Klinika miłości - Sonia Rosa - ebook + audiobook

Klinika miłości ebook i audiobook

Rosa Sonia

3,1

Opis

Wciągająca erotyczna historia o przystojnym chirurgu i jego pacjentkach.

Urodzony w Moskwie, ale wychowany na warszawskim Żoliborzu, doktor Igor Orłow wraz ze swoją wspólniczką, Leną Majewską, prowadzi ekskluzywną klinikę medycyny estetycznej. Jego codzienność jest niekończącym się pasmem sukcesów. Egzotyczne podróże, gorące romanse i snobistyczne
imprezy – Igor Orłow wie, gdzie bywać i jak czerpać z życia garściami. Nazywany pierwszym playboyem medycyny, żyje szybko, luksusowo i wygodnie. Ma wszystko, oprócz
miłości. Czy Zoja, piękna młodziutka Rosjanka, zdobędzie jego serce? A może taki narcyz jak Igor nie potrafi kochać?

Zapraszamy do Kliniki Miłości, pełnej seksu i erotycznych uniesień.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 334

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 49 min

Lektor: Mirella Rogoza-Biel

Oceny
3,1 (242 oceny)
51
43
54
65
29
Sortuj według:
galziel

Z braku laku…

Mnie nie wciągnęła ta lektura. Zbyt dużo wulgaryzmów i fabuła też mnie nie zaciekawiła.
00

Popularność




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jedyny sposób, by oszpecić piękno,

to ukazać jego szaleństwo.

 

Jonathan Carroll, Szklana zupa

 

 

 

 

 

 

Prolog

 

 

 

 

 

Doktor Igor Orłow w swoim trzydziestokilkuletnim życiu widział już parę trupów, ale ten był inny. Tego stworzył sam i gdyby nie fakt, że leżąca u podnóża schodów jasnowłosa kobieta nie oddychała, można by zaryzykować stwierdzenie, że własnoręcznie tchnął w niego życie…

– Ja pierdolę… – wymamrotał, nie potrafiąc oderwać wzroku od rozlewającej się po marmurowej posadzce szkarłatnej plamy krwi.

Chwilę później usiadł na najniższym stopniu schodów i ukrył twarz w dłoniach. Martwa blondynka wciąż leżała nieruchomo, z zadartą kwiecistą spódnicą i brzydko wygiętą w kolanie nogą, a on tkwił tuż obok, czuwając nad zmarłą, której żadna siła nie była w stanie wskrzesić.

– Kurwa mać! – Zszokowany Orłow miał wrażenie, że pęczniejąca w nim panika dosłownie odbiera mu oddech.

Przez kilkanaście sekund spazmatycznie łapał powietrze, starając się opanować. Był przecież chirurgiem, do kurwy nędzy! W końcu wstał i przez dłuższą chwilę chodził tam i z powrotem po przestronnym korytarzu swojej wilanowskiej rezydencji, a jedynymi słyszalnymi dźwiękami było ciche echo jego kroków i miarowe tykanie stojącego na gzymsie kominka zegara po pradziadku Mikołaju.

– Myśl, Orłow. Myśl, kurwa – szepnął, uderzając pięścią w ścianę.

„Niech szlag trafi tę głupią pindę! Gdyby nie przywlekła się tu w środku nocy, nic by się nie stało” – skrzywił się.

Ale przyszła.

Zjawiła się i zaczęła mówić wszystkie te swoje niedorzeczności, a on…

Nie, nie chciał jej zabić, popchnął ją przecież przypadkiem. Nie zmieniało to jednak faktu, że leżała martwa na lodowato zimnej marmurowej posadzce w czarno-biały wzór. Sam nie wiedział, czemu myślał o tym akurat w tej chwili, ale przypomniał sobie Paryż, supermarket na jego obrzeżach i śliczną młodziutką sprzedawczynię, która doradzała mu w wyborze płytek. Zapłacił później fortunę za transport, ale miał w domu taką podłogę, jaką sobie wymarzył. Obecnie, niestety, miał też pod dachem pieprzonego trupa i chociaż chyba jeszcze do niego nie dotarło, co się właśnie stało, powaga sytuacji zaczynała mocno się konkretyzować…

Po telefon sięgnął po dłuższej chwili wahania. „Nie ogarnę przecież tego pierdolnika sam” – pomyślał, czekając na połączenie. Ale chociaż aż trzykrotnie wybrał numer, nikt nie odebrał…

Wrócił więc na schody, usiadł u ich podnóża i zapatrzył się w ażurowe rajstopy denatki, które oblekały jej uda tak ciasno, jakby były jej drugą skórą. Zastanawiał się, czy nie znaleźć w komodzie paszportu, nie wsiąść w samochód i nie wyjechać z kraju, porzucając za sobą wszystko, na co pracował przez ostatnie lata. Wtedy w jego dłoni zawibrował telefon.

– Igor, dochodzi druga w nocy… Coś się stało? – usłyszał.

– Przyjedź do mnie – poprosił, z zażenowaniem odnotowując, że trzęsie mu się głos.

– Ale co się…

– Przyjedź – powtórzył, zanim się rozłączył, w żaden sposób nie wyjaśniając sytuacji.

Sekundę później opadł na kolana, tuż obok leżącego na posadzce trupa, a jego ramionami wstrząsnął urywany szloch.

Morderca.

„Tak o mnie napiszą w gazetach?” – zastanawiał się, klęcząc nad ciałem.

„Kurwa mać” – pomyślał, wierzchem dłoni ocierając łzy. Jeden głupi błąd, jedna nieodwracalna chwila i całe życie poszło się jebać…

Szach-mat, pozamiatane…

 

 

 

 

 

 

1.

 

 

 

 

 

Kilka tygodni wcześniej

 

– Jeszcze odrobina pudru matującego i będzie po wszystkim. – Ciemnowłosa dziewczyna z kolczykiem w nosie, która przed jego wejściem na wizję nakładała mu makijaż, pochyliła się nad siedzącym Igorem, żeby dopieścić jego czoło.

Zanim odruchowo przymknął oczy, mimowolnie broniąc się przed muśnięciami pędzla, zdążył zerknąć w jej dekolt, a olbrzymi biust, podkreślony świetnie dobranym stanikiem, zafalował tuż przed jego twarzą.

– To nie matka natura tak hojnie cię obdarzyła, prawda? – zapytał, a zaskoczona stylistka znieruchomiała z pędzlem w ręku. – Wybacz, nie chciałem cię urazić. Po prostu na pewne rzeczy patrzę okiem chirurga.

– Uwielbiam pana program, widziałam każdy odcinek. Zresztą „uwielbiam” to chyba nawet za mało powiedziane. Jestem wielką fanką. – Uśmiechnęła się, kiedy Igor otworzył jedno oko i zaraz je zamknął.

– Kończymy? – zapytał, bo chociaż był cholernie dumny z programu, który współtworzył, nie znosił całego tego pudrowania.

– Już, momencik. – Dziewczyna po raz ostatni przejechała pędzlem po nasadzie jego nosa, a po chwili złapała za lakier i spryskała jego gęste ciemne włosy. – Nabłyszczający. – Mrugnęła do niego, kiedy już zdołał wziąć głębszy oddech w oparach pachnącego różano lakieru. – A piersi powiększyłam, ma pan dobre oko – przyznała.

– Mów mi Igor – poprosił.

– Okay, jak wolisz. Marta – przedstawiła się.

– Jesteś zadowolona? – zapytał, kiedy uwalniała go z szarej peleryny i strzepywała niewidoczne pyłki z rękawów jego ciemnej marynarki.

– Z cycków? W sumie tak.

– Gdzie robiłaś?

– Na Dolnym Śląsku, w rodzinnym mieście. Było taniej niż w Warszawie i znacznie krócej czekałam na zabieg.

– Czyli zrobiłaś się na bóstwo u konkurencji. – Igor wstał, upił kilka łyków kawy, którą zaparzyła mu jedna z obsługujących zaplecze młodych lasek, i z powrotem usiadł w wygodnym obrotowym krześle, które cicho skrzypnęło pod jego ciężarem.

– Na to wygląda. – Marta się uśmiechnęła. – Słyszałam, że w studiu mają jakiś problem z oświetleniem i zaczynamy kwadrans później – powiedziała, sięgając po leżące na pełnej kosmetyków toaletce jabłko.

– W takim układzie wygląda na to, że chwilowo jesteś na mnie skazana. – Igor puścił do niej oczko i zerknął w podświetlone ozdobnymi żarówkami lustro, napawając się widokiem świetnie dobranego do koszuli jedwabnego krawata, ułożonych włosów i opalenizny, którą w ostatni weekend zafundował sobie na Malcie.

– To może poznamy się nieco lepiej? – Marta, która wgryzła się w jabłko, chwilę później je odłożyła i spojrzała mu prosto w oczy. – Może zaszyjemy się na momencik w jakimś przytulnym miejscu, a ty ocenisz pracę kolegi po fachu? – zapytała, opuszkami palców muskając swoją pierś.

– Właściwie to całkiem niezła opcja – zgodził się z nią Orłow.

W korytarzu, korzystając z tego, że akurat nikt nie kręcił się w pobliżu, mocno zacisnęła palce na jego dłoni.

– Mówię poważnie, jestem twoją zajebiście oddaną fanką – powiedziała cicho, a w jej głosie Igor usłyszał obietnicę.

W rekwizytorni pachniało kurzem i ciężkimi, nieco zwietrzałymi perfumami o duszącej piżmowej nucie, ale nie o tym myśleli, kiedy zamknęli się w pomieszczeniu pełnym najprzeróżniejszych kostiumów, mebli i lamp.

– Stój i uważaj na włosy. – Marta przyparła Igora do ściany i pocałowała go w usta.

Kiedy oddał jej pocałunek, sięgnęła do rozporka w jego ciemnych spodniach od garnituru i patrząc mu w oczy, rozpięła skórzany pasek.

– Ja zajmę się całą resztą – wymruczała, chwytając jego penisa.

Kiedy uklękła, wsunął palce w jej gęste ciemne włosy, przymknął oczy i dał się ponieść fali rozkoszy, która z każdym ruchem jej pełnych warg zdawała się przybierać na sile.

– O kurwa, jak dobrze – szepnął, zanim trysnął w jej usta.

Nasienie połknęła, nawet na chwilę się nie krzywiąc, i przypomniała mu się była żona. Nie, Kinga wolałaby odwalić kitę w mękach niż klęknąć przed nim i zrobić mu loda. Na początku, kiedy jeszcze byli zaręczeni, kilka razy dość niechętnie wzięła go do buzi, ale robiła to z taką łaską, że niemal mu przy tym flaczał…

– Dzięki, kotku, to naprawdę było coś. – Kiedy Marta się podniosła, Igor pocałował ją w usta i pogładził po włosach. – Nie miałem pojęcia, że trafi mi się dzisiaj taka cudowna opieka. Zazwyczaj maluje mnie taka okrągła laska w czerni.

– Jakieś osiemdziesiąt kilo żywej wagi, rude włosy i duże szare oczy? Klaudia. Wzięłam za nią zastępstwo, bo jej siostra rodzi.

– Czyli nie jesteś tu na stałe zatrudniona?

– Nie, ale zawsze mogę ci dać mój numer – powiedziała z ustami tuż przy jego twarzy. – A będzie jeszcze lepiej, jeśli ty dasz mi swój.

– Jasne, zapisz sobie – mruknął Orłow, chociaż świetnie wiedział, że najprawdopodobniej nie odbierze telefonu od niej.

Takich jak ona, panien uganiających się za nim i mniej lub bardziej otwarcie okazujących mu względy, miał przecież na pęczki… I może był staroświecki, ale chyba wolał te laski, których zdobycie kosztowało go nieco więcej trudu niż rozpięcie rozporka.

– Chodźmy, pewnie już nas szukają. – Marta wpisała w pamięć telefonu namiary na niego, poprawiła włosy i na palcach podeszła do drzwi, jak chowająca się przed dorosłymi mała dziewczynka podczas domowej zabawy w chowanego. – Jak ci już wspomniałam, oglądam twój program od samego początku – dodała, zanim wyszli na korytarz. – I muszę ci powiedzieć, że naprawdę cholernie mnie kręcisz.

– Mów do mnie jeszcze… – Igor uniósł jej dłoń i pocałował.

– Chodźmy – ponagliła go.

W studiu obserwował ładną techniczkę przypinającą mu mikrofon, kiedy Alicja Wrońska, atrakcyjna młoda dziennikarka prowadząca program, zapytała Orłowa, czy nie zna jakiegoś godnego polecenia nefrologa.

– Mój tato ma chyba problem z nerkami – wyjaśniła cicho, ewidentnie skrywając ten fakt przed kręcącą się wokół ekipą.

– Nie znam, ale popytam – obiecał Igor, lustrując wzrokiem zapełnioną po brzegi, składającą się wyłącznie z kobiet widownię.

Laski siedziały w półokręgu. Pięć starannie wyselekcjonowanych rzędów piękna. Do studia zapraszano tylko te, które świetnie prezentowały się przed kamerą. Młode, dobrze umalowane, z ładnymi włosami i uśmiechem. Początkujące modelki, studentki, statystki i aspirujące warszawskie aktoreczki – wszystkie siedziały już na swoich miejscach, wpatrując się w niego maślanym wzrokiem. Z boku, zaraz za przejściem, stały kartonowe wersje jego samego, na których był ubrany w chirurgiczny kitel i trzymał w ręku skalpel bądź dzierżył drinka, wbity w zwieńczony elegancką muszką smoking. Samo studio było nieduże, ale nagrywany na żywo program z jego udziałem przyciągał już w poniedziałkowe wieczory ponad dwa miliony widzów, co według dyrektora programowego można było uznać za niezły sukces.

– Dobra, zaczynamy. – Alicja Wrońska usiadła w fotelu naprzeciwko Igora, seksownym ruchem założyła nogę na nogę i spojrzała w kamerę.

Kilkanaście sekund później posłała widzom szeroki uśmiech i zapowiedziała kolejny odcinek.

– Jak w każdy poniedziałek gości w naszym studiu doktor Igor Orłow, chirurg plastyczny i właściciel kliniki Feme. Dziś będziemy rozmawiać o pułapkach chirurgii plastycznej. Czy ty, jako lekarz operujący rocznie setki pacjentek, dostrzegasz w tym coraz bardziej lukratywnym biznesie coś niepokojącego? – zwróciła się doOrłowa.

– „Pułapka” to być może zbyt mocne słowo, którego nie chciałbym w tym kontekście nadużywać. Obecnie świat jest niesamowicie wymagający i nie widzę nic złego w poprawianiu urody i korygowaniu pewnych niedoskonałości. Problem może zacząć się jedynie wtedy, kiedy pacjentka wpadnie w pewien ciąg i stale wyszukuje u siebie mniej lub bardziej urojone mankamenty, żądając od nas ich usunięcia.

– Czyli jest limit na wasze usługi? – zdziwiła się Wrońska.

– To nie tak… Każdy może do nas przyjść, skonsultować się. Jednak jeśli mówimy już wprost o dysmorfofobii, do której często dołączają pewne zaburzenia psychotyczne, lękowe czy afektywne, wtedy zaczyna się problem. Zdarzało mi się już odesłać pacjentki z kwitkiem albo skierować je na terapię.

– Skorzystały?

– Trudno mi powiedzieć… Najprawdopodobniej większość poszła do konkurencji i prędzej czy później znalazła lekarza, który zrobił to, czego chciały. Może dlatego w każdej swojej publikacji podkreślam, żeby patrzeć na całościowy obraz problemu, a nie jedynie fragmentaryczny obszar, taki jak brzydki nos. Przy czym trzeba pamiętać, że to, co dla jednych jest brzydkie, innych może zachwycić. – Igor wygodniej rozsiadł się na krześle i posłał uśmiech siedzącej w pierwszym rzędzie blondynce w ciemnozielonej sukience.

Kończąc program, tradycyjnie wylosowali z publiczności dziewczynę, z którą w obecności kamer miał niebawem zjeść kolację w jednej z modnych warszawskich restauracji, i Orłow z ulgą pozwolił sobie wypiąć mikrofon.

– Sprawiasz dziś wrażenie rozkojarzonego – zauważyła Alicja.

– Źle spałem – mruknął, poluzowując krawat.

– No tak, męczące życie playboya… – Zaśmiała się.

– Uwielbiasz wbijać mi szpilę, co? – Uśmiechnął się krzywo. – I nadal nie dasz się zaprosić na randkę?

– Nie. Mówiłam ci, nie lubię tłoku.

– Zapewniam, że w moim łóżku będziemy sami.

– W twoim łóżku może i tak, ale za to twój notes aż pęka od numerów telefonów, co? – Alicja schyliła się, zdjęła szpilki i rozmasowała stopy. – Padam z nóg…

– To może kolacja? Nie mam planów na dziś. – Orłow nie ustępował.

– Odpuść mi, bo napierasz jak buldożer – szepnęła Wrońska, z powrotem zakładając buty. – Przeszkoliłeś się z technik podrywu czy jak?

– Skarbie, ja nie potrzebuję szkolenia.

– No tak, ty powalasz laski na kolana samym swoim wyglądem – rzuciła Wrońska nieco kąśliwym tonem, a on parsknął śmiechem na wspomnienie zajścia w rekwizytorni.

– Żebyś wiedziała, kotku – mruknął. – Żebyś wiedziała.

Kiedy wyszedł przed budynek i szedł parkingiem zauważył blondynkę w zielonej sukience, tę z widowni.

– Podwieźć cię? – zapytał, podzwaniając kluczykami.

– Nie, ja aż za Warszawę. – Dziewczyna spłonęła cholernie uroczym rumieńcem.

– Nie ma sprawy, chętnie się przejadę. Muszę w końcu przetestować nowy wóz. – Mrugnął do niej, a ona jeszcze bardziej się zaczerwieniła. – Igor. – Wyciągnął do niej rękę.

– Magda.

– Miło cię poznać – powiedział, otwierając porsche carrera, do którego podeszli.

– Jest twój? – Dziewczyna miała w oczach odmalowany taki żenujący zachwyt, że prawie parsknął śmiechem.

– Jasne – mruknął i obszedł samochód, żeby otworzyć jej drzwi.

Kiedy wsiadła, Orłow poprawił włosy, zasiadł na siedzeniu kierowcy, zdjął krawat, rzucił go na tylne siedzenie i zapiął pasy.

– Dokąd?

– Piaseczno.

– Pierwszy raz widziałem cię na widowni… – zagaił, kiedy ruszyli. – Nie bywałaś w studiu wcześniej, prawda?

– Koleżanka mnie wyciągnęła.

– Podobało się? – zapytał, przekręcając kluczyk w stacyjce, a silnik przyjaźnie zamruczał.

– Tak.

– Studiujesz?

– Nie. To znaczy studiowałam, ale nie zaliczyłam sesji na drugim roku i pracuję w drogerii.

– Spróbuj jeszcze raz. Studia są ważne.

– Wolałabym znaleźć fajnego faceta.

– Poważnie? A myślałby kto, że dziewiętnasty wiek szczęśliwie mamy za sobą…

– Jesteś złośliwy, tego o tobie nie wiedziałam.

– Bywam, kotku.

– Zatrzymaj się tam, jednak pojadę pociągiem – poprosiła go Magdalena, kiedy dotarli w okolice dworca.

– Daj spokój, przecież żartowałem. Wyluzuj. – Igor położył dziewczynie dłoń na kolanie, ale zaraz ją cofnął. – Sorry – mruknął.

Nie odpowiedziała, ale nie zrobiła też nic, żeby wysiąść, więc ruszył na światłach i zapytał, jak często bywa w Warszawie.

– Pracujesz tu czy w Piasecznie?

– W Piasecznie. W Warszawie bywam może z raz w miesiącu, na więcej mnie nie stać – powiedziała cicho, wyraźnie zawstydzona własnym wyznaniem.

– Przykre – mruknął Igor, zjeżdżając na lewy pas.

Kiedy dojechali przed dom jej rodziców, zapytał, czy może wejść.

– Jest ktoś w chacie? – Pochylił się, żeby zerknąć w okna zaniedbanego parterowego budynku z odrapaną fasadą.

– Nie. Tato ma dziś nockę, a mama opiekuje się chorą sąsiadką.

– Czyli mogę wejść?

– Nie wiem… – Magdalena wyraźnie się zawahała.

– Daj spokój, chyba się mnie nie boisz? – Igor rozpiął pasy i pochylił się w jej stronę. – Nawet jeśli w telewizji sprawiam czasem wrażenie nadętego dupka, jestem naprawdę miłym facetem – rzucił lekkimtonem.

– Okay – skruszała i nie czekając na jego odpowiedź, wysiadła z wozu.

W środku, kiedy już zatrzasnął nogą frontowe drzwi i rzucił swoją marynarkę na stojący przy drzwiach podniszczony fotel, ona zapytała, czy się czegoś napije, ale przyciągnął ją do siebie i pocałował w usta.

– Ciebie jestem spragniony – szepnął, pieszcząc jej piersi. – Rozbierz się – poprosił.

– Cała? – wykrztusiła.

Zaśmiał się.

– Nie, połowicznie. No już, ściągnij tę zieloną szmatkę i pokaż mi coś ładnego.

– Jesteśmy w korytarzu – zauważyła, sięgając dłonią do włącznika i po chwili niewielki przedsionek zalało światło.

– Wolisz iść do sypialni? – zapytał.

Był lekko poirytowany jej zachowaniem, bo chociaż sterczeli tu, a jemu zdążyły już wykiełkować w głowie naprawdę sprośne myśli, ona zachowywała się tak, jakby nie miała pojęcia, po jaką cholerę tłukł się prawie dwadzieścia kilometrów za Warszawę…

– Ledwo się znamy – powiedziała szeptem, a on głośno się roześmiał.

– Okay, widzę, że źle się zrozumieliśmy. – Igor sięgnął po swoją marynarkę i bez słowa pożegnania ruszył do drzwi.

Magdalena dogoniła go przy furtce i złapała za rękę.

– Igor, czekaj! Naprawdę mi się podobasz. – Zacisnęła palce na jego ręce tak mocno, że aż syknął. – Tylko że wolałabym…

– Kotku, wybacz brutalną szczerość, ale nie mam czasu ani ochoty na rozdziewiczanie cnotek – wszedł jej w słowo.

– Nie jestem dziewicą – syknęła, urażona do żywego.

– Nie? A niestety sprawiasz takie wrażenie – rzucił przez zęby, otwierając furtkę.

Kiedy wsiadał do samochodu, wydawało mu się, że dziewczyna jest bliska łez, ale prawdę mówiąc, miał to gdzieś. Odwiózł ją na to zadupie, pewny, że coś dostanie w zamian, a okazało się, że trafiła mu się jakaś cnotka niewydymka…

W aucie wyjął z kieszeni telefon i pospiesznie przejrzał listę kontaktów. Ilona, laska, z którą kilka razy się przespał w zeszłym roku, mieszkała w Piasecznie, ale nie odbierała. Justyna miała wyłączoną komórkę, a Beata wyjechała do Turcji.

– Kurwa mać – zaklął, jeszcze raz przeglądając telefon.

Wtedy przypomniał sobie Izę, dwudziestodwuletnią studentkę politologii, którą jednorazowo zaliczył w okolicach Wielkanocy. Mieszkała, co prawda, na Kabatach, ale jadąc z Piaseczna, mógł zahaczyć o jej okolicę.

– Cześć, tu Igor. Słuchaj, masz dziś wolny wieczór? – zapytał, kiedy odebrała.

– Orłow? Spierdalaj, palancie! – usłyszał w odpowiedzi.

– Czekaj, Iza. No dobra, miałem zadzwonić, ale… Kurwa – mruknął, kiedy się rozłączyła i cisnął telefon na siedzenie pasażera.

Do Wilanowa dotarł w miarę szybko, a po wypitym w pośpiechu drinku i resztce warzywnej sałatki, którą dzień wcześniej dostał od jednej z pielęgniarek, wziął błyskawiczny prysznic i z pilotem od telewizora w dłoni wszedł do łóżka. Miał ochotę na jeszcze jednego drinka, ale od rana operował, więc stłamsił pokusę, ściszył telewizor i gapiąc się na niemą scenę jakiegoś erotyku z lat dziewięćdziesiątych, zrobił sobie dobrze.

Masturbując się, myślał o Kindze, swojej byłej żonie. Wyobrażał sobie, jak każe jej klęknąć i zmusza ją do zrobienia loda, a myśl, że tego nie znosiła, czyniła wyobrażenie znacznie milszym, zwłaszcza teraz, kiedy ciągle się o coś kłócili. Czemu to akurat o niej myślał, robiąc sobie dobrze? Nie miał pojęcia… Nie, już jej nie kochał, nie było takiej opcji! Po prostu czasem lubił wracać myślami do przeszłości, do tych sielskich narzeczeńskich czasów, kiedy jeszcze im obojgu chciało się udawać kogoś, kim ewidentnie nie byli…

 

* * *

 

Rano wstał przed szóstą i przez pół godziny biegał. Był przed domem, kiedy wpadł na Olgę, mieszkającą naprzeciwko trzydziestoletnią prawniczkę, która podobnie jak on wracała właśnie z porannej przebieżki.

– Cześć, sąsiedzie – zagadnęła go, drepcząc w miejscu.

– Ładny dresik, pani mecenas. – Orłow uśmiechnął się na widok wściekłego różu oblekającego jej zgrabną pupę, a ona parsknęła śmiechem.

– Szary jest w praniu. Co u ciebie?

– Nic nowego. W ciągu dnia kroję ludzi, wieczorem zanurzam się w uciechach życia.

– Chyba w cipkach? – Roześmiała się. – Słuchaj, jak to się właściwie stało, że jeszcze bliżej się nie poznaliśmy?

– A jak bardzo blisko chciałabyś mnie poznać?

– Chciałabym, żebyś dogłębnie spenetrował moje bogate wnętrze. – Olga złapała za gumkę od jego dresowych spodni, odciągnęła ją i wymownie się uśmiechnęła. – Ładne gatki. Calvin Klein?

Mrugnęła do niego, a on oparł się o metalowe sztachety ogrodzenia i pochylił się nad sąsiadką, trzymając rękę nad jej głową.

– Może je ze mnie zdejmiesz? – zaproponował, zanim pocałował ją w szyję.

– U mnie czy u ciebie? – zapytała, przenosząc wzrok z jego oczu na usta.

– Powiedziałbym tutaj, ale chyba nie wypada. – Zarechotał.

– Chodź. – Lekko go odepchnęła, żeby odzyskać swobodę ruchu, i szybkim krokiem ruszyła w stronę swojego domu.

Po chwili weszli do przestronnej rezydencji z przeszkoloną frontową ścianą i nowoczesnymi bohomazami w galerii obrazów przy schodach, zrzucili na podłogę góry od dresów i trzymając się za ręce, przeszli na tył willi. Na sofie Igor opuścił dresowe spodnie i zasypywany pocałunkami przez Olgę pieścił jej pośladki.

– Lubisz na jeźdźca? Czytałam gdzieś, że tylko czternaście procent facetów pozwala kobiecie przejąć inicjatywę podczas seksu.

– Za dużo czytasz – wymruczał Orłow, błądząc rękoma po jej piersiach, przerobionych zresztą chirurgicznie.

Zdjęła te swoje obciachowe różowe spodnie, zrzuciła białe bawełniane majteczki i usiadła mu na kolanach.

– Lubię czytać – powiedziała, zanim się na niego nabiła, a jej duże piersi otarły się o jego twarz.

Kochali się w pośpiechu; zdyszani, spoceni po biegu, pazernie poszukujący kolejnej przygody i kolejnego orgazmu. Dochodząc, Olga głośno krzyknęła. Później złapała Igora za włosy, odchyliła jego głowę w tył i mocno pocałowała go w usta.

– Miło było lepiej cię poznać, sąsiedzie – wydyszała mu w twarz, po czym zsunęła się z jego kolan i kręcąc tyłeczkiem, ruszyła w stronę łazienki. – Muszę się zbierać, bo za półtorej godziny mam być w sądzie! I wybacz, że nie proponuję ci nawet kawy, ale ja nie z tych słodziutkich dziuń, które po wszystkim podają facetowi śniadanie! Trafisz do wyjścia?

– Jasne. – Orłow wstał, pozbierał z podłogi swoje rzeczy i szybko się ubrał. – Też się cieszę, że bliżej się poznaliśmy! – krzyknął, ale zza uchylonych drzwi łazienki usłyszał jedynie szum wody.

Był w holu przy frontowych drzwiach, kiedy przeszło mu przez myśl, żeby do niej dołączyć. Jednak gdy zerknął na zegarek, zrozumiał, że pospieszne rżnięcie na sofie to, niestety, wszystko, co może jej zaproponować tego ranka. W końcu nie tylko pani mecenas spieszyła się do pracy…

 

* * *

 

31 lat, muskularne ciało, delikatny zarost i zniewalające spojrzenie. Choć opis ten mógłby dotyczyć rozchwytywanego modela, tak naprawdę odnosi się do… chirurga plastycznego. DoktorVasilije Vujovic, bo o nim mowa, w 2017 roku został okrzyknięty „najseksowniejszym lekarzem świata”. Trzy lata później nic się w tej kwestii nie zmieniło – specjalista chirurgii plastycznej wciąż prezentuje się zniewalająco i nadal tłum kobiet marzy o tym, by trafić właśnie w jego ręce. W wywiadzie dla Daily Mail atrakcyjny Serb przyznał jednak, że jego terminarz jest wypełniony po brzegi – na wizytę u niego trzeba czekać nawet dwa lata. Doktor Vujovic dodał również, że choć w swojej pracy spotyka wiele atrakcyjnych pacjentek, walczy z silnymi pokusami i nie wdaje się w romanse ze względu na etykę zawodową. O jakiej kobiecie marzy? Co ciekawe, jej wygląd zewnętrzny nie jest dla chirurga priorytetem. Ważne, by jego wybranka miała poczucie humoru, była błyskotliwa i inteligentna. Ideał?

 

Źródło: papilot.pl(Najprzystojniejszy chirurg plastyczny na świecie. Ma 31 lat i tłumy pacjentek)

 

 

 

 

 

 

2.

 

 

 

 

 

W sobotę Igora wystawił stary kumpel. Mieli razem iść na bilard, ale Damian zadzwonił z informacją, że jedzie z psem do weterynarza, i Orłow był zdany sam na siebie. Początkowo nie zamierzał nigdzie wychodzić. Ponadsiedmiusetmetrowa rezydencja w Wilanowie, którą kupił kilka miesięcy wcześniej, oferowała wiele atrakcji – od domowego kina po kryty basen i saunę. Nad okolicą przechodziła jedna z tych gwałtownych majowych burz, które sprawiają, że szyby drżą w oknach, a człowiek ma ochotę zrobić sobie drinka i zapaść się w głęboki fotel. Wyjmował z zamrażalnika torebkę z lodem, kiedy odezwała się leżąca na stole komórka.

– Igor? Chłopaku, ty żyjesz? – Orłow usłyszał w słuchawce głos Siergieja Grigorjewa, swojego przyszywanego wuja i chrzestnego ojca.

– Żyję, co mam nie żyć? Cześć, wujku – przywitał się, podtrzymując słuchawkę ramieniem, i zaczął wydobywać kostki lodu z plastikowego opakowania, pragnąc jak najszybciej zalać je kojącym smakiem whisky.

Wpadały do wysokiej szklanki z przyjemnym grzechotem, aż uznał, że wystarczy, i wcisnął do połowy zużyty woreczek z powrotem do zamrażalnika.

– Nie odwiedzasz mnie w domu, nie zaglądasz do klubu… – Wuj musiał być w dość zrzędliwym nastroju, bo zaczął rozmowę od wyrzutu.

– Chciałbym, poważnie. Ale wiesz, jak jest. Brak czasu. – Igor zaczął się tłumaczyć, ale wuj wszedł mu w słowo.

– Brak czasu? A co robisz teraz? Dymasz? Pijesz? Lenisz się? Idę o zakład, że siedzisz na dupie w tym swoim wypasionym domu i gapisz się w plazmę. Bo chyba nie jesteś w klinice?

– Nie.

– To może wpadniesz do klubu? Mamy nową barmankę, spodoba ci się.

– Nie wiem, leje…

– A ty z cukru jesteś? – zakpił Grigorjew.

– Dobra, daj mi godzinkę. Wpadnę i pogadamy. – Igor, wiedząc, że z wujem nie wygra, poddał się bez walki.

Godzinę później wykąpany i świeżo ogolony, wbity w nowe jasne spodnie i ulubioną czarną koszulę, parkował na miejscu dla VIP-ów przed należącym do jego wuja nocnym klubem Mr. Rabbit. Na widok nazwy uśmiechnął się pod nosem. Odkąd przypadkiem przyuważył w sieci, że tak samo nazywa się żelowy wibrator wielofunkcyjny, migający na czerwono neon niezmiennie go bawił. Ale tego oczywiście zdradzać wujowi nie zamierzał. Kochał staruszka, który w jego studenckich latach zastępował mu ojca, i za nic nie zamierzał robić mu przykrości.

Siergiej czekał na niego przy barze. Jak zawsze cały na czarno, z grubym złotym łańcuchem na szyi i pełnymi sygnetów serdelkowatymi palcami, którymi teraz prosto z kryształowej miski wyjadał czarny kawior.

– Igor! Siadaj, wypijemy twoje zdrowie! – Wytarł palce w spodnie, rąbnął Orłowa w plecy i skinął na wolne krzesło po swojej prawej. – Co słychać, doktorku? Ile plastikowych cycków wcisnąłeś kobietom w tym tygodniu? – Zarechotał.

– To silikon – mruknął Orłow, sadowiąc się na wysokim barowym krześle.

– Silikon? Ale chyba nie budowlany? – Grigorjew zaśmiał się chrapliwie, znów wytarł palce, tym razem w wyjętą z kieszeni śnieżnobiałą materiałową chusteczkę i ponownie klepnął Igora w plecy. – Cholernie dobrze cię widzieć, chłopcze!

– Ciebie też, wujku. – Igor z szacunkiem skinął starszemu mężczyźnie głową i zerknął na młodą barmankę. – Ładna dziewczyna – zauważył.

– Nowa! – krzyknął Siergiej, przekrzykując muzykę. – Duże cycki, olbrzymia dupa, jak lubię! Na niej na pewno nie zarobisz, bo taka kobieta żadnego silikonu wcisnąć sobie nie da! Czytałem ostatnio o tym. O krwawieniu implantów! – pochwalił się Grigorjew. – Wszystkim się chwalę, że mój chrześniak jest chirurgiem z własną kliniką!

– Krwawienie implantów? – Igor parsknął, poirytowany bezsensowną paplaniną wuja. – To prehistoria, implanty pierwszej generacji, stare czasy.

– Ale że co? Pękały? Jak to kurestwo może krwawić? Że cycki czy jak? – Nagle Grigorjew poczuł potrzebę drążenia tematu.

– Wujku, błagam. Tylko nie o pracy. – Igor skinął na cycatą barmankę i zamówił podwójną whisky.

– Nie jesteś autem?

– Jestem. – Wzruszył ramionami i przyglądając się dziewczynie, zabębnił palcami o drewniany kontuar. – Najwyżej zablokuję ci miejsce w zatoczce dla VIP-ów. – Zaśmiał się, a wuj po raz trzeci rąbnął go w plecy.

– Kto jak nie ty, mój chłopcze?!

– Wszystko u ciebie dobrze? – zapytał Igor, kiedy nowa barmanka podała mu drinka i bez słowa pożeglowała na drugą stronę baru.

– Dobrze, jakoś się żyje. Klub wciąż przynosi w miarę dobrą kasę, a moja Zoja świetnie sobie radzi na uczelni. – Na myśl o jedynej córce Siergiej uśmiechnął się pod nosem i wyjął z kieszeni portfel. – Ma nowego faceta – pochwalił się, kładąc na blacie zdjęcie roześmianej dziewczyny. – Hiszpan, kurwa jego mać, wyobrażasz sobie? Prosiłem, błagałem, żeby sobie wzięła swojego albo chociaż Polaka, a ona z Hiszpanem… Ale widzę, że chłopak nie jest zły. Szanuje ją, wozi na uczelnię, robi jej zakupy.

– Cieszę się. – Igor zerknął na Zoję, która kiedyś była jego ulubioną przyszywaną kuzyneczką, a teraz niemal obcą młodą kobietą, i przesunął zdjęcie w stronę wuja. – Schowaj, zanim ktoś zaleje je alkoholem – poradził.

Siergiej sięgnął po nieco sfatygowaną fotografię i umieścił ją z powrotem w portfelu.

– Muszę teraz na chwilę iść na zaplecze, mam coś do obgadania. A ty zamów jeszcze ze dwie whisky, zrelaksuj się, poderwij jakąś chętną do rozłożenia nóg dziewuchę. W twoim wieku ruchałem, aż furczało! – pochwalił się, posyłając chrześniakowi wymowny uśmieszek.

– W moim wieku byłeś już żonaty – wypomniał mu Igor.

– A to coś wyklucza? – Grigorjew po raz czwarty uderzył chrześniaka w plecy, zsunął się z barowego stołka i ruszył w stronę zaplecza.

Kiedy Igor został przy barze sam, rozejrzał się po lokalu i zawiesił wzrok na tańczącej nieopodal brunetce. Dziewczyna była w miarę atrakcyjna, ale szpecił ją nieco odstający brzuch i zbyt wysunięty podbródek. Orłow zastanawiał się, jakie zabiegi mógłby jej zaproponować, gdyby miał okazję, kiedy ktoś podszedł do niego od tyłu i zasłonił mu oczy rękoma.

– Cześć, piękny! – usłyszał.

Chwilę później na wolnym hokerze obok usiadła wbita w czerwoną sukienkę dwudziestokilkuletnia blondynka.

– Zoja? Nie wiedziałem, że tu jesteś. Przywitałbym się. Jak długo się nie widzieliśmy? Dwa lata? Ładnie wyrosłaś. – Mrugnął do niej.

– Rosną grzyby i czterolatki. Ja jestem kobietą. Mówię to na wypadek, gdybyś nie zauważył. – Roześmiała się. – Postawisz mi drinka? Krucho u mnie z kasą, a tatko skąpi kieszonkowego. Podobno za dużo wydaję…

– Jasne. Czego się napijesz? – zapytał.

– Poproszę mojito – powiedziała, kładąc na barze kopertową torebkę ze złotymi zdobieniami, która była tak niedorzecznie cienka, że pewnie udało się jej do niej upchnąć jedynie telefon, szminkę i klucze.

– Gdzie twój facet? Podobno spotykasz się z jakimiś Hiszpanem? – zainteresował się Orłow, pochylając w jej stronę.

– Marcos tu już historia. – Skrzywiła się.

– Twój ojciec twierdzi co innego.

– Nie jest na bieżąco. A ty? Z kim obecnie sypiasz, kuzynie? – Zaśmiała się, zwracając się do niego tak, jak lubiła to robić w dzieciństwie, bo chociaż w żaden sposób nie byli spokrewnieni, Igor od lat czuł się częścią jej rodziny.

– Różnie – powiedział wymijająco, nie zamierzając się jej zwierzać.

– No tak. Pierwszy playboy polskiej medycyny nie może stawiać na jedną laskę. – Roześmiała się, poprawiając sięgające do połowy pleców proste jasnewłosy.

– Nigdy cię tu nie widziałem – stwierdził Igor, zmieniając temat.

– Bo nigdy tu nie przychodzisz. Tacie jest z tego powodu przykro, mamie zresztą też.

– Bez przesady, czasem wpadam.

– A kiedy byłeś ostatnio?

– Nie wiem, parę miesięcy temu. – Orłow wzruszył ramionami i dopił whisky.

– Sam widzisz. – Zoja uśmiechnęła się triumfalnie.

– Wydaje mi się, czy powiększyłaś usta?

– A pytasz, bo…?

– Bo idę o zakład, że widzę wypełniacz.

– Dobrze widzisz. Były za wąskie.

– Były śliczne.

– A teraz nie są?

– Szczerze czy dyplomatycznie? – Puścił do niej oko.

– Chwila, moment, dupku! Krytykujesz mnie, ale sam z tego żyjesz? Pieprzony hipokryta! – parsknęła Zoja. – Daruj sobie te gadki, okay? Wystarczy, że matka wpadła w szał na mój widok i zdzieliła mnie kuchenną ścierką.

– Niech zgadnę, usłyszałaś, że wyglądasz jak dziwka? – Znając Galinę, spodziewał się mniej więcej takiego komentarza.

– Żeby tylko… – Zoja sięgnęła po swojego drinka i upiła kilka łyków. – Słuchaj, skoro już na siebie wpadliśmy, miałabym do ciebie pytanie. Właściwie to chciałam nawet zadzwonić, ale jakoś nie mogłam się zebrać…

– Mów.

– Okay, walnę prosto z mostu, chociaż zabrzmi to zajebiście dziwacznie. Mogłabym na jakiś czas u ciebie zamieszkać?

– Co?! – Orłow prawie zakrztusił się whisky.

– No wiem, pojebane to trochę, ale na dniach muszę się wynieść od Marcosa, bo niedawno zerwaliśmy, nie stać mnie teraz na samotny wynajem, a do rodziców za chuja nie wrócę! – zarzekła się.

– Zoja, posłuchaj… – zaczął, ale dziewczyna nie pozwoliła mu dokończyć.

– Proszę cię, Igor! Nie każ mi błagać! Tylko na jakiś czas, przecież nie na zawsze! Siedzę głównie na uczelni i na mieście. Czasem wpadnę się przespać, zmienić ciuchy i wymoczyć się w twoim basenie. To jak? Przyjedziesz po mnie jutro na Bemowo, żebym nie musiała taszczyć walizek przez pół Warszawy? Adres podeślę ci esemesem.

– Dobra, ale tylko na jakiś czas – mruknął.

Igor zawsze lubił Zoję, ale zgodził się niechętnie. Od czasu rozwodu z Kingą cenił sobie luksus samotności, zwłaszcza w nowym domu, a mieszkanie pod jednym dachem z ponoć mocno imprezową córką Siergieja wróżyło nie lada chaos… Jednak zbyt wiele zawdzięczał Grigorjewowi, żeby zostawić smarkulę na lodzie, więc w końcu się zgodził.

– Dziękuję, kuzynie! – Zoja zsunęła się z barkowego stołka i zarzuciła Igorowi ręce na szyję. – Jesteś zajebisty!

Chwilę później pocałowała go w policzek, niebezpiecznie blisko kącika ust, złapała za swoją torebkę i oznajmiła, że musi lecieć.

– Pa! Do jutra! – Posłała mu w powietrzu pocałunek i zniknęła w tłumie tańczących.

– Do jutra – mruknął Orłow, chociaż nie mogła już tego usłyszeć.

Z klubu wyszedł przed północą i pieszo, lekko wstawiony, powlókł się stronę głównej ulicy, gdzie miał zamiar złapać taryfę. Mijał ciemny budynek pustego magazynu, kiedy zza rogu wyłoniło się dwóch rosłych byczków w skórzanych kurtkach.

– Wyskakuj z portfela, leszczu! – rzucił jeden z nich, kiedy podeszli bliżej.

Igor uskoczył w bok i napiął mięśnie, szykując się do walki, ale tamci tylko parsknęli pijackim śmiechem.

– Żartowałem, ziomuś. Nie spinaj się tak, bo ci pikawa stanie. – Niższy z nich zarechotał i obaj wyminęli go w wąskim przejściu pomiędzy budynkami.

– Bardzo, kurwa, śmieszne! – warknął pod nosem Orłow.

Później wyobraził sobie, jak łapie tego niższego za kołnierz, popycha go na ścianę magazynu i wali jego głową o mur, aż z gęby jełopa zostanie miazga. Czuł się jednak zbyt pijany, żeby szukać zaczepki. W studenckich czasach trenował boks i uwielbiał się bić. Teraz jednak zrobił się zbyt leniwy i za bardzo bał się o ręce, żeby ryzykować. Kopnął więc tylko leżący na chodniku kawałek ukruszonej cegłówki i nie oglądając się, ruszył przed siebie.

Miał dzwonić po taksówkę, kiedy w jego dłoni zawibrowała komórka.

– Cześć, doktorku – usłyszał głos Zhao, mieszkającej w Warszawie studentki z Chin, z którą kilka miesięcy wcześniej poznał go znajomy.

– Cześć, piękna. – Uśmiechnął się.

– Dawno się nie odzywałeś… Zhao czekała… – W głosie dziewczyny usłyszał autentyczną lub świetnie udawaną tęsknotę, która sprawiła, że natychmiast zapragnął ją zobaczyć.

– Przepraszam, byłem zajęty. Jesteś w domu?

– Tak.

– Mogę przyjechać? – zapytał.

Zgodziła się. Złapał więc taksówkę i kilka minut później był w okolicach placu Wilsona.

Zhao otworzyła mu naga. Jedyną rzeczą, jaką miała na sobie, były ciężkie etniczne kolczyki, które sięgały niemal jej ramion. Igor wszedł do środka i pochylił się, żeby ją pocałować, ale lekko go odepchnęła.

– Jeszcze nie – powiedziała, a później zamknęła frontowe drzwi i przeszła do salonu. – Napijesz się czegoś?

Poprosił o whisky z dużą ilością lodu i rozsiadł się na sofie, z przyjemnością obserwując, jak naga dziewczyna nalewa dla niego alkohol. Kiedy podała mu szklankę, wyjął z kieszeni portfel i położył go na ławie, jak lubiła.

– Stawka bez zmian? – zapytał.

– Stały klient, stała cena. – Zhao uśmiechnęła się i potrząsnęła głową, a spięte w luźny kok kruczoczarne włosy rozsypały się po jej ramionach i plecach.

Rozbierała go z taką starannością, jakby chciała dopieścić każdy fragment jego ciała. Ściągając z niego koszulę, gładziła jego tors i ramiona, całowała go po szyi, muskała wargami jego usta. A kiedy był już całkiem nagi, przerzuciła włosy przez ramię, na jedną stronę, uklękła pomiędzy jego nogami i wzięła do ust jego kutasa. Czując pierwsze dotknięcie jej języka, przeciągle jęknął, a całe napięcie po długim i intensywnym dniu spłynęło z niego jeszcze przed orgazmem. Kiedy doszedł, Zhao oblizała usta, usiadła mu na kolanach, pocałowała go i szepcząc jego imię, gładziła go po włosach. Wtulił twarz w jej drobne piersi, przymknął oczy i siedział tak przez ponad kwadrans, ciesząc się bliskością jej szczupłego ciała i milczącą obecnością dziewczyny.

Płacąc jej, zdał sobie sprawę, że przed żadną ze swoich kochanek aż tak się nie obnaża emocjonalnie. Miał łatkę playboya i lekkoducha. Żył chwilą, ruchał co popadnie i korzystał z każdej nadarzającej się okazji. Czemu więc szukał bliskości akurat u niej? U tej cichej, zawsze uśmiechniętej ekskluzywnej prostytutki, którą regularnie odwiedzał od długich miesięcy. A może tak było łatwiej? Może prościej zdjąć maskę przed kimś, kto weźmie za to kasę niż przed kobietami, które miały wobec niego jakieś plany? Bał się bliskości, wiedział o tym od lat. A jednak przed nią obnażał się totalnie.

Kiedy przestała go tulić, poprosił o kąpiel.

– Wykąpiesz mnie, Zhao? – zapytał, gładząc jej drobną pierś.

W odpowiedzi leciutko się uśmiechnęła, wzięła go za rękę i poprowadziła do łazienki. Do wanny weszła pierwsza i usiadła oparta o jej ściankę. On usiadł przed nią i pozwolił jej otoczyć się ramionami. Zazwyczaj, kąpiąc się z kobietą, to on tulił ją, siedząc z tyłu. Ale z Zhao wszystko było na odwrót. Kąpali się w milczeniu, ciesząc się ciszą. Ona błądziła po jego torsie i ramionach nasączoną płynem gąbką, a kiedy wyszli z wanny, wytarła go do sucha, wysuszyła mu włosy i pogładziła go po policzku.

– Zostaniesz na noc? – zapytała. – Bez opłat, tak po prostu.

„Tak” – miał ochotę odpowiedzieć, ale nagle się przestraszył. Nie, nie z nią. Zhao była od tulenia, seksu i wspólnego milczenia. Czasem potrzebował jej bliskości, ale nie chciał się przy niej budzić. W zasadzie, gdyby się nad tym zastanowić, nie chciał bliskości żadnej kobiety. Przynajmniej tej emocjonalnej, bo z fizyczną nie miewał problemów…

– Pojadę do siebie – powiedział więc, a ona lekko skinęła głową, w milczeniu aprobując jego decyzję.

Kiedy wyszedł na klatkę, pomyślał, że jest jakiś wybrakowany. Uwielbiał seks, dymanie było sensem jego życia. Nie potrafił jednak pozwolić podejść kobiecie zbyt blisko. Kiedyś im na to pozwalał i zawsze źle się to kończyło… Teraz był już ostrożniejszy.

 

* * *

 

Obudził się wyjątkowo rześki jak na słabo przespaną noc. Wyciskał sok z cytryny, kiedy zadzwoniła Lena Majewska, lekarka i przyjaciółka ze studenckich czasów, z którą od paru lat wspólnie prowadził klinikę.

– Hej. Nie obudziłam cię? Słuchaj, skonasz ze śmiechu, jak ci coś powiem – zaczęła rozbawionym tonem.

– O czym? – zdziwił się. – Nasza szacowna konkurencja znowu coś komuś spieprzyła?

– Nie, nie. Tym razem z innej beczki. Zupełnie przypadkiem obejrzałam wczoraj na YouTubie naprawdę śmieszny filmik. Wyobraź sobie, że jeden z arcybiskupów wypowiadał się o chirurgii plastycznej.

– No proszę… A co, jego ekscelencja chce sobie przedłużyć penisa? – Igor zarechotał. – Jeśli tak, zapraszamy do nas.

– A skąd! Jeszcze by poszedł do piekła. – Zachichotała. – Powiedział, że kreujemy pozbawioną Boga wizję człowieka, odciętą od perspektywy życia wiecznego. I że takim ludziom zostaje tylko rozpacz, samobójstwo albo zachęta do eutanazji. Podobno zmieniając kobiety w lalki Barbie, uwłaczamy ich godności.

– Co ty za smętne pierdolenie w sieci oglądasz? Nie lepiej włączyć dobry serial? – Zalał wyciśnięty sok odrobiną mineralnej.

– Przypadkiem na to wpadłam i nieźle się uśmiałam.

– To szykuj się na ogień piekielny, koleżanko – mruknął Igor, sięgając po opakowanie z resztką kawy. – Muszę kończyć, bo nie zdążę na zabieg. A robię dzisiaj cycki pewnej gwiazdce Instagrama. Zbierała ponoć kasę trzy lata, od swoich szesnastych urodzin, żeby mieć czym oddychać. Wzruszające, nie?

– Bardzo. Dobra, szykuj się, nie przeszkadzam.

– Miło, że się odezwałaś. Dawno nie rozmawialiśmy przed pracą.

– Fakt, ostatnio mijamy się w biegu…

– Do której masz dzisiaj zabiegi? Może zjemy razem obiad albo chociaż wyskoczymy na lunch?

– Dzisiaj mam dentystę, ale wrócimy do tematu – obiecała Majewska.

– Jasne. Do miłego.

– Pa – rzuciła w słuchawkę, zanim się rozłączyła.

Odkładając komórkę na kuchenny blat, Orłow przypomniał sobie, że wczesnym wieczorem ma podjechać po Zoję, i skrzywił się na widok syfu, który opanował jego przestronną, nowocześnie urządzoną kuchnię. W pracy był profesjonalistą i człowiekiem obsesyjnie dbającym o każdy szczegół, ale w domu lubił mieć czasem bajzel. Ale nie, nie zamierzał się przed nią tłumaczyć. Wyświadczał w końcu smarkuli przysługę…

 

* * *

 

Amando Carillo Fuentes, meksykański baron narkotykowy, nazywany królem przestworzy (wykorzystywał transport kokainy odrzutowcami), zmarł w 1997 roku po operacji plastycznej i liposukcji. Ciało chirurga, który miał przeprowadzać zabieg, z licznymi śladami tortur znaleziono wkrótce później.

 

Źródło: joemonster.org (7 zdumiewających ciekawostek o chirurgii plastycznej)

 

 

 

 

 

 

3.

 

 

 

 

 

Lena wyjęła mokre ciuchy z pralki, rozwiesiła je w ogrodzie i wróciła do domu, gdzie dopiła kawę i zdjęła falbaniastą koszulkę nocną. W łazience, w strugach przyjemnie ciepłej wody, pomyślała o ciemnych oczach Igora, a jej dłoń powędrowała między nogi. Pieszcząc się, wyobrażała sobie, że kochają się w klinice – po godzinach, kiedy już wszyscy wyszli, oni tarzają się po podłodze w szale miłosnego uniesienia. Tak, wiedziała, była żałosna… Zakochana w nim od czasów studiów, nieszczęśliwa we własnym małżeństwie, żyjąca nadzieją, że któregoś dnia on w końcu zrozumie…

Kiedy ożenił się z tą nadętą flądrą, Kingą, dosłownie pękło jej serce. Długo zbierała z podłogi jego kawałki, składając je w całość… Później urodziła mu się córka, z żoną było mu coraz bardziej nie po drodze, aż w końcu się rozwiódł. Po ich rozstaniu powiedziała sobie, że da mu trochę czasu. Chciał się wyszaleć, poczuć zew wolności, jak to facet. Jednak ostatnio coraz bardziej obsesyjnie zaczynała myśleć o własnym rozwodzie i postawieniu wszystkiego na jedną kartę. To nie było tylko pożądanie. Kochała Igora od lat, był miłością jej życia, sensem istnienia, wszystkim. Dziś oboje mieli trzydzieści cztery lata. Ona świętowała urodziny początkiem stycznia, on, młodszy o kilka miesięcy, miał je obchodzić w czerwcu. Razem od dnia pierwszych zajęć na medycynie, nierozłączni podczas studenckich lat, nagle zaczęli się od siebie oddalać. Najpierw stanęła na ich drodze Kinga. Nie znosiła Leny, z czym nigdy się nawet nie kryła, i robiła wszystko, żeby poza pracą widywali się coraz rzadziej. Później on uwolnił się z niewygodnych kajdan małżeństwa, ale zaczął szaleć z przygodnie poznanymi kobietami, bez opamiętania ładując się w przypadkowe związki. A ona czekała…

– Pospiesz się, do cholery, też muszę wziąć prysznic!

Ponaglający głos Jacka, który nagle zjawił się w łazience, sprawił, że Lena w pośpiechu wyjęła dłoń spomiędzy ud, pozostając we frustrującym poczuciu niespełnienia. Ale tego by tylko brakowało, żeby jej sztywny i nudny mąż przyłapał ją na ukradkowej masturbacji.

– Lena, słyszałaś?! Spieszę się! – ofuknął ją nieprzyjemnie ostrym tonem.

Wyszła więc z zaparowanej kabiny i bez słowa sięgnęła po ręcznik, krzywiąc się na widok bladych i zbyt pulchnych pośladków męża, który nagi i marudny czekał, aż zwolni się miejsce pod prysznicem.

– Kiedyś kąpaliśmy się razem, ale teraz nigdy na mnie nie czekasz – burknął, zanim odkręcił wodę, a ona poczuła mdłości.

Nie, nie czekała na niego od jakichś dwóch lat. Dawniej zachowywali jeszcze pozory, od czasu do czasu ze sobą sypiając, ale od długich miesięcy miała wrażenie, że ich małżeństwo jedzie na oparach, a jego koniec jest nieunikniony… Nie żeby nad tym ubolewała, wręcz przeciwnie. „Kiedy w końcu się od niego uwolnię, zacznę nowe życie” – obiecała sobie w duchu, susząc włosy przed łazienkowym lustrem.

– Przytyłaś? – Jacek, który zdążył już wziąć ekspresowy prysznic, klepnął ją w tyłek i zostawiając za sobą mokre ślady stóp, ruszył do drzwi.

– Może łaskawie się wytrzesz?! W domu mamy parkiet! – syknęła Lena, ale mąż kompletnie ją zignorował.

Wyłączyła więc suszarkę i zapatrzyła się w swoje odbicie. Lustro było zaparowane, a jej policzki zaczerwienione od gorącej wody, dzięki czemu wyglądała młodo i promiennie. Jasne włosy skręciły się od wilgoci, łagodnymi falami opadając na ramiona. Niewielkie piersi wciąż wyglądały nieźle, tylko nad talią i brzuchem mogłaby popracować. W pupie też przytyła, Jacek miał rację. Przy wzroście metr sześćdziesiąt sześć nosiła rozmiar czterdziesty drugi, co nie było może niczym skrajnym, ale w jej branży już nie zachwycało. Inne lekarki w jej wieku prezentowały się o wiele lepiej, co ostatnio odnotowywała z narastającą zawiścią. Zresztą pielęgniarki z ich kliniki też były szczupluteńkie i nagle zaczęła się zastanawiać, czemu tylko jej nie udaje się odzyskać swojej dawnej figury z czasów, w których śmigała po górach i co rano pływała. Stała się zbyt leniwa? Miała zbyt wiele na głowie? A może po prostu się poddała? Może przestała już wierzyć, że Igor kiedykolwiek da jej szansę i zamiast o siebie zadbać obżerała się przed telewizorem, oglądając seriale?

– Śpię dziś w Poznaniu, bo nie chcę wracać po nocy! – krzyknął Jacek gdzieś z głębi domu. – Nie czekaj z kolacją! – dodał, chociaż chyba wieki minęły, odkąd czekała na jego późny powrót z ciepłym daniem na kuchence i przyklejonym do ust milusim żoninym uśmiechem.

Nie, gotować też już jej się nie chciało. Gdyby to był Igor… Tak, dla niego mogłaby nawet od czasu do czasu stanąć przy garach, ale Jacek musiał się zadowolić wyjętą z zamrażalnika kupną pizzą i mdło przyprawionymi krokietami z pobliskiej pierogarni.

– Słyszałaś, co mówiłem? – Owinięty kąpielowym ręcznikiem Jacek pojawił się w uchylonych drzwiach łazienki. – Śpię dziś w Poznaniu.

– Słyszałam, nie jestem głucha – mruknęła Majewska, wklepując pod oczy ujędrniający krem trzydzieści plus.

– Wstałaś lewą nogą czy co się dzieje? – zapytał, podchodząc do lustra. – Przesuń się – poprosił, sięgając po golarkę.

– Znowu wziąłeś świeży ręcznik? Ten wyprałam wczoraj! – Lena zdjęła z wieszaka jeden z ręczników i rzuciła nim w męża.

– Kurwa, o co ci chodzi?! – warknął, podnosząc go z mokrej podłogi. – Wyjąłem z szafy świeży, bo ty zajęłaś łazienkę!

– To bądź łaskaw przynajmniej raz na jakiś czas nastawić pieprzoną pralkę, bo nie jestem twoją służącą! – krzyknęła.

– Grubo… Widzę, że naprawdę nieźle ci dziś odjebało – rzucił przez zęby. – Może to jakaś wczesna menopauza?

– Chyba u ciebie. – Zaśmiała się i bez słowa wyszła z łazienki.