Kilimandżaro i Mount Meru - Henry Stedman - ebook

Kilimandżaro i Mount Meru ebook

Henry Stedman

0,0
59,00 zł

Opis

Przewodnik dostarcza wielu wskazówek nie tylko o tym jak zorganizować wyprawę na najwyższy szczyt Afryki, lecz także zawiera opisy tras wiodących na inny pobliski i znany wierzchołek – Mount Meru. Książka ta zawiera solidną porcję wiedzy na temat opisywanego regionu. Autor zadbał by wyposażyć czytelnika w informacje konieczne do przeprowadzenia niezapomnianego, a zarazem przyjemnego trekkingu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 579




Tytuł oryginału: Kilimanjaro – The trekking guide to Africa’s highest mountain

Wydanie oryginału III, 2010 z aktualizacjami autora na listopad 2013

Projekt okładki: Igor Browiński

Zdjęcia: Henry Stedman (jeśli nie zaznaczono inaczej)

Copyright © 2010, Henry Stedman

Copyright © for the Polish edition by Przemysław Chlebicki, 2014

Copyright © for the Polish translation by Robert Gładysz, Dorota Zakrzewska

Redakcja: Agata Kozłowska

Współpraca: Elżbieta Jankowska

ISBN 978-83-7136-164-7

Wydawnictwo Sklepu Podróżnika

02-320 Warszawa, ul. Grójecka 46/50

tel. 22 658 46 26

[email protected]

podroznik.com.pl

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: [email protected]

www.eLib.pl

PODZIĘKOWANIA AUTORA

Za trzecią edycję przewodnika chciałbym podziękować podróżnikom i rodakom, którzy życzliwie zaoferowali mi swoje porady i sugestie. To oni wykonali najcięższą pracę, pozwalając mi tym samym wygodnie rozsiąść się w fotelu i zdobywać sławę oraz honorarium – więc chciałbym im chociaż w ten sposób podziękować. Bez żadnej specjalnej kolejności szczególne podziękowania dla: Karen Valenti (Stany Zjednoczone) z KPAP (Projekt Pomocy Tragarzom z Kilimandżaro) za wszystkie informacje oraz dotrzymywanie towarzystwa; Erika Knoksa (Stany Zjednoczone) z Uniwersytetu Stanowego Indiana za pomoc w identyfikacji wielu gatunków roślin; Lazarusa Mirisho Mafiego i wszystkich z organizacji Shidolya za pomoc w organizacji mojej wyprawy na Mount Meru (i niech Bóg ich błogosławi za to, że pomogli mi się dostać na szczyt – czy coś w ogóle może pójść nie tak, kiedy współpracuje się z takimi ludźmi?); Velly’ego i Teddy’ego z hotelu Buffalo, za to, że dzięki nim zawsze czułem się tam mile widziany; Josepha, dżentelmena z Moshi; Cuthberta Sway, Methley’ego i Timby z Ahsante za ich pomoc i doświadczenie; Janet Bonnemy (Stany Zjednoczone) za jej lekcje o ciśnieniu powietrza i spalenie wilgotnej rolki papieru toaletowego (!); Martina Fehra (Dania); Jacka Hollinghursta (Wielka Brytania), Sharon Edwards (Wielka Brytania); Martina Penningtona (Wielka Brytania); Hannah Cunningham i Nicole Woods (Wielka Brytania); Andreasa Kallkvista, Torbjorna Wilunda i Niklasa Johanssona (Szwecja); Kristiana de la Rivy (Wielka Brytania); dr. Gurudasa Harshe’a (Indie); Michaela Boltona (Wielka Brytania i Etiopia); rodzeństwa Franka Wildermanna i Leigh Wynn (Stany Zjednoczone); Linsley Green (Wielka Brytania); Richarda Olivera (Wielka Brytania); Laury van der Ploeg-Vermerris i Wietza van der Ploega (Holandia); Petera Stansfielda (Australia i Arabia Saudyjska); Weiluna Lina, Scotta Cassano i Matthew Ratcliffe’a (Stany Zjednoczone); Chrisa Bakera, Bena Seelausa i Michaela Carvina (Stany Zjednoczone); Michaela Haydena (Australia); Jane Andrews, Preeta i Sandeepa Grewalów (Australia); Bjorna Havemanna (RPA), Muriel Niffle i Orjana Anderberga (Belgia); Ann Fisher i Michaela Spilsbury’ego (Wielka Brytania i Kenia); Jonathana Boxalla (Australia); Christiana i Matthew Brashów (Wielka Brytania), Stephena Donaldsona, Sue Bloomfield, Billa Flynna, Alexandry Gosden i Franka Richardsa (Australia); Michaela Annanda, Raya Beattiego, JR Cruickshanka, Iana Younga, Gregora Thomsona, Graeme Morrison, Gordona Duncana, Stephena Reida, Colina Morrisona i Colina Browna (wszyscy ze Szkocji); Roba i Garetha Blakesleyów (Wielka Brytania); Marka Shony’ego, Caitlin i Patricka Synnottów (Wielka Brytania); Nigela, Kim i Wiliama Binksów (Wielka Brytania); Kim i Charliego McGuire’ów (Stany Zjednoczone); Toma Stoa (Stany Zjednoczone); Jenny Bennett (Stany Zjednoczone); Jorgego Campos-Valleio i Carlosa Martina Ruiza De Gordejuela (Hiszpania, Belgia i Grecja); Arielli Goodley; Johna Reesa-Evansa z Drużyny Kilimandżaro; przewodników Freddiego Achedo, Deodatusa Na’alli, Jamesa Matu, Johna Najmana, Joshuy Ruhimbiego, Deo Shayo, Simona Kahya, Patrika Moshi, Felixa Akasa, Saumu Burchani Myusa i Aleksa Minja; podziękowania dla Franka Mtei za jego pomoc przy przewodniku o Chagga oraz Aminy Malya i Vincenta Munuo za sprawdzenie; podziękowania dla Shafiego Msiru i całej Drużyny Kilimandżaro; Joego Ventury i Valerie Todd z Amani; dr. Douga Hardy’ego za pomoc przy rozdziale o klimacie.

Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę z tego, że to w dużej mierze dzięki waszemu wkładowi ta edycja przewodnika jest jeszcze lepsza od poprzednich. Jeżeli chodzi o wydawnictwo Traliblazer, chciałbym podziękować Nickowi Hillowi za przemienienie moich dziecinnych gryzmołów w piękne mapy; Patricii Major za złożenie moich niespójnych notatek w coś, co choć trochę przypomina język angielski (w pierwszej edycji), Jimowi Manthorpe’owi za dokonanie podobnych cudów, jeżeli chodzi o drugą edycję, i Nicky Slade za tę edycję; Jane Thomas za korektę i indeks, a także, jak zawsze, Brynowi, bo dzięki niemu przewodnik ten mógł ujrzeć światło dzienne.

WSTĘP

Kilimandżaro to pokryta śniegiem góra wysokości 19 710 stóp, o której powiadają, że jest najwyższa w Afryce. Szczyt zachodni znany jest pod nazwą Ngàje Ngài, czyli Dom Boga. Tuż pod zachodnim szczytem leży wyschnięty i zamarznięty szkielet lamparta. Nikt nie potrafił dotąd wytłumaczyć, czego mógł szukać lampart na tak wielkiej wysokości.

Ernest Hemingway, „Śniegi Kilimandżaro”, 1936, przekład Mira Michałowska, Książka i Wiedza, 1986

26 października 2007 r. Gérard Bavato z Francji stał u wejścia na szlak Marangu na pd.-wsch. stokach najwyższej góry Afryki, Kilimandżaro. Można wyobrazić sobie, co wówczas widział, gdyż powtarza się to niemal codziennie. Rozentuzjazmowany tłum tragarzy, przewodników i strażników, pakujących, ważących i sprawdzających cały sprzęt. Cichy szmer radości współpodróżników Gérarda, kiedy stali u progu swej największej życiowej wędrówki. Być może było tam nawet stado koczkodanów czarnosiwych baraszkujących w koronach drzew albo przebłyski szkarłatu wydobywające się spod skrzydeł turaka szybującego między drzewami i przyglądającego się zamieszaniu poniżej.

