Wydawca: WAB Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2012

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kod szczęścia - Richard Wiseman

Czy ludzie faktycznie dzielą się na urodzonych szczęściarzy i wiecznych pechowców?
I czy słusznie mówi się, że to los się do nas uśmiecha, a nie na odwrót?

Richard Wiseman postanowił zgłębić naturę szczęścia - wszystkie „sprzyjające okazje", „korzystne przełomy" czy „bycie we właściwym miejscu o właściwym czasie". Pracował dziesięć lat, przebadał ponad czterystu chętnych i doszedł do rewolucyjnych wniosków.
Karolina, opiekunka społeczna, która w ciągu jednego tygodnia skręciła kostkę, upadła  i uszkodziła sobie plecy oraz wjechała w drzewo podczas lekcji nauki jazdy dla większości z nas byłaby beznadziejnym przypadek pechowca. Nie dla Wisemana. W Kodzie szczęścia profesor udowadnia, że sposób zachowania i myślenia ma znaczny wpływ na poczucie szczęścia, bo owo upragnione szczęście to nie tylko zbieg okoliczności. Ci, do których uśmiecha się los, sami mu najczęściej pomagają.
Intuicja podpowiada, że należy być skupionym i z determinacją dążyć do jasno wyznaczonego celu, podczas kiedy jest to najprostsza metoda by przegapić wspaniałe okazje, które mogłyby uszczęśliwić każdego. Wiseman proponuje metody, które mogą ulepszyć nasze życie, a na pewno pomogą zrozumieć przysłowie, którym opatrzona jest książka: „Wrzućcie szczęściarza w morze, a wypłynie z rybą w ustach".



Według Wisemana najbardziej nawet błahe obserwacje mogą powiedzieć zaskakująco wiele o otaczającym nas świecie, a przy okazji stają się kopalnią użytecznej wiedzy.
Maciej Robert, „Życie Warszawy"

Zdumiewający jest efekt, jaki Richard Wiseman wzbudza w czytelniku - autentyczna chęć naukowej, choć zabawnej przygody.
Jacek Orlicz, www.qfant.pl

Od kiedy "Kod szczęścia" okazał się bestsellerem, Wisemana można zobaczyć na kampusie uniwersyteckim równie często, co w telewizji.
„The Guardian"

Wiseman dowiódł, że nie rodzimy się szczęśliwi, my się tacy stajemy.
www.psychologytoday.com

Opinie o ebooku Kod szczęścia - Richard Wiseman

Fragment ebooka Kod szczęścia - Richard Wiseman

Richard Wiseman

Kod szczęścia

przełożyła Agata Kowalczyk

Tytuł oryginału: The Luck Factor

Copyright © by © Richard Wiseman 2003

First published by Century in 2003

For the Polish edition copyright © 2012 by Wydawnictwo W.A.B.

For the Polish translation copyright © 2003 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

Warszawa 2012

Dla Caroline

Gdyby pechowiec sprzedawał parasole, przestałoby padać; gdyby sprzedawał świece, słońce nigdy by nie zachodziło; gdyby robił trumny, ludzie przestaliby umierać.

Powiedzenie żydowskie

Wrzućcie szczęściarza do morza, a wypłynie z rybą w zębach.

Przysłowie arabskie

Wstęp

Ludzie, którzy mają szczęście, spotykają idealnych partnerów, realizują swoje życiowe ambicje, znajdują pracę dającą im zadowolenie – jednym słowem prowadzą satysfakcjonujące i pełne życie. Mówimy o nich, że mają farta. Jednak sukcesu nie zawdzięczają wcale wyjątkowym wysiłkom, zdumiewającym talentom czy wybitnej inteligencji. Posiadają za to szczególną zdolność znajdowania się w odpowiednim miejscu i czasie, a los częściej niż innym podsuwa im szanse do wykorzystania. Ta książka opisuje pierwsze naukowe badania, które odpowiadają na pytanie, dlaczego ludzie ci przez całe życie cieszą się przychylnością fortuny, a także podsuwa kilka pomysłów, w jaki sposób każdy może zapewnić sobie powodzenie w życiu.

Badania zajęły kilka lat; obejmowały wywiady i eksperymenty z udziałem setek wyjątkowych szczęściarzy i pechowców. Rezultaty pozwalają nam radykalnie zmienić spojrzenie na szczęśliwe i pechowe zrządzenia losu i na kluczową rolę, jaką odgrywają one w naszym życiu. Ludzie nie rodzą się szczęściarzami czy pechowcami. Po prostu szczęściarze, nie zdając sobie z tego sprawy, stosują cztery podstawowe prawa, które pozwalają im pełniej korzystać z łask losu. Jeśli zrozumiemy te prawa, zrozumiemy samą istotę szczęścia. A co ważniejsze, prawa te będziemy mogli wykorzystać, aby zwiększyć liczbę szczęśliwych zdarzeń w naszym życiu.

Książka prezentuje chyba najbardziej ulotnego „świętego Graala” ludzkości – naukowo udowodniony sposób, jak zrozumieć i kontrolować ­„ślepy los” i jak zjednywać sobie jego przychylność, innymi słowy: co robić, aby szczęście nam sprzyjało.

Szczęście żółtodzioba

Od zawsze interesowały mnie rzeczy niezwykłe. Kiedy byłem dzieckiem, fascynowała mnie magia i iluzja. W wieku dziesięciu lat potrafiłem już „dematerializować” chustki do nosa i tasować talię kart tak, aby jej nie po­mieszać. Niedługo potem wstąpiłem do jednego z najbardziej znanych stowarzyszeń iluzjonistów – londyńskiego Magic Circle. Jako dwudziestolatek zostałem zaproszony do Stanów Zjednoczonych, do słynnego Magic Castle w Hollywood, i dałem tam kilka przedstawień.

