Kobieta świadoma - Michał Pozdał - ebook + książka
NOWOŚĆ

Kobieta świadoma ebook

Pozdał Michał

4,0

45 osób interesuje się tą książką

Opis

Książka o kobietach i ich seksualności. Historie oparte na prawdziwych przypadkach z praktyki terapeutycznej autora.

Książka prezentuje problemy seksualne kobiet na przykładzie opowieści terapeutycznych, z przystępnym wyjaśnieniem teoretycznym. Autor opisuje przypadki, które go – jako terapeutę, ale i mężczyznę – zaskoczyły, zszokowały lub poruszyły.

Problemy, o których często nie miał pojęcia. Pokazuje, jak przeszłość wpłynęła na obecną sytuację kobiet i uniemożliwiła wielu z nich czerpanie satysfakcji ze swojej cielesności. Przedstawia najczęstsze dysfunkcje seksualne o podłożu psychogennym, których tematyki nie porusza się na łamach kobiecych czasopism. Wyjaśnia, dlaczego wigilijny opłatek z rodziną jest najgorszym momentem w roku dla kobiet, które nie mogą mieć dzieci. Opowiada, jaka jest różnica w przeżyciu nieudanej próby in vitro między kobietą a mężczyzną. Demaskuje (nie unikamy tego mocnego określenia) ginekologów i psychologów obojga płci, położne i księży, którzy swoim zachowaniem wpisują się w scenariusz Opowieści podręcznej. Podpowiada, co zrobić, gdy pojawi się problem, gdzie i jak szukać pomocy i dlaczego nie warto z nią zwlekać. W książce chciałby przede wszystkim odpowiedzieć na podstawowe pytanie, które słyszy w gabinecie: „Nie wiem, czy kiedykolwiek słyszał pan o czymś takim?”, na które jego odpowiedź jest jedna: „Tak, przez lata słyszałem wielokrotnie, bo jest was wiele i chociaż każda historia jest inna to problem pozostaje podobny”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 216

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (13 ocen)
5
5
2
0
1
Sortuj według:
MariaWojtkowiak

Dobrze spędzony czas

Warto przeczytać i pomyśleć. Dzisiaj króluje konsumpcjonizm,refleksja wymarła. Polecam.
00
magda198326

Nie oderwiesz się od lektury

Ciekawa książka. Polecam
00
kati2001

Dobrze spędzony czas

nieźle opisane doświadczenia z pracy terapeutycznej. myślę, że mogą pomóc zrozumieć pewne aspekty natury oraz zachęcić do podjęcia psychoterapii jeśli taka byłaby wola klienta
01

Popularność




Wstęp

Wstęp

Kilka mie­sięcy temu spo­wo­do­wa­łem stłuczkę samo­cho­dową. Zaga­pi­łem się i z drogi pod­po­rząd­ko­wa­nej wyje­cha­łem wprost na nad­jeż­dża­jące z lewej strony auto. Padał aku­rat ulewny deszcz, czym do dzi­siaj sta­ram się uspra­wie­dli­wić swoją nie­uwagę za kie­row­nicą. Nie dało się jed­nak ukryć, że wina ewi­dent­nie leżała po mojej stro­nie. Kie­rowcą samo­chodu jadą­cego drogą z pierw­szeń­stwem oka­zała się kobieta. Zaraz po tym, jak udało nam się zje­chać na pobli­skie pobo­cze, wybie­gła zde­ner­wo­wana z auta i ku mojemu zdu­mie­niu zaczęła mnie prze­pra­szać. Obwi­niała się za to, że jechała zbyt szybko, jak na panu­jące warunki atmos­fe­ryczne, i ledwo widząc przez zalaną przed­nią szybę, dopro­wa­dziła do koli­zji. Była tak roz­strzę­siona, że w ogóle nie sły­szała, co do niej mówi­łem. Cho­ciaż sam byłem rów­nie zde­ner­wo­wany, musia­łem wziąć odpo­wie­dzial­ność za swoje czyny. Minęło około czter­dzie­stu minut i na miej­sce zda­rze­nia przy­je­chali poli­cjanci. Jeden z nich pod­szedł do nas, mru­gnął do mnie okiem i zapy­tał, a raczej stwier­dził z nie­ukry­wa­nym cyni­zmem: – I co? Wje­chała w pana?

Oczy­wi­ste było dla niego, że wina leżała po stro­nie kobiety. Zdzi­wił się, gdy wypro­wa­dzi­łem go z błędu. Był wyraź­nie zmie­szany i natych­miast ją prze­pro­sił.

Wspo­mniane powy­żej zda­rze­nie dro­gowe jest dla mnie ważne z kilku powo­dów, które jed­no­cze­śnie tłu­ma­czą moje motywy do napi­sa­nia tej książki. Po latach pracy zaob­ser­wo­wa­łem, że bar­dzo wiele kobiet ma instynk­towną wręcz skłon­ność do obwi­nia­nia samych sie­bie za to, co im się w życiu przy­da­rza. Cza­sami jest ona oczy­wi­ście słuszna i poparta dowo­dami. Innym razem zdaje się zupeł­nie pozba­wiona uza­sad­nie­nia w rze­czy­wi­sto­ści. Domnie­mana wina kobiet jest szcze­gól­nie widoczna w kon­tek­ście ich życia sek­su­al­nego. Nie­za­leż­nie z jakim pro­ble­mem zgła­szają się na tera­pię, w pierw­szej kolej­no­ści winią wła­śnie sie­bie. W moim gabi­ne­cie nie spo­tka­łem męż­czy­zny, który łączyłby spa­dek zain­te­re­so­wa­nia sek­sem ze strony part­nerki z tym, że urósł mu wielki piwny brzuch. Gdy jed­nak to jemu opa­dał penis w trak­cie sto­sunku, kobieta była prze­ko­nana, że wią­zało się to ze spad­kiem jej atrak­cyj­no­ści. Jed­no­cze­śnie poczu­ciu winy prze­waż­nie towa­rzy­szył wstyd. Cho­ciaż kobiety te nie miały żad­nej kon­troli nad reak­cjami swo­jego ciała, jak na przy­kład zacisk mię­śni wej­ścia do pochwy czy kłu­jący ból sromu w trak­cie pene­tra­cji, czuły się za nie odpo­wie­dzialne i ogrom­nie się ich wsty­dziły.

