King - T. M. Frazier - ebook
lub
Opis

Doskonały dark romance, przez który nie będziesz mogła zasnąć!

King właśnie wyszedł z więzienia i bez wątpienia nie warto z nim zadzierać. Reprezentuje mroczny świat przestępców, jest bezwzględny i dobrze wie, że nikt mu nie podskoczy.

Dla Doe ulica jest codziennością. Bezdomna dziewczyna straciła pamięć, jest zdesperowana, głodna i niepewna swojej przyszłości. Razem z koleżanką, Nikki wybierają się na imprezę z okazji wypuszczenia Kinga z więzienia. Doe jest tak zdesperowana, że jest gotowa zrobić wszystko, byle tylko przeżyć kolejny dzień.

Przyszłość Kinga właśnie się waży, a Doe najpierw musi odkryć tajemnice własnej przeszłości. Kiedy bohaterowie się spotkają, nauczą się, że czasem rozsądek, pożądanie i serce w ogóle nie chcą współpracować.

___

Kocham tę książkę! Mam ochotę przedstawić Kinga dosłownie wszystkim!

– Aurora Rose Reynolds, bestsellerowa pisarka literatury erotycznej

Książka T.M. Frazier zostawiła mnie ze łzami w oczach, sercem w gardle, umysłem w gwiazdach i wyimaginowaną cygaretką w ustach.

– Ellie, Love-N-Books

____

O autorce

T. M. Frazier – bestsellerowa autorka „USA Today”. Urodziła się w Nowym Jorku, ale kiedy miała osiem lat przeprowadziła się z rodzicami i starszą siostrą na Florydę, gdzie do dziś, wraz z mężem i córką, cieszy się pełnym słońcem. W liceum należała do kółka autorskiego i niemal od razu zakochała się w pisarstwie. Nie zdawała jednak sobie sprawy, co przyniesie przyszłość. Chociaż chciała zostać reporterką, utknęła w nudnej pracy przy nieruchomościach na dziesięć lat. Niemal porzuciła marzenie o byciu autorką. Jednak słuchając męża, który mówił jej, że musi gonić pasję, po wielu nieprzespanych nocach, podjęła decyzję i napisała pierwszą powieść. A potem kolejną i jeszcze następną. W końcu stała się finalistką Goodreads Choice Award w kategorii autorów najlepszych romansów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 349

Popularność


Dla Charley i Logana

Podziękowania

Na początku chciałam podziękować wszystkim moim czytelniczkom za cierpliwość. Kocham Was wszystkie bardzo mocno. Dziękuję za to, że dzięki Wam moje marzenie się spełniło, a rzeczywistość jest cudowniejsza, niż sobie wyobrażałam. Dziękuję, że byłyście ze mną.

Chcę podziękować Karli Nellenbach za to, że zadbała, by moje słowa wyglądały ładniej i przede wszystkim miały jakiś sens.

Specjalne podziękowania kieruję do Aurory Rose Reynolds za wsparcie i czytanie Kinga od samego początku. Jestem zaszczycona, mogąc mieć taką przyjaciółkę jak Ty.

Dziękuję autorom blogów, tych małych i tych dużych, za wspieranie mnie od samego początku. Nie wiem, gdzie bym bez Was była. Jestem wdzięczna Aestas, TRSoR, LitSlave i wielu, wielu innym.

Serdeczne podziękowania dla Milasy, mojej książkowej bratniej duszy. Jest jeszcze tyle gorących książek do przeczytania, a tak mało czasu.

Dziękuję Joannie Wylde za ofiarowaną mi pomoc i mądrość. Już zawsze będę Ci wdzięczna za dobre rady.

Dziękuję mojej agentce, Kimberly Brower, za to, że we mnie uwierzyła i była cierpliwa.

Dziękuję bardzo Andree Katicowi, że był fenomenalnym modelem do okładki Kinga, i Chocolate-Eye Photography za zrobienie tego wspaniałego zdjęcia.

Dziękuję mojemu cudownemu mężowi i mojej pięknej córeczce. Bez Was nie dałabym sobie rady i nie chciałabym robić tego, co robię.

Prolog King

Dwanaście lat temu

No chodź, ty pieprzony pedale! Jesteś małym, ciotowatym pedałem!

Już nieraz widziałem, jak dzieciaki w mojej szkole znęcały się nad słabszymi, jednak nigdy nie czułem potrzeby, by się wtrącić. Jeśli dzieciak nie miał jaj, żeby się komuś postawić, to zasługiwał na to, co mu się przytrafiło.

Tego ranka podjąłem decyzję i na dobre odszedłem z domu. Obecny chłopak mojej matki znów używał jej jako worka treningowego. Tylko że tym razem, gdy się wtrąciłem i chciałem jej pomóc, ona odepchnęła mnie, a w dodatku jeszcze broniła tego gnoja.

Powiedziała, że na to zasługiwała.

Nawet zaczęła go przepraszać.

Nienawidziłem jej za to. Stała się słaba. Pozwoliła, by ją tak traktował. Tak bardzo chciałem się wyżyć na twarzy Johna, że podczas przerwy w szkole siedziałem gdzieś na uboczu, zaciskając i rozluźniając pięści, cały czas na nowo odtwarzając w głowie ten poranek. Może i nie wygrałbym w walce przeciwko dorosłemu mężczyźnie, ale byłem przekonany, że mógłbym mu chociaż wyrządzić znaczną krzywdę.

Więc gdy usłyszałem, jak ktoś wykrzykuje te obelgi na boisku, poczułem się tak, jakby mój gniew podjął za mnie decyzję. Zanim się zorientowałem, przebiegłem przez piaskownicę i znalazłem się przy grupie kolegów stojących na uboczu, niedaleko pola kickballowego.

Byłem znacznie wyższy niż dzieciaki z mojej klasy, więc z łatwością dostrzegłem ponad ich głowami, co się tam działo. Pośrodku kręgu stał brutal imieniem Tyler. To ciemnowłosy typ, który zawsze nosił koszulki z logosami zespołów i z wystrzępionymi rękawami. Trzymał za kołnierz chudego chłopaka i raz po raz wymierzał mu ciosy w twarz pięścią. Młody jęczał przy każdym uderzeniu. Wtedy koszula chudzielca się uniosła i zobaczyłem jego blady brzuch pokryty siniakami w kolorach fioletu i żółci. Jego żebra wystawały tak bardzo, że mógłbym je policzyć. Z nosa kapała mu krew. Przepchnąłem się między dwiema dziewczynami, które kibicowały Tylerowi.

Dzieciaki potrafią być cholernie okrutne.

Dorośli również.

Skoczyłem i znalazłem się przed Tylerem, zaciskając dłoń w pięść. Powaliłem go jednym ciosem w szczękę. Chłopak upadł tyłkiem na ziemię, a potem uderzył głową o chodnik i stracił przytomność.

Od razu poczułem się lepiej, chociaż potrzeba przemocy zawsze była jak szczur, który przegryzał się przez wszystkie moje myśli i emocje – uderzenie Tylera tylko częściowo przytłumiło mój gniew. Zmieniło ogień w mały płomyk.

Spojrzałem na chudego dzieciaka, który leżał na ziemi i trzymał się za krwawiący nos. Odsunął ręce od twarzy i uniósł głowę, uśmiechając się do mnie szeroko i głupkowato. Jego pokryte krwią zęby były zbyt duże w stosunku do twarzy. Nie takiej reakcji spodziewałem się po kimś, kto właśnie został pobity.

