Wydawca: Impuls Kategoria: Nauka i nowe technologie Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 349 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Kobieta epoki wiktoriańskiej - Agnieszka Gromkowska-Melosik

Autorka jako pierwsza z polskich badaczek dziejów nowożytnych, bazując na źródłach anglo­ję­zycznych, odważyła się zmierzyć z trudną i dotąd w nikłym stopniu rozpoznaną w polskiej historiografii pro­blematyką. […] Mogę z satysfakcją stwierdzić, że […] uczyniła to znakomicie. Opiniowana praca stanowi, zgodnie z zasadami badań historycznych, zarówno opis, jak i wyjaśnienie, a przede wszystkim sa­modzielną, oryginalną interpretację problemu tożsamości i cielesności kobiet w wiktoriańskiej Anglii, ale – jak z badań wynika – nie tylko.

Jako podstawę źródłową prezentowanych ustaleń Autorka wykorzystała anglojęzyczne teksty pisane: literaturę piękną, filozoficzną, moralizatorską, poradniki lekarskie, higieniczne, dobrego wychowania, pu­blicystykę, a także ikonografię. Są to źródła nie tylko o bogatej zawartości merytorycznej, ale też róż­norodne. […] Autorka swobodnie się nimi posługuje, wychodząc poza opisy na rzecz wyjaśnień i interpretacji. To także świadczy o umiejętnościach stricte naukowych badaczki. […] Opiniowana praca jest wręcz znakomicie osadzona w anglojęzycznej literaturze przedmiotu, co w polskiej historiografii, zajętej przede wszystkim rodzimymi dziejami, nie jest zjawiskiem częstym. Między innymi dlatego książka Agnieszki Gromkowskiej-Melosik będzie w naszej historiografii dziełem wyjątkowym i inspirującym.

Z recenzji prof. zw. dr. hab. Krzysztofa Jakubiaka

 

 

Książka składa się z sześciu rozdziałów. Pierwszy z nich, którego tytuł nawiązuje do obrazu Une leçon clinique à la Salpêtrière, ukazuje związki pomiędzy społecznymi konstrukcjami kobiecości w epoce wiktoriańskiej a medycyną tego okresu. Rozdział drugi poświęcony jest represjonującej roli ideologii i praktyki macierzyństwa, trzeci – równie represywnym i prowadzącym do podporządkowania kobiet wiktoriańskich – dominującym konstrukcjom ciała i seksualności kobiecej. Druga część tytułu rozdziału czwartego dobrze odzwierciedla jego treść – „determinizm biologiczny i intelektualne poddaństwo kobiet”. Z kolei w piątym rozdziale przedstawiam histerię i chlorosis – formy konstruowania patologicznej, „chorobowej” kobiecości w tym okresie. W rozdziale szóstym podejmuję krótką próbę analizy źródeł historycznych oraz uogólnienia wnios­ków płynących z narracji przeprowadzonych w poszczególnych rozdziałach...

Opinie o ebooku Kobieta epoki wiktoriańskiej - Agnieszka Gromkowska-Melosik

Fragment ebooka Kobieta epoki wiktoriańskiej - Agnieszka Gromkowska-Melosik

Agnieszka Gromkowska-Melosik

Kobieta epoki wiktoriańskiej

Tożsamość, ciało i medykalizacja

Oficyna Wydawnicza Impuls

Kraków 2013

Książkę dedykuję mojej Prababci Mariannie Rzepeckiej (1894–1970), Babci Helenie Rzepeckiej (1921–2010), Mamie Barbarze Gromkowskiej i córce Weronice Melosik – z pełną świadomością, że moja biografia stanowi integralną część historii pokoleń kobiet naszej rodziny.

Wprowadzenie: epoka wiktoriańska, obiecość i medykalizacja

Prezentowana książka stanowi zbiór tekstów poświęconych wybranym dyskursom kobiecości w epoce wiktoriańskiej. Wyłaniający się z nich wizerunek kobiety nie pretenduje do miana całościowego czy nawet wielokontekstowego. Jestem świadoma, że epoka wiktoriańska – wyznaczona oficjalnie przez daty narodzin i śmierci królowej Wiktorii (1837–1901) – była wewnętrznie zróżnicowana zarówno w aspekcie czasowym, jak i przestrzenno-geograficznym. Dyskursy kobiecości zmieniały się przez dekady XIX wieku, choć – od razu wyrażę swoje przekonanie – w bardzo niewielkim stopniu na płaszczyźnie społeczno-kulturowych relacji między kobietami i mężczyznami. W pewnym, lecz także małym zakresie można również obserwować odmienności w zależności od tego, czy bierze się pod uwagę Anglię, czy Stany Zjednoczone (względnie – co niekiedy czynię w swoich tekstach – Australię lub nawet Francję, z tym jej historycznym odpowiednikiem epoki wiktoriańskiej, jakim była La Belle Époque). (Nie)akceptowane wersje i warianty kobiecości różniły się natomiast zdecydowanie w odniesieniu do różnych klas czy warstw społecznych, a pozostawały relatywnie stabilne w przypadku kobiet z wyższych klas społecznych, które są obiektem mojego zainteresowania w tej książce. Jestem więc całkowicie świadoma, że obraz, który wyłania się z moich narracji, jest z pewnością przynajmniej do pewnego stopnia jednostronny – zarówno w kontekście doboru analizowanych problemów, jak i grupy społecznej, która była przedmiotem mojego zainteresowania. Nie miałam jednak aspiracji do pokazania całości obrazu.

Moja uwaga skoncentrowana jest świadomie na dyskursach konstruujących asymetrię płciową i podporządkowujących kobietę. Świadomie też wybrałam, powtórzę, rekonstrukcję obowiązujących dyskursów kobiecości z klasy średniej i wyższej, pomijając kobiety z klasy robotniczej czy chłopskiej. Osią moich narracji celowo uczyniłam problemy kobiecego podporządkowania, i to takie, które wiążą się z tożsamością, ciałem, seksualnością i stylem życia – odwołuję się w tym kontekście w pewnym stopniu do teorii bezpośredniej hierarchii płciowej, w której zakłada się, że dominacja społeczna mężczyzn nad kobietami i wynikające z niej formy nierówności mają charakter strukturalny, a obie płcie stanowią odrębne i konkurencyjne w stosunku do siebie grupy1. Pomijam w konsekwencji w sposób zamierzony problemy rodzącej się wówczas emancypacji kobiet i nowych, związanych z nimi praktyk społecznych. Uznając zasadność wielu aspektów koncepcji Michela Foucaulta, zdaję sobie sprawę i z tego, że moje narracje pozostają w sprzeczności z jego tezą odnoszącą się do zjawiska „fragmentaryzacji dyskursu” i różnorodnych wpisanych w dyskurs „nisz oporu”. Jestem jednak przekonana, że są zgodne z innym założeniem tego autora – o dążeniu do odtworzenia dyscyplinujących tożsamość i ciało sposobów myślenia i praktyk społecznych.

Dodam także, że koncentrowałam swoją uwagę na wybranych dominujących w całej epoce wiktoriańskiej dyskursach kobiecości; nie miałam natomiast aspiracji do systematycznej rekonstrukcji – typu dekada po dekadzie – kolejnych aspektów życia kobiety wiktoriańskiej (choć z pewnością byłoby to bardziej zgodne z rygorystycznymi metodami analizy historycznej). Nie jest to więc typowa książka historyczna, umieściłabym ją – zarówno ze względu na problematykę, jak i sposoby analizy – w dużej mierze w ramach socjologii kultury. Sądzę zresztą, że rezygnacja z chronologicznego układu i sposobu analizy jest o tyle uzasadniona, że w trakcie całej epoki wiktoriańskiej dominujące poglądy na biologię kobiet i mężczyzn i ich role społeczne, jak również wzajemne relacje między płciami były nie tylko jasno sprecyzowane, ale także niezmienne przez dekady. Podobnie nie zmieniły się wówczas zasadniczo relacje między poszczególnymi klasami i warstwami.

Myśl o napisaniu tej książki kształtowała się podczas wielokrotnych wyjazdów zarówno do Londynu, jak i do jednego z najbardziej „wiktoriańskich” stanów Ameryki – Wirginii, a także w trakcie zdumiewającej konfrontacji z typowymi przejawami wiktorianizmu podczas pobytu w australijskim Sydney. W pierwszym przypadku oczywistym impulsem była wiktoriańska architektura Londynu, a także pałace, ogrody i muzea (szczególnie Muzeum Wiktorii i Alberta); w drugim – niezwykle inspirujące okazały się kolejne wizyty w przepięknych wiktoriańskich domach naszego przyjaciela Williama Claya Parrisha (1926–2010) i jego żony Marianny (w Viennie na przedmieściach Waszyngtonu i Locust Hill Farm). Niemalże wszystko w nich, począwszy od wystroju wnętrz, a skończywszy na łyżeczce do herbaty, przypominało czasy wiktoriańskie. Trudno nie wspomnieć także inspiracji związanych z pobytami w innych miastach Wirginii (takich jak Richmond czy Williamsburg), w których nie brakuje uroków wiktorianizmu. Wreszcie symboliczne znaczenie mają dla mnie wszystkie godziny spędzone na University of Virginia, którego działalność łączy w sobie wykorzystanie najwyższej klasy nowych technologii z sentymentem dla dawnych czasów, w tym dla epoki wiktoriańskiej (w bibliotekach tego uniwersytetu oraz w bibliotekach University of London zapoznałam się z większością źródeł i tekstów wykorzystanych w tej książce). Wreszcie niezwykle ważne – w zrozumieniu logiki kultury wiktoriańskiej – były moje wielokrotne rozmowy na ten temat z wieloletnim przyjacielem, profesorem Jenningsem Lee Wagonerem (1938–2013) z Curry School of Education, University of Virginia, autorem znanych książek Jefferson and Education i American Education: A History (wspólnie z Waynem J. Urbanem)2.

Społeczeństwo i epoka wiktoriańska kojarzone są zwykle z imperialną Anglią. W mojej książce bardzo wiele mikronarracji i przykładów odnosi się do Stanów Zjednoczonych. Aby uzasadnić takie podejście, odwołam się do znakomitego tekstu Daniela Walkera Howe’a American Victorianism as a Culture („Amerykański wiktorianizm jako kultura”). Autor twierdzi, że „wiktorianizm był kulturą transatlantycką – nawet jeśli w swoim najszerszym znaczeniu był tylko związany z językiem angielskim i subkulturą cywilizacji zachodniej”3. Wyraża też swoje przekonanie, że „ludzie posługujący się językiem angielskim w ramach zachodniego świata w nieunikniony sposób podlegali tym samym wpływom, które były wzmocnione przez rozwój komunikacji za pomocą druku”4. „Pojęcie amerykańskiego wiktorianizmu może także implikować prowincjonalny status Stanów Zjednoczonych wobec Wielkiej Brytanii. Również taki wniosek jest uzasadniony”5 – twierdzi D.W. Howe. Podkreśla on, że „Na początku okresu wiktoriańskiego refleksyjni Amerykanie martwili się, że ich kultura nie jest na tyle odróżnialna, aby mogła stanowić podstawę tożsamości narodowej. Jednak wiktorianizm amerykański nie był całkowicie wtórną kulturą [wobec brytyjskiej]. Pod koniec ery wiktoriańskiej wzajemne wpływy przebiegały w obu kierunkach przez Atlantyk”6.

Ten sam autor zauważa: „niezależnie jednak od wszystkich wspólnych cech wiktorianizm w Ameryce i [Wielkiej] Brytanii rozwinął się w odmiennych kontekstach. Ten segment brytyjskiego społeczeństwa, który związany jest z burżuazyjnym ewangelicyzmem, jest określany zwykle jako »najbardziej charakterystycznie wiktoriański« i w nim właśnie szuka się źródeł brytyjskiego wiktorianizmu”. Jednak jak dodaje D.W. Howe, „w Anglii tacy ludzie żyli na peryferiach elitarnego społeczeństwa i władzy politycznej; natomiast w Stanach Zjednoczonych to oni zdominowali ekonomiczne, społeczne i polityczne instytucje. Wzory kultury arystokratycznej, z którymi wiktoriańskie standardy klasy średniej musiały się zmierzyć w [Wielkiej] Brytanii, były słabe w Stanach Zjednoczonych. Z tego powodu można nawet argumentować, że kultura wiktoriańska była doświadczana intensywniej w Stanach Zjednoczonych niż w rodzinnym kraju królowej Wiktorii”7.

D.W. Howe twierdzi ponadto, że: „Wiktorianizm amerykański miał swoich własnych rywali i przeciwników. Oto bowiem obecność wielu grup mniejszościowych i etnicznych nadała Stanom Zjednoczonym różnorodność kulturową, całkowicie nieznaną w Wielkiej Brytanii. Relacje tych grup do dominującej kultury wiktoriańskiej tworzyły ważny i ciągle jeszcze mało wyjaśniony rozdział historii amerykańskiej”8.

Z tego powodu cytowany autor jest zwolennikiem kategorii „wiktoriańska kultura w Ameryce”, a nie „kultura wiktoriańskiej Ameryki” – ta druga marginalizowałaby bowiem istnienie kultur mniejszości. Howe podkreśla jednak wielokrotnie w swoim tekście, że wiktorianizm w Stanach Zjednoczonych w latach 1837–1901 był zdecydowanie kulturą hegemoniczną9.

Podobnie argumentuje Kevin White: „Opisując kulturę w Stanach Zjednoczonych w latach 1830–1910, historycy używają zwykle pojęcia wiktoriańskiej Ameryki. Nie jest to hołd złożony wspaniałej brytyjskiej władzy sprawowanej przez królową ani nie wynika to z szacunku do dominacji [Wielkiej] Brytanii w świecie, ponieważ pod koniec tego wieku Stany Zjednoczone w zdecydowany sposób zaznaczyły swoją obecność w skali międzynarodowej. Wykorzystywanie tego pojęcia wskazuje na fakt, że kultura amerykańska była wciąż nierozerwalnie związana z brytyjską”10. Autor dodaje także, że amerykańskie klasy średnie posiadały i urzeczywistniały to, co jest najogólniej nazywane „wartościami wiktoriańskimi”11.

Wydaje się w tym kontekście, że przemyślenia D.W. Howe’a oraz uwagi K. White’a całkowicie uprawomocniają moje rozważania dotyczące kobiety wiktoriańskiej w Ameryce.

Trudno też zaprzeczyć, moim zdaniem, możliwości podawania w tej książce przykładów związanych z sytuacją kobiet w Australii okresu wiktoriańskiego, gdyż dopiero 1 stycznia 1901 roku nastąpiło połączenie sześciu dotychczasowych kolonii brytyjskich w jedną federację nazywaną Związkiem Australijskim, a kulturowe związki z Wielką Brytanią trwały przez wiele jeszcze dekad (i na wielu płaszczyznach trwają do dziś). Podany jest także jeden przykład z Kanady, co jest zdecydowanie uprawomocnione z uwagi na to, że pełną suwerenność w ramach Brytyjskiej Wspólnoty Narodów Kanada uzyskała dopiero w XX wieku (aczkolwiek już w 1867 roku powstały pierwsze akty prawne, które zmierzały w tym kierunku).

Opisując epokę wiktoriańską, często przywołuję przykład z Francji – szczególnie w odniesieniu do drugiej połowy XIX wieku. Oto bowiem odpowiednikiem epoki wiktoriańskiej była we Francji La Belle Époque, która – jak się uznaje – rozpoczęła się w 1871 roku i zakończyła wraz z wybuchem pierwszej wojny światowej. Wiele trendów kulturowych było wówczas wspólnych zarówno dla Anglii, jak i Francji, stąd wykorzystywanie przykładów francuskich na potwierdzenie pewnych zjawisk kulturowych w epoce wiktoriańskiej wydaje się uzasadnione, tym bardziej że bardzo adekwatnie odzwierciedlają one, wręcz krystalizują, sposoby myślenia i praktyki kulturowe typowe dla Francji. Podawane przykłady z Polski świadczą o tym, że i ona nie była oderwana od kultury anglosaskiej (i francuskiej).

W tytule mojej książki znajduje się pojęcie medykalizacji, chciałabym więc poświęcić mu nieco więcej miejsca. Niezależnie do faktu, że rozwój medycyny, jej przedmiotu i metod stanowi zwykle wyraz postępu naukowego, medycyna zawsze jest do pewnego stopnia ideologią – przesyconą dominującymi znaczeniami konstrukcją społeczną. Właściwe dla danej epoki historycznej normy społeczne, a także przekonania na temat płci są trwale obecne w teorii medycznej i zwrotnie są przez nią legitymizowane oraz naturalizowane w myśleniu potocznym. Jak zauważa Lorna Duffin, „Medycyna, podobnie jak inne formy działalności, odzwierciedla i wzmacnia dominujące idee i przekonania danego czasu i często potwierdza ekonomiczne i społeczne status quo”12. Również analiza „rzeczywistości wiktoriańskiej” pozwala na stwierdzenie, że zarówno praktyka, jak i teoria medycyny nie istniały wówczas w społeczno-kulturowej próżni. W XIX wieku – tak jak i w innych okresach historycznych – medycyna stanowiła niezwykle wrażliwy wskaźnik dominujących cech kulturowych. Jej społecznym celem były między innymi – prowadzące do potwierdzenia asymetrycznych relacji między płciami – „kontrolowanie i regulowanie ciała kobiecego”. W zmieniającym się społeczeństwie lekarze postrzegali siebie jako „moralnych” i „cielesnych” strażników kobiet i wykorzystywali swój autorytet do interpretacji nowych odkryć medycznych – po to, aby potwierdzić społecznie dominujące założenia na temat kobiecości, jej akceptowanych form i funkcji13. Można w tym miejscu przytoczyć opinię badającej epokę wiktoriańską Patricii Vertinsky: „problemy zdrowia kobiecego uzyskały w XIX wieku bezprecedensową uwagę ze strony profesji medycznej”14. Jednocześnie dla dziewiętnastowiecznych lekarzy tożsamość kobieca, jak ujmuje to Evelyne Ender, stanowiła formę „odmiennej płci” (w stosunku do – mogę dodać od siebie – tożsamości męskiej, która postrzegana była jako standard i norma). Kobiecość ustanawiana więc była niejako w opozycji do męskości, a główną rolę w sytuowaniu jej „na właściwym miejscu” odgrywało badawcze i wszechwiedzące oko (czy spojrzenie) lekarza15. Nie ulega przy tym wątpliwości, że – co warto powtórzyć – ówczesny dyskurs medyczny potwierdzał ideę władzy mężczyzn nad kobietami16 (i męskiej dominacji w społeczeństwie).

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na społeczny i historyczny kontekst tego, co określa się mianem jednostek chorobowych. Choroba sama w sobie, w swoim „bycie naturalnym”, stricte medycznym, nie jest w żaden sposób – jak podkreśla M. Foucault – związana z przestrzenią społeczną (np. wirus jako fakt biologiczny istnieje niezależnie od tego, co społeczne). Dopiero usytuowanie choroby w określonym kontekście społecznym powoduje, że niekiedy zamienia się ona w umysłach ludzi wręcz w społeczną patologię. „Zanim powstała cywilizacja, ludzie cierpieli na najprostsze i najbardziej nieuchronne choroby. Wieśniacy i pochodzący z ludu pozostają jeszcze blisko pierwotnej tablicy nozologicznej; prostota ich życia ukazuje jej rozumny porządek; nie cierpią oni wcale na owe różnorodne, złożone, pomieszane choroby nerwowe, co najwyżej na silne apopleksje czy naturalne ataki szału”17. Przy czym „w miarę jak wchodzi się w porządek stanów społecznych i w miarę zaciskania się wokół jednostki społecznej sieci »zdrowie, jak się wydaje, stopniowo się pogarsza«, choroby różnicują się i łączą; występują one licznie w wyższych sferach mieszczaństwa [...], a najliczniej u ludzi z towarzystwa”18.

W ten właśnie sposób w społeczeństwie wiktoriańskim osoby z wyższych sfer, a w szczególności kobiety, poddane zostały dyscyplinującemu i normalizacyjnemu dyskursowi medycznemu, który dość brutalnie ingerował w ich ciało, seksualność i tożsamość. Ideologia medycyny przekształciła się wręcz – przynajmniej do pewnego stopnia – w medykalizację (dominującej) ideologii dotyczącej tożsamości, zdrowia i choroby ówczesnych kobiet i mężczyzn. Medykalizacja w ramach idei ogólnego postępu cywilizacji stała się częścią oficjalnego dyskursu kobiecości, wdzierała się również w umysły zwykłych ludzi, kształtując nieodwołalnie pojmowanie tego, co jest normalne, a co patologiczne. Konsekwencją medykalizacji było – jak jest to pokazane w wielu miejscach tej książki – stworzenie zinstytucjonalizowanych form represji i przymusu, które urzeczywistniały, wcielały w życie dominujące poglądy na temat zdrowia i choroby, a także kobiecości i męskości.

Trzeba dodać, że rozwój nauk biologicznych w XIX wieku przyniósł powstanie różnorodnych teorii dotyczących ciała człowieka i procesów, które w nim zachodzą. Jednym ze skutków tego postępu była, jak twierdzi James A. Morgan, niespotykana przedtem ekspozycja ciała ludzkiego, które stało się przedmiotem badań i analiz. W konsekwencji społeczeństwo wiktoriańskie zostało przesiąknięte myśleniem biologicznym19. Ponadto XIX wiek to gwałtowny rozwój medycyny, wraz z takimi jej osiągnięciami, jak: stworzenie przez Ludwika Pasteura teorii chorób zakaźnych oraz wynalezienie przez niego pierwszych szczepionek, powstanie pierwszych antybiotyków i antyseptyków, wykorzystanie w medycynie mikroskopu oraz (przez Wilhelma Roentgena) promieni X oraz mikroskopu, powstanie pierwszych metod anestezjologicznych (chloroform), odnalezienie przez Roberta Kocha prątków gruźlicy czy wynalezienie antypiryny – pierwszego syntetycznego leku przeciwgorączkowego i przeciwbólowego (oraz wiele innych). Trzeba zauważyć, że świadomość rozwoju medycyny w tamtym okresie była bardzo duża, o czym świadczy choćby wydane w Stanach Zjednoczonych w 1913 roku dzieło Fieldinga H. Garrisona, w którym za najważniejsze osiągnięcia medycyny drugiej połowy XIX wieku uznano (zadziwia zbieżność ze współczesną oceną wynalazków okresu): opublikowanie traktatu o teorii komórkowej (Theodor Schwan, 1842), zastosowanie chloroformu w anestezji położnictwa (James Simpson, 1847), wynalezienie kimografu rejestrującego zmiany czynności określonych narządów, a także spirometru (John Hutchinson, 1849), oftalmoskopu (wziernik oczny – Hermann Helmholtz, 1851), laryngoskopu (Manuel Patricio Rodríguez García – 1855), odkrycie prątków gruźlicy, maczugowca błonicy i przecinkowca cholery (Robert Koch, 1882, 1883, 1884) oraz bakterii coli (Theodor Escherich, 1886), jak również metody sterylizacji (narzędzi oraz pożywienia, 1886), antytoksyny błonicy i tuberkuliny (1891), bronchoskopii (1898), termometru (1850), szeregu szczepionek, a także takich medykamentów, jak aspiryna (1897), antypiryna (1883)20.

W tym kontekście punktem wyjścia rosnącej medykalizacji życia kobiet wiktoriańskich były z jednej strony oczywiście postępy w dziedzinie biologii i medycyny oraz – z drugiej strony – przekonanie o „biologicznej” esencji kobiety i wynikające z niego społeczne urzeczywistnienie, jakim jest macierzyństwo. Biologiczność zawiera sama w sobie podatność na „chorobowość”, która wydaje się przy tym uleczalna. A jeżeli kobieta jest „biologiczna” w znacznie większym stopniu niż mężczyzna, jeżeli jest bardziej podatna na choroby i patologie (a jej ciało jest pełne biologicznych tajemnic), to bez wątpienia ciało kobiety staje się w coraz większym stopniu przedmiotem zainteresowania medycyny.

W konsekwencji epokę wiktoriańską charakteryzuje stanowiące integralną część medykalizacji definiowanie, a nawet swoiste wytwarzanie nowych, odnoszących się do kobiet jednostek chorobowych. Procesy medykalizacji kreowały całe grupy „spatologizowanych” kobiet, które były „wychwytywane” (diagnozowane) przez lekarzy i leczone za pomocą stosownych praktyk medycznych. Z jednej strony, działania związane z medykalizacją nie były kwestionowane, stały się bowiem częścią popularnych przekonań i popularnej codziennej świadomości: lekarze rzeczywiście wierzyli, że dokonali właściwej diagnozy i zastosowali właściwe remedia, a zdiagnozowane kobiety rzeczywiście były przekonane, że cierpią na określone przypadłości i muszą być leczone. W ten sposób medycznie zdefiniowana norma i patologia definiowały to, co społeczne i tożsamościowe. Z drugiej strony, społeczne (przed)założenia odnoszące się do „istoty” czy „natury” kobiecości miały znaczący wpływ na konstrukcje medycznych definicji zdrowia i choroby, normy i patologii. Widać więc wyraźnie, że to, co medyczne, przesycone jest tym, co społeczne, i odwrotnie: to, co społeczne, jest w coraz większym stopniu medykalizowane. Nie ulega też wątpliwości, że tak jak życie społeczne w coraz większym stopniu było przesycone językiem medycyny, tak i w dyskursie oraz języku medycznym zawarte były ideologie społeczne, także te, które odnosiły się do kobiecości i męskości.

Medykalizację życia (przede wszystkim kobiet) w epoce wiktoriańskiej można więc określić, wykorzystując współczesne definicje tego pojęcia, jako proces, przez który problemy niemedyczne kobiet są definiowane i rozwiązywane w życiu społecznym tak, jakby to były problemy medyczne; postrzegane zwykle w kategoriach chorób lub zaburzeń21. Z kolei Irving K. Zola uznaje, że medykalizacja to proces, w którym coraz większe obszary codziennego życia podlegają medycznej dominacji, wpływowi i nadzorowi22. Jak podaje Blackwell Encyclopedia of Sociology, medykalizacja to „proces, w trakcie którego wcześniej uważane za niemedyczne aspekty życia zaczynają być postrzegane w terminach medycznych, zwykle jako zaburzenia lub choroby [...]”23. Z kolei odwołując się do poglądów Petera Conrada, można też stwierdzić, że medykalizacja obejmuje zarówno definiowanie i pojmowanie jakiegoś problemu w kategoriach medycznych i przy użyciu języka medycznego, jak i stosowanie medycznych metod do jego rozwiązania. Jest to, według P. Conrada, proces społeczno-kulturowy, w który zwykle zaangażowani są lekarze i który prowadzi do rosnącej „medycznej kontroli społecznej”, przy czym często stanowi on wyraz „intencjonalnej ekspansji profesji medycznych”24. Rezultatem medykalizacji jest też – aby pójść śladem Ivana Illicha – „medyczny imperializm”, którego istotą są narastająca dominacja instytucji i profesji medycznych w życiu społecznym oraz umacniające się, nieweryfikowalne i u podstaw ideologiczne przekonanie, że to właśnie medycyna dostarcza najlepszych paradygmatycznie i instytucjonalnie form organizacji społeczeństwa25.

Wszystkie te definicje znakomicie odnoszą się do zjawiska zdecydowanej inwazji medycyny wiktoriańskiej w ciało i tożsamość kobiet. Medycyna wiktoriańska definiowała problem medyczny u kobiety, następnie organizowała jej życie wokół tego problemu oraz stosowała środki, które miały na celu jego eliminację. Konsekwencją tego zjawiska była kontrola nad życiem i tożsamością kobiet.

Trudno się nie odnieść w tym miejscu do relacji między medycyną a religią. O ile bowiem w przeszłości w choroby, zwłaszcza kobiet, wpisane było bardzo często „szatańskie opętanie”, o tyle wiktoriańska medykalizacja zachowań odbiegających od normy, a w szczególności dewiacji, umieszczała je w zupełnie odmiennym kontekście moralnym. Tak piszą o tym P.J. McGann i P. Conrad: „Medykalizacja dewiacji [...] jest konsekwencją przejścia z otwarcie karzącego do pozornie bardziej humanitarnego postrzegania dewiacji [...]. Konstruowanie dewiacji jako choroby przyznaje jej status moralny odmienny niż w przypadku przestępstwa czy grzechu. Jednak konsekwencją medykalizacji jest kontrola społeczna, władza [...]”26. W podobnej logice rozumowania Peter Conrad i Joseph Schneider stwierdzają, że wraz z rozwojem medycyny następuje medykalizacja dewiacji. Medycyna redefiniuje aberracje stanowiące niegdyś źródło definiowania jednostek jako kryminalistów czy heretyków; odtąd nabierają one charakteru medycznego. W ten sposób medycyna, kwestionując podejście religijne czy prawne, nadaje dyskursowi medycznemu „ideologicznie dominującą pozycję”27.

Moje analizy rzeczywistości wiktoriańskiej prowadzą do wniosku, że medycyna w tym okresie stopniowo wypierała religię nie tylko w kontekście zmiany podejścia do chorób i dewiacji, ale także w zakresie konstruowania kobiecości i męskości. Istotą tego zjawiska nie jest przy tym tworzenie oczywistej alternatywy dla religii, lecz przeniesienie akcentów i tworzenie „medycznego klimatu” wokół ciała i tożsamości. Postawię nawet tezę, że medycyna niekiedy wręcz medykalizowała pewne założenia religijne. I tak, wychodząc od religijnie uzasadnianej tezy o grzesznej z istoty swojej seksualności kobiecej, medycyna zreorganizowała ją wokół idei patologiczności („chorobowości”) popędu płciowego i satysfakcji seksualnej kobiet, a nawet narządów kobiecych samych w sobie. To samo więc, co jest z perspektywy religii grzeszne, staje się z perspektywy medycznej patologiczne. Można w tym miejscu przywołać za Thomasem Stephenem Szaszem postać, cytowanego zresztą wielokrotnie w tej książce, barona Richarda von Kraffta-Ebinga (1840–1902), psychiatry, autora książki Psychopathia Sexualis28, w której dokonał transformacji zachowań dotychczas uważanych za grzeszne w patologiczne – odtąd perwersje seksualne były „mózgowymi neurozami”, a seksuologia stała się inherentną częścią medycyny oraz nowo powstałej psychiatrii29 (poglądy tego autora są przedstawiane w dalszej części książki).

Celem moich analiz odnoszących się do medykalizacji jest ukazanie, w jaki sposób dominujące w epoce wiktoriańskiej idee oraz ideologie kształtowały tożsamość i ciało (oraz nieodmiennie – styl życia) kobiet. Z wielu kontekstów medykalizacji życia kobiety wiktoriańskiej wybrałam trzy najbardziej typowe. Pierwszy z nich dotyczy mieszczących się w ramach dominującego wówczas biologicznego esencjalizmu i determinizmu przekonań o naturalnym przeznaczeniu kobiet i mężczyzn; rozważania dotyczące tego problemu można znaleźć w wielu miejscach tej książki. Drugi – stanowiąc niejako pogłębienie pierwszego – pokazuje, jak dominujące przekonania o roli systemu rozrodczego dokonywały społecznego ubezwłasnowolnienia kobiet. Wreszcie trzeci przedstawia najwyraźniej konstrukcje patologii ciała i tożsamości kobiet wiktoriańskich: histerię i blednicę. We wszystkich tych trzech przypadkach medycyna splatała się nierozerwalnie ze społeczną ideologią dominacji mężczyzn (i podporządkowania kobiet). Potwierdzała męską supremację, a ta z kolei zwrotnie uprawomocniała te dyskursy medyczne, które marginalizowały kobiety.

Ważną rolę w zrozumieniu przeze mnie epoki wiktoriańskiej odegrało malarstwo. Zapoznałam się z setkami obrazów z tego okresu – angielskimi, amerykańskimi, francuskimi, hiszpańskimi, a nawet holenderskimi. Analiza treści obrazów i ich kulturowego tła pozwoliła mi zrozumieć, że ówczesna kultura miała również – do pewnego stopnia – charakter globalny. To, co u źródeł było angielskie i wiktoriańskie, znajdowałam na obrazach malarzy z innych krajów, a to, co u źródeł francuskie – w malarstwie angielskim. Zaskoczyło mnie to, że wiele obrazów francuskich i hiszpańskich ma stereotypowo (i bez głębszej analizy) bardziej wiktoriański charakter niż część obrazów angielskich z tego okresu, co być może stanowi jeszcze jeden dowód na wzajemne przenikanie się kultur i stylów artystycznych w tej epoce. Zaskoczyło mnie również to, że w trakcie zapoznawania się z dziesiątkami katalogów odnoszących się w tytule do malarstwa wiktoriańskiego znajdowałam w nich setki obrazów francuskich, hiszpańskich, a także włoskich (jak również znakomite dzieła polskiego malarza Władysława Czachórskiego). To wszystko uzasadnia wykorzystanie w mojej książce zarówno dzieł angielskich i amerykańskich, jak i tych, które zostały namalowane przez artystów kontynentalnych. Obrazy odgrywają w publikacji ważną rolę, ponieważ stanowią jak gdyby esencję czy reprezentację pewnych opisywanych przeze mnie sposobów myślenia i praktyk kulturowych typowych dla epoki wiktoriańskiej. Opis symboliki obrazów zawarłam w tekście książki, w tym miejscu zasygnalizuję tylko krótko ich obecność.

Na okładce znajduje się obraz namalowany przez angielskiego malarza Richarda Bucknera (1812–1883), zatytułowany Emily, Lady Isham (data powstania nieokreślona, między 1842 a 1877 rokiem). Szerzej omawiam go w rozdziale III tej książki. Wpisuje się on w rozważania dotyczące stylu życia i statusu wiktoriańskiej kobiety z wyższych sfer, której przywileje i pozycja stanowiły swoistą rekompensatę za marginalizację w życiu publicznym i podporządkowanie w relacjach z mężczyznami (chociaż paradoksalnie biografia Emily wymyka się do pewnego stopnia stereotypowemu postrzeganiu kobiety wiktoriańskiej). Podobną symbolikę ma namalowany w 1855 roku obraz poświęcony cesarzowej Eugenii – żonie Napoleona III – Portrait of Empress Eugénie Surrounded by Her Ladies in Waiting (1855) (jego szerszy opis znajduje się w rozdziale III). Namalował go Franz Xaver Winterhalter (1805–1873), znany i modny w tamtym okresie malarz niemiecki, który specjalizował się w malowaniu portretów władców i arystokratów. Po raz pierwszy przybył on na dwór królowej Wiktorii w 1842 roku, a następnie w trakcie kolejnych pobytów namalował wiele obrazów królowej i jej rodziny, jak również aryjskich arystokratów. Portret Eugenii przyniósł Winterhalterowi wielką sławę – cesarzowa była ówczesną ikoną modnego stylu wśród arystokratów europejskich, propagatorką krynoliny i czarnych pereł. W 1850 roku Guerlain stworzył dla niej perfumy „Eau de Cologne Imperial”30. Ten sam malarz jest autorem obrazu Florinda (1852, szerszy opis w rozdziale III). To pełne zmysłowości i nagości płótno, odzwierciedlające ambiwalencję w postrzeganiu seksualności w epoce wiktoriańskiej, stało się w 1852 roku podarunkiem urodzinowym królowej Wiktorii dla jej męża Alberta. Problem seksualności – w kontekście podwójnej i potencjalnie demonicznej natury kobiet – podjęty został też w nawiązującym do stylu prerafaelitów obrazie Hylas and the Nymphs (1896) angielskiego malarza Johna Williama Waterhouse’a (1849–1917). Kobieca natura i seksualność – tak jak były one postrzegane w epoce wiktoriańskiej – przedstawione są także na obrazie angielskiego malarza Augustusa Leopolda Egga (1816–1863) The Travelling Companions (1862, szerszy opis w rozdziale III). Z kolei obraz zatytułowany Pot-pourri, angielskiego malarza George’a Dunlopa Lesliego (1835–1921), przedstawia „bezużyteczny” styl życia wiktoriańskiej kobiety z wyższych sfer (1874, szerszy opis w rozdziale II).

Trzy kolejne obrazy (których dokładniejsze opisy zamieszczam w rozdziale I) nawiązują do jednego z głównych problemów mojej książki – medykalizacji życia i tożsamości wiktorian, w szczególności kobiet. Pierwszy z nich to The First Operation under Ether – dzieło amerykańskiego malarza Roberta C. Hinckleya (1853–1940) (zaczął malować ten obraz w 1882 roku, a skończył po jedenastu latach); jego oryginał znajduje się we Francis A. Countway Library of Medicine w Bostonie. Drugi obraz – Une leçon clinique à la Salpêtrière („Wykład kliniczny w Salpêtrière”) (1887) – namalował André Brouillet (1857–1914). Jest to jedno z najbardziej znanych w dziejach malarstwa płócien odnoszących się do medycyny (obraz wisi na ścianie L’Université Paris Descartes, zaraz obok wejścia do Muzeum Historii Medycyny). Jego treść odnosi się do histerii, która w dziewiętnastowiecznej Europie stanowiła swoistą krystalizację niepokojów wokół kobiety, jej tożsamości, ciała i seksualności. Ostatni obraz to ¿Y tenía corazón? (Did She Have a Heart?) albo¡Y tenía corazón! (And She Had a Heart!) z 1890 roku. Znajduje się obecnie w muzeum w Maladze, był słynny już w ówczesnej epoce. Został namalowany przez Hiszpana Enrique Simoneta (1866–1927), który w bardzo młodym wieku zdobył uznanie w świecie sztuki (czego dowodem są między innymi nagrody artystyczne w Chicago w 1893 roku i w Paryżu w 1900 roku).

Książka składa się z sześciu rozdziałów. Pierwszy z nich, którego tytuł nawiązuje do obrazu Une leçon clinique à la Salpêtrière, ukazuje związki pomiędzy społecznymi konstrukcjami kobiecości w epoce wiktoriańskiej a medycyną tego okresu. Rozdział drugi poświęcony jest represjonującej roli ideologii i praktyki macierzyństwa, trzeci – równie represywnym i prowadzącym do podporządkowania kobiet wiktoriańskich – dominującym konstrukcjom ciała i seksualności kobiecej. Druga część tytułu rozdziału czwartego dobrze odzwierciedla jego treść – „determinizm biologiczny i intelektualne poddaństwo kobiet”. Z kolei w piątym rozdziale przedstawiam histerię i chlorosis – formy konstruowania patologicznej, „chorobowej” kobiecości w tym okresie. W rozdziale szóstym podejmuję krótką próbę analizy źródeł historycznych oraz uogólnienia wniosków płynących z narracji przeprowadzonych w poszczególnych rozdziałach.

Na zakończenie chciałabym podziękować prof. zw. dr. hab. Krzysztofowi Jakubiakowi z Uniwersytetu Gdańskiego oraz prof. UWM dr hab. Joannie Ostrouch-Kamińskiej za bardzo dobre i motywujące do dalszej pracy naukowej recenzje tej książki.

Składam serdeczne podziękowania Mary Rose Rivett-Carnac z The Public Catalogue Foundation w Londynie za konsultację dotyczącą praw autorskich do obrazów, których reprodukcje zostały wykorzystane w tej publikacji. Szczególną wdzięczność chciałabym wyrazić Lamport Hall w hrabstwie Northamptonshire, a zwłaszcza dyrektorowi zarządzającemu posiadłości – George’owi P.S. Drye’owi – za zgodę na umieszczenie na okładce książki obrazu Emily, Lady Isham Richarda Bucknera.

Rozdział I

Une leçon clinique a la Salpetriere – krystalizacja kobiecości i medycyny

Jest to książka o kobiecie wiktoriańskiej, o medykalizacji jej życia, o jej tożsamości, jej ciele i seksualności. A jednak jedno z ważnych pierwotnych źródeł mojej inspiracji tym problemem odnajduję we Francji, a właściwie w malarstwie francuskim, w jednym z obrazów z dziewiątej dekady XIX wieku. Wyzwolił on we mnie niespodziewanie silny impuls do podjęcia w tej książce problemu medykalizacji tożsamości, ciała i seksualności kobiecej. Obraz ten może też stanowić punkt wyjścia w rozważaniach dotyczących głównego problemu tej książki, odnoszącego się do społeczno-kulturowego podporządkowania kobiet w interesującym mnie okresie historycznym.

Zanim przejdę do opisania tego obrazu, popatrzę raz jeszcze na okładkę albumu Medicine. An Illustrated History1. Umieszczono na niej obraz The First Operation under Ether amerykańskiego malarza Roberta C. Hinckleya (zaczął go malować w 1882 roku, a skończył po jedenastu latach). Jego oryginał można zobaczyć we Francis A. Countway Library of Medicine w Bostonie. Z pewnością jest to obraz prezentujący wydarzenie niezwykle istotne z perspektywy historii medycyny – narodziny anestezjologii. Ukazano na nim pierwszy udany zabieg chirurgiczny z zastosowaniem eteru. Po serii nieudanych prób konkurujących ze sobą lekarzy znieczulenia pacjenta dokonał w szpitalu w Bostonie w 1846 roku dwudziestosiedmioletni anestezjolog William Thomas Morton (zabieg wykonywał główny chirurg szpitala – profesor John Collins Warren). W szpitalnym amfiteatrze na kolejnych stopniach siedzą mężczyźni, którzy – w doniosłym medycznym spektaklu – przyglądają się zabiegowi (wycięcie guza z szyi). Po lewej stronie widzimy pozostającego bez ruchu pacjenta – mężczyznę (dwudziestoletniego Edwarda Gilberta Abbotta), który pod wpływem eteru nie odczuwał bólu. Patrząc na niego, nie potrafię uwolnić się od wrażenia, że godnie spoczywa on na chirurgicznym krześle, jakby pełen powagi i przekonania o znaczeniu wydarzenia, w którym uczestniczy, dla przyszłości medycyny. Oto racjonalny pacjent i pełni medycznej racjonalności – ubrani w ciemne garnitury – mężczyźni, którzy z uwagą i zaangażowaniem obserwują rozwój wydarzeń. Pacjent jest przedmiotem medycznego działania, ale ma się wrażenie, że jest też w pewien sposób podmiotem tworzącym dzieje chirurgii – jest pacjentem, którego się szanuje, a obecni na sali są świadomi, że uczestniczą w tworzeniu historii medycyny (po udanym, trwającym dwadzieścia pięć minut zabiegu pacjent oznajmił, że nie czuł bólu, co zgromadzona widownia przyjęła z wielkim entuzjazmem)2.

Robert C. Hinckley, The First Operation under Ether (1893)

 

Kiedy patrzę na to dzieło, nie mogę się oprzeć pokusie spojrzenia po raz kolejny na obraz, który jest bohaterem tego wprowadzenia, ten, który w pewnym intelektualnym paradoksie stał się źródłem moich inspiracji wiktoriańskich – Une leçon clinique à la Salpêtrière („Wykład kliniczny w Salpêtrière”) (1887) André Brouilleta. Oto z pewnością jedno z najsłynniejszych w historii malarstwa arcydzieł odnoszących się do medycyny (płótno wisi na ścianie L’Université Paris Descartes, tuż obok wejścia do Muzeum Historii Medycyny). W pierwszym momencie odnoszę wrażenie, że oba obrazy cechuje podobny klimat – podobna tematyka i kolorystyka, podobne rozplanowanie postaci. Jednakże już po krótkim czasie wiem doskonale, że występuje tu zdecydowanie inne rozłożenie akcentów, inna też jest leżąca u ich podłoża „ideologia medyczna”. Obydwa dzieła są poświęcone „wydarzeniu klinicznemu”. Obraz R.C. Hinckleya uosabia jednak racjonalność rozwoju medycyny (choć zabieg był świadomie – jak wiadomo ze źródeł historycznych – zaaranżowanym wydarzeniem), płótno Brouilleta wydaje się – w kontraście do niego – przedstawieniem groteskowego spektaklu na pograniczu hipnozy i neurologii (momentami nie jestem pewna, czy to na pewno wykład, czy może fragment teatralnego spektaklu), choć usankcjonowanego autorytetem lekarzy biorących w nim udział. Pacjent z obrazu R.C. Hinckleya jest jednym z mężczyzn znajdujących się na „scenie”, chwilowo „uprzedmiotowionym podmiotem”. Z kolei pacjentka u Brouilleta stanowi symbol asymetrii stosunków płciowych tej epoki, typowej dla niej konstrukcji kobiecości i męskości.

André Brouillet, Une leçon clinique à la Salpêtrière (1887)

 

Od pierwszego spojrzenia na ten obraz przed wielu laty nie mogłam o nim zapomnieć. Tytuł obrazu brzmi: „Wykład kliniczny w Salpêtrière”. Raz jeszcze zadam pytanie: czy to rzeczywiście tylko wykład neurologii profesora Jeana-Martina Charcota z kliniki Salpêtrière? W centrum obrazu znajduje się kobieta w drugim stadium histerii, wygięta w charakterystyczny łuk. To, że jeszcze nie upadła, zawdzięcza lekarzowi, który podtrzymuje ją swoimi ramionami. Obraz zdaje się ożywać w mojej wyobraźni. Pozwolę sobie na charakterystykę wydarzenia, które jest na nim przedstawione, na podstawie odręcznej notatki sporządzonej podczas pokazu Charcota 25 listopada 1877 roku3. Jest wtorek – dzień słynnych wykładów, na których obecne są przyszłe sławy neurologii, wśród nich: Paul Richer, Pierre Marie, Gilbert Ballet, Maurice Debove, Józef Babiński. Charcot pokazuje kobietę, która nie panuje nad sobą, jest jego medium – znajduje się w stanie histerii. Ma nagie ramiona i duży dekolt. Jest ubrana w suknię nasuwającą skojarzenia raczej z szansonistką niż pacjentką szpitala dla obłąkanych. Epileptyczne drgawki jej ciała przywodzą na myśl moment ekstazy seksualnej. Charcot kładzie ręce na jej jajnikach – kobieta uspokaja się na chwilę. Charcot przykłada laskę do jej łona – kobieta ucisza się. Atak histerii oddala się, by zaraz wrócić po usunięciu laski. Kobieta domaga się laski „w słowach pozbawionych wszelkiej metafory”. Lekarz używa na przemian eteru do uspokojenia histeryczki i azotanu amylu w celu przyspieszenia ataku.

Spektakl medycyny i spektakl kobiecości. Dla dwudziestu ośmiu mężczyzn w czarnych garniturach i białych koszulach, patrzących spokojnie, z zainteresowaniem; uosabiających wiedzę i prawdę medycyny, psychiatrii. Uosabiających władzę męskości nad ciałem i tożsamością kobiety. Charcot jest mistrzem ceremonii. Oto egzemplifikacja i potwierdzenie androcentrycznego świata. Bez wątpienia kobieta stanowi centrum obrazu – jest spektaklem, jednak jedynie takim samym spektaklem jak bohaterki niekończących się konkursów piękności. Jest zdefiniowana przez mężczyzn i dla mężczyzn.

Kim jest Blanche Marie Wittman – bohaterka obrazu?4 Pacjentką, która zaufała swojemu lekarzowi? Podmiotem poddanym hipnozie i terapii? Przedmiotem poddanym eksploracji? Marionetką w rękach mistrza? Uosobieniem seksualnych marzeń mężczyzn patrzących na jej ekstazę? Hipnotyzerką świadomie hipnotyzującą zapatrzoną i podekscytowaną męską widownię? Królową histeryczek (to jej, chciałoby się powiedzieć, artystyczny pseudonim)? Nie bez znaczenia jest fakt, że Charcot słynął z robienia zdjęć swoim pacjentkom, uwieczniania na kliszy filmowej ataków histerii, a także z organizacji otwartych spektakli publicznych z udziałem histeryczek. Wraz z żoną zaprezentowali te zdjęcia na jednej z wystaw sztuki. Nieprzypadkowo więc też Debora L. Silverman posługuje się pojęciem ikonografii Charcota, a jego pacjentki (jego modelki?) nazywa „artystkami wnętrza (interior artist) sprowadzonymi do stadium dekoracyjnego przedmiotu”5 (warto nadmienić, że bohaterka obrazu była wieloletnią kochanką Charcota).

W przypadku spektaklu w szpitalu Salpêtrière dochodzi do swoistej „teatralizacji histerii”; jak pisze Alain Corbin: „Powstaje więc teatr dnia codziennego, gdzie kobieta-symulatorka chciałaby być obiektem widowiska. »Perskie oko«, porozumiewawczy uśmiech histeryczki proponują patologiczny obraz kobiecego uwodzicielstwa. Mężczyźni staną teraz przed wielką pokusą utożsamiania przejawów tej choroby z delirium orgazmu czy też prowokacyjnym zachowaniem ulicznic [...]. Teatr histerii jest być może jedynie zwykłą taktyką subtelnego sterowania pożądaniem mężczyzn lub przede wszystkim symptomem, choć może także nieświadomą terapią niedosytu mężczyzny. Na scenie w Salpêtrière w tej złożonej grze ekshibicjonizmu i voyeuryzmu – zarówno z jednej, jak i z drugiej strony – chodzi tak naprawdę o wadliwy stosunek do pożądania [...]. Ta zdobywająca rozgłos działalność prowadzi do okrutnych niepotrzebnych rodzajów terapii [...]”6 (opisane są one w rozdziale V tej książki, poświęconym histerii i chlorosis)7.

Wiedziona tradycyjnym pytaniem „Co artysta miał na myśli?”, uwieczniając na płótnie spektakl histerii, spoglądam na przedstawione na obrazie dwa niezwykle impresywne, ogromne okna, przez które wpada światło. Światło to symbolicznie zdaje się oddzielać tę scenę od mroku wiktoriańskiej sypialni, w której – jak wierzono – nie mogło być miejsca na kobiecą namiętność i ekscytację, każda bowiem zmysłowa i pożądająca kobieta była uznawana za patologiczne odchylenie od normy. Mrok sypialni wiktoriańskiej w sali wykładowej Salpêtrière zastąpiony został pełnym światłem – a bohaterką sceny jest histeryczka wraz z jej spektaklem ekstazy.

Tak czy inaczej jednak, obraz przesycony jest klimatem klasycznego binaryzmu płciowego – kobieta reprezentuje naturę, a mężczyzna uosabia kulturę. Powraca ideał wiktoriańskiego dżentelmena, który symbolizuje racjonalność oraz panowanie nad sobą, autorytet i władzę. W tym kontekście Blanche Marie Wittman stanowiła kolejne potwierdzenie zasadności ideologii pozbawionej racjonalności kobiety, która utraciła panowanie nad swoim ciałem i zmysłami, która dała się zwieść instynktom, pierwotnym popędom i niestłumionemu pragnieniu.