Szybko odkryłem, że dobry iluzjonista musi mieć sporą wiedzę na temat tego, co dzieje się w ludzkich głowach. Zręczny magik potrafi odwrócić uwagę widowni, wie, jak nie wzbudzić w niej podejrzeń i jak uniknąć rozpracowania triku przez widzów. W miarę upływu czasu coraz bardziej interesowały mnie psychologiczne zasady, które leżą u podstaw każdego magicznego przedstawienia. Właśnie dlatego zapisałem się na Wydział Psychologii University College w Londynie i napisałem doktorat z psychologii na University of Edinburgh. Potem założyłem własną placówkę badawczą przy Hertfordshire University.

Prowadziliśmy tam badania nad różnorodnymi zjawiskami psychologicznymi. Być może z powodu mojej „magicznej” przeszłości skłoniłem swój zespół do zainteresowania się obszarami psychologii, które są uważane za dosyć niezwykłe.

Niektóre z tych prac obejmowały badanie mediów rozmawiających ze zmarłymi, jasnowidzących detektywów, którzy utrzymywali, iż pomagają policji wykrywać sprawców zbrodni, i uzdrawiaczy leczących choroby siłą własnej psychiki. Badaliśmy również, jak zmienia się zachowanie ludzi, kiedy kłamią, w jaki sposób iluzjoniści stosują psychologiczne triki, aby zwieść widownię, studiowaliśmy sposoby rozpoznawania kłamstwa i oszustwa i prowadziliśmy kursy dla osób, które chciały poprawić swoją umiejętność wykrywania nieuczciwości. Wyniki tych prac publikowałem w czasopismach naukowych, prezentowałem je na konferencjach i uczyłem ich praktycznego zastosowania ludzi biznesu, prowadząc dla nich wykłady.

Kilka lat temu poproszono mnie, abym opowiedział publicznie o swojej pracy. Wiele razy wygłaszałem już takie pogadanki, ale nie miałem pojęcia, że właśnie ta radykalnie zmieni przyszły kierunek moich badań.

Postanowiłem urozmaicić wykład prostą sztuczką magiczną. Zamierzałem pożyczyć od kogoś z publiczności dziesięciofuntowy banknot, włożyć go do jednej z dwudziestu identycznych kopert i pomieszać je. Potem miałem poprosić tę osobę, aby wybrała jedną z kopert, a następnie spalić pozostałych dziewiętnaście. W końcu miałem otworzyć ocalałą kopertę, oddać pieniądze właścicielowi i pogratulować mu trafnego wyboru.

Ale tego wieczoru przedstawienie było trochę dziwne. Pożyczyłem banknot od pewnej pani z widowni, włożyłem go do koperty, przemieszałem koperty i ułożyłem je w szeregu. Cały czas śledziłem banknot i wiedziałem, że jest w pierwszej kopercie z lewej. Poprosiłem kobietę, aby wskazała kopertę, i oczywiście byłem zachwycony, kiedy wybrała tę właściwą. Zebrałem pozostałe koperty i podpaliłem je. Kiedy poszły z dymem, otworzyłem kopertę, która pozostała, i oddałem kobiecie pieniądze.

Choć publiczność śmiała się i biła brawo, pani, która pożyczyła mi banknot, wcale nie wyglądała na zaskoczoną. Zapytałem ją, co myśli o mojej sztuczce, a ona wyjaśniła mi spokojnie, że takie rzeczy przydarzają jej się cały czas. Zawsze znajdowała się we właściwym miejscu i w odpowiednim momencie, a fortuna wyjątkowo jej sprzyjała zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Powiedziała, że nie ma pojęcia, dlaczego tak się dzieje; zawsze uważała, że ma po prostu farta.

Zaintrygowało mnie jej wyznanie; zapytałem, czy jeszcze ktoś z widowni uważa się za wyjątkowego szczęściarza lub pechowca. Kobieta w pierwszym rzędzie uniosła rękę i opowiedziała, w jaki sposób pomyślnym zrządzeniem losu zrealizowała wiele swoich życiowych ambicji. Mężczyzna z końca sali oznajmił, że zawsze miał wyjątkowego pecha; był przekonany, że gdybym pożyczył banknot od niego, ten z pewnością poszedłby z dymem. Poprzedniego dnia, na przykład, schylił się, aby podnieść szczęśliwego pensa, uderzył głową w stół i omal nie stracił przytomności.

Po wykładzie zacząłem rozmyślać o tym, czego się dowiedziałem. Dlaczego te dwie kobiety miały tak wyjątkowe szczęście? A ten nieszczęśnik? Był po prostu niezdarą czy może w jego pechu kryło się coś więcej? Postanowiłem przeprowadzić na ten temat badania. Wtedy nie miałem jeszcze pojęcia, co mnie czeka. Myślałem, że mój projekt obejmie kilka eksperymentów z paroma dziesiątkami uczestników. W rzeczywistości badania trwały osiem lat i wzięły w nich udział setki ludzi.

Ta książka to pierwsze kompletne podsumowanie moich badań. Zaczynam od krótkiego opisu znaczenia szczęścia w naszym życiu – w jaki sposób chwilowy fart może odmienić nasz los, jak kilkusekundowy uśmiech fortuny może nas wprowadzić na drogę trwałej pomyślności i sukcesu i jak nawet najkrótsza pechowa chwila może doprowadzić do porażki i strącić nas na dno. Potem omówię wstępne prace badawcze i drogę, którą ostatecznie doszedłem do odkrycia czterech praw leżących u podstaw życia pełnego szczęśliwych zdarzeń. Po szczegółowym omówieniu każdego z tych praw opiszę oparte na nich techniki i ćwiczenia. Mogą one pomóc odwrócić od siebie pecha i kreować własną pomyślność.

