164 osoby interesują się tą książką

Opis

KURS 100 DNI ŻYCIOWEJ PRZEMIANY

Życie zależy od tego jakie podejmujesz decyzje.

To jakie podejmujesz decyzje zależy od tego jak postrzegasz siebie, życie i świat.

To jak postrzegasz siebie, życie i świat zależy od twoich podświadomych przekonań.

Podświadome przekonania to twój wewnętrzny program wgrany w dzieciństwie.

To twoje życiowe kody.

Jeśli wierzysz podświadomie w to, że nie można cię kochać, że nie masz prawa do szczęścia i jesteś gorszy, twoja życiowa droga będzie wiernym odbiciem tych przekonań.

Jeśli chcesz wreszcie stanąć na nogi i uwierzyć w siebie, ta książka jest dla ciebie.

To jest praktyczny kurs życiowej przemiany, który pomaga zmienić podświadomy życiowy program i wgrać w jego miejsce nowe kody. Poprzez codzienne ćwiczenia rozwiniesz wiarę we własne siły, odzyskasz emocjonalną wolność, poprawisz relacje z innymi ludźmi, zbudujesz poczucie własnej wartości, staniesz na własne nogi i wreszcie rozpoczniesz nowe życie!

Książka poprowadzi cię przez sto dni życiowej przemiany.

Wyrusz w tę podróż razem ze mną!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 337

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 1

Niewidzialna

Tak szczerze, między nami.

Życie było ciężkie.

Ludzie nic nie rozumieli. Ciągle ktoś wyrządzał mi jakąś przykrość. Dosłownie przez cały czas. Nie obchodziło ich to, że jestem wrażliwa i bardzo emocjonalnie reaguję na to co robią i mówią. I oczywiście nie wiedzieli, że nic nie pokazuję po sobie, bo brakowało im delikatności i empatii, żeby się domyślić jak bardzo w środku cierpię.

Można powiedzieć, że świat był jak słoń i ciągle po mnie deptał. A ja usiłowałam jakoś z tym słoniem wytrzymać, ale wiesz jak to jest. Co ja mogę zrobić kiedy słoń włazi swoimi czterema ogromnymi nogami do mojego sklepu z porcelaną i co chwilę coś potrąca, niszczy i brudzi? Mogę tylko sprzątać i krzyczeć, żeby przestał się ruszać.

Więc sprzątałam i krzyczałam, ale to nic nie pomagało.

Poza tym to był wyjątkowo duży i niezdarny słoń.

W podstawówce chodziłam do klasy V b. Czasem zabierano nas na koncerty muzyki poważnej.

Pewnego dnia w teatrze ogłoszono konkurs muzyczny z nagrodami. Zgłosiłam się, bo w końcu co jak co, ale na muzyce trochę się znałam. Miałam w domu gramofon i pudło z czarnymi płytami, których ciągle słuchałam.

Uwielbiałam „Bolero” Maurice’a Ravela, długi utwór z powracającym melodyjnym, chwytliwym refrenem, który kolejno wykonują różne instrumenty. Najpierw flet, potem klarnet, saksofon, skrzypce, potem następne grupy instrumentów, aż w końcu coś się zmienia. Tak jakby nagle muzycy zrozumieli, że mówią tym samym językiem i zgodnie chcą opowiedzieć tę samą optymistyczną historię, więc po czterdziestu minutach w końcu są gotowi zagrać razem.

Moi rodzice kupili tę płytę, podobnie jak większość pozostałych. W szkole na lekcjach muzyki uczyliśmy się piosenek o łące i kwiatkach, w radiu śpiewali Jerzy Połomski i Krzysztof Krawczyk. Internetu nie było, bo jeszcze nie został wynaleziony. W świecie ograniczonym do pocztówek dźwiękowych, magnetofonu kasetowego i gramofonu czułam się jak niedoceniana królowa, która wreszcie będzie miała szansę pokazać na co ją stać.

Bo kto oprócz mnie wiedział co to jest „Bolero” Ravela? Prawda? Albo kto umiał zaśpiewać „It Had to Be You” z Rayem Charlesem? Tylko ja.

Moi rówieśnicy nie mieli pojęcia o muzyce! Patrzyłam na nich z politowaniem.

Moje koleżanki postrzegałam jako „wieśniaczki” albo „królewny”.

Wieśniaczki miały piegi, nosiły dziecinne okrągłe kołnierzyki i zapinały bluzki aż pod szyję, a ich mamy wykonywały „gorsze” – jak mi się wydawało – zawody, takie jak sprzątanie albo szycie.

Królewny były piękne i ładnie ubrane. Zawsze miały przy sobie grzebień i lusterko, kręciły włosy na lokówki i używały szminki.

Wieśniaczkami skrycie pogardzałam, bo uważałam je za gorsze ode mnie.

Do królewien czułam niechęć, bo były ode mnie lepsze.

Ja byłam gdzieś pośrodku. Sama.

Moja mama skończyła studia wyższe, więc nie zaliczałam się już do wieśniaczek. Byłam lepsza od nich. Mogłam patrzeć na nie z góry.

Ale z drugiej strony nigdy się nie malowałam, miałam włosy proste jak druty i nie umiałam się ładnie ubrać, więc daleko było mi też do bycia królewną. Mogłam im tylko zazdrościć.

Żyłam sobie więc pomiędzy biednymi wieśniaczkami a ślicznymi królewnami, czując się inna. Inna, czyli wyjątkowa.

Gorsza. I lepsza.

Niedoceniona. Niezrozumiana.

Bardziej wrażliwa, bardziej inteligentna.

Głupsza, nieakceptowana.

Nie wiedziałam jak się zachować.

Obserwowałam inne dzieci i usiłowałam się jakoś dostosować, ale im bardziej się starałam, tym bardziej czułam się nie na miejscu i niechciana.

Ludzie nie dawali mi wyraźnych sygnałów. Ciągle musiałam zgadywać co tak naprawdę o mnie myślą i czy są wobec mnie szczerzy kiedy coś mówią. Nigdy nie wiedziałam czy zachowują się wobec mnie uczciwie. Może obgadują mnie za moimi plecami? Może wyśmiewają się ze mnie? A może… Och! Ta myśl kłuła mnie jak cios mieczem. Może oni uważają mnie za wieśniaczkę?! Wydawało mi się, że czasem widziałam w ich oczach pogardę i niechęć.

To było bardzo wyczerpujące.

Życie wśród ludzi było chyba nie dla mnie. Zbyt stresujące, zbyt męczące, zbyt trudne do przewidzenia, kontrolowania, ogarnięcia.

Wycofywałam się więc, najchętniej obserwując ich z ukrycia. Może powiedzą coś o mnie i wreszcie dowiem się co naprawdę o mnie myślą?

W kryjówce czułam się bezpiecznie. Nikt nie mógł mnie zranić niechętnym gestem, pognębić wywyższającym się spojrzeniem, skrzywdzić obojętnością ani gniewem.

Lubiłam w ciemności nocy iść ulicą i patrzeć w rozświetlone okna. Albo siedzieć w klasie w milczeniu, z pochyloną głową. Stać pod ścianą. Chciałam czuć się niewidzialna. Wtedy nikt nie mógł wyrządzić mi przykrości, bo magicznym sposobem przestawałam istnieć. Ludzie mnie nie widzieli. Nie dostrzegali mojej obecności.

To dobrze i źle.

Podobało mi się to, ale jednocześnie cierpiałam.

Chciałam, żeby mnie chwalili, lubili, podziwiali, docenili jaka jestem wyjątkowa.

Tylko że oni nie potrafili mnie docenić i nie chcieli mnie podziwiać.

Czasem postanawiałam wyjść z kryjówki i pokazać jaka jestem wyjątkowa, ale wydawali mi się zbyt głupi, żeby to zauważyć. Albo zbyt mądrzy, żeby przejmować się kimś tak głupim jak ja.

Chowałam się więc z powrotem, czułam się odtrącona, gorsza, niepotrzebna. Płakałam w poduszkę. A potem znów przychodził nowy dzień i znów trzeba było jakoś radzić sobie z tym wszystkim.

