Kocha, nie kocha 2 - Ja i Marco - Line Kyed Knudsen - ebook + audiobook

Kocha, nie kocha 2 - Ja i Marco ebook

Line Kyed Knudsen

5,0
5,99 zł

lub
Opis

Ida nigdy nie była tak naprawdę zakochana, ale spotyka Marca, który przypomina księcia z jej snów – i zakochuje się w nim po uszy. Jest jednak pewien problem: Ida ma chłopaka, Alexandra, z którym chodzi do jednej klasy. Zaczyna okłamywać zarówno jego, jak i Marca. To nie może się dobrze skończyć...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 85




Line Kyed Knudsen

Kocha, nie kocha 2 - Ja i Marco

Saga

Kocha, nie kocha 2 - Ja i MarcoPrzełożył Tomasz Archutowski Tytuł originałuElsker, elsker ikke 2 - Mig og MarcoCopyright © 2013, 2019 Line Kyed Knudsen i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711867839

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Rozdział 1

Nigdy wcześniej nie miałam chłopaka. Nie byłam też zakochana, ale Sofie uważa, że to najwyższy czas. Oczywiście próbowałam się całować i według Sofie wielu chłopakom bardzo się podobam, ale co do tego mam pewne wątpliwości. Na pewno mówi tak z grzeczności. Taka już jest Sofie. To świetna kumpela. Znamy się od pierwszej klasy. Teraz chodzimy do siódmej.

– Muszę ci coś opowiedzieć, Ida – zakomunikowała pewnego wieczoru, kiedy stałyśmy w moim pokoju przed dużym lustrem.

Przygotowujemy się właśnie do wyjścia na imprezę. Jest ciepło i otworzyłam oba okna. Z ogrodu dobiegają odgłosy rozmowy mamy z moją młodszą siostrą. Sofie patrzy na mnie długo i poważnie. Tylko ona tak potrafi.

– Rozmawiałam wczoraj z Alexandrem – ciągnie i bierze głęboki oddech. – Pytał, czy będziesz dzisiaj wieczorem na imprezie.

Szybkim ruchem zamyka moją kosmetyczkę. Potakuję. Oczywiści, że będę. To ostatnia impreza przed wakacjami. Ella organizuje ją u siebie w domu. Razem z Sofie spędziłam ostatnią godzinę na wybieraniu odpowiednich ciuchów i zrobieniu makijażu.

– Wydaje mi się, że mu się podobasz – mówi Sofie.

– Czemu tak uważasz? – pytam.

– Tak mi się po prostu wydaje – mówi Sofie, przeglądając się w lustrze.

Pożyczyła ode mnie sukienkę, która świetnie leży na jej szczupłej sylwetce.

– No to chyba w tej sytuacji koniecznie powinnam się w nim zakochać – mówię z sarkazmem, również oglądając się w lustrze.

Próbowałam już się zakochać. Muszę przyznać, że w klasie jest nawet paru całkiem fajnych i przystojnych chłopaków, ale kiedy patrzę na nich w TEN sposób, nie odczuwam niczego. Całowałam się i z Sebastianem, i z Danielem – i nic. Żadnego przyśpieszonego bicia serca czy motyli w brzuchu. Próbowałam też trzymać się z nimi za rękę, ale to było po prostu obleśne, a moje dłonie były ciepłe i lepkie od potu.

– Jesteś blondynką i jesteś wysoka – mówi Sofie, nakładając starannie tusz do rzęs. – Dlatego świetnie do siebie pasujecie z Alexandrem. On też jest blondynem. – Sofie wzdycha głęboko. – Najprzystojniejszy chłopak w klasie.

Nie zgadzam się. Właściwie to uważam, że Alexander jest trochę nudny. We wtorki i czwartki gra w piłkę nożną. Mimo tego czuję delikatne ściskanie w żołądku. Może on chciałby być ze mną? To jednak całkiem miła świadomość. Co najmniej dwie dziewczyny z równoległej klasy za nim szaleją.

Sofie wysyła mi surowe, belferskie spojrzenie.

– Ale będziesz wobec niego szczera, prawda?

– No jasne! – obiecuję, rozkładając ramiona.

– Pamiętaj: nie zmyślaj – mówi Sofie, dotykając delikatnie brwi. – To nie sprawia, że jesteś bardziej lubiana.

