Kolacja - Lola Kot - ebook + książka

Kolacja ebook

Lola Kot

0,0
15,00 zł

lub
Opis

Sprzeczność poglądów i brak próby wzajemnego zrozumienia sprawiają, że rodzinne serdeczności przy kolacji wigilijnej nie trwają długo. Z ciętych dialogów wyłaniają się paradoksy prawicowego i lewicowego myślenia, trafnie obrazując hipokryzję polskiego społeczeństwa drugiej dekady XXI wieku. Czy wśród postaci kolacji odnajdziesz cząstkę siebie?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 50




Lola Kot

Kolacja

Copyright © by Lola Kot, 2016

ISBN 978-83-945034-0-6

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.

Wydanie 1

Napisałeś książkę i chcesz ją wydać? Zapraszamy do serwisu Rozpisani.pl.

Znajdziesz tu szeroki zakres usług wydawniczych, dzięki którym Twoja książka trafi do księgarń.

Pomożemy Ci dotrzeć do czytelników na całym świecie!

Kontakt

www.rozpisani.pl

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Osoby

       Hela – gospodyni domowa po pięćdziesiątce, przesadny makijaż, misternie ułożona fryzura, głęboki dekolt, obcisła, przykrótka sukienka

       Kazimierz – kilka lat starszy od żony (Heli), ubrany odświętnie

       Ania – kobieta około trzydziestki, córka Heli i Kazimierza

       Syn – brat Ani, narodowiec

       Lucyna – siostra Kazimierza, opalona, w luźnej sukni, cały czas z kieliszkiem wina w ręce

       Marek – mąż Lucyny; luźne jasne ubranie, opalenizna

       Kuzyn – syn Lucyny i Marka, lat około osiemnastu, bluza z kapturem, bardzo wysoki

       Kloszard – duża, siwiejąca broda, warstwy niechlujnych ubrań

       Policjant – w mundurze

       Policjantka – w mundurze

       Kloszard

       Bezdomny 1

       Bezdomny 2

Akt pierwszy

Scena pierwsza

Ciemna i brudna ulica, przy niej odrapane budynki z odpadającym tynkiem. Namurach napisy: „Polska dla Polaków", „Żydy won" itp.Bezdomni grzeją sięprzy kotle,piją wino,nucą wesołe kolędy. Słychać rozmowy.

BEZDOMNY 1: Przynajmniej nie ma mrozu. Może jutro rano zdołają nas jeszcze dobudzić. (śmiech)

Przechodzą Lucyna, Marek i Kuzyn, ignorującbezdomnych.

BEZDOMNY 2: Może poratują państwo jakimś groszem na święta?

LUCYNA (cicho, do Marka): Na święta, akurat. Na wino pijaczyny zbierają!

W oknie nad nimi zapala się światło, ktoś wychyla głowę i krzyczy.

GŁOS Z OKNA: Zabierajcie się stąd! Melinę mi pod oknem zrobili. Będą mi tu hałasować i w rodzinnym świętowaniu przeszkadzać. Zabierać się stąd, bo policję wezwę!

Bezdomni powoli sięzbierają i idą w głąbulicy.

Scena druga

Mieszkanie. Na pierwszym planiestół jadalniany, za nim półki,komoda zestatuetkamiibibelotami.Pojednejstroniestołufotel,ustawionynaprzeciwkotelewizora. Wkąciechoinka. Za stołem ściana, w niejdrzwi wejściowe do mieszkania(przy nich wieszak napłaszcze,lustro i szafka na buty), drzwi dołazienkiipozostałychpokojów. Po prawej stronie sceny wejście do kuchni, po lewej – okno. Przystolemłodakobieta wrozciągniętymswetrze i szerokich spodniach, pochylona,zasłoniętaopadającymiwłosami,czytaksiążkę.Zzaścianydobiegająbrzdękiodkładanychnaczyń,czućzapachsmażeniaigotowania,słychaćjednostajnymonolog Heli.

HELA: Ech, coś ta panierka wodnista jakaś. A ziemniaki dalej niedogotowane. Boże kochany, jak ja zdążę z tym wszystkim? Ty wiesz, że na rogu teraz gotowe kotlety mają? Ale twój ojciec to nie i nie, gotowych nie będzie jadł. Kiedyś je kupię, odgrzeję i podstawię mu pod nos, nawet nie zauważy. Ale jak goście idą, to trzeba swoje mieć. Konesery takie.

Aniaprzewraca kartki w książce.

HELA: Co mówiłaś? Tam na rogu zawsze jakieś obniżki mają. Wczoraj to na masło. Pewnie przeterminowane. (śmieje się)

Ania podnosigłowęi patrzy wstronęmiejsca, z którego dobiegaśmiech, poczym kontynuuje czytanie.

