Wydawca: Święty Wojciech Kategoria: Religia i duchowość Język: polski

Jezus jako terapeuta. Uzdrawiająca moc przypowieści ebook

Anselm Grun

5 (1)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 183 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Jezus jako terapeuta. Uzdrawiająca moc przypowieści - Anselm Grun

W swej książce Anselm Grün pokazuje, jak Jezus leczy ludzi za pomocą przypowieści, słów i spotkań. Otwiera On przed nami nasze wewnętrzne sanktuarium, w którym możemy dostąpić uzdrowienia. Słowa Jezusa ukazują nam sposoby radzenia sobie z trudnymi doświadczeniami naszego życia dzięki rozważaniu dobroczynnych przypowieści, historii uzdrowień i szczególnych wersetów Pisma Świętego. W spotkaniu z Nim możemy odnaleźć inny własny wizerunek, poznać lepiej samych siebie.. Dzięki nowemu spojrzeniu na ewangeliczne przypowieści i uzdrowienia ludzi przez Jezusa będziemy w stanie doświadczyć siebie samych w inny sposób – jako osoby zdrowsze, bardziej wolne, obdarzone większą nadzieją i silniejsze. Rozważania A. Gruna to książka ważna, dobra i inspirująca, książka, do której można wielokrotnie powracać. O. Anselm Grün (ur. 1945) – mnich i szafarz opactwa benedyktynów Münsterschwarzach w Niemczech. W swych licznych książkach oraz w prowadzonych sesjach i prelekcjach podejmuje tematy związane z ludzkimi problemami i pytaniami duchowymi. Ceniony jest przez wiele osób jako duszpasterz i kierownik duchowy. Należy do najpoczytniejszych współczesnych autorów chrześcijańskich.

Opinie o ebooku Jezus jako terapeuta. Uzdrawiająca moc przypowieści - Anselm Grun

Cytaty z ebooka Jezus jako terapeuta. Uzdrawiająca moc przypowieści - Anselm Grun

urzeczeni. W pewnej jednak chwili Jezus mówi coś, co nas oburza. W miejscach tych świadomie nas prowokuje, pragnąc pokazać nam coś ważnego. Mówi: „Jeżeli oburzasz się z powodu moich słów, to znaczy, że zostałeś skonfrontowany z fałszywymi wizerunkami Boga i siebie samego, które w sobie nosisz”. Czasem przypowieści budzą
„I to, co znajduje się poza twoją świadomością, co porzuciłeś kiedyś na twej drodze, czego kiedykolwiek doświadczyłeś, może wraz z tobą zjednoczyć się z Bogiem. Ważna jest cała twoja historia. Weź ze sobą wszystko, co kiedyś przeżyłeś. Każde wydarzenie z twojego życia będzie uczestniczyć w procesie twojego stawania się całością. Nie możesz usunąć z niego okrężnych dróg i bezdroży, którymi podążałeś. I one miały poprowadzić cię do twego prawdziwego «ja», które jest w Bogu”.

Fragment ebooka Jezus jako terapeuta. Uzdrawiająca moc przypowieści - Anselm Grun

Wprowadzenie

Od około dwudziestu lat towarzyszę duchowo w domu „Recollectio”1 kobietom oraz mężczyznom, którzy angażują się w działalność Kościoła i czują się wskutek tego zaangażowania wypaleni. Również podczas prowadzonych przeze mnie kursów kierownictwa duchowego odbywam osobiste rozmowy z uczestnikami, zwierzającymi mi się z własnych problemów. Odkąd towarzyszę w ten sposób innym osobom, staram się poszerzać moją wiedzę na temat tego, jak towarzyszył ludziom Jezus, jak z nimi rozmawiał, jak ich traktował i jak poruszał ich swymi słowami.

