Opis

Książka "Karawana renegatów" nie opowiada o żadnych „kontrowersyjnych postaciach”. Jej „bohaterami” – zgodnie z zamysłem i interpretacją autora – są wyłącznie zdrajcy interesów Polski, prezentowani jednak często w szatach wybitnych mężów stanu i wielkich patriotów. W barwnych narracjach Przemysław Słowiński przedstawił postaci z dawnej historii (m.in. Hieronim Radziejowski czy Janusz Radziwiłł), nazistowskich kolaborantów (np. Igo Sym i Helena Mathea) czy komunistycznych aktywistów (jak Helena Wolińska-Brus oraz Józef Światło).

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 416

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność

Podobne


Prze­my­sław Sło­wiń­ski

VI­DE­OGRAF

Re­dak­cja, re­dak­cja tech­nicz­na, skład, ła­ma­nie oraz opra­co­wa­nie wer­sji elek­tro­nicz­nej

Grze­gorz Bo­ciek

Pro­jekt okład­ki

Pra­cow­nia WV

Ko­rek­ta

Klau­dia Dą­brow­ska

Ilu­stra­cje wy­ko­rzy­sta­ne w książ­ce

© Wi­ki­me­dia Com­mons: por­tret Hie­ro­ni­ma Ra­dzie­jow­skie­go, Je­re­mias Falck (1652); por­tret Ja­nu­sza Ra­dzi­wił­ła (ok. 1654); frag­ment ob­ra­zu Jana Ma­tej­kiRej­tan(1866); por­tret Ka­ro­li­ny Rze­wu­skiej, Piotr Fio­do­ro­wicz So­ko­łow (1830); „Kino” 1937; Blan­ka Ka­czo­row­ska (przed 1939), Lu­dwik Kalk­ste­in (przed 1939); por­tret Fe­lik­sa Dzier­żyń­skie­go (1923); fot. Ro­man Bu­rzyń­ski; fot. z Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skie­go; fot. ano­nim. (1968); fot. ano­nim. (przed 1947); fot. ano­nim. (przed 1954); fot. IPN (przed 1953); ilustr. Mar­te­en Ko­rving (2013);po­zo­sta­łe: © http://www.so­fi­jon.pl/mo­du­le/ar­tic­le/one/363; © http://swie­to­krzy­skie­abc.blog­spot.com/p/mich­niow.html; © http://www.ivro­zbior­pol­ski.pl/in­dex.php?page=ma­thea; © Na­ro­do­we Ar­chi­wum Cy­fro­we, sygn. 20-8; © http://yeli­ta.pl/ar­ty­ku­ly/art/o-bre­te­ny

Wy­da­nie I, Cho­rzów 2017

Wy­daw­ca: Wy­daw­nic­twa Vi­de­ograf SA

41-500Cho­rzów, Ale­ja Har­cer­ska 3c

tel. 600 472 609

of­fi­[email protected]­de­ograf.pl

www.vi­de­ograf.pl

Dys­try­bu­cja wer­sji dru­ko­wa­nej: DIC­TUM Sp. z o.o.

01-942 War­sza­wa, ul. Ka­ba­re­to­wa 21

tel. 22 66398 13, fax 22 663 98 12

dys­try­bu­[email protected]­tum.pl

www.dic­tum.pl

© Wy­daw­nic­twa Vi­de­ograf SA, Cho­rzów 2016

ISBN 978-83-7835-592-2

Kto twier­dzi o so­bie, że sza­nu­je wszyst­kie idee, ten ogła­sza go­to­wość zdra­dy swo­ich prze­ko­nań

Ni­co­lás Gó­mez Dávi­la

Słowo od autora

Utar­ło się w na­szym pięk­nym kra­ju nad Wi­słą na­zy­wać nie­któ­rych łaj­da­ków po­sta­cia­mi kon­tro­wer­syj­ny­mi. Może dla­te­go, że ostat­ni­mi laty zbyt wie­lu ło­trów bez su­mie­nia zna­la­zło się tu na świecz­ni­ku. Łaj­dac­kie po­sta­wy wy­ni­ka­ją z mod­ne­go obec­nie re­la­ty­wi­zmu mo­ral­ne­go. We­dług jego wy­znaw­ców i apo­lo­ge­tów, w róż­nych okre­sach hi­sto­rycz­nych, śro­do­wi­skach czy krę­gach kul­tu­ro­wych ist­nie­ją od­mien­ne ko­dek­sy mo­ral­ne. Czyn uzna­ny w pew­nych krę­gach za nie­mo­ral­ny w in­nych jest już obo­jęt­ny lub wręcz go­dzien po­chwa­ły. Je­stem prze­ko­na­ny o słusz­no­ści mo­je­go ko­dek­su mo­ral­ne­go – twier­dzi re­la­ty­wi­sta – wi­dzę jed­nak, że są lu­dzie rów­nie prze­ko­na­ni o słusz­no­ści ko­dek­sów o od­mien­nej tre­ści, nie mam więc pod­staw, by ich po­tę­piać ani na­rzu­cać im swo­ich norm. W imię su­we­ren­no­ści każ­dej jed­nost­ki, apro­bu­ję inne ko­dek­sy mo­ral­ne.

Pa­sja na­szych li­be­ral­no-le­wi­co­wych elit w wy­bie­la­niu roz­ma­itych szu­braw­ców (szcze­gól­nie tych z ostat­nich dzie­się­cio­le­ci) jest czymś za­iste nie­spo­ty­ka­nym ni­g­dzie in­dziej. W in­ter­pre­ta­cji tej ban­dy dur­niów, żeby nie po­wie­dzieć rów­nież zdraj­ców, Woj­ciech Ja­ru­zel­ski jest zbaw­cą Pol­ski, Zyg­munt Ber­ling oso­bą po­ma­ga­ją­cą po­wsta­niu war­szaw­skie­mu, a Je­rzy Urban sym­pa­tycz­nym i dow­cip­nym sta­rusz­kiem, któ­ry ni­g­dy ni­ko­mu nie wy­rzą­dził żad­nej krzyw­dy.

„Bę­dzie się po­pie­rać ze­psu­cie oby­cza­jów, ze świę­tej re­li­gii uczy­ni się stra­sza­ka, aby obrzy­dzić ją szla­chet­nym ser­com, pod­łość bę­dzie się na­gra­dzać or­de­ra­mi i za­szczy­ta­mi, lud ogłu­piać wód­ką, szlach­tę szli­fa­mi i sta­no­wi­ska­mi, a na gło­wy tych, co będą sta­wiać opór, wy­zna­czy się cenę, aby roz­pra­wić się z nimi w sto­sow­nej chwi­li”1.

Kto to po­wie­dział? Nie, nie Ja­ro­sław Ka­czyń­ski, nie oj­ciec Ta­de­usz Ry­dzyk czy inny „oszo­łom”. Te sło­wa wy­szły spod pió­ra Zyg­mun­ta Kra­siń­skie­go i to po­nad sto osiem­dzie­siąt lat temu! Czyż nie brzmią one zna­jo­mo? Zna­jo­mo i ak­tu­al­nie?

Na po­cząt­ku czerw­ca 2006 roku rad­ni Wło­cław­ka ode­bra­li Mi­cha­ło­wi Roli-Ży­mier­skie­mu – oczy­wi­ście przy pro­te­stach So­ju­szu Le­wi­cy De­mo­kra­tycz­nej – ho­no­ro­we oby­wa­tel­stwo mia­sta. Ta wia­do­mość, po­da­na przez PAP prze­szła pra­wie nie­zau­wa­żo­na. Po­la­cy na­dal w wie­lu mia­stach prze­cho­dzą obo­jęt­nie obok pa­mią­tek i po­mni­ków po­sta­ci zło­wro­gie­go sys­te­mu. Cho­ciaż­by obok po­mni­ka wspo­mnia­ne­go Zyg­mun­ta Ber­lin­ga. W 1943 roku czło­wiek ten zo­stał zde­gra­do­wa­ny i ska­za­ny za­ocz­nie na karę śmier­ci za zdra­dę. Z po­le­ce­nia Sta­li­na z za­pa­łem re­ali­zo­wał po­le­ce­nia i roz­ka­zy Mo­skwy, wy­mie­rzo­ne w kon­sty­tu­cyj­ne wła­dze Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej i w struk­tu­ry pol­skie­go pań­stwa pod­ziem­ne­go.

Czy jest moż­li­we, aby w Pol­sce nadać uli­cy imię re­ichs­füh­re­ra SS He­in­ri­cha Him­m­le­ra albo ko­men­dan­ta KL Au­schwitz Ru­dol­fa Hös­sa? Czy też wy­bu­do­wać po­mnik ku czci szmal­cow­ni­ków, wy­da­ją­cych za pie­nią­dze w ręce ge­sta­po Ży­dów? Z pew­no­ścią nie. Nie po­zwo­li­ły­by na to ani in­sty­tu­cje pań­stwo­we, ani śro­do­wi­ska ży­dow­skie, do­sko­na­le ro­zu­mie­ją­ce na czym po­le­ga wal­ka o pa­mięć i sza­cu­nek dla ofiar to­ta­li­ta­ry­zmu. Tym­cza­sem ćwierć wie­ku od od­zy­ska­nia przez Pol­skę nie­pod­le­gło­ści, w na­szych mia­stach aż roi się od pa­tro­nów zdraj­ców i so­wiec­kich ge­ne­ra­łów, pil­nu­ją­cych pod­le­gło­ści „lu­do­we­go” woj­ska krwa­wej dyk­ta­tu­rze Sta­li­na.

Do­pie­ro w maju 2014 roku Ka­to­wi­ce w koń­cu po­zby­ły się po­mni­ka wdzięcz­no­ści żoł­nie­rzom ar­mii so­wiec­kiej, któ­ry stał na pla­cu Wol­no­ści, na po­tęż­nym co­ko­le w sa­mym środ­ku mia­sta. Był sym­bo­lem na­rzu­co­ne­go Po­la­kom sys­te­mu ko­mu­ni­stycz­ne­go. Prze­chod­nie ob­ser­wu­ją­cy de­mon­taż po­mni­ka mie­li roz­bież­ne opi­nie na te­mat jego dal­szych lo­sów. – Po­win­no się go prze­to­pić i zro­bić z nie­go wiel­ki łuk trium­fal­ny z oka­zji zbli­ża­ją­cej się wkrót­ce set­nej rocz­ni­cy bi­twy war­szaw­skiej – mó­wił je­den z męż­czyzn. – Co to komu prze­szka­dza? Stał tu tyle lat, to nie mógł stać da­lej? – dzi­wił się inny miesz­ka­niec Ka­to­wic.

10 lip­ca 2013 roku gru­pa pa­trio­tów bez zgo­dy am­ba­sa­dy Ro­sji spró­bo­wa­ła usu­nąć po­mnik wła­sny­mi si­ła­mi. „Pol­skie” wła­dze unie­moż­li­wi­ły re­ali­za­cję tego za­mia­ru. Za­trzy­ma­no wie­le osób, a Zyg­mun­ta Mier­ni­ka be­stial­sko po­bi­to. Jed­nak to wła­śnie pa­trio­tów oskar­żo­no o na­pad na funk­cjo­na­riu­szy i znie­wa­że­nie so­wiec­kie­go mo­nu­men­tu. Ich pro­ces ru­szył 6 czerw­ca 2014 roku. Przed Są­dem Re­jo­no­wym w Ka­to­wi­cach jako oskar­że­ni sta­nę­li: Adam Słom­ka, Ma­riusz Cy­sew­ski, Pa­weł Da­ni­ło­wicz, Zyg­munt Mier­nik (Sygn. III K 1128/13). Prze­wod­ni­czy pan sę­dzia Mi­chał Fi­jał­kow­ski. Do chwi­li zło­że­nia książ­ki w wy­daw­nic­twie (21 stycz­nia 2016 roku) pro­ces jesz­cze trwa.

