Wydawca: Bellona Kategoria: Kryminał Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 235 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Każdy umiera sam - Mari Jungstedt

Pewnego dnia z salonu fryzjerskiego w Visby znika bez śladu trzyletnia dziewczynka, córka pracującej tam Evy Eliasson. Rozpoczyna się śledztwo policyjne, na którego czele stoi Karin Jacobsson. W trakcie śledztwa mała Vilma pojawia się niespodziewanie przed salonem cała i zdrowa. Policja niestety nie może uzyskać od dziewczynki, która zdaje się być w szoku, żadnych informacji.

W niedługim czasie z targu w Hemse znika kolejna dziewczynka, Heidi Forss. Pomiędzy jej rodzicami stosunki od jakiegoś czasu źle się układają, co spowodowane jest tajemnicą, którą skrywała Anna Forss przed swoim mężem. Rozpoczyna się kolejne śledztwo.

Sytuacja przybiera tragiczny obrót w momencie, gdy w opustoszałej okolicy spacerujące małżeństwo znajduje w jeziorze ciało Anny Forss. Podejrzenia padają na jej męża, który zostaje tymczasowo aresztowany. Wychodzi też na jaw tajemnica skrywana przez Annę Forss, a na komisariacie w Visby zostaje przesłuchana organistka, będąca zaufaną słuchaczką Davida Forssa.

Po długim śledztwie, serii fałszywych tropów i przesłuchaniu wielu świadków zagadka zabójstwa Anny Forss oraz zaginięcia Vilmy Eliasson i Heidi Forss zostaje rozwikłana.

Książka kończy się, gdy komisarz Anders Knutas wraz z Karin Jacobsson wybiera się na Gran Canarię, aby powrócić do miejsca śmierci Very Petrov. Śmierć ta tak bardzo go zestresowała, że aż spowodowała depresję. Rankiem, czekając na taksówkę, Knutas zauważa nieznajomego mężczyznę siedzącego w samochodzie nieopodal jego domu. Po kilku tajemniczych sytuacjach postanawia się upewnić, czy za wszystkimi przypadkami stoi mąż Very Petrov, Steffan Norrström

Opinie o ebooku Każdy umiera sam - Mari Jungstedt

Fragment ebooka Każdy umiera sam - Mari Jungstedt

Tytuł oryginałuDu går inte ensam

Projekt okładki i stron tytułowych Anna Damasiewicz

Zdjęcie na okładce © Dmitry Laudin|shutterstock.com

Redaktor merytoryczny ewa grabowska

Redaktor prowadzący Zofia Gawryś

Redaktor techniczny BEATA JANKOWSKA

Korekta EWA GRABOWSKA, JOANNA PROCZKA

Copyright © Mari Jungstedt, 2014 First published by Albert Bonniers Förlag, Stockholm, Sweden Published in the Polish language by arrangement with Bonnier Rights, Stockholm, Sweden and Macadamia Literary Agency, Warsaw, Poland

Copyright © for the Polish edition and translation by Bellona Sp. z o.o., 2018

Zapraszamy na stronę Wydawnictwawww.bellona.pl

Księgarnia internetowawww.swiatksiazki.pl

Dołącz do nas na Facebookuwww.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

ISBN 978-83-11-15412-4

Mojej cudownej i kochanej przyjaciółce Ulrice Hall.

Jeśli z tysiąca gwiazd jedna patrzy na ciebie,uwierz w jej zamiary, uwierz w oczu jej blask. Nigdy nie jesteś sam. Gwiazda ma tysiące przyjaciół;wszyscyna ciebie patrzą, patrzą z jej powodu. Bądź rad i wesoły. Niebo jest dziś twoje.

1

Światło niepewnie przenikało przez wysokie okna kościoła. Był środek dnia, ale promienie nie sięgały wysoko. O tej porze roku słońce ledwo wznosiło się ponad horyzont. Na szarym niebie nad kościołem w Öja, na południu Gotlandii, piętrzyły się chmury. Wiatr zawodził wokół widocznej z oddali wysokiej wieży. Ostatni huragan bezlitośnie zaatakował wyspę, przewracając mnóstwo sosen wzdłuż gotlandzkich plaż.