– Nie musiałeś mnie ratować. Po prostu pozwalałem mu zadać kilka ciosów, zanim sam bym mu przyłożył. – Jego głos załamał się na tym kłamstwie. Po twarzy spłynęły mu łzy, zatrzymały się na zakrwawionych ustach. Dzieciaki stojące w kręgu zaczęły się rozchodzić, wróciły do grania w kickball.

– Nie uratowałem cię – odparłem i obszedłem go, a potem ruszyłem przed siebie. Dogonił mnie, gdy byłem już przy piaskownicy.

– Oczywiście, że nie. Bez problemu dałbym sobie z nim radę. Ale, cholera, gościu, ten pieprzony kretyn ma coś nie tak z głową – oznajmił, wyrzucając ręce w powietrze. Musiał truchtać, by nadążyć za moimi długimi krokami.

– Och, naprawdę? A to dlaczego? – zapytałem.

– Bo chciał, żebym zrobił za niego wszystkie ćwiczenia z matematyki. Ale coś ci powiem, nie jestem niczyją suką. Więc kazałem mu się odpierdolić – stwierdził przytłumionym głosem, bo wciąż trzymał się za nos, próbując zatamować krwawienie.

– Powiedziałeś mu, żeby się odpierdolił, i wtedy zaczął cię bić? – zapytałem, chociaż nie było mi ciężko w to uwierzyć. Poza sytuacją między mną a Johnem zazwyczaj to drobiazgi wyprowadzały mnie z równowagi, a wtedy pięść aż mnie świerzbiła, bo tak bardzo chciałem w coś uderzyć.

Dzieciak prychnął pod nosem.

– Cóż, najpierw powiedziałem to… a potem wspomniałem coś o tym, jaka to wspaniała okoliczność, że jego ojciec nie ma nic przeciwko, iż jego syn i kasjer z Price Martu są podobni do siebie jak dwie krople wody. – Otrzepał łokcie z brudu, po czym wytarł dłonie o swoje pomięte spodnie khaki. – Nazywam się Samuel Clearwater. A ty?

Zatrzymałem się i obróciłem w jego stronę. Wyciągał w moją stronę dłoń, więc ją uścisnąłem. Jak na tyczkowatego gościa w moim wieku ubierał się i zachowywał jak ordynarny dziadek, ktoś zbyt stary, by przejmować się czymś takim jak cenzurowanie swoich wypowiedzi. A poza tym jaki jedenastolatek chciał komuś ściskać dłoń?

Najwyraźniej taki jak Samuel Clearwater.

– Brantley King – odparłem.

– Masz dużo przyjaciół, Brantleyu King? – Niesforne włosy Samuela w kolorze piaskowy blond opadły na jego czoło, a on odgarnął je brudnymi palcami.

– Nie. – Żaden dzieciak w tej szkole nie był jak ja. Od pierwszego dnia przedszkola czułem się samotny. Podczas gdy inni uczyli się słów piosenek w stylu Pan McDonald, ja się zastanawiałem, jak długo po zmroku będę musiał czekać, aż wrócę do domu. Gdyby matka przychodziła po mnie za wcześnie, jej ówczesny facet byłby od razu gotowy do awantury. Zawsze siedziałem sam i to wydawało mi się normalne. Z czasem nawet zacząłem lubić samotność. Mimo bycia największym chłopakiem w szkole udawało mi się poruszać niczym duch.

A przynajmniej dopóki nie zacząłem wpadać w tarapaty.

A potem obaj wpadaliśmy w kłopoty. Preppy i ja. Dwójka uczniów, którzy zachowywali się jak młodzi przestępcy.

– Ja też nie. Więcej zachodu, niż są tego, kurwa, warci – odparł Samuel i brzmiał niemal przekonująco. Wsunął swoją za dużą koszulę w spodnie i poprawił szelki, które spadały z jego ramion niemal co chwilę, a potem wyprostował żółtą muszkę w kropki.

– Skąd masz tamte siniaki? – zapytałem, wskazując na jego żebra.

– Widziałeś je, co? – Na jego twarzy zagościł smutek, jednak po chwili chyba przestał o tym myśleć i wydął wargi. – Ojczym z piekła rodem, ma problem, odkąd zmarła moja mama. A właściwie to dwa problemy, mnie i piwo. Ale piwo przynajmniej lubi. Mnie? Nie bardzo.

Rozumiałem go. Chociaż sam nie miałem ojczyma, co najwyżej nieustanną paradę mężczyzn, którzy przychodzili do mojego domu i z niego wychodzili. Mieli inne imiona, twarze, ale poza tym nie różnili się specjalnie.

– Cóż, nie sądzę, by Tyler znowu cię dręczył. – Ruszyłem, kierując się do mojego miejsca z boku budynku, gdzie mogłem być sam. Kątem oka dostrzegłem, że Tyler kuśtyka w stronę schodów prowadzących do szkoły, zaciskając mocno szczękę.

Pizda.

– I to wszystko? – Samuel podążył za mną, depcząc mi po piętach.

– A co jeszcze zostało? – Pochyliłem się pod nisko wiszącą gałęzią drzewa. Samuel był mniejszy ode mnie przynajmniej o trzydzieści centymetrów, więc przeszedł pod nią z łatwością. Kiedy oddaliliśmy się wystarczająco od innych dzieciaków, zapaliłem połówkę papierosa, którego trzymałem w kieszonce plecaka. Użyłem do tego ostatniej zapałki z pudełka ukrytego w bucie.

– Mogę spróbować? – Wzdrygnąłem się, zaskoczony nie tyle pytaniem, co bliską obecnością Samuela.

Podałem mu papierosa, a on zaciągnął się głęboko. Potem przez dobrych pięć minut krztusił się dymem. Odłożyłem peta na podeszwę mojego buta i patrzyłem, jak twarz mojego towarzysza przybiera dziwny purpurowy odcień, a potem znów robi się blada, pokryta piegami i krwią.

– Kurwa, naprawdę niezłe, ale ja wolę mentolowe.

Wybuchnąłem śmiechem, zginając się wpół. Samuel zignorował moją reakcję i mówił dalej.

– Gdzie mieszkasz?

– Tu i tam. – Tak naprawdę nie mieszkałem nigdzie. Nie miałem zamiaru wracać do domu. Już nigdy. Za dnia chodziłem do szkoły. Przed lekcjami będę się zakradał do szatni, by wziąć prysznic, a potem korzystał z darmowych śniadań, które oferowali w budzie. Wszystko, co posiadałem, trzymałem w swoim plecaku.

Był dość lekki.

– Ja mieszkam w Sunny Isles Park. Pieprzone zadupie. Kiedy dorosnę, kupię sobie jeden z tych wielkich domów na wodzie, które stoją w niej na długich nogach. Taki dom, co wygląda jak ze Star Wars.

– Chodzi ci o palafit?

– Tak, pieprzony dom na wodzie jak ze Star Wars, ale tutaj, tuż obok zatoki. – Ten chłopak mieszkał w przyczepie kempingowej, gdzie bił go ojczym, a stał tutaj i śnił o swojej przyszłości. Ja nie potrafiłem nawet się domyślić, co czeka mnie za tydzień, a co dopiero za dziesięć lat. – A ty, stary?

– Co ze mną? – Wyjąłem scyzoryk z kieszeni dżinsów i użyłem go, by wydłubać odpadający tynk ze ściany budynku.

– Co będziesz robić, gdy dorośniesz?