„Bę­dzie­my na­dal de­mon­to­wać obce po­mni­ki – na­pi­sał Adam Słom­ka, prze­wod­ni­czą­cy KPN-Nie­złom­ni. – A je­śli par­la­men­ta­rzy­ści SLD so­bie ży­czą… to mogą spo­koj­nie prze­nieść je do przy­do­mo­wych ogro­dów – rów­nież… cza­sem przy swo­ich bi­zan­tyj­skich re­zy­den­cjach!”2.

W przed­dzień Na­ro­do­we­go Dnia Pa­mię­ci Żoł­nie­rzy Wy­klę­tych, któ­re – do­daj­my – jest ofi­cjal­nym świę­tem pań­stwo­wym, zna­ny al­pi­ni­sta Wie­sław Wro­na z ka­to­wic­kie­go Klu­bu Ga­ze­ty Pol­skiej im. Wa­le­ria­na Pań­ki za­wie­sił fla­gę Pol­ski na wie­ży szy­bo­wej Mu­zeum Ślą­skie­go w Ka­to­wi­cach. Pra­wie na­tych­miast zo­stał za­trzy­ma­ny przez po­li­cję ni­czym po­spo­li­ty prze­stęp­ca, a fla­gę szyb­ko zdję­to.

„W głę­bo­kiej ko­mu­nie, wi­dząc na­ro­do­we bar­wy nad ko­pal­nią, wie­rzy­łem, że wol­na Pol­ska wbrew wszyst­kie­mu jesz­cze wró­ci. Ale czy na­praw­dę wró­ci­ła?”3 – py­tał za­trzy­ma­ny w roz­mo­wie z por­ta­lem nie­za­le­zna.pl. – Przy­po­mniał rów­nież, że zgod­nie z usta­wą o go­dle, bar­wach i hym­nie oraz o pie­czę­ciach pań­stwo­wych fla­gę pań­stwo­wą Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej pod­no­si się na bu­dyn­kach lub przed bu­dyn­ka­mi sta­no­wią­cy­mi sie­dzi­by urzę­do­we albo miej­sce ob­rad, czy­li Sej­mu, Se­na­tu, pre­zy­den­ta i pre­mie­ra. Poza tym fla­ga po­win­na po­ja­wić się na sie­dzi­bach or­ga­nów sta­no­wią­cych jed­no­stek sa­mo­rzą­du te­ry­to­rial­ne­go w cza­sie ich se­sji, or­ga­nów ad­mi­ni­stra­cji rzą­do­wej i in­nych or­ga­nów pań­stwo­wych oraz pań­stwo­wych jed­no­stek or­ga­ni­za­cyj­nych, a tak­że or­ga­nów jed­no­stek sa­mo­rzą­du te­ry­to­rial­ne­go i sa­mo­rzą­do­wych jed­no­stek or­ga­ni­za­cyj­nych z oka­zji uro­czy­sto­ści oraz rocz­nic i świąt pań­stwo­wych.

Pol­ska fla­ga w pań­stwo­we świę­ta – nie. Po­mni­ki słu­gu­sów ob­cych re­ży­mów – tak. Gdzie my ży­je­my?Czy aby na pew­no w nie­pod­le­głym kra­ju?

W mo­men­cie pi­sa­nia tych słów (sty­czeń 2016 roku), Ko­mi­sja Eu­ro­pej­ska zde­cy­do­wa­ła się ude­rzyć w de­mo­kra­tycz­nie wy­bra­ne, pra­wi­co­we wła­dze Pol­ski. Mają zba­dać, czy rząd Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści nie ła­mie aby za­sad pra­wo­rząd­no­ści. Le­wac­ko-li­be­ral­ny es­ta­bli­sh­ment Unii Eu­ro­pej­skiej po­czuł się za­gro­żo­ny, bo­wiem nowo wy­bra­ny rząd w War­sza­wie otwar­cie mówi, że za­kwe­stio­nu­je obo­wią­zu­ją­ce (no­ta­be­ne pra­wem ka­du­ka) sta­tus quo. Już wpro­wa­dził po­da­tek ban­ko­wy, wkrót­ce opo­dat­ko­wa­ne będą wiel­ko­po­wierzch­nio­we skle­py, a ta­kie dzia­ła­nia ude­rzą w szem­ra­ne in­te­re­sy za­chod­nie­go ka­pi­ta­łu. PiS nie ukry­wa też, że za­mie­rza skoń­czyć z ulga­mi po­dat­ko­wy­mi dla za­gra­nicz­nych przed­się­biorstw, a roz­wi­jać (o zgro­zo!) ro­dzi­me. In­te­res wła­sne­go kra­ju po­nad in­te­re­sa­mi za­chod­nie­go ka­pi­ta­łu! To rze­czy­wi­ście po­twor­na zbrod­nia. Do­szło już do ob­ni­że­nia ra­tin­gu Pol­ski przez agen­cję Stan­dard&Po­ors, choć nie­mal­że wszy­scy eko­no­mi­ści, na­wet nie­przy­chyl­ni PiS, pod­kre­śla­ją, że jest to nie­uza­sad­nio­ne.

„Kon­flikt Pol­ski z UE ma tak­że pod­ło­że ide­owe – na­pi­sał w «Go­ściu Nie­dziel­nym» Bo­gu­mił Ło­ziń­ski. – Nasz rząd od­wo­łu­je się do war­to­ści chrze­ści­jań­skich, kry­ty­ku­je ide­olo­gię świa­to­po­glą­do­we­go li­be­ra­li­zmu, a taka do­mi­nu­je w Unii. UE oba­wia się, że ini­cja­ty­wy sprzecz­ne z chrze­ści­jań­ski­mi za­sa­da­mi będą przez Pol­skę blo­ko­wa­ne. Część praw­ni­ków zwra­ca uwa­gę, że dzia­ła­nia KE są po­za­praw­ne [czy­taj bez­praw­ne – przyp. aut]. O kon­tro­li do­ty­czą­cej tego, czy ist­nie­je w kra­ju UE de­mo­kra­cja mówi art. 7 trak­ta­tu li­zboń­skie­go. Jed­nak nic nie wspo­mi­na on o pro­ce­du­rze, któ­rą wsz­czę­ła KE wo­bec Pol­ski ani tym bar­dziej nie daje ta­kie­go pra­wa ko­mi­sji. Ta może je­dy­nie zwró­cić się do Rady Eu­ro­pej­skiej”.

Opi­sa­ne wy­żej wy­da­rze­nia ujaw­ni­ły ist­nie­ją­cy w dzi­siej­szej Pol­sce nowy ro­dzaj tar­go­wi­cy4. Pol­ska opo­zy­cja otwar­cie po­pie­ra dzia­ła­nia Ko­mi­sji Eu­ro­pej­skiej skie­ro­wa­ne prze­ciw­ko wła­sne­mu pań­stwu. Twier­dzi przy tym ob­łud­nie, że prze­cież „kry­ty­ku­je tyl­ko rząd”. Unij­na ko­mi­sarz, pani Elż­bie­ta Bień­kow­ska z Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, nie sprze­ci­wi­ła się wsz­czę­ciu wo­bec wła­sne­go kra­ju pro­ce­du­ry. Pseu­do­dzien­ni­karz (w rze­czy­wi­sto­ści pro­pa­gan­dy­sta) To­masz Lis bie­ga do nie­miec­kich ga­zet, wy­ga­du­jąc tam roz­ma­ite bzdu­ry o ła­ma­niu w Pol­sce pra­wo­rząd­no­ści…

Pre­sti­żo­wy nie­miec­ki dzien­nik eko­no­micz­ny „Han­dels­blatt” trzę­sie się ze zło­ści nad po­li­ty­ką pro­wa­dzo­ną przez rząd Pra­wa i Spra­wie­dli­wo­ści. Czy zno­wu cho­dzi o „za­gro­że­nie dla de­mo­kra­cji” czy „wol­ność me­diów”? Nie. „Po­pu­li­stycz­na par­tia PiS ob­ra­ła w po­li­ty­ce go­spo­dar­czej kurs dba­nia przede wszyst­kim o pol­skie in­te­re­sy – czy­ta­my w ar­ty­ku­le. – […] PiS pod­kre­śla, że przed­się­bior­stwa pro­du­ku­ją­ce w Pol­sce będą w przy­szło­ści fa­wo­ry­zo­wa­ne przy udzie­la­niu zle­ceń”. Strasz­ne! Cie­ka­we tyl­ko, czy­im in­te­re­sem kie­ru­je się rząd nie­miec­ki, gdy aku­rat nie zaj­mu­je się za­pra­sza­niem do Eu­ro­py mu­zuł­mań­skich imi­gran­tów? Aż tak mało było pol­skich in­te­re­sów w dzia­ła­niach po­przed­nich rzą­dów Do­nal­da Tu­ska i Ewy Ko­pacz, że za Odrą taka roz­pacz?

Dzie­się­cio­le­cia pod­le­gło­ści wo­bec Ro­sji, słu­żal­czość wo­bec Mo­skwy czę­sto tych sa­mych osób, któ­re dziś z rów­nie obrzy­dli­wym od­da­niem wcho­dzą bez wa­ze­li­ny do tył­ka Bruk­se­li, do­pro­wa­dzi­ły do wy­kształ­ce­nia się „no­we­go ro­dza­ju” re­ne­ga­tów.

Do ta­kiej wła­śnie men­tal­no­ści na­wią­zu­je (i kul­ty­wu­je ją) głów­ny nurt „na­szej” nar­ra­cji po­li­tycz­nej. Ha­sła typu: „wy­bierz­my przy­szłość” (ra­dy­kal­nie ode­rwa­ną od prze­szło­ści), prze­ciw­sta­wia­ne są uzna­nym za ja­ło­we spo­rom o za­ko­rze­nio­ne w hi­sto­rii war­to­ści, czy ra­czej – we­dług ich na­zew­nic­twa – „war­to­ści”. W ten spo­sób nie­któ­re siły wspie­ra­ją wy­god­ną dla post­ko­mu­ni­stycz­nej i post­ko­lo­nial­nej eli­ty po­li­ty­kę hi­sto­rycz­ną: po­li­ty­kę to­tal­nej amne­zji, od­dzie­lo­ną gru­bą kre­ską od prze­szło­ści. Cy­wi­li­za­cyj­ny awans za cenę su­we­ren­no­ści i nie­pod­le­gło­ści. Bar­dzo wąt­pli­wy zresz­tą – do­daj­my – awans.

„Ze­drzeć z Pol­ski «wy­god­ny ko­stium ofia­ry» – na­pi­sał pro­fe­sor An­drzej No­wak w książ­ce Stra­chy i La­chy. To za­da­nie po­sta­wi­ła so­bie za cel naj­sil­niej­sza na ryn­ku me­dial­nym ga­ze­ta. I to ona fak­tycz­nie, na tle mi­ze­rii in­te­lek­tu­al­nej po­zo­sta­łych me­diów, dyk­to­wa­ła ogól­ny ton spry­wa­ty­zo­wa­nej w ten spo­sób po­li­ty­ce hi­sto­rycz­nej w Pol­sce. Po­ka­zać prze­szłość pol­skiej wspól­no­ty w taki spo­sób, żeby je­dy­ną na ten ob­raz re­ak­cją był wstyd i chęć uciecz­ki”.