Dla monsieur Bavato główny cel tamtego dnia nie różnił się w ogóle od ambitnych planów jego towarzyszy – chciał zdobyć szczyt. Jednak w przeciwieństwie do nich, Gérard planował ominąć wiele czynników, które czynią trekking na Kilimandżaro tak wyjątkowym. Nie dla niego było leniwe spacerowanie przez cztery piętra roślinności góry ani okazjonalne przerwy na podziwianie widoków czy badanie wyjątkowej flory rejonu. Gérard nie zamierzał również rozkoszować się błogimi wieczorami spędzonymi na przegryzaniu popcornu, dzieleniu się opowieściami czy obserwowaniu gwiazd wraz z towarzyszami podróży. Pana Bavato nie interesowało również umacnianie wspaniałej więzi, która tworzy się między podróżnikiem a jego towarzyszami, kiedy to dzień po dniu posuwają się naprzód po stokach góry – to poczucie koleżeństwa, które rośnie z każdym kolejnym krokiem, dopóki wyczerpani nie staną razem na najwyższym punkcie Afryki.

To właśnie te doświadczenia czynią trekking na Kilimandżaro tak niezwykłym i wyjątkowym. Jednak Gérard postanowił unikać ich wszystkich, bowiem ze znanych tylko sobie powodów zdecydował się wbiec na szczyt, co też mu się udało. Ukończył 36,5-kilometrową trasę od podnóży do szczytu w niesamowitym czasie 5 godzin 26 minut i 40 sekund, kiedy przeciętnemu podróżnikowi przejście tego szlaku zajmuje od pięciu do sześciu dni!

Góra dla ekscentryków

Jakkolwiek Gérard mógł się wydawać szalony, na jego obronę można dodać, że nie jest on jedyną osobą posiadającą tak nietypowe podejście do zmagania się z Kilimandżaro. Weźmy na przykład kuzynów Crane z Anglii, którzy wjechali na szczyt na rowerach, żywiąc się jedynie batonikami Mars, które poprzywiązywali do kierownic. Albo anonimowego Hiszpana, który w latach 70. zeszłego wieku wjechał na szczyt motocyklem. Lub nawet Douglasa Adamsa, autora serii „Autostopem przez Galaktykę”, który w 1994 r., biorąc udział w akcji charytatywnej, dotarł na górę w gumowym kostiumie nosorożca.

Znana jest również historia (raczej nieprawdziwa) człowieka, który aby dostać się do Księgi Światowych Rekordów Guinessa, całą drogę przebył, idąc tyłem. Jednak po powrocie okazało się, że został pokonany przez kogoś, kto dokonał dokładnie tego samego wyczynu zaledwie kilka dni wcześniej.

To tylko kilka przykładów wejścia na górę. Jeżeli chodzi o zejście, również istnieje kilka ciekawych historii. Na przykład zjazd na nartach, którego po raz pierwszy podjął się Walter Furtwangler w 1912 r., czy zjazd na snowboardzie, dokonany po raz pierwszy przez Stephena Kocha w 1997 r., a nawet pokonywanie drogi w dół na lotni, co było dosyć modne jeszcze kilka lat temu.

Nie daj się zwieść pozorom

Rowerzyści, narciarze, bohaterowie niespełna rozumu, motocykliści czy chodzący tyłem: nic dziwnego, że po usłyszeniu, ilu ludziom udało się wejść na Kilimandżaro w ostatnim stuleciu lub o sposobie, w jaki tego dokonali, wiele osób uważa, że trekking na Kilimandżaro to bułka z masłem. Jeżeli Czytelnicy myślą tak samo, można im wybaczyć.