Byłem pewny tylko tego, czego nie chciałem robić.

– Nie myślałem o tym. Wiem tylko, że nie chcę dla nikogo pracować. Nigdy nie lubiłem, gdy ktoś mi mówił, co mam robić. Wolałbym być własnym szefem, prowadzić własny biznes.

– Tak, kurwa, to niesamowite. Tak, tak. Pomogę ci. Możemy to zrobić razem. Ty będziesz prowadzić firmę. Ja ci będę w tym pomagał. A potem kupimy wielki dom na wodzie jak ze Star Wars i będziemy tam mieszkać, i nikt nam nie będzie już więcej mówić, co mamy robić!

Samuel wyjął zeszyt z plecaka i otworzył na czystej stronie.

– Zróbmy, kurwa, plan.

Ten pomysł wydawał mi się dziwny, bo siedziałem tu z dzieciakiem, którego nie znałem, i miałem tworzyć plan na przyszłość, o której nigdy nie myślałem. Jednak z jakiegoś powodu ściskało mnie w piersi na myśl, że miałbym mu odmówić i rozczarować go, a to było dla mnie dość obce uczucie. Nie wiedziałem, co miałbym zrobić dalej, więc po prostu się poddałem. Usiadłem obok niego na trawie i westchnąłem. Uśmiechnął się do mnie, jakby już samo to, że tu byliśmy, oznaczało, że jesteśmy w połowie drogi do tego przyszłego miejsca.

– Nie możemy zachowywać się jak pizdy – kontynuował. – Nie będziemy mieć domu jak w Star Wars, jeśli będziemy pracować w obskurnym hotelu lub fabryce. Rybakiem też nie byłbym dobrym. A więc zaczynamy. Pizdy są popychadłami i upadają. Mój wujek, który jest pieprzonym i skończonym dupkiem, sprzedaje zioło. Moglibyśmy ukraść mu trochę i je opchnąć. Wtedy wykorzystalibyśmy te pieniądze, by kupić coś na własną rękę i znowu sprzedać.

Wyciągnął z plecaka czarny pisak i zaczął nim bazgrać po kartce. Na górze zapisał „CEL” i narysował dom na nogach w uproszczonej wersji, który miał przypominać ten ze Star Wars. Nie wiedziałem, jak się nazywał, bo nigdy nie oglądałem tych filmów, co najwyżej trailery. Potem Samuel narysował coś, co chyba miało przypominać nas – on wyglądał na znacznie mniejszego ode mnie. Zielonym pisakiem zapisał wokół nas symbole dolara.

– A więc? Teraz jesteśmy przyjaciółmi, Preppy?

Nigdy wcześniej nie miałem przyjaciela, ale coś mnie przyciągało do tego chłopaka z niewyparzoną gębą. Wziąłem od niego pisak i zacząłem sunąć nim po kartce. W szkole nigdy nie byłem dobry z niczego poza plastyką. Nieźle rysowałem. Lubiłem to robić.

– Kurwa, tak! – powiedział Preppy, patrząc, jak dokańczam jego domek na wodzie. Wcześniej narysował też ludzika podpisanego jako „dupek”, więc założyłem, że to musiał być jego wujek. – Jesteś cholernie dobry w te klocki. Musimy to zawrzeć w planie. Coś z rysowaniem. Musimy mieć jakieś hobby.

– A jakie jest twoje hobby? – spytałem.

– Moje hobby? – Uśmiechnął się i wytarł nos ręką, bo znowu zaczęła lecieć z niego krew. Pojedyncza kropla spadła na kartkę w miejscu postaci Preppy’ego. Pokiwał głową i wydął usta, zakładając kciuki pod szelki. – Suki.

Tego dnia śmiałem się chyba więcej niż w całym swoim życiu. I dowiedziałem się, że „suki” też mogą uchodzić za czyjeś hobby.

– A co się stanie, jeśli nas złapią? – zapytałem, przestając rysować.

– Nie złapią. Jesteśmy na to zbyt mądrzy. Będziemy ostrożni. Zrobimy plan i będziemy się go trzymać. Nikt nie stanie nam, kurwa, na drodze. Nikt. Ani mój ojczym, ani wuj, ani nauczyciele, a szczególnie nie takie pieprzone gnoje jak Tyler. I nigdy się nie ożenię. Nie będę mieć nawet dziewczyny. Będziemy tylko my, Preppy i King, którzy wygrzebią się z gówna, zamiast w nim tkwić.

– Ale teraz na poważnie, co jeśli jednak nas złapią? – spytałem. – Nie mówię tu o glinach. Tylko o twoim wuju i ludziach, którzy zajmują się tym, o czym teraz mówimy. To źli ludzie. Groźni. Oni nie lubią, gdy się z nimi zadziera. – Doskonale wiedziałem, o czym mówiłem. Przez moje mieszkanie przewinął się niejeden uzbrojony diler, żądając zapłaty. Mama spłacała długi, zaciągając ich do swojej sypialni i zamykając za nimi drzwi.

Może i ten dzieciak tylko się wygłupiał, ale im dłużej o tym myślałem, tym lepiej to wszystko brzmiało. Życie, w którym nie trzeba przed nikim odpowiadać. Życie, w którym nie ma strachu, że ktoś mi coś zrobi. Albo temu małemu elegancikowi, który, jak na mój gust, miał dość bycia dręczonym przez cały czas.

Pomysł dorośnięcia i zostania panem swojego losu, człowiekiem, z którym się nie zadziera, który nie słucha innych, stał się nagle bardzo zachęcający, coraz dłużej nad nim myślałem. Nagle zaczęło mi zależeć i ta determinacja wypełniła mój mózg w miejscach, gdzie czegoś brakowało – jak na przykład „poczucia dobra i zła”, jak twierdzili szkolni psychologowie. Tylko że oni się mylili. Rzecz nie w tym, że nie widziałem różnicy.

Mnie to po prostu nie obchodziło.

Bo właśnie tak się dzieje, gdy nie masz w życiu niczego, na czym mogłoby ci zależeć.

Jeśli miałem wziąć tego dzieciaka na poważnie, musiałem wiedzieć, że nie zacznie jęczeć, kiedy sytuacja się popsuje. Musiałem wiedzieć, że mówił serio na temat planu, który mi przedstawiał. Więc zapytałem:

– A co, jeśli naprawdę ktoś stanie nam na drodze? Zagrozi naszemu biznesowi? Pokrzyżuje nasze plany?

Preppy trzymał pisak w kąciku ust, gdzie krew już zaczęła zasychać i się kruszyć. Przez chwilę patrzył w jakiś punkt tuż na moją głową, pogrążony w myślach. A potem wzruszył ramionami i spojrzał mi prosto w oczy.

– Zabijemy gnoja.

Rozdział 1 King

W dniu, gdy wyszedłem z więzienia, okazało się, że miałem tatuować mysz na myszy. Zwierzę na kobiecej strefie intymnej.

Mysz na pieprzonej cipce.

To, kurwa, żałosne.

Ściany mojej pracowni pulsowały od ciężkiej muzyki, która dochodziła z piętra niżej, gdzie urządzano mi imprezę powitalną. Drzwi się trzęsły, jakby ktoś rytmicznie uderzał w nie pięścią. Ściany od podłogi aż po sufit pokryte były farbą w sprayu i plakatami.

Mała ciemnowłosa suka jęczała, jakby szczytowała, gdy ją dziarałem. Jestem pewny, że udawała, bo tatuaż tuż nad cipką musiał być bardzo bolesny, a nie przyjemny.

