Klątwy, sekrety i skandale - Sławomir Koper - ebook
Opis

  • Amory, żony i kochanki Kazimierza Wielkiego.
  • Dynastia Gryfitów wymiera po klątwie Sydonii von Borck.
  • Miłosne porażki Władysława Jagiełły.
  • Czy potop szwedzki był skutkiem uwiedzenia żony podkanclerza Hieronima Radziejowskiego?
  • Ognisty romans Napoleona i pani Walewskiej – wpływ alkowy na wielką politykę.
  • Czy generał Zagórski zaginął, bo wiedział za dużo o przeszłości Marszałka Piłsudskiego?
  • Tajemnicza śmierć Eugenii Lewickiej, domniemanej kochanki Józefa Piłsudskiego.
  • Miłosne perypetie generałów Orlicz-Dreszera i Tadeusza Kasprzyckiego.
  • Igo Sym - filmowy amant w życiowej roli agenta gestapo.
  • Czy Sztuka kochania Michaliny Wisłockiej zmieniła pościelowe życie Polaków?
  • Seks, szybkie kobiety i szybkie samochody czerwonego księcia PRL-u.

Klątwy, sekrety i skandale opisane brawurowo drapieżnym piórem Sławomira Kopra - znanego popularyzatora historii.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 317

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


W niniejszej książce wykorzystano materiały zamieszczane wcześniej na łamach: „Uważam Rze Historia”, „Historia Do Rzeczy”, „Tygodnika Do Rzeczy” oraz nigdy jeszcze nie publikowane

Projekt okładki i stron tytułowychFahrenheit 451

Redakcja i korektaBarbara Manińska

Dyrektor projektów wydawniczych Maciej Marchewicz

Projekt graficzny i typograficzny, skład, łamanie, fotoedycja i podpisy zdjęćTEKST Projekt

ISBN 978-83-8079-422-1

Copyright© by Sławomir KoperCopyright © for Fronda PL Sp. z o.o., Warszawa 2019

ISBN 9788380794641

Copyright© by Przemysław Słowiński

Copyright© for Fronda Sp. z o.o., Warszawa 2019

Wydawca:

FRONDA PL, Sp. z o.o. ul. Łopuszańska 32 02-220 Warszawa

www.wydawnictwofronda.pl

www.facebook.com/FrondaWydawnictwo

www.twitter.com/Wyd_Fronda

e-mail: kontakt@wydawnictwofronda.pl

tel.:22 836 54 44

fax.:22 836 37 34

Konwersja

Monika Lipiec

Od Autora

Jak powszechnie wiadomo, afery, sensacje i skandale zawsze towarzyszyły ludzkości. Nasza rodzima historia też nie jest od nich wolna, wspominali o nich bowiem już nasi najdawniejsi kronikarze. Miały one bardzo różny charakter: obyczajowy, towarzyski czy polityczny, a często łączyły w sobie wszystkie te aspekty. Szkoda jednak, że opisanych dokładnie jest zaledwie niewiele z nich, zapewne dlatego, że „porządni” historycy starają się pisać o wielkich wydarzeniach i procesach dziejowych, a zapominają o codziennym życiu. Ja natomiast zawsze pamiętam, że każdy z naszych wybitnych polityków czy twórców kultury był przede wszystkim człowiekiem i jako taki popełniał błędy i miał różne słabości. Znajdowało to oczywiście odbicie w jego działalności publicznej, o czym warto pamiętać.

Niniejsza książka jest subiektywnym wyborem różnego rodzaju afer, które miały miejsce w naszych dziejach. Znajdą się w niej skandaliczne zachowania naszych władców i polityków, w tym takie, które miały wpływ na polityczne wydarzenia w kraju. Kiedy bowiem życie prywatne władcy staje się jedną z przyczyn upadku państwa, trudno nie uznać tego za wielką aferę. Podobnie jak w wypadku jednego z naszych książąt, kiedy to jego brak sił męskich wywołał określony ciąg zdarzeń powodujący, że historia naszego kraju potoczyła się w taki, a nie inny sposób. Na przykład można też się zastanawiać, czy gdyby Kazimierz Wielki nie odczuwał awersji seksualnej do swojej drugiej żony i uczciwie wypełniał obowiązki małżeńskie, to czy doszłoby do unii Polski z Litwą?

Nie wiadomo też, jak przebiegałaby historia Pomorza Zachodniego, gdyby miejscowa szlachcianka Sydonia von Borck nie przeklęła panującej tam dynastii Gryfitów (silnie rozrodzona familia wymarła w ciągu 50 lat). Choć trudno w to uwierzyć, nie zmienia to jednak faktu, że szczątki ściętej przez kata Sydonii spłonęły na stosie, a Gryfici zniknęli z historii. Gdyby król Jan Kazimierz nie uwiódł żony podkanclerzowi Hieronimowi Radziejowskiemu, to czy doszłoby do tragicznego potopu szwedzkiego? I czy pani Walewska faktycznie miała wpływ na decyzję Napoleona o powołaniu Księstwa Warszawskiego?

Jednak sprawy opisywane przeze mnie w tej książce, to nie tylko kwestie obyczajowe. To także wydarzenia o charakterze gospodarczym, jak np. sprawa Francpolu, czy też słynna afera mięsna z epoki PRL-u. Takie bowiem jest życie, a słowo „afery” ma naprawdę bardzo wiele znaczeń…

Sławomir Koper

Obyczaje rodzinne pierwszych Piastów

O pierwszych władcach naszego kraju wiemy znacznie mniej niż o życiu cesarzy rzymskich. Ale nawet to, co udało się ustalić, wystarczy, aby stwierdzić, że średniowiecze nie należało do specjalnie pruderyjnych epok…

Dobrawa i nałożnice

Z pierwszym historycznym księciem Polan mamy same problemy. Nie wiemy, kiedy właściwie się urodził, kim była jego matka, a nawet jak naprawdę się nazywał. Naukowcy bowiem od lat spierają się na ten temat, a całą dyskusję można podsumować stwierdzeniem, że Mieszko I na pewno nie nazywał się Mieszko (Mieczysław, Dagobert, Kazimierz?).

Pozostańmy jednak przy imieniu, jakie przypisuje mu tradycyja. Pierwsze pewne informacje na temat księcia pochodzą z 963 roku, kiedy to poniósł klęskę z rąk słowiańskich Wieletów. Nie wiemy, co było bezpośrednią przyczyną tej wojny (rywalizacja o wpływy nad dolną Odrą?), wiadomo jednak, że poległ wówczas nieznany z imienia brat księcia. Mieszko szybko się uczył, wyciągnął z porażki właściwe wnioski i postanowił znaleźć odpowiednich sprzymierzeńców. Jego wybór padł na Czechów, a sojusz przypieczętowano małżeństwem z praską księżniczką Dobrawą.

Mieszko i Bolesław Chrobry – ojciec i syn – wiedli życie rodzinne typowe dla władców tamtej epoki: chętnie i często zmieniali żony, a ich kochanek tak naprawdę nie da się policzyć... (zdjęcie: NAC).

Był tylko jeden problem, książę Polan był poganinem, natomiast czeska dynastia od kilkudziesięciu lat wyznawała chrześcijaństwo. Czego jednak nie robi się dla polityki? Dobrawa więc w 965 roku udała się na północ, gdzie poślubiła władcę Polan, chociaż Mieszko nie przyjął jeszcze chrztu. Z tego wynika, że co najmniej przez następny rok małżonkowie wyznawali odmienne religie.

Niestety, nasza wiedza o obojgu jest mocno niepełna, nie znamy nawet dat ich urodzenia. Wiadomo jednak, że jak na ówczesne standardy nie uchodzili za najmłodszych. Mieszko miał bowiem około 35 lat, natomiast Dobrawa była o kilka lat od niego młodsza.

„[…] była w miarę bezecna – twierdził czeski kronikarz Kosmas – jako kobieta w podeszłym wieku, kiedy poślubiła księcia polskiego, zdjęła ze swojej głowy zawój i nałożyła panieński wianek, co było wielkim kobiecym szaleństwem”1.

W epoce, kiedy za mąż wydawano 12-letnie dziewczynki, za panią w „podeszłym wieku” mogła uchodzić niezamężna kobieta mająca 25 lat. Inna sprawa, że księżniczki, dla których w odpowiednim czasie nie znaleziono mężów, kierowano do klasztorów (trafiła tam Mlada, rodzona siostra Dobrawy). Niewykluczone zatem, że Mieszko wcale nie był pierwszym mężem Dobrawy, a czeska księżniczka była wdową lub rozwódką. Tego jednak zapewne nigdy się nie dowiemy.

Niewiele informacji zachowało się również na temat życia prywatnego Mieszka przed jego małżeństwem z Dobrawą. Wiadomo jednak, że Słowianie mieli dość swobodne poglądy na sprawy damsko-męskie, a Gall Anonim twierdził, że Mieszko miał aż siedem pogańskich żon. I to jednocześnie. Liczba ta wydaje się jednak zbyt symboliczna (inna żona każdego dnia tygodnia), zresztą zapewne słowiańskim obyczajem Mieszko nie miał legalnych żon, tylko utrzymywał oficjalne nałożnice. Nic natomiast nie wiemy na temat jego potomstwa z tego okresu.

Ślub poganina i chrześcijanki odbył się zapewne w ulubionym grodzie wczesnych Piastów na Ostrowie Lednickim. Nie mógł mieć charakteru kościelnego, zatem uroczystość przebiegła według obyczaju słowiańskiego. W ten sposób zawierano zresztą w naszym kraju małżeństwa jeszcze przez całe stulecia, a ostatecznie zakazano ich dopiero w 1197 roku, czyli prawie dwa i pół wieku później.

Kilka lub kilkanaście miesięcy po ślubie Mieszko i jego otoczenie przyjęli jednak chrzest i w ten sposób Polska wkroczyła do chrześcijańskiej Europy. Dobrawa urodziła mężowi dwoje dzieci (Bolesława i Świętosławę) i tak naprawdę to nic więcej nie wiemy na jej temat. Zmarła w 977 roku, a jej małżonek niebawem ponownie stanął na ślubnym kobiercu. Związek znów miał charakter polityczny, a jego wybranką była kobieta o znacznie większych ambicjach niż Dobrawa.

Mniszka Oda

Nową księżną Polan została Oda, córka Dytryka, margrabiego Marchii Północnej. Państwo Mieszka stało się bowiem już na tyle potężne, że musieli się z nim liczyć politycy niemieccy z cesarzem na czele. Margraf był tak zdeterminowany, aby doprowadzić do sojuszu, że zabrał nawet córkę z klasztoru, w którym była mniszką! Oburzonym duchownym tłumaczył, że było to działanie niezbędne „ze względu na dobro ojczyzny i konieczność zapewnienia jej pokoju”.

Wydaje się, że Oda musiała mocno zawrócić w głowie starzejącemu się małżonkowi. Urodziła mu trzech synów, a u schyłku życia książę Polan zapewne postanowił wydziedziczyć pierworodnego Bolesława. Tak przynajmniej można uważać po lekturze dokumentu Dagome iudex, na mocy którego Mieszko wraz z żoną i jej dwoma synami (trzeci zapewne zmarł w dzieciństwie) oddali swoje państwo pod opiekę papiestwu. W dokumencie pominięta została bowiem osoba najstarszego syna księcia, można zatem przypuszczać, że już otrzymał własną dzielnicę (Małopolskę z Krakowem?), ewentualnie, że został odsunięty od dziedziczenia. Mieszko i Oda zapomnieli jednak, że wola zmarłych nie ma znaczenia w polityce.

Żony Bolesława Chrobrego

Po śmierci Mieszka I jego najstarszy potomek błyskawicznie zrobił porządek w kraju. Usunął macochę wraz z przyrodnimi braćmi, sam jednak bynajmniej nie wiódł przykładnego życia rodzinnego. Miał bowiem zwyczaj regularnie zmieniać żony, nie przejmując się specjalnie skutkami takiego postępowania ani nakazami kościelnymi.

Jego pierwszą żoną była nieznana z imienia Niemka, córka Rygdaga, margrabiego Miśni. Związek ten nie przyniósł potomstwa, a Chrobry po roku odesłał żonę ojcu. Zaraz też poślubił księżniczkę węgierską (również nie znamy jej imienia), tym razem jednak doczekał się syna. Nie uchroniło to Węgierki przed oddaleniem, chłopiec natomiast pozostał w kraju. Nosił dziwne, niespotykane w dynastii piastowskiej imię Bezpryma i miał fatalnie zapisać się w dziejach dynastii.

Po dwóch nieudanych związkach Chrobry odczuwał już chyba potrzebę stabilizacji, albowiem z następną żoną spędził niemal 30 lat. Była nią Emnilda, córka bliżej nieokreślonego księcia słowiańskiego Dobromira. Teść na pewno był chrześcijaninem i właściwie tylko to o nim wiadomo. Możliwe, że był władcą jednego z plemion łużyckich, a może księciem morawskim.

Z Emnildą Chrobry doczekał się pięciorga potomków, a ich starszy syn Mieszko został uznany za następcę tronu. Pierworodnego Bezpryma wydziedziczono i jako mnich trafił do eremu w Pereum koło Rawenny.

Gwałt w Kijowie

Kiedy Emnilda zmarła w 1017 roku, Chrobry zaczął się rozglądać za nową żoną. Tym razem jego wybór padł na księżniczkę kijowską Przedsławę, a małżeństwo miało zapewnić Bolesławowi spokój na wschodnich granicach.

Dobrawa Przemyślidka nazywana jest dzisiaj „matką chrzestną Polaków”. Długo uważano, że to ona nakłoniła Mieszka do przyjęcia chrześcijaństwa, jednak prawdopodobnie do niczego męża nie nakłoniła, bowiem jeszcze przez rok po ślubie małżonkowie wyznawali inne religie (zdjęcie: Wikipedia).

Brat Przedsławy, książę Jarosław, odmówił jednak Chrobremu ręki siostry, co było wyjątkowym afrontem. Nie znamy zresztą powodów despektu, być może decydujące znaczenie miał fakt, że Bolesław wydał wcześniej jedną z córek za Świętopełka, rywala Jarosława do władzy w Kijowie. A co więcej, zdarzyło się nawet, że interweniował zbrojnie na rzecz zięcia. Chrobry w milczeniu zniósł zniewagę, ale o niej nie zapomniał. Niebawem miał się zemścić.

Po zwycięskim zakończeniu wojny z Niemcami podjął wyprawę zbrojną na wschód. Nad Bugiem pokonał armię Rusinów, a przy okazji otrzymaliśmy kilka szczegółów na temat wyglądu Bolesława. Przed bitwą bowiem jeden z wodzów Jarosława odgrażał się Chrobremu, wołając, że osobiście rozpruje włócznią jego tłusty brzuch! Wygląda zatem na to, że ponad 50-letni Chrobry miał solidną nadwagę, co zresztą potwierdza też inny przekaz. Jeden z rusińskich kronikarzy zanotował, że polski władca był tak gruby, że ledwo mógł dosiąść konia, ale odznaczał się wyjątkową inteligencją.

Nadwaga nie przeszkodziła Bolesławowi w zdobyciu Kijowa, Jarosław zbiegł, natomiast Przedsława wpadła w ręce Polaków.

Bolesław niezwłocznie uczynił ją swoją nałożnicą, a wycofując się po kilku miesiącach z Kijowa zabrał ją ze sobą do Polski. Nie przeszkadzał mu nawet fakt, że w tym czasie był już po raz czwarty żonaty (po zakończeniu wojny z Niemcami poślubił córkę jednego z tamtejszych możnowładców). Wydaje się, że przez pewien czas Chrobry miał legalną żonę i oficjalną nałożnicę, a obie panie żyły obok siebie na polskim dworze.

Przy sprawie Przedsławy warto chwilę się zatrzymać. Gwałcenie księżniczek krwi nie należało bowiem w średniowieczu do powszechnych obyczajów. Wprawdzie bez skrupułów wykorzystywano seksualnie niżej urodzone kobiety, ale wobec pań z dynastii panujących zachowywano się z rycerską galanterią. Tymczasem Chrobry nie tylko zgwałcił kijowską księżniczkę, ale nawet uczynił z niej swoją oficjalną nałożnicę. Co gorsza, Gall Anonim (mnich benedyktyński!!!) opisywał to z dumą, widząc w postępku Bolesława powód do chwały. Kompletnie nie zwracał przy tym uwagi na fakt, że Ruś Kijowska była krajem chrześcijańskim, a Chrobry miał legalną żonę. Średniowiecze było jednak zadziwiającą epoką…

Dla Chrobrego (i dla Galla Anonima) Ruś nie należała jednak do Europy. To był dziki wschodni kraj, w którym nie obowiązywały normy cywilizowanego świata, a miejscowa odmiana chrześcijaństwa była dla ludzi kultury łacińskiej niemal równie obca, jak pogańskie wierzenia. Zresztą obyczaje dynastyczne książąt ruskich wydawały się potwierdzać różnicę – w Kijowie normą bowiem było mordowanie członków panującej dynastii. Nawet Włodzimierz Wielki (ojciec Jarosława i święty Kościoła prawosławnego!) miał na sumieniu rodzonego brata.

Gall Anonim, opisując zdobycie Kijowa, zadbał o przedstawienie księcia Jarosława w jak najgorszym świetle. Zanotował, że gdy wojska polskie zbliżały się do miasta, to władca Rusi „z prostactwem właściwym temu ludowi właśnie wówczas łowił z czółna ryby na wędkę”. A gdy doniesiono mu o Polakach u bram Kijowa, to „włożył do ust palec duży i wskazujący” i natychmiast rzucił się do ucieczki. W takim kraju można było zatem do woli rabować i gwałcić.

Inne jednak zdanie na temat postępowania Chrobrego miała polska hierarchia kościelna. Na księcia spadła klątwa i chociaż niektórzy badacze sugerują, że miało to związek z buntami zwolenników dawnych wierzeń, bardziej prawdopodobne wydaje się, że przyczyną anatemy było skandaliczne zachowanie Bolesława wobec Przedsławy.

Tym bardziej że dotychczas książę miał jak najlepsze stosunki z Kościołem. Popierał chrystianizację kraju, a wobec opornych stosował drakońskie kary. Za złamanie postu kazał wybijać zęby (!), nie mniej srogi był również wobec cudzołożników pochodzących z niższych warstw społeczeństwa.

„Jeśli ktoś spośród jego ludu – opisywał jeden z kronikarzy – ośmieli się uwieść cudzą żonę lub uprawiać rozpustę, spotyka go natychmiast następująca kara: prowadzi się go na most targowy i przymocowuje doń, wbijając gwóźdź przez mosznę z jądrami. Następnie umieszcza się obok ostry nóż i pozostawia trudny wybór albo tam umrzeć, albo obciąć ową część ciała”2.

Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie nawoływał do odprowadzenia Chrobrego na most targowy, klątwa była jednak w średniowieczu karą wyjątkowo skuteczną. Bolesław był zbyt doświadczonym politykiem, aby wdawać się w walkę z biskupami. Okazał skruchę, skrupulatnie wypełnił zaleconą pokutę, dzięki temu mógł kilka lat później koronować się na króla. Doczekał się nawet córki z czwartej żony, natomiast o dalszych losach kijowskiej księżniczki nic nie wiadomo.

Burzliwe życie Świętosławy

Na brak urozmaiconego życia nie mogła również narzekać młodsza siostra Chrobrego, Świętosława. W młodym wieku wydana za znacznie starszego od niej króla Szwecji Eryka Zwycięskiego urodziła mu syna (Olafa Skötkonunga), a następnie wyszła za mąż za króla Danii Swena Widłobrodego. Najciekawszym jednak okresem jej życia były lata pomiędzy małżeństwami. Jako wdowa po królu Szwecji i opiekunka małoletniego następcy tronu (a przy okazji piękna kobieta) stała się bowiem obiektem starań wielu skandynawskich możnowładców. Niektórzy byli wyjątkowo kłopotliwi i z nimi Świętosława rozprawiła się w sposób godny wikingów. Zaprosiła ich bowiem na ucztę, solidnie ugościła, a kiedy upojeni winem zasnęli, kazała podpalić dwór, w którym nocowali. Zalotnicy spłonęli żywcem, a ich następcy okazywali królowej znacznie więcej szacunku.

Czwarta (i ostatnia) żona Bolesława Chrobrego to postać bardzo tajemnicza. Młodsza od męża o ponad 30 lat, urodziła mu córkę, ale musiała znosić obecność porwanej z Kijowa Przedsławy, którą Chrobry nader często nawiedzał w łożu(zdjęcie: Wikipedia).

Był tylko jeden wyjątek. Świętosława zakochała się w słynnym awanturniku Olafie Tryggvasonie, ale została odtrącona. Wobec tego wyszła za mąż za władcę Danii, a niewiernego kochanka wplątała w bitwę, w której zginął. Małżeństwo ze Swenem nie układało się jednak najlepiej i po kilku latach władca wygnał żonę. Na duński dwór powróciła dopiero po jego śmierci, a jej postać opiewano w wielu sagach skandynawskich. Skaldowie nazywali ją w nich Sygrydą, czyli Dumną.

Mieszko II Lambert i Rycheza

Bolesław Chrobry zadbał o edukację swojego następcy. Jego starszy syn z małżeństwa z Emnildą, Mieszko Lambert, przez kilka lat uczył się w jednym z polskich klasztorów. Poznał tam łacinę i grekę, był bez wątpienia pierwszym polskim władcą, który potrafił czytać i pisać.

Nie zaniedbano również tradycyjnych metod wychowawczych, Mieszko miał być przecież władcą i wojownikiem. Od najmłodszych lat kształcił się w rycerskim rzemiośle, a ciągłe wojny umożliwiły mu odbycie praktyki u boku ojca.

Stary Bolesław zadbał również o wspaniałe małżeństwo syna. Mieszko poślubił siostrzenicę Ottona III (kuzynkę cesarza Henryka II) Rychezę, co oznaczało spokrewnienie z najważniejszymi rodami Europy. Młody książę naprawdę wkraczał na europejskie salony!

Niestety, gdyby przeprowadzić konkurs na najbardziej pechowego władcę naszego kraju, to Mieszko Lambert miałby duże szanse na zwycięstwo. Sukcesy Chrobrego były bowiem możliwe wyłącznie w sprzyjającej sytuacji międzynarodowej, natomiast jego syn stanął wobec koalicji sąsiadów. Niemcy mieli pretensje o klęski wojenne i koronację, Rusini czekali na rewanż za splądrowanie Kijowa i gwałt na Przedsławie. Czesi natomiast nie zapomnieli, że Chrobry oślepił jednego z ich książąt i opanował Pragę, a Węgrzy, że przyłączył Słowację, którą uważali za własną strefę wpływów. Mieszko Lambert jako pierwszy polski polityk przekonał się o fatalnym położeniu naszego kraju wciśniętego między potężnych sąsiadów. Zapewne każdemu rywalowi oddzielnie dałby radę, ale wobec koalicji nie miał szans na skuteczną obronę. Tym bardziej że do najeźdźców przyłączyli się jego bracia, zbiegły z klasztoru Bezprym i młodszy Otton.

Na dodatek źle działo się w rodzinie książęcej. Mieszko doczekał się wprawdzie z Rychezą dwóch córek i syna, ale w jego życiu pojawiła się stała nałożnica, dla której mocno zaniedbywał żonę. Niewykluczone, że zamierzał syna swojej nałożnicy uczynić następcą, albowiem potomek ze związku z Rychezą (późniejszy Kazimierz Odnowiciel) został odesłany do klasztoru. I chyba raczej nie chodziło tylko o naukę.

Rycheza nie była jednak córką pogranicznego margrafa, tylko członkiem cesarskiej dynastii. Nie zamierzała darować upokorzenia, a miała w Niemczech ogromne znajomości. I chyba właśnie poparcia jej rodziny i przyjaciół zabrakło Mieszkowi, co stało się jednym z powodów jego klęski.

Do katastrofy doszło w 1031 roku. Z zachodu uderzyli Niemcy, a od wschodu Rusini (razem z nimi maszerował Bezprym). Pokonany Mieszko nie chciał wpaść w ręce przyrodniego brata i opuścił kraj. Na własne nieszczęście udał się do Czech.

Król eunuch

Obyczaje władców z Pragi były bowiem wyjątkowo okrutne nawet jak na możliwości epoki średniowiecza. Czescy Przemyślidzi wprawdzie nie mordowali się wzajemnie tak często jak władcy Kijowa, ale nie mieli większych skrupułów przed oślepianiem czy kastracją członków własnej dynastii. Warto również pamiętać, że patronem Czech był święty Wacław, stryj Dobrawy. Zabił go jego rodzony brat, ojciec księżnej.

Polskiego króla potraktowano jak członka własnej rodziny, to znaczy osadzono go w lochu i wykastrowano. Zastosowana metoda była wyjątkowo bolesna, zabiegu dokonano bowiem poprzez skrępowanie genitaliów rzemieniami.

Było to chyba największe pohańbienie, jakie znali ludzie średniowiecza. Oślepiani przeciwnicy nie tracili honoru, natomiast kastrowano z reguły sodomitów i gwałcicieli. Była to zresztą kara zarezerwowana dla poddanych, dla ludzi z nizin społecznych. I właściwie powinna oznaczać śmierć polityczną syna Chrobrego.

Mieszko niezłomny

Tymczasem w Polsce władzę przejął Bezprym. Doszedł do porozumienia z Rychezą, a w zamian za jej rezygnację z korony królewskiej uzyskał uznanie cesarza. Rycheza odwiozła insygnia koronacyjne do Niemiec, uzyskała też dożywotnie prawo do noszenia tytułu królewskiego. Nigdy już więcej nie zobaczyła się z Mieszkiem.

Rządy Bezpryma trwały jednak zaledwie kilka miesięcy, najstarszy syn Chrobrego zraził do siebie niemal wszystkich. Jego rozkazy respektowano tylko w najważniejszych grodach, władza księcia kończyła się za ich wałami. Buntowała się ludność wyczerpana wojnami, pojawili się kapłani dawnych bogów, nawołując do niszczenia kościołów i klasztorów.

Czesi zwolnili Mieszka z niewoli. Okaleczony król okazał się człowiekiem wyjątkowo odpornym psychicznie. Nie załamał się, tylko doszedł do porozumienia z młodszym bratem Ottonem i Bezprym został zamordowany. Mieszko musiał przeżyć jeszcze jedno upokorzenie – wizytę na cesarskim dworze. Wszyscy wiedzieli o jego okaleczeniu, Czesi nie należeli bowiem do dyskretnych. Pomimo to władca zachował klasę, złożył hołd władcy Niemiec i uznał podział kraju pomiędzy siebie, Ottona i niejakiego Dytryka (wnuka Mieszka I i Ody). Miał jednak jeszcze nadzieję na odmianę losu.

Starał się zresztą pomóc przeznaczeniu, Otton został zamordowany, a Dytryka wygnano. Mieszko zjednoczył kraj, ale nie cieszył się tym długo. Niebawem on również padł ofiarą mordu, a zabójcą był podobno jego własny giermek.

W ciągu trzech lat gwałtowną śmiercią zeszło trzech synów Chrobrego. Niebawem doszło do wybuchu powstania ludowego i reakcji pogańskiej i monarchia pierwszych Piastów przestała istnieć. Trudno jednak nie zauważyć, że przyczyniło się do tego życie osobiste naszych władców. Kto wie, jak potoczyłyby się losy Polski, gdyby Chrobry nie pozostawił po sobie Bezpryma i nie zgwałcił Przedsławy, a Mieszko Lambert nie zdradzał żony…

Jak księcia Leszka Czarnego leczono z impotencji

Średniowiecze było epoką skrajności. Z jednej strony ideałem była asceza i wyrzekanie się doczesnych pokus, z drugiej strony można też było znaleźć przykłady niezwykłej swobody obyczajowej nawet wśród dostojników kościelnych. Zmarły w 1286 roku Henryk, biskup Bazylei, pozostawił po sobie dwadzieścioro potomków, a jego imiennik, pasterz Liège, ponad sześćdziesięciu. W tym czasie w Polsce gorszono się życiem prywatnym biskupa krakowskiego Pawła z Przemankowa, który do swojego prywatnego haremu porywał nawet mniszki z klasztorów. Jednocześnie, zgodnie z propagowanym przez Kościół kultem dziewictwa, w rodzinach panujących zdarzały się wypadki rezygnacji z pożycia seksualnego, co czasami powodowało wygaśnięcie poszczególnych linii dynastycznych.

Kinga i Bolesław

Jako pierwsi z rodu Piastów ślub czystości małżeńskiej złożyli: Henryk Brodaty i Jadwiga z Meranu. Miało to jednak miejsce po kilkunastu latach pożycia małżeńskiego, kiedy na świat przyszła już gromadka dzieci i przyszłość rodu była zapewniona. Inaczej natomiast postąpili: Salomea (córka Leszka Białego) i książę węgierski Koloman, którzy nigdy nie skonsumowali związku, żyjąc ze sobą „jak brat z siostrą”. Jednak w ich wypadku również nie było komplikacji dynastycznych, gdyż po wygnaniu z Halicza, gdzie przez krótki czas panowali, osiedli ostatecznie na węgierskim dworze. Koloman, młodszy syn króla Andrzeja II, nie był w ogóle brany pod uwagę w kwestiach następstwa tronu w Budzie i jego bezpotomność nie miała większego znaczenia dla naddunajskiej dynastii.

Trzeba przyznać, że Leszek Czarny musiał być niezwykle odważnym człowiekiem (albo tak zdesperowanym), skoro zgodził się na zastosowanie kuracji zaordynowanej mu przez Mikołaja z Polski, czyli popijanie mikstury przygotowanej z ugotowanych żywcem węży(zdjęcie: Wikipedia).

Zupełnie inaczej natomiast przedstawiała się sprawa z Bolesławem Wstydliwym, młodszym bratem Salomei. Był on ostatnim męskim potomkiem małopolskiej linii Piastów i jego ślub z Kingą, bratanicą Kolomana, miał zapewnić korzyści polityczne oraz kontynuację rodu. Stało się jednak inaczej, młoda żona księcia, zapatrzona w ideały średniowiecznej ascezy, kategorycznie odmówiła skonsumowania małżeństwa i narzuciła swoją wolę mężowi. Początkowo Bolesław protestował, groził nawet odesłaniem jej na Węgry, jednak żona miała zbyt mocną pozycję, aby książę mógł sobie na podobny afront pozwolić. Madziarska księżniczka wniosła bowiem wielki posag, co dla zniszczonego przez Mongołów kraju miało ogromne znaczenie, swoją wagę miał również sojusz polityczny z Budą. Ponadto Kinga była bliską kuzynką niedawno kanonizowanej Elżbiety Węgierskiej oraz zmarłej w opinii świętości Jadwigi z Meranu, co znacznie podnosiło jej pozycję. Niebawem zresztą, po śmierci Kolomana, na dworze krakowskim pojawiła się Salomea propagująca kult czystości małżeńskiej i młodszy brat znalazł się także pod jej presją.

Bolesław ustąpił, chyba jednak nigdy specjalnie mocno nie nalegał, o czym zaświadcza mało męski przydomek nadany mu przez potomnych. Zdając sobie sprawę jednak, że na nim wygaśnie krakowska linia Piastów, stosunkowo wcześnie zaczął rozglądać się za następcą.

Skandal w Krakowie

Książę niestety nie miał zbyt wielkiego wyboru, gdyż w drugiej połowie XIII wieku trudno było znaleźć jakiegoś sensownego potomka Chrobrego. Wśród członków rozrodzonej dynastii przeważali ludzie o ciasnych umysłach, których horyzonty polityczne nie sięgały dalej niż granice własnego księstwa. Toczyli nieustanne wojny wyrywając sobie wzajemnie grody i zamki, porywali i więzili krewniaków, a dla zaspokojenia własnych partykularnych interesów nie wahali się sprzymierzać z wrogiem zewnętrznym i zachęcać do najazdów na księstwa swoich adwersarzy.

Ostatecznie wybór Wstydliwego padł na najbliższego męskiego krewnego, młodszego o kilkanaście lat księcia Sieradza Leszka Czarnego. Od dłuższego czasu obaj władcy blisko ze sobą współpracowali, Leszek był sojusznikiem Bolesława podczas wypraw przeciwko Czechom i książętom śląskim. Księstwo sieradzkie przylegało do dzielnicy krakowskiej, a Leszek uchodził za dobrego wojownika i energicznego administratora.

W 1265 roku Bolesław wyznaczył sieradzkiego księcia na swojego następcę i prawdopodobnie oficjalnie go adoptował. W tym samym roku jego wybraniec poślubił Gryfinę, córkę bana Slavonii i bratanicę Kingi, co miało zapewnić kontynuację rodu. Niebawem jednak się okazało, że również ten związek nie doczeka się potomstwa. W 1271 roku wybuchł bowiem w Krakowie wielki skandal, który głośnym echem odbił się w Europie. Księżna Gryfina ogłosiła publicznie, że jej mąż jest impotentem, wobec czego ona nie będzie więcej chodziła w małżeńskim czepcu, tylko ponownie zamierza zakładać dziewiczy wianek.

Gryfina była osobą odległą od ideałów białego małżeństwa i nie zamierzała wzorować się na Kindze czy Salomei. Jednak jej wystąpienie dotychczas nie miało precedensu w naszych dziejach. Polskie średniowiecze znało już wypadki ślubów czystości, odmowy stosunków seksualnych przez prawnie poślubione małżonki czy kastracji władcy, ale po raz pierwszy na książęcym tronie zasiadał książę impotent. Podobnych słabości nie wybaczano w tej epoce. Można było co prawda świadomie zrezygnować z życia erotycznego, ale ofiara złożona dla wiary, czy też pozbawienie męskości przez wroga to było zupełnie coś innego niż impotencja. Książę sieradzki natomiast, skądinąd dzielny wojownik, okazał się człowiekiem, który nie potrafił pozbawić żony dziewictwa, w dodatku ona z tego powodu publicznie zgłaszała pretensje. To bezpośrednio godziło w autorytet Leszka, który dla poddanych stawał się człowiekiem godnym pogardy.

Jak traktowano w tej epoce impotentów, potwierdza zresztą historia przytoczona przez wcześniejszego o półtora wieku czeskiego kronikarza Kosmasa. Opisał on dzieje pewnej niemieckiej pary książęcej, gdzie mąż również okazał się impotentem i pomimo licznych prób podejmowanych przez żonę dla pobudzenia jego zmysłów, nie potrafił skonsumować małżeństwa. W rezultacie został wygnany z własnego księstwa, a jego imię okryło się hańbą. Podobne odczucia musieli mieć przyszli poddani Leszka, tym bardziej że jednym z jego najbardziej zaciętych wrogów był znany rozpustnik, biskup krakowski Paweł z Przemankowa.

Mikołaj z Polski

Księżna Gryfina odeszła od Leszka i małżonkowie mieli pozostawać w separacji. Książę sieradzki nie zamierzał jednak się poddawać i podczas całej afery był bodaj jedynym człowiekiem zachowującym spokój. W milczeniu przyjął oskarżenia żony, nie próbował niczego tłumaczyć. Najwyraźniej uznał, że skoro nie mógł zaprzeczyć faktom (niezdolność do skonsumowania małżeństwa była oczywista), to postanowił usunąć przyczynę skandalu. Stwierdził, że impotencja jest chorobą, którą można leczyć i w jego otoczeniu pojawił się kontrowersyjny lekarz Mikołaj z Polski. Poprzedziła go sława zdolnego medyka, który potrafił się uporać z problemami podobnymi do tych, które trapiły Leszka.

Mistrz Mikołaj był członkiem zakonu dominikanów, jednak wbrew swojemu przydomkowi pochodził z Niemiec, a wykształcenie zdobył w Montpellier we Francji. W praktyce medycznej stosował metody dość odległe od przyjętych w czasach średniowiecza, nie starał się bowiem rozpoznać przyczyn choroby, w zamian koncentrując się na woli pacjenta. Innych lekarzy uważał za głupców, tłumacząc, że omijają moc Bożą tkwiącą nawet w kale i błocie. Zupełnie zrezygnował z drogich wywarów z rzadkich ziół i korzeni, twierdząc, że źródłem cennych lekarstw są płazy i gady. Kwintesencją jego sztuki medycznej były mikstury i maści sporządzane ze żmij, ropuch, myszy i kretów. Podobno wieszał też nad łóżkiem chorego tajemniczy woreczek, pod którego wpływem pacjenci doznawali dziwnych marzeń sennych, podczas gdy zażywane wcześniej mikstury wywoływały nocne pocenie o zbawiennym wpływie na zdrowie chorych.

Ponadto Mikołaj stosował wywar z gadów (szczególnie tzw. olej filozofów), który miał znakomicie leczyć impotencję. Zachował się do dzisiaj przepis na ten specyfik – uczciwie trzeba przyznać, że proces jego przygotowania mógł wzbudzać kontrowersje. Aby go uzyskać, należało dwa lub cztery węże (koniecznie z białymi brzuchami) zalać masłem zrobionym w maju i żywcem ugotować. Nierozgotowane resztki rozdrabniano w celu uzyskania oleju, który przechowywano w specjalnych pudełkach, dbając, aby nie zasechł. Po podgrzaniu mikstura stawała się właściwym lekarstwem gotowym do użycia. Pacjent powinien pić regularnie ten specyfik, a przed udaniem się do małżeńskiej łożnicy należało jeszcze posmarować olejem członek. Podobno zapewniało to udany stosunek seksualny.

Zbawienne skutki kuracji

Leszek poddał się leczeniu, a wraz z nim kontrowersyjne wywary piła również żona. Kurację prowadzono na terenie klasztoru Dominikanów w Sieradzu, ewentualnie w Krakowie. Pogłoski o praktykach księcia rozchodziły się jednak wśród poddanych, wzbudzając powszechną odrazę. Dla ludzi średniowiecza gady i płazy uchodziły za stwory wyjątkowo odrażające, a teraz książę z dynastii Piastów zjadał żaby i węże, a na dodatek smarował intymne części ciała jakimiś wstrętnymi maściami!

Władca Sieradza mimo to pozostał konsekwentny i nie przejmował się opinią publiczną. Wychodził z założenia, że lepiej być obrzydliwym człowiekiem, ale mężczyzną, niż pogardzanym impotentem. Tym bardziej że kuracja przyniosła efekty i po pewnym czasie małżeństwo zostało skonsumowane. Według opinii kronikarza Leszek i Gryfina byli od tej pory zgodnym małżeństwem, a Bolesław Wstydliwy zaczął mieć nadzieję, że jego sukcesor doczeka się następcy.

Gryfina wywołała nielichy skandal, gdy publicznie ogłosiła, że jej mąż Leszek Czarny jest impotentem i z tego powodu ona z powrotem na głowę wkłada dziewiczy wianek...(zdjęcie: Wikipedia).

Patrząc na to wszystko z perspektywy człowieka XXI wieku, można powątpiewać w relacje kronikarzy, ewentualnie się zastanawiać, czy przypadkiem Mikołaj z Polski nie odkrył przepisu na średniowieczną viagrę. Wprawdzie naukowcy coraz częściej twierdzą, że wiele dawnych receptur zawierało ważne środki lecznicze, ale w tym akurat wypadku wyjaśnienie może być zupełnie inne. Przyczyną impotencji Leszka mogły być jego problemy z psychiką, a zabiegi mistrza Mikołaja zapewne pomogły w przełamaniu zahamowania i pod względem erotycznym książę stał się wreszcie mężczyzną. Współcześni nam seksuolodzy zwracają wielką uwagę na zależność między sprawnością płciową mężczyzny a jego wiarą we własne możliwości seksualne. Wszelkie niepowodzenia na tym polu powodują poważne urazy psychiczne, które odbijają się na męskiej sprawności. Jeden łańcuch zdarzeń stanowią niepowodzenie, brak zaufania do siebie samego, kolejne niepowodzenie, obawa, porażka, nerwowość, strach, aż wreszcie impotencja. Obecnie w takim wypadku, poza dawką psychoanalizy, stosuje się wspomaganie farmakologiczne, w średniowieczu natomiast należało przekonać pacjenta, że ordynowane specyfiki przywrócą mu sprawność erotyczną. Czy jednak sam mistrz Mikołaj wierzył w cudowną moc swoich wywarów? Tego nigdy się nie dowiemy, ale nie mamy powodów, aby wątpić w wyleczenie Leszka Czarnego. Kiedy bowiem książę sieradzki wraz z żoną (po śmierci Bolesława Wstydliwego) przybył do Krakowa, aby objąć władzę nad stolicą, odbył uroczysty wjazd do miasta. Towarzyszył mu mały bratanek (jego imiennik), który w pewnej chwili zwrócił się do Gryfiny, sugerując, że księżna rychło doczeka się potomka. Wywołało to zainteresowanie dam dworu, które dokładnie wypytały dziecko na ten temat. Można być pewnym, że gdyby Leszek nie współżył z żoną, zachowanie dwórek byłoby zupełnie inne. To przecież one najlepiej wiedziały, co się dzieje w sypialniach książąt…

Biskup Paweł

Za paradoks historii można natomiast uznać fakt, że głównym oponentem Leszka Czarnego był Paweł z Przemankowa. Wprawdzie spory pomiędzy władzą świecką a duchowieństwem miały już w Europie długą tradycję i niejeden hierarcha kościelny padł ich ofiarą (w Polsce św. Stanisław ze Szczepanowa), to jednak tym razem na konflikt polityczny nałożyły się sprawy prywatne. Biskup Paweł bowiem był w gronie polskich hierarchów kościelnych chyba największym wielbicielem płci pięknej. Nie ograniczał się do pojedynczych nałożnic, utrzymując cały harem, i nie przejmował się specjalnie opinią publiczną. Nie zwracał też uwagi na stan cywilny swoich kochanek, zdarzyło się nawet, że polecił porwać mniszkę z klasztoru w Sączu. Nie przeszkadzało mu i to, że w zgromadzeniu tym przebywała po śmierci męża księżna Kinga…

Biskup rozpustnik stał się największym przeciwnikiem księcia impotenta. Można podejrzewać, że w „szeptanej propagandzie” nieraz wykorzystywał słabość władcy i nie zwracał uwagi na fakt, że mistrz Mikołaj wyleczył jego adwersarza. Oczywiście spór księcia z biskupem nie ograniczał się wyłącznie do utarczek słownych, ale Leszek pamiętał o losach Bolesława Śmiałego. Nieważne, że jego przeciwnik był rozpustnikiem czy zdrajcą, liczyło się tylko to, że należał do stanu duchownego i pełnił funkcję biskupa. Od czasów zabójstwa św. Stanisława nikt w Polsce nie odważył się pozbawić hierarchy kościelnego życia, wprawdzie zdarzały wypadki osadzania krnąbrnych dostojników w więzieniu, dręczenie fizyczne i psychiczne, ale żadnemu z biskupów nie spadł włos z głowy. Piastowskie książątka doskonale pamiętały losy swojego poprzednika i nie zamierzały ryzykować utraty władzy. Zdecydowanie bardziej opłacało się wrzucić kłótliwego hierarchę do lochu i spokojnie czekać, aż zmięknie czy wręcz zapleśnieje. Tak też postąpił Leszek Czarny, który podstępnie uwięził biskupa, zagarniając jego posiadłości i należne dochody. Oczywiście spotkało się to z wrogą reakcją Kościoła i możnowładców. Leszkowi zagrożono klątwą, część rycerstwa szykowała się do buntu. W tej sytuacji książę uwolnił przeciwnika, zwrócił mu skonfiskowane dobra, a dodatkowo zapłacił odszkodowanie. Pomimo tego i tak był zadowolony, gdyż okazał stanowczość i zneutralizował najgroźniejszego adwersarza. Kiedy kilka lat później przeciwko Leszkowi zbuntowali się możnowładcy, to zabrakło im zdecydowanego poparcia hierarchii kościelnej.

Leszek toczył spory również z księżną Kingą. Tym razem poszło o pieniądze – książę zakwestionował nadania dla klasztoru w Sączu dokonane przez swojego poprzednika. Uznał, że sytuacja państwa uniemożliwia tak wielkie darowizny, poza tym chciał zabezpieczyć przyszłość swojej żony, księżnej Gryfiny. Tym razem jednak przegrał z kretesem, a jego pech polegał na tym, że spierał się z osobą, która jeszcze za życia otoczona była aureolą świętości. I znów się okazało, że poddani nie zapomnieli o impotencji księcia, ani o obrzydliwej kuracji, jakiej się poddawał…

Leszek Czarny i księżna Gryfina nie doczekali się potomstwa, władca Krakowa i Sieradza zmarł w 1289 roku. Jego małżonka przeżyła go o 20 lat, po śmierci Kingi objęła zarząd klasztoru w Sączu. O trzy lata przeżył Leszka jego zacięty wróg Paweł z Przemankowa.

Dzielnica krakowska stała się przedmiotem gwałtownej rywalizacji, z której zwycięsko wyszedł przyrodni brat Leszka, Władysław Łokietek. On również miał swojego zaciętego przeciwnika na stanowisku biskupa krakowskiego, Jana Muskatę. Był to jednak zupełnie inny typ człowieka niż Paweł z Przemankowa. Wprawdzie i temu dostojnikowi zarzucano rozpustę, ale Muskata bardziej od płci pięknej cenił pieniądze i władzę. Zarzucano mu również zbytnie upodobanie do trunków. Wprawdzie podobno jego przydomek pochodził od gałki muszkatołowej, którą handlował jego ojciec, ale byli tacy, którzy twierdzili, że nadano go biskupowi z powodu słabości do ulubionego gatunku wina (muscat), którego regularnie nadużywał i nie potrafił się go wyrzec…

Bigamista do kwadratu

Dziwnym trafem najwybitniejsi władcy z dynastii Piastów byli również największymi kobieciarzami. Wszystkich przelicytował jednak Kazimierz Wielki, który oprócz licznej gromadki kochanek, miał również trzy legalne żony jednocześnie. Kolejnych ślubów udzielali mu wysocy dostojnicy kościelni, nie przejmując się specjalnie bigamią króla…

Litewska żona

Nie zachowały się informacje na temat inicjacji seksualnej Kazimierza, ani wiadomości o jego pierwszych romansach. Wiadomo jednak, że w wieku 15 lat z woli ojca poślubił księżniczkę litewską Aldonę.

Było to typowe małżeństwo polityczne. Pogańska Litwa i Polska miały wspólnego wroga – zakon krzyżacki. A chociaż Litwini nieraz pustoszyli ziemie polskie, to jak wiadomo „wróg mojego wroga, może zostać moim przyjacielem”. Bez problemu zatem zawarto porozumienie, jako posag Aldona otrzymała zwrot wolności dla 24 tysięcy polskich jeńców przetrzymywanych na Litwie.

Kazimierz Wielki nie tylko zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną, ale także posiadał liczne grono kochanek rozsianych po całym królestwie. Niektórzy oskarżali władcę, że w ten sposób zorganizował sobie całkiem pokaźny haremik, drwiąc z dobrych obyczajów (zdjęcie: Wikipedia).

Księżniczka przybyła do Krakowa na chrzcie dostała imię Anna i wyszła za polskiego królewicza. Podobno jednak Kazimierz do końca się opierał, nie chcąc się żenić, a ostatecznie ustąpił na kategoryczne żądanie ojca. Dla Łokietka sojusz z Litwą był bezcenny, poza tym tamtejsze księżniczki z reguły rodziły dużo dzieci, co miało ogromne znaczenie dla polityki dynastycznej.

Aldona była nieco młodsza od Kazimierza, nie zachowały się żadne informacje na temat jej wyglądu. Prawdopodobnie była przeciętnej urody, miała natomiast bez wątpienia wesołe usposobienie. Otaczała się młodzieżą, lubiła taniec, śpiew i muzykę, a gdy wyruszała w podróż, to „jechały przodem bębny, harfy, skrzypce oraz inne instrumenty”. Kazimierzowi to chyba specjalnie nie przeszkadzało, natomiast gorszyło jego matkę, królową Jadwigę. Stara władczyni nie miała w życiu specjalnych powodów do radości i barbarzyńska Litwinka (nieważne, że ochrzczona) wyjątkowo irytowała królową.

W marcu 1333 roku zmarł Władysław Łokietek i Kazimierz rozpoczął przygotowania do swojej koronacji. Razem z nim ukoronowana miała zostać również Aldona, jednak projekt uroczystości został zagrożony przez Jadwigę. Stara władczyni zaprotestowała, twierdząc, że w kraju może być tylko jedna królowa, zatem dopóki ona żyje, Aldona nie może nosić korony. Powstał poważny problem proceduralny, Polska dopiero niedawno odzyskała godność królewską i nie wypracowano jeszcze obowiązujących form życia dworskiego. Ostatecznie Kazimierzowi udało się przekonać matkę do ustępstw, Jadwiga wstąpiła do klasztoru w Starym Sączu i nic nie zakłóciło uroczystości.

Litewska księżniczka urodziła Kazimierzowi dwie córki: Elżbietę i Kunegundę. Nie miała jednak większych złudzeń co do wierności męża, albowiem o jego aferach erotycznych plotkowano już w całej Europie. Długo zresztą nie nacieszyła się polską koroną, zmarła przed trzydziestym rokiem życia, w maju 1339 roku. Zanotowano, że jej śmierć była niespodziewana i „straszna”, brakuje jednak na ten temat bliższych informacji. Niektórzy podejrzewali, że to Kazimierz Wielki polecił zamordować niekochaną żonę, ale oskarżenie wydaje się pozbawione logiki. Aldona nie była bezpłodna, urodziła królowi dwie córki, zresztą w przyszłości miało się okazać, że władca wypracował inne metody pozbywania się niechcianych żon. Księżniczka była bowiem ostatnią małżonką Kazimierza, która miała bezdyskusyjną pozycję na krakowskim dworze. Z jej następczyniami bowiem różnie bywało…

Węgierski skandal

W 1329 roku dziewiętnastoletni Kazimierz pojawił się na czele polskiego poselstwa na węgierskim dworze. Oba państwa od kilku lat łączyły przyjazne stosunki, a żoną króla Karola Roberta była Elżbieta, starsza siostra Kazimierza. Poselstwo na dwór zaprzyjaźnionego monarchy było elementem królewskiej edukacji, na przyjazd młodszego brata nalegała również Elżbieta. Niestety, wizyta Kazimierza zakończyła się ogromnym skandalem polityczno-obyczajowym.

Polski królewicz zachwycił się bowiem dwórką siostry, Klarą Zach. Zapewne nie spodziewał się większego oporu, damy dwory z reguły nie odmawiały względów mężczyznom królewskiej krwi. Tym razem jednak podobno spotkał się z odmową, wobec tego poprosił o pomoc siostrę. Na jej polecenie udawał obłożnie chorego i królowa odwiedziła go w towarzystwie Klary. Pod jakimś pozorem jednak opuściła komnatę, pozostawiając brata samego z dziewczyną. Kazimierz wykorzystał okazję i zgwałcił dwórkę.

Sprawa nabrała rozgłosu po wyjeździe Kazimierza. Klara poskarżyła się ojcu, jednemu z najbogatszych i najbardziej wpływowych węgierskich magnatów. Ten zapragnął zemsty za zhańbienie córki i z mieczem wdarł się do zamkowej jadalni usiłując zamordować królewską rodzinę. Zanim padł pod ciosami dworzan, zdołał zranić Karola Roberta, a Elżbiecie odrąbać cztery palce u dłoni.

W tej epoce zamach na rodzinę królewską uchodził za jedną z największych zbrodni i reakcja królewskiego dworu okazała się wyjątkowo okrutna. Zwłoki Zacha poćwiartowano i rozesłano do najważniejszych miast królestwa, siostrę Klary zamęczono, a jej brata rozerwano końmi. Sąd królewski oficjalnie skazał na śmierć wszystkich członków rodu do trzeciego stopnia pokrewieństwa, a dalszych powinowatych ukarał wygnaniem i konfiskatą dóbr. Najsroższy los spotkał jednak samą Klarę, obcięto jej nos, wargi oraz palce u rąk i obwożono w klatce po kraju zmuszając, aby przeklinała ojca.

To oficjalna wersja wydarzeń, obecnie historycy powątpiewają jednak w przekazy kronikarzy. Nikt nie podważa tragicznego końca rodu Zachów (niektórzy jego przedstawiciele schronili się zresztą w Polsce), cała afera mogła mieć jednak zupełnie inne podłoże. Felicjan Zach od wielu lat należał do opozycji królewskiej i chociaż wprawdzie ostatecznie uznał Karola Roberta, to nigdy nie powrócił do dawnego znaczenia. Był człowiekiem ogarniętym żądzą władzy i prawdopodobnie stanął na czele antykrólewskiego spisku, a sam zamach nie miał nic wspólnego z uwiedzeniem Klary przez Kazimierza. Zresztą możliwe, że nie było żadnego gwałtu, a Klarę i Kazimierza połączył po prostu romans. Niewykluczone, że Węgierka wiązała z tym pewne nadzieje, trudno zresztą powiedzieć, co obiecywał jej Kazimierz. Taką wersję wydarzeń wydaje się potwierdzać fakt, że Klara przeżyła eksterminację rodziny, w średniowieczu bowiem okaleczenie (nawet najbardziej potworne) uważano za karę lżejszą niż pozbawienie życia.

Afera przyniosła jednak Kazimierzowi wyjątkowo złą sławę w Europie. Usilnie pracowali nad tym Krzyżacy, którzy nie cofali się przed żadną okazją do zdyskredytowania polskiego następcy tronu. Rok później propaganda zakonna ponownie miała dać znać o sobie rozpuszczając pogłoskę, że Kazimierz zbiegł z pola bitwy pod Płowcami (w rzeczywistości przed decydującym starciem został odesłany przez Łokietka).

Nadwiślańskie haremy

Aldona oczywiście wiedziała o węgierskiej aferze, jednak zgodnie z obyczajami epoki nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Żony władców musiały potulnie zgadzać się z wybrykami mężów, zresztą królewska rozwiązłość była dobrze widziana przez poddanych.

Podobno na widok Klary Zach dziewiętnastoletni Kazimierz dostał małpiego rozumu, nieprzytomnie się bowiem w niej zakochał. A gdy ta odmówiła księciu radosnego seksu, ten zwyczajnie ją zgwałcił, choć może taki przebieg historii to tylko krzyżacka propaganda(zdjęcie: Wikipedia).

Kazimierz nie ograniczał się jednak wyłącznie do przelotnych romansów. Króla można uznać wręcz za seksoholika, preferował bowiem niemal islamskie obyczaje. Zachował jednak znaczną dozę rozsądku i nie afiszował się ze swoimi upodobaniami pod Wawelem. W zamian za to w różnych grodach państwa zorganizował sobie prywatne haremy. Jan Długosz zapewne z przesadą (jak na duchownego przystało) ubolewał, że królewskich nałożnic były całe „tłumy jak jakieś siedlisko sromoty”, a władca „nic sobie nie robił ze zbawiennych upomnień i rad biskupów i panów”. Biskup Jan Grot wyklął nawet króla, a gdy ten nie przejmując się ekskomuniką wszedł do katedry, przerwał nabożeństwo. Główną jednak przyczyną konfliktu z krakowskim hierarchą były sprawy finansowe, przy nieporozumieniach pieniężnych problem niemoralnego trybu życia władcy schodził na plan dalszy.

Król mógł utrzymywać prywatne haremy, musiał jednak mieć następcę tronu. Kobiety w Polsce nie mogły dziedziczyć, a upragnionego syna mogła urodzić tylko księżniczka z domu panującego. Dlatego czterdziestoletni monarcha musiał się ożenić.

Adelajda Heska

Nie była to jednak łatwa sprawa. Wprawdzie dynastii w Europie było wiele, jednak potencjalna małżonka musiała być w odpowiednim wieku, a mariaż powinien zapewnić korzyści polityczne. Ostatecznie Kazimierz zdecydował się poślubić 17-letnią Adelajdę, córkę landgrafa Hesji Henryka.

Dziewczyna przybyła do Polski i natychmiast rozczarowała Kazimierza. Długosz stwierdził, że „była piękniejsza przymiotami charakteru niż urody”, co jednoznacznie określało jej aparycję. Adelajda była bowiem wyjątkowo mało atrakcyjna, król jednak dotrzymał słowa i ją poślubił, a nawet skonsumował małżeństwo. Miał jednak więcej klasy od angielskiego Henryka VIII, który rozczarowany co do urody swojej czwartej małżonki Anny z Kleve natychmiast wymusił unieważnienie małżeństwa. Inna sprawa, że oporne małżonki Henryk wysyłał na spotkanie z królewskim katem w Tower…

Kazimierz miał jednak nadzieję, że nieefektowna żona da mu jednak następcę tronu. Była młoda, po matce pochodziła z niezwykle płodnego rodu Wettynów i wszystko przemawiało za szczęśliwym rozwiązaniem. Niestety, Adelajda okazała się nie tylko koszmarnie brzydka, ale również bezpłodna. Sytuacja stała się dramatyczna, król ożenił się wyłącznie z powodów dynastycznych, nawet posag dostał w śladowych ilościach…

Rozczarowany monarcha powrócił do dawnego trybu życia. Wprawdzie Adelajda „zniewagi znosiła z rzadką cierpliwością”, ale sam fakt, że była legalną żoną doprowadzał króla do furii. Nie miał następcy tronu, na nim kończyła się królewska linia dynastii Piastów, a ta niemiecka dziewczyna odmawiała zgody na unieważnienie małżeństwa!

Kazimierz nie był jednak człowiekiem pokroju Przemysła II i nie mordował bezpłodnych żon. Adelajda została usunięta z dworu królewskiego i zamieszkała w Żarnowcu nad Pilicą. Teoretycznie nie brakowało jej niczego, albowiem warunki internowania miała wyjątkowo dobre. Można podejrzewać, że Kazimierz miał nadzieję, iż żonie wreszcie znudzi się odosobnienie, tym bardziej że w zamian za zgodę na unieważnienie małżeństwa otrzymałaby stosowne zadośćuczynienie finansowe. Niestety Niemka do swoich wad dorzuciła jeszcze zajadły upór. Miała spędzić w Żarnowcu 15 lat, jednak nie zrezygnowała ze swoich praw.

Za porzuconą żoną ujął się nawet arcybiskup gnieźnieński Jarosław Bogoria ze Skotnik. Uchodził wprawdzie za bliskiego współpracownika króla, jednak piastowana godność zobowiązywała go do interwencji. Za jego wstawiennictwem papież Klemens VI polecił władcy Polski, aby „oddalił od siebie wszystkie niewolnice” i „łoża małżeńskiego wszeteczeństwem nie kaził”. Na próżno, Kazimierz nie zamierzał zmieniać postępowania, chociaż w jego życiu pojawiła się kobieta, która potrafiła przywiązać go do siebie na kilka lat.

Zabójstwo księdza Baryczki

Była nią Cudka, żona Niemierzy z Gołczy, królewskiego dworzanina. Musiała być niezwykle urodziwą niewiastą (z innymi Kazimierz nie zdradzał swoich żon) i władca zadbał, aby jej mąż miał ciągłe zajęcie poza domem. Wysyłał go z poselstwami na odległe dwory, Niemierza dotarł nawet do Awinionu, co oznaczało jego wielomiesięczną nieobecność. W tym czasie władca nie musiał krępować się ze swoim romansem, chociaż zapewne zdradzany mąż wiedział o wszystkim. Związek trwał kilka lat, Cudka urodziła królowi trzech synów (Jana, Niemierzę i Pełkę), których w przyszłości Kazimierz miał obdarzyć w swoim testamencie. Co chyba w tym wszystkim najdziwniejsze, to że prawdopodobnie szlachcianka była stroną, która zakończyła romans. Jeżeli tak rzeczywiście było, to faktycznie okazała się niezwykłą kobietą.

Inna sprawa, że Kazimierz nawet jej nie potrafił być wierny i nadal utrzymywał liczne nałożnice. To miało się stać jedną z przyczyn jego ostrego konfliktu z Kościołem.

Król powrócił bowiem właśnie z wyprawy wojennej na Ruś, kiedy przed jego obliczem pojawił się wikariusz katedry wawelskiej, ksiądz Marcin Baryczka. W imieniu swojego przełożonego, nowego biskupa krakowskiego Bodzanty napiętnował niemoralny tryb życia władcy, wstawił się za odtrąconą Adelajdą oraz poinformował, że w związku ze sporami finansowymi z jego pryncypałem król zostanie obłożony klątwą.

Kazimierz spokojnie wysłuchał kaznodziei, po czym polecił niezwłocznie utopić go w Wiśle. Z Wawelu nie było daleko do rzeki i pomimo zimowej pory szybko znaleziono przerębel. Nieszczęsny wikariusz zapłacił życiem za ambicje swojego przełożonego.

Marcin Baryczka miał odwagę (w imieniu swojego przełożonego oczywiście biskupa Bodzanty) otwarcie skrytykować hulaszczy tryb życia Kazimierza Wielkiego. Jak się łatwo domyślić, marnie skończył utopiony w Wiśle, bo król bardzo nie lubił, gdy ktoś czepiał się jego kochanek (zdjęcie: Wikipedia).

Zabójstwo duchownego oznaczało ekskomunikę, na co jednak król był przygotowany. Odbył przepisową pokutę, zobowiązał się również do ufundowania kilku kościołów oraz przebudowy katedry w Sandomierzu i kolegiaty w Wiślicy. Specjalnie go to nie obeszło, budowa świątyń i tak była wpisana w jego program inwestycyjny (od Polski drewnianej do murowanej) natomiast mordując wikariusza osiągnął inny cel. Budowa świątyń trwała w tej epoce wyjątkowo długo i w każdej chwili mógł przerwać inwestycję szachując duchowieństwo. Utopienie Baryczki spowodowało również, że zabrakło już chętnych do napominania władcy za rozwiązły tryb życia.

Nieszczęsny duchowny nie został nawet wyniesiony na ołtarze, jak święty Jan Nepomucen (utopiony w Wełtawie na polecenie Wacława IV). Tylko historycy sztuki wyróżniają tzw. styl baryczkowski polskiego gotyku, nazywając tak kościoły ufundowane przez Kazimierza po zbrodni na wikariuszu…

Bigamia po raz pierwszy

W 1356 roku Kazimierz przebywał w Pradze i tam nieprzytomnie zakochał się w urodziwej mieszczce Krystynie Rokiczance. Nie mogąc w inny sposób zdobyć względów pięknej wdowy, postanowił się z nią ożenić! Obojgu nie przeszkadzało, że Adelajda cieszyła się doskonałym zdrowiem, a parę dzieliło pochodzenie społeczne. Czeszka przyjechała do Polski, a związek pobłogosławił opat benedyktynów z Tyńca. Duchowny doskonale zdawał sobie sprawę z królewskiej bigamii, a jednak zdecydował się na udzielenie ślubu. Zapewne pewien wpływ na jego postępowanie miał fakt, że klasztor w Tyńcu również leży nad Wisłą….

Rokiczanka zamieszkała w Łobzowie, Adelajda zaś uznała, że przebrała się już miara upokorzeń. Powróciła do rodzinnej Hesji, nie rezygnując jednak z dochodzenia swoich praw. Obrzydzała życie Kazimierzowi listami do papieża, żądając zmuszenia króla do pożycia małżeńskiego oraz zwrotu nadanych jej dóbr i wypłacenia stosownego odszkodowania. Kazimierz ignorował wszelkie napomnienia, a polskie duchowieństwo dziwnym trafem nagle przestało interesować się losami upartej Niemki. Niebawem król miał jeszcze bardziej skomplikować sobie życie rodzinne.

Kariera Rokiczanki nie trwała bowiem długo. Okazało się, że cierpi na świerzb (co w tych czasach było trudne do wyleczenia), a poza tym używała peruki. Choroba spowodowała, że była całkowicie łysa, to zaś wystarczyło, żeby ostudzić namiętność Kazimierza. Poza tym Czeszka zachowywała się czasami w sposób skandaliczny, zdarzyło się, że poleciła spalić chłopską chatę, która zasłaniała jej widok na Wawel. Ostatecznie została suto wynagrodzona (Kazimierz miał gest wobec wszystkich swoich kobiet poza Adelajdą) i oddalona. Natomiast król uznał, że pora na kolejne małżeństwo.

Bigamia do kwadratu

W gronie królewskich nałożnic wymieniana bywa Żydówka Esterka, która rzekomo zapewniła swoim współwyznawcom poparcie władcy. Niestety, to tylko legenda, mająca usprawiedliwić życzliwość króla wobec Izraelitów. W rzeczywistości bowiem Kazimierz popierał Żydów z czysto pragmatycznych powodów, widząc w nich ważny element gospodarki państwa. Ci zaś odpłacali mu bezwzględną lojalnością.

Bez względu na to, czy Esterka istniała, czy też nie, władca nie zrezygnował z posiadania legalnego syna i następcy. W 1363 roku we Wschowie poślubił księżniczkę śląską Jadwigę, a ślubu tym razem udzielił biskup poznański Jan Doliwa.

Ojcem Jadwigi był książę żagański Henryk Żelazny, jeden z najpotężniejszych śląskich dynastów. Małżeństwo miało zatem podłoże polityczne, ale młodziutka księżniczka była jednak „dziewicą urodą i pięknymi przymiotami ozdobioną” i zapewne podobała się królowi.

Kazimierz prowadził w tym czasie energiczne działania mające zapewnić mu unieważnienie nieszczęsnego małżeństwa z Adelajdą. Gdy uzyskał ustne zapewnienie poparcia, natychmiast ożenił się z Jadwigą. Za wcześnie jednak, w takich sprawach zawsze ważny jest pergamin, a nie słowne obietnice. Adelajda niezwłocznie oskarżyła go o sfałszowanie papieskiej bulli i Urban V zażądał oddalenia Jadwigi. Kazimierz oczywiście zignorował polecenie, młodziutka żona władcy cieszyła się zresztą w Polsce dużą popularnością. Poddani Kazimierza widzieli w niej legalną małżonkę króla, kobietę, która da wreszcie monarsze oczekiwanego następcę. Niestety, śląska księżniczka urodziła trzy córki i Kazimierz nie doczekał się legalnego sukcesora.

Szkoda, bowiem syn urodzony z tego związku miałby duże szanse na objęcie tronu. Papiestwo wprawdzie bowiem nigdy nie uznało ostatniego małżeństwa polskiego monarchy, jednak dzieci Jadwigi zostały legitymizowane. W takich sprawach zresztą liczyły się fakty dokonane i niejeden potomek z nieprawego łoża zasiadł na tronie. Od niektórych pochodziły nawet nowe dynastie, jak Tudorowie w Anglii.

Kazimierz miał już 60 lat, cieszył się jednak doskonałym zdrowiem i niewykluczone, że wreszcie doczekałby się upragnionego sukcesora. Niestety, ostatni Piast na polskim tronie sam sobie zgotował zgubę. We wrześniu 1370 roku wybrał się na łowy i „goniąc jelenia, gdy się koń pod nim przewrócił, spadł z niego i otrzymał niemałą ranę w lewą goleń”. Skomplikowanemu złamaniu towarzyszyła wysoka gorączka, ale król nie przestrzegał diety i nadużywał trunków. Orszak z chorym władcą przez kilka tygodni powracał do Krakowa i na Wawelu stan monarchy uznano za beznadziejny. Przyplątało się zapalenie płuc, 3 listopada Kazimierz podyktował testament i zmarł dwa dni później.

Zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami na tronie zasiadł jego siostrzenic, król Węgier, Ludwik. Jadwiga powróciła na Śląsk, gdzie niebawem wyszła za mąż za księcia legnickiego, Ruprechta. Jej dwie córki (trzecia zmarła w dzieciństwie) wychowywały się na dworze węgierskim, a następnie wydano je za mąż. Na wszelki wypadek małżonków znaleziono daleko poza granicami Polski, w gronie podrzędnych bałkańskich władców. Dziwnym jednak trafem córka jednej z nich, Anna, hrabianka Cilli (obecnie Celje na Słowenii) została drugą żoną Władysława Jagiełły. Legitymizowała w ten sposób swoim piastowskim pochodzeniem jego władzę w Polsce po śmierci Jadwigi Andegaweńskiej. Ale to już zupełnie inna historia.

Małżeńskie kłopoty triumfatora spod Grunwaldu

Zapewne żaden z władców Polski nie miał tak nieudanego życia rodzinnego jak Władysław Jagiełło. Czterokrotnie wstępował w związki małżeńskie, ale aż trzy z jego żon (łącznie ze św. Jadwigą) podejrzewano o niewierność. Kwestionowano również legalne pochodzenie dzieci króla, a jedyna żona, którą naprawdę kochał, była powszechnie znienawidzona i zmarła trzy lata po ślubie.

Królewna i barbarzyńca

Projekt małżeństwa Jadwigi Andegaweńskiej z Jagiełłą był jedną najważniejszych decyzji w dziejach Polski. Oznaczał bliski związek obu państw, chrystianizację Litwy i sojusz przeciwko zakonowi krzyżackiemu. Nic zatem dziwnego, że politycy z Malborka zrobili wiele, aby przeciwdziałać temu mariażowi.

Nie było to trudne, gdyż koronowana w październiku 1384 roku Jadwiga z dużą niechęcią odnosiła się do tych planów. 11-letnia władczyni z przerażeniem myślała o małżeństwie z 34-letnim poganinem i chciała dotrzymać zobowiązań wobec Wilhelma Habsburga, z którym od lat była zaręczona. Austriacki książę był od niej starszy tylko o cztery lata, wychował się w tym samym kręgu kulturowym i podobnie jak Jadwiga kochał rycerskie obyczaje, pieśni minstreli i dworskie życie.

Władysław Jagiełło może i pokonał Krzyżaków pod Grunwaldem, ale w swoich małżeństwach ponosił klęskę za klęską, a gdy w końcu trafił na żonę, którą naprawdę kochał i która kochała jego – nienawidzili jej jego poddani (zdjęcie: Wikipedia).

Polscy możnowładcy nie zamierzali jednak dopuścić do małżeństwa z Habsburgiem. Dla nich właściwym kandydatem na męża był Jagiełło, chociaż swoich stronników miał również książę mazowiecki Siemowit IV. Ostatecznie jednak z ambicji Piasta nic nie wyszło, chociaż Siemowit usiłował nawet porwać Jadwigę, aby ją siłą zmusić do małżeństwa.

Wprawdzie w sierpniu 1385 roku zawarto układ w Krewie przewidujący inkorporację i chrzest Litwy oraz małżeństwo Jagiełły z Jadwigą, jednak Wilhelm Habsburg nie zamierzał zrezygnować ze swojej królewskiej narzeczonej. Sprawę ułatwiał fakt, że popierał go potężny palatyn Węgier Władysław Opolczyk. Kilkanaście dni po układach w Krewie Opolczyk siłą zajął Kraków, a u jego boku wjechał do miasta młody Habsburg.

Klasztorny romans

Bramy Wawelu na czas zostały zamknięte, ale nie udało się jednak uniknąć spotkań Jadwigi z narzeczonym. Wilhelm zatrzymał się w domu Gniewosza z Dalewic przy dzisiejszej ulicy Poselskiej i widywał się z królową w krakowskim klasztorze Franciszkanów.

„[Jadwiga] raz po raz schodziła z zamku w orszaku rycerzy i swoich dziewcząt – pisał Jan Długosz – do klasztoru świętego Franciszka w Krakowie i w refektarzu tegoż klasztoru pocieszała się tańcami ze wspomnianym księciem austriackim, nader jednak skromnie i z największym umiarem”3.

Późne średniowiecze było intrygującą epoką. Gdzieś daleko pozostały wyprawy krzyżowe, asceza czy białe małżeństwa. Od czasów tragicznej epidemii dżumy w połowie XIV stulecia, która zabiła niemal połowę mieszkańców Europy, ludzie chcieli cieszyć się życiem. To właśnie wówczas nastały lata swobody obyczajowej, to wtedy średniowiecze uzyskało swoje najciekawsze oblicze. Dlatego huczne zabawy w krużgankach klasztoru Franciszkanów nikogo nie dziwiły, należały do obyczajowości epoki. Podobnie jak niespotykane wcześniej wyrafinowane upodobania przedstawicieli stanu rycerskiego.

„[…] przyszła do Polski moda strojów męskich – opisywał Ludwik Stomma – mniej niż dawniej pstrokatych, zdobionych za to obficie perłami i złotogłowiem. […] Fryzury wypadało nosić z pasmami włosów przemiennie lokowanych i prostych. Kształt i kolor bród (przeważnie sztucznych) zmieniano «według stopnia uroczystości». Na policzkach i czole róż wyparł bielidło; brwi przeważnie czerniono, acz zdarzały się również złocone i srebrzone; starannie ogładzone paznokcie malowano często wielokolorowo…”4.

Jadwiga mogła wesoło bawić się w towarzystwie Wilhelma i zachowywać się „skromnie i z największym umiarem”, ale dobrze wiedziała, że w polityce liczą się wyłącznie fakty dokonane. Oświadczyła, że „zdecydowała się dopełnić małżeństwa”, dzięki czemu Wilhelm miał stać się jej prawowitym małżonkiem, a plany unii z Litwą nie będą mogły zostać zrealizowane.

Odszczekiwanie pod ławą

W średniowieczu uznawano, że 12-letnie dziewczęta osiągają wiek odpowiedni do konsumpcji małżeństwa. Wprawdzie Jadwidze brakowało jeszcze pół roku do tej granicy, ale nigdy nie ma reguł bez wyjątków. Przyszła święta słusznie uważała, że nie może czekać, gdyż zostanie siłą wydana za Jagiełłę i wezwała na Wawel narzeczonego.

„[Wilhelma] sprowadzono do zamku królewskiego – opisywał Długosz – aby poznał tajniki łoża z królową Jadwigą, [ale] staraniem i na rozkaz panów polskich, bardzo niechętnych temu związkowi, usunięto go w haniebny i obraźliwy sposób i wypędzono zarówno z zamku, jak i z sypialni, nie dopuszczono w ogóle do spełnienia małżeństwa ze wspomnianą królową”5.

Na temat tego, co faktycznie zaszło w komnatach Jadwigi, zdania były podzielone. Według bowiem innych przekazów Wilhelm został usunięty z Wawelu, ale dopiero po fizycznym zbliżeniu z królową. Polscy możnowładcy zresztą byli tak rozwścieczeni na Habsburga, że chcieli go „zarżnąć”, a księcia ocaliły dwórki narzeczonej spuszczając go w koszu na bieliznę z okna na linie. Austriacki dynasta uszedł cało i natychmiast ogłosił, że dopełnił małżeństwa i Jadwiga przestała być osobą stanu wolnego.

Także Jadwiga nie zamierzała pozostać bierna i gdy tylko narzeczony zniknął za oknem, rzuciła się w pogoń za nim. Zastała furty zamku zamknięte, wobec czego jedną z nich zaczęła nawet rąbać toporem. Niebawem jednak uspokoiła się uznając, że nie może walczyć z przeznaczeniem, a los przeznaczył jej małżeństwo z Jagiełłą i chrystianizację Litwy, nie osobiste szczęście.

Tymczasem w całej Europie huczało od plotek na temat wydarzeń na Wawelu. Nie próżnowali Krzyżacy, dla których związek Polski z Litwą stanowił śmiertelne zagrożenie. Publicznie twierdzono, że ślub królowej z litewskim księciem będzie nieważny w świetle prawa, a władczyni stanie się bigamistką. Potwierdzał to gorliwie Wilhelm, który przez kilkanaście lat (aż do śmierci Jadwigi) nie założył rodziny, uważając się za legalnego męża Jadwigi.

Inna sprawa, że przez dłuższy czas królową posądzano o potajemne spotkania z Habsburgiem. Austriacki książę pojawił się bowiem w przebraniu kupca na uroczystościach jej zaślubin z Jagiełłą i podobno nie skończyło się wyłącznie na obserwacji wesela i koronacji.

„Nie bez przyzwolenia królowej Polski Jadwigi – notował Długosz – i przez cały czas gdy król Polski Władysław [Jagiełło – S.K.] przebywał w Krakowie [Wilhelm] ukrywał się albo w zamku w Łobzowie w Czarnej Woli, albo w domu Morsztynów, o czym kilka osób wiedziało”6.

To jednak nie wszystko, uparty Habsburg raz jeszcze spotkał się z Jadwigą w Krakowie. Było to trzy lata później i pod nieobecność Jagiełły. Opowiadał o tym Gniewosz z Dalewic i z tego powodu został formalnie oskarżony o kłamstwo. Jadwiga w katedrze wawelskiej przysięgła na Ewangelię, że jest niewinna, natomiast Gniewosz z wyroku sądu musiał poddać się upokarzającej procedurze „odszczekania oszczerstwa”. W obecności świadków wszedł pod ławę i szczekając oznajmił, że „to co mówił jest łgarstwem” i że „zełgał jak pies”…

Białe małżeństwo

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Jagiełło od samego początku nie ułatwiał sytuacji młodziutkiej żonie. Gdy bowiem Jadwiga wysłała do niego zaufanych ludzi, aby mu się przyjrzeli, postąpił w sposób urągający dworskim obyczajom.

„Jednego z nich prowadzi ze sobą Jagiełło do łaźni – relacjonował Ludwik Stomma – by snadnie mógł się przekonać, że jest książę zbudowany krzepko i niczego, co mu w małżeństwie niezbędne, nie brakuje. To, o czym śpiewają trubadurzy w subtelnościach księżycowych aluzji, przeniesione zostaje w fizjologiczny wymiar. Cóż za cham! Nie, zrozumieć Jadwiga nie chce, a i po prawdzie, nad ludzką to miarę – nie może”.

Jagiełło nie mówił po polsku, nie znał również łaciny czy niemieckiego. Posługiwał się wyłącznie językiem litewskim i ruskim, nie potrafił czytać ani pisać. Do tego zaczynał już łysieć i był znacznie niższy od przyszłej żony. W zamian za to był całkowitym abstynentem, gdyż obawiając się otrucia, pił tylko wodę, wiedząc, że wino czy miód maskują smak trucizny.

W zamian lubił dobrze zjeść, chętnie i często używał również łaźni, co bardzo dziwiło jego przyszłych poddanych. Przez całe życie zachował też typowo pogańskie przesądy, co bardzo irytowało jego królewską małżonkę. Obracał się trzy razy przed wyjściem z budynku, rzucał za ramiona patyczki, a włosy wyrwane z brody starannie mył, aby następnie wkładać je pomiędzy palce.

Małżeństwo Jadwigi i Jagiełły od początku było nieudane, a królowa przez całe lata nie dopuszczała męża do swojego łoża. Nosiła na twarzy czarną zasłonkę, a gdy Jagiełło zbliżał się do niej, odwracała się z gniewem. Przyszła święta zwymyślała nawet spowiednika, który nakazywał jej uległość wobec męża i demonstracyjnie odeszła od konfesjonału.

Unikała też podróży razem z Jagiełłą, nie wzięła nawet większego udziału w akcji chrystianizacji Litwy. Żyli całkowicie obok siebie, co zresztą ułatwiał fakt, że oboje oficjalnie nosili tytuł króla i posiadali własne dwory. W rezultacie przez 12 lat królowa nie zaszła w ciążę, co źle rokowało dla przyszłości państwa.

Czas jednak leczy rany i od 1396 roku małżonków coraz częściej widywano razem. Wreszcie ogłoszono, że Jadwiga spodziewa się dziecka, co oznaczało, że małżeństwo wreszcie zaczęło funkcjonować. Nie na długo jednak, latem 1399 roku na świat przyszła córka, poród odbył się jednak z dużymi problemami, w wyniku których matka i dziecko zmarły niespełna miesiąc później…

Brzydka narzeczona

Po śmierci Jadwigi sytuacja Jagiełły na Wawelu nie była najłatwiejsza. Dotychczas panował jako mąż króla Polski, teraz ta legitymacja zniknęła. Znaleziono zatem Piastównę, którą postanowiono wydać za Władysława, aby zalegalizować jego władzę. Wybranka była w odpowiednim wieku (miała niespełna 20 lat), jej rodzicami byli Wilhelm von Cilli i Anna, córka Kazimierza Wielkiego.

Wilhelm von Cilli był lennikiem cesarza, władał hrabstwem położonym na pograniczu Styrii i Słowenii. Nie miał większego znaczenia politycznego, rodzina nie należała również do specjalnie majętnych. Ale dla polskich możnowładców liczył się wyłącznie fakt, że hrabianka była rodzoną wnuczką Kazimierza Wielkiego i mogła zalegalizować panowanie Jagiełły na tronie polskim.

Problem był tylko jeden, Anna Cylejska, delikatnie mówiąc, nie należała do kobiet specjalnie urodziwych. Jagiełło zapewne wcześniej zapoznał się z jej podobizną, ale konterfekt mógł nie mieć wiele wspólnego z rzeczywistością, gdy w lipcu 1401 roku narzeczona dotarła do Krakowa, król odmówił zawarcia małżeństwa.

„[…] usiłował bowiem przez jakiś czas uniknąć i zerwać je – przyznawał Długosz – ponieważ dziewica Anna wydała mu się mało urodziwa. Z tego też powodu gniewał się nawet na swoich swatów […], że zobaczywszy dziewczynę, powzięli decyzję małżeństwa”7.

Polityka ma jednak swoje prawa, a tron na Wawelu miał swoją cenę. Ostatecznie Jagiełło ustąpił i pół roku po przyjeździe Anny do Krakowa stanął wraz z nią przed ołtarzem. Na jej koronację trzeba było poczekać jeszcze rok, ale również odbyła się ona w Krakowie.

Kto był sprawcą ciąży królowej?