Wydawca: Psychoskok Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 192 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Klątwa Nawii - Pati Maczyńska


Kiedy w 59 roku Damrokę rozszarpały wilki, nikt nie spodziewał się, że zostanie nawką – duszą przedwcześnie zmarłego pozbawionego cielesnej postaci. Nikt nie spodziewał się, że będzie poszukiwać wcielenia wiele lat później. I nikt nie spodziewał się, że wybór padnie na Paulinę – jedną z czteroletnich bliźniaczek, która zaufa starszej pani spotkanej podczas zabawy. Rozpoczyna się walka o to, co w życiu najważniejsze – rodzinę. Oriana podejmie trud i wraz z przyjaciółmi wyrusza w podróż, aby zapewnić bezpieczeństwo swoim bliskim. Wyprawa przynosi jej znacznie więcej niż się spodziewała.

Klątwa Nawii” autorstwa Pati Maczyńskiej, to druga część przygód Oriany i jej rodziny, którą wcześniej mogliśmy poznać w powieści „Południca ze Świątyni Słońca”. Tym razem słowiańska mitologia przeplata się z miejscowymi legendami, które odkrywają tajemnicze historie okolic Lubelszczyzny i Roztocza.

Trzymająca w napięciu, pełna zwrotów akcji, ale też okraszona humorem powieść o pokonywaniu swoich lęków, sile uczucia, więzach rodzinnych i miłości. A wszystko to w otoczeniu przepięknych krajobrazów i tajemniczych pogańskich podań.

Opinie o ebooku Klątwa Nawii - Pati Maczyńska

Fragment ebooka Klątwa Nawii - Pati Maczyńska

Pati Maczyńska
Klątwa Nawii

Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok

Pati Maczyńska „Klątwa Nawii”

Copyright © by Pati Maczyńska, 2017

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Redaktor prowadząca: Wioletta Tomaszewska

Korekta i redakcja: Anna Maria Nawara

Korekta: Dominika Urbanik

Projekt okładki: Robert Rumak

Skład: Jacek Antoniewski

Ilustracje na okładce: © JenkoAtaman – Fotolia.com

ISBN: 978-83-8119-018-3

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:wydawnictwo@psychoskok.pl

„Dobrze widzi się tylko sercem.

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”

Antoine de Saint‑Exupéry

Mały Książę

Dla B.T. – mimo wszystko

Podziękowania

Drogi Czytelniku!

Wiele osób przyczyniło się do tego, że masz przed oczami ten tekst.

Po pierwsze, gorące podziękowania kieruję do całego zespołu wydawniczego. Efekt ich ciężkiej pracy trzymasz teraz w ręku.

W drugiej kolejności pragnę podziękować mojemu synowi, Patrykowi, który cierpliwie tłumaczył mi szczegóły budowy białego oręża. Jego wsparcie jest zawsze nieocenione.

Szczególne podziękowania kieruję do Tomasza Banacha, Przewodnika z Pasją, który odkrył przede mną tajniki architektury Zamościa, jego legendy, a także przybliżył mi miejsce „Widzenia Czechowicza”. Bez jego wiedzy i motywacji pewnie nigdy nie ukończyłabym pracy nad Nawią. Dzięki.

Na szczególne podziękowania zasługują moi przyjaciele: Monika Lechnio‑Lewicka i Zdzisław Pizun, którzy jako pierwsi czytali i ocenili tekst, a ich wskazówki i krytyka były dla mnie bardzo cenne.

Nie mogę pominąć tu mojej rodziny i przyjaciół, a szczególnie: mojej mamy, Sylwii i Marka Żołdaków, Moniki Gazdy, Małgorzaty Jawiarczyk‑Piskorek i Sławomira Piskorka, Pauliny Wróblewskiej, Beaty Żelazowskiej i Renaty Saran. Zawsze mogę liczyć na ich wparcie.

Zwracam się też do Ciebie Drogi Czytelniku, który trzymasz w ręku owoc mojej pracy.

Wielkie dzięki!

Wstęp

Klątwa Nawii jest kontynuacją powieści Południca ze Świątyni Słońca. Tym razem jednak słowiańską mitologię połączyłam z lokalnymi legendami i to na nich bardziej się skupiłam. Urok starych historii dotyczących różnych miejsc na Lubelszczyźnie i Roztoczu zapiera dech. Sekrety ruin, miejsca schadzek diabłów czy czarownic. Właściwie każda pojedyncza skała w lesie może mieć swoją magiczną opowieść. I tak właśnie jest.

Wszystkie miejsca ukazane w tej historii są jak najbardziej prawdziwe. Można je odwiedzić i przekonać się o ich mocy.

Nie można zapomnieć o wątkach pobocznych – o tym, jak ważne jest, by dzieci znały swoje korzenie. Nawet po rozstaniu rodziców, kiedy dorośli zakładają nowe rodziny, dzieci zawsze będą częścią ich obojga. Miłość rodzeństwa, nawet przyrodniego, jest bardzo ważna. Dorośli często o tym zapominają i dobrze, że dzieci bywają mądrzejsze od rodziców i są ponad tymi podziałami.

W dzisiejszych czasach obserwuje się u ludzi narastający strach przed odmiennością. Każdy stara się dopasować do grupy, tracąc przy tym własne ja. Ta opowieść pokazuje, że to, co jest inne, nieznane, nie musi być złe. Może wręcz być atutem. Nie należy się bać inności, należy ją poznać. Dredy, tatuaże, odmienne przekonania polityczne czy religijne nie powinny być przeszkodą w dialogu, a już na pewno przyczyną odtrącenia. Każdy z nas jest inny, każdy ma swoją własną historię, która go ukształtowała i wpłynęła na to, kim jest. O tym też jest ta powieść.

Kilka wycieczek, zasłyszanych historii, trochę własnych przeżyć i oto narodziła się Nawia – demon i miejsce. Zapraszam do odkrycia pradawnego królestwa umarłych i innych magicznych miejsc wraz z lekturą Klątwy Nawii.

Pati Maczyńska

Prolog

Rok 59 n.e.

Młoda kobieta weszła właśnie na ścieżkę prowadzącą w głąb lasu. Szydercze odgłosy cichły z każdym jej krokiem, ale i tak dziewczyna raz po raz oglądała się za siebie, jakby w obawie przed pościgiem. Był grudzień, Hody, a ją właśnie wypędzono z wioski. Miała na sobie długą, lnianą suknię, jej ramiona okrywała gruba skóra z tura, ale i tak drżała, choć sama nie wiedziała czy z zimna, emocji, czy ze strachu. Do dzisiejszego świtu była poważaną kapłanką, wszyscy się z nią liczyli, ale to, co się wydarzyło o brzasku, zmieniło wszystko. Jej siostra wraz ze swym bękartem nie żyła, ale czy na pewno? Jak to się stało? Jak mogła popełnić taki błąd? A ludzie? Jak mogli tak ją potraktować? Ją – dziecko przepowiedni?

– Pożałujecie tego, pożałujecie tego wszyscy, wieśniacy! – idąc, przeklinała swoich oprawców. – Jeszcze o mnie usłyszycie!

Cały dzień starszyzna obradowała nad jej losem i o zachodzie słońca postanowili wygnać ją z wioski. Było już prawie zupełnie ciemno i zewsząd dochodziło wycie wilków. Damroka szła przed siebie gościńcem, zdawała sobie sprawę z tego, że nie miała powrotu i nie było innej drogi. Las zamykał się za nią, gęstniał z każdym krokiem. Na szczęście droga była jednak wciąż wyraźna, oświetlana przez księżyc. Zaledwie poprzedniej nocy była pełnia.

Dziewczyna starała się nie rozglądać, ale w końcu ciekawość i strach wzięły górę i jej spojrzenie padło na zarośla, w których jarzyła się para oczu. Ogników przybywało i dało się nawet słyszeć cichy warkot, który również przybierał na sile z każdą upływającą minutą. Damroka struchlała, przez chwilę stała jak sparaliżowana, a potem nagle rzuciła się do ucieczki. Nie miała jednak szans. Stado wilków dogoniło ją w mgnieniu oka.

– Niech cię licho, Oriano! Przeklinam ciebie i twoje potomstwo! Nigdy nie zaznasz miłości, nigdy, w żadnej formie swego istnienia! Ani ty, ani nikt po tobie!

W tym momencie do jej krtani doskoczył ogromny wilk i zacisnął na gardle dziewczyny swe szczęki, zatapiając w mięśniach zęby. W kilka minut po Damroce pozostała tylko legenda.

I klątwa… 

Rozdział I Urodziny bliźniaczek

Od pamiętnych wydarzeń w Grzybnicy minęły cztery lata. Oriana Sowińska i Nataniel Sjen wiedli spokojne życie. Wraz ze swoimi córeczkami, trzyletnimi bliźniaczkami, Jolą i Paulinką oraz Kacprem Sowińskim – synem Oriany i Georginią Sjen – młodszą siostrą Natana, mieszkali w Nałęczowie, przy ulicy Przesmyk. Wynajmowali tam stary czworak. Dom, choć wymagał remontu, był wystarczająco przestronny dla tak licznej rodziny, każdy mógł tam odnaleźć odrobinę prywatności; odrobinę, bo bliźniaczki były bardzo żywiołowe i wszędobylskie.

Dom wybudowano na niewielkiej górce. Poniżej rozciągała się dzika łąka, z roku na rok odbierana przez porastające ją drzewa. Okalała ją mała rzeka Bystra, a za jej meandrami otwierał się piękny, stary, mieszany las. Wiosną, podczas roztopów, rzeka wylewała aż do rosnącego pośrodku polany ogromnego świerku, tworząc staw, po którym pływały kaczki, a czasem nawet łabędzie. Przed budynkiem była niewielka przestrzeń, którą Natan zaadaptował na rzecz małego, warzywnego ogródka.

Był dwudziesty szósty maja, Dzień Matki i trzecie urodziny Paulinki i Joli. Oriana postanowiła zaprosić Dawidka, synka Oliwii i Marcela Daszkowskich – zaprzyjaźnionej pary i urządzić dzieciom piknik nad rzeką. Przygotowała pączki, sok i bułeczki dla kaczek. Rozłożyła koc na trawie, a dzieciaki stały na małej kładce i rzucały dzikim krzyżówkom kawałki suchej kajzerki. Kobieta z przyjemnością patrzyła na roześmiane buzie swoich pociech. Bliźniaczki miały długie do pasa, falujące włosy w kolorze ciemnego blondu, zwykle związane w koński ogon. Dziewczynki były drobniutkie i bardzo podobne do swojej mamy i brata. Miały wielkie piwne oczy i były identyczne, wizualnie prawie nie do odróżnienia. Za to ich charaktery były odmienne. Paulinka była bardziej żywiołowa od swojej siostry, ale też bardziej ufna. Jolę natomiast charakteryzował spokój, powściągliwość i rozsądek. Obie dziewczynki bardzo lubiły Dawida, który urodził się w tym samym roku co bliźniaczki i Jagoda Gruszyńska i w tym samym dniu co Kacper. Chłopiec był uroczym szatynkiem, z fryzurką „na grzybka”, ponadto miał niesamowity kolor oczu – elektryczno‑niebieski, identyczny jak jego mama.

Dzieciaki często rozmawiały przez Skype’a z Jagodą i Michałem, którzy mieszkali ze swoimi rodzicami w Londynie. Wbrew początkowym obawom Oriany, siostry bardzo się kochały i pomimo tak dużej różnicy w usposobieniu, były wyjątkowo zgodne. Nigdy nie kłóciły się o zabawki ani o słodycze. Właściwie to rzadko toczyły jakiekolwiek spory.

Oriana siedziała na kocu i rozmyślała: „Tak, wtedy to był dziwny rok… Może właśnie za sprawą Południcy i Świątyni Słońca przyszły na świat nasze dzieci? Przecież babcia Oriana, jakby nie patrzeć, była strażniczką świątyni płodności…”

Obserwowała dzieciaki, które teraz bawiły się w misie‑patysie na mostku (bliźniaczki ostatnio przechodziły etap fascynacji Kubusiem Puchatkiem). Rzucały patyczki z jednej strony kładki i obserwowały, czyja gałązka wypłynie pierwsza po drugiej stronie.

– O! To mój kijek! – Paulinka krzyknęła dziecinnym głosikiem. – Pierwsza!

– A skąd wiesz? – zapytał nieco obrażony Dawid.

– Bo ma listek, a twój nie miał, zobacz, twój jest drugi.

I rzeczywiście, po chwili spod kładki wypłynęła druga gałązka.

– A mój patyk? – zapytała zmartwiona Jola.

– Twój został pod mostkiem, bo pewnie spotkał tam swojego przyjaciela i musieli sobie pogadać – odpowiedziała jej siostra. – Ale nie martw się, mój kijek może być nasz wspólny.

Dzień był wyjątkowo ciepły, ptaki śpiewały i Oriana zamyśliła się, tracąc na chwilę dzieciaki z oczu. Właściwie to ciągle na nie patrzyła, ale nagle zorientowała się, że mały Dawid stoi tuż przy niej.

– Ciociu! Ciociu! A na mostek wyszedł łabędź i powiedział do Pauli i Joli, żeby z nim poszły na żabią polanę!

– Dawidku, o czym ty mówisz, jaką żabią polanę? A tak w ogóle to łabędzie przecież nie mówią.

– Ten mówił, bo to był zaczarowany łabędź. Pewna pani Nawia, która czasem zamienia się w łabędzia.

– Hmm… – Oriana zamyśliła się. – A gdzie są dziewczynki? Chyba z nią nie poszły?

– Nie, Jola nie chciała, bo tam jest bagnisko i jak coś do niego wpadnie, to już nie wyjdzie.

Oriana zaniepokoiła się, wzięła Dawida za rękę i szybko poszła do dziewczynek na mostek.

– Wiecie co? Robi się trochę późno, zaraz wróci tata z pracy, a Kacper i Georginia ze szkoły. Lepiej wracajmy do domu, bo trzeba jeszcze ozdobić wasz tort.

Kacper i Ginny byli już oficjalną parą. Ginny uczyła się w liceum plastycznym w Nałęczowie, a Kacper w technikum leśnym w Lublinie. Choć byli młodzi, dzięki doświadczeniom, które przeżyli i wydarzeniom, których byli świadkami, stali się dość szybko dojrzali. Po ukończeniu gimnazjum nie zdecydowali się na wspólne kontynuowanie nauki, jak to zrobili ich koledzy. Każde z nich zdecydowało się rozwijać swoje pasje, a parą byli poza szkołą. Świetnie się dogadywali i uzupełniali. Kiedy chłopiec wychodził do lasu na praktyki, koleżanka towarzyszyła mu i malowała krajobrazy. Gdy zaś Georginia miała plener, Kacper uczestniczył wraz z nią i zbierał rośliny do zielnika.

Nataniel był wykładowcą na UMCS w Lublinie, a Oriana zdecydowała się na urlop wychowawczy po urodzeniu córeczek i do pracy w przedszkolu miała wrócić dopiero po wakacjach, kiedy dziewczynki mogłyby rozpocząć swoją przygodę z przedszkolem.

Rozejrzała się dookoła. Po rzeczce pływało jak zwykle kilka kaczek i jeden łabędź, który zdawał się obserwować całe towarzystwo.

– Dajmy łabądkowi ostatnią bułeczkę i chodźmy – powiedziała do maluchów.

– Ciociu, łabędź wcale nie lubi bułeczki – Dawidek wziął kajzerkę i zaczął zajadać z apetytem.

– To prawda – przytaknęła Jola. – Powiedział nam o tym – dziewczynka pokiwała stanowczo głową.

Oriana uśmiechnęła się, widząc, jak Dawid wpycha sobie bułkę do buzi, ale nie wiadomo dlaczego, kobieta poczuła niepokój – przecież opowieść chłopca nie mogła być prawdziwa. I skąd wziął tę Nawię? Cóż to za dziwne imię? Oriana pomyślała, że musi sprawdzić, jakie bajki oglądają dzieciaki i czy czasem nie ma w nich czegoś o gadających łabędziach.

Wrócili do domu. Tort był prawie gotowy. Nadmuchiwanie baloników i nakrywanie do stołu pochłonęło ją tak bardzo, że zapomniała o Nawii, gadającym łabędziu i żabiej polanie z bagniskiem, a gdy po południu przyszli rodzice Dawida, świętowali razem Dzień Matki i urodziny bliźniaczek. Oliwia przyjaźniła się z Orianą jeszcze w szkole podstawowej. Była od niej niewiele wyższa. Nosiła krótką, asymetryczną fryzurkę farbowaną na kasztanowy kolor, który niesamowicie kontrastował z błękitem jej oczu. Marcel był dość wysokim, bardzo wesołym mężczyzną, nie przywiązywał wagi do drobiazgów, miał brązowe włosy, które zaczesywał na bok. Jego piwne oczy były zawsze rozpromienione.

Daszkowscy nie wiedzieli nic o przygodzie sprzed czterech lat, choć Oliwia domyślała się, że w tej małej miejscowości, skąd Oriana przywiozła swojego faceta, wydarzyło się wówczas więcej, niż przyjaciółka jej powiedziała. Nie chciała jednak naciskać i uznała, że wszystkiego dowie się we właściwym czasie.

Zabawa przeciągnęła się do wieczora, aż młodsze dzieciaki usnęły w dziwnych pozach na podłodze w saloniku. Kacper i Georginia zabrali dziewczynki do ich łóżeczek, a Marcel zaniósł śpiącego Dawida do samochodu. Przyjaciele pożegnali się i odjechali, Nataniel pomógł Orianie posprzątać i w końcu, blisko północy, położyli się spać.

W nocy Oriana miała przedziwny sen. Paulinka, Jola i Georginia tańczyły na scenie słynną choreografię czterech łabędzi z baletu Jezioro Łabędzie Piotra Czajkowskiego. Towarzyszyła im jeszcze jedna dziewczynka, nie była jednak łabędziem. Wyglądała raczej jak królewna Aurora ze Śpiącej Królewny. Sen był naprawdę przedziwny, pozornie niewinny, a jednak niepokojący. Czwarta dziewczynka, chociaż nieznajoma, była w niesamowity sposób podobna do bliźniaczek, czy może raczej do Kacpra, gdy był młodszy. Ta dziewczynka mogła być mniej więcej w tym samym wieku co bliźniaczki, może nieco drobniejsza. Coś w jej oczach, czy ogólnie w spojrzeniu, przypominało rodzeństwo Sowińskich.

Tancerkom dyrygowała instruktorka w kostiumie łabędzia w koronie, starsza Madame, która nagle naprawdę zamieniła się w łabędzia. W jednej chwili uśpiła Aurorę, sprawiła, że bliźniaczki zniknęły, a na scenie pozostała tylko przerażona, zdezorientowana Georginia.

Oriana mruczała coś przez sen i rzucała się niespokojnie. Nie uszło to uwadze Nataniela.

Rozdział II Wakacje nad morzem

Od urodzin bliźniaczek minęło kilka tygodni. Dziewczynki jeszcze kilka razy wspominały o pani Nawce czy Nawii, tajemniczej staruszce, która czasem zaczepiała je na łące. Często tym opowieściom towarzyszyła historia o gadającym łabędziu, nikt inny nie widział jednak żadnej starszej kobiety w pobliżu dziewczynek, a tym bardziej rozmawiającej z nimi, więc Oriana nie bardzo się nią przejmowała. Nie odnalazła też żadnej bajki, w której występowałaby pani Nawia albo łabędź, zamieniający się w kobietę. „Może chodzi o balet Jezioro Łabędzie, ale skąd niby dzieci mogłyby o nim słyszeć?” – pomyślała, przypominając sobie swój dziwaczny sen. Postanowiła jednak dłużej nie zaprzątać sobie tym głowy.

Nadszedł ciepły lipiec. Oriana wraz z całą rodziną spędzała wakacje nad Bałtykiem. Do Pucka wybrali się razem ze swoimi przyjaciółmi: Liwką, Marcelem i ich synkiem Dawidem. Niestety Brydzia nie mogła pojechać z nimi, ale za to zgodziła się zaopiekować ich pupilami – świnkami morskimi: Bellą i Frodziem.

Cała paczka przyjaciół wybrała się właśnie na wycieczkę do Mechowa, aby zwiedzić słynne groty. Było warto, gdyż widok zapierał dech w piersiach. Niesamowite kolumny skalne tworzyły urokliwe korytarze, którymi można było przejść pod ziemią. Młodsze dzieciaki bawiły się w chowanego, a starsze zyskały odrobinę prywatności, której na co dzień trochę im brakowało w wiecznie zatłoczonym domu.

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok