Kaczki to moje ulubione ptaki - Kuba Penar - ebook

Kaczki to moje ulubione ptaki ebook

Kuba Penar

0,0
14,78 zł

lub
Opis

Kaczy śpiew zaprasza na nostalgiczny lot nad rzeką codzienności — krętą, miejscami porywistą, pełną paradoksów. „Kaczki to moje ulubione ptaki” to tomik poezji, w którym autor opisuje samego siebie. Są to czasami słowa gorzkie, nieraz pełne sarkazmu i ironii. Te kilkadziesiąt różnych kartek, to nic innego, jak wycinki z konkretnych etapów życia. Zostały podzielone na trzy części, w których możemy odnaleźć wiele zmysłowości, poczucia przemijania, młodości oraz odniesień do autorytetów autora.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 26




Kuba Penar

Kaczki to moje ulubione ptaki

Podziękowania:

Gabrieli Pelc za inspiracje i cudowną oprawę graficzną

© Kuba Penar, 2020

Kaczy śpiew zaprasza na nostalgiczny lot nad rzeką codzienności — krętą, miejscami porywistą, pełną paradoksów. „Kaczki to moje ulubione ptaki” to tomik poezji, w którym autor opisuje samego siebie. Są to czasami słowa gorzkie, nieraz pełne sarkazmu i ironii. Te kilkadziesiąt różnych kartek, to nic innego, jak wycinki z konkretnych etapów życia. Zostały podzielone na trzy części, w których możemy odnaleźć wiele zmysłowości, poczucia przemijania, młodości oraz odniesień do autorytetów autora.

ISBN 978-83-8221-074-3

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Czym jest dla Ciebie czas? Kim jesteś Ty?

Kaczki to moje ulubione ptaki

Pamiętam tylko nasze jesienne spacery

Gdzieś na skraju naszej surrealnej świadomości

Błądząc między złotymi koronami drzew

Odkrywaliśmy razem, co oznacza wieczność

Pamiętam tylko skryte, chłodne jezioro

Które widziałem w tafli Twoich lazurowych oczu

Gdzie sezon burz zalewał sielankowy poranek

Przerwany niepewnym przyszłości mrugnięciem

Pamiętam tylko te dwie zagubione kaczki

Nurkujące wprost w mrok nostalgicznej rzeki

Upojone Twoim smutkiem w przeciągłym spojrzeniu

Które karmiłaś wytworem zwiędłej namiętności

Pamiętam tylko, jak odeszłaś początkiem zimy

A z Tobą te wszystkie wspólne wspomnienia

Bezpowrotnie odleciały gdzieś w stronę południa

Skazując mnie na wieczność bez pożegnania

Jednak kaczki to moje ulubione ptaki!

Rzeka

To prawda — czas płynie jak rzeka

Niezwykła moc nieuchwytnego żywiołu

Zamienia człowieczka w poważną personę

Porywając prądem kończących się horyzontów

Czy jednak do tej samej, znanej mi wody

Nie mogę spróbować wejść ponownie?

Chciałbym przecież utopić się w przeszłości

Znanych zapachach, zmysłach, dotykach

Odległych meandrach uczuć, zdarzeń i pamięci

Woni polnych kwiatów z wakacji gdzieś na wsi

Które pachniały mi jedynie beztroską młodością

Słodyczy pierwszych miłostek ulotnych jak dym

Które pozwoliły usłyszeć trzepot motylich skrzydeł

Goryczy spostrzeżenia rzeki przy domu rodzinnym

Niech poniesie mnie za krawędzie map świata

Pokaże nieodkryte granice ludzkiej pamięci

Skoro swoim błękitem porwała wszystko, co ważne

A ja płynę jako marzyciel, niepoważny człowiek

To może chociaż uda mi się to wszystko dogonić

Już czas

Ostatnie liście opadają z drzew

Tak jak nasze ciężkie powieki

Zasłaniają szarą rzeczywistość

Podaną w słodkim opakowaniu

My leżąc na oderwanej krze

Zabieramy przyszłość innym

Odpływając w zimowy sen

Chociaż powinniśmy zapadać

Modlimy się o lepsze jutro

Abyśmy w końcu byli w stanie

Przełamać nasze pierwsze lody

I piekielnie podkręcić atmosferę

Słysząc jedynie płacz z pokoju obok

Spacer po Krośnie

Zimą w moim mieście zapada głucha cisza

Ludzie odbierają ulicom ostatnie tchnienie

Zbierając się jedynie w bezimiennych kościołach

Wyznać im przeszłość, która już dawno za nimi

W chłodne dni zwykłem oglądać naczynia ze szkła

Przeraża mnie w tym fakt, że dostrzegam w nich odbicie

Wszystkie wyroby powstają u nas nieskazitelne

Chociaż z czasem nabierają różnych odcieni

W zależności od opieki i dbałości właściciela

Zabawne — pomyliłem Miasto Szkła z …

Łabędzia pieśń

Rutyna jest niczym nadzieja — wrogiem!

Jest niebezpieczna i głupia zarazem

Bywa zadziwiająco zwodnicza

Przyszłość mruży i spojrzeń pozbawia

Spychając nas w rzeki czasu rwący prąd

Nie dając nam nawet żadnych pozorów