5,99 zł
Zbiór dla najmłodszych czytelników. Bohaterami przedstawionych historii są dzieci, zwierzęta oraz istoty ze świata baśni. Mali wielbiciele bajek poznają historię Piotrka-marzyciela, który przyjaźnił się z twardo stąpającym po ziemi Pawłem, wraz z Jackiem porozmawiają z uroczym krasnoludkiem i odkryją, ile niezwykłości mieści świat niedużej dziewczynki o imieniu Gosia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 58
Barbara Nawrocka-Dońska
Saga
Kolorowe sny GosiZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 1969, 2020 Barbara Nawrocka-Dońska i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726709070
1. Wydanie w formie e-booka, 2020
Format: EPUB 3.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
SAGA jest wydawnictwem należącym do Lindhardt og Ringhof, spółki w grupie Egmont.
Był sobie Piotrek i Paweł, na jednym mieszkali osiedlu. Kiedy byli jeszcze całkiem mali, mamy Piotrka i Pawła wsadzały ich obu do jednej piaskownicy niedaleko domu. Tak się zaczęła przyjaźń Piotrka-marzyciela i Pawła-realisty.
Już w tej piaskownicy Piotrek zawsze zakopywał w piachu swoje foremki albo łopatkę i przez tydzień nie można ich było znaleźć. Piotrek mazał się za utraconymi zabawkami, a Paweł cierpliwie i z namarszczoną brwią przekopywał piaskownicę, aż dnia pewnego wyciągał z piachu Piotrkowe zguby. Piotrek piszczał z uciechy, dziwił się niepomiernie zabawkom, które w tajemniczy dla niego sposób wracały do jego rąk. Paweł tylko odymał buzię i dziwił się Piotrkowi, że Piotrek może się dziwić. Dla Pawła wszystko, co się zdarzało w jego życiu, było zupełnie proste. I to, że słońce świeci, i to, że noc nadchodzi, i to, że trzeba jadać, sypiać, myć się, wstawać co rano, ubierać się, wkładać buty i z mozołem wiązać sznurowadła. I to także, że zgubiony wieczorem miś odnajduje się rankiem na ławce przed domem, a zakopane w piachu zabawki za jakimś poruszeniem łopatki wracają do właściciela. Upływu czasu nie odczuwał Paweł ani trochę. Zabawkę, którą zgubił przed miesiącem, witał, jakby się z nią pożegnał zaledwie wczoraj.
Piotrka świat wprawiał w lęki i zdziwienie. Zdumiewało go słońce, które tak zawsze, jednakowo, co rano wschodzi, dziwił się, że wieczór zapada co wieczór. Nie lubił jadać, kłaść się do snu, myć się i zawiązywać sznurowadeł. To znaczy nie to, żeby nie lubił; dziwiło go, że wszystko trzeba zawsze robić wtedy, kiedy przychodziła pora, w której on najchętniej robiłby co innego. Piotrek chciałby się myć na przykład w południe, a jadać w nocy, w dzień sypiać, a ubierać się, kiedy trzeba się było rozbierać.
Nie chciał mówić na czekoladę — czekolada, tylko koczelada, chociaż wiedział, że czekolada jest czekoladą; a na Pawła wołał — Wapeł.
Kiedy siedział w piaskownicy, myślał właśnie o tych wszystkich niepojętych rzeczach, które trzeba robić w niepojętych porach, i gubił swoje foremki i łopatkę. Gubił też piłki, w zimie — rękawiczki, a w lecie... spodenki od opalacza.
Skrzętny Paweł wszystkie zabawki i przedmioty, które do niego należały, miał zawsze przy sobie. Swoją foremkę do piasku odróżniał od cudzej i z nikim się nie pobił na pięści o swoje rzeczy.
Piotrek nigdy nie wiedział, czy na jego piłce były namalowane kropki czy gwiazdki — i na tle tych gwiazdek lub kropek wynikały Piotrkowe łzawe tragedie.
