Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Kontrakt na miłość ebook

Sandi Lynn  

3.98305084745763 (59)
Bestseller

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 277 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kontrakt na miłość - Sandi Lynn

Emily prowadzi sklep z ubraniami vintage. Burzliwe życie matki nauczyło ją, że nie ma czegoś takiego, jak „I żyli długo i szczęśliwie”.
Jackson jest milionerem i właścicielem wielkiego koncernu. Kilka rozwodów i ponownych małżeństw rodziców nauczyło go, że nie ma związku, który by się szybko nie rozpadł.
Są dla siebie idealnymi partnerami. Więc postanawiają wynegocjować zasady swojego idealnego związku – bez komplikacji, dramatów, zaangażowania. I ich kontrakt działa idealnie, dopóki oboje nie złamią ustalonych zasad…
„Nazywam się Emily Wade. Burzliwe życie mojej matki nauczyło mnie, że nie ma czegoś takiego, jak: I żyli długo i szczęśliwie. Wszystkie związki są z góry skazane na porażkę. Za to jeśli ludzi łączy tylko seks, życie jest przyjemne i nieskomplikowane. Trzymałam się tych reguł do chwili, kiedy spotkałam Jacksona Caine’a – zabójczo przystojnego milionera. Jackson nie wierzył w związki tak samo jak ja. I zaproponował, żebyśmy spisali kontrakt…”

„Nazywam się Jackson Caine. Kilka rozwodów i ponownych małżeństw moich rodziców nauczyło mnie, że nie ma związku, który by się nie rozpadł. Robiłem karierę i spotykałem się z wieloma kobietami. Do chwili, kiedy spotkałam Emily Wade. Byliśmy dla siebie idealnymi partnerami. Więc spisaliśmy kontrakt na nasz idealny związek – bez komplikacji, dramatów, zaangażowania. I nasz kontrakt działał idealnie, dopóki oboje nie złamaliśmy ustalonych zasad…”

Opinie o ebooku Kontrakt na miłość - Sandi Lynn

Fragment ebooka Kontrakt na miłość - Sandi Lynn

Korekta

Anna Raczyńska

Barbara Granops

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© Alex Volot/Shutterstock

Tytuł oryginału

The Negotiation

The Negotiation

Copyright © 2016 by Sandi Lynn.

Published by arrangement with Browne & Miller Literary Associates, LLC.

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6298-7

Warszawa 2017. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Prolog

7 lat

Ślicznie wyglądasz, mamo. Gdzie idziesz? – zapytałam, tak jak by zapytała każda siedmiolatka, siedząc na skraju łóżka mamy i przyglądając się, jak szykuje się do wyjścia.

– Idę na randkę. – Mama odwróciła się do mnie i posłała mi piękny uśmiech, malując usta czerwoną szminką, która ożywiła jej jasną karnację.

– Czy on może zostać moim tatusiem?

Odłożyła szminkę, podeszła do łóżka i położyła rękę na mojej.

– Nie, słoneczko. Pamiętasz, co ci powiedziałam? Mamusia nie potrzebuje mężczyzny, żeby jej życie było kompletne. Przyjaźń jest dobra; związki nie. Komplikują tylko kobiecie życie, odbierają jej niezależność, wolność i poczucie własnej wartości.

10 lat

– Emily, Francesca zaraz będzie.

– Z kim wychodzisz? – zapytałam, siedząc na skraju jej łóżka.

– Ma na imię Xavier i jest miły – uśmiechnęła się.

– Jeśli jest taki miły, to może on mógłby zostać moim tatusiem?

– Emily, przerabiałyśmy to miliard razy. Gdyby ktoś miał zostać twoim tatusiem, musiałabym być z nim w prawdziwym związku, a to coś, czego nie chcę robić – uśmiechnęła się, trącając mnie żartobliwie w nosek.

– Ale dlaczego? – Nic z tego nie rozumiałam.

– Bo związki z góry są skazane na przegraną, jeszcze zanim się zaczną. Rozmawiałyśmy już o tym. Poważne związki to nic dobrego. Szczęśliwe zakończenia istnieją tylko w bajkach. Pamiętaj o tym. – Udniosła mi podbródek. – My, Wade’ówny nie potrzebujemy nikogo, a zwłaszcza mężczyzny, żeby nas kontrolował i ranił nasze uczucia.

13 lat

– Przykro mi, Gerald, ale musisz teraz wyjść. Nie dzwoń więcej, proszę. – Usłyszałam głos mamy przez drzwi jej sypialni.

– Właśnie to masz mi do powiedzenia, kiedy mówię, że cię kocham. – Gerald podniósł głos.

– Nie kochasz mnie. Spotkaliśmy się dopiero kilka razy. Od początku ci mówiłam, że nie interesuje mnie nic poważnego.

– Ale, Karen, czy to naprawdę ważne, ile razy się widzieliśmy? Zakochałem się w tobie w chwili, gdy cię zobaczyłem. Wydawało mi się, że ty też coś do mnie czujesz.

– Cóż, źle ci się wydawało. Daliśmy sobie to, czego chcieliśmy, a teraz powinieneś już iść.

– Jesteś taką zimną suką, Karen. Żałuję, że marnowałem czas na kogoś takiego jak ty!

Na dźwięk jego zbliżających kroków pobiegłam z powrotem do swojego pokoju, wskoczyłam do łóżka i naciągnęłam kołdrę na głowę. Zawiasy lekko skrzypnęły, kiedy drzwi cicho się otworzyły. Po chwili mama siedziała na moim łóżku i ostrożnie odsuwała kołdrę z mojej głowy. Poruszyłam się i otworzyłam oczy. Mama patrzyła na mnie, odgarniając niesforne kosmyki z mojej twarzy.

– Co się stało? – zapytałam, wpatrując się w jej pełne łez oczy.

– Nic, kwiatuszku. Po prostu chciałam sprawdzić, czy śpisz.

– Czy Gerald zostaje na noc?

– Nie – uśmiechnęła się miękko. – Nie będzie nas już odwiedzał, Emily.

– Dlaczego?

– Bo chciał ode mnie czegoś, czego nie mogę mu dać. Nie wolno się zmieniać tylko dlatego, żeby kogoś uszczęśliwić, kochanie. Pamiętaj o tym. A teraz spróbuj zasnąć. – Delikatnie pocałowała mnie w czoło.

16 lat

Siedziałam na kanapie i oglądałam jakiś film. Koło pierwszej wróciła mama.

– Jak tam randka z Cecilem? – zapytałam, kiedy ciężko opadła na kanapę koło mnie.

– Było miło, ale nie sądzę, żebyśmy się jeszcze mieli zobaczyć.

– Dlaczego? Wygląda na naprawdę miłego faceta.

– Bo taki jest, kochanie.

– W takim razie dlaczego nie chcesz się już z nim spotykać?

– Bo on chce mieć mnie dla siebie. Chce, żebyśmy zostali parą. I powiedział, że się we mnie zakochał.

– W porządku. A co w tym złego? Naprawdę go polubiłam, mamo.

– Moja słodka dziewczynka. Co ci próbowałam powiedzieć o związkach, odkąd byłaś mała?

– Wiem, ale…

– Nie ma żadnych „ale”, Emily. Chcesz się stać dodatkiem do kogoś? Chcesz dać komuś taką władzę nad sobą, żeby mógł cię w jednej chwili uczynić najszczęśliwszą na świecie, a w drugiej – emocjonalnie zmiażdżyć? Chcesz pozwolić, żeby twoje serce złamał ktoś, o kim myślałaś, że go znasz, ale koniec końców okazało się, że wcale tak nie jest? Chcesz pewnego dnia obudzić się obok mężczyzny, z którym jesteś od lat, i zastanawiać się, czy gdzieś tam przypadkiem nie czeka na ciebie ktoś lepszy? Namiętność wygasa, kochanie. Żarty przestają być zabawne, rozmowy robią się banalne, seks zalatuje rutyną, a tej osoby, którą kiedyś byłaś, już nie ma. A gdy związek się skończy, będziesz musiała od nowa odkryć, kim jesteś. Ponieważ, nie miej co do tego wątpliwości, kochanie, każdy związek cię zmieni. Miłość nie trwa wiecznie. To po prostu niemożliwe. Mężczyźni nie lubią wysiłku, więc kiedy zaczynają się kłopoty, po prostu odchodzą, szukają pociechy w ramionach innej, nowej i fascynującej kobiety.

– Mam wrażenie, że nienawidzisz mężczyzn. A przecież ciągle się z kimś spotykasz – zauważyłam.

– Bo każdy nowy mężczyzna jest fascynujący i z każdym można miło spędzić czas. Po co ograniczać się do jednej płotki, gdy na wyciagnięcie dłoni możesz mieć ocean pełen ryb? – uśmiechnęła się.

– No tak.

– To ty jesteś na pierwszym miejscu, Emily. Nigdy o tym nie zapominaj. Będziesz zdecydowanie iść na przód, odniesiesz sukces i zrobisz karierę, czego zawsze pragnęłaś. Mężczyźni tylko by ci zawadzali. Wiem, że nigdy nie pozwoliłabyś, żeby mężczyzna przeszkodził ci w realizacji twoich marzeń.

– Nie czujesz się samotna? – zapytałam, opierając głowę na jej ramieniu.

– Nigdy. Mam ciebie i mam mnóstwo mężczyzn, którzy wypełniają mi czas i spełniają moje potrzeby. Pamiętaj, kobiety są słabością mężczyzny. Mamy ciała, których pragną, waginę, w której pragną zanurzyć swojego członka, piersi, których pożądają ich usta. Dajemy im rozkosz, a oni w zamian dają rozkosz nam. To czysta fizyczność i dopóki tak jest, życie jest proste i nieskomplikowane.

Rozdział 1

Byłam przy niej, kiedy moja matka wydawała ostatnie tchnienie; w dniu, kiedy rak odebrał jej życie. Pamiętam tę chwilę, jakby to było wczoraj, a nie dwa lata temu.

– Hej! Wszystko w porządku? – zapytała Katie, przechodząc obok mnie z naręczem ciuchów.

Otrząsnęłam się ze wspomnień i wróciłam do rzeczywistości. Skinęłam głową.

– Tak. Po prostu myślałam o mamie.

– No tak. Dzisiaj rocznica jej śmierci. – Posmutniała. – Tak mi przykro, Emily. Była taką wspaniałą kobietą. Cholernie ją podziwiałam! Silna, niezależna, do tego miała tyle talentów! Byłaby z ciebie teraz naprawdę dumna!

– Dzięki. Przed przyjściem do sklepu zajrzałam na cmentarz i położyłam na jej grobie róże. Byłaby ze mnie dumna, prawda? – uśmiechnęłam się smutno.

Katie odłożyła ubrania na białe krzesło, które stało na środku sklepu, i mocno mnie przytuliła.

– Byłaby z ciebie bardzo dumna. Wiedziała, że marzysz o otwarciu tego sklepu.

Byłam właścicielką butiku o nazwie Zakątek Emily na Dziewiątej Wschodniej. W moim sklepie można było znaleźć różne rodzaje ciuchów – od vintage, poprzez najnowsze kolekcje i znane amerykańskie marki, aż do dobrze się zapowiadających, młodych projektantów. Chciałam, żeby można tu było znaleźć po trochu wszystkiego. Ciuchy w każdym stylu i na każdą okazję. Otworzyłam ten butik pół roku temu, przedtem przez rok planowałam, projektowałam i dopieszczałam każdy szczegół, bo zależało mi, żeby wszystko było dokładnie tak, jak chciałam.

Moda zawsze była moją pasją. Uwielbiałam ubrania, materiały, dodatki i miałam talent do tworzenia stylizacji. Po maturze poszłam na uniwersytet nowojorski, zrobiłam licencjat, a potem dwa lata studiowałam na Parsons School of Designs, gdzie ukończyłam kierunek marketing mody. Po studiach zatrudniłam się w Bloomingdales i pracowałam przez dwa lata jako kierowniczka działu odzieży damskiej.

Moja matka miała własne towarzystwo ubezpieczeń, założyła je, kiedy miałam trzy lata. Zanim odeszła, sprzedała je koleżance, która dla niej od początku pracowała. Wiedziała, że ubezpieczenia niespecjalnie mnie interesują, i nie chciała, żebym się czuła zobowiązana do przejęcia jej firmy. Wychowała mnie tak, żebym umiała obchodzić się z pieniędzmi, i powiedziała mi, żebym spełniała swoje marzenia.

Nigdy nie pozwoliłam nikomu stanąć mi na drodze w realizowaniu mojego marzenia, żeby zostać odnoszącą sukcesy kobietą interesu. A szczególnie żadnemu mężczyźnie. Owszem, często się umawiałam. Randka tu, randka tam, jakiś przypadkowy seks i mnóstwo przygód na jedną noc. Nie szukałam związków, głębsze relacje były dla mnie tematem zakazanym. Ale lubiłam towarzystwo mężczyzn, pod warunkiem że się zbytnio nie przywiązywali. Jeśli tylko zauważyłam najdrobniejszą oznakę jakichś żywszych uczuć z ich strony, natychmiast dostawali kopa w tyłek, i to szybciej niż mogłam im powiedzieć: „To koniec”. To, co od zawsze powtarzała mi matka było prawdą. Odkąd byłam nastolatką, obserwowałam przyjaciółki, które kolejno pozwalały, żeby jacyś faceci bezpardonowo łamali im serca. Patrzyłam, jak się zmieniają, nie tylko jeśli chodzi o styl, ale również o osobowość. Stawiały facetów na absolutnie pierwszym miejscu i pozwalały, żeby dawne przyjaźnie odpływały gdzieś za horyzont, jakby nigdy dla nich nic nie znaczyły. Nie jestem w stanie zliczyć, ile nocy pocieszałam wypłakujące mi się na ramieniu przyjaciółki, które przyłapały swojego faceta z inną dziewczyną albo były całkowicie załamane, bo ich partner powiedział im, że już ich nie kocha. Były totalnie rozwalone, a ja nie miałam zamiaru znaleźć się kiedykolwiek w takiej sytuacji. Tak jak moja matka, nie miałam zamiaru pozwolić komuś przejąć kontrolę nad moim emocjonalnym stanem i dobrym samopoczuciem.

– A tak przy okazji, to jak tam twoja wczorajsza randka? – zapytała Katie.

– Byłaś wczoraj na kolejnej randce? – spytała Evelyn, wchodząc do sklepu.

– Było miło. Owszem. – Spojrzałam na nią. – Byłam na kolejnej randce.

– Z tym samym facetem co kilka dni temu czy z innym? – chciała wiedzieć Evelyn.

– Z tym samym. Ma na imię Cliff.

– Spałaś już z nim? – zapytała Katie, wieszając bluzki na stojaku.

– Nie. Ale myślę, że dzisiaj się to stanie. Mam na niego ochotę, a to będzie już nasze trzecie spotkanie, więc chyba już najwyższy czas.

– Opowiedz coś o nim – poprosiła Evelyn.

– Rozwiódł się mniej więcej rok temu, bo żona go zdradzała. Jest pośrednikiem w handlu nieruchomościami.

– Wie, że nie jesteś zainteresowana poważnym związkiem? – zainteresowała się Katie.

– Tak. Wyjaśniłam mu to w czasie naszego pierwszego spotkania. Powiedział, że po prostu wyszedł trochę z wprawy, jeśli o randki chodzi, a chce wrócić do gry. Więc po prostu cieszymy się nawzajem swoim towarzystwem.

– Czy to ten, którego poznałaś na Matchu? – zapytała Evelyn.

– Jeden z tych, których poznałam na Matchu – uśmiechnęłam się znacząco, opierając łokcie na ladzie.

– Powodzenia! – życzyła mi Katie. – Trzymam kciuki, żeby seks spełnił twoje oczekiwania. Żeby nie było klapy, jak w przypadku ostatnich kilku facetów, z którymi spałaś – powiedziała, robiąc minę.

– Auć. Nawet mi nie przypominaj. – Wzdrygnęłam się. – To takie smutne, kiedy trzeba kończyć samej po ich wyjściu. – Wywróciłam oczami.

Obie zgodnie parsknęły śmiechem.

Katie Collins była moją najlepszą przyjaciółką i asystentką. Poznałyśmy się w drugiej klasie szkoły średniej i od tamtej pory byłyśmy nierozłączne. Przez rok studiowałyśmy razem na uniwersytecie nowojorskim, ale potem Katie zdecydowała, że to nie dla niej. Stwierdziła, że skoro tak bardzo lubi handel, nie powinna zwlekać z rozpoczęciem pracy zawodowej i zatrudniła się jako sprzedawczyni w Nordstrom. Nie przeszkadzało jej to, bo miała misję. Misję znalezienia bogatego męża, który będzie ją utrzymywał. Przez ostatnie dziewięć miesięcy była w związku z facetem o imieniu Alex. Nie był szczególnie przy kasie, ale się tym nie przejmowała, bo niedługo miał zostać prawnikiem. Katie była piękną dziewczyną średniego wzrostu z kasztanowymi włosami i szmaragdowymi oczami. Była bardzo uczuciowa i ludzie ją za to uwielbiali.

Evelyn Rose, moja druga przyjaciółka, była dobrze się zapowiadającą projektantką. Poznałyśmy się w Parsonsie i od tego czasu byłyśmy sobie bliskie. Próbowała przebić się w branży modowej, i to właśnie z jej powodu zdecydowałam się pomóc początkującym projektantom i wystawiać niektóre ich serie w sklepie. Mężczyźni szaleli za jej niewysokim, szczupłym ciałem, długimi, czarnymi włosami i błękitnymi, niewinnymi oczami.

Rozdział 2

Wzięłam prysznic, zawinęłam długie blond włosy z pasemkami w ręcznik, wśliznęłam się w szlafrok i zaczęłam się przygotowywać do randki z Cliffem. Gdy nakładałam makijaż, przysłał mi esemesa.

„Nie mogę się doczekać, kiedy cię zobaczę! Mam nadzieję, że miałaś udany dzień”.

Z westchnieniem spojrzałam na tę wiadomość.

„Miło, że się spotkamy”.

W odpowiedzi przysłał uśmiechniętą buźkę, co mnie wkurzyło jak diabli. Jeśli czegoś na tym świecie naprawdę nienawidzę, to właśnie tych cholernych emotikonów. Wywracając oczami, dokończyłam makijaż, wysuszyłam włosy i luźno nakręciłam końcówki na lokówkę, po czym ubrałam małą czarną, skropiłam się perfumami Joe Malone i poszłam do kuchni, żeby nalać sobie kieliszek wina, zanim po mnie przyjedzie.

Rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi, więc otworzyłam. Stał przede mną z bukietem żółtych róż. Nagle poczułam nieprzyjemne uczucie w okolicy żołądka.

– Wow, wyglądasz niesamowicie! Nie żebyś zawsze tak nie wyglądała, ale dzisiaj wyglądasz wyjątkowo niesamowicie!

– Dzięki. – Po moich ustach błądził delikatny uśmieszek.

– To dla ciebie. – Wręczył mi bukiet, wchodząc do środka.

– Róże. Wow. Są piękne. Dziękuję, ale naprawdę nie musiałeś…

– Przechodziłem koło kwiaciarni i zobaczyłem je na wystawie. Na ich widok od razu pomyślałem o tobie i musiałem je kupić.

– Dlaczego na widok żółtych róż pomyślałeś o mnie? – zapytałam, wkładając kwiaty do wypełnionego wodą wazonu.

– Bo są promienne jak słońce, a to skojarzyło mi się z tobą.

Cliff albo się zaczynał angażować, albo robił wszystko, co mógł, żeby mnie dziś w nocy przelecieć. Stawiałam na to drugie. Zabrał mnie na kolację do Daniela i wydał absurdalnie dużo pieniędzy na jedzenie i drinki. Kiedy odwiózł mnie pod dom, położył dłoń na moim policzku i musnął ustami moje wargi.

– Nie za daleko się posunąłem? – zapytał.

– Nie, wcale nie. Masz ochotę na drinka? I może seks…

Odetchnął z ulgą.

– Dzięki Bogu, że to powiedziałaś! Miałem nadzieję, że pójdziemy dziś do łóżka. Naprawdę mi się podobasz.

Kiedy tylko weszliśmy do mieszkania, zrzuciłam buty i zaprowadziłam go do sypialni. Natychmiast się zabrał do rzeczy, jego ręce wędrowały po moim ciele i ściskały moje piersi przez materiał sukienki, podczas gdy jego usta wpiły się w moją szyję. Rozpięłam mu koszulę i pozwoliłam, żeby zsunęła mu się z ramion. Miał fajne ciało. Osobiście wolę trochę lepiej zbudowanych mężczyzn, ale nie było z nim tak źle. Sięgnął dłońmi na moje plecy i rozpiął mi sukienkę. Opadła na podłogę, a on lekko chwycił mnie za ramiona i zmierzył wzrokiem moje ciało.

– Wow. Takiego ciała powinna ci zazdrościć każda kobieta.

– Hm, dzięki. – Sięgnęłam do jego paska i rozpięłam sprzączkę.

Tymczasem nie mógł sobie poradzić z rozpięciem mojego biustonosza, co trochę mi zaczęło działać na nerwy, więc położyłam jego ręce na swoich biodrach, rozpięłam stanik i rzuciłam go na podłogę. Jego usta natychmiast znalazły się na moich piersiach, a jego wargi przylgnęły do moich twardniejących sutków.

– Jezu, masz najpiękniejsze cycki na świecie!

Objął mnie ramieniem i położył na łóżku, a jego palce wędrowały w górę wzdłuż wewnętrznej strony moich ud, aż dotarły do majtek. Wtedy zastygły w bezruchu. Leżałam i czekałam, aż zanurzy we mnie palec, ale on się nie śpieszył. Zamiast tego położył tam rękę i pocierał mnie przez majtki. Jego usta były na moich piersiach, na moim obojczyku, na mojej szyi, a wreszcie na moich wargach. Jego pocałunki były wilgotne, nie sprawiały mi przyjemności.

Wreszcie chwycił po bokach moje majtki i ściągnął je, po czym wstał i zdjął spodnie. Jego penis nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Nie był duży, ale nie był też szczególnie mały. Całkowicie wystarczający, żeby zrobić to, co do niego należało. Pochylił się nade mną i włożył mi członka między nogi. Nie spodziewałam się, że zrobi to tak szybko. Miałam ochotę na grę wstępną, na długą i przyjemną grę wstępną. Ale on wydawał się gotowy i chętny, żeby już teraz mnie wypieprzyć.

– W szafce koło łóżka są prezerwatywy.

– Och. Nie zabezpieczasz się?

– To jest moje zabezpieczenie – skłamałam.

Brałam tabletki antykoncepcyjne, ale przecież go nie znałam i nie wiedziałam, z iloma kobietami był od czasu rozwodu. Nie miałam zamiaru ryzykować. Zawsze dbałam o to, żeby zakładali kondom.

– Rozumiem. W porządku. – Zszedł ze mnie, wyjął z szuflady prezerwatywę i założył ją. – Zwykle ich nie używam.

– Hm, chybabyś nie chciał, żebym zaszła w ciążę, co? – uśmiechnęłam się z przekąsem.

– Nie. – Pochylił się i zaczął zachłannie całować moją szyję, jednocześnie energicznie wchodząc we mnie.

Po kilku niemrawych pchnięciach, które ledwo odczułam, wysunął się ze mnie i spojrzał na swojego członka.

– Już nie jest taki twardy. To przez tę prezerwatywę. Nie jestem przyzwyczajony do kondomów, prawie nic w nich nie czuję.

Cicho westchnęłam, siadając. Wzięłam do ręki jego członka i zaczęłam energicznie nad nim pracować. Odrzucił do tyłu głowę i kilka razy głośno jęknął. Kiedy znowu trochę bardziej stwardniał, ponownie zanurzył się we mnie i gwałtownie zaczął poruszać biodrami. Jednak ja ciągle nic nie czułam. Oplotłam go ciasno nogami wokół pasa, żeby mógł wejść głębiej.

– O mój Boże, jesteś niesamowita, Emily. – Nadal wykonywał posuwiste ruchy. – Dochodzisz już?

Nie byłam nawet blisko, ale nie chciałam podkopywać jego pewności siebie, więc zaczęłam udawać jęki rozkoszy, mocniej ścisnęłam nogi i odegrałam iście filmowy orgazm. Jego członek znowu był miększy, ale nie przestawał, aż wreszcie udało mu się dojść. Ostatnie mocne pchnięcie i znieruchomiał, wydając z siebie głęboki, gardłowy jęk.

Zsunął się ze mnie i pozbył się prezerwatywy, gdy tymczasem ja wsunęłam się pod kołdrę. Po chwili położył się obok.

– Byłaś niesamowita. – Delikatnie pogładził mnie po ramieniu. – Przepraszam za te problemy. To przez to, że byłem zdenerwowany.

– Zdarza się – skłamałam z uśmiechem.

Leżał na boku z głową opartą na ręce i przypatrywał mi się. Wyraz jego twarzy i oczu przeraził mnie. Był o krok od zakochania się, i to naprawdę bez pamięci. Cholera.

– Bardzo cię lubię, Emily, a po dzisiejszej randce… jeszcze bardziej. Obiecuję, że kiedy następnym razem będziemy uprawiać seks, spiszę się lepiej.

– Jesteś wspaniałym facetem, Cliff, ale mówiłam ci, że nie szukam niczego poważnego.

– Wiem, ja tak samo. Ale nie możesz zaprzeczyć, że jest między nami niesamowita chemia…

Owszem, mogę zaprzeczyć.

– Myślę, że powinieneś już iść. Jest już późno, a ja muszę jutro wstać naprawdę wcześnie, żeby iść do sklepu.

– Nie chcesz, żebym został na noc? – Jego palce wędrowały po mojej piersi. – Moglibyśmy jutro rano zacząć dzień od rundy numer dwa.

– Jestem naprawdę zmęczona, a lepiej mi się śpi, kiedy jestem sama. Ale dziękuję za wspaniałą kolację.

– Jasne, nie ma sprawy. Cała przyjemność po mojej stronie. – Wstał z łóżka i się ubrał.

Ja też wstałam, włożyłam szlafrok i odprowadziłam go do drzwi.

– Może wspólna kolacja jutro? – zapytał, pewnym ruchem kładąc ręce na moich biodrach.

– Przykro mi, nie mogę. Jestem umówiona z Katie. Zadzwonię, gdy będę mieć czas.

– Nie każ mi za długo czekać. Chcę cię znowu zobaczyć. – Chciał mnie pocałować w usta, ale szybko się odwróciłam, tak że pocałował mnie w policzek.

– Miłego wieczoru, Cliff!

Kiedy wyszedł, zamknęłam za nim drzwi, poszłam do kuchni, nalałam sobie lampkę wina i wróciłam z nią do sypialni. Wyjęłam z szuflady wibrator, wsunęłam się pod kołdrę i doprowadziłam się do orgazmu. Stracony wieczór!

Rozdział 3

Katie weszła do salonu. Miała zapuchnięte oczy i wyglądała na zmęczoną.

– Dzień dobry. Ciężka noc? – zapytałam, odpakowując paczkę ciuchów, które właśnie przyszły.

– Naprawdę ciężka noc. – Weszła za ladę i położyła pod nią torebkę. – Pokłóciłam się z Aleksem, nie spaliśmy przez całą noc.

– O co poszło?

– O telewizję.

– Rozumiem. Powiesz coś więcej?

– Wyszedł wczoraj ze znajomymi i pojawił się u mnie dopiero o pierwszej. A miał być o dziesiątej, planowaliśmy oglądać razem film, na który oboje czekaliśmy.

– To dlaczego tak długo siedział ze znajomymi?

– Stracił poczucie czasu. Grali w karty i pili, a on zapomniał o naszej filmowej randce. Nie pomogło nawet dwadzieścia esemesów, które mu wysłałam między dziesiątą a dwunastą trzydzieści. Nie odpowiedział na ani jednego. Powiedział, że miał wyciszony telefon. Więc kiedy w końcu mi napisał, że zaraz będzie, odpisałam, że może sobie darować i żeby zostawił mnie w spokoju. Jednak i tak się zjawił i strasznie się pokłóciliśmy.

– Przykro mi, Katie.

Choć tak naprawdę miałam ochotę powiedzieć: „A nie mówiłam!”

– Powiedział, że nie może spędzać ze mną każdej chwili i potrzebuje też czasu dla swoich przyjaciół. Powiedziałam, że rozumiem i że absolutnie nie mam nic przeciwko, żeby widywał się ze znajomymi, tyle że byliśmy umówieni i obiecywał, że będzie o dziesiątej.

– I co on na to?

– Przeprosił, ale powiedział, że zachowuję się nieracjonalnie. Kłóciliśmy się do trzeciej w nocy, a potem wyszedł. Od tamtej pory nie dał znaku życia.

Podeszłam do niej i objęłam ją za ramiona.

– Na pewno zadzwoni później, a do tego czasu nie pozwól mu – podkreślam, nie pozwól mu! – wpędzić się w poczucie winy. Jeśli obiecał, że będzie o dziesiątej i nie dotrzymał słowa, to jego problem. To on zawalił, Katie, nie ty. Ty nie zrobiłaś nic złego, tylko powiedziałaś mu, że nie dotrzymał słowa. Nie pozwól mu wmówić ci, że to twoja wina. Teraz rozumiesz, dlaczego za wszelką cenę unikam związków?

Wywróciła oczami i westchnęła. Podniosła telefon, sprawdziła, czy nie ma nowej wiadomości, a ja natychmiast szybkim ruchem wyjęłam jej komórkę z rąk.

– Żadnego sprawdzania, czy napisał! Wytrzymaj, niech on się odezwie pierwszy.

– W porządku – mruknęła z irytacją. – A jak twoja randka z Cliffem? Przespałaś się z nim?

– Kolacja była wspaniała. A seks okropny. Miał problemy z utrzymaniem erekcji.

Parsknęła cichym śmiechem.

– A to dlaczego? Co mu zrobiłaś?

– Próbował zwalić winę na prezerwatywę, a potem powiedział, że był zdenerwowany. Nie zobaczymy się już więcej.

– Dlaczego? Bo był beznadziejny w łóżku? – uśmiechnęła się z przekąsem.

– To jeden powód. A drugi jest taki, że powiedział, że coś do mnie czuje, a wczorajsza noc go w tym upewniła. Powiedział też, że jest między nami niezaprzeczalna chemia.

– Biedny frajer! – roześmiała się.

– Idę na zaplecze po jeszcze jedno pudło z ciuchami, które musimy rozpakować. Zaraz wracam. Postaraj się nie rozkleić, kiedy mnie nie będzie.

– Bardzo zabawne.

Wzięłam pudło z zaplecza, przyniosłam je do sklepu i postawiłam obok lady. Na dźwięk miękkiego dzwonka wiszącego nad drzwiami podniosłam wzrok i zobaczyłam, że do środka wchodzi niewiarygodnie seksowny mężczyzna.

– Dzień dobry, witamy w Zakątku Emily! W czym mogę panu pomóc? – Katie praktycznie rzuciła się w jego stronę, a jej twarz pojaśniała, jakby w jej głowie zapaliła się żarówka.

– Tylko się rozglądam. Dziękuję – odparł.

– O mój Boże! – powiedziała bezgłośnie, odwracając się w moją stronę.

Wywróciłam oczami. Nagle jej leżący na ladzie telefon wydał z siebie piknięcie.

– Masz wiadomość – powiedziałam, podając jej komórkę.

Podbiegła do lady, praktycznie wyrwała mi telefon z ręki i wyglądała, jakby zaraz miała zemdleć, kiedy się okazało, że przyszła wiadomość od Aleksa.

– Idź na zaplecze i zajmij się ratowaniem związku – uśmiechnęłam się do niej.

Wzięłam z lady nożyk i zajęłam się otwieraniem pudełka, ale w jakiś tajemniczy sposób mój palec znalazł się na drodze ostrza.

– Cholera! – krzyknęłam.

Seksowny mężczyzna, który był zajęty oglądaniem sukienek, odwrócił się w moją stronę, akurat gdy zacisnęłam drugą rękę na zranionym palcu.

– Wszystko w porządku? – zapytał niskim, seksownie zachrypniętym głosem.

– Tak, nic mi nie jest. To tylko draśnięcie – powiedziałam, wyjmując spod lady chusteczki.

– Mogę rzucić okiem? – Jego odziana w garnitur na miarę osoba ruszyła w moją stronę.

Kiedy był już blisko, nie mogłam oderwać wzroku od jego nieprzyzwoicie pięknych czekoladowych oczu. Nie mam tu na myśli koloru mlecznej czekolady, ale tę prawdziwą, ciemną.

– Jesteś lekarzem? – Z trudem przełknęłam ślinę.

– Nie. Zatroskanym klientem, którego przeszły ciarki, gdy ekspedientka krzyknęła „Cholera!” na cały sklep.

– Przepraszam. Wyrwało mi się. Tak czy siak, dzięki za troskę, ale nic mi nie jest.

– Chciałbym na to zerknąć, nawet jeśli nic ci nie jest. – Lekko się uśmiechnął.

Westchnęłam i odsunęłam zakrwawioną chusteczkę. Palec nadal krwawił.

– Nadal leci krew – powiedział.

– Rana jeszcze nie zakrzepła. U mnie zwykle długo to trwa.

– Nie brzmi to dobrze, ale wierzę ci na słowo. Jeżeli krwawienie wkrótce nie ustanie, chyba będziesz potrzebować kilku szwów.

– A wydawało mi się, że nie jesteś lekarzem – uśmiechnęłam się pytająco.

– Ja nie, ale moja siostra jest. Spędzam z nią tyle czasu, że zdążyłem się nieźle zorientować w tych medycznych sprawach.

– Ach tak. W porządku. Na pewno nie potrzebujesz pomocy? – spytałam.

– Szczerze mówiąc – rzucił okiem na zegarek – nie mam za dużo czasu. Moja siostra, lekarka, była tutaj niedawno i wpadła jej w oko jedna sukienka. Powiedziała, że była kremowa, do kolan, na ramiączkach, a w okolicy talii miała przymocowany różowy kwiat.

– Och, wiem, którą miała na myśli. – Podeszłam do wieszaka z ubraniami zaprojektowanymi przez Evelyn i sięgnęłam po właściwą sukienkę. – To na pewno ta. Jest jedyna w swoim rodzaju.

Zmierzył wzrokiem sukienkę, a następnie spojrzenie jego czekoladowych oczu spoczęło na mnie. Po chwili, która mnie wydawała się trwać całą wieczność, odezwał się:

– Ładna. Czy jest w rozmiarze S?

Ta, którą miałam w rękach, była w rozmiarze L, więc odwiesiłam ją i sprawdziłam dwie kolejne, które wisiały obok.

– Jest. Została jeszcze jedna – ucieszyłam się.

– Świetnie. Biorę ją. – Wziął ode mnie sukienkę. – Czy mógłbym prosić, żeby zapakowała ją ta druga dziewczyna? Nie chciałbym, żeby znalazła się na niej twoja krew. Trudno by mi było wytłumaczyć to siostrze.

– Cholera. – Zerknęłam na palec i zobaczyłam, że krew przecieka przez chusteczkę.

Pobiegłam do lady, złapałam kolejną chusteczkę i owinęłam nią palec, jednocześnie wołając Katie.

– Przepraszam, że tak zniknęłam – powiedziała z rozpromienioną twarzą. – Och, co ci się stało?

– Skaleczyłam się. Nic mi nie będzie. Mogłabyś obsłużyć tego pana, proszę?

– Och, jasne. – Jej uśmiech stał się jeszcze bardziej promienny, gdy odbierała od niego sukienkę.

– Zawsze kupujesz siostrze sukienki? – zapytałam z ironią w głosie.

– Skoro już pytasz, to prezent na urodziny. Zasugerowała, że chciałaby właśnie tę sukienkę – uśmiechnął się.

Zapłacił gotówką i nie spuszczał ze mnie wzroku, podczas gdy Katie składała sukienkę, opakowała ją w cieniutki, szeleszczący papier i włożyła do torby. Pod jego natarczywym spojrzeniem czułam się nieco nieswojo. Nie w sensie, żebym była przestraszona, ale lekko pobudzona seksualnie. Byłam więcej niż pewna, że to taki typ faceta, który w sypialni jest jak bóg. Jego pełne spokoju i pewności siebie zachowanie wiele o nim mówiło. Zmierzwione, jasnobrązowe włosy, męska szczęka, idealnie wyrzeźbione kości policzkowe oraz popołudniowy zarost, dzięki któremu jego twarz stawała się oszałamiająca. Gwałtownie wróciłam do rzeczywistości, a kiedy Katie podawała mu torbę, powiedziałam, że życzę mu miłego dnia.

– Proszę iść z tym palcem do lekarza. Będą potrzebne szwy. – Na ustach błąkał mu się uwodzicielski uśmieszek, kiedy jego składająca się ze stu osiemdziesięciu pięciu centymetrów idealnego ciała postać opuszczała mój sklep.

– Hm… Czy teraz mogę już umrzeć? – Katie posłała mi poważne spojrzenie.

– Owszem, całkiem niezły. – Owinęłam palec świeżą chusteczką.

– Całkiem niezły? Chyba sobie ze mnie żartujesz, Emily! Jest zabójczo przystojny!

– Czy ty przypadkiem nie masz chłopaka? – rzuciłam z uśmiechem, zakładając torebkę na ramię i ruszając w stronę wyjścia.

– Tak… Gdzie idziesz?

– Na pogotowie, żeby mi założyli szwy. Popilnuj interesu, kiedy mnie nie ma.

– Trzymaj się!