Nawet jeśli zostało Wam wybaczone, to musicie pamiętać, że tkwicie w błędnym przekonaniu. Relacje z ekspedycji zwieńczonych sukcesem często pojawiają się w mediach, przyćmiewając opowieści o cierpieniu i tragediach, które im towarzyszą. Wystarczy podać jeden przykład: ze wszystkich reportaży dotyczących obchodów nowego milenium, kiedy to ponad 7000 osób stanęło na stokach Kilimandżaro podczas tygodnia noworocznego, a 1000 podczas samej tylko nocy sylwestrowej, prawie żaden nie wspomina, że ponad jedna trzecia osób, które brały udział w tych uroczystościach, nie dotarła do szczytu ani nawet w jego pobliże, lub że 33 osoby wymagały pomocy ratowników, a w przeciągu tych siedmiu dni 3 osoby zginęły.

Powodem, przez który nie powiodło się wiele prób wejścia na szczyt, jest choroba wysokościowa. Występuje ona wtedy, gdy podróżnik zbyt szybko zdobywa wysokość, nie pozwalając tym samym swojemu ciału na dostosowanie się do rozrzedzonego powietrza. Gérard Bavato nie tylko ustanowił rekord, wchodząc na Kilimandżaro w czasie krótszym niż sześć godzin, lecz także niechcący dał zły przykład innym. Statystyki dokładnie pokazują, jak trudne może być podejście na ten szczyt. Według władz parku prawie jedna na cztery osoby, które podejmują się tego zadania, nie dociera nawet do samego krateru. Władze przyznają również, że rocznie podczas wejścia na Kilimandżaro ginie kilka osób. Niezależni obserwatorzy twierdzą, że liczba ta jest bliska dziesięciu.

Nie ma wątpliwości, że trekking na Kilimandżaro może przynieść dużo radości, ale istnieje również wiele sposobów, na jakie ta wyprawa może nas zniszczyć. Prawda jest taka, że Kilimandżaro jest bardzo dużą górą i, jak wszystkie duże góry, jest biegła w zabijaniu nieprzygotowanych, nieroztropnych lub tych, którym po prostu zabrakło szczęścia. Nazwa, jaką Masajowie nadali górze, mianowicie Dom Boga, wydaje się właściwa, zważywszy na liczbę osób, które każdego roku na stokach Kilimandżaro udają się na spotkanie ze Stwórcą.

Na pewnym etapie potrzebowaliśmy minuty na zrobienie trzydziestu pięciu małych kroczków. Choroba wysokościowa dopadła już chłopaków i dwóch z nich płakało, błagając, aby się poddać. Wszyscy instruktorzy za wyjątkiem Lubego i mnie byli w złym nastroju i zaczynali poważnie chorować. Wszystko stało się bardzo ryzykowane. Jeden fragment zejścia był jak pole bitwy. Ludzie, włączając w to tragarzy, leżeli twarzą do ziemi lub wili się w agonii. Tom i Swato, mimo iż sami byli bardzo chorzy, zebrali ludzi i pomogli znieść trzech nieprzytomnych chłopaków na niższą wysokość.

Z dziennikaGeoffreya Salisbury’ego, który prowadził grupę niewidomych wspinaczy na Kilimandżaro, „The Road to Kilimanjaro”, 1997

Wysokie ryzyko niepowodzenia i liczba wypadków śmiertelnych mówią same za siebie – wbrew pozorom wspinaczka na Kilimandżaro nie jest taką łatwą sprawą.

Góra wspaniałości

Mimo tego, że wejście na szczyt nie jest proste, jest on do zdobycia. Żadne techniczne umiejętności, poza zdolnością stawiania jednej stopy za drugą, nie są potrzebne, aby wejść na najwyższy szczyt Afryki, gdyż w gruncie rzeczy nie ma tu prawie w ogóle elementów wspinaczki. Jedynie bardzo dużo chodzenia, chyba że wybierzemy własną, trudniejszą ścieżkę. Tak więc każda osoba powyżej 10. roku życia (minimalny wiek, aby legalnie wejść na Kilimandżaro), wykazująca się odpowiednią postawą, rozsądnym podejściem do aklimatyzacji, sprawnymi mięśniami łydek i sporą liczbą ciepłych ubrań, jest w stanie dotrzeć na szczyt. Nawet ludzie cierpiący na lęk wysokości nie są bez szans, gdyż na zwykłych trasach są zaledwie jedno lub dwa miejsca, które mogą zmusić nas do wyciągnięcia z plecaka paczki Imodium.

Krótko mówiąc, Kilimandżaro jest dla każdego. I po raz kolejny statystyki mogą to potwierdzić: najmłodszy podróżnik, który dotarł na szczyt, miał zaledwie siedem lat, a najstarszy, sędziwy Francuz Valtée Daniel, osiemdziesiąt siedem. Jasne jest więc, że zdobywcy Kilimandżaro są bardzo różnorodni. Pośród nich jest również kilku, którzy pokonali własne słabości i przeszkody stojące im na drodze na szczyt. Właściwie każdego roku pojawia się tu grupa niewidomych podróżników, którzy w niewiarygodny sposób docierają na szczyt, używając jedynie zmysłów słuchu i dotyku. W styczniu 2004 r. na szczyt udało się dotrzeć czterem niepełnosprawnym alpinistom, którzy ulegli wypadkowi podczas poprzednich wypraw na inne góry. Grupa ta składała się z Australijczyka Petera Steane’a, który w wyniku trwałego uszkodzenia nerwów chodzi i wspina się przy pomocy dwóch stabilizatorów nóg, jego rodaka Paula Pritcharda, który cierpi na niedowład prawej części ciała, Singapurczyka Davida Lima, u którego stwierdzono rzadką chorobę nerwową, zespół Guillaina-Barrégo, która częściowo sparaliżowała jego prawą nogę i lewą rękę, i Szkota Jamiego Andrew, niesamowitego człowieka, który przeszedł amputację dłoni i stóp po tym, jak w styczniu 1999 r. nabawił się rozległych odmrożeń podczas ekspedycji wspinaczkowej w pobliżu Chamonix – a mimo to dotarł na szczyt Kilimandżaro z protezami rąk i nóg.

To właśnie ta „przystępność” ma bez wątpienia wpływ na popularność Kilimandżaro. Góra przyciągnęła 40700 podróżników w sezonie 2006–07, potwierdzając tym samym swój status najpopularniejszej góry z tak zwanej Wielkiej Siódemki, czyli najwyższych szczytów na wszystkich siedmiu kontynentach.

Sam ogromny rozmiar jest również czynnikiem wpływającym na urok góry. To Dach Afryki, ogromny masyw, długi na 60 i szeroki na 80 kilometrów, z wysokością dochodzącą niemal do 6 km powyżej poziomu morza. Znany antropolog Charles Dundas twierdził w 1924 r., że pewnego razu był w stanie dostrzec Kilimandżaro z odległości ponad 190 km. Ten ogromny masyw jest na tyle wielki, aby posiadać zróżnicowane warunki pogodowe i, co więcej, oddziaływać na klimat otaczających go krajów.

Wygląd tej cudownej góry jest niespotykanym połączeniem wzniosłości, majestatu i chwały. Wątpliwym jest, czy gdziekolwiek indziej na świecie istnieje drugi tak wspaniały widok.

Charles New, pierwszy Europejczyk, który dotarł do granicy wiecznego śniegu na Kilimandżaro, „Life, Wanderings and Labours In Eastern Africa”, 1873

Jednak nie tylko rozmiar ma znaczenie i same liczby nie oddają uroku Kilimandżaro. By w pełni zrozumieć majestat góry, musimy przyjrzeć się jej atrybutom, których nie da się w pełni wyrazić żadnymi miarami ani zbadać urządzeniami.

Zwłaszcza piękno tego szczytu jest taką cechą. Kiedy przyglądamy się mu, stojąc na równinach Tanzanii, odpowiada naszym dziecięcym wyobrażeniom tego, jak powinna wyglądać góra: wysoka, szeroka i piękna, ogromny trójkąt wyrastający z ziemi. Jego boki zbiegają się, tworząc zadziwiająco symetryczny wierzchołek, zwany Kibo, przystrojony czepkiem błyszczącego śniegu i dumnie wyrastający ponad kłębiącą się brodą chmur. Kilimandżaro nie jest położone na pofałdowanych, górzystych terenach, jak Andy czy Himalaje. Podczas gdy największa góra ze wszystkich, Mount Everest, niemal styka się krawędziami z sąsiadami, przez co wygląda mniej imponująco, Kilimandżaro jest samotnym szczytem, dumnie wznoszącym się ponad równinami Afryki. Oprócz niego, jedyną górą w okolicy, która może próbować się z nim równać, jest znajdujące się około 60 kilometrów na pd. zach. i niższe o 1420 metrów[1] Mount Meru. To, że Kilimandżaro leży dokładnie w samym centrum upalnych równin wschodniej Afryki, tylko kilka stopni (330 km) na południe od równika, a u jego podstawy żyją lwy, żyrafy i inne gwiazdy zwierzęcego świata safari, jedynie dodaje mu charakteru.

Kolejną cechą jest krajobraz samej góry. Kilimandżaro jest tak ogromne, że wejście na szczyt jest jak czterodniowa przeprawa przez cztery pory roku, zaczynając od parnych lasów deszczowych, przez wietrzne wrzosowiska i torfowiska wyższych stoków, wysokogórską pustynię Siodła i płaskowyżu Shira, na arktycznych pustkowiach wokół samego szczytu kończąc. Może i jest na świecie piętnaście wyższych gór, ale z pewnością niewiele jest piękniejszych czy bardziej kuszących.

Siedzę i spisuję swoje świeże jeszcze przeżycia związane z „Etiopskim Mount Olympus”. Czuję jednak, że moje zdolności pisarskie nie są wystarczające, aby w pełni opisać wzniosłe wspaniałości natury, z którymi będę musiał się zmierzyć.

Hans Meyer, pierwszy człowiek, który wspiął się na Kilimandżaro, w swej książce „Ostafrikanische Gletscherfahrten”, 1891

Nie tylko turyści są zachwyceni Kilimandżaro. Góra wryła się także głęboko w świadomość mieszkańców Tanzanii. Wystarczy spojrzeć na półki w supermarketach. Drugie najpopularniejsze piwo nazywa się Kili. Znajdziemy też kawę „Kilimandżaro” (hodowaną na żyznych południowych stokach góry), herbatę „Kilimandżaro” (jak wyżej), wodę mineralną „Kilimandżaro” (butelkowaną po jego zachodniej stronie) i miód „Kilimandżaro” (również pochodzący ze zboczy góry). Na billboardach znajdujących się wzdłuż dróg modelki palą papierosy w jego cieniu, a puszyste i wesołe gospodynie domowe porównują biel swojego prania do błyszczących śniegów Kilimandżaro. Do zapłacenia za te wszystkie dobra możemy użyć tanzańskich banknotów o nominałach 500 TZS bądź 2000 TZS – na rewersach obu znajdziemy podobizny wychwalanych przedstawicieli tanzańskiego królestwa zwierząt (bawoła i lwa), dumnie pozujących na tle charakterystycznej sylwetki najwyższej góry Afryki.

Nie powinno więc być dla nikogo zaskoczeniem, że gdy mieszkańcy Tanganiki w 1961 r. wywalczyli swoją niepodległość od rządów brytyjskich, to jedną z pierwszych rzeczy, jaką zrobili, było umieszczenie pochodni na szczycie Kilimandżaro. Pierwszy prezydent, Julius Nyerere, powiedział o niej:

Świeć między naszymi granicami, dając nadzieję tam, gdzie była rozpacz, miłość tam, gdzie szerzyła się nienawiść, i godność tam, gdzie wcześniej było tylko poniżenie.

Dla Tanzańczyków Kilimandżaro jest więc bez wątpienia czymś więcej niż tylko ogromną górą dzielącą ich od sąsiedniej Kenii. Jest znakiem wolności i potężnym symbolem kraju. A sądząc po podróżnikach, którzy każdego roku podczas trekkingu chętnie godzą się na cierpienie i trudności stawiane przez górę – nie wspominając przy tym o kosztach, jakie ponieśli, by dostąpić tego zaszczytu – szczyt nie jest obojętny nie tylko mieszkańcom Tanzanii.

Jakiekolwiek nie byłyby emocje, które budzi ta góra, i jakikolwiek nie byłby nasz plan, aby ją zdobyć, warto życzyć powodzenia. Ponieważ nawet jeżeli postanowimy iść, a nie biec, zostawimy rower w domu i zrezygnujemy z przyjemności płynącej z noszenia lateksowego stroju nosorożca, wejście na Kilimandżaro nadal będzie jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobimy. Ale bez wątpienia będzie też jedną z najbardziej satysfakcjonujących.

Byliśmy w dobrym nastroju i bez względu na wszelkie trudy i znoje, które postawiło przede mną zadanie, jakie sam sobie wyznaczyłem, nie sądzę, abym tego wieczoru chciał zamienić się miejscami z kimkolwiek na świecie.

Hans Meyer o wieczorze po zdobyciu szczytu, fragment książki „Ostafrikanische Gletscherfahrten”, 1891

W tej edycji

Najważniejszą zmianą, jaką wprowadziliśmy w tej edycji, jest dodanie punktów nawigacyjnych GPS dla wszystkich szlaków na Kilimandżaro. Choć nie są one niezbędne – szanse na zgubienie się na górze są minimalne, jeżeli przez całą podróż będzie nam towarzyszyć licencjonowany przewodnik – z e-maili, które otrzymaliśmy, wiemy, że wielu podróżników podczas wędrówek lubi używać odbiorników GPS i chciałoby załadować do nich punkty orientacyjne, aby wyznaczyć trasę. Wszystkie punkty orientacyjne umieściliśmy na końcu książki i zamieściliśmy na stronie internetowej, skąd można je pobrać za darmo.

Nie licząc dodania punktów orientacyjnych, książka ta jest bardzo podobna do poprzedniej edycji, jeżeli chodzi o styl i układ. Oczywiście wszystkie treści zaktualizowaliśmy, wliczając w to przewodniki po miastach i miasteczkach. Ponadto przeszliśmy ponownie wszystkie szlaki, zarówno na Kilimandżaro, jak i na Meru, aby mieć pewność, że wszystkie opisy są nadal aktualne. Zarówno w obecnej, jak i w poprzedniej edycji, zwróciliśmy się do Karen Valenti z KPAP, aby pomogła nam stawić czoła problemowi złego traktowania tragarzy. Bardzo mile widziane są również wszelkiego rodzaju wskazówki od czytelników dotyczące któregokolwiek z aspektów książki.

www.climbmountkilimanjaro.com – nasza strona!

Strona, którą założyliśmy kilka lat temu, aby współgrała z książką, cały czas rośnie w siłę. Zaprojektowana, by informować naszych czytelników o rozwoju i najnowszych wiadomościach dotyczących góry, teraz zawiera również szczegółowe informacje o wyprawach na Kilimandżaro, które organizujemy. Co dokładnie można znaleźć na stronie?

• Aktualizacje książki

Poczynając od nowych restauracji w Moshi, po zmiany na trasach w rejonie Machame, jeżeli odkryjemy coś nowego lub zajdą jakieś zmiany od czasu publikacji książki, to jest miejsce, gdzie będzie można się wszystkiego dowiedzieć.

• Odnośniki do blogów

Piszecie bloga o swojej wyprawie na Kilimandżaro? Czemu nie zamieścić odnośnika na naszej stronie internetowej, aby inni mogli śledzić Wasze postępy?

• Charytatywne wyprawy trekkingowe

Jeżeli jesteście zaangażowani w charytatywną wyprawę na Kilimandżaro lub próbujecie taką zorganizować, na stronie znajdziemy miejsce, w którym będziecie mogli opowiedzieć o niej całemu światu.

• Odnośniki do stron związanych z Kilimandżaro

Linki do stron, które, naszym zdaniem, są warte odwiedzenia.

• Galeria sław Kilimandżaro

Świętujmy swoje osiągnięcia razem z całym światem, publikując zdjęcia ze szczytu, na których jesteśmy razem z przyjaciółmi.

[1] W źródłach wysokość Mount Meru waha się od 4420 do 4565 m (przyp. red.).