Wkurza mnie trochę ta rada. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio konfabulowałam. Fakt, w młodszych klasach miałam zły nawyk opowiadania historii, które nie do końca były prawdziwe.

– Kłamiesz, Ida! – krzyknęła pewnego razu Ella, kiedy powiedziałam, że mój tata dostał pracę jako szef kuchni u szejka z Dubaju i że mieszka w pałacu z czystego złota. Wtedy chodziłam dopiero do szóstej klasy.

– To dlatego już nie mieszka na ulicy Drosselvej razem ze mną i mamą. Zawód kucharza jest BARDZO wymagający – wytłumaczyłam zarówno Sofie, Elli i pozostałym dziewczynom z klasy, robiąc przy tym ważną minę. – Ale przysyła nam MNÓSTWO pieniędzy i prezentów!

Wiem, że ostro przesadziłam, ale wtedy nie wydawało mi się, że kłamię. Nie do końca. Mój tata pracował kiedyś jako kucharz za granicą. Na promie kursującym między Wielką Brytanią a Danią. Dodatkowo o mało co nie dostał pracy w Dubaju, ponieważ naprawdę świetnie gotował.

– Czy twoi rodzice nie są przypadkiem rozwiedzeni? – zapytała Ella w zeszłym roku, latem.

Pokręciłam głową.

– Mówiłam przecież, że tata jest w Dubaju!

Tydzień później mama przedstawiła mnie ojczymowi i młodszej siostrze w brzuchu. Od tej pory nie rozmawiam o moim tacie.

Sofie i ja kończymy robić makijaż i układamy włosy. Myślę o Alexandrze. To taki typ, który w zawsze zgłasza się do odpowiedzi i wie dosłownie wszystko. Alexander dobrze sobie radzi w szkole. Jeszcze rok temu byłam wyższa od niego o głowę, ale teraz to on mnie przerasta.

Mój ojczym Rasmus podwozi nas na imprezę. Wieczorne słońce świeci przez przednią szybę, a Rasmus założył swoje okulary słoneczne i teraz w swoim zielonym dresie wygląda jak żołnierz z elitarnej jednostki wojskowej.

– Spójrzcie, dziewczyny, co za widok! – mówi, kiedy dojeżdżamy do wzgórza przy ulicy Mågevej.

Widać jasnozielony las bukowy, a za nim niebieskie morze, lśniące w promieniach zachodzącego słońca. Przypomina mi się Pers oraz Grecja, gdzie w zeszłym roku byłam z mamą na wakacjach. To było przed Rasmusem i moją młodszą siostrą. Pers to nie kot, tylko taki wymyślony chłopak, którego spotkałam w hotelu w Grecji. Nie wiem, dlaczego nazywam go Persem. To całkowicie zwyczajny książę w sandałach, z szablą i turbanem, który zdejmuje, kiedy mnie odwiedza. Wtedy rozpuszcza swoje długie czarne włosy i potrząsa nimi w zwolnionym tempie. Pers ma oczywiście więcej niż 170 cm wzrostu, więc pasujemy do siebie. Ma też tyle samo lat co ja. Być może jest trochę starszy, ale ma nie więcej niż 17 lat. W zasadzie to nie ma znaczenia, w jakim jest wieku, bo przecież on nie istnieje w rzeczywistości. A w moich wyobrażeniach ja też przecież mam 16 lat, a nie 13, dlatego mogę sobie pozwolić na więcej, jeżeli chodzi o „te rzeczy”.

Mama wykupiła wycieczkę do Grecji w sieci. Było to jednego wieczora, kiedy akurat zapłakiwałam się, rozmyślając o moim beznadziejnym ojcu. To było w szóstej klasie, a on nie przysłał żadnych prezentów na święta. Wtedy mama włączyła laptopa i zaczęła pokazywać mi całe mnóstwo pięknych plaż i hoteli w Grecji. Następnie kupiła wycieczkę przez internet.

 – Jedziemy na wycieczkę all inclusive – powiedziała.

All inclusive oznaczało, że na miejscu wszystko dostawało się za darmo. Mogłam na przykład jeść wszystkie rodzaje lodów, jakie tylko zapragnęłam, całkowicie gratis. Wtedy też zaczęłam marzyć o Persie. Przecież on był Grekiem, a ja nagle zostałam grecką księżniczką, która mieszkała w hotelu– zamku na skalistej wyspie otoczonej przez klify, wokół której rozciągało się lazurowe morze pełne uroczych delfinów.

 Wciąż nie wybaczyłam mamie tego, że nagle – ta-daa! – zaszła w ciążę z Rasmusem. W tym roku nie jedziemy do Grecji. A ja znów zaczęłam marzyć o hotelu z basenem i widokiem na morze, w którym znowu będę mogła się bawić, że spotykam Persa. Każdego dnia będę wpatrywała się w morze, czekając na mojego greckiego księcia. Szczerze mówiąc, nie jestem całkiem pewna, czy grecki książę może się nazywać Pers, ale to przecież nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, by był przystojny. Taki ciemnowłosy chłopak z błękitnymi oczami, który jednym machnięciem szabli będzie w stanie zabijać smoki.

 – Bądźcie grzeczne, dziewczyny – mówi Rasmus, śmiejąc się, i szarmancko wyskakuje z samochodu, aby otworzyć nam drzwi. Ale obciach, myślę. Ale jeszcze bardziej żenujące jest to, że jeździmy jaskrawo żółtym samochodem, na którego boku widnieje napis FF – Fantastyczny Fitness. Mój ojczym jest mianowicie właścicielem wielkiego jak stodoła klubu fitness w naszym mieście.

– Dziękujemy za podwiezienie – mówi grzecznie Sofie i sprawia wrażenie, jakby za chwilę miała się przewrócić w swoich sandałach na obcasie, które ode mnie pożyczyła.

Biorę Sofie pod rękę i podnoszę głowę. Stoimy przed najwyższym budynkiem w mieście. Osiem pięter. Z mieszkania Elli rozciąga się widok na uliczki z kwadratowymi, żółtymi kamieniczkami z cegły. Wzdycham. Nie jestem raczej w nastroju na imprezę, mimo że najprzystojniejszy w klasie chłopak jest we prawdopodobnie mnie zakochany.

– Przyjadę po was o dwunastej – krzyczy Rasmus, zatrzaskując żółte drzwi samochodu.

Macham do niego, ale robię to tak, jakbym chciała odgonić niesforną muchę.

Imprezę organizuje Ella. Mieszka na ósmym piętrze, w dużym apartamencie. Pozostałe siódme klasy też zostały zaproszone. Po wakacjach zostaną utworzone całkiem nowe klasy w szkole Lyngmoseskolen, do której chodzimy. Tak zdecydowali nauczyciele, ponieważ niektóre klasy w ogóle nie funkcjonują. Nie rozmawiam o tym z Sofie, ale wszyscy wiedzą, że jej brat Jonas jest jednym z najgorszych łobuzów. Po szkole zazwyczaj przesiaduje w centrum razem ze swoją bandą, do której należy kilku chłopaków ze szkoły Højmarkskolen leżącej w innej części miasta.

Nie mogę się już doczekać, kiedy zacznę chodzić do nowej klasy. Sofie jest oczywiście moją najlepszą przyjaciółką, ale szczerze mówiąc, mam nadzieję, że nie będziemy chodzić do tej samej klasy. Chciałabym spróbować czegoś nowego. Przecież przez cały czas jesteśmy ze sobą, a ja czasami potrzebuję po prostu potrzebuję trochę przestrzeni tylko dla siebie.

– Alexander i Sebastian piją piwo – szepcze mi do ucha Sofie, kiedy siedzimy na kanapach, jemy chipsy i pijemy napoje gazowane.

Muzyka jest głośna, a salon wypełniony po brzegi ludźmi. Sofie wskazuje na zasłonę. Chichoczę. Nie ma wątpliwości – ktoś szamocze się za grubymi, długimi zasłonami przy wyjściu na balkon. Nie uda im się ukryć. Wstaję i idę w ich kierunku. Odsuwam zasłonę i podchodzę do nich.

– Cześć, chłopaki! – mówię głośno walcząc z materiałem, który przykleja się do moich nagich ramion.

Alexander trzyma puszkę piwa.

– Pijemy – mówi ściszonym głosem i bierze łyka.

– Fuj! – mówię i naprawdę tak uważam. Piwo jest wstrętne. Czuję jego zapach. Zza zasłony wydobywa się słodkawy, duszący smród.

– Będziemy nieźle się wstawieni – szepcze Sebastian i chichocze.

– Jasne. Już widzę, jak upijacie się jednym piwem – mówię, wykonując gest odmowy, kiedy Alexander wyciąga w moim kierunku swoją puszkę, żebym się napiła.

– Może wyjdziemy na balkon? – pyta.

– Okej – mówię.

Sebastian opróżnia puszkę i znika, podśpiewując pod nosem. Jestem ciekawa, czy Sofie ma rację. Czy Alexander naprawdę chce zaproponować mi dzisiaj wieczorem, żebyśmy zostali parą. Balkon wydaje się być idealnym miejscem na taką rozmowę. Za drzewami kryje się żółte, zachodzące słońce, a niebo na horyzoncie ma ognistoczerwony kolor. Jesteśmy sami. Alexander mnie obejmuje.

– Uważam, że jesteś superdziewczyną, Ido – mówi, pochrząkując. – Może będziemy ze sobą chodzić?

Rozdział 2

Patrzę długo na Alexandra. Stoimy na balkonie Elli. On chce być moim chłopakiem. Właśnie o to zapytał. Zachodzi słońce. To takie romantyczne. Staram się poczuć motyle w brzuchu. Ale nic nie czuję. W brzuchu są tylko chipsy. Zalegają tam ciężko.

 – Zgadzasz, prawda? – pyta Alexander, przyciągając mnie do siebie.

Potakuję, bo muszę przecież jakoś zareagować. Ale nagle czuję jego rękę. Powoli przesuwa ją z moich barków w dół, w kierunku mojej piersi. Patrzę, jak jego ręka lekko ściska ją przez moją sukienkę. Może się pomylił? Może jemu się wydaje, że to butelka ketchupu? W każdym razie Alexander ściska moją pierś w taki sposób, w jaki próbuje się wycisnąć coś z butelki, która jest pełna tylko do połowy. Za chwilę robi to samo z moją drugą piersią.

Mam tego dość! Co on sobie myśli? Zgodziłam się, a on od razu zaczyna mnie obmacywać. Poza tym strasznie śmierdzi piwem. Odskakuję od niego i nabieram powietrza w zachodzącym słońcu. Staję na palcach. W ten sposób jestem trochę wyższa od niego.

– Dość tego, Alexander – mówię przez zaciśnięte zęby.

W zasadzie to mam na myśli wyłącznie to, aby przestał dotykać moich piersi, ale on rumieni się i bez słowa znika w mieszkaniu.

Kiedy po chwili sama wracam do środka, podchodzi do mnie Sofie.

– Co się dzieje? – pyta, wyraźnie zdziwiona. – Co ty mu powiedziałaś?

– Nic. Zaczął mnie dotykać tam, gdzie nie powinien – mówię zła, ponieważ wciąż jestem w szoku, że tak obleśnie mnie obmacywał. Może był pijany? Pił przecież piwo z Sebastianem. Wzdycham i rozglądam się po pokoju za Alexandrem. Zastanawiam się, czy nie byłam dla niego za ostra, ale przecież żaden chłopak nie będzie mnie ściskał moich piersi. Nie po to je mam.

Właściwie to sama nie wiem, dlaczego je mam, to znaczy piersi, bo przecież raczej nigdy do niczego ich nie użyję. To kompletnie bez sensu, że Bóg stworzył te balony. Nie będę miała dzieci. Never ever! To domena mojej mamy. Codziennie używa swoich obwisłych cycków do karmienia mojej młodszej siostry. Nie da się na to patrzeć. Nie mogę uwierzyć, że kiedyś sama wisiałam przyssana do różowego sutka.

Sofie znika z pokoju, a ja wypijam colę i tańczę trochę z Ellą. Potem rzucam się na kanapę obok Sebastiana. Gdyby Pers był na imprezie, byłoby o wiele fajniej. Tańczyłby arabskie tańce, całowałby mnie w rękę, a potem odleciałby przez balkon na swoim latającym dywanie. Oczywiście nie piłby piwa. Pers piłby wyłącznie herbatę.

Do pokoju wchodzi Sofie. Idzie bezpośrednio w moim kierunku.

– Co ty, śpisz? – przekrzykuje muzykę. – Czy ty też piłaś piwo?

