Kiedy jesteś przy mnie - Sandi Lynn - ebook
Opis

Rory Sinclair przeżyła brutalny atak i wpadła w ramiona milionera Iana Braxtona. Zaopiekował się nią, uleczył i oboje podarowali sobie coś, czego wcześniej nie znali...

 

Mam na imię Rory i po raz pierwszy jestem szczęśliwa. Znalazłam miłość mojego życia, moją bratnią duszę. Byliśmy brakującymi elementami w naszym świecie i teraz, gdy jesteśmy razem, nasza więź jest silniejsza niż kiedykolwiek. Budujemy wspólną przyszłość, chociaż nie wierzyłam, że w ogóle mogę mieć jakąś przyszłość.

I nagle mój zły los znów śmieje mi się prosto w twarz…

 

Mam na imię Ian i po raz pierwszy czuję się spełniony. Rory podarowała mi na nowo życie i nadzieję. Jest moim snem, z którego nigdy nie chcę się obudzić.

Ale nawet najpiękniejszy sen kiedyś się kończy. Czy znów będę sam - okłamany przez kogoś, komu ufałem najbardziej?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 305

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Korekta

Magdalena Stachowicz

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© NotarYES/Shutterstock

Tytuł oryginału

When I Lie With You

When I Lie with You (A Millionaire’s Love, 2)

Copyright © 2014 by Sandi Lynn Romance, LLC.

Published by arrangement with Browne & Miller Literary Associates, LLC.

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2015 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5468-5

Warszawa 2015. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

juras@evbox.pl

Moim niezwykłym, cudownym fanom. 

Bez Was te książki by się nie ukazały. 

Dziękuję z głębi serca 

za Waszą miłość do romantycznych historii 

i za całe wsparcie. 

Codziennie docierają do mnie 

miłe wiadomości od Was; 

są dla mnie inspiracją 

i zachętą do dalszego pisania. 

Dlatego wielkie dzięki. 

Mam

Rozdział 1

RORY

Nasz samolot miał wylecieć z Paryża o dziesiątej rano. Ian nie pożyczył maszyny ojca, bo Richard poleciał na świąteczną wycieczkę. Był Nowy Rok, oboje mieliśmy kaca po alkoholu i sporej ilości seksu. Nowy Rok powitaliśmy z Ianem szampańsko, ale teraz trzeba było wracać do rzeczywistości, do Malibu.

– Szczęśliwego Nowego Roku, kochanie – powiedział Ian i pocałował mnie w głowę.

Leżałam mocno wtulona w jego ramiona, byliśmy tylko we dwoje, nadzy, w pomiętej pościeli po przygodach zeszłej nocy.

– Szczęśliwego Nowego Roku. – Uśmiechnęłam się, odrywając głowę od jego piersi, i pocałowałam go w usta. – Nie chcę wracać do Malibu. Lubię Paryż i chcę tu zostać.

– Możemy tu wrócić, kiedy tylko będziesz chciała. Gdybym mógł się tu przeprowadzić, zrobiłbym to. Spakowałbym ciebie, miał cię całą dla siebie i zapomniał o rodzinie i przyjaciołach. Ale trzeba wracać do rzeczywistości, kochanie. Niestety, musimy pracować, w każdym razie ja muszę.

Posłałam mu niepewne spojrzenie i przygryzłam jego dolną wargę.

– Co masz na myśli, mówiąc, że ty musisz? Ja już dla ciebie nie pracuję?

– Nie, nie pracujesz. Zwalniam cię – uśmiechnął się.

– Panie Braxton, muszę powiedzieć, że nigdy wcześniej nikt mnie nie zwolnił. Mógłbyś mi wyjaśnić, dlaczego zwalniasz mnie ze stanowiska twojej asystentki?

Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, kiedy położył dłoń na moim policzku.

– Chcę, żebyś robiła to, czego naprawdę pragniesz, a praca mojej asystentki tym nie jest. Zajmij się muzyką, zapisz się na lekcje. Świat leży u twoich stóp, kochanie, a ja zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.

– Bardzo cię kocham, Ian – powiedziałam i pocałowałam go delikatnie w usta.

– Ja ciebie też kocham, Rory, i chcę cię uszczęśliwiać.

– Ależ ja jestem szczęśliwa.

– Pewnego dnia może się okazać, że to ci nie wystarcza, nie chcę, żebyś kiedykolwiek patrzyła na mnie z wyrzutem, że nie zrobiłaś w życiu tego, czego pragnęłaś.

Nie spodobało mi się, że powiedział coś takiego. Wiedziałam, że nasz związek nie będzie idealny. Gdyby był, coś byłoby nie tak. Ale kochałam go i zrobiłabym wszystko, żeby uszczęśliwić go tak, jak on mnie. Odwrócił mnie na plecy, wsunął mi dłoń do majtek, chwycił mnie od dołu i zanurzył we mnie palec.

– Jesteś wilgotna – szepnął.

– Przy tobie zawsze jestem wilgotna – uśmiechnęłam się i zagryzłam dolną wargę.

Wpatrywał mi się w oczy, pochylając się nade mną.

