Jerozolima. Biografia - Simon Sebag Montefiore - ebook
Opis

Pasjonująca opowieść o Jerozolimie na tle wojen, powstań i losów jej królów, cesarzy, zdobywców oraz proroków, świętych, pisarzy, poetów, którzy tworzyli, burzyli, odbudowywali i spisywali dzieje Świętego Miasta. Od króla Dawida, Salomona, Heroda do Ariela Szarona; od Abrahama do Jezusa i Mahometa; od Józefa Flawiusza do Amosa Oza; od narodzin judaizmu, chrześcijaństwa i islamu do konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Wykorzystując nieznane wcześniej archiwalia, najnowsze badania naukowe oraz dokumenty swojej rodziny i własne wspomnienia, Simon Sebag Montefiore stworzył wspaniałą epopeję trzech tysięcy lat wiary, fanatyzmu, zbrodni i współistnienia. Powstała wielka, intrygująca historia Jerozolimy i całego Bliskiego Wschodu.

Ebook nie zawiera zdjęć z tradycyjnego książkowego wydania.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 1167

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału

JERUSALEM

THE BIOGRAPHY

Przekład

Maciej Antosiewicz

Władysław Jeżewski

Konsultacja

Olga Zienkiewicz

Copyright © Simon Sebag Montefiore 2011

All rights reserved

Copyright © 2011 for the Polish edition by Wydawnictwo MAGNUM Ltd.

Copyright © 2011 for the Polish translation by Wydawnictwo MAGNUM Ltd.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, zapisywana czy przekazywana w sposób mechaniczny, elektroniczny, fotograficzny lub w jakiejkolwiek innej formie bez uprzedniej zgody właściciela praw.

Wydawnictwo MAGNUM sp. z o.o.

02-536 Warszawa, ul. Narbutta 25a

tel./fax 22 848 55 05, tel. 22 646 00 85

[email protected]

Księgarnia internetowa MAGNUM

www.wydawnictwo-magnum.com.pl

Wydanie elektroniczne 2014

ISBN (EPUB) 978-83-63986-77-3

ISBN (MOBI) 978-83-63986-78-0

Ebook nie zawiera zdjęć z tradycyjnego wydania

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Mojej ukochanej córceLily Bathshebie

Widok Jerozolimy jest historią świata; jest czymś więcej, jest historią nieba i ziemi.

Benjamin Disraeli, Tancred

Miasto rozrastało się, rozbudowywało, burzono je i wznoszono na nowo. Jerozolima jest podstarzałą nimfomanką, która wyciska ostatnie soki ze swych kolejnych kochanków, zanim zrzuci ich z siebie, ziewając szeroko; samicą pająka, co pożera spółkujące z nią samce, gdy te jeszcze tkwią w jej odwłoku.

Amos Oz, Opowieść o miłości i mroku (przeł. Leszek Kwiatkowski)

Ziemia Izraela jest środkiem świata; Jerozolima jest środkiem Ziemi; Świątynia jest środkiem Jerozolimy; Święte Świętych jest środkiem Świątyni; Arka Przymierza jest środkiem Świętego Świętych, a Kamień Węgielny, z którego powstał świat, jest przed Arką Przymierza.

Midrasz Tanchuma, Kedoszim 10

Sanktuarium ziemi jest Syria; sanktuarium Syrii jest Palestyna; sanktuarium Palestyny jest Jerozolima; sanktuarium Jerozolimy jest Góra; sanktuarium Góry jest miejsce kultu; sanktuarium miejsca kultu jest Kopuła na Skale.

Thaur ibn Yazid, Fadail

Jerozolima jest najwspanialszym z miast, ale ma też swoje złe strony. Dlatego mówi się, że „Jerozolima jest złotą czarą pełną skorpionów”.

Muqaddasi, Description of Syria including Palestine

PRZEDMOWA

Historia Jerozolimy jest historią świata, ale również kroniką ubogiego, często prowincjonalnego miasta leżącego wśród judejskich wzgórz. Jerozolima była niegdyś uważana za środek świata, a dzisiaj jest to bardziej prawdziwe niż kiedykolwiek: miasto jest widownią walk pomiędzy religiami abrahamowymi, świątynią zyskującego coraz większe wpływy chrześcijańskiego, żydowskiego i islamskiego fundamentalizmu, strategicznym polem bitwy ścierających się cywilizacji, linią frontu pomiędzy ateizmem a wiarą, ośrodkiem wiecznej fascynacji, przedmiotem nieprawdopodobnych teorii spiskowych i internetowego mitotwórstwa oraz jasno oświetloną sceną dla kamer filmowych z całego świata w epoce dwudziestoczterogodzinnych serwisów informacyjnych. Zainteresowania religijne, polityczne i medialne podsycają się nawzajem, co sprawia, że Jerozolima jest dzisiaj uważniej obserwowana niż kiedykolwiek przedtem.

Jerozolima jest świętym miastem, a mimo to zawsze była siedliskiem przesądów, szarlatanerii i fanatyzmu; przedmiotem pożądania i dumy imperiów, choć nie przedstawia żadnej wartości strategicznej; kosmopolitycznym domem wielu sekt, a mimo to każda z nich wierzy, iż miasto należy tylko do niej; miastem wielu nazw, chociaż każda z tradycji jest tak sekciarska, że wyklucza wszystkie pozostałe. Jest to miejsce o takiej delikatności, że w tradycji żydowskiej opisywano je zawsze jako zmysłową, żywą kobietę, zawsze jako piękność, ale raz jako bezwstydną nierządnicę, a innym razem jako zranioną księżniczkę, którą porzucili ukochani. Jerozolima jest domem jednego Boga, stolicą dwóch narodów, świątynią trzech religii i jedynym miastem, które ma istnieć dwa razy – w niebie i na ziemi: niezrównany powab ziemskiego nie umywa się do wspaniałości niebiańskiego. Sam fakt, że Jerozolima jest zarówno ziemska, jak i niebiańska, oznacza, że miasto może istnieć wszędzie: nowe Jerozolimy zakładano na całym świecie i wszyscy mieli własne wyobrażenie o Jerozolimie. Prorocy i patriarchowie, Abraham, Dawid, Jezus i Mahomet stąpali podobno po jej kamieniach. Tutaj zrodziły się religie abrahamowe i świat również skończy się tutaj w dniu Sądu Ostatecznego. Jerozolima, święte miasto ludów Księgi, jest miastem Księgi: Biblia stanowi, pod wieloma względami, kronikę Jerozolimy, a jej czytelnicy, od Żydów i pierwszych chrześcijan poprzez muzułmańskich zdobywców i krzyżowców po dzisiejszych amerykańskich ewangelistów, ustawicznie zmieniali jej historię, aby spełnić biblijne proroctwo.

Kiedy Biblia została przetłumaczona na grekę, a później na łacinę i angielski, stała się księgą uniwersalną, a Jerozolima miastem uniwersalnym. Wszyscy wielcy królowie wywodzili się od Dawida, wszystkie szczególne narody były nowymi Izraelitami, a każda wzniosła cywilizacja była nową Jerozolimą, miastem, które nie należy do nikogo i istnieje dla wszystkich w ich wyobrażeniach. I na tym polega tragedia miasta, a także jego urok: wszyscy, którzy marzyli o Jerozolimie, wszyscy goście we wszystkich epokach, od apostołów Jezusa po żołnierzy Saladyna, od wiktoriańskich pielgrzymów po dzisiejszych turystów i dziennikarzy, przybywają z własną wizją autentycznej Jerozolimy i są gorzko rozczarowani tym, co znajdują, zmieniającym się nieustannie miastem, które rozkwitało i podupadało, było odbudowywane i niszczone wiele razy. Ale ponieważ jest to Jerozolima, własność wszystkich, tylko ich wyobrażenie jest prawdziwe; skażona syntetyczna rzeczywistość musi być zmieniona; wszyscy mają prawo zastąpić Jerozolimę swoją „Jerozolimą” – i, ogniem i mieczem, często to czynili.

Ibn Chaldun, czternastowieczny historyk, który jest zarówno uczestnikiem, jak i źródłem dla części wydarzeń opisanych w tej książce, zauważył, że historia „jest bardzo poszukiwana. Ludzie na ulicy pretendują do jej znajomości. Królowie i przywódcy rywalizują o nią”. Odnosi się to zwłaszcza do Jerozolimy. Nie można napisać historii tego miasta, jeśli się nie zrozumie, że Jerozolima jest tematem, punktem oparcia, a nawet kośćcem historii świata. W czasach, kiedy potęga internetowej mitologii oznacza, że komputerowa mysz i zakrzywiony miecz mogą być orężem w tym samym fundamentalistycznym arsenale, poszukiwanie faktów historycznych jest znacznie ważniejsze obecnie, niż było dla Ibn Chalduna.

Historia Jerozolimy musi być studium natury świętości. Zwrotu „Święte Miasto” używa się nieustannie, aby opisać cześć dla jej świątyń, ale naprawdę oznacza to, że Jerozolima stała się najważniejszym na ziemi miejscem do komunikacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem.

Musimy również odpowiedzieć sobie na pytanie: spośród wszystkich miejsc na świecie, dlaczego właśnie Jerozolima? Miasto było oddalone od szlaków handlowych na wybrzeżu Morza Śródziemnego; pozbawione dostępu do wody, spieczone letnim słońcem, chłostane zimowymi wiatrami, jego skały ostre i niegościnne. Ale wybór Jerozolimy jako miasta Świątyni był po części arbitralny i osobisty, po części organiczny i ewolucyjny. Świętość stała się jeszcze pełniejsza, ponieważ Jerozolima od dawna była święta. Świętość wymaga nie tylko uduchowienia i wiary, lecz także uzasadnienia i tradycji. Każdy radykalny prorok prezentujący nową wizję musi wyjaśnić stulecia, które minęły, i przedstawić swoje objawienie w uznanym języku i geografii świętości – przepowiedni wcześniejszych objawień i miejsc od dawna otoczonych czcią. Nic nie przydaje miejscu większej świętości niż konkurencja innej religii.

Wielu ateistycznych gości odstręcza ta świętość, postrzegana jako zaraźliwy przesąd w mieście dotkniętym pandemią cnotliwego fanatyzmu. Ale takie podejście jest zaprzeczeniem głęboko ludzkiej potrzeby religii, bez której nie da się zrozumieć Jerozolimy. Religie muszą tłumaczyć ulotne radości i wieczne niepokoje, które mamią i przerażają ludzkość: pragniemy poczuć obecność siły większej od nas. Żywimy szacunek dla śmierci i od dawna usiłujemy znaleźć w niej sens. Jako miejsce spotkania Boga i człowieka Jerozolima jest punktem, gdzie te kwestie zostaną rozstrzygnięte w dniu Apokalipsy – pod koniec czasu, kiedy dojdzie do bitwy pomiędzy Chrystusem i Antychrystem, kiedy Kaaba przybędzie z Mekki do Jerozolimy, kiedy nastąpi Sąd Ostateczny, zmartwychwstanie umarłych i nastanie Królestwo Niebieskie, Nowa Jerozolima. Wszystkie trzy religie abrahamowe wierzą w Apokalipsę, ale szczegóły różnią się w zależności od wyznania i sekty. Sekularyści mogą uważać to wszystko za archaiczną bujdę, ale w rzeczywistości jest dokładnie przeciwnie, takie idee są aż nazbyt aktualne. W dzisiejszej epoce żydowskiego, chrześcijańskiego i muzułmańskiego fundamentalizmu Apokalipsa jest dynamiczną siłą w gorączkowej polityce świata.