Ale zanim zaczniemy, chciałbym, abyśmy odpowiedzieli na kilka prostych pytań o sobie.

Dziennik szczęścia

W wielu miejscach książki będę prosił o wypełnianie różnych kwestionariuszy i wykonywanie ćwiczeń. Wiele z nich opiera się na testach psychologicznych, które przeprowadziłem podczas moich badań z udziałem szczęściarzy i pechowców. Proszę, notuj swoje odpowiedzi w specjalnym dzienniku szczęścia – przeznaczonym wyłącznie do tego celu zeszycie formatu A5; powinien on mieć przynajmniej sześćdziesiąt stron, najlepiej w linie. Twoje odpowiedzi pokażą wyraźnie wpływ poszczególnych praw szczęścia na twoje życie i pomogą określić, w jaki sposób najskuteczniej zjednać sobie przychylność fortuny.

ĆWICZENIE 1

Profil szczęścia

Pierwszy kwestionariusz jest bardzo prosty. U góry pierwszej strony dziennika szczęścia umieść nagłówek „Profil szczęścia”. Z lewej wypisz w kolumnie liczby od 1 do 12. Z prawej będziesz wpisywać liczby od 1 do 5, aby wskazać, do jakiego stopnia podane niżej stwierdzenia są prawdziwe w odniesieniu do twojej osobowości. Zastosuj następującą skalę:

1 – absolutnie nieprawdziwe

2 – nieprawdziwe

3 – nie wiem

4 – prawdziwe

5 – absolutnie prawdziwe

Przeczytaj uważnie każde stwierdzenie. Jeśli nie jesteś pewny, który stopień skali najtrafniej cię opisuje, wpisz po prostu liczbę, która wydaje ci się najbardziej odpowiednia. Nie zastanawiaj się zbyt długo nad stwierdzeniami i staraj się odpowiadać szczerze.

Profil szczęścia

Stwierdzenie / Punktacja(1–5)

1. Czasami rozmawiam z nieznajomymi w kolejce w sklepie lub w banku. (...............)

2. Nie mam zwyczaju zamartwiać się, nie niepokoję się o przyszłość. (...............)

3. Jestem otwarty na nowe doświadczenia, na przykład próbowanie nowych potraw czy napojów. (...............)

4. Często słucham wewnętrznego głosu i przeczuć. (...............)

5. Stosowałem techniki pozwalające wzmocnić intuicję, takie jak medytacja czy po prostu chwila namysłu w spokojnym miejscu. (...............)

6. Prawie zawsze spodziewam się, że w przyszłości spotkają mnie pomyślne zdarzenia. (...............)

7. Staram się osiągnąć w życiu to, czego chcę, nawet jeśli szanse na sukces są niewielkie. (...............)

8. Przeważnie spodziewam się, że ludzie, których spotykam, będą mili, przyjacielscy i życzliwi. (...............)

9. Staram się dostrzegać jasną stronę każdego zdarzenia. (...............)

10. Wierzę, że nawet niepomyślne zdarzenia w ostatecznym rozrachunku przynoszą pozytywny skutek. (...............)

11. Nie rozpamiętuję dawnych niepowodzeń. (...............)

12. Staram się uczyć na popełnionych błędach. (...............)

Kilka razy będziemy wracać do twoich odpowiedzi i użyjemy ich, aby naszkicować twój osobisty profil szczęścia – określimy, do jakiego stopnia korzystasz z okazji podsuwanych przez los, a co ważniejsze, jak możesz sprawić, aby było ich w twoim życiu więcej.

CZĘŚĆ IBadania wstępne

ROZDZIAŁ 1 Potęga szczęścia

Ludzie stanowczo przeceniają zarabianie pieniędzy. Do tego nie potrzeba mózgu. Najwięksi głupcy, jakich znam, są najbogatsi. Prawdę mówiąc, uważam, że sukces w 95 procentach zależy od szczęścia, a w 5 od umiejętności. Spójrzcie na mnie. Wiem, że wielu z moich podwładnych poprowadziłoby mój interes równie dobrze jak ja. Ale oni nie dostali szansy – to jedyna różnica między nimi a mną.

Julius Rosenwald, były prezes Sears, Roebuck and Company

Szczęśliwy traf ma ogromne znaczenie w naszym życiu. Kilka pechowych sekund może zniweczyć całe lata starań, a jeden uśmiech fortuny może nas zaprowadzić na drogę sukcesu i pomyślności. Taki traf potrafi przekształcić nieprawdopodobne w możliwe; od niego często zależy życie lub śmierć, bogactwo lub ruina, pomyślność lub niedola.

John Woods, członek zarządu dużej firmy prawniczej, był o włos od śmierci, gdy wychodził ze swojego biura w WTC w Nowym Jorku na kilka ­sekund przed uderzeniem porwanego samolotu. I to nie jedyny raz, kiedy mu się poszczęściło. Podczas zamachu bombowego na WTC w 1993 roku był na trzydziestym dziewiątym piętrze, ale wyszedł z tego bez szwanku. W roku 1988 miał zarezerwowane miejsce w samolocie Pan-Am, który eksplodował nad Lockerbie w Szkocji – ale w ostatniej chwili odwołał rezerwację, bo dał się namówić na udział w biurowym przyjęciu.

Szczęśliwe czy pechowe zrządzenia losu nie ograniczają się tylko do spraw życia i śmierci. Może od nich zależeć również finansowe powodzenie lub bankructwo. W czerwcu 1980 roku Maureen Wilcox kupiła bilety na loterie w dwóch stanach – Massachusetts i Rhode Island. O dziwo skreśliła zwycięskie liczby z obu loterii, ale nie wygrała ani centa. Liczby z Massachusetts wygrały loterię z Rhode Island, a te z Rhode Island – loterię z Massachusetts. Innym graczom na loterii naprawdę się poszczęściło. W 1985 roku Evelyn Marie Adams wygrała cztery miliony dolarów w loterii stanu New Jersey. Cztery miesiące później znów wzięła w niej udział i wygrała kolejne półtora miliona dolarów. Donald Smith miał chyba jeszcze większego farta. Trzy razy wygrywał w loterii stanu Wisconsin – w maju roku 1993, czerwcu roku 1994 i lipcu roku 1995 – za każdym razem zdobywając dwieście pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Szanse wygrania na tej loterii choćby jeden raz wynoszą mniej niż 1:1 000 000.

Ale nie chodzi tylko o pieniądze. Fart odgrywa też ogromną rolę w naszym życiu osobistym.

Psycholog ze Stanford, Alfred Bandura, opisał kiedyś wpływ przypadkowych zdarzeń na życie osobiste. Podkreślił zarówno ważność, jak i powszechność takich zdarzeń, pisząc: „[…] niektóre z najważniejszych czynników kształtujących naszą drogę życiową wynikają często z najbardziej trywialnych okoliczności”. Poparł swój wywód kilkoma przykładami, z których jeden został zaczerpnięty z jego włas­nego życia. Na studiach dyplomowych Bandura, znudzony lekturą, postanowił zagrać z przyjacielem w golfa. Przypadek zrządził, że na polu obok znalazły się dwie atrakcyjne golfistki; wkrótce grali już we czworo. Po meczu Bandura umówił się z jedną z kobiet i w końcu ją poślubił. Przypadkowe spotkanie na polu golfowym odmieniło całe jego życie.

W kolejnym przykładzie Bandura opisuje, jak w wyniku zwyk­łego nieporozumienia Ronald Reagan poznał swoją przyszłą żonę, Nancy. Jesienią 1949 roku Nancy Davis zauważyła swoje nazwisko na liście sympatyków komunizmu, którą opublikowano w hollywoodzkiej gazecie. Nancy wiedziała, że jej nazwisko nie powinno się tam znaleźć i że nieporozumienie wynika z faktu istnienia innej Nancy Davis, również aktorki. Niepokoiła się, że lista może mieć negatywny wpływ na jej karierę, poprosiła więc swojego reżysera, aby przedyskutował tę sprawę z prezesem Stowarzyszenia Aktorów Filmowych, Ronaldem Reaganem. Reagan zapewnił reżysera, że rozumie sytuację i że cech będzie bronił Nancy, gdyby ktokolwiek działał na jej szkodę w przekonaniu, że jest komunistką. Davis poprosiła o spotkanie z Reaganem, aby dokładniej omówić problem. Spotkali się, zakochali w sobie i po niedługim czasie byli już małżeństwem. Jedno szczęśliwe spotkanie odmieniło ich życie na zawsze.

Kilku badaczy poruszało też zagadnienie wpływu szczęśliwych i pechowych zdarzeń na wybór zawodu przez ludzi i na przebieg ich kariery. Oni również zauważali, jak niebagatelny jest ów wpływ – wiele osób opowiadało, w jaki sposób przypadkowe spotkania i okazje doprowadzały do istotnego zwrotu w ich karierze lub do znaczącego awansu. Potężny efekt, jaki przypadek wywiera na zawodowe życie ludzi, sprowokował jednego z czołowych amerykańskich doradców zawodowych do następującej wypowiedzi:

Każdy z nas mógłby opowiedzieć wiele historii o tym, jak po­ważne, nieplanowane zdarzenia znacząco wpłynęły na jego karierę, i o tym, w jaki sposób tysiące nieplanowanych drobiazgów wpłynęły na nią choćby minimalnie. Nieplanowane zdarzenia mające na nas wpływ nie są rzadkością; dochodzi do nich codziennie. Przypadek nie jest przypadkowy. Przypadek jest wszechobecny.

Tego typu czynniki z pewnością wpłynęły również na moją karierę. Kiedy miałem osiem lat, poproszono mnie w szkole, żebym napisał pracę o historii szachów. Jako pilny uczeń udałem się do miejscowej biblioteki, aby poszukać jakichś książek na ten temat. Przypadkiem skierowano mnie do niewłaściwej półki, gdzie natknąłem się na książki o sztuczkach magicznych. Zaciekawiony zacząłem czytać o sekretach magików starających się dokazać niemożliwego. To było moje pierwsze zetknięcie ze światem iluzji i wpłynęło ono na całe moje życie. Nie mam pojęcia, co by się stało, gdybym został skierowany do właściwej półki i znalazł książki o szachach. Być może nie zainteresowałbym się magią, nie wykształciłbym się na psychologa i nie przeprowadził badań opisanych w tej książce.

Przypadek miał też niemały wpływ na karierę wielu sławnych ludzi biznesu.

Pod koniec swojej kariery Joseph Pulitzer odnosił ogromne sukcesy jako biznesmen i znany filantrop. Był właścicielem jednej z największych gazet Ameryki, pomagał w zbiórce funduszy na budowę postumentu, na którym stoi dziś Statua Wolności, i ufundował znaną na całym świecie dziennikarską Nagrodę Pulitzera. A jednak to wszystko mogłoby się nie wydarzyć, gdyby nie jeden szczęśliwy przypadek. Pulitzer urodził się na Węgrzech. Jako młody człowiek był chorowity i miał fatalny wzrok. Mając siedemnaście lat, przyjechał do Ameryki jako imigrant bez grosza przy duszy. Bardzo trudno było mu znaleźć pracę, spędzał więc mnóstwo czasu w miejscowej bibliotece, grając w szachy. Pewnego dnia spotkał tam redaktora naczelnego lokalnej gazety. Ten zaoferował mu posadę młodszego reportera. Po czterech latach nadarzyła się okazja wykupienia udziałów w gazecie i Pulitzer skwapliwie z niej skorzystał. Decyzja była mądra – gazeta zaczęła odnosić sukcesy i przynosiła mu znaczny zysk. Pulitzer przez całe życie podejmował trafne decyzje, aż został redaktorem naczelnym, a w końcu właścicielem dwóch najbardziej znanych dzienników swoich czasów. Pod koniec kariery człowiek, który zaczynał jako biedny imigrant, stał się jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Stanach Zjednoczonych. Całe jego życie mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej, gdyby nie przypadkowe spotkanie w sali szachowej w bibliotece.

