życiu nie powiodło, też mają prawo do marzeń i powinni dążyć do ich spełnienia.

Wzdrygnęła się, gdy trzy motory ruszyły z rykiem silników. Od razu poznała Brenta, który jechał pierwszy.

Był taki chłodny podczas ich rozmowy. Nie okazał nawet cienia gniewu. Jednak wtedy, kiedy nie pojawiła się w kościele, wpadł w prawdziwą wściekłość. Prawnik jej babki, Gerald Stein, był w przedsionku kościoła i dokładnie opisał jego reakcję.

Nie odbył się tamten ślub, ale ten musi się odbyć. Nie mogła przecież złamać przyrzeczenia danego małej Casey i kilkunastu innym biednym i chorym dzieciom. On musi się zgodzić. Po prostu musi.

ROZDZIAŁ DRUGI

Amira zawahała się przed wjazdem do posiadłości Brenta. Wystarczyło opuścić szybę, wyciągnąć rękę i nacisnąć przycisk przy bramie, ale nie mogła się na to zdobyć. Miała takie uczucie, jakby nie siedziała w samochodzie przed wjazdem na teren jakiegoś domu, tylko miała wkroczyć do klatki lwa.