Gdy spoglądam na karty Ewangelii, Jezus jawi mi się jako terapeuta, który leczy ludzkie choroby. Staje przede mną jako rozmówca i „opowiadacz”. Odnajduję tam również wiele słów Jezusa, które stanowią dla mnie wyzwanie. Już od dawna nosiłem się z zamiarem zgłębienia stosowanych przez Jezusa metod terapeutycznych na medytacji oraz ukazania jego terapeutycznej mądrości w taki sposób, byśmy mogli skorzystać z niej również dziś. Moją intencją jest z jednej strony podkreślenie faktu, że w spotkaniu z Jezusem możemy odnaleźć inny wizerunek nas samych. Od tego wizerunku zależy bowiem to, czy nasze życie będzie udane. Z drugiej strony pragnę ukazać sposoby przedstawienia Jezusowi naszych problemów psychicznych tak, byśmy w spotkaniu z Nim mogli doznać uzdrowienia. Czytamy z fascynacją o tym, jak Jezus leczył chorych. W jaki jednak sposób w spotkaniu z Nim uzdrowione zostać mogą dziś nasze dolegliwości psychiczne? I tym pytaniem chciałbym się tutaj zająć. Książka ta powstała zatem z myślą o ludziach, którzy wybrali się w drogę, aby lepiej poznać samych siebie. Ma ona im pomóc odnaleźć drogę do udanego życia. Jest przeznaczona również dla tych, którym własne problemy przysparzają cierpienia i którzy poszukują sposobów przezwyciężenia tego stanu. Napisałem tę książkę jednak także dla siebie samego jako kierownika duchowego oraz dla wszystkich podejmujących taką posługę kobiet i mężczyzn. Również my, angażujący się w kierownictwo duchowe, możemy bowiem uczyć się metod terapii od Jezusa. Mam nadzieję, że Jego mądrością w tej dziedzinie zainteresowani będą również terapeuci i że będą mogli oni znaleźć u Niego inspiracje do prowadzonej przez siebie działalności.

W książce tej, poświęconej stosowanym przez Jezusa metodom terapii, nie chcę jednak stawiać sobie za wzór żadnej szkoły terapeutycznej. Jezus nie zapoczątkował żadnego kierunku terapii. Otwierał się na każdego człowieka tak, jak podpowiadała mu Jego intuicja. Kierował się głosem własnego serca. Nie jesteśmy w stanie kopiować metod Jezusa, możemy jednak odnajdywać u Niego pewne wskazówki. Jezus dał bowiem uczniom swego Ducha, powierzając im misję leczenia mocą Jego Ducha chorych oraz głoszenia swej Ewangelii w taki sposób, aby uzdrawiająca siła Boga dotykała ludzi również dziś.

Moja książka nie jest w stanie zastąpić terapii. Tak jak do Jezusa przychodzili ludzie naprawdę chorzy, którzy dzięki spotkaniu z Nim doznawali uzdrowienia, tak i my, gdy cierpimy na schorzenia psychiczne, potrzebujemy lekarza lub terapeuty, który zajmie się nami w sposób profesjonalny. Mimo to jednak każdy, kto cierpi z powodu własnych problemów, może spotkać się z Jezusem na medytacji w taki sposób, że dostrzeże w sobie skutki Jego uzdrawiającego działania. Rozważając historie Jezusowych uzdrowień, przeżywamy czasem osobiste uzdrowienie. Jeżeli pozwolimy słowom Jezusa wnikać do naszego wnętrza i będziemy je niejako „przeżuwać” – starożytni mnisi mówili o medytacji właśnie jako o „przeżuwaniu” – będą nas one mogły przemieniać. Jeżeli zmierzymy się z Jego przypowieściami i będziemy starać się je zrozumieć, zmianie w naszych oczach ulegnie zarówno nasz własny wizerunek, jak i wizerunek Boga. Dzięki nowej perspektywie, którą zostaniemy obdarowani, doświadczymy siebie samych w inny sposób – jako osoby zdrowsze, bardziej wolne, obdarzone większą nadzieją i silniejsze. Medytacja nad słowami i czynami Jezusa nie zastąpi jednak terapii, jeżeli takowa niezbędna jest ze względu na charakter danej choroby.

Uważam, że można wyróżnić trzy sposoby uzdrawiania ludzi przez Jezusa.

Opowiadane przez niego przypowieści stanowiły swego rodzaju „terapię poprzez rozmowę”. Słowa Jezusa umożliwiają nam nowe spojrzenie na nasze życie, zaś historie dokonanych przez Niego uzdrowień pokazują nam, w jaki sposób wychodzi On naprzeciw dotkniętym przez chorobę ludziom. Celem opowiadania przez Jezusa przypowieści jest uwolnienie ludzi od „toksycznego” wizerunku Boga i destrukcyjnego spojrzenia na siebie samych. Jezus pragnie ukazać nam w ten sposób drogę do odzyskania właściwego spojrzenia na siebie i na Boga. Od sposobu patrzenia na siebie samego i na Boga zależy bowiem to, czy nasze życie będzie udane. W przypowieściach Jezus dowodzi, że opanował sztukę przemieniania perspektywy, z której spogląda się na życie od wewnątrz, bez narzucania człowiekowi czegokolwiek czy też prawienia mu morałów. Opowieści te odzwierciedlają proces terapii, na który otwierają się ich słuchacze.

Głównym celem przypowieści nie jest pouczanie, lecz uzdrawianie naszych wewnętrznych obrazów. W szczególny sposób zależy mi na tym, by na nowo odkryć uzdrawiającą moc tych przekazów dla współczesnego człowieka. Doświadczam bowiem nieustannie tego, że – również w ramach kierownictwa duchowego – opowiadanie historii przybliża ludzi do rozwiązania dręczących ich problemów. Moi rozmówcy kochają i cenią opowieści, dzięki którym mogą zetknąć się z nowymi sposobami patrzenia na świat.

Terapeutyczną mądrość Jezusa odkrywam również w Jego przekazanych nam na kartach Biblii słowach. Mają one według mnie w pierwszym rzędzie nie moralizować, lecz nieść uzdrowienie. Również poza swymi przypowieściami Jezus przemawia do ludzi w taki sposób, że otwiera im oczy na prawdę o ich życiu. Pragnie poprowadzić ich w inny wymiar – wymiar, w którym nie kaleczą ich raniące słowa ludzkie, a w którym mogą oni doświadczyć siebie jako głęboko akceptowane przez Boga istoty.

W najwyraźniejszy sposób terapeutyczne działanie Jezusa uwidacznia się w zawartych w Ewangeliach historiach uzdrowień. Jezus leczy w nich jednak ludzi na różne sposoby. Poznajemy różne stosowane przez niego „metody terapii”, które umożliwiają człowiekowi dostąpienie uzdrowienia. Już wiele razy przedstawiałem moje własne interpretacje tych historii. W niniejszej książce chciałbym jednak w sposób bardziej systematyczny ukazać, w jak różnorodne sposoby Jezus pochyla się nad ludźmi.

Historie uzdrowień zapraszają nas do przedstawienia Jezusowi naszych lęków, aby to, czego dokonywał On wówczas, urzeczywistniło się także w odniesieniu do nas. Stanowią one zarazem wezwanie, byśmy pochylali się nad innymi ludźmi tak, jak czynił to Jezus, i podnosili ich, pocieszali oraz uzdrawiali mocą Jego Ducha.

Zanim jednak przejdę do historii uzdrowień jako właściwej terapii, którą posługiwał się Jezus, chciałbym rozważyć przypowieści i słowa Jezusa. Każdy z nas – niezależnie od tego, czy jest człowiekiem poszukującym, kierownikiem duchowym czy też terapeutą – powinien skonfrontować się z ukształtowanym we własnym umyśle obrazem samego siebie.

Wizerunek ten jest niezmiennie powiązany z naszym obrazem Boga. Wyobrażenie złego Boga wpędza nas w chorobę i napełnia lękiem. Chore obrazy Boga kształtują w nas neurotyczne wzorce i nakładają na nas ciężary nie do udźwignięcia.

Przypowieści i słowa Jezusa, które przedstawię najpierw, zapraszają nas do podjęcia refleksji nad naszym wizerunkiem Boga, ale w związku z tym również nad naszym własnym życiem, aby w ten sposób zbudować zdrową relację z samym sobą. Następnie rozważać będę historie Jezusowych uzdrowień. One także zachęcają nas do zadania sobie pytania o obecne w nas zagrożenia dla naszej psychiki i przyjrzenia się im w świetle, którym obdarza nas Jezus.

Życzę wszystkim Czytelnikom, aby lektura i medytacja nad tekstami biblijnymi – warto samemu przeczytać w Biblii każdy z tekstów, o których piszę – umożliwiła im nowe spotkanie z samym sobą oraz doświadczenie wewnętrznej przemiany i uzdrowienia. Kierownikom duchowym życzę zaś, aby w stosowanych przez Jezusa metodach terapii znaleźli inspirację do uważnego spotkania z ludźmi, którym towarzyszą. Życzę im ponadto, aby byli wyczuleni na wszystkie potrzeby swoich rozmówców, a z drugiej – na to, co ma dobroczynny wpływ na nich samych i pozwala im służyć innym, bez brania na siebie ciężarów nie do uniesienia.

1 Ośrodek przy opactwie benedyktynów w Münsterschwarzach, oferujący księżom, zakonnikom i zaangażowanym w działalność Kościoła świeckim różne formy terapii duchowej. Jego kierownikiem duchowym jest autor (przyp. tłum.).

Metody terapii stosowane przez Jezusa w przypowieściach

Podstawowym narzędziem terapeutów jest rozmowa, dialog, w którym każdy może dojść do głosu, w którym jedna osoba niejako naprowadza drugą na rodzące się w niej myśli. Niekiedy jednak terapeuta opowiada klientowi różne historie, aby pokazać mu, w jaki sposób może on dostąpić uzdrowienia. W starożytności opowiadanie stanowiło wręcz podstawową metodę terapii. Również w zbiorze baśni z Księgi tysiąca i jednej nocy księżniczka musi opowiadać historie dopóty, dopóki chory książę nie zostanie uzdrowiony.

Jezus bardzo często posługiwał się przypowieściami. Musiał być doskonałym opowiadaczem historii, bo ludzie uwielbiali go słuchać. Przypowieści można traktować jako element Jego terapii, kryje się w nich bowiem uzdrawiająca moc. W przypowieściach Jezus opowiada ludziom o sposobach osiągnięcia udanego życia. W historiach tych Jezus pragnie ukazywać nam nową perspektywę życia – nowy wizerunek Boga i nowy wizerunek siebie samego. Obrazy, które w sobie nosimy, determinują nasze życie. Mogą nas albo uzdrawiać, albo wpędzać w chorobę. W miejsce niszczących wizerunków Boga i siebie samego Jezus w swych przypowieściach podsuwa nam zatem takie obrazy, które mają moc nas uzdrowić.

Przypowieści Jezusa fascynują i prowokują. Gdy w barwny sposób opowiada On o weselu, żniwach, świętach i dostatnim życiu, zgromadzeni zamieniają się w słuch. Są urzeczeni. W pewnej jednak chwili Jezus mówi coś, co nas oburza. W miejscach tych świadomie nas prowokuje, pragnąc pokazać nam coś ważnego. Mówi: „Jeżeli oburzasz się z powodu moich słów, to znaczy, że zostałeś skonfrontowany z fałszywymi wizerunkami Boga i siebie samego, które w sobie nosisz”.

Czasem przypowieści budzą w nas nie gniew, lecz satysfakcję z powodu klęski tych, którzy na pozór posiadają wielką władzę. Jezusowi nie chodzi jednak o to, abyśmy odczuwali radość z cudzego nieszczęścia. Poprzez uczucie to pragnie doprowadzić nas do ważnych wniosków na temat nas samych i Boga. Wstrząs emocjonalny jest nam najwyraźniej potrzebny do rozstania się z „toksycznymi” obrazami, które w sobie nosimy. Często przemiana kryjących się w nas obrazów stanowi bolesny proces. Do zdystansowania się od niektórych potrzebna jest na przykład agresja. Odczuwając ją, stwierdzam nagle, że wyobrażenia te miały na mnie negatywny wpływ, że przeszkadzają mi żyć w pełni oraz że kierują mnie w niewłaściwą stronę.

Kiedyś egzegeci byli zdania, że w przypowieściach najistotniejszy jest element porównania – tertium comparationis. Uważali, że przypowieści można streścić w jednym jedynym zdaniu, a cała oprawa służy przede wszystkim celom pedagogicznym, albowiem celem przypowieści jest przekazanie pewnej nauki.

Patrząc z tej perspektywy, przypowieści byłyby przeznaczone wyłącznie dla ludzi głupich – inteligentni by ich nie potrzebowali. Wystarczyłoby im suche przekazanie konkretnej prawdy. W ten sposób ignoruje się jednak terapeutyczną moc przypowieści. Opowiadane przez Jezusa historie sprawiają, że w słuchaczach dokonuje się wewnętrzna przemiana. Otwierają się oni na Jego słowa, ponieważ są nimi zafascynowani. I w ten oto sposób Jezus niepostrzeżenie prowadzi ich na inny poziom rzeczywistości. Przysłuchujący się przypowieściom przeżywają nagłe olśnienie, w jednej chwili zaczynają rozumieć samych siebie i są zdolni do spojrzenia na siebie innymi oczyma. Tej wewnętrznej przemiany naszej perspektywy życia nie da się wywołać za pomocą suchego, teoretycznego przekazu. Konieczna jest do tego sztuka przypowieści.

Zasługą teologa i terapeuty Eugena Drewermanna jest zwrócenie uwagi na terapeutyczny kunszt opowiadających przypowieści oraz uzdrawiającą moc tych historii. Ich oddziaływanie Drewermann opisuje w następujący sposób: „Patrząc z perspektywy psychologicznej, istotą udanej przypowieści jest «zaczarowanie» słuchacza w dosłownym znaczeniu tego słowa, tak, aby ze świata, który zna ze swego dotychczasowego doświadczenia, przeniesiony został w inną rzeczywistość, która najgłębiej odpowiada jego właściwie pojętym pragnieniom” (Drewermann 1985, s. 731). Uczony stwierdza, że przypowieści umożliwiają „sublimację”. Chodzi mu o to, że na przykład Jezus zwraca się do ludzi, którym znane jest uczucie żądzy życia i namiętności. Za sprawą swych przypowieści kieruje jednak siłę tych pragnień na inny poziom, dzięki czemu pobudzają one ich życie z Bogiem i przed Bogiem. „Kluczowy aspekt opowiadania przypowieści polega (…) na przezwyciężeniu świata ziemskiego, czyli – jakby to określił psycholog – przekierowaniu wszystkich popędów i sublimacji afektów” (Drewermann 1985, s. 729).

W przypowieściach Jezus porusza różne problemy, zawsze jednak jego celem jest przemiana spojrzenia na poszczególne dziedziny ludzkiego życia. Mają one pomóc we właściwym zmierzeniu się z własnym lękiem, w odkryciu odpowiedniego sposobu reagowania na doświadczenie własnej winy, w nowym spojrzeniu na doświadczenie rozczarowania bezsilnością oraz własnego „cienia”.

Treścią przypowieści są ważne tematy, którymi zajmuje się terapia. Opowiadając je, Jezus sprawia, że ludzie zaczynają w nowy sposób konfrontować się z fundamentalnymi doświadczeniami własnej psychiki. Lęk, wina, cierpienie, rozdarcie, bezsilność i poczucie odrzucenia poruszają każdego człowieka – ważne jest, by ich nie wypierać, lecz podchodzić do nich w sposób konstruktywny.

Bardzo często w konfrontacji z tymi problemami ludzie uciekają się jednak do strategii, które mają na nich zgubny wpływ. Ktoś, kto zaprzecza, że cierpi, nie usunie w ten sposób ze swego życia cierpienia. Ktoś, kto usiłuje stłumić w sobie poczucie winy, dręczony będzie przez nieokreślone wyrzuty sumienia. Chrześcijanie często praktykowali masochistyczne podejście do cierpienia i winy. Wielu ludzi buntowało się przeciw nieustannemu skupianiu się na tych doświadczeniach i w konsekwencji usunęło je ze swego życia. Nie jest to jednak dobrym rozwiązaniem. Jezus ukazuje sposoby właściwego podchodzenia do tych i innych istotnych problemów naszego życia.

W niniejszej książce pragnę ukazać niektóre spośród tych „terapeutycznych” zagadnień i przybliżyć Czytelnikowi odkrywcze, często fascynujące, a nieraz i prowokujące spojrzenie Jezusa.

