Kobieca ejakulacja i punkt G - Deborah Sundah - ebook + książka

Kobieca ejakulacja i punkt G ebook

Sundah Deborah

2,0

10 osób interesuje się tą książką

Opis

Zjawisko kobiecej ejakulacji zostało opisane już przez Arystotelesa, rozsławił je jednak niemiecki lekarz Ernst Gräfenberg. To od pierwszej litery jego nazwiska wziął nazwę mityczny punkt G, czyli kobiecy gruczoł prostaty. Jego umiejętna stymulacja może prowadzić do kobiecego wytrysku i doświadczenia ekstazy.

Deborah Sundahl w swojej książce omawia psychiczne i fizyczne czynniki wiodące do satysfakcji ze współżycia. W oparciu o badania naukowe, ilustracje anatomiczne i relacje historyczne pokazuje nie tylko, jak osiągnąć kobiecą ejakulację, ale także w pełni doświadczyć własnej seksualności.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 372

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Spis ilu­stra­cji

2.1. Nowe spoj­rze­nie: wewnętrzna część łech­taczki w sta­nie pobu­dze­nia, widok z boku

2.2. Wewnętrzna część łech­taczki: udo­sko­na­lony kom­pu­te­rowo obraz USG

2.3. Żeń­ska pro­stata umiej­sco­wiona przy ujściu cewki moczo­wej: pro­stata ota­cza moczo­wód. Jego ujście znaj­duje się po pra­wej stro­nie, moczo­wód pro­wa­dzi do pęche­rza moczo­wego po lewej stro­nie

2.4. Mię­śnie dna mied­nicy – zauważ cztery grupy mię­śni

3.1. Rzeźba ze sta­ro­żyt­nej świą­tyni tan­trycz­nej w Kar­na­tace (Indie), przed­sta­wia­jąca świętą kobiecą „wydzie­linę”

3.2. Pojem­nik na kobiecy eja­ku­lat. Japoń­ski drze­wo­ryt przed­sta­wia­jący spe­cjalny fla­kon na kobiecy płyn eja­ku­la­cyjny

3.3. Uni­wer­sum waginy: Das Weltall (Wszech­świat), w Sci­vias (Poznaj drogi Pana1). Obraz nama­lo­wany przez Świętą Hil­de­gardę z Bin­gen, Niemcy, Disi­bo­den­berg, 1151

4.1. Pochwa: żołądź łech­taczki, wargi sro­mowe, ujście cewki moczo­wej i przed­sio­nek pochwy

4.2. Główka i trzon punktu G. Zauważ ujście cewki moczo­wej i fałdki punktu G

4.3. Zobacz swój punkt G: widok punktu G z przodu (odbi­cie w lusterku)

4.4. Poczuj punkt G: widok punktu G z boku (z pal­cem wzdłuż trzonu i koń­cówki)

5.1. Skala orga­zmów łech­tacz­ko­wego, macicz­nego i orga­zmu na sku­tek pobu­dza­nia strefy punktu G

PRZED­MOWA

dr Alice Ladas

Wie­dza o tym, że nie­które kobiety mają eja­ku­la­cję w chwili orga­zmu, została – podob­nie jak inne ważne aspekty sek­su­al­no­ści – spa­lona na sto­sie przez pury­ta­nizm i patriar­chat. W 1978 roku, kiedy po raz pierw­szy prze­czy­ta­łam arty­kuł O kobie­cej eja­ku­la­cji i pro­sta­cie autor­stwa J. Lown­des Sevely i J.W. Ben­nett w „The Jour­nal of Sex Rese­arch”, odrzu­ci­łam to zja­wi­sko jako kurio­zalne i mar­gi­nalne. Ale zale­d­wie dwa lata póź­niej, kiedy dowie­dzia­łam się o bada­niach pro­wa­dzo­nych nad tymi samymi zagad­nie­niami przez Johna Perry’ego i Beverly Whip­ple, zro­zu­mia­łam, że po raz kolejny sta­łam się ofiarą dys­kry­mi­na­cji sek­su­al­nej cha­rak­te­ry­stycz­nej dla kul­tury, w któ­rej zosta­łam wycho­wana. Kobieca eja­ku­la­cja, któ­rej daleko do zja­wi­ska kurio­zalnego i mar­gi­nalnego, sta­nowi ważny ele­ment sek­su­al­no­ści nie­któ­rych kobiet. Kobiety, które mają eja­ku­la­cję, powinny o tym wie­dzieć, podob­nie jak ich part­ne­rzy.

Nie wszyst­kie kobiety mają wytry­ski i nie wszyst­kie ich potrze­bują, by doświad­czać w życiu przy­jem­no­ści z seksu. Nie­które mają wro­dzoną zdol­ność do eja­ku­la­cji. Inne same się tego nauczyły. Uczy­nie­nie z tej umie­jęt­no­ści stan­dardu albo celu, który mają osią­gnąć wszyst­kie kobiety, byłoby głu­pie, a nawet szko­dliwe. Klu­czowe zna­cze­nie ma to, żeby kobiety, które mają eja­ku­la­cję, wie­działy, że to nor­malne, że wytrysk to nie mocz oraz że nie ma potrzeby, żeby ten fakt ukry­wać albo podej­mo­wać jakie­kol­wiek kroki – tak jak to robią nie­które z nas z pomocą chi­rur­gów – by cał­ko­wi­cie wyeli­mi­no­wać eja­ku­la­cję. Kobiety czują się tuż przed wytry­skiem tro­szeczkę tak, jakby odczu­wały potrzebę odda­nia moczu. Wiele spo­śród nas oba­wia się pozwo­lić sobie na to, by doświad­czyć orga­zmu, a co dopiero, żeby mieć wytrysk.

Do tej pory nie wiemy, dla­czego nie­które kobiety mają eja­ku­la­cję, a inne nie. Podob­nie jak nie znamy dokład­nie źró­dła w ciele, z któ­rego pocho­dzi kobiecy wytrysk. Nie wiemy, po co w ogóle ist­nieje ani jaką funk­cję ewo­lu­cyjną – jeśli w ogóle – speł­nia. Nato­miast z pew­no­ścią możemy stwier­dzić, że coś takiego jest i daje dużo przy­jem­no­ści zarówno kobie­tom, które mają wytrysk, jak i ich part­ne­rom, jeżeli jedni i dru­dzy wie­dzą, że eja­ku­la­cja to nor­malne zja­wi­sko fizjo­lo­giczne i by­naj­mniej nie jest to mocz.

Debo­rah Sun­dahl wyświad­czyła nam ogromną przy­sługę, zbie­ra­jąc w jed­nej książce wszystko, co wiemy na temat tego zja­wi­ska. Nie jest to jej pierw­sze – i podej­rze­wam, że nie ostat­nie – osią­gnię­cie na polu bada­nia kobie­cej sek­su­al­no­ści.

– dr Alice Ladas, naukow­czyni i współ­au­torka książki The G Spot and Other Recent Disco­ve­ries About Human Sexu­ality (Punkt G oraz inne naj­now­sze odkry­cia na temat sek­su­al­no­ści czło­wieka)

Santa Fe, Nowy Mek­syk, kwie­cień 2002

PRZED­MOWA

dr Annie Sprin­kle

Kiedy pięt­na­ście lat temu zaczę­łam pro­wa­dzić warsz­taty na temat kobie­cej sek­su­al­no­ści, ni­gdy nie sły­sza­łam o „kobie­cej eja­ku­la­cji”. Taki ter­min po pro­stu nie ist­niał w świa­do­mo­ści spo­łecz­nej. Kilka razy mia­łam wytrysk, w tym raz w 1981 roku pod­czas seansu filmu porno zaty­tu­ło­wa­nego Deep Inside Annie Sprin­kle (Głę­boko wewnątrz Annie Sprin­kle). Jed­nak nie wie­dzia­łam wtedy, jak to zja­wi­sko się nazywa. Nie mia­łam poję­cia, co się działo z moim cia­łem, podob­nie jak moi kochan­ko­wie i fani prze­my­słu usług sek­su­al­nych, a nawet inne kobiety. Zda­rzało się to rzadko i zbyt­nio się nad tym nie zasta­na­wia­łam. Wie­dzia­łam tylko, że to było nie­zwy­kle przy­jemne dozna­nie!

Rok póź­niej zaczęły mnie docho­dzić słu­chy o przy­pad­kach „kobie­cej eja­ku­la­cji”. Zapy­ta­łam grupę około czter­dzie­stu kobiet na warsz­ta­tach, które pro­wa­dzi­łam, czy coś na ten temat sły­szały. Dwie kobiety nie­śmiało pod­nio­sły rękę. Podzie­li­ły­śmy się naszą ogra­ni­czoną wie­dzą i doświad­cze­niami z całą grupą.

Potem powstał cudowny film wideo How to Female Eja­cu­late: Find Your G-Spot (Jak osią­gnąć kobiecy wytrysk. Znajdź swój punkt G). Film wywo­łał sen­sa­cję! Tysiące kobiet go kupiło, gor­li­wie ana­li­zo­wało i dzie­liło się swo­imi wra­że­niami z tysią­cami przy­ja­ció­łek, które z kolei dzie­liły się tą wie­dzą z milio­nami kochan­ków. Świat już nie był taki sam!

Obec­nie, kiedy pro­wa­dzę warsz­taty o sek­su­al­no­ści kobiet, zawsze poja­wia się wątek kobie­cej eja­ku­la­cji i więk­szość uczest­ni­czek ma wie­dzę na ten temat oraz doświad­czyła wytry­sku w taki czy inny spo­sób. Teraz śmiało i z prze­ko­na­niem dzie­limy sie naszymi doświad­cze­niami. Jakie to eks­cy­tu­jące, być świad­kiem tak ogrom­nego postępu w świe­cie kobie­cej sek­su­al­no­ści w rela­tyw­nie krót­kim cza­sie. Nie jestem aż taka stara, a przy­po­mi­nam sobie, jak ludzie ledwo koja­rzyli, co to jest łech­taczka, gdzie ją zna­leźć i co z nią zro­bić. Pamię­tam, jak mnó­stwo ludzi wąt­piło, że kobiety w ogóle mogą mieć orgazm, a jesz­cze mniej kobiet naprawdę go doświad­czało. Pamię­tam, jak okre­śle­nie „bisek­su­al­ność” nale­żało do rzad­ko­ści, a wyrazy „gej”, „les­bijka” były trak­to­wane jako spro­śne. Pamię­tam, jak kobie­tom nie wolno było czer­pać przy­jem­no­ści z seksu, ale nie­ustan­nie cier­piały na „bóle głowy”. Prze­szły­śmy długą drogę!

Wie­dza na temat seksu, nie­stety, czę­sto bywa pota­jemna. Ale kiedy zaczy­namy się nią dzie­lić, roz­prze­strze­nia się z pręd­ko­ścią świa­tła. W dzi­siej­szych cza­sach kobiety (oraz przed­sta­wi­ciele innych płci) swo­bod­nie cie­szą się z mokrych miejsc, które są skut­kiem kobie­cych wytry­sków w łóż­kach na całym świe­cie. Kobiety potra­fią pro­sić o to, czego chcą i potrze­bują w życiu sek­su­al­nym, i wygląda na to, że czują się bar­dziej zaspo­ko­jone niż kie­dyś. Jed­nak wciąż ist­nieje potrzeba pro­wa­dze­nia dal­szych badań w tej dzie­dzi­nie. Musimy się jesz­cze sporo nauczyć i mamy ogromne pole do roz­woju. Per­spek­tywy naprawdę są warte tego wysiłku.

Dzięki sek­su­al­no­ści nie tylko możemy popra­wić jakość naszego intym­nego związku, czer­pać fizyczną przy­jem­ność czy też dążyć do pro­kre­acji. Sek­su­al­ność może nam pomóc w pro­ce­sie oso­bi­stej prze­miany, uzdro­wie­nia fizycz­nego i emo­cjo­nal­nego, samo­re­ali­za­cji, roz­woju ducho­wego oraz stać się naszą drogą do pozna­nia istoty życia i śmierci. Kobieta albo grupa kobiet, które stają w swo­jej wła­snej praw­dzie i są świa­dome swo­jej sek­su­al­no­ści, mają w sobie boską i nie­zwy­kle potężną siłę, dzięki któ­rej nie tylko mogą zain­spi­ro­wać inne kobiety, ale rów­nież wpły­nąć na dobro­stan wszyst­kich istot żyją­cych na Ziemi.

Wobec tego ruszaj w drogę!

– dr Annie Sprin­kle, artystka sek­su­al­nych per­for­mance’ów, pro­sty­tutka, gwiazda fil­mów porno, która została edu­ka­torką sek­su­alną, sek­su­olożka

San Fran­ci­sco, Kali­for­nia, maj 2002

PRZED­MOWA DO DRU­GIEGO WYDA­NIA

Gdy przy­glą­dam się z per­spek­tywy czasu, jak wyglą­dał ota­cza­jący mnie kra­jo­braz edu­ka­cji sek­su­al­nej na temat punktu G, kiedy po raz pierw­szy pra­co­wa­łam nad tą książką, porów­na­ła­bym go do wysu­szo­nej pustyni cze­ka­ją­cej na deszcz. Byłam nie­pewną podróż­niczką, która miała do dys­po­zy­cji jedy­nie wła­sną intu­icję i doświad­cze­nia oraz dostępne wów­czas szcząt­kowe bada­nia naukowe. Na szlaku spo­tka­łam inne podróż­niczki, które rów­nież miały poczu­cie, że zostały wezwane, by tą drogą kro­czyć, roz­po­wszech­niać tę świętą wie­dzę, jaką trzy­ma­ły­śmy w sobie, i nie zwa­żać na tak zwa­nych eks­per­tów, któ­rzy mogliby potwier­dzić naszą teo­rię albo i nie. Jed­nak w dużym stop­niu była to samotna wędrówka pod osłoną nocy, w któ­rej za jedy­nych prze­wod­ni­ków mia­łam swoje wewnętrzne świa­tło i silne poczu­cie misji.

Dzi­siaj ta pusty­nia przy­po­mina Las Vegas, z dra­pa­czami chmur, buj­nym życiem noc­nym i gwar­nymi uli­cami. Pro­duk­cja gadże­tów ero­tycz­nych zapro­jek­to­wa­nych spe­cjal­nie do pobu­dza­nia punktu G roz­ro­sła się w cały prze­mysł przy­no­szący miliony dola­rów zysku. Kobiety mają do dys­po­zy­cji bogac­two warsz­ta­tów, stron inter­ne­to­wych, ksią­żek, fil­mów DVD i wykła­dów stwo­rzo­nych spe­cjal­nie dla nich oraz rekla­mo­wa­nych wszę­dzie, począw­szy od Face­bo­oka, a na The Oprah Win­frey Show skoń­czyw­szy. Punkt G i do pew­nego stop­nia kobieca eja­ku­la­cja prze­stały być mitami i legen­dami, a stały się chwy­tli­wymi hasłami i tak jak kie­dyś kobiety musiały radzić sobie z cał­ko­wi­tym bra­kiem infor­ma­cji na ten temat, teraz muszą nauczyć się pły­wać po nie­zmie­rzo­nym morzu moż­li­wo­ści.

Cóż to za zdu­mie­wa­jący wachlarz sprzecz­nych ze sobą infor­ma­cji i opi­nii! To, co lubię nazy­wać „kobiecą fon­tanną”, w prze­my­śle por­no­gra­ficz­nym zostało okre­ślone mia­nem „kobie­cego wytry­sku”. Chi­rur­dzy pla­styczni w Beverly Hills ofe­rują teraz „zabieg odmło­dze­nia pochwy” nazy­wany „zastrzy­kiem orga­zmu”, który polega na wstrzyk­nię­ciu kwasu hia­lu­ro­no­wego (sub­stan­cji wypeł­nia­ją­cej na bazie kola­genu) do pochwy, żeby „powięk­szyć” punkt G. Kobiety odkryły swoje punkty G, dowie­działy się, że mają dzia­ła­jącą kobiecą pro­statę, i z rado­ścią wyko­rzy­stują je w swoim życiu ero­tycz­nym. Podob­nie jak w przy­padku wszyst­kich nowych odkryć, które mogą zostać sko­mer­cja­li­zo­wane albo dotknięte pato­lo­gią, rynek i prze­mysł far­ma­ceu­tyczny już je zauwa­żyły. Jed­no­cze­śnie naukowcy muszą się jesz­cze zde­cy­do­wać, co wła­ści­wie na ten temat myślą. Cho­ciaż kobiety nabie­rają coraz więk­szej pew­no­ści sie­bie, jeśli cho­dzi o świa­do­mość wła­snego ciała, to w naszych cza­sach nauka jest niczym Bóg, który nie przyj­mie żad­nej prawdy, jeśli sam jej nie stwo­rzył albo nie zaak­cep­to­wał. Fakt, że ist­nie­nie kobie­cej pro­staty i eja­ku­la­cji zostało potwier­dzone przez kobiety i męż­czyzn, wydaje się dla wielu naukow­ców nie­istotny i dopóki nie zosta­nie spro­wa­dzony do jed­no­znacz­nej obser­wa­cji w labo­ra­to­rium, nie­któ­rzy z nich pozo­staną wciąż nie­prze­ko­nani.

Pod­sta­wową tezą, którą posta­wi­łam w pierw­szym wyda­niu tej książki, w 2003 roku, był bar­dzo poważny i draż­liwy pro­blem – kom­pletny brak świa­do­mo­ści faktu ana­to­micz­nego, tego, że wszyst­kie kobiety mają pro­statę. Ta luka w pod­sta­wo­wej wie­dzy spo­wo­do­wała, że kobiety miały zmniej­szony poten­cjał odczu­wa­nia przy­jem­no­ści sek­su­al­nej – kla­syczny temat dla femi­ni­zmu, zakła­da­jąc, że kie­dy­kol­wiek taki ist­niał! Femi­nistki nie cier­pią luk w wie­dzy, ponie­waż umniej­szają one poten­cjał życiowy kobiety. Umniej­sza­nie polega na tym, że indy­wi­du­alne doświad­cze­nia i oso­bi­sta prawda zostają wyma­zane albo ocen­zu­ro­wane. Nasz kon­kretny przy­pa­dek doty­czył prze­ko­na­nia o nie­ist­nie­niu kobie­cej pro­staty. Bra­ku­jące czę­ści kobie­cego ciała wpi­sują się w slo­gan bojowy femi­ni­stek prze­ciwko „kłam­stwom, tajem­ni­com i zmo­wie mil­cze­nia” – zwrot, który został ukuty przez ulu­bioną poetkę femi­ni­stek Adrienne Rich w zbio­rze ese­jów pod tym samym tytu­łem. Skutki tego wyma­zy­wa­nia i cen­zu­ro­wa­nia były i na­dal są poważne. Mają bez­po­średni wpływ na fizyczne, psy­chiczne, emo­cjo­nalne i duchowe zdro­wie kobiet oraz na ich przy­jem­ność sek­su­alną, a także intymną rela­cję z samą sobą i part­ne­rami.

Pod­czas moich licz­nych wykła­dów i pro­wa­dzo­nych przeze mnie warsz­ta­tów zarówno w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, jak i poza gra­ni­cami kraju2, w ciągu ostat­nich dzie­się­ciu lat, byłam świad­kiem, jak kobiety bla­dły, kiedy dowia­dy­wały się po raz pierw­szy o tym, że przez całe życie nosiły w swoim ciele w pełni dzia­ła­jącą kobiecą pro­statę. Wiele spo­śród nich wyra­żało swoje nie­do­wie­rza­nie, szok pomie­szany z gnie­wem, a cza­sem nawet ze łzami. Te emo­cje dosko­nale oddają słowa pew­nej matki dwojga dzieci, która pocho­dziła z Taos w Nowym Mek­syku i brała udział w moich warsz­ta­tach:

Byłam zszo­ko­wana przed­sta­wio­nymi infor­ma­cjami. Jak mogłam, do cho­lery, prze­żyć jako kobieta trzy­dzie­ści sie­dem lat, mając tak nie­pełną wie­dzę na temat ana­to­mii wła­snych narzą­dów płcio­wych? Byłam wku­rzona, kiedy się o tym dowie­dzia­łam. Poczu­łam się upo­ko­rzona i oszu­kana! Złość szybko ustą­piła miej­sca ogrom­nej wdzięcz­no­ści za [moją świeżo nabytą wie­dzę].

* * *

Infor­ma­cje, które zostały zamiesz­czone w pierw­szym wyda­niu tej książki (i na­dal się w niej znaj­dują), sta­no­wiły uko­ro­no­wa­nie mojej pracy zawo­do­wej i oso­bi­stych odkryć, które roz­po­częły się w 1984 roku, kiedy po raz pierw­szy doświad­czy­łam eja­ku­la­cji. Byłam kom­plet­nie zasko­czona. Nie zda­wa­łam sobie sprawy z tego, że sty­mu­la­cja punktu G, która nastą­piła na sku­tek posu­wi­stych, wol­nych pocią­gnięć pal­ców mojego part­nera, spo­wo­do­wała obrzmie­nie punktu G aż do momentu, kiedy nastą­piła eja­ku­la­cja. W pew­nym momen­cie płyn wytry­snął z mojego ciała pro­sto na pod­łogę.

Natych­miast go pową­cha­łam, ponie­waż mia­łam jakieś nie­ja­sne prze­czu­cie, że to nie był mocz. Rze­czy­wi­ście wydzie­lina nie miała żad­nego zapa­chu – a jeśli nawet, to był to raczej świeży i deli­katny aro­mat. Czu­łam, że jakieś miej­sce wewnątrz mojej macicy było nie­malże spa­ra­li­żo­wane tym relak­sem i satys­fak­cją sek­su­alną. Pozo­stała część mojego ciała rów­nież nie za bar­dzo miała ochotę się ruszyć. Wytar­łam pod­łogę i nie­długo potem zaczę­łam poszu­ki­wać infor­ma­cji o tym, co też takiego mi się przy­tra­fiło.

To zaska­ku­jące doświad­cze­nie z kobiecą eja­ku­la­cją było jed­nym z wielu moich oso­bi­stych odkryć zwią­za­nych z sek­sem, któ­rych doko­na­łam w tam­tym okre­sie swo­jego życia. Zale­d­wie rok wcze­śniej roz­po­czę­łam karierę na polu kobie­cej sek­su­al­no­ści, kiedy zosta­łam współ­wy­daw­czy­nią prze­ło­mo­wego cza­so­pi­sma ero­tycz­nego dla kobiet zaty­tu­ło­wa­nego „On Our Backs” (Na ple­cach). Środki na wyda­wa­nie tego cza­so­pi­sma zdo­by­wa­łam, pra­cu­jąc wie­czo­rami jako tan­cerka ero­tyczna. Cha­rak­ter tego wydaw­nic­twa wyma­gał ode mnie pozy­ski­wa­nia i zgłę­bia­nia nowi­nek na temat kobie­cej sek­su­al­no­ści, a taniec ero­tyczny umoż­li­wił mi dostęp do kobiet, które czuły się bar­dzo kom­for­towo ze swo­imi cia­łami. Mając tyle infor­ma­cji na temat sek­su­al­no­ści kobiet na wycią­gnię­cie ręki, wkrótce odkry­łam, że moje zaska­ku­jące zmo­cze­nie pod­łogi miało swoją nazwę i wytłu­ma­cze­nie.

Moim naj­lep­szym źró­dłem infor­ma­cji stał się świa­towy best­sel­ler autor­stwa naukow­ców i sek­su­olo­gów: Ladas, Whip­ple i Perry’ego pod tytu­łem The G Spot and Other Recent Disco­ve­ries About Human Sexu­ality (Punkt G oraz inne naj­now­sze odkry­cia na temat sek­su­al­no­ści czło­wieka, 1982). Dzięki tej książce ter­min „punkt G” wszedł do codzien­nego użytku. Dowie­dzia­łam się, że moja nie­spo­dzie­wana kałuża rze­czy­wi­ście była efek­tem kobie­cej eja­ku­la­cji, a jej źró­dło, tak zwany punkt G, miało swój wła­sny, szcze­gólny orgazm. Książka spo­wo­do­wała, że ten cudowny punkt G szybko stał się dla wielu kobiet oraz ich part­ne­rów poszu­ki­waną nagrodą, a polo­wa­nie, które się roz­pę­tało, żeby odkryć to cudowne miej­sce, uto­nęło gdzieś w oce­anie ero­tycz­nych zaka­mar­ków kobie­cego ciała. Opi­nia publiczna uznała punkt G za tajem­ni­cze źró­dło natych­mia­sto­wej i nie­ziem­skiej przy­jem­no­ści. Zro­bi­łam prze­gląd dostęp­nej lite­ra­tury nauko­wej w połą­cze­niu z prak­tyczną wie­dzą na temat wła­snego ciała i roz­po­czę­łam zbie­ra­nie mate­riału do tej książki. Tan­tra i tao­izm pozwo­liły mi spoj­rzeć na kobiecą eja­ku­la­cję z cie­ka­wej per­spek­tywy i wkrótce potem odkry­łam sta­ro­żytne obrazy z Japo­nii i Indii, które przed­sta­wiają ten święty prze­pływ.

Rów­nie ważne jest to, że roz­ma­wia­jąc z innymi oso­bami o moim pierw­szym i dość zaska­ku­ją­cym doświad­cze­niu z kobiecą eja­ku­la­cją, odkry­łam, że inne kobiety robią to samo w zaci­szu swo­ich sypialni. Wspól­nym wąt­kiem w tych histo­riach było pod­eks­cy­to­wa­nie, z jakim kobiety opi­sy­wały swoją pierw­szą eja­ku­la­cję. Stało się dla mnie jasne, że były to miłe, nie­za­po­mniane wspo­mnie­nia wyjąt­ko­wego i zna­czą­cego wyda­rze­nia w życiu.

Jed­nak przez pierw­sze dwa­dzie­ścia lat mojej pracy na polu sek­su­al­no­ści uwaga opi­nii publicz­nej sku­piała się nie­malże wyłącz­nie na punk­cie G, a nie na fak­cie, że kobiety mają wytrysk. Kon­cep­cja kobie­cej eja­ku­la­cji była nie­zba­dana i stała się tema­tem tabu. Mia­łam cza­sami wra­że­nie, że zostanę oblana ben­zyną i pod­pa­lona oraz wyrzu­cona ze spo­łecz­no­ści femi­ni­stek, ponie­waż nie­które spo­śród nich nie mogły poko­nać swo­jego oporu przed koja­rze­niem eja­ku­la­cji z cia­łem męż­czy­zny albo (jak to w 1987 roku ujęła femi­nistka i pio­nierka badań kobie­cej eja­ku­la­cji oraz pro­fe­sorka poli­to­lo­gii, Kana­dyjka, dok­tor Shan­non Bell z Toronto) z „prze­ję­ciem prze­strzeni męż­czy­zny” – za pomocą eja­ku­la­cji, nie ina­czej! Teraz, trzy­dzie­ści lat póź­niej, kobieca eja­ku­la­cja w końcu wycho­dzi z ukry­cia w świe­cie Zachodu wła­śnie dzięki tym pierw­szym wysił­kom kilku odważ­nych femi­ni­stek-bada­czek, które nie bały się poło­żyć na szali swo­jego sek­su­al­nego ciała i ero­tycz­nego pożą­da­nia. Zdo­ła­ły­śmy prze­ła­mać nie­które głę­boko zako­rze­nione mecha­ni­zmy obronne w sek­su­al­nej czę­ści psy­che całej popu­la­cji, po raz kolejny udo­wad­nia­jąc, że doświad­cze­nia oso­bi­ste mają cha­rak­ter poli­tyczny3. Kiedy dzie­limy się histo­riami naszego życia, two­rzymy głę­boką i ponad­cza­sową prawdę, ważną raczej z powodu usza­no­wa­nia naszego zbio­ro­wego doświad­cze­nia niż pole­ga­nia na kon­cep­cjach narzu­co­nych nam przez teo­rię, mar­ke­ting albo par­ty­ku­larne inte­resy.

Z rado­ścią dono­szę, że w ciągu tych krót­kich, ale owoc­nych dzie­się­ciu lat, odkąd napi­sa­łam tę książkę, czarna dziura w świa­do­mo­ści, o któ­rej wspo­mi­na­łam wcze­śniej, zamie­niła się w swo­bodną prze­strzeń, w któ­rej wiele kobiet może na nowo budo­wać swoje życie sek­su­alne. Trwa­jące przez dwa stu­le­cia ukry­wa­nie waż­nego faktu ana­to­micz­nego, tego, że ist­nieje kobieca pro­stata, ponio­sło spek­ta­ku­larną klę­skę. Pod­czas gdy kie­dyś prak­tycz­nie nikt – poza garstką naukow­ców – nie wie­dział, że kobiety mają pro­statę, nie mówiąc już o świa­do­mo­ści, że to jest organ, teraz wiele zaan­ga­żo­wa­nych kobiet i par zgłę­bia taj­niki kobie­cej pro­staty i kobie­cej eja­ku­la­cji.

Naj­now­sze i naj­waż­niej­sze odkry­cie naukowe, jakiego doko­nano od momentu pierw­szego wyda­nia tej książki, doty­czy prze­wle­kłego napię­cia mię­śni dna mied­nicy (CPMT). Uwa­żam to odkry­cie za jeden z naj­bar­dziej klu­czo­wych kie­run­ków roz­woju ostat­niego dzie­się­cio­le­cia w obsza­rze naszej wie­dzy na temat sek­su­al­no­ści i ana­to­mii. Jak wspo­mi­nam w roz­dziale ósmym, prze­wle­kłe napię­cie mię­śni dna mied­nicy u kobiet (i u męż­czyzn) dotyka trzy­dzie­stu pro­cent popu­la­cji. Pod wie­loma wzglę­dami ma to rów­nież zwią­zek z punk­tem G i kobiecą eja­ku­la­cją. Powiedzmy, że jeśli kobiety świa­do­mie (albo nieświa­do­mie) oba­wiają się, że mogą zro­bić siku pod­czas sto­sunku, będą stale zaci­skać mię­śnie dna mied­nicy, tym samym blo­ku­jąc wytrysk. Sam ten odruch może spo­wo­do­wać prze­wle­kłe napię­cie mię­śni dna mied­nicy, które z kolei może pro­wa­dzić do poważ­nych dole­gli­wo­ści fizycz­nych, mają­cych wpływ na zdro­wie i jakość życia kobiety, a nie tylko na jej sek­su­al­ność. CPMT może być rów­nież skut­kiem wyko­rzy­sta­nia sek­su­al­nego i/albo nad­uży­cia (na przy­kład sto­sunku, któ­rego kobieta nie chciała emo­cjo­nal­nie, ale fizycz­nie się na niego zgo­dziła), uro­dze­nia dziecka i róż­nego rodzaju wypad­ków.

Ważne, żeby doce­nić, że w kwe­stiach takich jak pogłę­bia­nie więzi z part­ne­rem albo pozy­tywny wpływ na poczu­cie wła­snej war­to­ści świa­do­mość ist­nie­nia kobie­cej eja­ku­la­cji i kobie­cej pro­staty (punktu G) ma duże zna­cze­nie dla dobrego samo­po­czu­cia kobiety. Ten „przy­pa­dek zagi­nio­nej kobie­cej pro­staty” i zaprze­cza­nia ist­nie­niu kobie­cego wytry­sku może sta­no­wić dla nas ważną lek­cję. Nie­chęć do zaan­ga­żo­wa­nia się w szczerą dys­ku­sję na temat sek­su­al­no­ści i ogra­ni­cza­nie łatwego dostępu do wie­dzy i edu­ka­cji na temat roz­rod­czo­ści powo­duje powsta­nie próżni, w któ­rej mogą roz­kwi­tać cho­roba i roz­pacz. Ta podróż poka­zuje, jak ogromne zna­cze­nie ma zastą­pie­nie igno­ran­cji wie­dzą. Edu­ka­cja sek­su­alna sprzyja umac­nia­niu poczu­cia pew­no­ści sie­bie dzięki osią­ga­niu opty­mal­nych efek­tów, które wypły­wają z natury aktu miło­ści wobec samej sie­bie i innych ludzi. Obser­wuję nie­ustanny roz­wój na tym polu i dla­tego musimy pamię­tać, żeby przy­glą­dać się dobrze temu, co ofe­ruje nam „Las Vegas” i czego od nas żąda w zamian. Zachę­cam moje czy­tel­niczki i czy­tel­ni­ków, żeby nie usta­wali w „pozna­wa­niu samych sie­bie”. Korzy­staj­cie ze świę­tej wie­dzy na temat swo­jego ciała, słu­cha­jąc go jak naj­bar­dziej zaufa­nego prze­wod­nika. Kiedy trzy­dzie­ści lat temu jako młoda kobieta tuż po trzy­dzie­stce dopiero wyru­sza­łam w tę drogę, mia­łam poczu­cie roz­paczliwej nie­obec­no­ści głosu kobiet w sfe­rze sek­su­al­no­ści. Te spo­strze­że­nia roz­pa­liły moją pasję do tego, co postrze­gam jako swoją życiową misję. Teraz, kiedy spo­glą­dam wstecz z per­spek­tywy kobiety tuż po sześć­dzie­siątce, moją misję umac­nia ten „kobiecy, ero­tyczny głos”, który wciąż prze­ma­wia, zaska­kuje, ewo­lu­uje i przy­nosi mi speł­nie­nie na jesz­cze głęb­szym pozio­mie. Wła­śnie to poczu­cie misji daje mi ener­gię, żeby rok­rocz­nie, od momentu pierw­szego wyda­nia tej książki w 2003 roku, podró­żo­wać po Euro­pie i po Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Moim celem jest dzie­le­nie się wie­dzą, poprzez warsz­taty i wykłady, z wszyst­kimi, któ­rzy chcą mnie słu­chać, tak żeby ta cudowna kobieca fon­tanna znowu zaczęła try­skać. Efekty, które obser­wuję, znacz­nie prze­wyż­szają to, co byłam sobie w sta­nie wyobra­zić, kiedy pisa­łam tę książkę – akcep­ta­cja wła­snej sek­su­al­no­ści widoczna na twa­rzy kobiet i głę­boka ero­tyczna radość, które wle­wają cie­pły blask w ich ciała i są widoczne przez wiele kolej­nych dni. Świa­dec­twa, które wie­lo­krot­nie sły­szę, potwier­dzają, że doświad­cze­nie eja­ku­la­cji wnosi pew­ność sie­bie i radość do prze­ży­wa­nia orga­zmów, zabawy ero­tycz­nej oraz ero­tycz­nej ducho­wej bli­sko­ści z samą sobą i swoim part­ne­rem. Może i naukowcy wciąż toczą debaty na ten temat, pró­bu­jąc udo­wod­nić albo oba­lić „teo­rię” o kobie­cej eja­ku­la­cji i punk­cie G, ale ja, będąc świad­kiem, jak setki kobiet, męż­czyzn oraz par doświad­czają trans­for­mu­ją­cej siły „kobie­cej fon­tanny”, pozby­wam się wszel­kich wąt­pli­wo­ści, które mogłam mieć, kiedy ponad dzie­sięć lat temu po raz pierw­szy wkro­czy­łam na tę pozor­nie jałową pusty­nię. Teraz bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek przed­tem jestem pewna praw­dzi­wo­ści infor­ma­cji zawar­tych w tej książce.

Kiedy wów­czas przy­glą­da­łam się w osłu­pie­niu kałuży na pod­ło­dze, ni­gdy bym nie zga­dła, że w tej kaska­dzie kobie­cej wody pły­ną­cej spo­mię­dzy moich stóp kryje się pełne mocy i dzia­ła­jące na głę­bo­kim pozio­mie narzę­dzie, które sprawi, że bar­dziej poko­cham samą sie­bie i innych ludzi. Kobiece źró­dło, kie­dyś czczone i uświę­cone w sta­ro­żyt­nych świą­ty­niach, we współ­cze­snych nam cza­sach usy­cha w zapo­mnie­niu. Mam nadzieję, że ta książka na­dal będzie przy­wra­cać życie cudowi kobie­cej eja­ku­la­cji we wszyst­kich jego tajem­ni­czych aspek­tach. Liczę rów­nież na to, że będzie się ona przy­czy­niała do roz­po­wszech­nia­nia wie­dzy i wzbu­dzała zain­te­re­so­wa­nie piękną kobiecą pro­statą i jej wodami.

Dzi­siaj jestem połą­czona z wie­loma innymi latar­niami na pust­ko­wiu oświe­tla­ją­cymi drogę tym ludziom, dla któ­rych to wciąż nowość, albo tym, któ­rzy potrze­bują infor­ma­cji na ten temat. Wam wszyst­kim dedy­kuję niniej­sze, dru­gie wyda­nie mojej książki.

PODZIĘ­KO­WA­NIA

Spe­cjalne podzię­ko­wa­nia kie­ruję do dok­tor Beverly Whip­ple i dok­tora Johna Perry’ego za ich nowa­tor­skie odkry­cia naukowe w dzie­dzi­nie sek­su­al­no­ści kobiet, a szcze­gól­nie te doty­czące mię­śni i ner­wów odpo­wie­dzial­nych za orgazm zwią­zany z punk­tem G, które zostały opi­sane w ich prze­ło­mo­wej książce, opu­bli­ko­wa­nej w 1982 roku pod tytu­łem The G Spot and Other Recent Disco­ve­ries About Human Sexu­ality (Punkt G oraz inne naj­now­sze odkry­cia na temat sek­su­al­no­ści czło­wieka), napi­sa­nej wspól­nie z dok­tor Alice Ladas. Praca tych naukow­ców zain­spi­ro­wała mnie, żeby zgłę­bić temat kobie­cej eja­ku­la­cji i prze­ka­zać tę wie­dzę innym oso­bom. Chcia­ła­bym rów­nież podzię­ko­wać dok­torowi Mila­nowi Zavia­ci­cowi za jego trwa­jące ponad trzy­na­ście lat (1986–1999) bada­nia nad komór­kami kobie­cej pro­staty. Rysunki i pełne wyniki badań można zna­leźć w jego mono­gra­fii z 1999 roku The Human Female Pro­state: From Vesti­gial Skene’s Parau­re­th­ral Glands and Ducts to Woman’s Func­tio­nal Pro­state (Pro­stata u kobiet. Od gru­czo­łów Skene’a do w pełni ukształ­to­wa­nej kobie­cej pro­staty). Odkry­cia Whip­ple, Perry’ego i Zavia­cica sta­no­wią więk­szą część pod­staw nauko­wych, na któ­rych opiera się ta książka.

Dzię­kuję wszyst­kim kobie­tom, które podzie­liły się swo­imi histo­riami na temat eja­ku­la­cji. Wasze odważne i szczere opo­wie­ści zain­spi­ro­wały mnie na samym początku mojej drogi do tego, by dalej nią kro­czyć, pomimo że doświad­cza­łam zewsząd gwał­tow­nych i zacie­kłych ata­ków zaprze­cza­ją­cych ist­nie­niu kobie­cego wytry­sku.

Hun­ter House było pierw­szym wydaw­nic­twem w zachod­nim świe­cie, które wyka­zało się odwagą i dale­ko­wzrocz­no­ścią i w 2003 roku wydało książkę na temat eja­ku­la­cji u kobiet. Jestem za to ogrom­nie wdzięczna całemu wydaw­nic­twu oraz zespo­łowi, który był zaan­ga­żo­wany w prace nad pierw­szym wyda­niem książki, w tym moim redak­tor­kom: Jeanne Bron­dino, za miłe słowa i zro­zu­mie­nie tematu, oraz Alex Mum­mery, za moż­li­wość prze­te­sto­wa­nia nowego pro­gramu do edy­cji tek­stu, któ­rego z przy­jem­no­ścią uży­wa­łam; Kira­nowi Ranie, wydawcy, za jego tro­skę i życz­li­wość w dopil­no­wa­niu pro­jektu okładki; Rachel Bern­stein, za jej skru­pu­latną adiu­sta­cję tek­stu, oraz Caro­line Knapp, za to, że z przy­jem­no­ścią pra­co­wała nad ostat­nimi eta­pami redak­cji książki; Laura Har­ger swoim facho­wym redak­cyj­nym okiem wspa­niale wspie­rała mnie w ukła­da­niu mate­riału i pomo­gła mi stwo­rzyć uży­teczną i prak­tyczną książkę, słu­żyła mi pomocą w całym przed­się­wzię­ciu. Chcia­ła­bym rów­nież podzię­ko­wać redak­torce dru­giego wyda­nia Kel­ley Blew­ster, która doło­żyła wszel­kich sta­rań i wyka­zała się ogrom­nym doświad­cze­niem, pro­fe­sjo­na­li­zmem i głę­bo­kim wglą­dem w publi­ka­cję, oraz mojej genial­nej asy­stentce Libby O’Fla­herty, szyb­kiej, nie­ustra­szo­nej i weso­łej, która kazała mi „po pro­stu zasła­niać oczy dłońmi”, kiedy krzy­wi­łam się na widok wycię­tych frag­men­tów mojego tek­stu.

Chri­sti Cas­sidy dawała mi nie­usta­jące wspar­cie i pro­fe­sjo­nalne rady w trak­cie pisa­nia tej książki. Mat­czyna opieka Chri­sti spra­wiła, że praca nad moją pierw­szą książką była dla mnie mniej wykań­cza­jąca ner­wowo, niż byłaby w innych oko­licz­no­ściach. Dzię­kuję Alice Ladas i Annie Sprin­kle za ich życz­liwe słowa wspar­cia w przed­mo­wach do pierw­szego wyda­nia; Suzann Gage, RN oraz Fede­ra­tion of Femi­nist Women’s Heal­th­care Cen­ters za to, że hoj­nie dzie­liły się ze mną swo­imi pio­nier­skimi ilu­stra­cjami medycz­nymi, które poja­wiają się w tej książce; Nikowi Dougla­sowi za nie­ustanne uży­cza­nie ory­gi­nal­nych zdjęć z jego kolek­cji arty­stycz­nych foto­gra­fii ero­tycz­nych.

Dzię­kuję mojej rodzi­nie za to, że od wielu lat na swój wła­sny, uro­czy spo­sób wspiera mnie w mojej pracy.

Jed­nak przede wszyst­kim chcia­ła­bym wyra­zić moją wdzięcz­ność kole­żan­kom, szcze­gól­nie tym, które dzielą się swoim doświad­cze­niem i anga­żują ener­gię w moje pro­jekty i/lub wystą­piły w ciągu tych wszyst­kich lat w moich fil­mach. Wiele spo­śród nich to pio­nierki na polu sek­su­al­no­ści kobiet, inno­wa­torki, artystki i nauczy­cielki, z któ­rymi współ­pra­cuję zawo­dowo od ponad trzy­dzie­stu pię­ciu lat. Wysoko sobie cenię ich wspar­cie i ducha otwar­to­ści. Wszyst­kie wal­czyły nie­stru­dze­nie, żeby wyra­zić kobiecy ero­tyzm poprzez swoje pomy­sły, wysiłki i goto­wość do tego, by poło­żyć na szali wła­sne ciała, aby dać wyraz wol­no­ści sek­su­al­nej i zaan­ga­żo­wać się w edu­ka­cję sek­su­alną. Jest ich wiele, bar­dzo się od sie­bie róż­nią i podzi­wiam je wszyst­kie.

Chcia­ła­bym podzię­ko­wać wła­ści­cie­lom skle­pów ero­tycz­nych, które poja­wiły się jak grzyby po desz­czu w dużych mia­stach w całym zachod­nim świe­cie. Bar­dzo ciężko pra­cują na pierw­szej linii frontu edu­ka­cji sek­su­al­nej, zapew­niają wspar­cie i sta­no­wią cen­trum infor­ma­cyjne dla swo­ich (i waszych) spo­łecz­no­ści. Osoby te pod­nio­sły poprzeczkę inte­li­gen­cji sek­su­al­nej i zasłu­gują na ogromny sza­cu­nek za wyso­kiej jako­ści pracę, którą wyko­nują.

Życzę wam wszyst­kim wielu bło­go­sła­wieństw.

WPRO­WA­DZE­NIE

Kiedy kobiety wyma­chi­wały wibra­to­rami i paliły sta­niki, dzia­ła­jąc w ramach ruchu na rzecz praw kobiet w latach sześć­dzie­sią­tych dwu­dzie­stego wieku, miały misję odkry­cia swo­jej sek­su­al­no­ści. Zde­ter­mi­no­wane, żeby wresz­cie prze­stać być wyłącz­nie naczy­niami dla męskiej przy­jem­no­ści, zaczęły od oba­le­nia daw­nych ste­reo­ty­pów na temat tego, co spra­wia kobie­tom przy­jem­ność sek­su­alną. Potem same zaczęły odkry­wać i nazy­wać swoje wła­sne przy­jem­no­ści. Wybie­ra­jąc taką drogę, kobiety zro­biły krok w kie­runku tego, by zostać praw­dzi­wymi part­ner­kami sek­su­al­nymi męż­czyzn, a nie wyłącz­nie mario­net­kami w ich rękach.

Prze­ży­wa­nie orga­zmu zaj­mo­wało pierw­sze miej­sce na liście naj­waż­niej­szych spraw. Według nie­po­twier­dzo­nych donie­sień bli­sko sześć­dzie­siąt pro­cent kobiet nie doświad­czało orga­zmu. Brak tej pod­sta­wo­wej reak­cji sek­su­al­nej i przy­jem­no­ści u więk­szo­ści kobiet wyma­gał szcze­gól­nej uwagi. Kobiety zaczęły się mastur­bo­wać i otwar­cie o tym roz­ma­wiać, a wibra­tory stały się pod­sta­wo­wym sprzę­tem trzy­ma­nym przy naszych łóż­kach. Kobiety roz­ma­wiały z part­ne­rami o swo­jej potrze­bie dłuż­szej gry wstęp­nej i seksu oral­nego. Nie­mal całe lata sie­dem­dzie­siąte dwu­dzie­stego wieku poma­gały męż­czy­znom przy­zwy­czaić się do tych nowych pomy­słów ero­tycz­nych i swo­ich „żądań”, a same osią­gały coraz więk­szą bie­głość w doświad­cza­niu orga­zmicz­nej przy­jem­no­ści. Kobiety odkryły, że fan­ta­zje sek­su­alne mogą sprzy­jać osią­gnię­ciu orga­zmu, a histo­rie ero­tyczne, owoc kobie­cej wyobraźni, zapeł­niały strony cza­so­pism i ksią­żek. Pod koniec tam­tej dekady kobieca sek­su­al­ność nie tylko prze­mó­wiła wła­snym gło­sem, ale też głos ten stał się bar­dzo wyraź­nie sły­szalny.

W latach osiem­dzie­sią­tych roz­po­częły się poszu­ki­wa­nia ukry­tego skarbu punktu G. Madonna, gwiazda muzyki pop, przy­czy­niła się do tego, że obraz aser­tyw­nej kobiety, która ze spon­ta­niczną bie­gło­ścią i dumą przej­muje ini­cja­tywę w sek­sie, stał się normą kul­tu­rową. Fan­ta­zje sek­su­alne roz­wi­nęły się w roman­tyczne i swa­wolne sceny odgry­wane w sypialni. Nie­które kobiety zaczęły zgłę­biać sztukę gry o domi­na­cję z wyko­rzy­sta­niem skó­rza­nych gadże­tów.

W latach dzie­więć­dzie­sią­tych w kobie­cym świe­cie odkryć sek­su­al­nych wciąż się kotło­wało i wrzało, a nowe poko­le­nie kobiet odzie­dzi­czyło zdo­by­cze swo­ich star­szych sióstr w dzie­dzi­nie kobie­cej sek­su­al­no­ści. Młode kobiety zaczęły bar­dziej otwar­cie wyra­żać swoją sek­su­al­ność, a waka­cyjne imprezy na plaży i kluby strip­tizu roz­kwi­tały, stwa­rza­jąc pole do swo­bod­nego jej wyra­ża­nia. Przy­ja­ciółki w róż­nym wieku zaczęły wymie­niać się plot­kami na temat tego, że kobiety mogą mieć eja­ku­la­cję, a gwiazdy prze­my­słu por­no­gra­ficz­nego wystę­po­wały w fil­mach, demon­stru­jąc tę nowo odkrytą kobiecą umie­jęt­ność. Na rynku poja­wiły się wibra­tory zapro­jek­to­wane ze spe­cjalną dodat­kową czę­ścią sty­mu­lu­jącą punkt G, a nie­które kobiety zaczęły sta­wiać sobie za cel naucze­nie się, jak osią­gnąć eja­ku­la­cję.

W ciągu ostat­nich kil­ku­dzie­się­ciu lat te nowe odkry­cia na temat budowy kobie­cego ciała, sek­su­al­nych pra­gnień kobiet i wielu spo­so­bów, za pomocą któ­rych mogą te pra­gnie­nia zaspo­koić, spra­wiły, że wydawcy i redak­to­rzy mieli pełne ręce roboty, oraz przy­czy­niły się w dużym stop­niu do roz­wi­ja­nia indy­wi­du­al­nych intym­nych rela­cji. Spora część tych osią­gnięć jest efek­tem wspo­mnia­nych zmian, a liczba kobiet, które nie doświad­czają orga­zmu, zna­cząco się zmniej­szyła. Męż­czyźni i kobiety czer­pią przy­jem­ność z coraz bar­dziej uroz­ma­ico­nego życia sek­su­al­nego i prze­waż­nie są bar­dziej zado­wo­leni ze swo­ich intym­nych rela­cji dzięki więk­szej bli­sko­ści, którą daje satys­fak­cja ero­tyczna. Praw­do­po­dob­nie te gorącz­kowe poszu­ki­wa­nia więk­szej satys­fak­cji sek­su­al­nej będą udzia­łem co naj­mniej jed­nego albo i dwóch kolej­nych poko­leń.

Jed­nym z naj­waż­niej­szych i jed­no­cze­śnie nie­do­ce­nia­nych aspek­tów ludz­kiej sek­su­al­no­ści jest to, że dzięki niej możemy się wiele nauczyć o nas samych. Sek­su­al­ność sta­nowi nie­zwy­kłe narzę­dzie wyra­ża­nia naszych emo­cji, fan­ta­zji i pra­gnień, które może rów­nież pod­sy­cać wyobraź­nię i kre­atyw­ność. Kiedy zdo­by­wamy pod­sta­wową wie­dzę i umie­jęt­no­ści w dzie­dzi­nie seksu, możemy: (1) doko­ny­wać świa­do­mych wybo­rów, (2) stać się bar­dziej tole­ran­cyjne dla tych, któ­rzy posia­dają inną orien­ta­cję sek­su­alną, i (3) wyko­rzy­stać tę świa­do­mość do wyra­ża­nia naszej indy­wi­du­al­no­ści. Wła­ści­wie dopiero zaczy­namy rozu­mieć wszyst­kie moż­li­wo­ści, które otwiera przed nami sek­su­al­ność, i spo­soby, jakimi może na nas oddzia­ły­wać. Kobieca eja­ku­la­cja nie sta­nowi tutaj wyjątku. Sze­roko otwiera przed nami drzwi do sek­su­al­nych poszu­ki­wań, ale na osta­teczne efekty odkry­wa­nia na nowo tych obsza­rów możemy pocze­kać jesz­cze wiele lat.

Im więk­szy kon­takt dana osoba ma z samą sobą i ze swo­imi potrze­bami sek­su­al­nymi i im lepiej opa­no­wała zdrowe spo­soby wyra­ża­nia tych potrzeb oraz ich zaspo­ka­ja­nia, tym lepiej dla nas wszyst­kich. Stłu­mione pra­gnie­nia sek­su­alne powo­dują chaos w życiu indy­wi­du­al­nych jed­no­stek, a to z kolei wpływa na inte­rak­cje spo­łeczne. Podob­nie jak powie­trze, któ­rym oddy­chamy, a jed­nak nie zda­jemy sobie z tego sprawy, więk­sza świa­do­mość w obsza­rze ludz­kiej sek­su­al­no­ści może w sub­telny spo­sób wpły­nąć na poprawę zdro­wia fizycz­nego i psy­chicz­nego. Nasze popędy sek­su­alne zbyt czę­sto pozo­stają ukryte w pod­świa­do­mo­ści albo bywają zaspo­ka­jane jedy­nie na naj­bar­dziej pod­sta­wo­wym pozio­mie. Jeśli chcemy być w pełni świa­domi ogrom­nego zna­cze­nia sek­su­al­no­ści czło­wieka dla bli­sko­ści i ogól­nego stanu zdro­wia, musimy przy­wią­zy­wać więk­szą wagę do tego, jak się odży­wiamy, ubie­ramy, odno­simy do sie­bie nawza­jem, i cele­bro­wać jej twór­czą, rado­sną moc, która pozwala nam lepiej poznać samych sie­bie. Im bar­dziej sza­nu­jemy tę pod­sta­wową ener­gię czło­wieka i dbamy o nią oraz o kon­takt, jaki z nią mamy, tym będziemy szczę­śliwsi i lepiej przy­sto­so­wani do życia zarówno w wymia­rze indy­wi­du­al­nym, jak i spo­łecz­nym.

Co możesz zyskać dzięki wie­dzy o kobie­cej eja­ku­la­cji?

Żeń­ska eja­ku­la­cja jest z natury kobieca, rado­sna i sek­sowna. Uczu­cie, jakie jej towa­rzy­szy, ma cha­rak­ter uwal­nia­jący i ero­tyczny. Ale to nie wszystko. Wie­dza o kobie­cej eja­ku­la­cji i punk­cie G pozwala odzy­skać główny, a jed­nak do tej pory bra­ku­jący ele­ment ana­to­mii sek­su­al­nej kobiety. Eja­ku­la­cja sta­nowi prawo przy­słu­gu­jące z uro­dze­nia każ­dej kobie­cie, ponie­waż wszyst­kie kobiety rodzą się z ana­to­micz­nymi uwa­run­ko­wa­niami umoż­li­wia­ją­cymi wytrysk.

Wie­dza o tym waż­nym ele­men­cie two­jej ana­to­mii, który jest źró­dłem kobie­cej eja­ku­la­cji, pomoże ci zro­zu­mieć, że eja­ku­la­cja jest zupeł­nie innym zja­wi­skiem fizjo­lo­gicz­nym niż odda­wa­nie moczu. Tra­dy­cyj­nie nie zachę­cano kobiet do tego, żeby się wylu­zo­wały i pozwo­liły sobie być sobą, ani pod wzglę­dem emo­cjo­nal­nym, ani fizycz­nym, a obawa, że oddamy mocz, zamiast mieć wytrysk, powstrzy­muje wiele spo­śród nas przed tym „wylu­zo­wa­niem się”, kiedy upra­wiamy miłość. Wie­dza o tym, jak dopro­wa­dzić do eja­ku­la­cji, jest uwal­nia­jąca w każ­dym aspek­cie życia. Może dać nam albo wzmoc­nić poczu­cie oso­bi­stej nie­za­leż­no­ści i wiary we wła­sne siły, a co za tym idzie, popra­wić nasz ogólny stan zdro­wia i zwięk­szyć poczu­cie szczę­ścia.

Doświad­cza­nie kobie­cej eja­ku­la­cji i przy­jem­no­ści pły­ną­cej z powięk­sze­nia punktu G może sta­no­wić bramę do lep­szego pozna­nia wła­snych emo­cji. Pobu­dze­nie punktu G i kobiecy wytrysk nie tylko zmniej­szają pro­blemy sek­su­alne – utratę zain­te­re­so­wa­nia sek­sem, apa­tię, ból fizyczny i psy­chiczny oraz obni­żony poziom satys­fak­cji sek­su­alnej – ale rów­nież zwięk­szają praw­do­po­do­bień­stwo tego, że kobieta osią­gnie poczu­cie bli­sko­ści, któ­rego więk­szość z nas tak bar­dzo pra­gnie. W związku z tym, że punkt G jest powią­zany z ner­wem mied­nicz­nym, orga­zmy, które wywo­łuje, mają cha­rak­ter emo­cjo­nalny i oczysz­cza­jący. Wyra­ża­nie emo­cji otwiera serce, roz­wi­ja­jąc zdol­ność do bli­sko­ści w rela­cjach oraz kre­atyw­ność. Ponadto wraż­li­wość punktu G można zwięk­szyć, a odrę­twiały albo bole­sny punkt G – uzdro­wić i pobu­dzić do osią­ga­nia więk­szej przy­jem­no­ści.

Punkt G sta­nowi tak ważną, a nawet główną część żeń­skich narzą­dów płcio­wych, że fakt, iż kobiety o nim nie wie­dzą, zakrawa na jakiś absurd. Wyobraź­cie sobie, że męż­czy­znom od naj­młod­szych lat życia wma­wiano by, że nie mają pro­staty. Ani wytry­sku. I to, że kiedy ich penis try­ska jakąś wydzie­liną, to z pew­no­ścią jest mocz. Dzięki pracy sek­su­olo­gów i naukow­ców w ciągu ostat­nich trzy­dzie­stu pię­ciu lat mamy teraz moż­li­wość, żeby pozbyć się tych nie­praw­dzi­wych infor­ma­cji na temat kobie­cego ciała. Teraz wyłącz­nie od kobiet zależy, czy sobie to uświa­do­mią i zro­bią uży­tek z tego sek­su­al­nego wypo­sa­że­nia oraz poznają wszyst­kie dozna­nia ero­tyczne i tajem­nice seksu, jakie w sobie kryje.

Każda kobieta pod wzglę­dem fizycz­nym może mieć wytrysk. Na pod­sta­wie badań nauko­wych nad kobiecą pro­statą, które jed­no­cze­śnie potwier­dzają jej ist­nie­nie i mu zaprze­czają, wiemy, że kobiety przy­cho­dzą na świat z taką budową ana­to­miczną, która umoż­li­wia eja­ku­la­cję, podob­nie jak rodzą się z rękami, nogami, nosami i uszami. Ważne powody spra­wiają, że nie­które kobiety nie mają wytry­sku, głów­nie na sku­tek braku infor­ma­cji. Naj­pierw trzeba dowie­dzieć się, że coś ist­nieje, zanim nauczymy się z tego korzy­stać. Jeśli będziemy powta­rzać komuś w kółko, że nie potrafi cze­goś zro­bić, w końcu w to uwie­rzy, a tylko nie­liczni zakwe­stio­nują takie prze­ko­na­nie. Nie­wąt­pli­wie tak wła­śnie było w przy­padku kobie­cej eja­ku­la­cji. Kobiety powinny usły­szeć gło­śny, powta­rza­jący się refren: „TAK, POTRA­FISZ!” o kobie­cym wytry­sku i wła­śnie po to powstała ta książka. Wszyst­kie znaki na nie­bie i ziemi wska­zują na to, że kobiety mogą mieć eja­ku­la­cję. Pozo­staje tylko kwe­stia naucze­nia się, jak to zro­bić, a potem pod­ję­cia decy­zji, żeby to zro­bić – albo nie.

Kobiety, które chcą się nauczyć, jak mieć wytrysk, znajdą w tej książce infor­ma­cje, wspar­cie i wska­zówki. Prze­czy­ta­nie o tym, w jaki spo­sób część kobiet samo­dziel­nie uczy się, jak doświad­czyć eja­ku­la­cji, i o tym, jakich metod do tego uży­wają, może być inspi­ru­jące. Wie­dza o kul­tu­rach, w któ­rych postrze­gano eja­ku­la­cję u kobiet jako uzdra­wia­jącą i dobro­czynną dla zdro­wia, sprzyja rów­nież postrze­ga­niu kobie­cego wytry­sku jako zdro­wego i natu­ral­nego zja­wi­ska fizjo­lo­gicz­nego. Prze­czy­ta­nie o tym, jaką eks­cy­tu­jącą i pożą­daną rolę eja­ku­la­cja odgrywa w życiu ero­tycz­nym oraz związ­kach intym­nych kobiet i męż­czyzn, może dodać pew­no­ści sie­bie tym kobie­tom, które nie do końca wie­rzą w to, że mają wro­dzoną zdol­ność do eja­ku­la­cji.

Wraz z odkry­ciem tej umie­jęt­no­ści poja­wia się rów­nież nowa odpo­wie­dzial­ność upra­wia­nia bez­piecz­niej­szego seksu. Nie ist­nieją bada­nia naukowe potwier­dza­jące prze­no­sze­nie wirusa HIV poprzez kobiecą eja­ku­la­cję. Jed­nak jeśli jesteś osobą zaka­żoną HIV albo cho­ru­jesz na AIDS, pamię­taj o poin­for­mo­wa­niu o tym part­nera albo part­nerki, zanim doświad­czy­cie eja­ku­la­cji. Kobieca eja­ku­la­cja polega na wypły­wie, a czę­sto nawet na wytry­sku wydzie­liny, więc nie ma moż­li­wo­ści, żeby ją w czymś zamknąć (tak jak w przy­padku pre­zer­wa­tyw i eja­ku­la­cji u męż­czyzn), można jedy­nie w ogóle nie dopu­ścić do eja­ku­la­cji. Jeśli ty albo twój part­ner lub part­nerka oba­wia­cie się prze­nie­sie­nia wirusa HIV poprzez kobiecą eja­ku­la­cję, może­cie wstrzy­mać się od seksu albo nauczyć się, jak kon­tro­lo­wać wytrysk, ponie­waż, jak dowie­cie się z lek­tury tej książki, każda kobieta potrafi tę umie­jęt­ność opa­no­wać.

Obu­dze­nie zdol­no­ści do eja­ku­la­cji i pozna­nie naj­głęb­szych tajem­nic orga­zmów, które mają swoje źró­dło w punk­cie G, otwiera przed kobie­tami cał­kiem nowy poziom sek­su­al­nych odkryć. Z pew­no­ścią jest to podróż, która przy­nosi wiele rado­ści i speł­nie­nia oraz odzwier­cie­dla postęp, jaki kobiety zro­biły na dro­dze odkry­wa­nia wła­snej sek­su­al­no­ści w ciągu ostat­nich kilku dzie­się­cio­leci. Kobiecą eja­ku­la­cję na pewno można by uznać za uko­ro­no­wa­nie tego pro­cesu. A przy­naj­mniej za kamień milowy na dro­dze roz­woju oso­bi­stego kobiet, któ­rego zdo­by­cie powinno się świę­to­wać!

Jak korzy­stać z tej książki?

Książka, którą trzy­ma­cie w rękach, jest podzie­lona na trzy czę­ści, które sta­no­wią cało­ściowe i grun­towne wpro­wa­dze­nie do zja­wi­ska eja­ku­la­cji u kobiet: (1) ana­to­mia i histo­ria kobie­cej eja­ku­la­cji, (2) metody, za pomocą któ­rych można się nauczyć, jak osią­gnąć eja­ku­la­cję samo­dziel­nie albo z part­ne­rem (łącz­nie z pomoc­nymi radami dla każ­dego, kto chciałby towa­rzy­szyć kobie­cie w nauce eja­ku­la­cji), oraz wska­zówki, jak pobu­dzić wraż­li­wość punktu G, i (3) dys­ku­sja, jak korzy­stać z kobie­cej eja­ku­la­cji jako czę­ści zdro­wego życia sek­su­al­nego i związ­ków intym­nych.

W czę­ści pierw­szej, zaty­tu­ło­wa­nej Feno­men kobie­cej eja­ku­la­cji, w roz­dziale pierw­szym opi­suję, w jaki spo­sób grupa kobiet nauczyła się, jak mieć wytrysk, pod­czas skie­ro­wa­nych do nich warsz­ta­tów na ten temat. W roz­dziale dru­gim opo­wia­dam o tym, co to jest kobieca eja­ku­la­cja, i szcze­gó­łowo przed­sta­wiam odkry­cia naukowe, które potwier­dzają ist­nie­nie i dzia­ła­nie tego zja­wi­ska oraz punktu G u kobiet. W roz­dziale trze­cim przy­bli­żam „żeń­ską histo­rię” kobie­cej eja­ku­la­cji.

W czę­ści dru­giej, pod tytu­łem Tech­niki kobie­cej fon­tanny, w roz­dziale czwar­tym krok po kroku pro­wa­dzę czy­tel­niczki i czy­tel­ni­ków przez poszu­ki­wa­nia, które mają na celu ocenę waszej goto­wo­ści do doświad­cze­nia eja­ku­la­cji, po czym uczę, jak samo­dziel­nie osią­gnąć wytrysk, któ­remu nie towa­rzy­szy orgazm. W roz­dziale pią­tym opi­suję naturę orga­zmu, który jest efek­tem sty­mu­la­cji punktu G, oraz wyja­śniam, jak osią­gnąć eja­ku­la­cję, któ­rej towa­rzy­szy orgazm. W roz­dziale szó­stym zaj­muję się tym, jak wpro­wa­dzić kobiecą eja­ku­la­cję do kon­tak­tów sek­su­al­nych z part­ne­rem albo part­nerką, i opi­suję pozy­cje sek­su­alne, które temu sprzy­jają. Roz­dział siódmy skie­ro­wa­łam do męż­czyzn i zawiera on infor­ma­cje, jak zlo­ka­li­zo­wać punkt G i jak towa­rzy­szyć kobie­cie w prze­ży­wa­niu eja­ku­la­cji. Les­bijki, któ­rych kochanki uczą się, jak osią­gnąć eja­ku­la­cję, rów­nież znajdą w tym roz­dziale pomocne wska­zówki.

W czę­ści trze­ciej, zaty­tu­ło­wa­nej Jak czer­pać z kobie­cego źró­dła?, w roz­dziale ósmym oma­wiam moż­liwe pro­blemy w osią­ga­niu przy­jem­no­ści pły­ną­cej ze sty­mu­la­cji punktu G, które wystę­pują na sku­tek trau­ma­tycz­nych prze­żyć sek­su­al­nych i innych blo­kad emo­cjo­nal­nych, oraz dora­dzam, jak na nowo odblo­ko­wać prze­pływ soków kobie­cej eja­ku­la­cji. Roz­dział zawiera ważne infor­ma­cje o tym, jak pobu­dzić wraż­li­wość punktu G dzięki odpo­wied­niemu masa­żowi. Tech­niki dla par zostały przeze mnie szcze­gó­łowo opi­sane, podob­nie jak wyko­rzy­sta­nie takich tech­nik w prak­tyce tan­try. Przy­glą­dam się rów­nież waż­nym nowym odkry­ciom w rozu­mie­niu i lecze­niu prze­wle­kłego napię­cia mię­śni dna mied­nicy (CPMT).

W ostat­nim, dzie­wią­tym roz­dziale przy­glą­dam się sek­su­al­nej jed­no­ści męż­czy­zny i kobiety, któ­rzy bie­gle opa­no­wali umie­jęt­no­ści pobu­dza­nia punktu G i dopro­wa­dza­nia do kobie­cej eja­ku­la­cji, a także uży­wają ich do tego, by zwięk­szyć ero­tyczną i duchową moc swo­jej intym­nej rela­cji. Książka koń­czy się pod­su­mo­wa­niem doty­czą­cym natury ducho­wych i uzdra­wia­ją­cych wła­ści­wo­ści kobie­cej eja­ku­la­cji oraz róż­nych spo­so­bów jej zasto­so­wa­nia, które wykra­czają daleko poza zwy­kłą sek­su­alną nowinkę.

Kobie­tom radzę, żeby naj­pierw same prze­czy­tały tę książkę, jeśli zja­wi­sko kobie­cej eja­ku­la­cji jest dla was kom­plet­nie nie­znane albo jeśli teraz nie doświad­cza­cie eja­ku­la­cji, a chcia­ły­by­ście się nauczyć, jak to zro­bić. Jeśli jesteś męż­czy­zną albo kobietą i chciał­byś albo chcia­ła­byś, żeby twoja part­nerka prze­żyła eja­ku­la­cję, to jestem prze­ko­nana, że samo­dzielna lek­tura będzie dobrym pomy­słem. Potem poda­ruj ją swo­jej part­nerce i zachęć do prze­czy­ta­nia. Pozwól, żeby prze­czy­tała ją sama, i daj jej czas, żeby oswo­iła się z tymi infor­ma­cjami. Ważne, by zmi­ni­ma­li­zo­wać pre­sję z zewnątrz, żeby twoja part­nerka nie doświad­czyła eja­ku­la­cji, zanim będzie na to w pełni przy­go­to­wana, a także by poczuła się gotowa, zanim podej­mie próby wyko­na­nia samo­dziel­nie opi­sa­nych w tej książce ćwi­czeń. Zale­cam, żeby naj­pierw nauczyła się, jak dopro­wa­dzić do wytry­sku. W prze­ciw­nym wypadku jej zdol­ność do „odpusz­cze­nia”, która sta­nowi naj­waż­niej­szy czyn­nik w osią­gnię­ciu eja­ku­la­cji, może zostać zablo­ko­wana.

Jeśli znasz zja­wi­sko kobie­cej eja­ku­la­cji, ale chcesz nauczyć się nowych tech­nik, któ­rymi możesz się podzie­lić ze swoim part­ne­rem, i oby­dwoje jeste­ście zain­te­re­so­wani tym tema­tem, to prze­czy­taj­cie tę książkę razem. Będzie­cie mieli wiele oka­zji do eks­pe­ry­men­to­wa­nia oraz mnó­stwo tema­tów do prze­dys­ku­to­wa­nia – zresztą to dosko­nałe spo­soby, żeby pod­trzy­mać komu­ni­ka­cję na temat seksu oraz wzmoc­nić wasz zwią­zek.

Jeśli jed­nak okaże się, że w któ­rymś momen­cie ty albo twój part­ner poczu­je­cie się nie­kom­for­towo z powodu tego, że będzie­cie czy­tać tę książkę razem, albo stra­ci­cie zain­te­re­so­wa­nie tema­tem, to zaak­cep­tuj taki stan rze­czy. Może być to spo­wo­do­wane zbyt dużą ilo­ścią infor­ma­cji albo deli­kat­nymi kwe­stiami, które mogą się poja­wić w trak­cie pozna­wa­nia wła­snej sek­su­al­no­ści na głęb­szym pozio­mie. Part­ner może kon­ty­nu­ować poszu­ki­wa­nia w poje­dynkę. Zdo­by­wa­nie nowych umie­jęt­no­ści wymaga prak­tyki, a każdy z nas uczy się i doświad­cza róż­nych rze­czy na innym pozio­mie i w innym tem­pie. Ale kiedy part­nerzy na nowo połą­czą swoje siły, będą sobie nawza­jem poma­gać, wymie­nia­jąc się zdo­by­tymi na wła­sną rękę doświad­cze­niami.

Cho­ciaż w tej książce odno­szę się raczej do par hete­ro­sek­su­al­nych, les­bijki prze­ko­nają się, że suge­ro­wane przeze mnie tech­niki i pozy­cje, które oma­wiam, w więk­szo­ści przy­pad­ków będą przy­datne także dla nich.

Korzy­sta­jąc z tej książki, naj­le­piej jest wsłu­chi­wać się w swoje wewnętrzne pra­gnie­nia i robić to, na co mamy ochotę. Można omi­nąć roz­działy o ana­to­mii i histo­rii w czę­ści pierw­szej i od razu przejść do ćwi­czeń, które zaczy­nają się w czę­ści dru­giej. Przejdź od razu do dzia­ła­nia, jeśli wła­śnie to cię kręci! Na pew­nym eta­pie możesz uznać pierw­sze roz­działy za pomocne, by uzu­peł­nić bra­ku­jące ele­menty wie­dzy. Czy­taj to, co chcesz czy­tać, rób sobie prze­rwy, żeby prze­my­śleć to, co prze­czy­ta­łaś, i daj sobie czas, żeby zro­zu­mieć poszcze­gólne ćwi­cze­nia i tech­niki. Sek­su­al­ność jest wyjąt­kową i wciąż roz­wi­ja­jącą się czę­ścią oso­bo­wo­ści każ­dego czło­wieka, a ta książka ma speł­niać rolę prze­wod­nika i pomóc ci ją lepiej poznać. Pozwól, żeby twoje wody popły­nęły!

część pierw­sza

Feno­men kobie­cej eja­ku­la­cji

Roz­dział 1

Rzut oka na warsz­taty dla kobiet na temat kobie­cej eja­ku­la­cji

W tym roz­dziale zabiorę was na mój week­en­dowy warsz­tat dla kobiet o kobie­cej eja­ku­la­cji, żeby dać wam ogólne wyobra­że­nie, czego wymaga naucze­nie się, jak mieć wytrysk. W czę­ści dru­giej tej książki szcze­gó­łowo wyja­śniam wszyst­kie wska­zówki, prak­tyczne porady i ter­miny, któ­rych uży­wam w poniż­szych opi­sach. Może­cie rów­nież korzy­stać ze słow­niczka na końcu książki, żeby coś szybko spraw­dzić. Ten rzut oka na warsz­taty pokaże wam, jak dostępna dla nas wszyst­kich jest kobieca eja­ku­la­cja, jeśli mamy do niej wła­ściwe podej­ście i pod­sta­wową wie­dzę, oraz jakie to wspa­niałe uczu­cie roz­bu­dzić dozna­nia w punk­cie G, przy­go­to­wu­jąc się do tego, by prze­żyć orgazm na sku­tek jego sty­mu­la­cji. Wobec tego wycią­gnij­cie swoje pianki do nur­ko­wa­nia, dziew­czyny! Poczujmy się kom­for­towo i bawmy się dobrze!

Tego mgli­stego wio­sen­nego poranka wita nas przy wej­ściu atrak­cyjna uprzejma gospo­dyni tych warsz­ta­tów o imie­niu Mary­lin, która pro­wa­dzi nas do prze­stron­nej sali zapro­jek­to­wa­nej spe­cjal­nie z myślą o impre­zach i warsz­ta­tach. Ogromne poduszki, maty do jogi i niskie krze­sła z opar­ciami stoją w kręgu na ślicz­nej drew­nia­nej pod­ło­dze. Rząd okien, przez które widać skraj lasu, wpusz­cza cie­płe i przy­jemne świa­tło, a na stole w jadalni stoją prze­ką­ski. Dzieła sztuki zawie­szone na ścia­nach przed­sta­wiają kochan­ków sple­cio­nych w uści­skach w róż­nych pozy­cjach, doświad­cza­ją­cych ero­tycz­nej roz­ko­szy. Rzeź­biony wodo­spad w kącie sali zapew­nia kojące dźwięki w tle. Mię­si­ste, aksa­mitne zasłony zostaną póź­niej szczel­nie zasu­nięte, co stwo­rzy atmos­ferę bez­pie­czeń­stwa i pry­wat­no­ści.

Zbiera się tutaj dwa­na­ście kobiet, które znaj­dują sobie wygodne miej­sca na pod­ło­dze, żeby usiąść, i kładą obok sie­bie swoje torby z mate­ria­łami na warsz­taty. Popro­si­łam, żeby przy­nio­sły ze sobą dwa puchate ręcz­niki i przy­tulny koc, ulu­biony krem, duże lusterko, latarkę, ulu­biony gadżet ero­tyczny i jakiś nie­wielki przed­miot, który ma dla nich szcze­gólne zna­cze­nie i sym­bo­li­zuje ero­tyczną miłość do samej sie­bie. Ner­wowe śmie­chy i przy­ja­ciel­skie roz­mowy cichną, kiedy nasza gospo­dyni przed­sta­wia mnie i wita wszyst­kie uczest­niczki na warsz­ta­tach.

Dzię­kuję wszyst­kim kobie­tom za odwagę i za ducha przy­gody, który natchnął je, żeby wziąć udział w naszym spo­tka­niu. Opo­wia­dam im parę słów o mojej dro­dze pio­nierki w tej dzie­dzi­nie oraz o swo­ich doświad­cze­niach pro­wa­dze­nia tego typu warsz­ta­tów. Potem nad­cho­dzi czas na zorien­to­wa­nie się, kto bie­rze udział w spo­tka­niu, czy moje uczest­niczki doświad­czają orga­zmów, które są efek­tem sty­mu­la­cji punktu G, czy mają eja­ku­la­cję, a także na jakim są eta­pie pro­cesu ucze­nia się tej umie­jęt­no­ści. I jeśli nie mają wytry­sku, to dla­czego chcą się nauczyć, jak go wywo­łać.

Skład grupy można uznać za dość repre­zen­ta­tywny dla kobiet, które zwy­kle biorą udział w takich warsz­ta­tach. Mamy dwie sin­gielki, wyglą­da­jące na zdrowe młode kobiety tuż przed trzy­dziestką, oraz jedną pulchną matkę po czter­dzie­stce, która już ma eja­ku­la­cję. Dwie zamężne przy­ja­ciółki w wieku około trzy­dzie­stu pię­ciu lat, młodą kobietę, roz­po­czy­na­jącą swoją karierę w edu­ka­cji sek­su­al­nej oraz bisek­su­alną stu­dentkę, które są cie­kawe, śred­nio zorien­to­wane w tema­cie i chętne do nauki. Nie­dawno roz­wie­dzioną kobietę po pięć­dzie­siątce, szczu­płą i atrak­cyjną, roz­kwi­ta­jącą w swo­jej sek­su­al­no­ści po dłu­gim mał­żeń­stwie, które nie było satys­fak­cjo­nu­jące pod wzglę­dem sek­su­al­nym. Nie jest pewna, gdzie znaj­duje się jej punkt G ani czy w ogóle chce mieć eja­ku­la­cję, ale cie­kawi ją wszystko, co ma zwią­zek z sek­sem. Jakaś kobieta tuż po trzy­dzie­stce przy­szła na warsz­taty, ponie­waż jej chło­pak chce, żeby miała wytrysk. Grupę dopeł­niają pro­fe­sjo­nalna kon­sul­tantka po czter­dzie­stce, odno­sząca suk­cesy pisarka po sześć­dzie­siątce i zamężna, mająca dzieci kobieta po czter­dzie­stce. Ni­gdy nie miały eja­ku­la­cji, ale naprawdę chcia­łyby jej doświad­czyć.

Roz­po­czy­nam od skró­co­nej wer­sji mojego dwu­go­dzin­nego wykładu na temat kobie­cej eja­ku­la­cji i orga­zmu na sku­tek sty­mu­la­cji punktu G – podaję pod­sta­wowe infor­ma­cje ana­to­miczne doty­czące punktu G i wyja­śniam, dla­czego jedne kobiety mają wytrysk, a inne go nie mają. Po wykła­dzie kobiety dzielą się swo­imi spo­strze­że­niami i odczu­ciami na temat tego, że wszyst­kie mają fizyczną zdol­ność do eja­ku­la­cji, ponie­waż każda z nas ma kobiecą pro­statę. Kobiety po kolei przed­sta­wiają się i opi­sują, na jakim eta­pie są teraz w pro­ce­sie nauki, jak osią­gnąć eja­ku­la­cję i mieć orgazm na sku­tek sty­mu­la­cji punktu G.

Po poran­nej prze­rwie przed­sta­wiam plan dnia:

– Nie tylko odnaj­dzie­cie swój punkt G, ale też go zoba­czy­cie, uży­wa­jąc do tego celu lusterka i latarki. Potem, korzy­sta­jąc z odpo­wied­nich tech­nik, odkry­je­cie, jaki ma roz­miar, struk­turę i gdzie jest umiej­sco­wiony w waszym ciele, oraz będzie­cie mogły okre­ślić wraż­li­wość ero­tyczną tego miej­sca, sto­su­jąc metody uświa­da­mia­nia sobie ist­nie­nia punktu G, które rów­nież pobu­dzają pro­duk­cję płynu eja­ku­la­cyj­nego. Dotar­cie do momentu, w któ­rym każda z nas może pod­jąć próbę dopro­wa­dze­nia do eja­ku­la­cji, jest dość pro­ste. Nie musimy prze­ży­wać orga­zmu, ponie­waż można mieć wytrysk bez orga­zmu! Jed­nak jeśli nie może­cie się powstrzy­mać, żeby nie doświad­czyć jed­no­cze­śnie orga­zmu ze strefy G, nikt nie będzie miał wam tego za złe ani żało­wał wam tej przy­jem­no­ści!

Nie­które kobiety sie­dzą zamy­ślone, inne chi­cho­czą i są pod­eks­cy­to­wane, ale wszyst­kie są gotowe przy­swa­jać tę nową wie­dzę, w miarę jak się poja­wia.

Naj­wyż­szy czas odna­leźć punkt G.

– Dobrze, znajdź­cie sobie wygodne miej­sce na pod­ło­dze i stwórz­cie swoją prze­strzeń. Roz­łóż­cie matę i połóż­cie na niej koc i ręcz­niki.