– Jesteś wyjątkowa, nigdy nie znudzę się powtarzaniem, jak bardzo cię kocham. A teraz rozchyl nogi, kochanie. Muszę cię przelecieć, zanim wyjedziemy na lotnisko.

Kiedy Ian się golił, podeszłam do niego od tyłu i obserwowałam go w lustrze. Wyglądał niezwykle seksownie i zabójczo pachniał. Przerwał golenie i spojrzał na mnie.

– Co robisz? – spytał.

– Patrzę, jak się golisz.

– Dlaczego?

– Bo jesteś seksowny i nie mogę się powstrzymać.

– Znam to uczucie, skarbie. Czuję się tak, kiedy patrzę na ciebie. – Wrócił do golenia.

Jego oczy znów spojrzały na mnie w lustrze. Odłożył maszynkę i odwrócił się do mnie. Powoli rozwiązał pasek mojego szlafroka i zsunął mi go z ramion, pozwalając mu opaść na podłogę. Jęknął cicho i się uśmiechnął.

– Błagasz mnie, żebym cię przeleciał, prawda?

– Wywnioskowałeś to po tym, jak ci się przyglądałam, kiedy się goliłeś? – spytałam.

– Tak. Znam te twoje miny. W tej chwili masz wypisane na twarzy: „Chcę, żebyś przeleciał mnie natychmiast”.

Z kremem do golenia na twarzy wsunął we mnie palec. Westchnęłam i odchyliłam głowę.

– Wiedziałem, że tego chcesz. Jesteś cała mokra. – Uśmiechnął się, chwycił mnie za biodra, odwrócił i posadził na umywalce.

Objęłam go nogami, a on, nie tracąc czasu, zanurzył się we mnie. Przytrzymując mnie za biodra, płynnie wsuwał się i wysuwał.

– Boże, skarbie, jesteś niesamowita – dyszał. – Nigdy nie będę miał cię dość.

Moje jęki stawały się coraz głośniejsze, kiedy wchodził we mnie i wychodził, a ja drżałam z podniecenia. Położył palec na mojej łechtaczce i zataczał kręgi. Moje ciało naprężyło się, a ciepła wilgoć otoczyła jego członek.

– Cholera, Rory – powiedział bez tchu, podniósł mnie z umywalki i odwrócił tak, że byłam zwrócona twarzą do lustra. – Patrz na mnie w lustrze, kochanie. Patrz, jak będę cię pieprzył od tyłu.

Zrobiłam to, o co prosił; serce mi łomotało, a skóra zrobiła się wilgotna. Najseksowniejsze w tym wszystkim było to, że jego twarz nadal pokrywał krem do golenia. Wbijał się we mnie, trzymając mnie za piersi i ściskając palcami moje stwardniałe sutki, przez co znów poczułam ciepło między nogami. Moje ciało domagało się kolejnego orgazmu, kiedy wszedł we mnie mocno i eksplodował we mnie, sprawiając, że znów doszłam. Zamknął oczy i stał, zanurzony we mnie, opróżniając się do ostatniej kropelki, a potem objął mnie i mocno przytulił.

– Kocham cię – wyszeptał.

– Ja ciebie też kocham – powiedziałam, odchylając głowę i spoglądając na niego.

– Niech to… niech to szlag! – warknął Ian, chwytając mnie za rękę i ruszyliśmy pędem przez lotnisko do naszej bramki. – To twoja wina, skarbie. Gdybyś wyszła z łazienki zamiast patrzeć, jak się golę, nie musiałbym cię przelecieć i zdążylibyśmy na powrotny lot.

– Nie moja wina, że nie potrafisz utrzymać fiuta w spodniach, panie Braxton.

– Tak? Jeszcze ci pokażę, że nie potrafię utrzymać fiuta z daleka od ciebie. – Puścił do mnie oko.

Zaśmiałam się w duchu, bo wiedziałam, że nie zdążymy na samolot. Nadano już ostatnie wezwanie dla pasażerów. Nie miałam nic przeciwko temu, żebyśmy spędzili w Paryżu jeszcze jedną noc. Tak naprawdę wcale nie chciałam wracać do Malibu i użerać się z Richardem i Andrew. Ian ciągnął mnie za sobą, a kiedy w końcu dotarliśmy do bramki, drzwi się zamknęły.

– Musimy dostać się na ten samolot – oświadczył stanowczo Ian.

– Przykro mi, sir, ale jest za późno. Zakończyliśmy wpuszczanie na pokład – powiedziała kobieta z wyraźnym francuskim akcentem.

– Nigdy nie jest za późno, kochanie. – Ian się uśmiechnął i wyjął z kieszeni plik banknotów. – Zadzwoni pani do pilota i powie, że ma pani dwoje pasażerów, którzy wsiadają na pokład, więc musi zaczekać. Jeżeli pani to dla mnie zrobi, będę niezmiernie wdzięczny. – Puścił do niej oko.

Przewróciłam oczami na ten jego czar. Widziałam, że kobiecie już miękną przez niego kolana. Chwyciła telefon i chyba zadzwoniła do pilota, bo nim zdążyłam się zorientować, drzwi się otworzyły i zostaliśmy odprowadzeni do pierwszej klasy. Usiadłam na moim miejscu i spojrzałam na Iana.

– Co? – spytał.

Siedziałam i kręciłam głową.

– Nie mogę uwierzyć, że udało ci się wsadzić nas do tego samolotu.

Ian zachichotał i ujął mnie pod brodę.

– Ja mogę wszystko, Rory. Jeszcze się nie zorientowałaś?

– Owszem, zorientowałam się. Ale wydaje mi się, że po powrocie do Malibu pierwsze, co powinieneś zrobić, to kupić sobie samolot. – Roześmiałam się.

– Tak zrobię – zapewnił.

Otworzyłam szeroko oczy i przestałam się śmiać.

– Żartowałam.

– Ale ja nie żartuję. Kupuję sobie samolot. Powinienem był to zrobić dawno temu, ale zawsze korzystałem z samolotu taty. Teraz, kiedy jestem z tobą, będziemy więcej podróżować i chyba najlepiej mieć nasz własny.

Powiedział „nasz”, to znaczy, że samolot będzie mój i jego. Uszczęśliwił mnie tym, co powiedział. Uczucie niepewności znikło, a ja poczułam się spełniona. Wypiliśmy po kilka kieliszków wina i zasnęłam z głową na ramieniu Iana.

„Twój ojciec – próżniak, wszawy oszust – pieprzył moją siostrę, zrobił jej dziecko i zniszczył mi życie. Ty i twój brat jesteście niczym innym, jak nieustannym tego wspomnieniem”.

Podskoczyłam i usiadłam prosto. Oczy miałam szeroko otwarte i dopiero po chwili zorientowałam się, gdzie jestem.

– Kochanie, wszystko w porządku? – spytał Ian, chwytając mnie za rękę.

Wzięłam głęboki oddech.

– Nic mi nie jest. Coś mi się po prostu przyśniło.

– Co? Od dawna nie miałaś koszmarów, prawda?

– O mojej ciotce. Nie ma się czym przejmować. Będę dalej chodziła do doktora Neila, kiedy wrócimy.

Uniósł moją dłoń do ust i delikatnie ją pocałował.

– Dobry pomysł.

– Miałam cię o coś spytać… Skoro nie jestem już twoją asystentką, zatrudnisz nową osobę?

Ian posłał mi lekki uśmiech i musnął palcem zarys mojej twarzy.

– Martwisz się, że przyjmę następną piękną kobietę, która zajmie twoje miejsce?

– Tak. Muszę wiedzieć, kiedy trenować, żebym mogła skopać jej tyłek, kiedy mi cię ukradnie. – Uśmiechnęłam się.

– Nikt nigdy nie ukradnie mnie tobie, Rory. A odpowiadając na twoje pytanie: nie, nie zatrudnię nowej asystentki.

– Dlaczego?

Kąciki jego warg lekko się uniosły, kiedy o to spytałam.

– To stanowisko stworzyłem dla ciebie, bo chciałem cię codziennie widywać. Kiedy się wyprowadziłaś, czułem się samotny i zrozumiałem, jak bardzo pragnę i potrzebuję mieć cię blisko.

– Ian… – wyszeptałam.

– Chciałem mieć cię przy sobie tak, żebym nie musiał przyznawać, że jestem w tobie zakochany, a mogłem to osiągnąć zatrudniając cię jako moją pracownicę. Nadal będziesz traktowana jak moja asystentka. Będziesz dostawała cotygodniową pensję i nadal będę ci opłacał ubezpieczenie zdrowotne, ale nie będziesz wykonywać pracy sekretarki.

– W takim razie, co mam robić, żeby na to zapracować?

– Nic. Wystarczy, że przy mnie będziesz. – Pochylił się i pocałował mnie w usta. – Spróbuj się przespać, kochanie. Za jakieś trzy godziny lądujemy.

Poprawiłam sobie poduszkę na jego ramieniu i przyłożyłam głowę. Do cholery, o co chodzi z tym koszmarem?

Rozdział 2

Jak tylko przekroczyliśmy próg, Ian wziął mnie na ręce i wniósł po schodach na górę.

– Co robisz? – Zdziwiłam się.

– Coś, co powinienem był zrobić jakiś czas temu. Niosę cię do naszej sypialni.

Otworzył drzwi lekkim kopniakiem i położył mnie na łóżku. Odgarnął mi z twarzy kilka kosmyków i spojrzał mi w oczy.

– To nasze łóżko, kochanie. Nasze łóżko, w którym będziemy spali, pieprzyli się i odpoczywali. Nigdy dotąd nie było w nim żadnej kobiety.

Poczułam motyle w żołądku, kiedy to powiedział. Moje myśli natychmiast zaczęły krążyć wokół drugiego pokoju. Zapytać go o niego? Czy dać sobie spokój? Postanowiłam odpuścić, bo była to nasza pierwsza noc po powrocie.

– Poczekaj sekundę. – Ian wstał i chwycił telefon.

– Co robisz? – roześmiałam się.

– Parę zdjęć ciebie na łóżku. Podoba mi się, jak na nim wyglądasz. – Uśmiechnął się.

Wiedziałam, że to dla Iana ważny krok, a to, że byłam jedyną kobietą, jaka kiedykolwiek siedziała czy leżała na tym łóżku, sprawiało, że wszystko wydawało się jeszcze bardziej nierealne. Pozowałam mu, a on wziął głęboki oddech. Odłożył telefon i przyczołgał się do mnie, przez cały czas oblizując wargi i wpatrując się we mnie drapieżnym spojrzeniem. Zagryzłam dolną wargę i się uśmiechnęłam, a on położył mnie na plecach i pochylił się nade mną.

– Uszczęśliwiasz mnie. Nigdy nie byłem tak szczęśliwy. Kiedy jesteś ze mną, jestem szczęśliwy, kiedy cię nie ma, jestem smutny. Chciałem tylko, żebyś o tym wiedziała.

Uniosłam dłonie i przeczesałam palcami jego włosy.

– Ty też mnie uszczęśliwiasz, oprócz ciebie nie chcę od życia niczego więcej. Potrzebuję cię, Ian.

Pochylił się i przywarł wargami do moich, rozchylając je tak, żeby móc wsunąć mi język do ust. Nasz pocałunek stał się głęboki i namiętny, a on opadł na mnie i objął dłońmi moją głowę. Przerwał pocałunek i zaczął błądzić wargami po mojej szyi. Objęłam go nogami i poczułam na sobie jego sztywny członek. Nasze oddechy stały się szybsze, serca zaczęły szybciej bić. Chciałam się z nim kochać. Jego dłoń powędrowała w górę mojej koszuli, a palce chwyciły twardniejącą brodawkę.

– Przeleć mnie, Ian – powiedziałam bez tchu.

– Już się robi – wyszeptał, ściągając mi majtki.

Nagle dobiegł nas z dołu głos.

– Cześć, Ian, Rory… gdzie jesteście? Wiem, że jesteście w domu, więc daję wam pięć sekund, żebyście się doprowadzili do porządku i zeszli na dół! – krzyknęła Adalynn.

Ian spojrzał na mnie.

– Poważnie?

Nie byłam w stanie powstrzymać się od śmiechu.

– Poważnie.

Ian zsunął się ze mnie i poszedł do łazienki. Wstałam z łóżka, spojrzałam w lustro, przeczesałam palcami włosy i poprawiłam ubranie. Jak tylko Ian wyłonił się z łazienki, chwycił mnie za rękę i zeszliśmy na dół.

– Doskonałe wyczucie czasu, jak zwykle, Adalynn – powiedział Ian.

– Przepraszam, ale na pieprzenie macie całe życie. Chodź tu, skarbie. – Uśmiechnęła się i wyciągnęła do mnie ręce.

Z radością przyjęłam jej uścisk. Tak miło było znów ją widzieć.

– Cudownie cię widzieć, Adalynn. Szczęśliwego Nowego Roku.

– Nawzajem, szczęśliwego Nowego Roku. – Pocałowała Iana w policzek. – Chcę usłyszeć wszystko o Paryżu! – zażądała.

– Wróciliśmy do domu niecałą godzinę temu. Myślisz, że moglibyśmy opowiedzieć ci o tym jutro? Rory i ja jesteśmy wykończeni – powiedział Ian, spoglądając na nią.

– Nie. Jestem tu teraz i chcę usłyszeć wszystko. A właściwie, Ian, ty możesz iść na górę. Mamy z Rory trochę zaległości do nadrobienia.

– Jeszcze coś, Adalynn. Musimy sobie porozmawiać na temat pewnego kłamstwa – powiedział Ian, celując w nią palcem.

– Och, daj spokój. W końcu wszystko się udało, przy twoim patologicznym zachowaniu nie zamierzałam ci przekazać żadnych informacji.

Ian westchnął i wbił w nią wzrok. Spojrzał na mnie i pocałował mnie w usta.

– Dobra, poplotkujcie sobie. Ja pójdę wziąć prysznic.

– W porządku.

– Cześć, Ian. Miło było cię widzieć – powiedziała Adalynn z chytrym uśmieszkiem.

– Daruj sobie, Adalynn – warknął i ruszył na górę.

Adalynn chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła prosto do kuchni, Kazała mi usiąść przy stole, sięgnęła do szafki i wyjęła dwa kieliszki do wina.

– No i? Chcę szczegółów! Mnóstwa szczegółów. – Uśmiechnęła się i wyjęła butelkę ze stojaka na wino.

– Było bardzo romantycznie. On jest taki romantyczny, jesteśmy oficjalnie zakochani.

Podeszła do stołu i podała mi kieliszek wina.

– Wiedziałam, że zmądrzeje. No dobra, właściwie nie wiedziałam i przez chwilę się martwiłam. Ale cieszę się, że poszedł po rozum do głowy. Wiedziałam, że cię kocha.

– Rozmawiałaś z nim po powrocie z Paryża? – spytałam.

– Nie. Nie rozmawiałam. Nie miałam okazji, a jeżeli mam być szczera, po cichu miałam nadzieję, że sam do tego dojdzie. Co teraz?

Wzięłam kieliszek i wypiłam łyk wina.

– Chyba zamieszkamy razem i rozpoczniemy wspólne życie. Wspomniałam ci, że zwolnił mnie ze stanowiska asystentki?

– Co takiego?!

– Chce, żebym zapisała się na lekcje muzyki i robiła to, na co mam ochotę. Nie chce, żebym czegokolwiek żałowała.

– Tak powiedział? – spytała, szczerze zaskoczona.

– Tak.

– Dziewczyno, wzięłaś nieźle porąbanego faceta i go odmieniłaś. Jesteś moją bohaterką. – Uśmiechnęła się, unosząc kieliszek.

Kiedy przysuwałam kieliszek do jej kieliszka, do kuchni wszedł Ian. Był świeżo po kąpieli i miał na sobie tylko spodnie od piżamy. Wyglądał niesamowicie seksownie, miałam na niego straszną ochotę.

– Co opijacie? – spytał, sięgając do szafki po kieliszek.

– Wasz powrót. Cieszę się, że przywiozłeś moją przyjaciółkę do domu, bo nie mogłam znieść myśli, że zostanie w Paryżu i nie wróci.

– Jedyne miejsce, w którym zostanie, to to przy mnie. – Uśmiechnął się i pocałował mnie w głowę.

Adalynn dopiła wino i wstała.

– Fajnie było, ale muszę lecieć. Na pewno jesteście skonani po podróży, a ja muszę pozałatwiać parę spraw związanych ze ślubem.

– Ustaliliście datę? – spytałam wstając z krzesła i podeszłam do niej.

– Jeszcze nie. O tym musimy porozmawiać z Danielem, jak wróci do domu.

Podeszła do Iana i pocałowała go w policzek.

– Bystry jesteś, panie Braxton, i dzięki, że przywiozłeś ją do domu. – Puściła do mnie oko i uściskała mnie lekko.

– Powinnaś podziękować jej, bo już myślałem, że każe mi się odwalić i że wrócę do domu sam.

Adalynn odwróciła się i uśmiechnęła do niego, a potem wyszła. Usiadłam Ianowi na kolanach i objęłam go.

– Wyglądasz na zmęczoną, kochanie – powiedział, głaszcząc mnie po policzku.

– Bo jestem skonana.

– Więc chodźmy do łóżka. Bardzo chciałbym dokończyć to, co zaczęliśmy, ale musisz odpocząć.

Wydęłam wargi i dotknęłam czołem jego czoła.

– Masz rację, ale zdążymy odpocząć za wszystkie czasy po tym, jak będziesz się ze mną kochał.

Kąciki jego ust się uniosły, a potem musnął wargami moje.

– Jesteś taka seksowna… i cała moja.

– Zawsze byłam twoja – wyszeptałam, a nasz pocałunek stał się bardziej namiętny.

Zdjął mnie z kolan, wziął na ręce i zaniósł do sypialni. Położył mnie na łóżku, zdjął spodnie piżamy, a ja ściągnęłam koszulę. Przesunęłam dłonią w górę i w dół po jego sztywnym członku, a on wydał z siebie gardłowy jęk. Podniósł mnie i powoli zdjął mi spodnie. Jego wargi nakryły moje, a on pchnął mnie z powrotem na łóżko, pochylił się nade mną i zanurzył we mnie palec.

– Strasznie cię pragnę, Rory.

– Ja ciebie też pragnę, Ian.

Mruknął, zanurzając we mnie kolejny palec, żeby się upewnić, czy jestem gotowa.

– Jesteś tak rozkosznie wilgotna, kochanie… muszę cię posmakować.

Cofnął palce, a jego język przesunął się po moim podbrzuszu do pulsującej łechtaczki. Chwycił mnie za nadgarstki i uniósł mi ręce nad głowę. Z moich ust wydobył się delikatny jęk, kiedy jego język poruszał się po nabrzmiałym miejscu, które błagało, żeby mnie wziął. Objęłam go nogami za szyję, a on nie przestawał sprawiać mi rozkoszy, aż w końcu wyprężyłam się, kiedy doprowadził mnie do orgazmu. Kiedy moje ciało doznawało ulgi, wydał z siebie jęk, wypuścił moje nadgarstki, a potem chwycił moje twarde brodawki.

– Muszę cię przelecieć natychmiast. Nie mogę dłużej czekać. Muszę być w tobie – wyszeptał, a potem zmiażdżył wargami moje usta.

Moje ciało przeszyło elektryzujące doznanie, kiedy poczułam, że we mnie wchodzi. Za każdym razem, kiedy się kochaliśmy, łącząca nas więź się umacniała. Nie byliśmy już dwojgiem ludzi, byliśmy jednością.

Rozdział 3

IAN

Głaskałem ją delikatnie po głowie, kiedy leżała w moich ramionach. Tak przyjemnie było ją przytulać, a moje łóżko było dla niej najodpowiedniejszym miejscem. Potrzebowałem jej bardziej niż byłem w stanie przyznać, a ból, jaki sprawiało to nam obojgu, był największym bólem, jakiego zaznałem w życiu. Łóżko przeszło jej zapachem; było to miejsce, do którego należała. Nie pokój w głębi korytarza ani nawet ten sąsiedni. Ale moje łóżko, gdzie będę się z nią kochał do końca życia. Teraz, kiedy byliśmy z powrotem w Malibu, wróciliśmy do rzeczywistości, musieliśmy się zmierzyć z pewnymi sprawami. Jedną z nich był Richard.

Nie mogłem się powstrzymać, musnąłem ją lekko palcem po policzku. Otworzyła oczy i spojrzała na mnie z uśmiechem.

– Dzień dobry – wyszeptała.

– Dzień dobry. Przepraszam, jeżeli cię obudziłem.

– Nie obudziłeś, ale nie miałabym nic przeciwko temu, gdybyś obudził. Jak długo nie śpisz? – spytała.

– Jakieś pół godziny. Leżałem i patrzyłem na ciebie.

Uśmiechnęła się szerzej, uniosła głowę i delikatnie pocałowała mnie w usta.

– Kocham cię.

– Ja ciebie bardziej, kochanie. Chcesz pobiegać? – spytałem.

– Tak, tęskniłam za naszymi biegami po plaży – powiedziała.

Wstaliśmy, włożyliśmy ciuchy do biegania i zeszliśmy na dół, do Charlesa. Poczułem zapach babeczek jagodowych, które upiekł Charles i zaczęła mi ciec ślinka.

– Nie napalaj się, Ian. Będziesz mógł zjeść jedną, jak wrócimy. – Rory się uśmiechnęła.

Znała mnie aż za dobrze. Kiedy weszliśmy do kuchni, Rory podeszła do Charlesa i go uściskała.

– Charles, miło cię widzieć, przyjacielu. Panna Sinclair wprowadza się na stałe, więc masz o nią dbać i spełniać jej prośby.

– Witaj w domu, Rory. Miło cię widzieć. – Charles się uśmiechnął.

– Dziękuję, Charles. Ciebie też miło widzieć – odpowiedziała.

Podszedłem do blatu przy piekarniku, gdzie stygły jagodowe babeczki Charlesa. Kiedy brałem jedną, Rory podeszła do mnie i wyjęła mi ją z dłoni.

– Ej! Co robisz? – spytałem.

– Możesz poczekać, zjesz, jak wrócimy. – Uśmiechnęła się. – Będziesz miał na co czekać.

Położyłem dłonie na jej biodrach i pocałowałem ją w nos.

– Ja już czekam… na coś innego.

– Ja też! Więc lepiej ruszajmy, żebyśmy szybko wrócili. – Puściła do mnie oko.

– Niech cię, kobieto! Już zaczynasz…

Rory położyła dłoń na moich ustach.

– Nie przy Charlesie – wyszeptała mi do ucha.

Pocałowałem ją w czubek głowy i wybiegłem za próg. Ona pobiegła za mną, roześmiana. Biegliśmy wzdłuż wybrzeża naszym równym tempem. Obejrzałem się na nią i się uśmiechnąłem.

– Co? – spytała, doganiając mnie.

– Nic. Pomyślałem tylko, że to nasz pierwszy wspólny bieg w Malibu, odkąd jesteśmy parą.

– To prawda. Cieszysz się? – spytała.

– Niesamowicie, Rory. Muszę ci coś powiedzieć.

Nie chciałem jej o tym mówić, ale w końcu i tak by się dowiedziała i byłaby wściekła. Pomyślałem, że lepiej oczyścić teren od razu. Przystanęła ze zmartwioną miną.

– Co się stało?

– Nie przestawaj biec, skarbie. To nic złego. Pomyślałem tylko, że powinnaś o czymś wiedzieć.

– Ian, powiedz mi wreszcie. – Zaczęła biec obok mnie.

Wziąłem głęboki oddech.

– Kupiłem budynek, w którym mieściła się piekarnia i twoje mieszkanie i poprosiłem o przysługę znajomego, który pracuje dla miasta, żeby przyczepił wywieszkę na twoich drzwiach.

– Co takiego? Do cholery, dlaczego to zrobiłeś, Ian? – spytała, zatrzymując się obok mnie.

To była dla mnie najtrudniejsza rzecz. Nie mogłem jej dłużej odpowiadać: bo tak. Byłem jej winien wyjaśnienie, bo była moją dziewczyną i zwykłe, proste odpowiedzi już nie wystarczały. Przeczesałem palcami włosy, odwróciłem się i stanąłem kilka kroków od niej. Trzymała dłonie na biodrach i przechylała głowę na bok, czekając na odpowiedź.

– Zrobiłem to, bo nie mogłem znieść, że mieszkasz w tym maleńkim pokoiku. Chciałem mieć cię u siebie w domu, a gdybym cię poprosił, żebyś się z powrotem wprowadziła, na pewno byś się nie zgodziła.

– Więc mnie zwyczajnie okłamałeś?

– Nie okłamałem… tak mi się wydaje. Po prostu ci nie powiedziałem. – Podszedłem do niej.

– Nie, Ian. To się chyba klasyfikuje jako kłamstwo.

– Kochanie, posłuchaj. Chciałem, żebyś była ze mną, w moim domu, gdzie będziesz bezpieczna. Chciałem wybawić cię od koszmarów i móc trzymać cię w nocy w objęciach. Wtedy był to jedyny sposób, żebyś wróciła do domu. – Uśmiechnąłem się, ująłem jej twarz i delikatnie pocałowałem ją w usta.

– Skoro jesteś dziś taki wylewny, mam parę pytań, na które też chcę usłyszeć odpowiedzi i chyba jesteś mi je winien, skoro mnie okłamałeś.

– Rory, nie okłamałem cię. Ale odpowiem ci na każde pytanie. – Znów ją pocałowałem.

– Ta blondynka, którą zabrałeś na galę… Przyprowadziłeś ją tamtej nocy do domu i się z nią pieprzyłeś?

Nie mogłem uwierzyć, że mnie o to pyta. Wyraźnie nie dawało jej to spokoju, a ja nie miałem zamiaru kłamać. Nie chciałem budować naszego związku na kłamstwie.

– Nie, Rory. Nie spałem z nią. Prawdę mówiąc, wyszedłem z gali wcześniej i zostawiłem ją tam z Andrew. Kiedy zobaczyłem ciebie, zanim wyszedłem, poczułem się jak szmata. Tamtej nocy wróciłem do domu sam i poszedłem spać.

Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, kiedy usłyszała odpowiedź.

– Chcesz mnie zapytać o coś jeszcze?

– Tak, właściwie, tak. Kiedy przyszłam rano po tym, jak byłeś z Andrew na kolacji, zobaczyłam Andrew, rozmawiającego na dole z dwiema kobietami. Jedna z nich prosiła, żeby podziękował ci za poprzedni wieczór, Andrew powiedział, że biegasz i że nie wie, jakim cudem, skoro spałeś tylko kilka godzin. Pieprzyłeś się z którąś z tych kobiet?

– To wyjaśnia twoje zachowanie tego ranka, kiedy spytałem, czy jesteś na mnie zła. Wiedziałem, że coś cię gryzie. – Przyciągnąłem ją do siebie i oparłem jej głowę o moją pierś, a potem odsunąłem ją i dałem jej kolejnego buziaka. – Przysięgam ci, Rory, na moje życie, że nie spałem z żadną z tych kobiet. Pozwoliłem Andrew skorzystać z pokoju. To on był z nimi dwiema, nie ja. Kazały mi podziękować za to, że użyczyłem im pokoju. Andrew chciał, żebyś myślała, że spałem z jedną z nich. Boże, szkoda, że nie spytałaś mnie o to tamtego dnia.

Zarzuciła mi ręce na szyję i przytuliła się do mnie tak mocno, jak tylko mogła.

– Dziękuję ci, Ian, za szczerość. Bardzo cię kocham.

– Ja ciebie bardziej, kochanie, nie zapominaj o tym. Możemy dokończyć bieg? Jakoś nie mogę przestać myśleć o tych jagodowych babeczkach?

– Wierzę. – Chwyciła mnie za rękę i pobiegliśmy dalej.

– Cholera, Charles, to są chyba najlepsze jagodowe babeczki ze wszystkich, które upiekłeś – powiedziałem, odgryzając kęs.

Rory spojrzała na mnie i się roześmiała. Podeszła do mnie i otarła mi okruchy z ust.

– Szkoda, że nie słyszałeś go w Paryżu, Charles. Mówił ludziom we francuskiej piekarni, że powinni wziąć od ciebie przepis na jagodowe babeczki, bo ich muffinki się do twoich nie umywają.

– Poważnie, Ian? – Charles się uśmiechnął.

– To prawda, Charles. Tamtejsze babeczki są gówniane.

Usiadłem przy stole z muffinką i kawą i wpatrywałem się w Rory, która wyglądała przez okno. Była spocona po biegu i nigdy nie wyglądała lepiej. Stawał mi od samego patrzenia na nią.

– Chyba powinniśmy wziąć prysznic. Muszę na chwilę wpaść do biura.

Spojrzała na mnie z uśmiechem i wstała z krzesła. Podeszła, stanęła za mną i mnie objęła.

– Prysznic to dobry pomysł, bo jestem brudna – wyszeptała mi do ucha. – I chcę być jeszcze brudniejsza z tobą pod prysznicem.

Wbiegła na górę, kręcąc seksownym tyłeczkiem, a ja zerwałem się z krzesła i pobiegłem za nią. Zdjęła koszulkę przez głowę, zanim zdążyła wejść do sypialni, rzuciła ją za siebie. Cholera, była taka piękna, że nie mogłem się doczekać, aż znajdę się z nią pod prysznicem. Odkręciła wodę, zanim zdążyłem pozbyć się ciuchów. Wszedłem pod prysznic i chwyciłem ją za biodra, a ona zarzuciła mi ręce na szyję.

– Obawiam się, że będę musiał cię ukarać.

– Niby za co, panie Braxton? Nie zrobiłam nic złego.

– Owszem, zrobiłaś, panno Sinclair. Nie dałaś mi dokończyć babeczki.

– Jestem przekonana, że ja smakuję lepiej niż twoje jagodowe babeczki. Więc jeżeli nadal jesteś głodny, proszę bardzo, częstuj się. – Uśmiechnęła się do mnie.

Nie tylko obudziła we mnie bestię, ale cieszyła się z tego, a ja byłem szczęśliwy, że mogę zrobić to, o co prosiła.

Rozdział 4

RORY

Pocałowałam Iana na pożegnanie, kiedy szedł do biura. Odkąd przyjechał do Paryża, byliśmy ze sobą przez cały czas i dziwnie się czułam, kiedy wychodził, chociaż wiedziałam, że to tylko chwila. Jutro był dzień odwiedzin w Hudson Rock i nie mogłam się doczekać, żeby zobaczyć Stephena. Kontaktowaliśmy się ze sobą co czwartek przez skype’a, kiedy byłam w Paryżu, ale mimo wszystko tęskniłam za nim i nie mogłam się doczekać, żeby go uściskać.

Podeszłam do pianina i musnęłam palcem obudowę. Usiadłam, ułożyłam palce na klawiaturze i zagrałam Chopina. Zatraciłam się w melodii, ale tym razem nie musiałam przenosić się do innej rzeczywistości. Ta, która mnie otaczała, była idealna, a ja byłam szczęśliwa. Kiedy do pokoju weszła Mandy z uśmiechem na twarzy, przestałam grać i uściskałam ją.

– Rory, tak się cieszę, że wróciłaś. Bez ciebie było strasznie. Pan Braxton był przybity, a ja tak się bałam, że już nigdy cię nie zobaczę – powiedziała i mocno mnie przytuliła.

– Tęskniłam za tobą, Mandy. Już tu zostanę. – Uśmiechnęłam się.

– Tak się martwiłam, że nie wrócisz do pana Braxtona. Wiedział, że za tobą tęskniłam, bo przyszedł do mnie tego dnia, kiedy wyjeżdżał do Paryża i powiedział, żebym się nie martwiła, bo zamierza przywieźć cię z powrotem.

– I przywiózł. Jak ci się udały wakacje? – spytałam.

– Dobrze, dziękuję.

– A co u córki?

– Wszystko w porządku. Tak między nami, pan Braxton dał mi podwyżkę w prezencie gwiazdkowym. Powiedział, że dobrze się spisuję i zasłużyłam sobie na nią.

Zrobiło mi się ciepło na sercu na myśl o tym, że Ian robi to dla Mandy. W końcu się otworzył i stał się człowiekiem, jakim miał być, zanim zostawiła go matka.

– To wspaniale, Mandy. Bardzo się cieszę. Kiedy będę mogła poznać twoją córkę?

– Oj, nie wiem, pan Braxton chyba nie pozwoli mi jej tu przyprowadzić. Nie przepada za dziećmi.

Byłam zdumiona, słysząc od Mandy coś takiego. Ian i ja nigdy nie rozmawialiśmy o dzieciach, więc chyba nie wiedziałam, jakie ma zdanie na ich temat. Moje myśli powędrowały wstecz do dnia, kiedy byli tu Connor i Ellery a on trzymał Julię. Widać było, że czuje się bardzo niezręcznie, a kiedy mnie zobaczył, od razu oddał mi dziecko.

– Nie przejmuj się Ianem. Poradzę sobie z nim. Bardzo chciałabym poznać twoją córkę. Jak ma na imię?

Mandy spojrzała na mnie z uśmiechem.

– Molly.

– To ładne imię.

– Dziękuję, Rory. Powinnam wracać do pracy. – Odwróciła się i odeszła.

Weszłam na górę, żeby przenieść parę rzeczy z mojego pokoju do sypialni Iana. Kiedy znalazłam się na górze, ruszyłam korytarzem, ale przystanęłam i wpatrywałam się w drzwi do „tego pokoju”. Położyłam dłoń na gałce, która, ku mojemu zaskoczeniu, przekręciła się. Powoli pchnęłam drzwi i westchnęłam na widok wnętrza. Ściany nie były już szare. Były w kolorze delikatnej żółci i wieńczyła je sztukateria. Na środku stało duże łóżko z piękną narzutą. Przy ścianie, na której wcześniej wisiały wieszaki, stała biała komoda, a w rogu piękna, pasująca do niej szafa. Byłam zaskoczona i musiałam się rozejrzeć, żeby się upewnić, że to ten sam pokój, który widziałam nie tak dawno.

– Podoba ci się? – usłyszałam za sobą głos Iana.

Podskoczyłam i położyłam sobie dłoń na sercu.

– Ian, przestraszyłeś mnie.

– Przepraszam, kochanie. – Ujął mnie za ramiona.

– Dlaczego już wróciłeś? – spytałam.

– A nie chcesz mnie tu?