Kiedyś potrafiłem odpłynąć na długie godziny, gdy zajmowałem się tworzeniem tatuażu. Ukrywałem się wtedy we własnych myślach, gdzie nie musiałem się mierzyć ze wszystkimi koszmarnymi sprawami, które dręczyły mnie każdego dnia.

W przeszłości miałem w głowie tylko cipki i imprezy, chociaż ten okres nie trwał długo. Ale teraz, gdy wróciłem z więzienia, pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, było podniesienie maszynki do tatuażu. Tylko że to już nie było to samo. Nie potrafiłem zapomnieć o teraźniejszości i odciąć się od wszystkiego, nieważne, jak bardzo się starałem. Nie pomagał mi również fakt, że ludzie stawali się coraz głupsi i głupsi.

Logo drużyn sportowych, cytaty z książek, których nigdy się nie czytało, przyszli gangsterzy, którzy chcieli mieć na twarzy tatuaże spływających po niej łez. W więzieniu taki tatuaż symbolizował odebranie komuś życia. I małe suki, które pragnęły wyglądać groźnie, chociaż tak naprawdę w niebezpiecznej sytuacji schowałyby się w kącie i płakały za mamusią.

Może powinienem nieco obniżyć oczekiwania, skoro moimi klientami byli głównie motocykliści, striptizerki i czasem jakiś bogaty dzieciak, który znalazł się po złej stronie miasta.

Mimo wszystko dobrze było znów być w domu. Właściwie było dobrze wszędzie tam, gdzie nie śmierdziało wymiocinami i zmarnowanym ludzkim żywotem.

Moje życie zaczęło pędzić z zaskakującą prędkością, odkąd poznałem Preppy’ego. Pokochałem życie wyjęte spod prawa. Żywiłem się strachem w oczach ludzi, którzy stanęli mi na drodze. Żałowałem tylko jednej rzeczy – tego, że dałem się złapać.

Zanim trafiłem do pudła, spędzałem niemal każdy dzień mojego dwudziestosiedmioletniego życia w Logan’s Beach – małym zadupiu na wybrzeżu Florydy. To miejsce, w którym ludzie mieszkający po jednej stronie zatoki żyli tylko po to, by usługiwać ludziom mieszkającym po jej drugiej stronie. Bogaci mieszkali przy plaży, zajmując luksusowe posiadłości i lokale. Niecały kilometr dalej rozciągały się pola z przyczepami kempingowymi i walące się domy.

Na moje osiemnaste urodziny nabyłem zrujnowany dom na wodzie, który krył się za ścianą gęstych drzew. Zajmował powierzchnię na trzech akrach ziemi, umieszczono go niemal pod mostem. Kupiłem go za gotówkę. I wraz z moim przyjacielem Preppym wprowadziliśmy się do bogatej dzielnicy, chociaż wciąż byliśmy jak biała hołota.

Tak jak kiedyś zapowiedzieliśmy, staliśmy się panami własnego losu i nie odpowiadaliśmy przed nikim. Robiliśmy to, co chcieliśmy robić. Ja, zamiast rysować, zacząłem tatuować.

A Preppy miał swoje suki.

Pieprzyłem się z kobietami. Biłem się. Imprezowałem. Chlałem. Kradłem. Pieprzyłem się z kobietami. Tatuowałem. Sprzedawałem dragi. Sprzedawałem broń. Kradłem. Pieprzyłem się z kobietami. I zarabiałem pieniądze.

I znowu się z kimś pieprzyłem.

Nie było imprezy, która by mi się nie podobała, i na każdej byłem mile widziany. Nie było dziewczyny, która nie rozłożyłaby dla mnie nóg. Miałem każdą, zawsze gdy tego chciałem.

Życie nie było dobre. Było zajebiste. Stałem na szczycie świata i nikt nie mógł zadzierać ze mną lub z tym, co moje.

Nikt.

A potem wszystko się zmieniło, a ja spędziłem trzy lata w małej celi bez okien, przyglądając się rysowanym przeze mnie kreskom na ścianie.

Kiedy skończyłem tatuować mysz z kreskówki, nałożyłem maść, zakryłem wszystko folią i zdjąłem rękawiczki. Czy ta laska myślała, że facet podnieci się tym, że zrobiła sobie tatuaż w takim miejscu? Był niezły, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że przez trzy lata nie zrobiłem żadnego, ale mimo wszystko rysunek zakrywał moją ulubioną część kobiecego ciała. Gdybym jej nie znał, a rozebrałbym ją i zobaczył ten tatuaż, natychmiast obróciłbym ją tyłem do siebie.

To w sumie był dobry pomysł. Przelecenie jakiejś laski pomogłoby mi pozbyć się myśli o więzieniu i znów skupiłbym się na rzeczach, które kiedyś były dla mnie ważne, a jednocześnie nie czułbym tego strachu czającego się na skraju mojej świadomości.

Zamiast więc odesłać dziewczynę z powrotem na imprezę, chwyciłem ją brutalnie i przyciągnąłem do siebie. Obróciłem ją brzuchem do stołu i przycisnąłem do niego, trzymając ją za kark jedną ręką, podczas gdy drugą odpinałem pasek od spodni. Potem znalazłem kondom w szufladzie niedaleko mnie.

Ona od początku wiedziała, że nie wziąłbym pieniędzy za tatuaż, chociaż nie robiłem ich za darmo. Nakierowałem więc główkę penisa na jej mysz z nowym tatuażem. Który też przedstawiał mysz.

Niech to szlag.

Dziewczyna miała świetne ciało, ale po kilku minutach irytującego wysokiego jęczenia odkryłem, że w ogóle mnie nie podniecała. Czułem, jak mój fiut robi się w niej miękki. Tak się nie powinno dziać, szczególnie po tylu latach jechania na ręcznym i wyobrażania sobie partnerek seksualnych.

Co, do cholery, było ze mną nie tak?

Chwyciłem ją za szyję i przyspieszyłem tempo. Z każdym pchnięciem, które zgrywało się z bitem dochodzącym z mojego mieszkania, próbowałem wyładować na niej swoją frustrację.

Ale to było na nic.

Już miałem wyjść z tej laski i poddać się, gdy nagle drzwi do pomieszczenia otworzyły się, a ja niemal bym to przeoczył. Niemal. W przejściu stanęła dziewczyna, która nie mogła mieć więcej niż osiemnaście lat. Była chuda, oczy miała duże, niebieskie, jakby należały do lalki. Włosy w kolorze lodowatego blond, usta różowe i pełne, a w podbródku niewielki dołeczek. Wyglądała na trochę nawiedzoną.

Mój fiut obudził się i przypomniałem sobie, że wciąż pieprzyłem tę brunetkę. Orgazm uderzył mocno i znienacka, aż poczułem go w kręgosłupie. Zamknąłem oczy i spuściłem się do cipki dziewczyny, po czym opadłem na jej plecy.

Co to miało być, do cholery?

Gdy rozwarłem powieki, drzwi do pracowni były zamknięte, a dziewczyna ze smutnymi oczami zniknęła.

Chyba postradałem zmysły.

Odsunąłem się od brunetki, która na szczęście wciąż oddychała, ale była nieprzytomna – albo dlatego, że ją podduszałem, albo od dragów, od których miała powiększone źrenice.

Usiadłem na stołku i ukryłem twarz w dłoniach.

Zaczęła mnie boleć głowa.

Preppy zorganizował tę imprezę dla mnie. Ja sprzed czasów więzienia od razu zacząłbym wciągać krechy z cycków striptizerek. Ale ja po więzieniu chciałem po prostu coś zjeść, wypieprzyć tych wszystkich ludzi z mojego domu i się przespać.

– Wszystko okej, szefie? – zapytał Preppy, zaglądając do pokoju.

Wskazałem na nieprzytomną dziewczynę.

– Pozbądź się stąd tej dziwki. – Przeczesałem włosy ręką. Dudniąca muzyka sprawiała, że głowa pulsowała mi coraz mocniej. – I, na miłość boską, ścisz ten jazgot! – Preppy nie zasługiwał na mój gniew, ale byłem w tak kiepskim stanie, że nie chciało mi się zmieniać tonu.

– Robi się – powiedział bez wahania.

Preppy minął mnie i nie powiedział ani słowa na temat półnagiej dziewczyny leżącej na stole. Przerzucił ją sobie przez ramię z łatwością i ruszył do drzwi. Laska bujała się z każdym jego krokiem.

– Skończyłeś już z nią? – zapytał, zanim wyszedł. Ledwo go słyszałem przez tę głośną muzykę. Zauważyłem, że wskazywał podbródkiem na brunetkę, uśmiechając się niczym dziecko.

Pokiwałem głową. Preppy wyglądał, jakbym właśnie podarował mu szczeniaczka.

Chory dupek.

Ale i tak kochałem tego dzieciaka.

Zamknąłem drzwi i podszedłem do pudełka na narzędzia. W jego dolnej szufladzie trzymałem nóż i broń. Wziąłem je, nóż włożyłem do buta, a broń za pasek spodni. Pokręciłem głową, by pozbyć się ogarniającego mnie otępienia. To właśnie robiło z człowiekiem pudło. Przez trzy lata spałem z jednym okiem otwartym w więzieniu pełnym ludzi, którzy byli jednocześnie moimi przyjaciółmi i wrogami.

Nadszedł czas, bym odezwał się do niektórych z tych przyjaciół i upomniał się o moje przysługi. Miałem teraz na głowie coś ważniejszego niż własne problemy.

Kogoś ważniejszego.

Sen mógł poczekać. Czas zejść na dół i pogadać uprzejmie z motocyklistami. Przez lata unikałem robienia z nimi interesów, mimo że ich wiceprezydent Bear był dla mnie jak brat. Wiele razy próbował namówić mnie, bym dołączył do ich szeregów w klubie, ale ja zawsze odmawiałem. Byłem przestępcą, który lubił, gdy popełniane przez niego zbrodnie były proste, bez wikłania się w jakieś organizacje. Jednak teraz potrzebowałem znajomości, jakie posiadali motocykliści, a także dostępu do skorumpowanych polityków, których dało się przekupić pieniędzmi.

Nigdy wcześniej nie zależało mi na pieniądzach. Traktowałem je jako coś ulotnego, coś, co zapewniało mi beztroski styl życia. Ale teraz?

Łapówki dla polityków nie były tanie, więc potrzebowałem sporej sumy, i to szybko.

Albo już nigdy nie zobaczę Max.

Rozdział 2 Doe

Nikki była moją jedyną przyjaciółką na całym świecie.

I trochę jej nienawidziłam.

Nikki to dziwka, która znalazła mnie, gdy spałam pod ławką. Nie udało mi się uniknąć ulewy, trwającej parę ostatnich nocy, więc drżałam z zimna i gadałam sama do siebie, by szybciej zasnąć. Od kilku tygodni żyłam na ulicy i nie miałam w ustach prawdziwego posiłku, odkąd uciekłam z Obmacywalni – tak lubiłam nazywać przytułek, w którym zostawiono mnie na śmierć. Jestem całkiem pewna, że gdy Nikki mnie znalazła, chciała mnie okraść – albo wzięła mnie za trupa, ale po chwili zauważyła, że jednak oddychałam. Mówiąc szczerze, jestem zaskoczona, że w ogóle się mną zainteresowała, jak już wiedziała, że żyłam.

Cóż, właściwie to nie było życie, tylko wegetacja, ale na jedno wychodziło.

Nikki wciągnęła z pożółkłego zlewu ostatnią krechę przez zwiniętą samoprzylepną karteczkę. Umywalka wyglądała, jakby za chwilę miała odpaść od ściany. Podłoga była zaśmiecona papierem toaletowym, a wszystkie trzy toalety tak zapchane, że jeszcze chwila, a cała brązowa zawartość mogłaby wybuchnąć. Przytłaczający zapach środka dezynfekującego drażnił mój nos. Miałam wrażenie, że ktoś zalał to pomieszczenie chemikaliami, by pozbyć się smrodu, ale w ogóle nie zabrał się za sprzątanie.

Nikki odchyliła głowę i zatkała jedną dziurkę od nosa, wciągając powietrze przez drugą. Nad nami buczała pojedyncza lampa fluorescencyjna, rzucając zielonkawą poświatę na łazienkę znajdującą się na stacji benzynowej.

– Kurwa, niezły towar – powiedziała, rzucając na podłogę opróżniony woreczek. Wyciągnęła niemal pustą buteleczkę błyszczyku i nałożyła resztkę kosmetyku na swoje wąskie wargi. Potem roztarła małym palcem grube czarne kreski pod oczami, aż w końcu pokiwała z uznaniem do swojego odbicia w lustrze. Wyglądała trochę jak szop pracz.

Naciągnęłam rękaw na nadgarstek i wytarłam brud z lustra przede mną. Zobaczyłam dwie rzeczy: pęknięcie w rogu przypominające pajęczynę, a w odbiciu dziewczynę, której nie poznawałam.

Miałam jasne blond włosy. Zapadnięte policzki. Przekrwione niebieskie oczy. Dołeczek w podbródku.

Zupełnie nic z tych rzeczy nie było mi znajome.

Dziewczyna wyglądała jak ja, ale kim ja, do cholery, byłam?

Dwa miesiące temu śmieciarz znalazł mnie w alejce, gdzie wcześniej dosłownie wyrzucono mnie do kontenera. Leżałam pośród worków ze śmieciami w kałuży własnej krwi. Kiedy obudziłam się w szpitalu, miałam najgorszy ból głowy, jakiego w życiu doświadczyłam. Policja i lekarze uznali mnie za uciekinierkę lub dziwkę. Albo jedno i drugie. Policjant, który zadawał mi pytania, nie krył swojego obrzydzenia moją osobą. Stwierdził, że to, co mi się przytrafiło, na pewno było związane z jakimś pierwszym lepszym dupkiem, który zerżnął mnie ostro. Otworzyłam usta, by zaoponować, ale rozmyśliłam się.

Możliwe, że miał rację.

Nic innego nie miało sensu.

Nie miałam portfela, dowodu, pieniędzy. Nie miałam przy sobie zupełnie nic.

Nawet wspomnień.

Kiedy jakaś osoba zaginie, trafia to do wiadomości, ludzie zbierają się w grupy i przeczesują teren. Ktoś wypełnia raport policyjny, czasami ktoś zapali świeczki, które dadzą nadzieję i pozwolą wierzyć, że poszukiwana osoba wróci do domu. Tylko że w telewizji nie pokazują tego, co się dzieje, gdy nikt nie patrzy. Kiedy ukochani zaginionej albo o niej nie wiedzą, albo nie istnieją… albo mają ją gdzieś.

