Już zawsze razem - Abbi Glines - ebook

12 osób właśnie czyta

Opis

Miłość na przekór całemu światu

Reese jest nareszcie szczęśliwa! Nie dość, że odnalazła rodzinę, o której istnieniu nie wiedziała, to ma przy sobie mężczyznę swoich marzeń - Mase'a. To prawdziwy książę z bajki - troskliwy, uroczy i niesamowicie przystojny. Tak, teraz wszystko zaczyna się układać. Gdy Reese odwiedza nową rodzinę w Chicago, Mase spędza ten czas ze swoją kuzynką Aidą. Chociaż nie są spokrewnieni, wychowywali się niemal jak rodzeństwo. Kiedy Reese wraca, zauważa, że dziewczyna manipuluje jej ukochanym. I chociaż Mase niczego nie podejrzewa, Reese wie, że Aida nie kocha go tak, jak przystało kuzynce...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 293

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Ty­tuł ory­gi­nal­ny: When You’re Back

Tłu­ma­cze­nie: Ka­ta­rzy­na Bień­kow­ska

Re­dak­cja: Pra­cow­nia Co­gi­to

Ko­rek­ta: Alek­san­dra Ty­kar­ska

Pro­jekt gra­ficz­ny okład­ki: Ka­ta­rzy­na Bor­kow­ska

Zdję­cie na okład­ce: Stock­sy/Mo­su­no

Skład: IMK

Re­dak­tor pro­wa­dzą­ca: Agniesz­ka Gó­rec­ka

Re­dak­tor na­czel­na: Agniesz­ka Het­nał

Atria Bo­oks, a Di­vi­sion of Si­mon & Schu­s­ter, Inc.

Co­py­ri­ght © 2015 by Abbi Gli­nes

Co­py­ri­ght for the Po­lish edi­tion © Wy­daw­nic­two Pas­cal

All ri­ghts re­se­rved.

Ta książ­ka jest fik­cją li­te­rac­ką. Ja­kie­kol­wiek po­do­bień­stwo do rze­czy­wi­stych osób, ży­wych lub zmar­łych, au­ten­tycz­nych miejsc, wy­da­rzeń lub zja­wisk jest czy­sto przy­pad­ko­we. Po­sta­ci i wy­da­rze­nia opi­sa­ne w tej książ­ce są two­rem wy­obraź­ni au­tor­ki bądź zo­sta­ły zna­czą­co prze­two­rzo­ne pod ką­tem wy­ko­rzy­sta­nia w po­wie­ści.

Biel­sko-Bia­ła 2016

Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o.

ul. Za­po­ra 25

43-382 Biel­sko-Bia­ła

tel. 338282828, fax 338282829

pas­cal@pas­cal.pl

ISBN 978-83-7642-935-9

Przy­go­to­wa­nie eBo­oka: Ma­riusz Kur­kow­ski

Dla Abbi’s Army, naj­lep­szej na świe­cie ulicz­nej bry­ga­dy. Ni­g­dy bym nie po­my­śla­ła, że tra­fi mi się taka gru­pa wspar­cia, któ­ra pro­mu­je moje książ­ki i pod­no­si mnie na du­chu w trud­nych chwi­lach. Ko­cham Was wszyst­kie i je­stem peł­na wdzięcz­no­ści dla każ­dej z Was.

Re­ese

Mi­nę­ły dwa­dzie­ścia dwa dni, pięć go­dzin i trzy­dzie­ści mi­nut, od­kąd po­że­gna­łam się z Mase’em na lot­ni­sku O’Hare. Kie­dy już się upew­nił, że je­stem bez­piecz­na w domu mo­je­go ojca w Chi­ca­go, z moją nie­daw­no od­na­le­zio­ną ro­dzi­ną, wró­cił do Tek­sa­su na swo­je ran­czo, któ­re nie mo­gło funk­cjo­no­wać bez nie­go.

Bar­dzo mnie ku­si­ło, żeby wra­cać ra­zem z nim. By­łam go­to­wa roz­po­cząć nowe ży­cie z Mase’em i bar­dzo chcia­łam, by jego dom stał się na­szym wspól­nym. Ale naj­pierw cze­ka­ło mnie jesz­cze inne wy­zwa­nie.

Nie­co po­nad mie­siąc temu pod drzwia­mi mo­je­go miesz­ka­nia w Ro­se­ma­ry Be­ach, gdzie pra­co­wa­łam jako sprzą­tacz­ka u naj­za­moż­niej­szych ro­dzin, zja­wił się wy­twor­ny, za­dba­ny Włoch. Nie­dłu­go po tym, jak spo­tka­łam Mase’a, oj­ciec, któ­re­go ni­g­dy nie po­zna­łam – i nie by­łam na­wet pew­na, czy w ogó­le żyje – wró­cił do mo­je­go ży­cia, chcąc być jego czę­ścią.

Mase był wte­dy przy mnie, cały czas trzy­mał mnie za rękę. Be­ne­det­to zo­stał z nami w Ro­se­ma­ry Be­ach przez ty­dzień, a po­tem wszy­scy ra­zem po­le­cie­li­śmy do Chi­ca­go. Wkrót­ce od­kry­łam, że mam nie tyl­ko ojca, lecz tak­że bra­ta. Był dwa lata młod­szy ode mnie i zu­peł­nie zwa­rio­wa­ny. Raul bez prze­rwy mnie roz­śmie­szał. Mia­łam tak­że bab­cię, czy też non­nę, jak wo­la­ła być na­zy­wa­na. Uwiel­bia­ła ze mną sie­dzieć i ga­wę­dzić go­dzi­na­mi. Opo­wia­da­ła mi hi­sto­rie z mło­do­ści mo­je­go ojca i po­ka­zy­wa­ła zdję­cia Rau­la z dzie­ciń­stwa. Mó­wi­ła mi tak­że o tym, jak bła­ga­ła Be­ne­det­ta, żeby mnie od­na­lazł. Po­dob­no miał swo­je po­wo­dy, by mnie nie szu­kać. Ale ni­ko­mu ich nie wy­ja­wił. Chcia­łam go znie­na­wi­dzić za to, że nie od­szu­kał mnie wcze­śniej, ale nie mo­głam. Ży­cie do­pro­wa­dzi­ło mnie do Mase’a.

Czas, któ­ry z nimi spę­dzi­łam, był cu­dow­ny, ale tę­sk­ni­łam za Mase’em. Na­sze wie­czor­ne roz­mo­wy te­le­fo­nicz­ne to było za mało. Po­trze­bo­wa­łam go. Po­trze­bo­wa­łam go bar­dziej niż ojca, bra­ta i non­ny. Mase był moją ro­dzi­ną. Pierw­szą oso­bą, na któ­rą kie­dy­kol­wiek tak na­praw­dę mo­głam li­czyć po wie­lu la­tach krzywd ze stro­ny mat­ki i oj­czy­ma.

Te­raz wresz­cie by­łam w domu – czy też w miej­scu, któ­re mia­ło stać się moim do­mem, za­nim po­ja­wił się mój oj­ciec. Pla­no­wa­li­śmy z Mase’em, że za­miesz­ka­my tu ra­zem, ale tak się jesz­cze nie sta­ło.

Nie za­wia­do­mi­łam Mase’a, że wra­cam wcze­śniej. Chcia­łam mu zro­bić nie­spo­dzian­kę.

Tak­sów­ka za­trzy­ma­ła się pod do­mem ro­dzi­ców Mase’a na ich roz­le­głym ran­czo. Wy­star­czył rzut oka na ciem­ny dom i już wie­dzia­łam, że ni­ko­go w nim nie ma. Świet­nie. Moja nie­spo­dzian­ka była prze­zna­czo­na tyl­ko dla Mase’a. Szyb­ko za­pła­ci­łam tak­sów­ka­rzo­wi, wy­ję­łam z ba­gaż­ni­ka moją je­dy­ną wa­liz­kę i po­śpie­szy­łam w stro­nę staj­ni. Pi­kap Mase’a stał obok dru­gie­go, któ­re­go nie roz­po­zna­łam.

Po­sta­wi­łam wa­liz­kę obok jego wozu, po czym ru­szy­łam w dół nie­wiel­kie­go wzgó­rza w kie­run­ku staj­ni. Wie­dzia­łam, że Mase tam bę­dzie, bo mó­wił, że dzi­siaj nie bę­dzie ujeż­dżał żad­ne­go ko­nia. Ser­ce wa­li­ło mi z pod­nie­ce­nia, a ręce aż mnie mro­wi­ły, żeby go do­tknąć. Cie­szy­łam się, że mo­głam spę­dzić czas z od­zy­ska­ną ro­dzi­ną, ale nie za­mie­rza­łam wię­cej zo­sta­wiać Mase’a. Je­śli na­stęp­nym ra­zem nie bę­dzie mógł le­cieć ze mną do Chi­ca­go, to ja też się tam nie wy­bio­rę. Moi bli­scy będą mu­sie­li od­wie­dzić mnie tu­taj.

Gdy po­de­szłam bli­żej do staj­ni, do­biegł mnie ko­bie­cy śmiech. Czyż­by Mase za­ła­twiał ja­kieś in­te­re­sy? Nie chcia­łam mu prze­szka­dzać, je­śli miał klient­kę. Nie mo­głam rzu­cać mu się w ra­mio­na, sko­ro aku­rat był za­ję­ty ko­niem i jego wła­ści­ciel­ką. Za­trzy­ma­łam się przed wej­ściem do staj­ni.

– Nie, Mase, obie­ca­łeś mi, że dzi­siaj pój­dzie­my po­jeź­dzić. Nie mo­żesz tego od­wo­ły­wać ze wzglę­du na pra­cę. Chcę moją obie­ca­ną prze­jażdż­kę – usły­sza­łam ko­bie­cy głos i dreszcz prze­biegł mi po ple­cach. Głos był mło­dy i za­lot­ny, a jego wła­ści­ciel­ka naj­wy­raź­niej zna­ła Mase’a aż za do­brze.

– Wiem, że obie­ca­łem, ale mam pra­cę do wy­ko­na­nia. Mu­sisz być cier­pli­wa – od­parł.

– Będę trze­po­tać rzę­sa­mi i wy­dy­mać war­gi, do­pó­ki nie po­sta­wię na swo­im – za­gro­zi­ła tam­ta.

– Dzi­siaj żad­nych gie­rek, Aida. Na­praw­dę je­stem za­ję­ty. Od dwóch dni po­świę­cam ci cały mój czas – po­wie­dział Mase to­nem, któ­ry spra­wił, że aż się cof­nę­łam. Zna­łam ten ton. Uży­wał go, mó­wiąc do mnie.