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 2

Fryderyk Chopin

Tamtego dnia poszliśmy z klasą na koncert. I nagle ktoś ze sceny zapytał kto chce wziąć udział w konkursie muzycznym z nagrodami.

No jak to kto??!!!

Ja!!!

Przecież ja codziennie słucham muzyki z płyt i znam amerykańskich wykonawców! Wiem kto skomponował „Bolero” i że Miles Davis grał na trąbce!

Ja!!! Ja!!! Ja!!!

Wreszcie będę miała okazję pokazać kto jest najlepszy i najmądrzejszy! Wieśniaczki zostaną ostatecznie pognębione i zawstydzone, a królewny zbledną z zazdrości. Wszyscy będą klaskać i gratulować mi nadzwyczajnej wiedzy.

Biegnę na scenę!

Wybrano cztery osoby z widowni.

Stanęliśmy przed orkiestrą. Pan prowadzący konkurs wyjął szeleszczące kartki i zapisał nasze imiona. Włodek – kolega z mojej klasy V b – miał podliczać punkty i ogłosić zwycięzcę.

Pierwsza runda pytań!

Oklaski. Reflektor. Teraz ja.

Pytanie brzmiało:

– Jak się nazywał polski kompozytor i wirtuoz fortepianu, który urodził się w Żelazowej Woli?

– Aaaa – zawahałam się.

– Wirtuoz fortepianu, wybitny kompozytor romantyczny, autor wielu polonezów i mazurków? – podpowiedział prowadzący.

– Aaa – zająknęłam się. – Fff-ranciszek? Chopin.

Powiedziałam „Chopin”. Nie „Szopen”, tylko „Chopin”. I w dodatku Franciszek!

– Fryderyk! Szopen! – odrzekł prowadzący dobitnie i takim tonem, jakby mówił: „Nigdy wcześniej nie zetknąłem się z taką beznadziejną głupotą!”.

A ja zgasłam.

Zrobiłam się czerwona jak burak i chciałam tylko jednego: żeby scena zapadła się pod moimi stopami i zabrała mnie w nicość.

Niech spadnę nawet do piekła, byle uciec sprzed tych ostrych świateł i totalnego upokorzenia! Niech zniknę na zawsze! Niech mnie pochłonie ciemność i pustka, w której nikt nie zobaczy mojej przegranej twarzy!!

To koniec! Klęska! Tragedia!

Moje życie to dramat!

Nikt we mnie nie wierzy, nikt mnie nie chce, nikt mnie nie potrzebuje, a kiedy wchodzę na scenę, dostaję złośliwie takie pytanie, na które nie umiem odpowiedzieć! Świat jest okrutny, bezlitosny, a życie jest tylko cierpieniem, niesprawiedliwością, krzywdą i nieszczęściem!!!

Scena nie spłonęła pod moim wstydem i poczuciem porażki.

Stałam jak kamienny posąg. Nieruchomo, bez słowa. Nie przyszło mi nawet do głowy, że mogłabym stamtąd po prostu uciec, bo przecież nie wolno uciekać.

Jedyne, co byłam w stanie zrobić, to stać. Nie pamiętam jakie były następne pytania, nie wiem nawet czy byłam w stanie je usłyszeć. Na żadne nie odpowiedziałam poprawnie.

Miałam pustkę w głowie i czułam się tak, jakby ktoś zabrał mi życie. Ukradł mi godność, oblał pomyjami, obrzucił błotem.

Patrzyłam szeroko otwartymi oczami na świat i czułam się jeszcze bardziej obca niż kiedykolwiek.

Pytania wreszcie się skończyły. Prowadzący złożył kartki i poprosił Włodka o policzenie punktów.

Włodek podszedł do mikrofonu i wyraźnie, na cały głos powiedział:

– Beata, zero punktów.

To był ostateczny cios. Aż drgnęłam.

– Jak on może być taki okrutny? – pomyślałam. – Przecież on wie, że jestem bardzo wrażliwa! Jak on może mnie tak ranić, ogłaszając wszystkim, że przegrałam?!…

Odczytano wyniki. Zwycięzca dostał nagrodę. Kazano nam zejść ze sceny.

Czułam na sobie kłujące spojrzenia pełne szyderstwa i pogardy. Nienawidziłam ich za to. To wszystko ich wina!

Jak mogli ogłosić konkurs, w którym pytania były takie trudne, że nie dałam rady odpowiedzieć na żadne z nich?!

Może w innych szkołach ta wiedza znajduje się w programie nauczania, ale nie w mojej! Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek mówił nam o Franciszku, znaczy Fryderyku Chopinie! Skąd ja mam wiedzieć, że on się urodził w Żelazowej Woli?! Przecież mieszkam w Koszalinie, małym mieście blisko morza, daleko od stolicy, teatrów i koncertów! Może uczniowie w Warszawie chodzą na występy słynnych pianistów i mogą się wtedy dowiedzieć kto komponował mazurki i polonezy, ale nie my!!!

To niesprawiedliwe! To ich wina! Poskarżę się! Zemszczę się! Będę płakać! Jestem nieszczęśliwa! Dlaczego oni zawsze muszą wyrządzić mi przykrość! Dlaczego oni nie potrafią traktować mnie delikatnie i szanować moich uczuć! Dlaczego ciągle ktoś mnie rani!!! Dlaczego świat jest taki okrutny!! Dlaczego ludzie są tacy niewrażliwi i niewspółczujący!!!

Dlaczego ja muszę przegrać właśnie wtedy kiedy najbardziej chcę wygrać!!! Dlaczego dostałam najtrudniejsze pytania?! Dlaczego życie jest takie trudne, ciężkie i niemożliwe do zniesienia!!! Dlaczego nikt mnie nie rozumie??!! Dlaczego nikt mnie nie pociesza!!!! Dlaczego ja muszę zawsze być z tym wszystkim sama!!! Dlaczego jestem taka nieszczęśliwa??!! Dlaczego wszystko jest zawsze pod górkę? I dlaczego nie ma przy mnie nikogo, kto mógłby mnie wesprzeć i pocieszyć?…

Oczywiście, ja jestem zawsze sama! Kiedy ktoś inny potrzebuje pomocy, to zawsze może na mnie liczyć. Ale kiedy ja spadam na dno rozpaczy i poniżenia, wszyscy odwracają się ode mnie plecami! Jestem skończona! Tak, pewnie zaraz ktoś powie, że wcale nie jestem skończona, ale ja wiem, że jestem!

To co się zdarzyło jest straszne. Okropne. Nie do podźwignięcia. To jeszcze jeden dowód na to, że jestem śmieciem. Nikt mnie nie lubi i nikt mnie nigdy nie pokocha, bo co ja potrafię? No co?… Nic!!! Do niczego nikomu się nie przydam! Nikt nie pomyśli o mnie, że jestem coś warta, bo przecież właśnie pokazałam wszystkim publicznie, że nic nie wiem, niczego nie umiem i jestem najgłupsza ze wszystkich, którzy zgłosili się do konkursu!

Co za wstyd! Co za kompromitacja!

To niewybaczalne!

To niesprawiedliwe!

To jest podejrzane! Może oni specjalnie chcieli mnie upokorzyć przed innymi dziećmi i dlatego wybrali dla mnie stronnicze pytania! Od początku wydawało mi się, że prowadzący mnie nie lubi! Pewnie chciał się na mnie zemścić! Chciał mnie skrzywdzić!

Ja jestem taka biedna!

Zawsze znajdzie się ktoś, kto chce mi wyrządzić krzywdę. Życie jest takie niesprawiedliwe. Ludzie są tacy podli. Nikomu nie można zaufać, na nikim nie można polegać. Nawet Włodek, z którym siadałam czasem w jednej ławce, nawet on mnie zdradził! Od razu na samym początku głośno wszystkim obwieścił, że nie dostałam ani jednego punktu! Co za obraza! Co za afront! Co za niesprawiedliwość!!!

Jestem skrzywdzona, źle potraktowana i bezsilna! Nic nie mogę zrobić wobec tej jawnej niesprawiedliwości. Współczuję samej sobie!

Jestem samotna, ludzie uważają mnie za przegraną, a ja nie mogę tego zmienić!

Nienawidzę ich. Nienawidzę siebie. Nienawidzę życia. Nienawidzę tego koncertu, tego teatru, nienawidzę mojej przyszłości i wszystkiego, co może się zdarzyć.

Życie jest zbyt ciężkie!

Ludzie są okropni!

Wszędzie czają się pułapki na takie uczciwe i dobre osoby jak ja!

Ciągle ktoś chce mnie wykorzystać do swoich celów.

A przecież ja tak niewiele chcę.

Tylko tego, żeby ktoś mnie kochał, szanował, lubił i doceniał. Żeby ktoś mnie chwalił i nagradzał. Żebym dostawała łatwe pytania i znała wszystkie odpowiedzi. Żeby ludzie byli zawsze dla mnie mili, bo ja jestem specjalna. Żebym była ich królową. Żeby lubili mnie mimo wszystko i zawsze chcieli ze mną być. Żeby nikt nie ranił moich uczuć i nie był wobec mnie nieuczciwy. Żeby schody były niższe i żeby łatwiej było na nie wchodzić. Żeby nie było zadań domowych, nauczycieli ani szkoły. Żeby wszyscy byli ładni i uprzejmi. Żeby pies nie szczekał tak głośno. Żeby wszystko było łatwiejsze. Żeby zawsze mi się udawało. Żebym zawsze była zwycięzcą i mogła udowodnić wszystkim, że jestem najlepsza.

No ale to tylko marzenia.

Bo tak naprawdę to ja jestem nikim.

Ludzie odebrali mi poczucie własnej wartości.

Przez nich nie mogę spać i nie mogę być z siebie zadowolona.

Przez nich pewnie będę miała przegrane życie.

Tak to jest.

Nie ma szczęścia dla takich jak ja.

Zostałam niesprawiedliwie skrzywdzona i jeszcze długo będę za to płacić.

Chcę płakać. Chcę zniknąć.

Chcę schować się w czarnej dziurze, żeby nikt nigdy mnie nie znalazł.

Pewnie dopiero wtedy zauważą, że mnie nie ma.

Dopiero wtedy zaczną się o mnie martwić, będą o mnie rozmawiać i będą o mnie myśleć. Ale to już będzie za późno!

Good bye1, bezduszni głupcy! Good bye, piękne królewny, które nigdy nie chciały dopuścić mnie do swojego towarzystwa! I tak wiem, że nigdy nie będę się z wami równać. Dla mnie są tylko głupie wieśniaczki o ograniczonych umysłach i przyziemnych zainteresowaniach.

Nie ma miejsca dla takich jak ja.

Jest tylko cierpienie, niesprawiedliwość, wykorzystywanie i podłość. Krzywda, ból i samotność. Tylko tyle mi zostało.

To nie jest życie ani nieżycie.

Jest tylko wielka pustka, w której będę się błąkać bez końca jak duch. Zgaszono we mnie nadzieję, odebrano mi godność i wartość.

Nikt i nic.

To jestem ja.

Nikt i nic. Nic więcej.

Good bye (ang.) – Żegnajcie! Żegnaj! [wróć]

ROZDZIAŁ 3

ROZDZIAŁ 3

Franciszek Hopin

W pewien symboliczny sposób Franciszek Hopin stał się patronem mojego życia na następnych dwadzieścia lat.

Zatrzymajmy się tu na chwilę, bo chciałabym zrobić mały test.

Zrobiłam listę różnych mniej lub bardziej pozytywnych sformułowań dotyczących siebie i innych. Weź ołówek i zaznacz te, które czasem słyszysz we własnych myślach, czyli które oddają także twój sposób myślenia. Zaznacz te, które uważasz za słuszne.

Postaraj się udzielać uczciwych odpowiedzi.

Wiesz jak jest.

Nikt na ciebie nie patrzy. Nikt ciebie nie ocenia. Nikt nie wyciągnie wobec ciebie konsekwencji.

Jesteś tylko ty ze sobą.

Jeżeli rzeczywiście chcesz zrozumieć siebie odrobinę lepiej i jeżeli naprawdę zależy ci na znalezieniu konstruktywnego rozwiązania problemów, przed którymi stoisz w życiu, zapomnij na chwilę o reszcie świata.

Nie staraj się dobrze wypaść, bo nie ma tu nikogo, kto cię pochwali.

Nie wstydź się przyznać do czegoś, bo nie ma tu nikogo, kto cię potępi.

Jesteś tylko ty i twoje życie.

Spróbuj wyjść z roli osoby, która zawsze udziela właściwej odpowiedzi i wygrywa wszystkie konkurencje.

To nie jest konkurs.

Nie ma tu szafy, w której ukrywa się złośliwy Franciszek Hopin.

Jest chwila szczerości i prawdy.

A powiem ci, że tylko na prawdzie można zbudować coś trwałego i szczęśliwego.

Zapomnij więc teraz o innych ludziach. O tym co o tobie myślą, jak cię oceniają, w jakim stopniu twoje życie jest od nich uzależnione.

Zabieram cię na inną planetę.

Jesteś tylko ty i twoja dusza.

Chwila we dwoje.

Bądź dla siebie uczciwa/uczciwy.

Gotowa?

Gotowy?

Przeczytaj uważnie każde zdanie i zastanów się czy określa coś, co istnieje w twoim życiu, w twoim umyśle albo w twoim sercu, czy jest zgodne z twoim odczuwaniem i sposobem myślenia. Zaznacz te zdania, z którymi się zgadzasz.

1. Niektórzy ludzie są głupi.

2. Czasem czuję się gorsza/gorszy od innych ludzi.

3. Moje dzisiejsze kłopoty mają związek ze zdarzeniami w dzieciństwie.

4. Moi rodzice nie dali mi tego, co było mi potrzebne.

5. Są rzeczy, których nie można zapomnieć.

6. Są rzeczy, których nie można wybaczyć.

7. Uważam, że każdy powinien ponieść karę za zło, jakie uczynił.

8. Chciałabym coś zmienić, ale moja sytuacja jest trudniejsza niż innych ludzi.

9. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie zdobyć wszystko, co jest mi potrzebne do szczęścia.

10. Często czuję się ograniczona/ograniczony przez ludzi.

11. Często czuję się ograniczona/ograniczony przez okoliczności.

12. Czasem mam wrażenie, że w życiu jest zawsze pod górkę.

13. Chciałabym/chciałbym dokonać wielkich rzeczy, ale brakuje mi pieniędzy.

14. Życie nie jest sprawiedliwe.

15. Trudno jest być uczciwym wśród nieuczciwych ludzi.

16. Ludzie czasem ranią mnie słowami.

17. Jestem bardzo wrażliwa/wrażliwy, więc łatwo mnie urazić.

18. Czasem wolę nie spotykać się z ludźmi, żeby nie być przez nich ocenianą/ocenianym.

19. Boję się tego co ludzie o mnie pomyślą.

20. W życiu trzeba być ostrożnym, bo ciągle ktoś chce cię oszukać.

21. Niektórzy ludzie swoim zachowaniem doprowadzają mnie do szału.

22. Czasem w samochodzie wściekam się na innych kierowców.

23. Strasznie irytuje mnie bezmyślność innych ludzi.

24. Czasem jestem bardzo smutna/bardzo smutny.

25. Gdybym miał/miała lepsze dzieciństwo, dzisiaj byłoby mi łatwiej.

26. Niektórzy ludzie mają w życiu więcej szczęścia niż ja.

27. Gdyby nie pewne osoby, mogłabym/mógłbym być dużo bardziej szczęśliwa/szczęśliwy.

28. W mojej rodzinie są osoby, które ciągle mi dokuczają.

29. Jestem w skomplikowanym związku, gdzie bardzo niewiele zależy ode mnie.

30. Chciałabym/chciałbym być szczęśliwsza/szczęśliwszy, ale w mojej obecnej sytuacji to jest raczej niemożliwe.

31. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przeszkodzi mi w zrealizowaniu czegoś, czego pragnę.

32. Bardzo źle znoszę negatywne opinie na mój temat.

33. Gdybym mógł/Gdybym mogła, zabroniłabym ludziom rozmawiać na mój temat.

34. Wiem, że są osoby, które źle mi życzą, są do mnie negatywnie nastawione i skorzystałyby z okazji, żeby mnie skrzywdzić.