W tej książce przed­sta­wiam histo­rie takich kobiet. To wła­śnie wstyd i poczu­cie winy spo­wo­do­wały, że nie­które z nich zgło­siły się na psy­cho­te­ra­pię dopiero po wielu latach cier­pie­nia i upo­ko­rzeń. Przez długi czas trwały w prze­ko­na­niu o swo­jej ułom­no­ści czy wybra­ko­wa­niu. Cza­sami tra­fiały do szar­la­tań­skich spe­cja­li­stów, któ­rzy jak wspo­mniany poli­cjant, utwier­dzali je w tym myśle­niu. Dwu­dzie­sto­jed­no­let­nia Patry­cja została nazwana przez lekarkę ostat­nim żyją­cym dino­zau­rem, po tym, jak powie­działa jej, że ni­gdy wcze­śniej nie współ­żyła z męż­czy­zną. Beata dowie­działa się od pew­nej tera­peutki, że widocz­nie to Bóg uznał, iż nie nada­wała się na matkę, wobec czego musiała pozo­stać bez­dzietna, wypeł­nia­jąc jego wolę. Opi­sa­łem te histo­rie, aby prze­ko­nać kobiety, że nie tylko one prze­ży­wają podobne trud­no­ści. Nie­stety, wstyd, a także lęk powo­dują, że wiele kobiet cier­pią­cych z powodu róż­no­rod­nych dys­funk­cji sek­su­al­nych, jak pochwica, awer­sja sek­su­alna, dys­pa­reu­nia czy obni­żone libido, zgła­sza się do spe­cja­li­stów bar­dzo późno, naj­czę­ściej gdy ich związki są na gra­nicy roz­padu lub pra­gną zajść w ciążę. Chciał­bym prze­ko­nać wła­śnie te kobiety, że współ­cze­sna medy­cyna, psy­cho­lo­gia i sek­su­olo­gia umoż­li­wiają sku­teczne lecze­nie pro­ble­mów, z któ­rymi się bory­kają. Same muszą jed­nak wyko­nać pierw­szy krok, aby zmie­nić swoją sytu­ację.

Dru­gim waż­nym ele­men­tem histo­rii o mojej koli­zji dro­go­wej jest sam wypa­dek. Gdy poli­cja już odje­chała, a ja cze­ka­łem na przy­jazd lawety, pomy­śla­łem, że pierw­szy raz od bar­dzo dawna mia­łem tro­chę czasu dla samego sie­bie. Z dużą ulgą odwo­ła­łem cze­ka­jące mnie tam­tego dnia wykłady, na które i tak bym już nie zdą­żył. Mogłem posie­dzieć w ciszy i nie musia­łem się ni­gdzie spie­szyć. Wtedy uświa­do­mi­łem sobie, co działo się ze mną przez ostat­nie mie­siące. To był praw­dziwy rol­ler­co­aster! Pra­co­wa­łem w gabi­ne­cie, pro­wa­dzi­łem wykłady, pisa­łem felie­tony i książkę, roz­po­czą­łem kolejne szko­le­nie z psy­cho­te­ra­pii. Do tego docho­dziło jesz­cze ogar­nia­nie życia rodzin­nego i remont recep­cji mojego ośrodka. Coś musiało mnie w końcu zatrzy­mać. Roz­bi­cie samo­chodu nie było przy­pad­kowe. Wypa­dek poka­zał, co działo się ze mną od dłuż­szego czasu. Naresz­cie nabra­łem per­spek­tywy i zre­flek­to­wa­łem się, że potrze­bo­wa­łem odpo­czynku. Podob­nie jest z obja­wami, które różni pacjenci zgła­szają pod­czas kon­sul­ta­cji w moim gabi­ne­cie. One także nie wzięły się zni­kąd. Nie­stety, wiele osób oddziela sferę sek­su­alną od reszty swo­jego życia. Nie zauwa­żają, że doświad­czane przez nich pro­blemy w życiu sek­su­al­nym są ści­śle powią­zane z ich aktu­al­nym sta­nem zdro­wia, jako­ścią rela­cji, postawą part­nera, a także wyda­rze­niami z prze­szło­ści. Magda nie łączyła swo­jego uza­leż­nie­nia od seksu ze śmier­cią uko­cha­nego brata wiele lat temu. Roma podej­rze­wała tylko, że ból sromu, który odczu­wała od dawna, był zwią­zany z zadaw­nioną traumą jej rodziny. Dopiero odtaj­nie­nie prze­szło­ści i prze­pra­co­wa­nie żałoby pozwo­liło im pora­dzić sobie z dokucz­li­wymi obja­wami.

Zada­niem tej książki jest uka­za­nie, że sek­su­al­ność jest nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zana z linią naszego życia, a cza­sami także tych, któ­rzy żyli przed nami. Nie cho­dzi o to, aby szu­kać win­nego, ale żeby zro­zu­mieć i prze­żyć emo­cje, które nie­wy­ra­żone w sło­wach, znaj­dują ujście w obja­wach ciała czy trud­nych do kon­tro­lo­wa­nia zacho­wa­niach. Nie ozna­cza to rów­nież, że nasz los jest zde­ter­mi­no­wany. Jako ludzie dys­po­nu­jemy wolną wolą i sami możemy zde­cy­do­wać o tym, czy zechcemy upo­rać się z demo­nami prze­szło­ści, tak jak zro­biły to boha­terki moich opo­wie­ści.

Na koniec odniosę się jesz­cze do postawy poli­cjanta, który przy­je­chał na miej­sce koli­zji. Wydał wer­dykt, zanim doko­nał szcze­gó­ło­wej ana­lizy sytu­acji. Nie uwa­żam, aby zro­bił coś strasz­nego. Przede wszyst­kim potra­fił przy­znać się do błędu i za niego prze­pro­sić, co w takich sytu­acjach jest nie­zwy­kle ważne. Cza­sami wszy­scy zacho­wu­jemy się podob­nie jak on. Opie­ra­jąc się na wła­snych prze­są­dach oraz prze­ko­na­niach, oce­niamy innych. Jest to szcze­gól­nie widoczne w kon­tek­ście ludz­kiej sek­su­al­no­ści. Dla­tego boha­ter­kami mojej książki są kobiety w róż­nym wieku, zarówno hete­ro­sek­su­alne, homo­sek­su­alne, asek­su­alne, a także trans­pł­ciowe. Mam nadzieję, że opi­sane histo­rie przy­czy­nią się do tego, że wszyst­kie kobiety będą widoczne w ota­cza­ją­cym nas świe­cie oraz pozwolą nie­któ­rym czy­tel­ni­kom pod­wa­żyć szko­dliwe ste­reo­typy na ich temat.

Pisząc książkę doty­czącą kobiet, musia­łem uznać swoje ogra­ni­cze­nia jako męż­czy­zna. Cza­sami moje rozu­mie­nie kobie­cych doświad­czeń mogło być jedy­nie inte­lek­tu­alne, a nie emo­cjo­nalne, bowiem sam ni­gdy cze­goś podob­nego nie prze­ży­łem. Dla­tego ogrom­nie dzię­kuję wszyst­kim kobie­tom, które podzie­liły się ze mną swo­imi prze­ży­ciami, myślami i uczu­ciami.

Wszyst­kie przy­kłady opi­sane w niniej­szej książce są oparte na praw­dzi­wych histo­riach. W tro­sce o pry­wat­ność boha­te­rów wszel­kie dane i szcze­góły zostały zmie­nione.

Roz­dział 1. Ozię­bła

ROZ­DZIAŁ 1

Ozię­bła

Dwóch face­tów stoi przy barze. Jeden zagląda do szklanki z drin­kiem i mówi: „Stary, pierw­szy raz widzę kostkę lodu z dziurką”. Na co drugi odpo­wiada: „Daj spo­kój. Żyję z taką od dwu­dzie­stu lat”.

Takim dow­ci­pem kil­ka­na­ście lat temu jeden z pro­fe­so­rów zaczął swój wykład na temat zabu­rzeń popędu sek­su­al­nego u kobiet. Wielu słu­cha­czy wybu­chło śmie­chem, poja­wiły się nawet nie­liczne okla­ski. Pro­fe­sor był ura­do­wany i w ciągu następ­nej godziny przy­to­czył jesz­cze kilka podob­nych żar­tów. Jed­nym było wesoło, inni czuli się nie­zręcz­nie.

Według mnie dow­cip był głupi i zupeł­nie nie­po­trzebny. Przede wszyst­kim nie powi­nien się poja­wić na wykła­dzie w uni­wer­sy­tec­kiej auli. Odzwier­cie­dlał jed­nak pewien spo­sób postrze­ga­nia rze­czy­wi­sto­ści – sytu­ację męż­czyzn cier­pią­cych z powodu lodo­wa­tych kobiet. Oni pożą­dali, gdy one pozo­sta­wały zamro­żone i nie­czułe na ich sta­ra­nia. Pod­su­mo­wa­nie wykładu przy­no­siło jed­nak odpo­wiedź na bolączkę boha­tera kawału. Trzeba być spryt­nym: „Tu popie­ścić za uszkiem, tam kwia­tek przy­nieść i od razu cie­plutko jej się zrobi, a mał­żo­nek sko­rzy­sta”. Innymi słowy, męż­czyźni musieli nauczyć się tak zacho­wy­wać, aby otrzy­mać to, czego pra­gnęli naj­bar­dziej, czyli seksu.

Na szczę­ście, w ostat­nim dzie­się­cio­le­ciu znacz­nie zmie­niło się postrze­ga­nie kobie­cej oraz męskiej sek­su­al­no­ści. Przede wszyst­kim dla­tego, że wię­cej kobiet zaczęło zaj­mo­wać się sek­su­olo­gią, pro­wa­dzić bada­nia i mówić o swo­ich doświad­cze­niach. Długi czas rozu­mie­li­śmy kobiecą sek­su­al­ność przez pry­zmat męskiej. Nic dziw­nego, prze­cież to głów­nie faceci zaj­mo­wali się tą nauką, przez co przy­wy­kli­śmy do opi­sy­wa­nia kobie­cych pro­ble­mów z pożą­da­niem wła­śnie z ich męskiej per­spek­tywy.

Więk­szość męż­czyzn z więk­szym lub mniej­szym skut­kiem może wywo­łać u sie­bie pożą­da­nie sek­su­alne. Oczy­wi­ście mają na to wpływ stan zdro­wia, psy­chika, ewen­tu­alne zmę­cze­nie, jakość rela­cji i inne czyn­niki. Zakła­da­jąc jed­nak, że z face­tem wszystko jest w porządku, ma on cał­kiem dużą moż­li­wość uzy­ska­nia pobu­dze­nia sek­su­alnego. Cza­sami będzie do tego potrze­bo­wał sty­mu­la­cji wzro­ko­wej, bodź­ców doty­ko­wych (także wła­snych) lub uru­cho­mie­nia fan­ta­zji i wspo­mnień. Po chwili naj­praw­do­po­dob­niej poczuje przy­pływ pożą­da­nia i pod­nie­ce­nia, co objawi się wzwo­dem penisa.

Są kobiety, które w podobny spo­sób osią­gną pobu­dze­nie sek­su­alne, u wielu z nich nie będzie to jed­nak takie pro­ste.

Brak ape­tytu

Hipo­li­bi­de­mia, jak fachowo nazywa się obni­że­nie popędu sek­su­al­nego, okre­ślana jest rów­nież jako ozię­błość sek­su­alna. Cho­ciaż może doty­czyć obu płci, aku­rat ten ter­min przy­pi­suje się głów­nie kobie­tom. Uzna­nie danej kobiety za ozię­błą zdaje się jed­nak rów­nie nie­tra­fione, co pro­fe­sor­ski dow­cip. Być może dla­tego, że kobieca sek­su­al­ność jest znacz­nie bar­dziej zło­żona od męskiej. Ponadto pod­lega wielu fazom; życia, rodziny, cyklu mie­siącz­ko­wego czy ciąży. Nie­które kobiety mogą przez dłu­gie mie­siące nie odczu­wać pożą­da­nia sek­su­al­nego, ponie­waż inne rze­czy stały się dla nich waż­niej­sze. Może to być zarówno opieka nad nie­mow­lę­ciem, jak i zaan­ga­żo­wa­nie w zro­bie­nie patentu ster­nika jach­to­wego. Nie ozna­cza to jed­nak, że stały się asek­su­alne.

U kobiet utrata zain­te­re­so­wa­nia sek­su­al­no­ścią może mieć bar­dzo różne przy­czyny. Sam ten stan dla wielu z nich bywa nie­zwy­kle stre­su­jący. Seks nie służy prze­cież tylko pro­kre­acji czy roz­ła­do­wa­niu napię­cia sek­su­al­nego, ale jest także mecha­ni­zmem two­rze­nia więzi mię­dzy ludźmi. Zaspo­kaja ważne dla nas potrzeby czu­ło­ści, bli­sko­ści i miło­ści.

W związ­kach kobiet, które nie mają ochoty na seks, wie­lo­krot­nie docho­dzi do kon­flik­tów, poja­wia się dużo fru­stra­cji i roz­cza­ro­wań. Czę­sto sły­szą oskar­że­nia o to, że są zbyt chłodne i odpy­chają swo­ich part­ne­rów, gdy ci sta­rają się do nich zbli­żyć. Zespół obni­żo­nego popędu sek­su­al­nego jest jed­nym z naj­czę­ściej zgła­sza­nych pro­ble­mów w życiu ero­tycz­nym Polek. Ja rów­nież spo­ty­kam wiele z nich, w róż­nym wieku, z róż­nymi doświad­cze­niami, które z nie­zna­nych sobie powo­dów stra­ciły ochotę na seks.

Zdro­wie a seks

Jedną z pierw­szych rze­czy, o które pytam kobiety zgła­sza­jące się do mnie z powodu utraty zain­te­re­so­wa­nia sek­sem, jest stan ich zdro­wia. Sfery sek­su­al­nej nie można trak­to­wać w ode­rwa­niu od sfer psy­chicz­nej oraz orga­nicz­nej. Nie jestem leka­rzem, powi­nie­nem jed­nak dowie­dzieć się, czy ciało danej kobiety funk­cjo­nuje pra­wi­dłowo, żeby móc zapro­po­no­wać ewen­tu­alną psy­cho­te­ra­pię.

Ogromne zna­cze­nie w kon­tek­ście pobu­dze­nia sek­su­al­nego kobiet mają oczy­wi­ście prze­miany hor­mo­nalne, które zacho­dzą pod­czas cyklu men­stru­acyj­nego. Poziom hor­mo­nów u każ­dej kobiety może się zmie­niać, wystę­pują u nich różne waha­nia sto­sunku pro­ge­ste­ronu do estro­genu. Nie­które kobiety wbrew powszech­nej opi­nii odczu­wają naj­więk­sze nasi­le­nie popędu sek­su­al­nego w trak­cie mie­siączki, inne w fazie owu­la­cyj­nej, a jesz­cze inne przed lub po men­stru­acji.

Dużą rolę odgrywa także wiek kobiety. Okres meno­pauzy poza pro­ble­mami o pod­łożu psy­cho­lo­gicz­nym powo­duje znaczne zmiany stę­żeń pro­ge­ste­ronu, estro­genu i andro­ge­nów. Nie można igno­ro­wać tych nie­zwy­kle waż­nych czyn­ni­ków fizjo­lo­gicz­nych. Podob­nie jak wystę­pu­ją­cych cho­rób prze­wle­kłych: nad­ci­śnie­nia tęt­ni­czego, cukrzycy czy pro­ble­mów z tar­czycą. Nie­stety, nie­któ­rzy leka­rze nie infor­mują swo­ich pacjen­tek o tym, że wiele leków może zabu­rzać poziom ich libido oraz obni­żać zdol­ność odczu­wa­nia pod­nie­ce­nia. Dzieje się tak czę­sto u kobiet sto­su­ją­cych anty­kon­cep­cję hor­mo­nalną i przez to nie­ma­ją­cych owu­la­cji. Wów­czas obok tera­pii naj­le­piej zadziała zmiana leków na takie, które nie wywo­łują spadku libido.

Cho­robą, która naj­czę­ściej odbiera ape­tyt na seks zarówno kobie­tom, jak i męż­czy­znom, jest depre­sja. Wie­lo­krot­nie osoby w depre­sji uni­kają seksu przez dłu­gie mie­siące, co bywa jed­nym z pierw­szych jej obja­wów. Ponadto nie­które leki anty­de­pre­syjne w nega­tywny spo­sób oddzia­łują na libido. Zupeł­nie nie­po­trzeb­nie cho­rzy na­dal oba­wiają się wizyty u leka­rza psy­chia­try i nie leczą się z tej okrut­nej cho­roby. A prze­cież połą­cze­nie far­ma­ko­lo­gii oraz psy­cho­te­ra­pii może umoż­li­wić wielu oso­bom poprawę nastroju i ponowne otwar­cie się na dozna­nia sek­su­alne.

Piersi, uda i pośladki

Funk­cjo­no­wa­nie ciała – to jedno, a sto­su­nek do wła­snej cie­le­sno­ści – to zupeł­nie inny pro­blem, i w tym przy­padku sama psy­cho­te­ra­pia potrafi być bar­dzo sku­teczna. Zawsze wie­dzia­łem, że kobiety są zde­cy­do­wa­nie bar­dziej kry­tyczne wobec swo­jego wyglądu od męż­czyzn. Ale dopiero w pracy tera­peu­tycz­nej czy warsz­ta­to­wej z kobie­tami w róż­nym wieku prze­ko­na­łem się, jak bar­dzo można nie­na­wi­dzić swo­jego ciała i poszcze­gól­nych jego czę­ści. Także tych naj­mniej­szych: uszu, pal­ców, samych kciu­ków, bro­da­wek sut­ko­wych albo pod­bród­ków.

Przy­znam, że ni­gdy nie zasta­na­wia­łem się na przy­kład nad swo­imi sto­pami lub kola­nami. Ot, takie mam od zawsze, i tyle. A tu oka­zuje się, że nie­za­do­wo­le­nie ze wspo­mnia­nych kolan może deter­mi­no­wać spo­sób ubie­ra­nia się mło­dych dziew­czyn na wiele lat. Gdy o tym myślę, cie­szę się, że jestem męż­czy­zną i tego typu sza­leń­stwa mnie omi­jają. Nie uwa­żam wcale, że sza­lone są owe dziew­czyny, ale opre­syjna wobec wize­runku kobiet kul­tura, która narzuca nie­re­alne ocze­ki­wa­nia doty­czące ich wyglądu.

Nie łudźmy się jed­nak. Osoby, które przy­cho­dzą do gabi­ne­tów tera­peu­tycz­nych, nie skarżą się na bil­l­bo­ardy z pół­na­gimi kobie­tami albo okładki maga­zy­nów modo­wych. Opo­wia­dają o kon­kret­nych oso­bach, które w taki czy inny spo­sób przy­czy­niły się do tego, że nie mogą znieść swo­jego wyglądu. Archi­tektce, gdy była pię­cio­let­nią dziew­czynką, matka regu­lar­nie malo­wała policzki różem, żeby nie wyglą­dała zbyt blado. W kółko sły­szała: „nie mogę na cie­bie patrzeć, wyglą­dasz jak tru­posz”. Innej dziew­czy­nie ojciec nie pozwa­lał cho­dzić w spodniach, bo według niego wyglą­dała w nich mało kobieco. Nie­któ­rym z róż­nych powo­dów nie star­czyło sił w okre­sie dora­sta­nia, aby zbun­to­wać się prze­ciwko rodzi­com. Uznać ich spo­sób myśle­nia za błędny i zbu­do­wać swój wła­sny, nie­za­leżny sys­tem prze­ko­nań. Zabrały ze sobą w doro­słość fał­szywy obraz sie­bie i ota­cza­ją­cej rze­czy­wi­sto­ści, nie­rzadko pła­cąc za to wysoką cenę.

Sąsie­dzi

Alina poin­for­mo­wała mnie o tym, że jest kobietą ozię­błą, jesz­cze zanim zdo­łała się przed­sta­wić. Nie­dawno skoń­czyła czter­dzie­ści pięć lat. Była krą­gła i nie­wy­soka, a sze­roki uśmiech nie scho­dził z jej twa­rzy, nawet gdy opo­wia­dała o spra­wach trud­nych. Pra­co­wała w biblio­tece i bar­dzo lubiła swoją pracę. Dzie­sięć lat wcze­śniej roz­wio­dła się z mężem, z któ­rym miała dwu­dzie­sto­jed­no­let­niego syna Kac­pra. Mał­żeń­stwo roz­pa­dło się z powodu nie­zgod­no­ści cha­rak­te­rów i przede wszyst­kim pro­ble­mów łóż­ko­wych. Alina nie prze­ja­wiała dużego zain­te­re­so­wa­nia sek­sem z ówcze­snym mężem. Kochali się bar­dzo rzadko, zwy­kle w jeden i ten sam spo­sób, czyli pod koł­drą, w pozy­cji kla­sycz­nej, co prze­waż­nie nie koń­czyło się u niej orga­zmem. Po roz­wo­dzie nie spo­ty­kała się z innymi męż­czy­znami, nie miała kon­tak­tów sek­su­al­nych ani się nie mastur­bo­wała.

W końcu coś się jed­nak roz­lało. A dokład­nie był to sok z brzozy. Szklana butelka wypa­dła z torby z zaku­pami i stłu­kła się na klatce scho­do­wej. Alina szybko pobie­gła po mop i mio­tłę, aby sprząt­nąć bała­gan, i wtedy spo­tkała Romka. Miesz­kali w tym samym bloku, widy­wali się już wcze­śniej, jed­nak ni­gdy nie mieli oka­zji dłu­żej poroz­ma­wiać. Romek zatrzy­mał się i pomógł jej posprzą­tać, a gdy zro­bił alu­zję do roz­la­nego oleju na Patriar­szych Pru­dach, Alina poczuła, że musi zapro­sić go na kawę. Sie­dzieli tak kilka godzin u niej w miesz­ka­niu, aż przy­szła pora, by przy­go­to­wać kola­cję, na którą także został zapro­szony. Po kilku dniach Romek odwza­jem­nił się, pro­po­nu­jąc spa­cer i wizytę w kawiarni. Zaczęli spę­dzać ze sobą coraz wię­cej czasu, sta­jąc się obiek­tem plo­tek całego bloku, co bar­dzo ich bawiło.

Po dwóch mie­sią­cach Alinę dopadł nagle lęk przed tym, co może się wyda­rzyć, i jej poczu­cie zado­wo­le­nia legło w gru­zach. Wtedy wła­śnie posta­no­wiła umó­wić się do mnie na kon­sul­ta­cję. Oba­wiała się głów­nie tego, że swoją ozię­bło­ścią znie­chęci do sie­bie Romka. Widziała, jak na nią patrzył, i cho­ciaż bar­dzo się temu dzi­wiła, czuła jego pożą­da­nie. Sama nie była w sta­nie opi­sać, czy czuła cokol­wiek podob­nego.

Wydra

Zain­te­re­so­wał mnie moment, kiedy Alinę pierw­szy raz ogar­nęły obawy, o któ­rych opo­wia­dała. Co się wów­czas z nią działo? Jak się zacho­wy­wała? Czy może Romek zro­bił coś, co mogło wywo­łać w niej te odczu­cia? Alina nie przy­po­mniała sobie niczego, co mogłoby mieć na nią taki wpływ. Popro­si­łem, żeby przy­wo­łała z pamięci, co dokład­nie robiła tam­tego dnia, od momentu, gdy obu­dziła się nad ranem, aż do pój­ścia spać. Mil­czała nie­długą chwilę, po czym powie­działa: „No tak, po pracy roz­ma­wia­łam z Wydrą”. Nie mia­łem poję­cia, kim była wspo­mniana Wydra, jed­nak musiała być kimś waż­nym, ponie­waż kli­mat naszej roz­mowy uległ wyczu­wal­nej zmia­nie. Alina na­dal się uśmie­chała, jed­nak wyda­wało mi się, że jej oczy wyraź­nie posmut­niały. Wypro­sto­wała się i cała zesztyw­niała. Podzie­li­łem się swoją obser­wa­cją. „Wydra to moja matka” – poin­for­mo­wała mnie Alina. „Kac­per zaczął tak na nią mówić kilka lat temu i jakoś się przy­jęło. To okre­śle­nie bar­dzo dobrze do niej pasuje”.

Pod­czas wspo­mnia­nej roz­mowy tele­fo­nicz­nej Alina po raz pierw­szy opo­wie­działa matce o poja­wie­niu się Romka w jej życiu. Przez ostat­nie lata matka bez­u­stan­nie kry­ty­ko­wała ją za to, że była sama, dla­tego tym razem liczyła na pochwałę. Nie mogła się bar­dziej pomy­lić. Usły­szała, żeby lepiej szybko schu­dła i zro­biła coś ze swoją figurą, bo gdy przyj­dzie lato i Romek zoba­czy, jak naprawdę wygląda, z pew­no­ścią od niej uciek­nie. Alina wysłu­chała też wielu: „ty zawsze…” i „ty ni­gdy…”, które po tylu latach znała już na pamięć.

Dla two­jego dobra

Z cza­sem lepiej pozna­wa­łem histo­rię życia Aliny i okru­cień­stwa, któ­rych doświad­czyła ze strony matki. Miała sześć lat, gdy ojciec zosta­wił je i odszedł do dużo młod­szej kobiety. Matka Aliny była prze­ko­nana, że przy­czyną jego odej­ścia stały się jej gasnąca po ciąży uroda i wiek. Pra­gnęła za wszelką cenę odzy­skać męża i nie wahała się wyko­rzy­stać do tego celu swo­jej córki. Potra­fiła poda­wać jej środki na prze­czysz­cze­nie oraz wywo­ły­wać u niej gorączkę, aby móc wzy­wać go do pomocy nad chorą Aliną. Kilka razy matka ude­rzyła ją w twarz, zadra­pu­jąc poli­czek, innym razem pod­bi­ja­jąc córce oko. Na spa­ce­rze popchnęła ją nie­po­strze­że­nie na chod­niku. Alina zdarła sobie pod­bró­dek i zła­mała ząb. Po wszyst­kich tego typu zda­rze­niach matka kazała córce dzwo­nić do ojca i obwi­niać rówie­śni­ków. Mieli ją wyśmie­wać i znę­cać się nad nią, ponie­waż nie miała ojca. Wszystko działo się zgod­nie z tajną umową matki i córki: Alina cier­piała dla swo­jego dobra, które wkrótce miało obja­wić się powro­tem skru­szo­nego ojca do domu.

W wieku jede­na­stu lat Alina pierw­szy raz prze­szła na dietę. Oczy­wi­ście był to pomysł jej matki, która przede wszyst­kim chciała odchu­dzić samą sie­bie. Wyda­wała mnó­stwo pie­nię­dzy na sze­roko rekla­mo­wane wów­czas w tele­wi­zji kok­tajle. Wypi­jane zamiast posił­ków miały pomóc w zgu­bie­niu nie­chcia­nych kilo­gra­mów. U Aliny spo­wo­do­wały przede wszyst­kim nie­do­ży­wie­nie, ane­mię i wiele innych pro­ble­mów zdro­wot­nych, które na jakiś czas zaha­mo­wały jej pro­ces doj­rze­wa­nia. Pew­nego razu dziew­czynka zemdlała w szkole i została zabrana do szpi­tala. Zdia­gno­zo­wano u niej ano­rek­sję, cho­ciaż chęt­nie jadłaby nor­malne posiłki. Matka prze­ko­nała wszyst­kich, że odkry­cie leka­rzy prze­ra­ziło ją i zszo­ko­wało. Jesz­cze na oddziale zaczęła kar­mić Alinę łyżką, jed­no­cze­śnie pusz­cza­jąc do niej oko i obie­cu­jąc, że wymy­śli coś nowego.

Nie mam ciała

Kiedy Alina była jesz­cze dziew­czynką, matka cały czas zachę­cała ją do dba­nia o ładny wygląd. Cała jej przy­szłość miała prze­cież zale­żeć od tego, czy będzie atrak­cyjna. Wszystko dra­stycz­nie zmie­niło się, gdy Alina zaczęła sta­wać się kobietą, a wokół niej poja­wili się ado­ru­jący ją chłopcy. Wtedy zaczął się praw­dziwy festi­wal kry­tyki wobec nasto­let­niej córki. Matka jaw­nie ją wyśmie­wała i komen­to­wała stroje, które nasto­latka na sie­bie wkła­dała. W niczym nie wyglą­dała wystar­cza­jąco dobrze. Była za gruba, za brzydka, za pękata, za niska, za mało kobieca. Naj­gor­sze były dla niej momenty, gdy matka upo­ka­rzała ją przed kole­żan­kami i kole­gami. Nawet w takich chwi­lach nie potra­fiła się powstrzy­mać od kry­ty­ko­wa­nia córki.

Ojciec znik­nął z życia Aliny na dobre, gdy dziew­czyna była w wieku dora­sta­nia. Zwią­zy­wał się z coraz młod­szymi kobie­tami. Rodziły mu się kolejne dzieci, które porzu­cał podob­nie jak naj­star­szą córkę. Nawet nie wie­działa, ile dokład­nie miała rodzeń­stwa. Nie było nikogo, kto pomógłby dziew­czy­nie ode­rwać się od nisz­czą­cej zależ­no­ści od matki. Poza nią nie miała nikogo innego. Pocie­sze­nie i pomoc znaj­do­wała w książ­kach, które czy­tała jedną po dru­giej. Dzięki lek­tu­rom dowie­działa się, że rodzina może wyglą­dać ina­czej, a miłość nie musi ranić.

Alina jesz­cze jako nasto­latka cał­ko­wi­cie prze­stała dbać o swój wygląd. W liceum nosiła o kilka roz­mia­rów za duże bluzy, swe­try i spód­nice, to był jej spo­sób, by się ukryć. Dłu­gimi wło­sami zasła­niała twarz. Za wszelką cenę chciała się scho­wać przed suro­wymi spoj­rze­niami innych ludzi, tak bar­dzo bała się ich kry­tyki. W oczach innych osób widziała negu­jący ją wzrok matki. Mimo to była lubiana przez rówie­śni­ków i nauczy­cieli. Przy­jęła rolę zawsze weso­łej i uśmiech­nię­tej dziew­czyny, z którą łatwo można się zako­le­go­wać, jed­nak nie zaprzy­jaź­nić. Oba­wiała się, że gdy dopu­ści do sie­bie kogoś zbyt bli­sko, matka natych­miast zbu­duje z nim koali­cję prze­ciwko niej i razem zaczną ją obga­dy­wać. Dla­tego naj­waż­niej­sze było, aby nikogo nie zapra­szać do domu.

Sek­su­al­ność w ogóle nie była dla niej waż­nym tema­tem. Porzu­ciła swoje ciało, led­wie dostrze­ga­jąc je w lustrze. Nie lubiła go i przede wszyst­kim nie umiała czer­pać z niego przy­jem­no­ści. Mąż był jej pierw­szym kochan­kiem. Poznała go pod koniec stu­diów. Był dwa lata star­szy od niej. Pobrali się bar­dzo szybko, dzięki czemu mogła wypro­wa­dzić się od matki i zamiesz­kać kil­ka­set kilo­me­trów od niej. Mąż lubił jej piersi, brzuch i uda, czemu nie mogła się nadzi­wić. Seks bywał dla niej przy­jemny, jed­nak nie potra­fiła otwo­rzyć się w pełni na dozna­nia zmy­słowe. Cią­gle robiła to samo. W trak­cie sto­sunku spo­glą­dała na sie­bie oczami zewnętrz­nego obser­wa­tora i kry­ty­ko­wała. Jak mogła leżeć naga w tych dur­nych pozy­cjach? Jak mogła jęczeć z roz­ko­szy, gdy wyglą­dała niczym zarzy­nana świ­nia? – mówiła sama do sie­bie.

Naj­więk­sze zasko­cze­nie spo­tkało ją, gdy była w ciąży. Pod koniec dru­giego try­me­stru zaczęła odczu­wać tak ogromne pod­nie­ce­nie sek­su­alne, że nie była w sta­nie się opa­no­wać. Prze­stała ana­li­zo­wać, a zaczęła korzy­stać. Potra­fili z mężem upra­wiać seks dwa lub trzy razy dzien­nie. Nie zwra­cała wów­czas uwagi na nic innego, potrze­bo­wała się zaspo­koić. Po kilku tygo­dniach wszystko wró­ciło do stanu poprzed­niego. Póż­niej uro­dziła Kac­pra i nie miała naj­mniej­szej ochoty na seks. Sama zaczęła myśleć i mówić o sobie, że była ozię­bła.

Koniec ilu­zji

Alina była zdrową, doj­rzałą kobietą, która miała dość swo­jej samot­no­ści. Kac­per w nie­dłu­gim cza­sie pla­no­wał wypro­wa­dzić się i zamiesz­kać wspól­nie ze swoim chło­pa­kiem. Zda­wała sobie sprawę, jak szybko mija czas i nie zamie­rzała go wię­cej mar­no­wać na prze­ży­wa­nie losów boha­te­rów lite­rac­kich. Tym razem chciała stwo­rzyć coś praw­dzi­wego. Głów­nym celem jej tera­pii było żyć i korzy­stać z życia, rów­nież sek­su­al­nego. Chciała prze­stać się kry­ty­ko­wać i odzy­skać kon­takt ze swoim cia­łem.

Przez pierw­sze mie­siące opo­wia­dała głów­nie o Wydrze. Spo­ty­kała się cały czas z Rom­kiem, ale to matka sta­no­wiła główny temat naszych sesji. Kac­per nazwał bab­cię Wydrą, gdy stwier­dziła, że został gejem przez matkę, ponie­waż była dla niego nie­uda­nym mode­lem kobie­co­ści i znie­chę­ciła go do wszyst­kich kobiet. Wów­czas zerwał z nią wszelki kon­takt i odmó­wił także corocz­nych wizyt w okre­sie świą­tecz­nym. Od tam­tego czasu Alina odwie­dzała matkę sama, naj­wy­żej dwa razy w roku.

Pew­nego popo­łu­dnia przy­szła na sesję wyraź­nie pode­ner­wo­wana. Zbli­żał się wła­śnie ter­min wizyty w domu matki. Ali­nie trudno było zebrać myśli, krę­ciło jej się w gło­wie. Pró­bo­wa­łem się temu przyj­rzeć, podej­rze­wa­jąc, że prze­ży­wała jakieś silne emo­cje. Oka­zało się jed­nak, że od kilku dni była na die­cie detok­sy­ka­cyj­nej. Tam­tego dnia wypiła tylko kilka szkla­nek soku z warzyw i praw­do­po­dob­nie z tego powodu nie czuła się naj­le­piej. Przy­znała, że zawsze przed spo­tka­niem z matką odchu­dzała się lub wręcz gło­dziła, żeby jak naj­le­piej wyglą­dać. Miała także zestaw ubrań, które, choć bar­dzo nie­wy­godne, naj­le­piej tuszo­wały rze­kome man­ka­menty jej ciała. Nie mogłem tego tak zosta­wić!

– Dla­czego pani to wszystko robi? – zapy­ta­łem.

– Chyba cały czas liczę na to, że usły­szę od niej coś miłego.

– Matka od kil­ku­dzie­się­ciu lat nie powie­działa pani ani jed­nego dobrego słowa, a pani chce, żeby nagle to zro­biła?

– No, tak to wygląda.

– Wygląda na to, że chcia­łaby pani mieć inną matkę1.

– Zawsze wyobra­ża­łam sobie, że jest gdzieś jakaś inna matka, która mnie kocha. – Alina zaczęła pła­kać. – Moja matka nawet mnie nie lubi, a ja tylko chcę, żeby coś dobrego o mnie powie­działa.

– Co pani powie na to, aby poże­gnać się z tą fik­cyjną matką?

W pierw­szej chwili Alina prze­stra­szyła się moich słów. Po kilku minu­tach zro­zu­miała, że tylko w ten spo­sób będzie mogła zmie­rzyć się z praw­dziwą matką. To zna­czy, że uzna jej okru­cień­stwa i prze­sta­nie żyć ilu­zją o lep­szym, kocha­ją­cym rodzicu. Kon­fron­ta­cja z rze­czy­wi­sto­ścią bywa bar­dzo trud­nym momen­tem w tera­pii, ale dzięki temu pacjent może wyjść jej naprze­ciw i zacząć sobie z nią radzić. Podob­nie dzieje się w życiu, gdy czło­wiek nie chce wyko­nać róż­nego rodzaju badań. Boi się, że wyniki okażą się zbyt prze­ra­ża­jące, ale od takiego myśle­nia stan zdro­wia nie ule­gnie magicz­nej popra­wie. Dopiero zna­jąc stan fak­tyczny, można zacząć się leczyć lub uznać swoje ogra­ni­cze­nia i wyko­rzy­stać ten czas na upo­rząd­ko­wa­nie życia. Alina odrzu­ciła ilu­zję. Dzięki temu poje­chała do matki razem z Rom­kiem i zamiast trzech dni, spę­dzili u niej trzy godziny. Wró­cili późną nocą zado­wo­leni, że zostały im jesz­cze wolne dni, które mogli spę­dzić razem.

Skok na głę­boką wodę

Alina powoli prze­sta­wała kry­ty­ko­wać swój wygląd. Ubie­rała się coraz ład­niej, pod­kre­śla­jąc kobiece kształty. Zmie­niła kolory ubrań i fry­zurę. Na­dal nie upra­wiała z Rom­kiem seksu. Stop­niowo zaczęła jed­nak przy­zna­wać, że ma na to ochotę. Poczuła to wyraź­nie już wtedy, gdy pierw­szy raz zapro­siła go na kawę. Jego nawią­za­nie do Mistrza i Mał­go­rzaty wywo­łało w niej orga­niczną potrzebę fizycz­nej bli­sko­ści z nim. Szybko ją stłu­miła, ale na szczę­ście nie na tyle sku­tecz­nie, żeby zerwać kon­takt z Rom­kiem, co zda­rzało się z innymi męż­czy­znami w prze­szło­ści. Bała się, że się wygłupi i znowu zacznie obser­wo­wać swoje wady, zamiast odczu­wać roz­kosz pod­czas zbli­że­nia.

