Wydawca: E-bookowo Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 123 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Klara wierszokletka - Andrzej Boruszewski

Dzieci - te mniejsze i te większe - czasami się buntują, a swoją niezgodę na świat wyrażają w najrozmaitszy sposób: robią coś z włosami i ubraniami, słuchają "dziwnej" muzyki, na autorytety wybierają podejrzane indywidua, a czasami, jak bohaterka "Klary Wierszokletki", tracą zdolność mówienia prozą i mówią wyłącznie wierszem, co powoduje, że wpadają w jeszcze większe tarapaty. Czy brat, rodzice, a może ukochany pies, pomogą dziewczynce się z nich wydobyć? Przekonajcie się o tym sami.

Opinie o ebooku Klara wierszokletka - Andrzej Boruszewski

Fragment ebooka Klara wierszokletka - Andrzej Boruszewski

Klara wierszokletka

Andrzej Boruszewski

© Copyright by Andrzej Boruszewski & e-bookowo

Projekt okładki: e-bookowo

© copyright by wydawnictwo e-bookowo 2013

ISBN 978-83-7859-209-9

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2013

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

CZĘŚĆ PIERWSZA

Dom

O pokoju Klary można było powiedzieć różne rzeczy, ale nie to, że panował w nim ład i porządek.

– Jeśli chcecie wiedzieć, jak będzie wyglądał świat po trzeciej wojnie światowej – często mawiał tata Klary, pan Starski – to chodźcie tutaj.

Reszta rodziny, czyli mama i Borys, brat dziewczynki, śmiali się wtedy, a Klara kwasiła się i mówiła:

– Bardzo śmieszne, bardzo. Tylko dlaczego akurat po trzeciej wojnie światowej, a nie po drugiej?

– Bo druga już była, niemądra dziewucho.

– Zamknij się, nie ciebie się pytałam.

Klara i Borys podobni byli do siebie jak zima i lato, jak dzień i noc. Przede wszystkim Klara była dziewczynką, a Borys chłopcem. Poza tym: Klara, jak się już rzekło, była straszną bałaganiarą, a Borys czyścioszkiem; Borys był prymusem, a Klara ledwie czwórkowa; Borys zawsze był grzeczny i wiedział, co i kiedy można powiedzieć, a Klara przeciwnie – albo obrażała się i milczała, albo kłóciła się z rodzicami i nauczycielami wtedy, kiedy ich „nerwa”, jak mawiał Borys, była już naprężona do granic wytrzymałości. Tylko jedno ich łączyło – rodzice kochali ich jednakowo mocno.

Z punktu widzenia dziewczynki, było oczywiście zupełnie inaczej, skoro to na nią najczęściej krzyczano i to ona najczęściej dostawała kary, a jej brat był chlubą i dumą rodziców.

Myślała o tym wszystkim, leżąc rano w łóżku w swoim pokoju w mieszkaniu na drugim piętrze czteropiętrowego bloku osiedla o zagadkowej nazwie „Tajemnica” i czekając na słowa taty, które w niezmiennej postaci padały każdego ranka. Chociaż dobrze wiedziała, że je usłyszy, to jednak się wystraszyła, gdy znienacka zniszczyły ciszę.

– Klara, wstawaj wreszcie do szkoły! Borys już dawno wstał, umył się i ubrał, a ty jak zwykle jesteś do rosołu!

Miała chęć odpowiedzieć, że nie jest ani do rosołu, ani do pomidorowej, ani do żadnej innej zupy, ale wiedziała, że to zdenerwowałoby tatę jeszcze bardziej. Leżała więc dalej w łóżku i nic nie mówiła. Do nowego dnia nie śpieszyło jej się nic a nic. W łóżku było ciepło i bezpiecznie, a na zewnątrz czekał zły świat. Najpierw trzeba będzie się umyć, potem ubrać, co spowoduje kolejną kłótnię, a gdy przyjdzie czas na śniadanie, zostanie akurat tyle czasu, żeby założyć kurtkę, buty i pobiec do szkoły. Przy śniadaniu też oczywiście nie będzie spokoju, bo tata jak zwykle zrobi to, co sam lubi, a nie ona, w dodatku na pewno pokłóci się z bratem, a tata będzie wrzeszczał, że jeśli się nie pośpieszy, to znowu spóźni się do szkoły. Brat nie będzie chciał na nią zaczekać, więc ona tak się zdenerwuje, że odstawi coś takiego, że tata zabierze jej kieszonkowe albo da szlaban na komputer. To ostatnie robił wyjątkowo chętnie, bo chociaż to ona i Borys dostali komputer na gwiazdkę, to właśnie tata najczęściej z niego korzystał. Tłumaczył się tym, że na komputerze zarabia, robiąc krzyżówki dla czasopism, a oni tylko grają.

– Klara, ile razy mam powtarzać, że masz wstać?! Codziennie to samo! Myślisz, że w końcu się do tego przyzwyczaję?! Jeśli tak, to się grubo mylisz! Masz wstać i koniec!

Głos stawał się coraz głośniejszy, a to znaczyło, że ten, co go z siebie wydawał, zbliżał się nieubłaganie. Klara westchnęła, a pies, który z nią leżał w łóżku, podniósł łeb, a potem całą resztę swojego olbrzymiego cielska.

W tym momencie tata stał już w drzwiach i mówił:

– Pies jest mądrzejszy od ciebie – wie, gdzie leżą granice.

Klara nie wiedziała, o jakie granice chodzi, ale wiedziała, że Franek wstał, bo bał się swojego pana.

– On nic nie wie, on się boi – powiedziała więc i schowała głowę w poduszki. Stamtąd dodała: – A tak naprawdę to ze mną być woli.

Jej własne słowa rozśmieszyły ją i zdziwiły, chociaż nie wiedziała dlaczego.

– A cóż to za szyk? I ten rym? W poetkę się bawisz?

– Uważaj, bo się udławisz – odpowiedziała i zaśmiała się głośno.

Tatę chyba też to rozbawiło, bo chociaż nadal starał się być twardy, to ton jego głosu był już o wiele cieplejszy:

– Miło się gawędziło, ale teraz już wstawaj.

Ta śmieszna sytuacja nie tylko poprawiła dziewczynce humor, ale także dodała jej sił. Wstała szybko i zaczęła się ubierać, w czym umiejętnie przeszkadzał jej Franek, pies rasy bokser. Chociaż skończył już cztery lata, to nadal lubił dokazywać. Był silny i sprytny, a chociaż wyglądał niezwykle groźnie, to nosił w sobie serce przepełnione miłością do wszystkich stworzeń.

O niektórych ludziach mówi się, że nie skrzywdziliby nawet muchy – to bzdura, nie ma takich ludzi. Gdyby jednak ktoś tak powiedział o Franku, nie pomyliłby się ani trochę – Franek naprawdę nie krzywdził much. Obserwował je tylko z wyrozumiałością, chociaż bez większego zainteresowania, i nawet wtedy, gdy siadały mu na łapy, to nadal tylko na nie patrzył. Podobnie traktował ptaki, które gonił tak, by ich nie złapać; żaby, które przenosił w pysku z kałuży do kałuży w stanie nienaruszonym; różne chrząszcze i chrabąszcze, z którymi zabawiał się niezwykle delikatnie; a nawet koty, którym zawsze pozwalał najpierw zejść z drzewa i kawałek pobiec, zanim zaczynał je ścigać.

Klara kochała Franka, a Franek kochał Klarę. Nie słuchał jej i zabierał jedzenie niemal z buzi – to fakt – ale z pewnością ją kochał. Jeśli biła się z bratem, pies zawsze bardziej pomagał jej. Gdy pan Starski udawał, że chce dać córce klapsa, łapał go za rękę. Poza tym, chociaż zasypiał z Borysem, to budził się obok niej, ją najbardziej pocieszał, gdy udawała, że płacze, albo, gdy płakała naprawdę, a także to ją najwylewniej witał, gdy skądś wracali. Czyż nie są to wystarczające powody, by stwierdzić, że pies kochał Klarę ponad wszystko? Według pana Starskiego – nie. Według niego, Franek wyczuwał w Klarze osobę słabą i niesamodzielną, i dlatego tak się nią opiekował. Tłumaczył, że Klara nigdy, nawet wtedy, gdy pies był szczeniakiem, nie starała się nad nim panować, nigdy go nie strofowała, zawsze pozwalała mu na więcej niż powinna, więc teraz, kiedy pies jest już duży, też nie będzie stawiał jej w stadzie ponad siebie. Dziewczynka oponowała, tłumacząc, że pies nie wie, co to znaczy „samodzielna, „nikogo nigdzie nie stawia”, a ich rodzina nie jest „stadem”, ale pan Starski jedynie się denerwował, że ona „jak zwykle nic nie rozumie”.

Obojętnie jednak jakie były powody, dla których Franek zachowywał się tak a nie inaczej, to Klara właśnie jemu żaliła się na zły los i rodziców, i to właśnie w nim znalazła bratnią duszę, a nie w Borysie, swoim – jakby nie było – rodzonym bracie. Czyż mogła więc teraz krzyczeć na swojego ukochanego pieska za to tylko, że nie pozwalał jej się ubrać? Nie mogła. Poza tym to i tak nic by nie dało, bo on jej po prostu nie słuchał.

– No tak – powiedział pan Starski wyłaniając się znienacka zza drzwi – mogłem się tego spodziewać.

Pies podwinął resztki swojego ogona, który mu obcięto w zamierzchłej przeszłości jego niemowlęctwa, i uciekł jak największy tchórz. Dziewczynka, spojrzawszy za nim z wyrzutem, syknęła:

– Zdrajca.

– Śniadanie jest już na stole... – zaczął pan Starski, ale córka mu przerwała.

– Już to mówiłeś, matole – dokończyła za niego i czym prędzej zasłoniła sobie usta dłonią.

Było już jednak za późno, niegrzeczny rym poszedł w świat i dotarł do uszy jej taty.

– Przesadziłaś – powiedział i wyszedł z pokoju.

– Przepraszam – krzyknęła za nim – i o łaskę upraszam!

Oczywiście nic to nie dało, tata nie wrócił. Ubierając się, zaczęła nasłuchiwać odgłosów z kuchni.

– A tej co się stało? – zapytał Borys.

– Tym razem przeszła samą siebie – nie dosyć, że pyskuje, to jeszcze rymuje – odparł tata.

– Ty też – zaśmiał się Borys, a potem zapytał: – Nie czujesz jak rymujesz?

– I ty, Brutusie?

– Nie rozumiem.

– Nieważne. Klara, chodź no tutaj!

Szybko wyszła ze swojego pokoju i stanęła przed ojcem. Pomyślała, że powinna go przeprosić i wyjaśnić nieporozumienie, ale najzwyczajniej w świecie bała się otworzyć usta. Miała niejasne przeczucie, że jak tylko spróbuje coś powiedzieć, natychmiast wpakuje się w jeszcze większe kłopoty.

– Słucham – powiedział tata – co masz mi do powiedzenia?

Klara głowę miała opuszczoną, ale kątem oka i tak zobaczyła mało życzliwy uśmiech brata.

– A ty co tak suszysz zęby? W życiu nie widziałam głupszej gęby.

– Poeta, tylko głowa nie ta – odciął się brat.

– Spokój! – przywołał ich do porządku ojciec. – Zrobimy tak: do końca śniadania nie będziecie się odzywać, a gdy wrócicie ze szkoły, porozmawiamy o waszym zachowaniu. Zwłaszcza z tobą, Klara, będę miał do pogadania.

Chciała się zapytać, czy może najpierw dokończyć się ubierać, ale po pierwsze – tata już opuścił kuchnię, która służyła także za jadalnię, a po drugie – Borys pokazał jej właśnie środkowy palec prawej ręki, przy czym pozostałe palce pozostawały zaciśnięte w pięść, i trzeba było odpowiedzieć na ten gest. Zrobiwszy to, Klara wróciła do siebie.

Ubrania, które przygotowała mama, nie należały do jej ulubionych. Może innym dziewczynkom podobały się sztywne kołnierzyki, ale nie jej. No i ta sukienka... wprost jej brakowało słów, żeby wyrazić swą dezaprobatę. Przez chwilę zastanawiała się co zrobić. Najprościej byłoby ubrać się w przygotowany „garniturek”, zjeść szybko śniadanie i iść do szkoły, dla niej jednak takie właśnie rozwiązanie było najtrudniejsze. O wiele bardziej kusząca była myśl, by przygotowaną garderobę zwinąć w kłębek i wrzucić do szafki, a ubrać się w spodnie i rozciągniętą bluzę. Tata pewnie by niczego nie zauważył, ale mama... Tu też Klarze brakowało słów, by wyrazić to, co mogłoby się potem wydarzyć.

Była więc w przysłowiowej kropce, a czas upływał i do wyjścia z domu pozostawało go coraz mniej. Kręciła się po pokoju, wykonując całe mnóstwo niepotrzebnych czynności w rodzaju układania słoni, które namiętnie zbierała, przekładaniu ubrań z miejsca na miejsce, pobieżnym przeglądaniu czasopism – robiła więc wszystko, tylko nie to, co powinna.

– Nie założę tego, do diabła jasnego! – krzyknęła wreszcie desperacko, bo już nie mogła dłużej wytrzymać ciśnienia, które rozsadzało jej zbuntowane serce.

Odpowiedziała jej cisza, z czego była wielce zadowolona, bo nie podobało jej się to, co powiedziała. Pomyślała też, że w obliczu tego, co się z nią zaczęło dziać, nie ma najmniejszego znaczenia w co się ubierze. Ubrała się więc w to, co przygotowała mama, po czym wróciła do kuchni zjeść śniadanie.

Borys już je kończył, więc pokazała mu język. Wyglądało na to, że znowu ją zostawi i będzie musiała do szkoły iść sama, a tego bardzo nie lubiła.

– Borys – wyszeptała skruszonym tonem – zaczekasz na mnie? Nie powiem ani tacie, ani mamie.

– O czym?

– O spóźnieniu twym i mym.

– Mów normalnie.

– Inaczej nie potrafię, chociaż wiem, że skończę marnie.

Brat zrobił wielkie oczy i krzyknął:

– Tato!

– O co chodzi?! – zapytał tata z kuchni.

– Klara rymuje! – odkrzyknął Borys.

– Dajcie mi święty spokój!

– Ale ona naprawdę rymuje!

– No i co z tego?!

– Ona mówi, że inaczej już nie potrafi!

Tym razem tata nawet nie odpowiedział.

Po chwili oczekiwania Borys poprosił:

– Powiedz coś.

– Proś – odrzekła Klara.

– Proszę.

– Swojego brata nie znoszę.

– To było łatwe. Gdybyś chciała, mogłabyś odpowiedzieć normalnie. Powiedz coś do słowa „akumulator”.

– Jesteś zwykły amator.

Borys miał pecha, bo akurat pił kakao, więc się nim zakrztusił. Kiedy już opanował śmiech i złapał oddech, powiedział:

– To ci się udało, ale jeszcze ci nie wierzę.

– Bo jesteś paskudne zwierzę.

– Tato! Chodź tu szybko!

Czekając na ojca, rodzeństwo obserwowało się badawczo. Chłopiec był zdziwiony i niedowierzał własnym uszom, a dziewczynka czuła się trochę niepewnie, była nawet lekko zawstydzona, w sumie z obawą czekała na reakcję rodziny na jej rymotwórcze własności.

– Mam nadzieję, że to coś poważnego, bo jak nie... – pan Starski zawiesił głos stając w kuchennych drzwiach.

– Klara, powiedz coś do taty.

Klara milczała.

– No powiedz coś.

Klara nadal milczała.

– Jesteś nienormalna. Tato, zapytaj ją o coś.

– Niby o co?

– O cokolwiek.

– Myślicie, że ja nie mam nic innego do roboty, tylko...

– Proszę cię, zadaj jej tylko jedno pytanie.

– No dobra – zgodził się w końcu pan Starski i zapytał: – O której wracasz ze szkoły?

Jego córka wzruszyła ramionami, a on wyszedł, nie powiedziawszy ani słowa.

– Dlaczego się nie odezwałaś? Nie miałaś rymu, tak? – zapytał ją brat.

– Rymów mi nigdy nie brak – odpowiedziała.

– To dlaczego?

– Dla dobra mego.

– Tato! Ona znowu rymuje! – głośno krzyknął Borys, a do siostry ciszej powiedział: – Tylko teraz nie nawal.

Ale pan Starski nie miał zamiaru reagować na wołania syna.

– Jeśli zawołasz tatę – zaproponował siostrze brat po chwili – to zaczekam na ciebie i razem pójdziemy do szkoły.

Dziewczynka przemyślała to sobie i głośno powiedziała:

– Chodź tu, ojcze mój, bo cię woła córka i syn twój! Przybywaj tu raz dwa, bo Klara dla ciebie niespodziankę ma.

To wszystko mówiła z pewnym niedowierzaniem, jakby dziwiła się własnym słowom. Kiedy skończyła, uśmiechnęła się do brata, a zaraz potem z jej oczu popłynęły łzy.

– Dlaczego płaczesz? – zapytał.

Ona jednak nic nie odpowiedziała. Bała się, że jeśli się odezwie, znowu będzie rymowała. Nie wiedziała co się dzieje. Do jej starych kłopotów doszły nowe, w dodatku zupełnie niezrozumiałe.

– Tato! Klara płacze!

Po chwili do kuchni wszedł pan Starski.

– Co się stało? – zapytał siadając na taborecie. – Dlaczego ona płacze?

– Zapytaj się jej – zaproponował ojcu syn.

– Dlaczego płaczesz, co się stało?

Dziewczynka znowu milczała.

– Jeśli