35. Nie mogę być sobą, bo muszę liczyć się z opinią innych ludzi.

36. W moim życiu jest dużo zła, nad którym nie mam kontroli.

37. Bardzo irytują mnie ludzie, którzy nie rozumieją, że mam rację.

38. Moje szczęście w dużej mierze zależy od innych ludzi.

39. Są krzywdy i słowa, których nigdy nie wybaczę.

40. Są ludzie, którzy stanowią dla mnie nieosiągalny wzór.

41. Wiem, że nigdy nie będę równie wartościowa/wartościowy jak ludzie, których podziwiam.

42. Czuję się czasem prześladowana/prześladowany przez życie.

43. Chciałbym/chciałabym być jedną z tych osób, którym wszystko przychodzi bez trudu.

44. Chciałbym/Chciałabym, żeby ludzie bardziej mnie doceniali.

45. Moja psychika jest bardziej delikatna, więc chciałabym/chciałbym, żeby ludzie traktowali mnie bardziej delikatnie.

46. Czasem ludzie zmuszają mnie do zrobienia czegoś, czego nie chcę zrobić.

47. Czasem nie mogę zmusić samej/samego siebie do zrobienia czegoś, na czym mi zależy.

48. Życie jest w sumie dość dobre, ale powinno być lepsze.

49. Nie mogę sobie wybaczyć karygodnych błędów, jakie popełniłam/popełniłem.

50. Boję się, że pewnego dnia stracę sympatię ludzi i zostanę przez nich potępiona/potępiony.

Proste pytania, prawda?

Myślę, że nie miałeś kłopotu z odpowiedzią na żadne z nich.

Zdziwisz się być może, że kiedy wrócimy do tego tekstu pod koniec książki, twoje odpowiedzi mogą być inne.

Ale po kolei.

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 4

W Buenos Aires

Był cudowny tropikalny poranek w Buenos Aires. Wzięłam prysznic, spakowałam plecak i z wdzięcznością zamknęłam wąskie drewniane drzwi do mojego pokoju. To był malutki, podłużny pokój, w którym ledwie zmieściło się łóżko i szafa. Ale dał mi schronienie na noc i dobry, mocny sen. Za to byłam mu wdzięczna.

Zeszłam do recepcji, gdzie swoje długie czarne włosy czesał półnagi muskularny Argentyńczyk.

– Dzień dobry! – zagadnął wesołym głosem.

– Dzień dobry! – odpowiedziałam tak samo pogodnie.

W hotelu pachniało świeżą kawą i rogalikami. Na dworze świeciło słońce, a ja rozpoczynałam właśnie samotną wyprawę przez Amerykę Południową. Czyż życie nie jest wspaniałe?

Z tą myślą zjadłam śniadanie i zeszłam na ulicę.

Taksówka już czekała.

– Poproszę do portu Buquebus – powiedziałam i dodałam na wszelki wypadek: – Skąd odpływają statki do Urugwaju.

– Oczywiście – potwierdził kierowca i zapalił silnik.

Była środa rano. Duży ruch na ulicach.

– O której odpływa statek? – zapytał trochę niespokojnie kierowca.

– Za czterdzieści minut – odrzekłam z wielkim spokojem, ponieważ wczoraj poszłam do portu na piechotę i wiem, że jest odległy o najwyżej dziesięć minut jazdy, poza tym mam już bilet, a świat mi sprzyja.

– Zdążymy – potwierdził kierowca i włączył radio.

Staliśmy długo na światłach, potem posuwaliśmy się powoli za sznurem samochodów unieruchomionych w korku, ale metr za metrem zbliżaliśmy się do celu. Po reklamach z radia popłynęła muzyka, która idealnie wtopiła się w atmosferę nowego dnia, nowej podróży i rozpierającej mnie radości.

Wyglądałam przez okno, uśmiechając się do nieznajomych, do drzew i betonu na chodnikach. Wszystko wydawało mi się doskonałe. Błękitne niebo, bogato zdobione kolonialne budynki, argentyńskie kawiarnie, filiżanki mocnej kawy i rogaliki z lukrem. Ludzie śpieszący się do pracy, dziewczyny w minispódniczkach, kucharka wyciskająca sok z pomarańczy, wytatuowany motocyklista jadący slalomem między samochodami. Świat był taki piękny, a ja byłam taka szczęśliwa!!!

Spojrzałam na kierowcę. Wszystko w porządku. Wprawdzie podróż do portu trwała wyjątkowo długo, ale być może w okolicy są tylko ulice jednokierunkowe i nie da się tam dotrzeć szybciej.

– Zaraz będziemy na miejscu – uspokoił mnie taksówkarz i rzeczywiście, pięć minut później zatrzymał samochód. – Sto peso.

– Co to jest? – zapytałam ze zdumieniem. – Gdzie my jesteśmy?

– W porcie Colonia Express – odrzekł. – Mówiłaś, że masz statek.

– Mam statek! Ale z portu Buquebusa! – powiedziałam, łapiąc się za głowę.

Nagle wszystko prysło. Mój dobry nastrój, piękno miasta, wdzięczność i szczęście.

– O której odpływa statek?

– O dziewiątej.

– Za dziesięć minut.

– Jak daleko jest do drugiego portu?

– Trzeba liczyć pół godziny w tym korku.

Wyjrzałam na zewnątrz. I co teraz?! Pusty szary beton, milczące mury budynku, strażnik z bronią.

– Jedziemy! – zdecydowałam.

– To będzie następne sto peso – ostrzegł kierowca.

– Dobrze, zapłacę jeszcze sto peso.

– I są małe szanse, że zdążymy.

– Wiem – odrzekłam krótko. – Spróbujemy.

To nie był dobry dzień. Liście na drzewach podrygiwały nerwowo, wiatr sypał ludziom piaskiem w oczy, samochody były brudne i hałaśliwe. Śmierdziały spaliny, irytująco jak komary bzyczały silniki przeciskających się w korku motocykli, ludzie mieli nieobecne i niezadowolone twarze.

To był okropny poranek! Siedziałam naburmuszona i zestresowana przy oknie taksówki. W radiu puszczali głupie piosenki i całe Buenos Aires wydawało się zagubione w pośpiesznym pościgu za czymś, co wiecznie ucieka.

Ale zaraz!!!

Zamrugałam oczami, tak jakbym nagle ocknęła się ze snu.

Chwileczkę!!!

Jak to możliwe?!….

Przecież to jest dokładnie ten sam poranek, który jeszcze pięć minut wcześniej był dla mnie wcieleniem szczęścia i doskonałości!!!

Przecież dosłownie pięć minut wcześniej siedziałam dokładnie w tym samym miejscu co teraz, w tej samej taksówce, wyglądałam przez to samo okno i widziałam zupełnie coś innego!!!!!!

Halo!!! Jak to możliwe?!

Czy nastąpił jakiś kataklizm, który w jednej chwili zrujnował całe miasto, moje życie i moją wyprawę?

Co sprawiło, że wszystko, na co patrzyłam, niespodziewanie wyglądało zupełnie inaczej i budziło we mnie zupełnie inne emocje?!

Tam, gdzie wcześniej widziałam błękit nieba ozdobiony puszystymi białymi obłokami, teraz widziałam chmury złośliwie polujące na słońce.

Bogactwo dawnych kolonialnych budynków teraz wydawało mi się raczej przytłaczające i ciężkie.

Zamiast radości rozpoczynającego się poranka teraz wszędzie widziałam zmęczenie początkiem kolejnego dnia pracy.

Wszystko wyglądało inaczej!!!!

Moje życie nie było już piękne, tylko wkurzające.

Moja wyprawa nie była cudowna, tylko skazana na porażkę.

Moja dusza nie była już najszczęśliwsza na świecie, tylko zmęczona i zestresowana!

Halo!!!

Co się tu dzieje??!!!

Pamiętam jak stałam kiedyś na skrzyżowaniu, czekając na zmianę świateł. Patrzyłam na pieszych przechodzących po pasach. Niektórzy szli żwawo i uważnie, czyli tak jak powinni zachowywać się ludzie na ulicy. Nie potrącać innych, nie spowalniać ruchu, zwracać uwagę na skręcające samochody.

Zielone światło dla pieszych zamieniło się na żółte. Już dotknęłam stopą pedału gazu, gdy nagle na ulicę wszedł ostatni pieszy. I wcale mu się nie śpieszyło! Zachowywał się tak, jakby był panem całego świata! Nie cofnął się na widok czerwonego światła ani nie przyśpieszył.

Zatrzymał cały ruch na skrzyżowaniu! Samochody warczały na niego niecierpliwie, kierowcy kręcili niechętnie głowami, wzdychali znacząco albo mówili do marudzącego pieszego słowami, których nie mógł usłyszeć.

Ja też byłam wkurzona. Nie dość, że człowiek wszedł na pasy już na żółtym świetle, kiedy powinien był zatrzymać się na chodniku, to jeszcze poruszał się tak ślamazarnie, jakby chciał wszystkim zrobić na złość.

– Szybciej, szybciej! – poganiałam go w myślach.

Jeśli on będzie dalej szedł w tym tempie, to za chwilę stracimy zielone światło i będziemy musieli czekać na następne! Co za marnowanie czasu! Co za brak szacunku dla innych ludzi! Przez niego jeszcze zwiększy się korek! Poza tym te wszystkie stojące samochody wydzielają trujące gazy, które nie tylko niszczą powietrze w mieście, ale i działają destrukcyjnie na atmosferę i klimat na Ziemi!

Ostatni, wyjątkowo arogancki pieszy na pasach stawał się w mojej głowie winny temu, że jestem przez niego wściekła, że pewnie się spóźnię, że w mieście jest korek i topnieją lodowce na Antarktydzie.

Sapałam ze złości.

I wtedy nagle pieszy odwrócił głowę. Tak jakby słyszał moje myśli. Na twarzy miał wyraz zagubienia i lęku. Był niewidomy i przestraszony.

W jednej chwili znikła cała moja złość. Po prostu jakby pękła i spadła z hukiem na bruk. W jej miejsce pojawiło się współczucie, żal i wyrzuty sumienia. Teraz miałam ochotę wyskoczyć z samochodu, podać mu rękę, przeprowadzić na drugą stronę jezdni i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, żeby się nie martwił i że jest wspaniałym, odważnym człowiekiem.

Czy zdarzyło ci się kiedyś coś takiego?

Na przykład kiedy zauważyłaś, że twój mąż ukrywa coś w szafie i w pierwszej chwili ogarnął cię strach, że być może cię zdradza, i jednocześnie złość, że jak on może zrobić ci taką podłość, oszukać cię za twoimi plecami i zranić twoje uczucia!

A potem odkryłaś, że on usiłował schować prezent, który kupił dla ciebie z okazji waszej rocznicy ślubu. I w jednym momencie przestałaś czuć się nieszczęśliwa, skrzywdzona i źle potraktowana, a zamiast tego czułaś wdzięczność i miłość.

Pamiętasz?

A przecież twoje samopoczucie i emocje nie zmieniły się dlatego, że twój mąż zachował się inaczej, tylko dlatego, że zmieniło się twoje postrzeganie tego zdarzenia, czyli zmieniły się twoje emocje.

Albo czy pamiętasz może ból rozstania i rozpacz kiedy mąż albo chłopak powiedział ci, że nie chce i nie może już z tobą być? Czułaś się wtedy odtrącona, zdradzona, skrzywdzona, czułaś się być może tak, jakby ktoś odbierał ci kawałek twojego własnego ciała.

Minął pewien czas, spotkałaś kogoś innego, zakochałaś się. I kiedy dzisiaj patrzysz z perspektywy na tamto rozstanie sprzed lat, to co czujesz? Czy wciąż masz to samo dotkliwe i bolesne poczucie straty? Czy może raczej czujesz wdzięczność, że twój mąż lub chłopak wtedy od ciebie odszedł, bo przecież ty i tak już wtedy od pewnego czasu wiedziałaś, że źle układa się między wami i sama miewałaś myśli o odejściu. A teraz wiesz, że gdyby on nie podjął tej trudnej decyzji, to nie spotkałabyś swojej nowej miłości i nie byłabyś teraz szczęśliwa.

Widzisz? Zdarzenie z przeszłości wcale się nie zmieniło.

Zmieniło się to, w jaki sposób je widzisz i rozumiesz.

I to jest jedna z najważniejszych rzeczy na świecie.

ROZDZIAŁ 5

ROZDZIAŁ 5

Dziewczynka o skośnych oczach

Życie nie jest złożone z faktów.

Życie jest złożone z interpretacji faktów.

To jest jedna z najważniejszych rzeczy na świecie.

Bo to wszystko zmienia.

Kiedy zrozumiesz co to naprawdę oznacza, zyskasz nagle cały nowy świat i nowe, dodatkowe życie. Wszystko niespodziewanie nabierze sensu, a to wszystko, co dotychczas uważałeś za swoje przekleństwo, stanie się częścią ubrania i to ty zdecydujesz czy ma dalej wisieć w szafie, czy chcesz je nosić, czy może chcesz je wyrzucić ze swojego domu.

Niby nic wielkiego, bo nie wymaga przeprowadzki do nowego kraju ani zbudowania nowego domu ani skończenia kursu zawodowego ani nawet kupna specjalnej maszyny, która za ciebie wszystko rozdrobni i wymiesza.

Jesteś ty.

Twoje życie.

I twój świat.

I teraz wyobraź sobie, że ktoś stuka do drzwi. W progu stoi dziewczynka o skośnych oczach, która najwyraźniej zabłądziła. Zapraszasz ją do środka. Pytasz czy jest głodna, ale ona tylko kręci głową, bo nie rozumie ani słowa z tego, co do niej mówisz.

Pokazujesz jej krzesło i zapraszasz gestem, żeby usiadła.

Stawiasz przed nią szklankę wody. Głaszczesz uspokajająco po włosach, a dziewczynka zrywa się z miejsca, przerażona biegnie do drzwi i szarpie za klamkę.

– Co się stało? – pytasz i ruszasz w jej stronę, ale ona jednym rozpaczliwym gestem otwiera drzwi i ucieka z takim pośpiechem, jakby musiała ratować życie po spotkaniu z potworem.

Nic nie rozumiesz.

Chciałeś pomóc, nie zrobiłeś absolutnie niczego, co mogłoby ją przestraszyć, a wprost przeciwnie, okazałeś jej sympatię, współczucie i chciałeś zadzwonić na policję, żeby zgłosić jej obecność, bo jeśli mała dziewczynka jest zgubiona, to na pewno ktoś właśnie teraz równie rozpaczliwie jej szuka.

A ona uciekła. I w dodatku spojrzała na ciebie tak, jakbyś wyrządził jej krzywdę.

– O co tu chodzi?… – myślisz sobie. – Co ja zrobiłem źle? A może ona uciekła z zakładu dla psychicznie chorych? A może to się w ogóle nie zdarzyło, tylko przyśniło mi się coś dziwnego?

To nie był sen. Dziewczynka nie była pacjentką szpitala bez klamek.

Była jak najbardziej prawdziwa i zdrowa, zarówno na umyśle, jak i w każdy inny sposób.

Zagapiła się podczas zakupów z rodziną, źle skręciła, próbowała znaleźć drogę do domu, a twój blok wyglądał do złudzenia jak dom przyjaciół, których odwiedzała czasem z rodzicami.

Weszła do środka oczekując, że z kuchni wyjdzie za chwilę znajoma ciocia, a zamiast tego znalazła się w domu pogrzebowym pełnym nieboszczyków, gdzie ktoś usiłował ukraść jej duszę.

Dziwisz się, że uciekła?

– Ale zaraz! – zapytasz. – W jakim domu pogrzebowym? I przecież nikt nie chciał jej niczego ukraść, nie mówiąc już o duszy!

Otóż chodzi właśnie o to, że nie.

Twoje pojemniki ze sterczącymi w niebo ołówkami wyglądały dla niej jak żałobne kadzidełka, które w Azji wbija się w ryż dla zmarłych w dniu pogrzebu. No i każde buddyjskie dziecko wie, że najbardziej subtelna, delikatna i krucha część człowieka – czyli dusza – znajduje się w głowie, więc kiedy położyłeś na niej rękę, to zachowałeś się tak, jakbyś chciał sięgnąć po jej duszę. Dlatego uciekła.

Dziewczynka widziała twoje mieszkanie i ciebie zupełnie inaczej niż ty.

Patrzyła na rzeczywistość przez pryzmat wychowania, jakie odebrała w swoim buddyjskim domu.

Dla ciebie pojemniki z ołówkami były symbolem gotowości do pracy i porządku.

Dla niej były ściśle powiązane ze śmiercią.

Dla ciebie pogłaskanie dziecka po włosach było gestem życzliwości i przyjaźni.

Dla niej było niebezpieczeństwem i przykrością.

Dlaczego?

Ponieważ zostaliście wychowani w różnych kulturach, a wasze umysły zostały zaprogramowane w inny sposób, na skutek czego te same zdarzenia odczytujecie w zupełnie inny sposób.

Zgodzisz się ze mną?

TO, W CO WIERZYSZ SPRAWIA, ŻE ODBIERASZ RZECZYWISTOŚĆ W OKREŚLONY SPOSÓB.

Tak?

Gdybyś była buddyjskim dzieckiem, instynktownie czułabyś sprzeciw gdyby ktoś położył rękę na twojej głowie, żeby cię pogłaskać. Bo od wieków w wielu krajach Azji istnieje przekonanie, że głowa jest siedzibą duszy i nie należy jej dotykać. Tak mówili dziadkowie i rodzice, tak mówili nauczyciele i tak zostałaś nauczona.

Ale polskie dziecko w tej samej sytuacji zachowa się zupełnie inaczej. Głaskanie po głowie wyda mu się przyjemne i pożądane, bo daje poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Tak głaskała je mama kiedy było niemowlęciem i tak samo czasem zachowują się dorośli kiedy chcą okazać sobie miłość.

Prawda?

Czy można w takim razie powiedzieć, że głaskanie po głowie jest przykre? Czy też może przyjemne?

Widzisz?

Nie można jednoznacznie powiedzieć, że głaskanie po głowie jest przykre albo że jest przyjemne, ponieważ to w jaki sposób zostanie odebrane zależy całkowicie od tego, z jakim wewnętrznym przekonaniem podejdzie do tego dana osoba.

Jeżeli odruchowo nosisz w sobie przekonanie o tym, że nikogo nigdy w żadnych okolicznościach nie wolno dotykać w głowę, to instynktownie będziesz usiłował uchylić się przed ręką, którą ktoś chce na tobie położyć.

Ale jeśli w taki sam nieuświadomiony, głęboko zapisany sposób wiesz, że głaskanie po włosach wyraża opiekę, pocieszenie i życzliwe zainteresowanie, to nie tylko nie będziesz miał nic przeciwko temu, ale nawet sprawi ci to radość.

Powiem więc jeszcze raz:

TO W JAKI SPOSÓB POSTRZEGASZ RZECZYWISTOŚĆ ZALEŻY OD TEGO W CO WIERZYSZ.

Zgadzasz się?

To pójdźmy o krok dalej.

OD CZEGO ZALEŻY TO, W CO WIERZYSZ?

ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 6

Skąd się biorą myśli

Od czego zależy to, w co wierzysz?

Skąd biorą się w tobie różne przekonania?

Z czego wynikają twoje instynktowne reakcje?

No bo przecież muszą mieć jakieś źródło, prawda?

Skąd biorą się moje myśli?

Dlaczego jedna osoba stojąc w korku wścieka się i przeklina, a inna cierpliwie i spokojnie czeka?

Od czego to zależy?

Powiesz, że od tego jaki akurat masz nastrój tego dnia?

To ja cię zapytam od czego w takim razie zależy twój nastrój?

Dlaczego czasem jesteś smutna i przygnębiona, a wszystkie piosenki w radiu brzmią depresyjnie?

A innego dnia jesteś tak radosna i pełna siły, że nawet smutne piosenki wydają się szczęśliwe?

Powiesz mi pewnie, że to zależy od tego co się akurat zdarzyło.

A ja cię zapytam czy jesteś pewna?

Bo wiesz jak to jest.

ŻYCIE NIE JEST ZŁOŻONE Z FAKTÓW. ŻYCIE SKŁADA SIĘ WYŁĄCZNIE Z INTERPRETACJI. CZYLI Z TEGO, W JAKI SPOSÓB DANY FAKT ODBIERASZ.

Weźmy na przykład rozwód.

Po pięciu latach zwlekania i odmawiania twój mąż wreszcie zgadza się na rozwód. Będziesz smutna czy zadowolona? No jasne, że będziesz się cieszyć! Bo przecież bardzo zależało ci na tym rozwodzie, prosiłaś, żeby się zgodził i teraz będziesz mogła ruszyć dalej ze swoim życiem.

Ale przecież teoretycznie rozwód to jest nieprzyjemna sprawa. Stres, dramat, cierpienie. Rzeczywiście, w niektórych okolicznościach i dla niektórych ludzi. Ale akurat dzisiaj nie dla ciebie!

Rozwód jako fakt jest rzeczą neutralną.Zabarwienie emocjonalne nadaje mu to, co czują w związku z nim ludzie, których ten rozwód dotyczy.

Zgodzisz się?

Istnieje możliwość, że rozwód jest szczęśliwym zdarzeniem. Tak samo jak może być doświadczeniem bardzo bolesnym i trudnym. Jedno i drugie zależy od tego z jakim nastawieniem podejdą do niego osoby, których to dotyczy.

A teraz uwaga:

TAK JEST ZE WSZYSTKIM W ŻYCIU!!!

Na każdą rzeczy, na każdą osobę i na każde zdarzenie można spojrzeć z różnych perspektyw i z różnym nastawieniem.

A TO Z JAKIM NASTAWIENIEM PODCHODZISZ DO RÓŻNYCH FAKTÓW ZALEŻY OD CIEBIE.

Pewnie mi nie wierzysz.

Albo powiesz, że owszem, to zależy od ciebie, ale w bardzo minimalnym stopniu, ponieważ nie jesteś w stanie kontrolować swoich emocji, które po prostu pojawiają się w tobie i napełniają cię smutkiem albo radością?

Zgadzam się.

Emocje są jak strumień wody, który pojawia się natychmiast po tym jak odkręcisz kran.

Nie da się siłą woli zatrzymać tego strumienia.

A w życiu rolę ręki odkręcającej kran pełni nieoczekiwane zdarzenie, prawda?

Ktoś coś mówi albo robi, a w tobie pojawia się strumień emocji z tym związanych.

Kiedy tuż obok ciebie na ulicy rozlegnie się ryczący hałas klaksonu, nie masz kontroli nad tym, że w odpowiedzi pojawia się w tobie strumień emocji pełnych złości i stresu, które sprawiają, że wściekasz się na ludzką głupotę i masz ochotę przywalić kierowcy, który cię przestraszył.

Albo kiedy stoisz w kolejce do kasy, a wszyscy ludzie dookoła ciebie poruszają się w żółwim tempie. Kasjerka od niechcenia podnosi produkty, długo sprawdza coś w zeszycie, rozmienia koleżance pieniądze, poprawia włosy. Klienci przed tobą gapią się w dal zamiast opróżniać koszyki na taśmę.

Sapiesz ze złości. Zalewa cię fala niechęci i niecierpliwości, chciałabyś odepchnąć tych wszystkich marudzących, zapłacić za zakupy i pognać do domu.

Tobie się śpieszy!!!! A oni wszyscy zachowują się tak, jakby byli na przyjęciu, a nie w pracy albo na zakupach.

Nie masz wpływu na to jakie emocje cię wypełniają i uważasz, że są to emocje w pełni usprawiedliwione. I nie zamierzasz tłumić w sobie tej złości, bo to niezdrowo.

Całkowicie się z tobą zgadzam.

Jest jednak jedna rzecz, na którą być może nie zwróciłaś uwagi.

To prawda, że woda z kranu leci natychmiast po tym jak odkręcisz kurek.

Czyli emocje pojawiają się w tobie natychmiast po tym kiedy coś się przydarza.

Czy zastanawiałaś się jednak kiedykolwiek jaka jest ta woda?…

Skąd pochodzi?

Jakie jest jej źródło?

I czy ewentualnie istnieje możliwość, żeby wybrać sobie takie źródło, z którego wypływa zdrowa woda zamiast brudnego błota?…

ROZDZIAŁ 7

ROZDZIAŁ 7

Pod wodospadem uczuć

Czy zgodzisz się z tym, że jakość wody ma decydujący wpływ na jakość twojego życia?

Jeśli z kranu leci brązowa ciecz pełna zarazków i bakterii, to nawet jeśli się umyjesz, wciąż jesteś brudny, a w okolicy zaczyna chorować coraz więcej ludzi, co wkrótce może zamienić się w epidemię.

Z emocjami jest dokładnie tak samo.

Zgodziliśmy się już, że emocje są jak woda wypływająca z kranu. Ma swoją szybkość, ciśnienie i objętość i nie ma takiej możliwości, żeby zatrzymać ją rozkazem albo siłą woli.

Z emocjami jest tak samo.

Czasem po prostu napływają i zalewają twój umysł z taką mocą, że nie jesteś w stanie się im oprzeć.

Zgodziliśmy się też, że w przenośni ręką odkręcającą kran z emocjami jest zdarzenie. Kiedy ktoś coś powie lub zrobi, kiedy coś się dzieje lub niespodziewanie wydarza, zostaje uruchomiony w tobie strumień emocji.

I oczywiście nie masz wpływu na to czy coś się wydarzy, czy też nie, więc nie masz też wpływu na to czy i jakie emocje cię obleją.

Pozornie może się wydawać, że jesteś bezradna.

Nie masz wpływu na to kiedy pojawiają się silne emocje i nie jesteś w stanie ich zatrzymać. W dodatku to one decydują o tym jak się czujesz i jaki jest twój kontakt z rzeczywistością.

Jeśli się zastanowisz, to możesz nawet dojść do wniosku, że te gwałtowne, niepowstrzymane, niekontrolowane emocje tworzą sens twojego życia.

Kiedy zalewa cię fala przykrych, negatywnych, ciężkich emocji, to czujesz się okropnie. Tracisz chęć na cokolwiek, jesteś zmęczona, osłabiona, chora, wyczerpana.

Czasem znów jesteś wściekła, rozjuszona, zniecierpliwiona i zestresowana.

Życie z tej perspektywy wydaje się ciężkie, niesprawiedliwe, niegodne, głupie i skomplikowane.

Prawda?

Oczywiście czasem zdarza się tak, że zalewa cię fala pozytywnych, jasnych, szczęśliwych emocji i wtedy masz ochotę fruwać nad ziemią, wszystko wydaje się łatwe, proste i możliwe do zrealizowania.

Tyle że ty nie masz na to wpływu.

Nie jesteś w stanie kontrolować emocji, które spadają na ciebie jak wodospad, i nie ma wtedy możliwości, żeby tak się ukryć albo schylić, żeby zachować suche ubranie. Emocje są jak niespodziewana tropikalna ulewa, która ma nad tobą całkowitą władzę.

I chociaż na pozór jesteś wobec nich bezradna – lub bezradny – to w rzeczywistości jest coś, nad czym masz pełną i w niczym nieograniczoną kontrolę.

Jedyny kłopot polega na tym, że najprawdopodobniej nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Sytuacja jest więc następująca.

Nie masz kontroli nad wydarzeniami ani zachowaniami ludzi, które mogą wywołać w tobie silne emocje.

Nie masz kontroli nad tym, że pojawia się w tobie silna fala emocji.

MASZ JEDNAK PEŁNĄ KONTROLĘ NAD TYM Z JAKIEGO ŹRÓDŁA TE EMOCJE WYPŁYWAJĄ.

Zaraz ci to wyjaśnię.

Wróćmy do Buenos Aires.

Siedziałam w taksówce, która miała mnie zawieźć do portu. I rzeczywiście, udało nam się przebić przez poranne korki i dotrzeć do portu, tyle że zupełnie innego niż ten, skąd odpływał mój statek!

Byłam taka szczęśliwa tamtego dnia!

Świat wydawał mi się idealnym miejscem! Było ciepło, tropikalnie, a ja właśnie rozpoczynałam egzotyczną wyprawę do trzech krajów na moim ulubionym kontynencie. Czułam się doskonale.

Aż nagle zostałam przywieziona do niewłaściwego portu! Dowiedziałam się, że muszę zapłacić dwa razy więcej oraz że najprawdopodobniej nie zdążę na statek, na który wczoraj kupiłam bilet!

W jednej sekundzie mój fantastyczny nastrój prysł.

Wszystko, co wydawało mi się wcześniej takie piękne – ulica, domy, ludzie – teraz wyglądało ponuro i bezsensownie. Byłam zła, zestresowana i niezadowolona. Kierowca ruszył, a ja usiadłam z pochyloną głową w rogu tylnego siedzenia i zmarszczyłam czoło.

I wtedy nagle mnie olśniło!!!!

– Jeszcze pięć minut temu świat był piękny, ja byłam szczęśliwa, a moje życie było doskonałe! – pomyślałam ze zdumieniem.

– CO TAKIEGO SIĘ STAŁO, ŻE NIESPODZIEWANIE TO SIĘ ZMIENIŁO? – zapytałam samą siebie.

Zdarzyły się dwie rzeczy, na które nie miałam wpływu.

Kierowca źle mnie zrozumiał i przywiózł mnie do niewłaściwego portu.

Na ulicach panował poranny korek, przez co podróż trwała dłużej niż zwykle.

Ale zaraz, chwileczkę.

Te dwa fakty nie miały takiej mocy, żeby wpłynąć bezpośrednio na moje życie i samopoczucie.

Bo to nie fakty zmieniły mój nastrój, tylko to, co ja o nich pomyślałam.

Moje pierwsze odruchowe myślenie było takie:

– Nie zdążę na statek! Stracę bilet i 40 dolarów! Nie dotrę dzisiaj do Urugwaju, tak jak sobie zaplanowałam!

To mi zepsuło humor.

Ale tylko na trzydzieści sekund, bo w następnej chwili zapytałam samą siebie:

– I CO Z TEGO???!!!!

Nagle poczułam się znów lekko i radośnie.

No właśnie, CO Z TEGO?…

Nic!

Nie zdążę na statek, więc popłynę innym. Stracę bilet, trudno, zdarza się. Nie dotrę dzisiaj do Urugwaju, a więc zmienię plan i zostanę jeszcze jeden dzień w Buenos Aires.

Uśmiechnęłam się i rozluźniłam ramiona.

Świat jest piękny!!!!

Czy widzisz co się wtedy zdarzyło?

Źródłem mojego niezadowolenia, złości i cierpienia wcale tak naprawdę nie było to co się stało, tylko moje przywiązanie do planu, jaki stworzyłam w swojej głowie.

Podświadomie żądałam, żeby wszystko układało się zgodnie z nim!

To ja chciałam rządzić, tak jakbym była Bogiem.

Żądałam, żeby świat dostosował się do moich planów, a kiedy życie pokazywało mi się, że wcale nie jestem Bogiem i nie mam kontroli nad wydarzeniami, ja reagowałam złością, traciłam chęć do działania i skarżyłam się na złośliwość losu!

Czy ty też może skądś to znasz?…

Fakty nie miały nade mną żadnej władzy.

Moja ocena tych faktów wytrąciła mnie z równowagi i odebrała mi radość życia, czyli miała decydujący wpływ na to jak się czułam.

Przywiązałam się do myśli, że dzisiaj muszę wypłynąć statkiem o godzinie 9.10 i dzisiaj muszę dotrzeć do Urugwaju, mimo że nie było wcale takiej naglącej konieczności. Nie było przecież tak, że Buenos Aires przestanie istnieć o godzinie 9.09, więc jeśli nie znajdę się na pokładzie statku, to zapadnę się w nicość.

I nie było też tak, że tego dnia po południu Urugwaj odpłynie na drugi koniec oceanu, więc jedyną szansą znalezienia się na jego terytorium jest jak najszybsze dotarcie do jego brzegu.

W gruncie rzeczy nic się nie zmieni jeżeli mój plan nie zostanie zrealizowany.

Po co więc się tym stresować?

I teraz zobacz.

Rzeczywiście nie mam kontroli nad tym, że w pewnych okolicznościach pojawia się we mnie fala emocji.

Mam jednak całkowity wpływ na to jak się wtedy zachowam.

Czy podążę za negatywnymi emocjami i dam się im ponieść, zatopić i unicestwić?

Czy może raczej zakwestionuję te emocje i podsunę samej sobie inny, bardziej pozytywny i konstruktywny sposób myślenia.

TO W JAKI SPOSÓB MYŚLISZ O ŻYCIU JEST ŹRÓDŁEM TWOICH EMOCJI.

TWOJE EMOCJE MAJĄ DECYDUJĄCY WPŁYW NA JAKOŚĆ TWOJEGO ŻYCIA, PONIEWAŻ OD NICH ZALEŻY TWOJE SAMOPOCZUCIE, GOTOWOŚĆ DO DZIAŁANIA, ZDROWIE I SIŁA.

KIEDY WYBIERZESZ DOBRE ŹRÓDŁO ZDROWYCH EMOCJI, ZMIENI SIĘ NIE TYLKO TWOJE SAMOPOCZUCIE, ALE I CAŁE ŻYCIE.

ROZDZIAŁ 8

ROZDZIAŁ 8

Zdrowa woda

Wiesz o co chodzi.

Twoje emocje wypływają ze źródła ukrytego w twojej podświadomości.

Dobre, czyste źródło daje zdrową wodę.

Zdrowa woda daje dobre życie.

Jeżeli wierzysz w głębi duszy, że ludzie są idiotami, to z tego przekonania wypływa sposób, w jaki na nich patrzysz.

Więcej powiem.

Jeżeli wierzysz w głębi duszy, że ludzie są idiotami, to na 99% tak samo myślisz też o sobie.

Teraz powiesz mi, że oczywiście wcale nie uważasz ludzi za idiotów ani tym bardziej nie myślisz tak o sobie.

I ja powiedziałabym tak samo jeszcze kilkanaście lat temu.

Aż nagle pewnego dnia uświadomiłam sobie pewną zdumiewającą rzecz.

Pamiętasz jak siedziałam w samochodzie na światłach i w ostatniej chwili na pasy wszedł pieszy? Posuwał się naprzód powoli jak ślimak, tak jakby nic nie robił sobie z tego, że jest środek dnia, wszyscy się śpieszą, a światło już dawno przestało być zielone.

Byłam zła, zniecierpliwiona i zirytowana. Dlaczego?

Z wielu powodów, z których w pełni nie zdawałam sobie sprawy.

Jeśli jednak przyjrzysz się temu co działo się wtedy w moim umyśle, łatwo zauważysz kilka osobliwych rzeczy.

Byłam wściekła, że pieszy wszedł na pasy na czerwonym świetle.

Byłam wściekła, że idzie zbyt wolno.

Byłam wściekła, że nie mogę jechać dalej.

Byłam wściekła, że przez niego byłam wściekła.

Czy zdarzyło ci się kiedyś coś takiego?

W kolejce do kasy? Na lotnisku? Na ulicy? W urzędzie?

Pewnie tak. Ludzie są przecież różni i czasem zachowują się w irytujący sposób.

Ale powiedz mi jedną rzecz.

Czy zastanowiłeś się kiedykolwiek dlaczego odbierasz to zachowanie jako irytujące?

Bo ja ci powiem.

To właśnie zależy od tego jakie są twoje podświadome przekonania w głębi duszy.

One rządzą twoim sposobem myślenia i postrzegania rzeczywistości, one nadają faktom znaczenie i one decydują o twoim samopoczuciu.

I założę się o co chcesz, że bardzo się zdziwisz kiedy wyjaśnię ci pewną prostą rzecz.

Ja też kiedyś nie zdawałam sobie z niej sprawy.

Kiedy ją odkryłam i zrozumiałam, nagle wszystko stało się jasne, a ja przestałam być ofiarą.

Ofiarą mojego własnego życia, zdarzeń, złych słów, polityki, ludzi, którzy chcieli mnie skrzywdzić.

Odzyskałam siłę, spokój, poczucie sensu, wewnętrzną równowagę i moc, żeby zrobić wszystko, co zamierzę.

Nie była to tajna wiedza osiągana za pomocą wywaru z amazońskich roślin. Ani nie przyszła z dymem palonych ziół czy kadzideł. Nie zostałam oświecona przez szamana, mnicha ani kapłana. Nie musiałam za to nikomu w żaden sposób zapłacić. Nie musiałam ukończyć kursu ani spędzić miesiąca w medytacyjnym klasztorze.

Nie wymagało to ode mnie żadnych kosztów i właściwie żadnego wysiłku.

Z wyjątkiem tylko jednej rzeczy, która dla wielu ludzi jest najtrudniejsza.

Uczciwości. I przyznania się do prawdy.

Czy myślisz, że jesteś gotowy spróbować?

Zróbmy małe ćwiczenie z udziałem pieszego przechodzącego bardzo powoli przez pasy na czerwonym świetle.

Jak myślisz, jakie mogło być prawdziwe źródło mojej wściekłości? Przypomnę, że siedziałam w samochodzie, światło było zielone, więc mogłam jechać, ale musiałam czekać aż ślamazarny pieszy dotrze do krawężnika. I byłam na niego wściekła.

Byłam wściekła, że pieszy wszedł na pasy na czerwonym świetle.Jak myślisz, dlaczego to budziło moją złość? Jakie mogło być prawdziwe źródło tej złości? Skąd się ona brała? Z jakiego podświadomego przekonania mogła ona wypływać?

Byłam wściekła, że idzie zbyt wolno.Dlaczego? Co tak naprawdę wywołało moją złość? Jakie przekonanie rządziło moim myśleniem? Do jakiej myśli byłam tak mocno przywiązana, że kiedy ktoś zachował się inaczej, poczułam złość i zniecierpliwienie?

Byłam wściekła, że nie mogę jechać dalej.Dlaczego? Jaka myśl była w rzeczywistości źródłem tej złości? Do jakiego wewnętrznego przekonania byłam przywiązana?

Byłam wściekła, że przez niego byłam wściekła.Co to tak naprawdę oznacza? Jaki mechanizm myślowy stoi za takim stwierdzeniem? Jak myślisz, co może być prawdziwym źródłem tej wściekłości?

ROZDZIAŁ 9

ROZDZIAŁ 9

Na czerwonym świetle

Przyzwyczajenie polega na tym, że jest czymś wpisanym w nasz umysł.

Przyzwyczajenie to pewien wyuczony nawyk, nad którym się nie zastanawiasz, dlatego że stał się integralną częścią ciebie.

Jest dla ciebie oczywiste.

Nawet o tym nie myślisz, ponieważ po prostu zawsze tak było.

Masz w życiu wiele różnych przyzwyczajeń i odruchów.

Na przykład siadasz do obiadu, chwytasz za widelec i zaczynasz jeść. Gdyby ktoś ci powiedział, że masz usiąść do stołu z zamkniętymi oczami, byłbyś niemile zdziwiony. No bo jak to? Przecież jest oczywiste, że trzeba widzieć co się je. Tak zawsze było. Dlaczego nagle ktoś miałby namawiać cię do tego, żeby to zmienić?

Zobacz co się dzieje.

Zanim zapytasz po co miałbyś to zrobić, zanim ktoś wyjaśni ci cel i sens takiej zmiany, twoja pierwsza reakcja jest niechętna, prawda? Wiesz dlaczego?

Ponieważ jesteś przywiązany do swoich przyzwyczajeń.

Tak po prostu jest.

Każdy człowiek jest przywiązany do swoich przyzwyczajeń i ma to większy sens.

Niektóre przyzwyczajenia ratują nam życie.

Inne przyzwyczajenia w niedostrzegalny dla nas sposób to życie niszczą albo utrudniają.

I o to właśnie chodzi.

Twój sposób myślenia jest także przyzwyczajeniem.

Niektórzy ludzie przyjmują w życiu rolę ofiary nie dlatego, że taki jest ich wybór, ale dlatego, że takie jest ich przyzwyczajenie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki