Już dłużej nie wytrzymam! Realne spojrzenie na kryzys małżeński - Elisabetta Baldo - ebook
Opis

Autorka tego znakomitego poradnika używa metafory tortu z wisienką, aby obrazowo uchwycić te elementy relacji, które wywołują kryzys w parach i małżeństwach.
„A było tak pięknie!... Niezadowolenie rośnie… dopóki nie nabierze się przekonania, że już dłużej nie wytrzyma się ciągu negatywnych emocji, prowadzących od gniewu do rozpaczy, a od zazdrości do poczucia winy. Ma się wtedy ochotę rzucić w twarz swojemu partnerowi wymarzonym tortem z wisienką, albo zadać pytanie, kto śmiał zjeść kawałki tortu, który jest naszą własnością…” (z Wprowadzenia).
E. Baldo jako doświadczony psycholog i mediator rodzinny proponuje realistyczne sposoby wyjścia z tego tunelu. Przede wszystkim należy żywić szacunek do samego siebie, następnie oczyścić umysł z nieracjonalnych myśli fałszywie interpretujących rzeczywistość, a wreszcie uszanować partnera: podmiotu ludzkiego ograniczonego i omylnego, ale godnego poszanowania w jego wolności. Wskazane elementy stanowią ważne składniki, by podjąć wspólną drogę w związku uczuciowym z drugą osobą, w przeciwnym razie będzie się doświadczać przygnębienia i niepowodzeń

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 101

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: Non ce la faccio più Per una lettura realistica delle crisi di coppia

PAOLINE Editoriale Libri

© Figlie di San Paolo, 2004

Via Francesco Albani, 21-20149 Milano

© Copyright for the Polish edition by

Wydawnictwo JEDNOŚĆ, Kielce 2006

Przekład z języka włoskiego

Magdalena Gawlik

Redakcja i korekta

Renata Szwander

Redakcja techniczna

Artur Czerwiec

Projekt okładki

Justyna Kułaga-Wytrych

ISBN 978-83-7660-545-6

WYDAWNICTWO „JEDNOŚĆ”

25–013 Kielce, ul. Jana Pawła II nr 4

Dział sprzedaży tel. 041 349 50 50

Redakcja tel. 041 368 11 10

www.jednosc.com.pl

e–mail: [email protected]

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

WPROWADZENIE

Rozwój związku zaczyna się od spotkania.

Punktem wyjścia jest swoista rewolucja, która obfituje w silne emocje oraz złudzenie, że odnalazło się raj.

Zakochanie się zmierza do połączenia: to prawda niemal klasyczna, że dwie połówki jabłka stanowią jedną całość. Potrzeba widzenia się, przebywania razem, dotykania się, słuchania w przeświadczeniu, że spotkało się kogoś, z kim wzajemnie zaspokoi się swoje potrzeby, jest bardzo silna.

Nie postrzega się drugiego takim, jakim jest w rzeczywistości, lecz przenosi się na niego, niczym na ekran, wyobrażenia, potrzeby, ideały. To książę z bajki, a to piękna śpiąca królewna. Gdy zasłona opadnie, nagle widzi się, że nie był to książę, co więcej – z bajki, i nie była to śpiąca królewna, a tym bardziej piękna.

To pierwsza reakcja rozczarowania. Po tej nie do końca szczerej relacji, jaką jest zakochanie, rodzi się chwila prawdy.

„Nie jesteśmy już zakochani!” I dobrze: teraz przyszedł właściwy moment, by zacząć tworzyć parę. Szczęśliwy stan zakochania może przybrać na sile i przeobrazić się w głęboką znajomość oraz szczery dialog prowadzące do całkowitego wyboru drugiej osoby.

Istotnie, w relacji miłości człowiek powinien przejść etap, w którym potrzeba „musi” być zaspokojona, następnie etap przetrwania (aby być całym jabłkiem, potrzebuję brakującej połówki) i wreszcie osiągnąć stadium pragnienia, które zakłada umiejętność odsunięcia, odłożenia czy odstąpienia od własnych celów. Drugi człowiek zostaje postrzegany takim, jakim jest naprawdę, pożądany jako obiekt miłości podobnej i odmiennej, w relacji równości oraz wzajemnej wymiany.

W tego rodzaju wyborze drugiej osoby, opartym na związku symetrycznej relacji wymiany, istnieje pociąg seksualny, zgodność interesów, wartości i planów.

Role są elastyczne, podobnie jak sposoby porozumiewania się.

Pewność, paradoksalnie, rodzi się z akceptacji niepewności, ambiwalencji i ryzyka.

Wierność nie jest przymusem, ograniczającym i rodzącym cierpienie obowiązkiem, jest wyborem dokonywanym każdego dnia na nowo, darem składanym drugiej osobie, która odpowiada na niego w sposób wolny.

Wspólne wzrastanie w relacji miłości wymaga nieustannej woli i zaangażowania, ponieważ zmieniają się potrzeby, pragnienia, wartości i zainteresowania. To ciągły proces wzajemnego ubogacania się, w którym każde z dwojga jest otwarte na drugiego i na to, co on daje. W otwarciu i powierzeniu się nie ma pewności, ale ryzyko, bo nikt nie ma kontroli nad tym, co otrzymuje. W relacji miłości albo zaryzykuję, otworzę się i w ten sposób wejdę w związek, albo nie zaryzykuję, zachowam pewność, kontrolę i zostanę sam.

W mojej książce chciałabym wesprzeć wartość wiary w siebie, bliźniego i Opatrzność; to nie optymizm, ale realizm. Małżeństwo jest nakładającym obowiązki i odpowiedzialność, przynoszącym spełnienie owocnym sposobem życia i dojrzewania we dwoje z przekonaniem, że w parze jest się silniejszym.

Trzeba we dwoje znosić drzewo, aby ogień płonął i nie zagasł po ekscytującej fazie zakochania.

Niejednokrotnie podchodzimy do małżeństwa nieświadomie, nieprzygotowani, naładowani treściami wyniesionymi z książek lub kursów, które przerabiamy w naszej głowie, chcąc go doświadczać jako upragnionego celu czy idealnego sposobu urządzenia się w życiu.

To tak, jakbyśmy stali przed wystawą cukierni; zazdrościmy wchodzącym i kupującym ten wspaniały tort z wisienką. Wydaje się doskonały i wyobrażamy sobie, że ma wyborny smak. Wahając się, zadajemy sobie pytanie, czy również nam będzie dane go mieć i oto, pewnego dnia, przekonani o własnych możliwościach, kupujemy go. Kosztując, zrazu uważamy za wyśmienity… z czasem odkryjemy, że nie był taki smaczny.

Dobre relacje w parze, odczuwane jako głęboko satysfakcjonujące, bardziej stanowią wyjątek niż regułę i nigdy nie możemy ich z góry założyć. A było tak pięknie! Często jesteśmy razem z lenistwa czy przyzwyczajenia… aż po doświadczenie samotności we wspólnym życiu. Niezadowolenie rośnie, a kęs staje się gorzki i trudno go przełknąć, do chwili, w której zrodzi się przekonanie, że już dłużej nie zniesie się tego ciągu negatywnych emocji, prowadzących od gniewu do rozpaczy, a od zazdrości do poczucia winy. Ma się wtedy ochotę rzucić w twarz swojemu partnerowi wymarzonym tortem z wisienką, albo zadaje się pytanie, kto śmiał zjeść kawałki tortu, który jest naszą własnością, i śledzi się każdy ruch innych, aby nakryć złodzieja na gorącym uczynku. Niekiedy podejmuje się decyzję nierobienia niczego, żywiąc lęk i niepokój.

Po wielu wyrzeczeniach odczuwamy głód i wraca nam apetyt na tort z wisienką, a wraz z nim… ryzyko popełnienia tych samych błędów. Jak wyjść z tego tunelu, w który dobrowolnie weszliśmy?

Przeczytaj z zainteresowaniem i żyw się szacunkiem do samego siebie.

Rozdział I

TORT Z WISIENKĄ… JEST RÓWNIEŻ DLA MNIE?

Zakup tortu

Wiele osób pozostaje ze sobą w związku z przyzwyczajenia, nawyku, wygody… aż po doświadczenie głębokiej samotności w życiu we dwoje, najpierw mając przeczucie, a potem przekonanie, że już dłużej tak nie można… tolerować wszystkiego, partnera, bycia razem, rodziny.

Na zmiany na gorsze w małżeństwie wskazuje nie tylko obiektywne zjawisko separacji, prawnej bądź faktycznej, czy rozwód, lecz także zaostrzenie konfliktów, oschłość i pozbawienie żywotności wielu małżeństw, formalnie będących nawet bez zarzutu.

Małżeństwo wydaje się być przeżywane jak zakup dóbr konsumpcyjnych („punkt dojścia”), status społeczny („urządzenie się”), dowód dojrzałości (wejście w światdorosłych) bądź jako koniec, a nie początek romansu życia („i to już za mną!”)… i startuje się złą nogą!

Koncepcje dotyczące istoty związku i wagi jego dojrzewania upadają, dlatego potrzeba im wsparcia.

Para – zarówno ta małżeńska, jak i pozamałżeńska – to dynamiczny układ podlegający ciągłym przeobrażeniom, a nie suma dwóch osób. Mimo to oboje partnerzy z trudem uznają się za osoby współzależne, zdolne do wzajemnego ubogacania się i bycia ubogaconym.

Dojrzałość nie jest celem, który osiąga się u kresu wieku młodzieńczego.

To ciągły i niekończący się proces.

Każdego dnia, dzięki przebytym doświadczeniom, dojrzewamy coraz bardziej.

Samo wspólne życie, a tym bardziej małżeństwo, to etap rozwoju i proces dojrzewania w wielu kierunkach: ustabilizowanie się życia płciowego, całkowite psychiczne oddzielenie od rodziców, umocnienie się w niezależności, nowy proces identyfikacji czy też utrwalenie się nowego modelu w relacjach międzyludzkich.

Istotnie, w małżeństwie seksualność dojrzewa przechodząc od fazy pośpiechu, który jest zwykłym impulsem, poprzez fazę instynktowną i ukierunkowaną na cel, do fazy orientacji, która jest impulsem skierowanym nie tyle na cel, ile na osobę.

Wraz z predyspozycją do naturalnego, wolnego od poczucia winy i zahamowań życia seksualnego małżeństwo zakłada również ostateczne uwolnienie się spod jakiejkolwiek zależności od rodzica. Ta rozłąka, choć nigdy nie jest całkowita w sferze uczuć, powoduje dojrzewanie, o ile sprzyja stawaniu się sobą samym, osobą – niezależną i samookreślającą się.

Niezależność, która naznacza przemianę z „zależności” w „bliskość”, umacnia się dzięki małżeństwu. W rzeczywistości jest ona zdobyciem możliwości życia blisko drugiej osoby i uzupełniania się z nią, bez zależności od niej i bez utraty własnej tożsamości. Innymi słowy, o ile zależność od rodziców, zwłaszcza w pierwszej fazie życia, jest przymusowa, to bliskość małżeńska jest wolnym wyborem, który niezależność pozwala realizować bez utraty własnej wartości. Tożsamość, w gruncie rzeczy, nie jest już więcej zdobywana, lecz zachowywana. Zawarcie małżeństwa nie oznacza więc ani unicestwienia, ani wycofania się.

W dzieciństwie staraliśmy się przyswajać sobie niektóre z zachowań rodziców, bo potrzebowaliśmy wzorców; jako ludzie dorośli możemy – w sposób spontaniczny i niezależny – przyswoić sobie pewne cechy partnera w modelu relacji międzyludzkiej, na podstawie wzajemności i wymiany.

Wzajemność i wymiana są strukturą nośną uczuciowej relacji pary. Wzajemność zakłada przezwyciężenie zwykłego pragnienia zaspokojenia własnych potrzeb oraz uświadomienie sobie potrzeb drugiej osoby. Obopólność jest harmonią, ofiarowaniem czegoś własnego bez uprzedniego proszenia – nie zubaża i nie jest wyrazem siły. Jest obdarowaniem, które przynosi takie zadowolenie, jakby było otrzymywaniem. Wzajemność i obopólność są uczuciami dynamicznymi, zdolnymi do największej elastyczności, skłonnymi do wyrozumiałości dla drugiego i jego zmiennych wymagań; uczuciami, które są ożywiane i odnawiane wciąż, każdego dnia. W zależności od czasu i okoliczności zmieniają się one w formie, lecz nigdy co do istoty, aby oboje partnerzy zawsze mogli mieć ogromne wsparcie i nigdy nie czuli się go pozbawieni. Dlatego nie tworzą schronienia w ścisłej zależności ani też egoizmu we dwoje i nie odrzucają zasad współżycia społecznego, ale są w stanie bywać w każdym kręgu towarzyskim, silni swoją pewnością.

Dynamiczny proces rozwoju

Właściwa relacja uczuciowa w małżeństwie jest wynikiem dynamicznego procesu rozwoju psychiki oraz dojrzewania.

Rozwój człowieka, od narodzin, dokonuje się poprzez wzajemne oddziaływaniepotrzeby indywidualizacji, czyli pełnej i twórczej realizacji własnego potencjału, a takżepotrzeby spójności, czyli owocnych relacji z innymi osobami.

Proces indywidualizacji oraz proces spójności idą w życiu równolegle aż do momentu, gdy nie przetną się w jednym celu:realizacji siebie oraz wolności w miłości.

Proces indywidualizacji:

AUTYZM SYMBIOZA → INDYWIDUALIZACJA → REALIZACJA SIEBIE

Proces spójności:

EGOENTRYZM NARCYZM → AUTONOMIA → WOLNOŚĆ W MIŁOŚCI

Dziecko po urodzeniu cechuje obojętność (indyferentyzm) wobec otoczenia. Po pierwszych trzech miesiącach matka nie jest już odbierana w sposób niewyraźny, lecz jako część siebie (symbioza), aby potem, około trzeciego roku życia, rozpoczął się proces oddzielenia się od niej i emancypacji, aż do okresu dojrzewania, który wraz z racjonalnym samookreśleniem się kończy proces indywidualizacji.

Jest to stopniowe wyzwalanie się, związane ze zdolnością porzucenia sfery poczucia bezpieczeństwa, aby stawić czoło ryzyku dojrzalszego brania na siebie odpowiedzialności. Dojrzewanie przypomina trochę przyzwolenie cechom psychicznym na fazę obumierania, warunkującą ich odrodzenie się w kolejnym stadium.

To osobiste wzrastanie rodzi się dzięki kontaktom z innymi ludźmi, potrzebie spójności i pogłębianiu miłości.

Do tego, aby być zdolnym do miłości, można dorosnąć, nie dorosnąć bądź dorosnąć w sposób niewystarczający. Prześledźmy więc wcześniejsze fazy rozwoju w świetle potrzeby spójności.

Na początku dziecko postrzega samo siebie jako pewną całość, niezdolną do odróżnienia siebie od innych (egoizm lub narcyzm pierwotny); później, w dzieciństwie, rozróżnia siebie od tego, co nim nie jest, i rozpoznaje innych, ale tylko jako przedmioty użyteczne (narcyzm wtórny). W okresie dojrzewania (autonomia) jest inne od pozostałych i wolne, by kochać drugą osobę. Ale tylko ten, kto ma siłę i odwagę, by odłączyć się od innych, łącznie z rodzicami, jest zdolny do tego, by kochać drugą osobę w sposób wolny, całkowity i zdrowy. Miłość rośnie w siłę, w miarę jak osoba samorealizuje się, rozwój zaś dokonuje się w tym stopniu, w jakim osoba jest w stanie pokochać.

W tej dwutorowości indywidualizacji i spójności odnajdziemy wszystkie fazy rozwoju, gdy będziemy mówić o konfliktach zachodzących między partnerami, ponieważ wiele z nich jest skutkiem obsesji właściwej tej czy innej odrębnej fazie.

Równowaga tych dwóch procesów, indywidualizacji i spójności, stanowi najważniejszy punkt w relacjach pary. Jeśli partnerzy stracą z oczu sens samorealizacji na rzecz spójności, nie będą mogli osiągnąć dojrzałej strony samej spójności, a zatem miłości drugiej osoby. Z drugiej strony, jeśli z powodu egocentrycznej obrony własnej niezależności nie nastawią się na harmonię w łączącym ich uczuciu, nigdy nie będą w stanie doprowadzić do końca procesu samookreślenia się.

Jedynie ten, kto dotrze zarówno do ostatniej fazy procesu rozwoju indywidualizacji (kochać znaczy zaryzykować własną tożsamość, aby odzyskać ją bardziej ubogaconą), jak i do spójności (kochać znaczy zaryzykować własną niezależność w celu pełniejszej samorealizacji), może doświadczyć takiego wydarzenia, jakim jest małżeństwo.

To coś więcej: małżeństwo już samo w sobie jest fazą rozwoju.

Etap rozwoju: małżeństwo

Każda faza rozwoju może być pomocna w zrozumieniu kolejnego etapu.

Każdy moment rozwoju, w rzeczywistości, charakteryzuje specyfika[1], integralność i ciągłość etapu.

Małżeństwo powinno przypaść na próg dorosłego życia, gdy dokonały się wcześniejsze fazy rozwoju psychicznego i dojrzałości biologicznej, a osoba jest gotowa i dojrzała, aby wkroczyć w nowy etap życia.

Integracja oznacza zebranie użytecznych elementów z poprzednich i obecnych etapów oraz połączenie ich w coś, co będzie większe niż suma dwóch stron.

Małżeństwo powinno połączyć wszystkie etapy rozwoju, od dzieciństwa po dojrzewanie. Decyzję na nie należy podejmować w sytuacji „ja” bogatego w doświadczenia, w stanie „ja” wyzwolonego spod zależności rodzicielskiej i zdolnego do wybrania partnera, który zaspokoi je w sposób dojrzały, tworząc jeden związek o jakości nieprzypominającej już dziecięcych relacji. Wraz z małżeństwem zmienia się dotychczasowy styl życia, który staje się nieodpowiedni, i nie zostawia się spraw niedokończonych. Przeszłoci nie odrzuca się, a jedynie przezwycięża.

To jak wyrzucenie starego ubrania nie dlatego, że przestało się podobać, ale dlatego, że podobało się i wysłużyło, a teraz jest za ciasne, znoszone i czas je zmienić, opróżniając kieszenie i przenosząc ich zawartość do kieszeni nowego.

Ciągłość jest jak ogniwo łańcucha między wszystkimi fazami rozwoju: siła przejścia do kolejnego etapu tkwi w już przebytej fazie.

Małżeństwo powinno być ogniwem łączącym okres dojrzewania z okresem rodzicielstwa; etap rozwoju psychicznego trwa w ciągu małżeństwa, bo wciąż trwa wzrastanie, ale jest to już wzrastanie we dwoje. Małżeństwo wraz z nadejściem ojcostwa i macierzyństwa nie traci swojej specyfiki rozwoju, lecz jest zobowiązane do działania na poziomie jeszcze większej integracji, aby przyswoić sobie nową sytuację.

Jeśli dwie