– Ale mi się nu­dzi, a ty za­wsze po­tra­fisz mnie ro­ze­rwać – ar­gu­men­to­wa­ła fi­glar­nie.

– Na­praw­dę mu­sisz dać mi dzi­siaj tro­chę cza­su, że­bym zro­bił, co trze­ba. Roz­ryw­ki za­pew­nię ci wie­czo­rem. Pój­dzie­my coś zjeść. Może na­wet za­bio­rę cię na tań­ce.

My­śla­łam, że pęk­nie mi ser­ce. Tego, co usły­sza­łam, nie moż­na było in­ter­pre­to­wać na wie­le spo­so­bów. Mase spę­dzał czas z inną ko­bie­tą. Za­le­ża­ło mu na niej. Sły­sza­łam to w jego gło­sie.

Już raz kie­dyś uzna­łam, że Mase mnie zdra­dza. Nie chcia­łam znów wy­cią­gać po­chop­nych wnio­sków, ale co in­ne­go to mo­gło ozna­czać? Spoj­rza­łam na pi­ka­pa za­par­ko­wa­ne­go obok wozu Mase’a, a po­tem znów na wej­ście do staj­ni. Gdy­bym mia­ła kie­ro­wać się ser­cem, na­tych­miast bym ucie­kła i zwi­nę­ła się gdzieś w kłę­bek, żeby się cał­kiem nie roz­paść.

Ro­zum jed­nak pod­po­wia­dał mi, że po­win­nam sta­wić czo­ło tej sy­tu­acji. Ja­ka­kol­wiek była. Za­nim odej­dę, po­win­nam przy­naj­mniej dać Mase’owi szan­sę na jej wy­ja­śnie­nie.

Całe pod­nie­ce­nie, ja­kie czu­łam jesz­cze przed chwi­lą, znik­nę­ło bez śla­du. Te­raz prze­peł­nia­ły mnie emo­cje, któ­rych nie sta­ra­łam się na­wet roz­po­znać.

Do­biegł mnie śmiech tej ko­bie­ty, a za­raz po­tem gar­dło­wy chi­chot Mase’a, od któ­re­go za­wsze ro­bi­ło mi się cie­pło w środ­ku. Mase do­brze się ba­wił. W to­wa­rzy­stwie tej ko­bie­ty był szczę­śli­wy. Czyż­by za dłu­go mnie nie było? Po­trze­bo­wał ko­goś in­ne­go? A może do­szedł do wnio­sku, że nie je­stem taka wy­jąt­ko­wa, jak są­dził?

– Wi­tam. Czym mogę słu­żyć? – usły­sza­łam ko­bie­cy głos.

Gwał­tow­nie pod­nio­słam gło­wę i zo­ba­czy­łam ko­bie­tę sto­ją­cą w drzwiach staj­ni, jak­by szy­ko­wa­ła się do wyj­ścia. Była wy­so­ka, mia­ła dłu­gie ja­sne wło­sy, ze­bra­ne w koń­ski ogon. Na­wet bez ma­ki­ja­żu wy­glą­da­ła obłęd­nie. Peł­ne usta i ide­al­nie bia­łe zęby. Jej wiel­kie zie­lo­ne oczy wy­raź­nie pro­mie­nia­ły szczę­ściem. Mase tak wła­śnie dzia­łał na ko­bie­ty.

– Przy­je­cha­łaś w spra­wie ko­nia? – spy­ta­ła, bo ja się nie ode­zwa­łam, sta­łam tyl­ko i ga­pi­łam się na nią. Opię­te dżin­sy, któ­re mia­ła na so­bie, pod­kre­śla­ły jej wą­skie bio­dra i szczu­płe uda. Mia­ła fi­gu­rę mo­del­ki. W prze­ci­wień­stwie do mnie.

– Ja…. mmm… – ją­ka­łam się. Co mia­łam po­wie­dzieć tej ko­bie­cie? Po­win­nam była po pro­stu stąd odejść. Sta­wie­nie czo­ła Mase’owi, pod­czas gdy ona tu sta­ła i wy­glą­da­ła jak lal­ka Bar­bie, zu­peł­nie mnie prze­ra­sta­ło. Tyl­ko rzu­ci okiem na nas obie sto­ją­ce obok sie­bie i od razu bę­dzie wie­dział, któ­rą po­wi­nien wy­brać.

– Zgu­bi­łaś się? – spy­ta­ła.

Tak. Czu­łam się kom­plet­nie za­gu­bio­na. Wszyst­ko, co uwa­ża­łam za praw­dzi­we, oka­za­ło się kłam­stwem, wszyst­ko, co uwa­ża­łam za moje, wca­le ta­kie nie było.

– Może… – szep­nę­łam, ale za­raz po­trzą­snę­łam gło­wą. – Nie. Przy­je­cha­łam zo­ba­czyć się z…

– Re­ese! – Za ple­ca­mi blon­dyn­ki za­grzmiał głos Mase’a i za­nim zdą­ży­łam do­koń­czyć zda­nie, już ją wy­mi­nął i chwy­cił mnie w ra­mio­na. – Je­steś! Cze­mu nie po­wie­dzia­łaś, że wra­casz do domu? Wy­je­chał­bym po cie­bie. Boże, jak pięk­nie pach­niesz. Tę­sk­ni­łem za two­im za­pa­chem. Tak bar­dzo za tobą tę­sk­ni­łem! – Nad jego ra­mie­niem pa­trzy­łam na tę ko­bie­tę, któ­ra już się nie uśmie­cha­ła. Wpa­try­wa­ła się we mnie z od­ra­zą.

– Chcia­łam… chcia­łam ci zro­bić nie… nie­spo­dzian­kę – ją­ka­łam się, nie­pew­na co my­śleć. Sły­sza­łam, jak się do niej zwra­cał. Wie­dzia­łam, że spę­dza­li ra­zem czas, a ona wy­raź­nie nie cie­szy­ła się z mo­jej obec­no­ści.

Ujął w dło­nie moją twarz i przy­ci­snął war­gi do mo­ich ust. Mimo że czu­łam się nie­pew­na i zra­nio­na tym, w jaki spo­sób trak­to­wał tę ko­bie­tę, szyb­ko ode­pchnę­łam te uczu­cia. Smak Mase’a i do­tyk jego warg na mo­ich roz­bro­iły mnie kom­plet­nie. Sy­cił się mo­imi usta­mi, a ja przy­war­łam do nie­go i wdy­cha­łam jego za­pach. Kie­dy jego ję­zyk mu­snął mój, prze­szedł mnie dreszcz. Kie­dy by­łam z nim tak bli­sko, wszyst­ko inne prze­sta­wa­ło się li­czyć.

– Ehem, moi mili! Na­dal tu je­stem. Pa­mię­ta­cie mnie? – Głos tam­tej ko­bie­ty prze­bił się przez moje roz­kosz­ne otu­ma­nie­nie i za­mar­łam w bez­ru­chu. Mase na­to­miast ode­rwał się ode mnie i chi­cho­cząc obej­rzał się na blon­dyn­kę, cały czas obej­mu­jąc mnie moc­no.

– Wy­bacz, Aida, wró­ci­ła moja ko­bie­ta i te­raz co naj­mniej przez naj­bliż­sze czter­dzie­ści osiem go­dzin będę na­praw­dę bar­dzo, ale to bar­dzo za­ję­ty. Może na­wet dłu­żej. Mu­sisz zna­leźć so­bie ja­kieś za­ję­cie w domu – po­wie­dział, po czym po­ca­ło­wał mnie w czu­bek nosa i znów od­wró­cił się do tam­tej ple­ca­mi.

– Tro­chę nie­ład­nie, że zo­sta­wiasz mnie na lo­dzie i na­wet mnie nie przed­sta­wisz swo­jej przy­ja­ciół­ce – od­par­ła ob­ra­żo­nym to­nem.

Mase uśmiech­nął się do mnie i mru­gnął.

– Co za diwa. Ale przy­zwy­cza­isz się do niej. – Na­stęp­nie ob­ró­cił gło­wę w stro­nę tam­tej. – Aida, to jest Re­ese, ko­bie­ta, o któ­rej tyle ci opo­wia­da­łem. Ta, o któ­rej nada­wa­łem go­dzi­na­mi każ­de­go wie­czo­ru. – Znów zwró­cił się w moją stro­nę. – Re­ese, po­znaj moją je­dy­ną ku­zyn­kę Aidę. Jest tro­chę ze­psu­ta, lubi dra­ma­ty­zo­wać i ła­two się nu­dzi.

Ku­zyn­kę? Sko­ro była jego ku­zyn­ką, to dla­cze­go mie­rzy­ła mnie ta­kim wzro­kiem, jak­bym sta­ła jej na dro­dze?

Po­pa­trzy­łam na Aidę, a ona uśmiech­nę­ła się z wyż­szo­ścią. Ulży­ło mi, że są spo­krew­nie­ni, w jej spoj­rze­niu było jed­nak coś wy­zy­wa­ją­ce­go.

Tro­chę… dziw­ne.

Mase

Znów trzy­ma­łem Re­ese w ra­mio­nach, co po­mo­gło mi zła­go­dzić fru­stra­cję wy­ni­ka­ją­cą z tego, że nie za­wia­do­mi­ła mnie o swo­im po­wro­cie. Gdy­bym wie­dział, że wra­ca, ode­brał­bym ją z lot­ni­ska. Nie po­do­ba­ło mi się, że po przy­lo­cie nikt jej tam nie wi­tał.

– Wzię­łaś tak­sów­kę? – spy­ta­łem, cho­ciaż to roz­wią­za­nie też mi się nie po­do­ba­ło.

Kiw­nę­ła gło­wą, ale nic nie po­wie­dzia­ła.

– Szko­da, że nie za­dzwo­ni­łaś. – Przy­cią­gną­łem ją do sie­bie i po­pro­wa­dzi­łem w stro­nę mo­je­go pi­ka­pa. Za­mie­rza­łem za­raz za­wieźć ją do na­sze­go domu. Tam, gdzie było jej miej­sce.

– Po­my­śla­łam, że faj­nie bę­dzie zro­bić ci nie­spo­dzian­kę.

Wy­da­wa­ła się zga­szo­na, jak­by coś ją tra­pi­ło. Może była po pro­stu zmę­czo­na po po­dró­ży.