Mimo że Piotrek i Paweł tak się różnili od siebie, nie było od piaskownicy aż do drzwi osiedlowego przedszkola dwóch serdeczniejszych przyjaciół. Bo tak w życiu bywa i już od najwcześniejszych chwil się zaczyna, że przeciwności zawsze się przyciągają.
Przez Piotrka i Pawła zaprzyjaźniły się ze sobą także ich mamy, bo skoro nie można było rozdzielić chłopców, mamy pomyślały, że one także muszą się zaprzyjaźnić.
Piotrek i Paweł zaczęli razem wyjeżdżać na wspólne wakacje, bo nie można przecież było na całe dwa miesiące pozostawiać jednego bez drugiego. I tak się utarło, że raz mama Piotrka zabierała ze sobą Pawła i Piotrka, to znowu drugiego roku mama Pawła zabierała na wieś Piotrka i Pawła. W ten sposób co roku Piotrek i Paweł mieli jedną i tę samą mamę przez dwa miesiące lata.
Tak się wreszcie Piotrek przyzwyczaił do mamy Pawła, a Paweł do mamy Piotrka, że gdyby ich nagle w nocy wyrwać ze snu i zapytać, która mama jest czyja, Piotrek wołałby, że jego jest Pawła, a Paweł, że — Piotrka. Oczywiście, gdyby się dobrze rozbudzili, każdy by zaraz własną mamę rozpoznał.
Gdy Piotrek i Paweł mieli po cztery lata, poszli razem do przedszkola. Piotrek nigdy nie miał w przedszkolu kredek ani papieru do rysowania, ani wycinanek. Na pytania pani wychowawczyni, gdzie ma nożyczki, Piotrek otwierał szeroko swoje błękitne oczy i dziwił się, że ktoś żąda od niego nożyczek. Jak przez mgłę przypominał sobie, że pani przedszkolanka mówiła coś o nożyczkach, ale nie wiedział, czy to było wczoraj, czy tydzień temu, dwa dni albo pięć. I czy te nożyczki w ogóle miał w śniadaniówce, czy też wypadły mu może gdzieś po drodze do przedszkola, bo lubił skakać i fikać, gdy szedł przez skwerek. A może nawet wcale nie zabrał ich z domu? Bo przecież nie wiedział, że będzie się robić wycinanki. A może wiedział, ale zapomniał? Tyle jest obowiązków na tym świecie! Wstać, umyć się, ubrać, zawiązać te obrzydliwe sznurowadła, na których umie się zrobić tylko supeł i które nie chcą słuchać nikogo poza mamą!
Paweł za to miał zawsze kredki, brystol do rysowania, papier do wycinanek w najcudowniejszych kolorach, w dodatku z suchym klejem pod spodem i nie trzeba było mazać po nim palcem usmarowanym w kleju z butelki. Wystarczyło ten papier oblizać językiem. Paweł miał zawsze nożyczki z plastyku, różowe, z przyczepioną na sznureczku karteczką. Na tej karteczce było wypisane imię i nazwisko Pawła.
Piotrek ubóstwiał i podziwiał Pawła, jego nożyczki z karteczką, jego papier do wycinanek, który wystarczyło tylko polizać, żeby się przykleił, ale nawet do głowy mu nie przyszło, że mógłby mieć przecież wszystko to samo i robić wszystko tak samo i pamiętać o każdym poleceniu pani wychowawczyni.
Tak się wreszcie utarło, że Paweł nosił za Piotrka do przedszkola papier, kredki i niebieskie nożyczki, które mama kupiła Piotrkowi.
Kiedy Piotrek i Paweł doszli do lat sześciu, już tylko rok dzielił ich od szkoły. Paweł uznał się z tego powodu za dziecko dorosłe, które lada chwila będzie robić prawdziwe rysunki i wycinanki. A prawdziwe dlatego, że w szkole stawia się za nie stopnie.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
