Wydawca: WAB Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2010

Klub detektywów "Huragan" i straszliwa piwnica ebook

Jari Mäkipää

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Klub detektywów "Huragan" i straszliwa piwnica - Jari Mäkipää

Od czasu rozwiązania ostatniej zagadki Klub Detektywów „Huragan" powiększył się o dwóch członków: Karoliinę i Matiasa. Teraz wszyscy mają nadzieję, że wreszcie coś się wydarzy. Może w Haloween?

Za oknami szaleje jesienna burza. Uczniowie i nauczyciele z Pihlakylä zebrali się, by świętować noc duchów. Za niepozornymi drzwiami sali gimnastycznej ciągną się skrzypiące schody, które prowadzą do piwnicy. Co kryje się w gęstwinie pajęczyn i kurzu? I gdzie podział się jeden z pierwszoklasistów?!

Czwórkę bystrych adeptów sztuki detektywistycznej czekają nowe fascynujące przygody. Jenni, Jesse i ich przyjaciele przeżyją chwile prawdziwej grozy. Dowiedzą się, co ukrywa i podejrzany dyrektor Brodacz i co stało się z jego poprzednikiem. W wydarzeniach wezmą udział także: nauczycielka Haapaniemi, jej wielka miłość Atte Viima i kucharka Anita Serowa. Okaże się, że szkoła bywa niezwykłym miejscem, jeśli tylko przyjrzeć się jej uważnie.

 

Jenni podniosła się ostatnia. Wychodziła już na dywan szeleszczących liści i prawie zamknęła za sobą drzwi, gdy nagle jej wzrok natrafił na notes. Leżał wciąż na drewnianej skrzyni. Przez chwilę przyglądała mu się z wahaniem, a potem zawróciła, schowała go do tylnej kieszeni dżinsów i wyszła, zamykając za sobą drzwi.

Czerwona drewutnia uśmiechnęła się z zadowoleniem. „Mądra dziewczyna" - pomyślała. Drewutnia wiedziała chyba więcej niż czwórka jej młodych przyjaciół. Zupełnie jakby się domyślała, że już wkrótce na kartkach niebieskiego zeszytu pojawi się więcej notatek niż kiedykolwiek wcześniej.

fragment

Opinie o ebooku Klub detektywów "Huragan" i straszliwa piwnica - Jari Mäkipää

Fragment ebooka Klub detektywów "Huragan" i straszliwa piwnica - Jari Mäkipää

Jari Mäkipää

Klub Detektywów „Huragan” i straszliwa piwnica

Ilustracje: Jii Roikonen

Przekład z języka fińkiego: Iwona Kosmowska

Książka ukazała się dzięki pomocy finansowej FILI – Finnish Literature Exchange

Tytuł oryginału: Etsiväkerho Hurrikaani ja kammokellari

Copyright © Jari Mäkipää, 2005

Polish edition is published by arrangement with Tammi Publishers, Helsinki, Finland.

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2009

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2009

Wydanie I

Warszawa 2009

Spis rzeczy

Jesień bez przygód

Pakowanie

Noc w szkole

Przerażająca piwnica

Bohater Viima

Zdjęcie z dreszczykiem

Podwójne zadanie

Kto wierzy w duchy

Szkoła koszmarów

Muśnięcia strachu

Skrzynia

Wszystko, co błyszczy

Wiadomość od ducha

Krew szpiega

Powrót do straszliwej piwnicy

Piwniczny wyrok

Śniadanie w szkole w Pihlakylä

Jesień bez przygód

16.25

Za domem Karhunenów stała dawna drewutnia. Wokół niej szeleściło morze liści mieniących się różnymi odcieniami kolorów: żółtego, czerwonego i pomarańczowego. Drewutnia sprawiała wrażenie zadowolonej. Po raz pierwszy od lat nie musiała się za siebie wstydzić w otoczeniu feerii barw. W wakacje przystrojono ją świeżą warstwą czerwonej farby, a dach uszczelniono. Szybki jedynego okienka lśniły, dokładnie umyte wodą z płynem. W drzwiach pojawiły się dwie nowe deski, a zamek starannie naoliwiono.

To wszystko było dziełem czwórki najlepszych przyjaciół drewutni, którzy także teraz siedzieli w jej czterech ścianach.

– I nic? – zapytała Jenni. – Czy naprawdę nikt z was nie wywęszył ani jednego nowego zadania?

W pomieszczeniu zapanowała cisza. Członkowie Klubu Detektywów „Huragan” siedzieli ciasno stłoczeni na stołkach, które sami sklecili w wakacyjnym szale remontowym.

Jenni spojrzała pytająco po kolei na każdego członka klubu. Jesse, jej brat bliźniak, bujał się na stołku i wkładał właśnie do ust ciastko czekoladowe. Naprzeciwko Jenni siedziała jej najlepsza przyjaciółka Karoliina. Uporczywie nad czymś myślała, okręcając w palcach brązowe kosmyki. Na końcu Jenni spojrzała na Matiasa, któremu z dziurki do nosa sterczał zwitek papieru. Matias pozbył się go energicznym gestem.

– Leci mi jeszcze krew? – zapytał, nadstawiając nos.

– Nic nie widać – uciął Jesse.

– A fuj, ohydztwo – skrzywiła się Karoliina.

– Skoncentrujcie się trochę – zdenerwowała się Jenni. – Jeśli nikt nie ma żadnego nowego zadania, powróćmy do tych, których jeszcze nie udało nam się rozwiązać.

Sięgnęła po zeszyt z niebieską okładką. Widniał na niej rysunek przeraźliwej trąby powietrznej – logo klubu. Zeszyt był już częściowo zapisany starannymi notatkami z kolejnych detektywistycznych zadań. W lutym czwórce przyjaciół udało się brawurowo rozwiązać tajemnicę zaginionych kartek walentynkowych. To właśnie wtedy Matias i Karoliina dołączyli do klubu stworzonego przez bliźniaków.

Przez całą wiosnę i lato członkowie „Huraganu” z zapałem szukali nowych zagadek. Rozpoczynali wiele operacji, z których każda wydawała się bardzo ekscytująca, ale żadna nie doprowadziła do równie barwnych przygód co kradzież walentynkowych kartek.

– W marcu rozpoczęliśmy operację „Złodziej zegarka” – przeczytała Jenni. – Ulla Liimatainen, higienistka ze szkoły podstawowej w Pihlakylä, straciła złoty zegarek otrzymany w spadku. Zdarzenie miało miejsce w biały dzień. Czy są nowe dane na ten temat?

– Dam głowę, że po prostu jej się ześlizgnął z nadgarstka podczas meczu na śniegu uczniowie kontra nauczyciele – oświadczył z przekonaniem Jesse.

– Bzdury! – sprzeciwiła się Jenni. – Skąd ci przyszło na myśl coś podobnego?

– Liimatainen sama to powiedziała – stwierdził Jesse.

Dziewczynka prychnęła tylko i otworzyła nową stronę notesu.

– W kwietniu rozpoczęła się operacja „Straszny smród” – przeczytała, modulując głos, by brzmiał ekscytująco. – W szkolnym korytarzu unosił się nieprzyjemny fetor. Innymi słowy: ohydnie śmierdziało. Członkowie klubu mieli nadzieję, że znajdą w szkolnych zakamarkach przynajmniej jakieś zdechłe zwierzątko, poszukiwania nie przyniosły jednak rezultatu. Skąd mógł pochodzić zapach?

– A, no przecież, to była Anita – powiedział Matias. – W końcu się przyznała, że zostawiła w mikrofalówce makaron z serem pleśniowym.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Pani Aura była kucharką w ich szkole i ciocią Matiasa. Uczniowie mówili na nią Anita Serowa, bo miała zwyczaj doprawiać każdą potrawę serem pleśniowym. Poszukując źródła strasznego smrodu, klubowicze oczywiście wpadli na jej trop. Anita jednak stanowczo zaprzeczała, jakoby miała coś wspólnego z fetorem, który rozchodził się po szkole pomimo całodniowego wietrzenia.

Jenni przewróciła stronę i przeczytała:

– W maju klub poszukiwał skradzionej, należącej do Raisy Koistinen portmonetki, w której było dwadzieścia euro w jednym banknocie.

– Kto daje pierwszoklasistom tyle pieniędzy... – Karoliina pokręciła głową. – Smarkula na pewno sama zgubiła ten portfel.

Jenni przeczytała jeszcze notatki z drugiego majowego zadania. Tym razem chodziło o zagubiony kapelusz, którym wicedyrektor Viljanen zazwyczaj osłaniał swą łysinę. Kapelusza nie udało się odnaleźć, ale podejrzenia padły na Karppę – gburowatego chłopca, który nigdy nie pominął okazji zrobienia komuś przykrego dowcipu. To właśnie on okazał się winny kradzieży walentynkowych kartek.

Ponieważ nikt nie miał nowych informacji na temat zaginionego kapelusza wicedyrektora, Jenni z impetem rzuciła niebieski notes na drewnianą skrzynię, służącą im za stół.

– To tyle – powiedziała, nie kryjąc rozczarowania. – Od czerwca nie pojawiła się ani jedna nowa zagadka, a mamy już październik.

W kwaterze głównej zapanowała cisza. Klubowicze w milczeniu spoglądali na zeszyt leżący na stole.

– No to chyba dobrze – odezwała się Karoliina. – Dobrze, że nie zdarzyło się żadne przestępstwo.

– Może nikt już nas nie potrzebuje – stwierdził Matias. – Świat został uratowany, a opowieść o czwórce fantastycznych detektywów dobiegła końca – ogłosił uroczyście.

– Nie traćmy nadziei – zaprotestowała Jenni. – Może jeszcze wpadniemy na jakąś nową przygodę.

W drewutni znów zapadła cisza. Po wielu miesiącach nudy nikt już właściwie nie wierzył, że Klub Detektywów „Huragan” mogą jeszcze czekać równie ekscytujące chwile co zeszłej zimy.

– Słuchajcie, która godzina? – ocknęła się Karoliina.

– Dochodzi piąta – Matias sprawdził czas na wyświetlaczu komórki.

– Muszę iść się pakować. – Karoliina wstała ze stołka.

– Co właściwie mamy ze sobą zabrać? – zapytał Jesse.

– Śpiwór, coś do jedzenia i latarkę – wymienił Matias.

– No i szczoteczkę do zębów, rzeczy do przebrania, ręcznik – dodała Karoliina. – A ja potrzebuję jeszcze żelu pod prysznic, szczotki, kapci... No, nie, muszę lecieć! Do zobaczenia w szkole!

Wyskoczyła pędem z drewutni. Matias i Jesse podążyli za nią, spierając się, ile zapasowych baterii do latarki będą potrzebować na całą noc.

Jenni podniosła się ostatnia. Wychodziła już na dywan szeleszczących liści i prawie zamknęła za sobą drzwi, gdy nagle jej wzrok zatrzymał się na notesie. Leżał wciąż na drewnianej skrzyni. Przez chwilę przyglądała mu się z wahaniem, a potem zawróciła, schowała go do tylnej kieszeni dżinsów i wyszła, zamykając za sobą drzwi.

Czerwona drewutnia uśmiechnęła się z zadowoleniem. „Mądra dziewczyna” – pomyślała. Drewutnia wiedziała chyba więcej niż czwórka jej młodych przyjaciół. Zupełnie jakby się domyślała, że już wkrótce na kartkach niebieskiego zeszytu pojawi się więcej notatek niż kiedykolwiek wcześniej.

Pakowanie

17.15

– Mamo, gdzie jest ręcznik? – zawołała ze swojego pokoju Karoliina.

– Na łóżku – odkrzyknęła z salonu mama.

– Ale nie ten, tylko ten drugi! – wołała dalej dziewczynka. – Ten lepszy!

– Wszystkie nasze ręczniki są dobre – odpowiedziała zmęczonym głosem mama.

– No tak, ale ten czerwony, który kupiliśmy latem – Karoliina nie przestawała krzyczeć.

– Weź ten, który ci położyłam na łóżku – poprosiła mama.

Na chwilę zapanowała cisza. Mama usadowiła się wygodniej na sofie i zagłębiła się w lekturze ciekawego artykułu o nowej diecie brukwiowej. Przyjemność czytania przerwał jednak donośny łomot i czyjś wrzask. Mama pobiegła do pokoju córki. Na środku podłogi, w skłębionej masie ręczników, poszewek i pościeli, siedziała Karoliina. Drzwi do pawlacza były otwarte na oścież, a najwyższa półka leżała teraz na podłodze tuż przy dziewczynce.

– Więc jednak się tam wdrapałaś – stwierdziła mama.

– Próbowałam znaleźć ten ręcznik – odrzekła cicho Karoliina i uniosła oczy w górę.

Mama roześmiała się. A potem po raz drugi i trzeci. Po chwili obie już chichotały na cały głos, ocierając z oczu łzy.

Gdy półka znalazła się na swoim miejscu, a wszystkie rzeczy zostały ułożone w równe sterty, Karoliina usiadła przy biurku i uniosła blat, odsłaniając duże lustro. Mama stanęła za nią i zaczęła czesać długie brązowe włosy córki.

– Tata już poszedł? – zapytała Karoliina. Jej ojciec pracował w szkole w Pihlakylä jako woźny.

– Już jakiś czas temu – odpowiedziała mama. – Wpadł do domu tylko na sekundę, przełknął coś raz-dwa i wrócił do pracy.

– Szkoda – westchnęła rozczarowana Karoliina. – Myślałam, że razem pójdziemy.

– Zdążysz się jeszcze nacieszyć tatkiem w szkole – zapewniła ją mama.

– Nie o to mi chodzi – odparła dziewczynka. – Tata mógłby mi pomóc przenieść bagaże.

– Bagaże? – Mama ze zdziwieniem spojrzała w kąt pokoju, gdzie czekała już różowa walizka, duża sportowa torba i wypchany po brzegi plecak.

– Chyba wiesz, że będziesz w szkole tylko przez jedną noc? – powiedziała zdumiona.

– Nigdy nie wiadomo, co się może stać – usprawiedliwiła się Karoliina.

– Przejrzyjmy jeszcze raz te twoje rzeczy – zaproponowała mama z uśmiechem.

– No dobrze, ale suszarkę do włosów muszę wziąć – uparła się córka. – I buty na zmianę.

– A śpiwór? – zapytała rozbawiona mama.

– O nie, zapomniałabym – przeraziła się Karoliina, a mama pokręciła tylko głową.

– Szczoteczka do zębów? Jest. Pasta? Jest. Spinki do włosów? Są – wyliczała Jenni, trzymając w ręce kartkę z listą potrzebnych rzeczy. Wkładała je kolejno do niebieskiej torby, którą nosiła na treningi piłki nożnej. Do dżinsów włożyła białą bluzę z kapturem; rude włosy związała w kucyki.

Jesse leżał na łóżku i grał na komórce w grę kosmiczną. Uporczywe piszczenie przerwał nagły odgłos wybuchu. Jego statek kosmiczny uderzył w szczyt góry na planecie wroga.

– O nie! – zawołał.

– Co? – zdziwiła się Jenni.

– Trafili mnie górscy żołnierze Zordagu, a już prawie udało mi się zdobyć ostatnią kapsułkę energii – wyjaśnił.

Jenni przez chwię wpatrywała się w rozczochranego brata takim wzrokiem, jakby faktycznie pochodził on z jakiejś obcej planety.

– Spakowałeś się już? Zaraz musimy wychodzić.

– Nie przepytuj mnie. Nie jesteś mamą.

– Ale jestem starsza o osiem minut. – Uśmiechnęła się z wyższością.

– Wow – krzyknął Jesse i wskazał czarny plecak, obok którego stał zrolowany śpiwór. – Tam jest.

– Wygląda, jakby był prawie pusty – zdziwiła się Jenni.

– Jest w nim wszystko, czego mi trzeba – uciął Jesse i rozpoczął następną grę.

– Szczoteczka do zębów też? – upewniła się siostra.

Nie mógł jej odpowiedzieć, bo całkowicie skoncentrował się na prowadzeniu kosmicznego statku i gonitwie za trójgłowym mutantem. Jenni sięgnęła na regał po krągłego misia. Przytuliła go z całej siły.

– Widzisz, Jesse, musisz umyć zęby – zaszczebiotała. – Żeby twój oddech był świeży jak mięta, kiedy na dyskotece weźmiesz w objęcia Karoliinę, cudowną dziewczynę.

Z misiem w ramionach wykonała obrót, jakby była na parkiecie.

– Och, Karoliino, jesteś taka słodka – ciągnęła, udając głos Jessego. – Jestem tylko zwykłym nudziarzem, który ma bzika na punkcie komputerów i spadające portki. A ty – najprawdziwszą księżniczką ze snów. Karoliino, wyjdziesz za mnie za mąż? Dasz mi chociaż buzi?

Zerkając kątem oka na brata, złożyła usta w dzióbek tuż przed pyszczkiem misia. O dziwo, jej występ nie wzbudził pożądanej rekacji. Jesse nie rzucił się do ataku, nadal leżał wyciągnięty na łóżku, cały skoncentrowany na planecie Zordag.

Oczywiście wszystko