Ża­ło­śni nie­wol­ni­cy, za­wsze wy­słu­gu­ją­cy się swo­im pa­nom… Gdy­by uro­dzi­li się w nie­co in­nym cza­sie, lub hi­sto­ria po­to­czy­ła­by się tro­chę ina­czej i pa­no­wał­by dziś w Pol­sce praw­dzi­wy re­żim, z rów­ną ocho­tą świad­czy­li­by swe usłu­gi ge­sta­pow­com czy opraw­com spod zna­ku NKWD. Gor­si od pro­sty­tu­tek, bo te je­dy­nie cia­ło swo­je sprze­da­ją, lecz nie ser­ce ani du­szę… O ta­kich wła­śnie lu­dziach pi­sał już daw­no Ma­rian He­mar, wiel­ki po­eta pol­ski ży­dow­skie­go po­cho­dze­nia:

Na cmen­ta­rzu zgliszcz i zgni­li­zny

Tak się na­sze zwy­cię­stwo świę­ci –

Nas to uczą na­jem­ni agen­ci

Świę­tej mi­ło­ści oj­czy­zny…

Po­do­bień­stwo tych lu­dzi do człon­ków nie­gdy­siej­szej tar­go­wi­cy na­su­wa się samo. Dzier­żą­cy kie­dyś wła­dzę w Pol­sce ma­gna­ci sprzy­mie­rzy­li się z Ro­sją, aby utrzy­mać swo­je wpły­wy. Ich ce­lem było nie­do­pusz­cze­nie do re­ali­za­cji re­form wpro­wa­dzo­nych przez Kon­sty­tu­cję 3 Maja…

Te­raz tak­że współ­cze­sny es­ta­bli­sh­ment nie może się po­go­dzić z utra­tą wła­dzy, choć do­ko­na­ło się to w ra­mach de­mo­kra­tycz­nych wy­bo­rów, z woli na­ro­du…

Jesz­cze tak nie­daw­no rząd Do­nal­da Tu­ska pró­bo­wał mar­gi­na­li­zo­wać pre­zy­den­ta Le­cha Ka­czyń­skie­go przy po­mo­cy Wła­di­mi­ra Pu­ti­na. Skoń­czy­ło się ka­ta­stro­fą smo­leń­ską… Te­raz zno­wu Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska i No­wo­cze­sna pró­bu­ją iść tą samą dro­gą. Oby nie do­szło do ko­lej­nej tra­ge­dii…

* * *

Ta książ­ka nie opo­wia­da o żad­nych „kon­tro­wer­syj­nych po­sta­ciach”. Jej „bo­ha­te­ra­mi” są wy­łącz­nie ło­try spod ciem­nej gwiaz­dy, szu­braw­cy bez czci i su­mie­nia. Zdraj­cy in­te­re­sów Pol­ski, stro­ją­cy się jed­nak czę­sto (lub stro­je­ni przez im po­dob­nych) w sza­ty wy­bit­nych mę­żów sta­nu i wiel­kich pa­trio­tów.

Jed­no­cze­śnie au­tor prze­pra­sza fe­mi­nist­ki za nie­do­trzy­ma­nie za­sad pa­ry­te­tu płcio­we­go. Wśród przed­sta­wio­nej dwu­dziest­ki ka­na­lii po­win­no być „pa pa­łam” – dzie­się­ciu męż­czyzn i dzie­sięć ko­biet, tym­cza­sem jest trzy­na­stu sam­ców i tyl­ko sie­dem nie­wiast. Sor­ry, tak ja­koś wy­szło.

1 Cyt. za: Jó­zef Wie­czo­rek, „Stra­chy nala­chy” nowa książ­kaprof. An­drze­ja No­waka, http://www.fron­da.pl/blo­gi/praw­da-o-no­bli­scie/qu­ot­stra­chy-i-la­chy­qu­ot-no wa-ksiaz­ka-prof-an­drze­ja-no­wa­ka,30577.html

2 Cyt. za: http://www.te­le­wi­zja­pol­ska­24.pl/PL-H23/3/1331/wie­znio­wie-su­mie nia-iii-rp-kto-sie­dzi-za-na­sza-spra­we.html

3 Cyt. za: http://nie­za­le­zna.pl/64711-mu­zeum-sla­skie-nie-uczci­lo-nie­zlom­nych -fla­ga-pa­trio­ta-wspial-sie-na-wie­ze-i-ja-za­wie­sil

4 Kon­fe­de­ra­cja tar­go­wic­ka – kon­fe­de­ra­cja ge­ne­ral­na ko­ron­na za­wią­za­na ofi­cjal­nie w nocy z 18 na 19 maja 1792 roku w przy­gra­nicz­nym mia­stecz­ku Tar­go­wi­ca w po­ro­zu­mie­niu z ca­ry­cą Ro­sji Ka­ta­rzy­ną II (w rze­czy­wi­sto­ści 27 kwiet­nia 1792 roku w Pe­ters­bur­gu) przez przy­wód­ców ma­gnac­kie­go obo­zu re­pu­bli­ka­nów w celu przy­wró­ce­nia sta­re­go ustro­ju Rze­czy­po­spo­li­tej, pod ha­sła­mi obro­ny za­gro­żo­nej wol­no­ści prze­ciw­ko re­for­mom Kon­sty­tu­cji 3 maja, wpro­wa­dza­ją­cym mo­nar­chię kon­sty­tu­cyj­ną. Była re­ak­cją opo­zy­cji na kon­sty­tu­cyj­ny za­mach sta­nu i re­for­my sej­mu re­wo­lu­cyj­ne­go war­szaw­skie­go. Jej za­wią­za­nie po­słu­ży­ło Ro­sji jako pre­tekst do in­ter­wen­cji zbroj­nej w Rze­czy­po­spo­li­tej. Sy­gna­ta­riu­sze aktu kon­fe­de­ra­cji tar­go­wic­kiej oskar­ża­li twór­ców Kon­sty­tu­cji 3 maja: „Ni­g­dy jesz­cze sztu­ka zwo­dze­nia w tym u nas nie była wi­docz­na stop­niu, w któ­rym się oka­za­ła w ostat­nich cza­sach. […] tego szla­chet­ny na­ród pol­ski do­świad­czył, sztu­ką i zwo­dze­niem wol­ność mu wy­dar­to. Czę­ścio­wo tyl­ko, gdzie się udać mo­gło pod­ko­py­wa­no gmach Rze­czy­po­spo­li­tej, go­to­wa­no rze­czy, aby go rap­tem wy­wró­cić”. Déjà vu?, cyt za: https://pl.wi­ki­pe­dia.org/wiki/Kon­fe­de­ra­cja­_tar­go­wic­ka

Część I. Sługusy najeźdźców i zaborców

(zd) Radziejowski. HIERONIM RADZIEJOWSKI (1612–1667)

Hie­ro­nim Ra­dzie­jow­ski her­bu Ju­no­sza był czło­wie­kiem złym i pod­stęp­nym. Mó­wio­no o nim, że nie ma skru­pu­łów, in­te­re­su­ją go zaś je­dy­nie wła­sne bo­gac­two i ka­rie­ra. Za­ro­zu­mia­ły ma­gnat, wy­wyż­sza­ją­cy się znacz­nie po­nad swo­je oto­cze­nie, szorst­ko i bru­tal­nie się­gał po wszyst­ko, co mu się tyl­ko po­do­ba­ło. Swo­je prze­ko­na­nia po­li­tycz­ne zmie­niał czę­ściej i bar­dziej ra­dy­kal­nie niż jesz­cze do nie­daw­na do­rad­ca by­łej pani pre­mier Ewy Ko­pacz – „Miś” Ka­miń­ski. Przez całe ży­cie to­wa­rzy­szy­ły mu naj­roz­ma­it­sze skan­da­le, od ku­po­wa­nia sta­no­wisk po gwał­ty na ko­bie­tach. Mimo tego pia­sto­wał w XVII-wiecz­nej Pol­sce wy­so­kie urzę­dy pań­stwo­we. Hen­ryk Sien­kie­wicz uczy­nił go jed­nym z ne­ga­tyw­nych bo­ha­te­rów swych po­wie­ści Ogniem i mie­czem orazPo­top, a za ży­cia krą­żył o nim po kra­ju wier­szyk ano­ni­mo­we­go po­ety:

Ra­dzie­jow­skim na­zwa­ny zo­sta­jesz od rady,

A Twe w oj­czyź­nie rady są zło­śli­we zdra­dy…

Uro­dził się w 1612 roku jako syn wo­je­wo­dy łę­czyc­kie­go Sta­ni­sła­wa Ra­dzie­jow­skie­go i Ka­ta­rzy­ny de domo So­bie­skiej, cór­ki kró­la Jana III. W po­cząt­kach lat 30. XVII wie­ku zna­lazł się na dwo­rze Wła­dy­sła­wa IV Wazy, któ­ry trzy­ma­jąc wcze­śniej do chrztu jego młod­sze­go bra­ta, za­żą­dał za tę przy­słu­gę od pana Sta­ni­sła­wa jed­ne­go z sy­nów do służ­by dwor­skiej.

By­cie dwo­rza­ni­nem, tak jak by­cie człon­kiem rzą­dzą­cej do nie­daw­na ko­ali­cji PO-PSL, wy­ma­ga­ło spe­cjal­nych cech cha­rak­te­ru. Hie­ro­nim po­sia­dał je na pew­no. Szyb­ko zdo­był na dwo­rze duże wpły­wy, otrzy­mu­jąc mię­dzy in­ny­mi urząd sta­ro­sty so­cha­czew­skie­go. W roku 1640, jako dwu­dzie­sto­ośmio­la­tek, zo­stał po­słem.

I tu po­ja­wia się na por­tre­cie imć pana Hie­ro­ni­ma pierw­sza rysa, a mia­no­wi­cie przed po­sie­dze­niem Sej­mu za­rzu­co­no mu do­ko­na­nie gwał­tu na ko­bie­cie. Mimo to, nie tyl­ko zo­stał wy­bra­ny, ale jesz­cze pięć lat póź­niej po­wie­rzo­no mu god­ność mar­szał­ka par­la­men­tu, cho­ciaż nad­mie­nić na­le­ży, że w owym cza­sie była to funk­cja czy­sto ho­no­ro­wa. Mar­sza­łek nie miał naj­mniej­sze­go wpły­wu na prze­bieg dys­ku­sji w swo­jej izbie, mógł je­dy­nie wy­gła­szać kon­klu­zję. Re­gu­la­min sej­mo­wy, usta­na­wia­ją­cy pro­gram ob­rad, wpro­wa­dzo­no do­pie­ro w roku 1764.

Ra­dzie­jow­ski pro­wa­dził w imie­niu kró­la taj­ne ne­go­cja­cje z Ko­za­ka­mi w spra­wie wspól­ne­go ude­rze­nia na Tur­cję, ale kie­dy w 1646 roku szlach­ta opo­wie­dzia­ła się prze­ciw­ko wy­pra­wie, do­łą­czył do opo­zy­cji. Jed­no­cze­śnie zdo­był so­bie znacz­ne wpły­wy na dwo­rze kró­lo­wej Lu­dwi­ki Ma­rii Gon­za­gi de Ne­vers, wy­stę­pu­jąc na Sej­mie w obro­nie jej in­te­re­sów.

W dniach 23–25 wrze­śnia 1648 roku pod Pi­law­ca­mi, na po­gra­ni­czu Po­do­la i Wo­ły­nia, do­szło do jed­nej z naj­bar­dziej do­tkli­wych klęsk w hi­sto­rii orę­ża pol­skie­go w cza­sie trwa­ją­ce­go po­wsta­nia Boh­da­na Chmiel­nic­kie­go. 23 wrze­śnia Chmiel­nic­ki ude­rzył na od­dzia­ły pol­skie na pra­wym brze­gu Ikwy. Po­la­kom przy­szła z po­mo­cą nie­wiel­ka licz­ba od­dzia­łów z le­we­go brze­gu, resz­ta z oba­wy przed Ta­ta­ra­mi po­zo­sta­ła na miej­scu. Chmiel­nic­ki, aby spro­wo­ko­wać Po­la­ków do na­tar­cia i ude­rzyć na ich skrzy­dła, cof­nął swo­je cen­trum. Tym­cza­sem na­sze woj­ska, tra­cąc przy tym trzy­stu lu­dzi, wy­co­fa­ły się na lewy brzeg Ikwy. Uznaw­szy jed­nak tę po­zy­cję za wiel­ce nie­do­god­ną do obro­ny, re­gi­men­ta­rze pod­ję­li de­cy­zję o wy­co­fa­niu się w kie­run­ku Kon­stan­ty­no­wa.