HELA: No, gołąbki chociaż dobre mi się udało… Do stołu nakryte?

Ania rozglądasiępo stole,na którym leżągazety, klucze, kubki po herbacie,talerzyk z okruszkami, ładowarka, długopisy, notatnik, inne domowe drobiazgi…Opuszcza głowę, czyta.

HELA: No i wiesz, że cukier ostatnio mieli na promocji? (Ania wstaje od stołuiwychodzi do pokoju obok) Ale nie kupiłam, bo mamy cztery kilo w szafce, a odkąd Kazimierz przestał słodzić, to jakoś tak to stoi i stoi. (wchodzi do pokoju zpółmiskiemsałaty w dłoni,zatrzymujesięi patrzy nanieuprzątniętystół,stawiapółmisekzimpetem) Skaranie boskie z tą dziewczyną! (prawie krzyczy) Co ty tam znowu robisz? Goście przyjdą za pół godziny, a tu nic nie jest przygotowane! (zaczyna porządkowaćstół) Zajęłabyś się wreszcie czymś pożytecznym, a nie ciągle bujała w obłokach.

Wchodzi Kazimierz, wieszapłaszcz, robi krok do przodu.

HELA: Buty! Sprzątane było!

KAZIMIERZ(pod nosem): Mnie też miło cię widzieć, kochanie. (ściągabuty,zakłada pantofle,zasiada w fotelu i włącza telewizor, siatkęz zakupamikładzie oboksiebie)

HELA: I ten mi jeszcze do tego… Pomógłbyś coś, goście idą, wszystko w proszku, a ten sobie telewizor włącza. Kupiłeś wino? (Kazimierz podajebutelkę) Ile kosztowało? (Kazimierz podaje paragon) Ooo, nieźle. Ale zostaw metkę! Nie zdzieraj! Pamiętasz, jak ostatnio wybrzydzali na to po sześćdziesiąt? Idź sprawdź, czy się ziemniaki ugotowały. (Kazimierzwyłącza telewizor i podnosisięz fotela) Zresztą sama sprawdzę, ty się nie znasz.

Hela wychodzi do kuchni, Kazimierz siada,przez chwilę gapi się w wyłączonytelewizor.

HELA(po powrocie do pokoju): No, może byś się przebrał, jakiś krawat założył. (podniesionym głosem, przez drzwi do pokoju córki) Aniu, gotowa jesteś?

ANIA: Tak.

HELA: Tam ci spódnicę wyprasowałam, tą fioletową. I bluzkę, tą, co ciocia dla ciebie przyniosła. Wiesz, że nawet plam żadnych nie było? Ciocia się ucieszy, jak cię w niej zobaczy, no, pokaż, jak ci ładnie. (kilka razy naciska naklamkę, ale drzwi sązamkniętena klucz;zwraca się do Kazimierza) Nie siedź tak, obrus byś chociaż zmienił!

Helawyciągaobrus z szafki. Kazimierz podnosisięz fotela. Helawręczamupółmisek z sałatą, zwija stary obrus,kładzienowy, wygładza go ręką.

HELA: Matko Święta, wszystko sama muszę robić.

Zabiera brudny obrus i wychodzi do kuchni. Kazimierzstoi pośrodkupokoju,wciąż trzymając półmisek.Siada w fotelu, włącza telewizor, podjada sałatę, słychaćodgłosymeczu.Rozlegasięgłośnydźwiękdzwonka.Kazimierzdalejzajada,oglądając telewizję.Dzwonek raz jeszcze.

HELA (wychylając głowę zkuchni): Niech no ktoś wreszcie otworzy!

Kazimierz podnosisięz fotela, z pokoju obok wychodzi Ania, w tym samymubraniu co poprzednio. Hela wyłania sięz kuchni, spoglądanadziewczynę.

HELA: Mówiłaś, że się przebrałaś!

ANIA: Mówiłam, że jestem gotowa.

HELA(ściągając fartuch,podchodzącdo drzwi): Aniu! Nakrywaj szybciutko do stołu! Nie zapomnijcie o dodatkowym nakryciu.

ANIA: Absurd! Przecież nigdy nie mamy niespodziewanych gości.

HELA: Absurd nie absurd, taka jest tradycja! Synu! No, wychodź już wreszcie z łazienki! Goście przyszli! No, otwórz, Kazimierz, otwórz! (sama otwiera drzwi) Ach, witamy! (wchodząMarek, Lucyna i Kuzyn) No, prawie udało mi się ze wszystkim zdążyć.

LUCYNA: Ho, ho, ale tu się pozmieniało! Widzę, że bardzo dobra zmiana!