– Po­wie­dział­bym, że­byś na­stęp­nym ra­zem za­dzwo­ni­ła, ale nie bę­dzie na­stęp­ne­go razu. Nie chcę już się z tobą roz­sta­wać na tak dłu­go. Je­śli bę­dziesz chcia­ła wy­brać się do Chi­ca­go, po­le­cę z tobą.

Od­nio­słem wra­że­nie, że po tych sło­wach roz­luź­ni­ła się i moc­niej we mnie wtu­li­ła. Tego wła­śnie dzi­siaj po­trze­bo­wa­łem. Aida była mę­czą­ca i wy­ma­ga­ją­ca. Jej obec­ność po­ma­ga­ła mi uko­ić tę­sk­no­tę za Re­ese, ale tyl­ko dla­te­go, że bez prze­rwy traj­ko­ta­ła, ab­sor­bu­jąc moją uwa­gę.

Jak tyl­ko mama wró­ci do domu, bę­dzie mu­sia­ła za­jąć się Aidą.

Wzią­łem wa­liz­kę Re­ese i wrzu­ci­łem ją na tył pi­ka­pa, po czym pod­ło­ży­łem dłoń pod ślicz­ny ty­łe­czek Re­ese i unio­słem ją, by po­móc jej wsiąść. Za­chi­cho­ta­ła, a ja po­czu­łem przy­jem­ne cie­pło roz­cho­dzą­ce się po mo­ich ży­łach. Bra­ko­wa­ło mi jej śmie­chu.

– Nie po­zwo­lę ci od­da­lić się od sie­bie na krok co naj­mniej przez dwa dni. Je­stem bar­dzo spra­gnio­ny – oznaj­mi­łem, sia­da­jąc za kie­row­ni­cą. – Poza tym w ubie­głym ty­go­dniu wy­po­ży­czy­łem dla cie­bie z bi­blio­te­ki parę ksią­żek. Bar­dzo bym chciał, że­byś mi je prze­czy­ta­ła.

Po­ło­ży­ła gło­wę na moim ra­mie­niu i wes­tchnę­ła z za­do­wo­le­niem.

– Kie­dy by­łam w Chi­ca­go, czy­ta­łam ci pra­wie każ­de­go wie­czo­ra.

– Tak, ale nie le­ża­łaś przy tym naga w moim łóż­ku.

Znów się ro­ze­śmia­ła, a ja po­czu­łem, że wszyst­ko w moim ży­ciu jest do­sko­na­łe. Tak dłu­go na nią cze­ka­łem. Za­nim ją po­zna­łem, wszyst­ko było bez­barw­ne, w tym rów­nież dziew­czy­ny. Z żad­ną inną nie czu­łem pod­nie­ce­nia na myśl, że każ­de­go ran­ka po prze­bu­dze­niu zo­ba­czę jej twarz. Albo że co wie­czór będę za­sy­piał, trzy­ma­jąc ją w ra­mio­nach.

– Chcesz, że­bym ci czy­ta­ła nago w łóż­ku? – spy­ta­ła roz­ba­wio­nym to­nem.

– Pew­nie, że tak. Chcę, że­byś wszyst­ko ro­bi­ła nago.

Re­ese od­chy­li­ła gło­wę do tyłu i po­pa­trzy­ła na mnie.

– Nie mó­wisz po­waż­nie.

Spoj­rza­łem na jej uśmiech­nię­tą twarz.

– Jak to nie? Kot­ku, kie­dy mó­wię o to­bie i na­go­ści, je­stem bar­dzo, bar­dzo po­waż­ny.

Zno­wu się ro­ze­śmia­ła, a ja przy­cią­gną­łem ją do sie­bie. Tego wła­śnie było mi trze­ba.

Re­ese ru­szy­ła w stro­nę domu, a ja wy­ją­łem z pi­ka­pa jej wa­liz­kę. Przez chwi­lę pa­trzy­łem, jak wcho­dzi do mo­je­go domu, któ­ry wkrót­ce miał stać na­szym wspól­nym. Jej obec­ność spra­wia­ła, że wszyst­ko sta­wa­ło się od­mie­nio­ne. Wnio­sła w moje ży­cie cie­pło i sło­necz­ny blask.

Obej­rza­ła się przez ra­mię i uśmiech­nę­ła do mnie.

– Idziesz?

– Po­dzi­wia­łem tyl­ko wi­dok – od­par­łem z uśmie­chem i do­łą­czy­łem do niej po­śpiesz­nie.

Kie­dy tyl­ko prze­stą­pi­łem próg, po­sta­wi­łem wa­liz­kę na pod­ło­dze i chwy­ci­łem Re­ese w ra­mio­na. Pi­snę­ła za­sko­czo­na, kie­dy wzią­łem ją na ręce i za­nio­słem na ka­na­pę. Usia­dłem na znisz­czo­nej skó­rze, sa­dza­jąc so­bie Re­ese na ko­la­nach, a ona moc­no ob­ję­ła mnie za szy­ję.

– Wi­taj w domu – po­wie­dzia­łem i za­mkną­łem jej usta po­ca­łun­kiem.

Fa­cet we mnie chciał ro­ze­brać ją do naga i pie­przyć opar­tą o drzwi. Ale męż­czy­zna, któ­ry znał jej po­trze­by, za­mie­rzał naj­pierw ją przy­tu­lić i tro­chę po­ko­chać. Ni­g­dy nie chcia­łem, żeby po­my­śla­ła, że dla mnie to tyl­ko seks. Za­ko­cha­łem się w niej, za­nim jesz­cze upra­wia­li­śmy seks. Była zbyt cen­na, żeby ją trak­to­wać po pro­stu jak nie­złą dupę… cho­ciaż jej du­pecz­ka była bo­ska.

Re­ese zdję­ła mi ka­pe­lusz i rzu­ci­ła go na ka­na­pę, po czym za­nu­rzy­ła pal­ce w mo­ich wło­sach. Jej po­ca­łun­ki były ni­czym cie­pły miód i by­łem cał­kiem pe­wien, że mógł­bym ca­ło­wać się z nią w nie­skoń­czo­ność.

Mięk­kie krą­gło­ści w mo­ich dło­niach i te aniel­skie usta to było wię­cej, niż kie­dy­kol­wiek so­bie wy­obra­ża­łem. Reese była dla mnie czymś wię­cej, niż so­bie kie­dy­kol­wiek wy­obra­ża­łem.

Jej mięk­kie war­gi mu­snę­ły mój za­ro­śnię­ty pod­bró­dek, gdy ob­sy­py­wa­ła po­ca­łun­ka­mi całą moją twarz.

– Nie ogo­li­łeś się – wy­szep­ta­ła.

– Nie spo­dzie­wa­łem się cie­bie.

– Po­do­basz mi się taki. Je­steś sek­sow­ny – mruk­nę­ła i jej usta znów ze­tknę­ły się z mo­imi.

– Po­dra­pię two­ją de­li­kat­ną skó­rę – od­par­łem, po czym po­głę­bi­łem po­ca­łu­nek i za­to­pi­łem się w jej sło­dy­czy. Wsu­ną­łem ręce pod jej ko­szul­kę, żeby do­tknąć roz­grza­nej skó­ry, a Re­ese za­drża­ła w mo­ich ra­mio­nach.

– Mo­żesz mnie tro­chę po­dra­pać. Sko­ro to bę­dziesz ty – po­wie­dzia­ła, prze­krę­ca­jąc się na mo­ich ko­la­nach tak, żeby usiąść na mnie okra­kiem. Ciem­ne wło­sy roz­sy­pa­ły jej się na ra­mio­nach i po­sła­ła mi nie­śmia­ły sek­sow­ny uśmie­szek, od któ­re­go krew za­czę­ła szyb­ciej krą­żyć mi w ży­łach.

Ują­łem jej twarz w dło­nie i po­gła­dzi­łem po­licz­ki kciu­ka­mi.

– Za nic nie mógł­bym uszko­dzić tej skó­ry. To by­ło­by tra­gicz­ne.

Za­ru­mie­ni­ła się i po­chy­li­ła do przo­du, wci­ska­jąc twarz w moje dło­nie.

– Po­trze­bu­ję cię – wy­szep­ta­ła. Błysk pod­nie­ce­nia w jej oczach był wła­śnie tym, cze­go po­trze­bo­wa­łem.

– Pod­nieś ręce. – Bez wa­ha­nia zro­bi­ła to, o co pro­si­łem. Ostroż­nie zdją­łem jej ko­szul­kę i po­ło­ży­łem mię­dzy nami. Wi­dząc ją w sta­ni­ku, zno­wu po­czu­łem się jak na­sto­la­tek, któ­ry po raz pierw­szy wi­dzi cyc­ki. Cho­le­ra, tę­sk­ni­łem za nimi.

– Chcę je wło­żyć do ust, ale mu­szę się naj­pierw ogo­lić – po­wie­dzia­łem, nie mo­gąc prze­stać na­pa­wać się ich wi­do­kiem.

– Pro­szę, Mase. Chcę po­czuć twój za­rost na skó­rze. Uwiel­biam to. Na­praw­dę.

Do­pro­wa­dza­ła mnie do sza­leń­stwa. Je też chcia­łem zo­ba­czyć śla­dy mo­je­go za­ro­stu na jej skó­rze. Mia­łem wy­rzu­ty, że chcę zro­bić jej ja­ką­kol­wiek krzyw­dę, ale kie­dy sły­sza­łem, jak mnie bła­ga, trud­no mi było to zi­gno­ro­wać.

Roz­pią­łem jej sta­nik. Ser­ce mi wa­li­ło, gdy obie jej peł­ne pier­si zo­sta­ły uwol­nio­ne. Te cu­dow­ne twar­de sut­ki po­trze­bo­wa­ły mnie tak bar­dzo, jak ja ich.

Cho­le­ra! Schy­li­łem gło­wę i wło­ży­łem je­den su­tek do ust, ob­ra­ca­jąc go na ję­zy­ku. Wes­tchnie­nia i jęki Re­ese, cią­gną­cej mnie moc­no za wło­sy, wy­wo­ła­ły u mnie skok ad­re­na­li­ny. Mia­łem ocho­tę przy­gryźć jej su­tek i usły­szeć, jak krzy­czy z roz­ko­szy. Ale nie mo­głem. Ni­g­dy nie chcia­łem jej prze­stra­szyć ani skrzyw­dzić. Pra­gną­łem, żeby za­wsze czu­ła się bez­piecz­na i ko­cha­na w mo­ich ra­mio­nach.

– Chcę, że­byś zdjął ko­szul­kę – po­wie­dzia­ła, po­ję­ku­jąc ci­cho.

Zro­bił­bym wszyst­ko, cze­go chcia­ła. Wy­pu­ści­łem z ust jej su­tek i ścią­gną­łem ko­szul­kę w re­kor­do­wym cza­sie. W cią­gu kil­ku se­kund moje usta wró­ci­ły tam, gdzie chcia­ły być. Pa­znok­cie Re­ese de­li­kat­nie wę­dro­wa­ły po mo­jej pier­si, a jej dło­nie na­kry­ły moje mię­śnie pier­sio­we. Po­chy­li­ła się i wy­szep­ta­ła moje imię w taki spo­sób, że po­czu­łem się jak król.

Kie­dyś bała się tego. Świa­do­mość, że ufa­ła mi, poz­wa­la­ła mi się ko­chać i spra­wiać so­bie przy­jem­ność, cią­gle była dla mnie świę­tem. Daw­no temu zo­sta­ła skrzyw­dzo­na, a ja za­mie­rza­łem do­pil­no­wać, by już ni­g­dy nie czu­ła się zbru­ka­na. Chcia­łem ją chro­nić przed wszel­kim złem. Przy mnie za­wsze bę­dzie bez­piecz­na.

Za­czę­ła ko­ły­sać bio­dra­mi, a ja z tru­dem po­wstrzy­ma­łem bo­le­sny gry­mas. Fiut omal nie wy­sko­czył mi ze spodni. Ucisk su­wa­ka po­wo­do­wał to­wa­rzy­szą­cy przy­jem­no­ści ból.

Pu­ści­łem jej su­tek, chcąc znów za­gar­nąć jej usta i sy­cić się jej sło­dy­czą. Kie­dy za­kwi­li­ła, prze­rwa­łem po­ca­łu­nek i przy­ło­ży­łem czo­ło do jej czo­ła.

– Może zdej­miesz dżin­sy? – za­pro­po­no­wa­łem, chcąc do­ty­kać wię­cej jej cia­ła.

– Ty też zdej­mij swo­je – od­par­ła z uśmiesz­kiem, po czym zsu­nę­ła się z mo­ich ko­lan i wsta­ła.

Pa­trzy­łem, jak roz­pi­na dżin­sy i zsu­wa je po­wo­li, ko­ły­sząc bio­dra­mi. By­łem jak za­hip­no­ty­zo­wa­ny. Spod spodu wy­ło­ni­ły się czar­ne sa­ty­no­we maj­tecz­ki, a ucisk su­wa­ka stał się jesz­cze sil­niej­szy. Się­gną­łem do swo­ich dżin­sów i roz­pią­łem je, żeby choć tro­chę so­bie ulżyć. Nie od­ry­wa­łem jed­nak przy tym wzro­ku od Re­ese. Cał­kiem zsu­nę­ła dżin­sy i od­rzu­ci­ła je na bok.

– Majt­ki – po­wie­dzia­łem, ale przy­po­mi­na­ło to ra­czej char­kot.

Jej twarz ob­lał ru­mie­niec, a w oczach po­ja­wił się błysk po­żą­da­nia i szyb­ko ścią­gnę­ła majt­ki. Była te­raz kom­plet­nie naga. Chcia­łem trzy­mać ją taką w ra­mio­nach do koń­ca świa­ta.

– Ty nie zdją­łeś dżin­sów – stwier­dzi­ła, spo­glą­da­jąc na moje bok­ser­ki, któ­re były te­raz na wi­do­ku.

– Za­czą­łem, ale mnie zde­kon­cen­tro­wa­łaś.

– W ta­kim ra­zie wstań, to ci po­mo­gę – od­par­ła z szel­mow­skim uśmie­chem.

Przy­się­gam, że sko­czył­bym ze ska­ły, gdy­by mnie o to po­pro­si­ła. Ten uśmiech mógł mnie skło­nić do wszyst­kie­go.

Re­ese

Mase wstał, a mój wzrok padł na jego umię­śnio­ny brzuch, tak twar­dy, że ręce same mi się do nie­go wy­cią­ga­ły.

– Wszyst­ko, co ze­chcesz – po­wie­dział, pa­trząc na mnie tak, jak­bym była ca­łym jego świa­tem.

To był Mase, ja­kie­go zna­łam. Męż­czy­zna, któ­re­mu ufa­łam. I wie­dzia­łam, że ni­g­dy mnie nie skrzyw­dzi. Ogar­nę­ło mnie po­czu­cie winy, że wcze­śniej w nie­go wąt­pi­łam. Ni­g­dy przed­tem nie by­łam z ni­kim w bez­piecz­nej i pew­nej re­la­cji, więc nie bar­dzo wie­dzia­łam, na czym po­le­ga za­ufa­nie. To się zmie­ni­ło do­pie­ro nie­daw­no.

Po­ko­na­łam tę nie­wiel­ką prze­strzeń, któ­ra nas dzie­li­ła, za­czę­łam mu ścią­gać roz­pię­te już dżin­sy i do­pie­ro wte­dy zo­rien­to­wa­łam się, że wciąż jest w kow­boj­kach. Uwiel­bia­łam te jego kow­boj­ki.

– Mu­sisz je naj­pierw zdjąć – przy­po­mnia­łam mu.

Uśmiech­nął się, schy­lił i ścią­gnął z ła­two­ścią oba buty.

– Za­ła­twio­ne.

Spra­wiał, że mia­łam po­czu­cie, jak­bym mo­gła po­pro­sić go o co­kol­wiek, a on by to zro­bił. To było wy­zwa­la­ją­ce i za­wsty­dza­ją­ce jed­no­cze­śnie. Cał­kiem zdję­łam mu dżin­sy, po dro­dze po­dzi­wia­jąc jego mu­sku­lar­ne uda i zgrab­ne łyd­ki.

Pod­nio­słam się, zer­ka­jąc na jego bok­ser­ki. Po­licz­ki mnie pa­li­ły, kie­dy ich do­tknę­łam i de­li­kat­nie za­czę­łam zsu­wać je w dół. Sły­sza­łam ury­wa­ny od­dech Mase’a i prze­szedł mnie dreszcz. Pod­nie­ca­ło go, kie­dy by­łam bli­sko nie­go, a zwłasz­cza bli­sko jego pe­ni­sa. Na mnie też to sil­nie dzia­ła­ło. Wie­dząc, że lubi, je­śli się nie śpie­szę, za­trzy­ma­łam się i spoj­rza­łam na jego twarz, kie­dy opu­ści­łam mu bok­ser­ki na tyle, by go ob­na­żyć. W jego oczach pło­nął ogień po­żą­da­nia.

Po­chy­li­łam się i po­ca­ło­wa­łam na­brzmia­ły czer­wo­ny czu­bek jego pe­ni­sa.

– Cho­le­ra, kot­ku – jęk­nął.

Lu­bi­łam to. Nie, uwiel­bia­łam.

Ścią­gnę­łam mu bok­ser­ki do sa­me­go dołu, po czym wsta­łam, do­tknę­łam jego brzu­cha i po­wio­dłam dłoń­mi w górę na jego pierś.

Oparł ręce na mo­ich bio­drach.

– Za­nio­sę cię do łóż­ka – po­wie­dział, przy­cią­ga­jąc mnie do sie­bie.

– Okej – wy­szep­ta­łam.

Pod­niósł mnie i za­niósł do sy­pial­ni, przy­ci­ska­jąc mnie moc­no do swo­jej pier­si, a ja oplo­tłam go w pa­sie no­ga­mi. Jego usta przy­lgnę­ły do mo­ich w na­mięt­nym po­ca­łun­ku, po czym po­ło­żył mnie de­li­kat­nie na swo­im wiel­kim łóż­ku.

Pa­trzy­łam na nie­go, roz­chy­la­jąc nogi i wy­cią­ga­jąc do nie­go ręce. Chcia­łam po­czuć go na so­bie. Prag­nę­łam, żeby mnie do­peł­nił. Mase na­tych­miast padł w moje ra­mio­na.

– Ko­cham cię – po­wie­dział żar­li­wie, ca­łu­jąc mnie w szy­ję. – Ko­cham cię tak bar­dzo, że tra­cę od­dech. Je­steś moim ser­cem, Re­ese. Moim ży­ciem.

Ca­ło­wał mnie wzdłuż szyi, aż za­czął sku­bać war­ga­mi mój oboj­czyk.

– Mase – jęk­nę­łam, uno­sząc bio­dra. Chcia­łam wię­cej. Chcia­łam po­czuć go w so­bie. Chcia­łam, żeby mnie wy­peł­nił.

Wsu­nął mi dłoń mię­dzy nogi, a jego pa­lec wśliz­gnął się we mnie.

– Jaka mo­kra. Cho­le­ra – jęk­nął. Wło­żył do ust ten sam pa­lec i ssał go, po czym ob­ni­żył się nade mną, aż po­czu­łam ko­niu­szek jego pe­ni­sa na­pie­ra­ją­cy na mnie.

Tego wła­śnie po­trze­bo­wa­łam. Ta­kie­go po­łą­cze­nia.

Po­wo­li za­nu­rzył się we mnie, roz­py­cha­jąc mnie swo­im roz­mia­rem. Mię­śnie ra­mion na­pię­ły mu się i moc­no za­ci­snął po­wie­ki. Przy­glą­da­łam się jego pięk­nej twa­rzy. Jego za­ci­śnię­tym szczę­kom i żyle wy­brzu­sza­ją­cej się na szyi. To wszyst­ko spra­wia­ło, że mru­cza­łam z roz­ko­szy.

Kie­dy wresz­cie wszedł we mnie głę­bo­ko, otwo­rzył oczy i na­po­tkał mój wzrok. W jego spoj­rze­niu było tyle uczu­cia, że łzy na­pły­nę­ły mi do oczu. Nie mu­siał mi mó­wić, co do mnie czu­je – wi­dzia­łam to. Od­sło­nił się przede mną w tam­tej chwi­li i wie­dzia­łam już wszyst­ko.

– Opleć mnie no­ga­mi – po­le­cił chra­pli­wym szep­tem, kła­dąc się na mnie jesz­cze ni­żej. Jego usta mus­nęły mi ucho. Zro­bi­łam, o co pro­sił.

– Jak do­brze – wy­szep­tał.

Chwy­ci­łam go za ra­mio­na, go­to­wa, by za­czął po­ru­szać się we mnie. Wie­dzia­łam, że to bę­dzie nie­sa­mo­wi­te – ab­so­lut­nie nie­sa­mo­wi­te. Nie spo­sób było opi­sać to, co czu­łam, ko­cha­jąc się z Mase’em.