Konfrontacja z winą

(Łk 16,1-8)

Rzeczywistością, przed którą nie jest w stanie uciec żaden człowiek, jest rzeczywistość winy. Zwłaszcza w przeszłości Kościół niestety zbyt mocno akcentował aspekt grzechu, zaszczepiając w wiernych poczucie winy. Niewłaściwe jest jednak również odwrotne stawianie sprawy – jeżeli ktoś nie chce przyznać się do tego, że nie jest wobec innych bez winy, oraz nie podejmuje nad tym refleksji, jego wyrzuty sumienia zaczynają się często przejawiać w inny sposób – na przykład poprzez gniew, lęk, rozdrażnienie i przymus powtarzania jakichś czynności.

Chorobliwe natręctwa zawsze wiążą się w ostatecznym rozrachunku z wypartym poczuciem winy. Zmarły w 1996 roku psychiatra Albert Görres był zdania, że ktoś, kto traci poczucie winy, pozbawia się istotnego aspektu swego człowieczeństwa. Traci bowiem w ten sposób głębię własnej egzystencji i przestaje zdawać sobie sprawę ze swej wolności i odpowiedzialności. Jeżeli traci się świadomość winy, to nie wyraża się już ona w człowieku „w postaci wyrzutów sumienia, lecz jako nieokreślony lęk lub depresja, w postaci dystonii wegetatywnej” (Görres 1984, s. 78). Zamiast wyrzutów sumienia człowieka zaczynają zatem nękać lęki związane z tym, że nie staje on na wysokości zadania, a także różnego rodzaju depresje.

W jaki sposób mogę adekwatnie obchodzić się z moją winą, jak mam to czynić, abym nie stracił szacunku dla siebie? Jezus podejmuje ten temat w przypowieści o obrotnym rządcy. Ubodzy słuchacze Jezusa musieli śledzić tę historię ze szczególną fascynacją. Mieli zapewne wrażenie, że rządca w wyrafinowany sposób przechytrzył swojego pana. Jezusowi nie chodzi jednak o płytką radość z cudzego niepowodzenia. Pragnie On przenieść słuchających Go na inny poziom rzeczywistości. Inni oburzają się z powodu treści tej przypowieści, mówiąc: „Tak przecież nie można. To, co czyni rządca, jest niemoralne. Przecież oszukuje on swego pana”. Tymczasem Jezus właśnie poprzez przedmiot naszej konsternacji pragnie powiedzieć nam: „Przypatrz się dokładnie, czy twój sposób patrzenia jest naprawdę słuszny. Postrzegasz samego siebie i Boga niewłaściwie. Musisz nauczyć się innego podejścia do winy. Oceniasz tak surowo innych, bo w nieodpowiedni sposób obchodzisz się z własną winą”.

Czy tego chcemy czy nie, w naszym życiu nieustannie obciążamy się winą. W przypowieści fakt ten wyrażony zostaje poprzez obraz trwonienia majątku. Zawsze będziemy trwonić jakąś część naszego majątku, naszych zdolności, naszych sił. Kluczowe jest jednak to, jak reagujemy, gdy zarzuca się nam taką postawę. Rządca prowadzi monolog: „Co pocznę, skoro mój pan pozbawia mnie zarządzania? Kopać nie umiem, żebrać się wstydzę” (Łk 16,3).

Słowa te mówią nam o dwóch sposobach reagowania na fakt, że wobec kogoś zawiniliśmy. Jedni decydują się na pierwszy z nich – zamierzają „kopać”, ciężko pracować. Postanawiamy sobie, że odtąd nie popełnimy już żadnego błędu. Zaciskamy zęby i staramy się z wszystkich sił. Postawa taka prowadzi jednak tylko do znieczulenia i nieustannego napięcia. Stajemy się surowi nie tylko wobec siebie, lecz również wobec innych. Skupiamy się na tym, w czym zawinili, i odczuwamy wobec nich ciągły gniew.

Drugim wybieranym sposobem jest „żebranie” o akceptację innych. Przez całe życie ludzie chodzą ubrani w wór pokutny i przepraszają za to, że w ogóle istnieją. Oskarżając samych siebie, podkreślają własną nieudolność oraz żebrzą o aprobatę i życzliwość. W taki sposób tracą oni tylko szacunek dla siebie.

Rządca dostrzega trzecią drogę: „Już wiem, co zrobię, aby mnie przyjęli do swoich domów, kiedy nie będę już zarządcą” (Łk 16,4). Podchodzi do swej winy w sposób kreatywny. Nakazuje dłużnikom swego pana przybyć i umarza im część zobowiązań na koszt bogatego właściciela. Jest to jedyna możliwość, jaka mu pozostaje. W ostatecznym rozrachunku zdaje on sobie bowiem sprawę z tego, że nigdy nie będzie w stanie spłacić całego długu – ani ciężką pracą, ani żebraniem. Może jedynie wykorzystać tę okazję, aby zacząć w bardziej ludzki sposób traktować innych. Mówi sobie: „Ja jestem dłużnikiem i wy jesteście dłużnikami. Podzielmy się naszym długiem. Przyjmijmy się nawzajem do naszych domów”.

Jezus zaprasza nas do tego, abyśmy opuścili tron naszego zarozumialstwa i stali się ludźmi pośród ludzi. W swych słowach dystansuje się On od żydowskiego stronnictwa esseńczyków, których ma na myśli, mówiąc o „synach światłości” (Łk 16,8). Esseńczycy byli niezwykle religijni, gdy tylko ktoś jednak przekroczył ich przepisy, był bezlitośnie odtrącany i wykluczany ze wspólnoty. Jezus mówi: „Wy, chrześcijanie, nie powinniście się wykluczać, lecz przyjmować. Świadomi tego, że Bóg wam przebaczył, powinniście po ludzku obchodzić się z waszymi wzajemnymi winami. Powinniście być ludźmi pośród ludzi, nie wolno wam stawiać się ponad innymi, ale także «poniżej innych»”.

Nie musimy spłacać naszego długu – ani ciężką pracą, ani żebraniem. Ponieważ Bóg w swym miłosierdziu przebaczył nam naszą winę, możemy wykorzystać ją do tego, aby miłosiernie obchodzić się z samym sobą oraz z innymi ludźmi.

Z moich doświadczeń w kierownictwie duchowym wynika, że przypowieść o obrotnym rządcy pomaga ludziom zaprzestać nieustannego obwiniania się i poniżania oraz odnaleźć na nowo własną godność. Pozwalała im ona zerwać również z przytłaczającą ich w życiu postawą rygorystycznego moralizmu. Perspektywa Jezusa niosła im wyzwolenie i uzdrowienie.

Opowiedzenie takiej przypowieści może być skuteczniejsze niż głoszenie nauki o konieczności wybaczenia. Historia ta uruchamia w nas pewną dynamikę. Odnajdujemy opisane w niej postawy w naszych własnych reakcjach na winę, a dzięki prowokacyjnym słowom Jezusa doświadczamy nowej wolności i wielkoduszności w traktowaniu tego problemu. Możemy rozmawiać o naszej winie, nie zamęczając się wyrzutami sumienia.

Szwajcarski psycholog Carl Gustav Jung stwierdził kiedyś, że niektórzy traktują świadomość własnej winy jako okazję do tego, aby się zadręczać. Zamiast stanąć wobec prawdy o sobie i własnym „cieniu”, rozkoszują się swą skruchą i poczuciem winy „niczym ciepłą pierzyną w chłodny zimowy poranek, kiedy powinno się wstać” (Jung 1964, s. 680). Przypowieść o rządcy dodaje nam otuchy, aby przejść przez życie z godnością oraz godnie i szczerze zapraszać innych ludzi do swego domu, a także bez konieczności upokarzania się wchodzić do domów innych.

Konfrontacja z „wewnętrznym sędzią”

(Łk 18,1-8)

Psychologia wyróżnia sferę zwaną superego, którą cechuje rygoryzm i tendencja do nieustannego potępiania. W superego znajdują odbicie poglądy i normy wyznawane przez naszych rodziców. Często są one w życiu przydatne. Niekiedy jednak superego wydaje o nas surowy osąd czy wręcz nas potępia. Jest naszą wewnętrzną instancją, która stale przekonuje nas o tym, że robimy coś nie tak.

O tym, jak powinniśmy obchodzić się z naszym superego, mówi nam Jezus w przypowieści o wdowie i sędzi, który nie bał się Boga. Wdowie zagraża jakiś nieprzyjaciel. Może to być wróg wewnętrzny lub zewnętrzny. Jako kobieta, która nie ma już oparcia w swoim mężu, wdowa nie potrafi w wystarczającym stopniu bronić się przed innymi ludźmi i jest w związku z tym bardzo podatna na zranienia. Może tutaj chodzić też o wzorce społeczne, które nie pozwalają jej żyć tak, jakby tego pragnęła. Wdowa zwraca się więc do sędziego. Ten jednak nie wykazuje chęci, aby jej pomóc, nie jest bowiem zainteresowany dobrem innych ludzi, nie interesuje go również Bóg. Wdowa nie ma więc na pozór szans na otrzymanie pomocy z jego strony. Kobieta jest jednak nieustępliwa. Nie rezygnuje. Walczy o swe prawo do godnego życia. Przychodzi do sędziego codziennie. I oto w pewnej chwili mężczyzna mówi do siebie: „Chociaż Boga się nie boję, z ludźmi się nie liczę, to jednak obronię tę wdowę, bo mi się naprzykrza, aby w końcu nie przyszła i nie znieważyła mnie” (Łk 18,4-5). W greckim oryginale w ostatnim zdaniu czytamy dosłownie: „żeby nie podbiła mi oka”. Taka wizja wywołuje u sędziego respekt przed wdową. Mężczyzna nie chce przecież chodzić po mieście z podbitym okiem.

Jezus opowiada tę historię w tak zajmujący sposób, że ludzie, którzy stracili nadzieję na pomoc i uzdrowienie, na nowo napełniają się otuchą. Wywołując w swych słuchaczach uciechę z powodu rejterady potężnego sędziego, zaprasza ich, aby inaczej postępowali sami z sobą w sytuacjach pozornie beznadziejnych.

Jezus ukazuje nam modlitwę jako sposób przezwyciężenia naszego „wewnętrznego sędziego”. W odpowiedzi na naszą modlitwę Bóg nie podejmie interwencji z zewnątrz, aby zniszczyć naszych nieprzyjaciół. Tego, że posiadamy prawo do godnego życia, doświadczymy nie po odmówieniu modlitwy, lecz już podczas niej. Modląc się, wkraczamy w wewnętrzną przestrzeń ciszy. Nasz „wewnętrzny sędzia” nie ma tam wstępu. Pozbawiony jest władzy. Modlitwa odbiera naszemu superego jego moc. Doświadczamy w niej uzdrawiającej bliskości Boga i odkrywamy przestrzeń ciszy, w której obecne jest w nas królestwo Boże.

Niedługo przed opowiedzeniem tej przypowieści Jezus oznajmił swoim słuchaczom: „Królestwo Boże jest w was” (Łk 17,21). Tam, gdzie rzeczywistość ta jest w nas obecna, „wewnętrzny sędzia” jest bezradny. Jesteśmy tam wolni od władzy innych ludzi – od ich oczekiwań, żądań, osądów i oskarżeń. Jesteśmy tam szczęśliwi i pojednani ze sobą. Nikt nie może nas tam zranić. Do sfery tej nie ma dostępu żaden wróg wewnętrzny ani zewnętrzny.

Wdowę – tak jak to jest w mitologii – można traktować również jako symbol duszy, nie w sensie filozoficznym, lecz jako obraz wewnętrznej sfery człowieka – jego przeczucia, że jest odblaskiem Boga, Jego niepowtarzalnym dzieckiem. Dusza symbolizuje fantazje, które człowiek posiada na temat własnej osoby i które dają mu odczuć, że jego życie jest czymś wartościowym i że odzwierciedla się w nim w pewnym stopniu Boża rzeczywistość. Sędzia oznacza nasze superego, wewnętrzną instancję, która nieustannie nas deprecjonuje i wmawia nam, że jesteśmy niepoprawni, ponieważ mamy tak wielkie ideały i zbyt wysokie mniemanie o nas samych.