Poka­zuję, jak uło­żyć ręcz­niki, żeby ład­nie wyglą­dały i jed­no­cze­śnie zapew­niały mak­sy­malną ochronę. Pod­czas tych warsz­ta­tów to nasza gospo­dyni zgło­siła się na ochot­nika, żeby poka­zać, jak odna­leźć swój punkt G. Kiedy zdej­muje spod spód­nicy majtki i siada skrom­nie na ręcz­niku, opo­wia­dam o uświę­co­nej tra­dy­cji femi­ni­stycz­nej zapo­cząt­ko­wa­nej przez obec­nie osiem­dzie­się­cio­trzy­let­nią Betty Dodson, która zaczęła two­rzyć kobiece grupy wspar­cia – dzięki nim wiele kobiet po raz pierw­szy przyj­rzało się swo­jemu sro­mowi i nauczyło się, jak osią­gnąć orgazm łech­tacz­kowy.

– Będziemy patrzeć na punkt G u Mary­lin – wyja­śniam – a potem każda z nas zabie­rze się do szu­ka­nia swo­jego punktu G i go zoba­czy.

Czuję, jak grupa kobiet wstrzy­muje oddech. W pokoju zapada cisza jak makiem zasiał, w któ­rej sły­chać jedy­nie szem­ra­nie wodo­spadu w tle. Napię­cie, zwąt­pie­nie, lęk i tłu­miona cie­ka­wość wiszą w powie­trzu. Gospo­dyni pod­nosi spód­nicę. Trzy­mam latarkę i lustro, żeby mogła uży­wać koniusz­ków pal­ców obu dłoni do deli­kat­nego roz­chy­le­nia warg sro­mo­wych. Wypy­cha do przodu mię­śnie dna mied­nicy i słynne fałdki punktu G odsła­niają się w całej swo­jej oka­za­ło­ści.

– Voilá! Oto punkt G! – ogła­szam. – Podejdź­cie tutaj, żeby mu się przyj­rzeć.

Obie wyglą­da­jące na okazy zdro­wia kobiety przy­su­wają się natych­miast, żeby mieć widok z pierw­szego rzędu. Pozo­stałe zbie­rają się wokół nich i przy­glą­dają się uważ­nie. Potem roz­le­gają się ochy i achy. Mary­lin wska­zuje na ujście swo­jej cewki moczo­wej i naci­ska pal­cem na gąb­cza­stą tkankę, która je ota­cza.

– To jest główka punktu G – wyja­śniam. – Cewka moczowa sta­nowi część tego organu. Część moczo­wodu jest oto­czona cia­łami jami­stymi, które wła­ści­wie należą do wewnętrz­nej, ukry­tej czę­ści łech­taczki.

Przy­po­mi­nam im pod­sta­wowe wia­do­mo­ści doty­czące ana­to­mii łech­taczki, o któ­rych wła­śnie dowie­działy się z wykładu, wymie­nia­jąc wszyst­kie czę­ści two­rzące pra­wie dzie­się­cio­cen­ty­me­trową sieć ciał jami­stych, czyli wewnętrzną część łech­taczki.

– W głębi tej czę­ści ciał jami­stych, które ota­czają moczo­wód, znaj­duje się żeń­ska pro­stata. Trzon punktu G można zna­leźć, wyczu­wa­jąc jego fałdki wewnątrz pochwy.

Nie­które kobiety mają poważne pro­blemy z prze­ła­ma­niem kul­tu­ro­wego tabu zwią­za­nego z patrze­niem na narządy płciowe, odczu­wają lęk i nie mogą w pełni zro­zu­mieć tego, co widzą. Inne kobiety są coraz bar­dziej rado­sne i oży­wione, sły­sząc te nowe infor­ma­cje, które naj­wy­raź­niej z nimi rezo­nują. Gospo­dyni naszych warsz­ta­tów wkłada palec, żeby poka­zać, gdzie znaj­dują się gra­nice strefy G. Obser­wu­jemy, jak pra­cuje mię­śniami dna mied­nicy i organ jej punktu G prze­suwa się do przodu, w kie­runku zewnętrz­nej czę­ści wej­ścia do pochwy. Fałdki są dość dobrze widoczne. Kilka kobiet wzdy­cha:

– To takie łatwe do zna­le­zie­nia, tak widoczne!

– Tak – odpo­wia­dam. – Wszyst­kie kobiety potra­fią doj­rzeć fałdki punktu G – pod warun­kiem że ich mię­śnie dna mied­nicy nie są zbyt słabe, żeby go wypchnąć do przodu. (Ćwi­cze­nia na wzmoc­nie­nie mię­śni dna mied­nicy i kwe­stie z tym zwią­zane opi­sa­łam w czwar­tym i ósmym roz­dziale).

W tym momen­cie emo­cje opa­dają, a kobiety nie mogą się już docze­kać, żeby zoba­czyć swoje wła­sne punkty G. Wra­cają na swoje miej­sca, sia­dają i umiesz­czają przed sobą lusterka. Pod­no­sząc spód­nice, sarongi i szla­froki kąpie­lowe, biorą do ręki latarki i środki nawil­ża­jące i roz­po­czy­nają pro­ces wypy­cha­nia do przodu swo­ich punk­tów G mię­śniami dna mied­nicy. Wiele z nich po raz pierw­szy ujrzy ten wspa­niały widok. W powie­trzu czuć już atmos­ferę eks­cy­ta­cji.

Nie­które kobiety pod­no­szą rękę. Pod­cho­dzę do nich, żeby odpo­wie­dzieć na pyta­nia. Część kobiet ma trud­no­ści z wypchnię­ciem punktu G. Radzę im, żeby stop­niowo ćwi­czyły. Jedna z kobiet jest zmar­twiona kształ­tem swo­jego punktu G. Mówię na głos:

– Więk­szość kobiet, kiedy po raz pierw­szy widzi swój punkt G, jest prze­ko­nana, że coś z nim jest nie tak. Jestem tutaj po to, żeby wam powie­dzieć, że z waszymi punk­tami G wszystko jest w porządku!

Kobiety patrzą na mnie w osłu­pie­niu przez kilka sekund, potem widać, że się odprę­żają i wra­cają do ener­gicz­nych prób zapo­zna­nia się ze swo­imi punk­tami G.

Lody zostały cał­ko­wi­cie prze­ła­mane. Każda z uczest­ni­czek ma teraz wyczu­cie swo­ich mię­śni dna mied­nicy i wie, gdzie znaj­duje się jej punkt G.

– Jeśli któ­raś z was chce poka­zać swój punkt G innym kobie­tom, pod­nie­ście rękę, a te, które będą chciały go zoba­czyć, mogą podejść i zer­k­nąć.

Grupa pod­cho­dzi do wszyst­kich kobiet po kolei. Widzimy ogromne i malut­kie cipki, co ozna­cza, że widzimy rów­nież ogromne i malut­kie punkty G. Nie­które punkty G łatwo dostrzec przy wej­ściu do pochwy. U innych kobiet przed­sio­nek pochwy jest ukryty nieco głę­biej w fał­dach warg sro­mo­wych, co ozna­cza, że ich punkty G też są głę­boko scho­wane. Nie­mniej wszyst­kie kobiety mają jedną wspólną cechę. Wyraź­nie dostrze­gają zarys swo­ich punk­tów G.

Po poran­nym wykła­dzie i odkry­ciu wła­snych punk­tów G uczest­niczki udają się na lunch.

Kiedy wra­camy z posiłku, wiele kobiet po raz pierw­szy roz­ma­wia na temat swo­jego punktu G. Pro­fe­sjo­na­listka mówi z mie­sza­niną zawsty­dze­nia i zadzi­wie­nia:

– Był tam, tak widoczny, umiej­sco­wiony wewnątrz, kiedy roz­chy­li­łam swoje wargi sro­mowe, i pełen fałd. Nie musia­łam nawet spe­cjal­nie wypy­chać do przodu swo­jego punktu G, żeby go zoba­czyć. Byłam zdu­miona, jaki jest ogromny.

Inna uczest­niczka mówi:

– Zawsze czu­łam to wybrzu­sze­nie. W pew­nym momen­cie nawet sądzi­łam, że cier­pię na wypa­da­nie macicy! Ale po jakimś cza­sie po pro­stu o tym zapo­mnia­łam. I pomy­śleć, że tak łatwo wyczuć mój punkt G…

Potrzą­snęła głową i zamil­kła.

Ist­nieje wię­cej tech­nik odnaj­dy­wa­nia punktu G, który moje uczest­niczki wła­śnie u sie­bie zna­la­zły. Pro­szę kobiety, żeby jesz­cze raz poło­żyły się na ple­cach. Robi się małe zamie­sza­nie, kiedy ukła­dają na nowo swoje ręcz­niki i grze­bią w poszu­ki­wa­niu środka nawil­ża­ją­cego, i wtedy zasła­niam kotary. Prze­pro­wa­dzam je przez ćwi­cze­nie, żeby wyczuły w swoim ciele punkt G, który wła­śnie zoba­czyły.

– Oddy­chaj­cie, odpręż­cie się. Postę­puj­cie zgod­nie z moimi wska­zów­kami. Nie jeste­śmy tutaj wyłącz­nie po to, żeby kon­cen­tro­wać się na eja­ku­la­cji, ale rów­nież po to, żeby roz­bu­dzić wraż­li­wość punktu G. Aby czer­pać o wiele wię­cej przy­jem­no­ści z pene­tra­cji pochwy, niż wiele spo­śród nas obec­nie doświad­cza. Zacznijmy od tego, żeby poznać nasze punkty G w bar­dzo intymny spo­sób. Popro­wa­dzę was przez doświad­czanie tego w prak­tyce.

Jestem ich prze­wod­niczką po tym cudow­nym nowym tery­to­rium i poma­gam im odkry­wać ogromną róż­no­rod­ność doznań fizycz­nych i emo­cji umiej­sco­wio­nych w tym nie­zwy­kle czu­łym orga­nie. Kiedy wkła­dają palce do swo­jej pochwy, wyja­śniam:

– Kiedy będzie­cie gotowe, powoli, powo­lutku prze­suń­cie palec w kie­runku ogonka punktu G, zakoń­cze­nia albo nie­wi­docz­nej czę­ści tego organu, która zwisa w głąb pochwy z jej skle­pie­nia. Powo­lutku – powta­rzam.

Resztę popo­łu­dnia spę­dzamy na bada­niu wraż­li­wo­ści punktu G. Wraz z każ­dym powtó­rze­niem ćwi­cze­nia kobiety, wpro­wa­dza­jąc kolejne ważne zmiany, stają się coraz bar­dziej świa­dome stop­nia wraż­li­wo­ści swo­ich punk­tów G. Nie­sły­chane jest to, że kiedy poja­wiają się jakieś blo­kady wyni­ka­jące z lęku albo inne uczu­cia, uczest­niczki trans­for­mują je poprzez oddy­cha­nie w przy­jemne dozna­nia fizyczne i emo­cje. Wiele kobiet doświad­cza głę­bo­kiego poczu­cia wewnętrz­nego spo­koju i czuje cie­pło, które roz­pływa się po ciele, kiedy jeste­śmy nakar­mione prze­strze­nią, w któ­rej prze­by­wamy, i tym, co robimy. Na twa­rzach kobiet w miej­sce nie­po­koju i zmar­twie­nia zaczy­nają poja­wiać się spo­kojne, piękne uśmie­chy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Sci­vias – pierw­sze dzieło św. Hil­de­gardy z Bin­gen. Tytuł jest formą skró­coną od sci vias Domini (łac.), co ozna­cza: „Poznaj drogi Pana” (przyp. tłum.). [wróć]

Debo­rah Sun­dahl wie­lo­krot­nie gościła ze swo­imi warsz­ta­tami i wykła­dami w Pol­sce (przy­pis redak­torki mery­to­rycz­nej). [wróć]

Słowa przy­pi­sy­wane Ele­anor Roose­velt (przyp. tłum.). [wróć]