Stłumiony dźwięk kościelnego dzwonu brzmiał melancholijnie, ale i złowrogo, ogarniając przygarbionych od wiatru, spieszących do kościoła uczestników pogrzebu. Wkrótce gęsto stłoczeni zatonęli w pełnym skupieniu w kościelnych ławach. Siedzieli ciepło ubrani, w płaszczach, bo duży kościół ogrzewano oszczędnie. Wśród przybyłych panowało pełne skupienia milczenie, wszyscy byli poruszeni chwilą i pobożni w obliczu śmierci. Srebrzyste głowy o poważnych minach i bladych policzkach nachylały się ku sobie. Większość zgromadzonych była już w podeszłym wieku. Życiowe utrapienia odcisnęły się na ich twarzach w postaci bruzd, opadniętych podbródków i pustego wzroku. Pomarszczone dłonie nerwowo przewracały cienkie jak jedwab strony kancjonału. Prezbiterium zdobiły białe lilie – kwiaty śmierci. Przypomnienie, że czas jest ograniczony i nikt nie ucieknie od przeznaczenia. Niektórzy, odwracając głowy, wymieniali szybkie spojrzenia albo podziwiali okazałe zdobienia kościoła. Wzdłuż ścian biegły pasy bogatych w detale średniowiecznych malowideł, a na środku kościoła górował pozłacany, koliście uformowany krucyfiks z Öja. W rogu, pochylona, stała nostalgicznie piękna słynna Madonna, mater dolorosa, ze smutnym spojrzeniem.

Dźwięki organów, przenikające bogato zdobione wnętrze kościoła i napełniające życiem jego grube kamienne mury, unosiły się ponad głowami ludzi i płynęły między ławkami, docierając wysoko, aż pod sklepienie. Piękna jest ziemia, piękne boskie niebo, miły pielgrzymi szlak dusz. Zgromadzeni powstali i podjęli śpiew psalmu. Kościół był niemal pełny, co rzadko się zdarzało. Ostatnio tyle ludzi przyciągnął adwentowy koncert.

Obok murów wyniosłego kościoła na wietrze wyginało się drzewo. Zima przemieniła ziemię w ugór, cienka warstwa śniegu pokrywała zamarzniętą glebę, domy i podwórka. Na zimę zwierzęta wprowadzano do chlewów, a pastwiska i pola stały martwe i puste. Wyglądało tak, jakby cały świat opuścił wyspę, zapomniane miejsce nieprzeznaczone dla ludzi. Ta długa, pełna ciemności pora roku oznaczała czekanie. Czekanie na życie. Niebo pociemniało jeszcze bardziej. Mrok nadszedł, aby już tu pozostać. A wraz z nim wielka samotność.

2

Południowa część Murgatan biegła wzdłuż średniowiecznych murów miejskich, a stłoczone na małej, brukowanej uliczce domy tej dzielnicy były typowe dla Visby. Białe wapienne budynki z niskimi drewnianymi drzwiami i oknami przyozdobionymi koronkowymi firankami oraz dziełami sztuki stały tuż przy krawężniku. Niektóre były przytulone do wysokiego, grubego muru okalającego miasto. Ruch tutaj był niewielki. Zwłaszcza teraz, we wrześniu, kiedy skończył się sezon i większość turystów opuściła wyspę.

Eva Eliasson, jadąc rowerem z trzyletnią Vilmą na bagażniku, pedałowała zawzięcie. Dość trudno było pokonać nierówną nawierzchnię, ale już do tego przywykła. W ten poniedziałkowy poranek, tak jak wiele razy w ciągu ostatniego roku, wiozła małą Vilmę do salonu fryzjerskiego, w którym pracuje. Dziewczynka przeziębiła się podczas weekendu i nie mogła pójść do przedszkola. Po rozwodzie i paskudnym procesie o przyznanie opieki nad córką, który Eva wygrała, ojciec Vilmy prawie zupełnie nie pomagał przy dziecku. Tylko w weekendy zabierał córkę do siebie. Poza tym Eva musiała sobie radzić sama. Aby związać koniec z końcem, pracowała, ile się dało, a z opieką nad dzieckiem dawała sobie radę tylko dlatego, że zawsze wtedy, kiedy potrzebna jej była pomoc, wspierały ją przyjaciółki i siostry. Pracowała jako manikiurzystka, po rozwodzie rozpoczęła własną działalność i wynajęła pomieszczenie w salonie „Jenny”, w oddalonym zakątku na Södra Murgatan.

3

Eva postawiła rower na tyłach salonu i pomogła Vilmie zsiąść z bagażnika. Włączyła ekspres do kawy i przygotowała się do pracy. Pierwsza tego dnia klientka była umówiona na godzinę dziewiątą. Miała jeszcze kwadrans dla siebie, usiadła więc na zewnątrz salonu, przy stoliku naprzeciwko wejścia i zapaliła papierosa, mrużąc oczy przed słońcem. Po tygodniu deszczu i silnej wichury wiatr zelżał i powróciła piękna pogoda.

Gdy tak siedziała w słońcu, poczuła, że jest jej za ciepło, zdjęła więc sweter, po czym wypiła łyk mocnej kawy. Zauważyła, że Vilma czuje się już lepiej, była bowiem bardziej energiczna. Bawiła się plastikowymi konikami na trawie po drugiej stronie ulicy, niedaleko baszty Kajsartornet, jednej z wielu w murach obronnych. Dziewczynka, nucąc coś pod nosem, pozwalała konikom skakać po ziemi i zderzać się ze sobą. Eva, uśmiechając się, przyglądała jej się zza okularów przeciwsłonecznych. Vilma była przesłodka. Eva poczuła ukłucie wyrzutów sumienia, bo podczas weekendu denerwowała się na córkę. Ciężko pracowała przez cały tydzień, a w sobotnie wieczory pozwalała sobie chodzić na tańce. Była to dla niej odskocznia. Lubiła się wystroić, trochę wypić, poczuć się atrakcyjnie. Jednak tego sobotniego wieczoru nie mogła wyjść z domu, nikt nie chciał bowiem popilnować mającej katar i gorączkę Vilmy.

Rozmyślania Evy przerwała pierwsza klientka, jej przyjaciółka z dzieciństwa Katja, która podeszła, machając radośnie do Vilmy. Eva zgasiła papierosa i uścisnęła szybko przyjaciółkę.

– Cześć, masz ochotę na kawę?

– Chętnie. Mam ci dużo do opowiedzenia.

Eva zebrała rozrzucone w trawie koniki Vilmy i wzięła córkę za rękę.

– Chodź, Vilmo, napijesz się soku. Teraz pobawisz się w salonie.

Słońce wciąż mocno świeciło, więc zostawiła drzwi otwarte.

4

David Forss obudził się nagle. Coś go zaniepokoiło. Wyciągnął rękę i pomacał delikatnie łóżko. Miejsce Anny było puste.

W pokoju było ciemno. Nasłuchiwał intensywnie. Nie było słychać nawet szmeru. Może była w łazience. Patrzył w ciemność, ale mógł dostrzec tylko zarys zasłon. Było ciemniej niż zwykle, zdał sobie sprawę, że to z powodu zamkniętych drzwi. Zawsze zostawiali je szeroko otwarte. Anna uważała, że przy zamkniętych drzwiach będzie zbyt duszno, chciała, żeby do pokoju wpadało powietrze.

Zapewne poszła szyć. Zawsze tak robiła, kiedy nie mogła spać. Od jakiegoś czasu miała problemy ze snem. W ciągu dnia była zmęczona i po odebraniu Heidi z przedszkola ucinała sobie drzemki. Wcześniej, kiedy nie pracowała, poświęcała dużo czasu córce, ale teraz ciągle czuła się śpiąca. Może była chora, tylko nie chciała o tym mówić. Anna nigdy nie mówiła wiele o tym, co myśli i czuje. Mijali się. David pracował na nocnych zmianach w fabryce gumy, ona w domu jako krawcowa. Szyła najczęściej, kiedy on spał. W najlepszym razie spędzali razem kilka popołudniowych godzin, po czym jedli obiad i on wyjeżdżał do pracy.

Kiedyś razem przygotowywali posiłki i spędzali godzinę przed telewizorem, po czym Heidi szła spać, a on jechał do pracy. Ale to było dawno temu. Postanowił się tym nie przejmować, samo przejdzie. Anna do niego wróci. Może to był tylko taki epizod.

Podniósł się z łóżka. Ostrożnie otworzył drzwi, popychając je w mrok korytarza. Przez szczelinę w drzwiach do szwalni Anny, mieszczącej się za łazienką i garderobą, przebijało się światło. Było tak jak myślał: pracowała. Podłoga pod jego stopami lekko zaskrzypiała. Przeszedł na palcach obok pokoju dziecięcego, w którym spała córka. Drzwi były uchylone i słyszał, jak cicho oddychała przez sen. Ciszę przerwały monotonne uderzenia dzwonu kościoła w Öja, zakłócające spokojną noc. Trzy uderzenia. David poczuł lekką irytację z tego powodu, że Anna pracowała o tak barbarzyńskiej porze i nie pozwalała mu spać. Teraz, kiedy był w domu i mogli dzielić łóżko.

Gdy zbliżył się do drzwi jej pracowni, nie usłyszał charakterystycznego dźwięku maszyny do szycia. Zamiast tego z pokoju dobiegł go cichy głos. Z kim rozmawiała o tej porze? Podszedł do drzwi i przycisnął do nich ucho. Usłyszał pieszczotliwy głos, pogodniejszy niż zwykle. Bez wątpienia jednak to był jej głos, nie ma mowy o pomyłce. Serce zabiło mu mocniej. Nie mógł zrozumieć słów wypowiadanych po drugiej stronie. Słyszał, jak chichocze. Co to, do cholery, było?

Przez minutę stał zszokowany, nie wiedział, jak ma się zachować. Powinien otworzyć drzwi i ją zaskoczyć? Czy też wrócić do łóżka i udawać, że nic się nie stało? Nie mogąc się zdecydować, stał w ciemnościach korytarza. Była dla niego wszystkim i dobrze o tym wiedziała. Wpadł w gniew. Czy go zdradziła? Za to, że ciężko harował w fabryce, aby związać koniec z końcem, aby utrzymać rodzinę. Za to, że robił dla niej wszystko. Myśli kłębiły się w głowie. Zza drzwi cały czas dochodził ten cichy, dziecinny głos. Miał mętlik w głowie. Wyciągnął rękę i nacisnął klamkę.

5

Komisarz Anders Knutas kosił trawę na dużej, płaskiej działce. Poranne powietrze było rześkie i czyste, a od morza wiał lekki wiatr. Letni domek komisarza znajdował się w Lickershamn, kilka mil na północ od Visby. Położony był na uboczu, z dala od sąsiadów, można tu więc było uniknąć widoku ludzi.

Wstał wcześnie rano, co ostatnio rzadko mu się zdarzało. Zapewne dlatego, że poprzedniego wieczoru zapomniał wziąć tabletkę na sen. Od kiedy kilka miesięcy wcześniej zapadł na ciężką depresję i zaczął brać antydepresanty, pojawiły się problemy ze snem. Po raz pierwszy w życiu wspomagał się tabletkami nasennymi. Leki sprawiły, że rano spał długo i niechętnie wstawał z łóżka.

Depresja rozwinęła się u niego z dwóch następujących tuż po sobie przyczyn. Po pierwsze, z powodu rozwodu z Liną, z którą byli małżeństwem ponad dwadzieścia lat. To ona chciała go zostawić, a on nadal nie wiedział dlaczego. A po drugie, przyczyniło się do tego traumatyczne przeżycie w górach na Gran Canarii, kiedy trzy miesiące temu był świadkiem wypadku, w którym cała rodzina zginęła, spadając do wąwozu.

Kilka lat temu podwójna morderczyni, Vera Petrov, zastrzeliła dwóch mężczyzn na Gotlandii i udało jej się uciec z rodziną za granicę. Policja namierzyła ją na hiszpańskiej wyspie. Knutas udał się tam, aby wziąć udział w aresztowaniu. Jednak podczas dramatycznego pościgu policyjnego w górach Vera Petrov wypadła z drogi i zginęła wraz z dwójką swoich dzieci. Knutas był wstrząśnięty. Po tym wypadku się załamał. Dopadł go zespół stresu pourazowego.

Początkowo był zmuszony do przejścia na zwolnienie lekarskie, ale po kilku tygodniach częściowo wrócił do pracy. Według zaleceń lekarzy mógł albo coraz bardziej angażować się w pracy, albo się wycofać, jeśli tak by wolał. Najważniejsze było, aby wiedział, że ma wybór.

Stanąć na nogi pomógł mu romans z najbliższą koleżanką z pracy, Karin Jacobsson, mimo że związek na początku nie był zbyt stabilny. Po wielu latach niewyartykułowanego wzajemnego podziwu wreszcie dali upust swoim uczuciom. Karin zawsze była przy nim. Zawsze widział jej twarz. Te ciepłe, brązowe oczy i szparę między przednimi zębami. Tęsknił.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.