Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 296 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Korporacyjny as - Sandi Lynn

Ona, piękna i niezależna, dziedziczy rodzinną firmę na granicy bankructwa.
On, seksowny kobieciarz i prezes świetnie prosperującej firmy, oferuje jej swoją pomoc...
Fiona: „Mężczyźni. Kłamliwe, zdradzieckie dranie. Co do jednego. Miałam wspaniałego faceta, świetną pracę i perspektywy. I w jednej chwili moje życie stanęło na głowie. Chłopak mnie zdradził, musiałam odejść z pracy, a mój ojciec miał zawał. Z dnia na dzień zostałam dyrektorem rodzinnej firmy, która zmierzała prosto do bankructwa. Dopóki nie zjawił się pewien mężczyzna, którego poznałam w krępujących okolicznościach, i zaoferował mi pomoc. Był seksowny, zuchwały i bogaty. Był kobieciarzem i typowym dupkiem z korporacji. Nie rozumiał słowa „nie”, a z początku tylko tyle miałam mu do powiedzenia, zanim pojawił się problem: zakochałam się w nim. On był wytrawnym graczem, a ja miałam ogromną ochotę zagrać w tę grę”.
Nathan: „Kobiety. Za dużo komplikacji. Związki. Za dużo oczekiwań. Nie, dziękuję! W moim życiu nie miałem czasu na żadne komplikacje. Praca i firma – to były moje priorytety, kobiety były moim hobby. Szedłem z nimi do łóżka, mówiłem „do widzenia” i nigdy nie oglądałem się za siebie. Życie nie mogłoby być prostsze. Wtedy poznałem Fionę Winslow. Piękną, silną, niezależną i hardą. Kobietę, która zawsze miała dla mnie jedną odpowiedź: „nie”. Uwielbiałem mieć nad wszystkim kontrolę, ale ona nie dawała się kontrolować. Wreszcie spotkałem godną siebie przeciwniczkę”.

Opinie o ebooku Korporacyjny as - Sandi Lynn

Fragment ebooka Korporacyjny as - Sandi Lynn

Korekta

Barbara ‌Cywińska

Halina Lisińska

Zdjęcie na okładce

© ‌LightField Studios/Shutterstock

Tytuł oryginału

Corporate ‌A$$

Corporate A$$

Copyright ‌© ‌2016 by Sandi Lynn

Published ‌by arrangement ‌with Browne & Miller ‌Literary Associates, ‌LLC.

All ‌rights ‌reserved.

Wszelkie prawa ‌zastrzeżone.

Żadna ‌część tej publikacji nie ‌może być ‌reprodukowana

ani ‌przekazywana w ‌jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody ‌właściciela praw autorskich.

For ‌the Polish ‌edition

Copyright ‌© ‌2018 by ‌Wydawnictwo ‌Amber ‌Sp. z o.o.

ISBN ‌978-83-241-6654-1

Warszawa ‌2018. Wydanie I

Wydawnictwo ‌AMBER Sp. z o.o.

02-954 ‌Warszawa, ul. ‌Królowej Marysieńki 58

Rozdział 1

„Hej, ‌Kotku! ‌Niestety, muszę odwołać naszą ‌kolację. Sytuacja awaryjna ‌w ‌pracy, muszę zostać po ‌godzinach. Wynagrodzę Ci ‌to. Kocham ‌Cię!”

Usiadłam na brzegu ‌łóżka ‌i wbiłam wzrok ‌w tę wiadomość, która, ‌trzeba jasno powiedzieć, natychmiast ‌podniosła ‌mi ciśnienie. Sytuacja ‌awaryjna ‌w pracy – myślałby ‌kto! ‌Wstałam, ‌podeszłam ‌do laptopa, stuknęłam ‌w kilka klawiszy ‌i już wszystko wiedziałam. ‌Byłam zalogowana ‌na ‌telefoniczne ‌konto Johna ‌i ‌miałam ‌dostęp do ‌wszystkich ‌jego esemesów.

„Hej, Kochanie! Dzisiaj ‌wszystko aktualne. Podjadę po ‌Ciebie o siódmej. Koniecznie ‌włóż coś ‌superseksownego i pamiętaj… żadnych ‌majteczek! ‌Kiedy będziemy ‌siedzieć przy stole do ‌blackjacka, ‌chcę ‌czuć, jak mokra ‌się robi Twoja ‌cipeczka, kiedy ją dotykam”.

„Ale ‌z Ciebie świntuch, John! Nie mogę się doczekać… Przecież wiesz, że zawsze ubieram coś superseksownego dla mojego mężczyzny”.

„Staje mi na samą myśl o tym…”.

Jej mężczyzna? Czy to jakiś, kurwa, żart? Wiedziałam, że skurwiel mnie zdradza. Kobieca intuicja jest niezawodna. Wieczne przesiadywanie po godzinach w pracy, odwoływanie kolejnych randek, podejrzanie dużo podróży służbowych i o jedno za dużo tajemnicze połączenie, którego nie mógł przy mnie odebrać. Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer mojej najlepszej przyjaciółki, Lydii.

– Halo – odebrała natychmiast.

– Przyjeżdżaj, potrzebuję cię! Idziemy na miasto.

– Jak to? Myślałam, że jesteś umówiona na kolację z Johnem.