W nocy wśród woj­ska ro­ze­szła się po­gło­ska o uciecz­ce re­gi­men­ta­rzy, co wy­wo­ła­ło praw­dzi­wy po­płoch. Po­rzu­ca­jąc ta­bo­ry i broń, woj­sko pol­skie za­czę­ło w pa­ni­ce ucie­kać. W po­rząd­ku wy­co­fa­ła się je­dy­nie pie­cho­ta pod wo­dzą obe­rsz­te­ra Sa­mu­ela Osiń­skie­go, któ­ra osła­nia­ła od­wrót po­no­sząc duże stra­ty. Ran­kiem 24 wrze­śnia Ko­za­cy za­ję­li pol­ski obóz, za­gar­nia­jąc ta­bo­ry i ar­ty­le­rię. Chmiel­nic­ki po­niósł je­dy­nie mi­ni­mal­ne stra­ty. Po bi­twie, po­łą­czo­ne woj­ska Chmiel­nic­kie­go i Is­lam Gi­re­ja ru­szy­ły w głąb Rze­czy­po­spo­li­tej, do­cie­ra­jąc bez prze­szkód aż pod Lwów i Za­mość. W wy­ni­ku klę­ski Rzecz­po­spo­li­ta utra­ci­ła na parę lat kon­tro­lę nad znacz­ny­mi ob­sza­ra­mi Po­do­la i Wo­ły­nia.

Jako je­den z pierw­szych pole wal­ki pod Pi­law­ca­mi opu­ścił Hie­ro­nim Ra­dzie­jow­ski.

W maju 1650 roku owdo­wia­ły wcze­śniej dwu­krot­nie Ra­dzie­jow­ski oże­nił się po raz trze­ci. Tym ra­zem z młod­szą o sie­dem lat cie­płą wdów­ką, pa­nią Elż­bie­tą ze Słusz­ków Ka­za­now­ską, dzie­dzicz­ką wiel­kiej for­tu­ny po Ada­mie Ka­za­now­skim – w jej po­sia­da­niu znaj­do­wa­ło się mię­dzy in­ny­mi wa­rec­kie sta­ro­stwo nie­gro­do­we, na któ­re skła­da­ły się wsie Pia­secz­no i Sta­ra War­ka z fol­war­kiem oraz mia­sto kró­lew­skie Ko­ro­ny Kró­le­stwa Pol­skie­go, War­ka. Jak gło­si­ły wszech­obec­ne plot­ki, szczę­śli­wy pan mło­dy obie po­przed­nie mał­żon­ki uczył po­słu­szeń­stwa za po­mo­cą… bata.

„Pan sta­ro­sta łom­żyń­ski w kwie­cie i sile wie­ku, sław­ny czy­na­mi roz­pust­ne­go ży­cia – pi­sał o nim w roku 1650 ano­ni­mo­wy au­tor sa­ty­ry – czło­wiek ostre­go dow­ci­pu na wszel­kie bez­pra­wia, prze­myśl­nej i pod­stęp­nej wy­mo­wy, za­dzi­wia­ją­cej ła­two­ści i szczę­ścia w prze­krę­ca­niu spraw nie­zmor­do­wa­nej am­bi­cyi, a nade wszyst­ko ob­da­rzo­ny szcze­gól­nym ta­len­tem ze­sta­wie­nia wzglę­dów ludz­kich: że i kró­lo­wi waż­ny i szlach­tę prze­wrot­ny­mi sztu­ka­mi po­pu­lar­ny­mi ująć so­bie po­tra­fi […]”1.

Ra­dzie­jow­ski spra­wo­wał funk­cję sta­ro­sty so­cha­czew­skie­go i łom­żyń­skie­go, ale naj­wy­raź­niej mało mu jesz­cze było urzę­dów, bo­wiem od roku 1650 roz­po­czął sta­ra­nia o sta­no­wi­sko pod­kanc­le­rze­go. Sta­no­wi­sko kanc­le­rza, zwią­za­ne z dys­po­no­wa­niem „dużą pie­czę­cią”, było wów­czas naj­wyż­szą po wład­cy funk­cją w pań­stwie, da­ją­cą spe­cjal­ne pre­ro­ga­ty­wy. Dys­po­nu­ją­cy „małą pie­czę­cią” pod­kanc­le­rzy, w wy­pad­ku śmier­ci kanc­le­rza zaj­mo­wał au­to­ma­tycz­nie jego sta­no­wi­sko. Obie po­sa­dy były zresz­tą wy­jąt­ko­we, cho­ciaż­by tyl­ko z tego wzglę­du, że ani jed­ne­go, ani dru­gie­go nie moż­na było w pro­sty spo­sób od­wo­łać. Jed­nym sło­wem, za­rów­no z kanc­le­rzem, jak i pod­kanc­le­rzym ko­ron­nym król mu­siał się li­czyć.

Hie­ro­nim otrzy­mał wy­ma­rzo­ne sta­no­wi­sko jesz­cze w tym sa­mym roku, skła­da­jąc uro­czy­stą przy­się­gę: „Tak się spra­wo­wać będę, jako po mnie Bóg, do­bro oj­czy­zny i wola JKM po­trze­bo­wać bę­dzie”. Ob­ję­ciu urzę­du to­wa­rzy­szył jed­nak ko­lej­ny skan­dal. W swo­jej mo­wie, wy­gło­szo­nej przy oka­zji prze­ka­zy­wa­nia pie­czę­ci, mar­sza­łek wiel­ki ko­ron­ny Je­rzy Se­ba­stian Lu­bo­mir­ski oskar­żył go wprost o kup­no tego urzę­du. Na uspra­wie­dli­wie­nie Ra­dzie­jow­skie­go na­le­ży jed­nak do­dać, że ta­kie to były cza­sy – zwy­czaj ku­po­wa­nia urzę­dów wpro­wa­dzi­ła do Rze­czy­po­spo­li­tej fran­cu­ska kró­lo­wa, Lu­dwi­ka Ma­ria Gon­za­ga. Ra­dzie­jow­ski or­ga­ni­zo­wał kosz­tow­ne uczty, a tak­że ob­da­ro­wy­wał kró­la dro­gi­mi pre­zen­ta­mi. Mógł tu­taj li­czyć na chci­wą Lu­dwi­kę Ma­rię, któ­ra wpły­wa­ła na męża od­no­śnie do waż­nych sta­no­wisk pań­stwo­wych. W wy­bo­rach tych kie­ro­wa­ła się je­dy­nie wiel­ko­ścią po­da­run­ków, stąd oso­by, któ­re zo­sta­ły do­pusz­czo­ne do waż­nych god­no­ści w pań­stwie, oka­zy­wa­ły się na­stęp­nie czę­sto zwy­czaj­ny­mi mier­no­ta­mi. Sam Hie­ro­nim w swo­im te­sta­men­cie in­for­mo­wał o prze­ka­za­niu kró­lo­wi sześć­dzie­się­ciu ty­się­cy zło­tych.

Rok póź­niej, pod­czas wy­pra­wy prze­ciw­ko Ko­za­kom, król na­ka­zał za­ję­cie ko­re­spon­den­cji Ra­dzie­jow­skie­go. Zna­lazł się wśród niej list pana Hie­ro­ni­ma do kró­lo­wej, w któ­rej ten po­zwo­lił so­bie na bez­par­do­no­wą kry­ty­kę Jana Ka­zi­mie­rza za spo­sób pro­wa­dze­nia kam­pa­nii, a co jesz­cze waż­niej­sze, su­ge­ro­wał nie­dwu­znacz­nie, że król ma ro­mans z jego żoną. Od­su­nię­ty przez Jana Ka­zi­mie­rza od udzia­łu w ra­dzie pan pod­kanc­le­rzy ko­ron­ny za­czął roz­sie­wać plot­ki o wro­go­ści kró­la wzglę­dem szlach­ty. Czu­jąc się pew­nie na swo­jej po­sa­dzie, knuł prze­ciw­ko mo­nar­sze co­raz bar­dziej. Nikt chy­ba wów­czas nie spo­dzie­wał się, że ujaw­nio­ny pu­blicz­nie ro­mans sta­nie się za­cząt­kiem zbroj­nych ak­cji i bi­tew, a na koń­cu wiel­kiej woj­ny, zna­nej po­wszech­nie jako po­top szwedz­ki.

W dniach 28 czerw­ca–10 lip­ca 1651 roku pod Be­re­stecz­kiem na Wo­ły­niu do­szło do jed­nej z naj­więk­szych bi­tew lą­do­wych XVII-wiecz­nej Eu­ro­py. W jej wy­ni­ku do­wo­dzo­ne przez Jana Ka­zi­mie­rza woj­ska pol­skie roz­bi­ły zjed­no­czo­ne siły ko­zac­ko-ta­tar­skie Boh­da­na Chmiel­nic­kie­go. Było to nie­wąt­pli­wą za­słu­gą kró­la, któ­ry w trze­cim dniu walk za­sto­so­wał nie­zwy­kle sku­tecz­ną tak­ty­kę sza­chow­ni­co­wą, po­le­ga­ją­cą na usta­wie­niu od­dzia­łów pie­cho­ty na prze­mian z jaz­dą. W de­cy­du­ją­cej fa­zie bi­twy waż­ne oka­za­ło się też wy­ko­rzy­sta­nie, przez znaj­du­ją­cą się w cen­trum ugru­po­wa­nia pol­skie­go pie­cho­tę, siły ognia musz­kie­tów i ar­ty­le­rii.

Tuż przed bi­twą do­szło do uro­czy­ste­go po­go­dze­nia się Ra­dzie­jow­skie­go z kró­lem, ale po zwy­cię­stwie spór wy­buchł od nowa. Zwią­za­ny z Ra­dzie­jow­skim cho­rą­ży san­do­mier­ski Mar­cin Dę­bic­ki sta­nął na cze­le koła ge­ne­ral­ne­go szlach­ty (sej­mi­ku obo­zo­we­go), za­rzu­ca­ją­ce­go kró­lo­wi nie­udol­ne do­wo­dze­nie oraz do­pusz­cze­nie do uciecz­ki Ko­za­ków. Sam Hie­ro­nim pro­po­no­wał roz­pu­ścić po­spo­li­te ru­sze­nie i roz­po­cząć ne­go­cja­cje z Chmiel­nic­kim. Kie­dy jego pla­ny nie wy­pa­li­ły, opu­ścił obóz, po­cią­ga­jąc za sobą znacz­ną część szlach­ty.

Dum­ny ma­gnat pod­jął wal­kę o ra­to­wa­nie swo­jej po­zy­cji, pod­bu­rza­jąc do bun­tu po­spo­li­te ru­sze­nie. Jan Ka­zi­mierz naj­wy­raź­niej prze­stra­szył się ca­łej sy­tu­acji i w li­sto­pa­dzie 1651 roku wy­su­nął ugo­do­we pro­po­zy­cje. Sy­tu­acja za­czę­ła się co­raz bar­dziej kom­pli­ko­wać. Ra­dzie­jow­ski wy­su­wał wciąż nowe, co­raz da­lej idą­ce żą­da­nia. Za­po­wia­dał się otwar­ty kon­flikt mię­dzy wpły­wo­wym ma­gna­tem, a kró­lem Pol­ski i do­praw­dy Bóg tyl­ko je­den mógł wie­dzieć, czym to się za­koń­czy.

Tym­cza­sem, po ujaw­nie­niu tre­ści wspo­mnia­ne­go wy­żej li­stu, pani Elż­bie­ta wnio­sła do sądu po­zew o roz­wód i schro­ni­ła się przed gnie­wem męża w klasz­to­rze, zle­ca­jąc jed­no­cze­śnie swo­je­mu bra­tu, Bo­gu­sła­wo­wi Słusz­ce, usu­nię­cie Hie­ro­ni­ma z ma­jąt­ku. Słusz­ka naj­pierw wy­zwał Ra­dzie­jow­skie­go na po­je­dy­nek, a gdy ten od­mó­wił, 4 stycz­nia 1652 roku pod nie­obec­ność go­spo­da­rza, za­jął zbroj­nie pod­war­szaw­ski pa­łac Ka­za­now­skich, po­ło­żo­ny w od­le­gło­ści czte­ry­stu me­trów od Zam­ku Kró­lew­skie­go2. Kie­dy do Ra­dzie­jow­skie­go do­szły wie­ści o na­pa­dzie, ze­brał oko­licz­ną szlach­tę, pró­bu­jąc na jej cze­le od­bić swój – a do­kład­niej mó­wiąc odzie­dzi­czo­ny przez mał­żeń­stwo z Elż­bie­tą po Ada­mie Ka­za­now­skim – pa­łac. Po kil­ku­go­dzin­nej bi­twie na­jazd zo­stał jed­nak­że przez Bo­gu­sła­wa Słusz­kę od­par­ty. Nie­co póź­niej pan Hie­ro­nim usi­ło­wał po­rwać żonę z klasz­to­ru, ale prze­szko­dzi­ła mu gwar­dia kró­lew­ska.

Po tych wy­da­rze­niach, dzie­ją­cych się nie­ca­ły mie­siąc przed ob­ra­da­mi Sej­mu, Ra­dzie­jow­ski zo­stał oskar­żo­ny przed są­dem mar­szał­kow­skim o ob­ra­zę ma­je­sta­tu i po­gwał­ce­nie bez­pie­czeń­stwa re­zy­den­cji kró­lew­skiej – w po­bli­skim Zam­ku Kró­lew­skim prze­by­wa­li wów­czas Jan Ka­zi­mierz i cię­żar­na kró­lo­wa Lu­dwi­ka Ma­ria Gon­za­ga. Za ob­ra­zę ma­je­sta­tu uwa­ża­no na mocy obo­wią­zu­ją­ce­go wów­czas pra­wa każ­de zaj­ście zbroj­ne w okre­sie czte­rech ty­go­dni po­prze­dza­ją­ce sejm, a do­ty­czą­ce po­słów lub do­stoj­ni­ków pań­stwo­wych. Trze­ba jed­nak przy­znać, że wcze­śniej pra­wo to ni­g­dy nie było eg­ze­kwo­wa­ne.

Spryt­ny Hie­ro­nim ukrył się przed wy­słan­ni­ka­mi kró­la, nie po­zwa­la­jąc w ten spo­sób na do­star­cze­nie mu po­zwu, a póź­niej twier­dził, że nic nie wie­dział o pro­ce­sie. Jed­no­cze­śnie sam wniósł przed Try­bu­nał Ko­ron­ny w Piotr­ko­wie oskar­że­nie prze­ciw Słusz­ce o na­paść. W jego imie­niu wsta­wia­li się za nim sy­no­wie – Sta­ni­sław i Mi­chał Ste­fan, póź­niej­szy pry­mas, co jed­nak nie przy­nio­sło żad­nych efek­tów, król był nie­prze­jed­na­ny.

22 stycz­nia, mimo wspo­mnia­nych trud­no­ści pro­ce­du­ral­nych Hie­ro­nim Ra­dzie­jow­ski zo­stał za­ocz­nie ska­za­ny na ba­ni­cję, czy­li wy­gna­nie z oj­czy­zny oraz in­fa­mię, czy­li po­zba­wie­nie czci i ho­no­ru, zwią­za­ne z za­ka­zem spra­wo­wa­nia funk­cji urzęd­ni­czych oraz czę­ścio­wym wy­ję­ciem spod pra­wa. Swo­ją dro­gą, żal ser­ce ści­ska, że obec­ny sys­tem praw­ny nie dys­po­nu­je już ta­kim na­rzę­dziem…

Wo­bec ab­sen­cji Je­rze­go Lu­bo­mir­skie­go – któ­ry jako mar­sza­łek wiel­ki od­po­wie­dzial­ny był za ochro­nę kró­la i jego re­zy­den­cji, ale w cza­sie za­tar­gu Słusz­ki z pod­kanc­le­rzym opu­ścił sto­li­cę – są­do­wi mar­szał­kow­skie­mu prze­wod­ni­czył jego za­stęp­ca, mar­sza­łek na­dwor­ny ko­ron­ny Łu­kasz Opa­liń­ski. Pro­ces był w rze­czy­wi­sto­ści jed­ną wiel­ką pa­ro­dią – po­plecz­ni­cy Ra­dzie­jow­skie­go ob­wi­nia­li dwór kró­lew­ski o pro­wo­ka­cję, bo­wiem w trak­cie wal­ki o pa­łac, pil­nu­ją­ca po­rząd­ku w sto­li­cy Straż Mar­szał­kow­ska za­cho­wa­ła się bier­nie, a uka­ra­ny wcze­śniej przez Try­bu­nał Li­tew­ski za zra­nie­nie prze­ciw­ni­ka w po­je­dyn­ku Słusz­ka otrzy­mał od sądu z pro­tek­cji kró­la glejt, fak­tycz­nie gwa­ran­tu­ją­cy mu bez­kar­ność.

Oba­wia­ją­ce­mu się o swo­je ży­cie Ra­dzie­jow­skie­mu – ist­nia­ło po­zwo­le­nie na bez­kar­ne za­bi­cia in­fa­mi­sa, a za­bój­ca mógł otrzy­mać dwie­ście czer­wo­nych zło­tych i po­ło­wę po­sia­dło­ści ska­za­ne­go – uda­ło się rów­nież uzy­skać glejt, czy­li spe­cjal­ny do­ku­ment wy­sta­wio­ny w tym wy­pad­ku przez wo­je­wo­dę kra­kow­skie­go Wła­dy­sła­wa Ostrog­skie­go, za­pew­nia­ją­cy mu po­zo­sta­nie na wol­no­ści do cza­su pra­wo­moc­ne­go ukoń­cze­nia po­stę­po­wa­nia. Na­tych­miast też wniósł przed Try­bu­nał Ko­ron­ny ko­lej­ne oskar­że­nia, tym ra­zem wo­bec urzęd­ni­ków sądu mar­szał­kow­skie­go (o uchy­bie­nia pro­ce­du­ral­ne) oraz ad­wo­ka­tów bro­nią­cych go przed tym są­dem (o przy­ję­cie obro­ny bez zgo­dy oskar­żo­ne­go). Try­bu­nał ska­zał Słusz­kę na ba­ni­cję i in­fa­mię oraz unie­waż­nił wszyst­kie czyn­no­ści Sądu mar­szał­kow­skie­go od mo­men­tu przy­stą­pie­nia do spra­wy nie­pro­szo­nych ad­wo­ka­tów.

Ale ura­żo­ny w swej god­no­ści król nie miał naj­mniej­sze­go za­mia­ru ustą­pić. Po kra­ju za­czę­ły krą­żyć pi­sma, w któ­rych kwe­stio­no­wa­no waż­ność glej­tu wo­je­wo­dy kra­kow­skie­go. Do Ra­dzie­jow­skie­go do­cho­dzi­ły też in­for­ma­cje o pla­no­wa­nym za­ma­chu na nie­go. Przede wszyst­kim zaś nie otrzy­mał sku­tecz­ne­go po­par­cia na ob­ra­du­ją­cym wła­śnie Sej­mie, na co bar­dzo li­czył. 15 li­sto­pa­da uciekł z Pol­ski do Wied­nia.

Miał jesz­cze na­dzie­ję na ka­sa­cję wy­ro­ku i li­czył na wpły­wy wśród swo­ich stron­ni­ków, ale prze­ję­cie jego li­stów ad­re­so­wa­nych do Boh­da­na Chmiel­nic­kie­go i Iwa­na Wy­how­skie­go, zdo­by­tych po bi­twie pod Be­re­stecz­kiem wraz z obo­zem wro­ga, któ­re od­czy­ta­no na Sej­mie w sierp­niu 1652 roku, osta­tecz­nie skom­pro­mi­to­wa­ło go w oczach szlach­ty. Był to jaw­ny do­wód zdra­dy. Ujaw­nia­jąc treść li­stów w ostat­nim dniu ob­rad, król usta­mi swo­ich stron­ni­ków spryt­nie wy­ko­rzy­stał w celu osta­tecz­ne­go po­gnę­bie­nia ma­gna­ta po­wszech­ne obu­rze­nie, ja­kie za­pa­no­wa­ło po czerw­co­wej rze­zi ar­mii pol­skiej pod Ba­to­hem 1 i 2 czerw­ca. Klę­ska ta była wstrzą­sem dla ar­mii ko­ron­nej, po­nie­waż po bi­twie do­szło z roz­ka­zu Boh­da­na Chmiel­nic­kie­go do wy­mor­do­wa­nia przez Ko­za­ków wzię­tych do nie­wo­li pol­skich jeń­ców, a wśród ofiar zna­lazł się mię­dzy in­ny­mi brat przy­szłe­go kró­la, Ma­rek So­bie­ski. Uchwa­łą sej­mo­wą uzna­no by­łe­go już pod­kanc­le­rze­go za zdraj­cę i wro­ga oj­czy­zny – pro per­du­elio Re­ipu­bli­cae ho­ste pa­triae et per­pe­tuo in­fa­mii au­to­ri­ta­te Co­nven­tus Pra­esen­tis.

Prze­by­wa­ją­cy w Wied­niu Ra­dzie­jow­ski za­pro­po­no­wał ce­sa­rzo­wi, że je­śli ten za­ła­twi mu i opła­ci dwa ty­sią­ce na­jem­ni­ków, to na ich cze­le zdo­bę­dzie Kra­ków i War­sza­wę. Ku jego zmar­twie­niu ce­sarz od­rzu­cił jed­nak tę „fan­ta­stycz­ną” ofer­tę, uzna­jąc go za po­li­tycz­ne­go awan­tur­ni­ka. Rze­sza Nie­miec­ka, po­dob­nie jak i Wie­deń, cią­gle jesz­cze pa­mię­ta­li skut­ki tra­gicz­nej woj­ny trzy­dzie­sto­let­niej.

Ra­dzie­jow­ski wy­je­chał więc do Sztok­hol­mu, gdzie zna­lazł po­słuch u kró­lo­wej Kry­sty­ny Wa­zów­nej. Cią­gle ma­rzył o od­zy­ska­niu praw w Pol­sce, ale swo­im zdra­dziec­kim cha­rak­te­rem od­da­lał od sie­bie wszyst­kich. Na­wet życz­li­wa mu Kry­sty­na stra­ci­ła do nie­go za­ufa­nie, gdy wy­szło na jaw, że ma­gnat na­ma­wiał Ko­za­ków do ata­ku na Pol­skę, ofe­ru­jąc jej po­moc szwedz­ką.

Schro­nił się w Ham­bur­gu, a po­tem, tu­ła­jąc się po ca­łej Eu­ro­pie, zo­stał pra­wie za­po­mnia­ny. Pra­wie… W roku 1654 Kry­sty­na Waza zmu­szo­na zo­sta­ła do ab­dy­ka­cji na rzecz swo­je­go nie­do­szłe­go męża, Ka­ro­la X Gu­sta­wa – po­są­dzo­no ją wte­dy, że pla­nu­je do­pro­wa­dzić do re­ka­to­li­za­cji kra­ju. Kie­dy nowy wład­ca po­sta­no­wił ude­rzyć na Pol­skę, przy­po­mniał so­bie o Ra­dzie­jow­skim.

Po za­koń­cze­niu woj­ny trzy­dzie­sto­let­niej Szwe­cja uzy­ska­ła bar­dzo sil­ną po­zy­cję na po­łu­dnio­wych wy­brze­żach Bał­ty­ku. Po­sia­da­ła do­sko­na­łą, licz­ną i za­pra­wio­ną w woj­nie ar­mię, ze zna­ko­mi­cie wy­szko­lo­ną pie­cho­tą oraz… pu­ste kasy kró­lew­skie. Woj­sko to, do­tych­czas ży­ją­ce z woj­ny, po­zo­sta­wa­ło bez­czyn­ne, a Ka­rol Gu­staw nie miał z cze­go pła­cić żoł­du. W tej sy­tu­acji zdo­by­cie łu­pów na ten cel sta­ło się dla Szwe­dów spra­wą wiel­kiej wagi. Wy­czer­pa­na w woj­nach z Ko­za­ka­mi Chmiel­nic­kie­go i Ro­sją Rzecz­po­spo­li­ta Oboj­ga Na­ro­dów wy­da­wa­ła się ła­twym ce­lem. Woj­na z nią mia­ła przy­nieść Szwe­cji wiel­kie ko­rzy­ści eko­no­micz­ne i za­peł­nić pu­ste kasy.

Poza tym Szwe­dzi kon­tro­lo­wa­li han­del na pra­wie ca­łym wy­brze­żu Bał­ty­ku, prócz pol­skie­go Po­mo­rza (Prus Kró­lew­skich), więc za­ję­cie resz­ty i uczy­nie­nie z Bał­ty­ku mo­rza we­wnętrz­ne­go, po­zwo­li­ło­by im na roz­sze­rze­nie wpły­wów z han­dlu. Na wza­jem­nych sto­sun­kach pol­sko-szwedz­kich cią­ży­ły też rosz­cze­nia pol­skich Wa­zów do tro­nu szwedz­kie­go. Jan Ka­zi­mierz, oprócz ty­tu­łu „król pol­ski”, uży­wał prze­cież na pie­czę­ciach i do­ku­men­tach, ty­tu­łu kró­la Szwe­cji. Do­dat­ko­wo jesz­cze kró­lo­wi szwedz­kie­mu sprzy­ja­ło sta­no­wi­sko wie­lu pol­skich ma­gna­tów, któ­rym nie po­do­bał się fakt, że król Jan Ka­zi­mierz pró­bu­je wzmoc­nić swo­ją po­zy­cję w pań­stwie. Li­czy­li na to, że Ka­rol X Gu­staw za­cho­wa ich przy­wi­le­je i dla­te­go go­to­wi byli go po­przeć.

W ta­kich to oko­licz­no­ściach Hie­ro­nim Ra­dzie­jow­ski jął utwier­dzać szwedz­kie­go kró­la w prze­ko­na­niu, że na­paść na Pol­skę może mu przy­nieść same ko­rzy­ści. On to, nikt inny, był jed­nym z głów­nych au­to­rów wy­mie­rzo­ne­go prze­ciw Rze­czy­po­spo­li­tej so­ju­szu po­mię­dzy Szwe­cją, Ko­za­czy­zną i Sied­mio­gro­dem.

Szwe­dzi ude­rzy­li na nas w lip­cu 1655 roku, roz­po­czy­na­jąc krwa­wą woj­nę, któ­rą na­zwa­no póź­niej „po­to­pem”. Obo­wią­zy­wał jesz­cze wpraw­dzie za­war­ty w 1661 roku na dwa­dzie­ścia sześć lat ro­zejm w Sztum­skiej Wsi, ale kto by tam przej­mo­wał się ta­ki­mi dro­bia­zga­mi… Szwedz­ki na­jazd na Rzecz­po­spo­li­tą zor­ga­ni­zo­wa­li głów­nie pol­scy pro­te­stan­ci – udział w przy­go­to­wa­niach do agre­sji wzię­li bra­cia cze­scy z Lesz­na, na cze­le ze swo­im przy­wód­cą Ja­nem Amo­sem Ko­men­ským. W An­glii Oli­ver Crom­well wzy­wał szwedz­kie­go kró­la, by „utrą­cił róg (Pol­skę) na gło­wie be­stii (ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go)”. Ra­dzie­jow­ski zo­stał przy­dzie­lo­ny do po­mo­cy feld­mar­szał­ko­wi Wit­ten­ber­go­wi. Do­pie­ro te­raz mógł się wy­ka­zać, jak bar­dzo jest po­moc­ny. Pi­sał li­sty do miesz­kań­ców Wiel­ko­pol­ski oraz do po­spo­li­te­go ru­sze­nia, za­chę­ca­jąc do zdra­dy i od­da­nia się pod szwedz­ką wła­dzę.

Wo­bec bez­na­dziej­nej sy­tu­acji mi­li­tar­nej, po­szcze­gól­ne wo­je­wódz­twa, mia­sta i od­dzia­ły woj­ska, nie­chęt­ne zresz­tą wła­sne­mu kró­lo­wi, pod­da­wa­ły się Szwe­dom pra­wie bez walk. 21 lip­ca feld­mar­sza­łek Arvid Wit­ten­berg, pro­wa­dząc ze sobą sie­dem­na­ście ty­się­cy woj­ska oraz sie­dem­dzie­siąt dwa dzia­ła, wkro­czył z Po­mo­rza do Wiel­ko­pol­ski. Pod Uj­ściem za­stą­pi­ło mu dro­gę po­spo­li­te ru­sze­nie szlach­ty wiel­ko­pol­skiej – trzy­na­ście ty­się­cy luda, wzmoc­nio­ne ty­sią­cem czte­ry­stu żoł­nie­rzy pie­cho­ty ła­no­wej pod do­wódz­twem rot­mi­strza Wła­dy­sła­wa Mi­cha­ła Sko­ra­szew­skie­go. Ca­ło­ścią do­wo­dzi­li wo­je­wo­do­wie: po­znań­ski – Krzysz­tof Opa­liń­ski i ka­li­ski – An­drzej Ka­rol Gru­dziń­ski. Za­da­niem zgro­ma­dzo­nych sił była obro­na prze­praw na No­te­ci, by dać czas na przy­by­cie sił głów­nych do­wo­dzo­nych przez kró­la Jana Ka­zi­mie­rza. Za­ję­cie do­god­nej po­zy­cji do obro­ny zni­we­lo­wa­ło nie­co ogrom­ną prze­wa­gę ar­mii szwedz­kiej w wy­szko­le­niu i sile ognia.

To, co zda­rzy­ło się pod Uj­ściem było ko­lej­nym nie­chlub­nym ak­tem pol­skiej hi­sto­rii. Przy­go­to­wa­nia do sta­wie­nia opo­ru prze­bie­ga­ły w cał­ko­wi­tej pa­ni­ce i cha­osie. Szlach­ta zjeż­dża­ła się jak na ku­lig, pi­jań­stwo było na po­rząd­ku dzien­nym. Bra­ko­wa­ło pro­chu, dział, a na­wet żyw­no­ści, któ­rą zde­mo­ra­li­zo­wa­ni żoł­nie­rze mu­sie­li ra­bo­wać w oko­licz­nych mia­stach i wsiach.

Kie­dy pod Uj­ście do­tar­li rów­nież Szwe­dzi, po­mni wo­jow­ni­cze­go cha­rak­te­ru Po­la­ków i klę­ski pod Kir­chol­mem w 1605 roku, wy­sła­li naj­pierw he­rol­da z przy­go­to­wa­ną przez Ra­dzie­jow­skie­go pro­po­zy­cją ka­pi­tu­la­cji. Pan Hie­ro­nim za­ofe­ro­wał obroń­com Uj­ścia za­cho­wa­nie wła­sno­ści pry­wat­nej, wol­no­ści wy­zna­nia i przy­wi­le­jów szla­chec­kich oraz ochro­nę przed roz­bo­ja­mi. Wpraw­dzie Opa­liń­ski ode­słał he­rol­da z dzie­się­cio­ma du­ka­ta­mi i od­mo­wą, ale ze­bra­na szlach­ta zdą­ży­ła już wy­słu­chać szwedz­kiej pro­po­zy­cji. Za­sia­ne ziar­no pa­dło na nie­zwy­kle po­dat­ny grunt.

24 lip­ca Wit­ten­berg usta­wił dzia­ła na­prze­ciw pol­skich szań­ców i roz­po­czął ka­no­na­dę. Pie­cho­ta ła­no­wa, wspo­ma­ga­na przez ochot­ni­ków, przez pięć go­dzin bro­ni­ła swych po­zy­cji, osła­nia­ją­cych mo­sty na Gwdzie i No­te­ci. Kie­dy jed­nak skoń­czy­ła się jej amu­ni­cja, Gru­dziń­ski wy­dał roz­kaz ewa­ku­owa­nia za­ło­gi z szań­ców. Szwe­dzi za­in­sta­lo­wa­li tam swo­je dzia­ła i roz­po­czę­li ostrzał ar­ty­le­ryj­ski zgro­ma­dzo­nej na prze­ciw­le­głym brze­gu No­te­ci jaz­dy pol­skiej. W tym sa­mym cza­sie, czte­ry ki­lo­me­try w dół rze­ki, szwedz­ki od­dział jaz­dy opa­no­wał prze­pra­wę pod Dziem­bo­wem. Przez most prze­rzu­co­no re­gi­ment gwar­dii pie­szej. Na wieść o gro­żą­cym oskrzy­dle­niu, w obo­zie pol­skim wy­buchł po­płoch.

Na­stęp­ne­go dnia Opa­liń­ski wraz z Ra­dzie­jow­skim i gru­pą ma­gna­tów prze­ko­na­li resz­tę szlach­ty, że bić się nie war­to, bo wszyst­ko po­zo­sta­nie po sta­re­mu. Szlach­ta na­dal bę­dzie spra­wo­wać swo­je urzę­dy, za­cho­wa przy­wi­le­je i po­zo­sta­nie sta­nem do­mi­nu­ją­cym w pań­stwie. A inny król, któ­re­mu mia­ła pod­le­gać Wiel­ko­pol­ska… To prze­cież je­dy­nie mały, nic nie­zna­czą­cy aspekt ca­łej spra­wy.

Po pod­pi­sa­niu ka­pi­tu­la­cji cała szlach­ta, z któ­rej skła­da­ło się wiel­ko­pol­skie po­spo­li­te ru­sze­nie, za­pro­szo­na zo­sta­ła na wy­staw­ną ucztę pod go­łym nie­bem, ma­ją­cą uczcić szwedz­kie pa­no­wa­nie. Wiel­ka uczta zor­ga­ni­zo­wa­na przez Wit­ten­ber­ga była naj­gor­szym ak­tem zdra­dy, jaki mo­gli nam za­ser­wo­wać wy­wyż­sza­ją­cy się po­nad wszyst­ko, za­pi­ja­cze­ni Sar­ma­ci. Nie ro­zu­mie­li swo­je­go nędz­ne­go wy­stęp­ku, nie ro­zu­mie­li, że ode­rwa­li od Rze­czy­po­spo­li­tej ka­wa­łek jej te­ry­to­rium – Wiel­ko­pol­skę. Nie ro­zu­mie­li, że wpu­ści­li do oj­czy­zny wro­ga, któ­ry za­lał nas swo­ją po­tę­gą na ko­lej­ne lata.

Po na­peł­nie­niu brzu­chów mię­sem i wi­nem, spo­koj­nie roz­je­cha­li się do do­mów. I żeby tyl­ko roz­je­cha­li. Nie, zdraj­cy i tchó­rze po­szli w utwier­dza­niu przy­jaź­ni z no­wym wład­cą jesz­cze da­lej. Nie dość, że od­da­li klu­cze do swo­ich miast i twierdz w Wiel­ko­pol­sce, to na do­da­tek prze­ka­za­li też pod szwedz­ką ko­men­dę wła­sne od­dzia­ły pie­cho­ty oraz je­den szwa­dron hu­sa­rii.

Pod­pi­sa­ny do­ku­ment prze­ka­zy­wał Ka­ro­lo­wi Gu­sta­wo­wi peł­ną wła­dzę nad wo­je­wódz­twa­mi po­znań­skim i ka­li­skim, ca­łość dóbr pań­stwo­wych i ko­ściel­nych oraz mia­sta. Szwe­dzi uzy­ska­li pra­wo do za­cią­ga­nia pie­cho­ty. Szlach­ta otrzy­ma­ła gwa­ran­cję swych swo­bód, a na urzę­dy po­wo­ły­wać mia­no tyl­ko Po­la­ków.

Od tej chwi­li pol­scy miesz­cza­nie prze­ści­ga­li się w otwie­ra­niu swo­ich bram i nada­wa­nia ho­no­ro­wych klu­czy miast Szwe­dom. Zdra­da sta­ła się czyn­ni­kiem za­gra­ża­ją­cym by­to­wi ca­łe­go pań­stwa. Od cię­ża­ru za­przań­stwa nie mo­gli­śmy się już póź­niej uwol­nić, cią­gle się z nim zma­ga­li­śmy i zma­ga­my się, moż­na po­wie­dzieć, do dzi­siaj.

31 lip­ca Wit­ten­berg za­jął bez wal­ki Po­znań, a Ra­dzie­jow­ski umie­jęt­nie sta­rał się ro­bić wra­że­nie oso­by wpły­wo­wej na szu­ka­ją­cej pro­tek­cji szwedz­kie­go kró­la szlach­cie. Tak na­praw­dę jed­nak, jego po­zy­cja na dwo­rze Ka­ro­la Gu­sta­wa ni­g­dy nie była sil­na – mimo nie­wąt­pli­wych za­sług. Już je­sie­nią 1655 roku, wo­bec no­wej sy­tu­acji po­li­tycz­no-woj­sko­wej, wpły­wy zdraj­cy zma­la­ły jesz­cze bar­dziej, a za­ra­zem wzro­sły roz­bież­no­ści po­mię­dzy nim a kró­lem.

Wraz z suk­ce­sa­mi Po­la­ków nad woj­skiem szwedz­kim, zdraj­ca po raz ko­lej­ny po­sta­no­wił zmie­nić front. Szwe­dzi od­kry­li jed­nak jego li­sty do gdańsz­czan. W 1656 roku zo­stał aresz­to­wa­ny i osa­dzo­ny na zam­ku w Mal­bor­ku. W stycz­niu 1657 roku wy­to­czo­no mu pro­ces o zdra­dę in­te­re­sów Ka­ro­la X Gu­sta­wa i osa­dzo­no na zam­ku w Öre­bro.

3 maja 1660 roku w Oli­wie za­war­ty zo­stał po­kój, na mocy któ­re­go Jan Ka­zi­mierz zrzekł się praw do tro­nu szwedz­kie­go, Pol­ska zaś za­trzy­ma­ła część Inf­lant. Po­kój oliw­ski za­koń­czył pię­cio­let­ni kon­flikt mię­dzy Szwe­cją a Pol­ską. Ra­dzie­jow­ski zo­stał wy­pusz­czo­ny z wię­zie­nia, głów­nie dzie­li wsta­wien­nic­twu. Jana II Ka­zi­mie­rza Wazy. Od­zy­skał w Pol­sce daw­ną po­zy­cję i ma­ją­tek, Sejm zaś, po burz­li­wych spo­rach – brat Hie­ro­ni­ma, sta­ro­sta bo­le­sław­ski Jan Ra­dzie­jow­ski, po­seł zie­mi so­cha­czew­skiej, żą­da­jąc jego re­ha­bi­li­ta­cji ta­mo­wał ob­ra­dy – wy­ba­czył mu wszyst­kie winy i zniósł in­fa­mię. Za­strze­żo­no jed­nak, że „do ho­no­rów i dy­gni­tarstw nie ma kon­ku­ro­wać i na Dwo­rze na­szym nie ma by­wać, chy­ba że od Nas [kró­la] ul­tro vo­ca­tus [fak­tycz­nie we­zwa­ny] bę­dzie”3.

Ra­dzie­jow­ski zwią­zał się ze stron­nic­twem pro­fran­cu­skim, sta­jąc się na ko­niec po­słusz­nym re­ali­za­to­rem po­li­ty­ki dwo­ru. W 1663 roku pro­wa­dził dość dwu­znacz­ną grę, pró­bu­jąc na­mó­wić kon­fe­de­ra­tów spod zna­ku Związ­ku Świę­co­ne­go4 do po­par­cia lan­so­wa­nej przez dwór kan­dy­da­tu­ry fran­cu­skiej do tro­nu.

W 1665 roku het­man po­lny ko­ron­ny Je­rzy Se­ba­stian Lu­bo­mir­ski za­wią­zał prze­ciw­ko kró­lo­wi ko­lej­ny ro­kosz. Jego zwo­len­ni­cy, zry­wa­jąc sej­my, pa­ra­li­żo­wa­li dzia­łal­ność usta­wo­daw­czą, a sam Lu­bo­mir­ski, po­par­ty przez część woj­ska ko­ron­ne­go i szlach­tę, po­bił od­dzia­ły kró­lew­skie pod Czę­sto­cho­wą (1665) i Mą­twa­mi (1667). W za­ist­nia­łym spo­rze Ra­dzie­jow­ski tym ra­zem zde­cy­do­wa­nie stał u boku Jana Ka­zi­mie­rza, nie speł­ni­ła się jed­nak jego na­dzie­ja na od­zy­ska­nie urzę­du pod­kanc­le­rze­go. 31 lip­ca 1666 roku zwa­śnio­ne stro­ny kon­flik­tu za­war­ły ugo­dę w Łę­go­ni­cach, na mocy któ­rej Lu­bo­mir­ski uko­rzył się przed kró­lem, ten zaś zre­zy­gno­wał z pla­nów elek­cji vi­ven­te rege5.

W ostat­nich la­tach ży­cia Hie­ro­nim Ra­dzie­jow­ski pla­no­wał po­dob­no przy­jąć świę­ce­nia ka­płań­skie. Zmarł 8 sierp­nia 1667 roku w Ad­ria­no­po­lu na cho­le­rę, w trak­cie po­sel­stwa do Tur­cji, gdzie mimo do­zna­nych upo­ko­rzeń, bę­dą­cych zwia­stu­nem zbli­ża­ją­cej się woj­ny, re­pre­zen­to­wał Rzecz­po­spo­li­tą.

1 L. Ku­ba­la, Szki­ce­histo­rycz­ne. Se­rya druga, Lwów 1880, s. 15.

2 Wspo­mnia­ny pa­łac stał na Kra­kow­skim Przed­mie­ściu. Obec­nie na jego miej­scu wzno­si się bu­dy­nek To­wa­rzy­stwa Do­bro­czyn­no­ści z na­pi­sem na fa­sa­dzie: Res Sa­cra Mi­ser – Nie­szczę­śli­wy jest rze­czą świę­tą.

3 https://pl.wi­ki­pe­dia.org/wiki/Hie­ro­ni­m_Ra­dzie­jow­ski

4 Zwią­zek Świę­co­ny (Nexus Sa­cer), kon­fe­de­ra­cja wojsk ko­ron­nych po­wo­ła­na 30 czerw­ca 1661 roku w miej­sco­wo­ści Szcze­rzec pod Lwo­wem, dzia­ła­ją­ca do lip­ca 1663 roku. Przy­czy­ną skon­fe­de­ro­wa­nia się wojsk były ogrom­ne za­le­gło­ści skar­bu pań­stwa w wy­pła­cie żoł­du po po­to­pie szwedz­kim i zwy­cię­stwie pod Cud­no­wem pod­czas woj­ny z Ro­sją. W póź­niej­szym okre­sie Zwią­zek zna­lazł się pod wpły­wem po­li­tycz­nym het­ma­na po­lne­go ko­ron­ne­go Je­rze­go Se­ba­stia­na Lu­bo­mir­skie­go, któ­ry wy­ko­rzy­stał go do wal­ki prze­ciw­ko kró­lo­wi Ja­no­wi Ka­zi­mie­rzo­wi i pro­po­no­wa­nym przez nie­go re­for­mom (wy­so­kie po­dat­ki na nie­płat­ne woj­sko i re­for­ma za­sad elek­cji kró­la).

5Vi­ven­te rege – ła­ciń­skie okre­śle­nie od­no­szą­ce się do elek­cji i ko­ro­na­cji kró­lew­skiej, do­ko­na­nej za ży­cia po­przed­nie­go wład­cy.

Renegat wielki litewski. JANUSZ RADZIWIŁŁ (1612–1655)

„Był to czło­wiek czter­dzie­sto­kil­ku­let­ni, po­sta­ci ol­brzy­miej i bar­czy­sty – opi­sy­wał jego wy­gląd w Po­to­pie Hen­ryk Sien­kie­wicz, przed­sta­wia­jąc Ja­nu­sza Ra­dzi­wił­ła jako żąd­ne­go wła­dzy, dum­ne­go i bez­względ­ne­go in­try­gan­ta. – Ubra­ny był w strój szkar­łat­ny pol­ski, spię­ty pod szy­ją kosz­tow­ny­mi agra­fa­mi. Twarz miał ogrom­ną, o ry­sach, z któ­rych biła py­cha, po­wa­ga i po­tę­ga. Była to gniew­li­wa, lwia twarz wo­jow­ni­ka i wład­cy za­ra­zem. Dłu­gie, zwie­sza­ją­ce się w dół wąsy nada­wa­ły jej wy­raz po­sęp­ny i cała w swej po­tę­dze i ogro­mie była jak­by wy­ku­ta wiel­ki­mi ude­rze­nia­mi mło­ta z mar­mu­ru. Brwi miał w tej chwi­li zmarsz­czo­ne z po­wo­du na­tę­żo­nej uwa­gi, ale zga­dłeś ła­two, że gdy je zmarsz­czy gniew, wów­czas bia­da tym lu­dziom, tym woj­skom, na któ­rych gro­my owe­go gnie­wu spad­ną”1. Z Po­to­pu rów­nież zna­my ów strasz­li­wy to­ast księ­cia: Vi­vat Ca­ro­lus Gu­sta­vus rex! Ten zdol­ny nie­wąt­pli­wie wódz i po­li­tyk miał nie­ste­ty wie­le wad, któ­re przy­spa­rza­ły mu licz­nych wro­gów: prze­ko­na­nie o swo­jej wy­jąt­ko­wo­ści, nie­po­ha­mo­wa­ną am­bi­cję, py­chę i wy­bu­cho­wy cha­rak­ter. W pol­skiej hi­sto­rii za­pi­sał się jako je­den z naj­więk­szych zdraj­ców.

Wiek XVII… To były trud­ne cza­sy, ktoś mógł­by na­wet po­wie­dzieć, że okrut­ne. Pa­no­wa­ły wów­czas wy­ra­fi­no­wa­ne ma­nie­ry, ale pa­sji nie trzy­ma­no na wo­dzy. Prze­strze­ga­no naj­bar­dziej wy­szu­ka­nych kon­we­nan­sów, ale śmierć na tor­tu­rach była po­spo­li­tym lo­sem wie­lu. A jed­nak nie moż­na po­wie­dzieć, że było to nie­szczę­śli­we stu­le­cie. Mimo wszyst­kich trud­no­ści po­pu­la­cja kra­ju co roku wzra­sta­ła, a męż­czyź­ni usta­na­wia­li nowe re­kor­dy bra­wu­ry, za­rów­no na po­lach bi­tew, jak i wo­bec ko­biet. Ży­cie, choć nie­pew­ne, było przy­naj­mniej in­te­re­su­ją­ce. I mimo że ist­nia­ły szo­ku­ją­ce róż­ni­ce kla­so­we, a przy­wi­le­je feu­dal­ne rzą­dzi­ły wszyst­kim, to i tak moż­na uznać, że były to cza­sy de­mo­kra­cji, a tak­że wiel­kich szans dla jed­no­stek o nie­po­śled­nich ta­len­tach oraz sile woli.

Rzecz­po­spo­li­ta koń­ca XVI i po­cząt­ku XVII wie­ku była roz­le­głym, wie­lo­na­ro­do­wo­ścio­wym pań­stwem, zaj­mu­ją­cym cen­tral­ne miej­sce we Wschod­niej i Środ­ko­wej Eu­ro­pie. Jej woj­ska gro­mi­ły wie­lo­krot­nie sil­niej­sze­go wro­ga, a chwa­ła kró­le­stwa nio­sła się po ca­łym kon­ty­nen­cie. Za­war­ta w 1569 roku unia lu­bel­ska sta­no­wi­ła, iż cią­gną­ce się od Mo­rza Bał­tyc­kie­go po roz­le­głe ste­py czar­no­mor­skie zie­mie Pol­ski, wraz z tymi na­le­żą­cy­mi do Wiel­kie­go Księ­stwa Li­tew­skie­go, sta­no­wić będą jed­ność pań­stwo­wą z kró­lem pol­skim i wiel­kim księ­ciem li­tew­skim w jed­nej oso­bie na cze­le. Ta wiel­ka pań­stwo­wość, za­słu­gu­ją­ca na mia­no im­pe­rium, od­gry­wa­ła też wio­dą­cą rolę w tej czę­ści Eu­ro­py, zwłasz­cza, kie­dy w ościen­nym pań­stwie mo­skiew­skim do­szło do głę­bo­kie­go kry­zy­su, zwa­ne­go wiel­ką smu­tą.

Była to za­ra­zem naj­lep­sza i naj­gor­sza z epok – wiek ro­zu­mu i wiek sza­leń­stwa, czas wia­ry i czas zwąt­pie­nia, okres świa­tła i okres mro­ku, wio­sna pięk­nych na­dziei i zima roz­pa­czy. Czas za­cie­kłej wal­ki, w któ­rej za­śle­pie­nie szło o lep­sze z na­ro­do­wą am­bi­cją, chci­wość z pra­gnie­niem sła­wy, pod­łość z upo­rem, okru­cień­stwo z har­tu­ją­cym się w ogniu umi­ło­wa­niem oj­czy­zny.

Od daw­na już pol­scy pa­no­wie wy­wie­ra­li ol­brzy­mi, cza­sa­mi zba­wien­ny, cza­sa­mi zgub­ny wpływ na spra­wy pu­blicz­ne. Jesz­cze za Zyg­mun­ta Sta­re­go Ła­scy pró­bo­wa­li na­rzu­cić kró­lo­wi przy­mie­rze z suł­ta­nem Su­lej­ma­nem Wspa­nia­łym i Ja­nem Zápo­lyą, sta­ra­jąc się w ten spo­sób zmu­sić go do otwar­te­go wy­stą­pie­nia prze­ciw Habs­bur­gom. Póź­niej Wi­śnio­wiec­cy przez swo­je awan­tur­ni­cze wy­pra­wy spro­wa­dza­li nie­ustan­ną pra­wie groź­bę woj­ny z Tur­cją. Zaś na sa­mym po­cząt­ku wie­ku XVII, „am­bi­cya i chci­wość” Mnisz­chów o mały włos nie zmie­ni­ły bie­gu hi­sto­rii…

W stu­le­ciu tym na­stą­pił w Rze­czy­po­spo­li­tej pro­ces kon­cen­tra­cji wła­sno­ści ziem­skiej. Wie­le sta­rych ro­dów moż­no­wład­czych upa­da­ło w wy­ni­ku eg­ze­ku­cji dóbr. Ich miej­sce zaj­mo­wa­ły nowe ma­gna­te­rie, któ­re oprócz zie­mi, otrzy­my­wa­ły tak­że bar­dzo po­żą­da­ne sta­no­wi­ska po­li­tycz­ne. Przy­kła­dem dla tego typu ka­rie­ry jest Jan Za­moy­ski, któ­ry w 1572 roku odzie­dzi­czył po ojcu za­le­d­wie czte­ry wsie, zaś gdy umie­rał w roku 1605, po­zo­sta­wił or­dy­na­cję zło­żo­ną ze stu czter­dzie­stu dzie­wię­ciu wsi i sze­ściu miast. Po­dob­ny suk­ces ma­jąt­ko­wy od­nie­śli Ostrog­scy, Lu­bo­mir­scy, Ko­niec­pol­scy, Po­toc­cy czy Osso­liń­scy. Nie­któ­re rody za­kła­da­ły tak zwa­ne or­dy­na­cje, ma­ją­ce uchro­nić ich ma­jąt­ki przed po­dzia­ła­mi.

Wiel­ki ród Ra­dzi­wił­łów od wie­lu lat na­le­żał do naj­po­tęż­niej­szych na Li­twie. W swo­im ręku sku­piał wie­le naj­waż­niej­szych sta­no­wisk w Rze­czy­po­spo­li­tej: wiel­kie­go het­ma­na, mar­szał­ka, kanc­le­rza i ko­niu­sze­go, a w roku 1576 za­ło­żył aż trzy or­dy­na­cje: w Klec­ku, Nie­świe­żu i Oły­ce.

Ja­nusz Ra­dzi­wiłłuro­dził się w Po­pie­li 12 grud­nia 1612 roku, roku ka­pi­tu­la­cji pol­skiej za­ło­gi na Krem­lu w Mo­skwie2. Przy­szedł na świat w kal­wiń­skiej ro­dzi­nie Krzysz­to­fa Ra­dzi­wił­ła (wo­je­wo­dy wi­leń­skie­go oraz het­ma­na wiel­kie­go li­tew­skie­go) i Anny z Kisz­ków. Kisz­ko­wie byli sta­rym ro­dem li­tew­skim, któ­ry wy­dał dwóch het­ma­nów, kil­ku bi­sku­pów i wie­lu wo­je­wo­dów. Spo­śród sze­ścior­ga dzie­ci Krzysz­to­fa i Anny, wie­ku do­ro­słe­go do­żył je­dy­nie Ja­nusz i jego młod­sza sio­stra Ka­ta­rzy­na.

Dzie­ciń­stwo spę­dził w ro­do­wych ma­jąt­kach w Po­pie­li, Kiej­da­nach, Bir­żach i Du­bin­kach. Wy­kształ­ce­nie pod­sta­wo­we otrzy­mał w domu, a po ukoń­cze­niu trzy­na­ste­go roku ży­cia zo­stał wy­sła­ny do gim­na­zjum w Słuc­ku, za­ło­żo­ne­go w 1617 roku przez księ­cia Krzysz­to­fa Ra­dzi­wił­ła. Ukoń­czył je w roku 1628, roz­po­czy­na­jąc na­ukę w szko­le w War­sza­wie, a na­stęp­nie w Ber­li­nie. W 1629 roku pod­jął stu­dia na uni­wer­sy­te­cie w Lip­sku, któ­re kon­ty­nu­ował póź­niej w Alt­dor­fie koło No­rym­ber­gii w nie­miec­kiej Ba­wa­rii. Tego ro­dza­ju edu­ka­cja była wów­czas ty­po­wym ele­men­tem wy­cho­wa­nia ma­gnac­kie­go, przy­go­to­wu­ją­cym mło­de­go moż­no­wład­cę do dzia­łal­no­ści pu­blicz­nej na sce­nie kra­jo­wej.

W 1631 roku prze­by­wał w obo­zie wo­jen­nym Fry­de­ry­ka Hen­ry­ka, księ­cia Ora­nii – Na­ssau, ob­ser­wu­jąc to­czą­cą się woj­nę po­mię­dzy Hisz­pa­nią a Zjed­no­czo­ny­mi Pro­win­cja­mi Ni­der­landz­ki­mi. Edu­ka­cję za­koń­czył na sław­nym uni­wer­sy­te­cie w Lej­dzie, bo­gat­szy o zdo­by­tą tam wie­dzę oraz kil­ka wy­uczo­nych ję­zy­ków eu­ro­pej­skich.

Tam też za­sta­ła go wia­do­mość o śmier­ci pol­skie­go kró­la, Zyg­mun­ta III Wazy. Z upo­waż­nie­nia no­we­go wład­cy, Wła­dy­sła­wa IV, pod­jął się w jego imie­niu po­sel­stwa do ni­der­landz­kich Sta­nów Ge­ne­ral­nych, do In­fant­ki Iza­be­li Habs­burg – na­miest­nicz­ki i współ­wład­czy­ni Ni­der­lan­dów Hisz­pań­skich oraz do An­glii. Na po­le­ce­nie Wła­dy­sła­wa IV prze­pro­wa­dził też za gra­ni­cą za­ciąg woj­ska, wer­bu­jąc oko­ło ty­sią­ca pie­cho­ty, dwu­stu dra­go­nów oraz kil­ku ar­ty­le­rzy­stów i dra­go­nów woj­sko­wych. Po po­wro­cie do kra­ju, w paź­dzier­ni­ku 1633 roku, wła­snym sump­tem wy­sta­wił cho­rą­giew hu­sar­ską. Za wy­mie­nio­ne za­słu­gi król na­gro­dził go ty­tu­łem pod­ko­mo­rze­go Wiel­kie­go Księ­stwa Li­tew­skie­go. Był to od­po­wied­nik pod­ko­mo­rze­go na­dwor­ne­go ko­ron­ne­go, któ­re­go obo­wiąz­ki przej­mo­wał, gdy król prze­by­wał na Li­twie. W związ­ku z tym, że nie dzia­ło się to zbyt czę­sto, urząd ten miał dużo mniej­sze zna­cze­nie niż jego od­po­wied­nik w Ko­ro­nie. Pod­ko­mo­rzy na­dwor­ny li­tew­ski urzę­do­wał na dwo­rze i przyj­mo­wał proś­by do kró­la od miesz­kań­ców ziem li­tew­skich.

„«Sły­nął z uro­dy, pięk­no­ści i dwor­skie­go ukła­du na dwo­rze Wła­dy­sła­wa IV. Pod­czas byt­no­ści swo­jej za gra­ni­cą, na dwo­rach roz­ma­itych ksią­żąt, przy­jął był obce oby­cza­je i z po­cząt­ku no­sił strój cu­dzo­ziem­ski, ja­kie­go i sam król uży­wał; póź­niej ato­li po­wró­cił do oj­czy­ste­go ubio­ru» – pi­sał o Ja­nu­szu XI Ra­dzi­wi­le Edward Koł­tu­baj w 1859 roku. Nie za­cho­wa­ły się por­tre­ty dzie­cię­ce księ­cia, m.in. au­tor­stwa Jana Mo­czul­skie­go z 1620 r. Wie­my jed­nak, iż przy­szły zdraj­ca kiej­dań­ski od naj­młod­szych lat wy­cho­wy­wa­ny był w świa­do­mo­ści roli stro­ju w hie­rar­chii spo­łecz­nych iden­ty­fi­ka­to­rów. W 1625 r. ze Słuc­ka pro­sił ojca, aby mu wy­słał suk­no na sza­tę wierzch­nią i je­dwab na pod­szy­cie, a w in­nym li­ście skar­żył się, na bra­ki w kon­fek­cji, nad­wy­rę­ża­ją­ce jego po­czu­cie god­no­ści. W sierp­niu 1627 r. pi­sał do ro­dzi­ca: «Dzię­ki Bo­że­mu wsta­wien­nic­twu wszyst­kie moje rze­czy do­brze idą, poza tym, że mu­szę zdo­być nowe stro­je i po­zszy­wać już po­sia­da­ne»”3.

W roku 1632, wkrót­ce po śmier­ci Zyg­mun­ta III wy­bu­chła VI woj­na pol­sko-ro­syj­ska, zwa­na też woj­ną smo­leń­ską. Do­wo­dzo­ne przez Mi­cha­ła Sze­ina ro­syj­skie woj­ska wkro­czy­ły na zie­mie Rze­czy­po­spo­li­tej, ob­le­ga­jąc Smo­leńsk. Po dwóch la­tach blo­ka­dy mia­sta i wie­lo­krot­nych pró­bach jego zdo­by­cia, oto­czo­na przez zjed­no­czo­ne siły pol­sko-li­tew­sko-ko­zac­kie ar­mia Ce­sar­stwa Ro­syj­skie­go ska­pi­tu­lo­wa­ła, pod­pi­su­jąc 14 czerw­ca 1634 roku po­kój w Po­la­no­wie nad Wiaź­mą.

W woj­nie tej wy­róż­nił się oj­ciec Ja­nu­sza, Krzysz­tof Ra­dzi­wiłł, któ­ry przez kil­ka mie­się­cy na cze­le sła­biut­kiej ar­mii li­tew­skiej ope­ro­wał wo­kół ob­lę­żo­ne­go Smo­leń­ska, kil­ka­krot­nie wpro­wa­dza­jąc do twier­dzy po­sił­ki i za­opa­trze­nie. Swo­ją ak­tyw­no­ścią dał czas na na­dej­ście głów­nej ar­mii pol­skiej. Po na­dej­ściu od­sie­czy brał udział w osa­cze­niu ro­syj­skiej ar­mii i do­pro­wa­dze­niu jej do ka­pi­tu­la­cji. Na­stęp­nie prze­pro­wa­dził śmia­ły rajd jaz­dy w głąb te­ry­to­rium Ro­sji.