Pew­nego dnia poin­for­mo­wała mnie, że po wielu dys­ku­sjach dała się namó­wić kole­żance z pracy na kurs tańca. Mia­łem ochotę kla­snąć w dło­nie z wra­że­nia. Naresz­cie zaczęła się ruszać i wczu­wać w swoje ciało. Zasko­czyła samą sie­bie odkry­ciem, że ma wspa­niałe bio­dra, któ­rymi potrafi nie­źle krę­cić. Kupiła spe­cjalną chu­stę i tań­czyła w niej w domu przed lustrem. Rów­no­cze­śnie coraz moc­niej czuła, jak bar­dzo dzia­łała na nią fizycz­ność Romka. Wra­że­nia nie robiło na niej wyłącz­nie jego oczy­ta­nie, ale przede wszyst­kim zapach jego potu, który wyczu­wała na spa­ce­rze lub po pracy. W kinie nie mogła się powstrzy­mać, by nie poło­żyć dłoni na jego owło­sio­nym przed­ra­mie­niu. Wyraź­nie prze­sta­wała radzić sobie z kon­trolą swo­jego pożą­da­nia. Cały czas oba­wiała się tego, co może się wyda­rzyć. Jaką Romek ją zoba­czy, gdy sta­nie przed nim zupeł­nie naga? Co ona sama o sobie pomy­śli? Po latach patrze­nia na sie­bie kry­tycz­nym okiem Wydry, musiała wresz­cie odzy­skać wzrok.

O tym, że kochała się z Rom­kiem, opo­wia­dała, na prze­mian śmie­jąc się i pła­cząc. W pierw­szym momen­cie myśla­łem, że stało się coś złego, ale szybko wyja­śniła, co się z nią działo. Po pół­tora roku tera­pii bar­dzo traf­nie nazy­wała swoje emo­cje. Tym razem domi­nu­jąca była radość, ale też tro­chę smutku za stra­co­nym cza­sem. Alina poje­chała z Rom­kiem na kilka dni w Beskidy. Było sło­necz­nie i bar­dzo cie­pło. Stali na pomo­ście, on w szor­tach i koszulce z krót­kimi ręka­wami, a ona w zwiew­nej, kwie­ci­stej sukience. Trzy­mali się za ręce i żar­to­wali, aż nagle, zupeł­nie o tym nie myśląc, Alina wepchnęła go do wody. Nie zasta­na­wiała się, co miał w kie­sze­niach lub jak zare­agują na to inni wcza­so­wi­cze. Poczuła impuls i go zre­ali­zo­wała, wspa­niale się przy tym bawiąc. Romek nie pozo­stał jej dłużny i po chwili wcią­gnął ją do jeziora. Zgro­ma­dzeni dookoła ludzie zaczęli gwiz­dać i kla­skać z rado­ści. Sukienka Aliny uno­siła się na tafli wody. Romek przy­lgnął do jej ciała i poca­ło­wał w usta. Nie pamię­tała, jak zna­leźli się w pokoju i czy szła cała mokra przez hote­lowe lobby. Rzu­cili się na sie­bie i upra­wiali gorący seks w wil­got­nej pościeli. Alina nie myślała o tym, jak wyglą­dała, czy jęczała, pod­dała się pożą­da­niu i byciu pożą­daną.

Na fali

Dla­czego Alina dopiero po skoń­cze­niu czter­dzie­stego szó­stego roku życia potra­fiła obu­dzić w sobie pożą­da­nie i prze­ży­wać radość z sek­su­al­nych zbli­żeń? Myślę, że przede wszyst­kim dla­tego, że odrzu­ciła mrzonki o kocha­ją­cej mamusi i zaak­cep­to­wała swoją praw­dziwą matkę Wydrę. Dzięki temu mogła uwol­nić się spod jej wpływu. Ogra­ni­czyła kon­takty z nią do mini­mum i naresz­cie prze­stała przej­mo­wać się jej ranią­cymi opi­niami. Zaczęła doce­niać i chwa­lić samą sie­bie.

Jej pierw­sze mał­żeń­stwo nie było udane. Oboje byli mło­dzi i przede wszyst­kim pra­gnęli wyrwać się ze swo­ich domów. Potem rzadko spę­dzali ze sobą czas, a jakość ich rela­cji nie sprzy­jała fizycz­nym zbli­że­niom. Alina uwa­żała, że seks był jej mał­żeń­skim obo­wiąz­kiem, a to naj­prost­sza metoda na zabi­cie w sobie pożą­da­nia. U niej, podob­nie jak u wielu kobiet, jakość rela­cji bez­po­śred­nio prze­kła­dała się na jakość ich seksu.

Wiele osób zdaje się nie dostrze­gać, że jed­nym z naj­więk­szych wro­gów libido jest stres. Jego nad­miar nega­tyw­nie wpływa na gospo­darkę hor­mo­nalną. Pod­nosi poziom pro­lak­tyny w orga­ni­zmie, która blo­kuje reak­tyw­ność sek­su­alną. Dla­tego warto zadbać o to, aby umieć się relak­so­wać: upra­wiać sport, medy­to­wać, spa­ce­ro­wać, czy­tać czy po pro­stu się wysy­piać. Bada­nia poka­zały, że kobiety, które spały o godzinę dłu­żej niż zazwy­czaj, były o 14 pro­cent bar­dziej skłonne do kon­tak­tów sek­su­al­nych niż te, które spały zbyt krótko. Alina zaczęła tań­czyć, co ją odprę­żało, jed­no­cze­śnie dawało oka­zję do ćwi­czeń fizycz­nych. Upra­wia­nie seksu to prze­cież aktyw­ność fizyczna, która wymaga spraw­no­ści, więc warto dbać o dobrą formę nie­za­leż­nie od wieku. Prze­cież ni­gdy nie wia­domo, kiedy ktoś nas wrzuci do jeziora.

U nie­któ­rych osób, które podob­nie jak Alina zostały skrzyw­dzone przez jed­nego lub obojga rodzi­ców, poja­wiają się skłon­no­ści do samo­oka­le­czeń, ten­den­cje samo­bój­cze, depre­sja, zabu­rze­nia odży­wia­nia lub oso­bo­wo­ści. Cier­pią i nie potra­fią zbu­do­wać bez­piecz­nego związku. Alina prze­trwała to wszystko. Porzu­ce­nie przez ojca czy rany zadane przez matkę nie znisz­czyły jej. Przy­szła do mnie zmo­ty­wo­wana do tego, żeby zmie­nić swoje życie, i zro­biła to.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Inspi­ra­cję do tej inter­wen­cji tera­peu­tycz­nej sta­nowi praca Jona Fre­drick­sona Kłam­stwa, któ­rymi żyjemy. Jak zmie­rzyć się z prawdą, zaak­cep­to­wać sie­bie i zmie­nić swoje życie, przeł. Maria Nowak, Wydaw­nic­two W dro­dze, Poznań 2018. [wróć]