Kręcę przecząco głową.

– Oczywiście, że nie, głupolu – krzyczę, wkładając garść chipsów do ust. Jestem spocona. W pokoju jest gorąco. Prawie tak jak w Grecji. Mlaszczę, przełykam i popijam colą.

– Alexander zamknął się w toalecie – mówi Sofie i potrząsa mną. – To TWOJA wina!

Sofie sprawia wrażenie jakby była na mnie wściekła. Nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Jej płaska klatka piersiowa szybko podnosi się i opada pod obcisłą, błękitną sukienką. Biegnę w kierunku toalety i pukam w drzwi.

– Alexander! Otwórz! – krzyczę zdenerwowana. – To ja, Ida!

W tym samym momencie Alexander otwiera drzwi. Wchodzę do środka, zamykam je i patrzę na niego. Alexander oddycha głęboko, opierając jednocześnie głowę o lustro. Mruga oczami, jakby płakał.

– Słuchaj, nie chodzi o to, że nie chcę, żebyśmy ze sobą chodzili – zaczynam, bo robi mi się go żal.

Chcę też, żeby Sofie była zadowolona. Ona tak bardzo chce, żebyśmy ze sobą chodzili. Jej życzenie się spełnia pięć minut później, ale ja nadal nie jestem zakochana. Nie czuję nic również wtedy, kiedy Alexander zaklina na niebo i ziemię, że już nigdy nie dotknie moich piersi. Przez dalszą część imprezy siedzimy na kanapie obok siebie. Alexander mnie obejmuje. Jego ręka jest ciężka. Od ciężaru boli mnie szyja i mam wrażenie, jakby na mnie wisiał.

– To nie jest zbyt przyjemne, Alexander – mówię najdelikatniej, jak potrafię.

Nie chcę znowu sprawić mu przykrości. Zamiast tego biorę go za rękę. Tak jest lepiej. Przez chwilę wyobrażam sobie, że po prostu jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Alexander nagle całuje mnie w policzek. Otwieram szeroko oczy i wycieram pocałunek wierzchem dłoni. Chciałabym powiedzieć „ble”, ale tego nie robię. Nie mam ochoty siedzieć i całować się na imprezie u Elli. Nie mam też ochoty tańczyć. Zazwyczaj, razem z Ellą nieźle szalejemy, ale nie teraz, bo Alexander przez cały czas łapie mnie za rękę, pomimo tego, że co chwila ją od niego odsuwam, żeby się napić czy wziąć chipsa z miski. Gdyby nie Sofie, która siedzi po mojej drugiej stronie, sytuacja byłaby naprawdę niezręczna. Na szczęście wygląda na to, że Sofie rozumie, że nie może mnie zostawić sam na sam z Alexandrem. Nie teraz. Nie tego wieczora. Nie jestem jeszcze całkiem na to gotowa. Sofie przez cały czas się do nas uśmiecha. Być może trochę sztywno, ale taka już jest Sofie.

– Jesteście idealną parą – szepcze do mnie co chwila.

Kiwam głową twierdząco, sztywna jak kołek. Nie czuję się specjalnie idealną.

Następnego dnia już z samego rana dzwoni do mnie Alexander. Jest sobota. Sofie pakuje swoje rzeczy, a ja zapomniałam wyłączyć telefon. Alexander pyta, czy zobaczymy się wieczorem.

– Ale on za tobą szaleje – mówi chwilę potem Sofie, zwijając ciasno śpiwór, aby zmieścił się do worka.

Potakuję niepewnie.

– Ja też za nim szaleję – mówię.

Kłamię, ale jestem w tym dobra. Powinnam się cieszyć. Właśnie mam swojego pierwszego chłopaka, ale zamiast być cała w skowronkach, myślę tylko o tym, co zrobię, kiedy tu przyjdzie.

Gdy Alexander mnie odwiedza, jest dokładnie tak źle, jak się tego obawiałam. Siedzimy obok siebie na moim łóżku i milczymy. Proponuję, żebyśmy obejrzeli film. Alexander zgadza się na moją propozycję, więc siedzimy oboje przez dwie sztywne godziny i oglądamy film na dvd o dziewczynie, która walczy z całą masą dzieciaków w lesie w trakcie pewnego rodzaju gry.