– Ma sytuację awaryjną w pracy i musiał zostać po godzinach. Albo raczej, ma sytuację awaryjną w kasynie z jakąś dziwką, która nazywa go „swoim mężczyzną”!

– Niech to, Fiona! Nie mówisz serio!

– Owszem. Wszystko ci wyjaśnię na miejscu. Masz może jeszcze te peruki, w których zadawałyśmy szyku na tej halloweenowej imprezie dwa lata temu?

– Tak. A co?

– Przydadzą się.

Pisnęła radośnie.

– Chyba szykuje się niezła zabawa! Już jadę.

Lydię Jones poznałam na pierwszym roku studiów na uniwersytecie UCLA, była moją współlokatorką w akademiku. Natychmiast zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami, zawsze mogłyśmy na siebie liczyć. Wszędzie włóczyłyśmy się razem i wkrótce przylgnął do nas przydomek „bliźniaczki z akademika”, bo byłyśmy do siebie bardzo podobne. Ten sam wzrost, długie blond włosy i szczupła sylwetka. Różniłyśmy się tylko kolorem oczu, jej były brązowe, a moje – błękitne. A teraz nawet pracowałyśmy w tej samej firmie. Tuż przed skończeniem studiów każdej z nas zaproponowano pracę w agencji marketingowej Steiner & Richards.

Zrobiłam sobie perfekcyjne smoky eyes, musnęłam policzki różem w odcieniu o nazwie Obsesja, po czym dokładnie pokryłam usta szkarłatną czerwienią.

– No to jaki dokładnie mamy plan? – chciała wiedzieć Lydia.

– Po prostu tam pójdziemy i zorientujemy się w sytuacji.

– Przecież to kasyno jest ogromne, Fiona! Jak go znajdziemy?

– Będzie siedział przy tym samym stole do blackjacka co zawsze. – Włożyłam na głowę perukę, zamieniając się w ostrzyżoną na boba brunetkę, i szeroko się uśmiechnęłam.

Wskoczyłam w opinającą moje ciało, śmiało odsłaniającą ramiona małą czarną i wsunęłam stopy w zabójcze, czarne szpilki. Nie mogłam się doczekać, kiedy je włożę, od momentu, kiedy je kupiłam!

– Cholera! Gorąca z ciebie laska! – uśmiechnęła się Lydia. – Nawet ja bym cię nie poznała! Ten makijaż całkowicie cię zmienił.

– Dzięki! Ty też wyglądasz niesamowicie ponętnie i świetnie ci w ciemnych włosach! Jeszcze jedna sprawa i możemy iść. – Sięgnęłam po telefon i wysłałam Johnowi esemesa.

„Już za tobą tęsknię, kotku. Nie pracuj zbyt dużo! Możesz do mnie wpaść jutro rano?”

„Ja też za tobą tęsknię. Obawiam się, że nie, kotku. Bóg jeden wie, do której dzisiaj tu posiedzę. Ciągle wyskakuje coś nowego. Ale nie chcę zamęczać nudnymi szczegółami tej Twojej ślicznej główki. Wynagrodzę Ci to! Pamiętaj, że Cię kocham”.

„Będę się dziś czuła w łóżku taka samotna bez Ciebie…”

„Mnie też będzie dziś Ciebie brakowało. Muszę kończyć. Pogadamy później”.

Dupek.

– Chodźmy! – zarządziłam, chwytając z podłogi czarną sportową torbę i biorąc do ręki kopertówkę.

– Co masz w tej torbie? – Lydia wydawała się nieco zaniepokojona.

– Zobaczysz… – uśmiechnęłam się.

John i ja byliśmy parą niewiele ponad rok. Poznaliśmy się wkrótce po śmierci mojej matki, potrzebowałam wtedy kogoś, na kim mogłabym się oprzeć. Byłam bezbronna, a on był obok, tak to się zaczęło. Czy naprawdę go kochałam? Tak. Czy byłam w nim zakochana? Tego nie jestem pewna. Lubiłam jego towarzystwo, ale to nie znaczy, że byłam gotowa tolerować kłamstwa i zdrady. Skoro chciał być z kimś innym, wystarczyło mi o tym powiedzieć. Teraz będzie musiał zapłacić za swój mały skok w bok.

W powietrzu unosiły się niewielkie smugi dymu. Muzyka była głośna, ale nie tak głośna, żeby zagłuszyć dzwonki i gwizdy wydawane przez automaty do gry. Zewsząd było słychać podniesione głosy. Niektórzy właśnie zostali milionerami, inni przegrali oszczędności całego życia.

– Na pewno wiesz, przy którym stoliku go znajdziemy? – chciała się upewnić Lydia.

– Chodź za mną. – Ruszyłam w stronę baru, gdzie szczęśliwym trafem akurat zwolniły się dwa miejsca. Usiadłyśmy, a ja skinęłam na barmana.

Zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów, po czym najwyraźniej zdecydował, że najbardziej interesującą częścią mnie jest rowek między piersiami, więc właśnie tam zatrzymał spojrzenie, a usta rozciągnęły mu się w szerokim uśmiechu.

– Czego się napijesz, złotko?

– Szkocka z lodem. Podwójna. Czuję, że to będzie mój szczęśliwy dzień. – Puściłam do niego oko.

– A dla ciebie? – Uśmiechnął się do Lydii.

– Poproszę dżin z tonikiem. – Zatrzepotała rzęsami i rzuciła mu zalotne spojrzenie brązowych oczu. – Właściwie dlaczego tutaj siedzimy?

– Ponieważ on jest tam. – Wskazałam na stół do blackjacka po przeciwnej stronie baru, przy którym rozsiadł się John w towarzystwie kobiety z długimi, rudymi włosami.

Uważnie im się przyglądałam, sącząc szkocką. Te ukradkowe pocałunki i to, jak jego ręka dyskretnie wślizgiwała się pod jej srebrzystą sukienkę! W pewnym momencie Ruda wstała i ruszyła w stronę toalety.

– Zaraz wracam. – Też podniosłam się z miejsca.

– Chyba nie zamierzasz nic jej zrobić? – zaniepokoiła się Lydia.

– Nie – uśmiechnęłam się uspokajająco.

Weszłam za nią do toalety i czekałam, aż opuści kabinę, udając, że poprawiam makijaż.

– Ale tu dzisiaj tłok! – rozpoczęłam rozmowę, kiedy wreszcie wyszła.

– Owszem – uśmiechnęła się przyjaźnie, myjąc ręce.

Rude włosy, zielone oczy, nieco ponad metr sześćdziesiąt wzrostu i szczupła sylwetka. Trzeba przyznać, że jest całkiem ładniutka.

– Wygrałaś coś dzisiaj? – ciągnęłam.

– Ja nie, ale mojemu chłopakowi dobrze idzie. Zawsze wygrywa, kiedy tu jesteśmy!

– Często tu przychodzicie?

– Mniej więcej dwa razy na tydzień. John uwielbia grać. – Wyciągnęła szminkę z torebki.

– A ja tu jestem po raz pierwszy. Zrobiłyśmy sobie babski wieczór z przyjaciółkami. Właśnie rozpadł mi się związek – powiedziałam z udawanym smutkiem i spuściłam oczy.

– Och, przykro mi! Długo byliście razem?

– Rok. A ty od jak dawna jesteś ze swoim chłopakiem?

– Pomyślmy… Pół roku. – Nałożyła szminkę i oblizała usta. – Mogę zapytać, dlaczego ze sobą zerwaliście?

– Zdradzał mnie. – Pociągnęłam nosem i zaniosłam się udawanym płaczem.

– Och, biedactwo… Tak mi przykro! Mężczyźni to idioci. Wiesz co? Jesteś fajną dziewczyną. Już ci mogę powiedzieć, że nie zasługiwał na ciebie.

– Dziękuję. Miło, że tak mówisz… – Udałam, że ocieram łzy chusteczką. – Twój chłopak na pewno nigdy by ci tego nie zrobił.

Lekko się uśmiechnęła.

– Nie. John to najsłodszy, najbardziej troskliwy, hojny i kochający facet, jakiego w życiu spotkałam. Jesteśmy w sobie tacy zakochani!

Poczułam, że jeszcze chwila, a wściekłość, która mnie ogarnęła, kiedy przeczytałam jego esemesa, a którą do tej pory jako tako kontrolowałam, po prostu eksploduje.

– Cieszę się! W takim porządnie go pilnuj.

– Och, taki mam zamiar! Wszystkiego dobrego, kochana! Nie pozwól, żeby twój były zepsuł ci wieczór. Po prostu tam idź i cholernie dobrze się baw!

– Tak zrobię. – Uśmiechnęłam się słodko.

Wyszła z toalety, a ja odczekałam chwilę, żeby się na nią ponownie nie natknąć. Pół roku? Spotykaliśmy się zaledwie od sześciu miesięcy, kiedy zaczął się z nią umawiać. Sukinsyn! Stukot moich obcasów odbijał się echem w toalecie, kiedy szłam do drzwi. Tymczasem przy barze moje miejsce zajął jakiś mężczyzna. Lydia na mój widok tylko wzruszyła ramionami.

– Przepraszam! To moje miejsce.

Mężczyzna odwrócił się, a mnie na moment zaparło dech w piersiach. Krótkie brązowe włosy rozświetlone złotymi pasemkami, idealnie prosty nos, ciemnobrązowe oczy o przeszywającym, hipnotyzującym spojrzeniu, kształtne usta, wydatne kości policzkowe i jasne wąsy, które świetnie pasowały do wieczornego zarostu na jego mocnej szczęce.

Kąciki jego ust podniosły się w lekkim uśmiechu, kiedy obcesowo wbił we mnie wzrok.

– Przepraszam. Nie wiedziałem, że to miejsce jest zajęte. Czy mogę w ramach przeprosin postawić ci jakiegoś drinka?

Cholera! Słowo „nie” chyba nie przejdzie mi przez gardło! Ale nie mogłam pozwolić, żeby cokolwiek, lub ktokolwiek, zakłóciło mój plan.

– Dzięki, ale nie – udało mi się z siebie w końcu wydusić.

– Nie? – pytająco podniósł brew.

Miałam przeczucie, że ten facet nie jest zbytnio obeznany z tym słowem.

– Proszę tylko, żebyś był tak miły i usunął się z mojego miejsca.

– Zrobię to, kiedy tylko mi powiesz, co dziś pijesz – uśmiechnął się przebiegle.

Przez chwilę badawczo mu się przyglądałam. Prawdopodobnie dłużej, niż wypadało. Ale nie mogłam się powstrzymać. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego natężenia seksowności i muszę przyznać, że był to raczej przyjemny widok!

– Tak z czystej ciekawości… Czy usłyszałeś kiedykolwiek „nie” od jakiejś kobiety?

– Nie. Nigdy. To słowo dla mnie nie istnieje.

Boże! Co za zadufany w sobie dupek!

– W takim razie pozwól, że będę pierwsza. Moja odpowiedź brzmi: nie. Nie powiem ci, co dziś piję, a ty nie kupisz mi drinka. Ale dzięki za propozycję – uśmiechnęłam się uprzejmie.

Zmrużył swoje piękne oczy i przechylił głowę.

– W takim razie nie wstaję.

W porządku. Zabójczo przystojny czy nie, teraz zaczynał mnie naprawdę wkurzać. Zerknęłam przez ramię na Johna i Rudą, nadal okupujących stół do blackjacka. Pochylił się do niej i lekko ją całował, podczas gdy jego dłoń błądziła niebezpiecznie po jej sukience.

– Nie ma sprawy. I tak właśnie wychodziłyśmy. – Złapałam Lydię za rękę i pociągnęłam ją za sobą.

Rozdział 2

FIONA

Cholera jasna, Fiona! Co to niby miało być? Widziałaś, jak na ciebie patrzył? Po prostu pożerał cię wzrokiem, wyraźnie miał na ciebie ochotę!

– Pieprzyć go.

– Ja bym to chętnie zrobiła! I wcale bym nie marudziła, gdyby mi chciał postawić drinka.

– Nie przyszłyśmy tutaj na podryw, Lydio. Pamiętasz?

– No tak… Jak ci poszło w toalecie? Zaczynałam się martwić.

– Wygląda na to, że się spotykają od sześciu miesięcy. – Moje obcasy uderzyły o chodnik, a twarz owiało ciepłe powietrze.

– Co? Przecież jesteście parą dopiero od roku!

– Co ty nie powiesz.

– To co teraz? – zapytała, biegnąc, żeby dotrzymać mi kroku.

– Wracamy do samochodu.

Wsiadłyśmy do jej forda escape’a. Położyła ręce na kierownicy i spojrzała na mnie pytająco, a ja tymczasem sięgnęłam na tylne siedzenie po czarną torbę.

– Jego samochód musi gdzieś tutaj być – uśmiechnęłam się niewinnie.

– Cholera, Fiona! Co ci chodzi po głowie?

– Zobaczysz. Po prostu jedź. Tutaj jest! – Triumfalnie wycelowałam palcem.

Drugi poziom. Jego nowiutkie audi R8 V10. Miał je dopiero od jakichś dwóch tygodni. Zaparkował bokiem, zajmując dwa miejsca parkingowe, żeby nikt nie mógł stanąć obok. To auto było jego oczkiem w głowie, za każdym razem, kiedy z niego wysiadał, przecierał je specjalną szmatką.

– Nie zwalniaj – powiedziałam, spoglądając na znajdującą się w kącie kamerę przemysłową.

– Gdzie jedziemy?

– Jakieś auto akurat wyjeżdża. – Wskazałam palcem. – Zaparkuj tam, a potem będę miała do ciebie prośbę… Chciałabym, żebyś wróciła do kasyna i znalazła ochroniarzy. Odwróć ich uwagę. Powiedz im, że zaparkowałaś auto na poziomie pierwszym, a kiedy wróciłaś, już go nie było. Zachowuj się jak rozhisteryzowana, zrozpaczona kobieta i wyciągnij ich na poziom pierwszy, żeby to sprawdzili. Napiszę ci, kiedy będziesz mogła po mnie podjechać.

– A wtedy co mam im powiedzieć?

– Powiedz po prostu, że się pomyliłaś i że jednak zaparkowałaś na poziomie trzecim. Zachowuj się jak blondynka, którą zresztą jesteś – uśmiechnęłam się złośliwie.

– Lepiej, żeby to łyknęli.

– Łykną, zaufaj mi. Daj mi znać, kiedy uda ci się odciągnąć ich od monitora.

Z telefonem w dłoni cierpliwie czekałam na wiadomość od Lydii. To była ostatnia rzecz, jakiej potrzebowałam! Jakim cudem udało mu się przez tyle czasu grać na dwa fronty? Pewnie zauważyłabym coś wcześniej, gdybym nie była tak bardzo skupiona na zdobyciu awansu w pracy. Mniej więcej po dziesięciu minutach przyszedł esemes od Lydii.

„Jest ze mną, odciągnęłam go od monitora. A tak przy okazji, to jest naprawdę niezły”

Wywracając oczami, sięgnęłam po puszkę czarnej farby w sprayu, z opuszczoną głową podeszłam do kamery i zamalowałam soczewkę na czarno. Wróciłam do auta Lydii, wzięłam torbę i postawiłam ją obok audi Johna. Wyjęłam kij do bejsbola i roztrzaskałam nim reflektory. A to był dopiero początek…

– To za zmarnowanie mi dwunastu miesięcy życia. – Walnęłam w okno od strony kierowcy. – I za wszystkie „Kocham cię”, które nic nie znaczyły. – Tylne okno. Sięgnęłam do torby po ostry nóż i przebiłam wszystkie opony. Kiedy właśnie niszczyłam nożem lakier czerwonego, sportowego audi R8, zauważyłam nadjeżdżającą powoli limuzynę. Uznałam, że czas kończyć zabawę. Jeszcze tylko pocięłam skórzaną tapicerkę, a potem włożyłam kij i nóż z powrotem do torby i wzięłam ją do ręki. Jednym ruchem zdjęłam z głowy perukę, a kiedy się odwróciłam, żeby ją wyrzucić do kosza, stanęłam oko w oko z panem Hipnotyzujące Spojrzenie z baru. Kąciki jego ust lekko powędrowały w górę, kiedy swobodnym ruchem zarzuciłam torbę na ramię i, jakby nigdy nic, odeszłam.

NATHAN

Co ona, do cholery, wyrabia? Nie wierzyłem własnym oczom, kiedy, jadąc przez drugi poziom parkingu, zobaczyłem piękną nieznajomą z baru, która właśnie demolowała jakiś samochód. W sumie było to nawet seksowne. Zwykle nie gustowałem w brunetkach, ale ona… Ona była inna. Zaintrygowała mnie już w barze, gdy się odwróciłem, a ona tam stała i wpatrywała się we mnie tymi błękitnymi jak niezapominajki oczami. A to ciało! Niech to. Kształtne, szczupłe, no i te długie nogi, które pragnąłem poczuć zaciśnięte wokół moich bioder… Że nie wspomnę o ponętnych, sterczących cycuszkach, wypchniętych do góry przez niesamowicie opiętą sukienkę, którą miała na sobie. Pulchne usteczka, które doskonale by sobie poradziły z usatysfakcjonowaniem mojego twardego kutasa. Na oko, gdyby zdjęła te zabójcze szpilki, miałaby jakieś metr siedemdziesiąt wzrostu, miała nienaganną figurą w kształcie klepsydry. Zdecydowanie byłem zaintrygowany! Zamierzałem lepiej ją poznać, ale ona powiedziała mi „nie” i odeszła w siną dal. A potem ten parking! Dosłownie zaparło mi dech w piersiach, gdy niedbałym ruchem zerwała z głowy perukę, a na jej plecy spłynęła kaskada długich, jasnych włosów. Kiedy się odwróciła i spojrzała mi prosto w oczy tymi pięknymi, błękitnymi oczami, natychmiast mi stanął. Musiałem się dowiedzieć, kim jest i dlaczego zniszczyła tamto auto!

Ale zanim zdążyłem powiedzieć Jasonowi, żeby się tym zajął, już jej nie było. Przepadła bez śladu. Niech to!

– Zapomnij o niej, Nathan – odezwał się Jason, mój kierowca. – Gołym okiem widać, że to wariatka. Zobacz, jak zniszczyła to auto.

– Lubię wariatki. – Uśmiechnąłem się.

W domu zrobiłem sobie drinka i rozsiadłem się na tarasie. Nie potrafiłem przestać o niej myśleć. Najpierw powiedziała mi „nie”, a potem bezwzględnie rozprawiła się z samochodem jakiegoś biedaka.

To musiał być jej chłopak czy coś takiego. Jej oczy pałały żądzą zemsty. Zauważyłem, że zerkała na stół do blackjacka, kiedy próbowałem ją namówić, żeby pozwoliła postawić sobie drinka. No i ta peruka! Najwyraźniej próbowała ukryć swoją tożsamość. Najlepiej by było, gdybym po prostu o niej zapomniał. Przecież nigdy się nie dowiem, kim jest ani czym się kierowała, demolując to auto. Ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Jej twarz, jej oczy i to, że powiedziała mi „nie”, będą mnie prześladowały przez dłuższy czas.

Rozdział 3

FIONA

O wpół do szóstej rano rozległ się ostry dźwięk budzika. Wyłączyłam go i spojrzałam na telefon, żeby sprawdzić, czy mam jakieś wiadomości od Johna. Nic. Myślałam, że zadzwoni do mnie w nocy, kiedy odkryje, że jego cacuszko zostało zniszczone. Ale pewnie rola czułej pocieszycielki przypadła tej nocy Rudej. Z bólem opuściłam łóżko, wrzuciłam kapsułkę do ekspresu i przyglądałam się, jak filiżanka napełnia się parującą kawą. Nagle przyszło mi do głowy, że John będzie musiał nieźle się nagimnastykować, żeby mi wytłumaczyć, co się stało w nocy.

Kiedy wychodziłam spod prysznica, ktoś zapukał do drzwi. Uśmiechnęłam się szeroko, bo wiedziałam, że to on.

– John. Co ty tu robisz? Mówiłeś, że nie będziesz mógł rano wpaść?

– Nie uwierzysz, co mi się, kurwa, przydarzyło w nocy! – Gwałtownym krokiem wszedł do środka.

– No co?

– Ktoś zniszczył mój samochód! – powiedział z wściekłością w głosie, a ja widziałam, że żyła na jego szyi pulsuje.

– Co ty mówisz?! – wykrzyknęłam. – Kiedy ty byłeś w biurze?

– Yyyy… No tak. Kiedy byłem w biurze.

– O mój Boże! Czy jest bardzo źle?

– Jest naprawdę źle, Fiona. Pocięli wszystkie opony. Rozbili przednią szybę, tylną szybę i reflektory. Zniszczyli skórzaną tapicerkę i jakimś ostrym narzędziem porysowali lakier. Aż do metalu! Kurwa! – krzyknął.

– Dlaczego nie zadzwoniłeś do mnie wczoraj w nocy?

Nerwowo chodził po moim mieszkaniu, tam i z powrotem, z rękami wbitymi głęboko w kieszenie.

– Ponieważ było późno, a i tak nic nie mogłabyś zrobić. Kto, do kurwy nędzy, mógł to zrobić?

– Hm, skoro to się zdarzyło na waszym firmowym parkingu, to wszystko musiało zostać zarejestrowane przez kamery. Nie możesz po prostu ich sprawdzić?

Cisza.

– Najwyraźniej kamery nie zadziałały – westchnął.

– Zadzwoniłeś na policję?

– Jasne. Ale powiedzieli mi, że skoro nie ma żadnych świadków ani nagrań z monitoringu, nic nie mogą zrobić. Wiesz, ile ten samochód dla mnie znaczy…

Podeszłam do niego i objęłam go, ale nie potrafiłam powstrzymać lekkiego dreszczu obrzydzenia, który wstrząsnął moim ciałem.

– Tak mi przykro, John! Wiem, jak musi być ci ciężko – ukryłam twarz w zagłębieniu na jego szyi i lekko się uśmiechnęłam. – Nie mogę uwierzyć, że to się stało u ciebie w pracy! Czy inne samochody też zostały zniszczone?

Odsunął mnie i ponownie zaczął spacerować po pokoju.

– Nie. Tylko mój. Co ciekawe, nic z niego nie zginęło. Tak jakby ktoś to zrobił po prostu dla zabawy.

– Hm. To dziwne. – Podniosłam kubek z kawą i upiłam łyk. – Masz jakichś wrogów?

– Nic mi na ten temat nie wiadomo.

– Słuchaj, muszę się zbierać do pracy. – Podeszłam do niego i przesunęłam palcem po jego koszuli, od góry, do dołu. – Zabierzesz mnie gdzieś dzisiaj wieczorem w ramach przeprosin za wczoraj?

– Mam dziś spotkanie z potencjalnym klientem.

– A potem?

– Nie mam pojęcia, jak długo potrwa. Wybierzemy się gdzieś jutro, dobrze? – Musnął wargami moje usta.

Odsunęłam się.

– Jasne. Jeśli tylko nie wyskoczy ci kolejne spotkanie… – Odwróciłam się na pięcie i odeszłam.

– Fiona… – John ruszył za mną. – Kocham cię, malutka! Bardzo cię kocham i nie chcę, żebyś była na mnie zła. Miałem naprawdę gównianą noc, a dziś pewnie nie będzie lepiej. – Delikatnie chwycił mnie za ramię.

Odwróciłam się i spojrzałam prosto w jego kłamliwe oczy, nie odzywając się ani słowem.

– Wiesz, jak lubię spędzać z tobą czas… Dobija mnie, że tak często muszę zostawać po godzinach! Obiecuję, że ci to wynagrodzę. Zaufaj mi.

Zaufać mu? W myślach parsknęłam śmiechem. Nie miałam zamiaru ufać ani jemu, ani żadnemu innemu mężczyźnie.

– Ufam ci. – Uśmiechnęłam się najłagodniejszym z uśmiechów.

– Moja dziewczynka wreszcie się uśmiecha. – Pogładził kciukiem moje usta. – Miłego dnia w pracy! Zadzwonię później, dobrze?

– Dobrze. – Skinęłam głową.

Gdy tylko wyszedł, chwyciłam leżącą na kanapie poduszkę, przycisnęłam do twarzy i zaczęłam w nią krzyczeć tak głośno, jak tylko mogłam. Jak mógł tak mnie okłamywać prosto w oczy? Był człowiekiem bez serca, a ja nie miałam najmniejszego zamiaru tego dłużej znosić!

Weszłam do budynku, w którym mieściła się firma, w której pracowałam – agencja marketingowa Steiner & Richards – i wsiadłam do windy. W swoim gabinecie zastałam Lydię, siedziała w fotelu naprzeciwko mojego biurka.

– Dzień dobry – uśmiechnęłam się, podając jej kawę ze Starbucksa, którą kupiłam po drodze.

– Dzień dobry! Odezwał się?

– Tak. Przyszedł do mnie rano, cały zapłakany z powodu swojego cennego autka. Miał nawet przygotowaną bajeczkę, że to się wydarzyło u niego w pracy, tylko kamery przemysłowe nie zadziałały!

– Dupek! – uśmiechnęła się od ucha do ucha.

– A potem powiedział, że nie może ze mną nigdzie dzisiaj wyjść, ale na pewno jutro mi to wynagrodzi. I żebym mu zaufała.

– Fuj! Totalny palant. Co planujesz z nim zrobić?

– Zerwać.

– Taką mam nadzieję! Kiedy?

– Dzisiaj.

– W jaki sposób?

– Jeszcze nie wiem. Ale na pewno to zrobię. – Puściłam do niej oko.

– Hej, Fiona! Zajrzysz do mnie? – W drzwiach pojawiła się głowa mojego szefa, Kevina.

– Już idę, Kevin – uśmiechnęłam się promiennie.

Co prawda John zepsuł mi poranek, ale i tak byłam w dobrym humorze, bo właśnie dziś miałam się dowiedzieć, że zostałam awansowana na marketing managera. Przez ostatnie pięć lat harowałam jak wół, żeby zdobyć tę posadę.

– Powodzenia! Dziś wieczorem będzie co świętować! – Lydia uśmiechnęła się.

– Dzięki. Pogadamy później. – Wstałam zza biurka i skierowałam się w stronę gabinetu Kevina.

Rozdział 4

FIONA

Usiądź, Fiono – powiedział Kevin, odchylając się do tyłu na swoim fotelu. – Chciałem, żebyś usłyszała to ode mnie. Bryce postanowił dać ten awans Celii. Przykro mi.

Czy dobrze go zrozumiałam?

– Co? – Z niedowierzaniem pochyliłam się w jego stronę.

– Przykro mi. Sprawa była całkowicie poza moim zasięgiem. Uwierz mi, zrobiłem wszystko, co w mojej mocy.

– Przykro ci? – Pokręciłam głową. – Celia? Kobieta, która ma mniejsze doświadczenie ode mnie? Ta sama, która zaliczyła taką wpadkę z Nike, że gdyby nie moja interwencja, zmieniliby agencję?

– Rozumiem, że nie jest ci łatwo. Naprawdę jest mi przykro.

– Wiedziałam, że ta mała dziwka z nim sypia! – Zerwałam się z wściekłością na równe nogi. – Założę się, że jego żona nic o tym nie wie, co? – Rzuciłam w jego stronę gniewne spojrzenie.

– Nie… – Pokręcił głową i spuścił wzrok. – Bryce ogłosi to oficjalnie dziś po południu. Chciałem cię uprzedzić. Ten awans należał się tobie, Fiono, ale to jego firma. Ja zrobiłem, co w mojej mocy.

Ogarnęła mnie wściekłość. Nawet większa, niż kiedy odkryłam, że John spotyka się z inną dziewczyną. Zabawnym zbiegiem okoliczności Celia też była ruda. Dwa razy wykiwana przez rudzielce… Milutko! Nie miałam żalu do Kevina. Wiedziałam, że zrobił wszystko, co mógł. Tyle że ja naprawdę zasługiwałam na ten awans! Powietrze w gabinecie było gęste, nagle poczułam, że brakuje mi tchu. Czym bardziej byłam zła, tym trudniej było mi złapać oddech.

– Uspokój się, Fiona. – Podał mi wódkę z lodem. – Wiem, że to niesprawiedliwe.

– Nie mogę już tutaj pracować, Kevin. To koniec.

– Nawet sobie nie żartuj! Jesteś jednym z naszych najlepszych opiekunów klienta. Nie rób nic głupiego pod wpływem chwili!

– Pod wpływem chwili? Chodzi o moją przyszłość! Prędzej mnie diabli wezmą, niż pozwolę, żeby jakaś zdzira chełpiła się awansem, który dostała tylko dlatego, że sypia z szefem! To był mój awans, Kevin! – Wycelowałam w niego palcem.

– Wiem. – Objął mnie za ramiona. – Jeszcze nieraz będziesz miała okazję awansować. Jeśli odejdziesz i rozpoczniesz pracę w nowej firmie, będziesz musiała zaczynać od zera, a jesteś na to zbyt bystra. Posłuchaj, uspokój się, odpuść i pracuj nadal tak dobrze, jak dotychczas. Obiecuję ci, że nie pożałujesz!

– Dobrze. – Wręczyłam mu pustą szklankę i wróciłam do swojego gabinetu, zapowiadając Lynn, swojej sekretarce, że pod żadnym pozorem nie wolno mi przeszkadzać.

Usiadłam za biurkiem, a łzy same popłynęły. Otarłam je wierzchem dłoni i pogrążyłam się w myślach nad tym, jak bardzo do niczego jest moje życie. To po prostu nie było sprawiedliwe! Ten awans, John, to wszystko. Zostałam zdradzona i okłamana przez osobę, która twierdziła, że mnie kocha, a na dodatek straciłam perspektywy na przyszłość przez mężczyznę, który nie potrafił utrzymać w spodniach swojego ptaka. Czym dłużej o tym myślałam, tym większa ogarniała mnie wściekłość. Pieprzyć go!

Wstałam zza biurka, otworzyłam drzwi i pojechałam windą na ostatnie piętro, do gabinetu Bryce’a.

– Jest u siebie? – warknęłam w stronę sekretarki.

– Tak. Ale jest za…

Potrzebowałam tylko słowa „tak”, zdecydowanie otworzyłam drzwi i wkroczyłam do środka, po czym gwałtownie zamknęłam drzwi za sobą.

– Oddzwonię do ciebie, kochanie. Mam gościa. Fiona…? – Odłożył telefon.

– Ten awans należał się mnie, Bryce!

Westchnął.

– Przykro mi, Fiona. Celia…

– Celia ci ssie, i to jest jedyny powód, dla którego wybrałeś ją! – krzyknęłam.

– Ciszej, na Boga! Co mogę dla ciebie zrobić? Chcesz podwyżki? Nie ma sprawy!

– Chciałam ten awans. – Wycelowałam w niego palec.

– Przykro mi, Fiona. Naprawdę jest mi przykro.

