Kordian - Juliusz Słowacki - ebook + audiobook

Kordian audiobook

Juliusz Słowacki

0,0

  • Wydawca: SMPB
  • Kategoria: Edukacja
  • Język: polski
  • Rok wydania: 2015
Opis

Z gwiazd obłąkanych, / Z włosów czesanych / Iskry padają / Jak z polskiej szabli; / Widzą je diabli, / Odpowiadają / Błyskami chmur. / Lecą - świst piór / Buki ugina. (fragment)

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 2 godz. 50 min

Lektor: Marek Konopczak




Kordian

* * *

Juliusz Słowacki

Strona redakcyjna

ISBN: 978-83-7991-253-7 Licencja: Domena publiczna Źródło: Fundacja Nowoczesna Polska Język i pisownia mogą być miejscami archaiczne. Opracowanie tej wersji elektronicznej: © Masterlab 2015 MASTERLAB Białobrzegi, Polska

Juliusz Słowacki

Kordian

Część pierwsza trylogii

Spisek koronacyjny

 

 

Więc będę śpiewał i dążył do kresu;

Ożywię ogień, jeśli jest w iskierce.

Tak Egipcjanin w liście z aloesu

Obwija zwiędłe umarłego serce;

Na liściu pisze zmartwychwstania słowa;

Chociaż w tym liściu serce nie ożyje,

Lecz od zepsucia wiecznie się zachowa,

W proch nie rozsypie… Godzina wybije,

Kiedy myśl słowa tajemną odgadnie,

Wtenczas odpowiedź będzie w sercu — na dnie.

 

Juliusza Słowackiego — Lambro

 

 

PRZYGOTOWANIE

 

Roku 1799 dnia 31 grudnia w nocy

/ Chata sławnego niegdyś czarnoksiężnika Twardowskiego w górach Karpackich — przy chacie obszerny dziedziniec — dalej skały — w dole bezlistne bukowe lasy. Ciemność przerwana błyskawicami /

/ Czarownica czesze włosy i śpiewa… /

 

CZAROWNICA

Z gwiazd obłąkanych,

Z włosów czesanych

Iskry padają

Jak z polskiej szabli;

Widzą je diabli,

Odpowiadają

Błyskami chmur.

Lecą — świst piór

Buki ugina.

/ Szatan zlatuje w postaci pięknego anioła /

 

SZATAN

Ha, czarownico! czy biła godzina?

 

CZAROWNICA

Która?

 

SZATAN

Godzina, której żaden człowiek

Dwa razy w życiu nie słyszy.

 

CZAROWNICA

Uderzy

Za dziesiątym mgnieniem powiek

Z babilońskiej ludów wieży.

A gdy bić będzie, choć głucha, usłyszę.

Lecz gdzież są, panie, twoi towarzysze?

Leniwo śpieszą z błękitu podniebień;

Żółw, z którego to zgrzebło utoczył mi tokarz

Prędzej chodził…

 

SZATAN

To zgrzebło, pokaż mi je — pokaż!…

Łzy mi płyną… poznaję Twardowskiego grzebień,

On mię zgrzebłem tym czesał, gdy w psa wlazłszy skórę

U nóg mu się łasiłem. Odejdź, moja pani;

Goście sproszeni zlecą się na Łysą Górę.

/ Czarownica odchodzi /

/ Szatan woła: /

Szatani!

/ Błyska dziesięć razy i dziesięć tysięcy szatanów spada /

Spadł z nieba deszcz szatanów, niech ziemię polewa;

Jeśli jeszcze na ziemi są edeńskie drzewa,

Niech rosną, to jesienią człowiek owoc zbierze…

Siadajcie! cóż między wami

Nie widać Mefistofela?

 

ASTAROTH

Zaszedł na grób przyjaciela.

Na grobie Twardowskiego odmawia pacierze.

 

SZATAN

Taki się teraz zrobił czuły i pobożny

Jak poeta… Lecz księżyc zabłysnął dwurożny,

Czas przystąpić do dzieła…

 

DIABLI

Co nam król rozkaże?

 

SZATAN

Obejrzeć trzeba koła w wiekowym zegarze,

Krwią dziecięcia namaścić gwichty i sprężyny;

Niech nam bije wyraźnie lata, dnie, godziny.

Przynieście go, postawcie… Co? czy nie zepsuty?

 

ASTAROTH

Wszystkie koła, wszystkie druty

Całe, rdza wieków nie trawi;

Godzinnik z hostii, co dławi,

Po nim żądło Lewiatana

Przez wieki wieków się toczy,

Na dnie wskazuje ząb smoczy,

Na godziny żądło osy;

I dotąd trwa nieprzerwana

Włosień siwa z kós szatana,

Któremu zbielały włosy

Od strachu, gdy grom z obłoku…

Pamiętacie?.. A sprężyna

Z ojczyzny Tella, Kalwina,

Na ludzkim wsadzona oku,

Chodzi jak na dyjamencie

W kołek i sprężyn zamęcie

Zamknięta grzesznika dusza,

Kurant po kurancie jąka.

Noga kossacza pająka

Wszystkie sprężyny porusza

Jak wahadło…

 

SZATAN

Dość opisów.

Gehenno, Astarocie, najstraszliwsi z bisów,

Jak asesory sądu, gdy zegar bić zacznie,

Liczcie wieki, dnie, lata…

/ Zegar bije, szatani liczą /

Świecie! świecie! świecie!

Wąż wieczności łuskami w okrąg ciebie gniecie,

Zębem zatrutym boki ogryza nieznacznie;

I wieki mrą nad tobą, zasypując pyłem

Umarłych pamiątek.

Ja widziałem twój początek.

Ta garść gliny, powietrzem opasana zgniłem,

Ten trup chaosu, w trumnie zamknięty błękitów,

Strawiony zgnilizną czasów,

Okrył się rdzami kruszców i kością granitów,

Porósł mchem kwiatów i lasów;

Potem wydał robaki, co mu łono toczą

I myślą.

Biada im! jeśli marzeń ziemią nie okryślą,

Kołem widzenia — biada, jeśli je przekroczą…

 

GEHENNA

Królu, wiek dziewiętnasty uderzył.

 

SZATAN

Astaroth

Niech liczy lata; może ten, co za obłokiem

Gromy ciska, chcąc wesprzeć jaki ziemski naród,

Może wiek który ludziom skrócił jednym rokiem,

Może ukradł szatanom dzień jeden, godzinę;

Więc się o nią upomnę u Boga

Lub buntowną chorągiew rozwinę.

We mnie i w przyrodzeniu zgwałconym ma wroga.

 

ASTAROTH

Tysiąc ośmset lat wybiło.

 

SZATAN

Więc się koło tortury całe obróciło?

Każdy ząb jej rozdziera, każda szruba ciśnie.

Teraz, gdy niebo zabłyśnie,

Błyskawica trwa dłużej niż te wszystkie lata,

Zbiegłe męczarnią dla świata;

A każdy rok jak ślimak sunął się leniwo

Dla nędzarzy, dla głupich kochanków nadziei;

A gdy śliną osrebrzył ślad zbiegłej kolei,

Ślizgał się po niej człowiek pamiątką przerżchliwą.

Obłąkani w przeszłości żeglarze

Brali imię dziejopisów;

Sztuką ich było pisać wielkie kalendarze,

Pełne królewskich imion i dat, i napisów.

Inni myślą ścigali treść myśli,

Filozofy — głęboko myśleli,

Aż nad ciemną przepaścią zawiśli,

Obudzili się, w przepaść spojrzeli

I zawołali: «Ciemno! ciemno! ciemno!»

To hosanna dla nas szatanów,

To śpiew naszych kościelnych organów;

Kto myślał przez godzinę, jest lub będzie ze mną.

Wiek, co przyjdzie, ucieszy szatany.

/ Mefistofel wchodzi /

 

MEFISTOFEL

Nasz szatan prorokuje w cudotwornym stroju,

Ma płaszcz cały Woltera dziełami łatany

I pióro gęsie Russa sterczy na zawoju.

 

SZATAN

Mefistofelu, przyszła do działania pora,

Wybierz jaką igraszkę wśród ziemskiej czeredy.

Już nie znajdziesz cichego wśród Niemców doktora,

Po szwajcarskich się górach nie snują Manfredy

I mnichy długim postem po celach nie chudną.

Więc obłąkaj jakiego żołnierza.

 

MEFISTOFEL

Trudno!…

Żołnierz to ryba, która kruczkom nie dowierza

I ma rozsądek zdrowy, przy takiej latarni

Obaczy kurzą nogę diabła kusiciela.

 

SZATAN

Samiż tylko rycerze ujdą nam bezkarni?

Słuchaj! wśród narodów wiela

Jednemu się ludowi dzień ogromny zbliża.

Idź tam, jego rycerze noszą krzywe szable

Jako księżyc dwurożny, jako rogi diable;

I rękojeść tych kordów nie ma kształtu krzyża.

Pomóż im — oni mają walkę rozpoczynać

Taką, jakąśmy niegdyś z panem niebios wiedli.

Oni się będą modlić, zabijać, przeklinać.

Oni na ojców mogiłach usiedli

I myślą o zemsty godzinie.

Ten naród się podniesie, zwycięży i zginie;

Miecze na wrogach połamie,

A potem wroga myślą zabije,

Bo myśl jego ogniste ma ramię,

Ona jak powróz wrogi uwiąże za szyje

I związanych postawi na takim pręgierzu,

Że wszystkie ludy wzrokiem dosięgną i plwaniem.

 

MEFISTOFEL

Królu, niechaj poszukam w diabelskim psałterzu

Modlitwy na dzień, co się zowie zmartwychwstaniem;

Zmówię ją za ów naród… Dziś pierwszy dzień wieku,

Dziś mamy prawo stwarzać królów i nędzarzy

Na całą rzekę stuletniego cieku.

Więc temu narodowi stwórzmy dygnitarzy,

Aby nimi zapychał każdą rządu dziurę.

A gdy wzrośnie ich potęga,

Ten naród, jak piękna księga,

W starą oprawiona skórę,

Pargaminowym świecić będzie czołem.

 

SZATAN

Dobra rada, stańcie kołem,

Stwarzajmy ludzi do rządu.

Zawołajcie czarownicy…

/ Szatan daje rozkazy, diabli pracują /

Żywioły ziemi i lądu,

W atmosferowej szklennicy

Zamknięte i w jeden zlane,

Przez chemików połamane;

Kwasorody, gaz węglowy

Zlewam w kocioł platynowy;

Dmijcie, duchy!…

/ Gromy biją w kocioł /

W żywioł ziemi

Dorzucić szpilek Kaprala

Z główkami laku, któremi

Kreśli plany, królów zwala,

Szpilek czterdzieście tysięcy

Rzućcie w kocioł…

 

SZATAN

I nic więcéj?

 

SZATAN

Nic…

 

DIABLI

Coś z rozumu Kaprala?…

 

SZATAN

Nic.

 

DIABLI

Skończony.

 

SZATAN

Niechaj leci!

/ Gromy biją, duch ulatuje /

Stary — jakby ojciec dzieci,

Nie do boju, nie do trudu;

Dajmy mu na pośmiewisko

Sprzeczne z naturą nazwisko,

Nazwijmy od słowa ludu,

Kmieciów, czyli nędznych chłopów.

Teraz, jak z niebieskich stropów,

Rzućcie wodza ludziom biednym.

 

DIABLI

Panie! czy skończysz na jednym?

 

SZATAN

Wrzucić do kotła dyjament,

Dyjament w ogniu topnieje;

Wylać sekretny atrament

Z Talleyranda kałamarza,

Co w niewidzialność blednieje

Od okularów rozsądku…

I dąć w kocioł… w kotła wrzątku

Obaczemy, co się stwarza.

 

DIABLI

Już gotowy! mimo czary

Wyszedł jakiś człowiek godny,

Złe w tym kotle były wary,

Płyn za rzadki lub za chłodny.

 

SZATAN

To nic — to nic! takich trzeba

Biednym ludziom rzucać z nieba;

Będą przed nim giąć kolana,

Jest to stara twarz Rzymiana,

Na pieniądzu wpół zatarta.

Dajmy mu na pośmiewisko

Sprzeczne z naturą nazwisko;

Ochrzcijmy imieniem Czarta.

Teraz puśćcie! niechaj leci!

 

DIABLI

Lepszy będzie człowiek trzeci.

 

SZATAN

Teraz z konstelacji raka

Odłamać oczy i nogi,

Dodać kogucie ostrogi

I z trwożliwego ślimaka

Oderwane przednie rogi…

Cóż tam w kotle?

 

DIABLI

Ktoś z rycerzy.

 

SZATAN

Wódz! chodem raka przewini,

Jak ślimak rogiem uderzy,

Sprobuje — i do skorupy

Schowa rogi, i do skrzyni

Miejskiej zniesie planów trupy,

Czekając, aż kur zapieje.

Rzucić w kocioł Lachów dzieje,

Słownik rymowych końcówek;

Milijon drukarskich czcionek,

Sennego maku trzy główek.

Coż tam?

 

DIABLI

Starzec, jak skowronek,

Zastygły pod wspomnień bryłą,

Na pół zastygłą, przegniłą.

Poeta — rycerz — starzec — nic,

Dziewięciu Feba sułtanic

Eunuch…

 

SZATAN

Przyśpieszajmy dzieła,

Bo z tamtej krakowskiej wieży

Słyszę dzwon rannych pacierzy;

W powietrzu się rozpłynęła

Woń kadzideł katedralnych.

 

CZAROWNICA

Przeklęte wasze dzieło! Wicher diablej mowy

Rozczesał z mojej chaty włos słomianej głowy;

Czy mi na nią dachówek dacie z hostii mszalnych?

Zawierucha wierzbowe gałązki obrywa,

Ludzie nie znajdą rószczek na kwietną niedzielę.

 

SZATAN

Milcz, padalcze! — Czas upływa,

Twórzmy razem wielkich wiele.

Co nakażę, rzucać w tygle.

Rdzę pozostałą

Na Omfalii igle,

Od krwią wilgotnych Herkulesa palców;

Z rdzy się narodzi niemało

Wymuskanych rycerzy — ospalców —

 

DIABLI

Tłum, tłum, tłum poleciał na ziemię

Jak chmura…

 

SZATAN

Spieszmy nowe tworzyć brzemię,

Nim jutrznia błyśnie ponura;

Nim się żywioły ochłodzą,

Rzucić język Balaama oślicy;

A ci, co się z niego wyrodzą,

Narodowej się chwycą mównicy.

Mówców plemię…

 

DIABLI

Tłum! tłum! tłum poleciał na ziemię

Jak zwichrzone szpaków stado.

 

SZATAN

Widzicie tę postać bladą,

Z mętów kotła już na pół urodną;

Twarz uwiędła i wzrok w czarnym kole;

Paszczę myśli otwiera wciąż głodną,

Wiecznie dławi księgarnie i mole;

I na krzywych dwóch nogach się chwieje

Jak niepewne rządowe systema.

Chce mówić; posłuchajmy, co na świat posieje?…

 

TWÓR

/ pokazując z kotła głowę /

Czy lepiej, kiedy jest król? czy kiedy go nie ma?…

 

SZATAN

Precz z tym sfinksem, co prawi zagadki!

Sam jej diabeł rozwiązać nie umie;

Niech w szkolarzów zasiewa ją tłumie,

Oplątaną w dziejowe wypadki;

Niech z ministerialnej ławy,

Nad rozlewem żyźniącym krwi Nilu,

Ze złamanych kolumien podstawy

Gada hieroglifem stylu.

 

ASTAROTH

Panie! Patrz, tam z kotła pary

Znów się jakiś twór wylęga.

Twarz ma okropnej poczwary,

Przez pierś jeneralska wstęga.

 

SZATAN

Witajcie go! oto twór

Niszczyciel, jakby horda Nogajca.

On w stolicy owłada dział mur,

On z krwi na wierżch wypłynie — to zdrajca!

A gdy zabrzmi nad miastem dział huk,

On rycerzy ginących porzuci;

Z arki kraju wyleci jak kruk,

Strząśnie skrzydła, do arki nie wróci…

Kraj przedany on wyda pod miecz.

 

GŁOS W POWIETRZU

W imię Boga! precz stąd! precz!…

/ Wszystko znika /

 

CHÓR ANIOŁÓW

Ziemia — to plama

Na nieskończoności błękicie;

Ciemna gwiazda w słonecznych gwiazd świcie,

Grób odwieczny potomków Adama.

 

ARCHANIOŁ

Onego czasu jedna z gwiazd wiecznego gmachu

Obłąkała się w drodze, jam ją zgonił lotem,

Czułem w dłoni jej serce bijące z przestrachu,

Jak serce ptaka ludzkim dotkniętego grotem;

I drzącą położyłem przed tronem Jehowy.

A Bóg rzekł do mnie świato-tworzącymi słowy:

«Krew ludzka skrzydła twoje rumieni».

Padłem twarzą na boskie podnóże,

Na proch gwiazd, na kobierce z promieni…

«Boże! Boże! Boże!

Skrzydeł pióry otarłem o ziemię,

Krwawa była — widziałem! widziałem!

Za grzechy ojców w groby kładące się plemię,

Lud konał… gwiazda gasła… za gwiazdą leciałem —

Lud skonał…

Czas, byś go podniósł, Boże, lub gromem dokonał.

A jeśli Twoja dłoń ich nie ocali,

Spraw, by krwi więcej niżli łez wylali…

Zmiłuj się nad nimi, Panie!»

A Bóg rzekł: «Wola moja się stanie…»

 

CHÓR ANIOŁÓW

Ziemia — to plama

Na nieskończoności błękicie,

A Bóg ją zetrze palcem lub wleje w nią życie

Jak w posąg gliniany Adama.