Również wielu innych ludzi biznesu przypisuje swój sukces przypadkowym spotkaniom i uśmiechowi fortuny. Przykładem może być historia Barnetta Helzberga Juniora. Do 1994 roku Helzberg stworzył sieć znanych w całej Ameryce sklepów jubilerskich, o rocznych przychodach wysokości około trzystu milionów dolarów. Pewnego dnia, przechodząc obok hotelu Plaza w Nowym Jorku, usłyszał, że jakaś kobieta zawołała „Panie Buffett” do mężczyzny, który znajdował się obok niego. Helzbergowi przyszło do głowy, że może to być Warren Buffett – jeden z najbardziej znanych inwestorów w Stanach Zjednoczonych. Helzberg nie znał Buffetta, ale czytał o finansowych kryteriach, które Buffett stosuje, kupując jakąś firmę. Helz­berg, któremu niedawno stuknęła sześćdziesiątka i który myślał o sprzedaży interesu, uznał, że jego firma może zainteresować Buffetta. Wykorzystał okazję, podszedł do nieznajomego i przedstawił się. Okazało się, że mężczyzna to rzeczywiście Warren Buffett, a przypadkowe spotkanie przyniosło niespodziewane owoce, gdyż jakiś rok później Buffett zdecydował się kupić sieć sklepów Helz­berga. A wszystko dlatego, że Helzberg szedł nowojorską ulicą akurat w chwili, kiedy kobieta wołała Buffetta po nazwisku.

A w jaki sposób sam Buffett stał się jednym z najbogatszych Amerykanów? W wywiadzie dla magazynu „Fortune” wyjaśnił, jak ważną rolę odegrał szczęśliwy traf w początkach jego kariery. Kiedy miał dwadzieścia lat wyrzucono go z Harvard Business School. Natychmiast poszedł do biblioteki, aby poszukać możliwości dostania się do innej szkoły biznesu. Właśnie wtedy dowiedział się, że dwóch profesorów, których pracę podziwiał, wykłada w Columbia University. W ostatniej chwili złożył tam papiery i został przyjęty. Jeden z profesorów stał się z czasem jego mentorem i pomógł mu rozpocząć błyskotliwą karierę biznesową. Buffett stwierdził później: „Chyba najszczęśliwszym zrządzeniem losu w moim życiu było to, że wyrzucono mnie z Harvardu”.

Znacząca rola szczęścia w karierach ludzi nie ogranicza się tylko do świata biznesu. W 1979 roku hollywoodzki producent George Miller poszukiwał zahartowanego w bitwach, poznaczonego szramami twardziela do głównej roli w filmie Mad Max. W nocy przed przesłuchaniem Mel Gibson, wówczas jeszcze nieznany australijski aktor, został napadnięty na ulicy przez trzech pijanych mężczyzn. Na przesłuchaniu zjawił się poobijany i zmęczony, i Miller natychmiast dał mu rolę. Brytyjska supermodelka Kate Moss miała równie wiele szczęścia. Na początku lat dziewięćdziesiątych jechała z ojcem na wakacje. Kiedy stali w kolejce do odprawy na lotnisku JFK, przechodzący obok łowca talentów zauważył jej niezwykłą urodę. Moss została jedną z najlepiej zarabiających i najbardziej rozchwytywanych modelek – a wszystko z powodu przypadkowego, szczęśliwego spotkania.

Przypadek często ma wpływ na sukces aktorów i modelek – ale nie tylko. To samo dotyczy naukowców i polityków.

Chyba najbardziej znanym przykładem takiego naukowego szczęśliwego trafu jest odkrycie penicyliny przez sir Alexandra Fleminga. W latach dwudziestych ubiegłego wieku Fleming pracował nad uzyskaniem skutecznych antybiotyków. Jego badania obejmowały między innymi obserwacje pod mikroskopem bakterii sztucznie wyhodowanych w płaskich, szklanych naczyniach, tak zwanych szalkach Petriego. Gdy Fleming niechcący pozostawił jedno z naczyń nieprzykryte, dostała się do niego odrobina pleśni. Przypadek zrządził, że pleśń ta zawierała substancję niszczącą akurat ten typ bakterii, który był w szalce. Fleming zauważył efekt działania pleśni i zajął się identyfikacją substancji odpowiedzialnej za ten proces. W końcu odkrył antybiotyk i nazwał go penicyliną. Przypadkowe odkrycie Fleminga uratowało życie wielu ludziom i zostało okrzyknięte jednym z kamieni milowych w historii medycyny.

Przypadki i wypadki często zmieniały bieg nauki i odegrały ogromną rolę w wielu odkryciach i wynalazkach, takich jak na przykład pigułka antykoncepcyjna, promienie X, fotografia, bezodpryskowe szyby, syntetyczne słodziki, zapięcia na rzepy, insulina czy aspiryna.