Śmierć jest naszym nieodłącznym towarzyszem: pielgrzymi przybywali do Jerozolimy, aby umrzeć i spoczywać po śmierci wokół Świętej Skały i aby zmartwychwstać w dniu Sądu Ostatecznego, i nadal to robią. Miasto jest otoczone cmentarzami i zbudowane na cmentarzach, zasuszonym szczątkom starożytnych świętych oddaje się cześć – zmurszała poczerniała prawa ręka Marii Magdaleny nadal jest wystawiana na widok publiczny w bazylice Grobu Świętego; wiele świątyń, a nawet wiele prywatnych domów zostało wybudowanych wokół grobowców. Ciemność tego miasta umarłych bierze się nie tylko ze swoistej nekrofilii, lecz także z nekromancji: umarli są tutaj prawie żywi, nawet gdy czekają na zmartwychwstanie. Niekończąca się walka o Jerozolimę – rzezie, zamieszki, wojny, terroryzm, oblężenia i katastrofy – zamieniły to miasto w pole bitwy, mówiąc słowami Aldousa Huxleya, w „rzeźnię religii”, według Flauberta w „kostnicę”. Melville nazwał to miasto „czaszką” oblężoną przez „armie umarłych”, natomiast Edward Said wspominał, że jego ojciec nienawidził Jerozolimy, ponieważ „przypominała mu o śmierci”.

To sanktuarium nieba i ziemi nie zawsze rozwijało się z udziałem opatrzności. Religie zaczynają się od iskry objawionej jednemu charyzmatycznemu prorokowi – Mojżeszowi, Jezusowi, Mahometowi. Imperia są zakładane, miasta zdobywane dzięki energii i szczęściu jednego wodza. Decyzje jednostek, poczynając od króla Dawida, uczyniły z Jerozolimy – Jerozolimę.

Z pewnością trudno się było spodziewać, że niewielka cytadela Dawida, stolica małego królestwa, stanie się środkiem świata. Jak na ironię, to zburzenie Jerozolimy przez Nabuchodonozora stworzyło podstawę dla świętości, ponieważ w wyniku tej katastrofy Żydzi zaczęli uwieczniać i opiewać chwałę Syjonu. Takie kataklizmy zwykle prowadzą do zniknięcia całych narodów. A jednak spektakularne przetrwanie Żydów, ich uparte oddanie swojemu Bogu, a przede wszystkim ich wersja historii zapisana w Biblii, położyły fundament pod sławę i świętość Jerozolimy. Biblia zajęła miejsce żydowskiego państwa i Świątyni i stała się, jak ujął to Heinrich Heine, „przenośną ojczyzną Żydów, przenośną Jerozolimą”. Żadne inne miasto nie ma własnej księgi i żadna inna księga nie kierowała w taki sposób przeznaczeniem miasta.

Świętość miasta wyrastała z wyjątkowości Żydów jako Narodu Wybranego. Jerozolima stała się miastem wybranym, Palestyna ziemią wybraną, a tę wyjątkowość odziedziczyli i przejęli chrześcijanie i muzułmanie. Najwyższa świętość Jerozolimy i ziemi Izraela znalazła odzwierciedlenie w narastającej religijnej obsesji na tle powrotu Żydów do Izraela i zachodnim entuzjazmie dla syjonizmu, jej świeckiego odpowiednika, od szesnastowiecznej reformacji w Europie po lata siedemdziesiąte dwudziestego wieku. Od tamtej pory tragiczna, wyjątkowa historia Palestyńczyków, z Jerozolimą jako ich Świętym Miastem, zmieniła sposób patrzenia na Izrael. Zachodnia fiksacja, poczucie uniwersalnego prawa własności może więc działać w obie strony. Dzisiaj znajduje odzwierciedlenie w bacznej obserwacji Jerozolimy i konfliktu izraelsko-palestyńskiego, bardziej zaciętego i emocjonalnego niż jakikolwiek konflikt na świecie.

Nic jednak nie jest takie proste jak się wydaje. Historia często przejawia się w cyklach gwałtownych zmian i raptownych zwrotów, ale chcę pokazać, że Jerozolima była często miastem ciągłości i współistnienia, niejednorodną metropolią niejednorodnych budowli i niejednorodnego narodu, który wymyka się wąskim klasyfikacjom, należącym do odrębnych legend religijnych i nacjonalistycznych koncepcji z czasów późniejszych. Dlatego właśnie, w miarę możliwości, odtwarzam historię poprzez dramaty rodów – potomków Dawida, Machabeuszy, Herodian, Umajjadów oraz następców Baldwina i Saladyna, aż do Husajnich, Chalidich, Spaffordów, Rothschildów i Montefiore – które ukazują organiczny wzór życia, wymykający się raptownym przypadkom i sekciarskim interpretacjom konwencjonalnej historii. Nie ma po prostu dwóch stron Jerozolimy, lecz wiele powiązanych ze sobą, przenikających się nawzajem kultur i nawarstwiających się tożsamości – wielopłaszczyznowy, zmieniający się kalejdoskop arabskich ortodoksów, arabskich muzułmanów, Żydów sefardyjskich, Żydów aszkenazyjskich, Żydów haredim niezliczonych odłamów, Żydów świeckich, grekokatolickich Ormian, Gruzinów, Serbów, Rosjan, Koptów, protestantów, Etiopczyków, łacinników i tak dalej. Jeden człowiek często miał kilka różnych tożsamości, co stanowiło ludzki odpowiednik jerozolimskich warstw kamienia i kurzu.

Znaczenie miasta rosło i spadało, wiecznie w ruchu, zawsze w stanie transformacji, jak roślina, która zmienia kształt, rozmiary, a nawet kolor, lecz zawsze pozostaje zakorzeniona w tym samym miejscu. Ostatnie wcielenie Jerozolimy – jako medialnego „Świętego Miasta trzech religii” i dwudziestoczterogodzinnego spektaklu telewizyjnego – jest stosunkowo niedawne. Były stulecia, kiedy Jerozolima wydawała się tracić swoje znaczenie religijne i polityczne. W wielu przypadkach to polityczna konieczność, a nie boskie objawienie, stymulowała i rozniecała zapał religijny.

Ilekroć Jerozolima wydawała się najbardziej zapomniana i nieistotna, bibliolatria, gorliwe poszukiwanie biblijnej prawdy przez ludzi w odległych krajach – czy to w Mekce, w Moskwie, czy w Massachusetts – często na powrót przenosiła wiarę do Jerozolimy. Wszystkie miasta są oknami na cudzoziemski sposób myślenia, ale to miasto jest również dwukierunkowym zwierciadłem, ukazującym jego życie wewnętrzne i odbijającym świat zewnętrzny. Czy była to epoka totalnej wiary, cnotliwego budowania imperium, ewangelicznego objawienia, czy świeckiego nacjonalizmu, Jerozolima stawała się jej symbolem i jej nagrodą. Ale podobnie jak w gabinecie luster, odbicia zawsze były zniekształcone, często dziwaczne.

Jerozolima zawsze potrafiła rozczarowywać i dręczyć zarówno zdobywców, jak i przyjezdnych. Kontrast pomiędzy miastem rzeczywistym a niebiańskim jest tak rozdzierający, że do miejskiego szpitala psychiatrycznego przyjmuje się co roku stu pacjentów cierpiących na jerozolimski syndrom, szaleństwo oczekiwania, rozczarowania i ułudy. Ale syndrom ten ma również aspekt polityczny: Jerozolima opiera się zdrowemu rozsądkowi, pragmatycznej polityce i strategii, istniejąc w królestwie niezwyciężonych emocji, nieprzeniknionych dla rozumu.

Każde zwycięstwo w tej walce o dominację i prawdę tylko potęguje jeszcze świętość miasta dla innych. Im bardziej chciwy zdobywca, im bardziej zawzięta rywalizacja, tym gwałtowniejsza reakcja. Króluje tutaj prawo niezamierzonych konsekwencji.

Żadne inne miejsce nie budzi takiej żądzy posiadania na wyłączność. Ale ten zawistny zapał jest śmieszny, ponieważ większość jerozolimskich świątyń i podań, które się z nimi wiążą, została zapożyczona lub skradziona, albowiem należały wcześniej do innej religii. Przeszłość miasta jest często wyimaginowana. Dosłownie każdy kamień tkwił niegdyś w dawno zapomnianej świątyni innej wiary, łuku triumfalnym innego imperium. Większości, choć nie wszystkim podbojom, towarzyszył impuls, aby wymazać piętno innych religii, przywłaszczając sobie ich tradycje, podania, zabytki. Było wiele zniszczeń, częściej jednak zdobywcy nie niszczyli tego, co zastali, lecz przejmowali i przebudowywali. Najważniejsze miejsca, takie jak Wzgórze Świątynne, Cytadela, Miasto Dawida, góra Syjon i bazylika Grobu Świętego, nie stanowią odrębnych warstw historycznych, lecz są jak palimpsesty, hafty, w których jedwabne nici są tak posplatane, że obecnie nie da się ich rozdzielić.

Dążenie do zawładnięcia zaraźliwą świętością innych sprawiło, że niektóre miejsca stały się święte dla wszystkich trzech religii po kolei, a później jednocześnie; królowie wydawali dekrety, ludzie umierali dla nich – a mimo to są dzisiaj niemal zapomniane. Góra Syjon była obiektem żarliwego kultu dla Żydów, muzułmanów i chrześcijan, lecz dzisiaj niewielu jest muzułmańskich lub żydowskich pielgrzymów i znowu stała się głównie chrześcijańska.

W Jerozolimie prawda jest często znacznie mniej ważna niż mit. „W Jerozolimie nie pytajcie mnie o fakty historyczne – powiedział wybitny palestyński historyk, doktor Nazmi al-Dżube. – Bez zmyśleń nic nie pozostanie”. Historia jest tutaj tak dojmująco potężna, że ustawicznie się ją zniekształca: archeologia sama w sobie jest siłą historyczną i czasami archeolodzy dysponowali taką samą potęgą jak żołnierze, werbowani po to, aby dostosowywać przeszłość do teraźniejszości. Dyscyplina, która chce być obiektywna i naukowa, nie może być wykorzystywana do racjonalizowania religijno-etnicznych uprzedzeń i uzasadniania imperialnych ambicji. Izraelczycy, Palestyńczycy i protestanccy imperialiści XIX stulecia opisywali te same wydarzenia, nadając im sprzeczne znaczenia i przytaczając różne fakty na ich poparcie. Zatem historia Jerozolimy musi być zarówno historią prawdy, jak i legendy. Ale fakty istnieją i ta książka zamierza o nich opowiedzieć, choćby były najbardziej nieprzyjemne dla jednej albo drugiej strony.

Moim celem jest napisanie historii Jerozolimy w jej najszerszym sensie dla różnych odbiorców, czy będą to ateiści, czy ludzie wierzący, chrześcijanie, muzułmanie czy Żydzi, bez politycznego angażowania się w dzisiejszy konflikt.

Opowiadam tę historię chronologicznie, poprzez dzieje mężczyzn i kobiet – żołnierzy i proroków, poetów i królów, chłopów i muzyków – oraz rodów, które stworzyły Jerozolimę. Myślę, że jest to najlepszy sposób, aby przywrócić miasto do życia i pokazać, w jakim stopniu jego złożone i nieoczekiwane prawdy są rezultatem tej historii. Tylko dzięki ujęciu chronologicznemu można uniknąć pokusy patrzenia na przeszłość poprzez obsesje teraźniejszości. Starałem się unikać teleologii – pisania historii tak, jakby wszystkie konsekwencje były nieuniknione. Ponieważ każda zmiana jest reakcją na tę, która ją poprzedzała, chronologia to najlepszy sposób, aby nadać sens tej ewolucji, odpowiedzieć na pytanie – dlaczego Jerozolima? – i pokazać, dlaczego ludzie postępowali tak, jak postępowali. Mam nadzieję, że będzie to również sposób najbardziej zajmujący. Dlaczego mam psuć opowieść, która – by użyć hollywoodzkiej sztampy w tym przypadku usprawiedliwionej – jest najwspanialszą historią, jaką kiedykolwiek opowiedziano? Wśród tysięcy książek o Jerozolimie jest bardzo niewiele opracowań historycznych. Cztery epoki – Dawida, Jezusa, krzyżowców i konfliktu arabsko-izraelskiego – są znane dzięki Biblii, filmom, powieściom i serwisom informacyjnym, ale często nadal są niewłaściwie rozumiane. A co do reszty, to bardzo chcę przywrócić zapomnianą w znacznym stopniu historię nowym czytelnikom.

Jest to historia Jerozolimy jako centrum dziejów świata, ale nie jest pomyślana jako encyklopedyczna historia wszystkich aspektów Jerozolimy ani przewodnik po każdej niszy, kapitelu i łuku w każdej budowli. Nie jest to szczegółowa historia prawosławnych, łacinników czy Ormian, hanafickiej lub szafiickiej szkoły prawa, chasydów czy karaimów, nie została też opowiedziana z jakiegoś szczególnego punktu widzenia. O życiu muzułmańskiego miasta od Mameluków do mandatu brytyjskiego pisano bardzo mało. Genealogie muzułmańskich rodów jerozolimskich były badane przez historyków dziejów palestyńskich, lecz pomijane przez popularnych autorów. Ich losy były i są niezwykle ważne, zadbałem więc o to, aby źródła niedostępne jak dotąd w języku angielskim zostały przetłumaczone z arabskiego, i przeprowadziłem rozmowy z przedstawicielami tych rodów, aby poznać ich historię. Ale stanowią one tylko część mozaiki. Nie jest to historia judaizmu, chrześcijaństwa czy islamu, ani studium o naturze Boga w Jerozolimie: wszystko to zrobili już z wielką znajomością rzeczy inni – ostatnio Karen Armstrong w znakomitej książce Jerusalem: One City, Three Faiths (Jerozolima: Jedno miasto, trzy religie). Nie ma to również być szczegółowa historia konfliktu arabsko-palestyńskiego: żaden temat nie jest dzisiaj dokładniej analizowany. Ale moim śmiałym zamiarem było uwzględnić wszystkie te kwestie, we właściwych, mam nadzieję, proporcjach.

Moim zadaniem jest przedstawienie faktów, a nie zgłębianie tajemnic różnych religii. Z pewnością nie roszczę sobie prawa do orzekania, czy boskie cuda i święte teksty trzech wielkich religii są „prawdziwe”. Każdy, kto studiuje Biblię lub historię Jerozolimy, musi zrozumieć, że jest wiele stopni prawdy. Wierzenia innych religii i innych epok wydają się nam dziwne, natomiast znane zwyczaje naszych czasów i miejsc zawsze wydają się doskonale racjonalne. Nawet XXI stulecie, które wielu zdaje się uważać za apogeum świeckiego racjonalizmu i zdrowego rozsądku, ma własne obiegowe mądrości i quasi-religijne ortodoksje, które nasze prawnuki uznają za niedorzeczne. Ale wpływ religii i ich cudów na historię Jerozolimy jest bez wątpienia prawdziwy i nie można poznać Jerozolimy bez ostrożnego choćby szacunku dla religii.

Są w historii Jerozolimy stulecia, o których niewiele wiadomo. Ponieważ chodzi o Jerozolimę, spory akademickie i archeologiczne są często zajadłe, czasem gwałtowne, a zdarzało się, że prowadziły do zamieszek i walk. Wydarzenia ostatniego półwiecza budzą takie kontrowersje, że istnieje wiele ich wersji.

We wczesnym okresie historycy, archeolodzy i dziwacy naginali, urabiali i przeinaczali nieliczne dostępne źródła w taki sposób, aby pasowały do wszelkich możliwych teorii, których następnie bronili z całym przekonaniem o ich absolutnej pewności. We wszystkich przypadkach weryfikowałem oryginalne źródła oraz wiele teorii i wyciągałem wnioski. Gdybym w każdym przypadku chciał się wszechstronnie asekurować, najczęstszymi słowami w tej książce byłyby „zapewne”, „prawdopodobnie” i „być może”. Dlatego nie używałem ich przy każdej okazji, ale proszę czytelnika, aby zrozumiał, że za każdym twierdzeniem kryje się ogromna literatura, z której starałem się wybrać właściwą interpretację opartą na najnowszych badaniach. Poszczególne części zostały sprawdzone i przeczytane przez specjalistów. Miałem to szczęście, że pomagało mi w tym wielu najwybitniejszych profesorów.

Najpoważniejsza kontrowersja dotyczy króla Dawida, ponieważ jej polityczne implikacje są niezwykle doniosłe i bardzo aktualne. Nawet na płaszczyźnie naukowej ten spór był prowadzony bardziej dramatycznie i z większą zaciętością niż na jakikolwiek inny temat, z wyjątkiem może natury Chrystusa czy Mahometa. Źródłem do dziejów Dawida jest Biblia. Jego historyczne istnienie od dawna uznawano za pewnik. W XIX wieku imperialistyczno-chrześcijańskie zainteresowanie Ziemią Świętą zainspirowało archeologiczne poszukiwania Jerozolimy Dawida. Utworzenie państwa Izrael w 1948 roku zmieniło chrześcijański charakter tych poszukiwań, nadając mu emocjonalny religijno-polityczny kontekst ze względu na status Dawida jako założyciela żydowskiej Jerozolimy. Z braku świadectw na temat Jerozolimy pochodzących z X wieku rewizjonistyczni historycy izraelscy pomniejszali znaczenie miasta Dawida. Niektórzy wyrażali nawet wątpliwości, czy był on postacią historyczną, ku wielkiemu oburzeniu żydowskich tradycjonalistów i ku uciesze polityków palestyńskich, ponieważ podważało to żydowskie roszczenia do Jerozolimy. Ale odkrycie steli z Tel Dan w 1994 roku dowiodło, że król Dawid istniał naprawdę. Biblia, chociaż nie była w swoim zamyśle pisana jako historia, jest mimo to źródłem historycznym, którym się posłużyłem do uzupełnienia opowieści. Zasięg terytorialny miasta Dawida i wiarygodność Biblii zostały omówione w tekście, a o dzisiejszym konflikcie wokół miasta Dawida jest mowa w epilogu.

Na wszystko, co można napisać dzisiaj o XIX stuleciu, pada cień książki Edwarda Saida Orientalizm. Said, palestyński chrześcijanin urodzony w Jerozolimie, był wykładowcą literatury na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku i reprezentantem oryginalnych poglądów politycznych w świecie palestyńskiego nacjonalizmu. Dowodził, że „ledwo uchwytne i uporczywe europocentryczne uprzedzenia do ludów arabsko-islamskich oraz ich kultury”, zwłaszcza wśród dziewiętnastowiecznych podróżników, takich jak Chateaubriand, Melville i Twain, przyczyniły się do pomniejszenia kultury arabskiej i uzasadnienia anglo-francuskiego i amerykańskiego imperializmu. Niektórzy z akolitów Saida, zainspirowani jego pracą, próbowali nawet wymazać owych zachodnich intruzów z historii: to absurd. Bez Robinsonów, Romanowów, Rothschildów i Rasputinów analiza Saida traci swoje znaczenie. Jest jednak prawdą, że ci przybysze nie zobaczyli i nie zrozumieli wiele z prawdziwego życia arabskiej i żydowskiej Jerozolimy, a ja, o czym wspomniałem wyżej, musiałem się ciężko napracować, żeby pokazać prawdziwe życie miejscowej ludności. Ale moja książka nie jest polemiką, a historyk Jerozolimy musi ukazać dominujący wpływ, jaki wywarła na miasto zachodnia romantyczno-imperialna kultura, ponieważ wyjaśnia to, dlaczego Bliski Wschód tyle znaczył dla wielkich mocarstw.

Przedstawiłem szczegółowo również ewolucję brytyjskiego prosyjonizmu, świeckiego i protestanckiego, od Palmerstona i Shaftesbury’ego po Lloyda George’a, Balfoura, Churchilla i ich przyjaciela Weizmanna, z tej prostej przyczyny, że zaważył on w sposób decydujący na losach Jerozolimy i Palestyny w XIX i XX wieku.

Skończyłem właściwą opowieść na roku 1967, ponieważ wojna sześciodniowa zasadniczo stworzyła sytuację dzisiejszą i stanowi decydującą cezurę. Epilog w zarysie doprowadza historię polityczną do czasów obecnych i kończy się szczegółowym opisem typowego poranka w trzech miejscach świętych. Ale sytuacja ciągle się zmienia. Gdybym ciągnął opowieść do dnia dzisiejszego, książka nie miałaby wyraźnego zakończenia i trzeba by ją uzupełniać niemal co godzinę. Zamiast tego spróbowałem pokazać, dlaczego Jerozolima dzisiaj jest zarówno podstawą, jak i przeszkodą dla jakiegokolwiek układu pokojowego.

Niniejsza praca jest syntezą opartą na szerokiej lekturze podstawowych źródeł, starożytnych i współczesnych, na naradach ze specjalistami, naukowcami, archeologami, rodzinami i mężami stanu oraz na niezliczonych wizytach w Jerozolimie, świątyniach i wykopaliskach archeologicznych. Udało mi się odkryć kilka nowych lub rzadko wykorzystywanych źródeł. Moje badania sprawiły mi potrójną przyjemność: spędziłem dużo czasu w Jerozolimie, przeczytałem wspaniałe dzieła autorów od Usamy ibn Munkiza, Ibn Chalduna, Ewlii Czelebiego i Wasifa Dżauharijego po Wilhelma z Tyru, Józefa Flawiusza i T.E. Lawrence’a, i zaprzyjaźniłem się z jerozolimczykami wszelkich odłamów – Palestyńczykami, Izraelczykami, Ormianami, muzułmanami, Żydami i chrześcijanami – którzy, wśród gwałtownych kryzysów politycznych, tak ufnie i chętnie mi pomagali.

Mam wrażenie, że do napisania tej książki przygotowywałem się przez całe życie. Od dzieciństwa wędrowałem po Jerozolimie. Z powodu powiązań rodzinnych, omówionych w tej książce, „Jerozolima” jest moją rodzinną dewizą. Niezależnie od więzi osobistych, starałem się opowiedzieć o tym, co się wydarzyło i w co ludzie wierzyli. Wracając do punktu wyjścia: zawsze były dwie Jerozolimy, doczesna i niebiańska, obie rządzone bardziej wiarą i emocjami niż rozsądkiem i faktami. A Jerozolima pozostaje środkiem świata.

Nie wszystkim spodoba się moje podejście – w końcu chodzi o Jerozolimę. Ale pisząc tę książkę, zawsze pamiętałem o przestrodze, jakiej Lloyd George udzielił gubernatorowi Jerozolimy, Storrsowi, krytykowanemu zajadle zarówno przez Żydów, jak i przez Arabów: „jeśli jedni lub drudzy przestaną się skarżyć, zostanie pan odwołany”[1].

PODZIĘKOWANIA

Przy tym gigantycznym przedsięwzięciu pomagało mi bardzo wielu uczonych wyróżniających się w swoich dziedzinach. Jestem im głęboko wdzięczny za pomoc, radę, a także przeczytanie i poprawienie tekstu.

Jeśli chodził o okres archeologiczno-biblijny, to na podziękowania za przeczytanie i korektę tekstu zasługują zwłaszcza następujące osoby: profesor Ronny Reich; profesor Dan Bahat, wcześniej naczelny archeolog Jerozolimy, który również oprowadził mnie po mieście; doktor Raphael Greenberg, który też mnie oprowadził; i Rosemary Eshel. Za pomoc i radę dziękuję Irvingowi Finkelowi, kustoszowi w Departamencie Bliskiego Wschodu, doktor Eleanor Robson, wykładowcy historii starożytnej Bliskiego Wschodu na Wydziale Historii i Filozofii Nauki Uniwersytetu w Cambridge, za korektę fragmentów na temat Asyrii, Babilonu i Persji, oraz doktor Nicoli Schreiber za jej rady dotyczące datowania bram Megiddo na podstawie ceramiki; doktorowi Gideonowi Avniemu, naczelnemu archeologowi Jerozolimy; doktorowi Eli Shukronowi, który oprowadził mnie również po wykopaliskach w Mieście Dawida; doktorowi Shimonowi Gibsonowi; doktorowi Renee Sivanowi z Cytadeli. Szczególnie dziękuję doktorowi Yusufowi Nutshehowi, dyrektorowi Departamentu Archeologii Islamskiej w Haram asz-Szarif, za pomoc w przedsięwzięciu i umożliwienie mi dostępu do zamkniętych miejsc w Haramie i wycieczki z Khaderem al-Shinabim. Co się tyczy okresu herodiańsko-rzymsko-bizantyńskiego, jestem niezmiernie wdzięczny profesorowi Martinowi Goodmanowi z Uniwersytetu w Oxfordzie i doktorowi Adrianowi Goldsworthy’emu za przeczytanie i poprawienie mojego tekstu.

Jeśli chodzi o wczesny okres islamski, Arabów, Turków i Mameluków, jestem winien podziękowania za rady, wskazówki i szczegółową korektę mojego tekstu Hugh Kennedy’emu, wykładowcy arabistyki w School of Oriental and African Studies (SOAS), a także doktorowi Nazmi al-Jubehowi, doktorowi Yusufowi Nutshehowi i Khaderowi al-Shihabiemu. Co się tyczy cmentarza Mamilla, dziękuję Taufikowi De’adel.

Krucjaty: dziękuję profesorowi Jonathanowi Rileyowi-Smithowi, wykładowcy historii Kościoła na Uniwersytecie w Cambridge, i profesorowi Davidowi Abulafii, wykładowcy historii śródziemnomorskiej w Cambridge, za przeczytanie i poprawienie tekstu.

Historia Żydów od Fatymidów do Osmanów: dziękuję profesorowi Abulafii, który udostępnił mi fragmenty maszynopisu swojej pracy Great Sea: A Human History of the Mediterranean, profesor Minnie Rozen z Uniwersytetu w Hajfie i sir Martinowi Gilbertowi.

Okres osmański i palestyńskie rody jerozolimskie: dziękuję profesorowi Adelowi Mannie, który przeczytał i poprawił fragmenty tekstu dotyczące XVI, XVII i XVIII wieku.

Dziewiętnastowieczny okres imperializmu i wczesnego syjonizmu: na szczególne podziękowania zasługuje Yehoshoa Ben-Arieh, sir Martin Gilbert, profesor Tudor Parfitt, Caroline Finker, doktor Abigail Green, która pozwoliła mi zapoznać się z maszynopisem swojej pracy Moses Montefiore: Jewish Liberator, Imperial Hero, i Bashir Barakat za swoje prywatne badania nad rodami jerozolimskimi. Kirsten Ellis uprzejmie udostępniła mi niepublikowane rozdziały Star of the Morning. Doktor Clare Mouradian służyła mi radą i materiałami. Profesor Minna Rozen podzieliła się ze mną wynikami swoich badań nad Disraelim i innymi materiałami. Co się tyczy spraw rosyjskich, dziękuję profesorowi Simonowi Dixonowi i Galinie Babkowej z Moskwy; za informacje na temat Ormian dziękuję George’owi Hintlianowi i doktorowi Igorowi Dorfmannowi-Lazaraevowi.

Okres syjonistyczny, XX wieku i epilog: największe podziękowania winien jestem Nadimowi Shehadiemu, współpracownikowi Middle East Programme, Chatham House, i profesorowi Colinowi Shindlerowi z SOAS, którzy przeczytali i poprawili całe fragmenty tekstu. Jestem wdzięczny Davidowi i Jackie Landauom z „Economist” i „Haarec” za ich poprawki. Dziękuję doktorowi Jacquesowi Gautierowi, doktorowi Albertowi Aghazarianowi, Jamalowi al-Nusseibehowi za pomysły i kontakty, Hudzie Imam za oprowadzanie, Yakovowi Loupo za badania nad ultraortodoksami.

Jestem wdzięczny doktorowi Johnowi Caseyowi z Gonville and Caius College w Cambridge, który wspaniałomyślnie i bezlitośnie poprawił cały tekst, podobnie jak George Hintlian, historyk okresu osmańskiego, sekretarz Patriarchatu Ormiańskiego w latach 1975–1995. Specjalne podziękowania należą się Maral Amin Quttieneh za przetłumaczenie materiałów arabskich na angielski.

Dziękuję za radę, zachętę i historię rodzinną następującym przedstawicielom rodów jerozolimskich, z którymi rozmawiałem podczas pracy nad książką: Muhammadowi al-Alamiemu, Nassereddinowi al-Nashashibiemu, Jamalowi al-Nusseibehowi, Zakiemu al-Nusseibehowi, Wajeehowi al-Nusseibehowi, Saidzie al-Nusseibeh, Mahmoudowi al-Jarallahowi, Hudzie Imam z Jerusalem Institute, Haifie al-Khalidi, Khaderowi al-Shihabiemu, Saidowi al-Husseiniemu, Ibrahimowi al-Husseiniemu Omarowi al-Dajaniemu, Adedowi al-Judehowi, Maral Amin Quttieneh, doktorowi Rajaiowi M. al-Dajaniemu, Ranu al-Dajaniemu, Adebowi al-Ansariemu, Naji al-Qazazowi, Yasserowi Shuki Toha, właścicielowi mojej ulubionej restauracji Abu Shukri; profesorowi Rashidowi Khalidiemu z Uniwersytetu Columbia.

Dziękuję Shmuelowi Rabinowitzowi, rabinowi Muru Zachodniego i Miejsc Świętych; ojcu Athanasiusowi Macora ze społeczności katolickiej, ojcu Samuelowi Aghoyanowi, ormiańskiemu przełożonemu bazyliki Grobu Świętego, ojcu Afrayemowi Elorashalimy’emu ze społeczności koptyjskiej, syryjskiemu biskupowi Severiusowi, syryjskiemu księdzu Malke Moratowi.

Jestem wdzięczny Szimonowi Peresowi, prezydentowi Izraela, i lordowi Weidenfeldowi, którzy dzielili się ze mną wspomnieniami i pomysłami; księżnej Firyal z Jordanii za jej wspomnienia o jordańskiej Jerozolimie, i księciu Talalowi bin Muhammadowi z Jordanii.

Dziękuję Jego Królewskiej Wysokości księciu Edynburga za rady i sprawdzenie tekstu na temat jego matki, księżnej Alicji z Grecji, i jego ciotki, wielkiej księżnej Elli; oraz Jego Królewskiej Wysokości księciu Walii. Jestem szczególnie wdzięczny hrabiemu Morley za udostępnienie prywatnych archiwów rodzinnych oraz Nigelowi Parkerowi i jego żonie za niezwykłą gościnność.

Człowiekiem, który zapoznał mnie z Jerozolimą, był Yitzhak Yaacovy, były więzień Auschwitz, uczestnik wojny o niepodległość w 1948 roku, młody sekretarz w gabinecie Ben Guriona, długoletni prezes East Jerusalem Development Company za kadencji burmistrza Teddy’ego Kolleka.

Przedstawiciele dyplomatyczni Izraela i Autonomii Palestyńskiej nie skąpili mi swoich informacji, pomysłów i zawsze mieli dla mnie czas. Dziękuję Ronowi Prosorowi, ambasadorowi Izraela w Londynie, Raniemu Gidorowi, Sharon Hannoy i Ronitowi Ben Dorowi z ambasady Izraela; profesorowi Manuelowi Hassassianowi, ambasadorowi Autonomii Palestyńskiej w Londynie.

William Dalrymple i Charles Glass niezwykle hojnie wspierali to przedsięwzięcie pomysłami, materiałami i listami lektur. Niezwykle pomocna była Jerusalem Foundation: dziękuję Ruth Chesin, Nurit Gordon, Alanowi Freemanowi i Uri Dromiemu, dyrektorowi Mishkenot Shaanim. Jeśli chodzi o kontakty akademickie i inne, nikt nie pomógł mi bardziej niż John Levy z Friends of Israel Educational Foundation i Academic Study Group, i Ray Bruce, doświadczony producent telewizyjny.

Dziękuję Peterowi Sebagowi-Montefioremu i jego córce, Louise Aspinall, za udostępnienie papierów Goeffreya Sebaga-Montefiorego; Kate Sebag-Montefiore za materiały dotyczące dziejów Williama Sebaga-Montefiorego.

Za pomoc, rady i zachętę na podziękowania zasługują też: Amos i Nily Oz, Paul Vester, dyrektor American Colony Hotel, Rachel Lev, archiwistka z American Colony Archives, Diana Aho z American Colony Hotel, Munther Fahmi z American Colony Bookshop, Philip Windsor-Aubrey, David Hare, David Kroyanker, Hannah Kedar, Fred Iseman, Lea Carpenter Brokaw, Danna Harman, Dorothy i David Harmanowie, Caroline Finkel, Lorenza Smith, profesor Benjamin Kedar, profesor Reuven Amitai, Yaov Farhi, Diala Khlat, Ziyad Clot, Youssef Khlat, Rania Joubran, Rebecca Abram, sir Rocco i lady Forte, profesor Salim Tamari, Old Karsten Tveit, Kenneth Rose, Dorrit Moussaeff i jej ojciec Shlomo Moussaeff, sir Ronald i lady Cohen, David Khalili, Richard Foreman, Ryan Prince, Tom Holland, Tarek Abu Zayyad, profesor Israel Finkelstein, profesor Avigdor Shinan, profesor Yair Zakovitch, Jonathan Foreman, Musa Klebnikoff, Arlene Lascona, Ceri Aston, Robin Griffith-Jones, Master of the Temple, Hani Abu Diab, Miriam Ovits, Joana Schliemann, Sarah Helm, profesor Simon Goldhill, doktor Dorothy King, doktor Philip Mansel, Sam Kiley, John Micklethwaith, redaktor naczelny „Economist”; Gideon Lichfield, rabin Mark Winer, Maurice Bitton, kustosz synagogi Bevis Marks, rabin Abraham Levy, profesor Harry Zeitlin, profesor F.M. al-Eloischari, Melanie Fall, rabin David Goldberg, Melanie Gibson, Annabelle Weidenfeld, Adam, Gill, David i Rachel Montefiore, doktor Gabriel Barkey, Marek Tamm, Ethan Bronner z „New York Timesa”, Henry Hemming, William Sieghart. Dziękuję Tomowi Morganowi za pomoc w poszukiwaniach.

Dziękuję mojej agentce Georginie Capel i moim agentkom zajmującymi się prawami międzynarodowymi, Abi Gilbert i Romily Must; moim brytyjskim wydawcom Alanowi Samsonowi, Ionowi Trewinowi i Susan Lamb, mojej niezrównanej redaktorce Bei Hemming z wydawnictwa Weidenfeld; oraz Peterowi Jamesowi, genialnemu adiustatorowi; moim w większości długoletnim wydawcom: w Stanach Zjednoczonych Sonny’emu Mehcie z wydawnictwa Knopf, w Brazylii Luizowi Schwarzowi i Anie Pauli Hisayamie z Companhia das Letras; we Francji Mireille Paoloni z Calmann Lévy, w Niemczech Peterowi Sillemowi z wydawnictwa Fischer, w Izraelu Zivowi Lewisowi z Kinneret, w Holandii Henkowi ter Borgowi z Nieuw Amsterdam; w Norwegii Idzie Bernstein i Gerdowi Johnsenowi z Cappelens, w Polsce Jolancie Wołoszańskiej z Magnum, w Portugalii Alexandrze Louro z Alętheia Editores, w Hiszpanii Carmen Esteban z wydawnictwa Critica, w Estonii Kriście Kaer z Varrak, a w Szwecji Perowi Faustino i Stefanowi Hildingowi z Norstedts.

Moi rodzice, doktor Stephen i April Sebag-Montefiore, byli znakomitymi redaktorami wszystkich moich książek. Przede wszystkim chcę podziękować mojej żonie Sancie, która była cierpliwą, podnoszącą na duchu i kochającą sułtanką podczas tego długiego przedsięwzięcia, oraz moim dzieciom, Lily i Sashy, które odczuły wszystkie skutki syndromu Jerozolimy. Być może nigdy się z niego nie wyleczą, ale zapewne wiedzą więcej o Skale, Murze i Grobie Świętym od wielu księży, rabinów czy mułłów.

NOTA O NAZWACH WŁASNYCH, TRANSLITERACJI I TYTUŁACH

Niniejsza książka zawiera oczywiście ogromną różnorodność nazw, a co za tym idzie, problemów językowych i transliteracyjnych. Ponieważ jest przeznaczona dla szerokiego grona czytelników, starałem się używać nazw najbardziej przystępnych i znanych. Przepraszam purystów, którzy mogą być oburzeni takim podejściem.

W okresie judejskim stosuję na ogół greckie, a nie łacińskie czy hebrajskie imiona królów hasmonejskich – na przykład Arystobul. Przy mniej ważnych postaciach, takich jak szwagier Heroda, posłużyłem się jego hebrajskim imieniem Jonatan, a nie greckim, Arystobul, aby nie mylono go z wieloma innymi Arystobulami. W przypadku imion rodowych używam znanych – Herod, Pompejusz, Marek Antoniusz, Tamerlan, Saladyn. W przypadku imion perskich, jeśli są dobrze znane, takie jak Cyrus, stosuję tę wersję. Ród machabejski panował jako dynastia hasmonejska, ale ja nazywam ją dynastią machabejską dla większej jasności.

W okresie arabskim problemy są znacznie poważniejsze. Nie aspiruję do zachowania żelaznej konsekwencji. Z reguły używam nazw znanych – takich jak Damaszek zamiast Dimaszk. Pominąłem arabski przedrostek „al-” przed osobami, grupami i miastami, ale zachowałem go przy imionach złożonych lub imionach występujących po raz pierwszy w tekście i w przypisach. Nie używam znaków diakrytycznych. Większość kalifów abbasydzkich i fatymidzkich oraz sułtanów ajjubidzkich przyjęła imię, pod którym panowali, lakab, takie jak al-Mansur. Dla ułatwienia we wszystkich przypadkach pomijam rodzajnik określony. Używam formy „ibn” zamiast „bin” z wyjątkiem dobrze znanych imion. W imionach takich jak Abu Sufjan nie używam arabskiego dopełniacza (który brzmiałby, na przykład, Muawija ibn Abi Sufjan), znowu dla ułatwienia. W kategoriach dynastii generalnie nazywam Ajjubidów „domem Saladyna”.

W historiografii zachodniej nie ma żadnej konsekwencji w posługiwaniu się imionami arabskimi – na przykład Abbasydzi są znani pod imionami, pod jakimi rządzili, z wyjątkiem Haruna ar-Raszida, ponieważ stał się on sławny dzięki Opowieściom tysiąca i jednej nocy. Wszyscy historycy posługują się imieniem Saladyn dla dwunastowiecznego sułtana, a mimo to jego brata nazywają al-Adilem. Saladyn urodził się jako Jusuf ibn Ajjub, jego brat nazywał się Abu Bakr ibn Ajjub. Obaj przyjęli zaszczytne imiona Salah ad-Dina i Saif ad-Dina; pierwszy panował później pod imieniem an-Nasir (Zwycięzca), a drugi al-Adil (Sprawiedliwy). Dla ułatwienia używam imion Saladyn i Safadyn, po części po to, aby nie mylono ich z imionami ajjubidzkimi, takimi jak al-Adil, al-Aziz, al-Afdal, a po części dla podkreślenia związku z Saladynem.

Jeśli chodzi o okres mamelucki, historycy używają zwykle imienia Bajbars, zamiast az-Zahir, pod którym rządził, oraz imienia Kalawun, nie al-Mansur, ale dla większości pozostałych sułtanów stosują imiona, pod którymi rządzili – z wyjątkiem an-Nasira Muhammada, gdzie używają obu. Poszedłem za tą całkowicie niekonsekwentną tradycją.

Dla okresu osmańskiego w przypadku mniej znanych imion staram się używać pisowni tureckiej, nie arabskiej. Wybrałem po prostu najbardziej rozpoznawalną wersję: Dżemal Pasza jest w wersji tureckiej Çemalem.

W czasach współczesnych nazywam Husajna ibn Alego szarifem Mekki albo królem Hidżazu Husajnem; jego synów nazywam księciem lub emirem (dopóki oni też nie zostali królami) Fajsalem i Abdullahem, a nie Fajsalem i Abdullahem ibn Husajnem. Pierwszego króla Arabii Saudyjskiej nazywam Abdul Azizem as-Saudem, ale częściej używam wersji zachodniej, Ibn Saud.

Kanaan, Juda, Judea, Izrael, Palaestina, Bilad asz-Szam, Palestyna, Wielka Syria, Celesyria, Ziemia Święta to tylko niektóre nazwy używane na określenie tego kraju o zmiennych granicach. Jest podobno około siedemdziesięciu nazw Jerozolimy. W obrębie miasta nazwy Dom Boży, Święty Przybytek, Świątynia odnoszą się do świątyni żydowskiej. Kopuła, Kubbat as-Sachra, Świątynia Pana, Templum Domini dotyczą Kopuły na Skale; Aksa jest Świątynią Salomona. Har ha-Beit to hebrajska, a Haram asz-Szarif arabska nazwa Wzgórza Świątynnego, które nazywam również świętą esplanadą. Sanktuarium oznacza najpierw Święte Świętych, a potem Wzgórze Świątynne, które muzułmanie nazywają Szlachetnym Sanktuarium (Haram); u muzułmanów określenie Dwa Sanktuaria odnosi się do Jerozolimy i Hebronu, gdzie znajduje się jeszcze jeden zabytek z czasów Heroda: grób Abrahama i patriarchów. Anastasis, Bazylika, Grób Święty i Deir Sultan to nazwy bazyliki Grobu Świętego. Skała to po arabsku Sachra; Kamień Węgielny nazywa się po hebrajsku Ewen ha-Sztija; Święte Świętych to Kodesz ha-Kodeszim. Anastasis, Kościół, Grób i Deir Sultan odnoszą się do bazyliki Grobu Świętego. Mur, Kotel, Mur Zachodni, Ściana Płaczu i mur al-Burak odnoszą się do żydowskiego miejsca świętego. Cytadela i Wieża Dawida to herodiańska warownia blisko Bramy Jafskiej. Grób Matki Bożej i św. Maria Jozafata są tym samym miejscem. Dolina Jozafata to dolina Cedronu. Grób Dawida, Nabi Daud, wieczernik (coenaculum) to sanktuarium na górze Syjon. Każda brama ma tyle nazw, które zmieniały się tak często, że wymienianie ich mija się z celem. Każda ulica nosi przynajmniej trzy nazwy: na Starym Mieście główna ulica to po arabsku El Wad, po hebrajsku Ha-Gai i po angielsku Valley.

Nazwy Konstantynopol i Bizancjum odnoszą się do stolicy wschodniej części cesarstwa rzymskiego, po 1453 roku nazywam miasto Stambułem. Pojęcia katolicy i łacinnicy są używane zamiennie; prawosławni i Grecy również. Iran i Persja są używane zamiennie. Dla większej jasności używam nazwy Irak zamiast Mezopotamia.

Jeśli chodzi o tytuły, to: rzymscy cesarze byli po łacinie nazywani princepsami, a później imperatorami; cesarze bizantyńscy stali się później greckimi bazyleusami. We wczesnym islamie następcy Mahometa byli nazywani przywódcami wiernych i kalifami. Sułtan, padyszach i kalif to tytuły z czasów panowania osmańskiego; w Niemczech tytuły kajzer i cesarz, a w Rosji car i cesarz są używane zamiennie.

PROLOG

Ósmego dnia żydowskiego miesiąca aw, pod koniec lipca 70 roku naszej ery, Tytus, syn cesarza rzymskiego Wespazjana, dowodzący czteromiesięcznym oblężeniem Jerozolimy, rozkazał całej swojej armii przygotować się do szturmu na Świątynię o świcie. Nazajutrz wypadał ten sam dzień, w którym pięćset lat wcześniej Babilończycy zniszczyli Jerozolimę. Tytus dowodził armią składającą się z czterech legionów – łącznie 60 000 rzymskich legionistów i żołnierzy miejscowych oddziałów posiłkowych, którzy aż się rwali, żeby zadać decydujący cios krnąbrnemu, lecz złamanemu miastu. W obrębie jego murów żyło w strasznych warunkach około pół miliona głodujących Żydów. Niektórzy z nich byli fanatycznymi zelotami, niektórzy zwyczajnymi rozbójnikami, lecz większość stanowili niewinni ludzie, którzy nie zdołali uciec ze śmiertelnej pułapki. Wielu Żydów mieszkało poza Judeą – można ich było spotkać na całym obszarze śródziemnomorskim i Bliskim Wschodzie – a ta ostatnia rozpaczliwa walka miała zadecydować o losie nie tylko miasta i jego mieszkańców, lecz także o przyszłości judaizmu i niewielkiego żydowskiego kultu chrześcijańskiego – a nawet, patrząc sześć stuleci wprzód, o kształcie islamu.

Rzymianie wybudowali wały przy murach Świątyni. Ale szturm z wałów na warownię spełzł na niczym. Wcześniej tego dnia Tytus powiedział swoim dowódcom, że jego starania, aby zachować tę „obcą świątynię”, kosztowały go zbyt wielu żołnierzy, i rozkazał podpalić bramy Przybytku. Srebro bram stopiło się, ogień przerzucił się na drewniane odrzwia i okna, a stamtąd na drewno w samej Świątyni. Tytus rozkazał ugasić ogień. Rzymianie, oświadczył, nie powinni „mścić się na martwych przedmiotach miast ludzi”. Potem udał się na spoczynek do swojej kwatery w na wpół zrujnowanej Wieży Antoniusza, górującej nad imponującym kompleksem świątynnym.

Wokół murów rozgrywały się straszliwe sceny, które musiały przypominać piekło na ziemi. Tysiące zwłok rozkładały się na słońcu. Zaduch był nie do zniesienia. Sfory psów i szakali pasły się ludzkim mięsem. W poprzednich miesiącach Tytus rozkazał krzyżować wszystkich jeńców i zbiegów. Codziennie krzyżowano pięciuset Żydów. Góra Oliwna i skaliste wzgórza wokół miasta były tak zatłoczone krzyżami, że brakowało miejsca do stawiania nowych i drewna do ich robienia[1]. Żołnierze Tytusa zabawiali się, przybijając swoje ofiary do krzyży w różnych absurdalnych pozycjach. Wielu mieszkańców tak rozpaczliwie pragnęło wydostać się z miasta, że przed ucieczką połykali złote monety, aby ukryć przed rabusiami swój majątek, który mieli nadzieję odzyskać, kiedy znajdą się bezpieczni u Rzymian. Przychodzili „obrzękli z głodu, jakby cierpiący na puchlinę wodną”, a kiedy zaczynali jeść, „pękały im wnętrzności”. Kiedy rozerwały im się żołądki, żołnierze odkryli połknięte wcześniej kosztowności, zaczęli więc patroszyć wszystkich jeńców, rozpruwać im brzuchy i grzebać we wnętrznościach, choć tamci jeszcze żyli. Ale Tytus był tym oburzony i próbował położyć kres anatomicznym grabieżom. Na próżno, syryjscy sprzymierzeńcy Tytusa, którzy nienawidzili Żydów i byli przez nich znienawidzeni, lubowali się w tych makabrycznych zabawach[2]. Okrucieństwa popełniane przez Rzymian i powstańców w obrębie murów można porównać z najgorszymi zbrodniami XX wieku.

Wojna zaczęła się w momencie, kiedy nieudolność i chciwość rzymskich namiestników skłoniła nawet judejską arystokrację, żydowskich sprzymierzeńców Rzymu, do udzielenia poparcia ludowej rewolcie religijnej. Powstańcy stanowili mieszaninę religijnych Żydów i pospolitych bandytów, którzy wykorzystali kres rządów szalonego imperatora, Nerona, i chaos, jaki zapanował po jego samobójstwie, aby wygnać Rzymian i odtworzyć niezależne państwo żydowskie zbudowane wokół Świątyni. Ale żydowska rewolta natychmiast zaczęła pożerać samą siebie w krwawych czystkach i walkach wewnętrznych.

Po Neronie nastąpili w szybkiej i chaotycznej sukcesji trzej rzymscy cesarze. Zanim Wespazjan wyłonił się jako imperator i wysłał Tytusa, aby zajął Jerozolimę, miasto było podzielone pomiędzy trzech wodzów walczących ze sobą nawzajem. Żydowscy wodzowie najpierw toczyli zacięte walki na dziedzińcach Świątyni, które spłynęły krwią, a później splądrowali miasto. Ich wojownicy wdzierali się do bogatszych dzielnic, ograbiając domy, zabijając mężczyzn i hańbiąc kobiety – „to była dla nich zwyczajna igraszka”. Upojeni władzą i „nienasyconą żądzą łupów”, prawdopodobnie odurzeni zrabowanym winem, „bez skrupułów z samego przesytu naśladowali zwyczaje kobiece, trefiąc sobie włosy, przywdziewając szaty niewieście, nakraplając się wonnościami i podmalowując oczy dla upiększenia”. Ci prowincjonalni zbóje, paradując w pięknie barwionych chlamidach, zabijali każdego, „kto się nawinął”. W swojej rozwiązłej pomysłowości „wymyślali nawet zakazane miłostki”. Jerozolima, cała „skalana nieczystymi czynami”, stała się „domem nierządu” i izbą tortur – a mimo to pozostała świętym miejscem[3].

W jakiś sposób Świątynia nadal funkcjonowała. Jeszcze w kwietniu, tuż przed zamknięciem miasta przez Rzymian, przybyli na Pesach pielgrzymi. Liczba ludności wynosiła zwykle kilkadziesiąt tysięcy, ale teraz Rzymianie odcięli drogę pielgrzymom i licznym uchodźcom przed działaniami wojennymi, w mieście znalazły się więc setki tysięcy ludzi. Dopiero kiedy Tytus otoczył miasto, wodzowie rebeliantów zaprzestali bratobójczych walk, aby zjednoczyć przeciwko Rzymianom łącznie 21 000 swoich wojowników.

Miasto, które Tytus ujrzał po raz pierwszy z góry Skopus, nazwanej od greckiego słowa skopeo oznaczającego „patrzeć na”, było, mówiąc słowami Pliniusza, „najsławniejszym miastem Wschodu”, gwarną, kwitnącą metropolią wybudowaną wokół jednej z najwspanialszych świątyń starożytnego świata, niezwykłego dzieła sztuki na ogromną skalę. Jerozolima istniała już tysiące lat, ale to miasto wielu murów i licznych wież, wznoszące się na dwóch górach wśród jałowych skał Judei, nigdy nie było tak gęsto zaludnione ani tak majestatyczne jak w pierwszym stuleciu naszej ery: w istocie Jerozolima nigdy nie miała być tak wielka aż do XX stulecia. Ta Jerozolima była dziełem Heroda Wielkiego, błyskotliwego, psychotycznego króla judejskiego, którego pałace i fortece zostały wybudowane na skalę tak monumentalną i odznaczały się takim przepychem, że ich opisanie „przekraczało zdolności” żydowskiego historyka Józefa Flawiusza.

Sama Świątynia przyćmiewała wszystko inne swoim wzniosłym splendorem. Gdy tylko „wschód zajaśniał blaskiem”, jej połyskujące krużganki i złocone bramy odbijały „tak oślepiające światło, że jeśli ktoś chciał koniecznie na nie spojrzeć, odwracał oczy jak od promieni słońca”. Kiedy obcy przybysze – tacy jak Tytus i jego legioniści – widzieli Świątynię po raz pierwszy, wydawała im się podobna do „góry zasypanej śniegiem”. Pobożni Żydzi wiedzieli, że pośrodku krużganków tego miasta w mieście na szczycie góry Moria jest maleńki pokoik najwyższej świętości, który nie zawiera dosłownie nic. Ta przestrzeń była ośrodkiem żydowskiego kultu: Miejscem Najświętszym, Świętym Świętych, mieszkaniem samego Boga.

Świątynia Heroda była budowlą sakralną, lecz również niezdobytą fortecą w obrębie otoczonego murami miasta. Żydzi, ośmieleni rzymską słabością w roku czterech cesarzy, i ufni w przewagę, jaką zapewniało im wysokie położenie Jerozolimy, jej fortyfikacje i labirynt Świątyni, stawili czoło Tytusowi z niezmierną pewnością siebie. Bądź co bądź, opierali się Rzymowi przez niemal pięć lat. Tytus jednak miał władzę, ambicję, środki i zdolności niezbędne do tego zadania. Postanowił złamać Jerozolimę skutecznością działań i przewagą liczebną. W tunelach nieopodal zachodniego muru Świątyni znaleziono kamienie, którymi oblegający ostrzeliwali miasto z balist – świadectwo intensywności rzymskiego ostrzału. Żydzi walczyli o każdą piędź ziemi z samobójczą wręcz desperacją. Ale Tytus, dysponujący całym arsenałem machin oblężniczych, katapult i pomysłowością rzymskiej inżynierii, sforsował pierwszy mur w ciągu piętnastu dni. Poprowadził tysiące legionistów w labirynt placów targowych Jerozolimy i przypuścił szturm na drugi mur. Żydzi jednak urządzili wypad i odbili mur, który trzeba było zdobywać jeszcze raz. Następnie Tytus spróbował zastraszyć miasto demonstracją potęgi swojej armii – pancerzy, hełmów, połyskujących ostrzy, powiewających sztandarów, lśniących orłów, „koni wspaniale zdobionych”. Tysiące jerozolimczyków zgromadziły się na blankach, by oglądać ten spektakl, podziwiając „wspaniałą zbroję i karne szeregi mężów”. Ale Żydzi byli niezłomni albo zbyt obawiali się swoich wodzów, aby sprzeciwić się ich rozkazom: żadnej kapitulacji.

W końcu Tytus postanowił okrążyć i zamknąć miasto, budując wokół niego wał. Pod koniec czerwca Rzymianie uderzyli na potężną twierdzę Antonię i zburzyli ją, z wyjątkiem jednej wieży, w której Tytus założył swoje stanowisko dowodzenia.

W połowie lata, kiedy urwiste i poszarpane wzgórza porosły lasem czarnych od much, ukrzyżowanych trupów, otoczone miasto nękało widmo nadchodzącej zagłady, zajadły fanatyzm, wymyślny sadyzm i przeraźliwy głód. Zbrojne bandy grasowały po mieście w poszukiwaniu żywności. Dzieci wyrywały resztki pożywienia ojcom, matki zabierały ostatnie kęsy niemowlętom. Zamknięte drzwi nasuwały podejrzenia o ukrytych zapasach, więc wojownicy wyłamywali je, wbijając „ostre kołki w tylne części ciała” ofiar, aby zmusić je do ujawnienia zapasów zboża. Jeśli nic nie znaleźli, „o wiele srożej się z nimi obchodzili, jakby mścili się za wyrządzone im krzywdy”. Nawet jeśli wojownicy sami mieli żywność, zabijali i torturowali z nawyku, „szaleństwo swoje tak traktowali, jakby uprawiali zwykłe ćwiczenia gimnastyczne”. Jerozolimę ogarnęło polowanie na czarownice, ponieważ ludzie denuncjowali się nawzajem jako defetyści i zdrajcy. Żadne inne miasto, napisał świadek naoczny Józef Flawiusz, „nie przeszło przez piekło takiego cierpienia ani jak świat światem nie było bardziej zbrodniczego pokolenia”[4].

Młodzi chłopcy, „opuchnięci z głodu”, snuli się „jak widma po placach i padali, gdzie kogo śmierć zastała”. Ludzie próbowali grzebać swoich bliskich, natomiast innych grzebano bez sprawdzania, czy jeszcze żyją. Głód pochłaniał całe rodziny. Jerozolimczycy patrzyli, jak ich najbliżsi umierają „z suchymi oczyma i z wykrzywionymi z bólu ustami”. „Miasto zaległo głębokie milczenie, w nocy królowała śmierć” – a mimo to konający kierowali „wzrok swój na Przybytek”. Ulice były usłane trupami. Niebawem, wbrew żydowskiemu prawu, nikt już nie grzebał umarłych w tej ogromnej kostnicy. Być może Jezus Chrystus przewidział to, kiedy przepowiadał nadchodzącą Apokalipsę, mówiąc: „Niechaj umarli grzebią swych umarłych”. Czasami powstańcy po prostu strącali ciała z murów. Rzymianie pozostawiali je tam, by gniły na cuchnących stertach. A mimo to powstańcy nadal walczyli.

Tytus, przywykły do widoku śmierci rzymski żołnierz, który w swojej pierwszej potyczce zabił z kuszy dwunastu Żydów, był zdumiony i przerażony: mógł tylko westchnąć do bogów, że to nie jego dzieło. Tytus, „umiłowanie i słodycz rodzaju ludzkiego”, słynął z hojności. „Przyjaciele, straciłem dzień” – mawiał, kiedy nie znalazł czasu, żeby dać prezenty swoim towarzyszom. Śmiały i stanowczy, z dołkiem w podbródku, wydatnymi ustami i okrągłą twarzą, okazał się utalentowanym wodzem i powszechnie lubianym synem nowego cesarza Wespazjana: niepewny los ich dynastii zależał od zwycięstwa Tytusa nad żydowskimi buntownikami.

W otoczeniu Tytusa było wielu żydowskich renegatów, w tym trzech jerozolimczyków – historyk, król i (jak się zdaje) podwójna królowa, która dzieliła łoże cezara. Historykiem był doradca Tytusa, Józef Flawiusz, powstańczy dowódca żydowski, który przeszedł na stronę Rzymian i który jest podstawowym źródłem dla tej relacji. Królem był Herod Agryppa II, zromanizowany Żyd, wychowany na dworze cesarza Klaudiusza; sprawował nadzór nad żydowską Świątynią, wybudowaną przez jego pradziadka Heroda Wielkiego i często rezydował w swoim jerozolimskim pałacu, chociaż rządził różnymi terytoriami na obszarze dzisiejszego północnego Izraela, Syrii i Libanu.

Królowi niemal na pewno towarzyszyła jego siostra, Berenika, córka żydowskiego monarchy i dwukrotna królowa poprzez małżeństwo, która niedawno została kochanką Tytusa. Jej rzymscy wrogowie nazwali ją później „żydowską Kleopatrą”. Miała około czterdziestu lat, ale była „w swoich najlepszych latach i w pełni swojej urody”, jak zanotował Józef Flawiusz. Na początku rebelii ona i jej brat, żyjący razem (w związku kazirodczym, jak utrzymywali ich wrogowie), próbowali zwrócić się do buntowników z ostatnim wezwaniem do opamiętania. Teraz ta trójka Żydów przyglądała się bezradnie „śmiertelnej agonii sławnego miasta” – Berenika z łoża jego niszczyciela.

Jeńcy i zbiegowie przynosili z miasta wieści, które szczególnie niepokoiły Józefa, ponieważ wewnątrz byli uwięzieni jego rodzice. Nawet wojownikom zaczęło brakować żywności, obszukiwali więc i bezcześcili konających i martwych, szukając złota, okruchów pożywienia, pojedynczych ziaren, „z rozdziawionymi z głodu ustami jak u wściekłych psów błąkali się jak pijani i dobijali do drzwi”. Jedli krowie łajno, garbowaną skórę, popręgi, buty i stare siano. Pewna bogata kobieta imieniem Maria, straciwszy wszystkie pieniądze i całą żywność, popadła w obłęd, zabiła własnego syna i upiekła go, zjadając połowę i przechowując resztę na później. Apetyczny zapach rozszedł się po mieście. Powstańcy poczuli go, odkryli jego źródło i wdarli się do domu, ale na widok na wpół zjedzonego ciała dziecka nawet tych szalonych oprawców „przeszedł dreszcz zgrozy”[5].

Szpiegomania i paranoja opanowała świętą Jerozolimę – jak nazywano ją na żydowskich monetach. Majaczący szarlatani i moralizujący hierofanci wylegli na ulice, obiecując odkupienie i zbawienie. Jerozolima, zauważył Józef, była „jak oszalała dzika bestia, która, z głodu, pada, pożerając własne ciało”.

Nocą 8 aw, kiedy Tytus udał się na spoczynek, jego legioniści próbowali gasić ogień rozniecany przez stopione srebro, tak jak rozkazał. Ale buntownicy zaatakowali walczących z ogniem legionistów. Rzymianie stawili opór i zepchnęli Żydów do samej Świątyni. Jeden z legionistów, ogarnięty „nieziemską podnietą”, chwycił kawałek płonącego bierwiona i podsadzony przez innego żołnierza, podpalił zasłony i framugę „złotych drzwiczek”, prowadzących do pomieszczeń otaczających Świątynię. Do rana ogień rozprzestrzenił się i dotarł do samego serca Przybytku. Żydzi, widząc płomienie liżące Święte Świętych i grożące jego zniszczeniem, „podnieśli krzyk godny takiego nieszczęścia i rzucili się na ratunek”. Ale było już za późno. Zabarykadowali się na Dziedzińcu Wewnętrznym i przyglądali się z niemą zgrozą.

Zaledwie kilka metrów dalej, wśród ruin twierdzy Antonii, obudzono Tytusa; zerwał się i pobiegł, „w takim stanie, w jakim się znajdował, do Przybytku, aby powstrzymać pożar”. Za nim pospieszyło jego otoczenie, w tym Józef, prawdopodobnie król Agryppa i Berenika, a za nimi pobiegły tysiące rzymskich żołnierzy – wszyscy „porwani szałem”. Wywiązała się zażarta walka. Józef twierdzi, że Tytus znowu rozkazał ugasić ogień, ale ten rzymski sprzymierzeniec miał wszelkie powody, aby usprawiedliwiać swojego patrona. Tak czy inaczej, wszyscy krzyczeli, ogień się rozprzestrzeniał, a rzymscy żołnierze mieli świadomość, że zgodnie z prawami wojny miasto, które tak uparcie stawiało opór, powinno zostać wydane na ich łup.

Udawali, że nie słyszą Tytusa, i nawet krzyczeli do swoich towarzyszy, aby wrzucali do Świątyni więcej płonących głowni. Legioniści byli tak zapalczywi, że wielu zostało stratowanych lub zginęło w płomieniach, zaślepionych żądzą krwi i złota, którego zrabowali tyle, że jego cena spadła niebawem na całym Wschodzie. Tytus, nie mogąc powstrzymać pożaru i z pewnością uradowany perspektywą ostatecznego zwycięstwa, wkroczył do płonącej Świątyni, aż dotarł do Świętego Świętych. Nawet arcykapłan mógł tam wchodzić tylko raz w roku. Żaden cudzoziemiec nie splamił jego czystości od czasu rzymskiego wodza i męża stanu Pompejusza w 63 roku p.n.e. Ale Tytus zajrzał do środka i „oglądał święte miejsce Przybytku i to, co się w nim znajdowało, a wszystko o wiele przechodziło rozgłos, jaki miało między obcymi”, napisał Józef Flawiusz, „i nie ustępowało tej wspaniałości, jaką chełpili się tubylcy”. Następnie rozkazał centurionom okładać kijami żołnierzy podkładających ogień, lecz ich „wściekłość i nienawiść” były zbyt silne. Kiedy ogień ogarnął Święte Świętych, Tytus wycofał się wraz ze swoimi oficerami – „i nikt już nie czynił przeszkód żołnierzom po zewnętrznej stronie w rozniecaniu pożaru”.

Wśród płomieni toczyła się walka: oszołomieni, wygłodzeni jerozolimczycy wchodzili, porażeni i zrozpaczeni, przez płonące bramy. Tysiące mieszkańców i powstańców zebrały się na stopniach ołtarza, aby walczyć do ostatka albo po prostu zginąć. Rozjuszeni Rzymianie poderżnęli im wszystkim gardła, aż „wokół ołtarza zgromadziły się stosy trupów”, a krew spływała po stopniach. W płonącej Świątyni zginęło dziesięć tysięcy Żydów.

Łoskot ogromnych kamieni i drewnianych belek brzmiał jak grzmot. Józef obserwował zagładę Świątyni:

Trzask ognia rozprzestrzeniającego się daleko i szeroko mieszał się z jękami tych, którzy padali. Wskutek wysokości wzgórza i rozmiarów płonącej budowli wydawało się, że pożar ogarnął całe miasto, a od panującej wrzawy trudno byłoby wyobrazić sobie coś bardziej ogłuszającego i przerażającego. Z jednej strony bowiem wznosiły okrzyki bojowe atakujące legiony rzymskie, z drugiej rozlegał się wrzask powstańców otoczonych zewsząd ogniem i żelazem. Lud odcięty powyżej w przerażeniu rzucał się do ucieczki, wpadając wprost na nieprzyjaciół i dodając do tej tragicznej sceny jeszcze jęki. Krzykowi ludzi na wzgórzu wtórował nadto tłum w mieście i nawet wielu z tych, którzy omdlewali z głodu i nie byli zdolni wydać z siebie głosu, jeszcze znajdowało w sobie tyle siły, żeby podnieść lament i głośno wołać, patrząc, jak płonie Przybytek. Echo odbijało się od Perei i okolicznych gór, czyniąc wrzask jeszcze potężniejszym. Lecz straszniejsze od tego tumultu były cierpienia. Można by myśleć, że całe wzgórze, na którym stała Świątynia, od samego podnóża stanowi jedną wrzącą masę płomieni...

Góra Moria, jedna z dwóch gór Jerozolimy, gdzie król Dawid umieścił Arkę Przymierza i gdzie jego syn Salomon wybudował pierwszą Świątynię, była ze wszystkich stron otoczona ogniem, a podłogi wewnątrz Świątyni zasłane trupami. Ale triumfujący żołnierze wspinali się na stosy ciał. Kapłani stawiali opór, a niektórzy rzucali się w płomienie. Owładnięci szałem Rzymianie, widząc, że wewnętrzna Świątynia została zniszczona, pochwycili złoto i kosztowne sprzęty, a zanim uszli z łupem, podpalili resztę zabudowań świątynnych[6].

Kiedy wewnętrzny dziedziniec spłonął i wstał świt następnego dnia, pozostali przy życiu powstańcy przebili się przez rzymskie linie do labiryntu dziedzińców zewnętrznych, a część z nich uciekła z miasta. Rzymianie kontratakowali konnicą, odpierając powstańców, następnie podpalając skarbiec świątynny, wypełniony bogactwami z całego żydowskiego świata, od Aleksandrii do Babilonu. Znaleźli tam około sześciu tysięcy kobiet i dzieci, które ukryły się, ponieważ „fałszywy prorok” obwieścił im, że w Świątyni mogą oczekiwać „znaków ocalenia”. Legioniści po prostu podłożyli ogień pod krużganek, paląc wszystkich tych ludzi żywcem.

Rzymianie wnieśli swoje orły na Świętą Górę, złożyli ofiary swoim bogom i obwołali Tytusa imperatorem – najwyższym wodzem. Kapłani wciąż ukrywali się wokół Świętego Świętych. Dwaj skoczyli w płomienie, a jednemu udało się wynieść ze świątyni część skarbów – szaty arcykapłana, dwa złote świeczniki oraz cynamon i kasję, przyprawy palone codziennie w Przybytku. Kiedy reszta się poddała, Tytus rozkazał ich stracić, mówiąc, że „godzi się, aby kapłani ginęli razem z Przybytkiem”.

Jerozolima była – i nadal jest – miastem tuneli. Teraz powstańcy zniknęli pod ziemią, zachowując kontrolę nad Cytadelą i Górnym Miastem na zachodzie. Zdobycie reszty Jerozolimy zajęło Tytusowi następny miesiąc. Kiedy padła, Rzymianie oraz ich syryjscy i greccy sprzymierzeńcy „rozbiegli się po wąskich uliczkach z dobytymi mieczami i zabijali bez różnicy każdego, kogo napotkali, a domy, w których chroniono się, podpalali razem z ludźmi”. Nocą, kiedy skończyło się zabijanie, „szalał pożar” i świt następnego dnia „zastał Jerozolimę pogrążoną w ogniu”.

Tytus pertraktował z dwoma żydowskimi wodzami na moście, który łączył Świątynię z miastem, oferując im życie w zamian za kapitulację. Ale oni odmówili. Rozkazał więc podpalić i splądrować Dolne Miasto, gdzie niemal wszystkie domy były wypełnione ciałami zmarłych z głodu. Kiedy jerozolimscy wodzowie wycofali się do pałacu Heroda i Cytadeli, Tytus zbudował wały, aby złamać ich opór, i 7 dnia miesiąca elul, w połowie sierpnia, Rzymianie przypuścili szturm na fortyfikacje. Powstańcy walczyli w tunelach, dopóki jeden z ich wodzów, Jan z Giskali, nie poddał się (został oszczędzony, chociaż miał spędzić resztę życia w więzieniu). Drugi wódz, Szymon ben Gioras, wyszedł w białej szacie z tunelu pod Świątynią i wyznaczono mu pierwszoplanową rolę w triumfie Tytusa, urządzonym w Rzymie na cześć jego zwycięstwa.

W następstwie rzezi i metodycznego niszczenia, które nastąpiło później, zniknął świat i pozostało tylko kilka zastygłych w czasie momentów. Rzymianie mordowali starców i chorych: ręka kobiety znaleziona w drzwiach jej spalonego domu świadczy o panice i przerażeniu; popioły budynków w dzielnicy żydowskiej mówią o piekle. W sklepie przy ulicy, która biegnie pod monumentalnymi schodami do Świątyni, znaleziono dwieście brązowych monet, ukrytych prawdopodobnie w ostatnich godzinach upadku miasta. Wkrótce nawet Rzymianie zmęczyli się zabijaniem. Jerozolimczyków zapędzono na Dziedziniec Kobiecy Świątyni, gdzie odbyła się selekcja: wojowników zabito, zdrowych i silnych wysłano do pracy w egipskich kopalniach, młodych i przystojnych sprzedano jako niewolników, przeznaczonych na śmierć na arenie lub do udziału w triumfie.

Józef odwiedził nieszczęsnych więźniów na dziedzińcach Świątyni, odnajdując swojego brata i pięćdziesięciu przyjaciół, których Tytus pozwolił mu uwolnić. Jego rodzice prawdopodobnie zginęli. Ale zauważył trzech swoich przyjaciół wśród ukrzyżowanych. „Ścisnęło mi się serce i powiedziałem o tym Tytusowi”, który rozkazał ich zdjąć i oddać pod opiekę lekarzy. Tylko jeden przeżył.

Tytus, podobnie jak Nabuchodonozor, postanowił zetrzeć Jerozolimę z powierzchni ziemi, a Józef obwinił o tę decyzję buntowników: „Wojna domowa pokonała miasto, a Rzymianie wojnę”. Zburzenie najwspanialszego dzieła Heroda Wielkiego, Świątyni, musiało być prawdziwym wyzwaniem inżynieryjnym. Ogromne ciosane kamienie Królewskiego Portyku roztrzaskały się na nowych chodnikach w dole i tam znaleziono je niemal dwa tysiące lat później, na kolosalnej stercie, tak jak upadły, ukryte pod nagromadzonymi przez stulecia szczątkami. Gruz zwalano do doliny obok Świątyni, gdzie zaczął wypełniać parów, dzisiaj prawie niewidoczny, pomiędzy Wzgórzem Świątynnym a Górnym Miastem. Ale mury opasujące Wzgórze Świątynne, w tym dzisiejszy Mur Zachodni, ocalały. Spolia, zwalone kamienie ze Świątyni Heroda i innych budowli są w całej Jerozolimie, wykorzystywane przez zdobywców i budowniczych, od Rzymian do Arabów, od krzyżowców do Osmanów, przez następny tysiąc z górą lat.

Nikt nie wie, ilu ludzi zginęło w Jerozolimie, a starożytni historycy zwykle są mało rzetelni, jeśli chodzi o liczby. Tacyt twierdzi, że w oblężonym mieście było 600 000 ludzi, natomiast Józef Flawiusz podaje, że ponad milion. Niezależnie od rzeczywistej liczby, była ona ogromna, a wszyscy ci ludzie zmarli z głodu, zostali zabici lub sprzedani w niewolę.

Tytus wybrał się w makabryczny zwycięski objazd. Jego kochanka Berenika i jej brat król ugościli go w Cezarei Filipowej na dzisiejszych wzgórzach Golan. Tam patrzył, jak tysiące żydowskich jeńców walczą między sobą – albo z dzikimi zwierzętami – na śmierć i życie. Kilka dni później zobaczył kolejne 2500 zabitych w cyrku w Cezarei Nadmorskiej, a zanim wrócił do Rzymu, aby odbyć swój triumf, jeszcze więcej zabito dla zabawy w Bejrucie.

Legioniści „całkowicie zburzyli resztę miasta i mury zrównali z ziemią”. Tytus pozostawił jedynie Cytadelę Heroda, aby była „dla upamiętnienia towarzyszącego mu szczęścia”. Tam Legion X urządził sobie kwatery. „Taki los Jerozolimie – napisał Józef Flawiusz – wspaniałemu i na całym świecie sławą cieszącemu się miastu, zgotowało szaleństwo powstańców”.

Pięć stuleci wcześniej Jerozolima została całkowicie zniszczona przez Nabuchodonozora, króla Babilonu. W ciągu pięćdziesięciu lat od pierwszego zniszczenia odbudowano Świątynię, a Żydzi powrócili. Ale tym razem, w roku 70 naszej ery, Świątynia nie została odbudowana, a Żydzi nie rządzili Jerozolimą przez prawie dwa tysiące lat. Ale w popiołach tej katastrofy leżą nasiona nie tylko współczesnego judaizmu, lecz także świętości Jerozolimy dla chrześcijaństwa i islamu.

Według znacznie późniejszej legendy rabinicznej, na początku oblężenia Jochanan ben Zakaj, szanowany mędrzec, rozkazał swoim uczniom, aby wynieśli go ze skazanego na zagładę miasta w trumnie, co miało być metaforą ustanowienia nowego judaizmu, nie opartego już na kulcie ofiarnym w Świątyni[7].

Żydzi, którzy nadal mieszkali w wioskach Judei i Galilei, jak również w wielkich wspólnotach na obszarze imperium rzymskiego i perskiego, opłakiwali utratę Jerozolimy i nigdy nie przestali czcić tego miasta. Świątynię zastąpiła tradycja biblijna i ustna, ale mówiono, że Opatrzność przez trzy i pół roku czekała na Górze Oliwnej, żeby się przekonać, czy Świątynia zostanie odbudowana – zanim wzniosła się do nieba. Zniszczenie miasta było też decydującym momentem dla chrześcijan.

Niewielka chrześcijańska społeczność Jerozolimy pod przywództwem Szymona, kuzyna Jezusa, uciekła z miasta przed przybyciem Rzymian. Chociaż w świecie rzymskim było wielu nieżydowskich chrześcijan, ci jerozolimczycy pozostali żydowską sektą modlącą się w Świątyni. Ale teraz, kiedy Świątynia została zniszczona, chrześcijanie wierzyli, że Żydzi utracili łaskę swojego Boga: zwolennicy Jezusa oddzielili się na zawsze od religii macierzystej, utrzymując, że są prawowitymi spadkobiercami żydowskiego dziedzictwa. Chrześcijanie przepowiadali nową, niebiańską Jerozolimę, a nie zniszczone żydowskie miasto. Najwcześniejsze Ewangelie, spisane prawdopodobnie niedługo po zniszczeniu, przypominały, że Jezus przepowiedział oblężenie miasta – „Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd” – i zniszczenie Świątyni: „Nie zostanie kamień na kamieniu”. Zrujnowany Przybytek i upadek Żydów były dowodem nowego objawienia. W latach dwudziestych VII wieku, kiedy Mahomet założył swoją nową religię, najpierw przyjął tradycję żydowską, modląc się w stronę Jerozolimy i oddając cześć żydowskim prorokom, ponieważ dla niego też zniszczenie Świątyni stanowiło dowód, że Bóg odebrał swoje błogosławieństwo Żydom i obdarzył nim islam.

Jak na ironię, decyzja Tytusa o zniszczeniu Jerozolimy pomogła uczynić z miasta symbol świętości dla dwóch pozostałych ludów Księgi. Od samego początku świętość Jerozolimy nie rozwijała się tak po prostu, lecz za sprawą decyzji garstki ludzi. Około 1000 roku p.n.e., tysiąc lat przed Tytusem, zdobył Jerozolimę pierwszy z nich: król Dawid.

CZĘŚĆ PIERWSZA
JUDAIZM

I nazwą cię „Miastem Pana”,

„Syjonem Świętego Izraelowego”...

Przebudź się, przebudź!

Przyodziej moc twą, Syjonie!

Oblecz się w szaty najokazalsze,

o Święte Miasto, Jeruzalem!

Izajasz, 60.14, 52.1

Moim rodzinnym miastem jest Jerozolima, w której znajduje się święty przybytek najwyższego Boga. Święte miasto jest matką nie tylko jednego kraju, Judei, ale większości pozostałych sąsiednich ziem, jak również ziem dalekich, większości Azji, podobnie Europy, żeby nie wspomnieć o krajach za Eufratem.

Herod Agryppa I, król Judei, cyt. za: Filon z Aleksandrii, De Specialibus Legibus

Ten, kto nie widział Jerozolimy w jej przepychu, nigdy w życiu nie widział pięknego miasta. Ten, kto nie widział Świątyni w jej całym ogromie, nigdy w życiu nie widział wspaniałej budowli.

Talmud Babiloński, Traktat Sukka

Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie,

niech uschnie moja prawica!

Niech język mi przyschnie do podniebienia,

Jeśli nie będę pamiętał o tobie,

jeśli nie postawię Jeruzalem

ponad największą moją radość.

Psalm 137

Jerozolima jest najsławniejszym miastem Wschodu.

Pliniusz Starszy, Historia naturalna, 5.15

1
ŚWIAT DAWIDA
PIERWSZY KRÓL: KANANEJCZYCY

Brindisi, Fryderyk II, cesarz rzymski i król Sycylii, poślubił Jolantę, piętnastoletnią córkę królowej Jerozolimy. Gdy tylko ceremonia zaślubin dobiegła końca, Fryderyk przyjął tytuł króla Jerozolimy, gotów wyruszyć na krucjatę. Jego wrogowie

sobotę 17 marca Fryderyk, w asyście swoich arabskich gwardzistów i paziów, niemieckich i włoskich rycerzy, Krzyżaków i dwóch angielskich biskupów, spotkał się przy Bramie Jafskiej z wysłannikiem sułtana, Szams ad-Dinem, kadim Nablusu, który wręczył mu klucze do Jerozolimy. Ulice były puste, wielu muzułmanów uciekło. Prawosławnych Syryjczyków gniewało to łacińskie odrodzenie – a Fryderyk nie miał dużo czasu: biskup Cezarei był w drodze, żeby wyegzekwować zakaz patriarchy i obłożyć miasto interdyktem

Rozkazał ich wielkiemu mistrzowi, Hermannowi von Salza, i biskupowi Piotrowi z Winchesteru naprawić wieżę (ślady tych prac widać do dzisiaj) i ufortyfikować Bramę św. Szczepana (dzisiaj Damasceńska).

odjechali, królowa Melisanda odniosła swój największy triumf i przeżyła największe upokorzenie. 15 lipca 1149 roku ona i jej syn konsekrowali nową bazylikę Grobu Świętego, wówczas – i obecnie – arcydzieło i oszałamiającą świętą dekorację dla chrześcijańskiej Jerozolimy. Architekci, znajdując zawikłany labirynt kaplic i świątyń

„Miejcie się na baczności przed każdym, kto podąża do Jerozolimy”, ale nawet muzułmanie powtarzali, że „nie ma bardziej sprzedajnych szelm niż mieszkańcy świętych miast”. Tymczasem sułtani mameluccy co pewien