Policja przejrzała raporty dotyczące osób poszukiwanych z naszego stanu, a potem z kraju, ale nie poszczęściło im się. Moje odciski palców nie pasowały do żadnej kartoteki, mojego zdjęcia nigdzie nie zamieszczono.

Wtedy też dowiedziałam się, że bycie osobą zaginioną wcale nie musiało oznaczać, że rzeczywiście ktoś za mną tęsknił i starał się mnie odnaleźć. A przynajmniej nie na tyle, by bawić się w całą tę szopkę z szukaniem. Nie było ogłoszeń w gazecie ani telewizji. Nie było próśb od mojej rodziny, bym wróciła bezpiecznie do domu.

Może to moja wina, że nikt nie podjął próby znalezienia mnie. Może byłam suką i ludzie świętowali, gdy nagle zniknęłam. Albo uciekłam.

Równie dobrze ktoś mógł mnie schować do koszyka jako dziecko i puścić z nurtem rzeki jak Mojżesza. I mogło się okazać, że nie miałam nikogo.

Nie wiem, kurwa. Wszystko było możliwe.

Nie wiedziałam, skąd się wzięłam, ile miałam lat, jak się naprawdę nazywałam.

Wszystko, co posiadałam, widziałam właśnie w odbiciu lustra na stacji benzynowej, i nie miałam zielonego pojęcia, kim byłam.

Nikt nie wiedział, czy byłam nieletnia, czy nie, więc wysłali mnie do Obmacywalni, gdzie wytrzymałam tylko trzy tygodnie. Mieszkałam z młodymi przestępcami i facetami, którzy nagminnie się masturbowali. Którejś nocy obudziłam się i w nogach mojego łóżka zauważyłam jednego ze starszych chłopaków, który stał tam z fiutem w dłoni i robił sobie dobrze. Uciekłam wtedy przez okno w łazience. Miałam ze sobą tylko ubrania, które otrzymałam wcześniej w przytułku, i imię.

Nazywali mnie Doe.

Tak jak Jane Doe*.

Jedyną różnicą między mną a prawdziwą Jane Doe była etykietka, którą w kostnicy przyczepiano tym niezidentyfikowanym trupom do palca u stopy. Bo poza tym moja egzystencja w ogóle nie przypominała życia. Byłam zmuszona kraść, by móc coś zjeść. Spałam tam, gdzie znalazłam jakieś okrycie przed chłodem i wodą. Żebrałam na ulicach. Przeszukiwałam śmietniki przy restauracjach.

Nikki przeczesała palcami o obgryzionych paznokciach swoje przetłuszczone rude włosy.

– Jesteś gotowa? – zapytała. Pociągnęła nosem i zaczęła przeskakiwać z nogi na nogę, jakby była sportowcem, który szykował się do ważnego meczu.

Nie czułam się gotowa, a mimo to pokiwałam głową. Nie byłam, nigdy nie będę, ale skończyły mi się już inne opcje. Na ulicach nie było bezpiecznie, a każdy dzień stanowił dla mnie dosłownie walkę o przeżycie. Nie wspominając już o tym, że jeśli straciłabym jeszcze trochę na wadze, to nie byłabym w stanie walczyć, jeśli ktoś by mnie zaatakował. W każdym razie potrzebowałam ochrony przed trudnymi warunkami atmosferycznymi i złymi ludźmi, którzy czaili się w mroku, bo w przeciwnym razie skończyłabym jak prawdziwa Jane Doe.

Nie sądzę, by Nikki rejestrowała coś takiego jak głód. Gdyby miała wybrać między jedzeniem a naćpaniem się, wybrałaby to drugie. Za każdym razem. Było to widać, bo jej policzki zapadły się, a pod oczami malowały się ciemne cienie. Znałam ją niedługo, ale jeszcze nigdy nie widziałam, by pochłaniała coś innego niż koks.

Osądzałam ją i czułam się z tego powodu koszmarnie. Jednak coś w środku podpowiadało mi, że ona jest w rzeczywistości lepsza. Kiedy nie byłam na nią niesamowicie wściekła, to niemal czułam w stosunku do niej instynkt opiekuńczy. Walczyłam o swoje przetrwanie i chciałam walczyć o jej, lecz problem tkwił w tym, że ona nie chciała zawalczyć o siebie.

Otworzyłam usta, by ją pouczyć. Już chciałam jej powiedzieć, że powinna skończyć z koksem i zacząć coś jeść, by zadbać o swoje zdrowie, lecz nagle dziewczyna obróciła się w moją stronę. Gapiłam się na nią z otwartymi ustami, bo dotarło do mnie, że nie byłam lepsza od niej, a chciałam ją osądzać. Bardzo możliwe, że zanim straciłam pamięć, mogłam być zamieszana w to samo co ona teraz.

Zamknęłam usta i postanowiłam nic nie mówić.

Nikki zmierzyła mnie wzrokiem, oceniając mój wygląd.

– Ujdziesz – powiedziała z wyraźnym niezadowoleniem w głosie. Nie chciałam nakładać tony tapety i wyrywać sobie brwi, by w ich miejscu narysować cienkie kreski, jak zrobiła ona. Po prostu umyłam włosy w zlewie i skorzystałam z suszarki do dłoni. Nie nałożyłam makijażu, bo jeśli miałam zrobić to, co planowałam w niedalekiej przyszłości, to chciałam, by to się stało na moich warunkach, i nie zamierzałam wyglądać jak Nikki.

Tak, znowu zachowywałam się jak krytykująca suka.

– Powiesz jeszcze raz, jaki jest plan? – zapytałam. Mówiła mi już o nim z dziesięć razy, ale mogła mówić nawet tysiąc, a ja nadal nie czułabym się z tym komfortowo.

Nikki napuszyła swoje oklapnięte włosy.

– Serio, Doe, czy ty kiedykolwiek mnie słuchasz? – Westchnęła rozdrażniona, ale kontynuowała. – Kiedy pójdziemy na tę imprezę, musisz tylko przykleić się do jednego z motocyklistów. Jeśli cię polubi, to bardzo możliwe, że będzie chciał, byś została na dłużej. Wystarczy, że będziesz grzać mu łóżko i dbać o to, by był zadowolony.

– Nie wiem, czy potrafię to zrobić – powiedziałam słabym głosem.

– Potrafisz i zrobisz to. I nie bądź przy nich taka nieśmiała, oni tego nie lubią. Poza tym ty nie jesteś typem nieśmiałej dziewczyny. Teraz tylko się denerwujesz. Jesteś trochę nieokrzesana, szczególnie że nie masz filtra i mówisz rzeczy, których potem żałujesz.

– To aż dziwne, że znasz mnie tak krótko, a zdążyłaś mnie poznać tak dobrze – oznajmiłam.

Nikki wzruszyła ramionami.

– Znam się na ludziach. Wierz mi lub nie, ale ty jesteś bardzo łatwa do odczytania. A teraz wydajesz się bardzo spięta. Widzę, jakie masz zgarbione ramiona. – Przyłożyła mi rękę do pleców i popchnęła mnie. – No, teraz lepiej. Wypchnij pierś do przodu. Nie masz dużych cycków, ale jeśli nie założysz stanika i wypchniesz pierś, faceci będą mogli zobaczyć przez bluzkę twoje sutki, a oni uwielbiają taki widok.

Dość tego. Potrafiłam poderwać motocyklistę. A kiedy już to się stanie, to on mnie obroni. Miałam nadzieję, że będzie to robił do czasu, aż wymyślę pan B.

– W najgorszym wypadku okaże się, że facet szuka szybkiego numerka i na koniec rzuci ci trochę kasy, a potem cię odprawi. – Nikki mówiła, tak jakby opisywała wakacje, a nie prostytucję.

Mogłam się oszukiwać, sądząc, że jeśli nie stoję pod latarnią jak Nikki, to nie jestem jak ona, ale prawda była taka, że gdy to zrobię, stanę się prawdziwą dziwką.

A mimo to wciąż ją krytykowałam.

Jednak gdy zaczynałam myśleć intensywnie o innych opcjach, mój umysł był równie pusty co żołądek.

Nikki otworzyła drzwi, a światło słoneczne oświetliło ciemne pomieszczenie. Rzuciłam ostatnie spojrzenie w stronę odbicia dziewczyny o przeciętnej twarzy i wyszeptałam:

– Przepraszam.

Trochę pocieszało mnie to, że osoba, którą byłam wcześniej, zanim wszystko zapomniałam, nie wiedziała, co zamierzałam zrobić.

A miałam zamiar sprzedać swoje ciało.

I resztkę duszy, która mi pozostała.

* Jane Doe – nazwisko używane w USA dla określenia niezidentyfikowanej kobiety (przyp. tłum.).

Rozdział 3 Doe

Siedziałam na tylnym siedzeniu zabytkowego subaru jakiegoś łysego gościa i marzyłam, by na chwilę stracić słuch. Nie mogłam już słuchać, jak Nikki obciąga kierowcy. Zabierał nas na imprezę, która odbywała się w domu w Logan’s Beach. Kiedy w końcu się zatrzymaliśmy, wypadłam z samochodu, jakby się za mną paliło.

– Pa, kochanie – powiedziała Nikki słodkim głosem, ocierając kącik ust jedną ręką i machając kierowcy na pożegnanie drugą. Kiedy jego samochód zniknął nam z oczu, wywróciła oczami i splunęła na ziemię.

– Chyba zaraz się porzygam – powiedziałam, próbując powstrzymać mdłości.

– Cóż, nie widziałam, żebyś oferowała mu loda za podwózkę – warknęła Nikki. – Więc może lepiej się zamknij, bo nie masz prawa tak mówić. Poza tym to dzięki mnie tutaj dotarłyśmy, prawda?

„Tutaj” oznaczało żwirową ścieżkę prowadzącą do posiadłości, którą otaczały drzewa i żywopłot. Zauważyłam niedużą przestrzeń, która najwyraźniej musiała być podjazdem. Było ciemno i brakowało ulicznych lamp, a ścieżka wydawała się ciągnąć w nieskończoność. W powietrzu unosił się słaby odór ryb. Mój żołądek się zbuntował, więc zakryłam usta i nos dłonią, by się nie porzygać.

W oddali zauważyłam światła. Gdy zbliżyłyśmy się do domu, okazało się, że to nie światła, a plastikowe pochodnie wbite w ziemię pod dziwnym kątem, które ciągnęły się w rzędzie i prowadziły do podwórka znajdującego się z tyłu budynku.

Dom miał parter i dwa piętra. Został zbudowany na palach, a większość przestrzeni pod budynkiem zajmował parking. Stały tam błyszczące motocykle i samochody. Było ich pełno. Z tyłu znajdowała się ściana, a w niej dwie pary drzwi. Jedne zamknięto na zasuwę i dodatkowo zabezpieczono metalowym prętem, a drugie umieszczono nieco wyżej. Prowadziły do nich dwa stopnie. Dwa pierwsze piętra otaczał balkon, a w każdym pomieszczeniu w środku paliło się światło, dzięki czemu można było dostrzec znajdujących się tam ludzi. Dudniąca muzyka sprawiała, że ziemia wibrowała pod moimi stopami.

– Czy tutaj mieszkają motocykliści? – spytałam Nikki.

– Nie, ten dom należy do gościa, któremu ktoś wyprawił imprezę.

– A kto to taki? – dopytywałam. Nikki wzruszyła ramionami.

– Nie mam pojęcia. Wiem tylko to, co powiedział mi Skinny. Że to impreza wyprawiona w okazji powrotu tego faceta.

Kiedy udałyśmy się na tył domu, zauważyłam motocyklistów i mój żołądek znowu się skurczył. Zatrzymałam się nagle. Stali tam, otaczając ognisko znajdujące się pośrodku ogromnego podwórka. Płomienie sięgały niemal na wysokość domu. Byłam tak pochłonięta tym, co miałam zrobić, że zapomniałam w ogóle zastanowić się, z kim miałoby do tego dojść. Widziałam tam siedmiu lub ośmiu mężczyzn. Jedni siedzieli na krzesłach, inni stali z piwem w ręku. Wszyscy nosili skórzane kamizelki pokryte wieloma naszywkami. Niektórzy mieli pod spodem koszule, inni zupełnie nic. Kobiety, które były ubrane podobnie do Nikki, śmiały się i tańczyły wokół ogniska. Jedna z nich klęczała przed facetem i poruszała głową w górę i w dół, podczas gdy siedzący na krześle gość rozmawiał przez telefon i trzymał ją za włosy.

To jest po prostu początek końca.

Obróciłam się do Nikki, chcąc powiedzieć, że może powinnyśmy przemyśleć jeszcze nasz plan, ale okazało się, że ona już zniknęła. Rozejrzałam się i zauważyłam ją, jak przyklejała się do ramienia wysokiego mężczyzny z rudą brodą zaplecioną w warkocz. Wokół głowy miał przewiązaną chustę z flagą Ameryki.

Nagle otoczyły mnie od tyłu czyjeś silne ramiona i przycisnęły do twardej ściany mięśni. Natychmiast chciałam go od siebie odepchnąć, ale gdy zaczęłam wierzgać, mężczyzna przytrzymał mnie mocniej. Jego gorący oddech pachniał czosnkiem i alkoholem, drażnił wszystkie moje zmysły, gdy zaczął do mnie mówić, przyciskając mi usta do szyi.

– Hej, dziecinko, jestem gotowy na imprezę. A ty? – Chwycił brutalnie mój nadgarstek i założył mi ramię za plecy. Byłam pewna, że zaraz złamie mi rękę. Przysunął moją dłoń do swojego rozporka i potarł zaciśniętą pięścią o erekcję. – Przyjemne uczucie, prawda, mała?

Chwyciłam go nagle za jaja i ścisnęłam tak mocno, jak tylko się dało.

– Ty suko! – wrzasnął.

Puścił mnie i upadł na kolana. Złapał się za klejnoty, przewrócił na bok i przycisnął kolana do piersi. Rzuciłam się po schodach na piętro.

– Ty pieprzona suko! Zapłacisz mi, kurwa, za to! – wołał za mną, lecz ja szybko zniknęłam wewnątrz budynku i przemknęłam obok gości. Wbiegłam po schodach na górę i dotarłam na drugie piętro. Próbowałam otworzyć kilka par drzwi znajdujących się przy wąskim korytarzu, lecz wszystkie były zamknięte. Dopiero niemal na samym jego końcu drzwi otworzyły się, gdy nacisnęłam klamkę.