Istotną rolę, jaką szczęśliwy przypadek może odgrywać w polityce, ilustruje kariera amerykańskiego prezydenta Harry’ego Trumana. Jako młody człowiek Truman doświadczył wielu przeciwności losu. Po ukończeniu szkoły średniej zamierzał pójść na studia, ale jego ojciec stracił niemal cały majątek w wyniku nieudanego przedsięwzięcia i Truman spędził najlepsze lata młodości, orząc na farmie swego dziadka. Tuż po za­kończeniu I wojny światowej założył sklep odzieżowy w Kansas City, ale znów miał pecha – zbankrutował z powodu recesji. Dopiero kiedy dobiegał czterdziestki, los uśmiechnął się do niego po raz pierwszy – przyjaciel namówił go, aby wystartował w konkursie na sędziego stanowego, i niespodziewanie zdobył to stanowisko. Gdy miał czterdzieści dwa lata, wystartował w wyborach na stanowisko przewodniczącego sądu i znów wygrał. Kilka lat później został nominowany do Senatu Stanów Zjednoczonych – zwyciężył po raz kolejny. W roku 1944 demokraci zrezygnowali z kandydatury ówczesnego wiceprezydenta Henry’ego Wallace’a i wystawili Trumana jako swojego kandydata na prezydenta. Wybory wygrał Franklin D. Roose­velt, ale zmarł niespodziewanie zaledwie osiemdziesiąt dwa dni po objęciu urzędu i Truman został prezydentem. Szczęście dopisywało mu w dalszym ciągu podczas pełnienia urzędu – dokonał jednego z największych przewrotów w politycznej historii Stanów Zjednoczonych, wygrywając w 1948 roku w wyborach prezydenckich z Thomasem E. Deweyem, a kilka lat później wyszedł cało z próby zamachu na swoje życie przeprowadzonej przez portorykańskich nacjonalistów. W swoich wspomnieniach napisał:

Popularność i rozgłos to nie wszystkie czynniki konieczne do wygrania wyborów. Jednym z najważniejszych jest szczęście. Jeśli o mnie chodzi, szczęście zawsze było po mojej stronie.

Szczęście, ten popularny fart, odgrywa niezwykle znaczącą rolę w bardzo wielu dziedzinach. Potrafi odmienić bieg zarówno naszego życia osobistego, jak i zawodowego. Dla wielu osób jest to przerażająca myśl. Większość ludzi wolałaby myśleć, że sami kierują swoją przyszłością. Starają się z całych sił osiągnąć konkretne wyniki i uniknąć pewnych zdarzeń, ale to poczucie kontroli w dużym stopniu jest iluzją. Ślepy traf stroi sobie z nas żarty mimo naszych najlepszych intencji. Jest w stanie zmienić wszystko w ciągu kilku sekund – na lepsze lub na gorsze. W każdej chwili, w każdym miejscu i bez ostrzeżenia.

Od ponad stu lat naukowcy badają wpływ inteligencji, osobowości, genów, wyglądu i wychowania na nasze życie. Nie ma wątpliwości, że te prace pozwoliły uzyskać głęboki wgląd w uwarunkowania ludzkich losów. Jednak mimo ogromu wysiłku bardzo niewiele uwagi poświęcono kwestii szczęścia i pecha. Podejrzewam, że psychologowie unikają tego tematu, ponieważ wolą – co jest zupełnie zrozumiałe – badać czynniki, które łatwiej dają się mierzyć i kontrolować. Zmierzenie inteligencji i opisanie kategorii ludzkiej osobowości jest stosunkowo proste, ale jak zmierzyć szczęście i kontrolować przypadek?

ĆWICZENIE 2

Rola szczęścia w życiu

Na nowej stronie dziennika szczęścia zapisz liczbę między 1 a 7, żeby wskazać, do jakiego stopnia, twoim zdaniem, szczęście miało wpływ na twoje życie. Zastosuj następującą skalę: (1 – wcale, 7 – w dużym stopniu)

1     2     3     4     5     6     7

Teraz pod spodem, w kilku zdaniach, opisz:

W jaki sposób poznałeś swojego partnera.

W jaki sposób poznałeś najbliższego przyjaciela.

Główne czynniki, które wpłynęły na wybór twojego zawodu.

Najbardziej znaczące wydarzenie, które miało pozytywny wpływ na twoje życie.

Następnie zastanów się, jaki udział w tych wydarzeniach miało szczęście. Pomyśl, w jaki sposób drobne zmiany – na przykład rezygnacja z pójścia na jakieś przyjęcie czy spotkanie, wybór skrętu w lewo zamiast w prawo czy otwarcie gazety na tej, a nie innej stronie – mogły wpłynąć na te wydarzenia, a być może nawet odmienić całkowicie bieg twojego życia.

I w końcu, biorąc to wszystko pod uwagę, wróć do pytania na samym początku ćwiczenia. Odpowiedz na nie jeszcze raz. Zapisz ponownie liczbę między 1 a 7, aby określić, w jakim stopniu szczęście wpłynęło na twoje życie. Czy teraz liczba będzie taka sama?

Większość ludzi, wykonując to ćwiczenie, zaczyna zdawać sobie sprawę z roli, jaką szczęśliwy traf odegrał w ich życiu, i odpowiadając na pytanie po raz drugi, wskazuje wyższą liczbę.

Sytuacja ta przypomina starą historyjkę o człowieku, który wie, że zgubił skarb w jednym końcu ulicy, ale szuka go w drugim, bo tam jest jaśniej. Psychologowie postanowili nie badać kwestii szczęścia, bo o wiele łatwiej jest badać inne zagadnienia. Mnie jednak zawsze interesowały nietypowe obszary psychologii – obszary, których inni badacze wolą unikać. W rezultacie często znajdowałem skarby w miejscach, które inni ignorowali.

We wstępie do książki opisałem, jak zainteresowałem się zagadnieniem szczęścia po usłyszeniu, jak ważną i zróżnicowaną rolę odegrało ono w życiu słuchaczy jednej z moich pogadanek. Wkrótce potem postanowiłem przeprowadzić wstępne badania dotyczące tego zagadnienia. Zacząłem od sondy, która miała wskazać, jaki procent ludzi uważa się za szczęściarzy i pechowców i czy fart lub pech koncentruje się tylko w jednej sferze ich życia, czy też ma wpływ na wiele różnych sfer. Wraz z grupą studentów przez tydzień jeździłem o różnych porach do centrum Londynu. Zapytaliśmy dużą liczbę przypadkowo wybranych przechodniów o rolę szczęścia w ich życiu. Sonda była podzielona na dwie części. Najpierw pytaliśmy ludzi, czy uważają się za szczęściarzy, czy za pechowców – to znaczy, czy pozornie przypadkowe wydarzenia działają zwykle na ich korzyść, czy też wręcz przeciwnie. Potem chcieliśmy wiedzieć, czy mają szczęście lub pecha w ośmiu różnych obszarach życia, włączając w to życie zawodowe, związki osobiste, życie rodzinne, zdrowie i finanse.

Przepytaliśmy bardzo zróżnicowaną grupę – mężczyzn i kobiety, osoby starsze i młodsze. W rezultacie okazało się, że 50 procent ludzi twierdzi, iż stale dopisuje im szczęście, a 14 procent uważa, że stale prześladuje ich pech. Innymi słowy, 64 procent (czyli prawie dwie trzecie) badanych uznało się za permanentnych szczęściarzy lub pechowców.

Interesujące było, iż wśród badanych istniała silna tendencja do przypisywania sobie szczęścia lub pecha w kilku różnych sferach życia. Ludzie, którym fortuna sprzyjała w kwestiach finansowych, twierdzili, że sprzyja im ona również w życiu osobistym, a ci, którym nie wiodło się w pracy, byli pechowcami również w miłości.

To proste badanie pozwoliło nam stwierdzić, że w wypadku większości ludzi doświadczane przez nich szczęście lub pech wykazują zdumiewającą konsekwencję. Wyglądało na to, że niektórym los stale sprzyja, podczas gdy inni jak magnes przyciągają nieszczęście. Co ciekawe, większość przepytanych osób była przekonana, że ich szczęście lub pech zależą wyłącznie od przypadku. Życie szczęściarzy było wręcz naszpikowane przypadkowymi okazjami – na przykład spotkanie ukochanej osoby czy kolegi po fachu – z których zawsze wynikało coś dobrego. Pechowcy również uważali, że wypadki i nieszczęścia stają na ich drodze przypadkiem. Ja jednak nie byłem o tym do końca przekonany. Długoletnie studia nad psychologią iluzji nauczyły mnie, iż rzeczy często nie są tym, czym się wydają, a rzeczywistość bywa dziwniejsza i ciekawsza od iluzji.

Szczęście po prostu nie mogło być wynikiem przypadkowych zdarzeń. Zbyt wielu ludzi permanentnie doświadczało uśmiechów losu czy pecha, aby to wszystko miało zależeć wyłącznie od przypadku. Musiało być coś, co powodowało, że jednym stale wiodło się w życiu doskonale, a innym fatalnie. Bardzo chciałem zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego jednym pisany jest sukces, a innym porażka? Czy wszyscy są częścią jakiegoś nieogarnionego, kosmicznego planu? Czy dzięki jakimś parapsychicznym zdolnościom tworzą własne szczęście i pecha? A może wyjaśnieniem są różnice w ich przekonaniach i zachowaniu? A przede wszystkim – jeśli zrozumiemy, co się tak naprawdę dzieje, to czy będziemy w stanie zwiększyć liczbę ludzi szczęśliwych?

Przeprowadzona sonda postawiła przede mną wiele interesujących pytań. Postanowiłem poszukać na nie odpowiedzi.

ROZDZIAŁ 2Szczęście i pech

Wyniki sondy ukazały, że większość ludzi uważa się za permanentnych szczęściarzy lub pechowców i że ich szczęście czy pech dotyczy wielu różnych dziedzin życia. To odkrycie spowodowało, że zapragnąłem dowiedzieć się czegoś więcej o naturze szczęścia.

Uznałem, że najlepszym sposobem będzie przeprowadzenie badań naukowych na grupach wyjątkowo szczęśliwych i pechowych ludzi. To podejście często stosowane przez psychologów. Aby dowiedzieć się, w jaki sposób działa nasza pamięć, naukowcy badają osoby o wyjątkowych zdolnościach zapamiętywania i te, które mają z tym kłopoty. Ważnych odkryć w dziedzinie koordynacji wzrokowo-ruchowej dokonano, badając wybitnych sportowców i żonglerów. Niektóre tajemnice ludzkiego sposobu postrzegania rozwiązano dzięki pracy z uzdolnionymi artystami i osobami niewidzącymi. Domyślałem się jednak, że znalezienie wyjątkowych szczęściarzy i pechowców, którzy zechcieliby wziąć udział w badaniach, wcale nie będzie łatwe. Nie bardzo wiedziałem nawet, od czego zacząć poszukiwania.

Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że kilku dziennikarzy prasowych usłyszało o sondzie, którą przeprowadziłem w Londynie, i zwróciło się do mnie z pytaniem o możliwość napisania o mojej pracy artykułów dla różnych gazet i magazynów. Poprosiłem ich, aby wspomnieli, że zamierzam prowadzić dalsze badania na ten temat i że chciałbym nawiązać kontakt z osobami skłonnymi wziąć w nich udział. Każdy opublikowany artykuł przynosił kilka kolejnych telefonów do laboratorium, powoli zacząłem więc kompletować grupę szczęśliwych i pechowych ochotników. W ciągu ostatnich ośmiu lat grupa ta powiększyła się o kolejnych szczęściarzy i pechowców, którzy dowiedzieli się o moich badaniach z telewizji, radia czy internetu. W sumie zebrałem wyjątkową grupę kilkuset kobiet i mężczyzn. Najmłodszym uczestnikiem był osiemnastoletni student, a najstarszym osiemdziesięcioczteroletni emerytowany księgowy. W grupie znajdowali się reprezentanci najróżniejszych zawodów – biznesmeni, naukowcy, robotnicy, nauczyciele, gospodynie domowe, lekarze, informatycy, sekretarki, handlowcy i pielęgniarki. Wszyscy oni pozwolili mi obejrzeć pod mikroskopem swoje życie i umysły. Z wieloma z nich przeprowadziłem długie wywiady; innych poprosiłem, aby prowadzili dzienniki. Niektórych zapraszałem do laboratorium, żeby wzięli udział w eksperymentach, części dałem do wypełnienia skomplikowane kwestionariusze psychologiczne. W wyniku badań uzyskałem ogromną ilość informacji. Z pomocą tych wyjątkowych ludzi powoli odkryłem tajemnicę powodzenia w życiu.

Szczęściarze i pechowcy

Przede wszystkim chciałem się dowiedzieć, jak to jest mieć szczęście albo pecha. Postanowiłem zapytać uczestników o kluczowe wydarzenia w ich życiu – ich historie stanowią niezwykły dowód potęgi szczęśliwego i nieszczęśliwego trafu.

Jodie jest trzydziestosześcioletnią poetką z Teksasu. Uważa się za prawdziwą szczęściarę – przypadkowe uśmiechy losu pomog­ły jej osiągnąć wiele wymarzonych celów. Kilka lat temu Jodie postanowiła pójść za głosem serca i odmienić swoje życie. Od wczesnej młodości chciała być pisarką i poetką. W internecie natknęła się na stronę organizacji prowadzącej letnie spotkania promujące i wspierające kobiety pisarki. Jodie od razu spodobała się atmosfera panująca na tych spotkaniach i pomyślała, że chętnie poprowadziłaby na nich wykłady. Kilka dni później spotkała przypadkiem założycielkę organizacji, zaczęła z nią rozmawiać i wspomniała, że mieszka w Teksasie. Kobieta powiedziała, że zamierza zorganizować tam jednodniową konferencję, i zapytała Jodie, czy zechciałaby poprowadzić warsztaty. Jodie bardzo dobrze się spisała i została poproszona o poprowadzenie wykładów na kolejnej konferencji.

Jodie znalazła również inną stronę internetową, zawierającą najświeższe informacje o wydarzeniach poetyckich w różnych miastach Stanów Zjednoczonych. Zauważyła, że na tej stronie nie ma żadnych doniesień z Teksasu, zaczęła więc przysyłać swoje materiały. W rezultacie nawiązała stały kontakt z Billem, założycielem strony. Pewnego dnia na odczycie poetyckim w Nowym Jorku przypadkiem poznała Billa. W trakcie rozmowy Bill zapytał ją, czy nie mogłaby przyjechać do Nowego Jorku i pomóc w organizacji kilku zaplanowanych przeglądów poetyckich. Jodie była podekscytowana nadarzającą się okazją. Jedynym problemem był brak mieszkania w Nowym Jorku. Wspomniała o tym Billowi, a on wysłał wiadomość do wszystkich swoich internetowych znajomych. Po kilku dniach Jodie dostała wiadomość od kobiety, która zaproponowała jej pokój do wynajęcia w dobrej dzielnicy i po bardzo niskiej cenie. Jodie przeprowadziła się do Nowego Jorku i teraz zarabia na siebie jako poetka i pisarka.

Jodie tak mówi o wpływie szczęśliwych zbiegów okoliczności na jej życie:

Mam wyjątkowe szczęście, które pomogło mi osiągnąć wiele najbardziej wymarzonych, najważniejszych celów. Czuję, że mam całkowitą kontrolę nad życiem. Wszystko, czego pragnęłam, stało się faktem. A kiedy postanowiłam obrać nowy kierunek, wszystko potoczyło się bardzo szybko. To niesamowite.

Życie trzydziestoczteroletniej Susan jest zupełnie inne. Jej pech zaczął się już w dzieciństwie. Jako dziecko rozbiła sobie głowę o kamień, zrywając stokrotki. Była uwalniana przez strażaków, kiedy noga utkwiła jej między prętami kraty, została też uderzona w głowę tablicą, która spadła ze ściany budynku. Ale pech Susan nie ograniczał się do jej młodych lat. Jako ­osoba dorosła ma pecha w miłości. Kiedyś umówiła się na randkę w ciemno, ale jej partner miał wypadek motocyklowy w drodze na spotkanie i złamał obie nogi. Następny partner wpadł na szklane drzwi i złamał nos. Kościół, w którym miała wziąć ślub, spłonął podpalony przez piromana dwa dni przed uroczystością.

Susan miała też zdumiewająco wiele wypadków, i to wcale nie drobnych. Kiedyś upadła i złamała rękę. Wkrótce potem, w wyniku drugiego upadku, złamała nogę. Zdając egzamin na prawo jazdy, wjechała w mur ogrodu i musiała zapłacić za uszkodzenie auta, gdyż nie było ono ubezpieczone. Ale to nie koniec problemów z prowadzeniem samochodu. Pewnego wyjątkowo pechowego dnia brała podobno udział w ośmiu wypadkach w trakcie jednej podróży, liczącej niecałe osiemdziesiąt kilometrów. Podczas jednego z wywiadów przyznała mi ze łzami w oczach: „Mało kto chce wsiadać ze mną do samochodu, a kiedy idę do kogoś w odwiedziny, proszą mnie, żebym usiadła i nie ruszała się z miejsca”.

Rozmowy z takimi pechowcami jak Susan często napełniały mnie smutkiem. Ludzie ci najwyraźniej starali się z całych sił, aby ich życie było udane i produktywne, ale wszystko jakby sprzysięgło się przeciwko nim. Sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, kiedy rozmawiałem ze szczęściarzami. Los uśmiechał się do nich cały czas.