– Roz­chyl nogi sze­ro­ko, kot­ku. Po­zwól mi się ko­chać, aż za­po­mnisz, jak masz na imię.

Tymi sło­wa­mi do­pro­wa­dził mnie pra­wie na skraj or­ga­zmu. Czy to w ogó­le było moż­li­we? – Słod­ko, wła­śnie tak. Po­zwól mi zro­bić so­bie do­brze. Chcę, że­byś się­gnę­ła nie­ba tak jak ja, kie­dy je­stem w to­bie.

Chcia­łam go za­pew­nić, że je­stem w nie­bie, że do­brze wiem, co on czu­je, ale jego bio­dra ko­ły­sa­ły się, a ja stra­ci­łam zdol­ność my­śle­nia i od­dy­cha­nia, trzy­ma­jąc się go tyl­ko z ca­łej siły. Po­ję­ki­wał z roz­ko­szy, krze­sząc we mnie iskry.

Kie­dy pierw­szy or­gazm prze­to­czył się prze­ze mnie, przy­gar­nął mnie do pier­si, szep­cząc, jaka je­stem pięk­na i inne słod­kie rze­czy, któ­rych do­brze nie pa­mię­tam – te sło­wa i mia­ro­wy rytm jego bio­der pro­wa­dzi­ły mnie już do ko­lej­ne­go or­ga­zmu. Bar­dzo szyb­ko. Ści­ska­łam go moc­no, trzy­ma­jąc się go, jak­bym mia­ła umrzeć.

Kie­dy po­wa­lił mnie trze­ci or­gazm, Mase krzyk­nął, za­wo­łał moje imię i jego cia­łem też tar­gnął or­gazm. Przy­ci­snął twarz do mo­jej szyi, z tru­dem ła­piąc od­dech.

Czu­jąc, jak roz­pa­da się na mnie na ka­wał­ki, za­czę­łam raz jesz­cze drżeć z roz­ko­szy, po czym pa­dli­śmy obo­je bez tchu, a na­sze ser­ca wa­li­ły dzi­ko.

Od­głos pu­ka­nia wdarł się w moje sny i zmu­si­łam się do otwar­cia oczu. Ro­zej­rza­łam się w ciem­no­ści, czu­jąc cie­płe cia­ło Mase’a. Po tym, jak ko­cha­li­śmy się po raz trze­ci, obo­je za­pa­dli­śmy w twar­dy sen.

Mase wes­tchnął i za­mru­gał z wy­sił­kiem.

– Co jest…? – spy­tał za­spa­nym gło­sem.

– Mase! – usły­sza­łam ko­bie­cy głos. Roz­po­zna­łam go. Na­le­żał do Aidy. – Otwórz! Przy­nio­słam je­dze­nie.

– Cho­le­ra – jęk­nął, wy­su­wa­jąc się z łóż­ka. Pod­szedł do sza­fy i wy­jął z niej dżin­sy i T-shirt. Kie­dy od­wró­cił się do mnie, po­słał mi ło­bu­zer­ski uśmiech. – Głod­na?

By­łam śpią­ca, ale głod­na też. Wy­glą­da­ło na to, że prze­spa­li­śmy porę ko­la­cji. Kiw­nę­łam gło­wą.

– Przy­nio­sę two­ją wa­liz­kę. Ubierz się spo­koj­nie, a ja przy­go­tu­ję je­dze­nie – po­wie­dział, schy­la­jąc się, żeby po­ca­ło­wać mnie w usta.

Kie­dy wy­szedł, le­ża­łam otu­lo­na ko­cem, któ­ry pach­niał Mase’em.

Po chwi­li, kie­dy Mase otwo­rzył fron­to­we drzwi, głos Aidy wy­peł­nił cały dom.

– Co tak dłu­go? Przy­nio­słam ci je­dze­nie. Mógł­byś oka­zać tro­chę wdzięcz­no­ści.

– Dzię­ki – rzu­cił bez­barw­nym gło­sem.

– Do­kąd idziesz?

– Za­nieść Re­ese jej wa­liz­kę – od­parł i za­raz usły­sza­łam jego kro­ki zbli­ża­ją­ce się do sy­pial­ni.

– Jezu, Mase. Mo­głeś przy­naj­mniej po­zbie­rać jej bie­li­znę, za­nim mnie wpu­ści­łeś – za­wo­ła­ła Aida roz­draż­nio­nym to­nem. Nie lu­bi­ła mnie. To nie była tyl­ko moja wy­obraź­nia.

Mase nic nie od­po­wie­dział. Kie­dy otwo­rzył drzwi, prze­wró­cił ocza­mi i uśmiech­nął się do mnie. Pod pa­chą niósł ubra­nia, któ­re zrzu­ci­li­śmy z sie­bie w poś­pie­chu, w dru­giej ręce trzy­mał moją wa­liz­kę.

– Nie zwra­caj na nią uwa­gi.

Ci­snął na­sze ubra­nia na krze­sło i mru­gnął do mnie.

– Ubierz się i chodź coś zjeść.

Kie­dy znów wy­szedł, usia­dłam na łóż­ku, zde­ner­wo­wa­na przed ko­lej­ną kon­fron­ta­cją z Aidą.

Nie chcia­łam, żeby ku­zyn­ka Mase’a mnie nie lu­bi­ła, oba­wia­łam się jed­nak, że nie mam na to żad­ne­go wpły­wu.

Mase

Mama przy­sła­ła dość je­dze­nia, żeby wy­kar­mić całą ar­mię. Wy­ją­łem z szaf­ki dwa ta­le­rze.

– Prze­każ ma­mie, że bar­dzo dzię­ku­ję. Re­ese pew­nie umie­ra z gło­du.

Aida sta­ła po dru­giej stro­nie bla­tu, trzy­ma­jąc rękę na bio­drze.

– Wy­ją­łeś tyl­ko dwa ta­le­rze. Re­ese nie zje z nami?

Z nami? Cho­le­ra!

Aida nie za­mie­rza­ła so­bie pójść. Nie cho­dzi­ło o to, że nie lu­bi­łem spę­dzać z nią cza­su, kie­dy przy­jeż­dża­ła z wi­zy­tą, ale aku­rat te­raz nie chcia­łem, żeby nam to­wa­rzy­szy­ła. Do­pie­ro co od­zy­ska­łem Re­ese. Nie mia­łem ocho­ty jesz­cze się nią z ni­kim dzie­lić.

– Och, uzna­łem, że już ja­dłaś.

Spoj­rza­ła na mnie z ura­zą.

– Nie, chcia­łam zjeść z tobą. Za­wsze jemy ra­zem ko­la­cję.

Cho­le­ra. Nie bę­dzie ła­two.

Do­strze­głem ja­kiś ruch po dru­giej stro­nie sa­lo­nu. Pod­nio­słem wzrok i zo­ba­czy­łem Re­ese sto­ją­cą tam w ob­cię­tych spodniach od dre­su i T-shir­cie opi­na­ją­cym po­nęt­nie jej cia­ło. Chcia­łem zna­leźć się z nią sam na sam, ale sko­ro była tu Aida, nie mo­głem ra­nić jej uczuć.

Uśmiech­ną­łem się do Re­ese.

– Chodź jeść. Za­raz coś ci na­ło­żę na ta­lerz.

Re­ese ner­wo­wo zer­k­nę­ła na Aidę, po czym znów prze­nio­sła wzrok na mnie.

– To ona nie może sama so­bie na­ło­żyć? – spy­ta­ła Aida opry­skli­wym to­nem, któ­ry bar­dzo mi się nie po­do­bał.

– Oczy­wi­ście, że może. Ale nie musi, sko­ro ja tu je­stem.

Moja od­po­wiedź zi­ry­to­wa­ła chy­ba Aidę, ale nic już nie do­da­ła. O co jej cho­dzi­ło? Nic dziw­ne­go, że Re­ese się de­ner­wo­wa­ła. Aida zwy­kle była pro­mien­na i peł­na ży­cia, ale nie dzi­siaj. Po­ka­zy­wa­ła się Re­ese od naj­gor­szej stro­ny.

– Nie ma spra­wy. Mogę sama to zro­bić – po­wie­dzia­ła Re­ese, pod­cho­dząc do mnie. Wy­raź­nie sta­ra­ła się za­ła­go­dzić sy­tu­ację. Znów była taka jak wte­dy, kie­dy ją po­zna­łem. Nie­pew­na sie­bie i nie­śmia­ła. Nie za­mie­rza­łem po­zwo­lić, żeby Aida zno­wu wy­wo­ła­ła w niej ten stan.

– Zaj­mę się tym, kot­ku – za­pew­ni­łem ją.

Po­de­szła w stro­nę sza­fek.

– W ta­kim ra­zie przy­go­tu­ję na­po­je. Aida, cze­go się na­pi­jesz? – za­gad­nę­ła.

Spoj­rza­łem na Aidę, któ­ra wy­glą­da­ła na jesz­cze bar­dziej roz­draż­nio­ną, za­nim się zo­rien­to­wa­ła, że na nią pa­trzę. Kie­dy na­po­tka­ła mój wzrok, uśmiech­nę­ła się.

– Po­pro­szę mro­żo­ną her­ba­tę – od­par­ła. Jej spoj­rze­nie po­zo­sta­ło chmur­ne. Będę mu­siał po­roz­ma­wiać z Aidą. Coś było z nią nie tak.

– Mama przy­sła­ła rów­nież her­ba­tę – po­wie­dzia­łem do Re­ese, prze­su­wa­jąc po bla­cie dzba­nek z her­ba­tą w jej stro­nę. – Ja też się na­pi­ję.

Re­ese uśmiech­nę­ła się do mnie z wy­raź­ną ulgą i za­czę­ła na­le­wać her­ba­tę do trzech szkla­nek.

– Uwiel­biam mro­żo­ną her­ba­tę two­jej mamy – po­wie­dzia­ła.

A moja mama uwiel­bia­ła Re­ese. Dzi­wi­łem się, że sama nie przy­nio­sła nam je­dze­nia, tyl­ko przy­sła­ła Aidę.

Po­da­łem ta­lerz Aidzie, po czym wzią­łem ta­lerz Re­ese i pod­sze­dłem do sto­łu, żeby go na nim po­ło­żyć. Re­ese sta­wia­ła szklan­ki z her­ba­tą przy każ­dym na­kry­ciu. Przy­cią­gną­łem ją do sie­bie i poca­ło­wa­łem.

– Jedz dużo. Bę­dziesz po­trze­bo­wa­ła dużo ener­gii – szep­ną­łem jej do ucha, a po­tem wró­ci­łem po mój ta­lerz.