Jeszcze nie zrobiłam kroku w stronę wejścia, a już wiedziałam, że w pokoju ktoś jest, mimo że było w nim trochę ciemno. Neonowa farba na ścianie sprawiała, że wnętrze wyglądało, jakby się w nim świeciło. Nie widziałam żadnych mebli, ale pośrodku pomieszczenia dostrzegłam dwie postaci. Na pierwszy rzut oka wyglądało to tak, jakby jedna osoba stała za tą, która leżała. Dopiero po chwili dotarła do mnie ta scena i zrozumiałam, na co się natknęłam.

Usłyszałam, jak ciało uderza o ciało. I jęki. Poczułam zapach potu i czegoś jeszcze, ale nie potrafiłam tego zidentyfikować. Miałam wrażenie, że stałam tam godzinami, ale w rzeczywistości były to zaledwie sekundy. Powinnam się obrócić i zamknąć za sobą drzwi w chwili, gdy dostrzegłam, że ktoś tam był, ale nie mogłam oderwać wzroku od aktu rozgrywającego się przede mną.

Zauważyłam, że wpatruje się we mnie para magnetycznych oczu. W sztucznym świetle wyglądały na zielone. Mężczyzna spoglądał wprost na mnie i, ku mojemu zaskoczeniu, nie odwracał wzroku, nawet nie mrugał. Jego biodra coraz szybciej uderzały o ciało kobiety. Pieprzył ją, wpatrując się w moje oczy. Po chwili przymknął powieki, odrzucił głowę w tył i jęknął gardłowo, a nasze połączenie zostało przerwane.

Opadł na plecy dziewczyny i poluźnił uścisk na jej szyi. Dusił ją? Gdy weszłam do pokoju, słyszałam jej jęk, lecz teraz leżała nieruchomo. I cicho.

Szybko przypomniałam sobie, jak używać nóg, i zamknęłam drzwi. Zbiegłam po schodach, ukryłam się za bojlerem pod domem, niedaleko tych wszystkich samochodów i motocykli. Siedziałam tam z godzinę, przesypując piasek między palcami i próbując zrozumieć, w jakim kierunku podążało moje życie. Mimo że bardzo chciałam się zerwać i pobiec przed siebie w ciemną noc, nie mogłam odejść daleko, bo strach przed ciemnością mnie paraliżował. Poza tym możliwe, że byłam świadkiem morderstwa. Tylko że będąc tutaj, przynajmniej znajdowałam się blisko światła.

Strach naprawdę namieszał w moich priorytetach.

I to ten strach, a także burczący brzuch i osłabienie, które czułam, przypomniały mi, dlaczego w ogóle znalazłam się w tym miejscu.

Chodziło o zwykłe przetrwanie.

Byłam zdesperowana, a desperaci nie mają czegoś takiego jak wybór.

Odetchnęłam głęboko. Musiałam zrobić to, co było trzeba, nawet jeśli nie wiedziałam dokładnie, co to miało być. To znaczy wiedziałam, jak to powinno się odbywać, ale mój umysł był jak wyzerowany licznik kilometrów w samochodzie. Miałam czyste konto, a postanowiłam je teraz zabrudzić.

Może i byłam bezdomna i umierałam z głodu, ale byłam też zdeterminowana, by przestać egzystować na ulicy i mieć kiedyś jakieś prawdziwe życie. Takie, w którym będę spać w prawdziwym łóżku z czystą pościelą. Takie, w którym nie będę musiała się martwić o swoje bezpieczeństwo czy jedzenie i będę mogła się skupić na odkryciu prawdy o tym, kim kiedyś byłam. Obiecałam sobie, że przetrwam tę noc i zrobię to, co trzeba, a potem już nigdy nie będę o tym myśleć. To będzie tylko mała plama na mojej czystej karcie życia i nigdy więcej nie chciałam już do tego wracać.

Wstałam, otrzepałam się z brudu i zaczęłam zachęcać się w myślach. Musiałam to zrobić. Uda mi się. Będę udawać, że wiem, jak to robić, jakbym się nie bała. Udawanie, że nie bałam się czegoś, co mnie przerażało, było dla mnie normą. Robiłam to każdego dnia, gdy budziłam się, nie wiedząc, kim jestem.

Musiałam stać się dziwką motocyklisty, bo tak należało postąpić. Przywiążę się do niego, jeśli tylko będzie to oznaczać, że przeżyję.

Czując tę nowo odnalezioną w sobie determinację, ruszyłam do ogniska, wzięłam piwo z chłodziarki i otworzyłam je. Zimny trunek nawilżył moje suche gardło. Chodziłam od motocyklisty do motocyklisty, bo okazywało się, że każdy był już skupiony na jakiejś dziewczynie. Po chwili zainteresował mnie widok panny, która siedziała jednemu na kolanach. Facet był od niej cięższy przynajmniej o pięćdziesiąt kilo.

Tak naprawdę zaintrygował mnie wyraz jej twarzy. Widziałam uśmiech, który mówił: „Z przyjemnością wezmę twojego kutasa do ust”. Postarałam się przybrać taką samą minę i miałam nadzieję, że to wystarczy, by przyciągnąć do siebie czyjąś uwagę.

Potrzebowałam kogoś, kto pomoże mi przetrwać.

***

– Hej – usłyszałam czyjś głęboki głos przy swoim uchu.

Kiedy się obróciłam, zauważyłam mężczyznę w skórzanej kamizelce z białymi naszywkami. Było na nich napisane „wiceprezydent” i „Beach Bastards”. Facet miał długie blond włosy przerzucone na bok, dzięki czemu widziałam, że pół głowy ogolił na łyso. Jego długa broda została bardzo dobrze przystrzyżona. Mógł mieć ponad metr osiemdziesiąt wzrostu. Mimo że był szczupły, wyglądał na umięśnionego. Nie widziałam koloru oczu, jego powieki wyglądały na ciężkie i lekko zaczerwienione. Całą szyję pokrywały mu tatuaże, a gdy się odwrócił się, by zapalić papierosa, zauważyłam, że ręce też zdobił tusz.

– Hej – odparłam, próbując okazać moją sztuczną pewność siebie.

Wyglądał zachwycająco. Gdybym miała skończyć z kimś w łóżku, z nim chyba nie byłoby tak źle. Pociągał nosem i zauważyłam, że na jego nozdrzach został biały proszek.

– Nazywają mnie Bear. Należysz do kogoś? – zapytał sugestywnie, pochylając się w moją stronę.

– Może… do ciebie? – Skrzywiłam się, gdy dotarło do mnie, co powiedziałam. Ze wszystkich rzeczy, które mogłam powiedzieć, tylko to mi przyszło do głowy? Nikki miała rację. Mówiłam, zanim to przemyślałam.

Bear zaśmiał się.

– Bardzo bym tego chciał, piękna, ale mam coś innego na myśli.

– Och, naprawdę? A co takiego? – zapytałam, siląc się na lekki ton, chociaż moje serce biło w dzikim tempie.

– Ta impreza jest dla mojego kumpla. Był tutaj przez dokładnie trzydzieści minut, a potem uciekł na górę z butelką jacka danielsa. Jest jak kot siedzący na drzewie, którego nie da się sprowadzić na dół. To zrozumiałe, bo dawno go tu nie było, ale doszedłem właśnie do wniosku, że ty mogłabyś mu pomóc.

Zahaczył palcem o gumkę mojej spódniczki i przyciągnął mnie do siebie, aż moje sutki otarły się o jego piersi. Przycisnął palce do mojej kości łonowej, a ja zdusiłam w sobie ochotę, by od niego odskoczyć. Zagryzłam mocno dolną wargę, a on powiedział: