Jeże Najeżona kłopotami namiętność - Hugh Warwick - ebook
NOWOŚĆ

Jeże Najeżona kłopotami namiętność ebook

Hugh Warwick

4,0

21 osób interesuje się tą książką

Opis

Proszę państwa, oto jeż, jeż ma kolce wzdłuż i wszerz, a oprócz tego to niezwykle ciekawe i urocze zwierzę, które żyje tuż obok nas. Wędruje przez pola i po obrzeżach lasów, myszkuje w parkach i ogrodach, nocami przemyka przez ulicę.

Dlaczego jeże są tak fascynuje? Hugh Warwick – dożywotni członek Brytyjskiego Towarzystwa Ochrony Jeży – bada dziwaczny humor z nimi związany, towarzyszące im mity (do dziś pokutujące jabłko na grzbiecie) i nieporozumienia. Obala także kilka niesłusznych oskarżeń i stara się wyjaśnić, skąd w nas ta najeżona kłopotami namiętność. Chociaż Międzynarodowe Igrzyska Olimpijskie Jeży potrafią przerosnąć nawet jego...

Oto oda do pokornego jeża napisana przez jeżowego fanatyka. Opowieść o tym, czym właściwie jeże się zajmują i co mówią o naszej potrzebie kontaktu z dziką przyrodą i zmianach środowiska. To podróż w czasie (sięgająca miocenu), przez kulturę (co o jeżach sądził Herodot i Beatrix Potter) i w przestrzeni, bo Warwick przemierza Hebrydy Zewnętrzne, szuka rzadkiej odmiany jeża w Japonii i czołga się przez pola w Shropshire, gdzie zaczęła się jego miłość do jeży.

Hugh Warwick – z humorem i wyczuciem – opowiada wszystko, co chcieliście wiedzieć o jeżach, a także kilka rzeczy, o których nigdy byście nie pomyśleli (że chcecie je wiedzieć).

 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 322

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0

Popularność




Tytuł oryginału A Prickly Affair
Przekład ADAM PLUSZKA
Wydawca i redaktor prowadzący ADAM PLUSZKA
Redakcja ITA TUROWICZ
Korekta MAŁGORZATA KUŚNIERZ, JAN JAROSZUK
Ilustracja, projekt okładki i stron tytułowych, opracowanie typograficzne ANNA POL
Ilustracje © Dave Shephard
Opracowanie graficzne, łamanie | manufaktu-ar.com
Copyright © Hugh Warwick, 2008, 2018 Copyright © for the translation by Adam Pluszka Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2021
Warszawa 2021 Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-66335-82-0
Wydawnictwo Marginesy Sp. z o.o. ul. Mierosławskiego 11A 01-527 Warszawa tel. 48 22 663 02 75 e-mail:[email protected]
www.marginesy.com.pl
Konwersja:eLitera s.c.

Tristanowi i Matildzieoraz ich wspaniałej matce,a mojej żonie, Zoë

Wprowadzenie

Wieczór rozpoczął się, jak zawsze zresztą, od Jeruzalem. Moja pogadanka snuła się przez Anglię zieloną, kraj łąk[1], aż do najdalszych szkockich wysp. Publiczność oczekiwała wykładu na temat biologii, ekologii i fizjologii jeży. Dostali to, co zawsze dostają ode mnie słuchacze: historie. Najlepsi z moich wykładowców nigdy nie piłowali wykładów, oni opowiadali historie, które zostały ze mną, i to właśnie staram się robić, ilekroć mam szansę mówić do mojej ulubionej publiczności – Instytutu Kobiet.

Mówiłem przez godzinę, w tym odpowiedziałem na umiarkowaną liczbę pytań, i miałem właśnie zamiar zatopić zęby w kawałku ciasta orzechowego i spłukać gardło doskonale zaparzoną kawą, kiedy ruszyła druga fala pytań. Podczas pogadanki wszystkie były dość praktyczne: dlaczego widzimy mniej jeży, jak sprawić, by nasze ogrody stały się dla nich bardziej przyjazne, czy one wszystkie nie są zapchlone oraz jak się rozmnażają? Ale kiedy dołączyłem później do cudownych kobiet z Islip na herbatę i ciasto, zmienił się, jak zwykle w kuluarach, ciężar pytań – z praktycznych stały się bardziej osobiste: od jak dawna zajmuję się jeżami, co mnie ku nim pchnęło i – być może stawiane najczęściej – dlaczego?

Przez lata rozmów z grupami podobnymi do tej z Instytutu Kobiet właśnie tego rodzaju pytania zachęciły mnie do zgłębiania natury jeży. Jako ekolog z wykształcenia w naturalny sposób byłem już nimi zainteresowany. I to pozwoliło mi zacząć kwestionować własne pobudki.

Dlaczego zainteresowałem się jeżami? Cóż, szczerze mówiąc, zaczęło się to ponad dwadzieścia lat temu w bardzo pragmatyczny sposób – pojawiła się okazja, żeby zrobić coś interesującego w ramach projektu naukowego. Ale kiedy spędziłem więcej czasu w towarzystwie jeży, wciągnął mnie ich świat – w dodatku świat bardzo słabo zbadany. Do odkrycia były podstawowe aspekty życia jeża, to jednak nie wszystko; była też towarzysząca mu osobliwość. Nie tylko w niezaprzeczalnej urodzie tego małego zwierzęcia, ale w ekscentryczności towarzyszącej tym, którzy lubią je najbardziej. Ponieważ świat jeży jest nierozerwalnie związany ze światem ludzi. Nie tylko na kartkach urodzinowych i w opowieściach dla dzieci. Znacznie głębiej – w polityce, pasji i obsesji.

Polityka. Zarządzanie dziką przyrodą to sprawa najeżona trudnościami – często trzeba podejmować nieprzyjemne decyzje, które skutkują śmiercią zwierząt. Tak też było na wyspach Uist. Wyspy te, położone na najdalszym skraju Hebrydów Zewnętrznych, stały się sceną największej jak dotąd w historii wielkiej bitwy jeży z ptakami, a przynajmniej z ich jajami – tego samego zderzenia, które mnie, wtedy jeszcze studenta, skierowało ku jeżom. Jasne, że się w to zaangażowałem, i byłem zachwycony, mogąc się po części przyczynić do zakończenia rzezi.

Pasja. Spotkałem wielu ludzi, którzy poświęcili się opiece nad chorymi i rannymi jeżami. W całym kraju jest zaledwie garstka szpitali dla jeży, w których wykonuje się niesamowitą pracę przy ograniczonych środkach. Choć istnieje sporo szpitali dla dzikich zwierząt, które przyjmują przeróżne gatunki, jeże są wśród nich na swój sposób szczególne, częściowo ze względu na ich zgodny charakter, ale głównie z powodu miłości, jaką wzbudzają. I choć może wydawać się dziwne mówienie w ogóle o wzajemności, spotkałem ludzi, którzy otrzymali od jeży tyle samo, ile wcześniej im dali.

Obsesja. Są jednak tacy, którzy w tej relacji idą jeszcze dalej – niektórzy mogą twierdzić, że już za daleko – a są to hodowcy jeży w Stanach Zjednoczonych. Wspaniale było wejść w ów dziwny świat i choć zdawało mi się, że jestem trochę ponad tym wszystkim, usłyszałem, że idealnie tam pasuję... chociaż wciąż nie mam pewności, czy pasuję do gadających duchów jeży i Międzynarodowych Igrzysk Olimpijskich Jeży.

Moja własna pasja zdryfowała trochę w stronę obsesji, a przynajmniej tak powiedziała mi moja żona, kiedy opisywałem jej swoje plany udania się do Chin, żeby znaleźć jeża nazwanego Hugh, którego widziano tylko dwanaście razy w ciągu ostatnich stu lat.

Ta książka dotyczy zarówno naszych relacji z jeżami, jak i samych jeży. Istnieją bardziej szczegółowe rozprawy dotyczące ekologii, zachowania i fizjologii tego zwierzęcia. Tutaj jednak skupiam się na zbadaniu, co jeże dla nas znaczą, próbując odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zajmują tak szczególne miejsce w naszych sercach.

Nie ma innego dzikiego zwierzęcia, które mogłoby się równać z jeżem – żadne nie pozwala nam tak bardzo się do siebie zbliżyć. Stajesz nos w nos z jeżem i masz szansę spojrzeć mu w oczy, dostrzec iskrę naprawdę dzikiego życia.

W tym momencie tracę część słuchaczy... ale nie przerywam. Związek z dzikim zwierzęciem jest, jak sądzę, niezwykle istotny. Pozwala nam docenić jeża w sposób, w jaki nie możemy docenić żadnego innego stworzenia – i będę się upierał, że jest to moment, w którym zaczynamy zakochiwać się w świecie przyrody, odchodząc od sentymentalizmu na rzecz znacznie głębszej relacji. A stamtąd już tylko mały krok do tego, aby chcieć coś zrobić z opłakanym stanem rzeczywistości, w której przyszło nam żyć – stąd bierze się moja pewność, że jeże mogą uratować świat.

W Instytucie Kobiet właśnie to jest wspaniałe. Mogę rozmawiać o takich egzystencjalnych pomysłach z zainteresowaną grupą ludzi i zjeść trochę najlepszego ciasta, jakie zna ludzkość. Serio, z jakości ciasta w IK się nie żartuje. Jest tak dobre, że kiedy organizatorki pytają mnie o wynagrodzenie za pogadankę, zawsze mówię, że koszty podróży pokryje ciasto... ale musi być orzechowe, a do tego kawa.

I

One i my

1

Przede wszystkim:co to jest jeż?

Śmieszne pytanie? W końcu na pewno każdy to wie – nie da się pomylić małego brązowego kolczastego ssaka z jakimkolwiek innym, chyba że jesteś na bani i uznasz go za jeżozwierza. Nawiasem mówiąc, one nie są nawet spokrewnione. Ani trochę. Jeżozwierze to gryzonie, tak jak szczury i wiewiórki; jeże są owadożerne, bliżej im do kretów i ryjówek.

Także bardzo mało prawdopodobne, aby ktokolwiek z nas podczas kręcenia się po ogrodzie wpadł na kretojeża, chyba że przeprowadziliśmy się na Madagaskar i mamy furę szczęścia, ponieważ są one w ogóle dość rzadkie. Kolce na kretojeżu również nie oznaczają bliskiego pokrewieństwa; ilustrują cuda konwergencji, zgodnie z którą różne zwierzęta mają podobne cechy, mimo że odmienne korzenie.

Wciąż jednak czuję potrzebę sprecyzowania kilku faktów. Poszedłem ostatnio z moją córką Matildą i jej grupą przedszkolną na plac zabaw i zaskoczyło mnie odkrycie: jednej z osób, z którymi rozmawiałem, do tego stopnia brakowało fundamentalnej wiedzy na temat hierarchii życia, że myślała, że ptaki są ssakami (mówiłem o dziwach natury, o ssakach składających jaja, takich jak kolczatka czy dziobak).

To mnie zastanowiło. Dlaczego miałbym zakładać, że ludzie wiedzą, gdzie umieścić jeża w wielkim planie życia? W końcu ja sam nie potrafię mówić w obcym języku, co wielu osobom wydaje się absurdem (w tym i mnie).

Oto zatem kilka podstawowych faktów o jeżach. Jeże są ssakami łożyskowymi, co oznacza, że mają futro, rodzą żywe młode i karmią je mlekiem z gruczołów sutkowych. Ssaki to kręgowce, podobnie jak ptaki, gady, płazy i ryby. Idąc w drugą stronę, jeże należą do grupy ssaków znanych jako owadożerne. Są to najwcześniejsze gatunki ssaków. Jeżokształtne skamieliny pochodzą z czasu ostatnich dni dinozaurów.

Uważa się, że „pramatka jeży” pojawiła się w Azji w eocenie, choć znaleziono fragmenty przodków jeża sprzed siedemdziesięciu milionów lat – przed katastrofalnym końcem dinozaurów.

Nasz europejski jeż[2], jeż zachodni, podobnie jak wszystkie gatunki, które rzuciły się w oczy taksonomistom, ma dwuimienną łacińską nazwę: Erinaceus europaeus. Słowo erinaceus, które oznacza jeża, reprezentuje rodzaj, podczas gdy europaeus wyraźnie odnosi się do Europy i definiuje gatunek.

Taksonomia jest cudowna. Pozwala nam zobaczyć relacje między miriadami form życia, z którymi dzielimy tę planetę. Pozwala zrozumieć zadziwiającą złożoność istnienia. Zasadę binominalnego nazewnictwa opracował w połowie XVIII wieku Karol Linneusz. Robił, co mógł, aby odkryć geniusz swojego Boga w cudach natury, ale to, co zrobił jego system, ujawnia cud natury jako takiej.

Wszyscy wiemy, jak wyglądają jeże, ale nie wszystkim udało się zbliżyć do nich tak jak mnie, więc zacznijmy od rzeczy najbardziej oczywistej – kolców. Grzbiet i boki jeża pokryte są kolcami o długości mniej więcej dwudziestu pięciu milimetrów, a na dorosłym jeżu jest ich od pięciu do siedmiu tysięcy. Jedno z wielu pytań, jakie słyszę, dotyczy dzieci, a zwłaszcza tego, jak ciężarne jeżyce radzą sobie z porodem. I to bardzo dobre pytanie, ponieważ jeże rodzą się z kolcami. Ale ich skóra jest napompowana płynem, co utrzymuje kolce pod jej powierzchnią. Po urodzeniu płyn się wchłania i pojawiają się kolce.

Kolce to tak naprawdę zmodyfikowane włosy. U naszego jeża z Europy Zachodniej są one zwykle paskowane: ciemne u podstawy, następnie jasne, dalej znowu ciemne, a całość kończy się jasną końcówką. Mówię „zwykle” w kontekście ubarwienia, ponieważ istnieje dość duża różnorodność, co nieźle widać w populacjach na wyspie North Ronaldsay na Orkadach, a także na wyspie Alderney w grupie Wysp Normandzkich. Trafiają się też sporadyczne albinosy, białe z różowym nosem i czerwonawymi oczami.

Niezależnie od koloru, kolców nie ma na pyszczku, gardle, klatce piersiowej, brzuchu i nogach. Te są pokryte futerkiem, zwykle szarobrązowym i dość grubym, niemniej całkiem gładkim w porównaniu z kolcami. Ale z drugiej strony, kiedy jeż jest w odpowiednim nastroju, nawet kolce przyjemnie się głaszcze – trochę to przypomina wetknięcie dłoni do torby pełnej zielonej soczewicy (polecam spróbować: każde nasiono jest twarde, ale wszystkie razem sprawiają wrażenie miłych i gładkich). Dopiero gdy jeż traci dobry nastrój, drobne mięśnie u podstawy każdego kolca otrzymują wiadomość i kolce stają na sztorc. Wszyscy mamy tę zdolność, tyle że w mniejszym stopniu. Włosy na naszych przedramionach podnoszą się pod wpływem zimna.

Strategia obronna jeża nie opiera się wyłącznie na kolcach; jest jeszcze kula. To obrona prawie idealna, chyba że zagrożenie stanowią wyposażony w długie pazury borsuk lub koła samochodu. Zwijanie się w kulę to coś, co możemy sobie wyobrazić. Mięśniami, które na to pozwalają, jest podściółka mięśniowa – panniculus carnosus – która tylko szczątkowo zachowała się u człowieka, na przykład odpowiada za marszczenie brwi. No, zmarszcz je. Czujesz, jak czoło ściąga się ku dołowi? Teraz wyobraź sobie, że mięsień marszczący czoło rozciąga się aż do kości ogonowej, a gdy ściągasz brwi, unoszą się wszystkie twoje kolce na plecach.

Ale musisz to zrobić szybciej. Jeśli ktoś z was kiedykolwiek próbował sfotografować jeża, zauważył skurcz, który jest początkiem zwijania się w kulkę. Mam dziesiątki zdjęć jeży, na których widać drobne rozmycie w miejscu, gdzie powinien znajdować się pyszczek. W ciągu 0,01 sekundy od trzasku migawki mięsień kurczy się, głowa kuli, a maleńkie mięśnie u podstawy każdego kolca reagują na bodziec, co powoduje, że jeż się jeży. Ustaw więc bardzo krótki czas otwarcia migawki.

Znów jesteś jeżem: przytknij nos do ogona i zwiń się w piłkę, używając wygodnego płaszcza skóry, który wisi prawie do ziemi i jest otoczony niesamowitym mięśniem okrężnym, orbicularis, działającym jak sznurek ściągający jeża w kulkę.

Ta fałda jest czymś, czego taksydermiści z przygnębiającą regularnością nie rozumieją. Kiedy dostają kolczaste zwłoki, po prostu je wypychają, nie zastanawiając się nad luźną skórą jeża, więc wypchany wygląda jak zjeżona piłka futbolowa. To, że jest tam skóra, nie oznacza, że należy ją czymś wypełnić.

U niektórych jeży skóra jest zdrowa i naprawdę zadbana. W wiadomościach mówili niedawno, że znaleziono jeża, który ważył 2,2 kilograma (najwyraźniej obżerał się chlebem rzucanym ptakom i wyglądał, jakby nogami nie był w stanie dosięgnąć ziemi). Zwykle jeże ważą jednak od 450 gramów do około 1,2 kilograma. I mierzą zazwyczaj 20–30 centymetrów.

Fałd skórny – który stanowi nadwyżkę dla zwiniętego w kłębek jeżyka – skrywa cztery nogi o zaskakującej długości: mają do dziesięciu centymetrów od bioder do stóp. Utarty w świadomości wizerunek idącego jeża przypomina nakręcaną zabawkę na kółkach. Ale jeż ma zajęte robotą cztery silne nogi. Przypomina w tym trochę łabędzia, który wprawdzie dostojnie sunie po tafli jeziora, ale zapewniają mu to ciężko pracujące pod powierzchnią błoniaste łapki. Dopiero gdy jeż chce przyspieszyć, unosi skórną spódnicę, która odsłania eleganckie nogi, po czym szybko opada.

Albo weźmy wspinanie. Jeże mogą wspinać się z pewną zwinnością, nawet jeśli nie ma to sensu. Spotkałem mężczyznę, który opowiedział, jak to jeż w jego ogrodzie uparł się, żeby iść w linii prostej. Kiedy stanął w obliczu drucianego kosza na ściętą trawę, zamiast zrobić krótkie obejście, zaczął wspinać się po pionowej siatce. Po dotarciu na szczyt, ponad metr nad ziemią, spadł na ścinki, przeszedł na drugą stronę, wspiął się ponownie, po czym znów rymsnął na trawę i kontynuował podróż niczym niezrażony. Chociaż przykład ten udowadnia wspaniałe umiejętności jeży do wspinania się, nie mówi wiele dobrego o ich inteligencji.

Wspinaczka potrafi wyprawić jeża w dość dziwaczne zakątki. Od Elizabeth Hibbert z Walthamstow w Wielkim Londynie dostałem list, w którym pisała o wielkiej determinacji jeża w zdobywaniu szczytów. W środku nocy w sypialni na pierwszym piętrze obudziło ją jakieś zwierzę. Początkowo myślała, że to duży szczur, ale wkrótce odkryła, że to jeż, który szybko uciekł pod dużą szafę. Pozostał tam przez kilka dni, dopóki nie przyszedł człowiek z centrum ratunkowego i nie pomógł go wydostać. Inna sprawa, czy z głową ratownika jest wszystko w porządku: twierdził, że nocą widział jeża biegnącego na tylnych łapach po North Circular Road.

Jednym z powodów, dla których jeże są tak biegłe we wspinaczce, są ich wysoce skuteczne amortyzatory: kolce. Tam, gdzie kolec wyrasta ze skóry, jest nieco cieńszy i lekko przechylony. To łagodzi i amortyzuje upadek nieostrożnego jeża, a ponadto ma tę zaletę, że zapobiega cofaniu się kolca w głąb ciała.

Zdolność do przetrwania upadku nie czyni jednak jeży nieostrożnymi wobec grawitacji, a to się dobrze składa, ponieważ grawitacja stanowi najlepszy sposób na rozwinięcie niechętnego nam jeża. Rozwinięcie jeża nie jest jakąś zachcianką; to jedyny sposób na odróżnienie chłopców od dziewcząt.

Najpierw podnieś swojego jeża. Zwykle zalecam używanie lekkich rękawic ogrodniczych, ale jeśli należysz do osób ostrożnych, a natura pobłogosławiła cię skórą nosorożca, możesz je sobie darować. Zakładam, że jeż będzie zwinięty w kulkę – zwykle tak jest (zrobilibyście to samo, gdyby dwadzieścia metrów nad waszymi głowami górował potwór). Postępuj delikatnie: zawsze delikatnie, to cenne stworzenia, które należy traktować z wielkim szacunkiem.

Zatem aby rozwinąć jeża, ułóż tę kupkę kolców na obu dłoniach. Przyjrzyj się uważnie i znajdź miejsce, gdzie nos styka się z ogonem; miej część najeżonej kulki z nosem w jednej ręce, a z ogonem w drugiej. Delikatnie unieś jedną rękę, a po chwili drugą, żeby zakołysać zwierzątkiem na kilka centymetrów. Stopniowo zacznij rozsuwać dłonie. Jeż zazwyczaj woli się rozwinąć niż spaść.

Jeśli chcesz tylko rzucić okiem i określić płeć, unieś przednią część jeża. O ile ma penisa, jest samcem. Penis to takie coś, co wygląda bardziej jak pępek, tyle że jakieś trzy, może pięć centymetrów przed ogonem. Więc jeśli uda ci się go skłonić do rozwinięcia się, wszystko powinno pójść gładko. Chyba że są dość młode – wtedy rozwijanie ich jest trudniejsze. U młodziutkich jeżyków także pępowina może spowodować pomyłkę.

Uznajmy teraz, że ci się poszczęściło i trzymasz w dłoni dość zgodnego jeża – czemu nie przyjrzeć się bliżej jego niesamowitemu ciału? Może pozwoli się pogłaskać po brzuszku – niektóre to lubią – choć należy pamiętać, że mechanizm zwijania się w kulkę jest szybki i sprawi, że będziesz nosić dość bolesną rękawicę z palcami uwięzionymi w środku.

Skoro tam już zaglądasz, popatrz na nogi. Są tak długie, ponieważ służą do czegoś więcej niż tylko do poruszania się. Pozwalają jeżowi zachować czystość. Nie raz i nie dwa ludzie mówili mi, że jeż dlatego często jest zapchlony, bo kolce uniemożliwiają mu odpowiednią higienę, ale prawda jest taka, że jeż potrafi sięgnąć do każdego miejsca na ciele tylnymi łapkami wyposażonymi w niemałe pazury, a tymi umie zdrowo zadrapać.

Większość jeży ma po pięć palców, oprócz afrojeża białobrzuchego, który ma cztery (ale tylko u tylnych łapek). I nie możemy zapomnieć o ogonie – jest długi na prawie dwa centymetry.

Z pewnością zadajesz sobie pytanie, dlaczego – przy tych wszystkich kolcach – jeże są zwierzętami nocnymi? Po co tak bardzo starają się chronić, skoro i tak chowają się w cieniu? Cóż, dla ssaków to nasze zachowanie wygląda dziwnie – dzienny tryb życia jest osobliwy. A jeśli chodzi o jeże, to proste: chociaż kolce zapewniają ochronę, nie są doskonałe, a co najważniejsze: pożywienie jeży wiedzie nocne życie. Wszystkie te minibestie wolą wilgotne, chłodne noce, z dala od ptaków i wysuszającego słońca.

Łatwo jest obserwować jeże podczas ich nocnych patroli, zataczające się przez zarośla, i myśleć, że mają słaby wzrok. Cóż, jak zauważył pewien pisarz, gdybyśmy mieli nosy zaledwie kilka centymetrów nad ziemią wśród błota i traw, też nie bylibyśmy w stanie wiele zobaczyć. W rzeczywistości jeże mają niezły wzrok i najprawdopodobniej widzą kilka kolorów. Ale polegają głównie na słuchu i węchu.

Wystarczy posłuchać jeża w chaszczach, żeby się dobitnie przekonać, jak ważny jest dla nich węch – całe to pociąganie nosem (ani tym bardziej ich wiecznie mokry nos) nie oznacza, że się przeziębiły. Wilgoć wspomaga identyfikację zapachów. Jeśli chodzi o dźwięk, no cóż, jeże mają dość selektywny słuch – zupełnie jak moje dzieci. Znacznie lepiej słyszą wysokie częstotliwości – jeśli potrząśniesz kluczami w pobliżu jeża, zobaczysz bardzo szybką reakcję. Nie mogą jednak do końca zdać się na słuch, bo gdy przedzierają się przez krzaki, robią straszny harmider.

Dostałem list od Juliana Greenwooda, który jako młody oficer – ćwicząc pewnego wieczoru ze swoją jednostką – dowiedział się, jakiego rabanu mogą narobić jeże. Gdy planowali atak, Julian usłyszał dźwięk, który uznał za patrol wroga. Szybko przygotował zasadzkę, ale nawet przy użyciu noktowizora nie potrafili dostrzec intruza, który wyraźnie coraz bardziej się zbliżał. Szczerze podziwiając kamuflaż, zarepetowali broń i zażądali hasła, a chwilę potem Julian wybuchnął śmiechem, gdy wścibski jeż zaczął kręcić mu się wokół stóp.

Chociaż uogólnianie jest niebezpieczne, te podstawowe cechy fizjologiczne występują prawdopodobnie u większości jeży. Przy czym warto pamiętać, że nie tylko w naszym zakątku świata żyją jeże. Istnieje dwadzieścia różnych gatunków, sądzę jednak, że powinienem wskazać punkt, w którym jeż staje się z pewnością jeżem. Cechą decydującą powinny być kolce. Począwszy od tych kolczastych, najbardziej wiarygodna lista gatunków jeży została sporządzona przez innego eksperta, Nigela Reeve’a:

Erinaceus europaeus („nasz” jeż zachodni)

Erinaceus concolor (jeż anatolijski lub wschodnioeuropejski)

Erinaceus amurensis (jeż amurski – Rosja, Chiny, Korea)

Paraechinus aethiopicus (piaskojeż etiopski zamieszkujący obszary od Maroka do Półwyspu Arabskiego – ma długie uszy)

Paraechinus hypomelas (piaskojeż szybki lub jeż Brandta – od Iranu i Afganistanu po Pakistan)

Paraechinus micropus (piaskojeż indyjski)

Atelerix albiventris (afrojeż białobrzuchy)

Atelerix algirus (afrojeż algierski – widywany także w regionach przybrzeżnych południowej Francji)

Atelerix frontalis (afrojeż buszmeński lub jeż południowoafrykański)

Atelerix sclateri (afrojeż somalijski – który może być spokrewniony z białobrzuchym)

Hemiechinus auritus (stepojeż uszaty – spotykany od Ukrainy aż do Chin, z podgatunkami po drodze)

Hemiechinus collaris (stepojeż obrożny – wschodni Pakistan i północno-zachodnie Indie)

Hemiechinus dauuricus (stepojeż lub chinojeż dauryjski – Chiny)[3]

Hemiechinus hughi (stepojeż lub chinojeż mandżurski – Chiny)

Są tacy, którzy się nie zgadzają, i do listy dopisali kilka kolejnych gatunków, no i pozostaje jeszcze sprawa włochatych jeży. Może to być szok – w dodatku dość nieprzyjemny – ale są też jeże, które nie mają kolców. Kiedy jeż nie jest jeżem? Gdy jest bezkolcem lub gołyszkiem, które żyją w wysoko położonych lasach Azji Południowo-Wschodniej? Te owłosione jeże, choć pozbawione obronnych kolców, mają spore gruczoły przyodbytowe, a wspomniany gołyszek wydziela zapach czosnku, potu i zgniłej cebuli. Słodziak.

Wielka Brytania jest najdalej na zachód wysuniętym przyczółkiem występowania jeży. Ich tereny rozciągają się aż do Chin i w dół do Afryki Południowej. Mieszkają na pustyniach i w lasach, ale nigdy w wysokich górach ani na bagnach.

W Stanach Zjednoczonych jeże żyły kiedyś na wolności. Ale to było dawno, dawno temu. Poznałem się kiedyś z paleontologiem Tomem Richem, który napisał rozprawę doktorską na temat prehistorycznych jeży. Studiując skamieliny wymarłego rodzaju jeża Brachyerix, który przemierzał ziemię od pięciu do dwudziestu milionów lat temu, w miocenie, zdołał wykazać, że chociaż jeże nie uległy tak wyraźnej ewolucyjnej zmianie jak, powiedzmy, konie czy wieloryby, nie są takie same jak ich przodkowie. Podoba mi się, że miocen dosłownie tłumaczy się jako „mniej nowy”. Czas sprzed ponad dwudziestu milionów lat na pewno nie wydaje mi się zbyt aktualny. Ale wszystko to z ludzkiej perspektywy. Planeta istnieje od ponad czterech miliardów lat, więc relatywnie miocen wcale nie jest tak odległy.

A jednak wystarczająco, by uratować nas przed konfrontacją z jednym z mioceńskich jeży, Deinogalerix, którego nazwę tłumaczy się jako „straszna złośnica” (Szekspir miałby niezły ubaw z jej poskramianiem). To zwierzę, którego szczątki znaleziono niedawno we Włoszech, było ponadtrzykrotnie większe niż obecne jeże i chociaż brakowało mu kolców, miało dość niepokojące zęby.

W każdym razie w obu Amerykach nie ma dziko żyjących jeży, chyba że mówimy o trzymanych jako zwierzątka domowe jeżach pigmejskich sprowadzonych z Afryki, które uciekły i rozbiły obóz.

Z arogancją wywodzącą się z kolonialnej przeszłości niektórzy nazwali afrojeże białobrzuche jeżami pigmejskimi. Tak, wszystkie gatunki z Afryki są mniejsze niż gatunki europejskie; w istocie wszystkie gatunki jeży są mniejsze od europejskich, więc być może rozsądniej byłoby nazwać jeże europejskie „gigantami”, a nie pozostałe „pigmejami”.

Nazywanie to fajna rzecz – szukałem więc różnych nazw, które przez lata nadawano jeżowi na całym świecie. Ale skąd się wziął angielski „jeż” (hedgehog)? Czy to ze względu na ich nawyk przedzierania się przez żywopłoty (hogging hedges)? Słyszałem ludzi, którzy zapewniali, że nazwa hog pochodzi stąd, że jeż smakuje jak świnia (hog) albo że chrząka jak ona. Pewnego dnia zobaczyłem fotografię okazu bez kolców – nie drżącego oseska jeża, ale zwyczajnego jeża, tyle że bez kolców. I w tym kształcie dostrzegłem dzika. Bardzo malutkiego dzika, ale jednak[4].

Poniżej znajduje się coś na kształt przykładowej próbki. Nie jest to pełna lista, ale daje pojęcie o wspólnych tematach:

Il (anglosaski)

Furz-pig (Anglia)

Vuzpeg (Anglia)

Grainneog (Irlandia)

Crainneag (Szkocja)

Draenog (Walia)

Iddy-oddies (Wielka Brytania)

Urchin (Wielka Brytania)

Pindsvin (Dania)

Hérison (Francja)

Igel (Niemcy)

Egel (Holandia)

Riccio (Włochy)

Piggsvin (Norwegia)

Ouriço (Portugalia)

Erizo (Hiszpania)

Igelkott (Szwecja)

Iriq (Albania)

Jež (Chorwacja, Słowenia)

Ježek (Czechy)

Siil (Estonia)

Siili (Finlandia)

Sündisznó (Węgry)

Arici (Rumunia)

Joż (Rosja)

Jiżak (Ukraina)

Kirpi (Turcja)

Ci wei (Chiny)

Harinezumi (Japonia – jeden słownik online podawał również: hejjihoggu)

Landak (Indonezja)

Qunfud [قنفذ] (arabski)

Hotchi-pig (romski)

Hati (hindi, także aik parkar ka jangli chuha, co najwyraźniej oznacza „kolczastą mysz”)

Kalunguyeye / nungunungu (suahili)

Bez względu na to, jakie noszą nazwy, często mówi się na nie pchlarze. To kolejne na liście częstych pytań – dlaczego jeże mają tyle pcheł? Chwilę potem pojawia się również zarzut, że to z jeża one przeszły na psa.

Ale pchły jeża są bardziej praktyczne, niż człowiek może przypuszczać, są bardzo szczególne, specyficzne dla gatunku. Archaeopsylla erinacei, jak sama nazwa wskazuje, jest pchłą jeża. Ewoluowała, aby przetrwać w niezwykłym środowisku. Wyobraź sobie na przykład życie na grzbiecie królika. Gęste futro wymaga specjalnego zestawu umiejętności. Przyjrzyj się teraz grzbietowi jeża i wyobraź sobie, jak łysy i obcy wyglądałby dla pchły przyzwyczajonej do bardziej klaustrofobicznego otoczenia. Podobnie psy i koty zwyczajnie nie zapewniają Archaeopsylla erinacei odpowiedniego siedliska.

Ile pcheł? Cóż, nie więcej niż jakiekolwiek inne zwierzę porównywalnej wielkości – średnio około stu pcheł na jeża. Ale natknąłem się także na wiele bez nich oraz słyszałem od opiekunów o biednych stworzeniach, które nosiły ich ponad tysiąc.

Dlaczego więc są uważane za pchlarzy? Rozmawiałem o tym z wieloma osobami i wyszły mi cztery możliwości:

1. Najczęściej jeże są widywane za dnia i zwykle są one chore. Chore jeże mniej dbają o siebie i dlatego są bardziej narażone na zapchlenie.

2. Drugim najczęściej widywanym jeżem jest martwy jeż. Jeśli to niedawna ofiara, zdane na własne siły pchły będą szukały nowego żywiciela i skoczą w kierunku każdego ciepłokrwistego przechodnia, bez względu na gęstość jego futra.

3. Kolce są rzadsze niż futro królika, dlatego wszelkie żyjątka zamieszkujące skórę są lepiej widoczne.

4. Pierwszą reakcją większości jeży na podchodzącego człowieka jest zjeżenie się. Kolce na sztorc służą obronie, a tym samym ciemne i jasne paski falują, tworząc to, co specjalista od jeży Nigel Reeve określił wymownie jako „wrażenie kipiącej zarazy”.

Istnieją także inne nieporozumienia dotyczące pcheł, głównie opinia, że mają one symbiotyczny związek z jeżami – to znaczy jeże miałyby potrzebować ich tak samo jak one jeży. Kwitnąca i wolna od pcheł populacja jeży w Nowej Zelandii zdecydowanie sprzeciwia się tej teorii.

Większość tego, co wiem o jeżach, zostało w ten czy inny sposób przefiltrowane przez doktora Pata Morrisa. Obecnie jest na emeryturze, choć zajęty jeszcze bardziej niż wcześniej. Pat napisał o jeżach więcej niż ktokolwiek inny na świecie. The New Hedgehog Book [Nowa książka o jeżach] – zaktualizowane i poprawione wydanie – jest genialnym wprowadzeniem do podstaw wiedzy o jeżach i niemal nie ma publikacji na ich temat, która nie czerpałaby pełnymi garściami z tej przełomowej książki. Przy podawaniu źródeł łatwo coś pominąć, postanowiłem więc wspomnieć o tym na początku.

Przedstawiłem już wszystkie podstawowe fakty dotyczące jeży. O czym zatem jest reszta tej książki? – możecie rozsądnie zapytać. Cóż, jakaś jej część ma związek z chinojeżem mandżurskim, Hemiechinus hughi, gatunkiem, o którym przeczytałem po raz pierwszy piętnaście lat temu – choć dopiero niedawno udało mi się skojarzyć, że jeż ten może być nazywany „jeżem Hugh”. Czasami naprawdę zastanawiam się, jak udało mi się osiągnąć to wszystko, co osiągnąłem, skoro nie zauważyłem tak oczywistej rzeczy.

A zatem od faktów dotyczących jeży, a kończąc na miłości do nich – ponieważ dalej będzie o moim i wielu innych ludzi romansie z tym niezwykłym zwierzęciem. Rzadko zdarza się, by romans, który rozpoczął się w liceum, trwał przez całe życie, ale miałem szczęście. Romans nie bierze się znikąd, musi pojawić się uwodzenie, i ze mną nie było inaczej.

2

Co robią jeże?

Miłość nie rozkwitła natychmiast. Wydaje mi się, że na początku nasze stosunki bardziej przypominały przyjaźń i relacje zawodowe. Ale wolę przeskoczyć do tych bardziej soczystych kawałków.

Wszystko zmieniło się podczas moich pierwszych badań z użyciem radiolokacji, gdy przez całą fantastyczną noc czołgałem się po devońskiej wsi. Być może chodziło o długie godziny samotności. Być może o sposobność poznania jeży osobiście. Bez względu na przyczynę skończyłem na czworakach nos w nos z moją nową miłością. Lubię myśleć, że czas spędzony z jeżami sprowadził mnie na ziemię. Nocne przygody w żywopłotach i rowach, szukanie i poznawanie moich obiektów, a potem przyjaciół, kończyły się tak, że byłem przemoczony, ubłocony i szczęśliwy (przez większość czasu).

Poprzednie badania polegały raczej na zdawaniu się na łut szczęścia, teraz jednak wszystkie zwierzęta zostały oznaczone i każde z nich spotkałem tamtej nocy trzy lub cztery razy, doceniając ich niezwykle indywidualne osobowości. Może się to wydawać dziwne. Doceniam, że niektóre zwierzęta nie przejawiają zbyt wielu „osobowości”. Jeśli zobaczycie jedną nornicę rudą, myszarkę zaroślową, badylarkę pospolitą czy jednego nornika burego, to mniej więcej tak, jakbyście zobaczyli je wszystkie. Swego czasu spotkałem całkiem sporo tych gryzoni, zwykle oburzonych uwięzieniem w żywołapkach, ale i tak mimo dokładnej obserwacji, nawet jeśli byłem zbyt długo sam ze sobą i zbyt niewyspany, nawet po dziwnych rozmowach, naprawdę bardzo mało dostrzegłem w nich oznak głębi osobowości.

Ale jeśli ci się poszczęści, przekonasz się tak jak ja, że jeż to coś więcej niż fukający tobołek kolców. W końcu nikt nie neguje, że psy i koty mają wyraziste osobowości, więc dlaczego tak trudno wyobrazić sobie coś podobnego u jeży?

Uważam, że duża część problemu wynika z punktu widzenia. Z psami łatwo wejść w bliską relację, ale zrobienie tego samego z jeżem rodzi odrobinę więcej kłopotów. Jeśli jednak zadasz sobie trud, odkryjesz coś niezwykłego.

Zachwyt wywołuje to, jak szybko ujawniają się różnice w charakterze jeży. Jedne są odważne, inne nieśmiałe. Jedne przyjazne, inne zrzędliwe. Jedne szybko się nauczą, że nie jesteś zagrożeniem, i po prostu pójdą dalej, inne zawsze zwiną się w kłębek. Niektórym przyjaźnie nastawionym jeżom też zdarzają się gorsze noce – nie ma reguły. W zasadzie głównym problemem podczas prowadzenia badań nad jeżami jest trudność w osiągnięciu szerszych uogólnień na temat tych zwierząt.

Niemniej to właśnie starałem się zrobić w 1993 roku, kiedy zamieszkałem w przemokniętej i zabłoconej przyczepie kempingowej, żeby zbierać dane na polach Devonu pod okiem jeżowego guru, Pata Morrisa. Był to końcowy etap długich badań, które prowadził, dotyczących nieco kłopotliwej kwestii, mianowicie tego, czy opiekowanie się jeżami ma jakikolwiek sens.

Sprawa należy do kłopotliwych, ponieważ jest wiele osób, które najwyraźniej czerpią ogromną przyjemność z opieki nad chorymi i rannymi jeżykami, z przywracania im zdrowia, a następnie wypuszczania „odremontowanych” tobołków na wolność. Ale dopóki Pat nie rozpoczął badań, nikt nie wiedział, jak dobrze radziły sobie te wychuchane jeże.

Pat wykazał już, że odleczone dorosłe jeże radzą sobie bardzo dobrze po wypuszczeniu na wolność, chociaż jeden z jego podopiecznych został niestety rozjechany tuż przy znaku drogowym prowadzącym do miasta Dedham w hrabstwie Essex. Rozglądaliśmy się za najbardziej bezbronną grupą, młodymi, zwłaszcza jesiennymi sierotami, tymi, które masowo zabierają do domu ludzie, gdy widzą je wałęsające się pozornie bez celu w okresie poprzedzającym hibernację.

Jeże, po cztery lub pięć w miocie, rodzą się zwykle w czerwcu i na początku lipca, po czterech i pół tygodnia ciąży, ale zdarzają się drugie lub spóźnione mioty, co powoduje, że młode pojawiają się znacznie później.

Ci spóźnialscy mają niewielkie szanse na przetrwanie, ponieważ zwyczajnie nie wystarcza im czasu, aby zyskać wagę niezbędną do przeżycia hibernacji. Często widuje się je w ciągu dnia, gdy próbują objeść się na zapas. Jeśli wyglądają na pijane, oznacza to, że zaczyna się u nich hipotermia i umrą, jeśli ktoś się nimi nie zajmie. Większość z nich nie jest tak naprawdę sierotami, jako że rodzicielstwo u jeży to zjawisko dość przelotne – ojciec nie ma żadnej roli do odegrania w ich wychowaniu, a matka po sześciu tygodniach je spławia – ale jest to przydatny skrót myślowy wobec młodych pozostawionych w tak opłakanym stanie.

Jeśli jeże wejdą w stan hibernacji, ważąc mniej niż jakieś 450 gramów, nie przeżyją. Głównym problemem, z którym się borykają, jest brak tkanki tłuszczowej brunatnej, zwanej też gruczołami snu zimowego. U podstaw przygotowań jeży do hibernacji leżą dwa rodzaje tłuszczu. Biała tkanka tłuszczowa jest podstawowym tłuszczem, który na co dzień utrzymuje zwierzę przy życiu, kręcąc na ćwierć gwizdka metabolizmem: bicie serca spada do pięciu na minutę, a okresy bez oddechu trwają prawie godzinę. Fizjologia hibernującego jeża jest fascynująca. Zmienia się krew, zmienia układ nerwowy, zmienia gospodarka hormonalna. W zasadzie trudno na pierwszy rzut oka stwierdzić, czy jeż jest w stanie hibernacji, czy martwy. Jeśli znajdziesz jeża zimą, najlepiej po prostu przykryj go roślinami, ale jeśli musisz się dowiedzieć, czy żyje, pogłaszcz kolce. Powinna się pojawić zjeżona reakcja. Niestety, zbyt częste niepokojenie przedwcześnie zużyje ten drugi rodzaj tłuszczu, brunatny. To jest motor rozruchowy, a jego brak sprawi, że jeż się nie wybudzi i umrze.

Jeże nie muszą zapadać w sen zimowy. To tylko strategia przetrwania, więc jeśli nie ma powodu – to znaczy: jest dużo jedzenia – pozostaną rozbudzone. Na przykład na nowozelandzkiej Wyspie Północnej jeże rzadko zimują lub robią to tylko przez krótki czas. Sam okres hibernacji nie jest zaś ciągłym stanem odrętwienia. Mogą się zbudzić i chwilę powędrować, szczególnie gdy zimy są łagodne.

Z rozmów z opiekunami dzikich zwierząt i ratownikami wyłania się obraz wyraźnej zmiany w zachowaniu jeży: spędzają mniej czasu w stanie hibernacji, o ile w ogóle zapadają w sen zimowy. Przez całą zimę opiekunom przynosi się aktywne jeżyki; jednemu w styczniu trafiło się nawet młode. Nie oznacza to, że jeże przestały hibernować – przed rozpaleniem ogniska w zimie wciąż należy sprawdzić stertę drewna pod kątem śpiących jeży – po prostu fenologia, badanie rytmów przyrody, może wskazywać na zmiany w otoczeniu, nawet zanim jeszcze je poczujemy. Czy świat się ociepla? My możemy nie zauważyć subtelnego podniesienia temperatury o ułamek stopnia, ale jeże tak.

Jeże hibernują nie dlatego, że nie dałyby rady pogodzie, ale dlatego, że ich bezkręgowe pożywienie staje się nie do zdobycia. Dotyczy to również gatunków jeży żyjących w bardzo różnych środowiskach. Na przykład głównym zagrożeniem jeża etiopskiego nie jest zimno, ale upał. A reakcją nie jest hiber[zima]nacja, ale esty[lato]wacja.

Aby dowiedzieć się, jak dobrze poradziły sobie te uratowane sieroty, musiałem przez kilka miesięcy podążać za dwunastką, która spędziła zimę – dowód na to, że jeże nie muszą hibernować – obżerając się w szpitalu dla dzikich zwierząt działającym pod auspicjami Królewskiego Towarzystwa Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt (RSPCA) w West Hatch w hrabstwie Somerset. Niektóre z nich były naprawdę dość pulchniutkie, kiedy się tam pojawiłem.

Uratowane sieroty są bardzo naiwne. Nie mają możliwości poznania arkanów życia jeży pod czujnym okiem matki. Czy mogłyby polegać na instynkcie w zetknięciu z nowym domem? Czy zdołałyby znaleźć pożywienie, budować gniazda i wchodzić w interakcje z innymi jeżami w normalny sposób?

Wszystkie zwierzęta, które miały zostać wypuszczone, znaleziono poprzedniej jesieni – młode zbyt małe, żeby przeżyć hibernację. Nigel (owszem, nadałem imiona całej dwunastce), ważący mniej niż sto gramów, błąkał się za dnia pod koniec września w pobliżu gniazda zdemolowanego przez kosiarkę. Z pewnością by umarł, gdyby nie trafił do schroniska. Niektóre z pozostałych miały jeszcze gorszy start. Hettie została znaleziona w październiku, miała jeden z tych cholernych plastikowych uchwytów na czteropak piwa owinięty wokół talii. Gdy rosła, plastik wrzynał się w jej ciało, do rany zaś dostały się robaki. A wystarczy porozcinać te pierścienie przed wyrzuceniem ich do kosza – to może uratować życie wielu zwierzętom, nie tylko jeżom.

Każdy jeż z mojej dwunastki – bardzo szybko uznałem je za swoje – miał mały nadajnik radiowy przymocowany do placka wyciętych kolców na grzbiecie. Nadajnik zawierał luminescencyjną etykietkę, która jaśniała na zielono i okazała się nieoceniona podczas lokalizowania jeży – choć hipotetycznie mogło to być nieco niepokojące dla niewtajemniczonych, którzy ni stąd, ni zowąd widzieliby małe zielone światełka sunące przez ogrody i pola.

Uwolniliśmy zwierzęta w dwóch turach. Pierwszą grupę po prostu wypuściliśmy. Drugiej daliśmy żywność, podściółkę i trzymaliśmy w klatkach jeszcze przez pięć dni. Klatki zostały następnie otwarte, ale żywność i podściółkę zostawiliśmy w nich na kolejne pięć dni, dając jeżom szansę na wycofanie się, gdyby nie zaaklimatyzowały się na wolności. Wiemy już, że niektóre gatunki zwierząt, jak choćby popielice, należy traktować w ten sposób, więc gdyby się okazało, że skorzystają na tym jeże, moglibyśmy przekazać tę informację tysiącom ratowników w całym kraju. Nasze wyniki wykazały jednak, że różnica między jeżami w obu grupach była niewielka. To świetna wiadomość, ponieważ większość ludzi po prostu wypuszcza jeże na wolność po tym, jak kończą się nimi opiekować.

Nigel i Hettie zostali wypuszczeni z drugą grupą. Hettie miała bardziej łagodny, choć nie mniej ujmujący charakter. Pozostawała zupełnie zrelaksowana, gdy podnosiliśmy ją do nocnej sesji ważenia – krótka niedogodność polegająca na umieszczeniu zwierzęcia w przerobionej poszewce przyczepionej do wagi sprężynowej. Prowadzenie rejestru masy ciała było istotną częścią badania, ponieważ musieliśmy wiedzieć, czy nowo wypuszczone jeże prawidłowo się odżywiają (jeśli nie, bardzo szybko tracą na wadze). Wskazywało to nie tylko na ich dobre samopoczucie, ale też dawało nam wyobrażenie, czy jeże radzą sobie w nowym środowisku.

Biorąc pod uwagę naiwność tych zwierząt, martwiłem się, że siedem miesięcy rozpieszczania mogło negatywnie wpłynąć na ich zdolność radzenia sobie na wolności. Gdyby moje badania wykazały, że po intensywnej opiece jeże nie są w stanie ponownie zintegrować się ze swoją społecznością, podawałoby to w wątpliwość w ogóle sens zajmowania się nimi.

Gdyby tylko w przyczepie było trochę cieplej. Na szczęście kuchenka gazowa pomagała stopić lód na szybach, gdy na obiad gotowałem kolejne porcje brązowego ryżu z warzywami.

A skoro o jedzeniu mowa: kiedy poznałem Davida Bellamy’ego, dość szybko – co nie powinno dziwić – zaczęliśmy rozmowę o jeżach. Wyznał mi coś, co może zszokować jego niegdyś wierną publiczność. Profesor Bellamy jest zdeklarowanym smakoszem jeży.

Ale spokojnie. Zjadał jeże zabite na drogach, piekł je z ziołami. I chociaż nie jadłem mięsa od ponad dwudziestu lat, widzę logikę w tym, że nie wolno marnować dobrego białka. Może któregoś dnia... Może to by oznaczało prawdziwą komunię jeża i mnie?

Jest to zresztą jedna z najczęściej powtarzanych historii dotyczących jeży – „Romowie je jedzą, czyż nie?”. Podobno oblepia się jeża gliną, a potem piecze w piecu albo w ognisku. Kiedy mięso jest gotowe, wystarczy rozłupać świeżo wypalony garnek, a kolce magicznie odrywają się od mięsa. Ale czy to prawda?

Czytałem o tej metodzie i o tym, że jeśli nie użyje się bardzo wysokich temperatur, efektem jest rozmiękła breja w skorupie. Jedna ze szkół mówi, że najlepiej posiekać mięso jeża i w ten sposób wykorzystać je w potrawie, do której przepis podał Arthur Boyt w „Guardianie” w 2006 roku:

Jeżowe spaghetti carbonara

(porcja dla czterech osób)

500 g spaghetti, 30 ml oliwy z oliwek, 250 g chudego jeża, 1 średnia cebula (posiekana), 125 ml wody, 60 ml wytrawnego białego wina, 4 jajka, 60 ml gęstej śmietany, 100 g startego parmezanu

• posiekaj jeża na drobne kawałki

• ubij jajka i śmietanę w misce, dodaj połowę parmezanu

• włóż makaron do wrzącej wody

• na patelni rozgrzej oliwę, wrzuć cebulę i kawałki jeża, i smaż na średnim ogniu, aż cebula się zeszkli

• dodaj wino i zmniejsz płomień

• odcedź ugotowany makaron i wymieszaj z jajkiem, śmietaną i serem

• dodaj mięso, cebulę i wino wraz z tłuszczem i dokładnie wymieszaj

• posyp resztą parmezanu

• podawaj gorące

Arthur specjalizuje się w przyrządzaniu zwierząt zabitych na drogach. I w zasadzie zje prawie wszystko, co znajdzie (labrador nie miał obroży – i smakował trochę jak jagnięcina). Ale nie wszyscy jeżożercy zbierają zwłoki po pechowym przejeździe samochodu. Na stronie internetowej poświęconej polowaniu na dzikie zwierzęta trafiłem na debatę: pewien jej uczestnik opowiadał o tym, jak spotkał kiedyś podróżników, którzy wyhodowali specjalną odmianę teriera przeznaczoną do łapania jeży. Pisał, że posiłek z jeża, którym go poczęstowano, był „trochę tłusty, ale okej, białe mięso coś jak młody królik, ale sądzę, że aby się najeść, potrzebujesz jednego na osobę...”.

Dostałem mejla od Alana Birksa; opisał mi w nim swoje powojenne doświadczenia z jeżami podczas wakacji w Rhyl, kiedy jako dziecko zaprzyjaźnił się z romskim chłopcem, który zaprosił go na kolację:

Zapytali mnie, czy kiedyś próbowałem jeża, a potem zaczęli go przygotowywać. Nie wiem, jak go zabili, ale w ogródku mieli piec kamienny opalany drewnem i oblepionego gliną jeża włożyli do środka. Jakiś czas później rozłupali skorupę i wszystkie kolce zostały w glinie. Nie byłem przekonany, ale spróbowałem i smakował trochę jak kurczak.

Dowody na jedzenie jeży można znaleźć też w przeszłości. W 1699 roku Jezreel Jones opublikował Relację na temat mauretańskiego sposobu sprawiania mięsa w naukowym czasopiśmie „Philosophical Transactions”:

Jeż jest u nich daniem książęcym, a zanim go zabiją, pocierają grzbietem jego o ziemię, we dwóch trzymając go za łapy, tak jak ludzie trzymają piłę, która tnie kamienie, aż zapiszczy; potem podrzynają mu gardło i nożem odcinają wszystkie kolce i osmalają. Wyciągają wnętrzności, faszerują truchło ryżem, słodkimi ziołami, ciecierzycą, przyprawami i cebulą; wlewają do garnka wody, dodają trochę masła i ciecierzycy i duszą w małym garnku pod przykryciem, aż będzie gotowe i okaże się doskonałym daniem.

Jeszcze wcześniej, zdaniem archeolożki eksperymentalnej Jacqui Wood, jeże stanowiły część prehistorycznej diety. Powiedziała mi:

Pieczenie w glinie jest najskuteczniejszym sposobem przygotowywania jeży lub małych ptaków, ponieważ nie musisz zawracać sobie głowy kolcami ani piórami. Po upieczeniu pięknie odchodzą od mięsa. Jedyne eksperymenty, które przeprowadziłam z jeżami, to świeże zwłoki z dróg, więc wiem, że to działa, a mięso smakuje jak wieprzowina, stąd hog w nazwie.

Wróćmy jednak do Nigela, Hettie i reszty zespołu. Aby poznać jeże, musiałem przyjąć ich styl życia, przynajmniej do pewnego stopnia – lubiłem je, ale nie na tyle, żeby jeść na kolację to samo co one. Przez dwa miesiące wystawiałem nos na świat, gdy słońce zachodziło, a kiedy wstawało, zwijałem się do snu.

Im więcej czasu spędzałem z jeżami, tym bardziej stawało się jasne, że przydzielone im numery identyfikacyjne, które w rzeczywistości były częstotliwościami nadajników radiowych przyczepionych do grzbietów, są zbyt formalne. Tyle o palącej kwestii nazywania jeży.