Aida spoj­rza­ła na mnie spod zmarsz­czo­nych brwi.

– Mu­sisz to ro­bić w mo­jej obec­no­ści?

– Je­stem u sie­bie, Aido. We wła­snym domu mogę ro­bić, co mi się po­do­ba. Je­śli to ci nie od­po­wia­da, mo­żesz zjeść u mamy. – Mia­łem już dość jej opry­skli­wo­ści. Ni­g­dy taka nie była. Nie mia­łem po­ję­cia, co w nią wstą­pi­ło.

– To nie­grzecz­ne – po­wie­dzia­ła z ura­zą.

– Je­śli będę miał ocho­tę po­ca­ło­wać Re­ese, po pro­stu to zro­bię. Mu­sisz się z tym po­go­dzić.

I nie cze­ka­jąc na jej od­po­wiedź, na­ło­ży­łem so­bie na ta­lerz kil­ka ka­wał­ków pie­czo­ne­go kur­cza­ka i bu­łecz­kę, po czym wró­ci­łem do sto­łu. Re­ese sie­dzia­ła i wpa­try­wa­ła się w swój ta­lerz. Ręce zło­ży­ła na ko­la­nach i wy­glą­da­ła na nie­co za­gu­bio­ną.

– Nie jesz – stwier­dzi­łem.

Unio­sła ku mnie wzrok.

– Cze­ka­łam, aż do mnie do­łą­czy­cie.

Aida usia­dła po mo­jej dru­giej stro­nie.

– To co, na­dal wy­bie­ra­my się ju­tro na tę au­kcję by­dła? Cze­ka­łam na to przez cały ty­dzień.

Cały czas pa­trzy­łem na Re­ese.

– Wąt­pię. Nie wy­da­je mi się, żeby Re­ese mia­ła ocho­tę wsta­wać tak wcze­śnie.

– Re­ese nie musi je­chać – od­par­ła Aida.

Na­praw­dę za­czy­na­ła mnie wku­rzać.

– Do­pie­ro wró­ci­ła do domu. Nie wy­bie­ram się ni­g­dzie bez niej.

Po­czu­łem na przed­ra­mie­niu de­li­kat­ny do­tyk dło­ni Re­ese.

– Je­śli mu­sisz je­chać na au­kcję by­dła, mogę wstać wcze­śnie. Nie chcę, że­byś prze­ze mnie nie zro­bił cze­goś, co po­wi­nie­neś.

Bar­dzo się sta­ra­ła wszyst­ko na­pra­wić. Nie chcia­łem, żeby my­śla­ła, że musi to ro­bić. To był jej dom. Tu przy­na­le­ża­ła.

– Je­śli cze­goś nie ro­bię, to dla­te­go, że chcę cię mieć tyl­ko dla sie­bie. Ju­tro nie za­mie­rzam ni­g­dzie się stąd ru­szać. Chcę być z tobą w domu sam na sam.

Re­ese za­czer­wie­ni­ła się i uśmiech­nę­ła nie­znacz­nie, po czym spu­ści­ła wzrok na sto­ją­cy przed nią ta­lerz.

– Czy to zna­czy, że na gril­la do Sto­utów też nie pój­dziesz ju­tro wie­czo­rem? Spo­dzie­wa­ją się cie­bie.

Sto­uto­wie po­sia­da­li jed­no z dwóch naj­więk­szych rancz w pro­mie­niu pięć­dzie­się­ciu mil. Dru­gie na­le­ża­ło do mo­jej ro­dzi­ny. Do­ra­sta­łem z ich sy­nem, Haw­kin­sem. Nie by­li­śmy bli­ski­mi przy­ja­ciół­mi, ale obaj wie­dzie­li­śmy, że kie­dyś zaj­mie­my miej­sce na­szych oj­ców.

Spoj­rza­łem na Re­ese.

– Masz ocho­tę na tek­sań­skie­go gril­la?

Kiw­nę­ła gło­wą.

– Brzmi nie­źle.

Ma­jąc Re­ese u mego boku i mo­gąc ją przed­sta­wić miesz­kań­com mia­sta, może ja­koś znio­sę tego gril­la.

– To chy­ba stra­ci­łam part­ne­ra na ju­trzej­szy wie­czór. Z kim te­raz będę tań­czyć? – za­py­ta­ła Aida, wy­dy­ma­jąc war­gi.

Była na­praw­dę nie do wy­trzy­ma­nia. Już mia­łem ja­koś sko­men­to­wać tę jej idio­tycz­ną uwa­gę, kie­dy na­gle z brzę­kiem rzu­ci­ła wi­de­lec na ta­lerz i wsta­ła.

– Nie chcesz mnie tu­taj. Tyl­ko wam za­wa­dzam. – Od­wró­ci­ła się i ru­szy­ła do drzwi.

Co, u dia­ska? Gdzie się po­dzia­ła moja roz­ryw­ko­wa ku­zy­necz­ka? Prze­mie­ni­ła się w zło­śni­cę i bek­sę. To w ogó­le nie było do niej po­dob­ne.

– Mu­szę z nią po­roz­ma­wiać – po­wie­dzia­łem do Re­ese. – Na­praw­dę nie wiem, co w nią wstą­pi­ło.

Re­ese ski­nę­ła gło­wą i po­sła­ła mi nie do koń­ca chy­ba szcze­ry uśmiech. Mar­twi­ło mnie to. Mu­sia­łem roz­mó­wić się z Aidą, żeby prze­sta­ła de­ner­wo­wać Re­ese.

Wy­sze­dłem za Aidą z domu i zna­la­złem ją przy jej pi­ka­pie za­la­ną łza­mi.

– Co się z tobą dzie­je? – spy­ta­łem, scho­dząc po schod­kach w jej stro­nę.

Pod­nio­sła ku mnie za­pła­ka­ną twarz.

– Nie wiem… ona… w ogó­le nie masz dla mnie cza­su, kie­dy ona tu jest.

– Aida, nie mo­żesz z nią ry­wa­li­zo­wać o mój czas. Moje ży­cie i moja przy­szłość w ca­ło­ści na­le­żą do Re­ese. Ona jest czę­ścią mnie. Je­ste­śmy zwią­za­ni na za­wsze. My­śla­łem, że bę­dziesz się cie­szyć moim szczę­ściem, a ty pra­wie nie za­mie­ni­łaś z Re­ese sło­wa. Chcę, że­byś­cie zo­sta­ły przy­ja­ciół­ka­mi. Je­ste­śmy ro­dzi­ną, a Re­ese też nie­ba­wem do niej wej­dzie.

Aida otar­ła oczy i po­cią­gnę­ła no­sem.

– Więc już ni­g­dy nie bę­dzie­my mo­gli nic ra­zem zro­bić tyl­ko we dwo­je?

Usi­ło­wa­łem zro­zu­mieć, dla­cze­go ona pła­cze. Zaw­sze po­świę­ca­łem Aidzie całą moją uwa­gę, gdy przy­jeż­dża­ła z wi­zy­tą. Kie­dy do­ra­sta­li­śmy, nie zda­rza­ło się to czę­sto, ale je­śli już, za­wsze trak­to­wa­łem ją tak, jak moją młod­szą sio­strę Har­low. Ale te­raz wie­le spraw się zmie­ni­ło, by­li­śmy już do­ro­śli. Aida nie była już tam­tą małą dziew­czyn­ką. Nie mu­sia­łem już po­zwa­lać, żeby wszę­dzie za mną cho­dzi­ła, i nie mu­sia­łem już jej za­ba­wiać w każ­dej se­kun­dzie jej po­by­tu.

– Gdy­byś tyl­ko dała Re­ese szan­sę, wiem, że byś ją po­ko­cha­ła. Ją bar­dzo ła­two po­ko­chać. Wszy­scy, któ­rzy ją po­zna­ją, ko­cha­ją ją. Mo­że­my ro­bić róż­ne rze­czy wszy­scy ra­zem. Nie od­ci­nam cię od mo­je­go ży­cia, ale mu­sisz zro­zu­mieć, że to Re­ese jest te­raz moim ży­ciem.

Aida po­cią­gnę­ła no­sem i wes­tchnę­ła.

– Nie bę­dziesz miał już dla mnie cza­su.

Mia­ła ra­cję. Nie będę mógł wszyst­kie­go rzu­cić i to­wa­rzy­szyć jej wszę­dzie, gdzie tyl­ko chcia­ła.

– Je­ste­śmy do­ro­śli, Aido. Nie je­ste­śmy już dzieć­mi. Prze­sta­łem być sin­glem, któ­ry ma czas na wszys­tko, na co tyl­ko przyj­dzie ci ocho­ta. Te cza­sy się skoń­czy­ły.

Kiw­nę­ła gło­wą, a jej łzy naj­wy­raź­niej wresz­cie się wy­czer­pa­ły.

– W po­rząd­ku. Z tym mogę się po­go­dzić. Ale czy mógł­byś przy­naj­mniej mnie nie igno­ro­wać?

– Nie igno­ru­ję cię.

Aida dała się chy­ba prze­ko­nać i za­czę­ła otwie­rać drzwi pi­ka­pa. Wy­cią­gną­łem rękę i przy­trzy­ma­łem jej drzwi. Wsia­dła do środ­ka.

– Na­stęp­nym ra­zem bądź miła dla Re­ese, do­brze? – po­wie­dzia­łem jesz­cze, za­nim za­mkną­łem za nią drzwi wozu i za­wró­ci­łem do domu, do mo­jej dziew­czy­ny.

Re­ese

Sama do­koń­czy­łam ko­la­cję, po czym ze­bra­łam ze sto­łu mój ta­lerz i ta­lerz Aidy, i po­szłam do sy­pial­ni. Nie by­łam pew­na, kie­dy Mase wró­ci i sta­ra­łam się nie za­mar­twiać po­sta­wą Aidy wo­bec mnie. Do­tych­czas po­zna­łam tyl­ko naj­bliż­szą ro­dzi­nę Mase’a. Jak to wpły­nie na nasz zwią­zek, je­śli jego ku­zyn­ka bę­dzie mnie nie­na­wi­dzić? Bo by­łam pew­na, że tak wła­śnie było, cho­ciaż nie bar­dzo wie­dzia­łam, jak temu za­ra­dzić. Har­low była taka słod­ka i od razu mnie za­ak­cep­to­wa­ła, a była jego sio­strą. Zdo­by­cie sym­pa­tii jego ku­zyn­ki po­win­no być ła­twiej­sze.

Po­czu­łam się le­piej, czu­jąc na skó­rze go­rą­cy stru­mień wody, kie­dy we­szłam pod prysz­nic. W mo­men­cie kie­dy za­my­ka­łam drzwi ka­bi­ny, usły­sza­łam, że Mase mnie woła.

Za­czę­łam otwie­rać drzwi, żeby mu coś od­krzyk­nąć, ale wte­dy po­ja­wił się w pro­gu ła­zien­ki. Pod­szedł pro­sto do mnie i zo­ba­czy­łam przez szy­bę, że wo­dzi wzro­kiem po moim cie­le, jak­bym to ja była jego ko­la­cją, a nie to, co zo­sta­wi­łam dla nie­go na sto­le.

Od­su­nął drzwi ka­bi­ny i spo­tka­li­śmy się wzro­kiem, po czym za­czął ścią­gać ubra­nie.

– Zo­sta­wi­łam ci je­dze­nie na sto­le – po­wie­dzia­łam, pa­trząc, jak zdej­mu­je dżin­sy i bok­ser­ki.

– Nie mogę jeść, wie­dząc, że je­steś naga i mo­kra pod moim prysz­ni­cem – od­parł, wcho­dząc do mnie pod go­rą­cy stru­mień.

– Bar­dzo mało zja­dłeś – po­wie­dzia­łam bez tchu.

Uśmiech­nął się ło­bu­zer­sko.

– Od­wróć się, Re­ese. Oprzyj ręce o ścia­nę ka­bi­ny. Chcę po­ca­ło­wać moje miej­sce.

Tym jego miej­scem był pie­przyk pod moim le­wym po­ślad­kiem. Miał na jego punk­cie ob­se­sję. A kie­dy ogar­niał go fry­wol­ny na­strój, to miej­sce ca­ło­wał jako pierw­sze.

Moje cia­ło drża­ło na myśl o tym, co na­stą­pi za chwi­lę. Od­wró­ci­łam się i za­par­łam rę­ka­mi o ścia­nę, wy­pi­na­jąc pupę w jego stro­nę.

Pal­cem raz po raz po­cie­rał mój pie­przyk.

– Uwiel­biam go. Do­pro­wa­dza mnie, cho­le­ra, do sza­leń­stwa – po­wie­dział, ca­łu­jąc mnie w ple­cy i scho­dząc ni­żej na pupę, aż za­czął li­zać i ca­ło­wać ten pie­przyk.

– Mój pie­przyk – mam­ro­tał z usta­mi tuż przy mo­jej skó­rze.

Ko­la­na ugię­ły się pode mną, cała dy­go­ta­łam.

– Roz­chyl nogi – za­żą­dał, a ton jego gło­su spra­wił, że w środ­ku za­drża­łam z po­żą­da­nia. Roz­su­nę­łam nogi, ma­jąc na­dzie­ję, że nie zwa­lę się na zie­mię.

– Moja cip­ka – po­wie­dział, po czym za­czął sma­ko­wać mnie tam ję­zy­kiem.

By­łam jego. Cała na­le­ża­łam do Mase’a Col­ta Man­nin­ga. Wy­krzyk­nę­łam jego imię, gdy za­czął pie­ścić moją łech­tacz­kę.

– Bądź grzecz­na, kot­ku. To mój de­ser.

– Mase – za­kwi­li­łam, nie­pew­na, czy zdo­łam dłu­żej ustać na no­gach.

– Tak, kot­ku? – Jego cie­pły od­dech owie­wał moje czu­łe miej­sce i pul­so­wa­nie jesz­cze się tam na­si­li­ło.

– Nie mogę… stać – wy­du­si­łam, czu­jąc, że nogi od­ma­wia­ją mi po­słu­szeń­stwa.

Chwy­cił mnie w pa­sie, pod­no­sząc i od­wra­ca­jąc do sie­bie przo­dem.

– Trzy­mam cię – po­wie­dział, po czym schy­lił się, chwy­cił jed­ną z mo­ich nóg i za­rzu­cił ją so­bie na ra­mię.

Kie­dy zo­ba­czy­łam Mase’a klę­czą­ce­go przede mną w ten spo­sób, wy­rwał mi się ko­lej­ny jęk.

– Po­zwól mi się ko­chać – po­wie­dział za­pal­czy­wie, po czym ukrył twarz mię­dzy mo­imi no­ga­mi.

Zła­pa­łam go za ra­mio­na i krzyk­nę­łam, kie­dy prze­niósł mnie do kró­le­stwa roz­ko­szy.

Za­mru­ga­łam po­wie­ka­mi, czu­jąc pod ple­ca­mi mięk­kie łóż­ko. Spoj­rza­łam w górę na Mase’a. Cia­ło miał su­che, ale wło­sy na­dal wil­got­ne. Prze­kor­ny uśmie­szek na jego twa­rzy spra­wił, że na­bra­łam bo­le­snej ocho­ty na wię­cej, cho­ciaż nie by­łam pew­na, czy zdo­ła­ła­bym to znieść.

Od­chy­lił przy­kry­cie, po czym po­ło­żył się obok mnie i na­krył nas obo­je.

– Cie­szę się, że je­steś z po­wro­tem – po­wie­dział, przy­tu­la­jąc mnie. – To mu­siał być na­praw­dę pie­kiel­ny or­gazm.

Zmarsz­czy­łam czo­ło.

– Był… ale… – Nie mo­głam so­bie przy­po­mnieć, co sta­ło się po­tem. Roz­pa­dłam się na mi­lio­ny ka­wał­ków, a Mase cały czas wo­dził po mnie ję­zy­kiem, aż nie mo­głam już tego dłu­żej wy­trzy­mać. Bła­ga­łam go i z tru­dem ła­pa­łam po­wie­trze, a po­tem… pust­ka.

– Albo je­steś wy­czer­pa­na, albo je­stem taki cho­ler­nie do­bry – po­wie­dział, wy­raź­nie za­do­wo­lo­ny z sie­bie.

– Co się sta­ło? – spy­ta­łam wresz­cie.

Mase po­chy­lił gło­wę i po­ca­ło­wał mnie w czo­ło.

– Wy­krzyk­nę­łaś moje imię i ze­mdla­łaś od or­ga­zmu. To było nie­sa­mo­wi­te.

– O, mój Boże – wy­szep­ta­łam. – Nie wie­dzia­łam, że to w ogó­le moż­li­we.

– Ja też nie – od­parł, wciąż uśmiech­nię­ty.

– W ogó­le nie prze­sta­wa­łeś i…

– Sma­ku­jesz jak cy­na­mo­no­wa bu­łecz­ka, a kie­dy masz or­gazm, jak słod­ka śmie­tan­ka. Nie mo­głem prze­stać. To było ta­kie cho­ler­nie cu­dow­ne.

Ukry­łam twarz w jego pier­si. By­łam za­że­no­wa­na i szczę­śli­wa jed­no­cze­śnie.

Za­chi­cho­tał i moc­niej mnie przy­tu­lił.

– Mó­wi­łem ci, że ta two­ja cip­ka cał­kiem mną za­wład­nie.

Wtu­li­łam się w nie­go, wdy­cha­jąc jego za­pach.

– Śpij, kot­ku. Je­steś wy­czer­pa­na. Mu­sisz tro­chę od­po­cząć.

– Ko­cham cię – po­wie­dzia­łam, prze­chy­la­jąc gło­wę, żeby na nie­go spoj­rzeć.

– A to spra­wia, że je­stem naj­szczę­śliw­szym fa­ce­tem na świe­cie.

Kie­dy pa­trzył na mnie, ro­bi­ło mi się cie­pło, w środ­ku i na ze­wnątrz. Po­ło­ży­łam gło­wę na jego pier­si i pog­rą­ży­łam się we śnie.

Mase

Na­stęp­ne­go dnia od­kry­łem, że Aida i ja bę­dzie­my je­dy­ny­mi Col­ta­mi na im­pre­zie u Sto­utów. Oj­czym mu­siał je­chać w in­te­re­sach do Au­stin, a mama po­sta­no­wi­ła mu to­wa­rzy­szyć. Za­dzwo­ni­ła do mnie z proś­bą, że­by­śmy za­bra­li Aidę ze sobą. Nie chcia­ła, żeby je­cha­ła tam sama. Nie by­łem pe­wien, czy Aida bę­dzie już miła dla Re­ese, ale i tak za­pro­po­no­wa­łem, żeby za­bra­ła się z nami.

Po tym, jak po śnia­da­niu ko­cha­łem się z Re­ese na ku­chen­nym sto­le, a po­tem zno­wu na ka­na­pie, kie­dy mie­li­śmy oglą­dać film, a po­tem jesz­cze na łóż­ku, kie­dy Re­ese po­szła się zdrzem­nąć, moja dziew­czy­na na­praw­dę po­trze­bo­wa­ła od­po­czyn­ku. Obu­dzi­łem ją przed go­dzi­ną, żeby zdą­ży­ła przy­go­to­wać się do wyj­ścia.

Usły­sza­łem pu­ka­nie do drzwi, a kie­dy je otwo­rzy­łem, zo­ba­czy­łem uśmiech­nię­tą Aidę. Mia­ła na so­bie czer­wo­ną su­kien­kę, któ­ra chy­ba kosz­to­wa­ła zbyt dużo, i szpil­ki, co tak na­praw­dę nie było stro­jem nie­od­po­wied­nim na tego ro­dza­ju im­pre­zę. Sto­uto­wie byli nie­wia­ry­god­nie bo­ga­ci i ob­ra­ca­li się w eli­tar­nych krę­gach. Z ulgą stwier­dzi­łem, że Aida wy­glą­da na ra­do­sną i ma wy­raź­nie lep­szy hu­mor.

– Re­ese po­win­na być go­to­wa za kil­ka mi­nut – po­wie­dzia­łem, wpusz­cza­jąc ją do środ­ka.

Z chwi­lą gdy wy­po­wie­dzia­łem te sło­wa, drzwi sy­pial­ni otwo­rzy­ły się, a ja od­wró­ci­łem się i zo­ba­czy­łem, że Re­ese wy­cho­dzi przez nie ubra­na w krót­ką dżin­so­wą spód­nicz­kę i kow­boj­ki. Ale przede wszyst­kim spo­strze­głem jej nogi. Ja­sna cho­le­ra, były na­praw­dę na wi­do­ku. M o j e. Fa­ce­ci nie będą mo­gli ode­rwać od nich wzro­ku.

Unio­słem wzrok i prze­ko­na­łem się, że Re­ese ma na so­bie tak­że ślicz­ną bia­łą blu­zecz­kę wią­za­ną w pa­sie. Biel ma­te­ria­łu pod­kre­śla­ła jej de­li­kat­ną opa­le­ni­znę. Na­po­tka­łem jej wzrok i za­par­ło mi dech. Dłu­gie ciem­ne wło­sy upię­ła z boku i prze­rzu­ci­ła przez ra­mię. Jak zwy­kle mia­ła bar­dzo oszczęd­ny ma­ki­jaż. Nie będę w sta­nie spu­ścić jej z oczu przez cały wie­czór.

– Wy­glą­dasz cu­dow­nie, kot­ku. Może po­win­ni­śmy ra­czej zo­stać w domu – po­wie­dzia­łem, roz­wa­ża­jąc po­waż­nie tę moż­li­wość.

Re­ese roz­pro­mie­ni­ła się i uśmiech­nę­ła z za­do­wo­le­niem.

– No tak… my­ślę, że dżins ja­koś uj­dzie – stwier­dzi­ła Aida z wa­ha­niem.

Re­ese na­tych­miast spo­chmur­nia­ła i zmarsz­czy­ła brwi z nie­po­ko­jem. Wie­dzia­łem, że jej gar­de­ro­ba była bar­dzo skrom­na. Nie mia­ła de­si­gner­skich ubrań, jak inne ko­bie­ty, któ­re będą na tej im­pre­zie, ale i tak żad­na z nich nie mo­gła się rów­nać z Re­ese, choć­by nie wiem, jak dro­gie suk­nie wło­ży­ły.

– My­śla­łam, że idzie­my na gril­la. Mogę zna­leźć coś bar­dziej ele­ganc­kie­go. Nie wie­dzia­łam…

– Wy­glą­dasz do­sko­na­le. Tak do­sko­na­le, że przez cały wie­czór nie odej­dę od cie­bie na krok – za­pew­ni­łem ją.

Re­ese zer­ka­ła to na Aidę, to na mnie, na­dal nie­pew­na.

– On ma ra­cję. Tak może być. Mu­si­my je­chać, bo ina­czej spóź­ni­my się bar­dziej, niż do­pusz­cza do­bry ton – stwier­dzi­ła Aida sto­ją­ca obok mnie.

Pod­sze­dłem do Re­ese i przy­cią­gną­łem ją do sie­bie.

– Wy­glą­dasz osza­ła­mia­ją­co pięk­nie, przy­się­gam.

Ob­ją­łem ją w pa­sie i po­pro­wa­dzi­łem do drzwi.

Aida z wy­mu­szo­nym uśmie­chem od­wró­ci­ła się do wyj­ścia.

– Ona wy­glą­da tak ład­nie. Po­win­nam zna­leźć coś bar­dziej ele­ganc­kie­go. Mam buty na ob­ca­sach – po­wie­dzia­ła Re­ese.

– Nie trze­ba. Aida prze­sad­nie się wy­stro­iła – po­wie­dzia­łem.

Re­ese nie od­prę­ży­ła się jed­nak, jak­by nie do­wie­rza­ła moim sło­wom.

Aida po­de­szła do mo­je­go pi­ka­pa od stro­ny pa­sa­że­ra, otwo­rzy­ła drzwi i pierw­sza wsia­dła do środ­ka. Za­mar­łem na chwi­lę, po czym pod­pro­wa­dzi­łem Re­ese do drzwi od stro­ny kie­row­cy i po­mo­głem jej wejść do szo­fer­ki, tak żeby mo­gła sie­dzieć po­środ­ku, obok mnie. Nie chcia­łem ra­nić uczuć Aidy, pro­sząc ją, żeby wy­sia­dła i po­zwo­li­ła Re­ese wsiąść jako pierw­szej. Sam wsze­dłem do wozu za Re­ese i usa­do­wi­łem się za kie­row­ni­cą.

– Nie będę mo­gła do­się­gnąć ra­dia – stwier­dzi­ła Aida z wy­raź­ną iry­ta­cją.

Nie są­dzi­łem, że ce­lo­wo chcia­ła usiąść po­mię­dzy Re­ese a mną, ale pew­no­ści nie mia­łem.

– I do­brze – od­par­łem. Ni­g­dy nie lu­bi­łem, jak Aida maj­stro­wa­ła przy ra­diu.

Kie­dy już zmie­rza­li­śmy w stro­nę głów­nej dro­gi, po­ło­ży­łem dłoń na na­gim udzie Re­ese i ści­sną­łem je. Mia­łem wra­że­nie, że pod wpły­wem tego drob­ne­go ge­stu tro­chę się roz­luź­ni­ła.

– Kto bę­dzie na tej im­pre­zie? Tyl­ko lu­dzie z oko­li­cy? – spy­ta­ła Re­ese.

– Wszy­scy, z któ­ry­mi Sto­uto­wie ro­bią in­te­re­sy. Ban­kie­rzy, praw­ni­cy, ran­cze­rzy, a tak­że współ­pra­cow­ni­cy z ich sie­ci re­stau­ra­cji. Przy­la­tu­ją z ca­łych Sta­nów – oznaj­mi­ła Aida bar­dzo za­do­wo­lo­na z sie­bie.

Re­ese zno­wu ze­sztyw­nia­ła.

– Przez to two­je ga­da­nie Sto­uto­wie wy­da­ją się waż­niej­si, niż są – zwró­ci­łem się do Aidy, rzu­ca­jąc jej zi­ry­to­wa­ne spoj­rze­nie.

Aida wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

– Dla tych spo­śród nas, któ­rzy nie mają za oj­ców le­gen­dar­nych rock­ma­nów, są bar­dzo waż­ni.

– Mój oj­ciec jest ran­cze­rem – od­par­łem, nie­za­do­wo­lo­ny z fak­tu, że przy­wo­ła­ła Kira. Rzad­ko roz­ma­wia­łem o moim bio­lo­gicz­nym ojcu. Nie był czę­ścią mo­je­go ży­cia. Wy­cho­wy­wał mnie oj­czym. Je­dy­nym ogni­wem łą­czą­cym mnie z Ki­rem była Har­low. W ży­ciu mo­jej przy­rod­niej sio­stry uczest­ni­czył w znacz­nie więk­szym stop­niu.

– Mów, co chcesz, Mase. Masz sła­wę we krwi. Po­gódź się z tym – po­wie­dzia­ła Aida ze zło­śli­wym uśmiesz­kiem.

Re­ese ner­wo­wo wy­gła­dzi­ła spód­nicz­kę. Co­raz bar­dziej się przej­mo­wa­ła tym cho­ler­nym gril­lem. Naj­chęt­niej dał­bym so­bie spo­kój z całą tą im­pre­zą. Nie chcia­łem jej zmu­szać do ro­bie­nia ni­cze­go, co ją stre­so­wa­ło.

– Mo­że­my wró­cić do domu. Po­wiedz tyl­ko sło­wo – zwró­ci­łem się do niej, zno­wu ści­ska­jąc jej udo.

– Co? Nie, nie mo­że­my! Nie za­mie­rzam prze­ga­pić ta­kiej im­pre­zy – za­pro­te­sto­wa­ła Aida pi­skli­wie.

– Chcę je­chać – po­wie­dzia­ła Re­ese, przy­su­wa­jąc się do mnie.

– Je­śli w któ­rymś mo­men­cie zde­cy­du­jesz, że chcesz wra­cać do domu, po pro­stu mi po­wiedz. Pod­rzu­cę tyl­ko Aidę na miej­sce. – Zi­gno­ro­wa­łem pio­ru­nu­ją­ce spoj­rze­nie, któ­re po­sła­ła mi Aida.

Re­ese nic już nie po­wie­dzia­ła, przy­tu­li­ła się tyl­ko do mo­je­go boku jesz­cze moc­niej.

Wiel­ka że­la­zna bra­ma była otwar­ta, a wjaz­du strze­gło paru po­tęż­nych męż­czyzn w gar­ni­tu­rach. Za­trzy­ma­łem wóz i opu­ści­łem szy­bę.

– Na­zwi­sko? – spy­tał je­den z męż­czyzn.

– Mase Colt – od­par­łem, po­mi­ja­jąc dru­gi człon mo­je­go na­zwi­ska. Tu­taj więk­szość lu­dzi zna­ła mnie po pro­stu jako Col­ta, nie Col­ta Man­nin­ga.

Straż­nik kiw­nął gło­wą.

– Wi­tam, pa­nie Colt. Może pan wje­chać.

Je­cha­łem pod­jaz­dem z kosz­tow­nej kost­ki, aż do­tar­li­śmy pod dwu­pię­tro­wy dom, więk­szy od prze­cięt­nych do­mów w tym re­jo­nie. Przy wej­ściu cze­kał par­kin­go­wy, ale nie za­mie­rza­łem po­zwo­lić, żeby ja­kiś dzie­ciak w smo­kin­gu par­ko­wał mo­je­go pi­ka­pa.

Chło­pak pod­szedł do mnie ze sztucz­nym uśmie­chem przy­kle­jo­nym do twa­rzy.

– Mogę sam za­par­ko­wać wła­sny wóz – po­in­for­mo­wa­łem go.

Wy­raź­nie się zmie­szał.

– Och, no, do­brze, par­king jest tam… ale to ka­wa­łek dro­gi. – Wska­zał te­ren na lewo od domu, gdzie sta­ło już kil­ka sa­mo­cho­dów.

– Dzię­ki – od­par­łem, po czym spoj­rza­łem na Re­ese i Aidę.

– Mo­że­cie wy­siąść tu­taj, że­by­ście nie mu­sia­ły iść pie­cho­tą.

Re­ese chwy­ci­ła mnie za ło­kieć.

– Zo­sta­nę z tobą. Mogę przejść się ka­wa­łek.

Aida prze­wró­ci­ła ocza­mi i się­gnę­ła do klam­ki.

– Ja wy­sia­dam.

Par­kin­go­wy rzu­cił się, żeby otwo­rzyć jej drzwi i po­mógł jej wy­siąść. Jak tyl­ko je za­mknął, po­je­cha­łem na par­king. Ni­g­dy nie lu­bi­łem zo­sta­wiać klu­czy­ków ko­muś ob­ce­mu. Fa­cet może chy­ba, cho­le­ra, sam za­par­ko­wać swój wóz.

.

.

.

…(fragment)…

Całość dostępna w wersji pełnej

Spis tre­ści

Kar­ta ty­tu­ło­wa

Kar­ta re­dak­cyj­na

De­dy­ka­cja

Tekst

Epi­log

Po­dzię­ko­wa­nia