– W dupie mam, czy jest ci przykro, czy też nie. Odchodzę. – Ruszyłam w stronę drzwi.

– Jeśli teraz odejdziesz, nie licz na dobre rekomendacje.

Powoli się odwróciłam, wlepiając w niego płonące spojrzenie.

– Ciekawe, co powie twoja żona, kiedy się dowie o Celii…?

– Nie ośmielisz się… – Z jego piersi wydobył się groźny pomruk.

– Założysz się? Zaufaj mi, jestem kobietą i uważam, że to moje święte prawo poinformować inną kobietę, że jest zdradzana przez swojego szmatławego mężusia. Nazywamy to kobiecą solidarnością. Czyli… mówiłeś coś na temat rekomendacji…?

– Dopilnuję, żebyś dostała najlepsze.

– Tak właśnie myślałam. – Energicznym krokiem opuściłam jego gabinet.

W domu natychmiast przebrałam się w piżamę, wzięłam litrowy pojemnik lodów z zamrażalnika i butelkę wina i rozsiadłam się wygodnie na kanapie. Rzuciłam już dziś pracę, teraz nadszedł czas, żeby się zająć moim żałosnym związkiem. Sięgnęłam po telefon i wysłałam wiadomość do Johna.

„Myślę, że nie powinniśmy się już widywać. Zrywam z Tobą”

Cierpliwie czekałam na odpowiedź.

„Co? Fiona, przestań się wygłupiać! Naprawdę jestem dziś zajęty”

„Nie żartuję, John. Nie jestem zainteresowana kontynuowaniem naszego związku”

„Ale co się, kurwa, dzieje? Dlaczego?”

Jeślibym mu powiedziała, że się dowiedziałam o jego drugiej dziewczynie, domyśliłby się, że to ja zniszczyłam mu samochód.

„Ponieważ dotarło do mnie, że nigdy nie masz dla mnie czasu. Nie jestem dla Ciebie priorytetem”

„Kochanie, przyjdę po pracy i porozmawiamy na spokojnie. Oczywiście, że jesteś dla mnie priorytetem”

„Nie, John, nie jestem. To koniec”

„Naprawdę tego chcesz?”

„Tak. To przemyślana decyzja”

„Dobrze. W takim razie to koniec. Powodzenia, Fiona”

„Powodzenia, John”

Z lekkim westchnieniem odłożyłam telefon i włożyłam do ust ogromną porcję lodów.

Rozdział 5

NATHAN

Byłeś niesamowity! – Claudia uśmiechnęła się, przesuwając palec po mojej klatce piersiowej.

– Dzięki. – Wstałem z łóżka i włożyłem spodnie.

– Co robisz?

– Skończyliśmy się pieprzyć, nie mam tu nic więcej do roboty. Idę do domu.

– Myślałam, że zostaniesz na noc? – Wydęła usta, pewnie uważała, że wygląda to uroczo.

– Posłuchaj, serduszko. Wiem, że jeszcze nie miałaś okazji mnie od tej strony poznać, ale pozwól, że coś ci wytłumaczę. Nie zostaję na noc u kobiet, z którymi uprawiam seks. – Zapiąłem koszulę.

– Nigdy?

– Nigdy – uśmiechnąłem się.

– Czyli mnie wykorzystałeś? – warknęła.

– Tak bym tego nie ujął. Chciałaś, żebym cię przeleciał, więc to zrobiłem. Jeśli mamy zamiar kontynuować naszą przyjemną znajomość, to musisz przyjąć do wiadomości, że nigdy nie zostaję na noc.

– Ale z ciebie pozbawiony romantyzmu dupek!

– Owszem, romantyzm jest mi całkowicie obcy, a jeśli chodzi o bycie dupkiem, to przyznaję, że nim bywam. Dlatego nie czuję się urażony.

– Wynoś się, Nathan. I nigdy już do mnie nie dzwoń. – Przyciągnęła kolana do klatki piersiowej.

– Jak sobie życzysz, serduszko. Na świecie jest mnóstwo kobiet, które to rozumieją. – Ruszyłem w stronę drzwi. – Jedno pytanie przed wyjściem. Na jakiej podstawie uznałaś, że jestem romantycznym facetem?

Przez moment uważnie mi się przyglądała.

– Chyba po prostu bardzo tego pragnęłam.

– No widzisz. – Puściłem do niej oko. – Dlatego sama jesteś sobie winna!

Wsiadłem do limuzyny i westchnąłem, a Jason spojrzał na mnie w lusterku wstecznym.

– Chciała, żebyś został na noc? – zapytał.

– Tak. Powiedziała, żebym więcej do niej nie dzwonił.

Roześmiał się.

– Nie pierwsza i nie ostatnia.

– Nie ma problemu. I tak nie była taka dobra.

– Casanova to przy tobie amator, przyjacielu…

FIONA

Od dwóch tygodni nie wychodziłam z domu, w związku z czym miałam tu już niezły bałagan.

– Naprawdę musisz wziąć się w garść! To już dwa tygodnie. Zaczęłaś już szukać nowej pracy? – zapytała Lydia, ogarniając moje zapuszczone mieszkanie.

– Muszę ci coś powiedzieć – oświadczyłam z powagą w głosie. – I nie bardzo wiem, jak to zrobić.

Odłożyła kieliszki i usiadła obok mnie.

– Co?