Wydawca: Zwierciadło Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 236 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Jedzenie, które leczy - Karolina Szaciłło, Maciej Szaciłło

Jesteś tym, co... jesz.

Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że to, co jemy wpływa zarówno na naszą witalność, wagę, stan naszej skóry czy włosów, ale również na kondycję naszego całego organizmu, w tym szczególnie na stan naszych narządów.

Z jakich produktów, ziół i przypraw powinniśmy komponować menu, aby mieć energię i cieszyć się zdrowiem? Odpowiedź znajdziesz w książce Jedzenie, które leczy.

Karolina i Maciej Szaciłło skorzystali z mądrości najstarszej znanej ludzkości medycyny - ajurwedy. Ten liczący 5 tysięcy lat system medyczny podchodzi do zdrowia w sposób holistyczny. Pomaga powrócić i utrzymać stan równowagi. Czy istnieje jedna, idealnie dobrana dieta dla każdego? Nie. Każdy z nas jest bowiem inny. Różnimy się nie tylko widocznymi elementami jak wzrost, waga, płeć czy kolor skóry. Mamy m.in. inne trawienie, różne zapotrzebowanie energetyczne. Mało tego nasze potrzeby zmieniają się wraz ze zmiennością otaczającego nas świata. Innego rodzaju przyprawy i smaki są nam potrzebne zimą, a inne upalnym latem.

Autorzy nie tylko podadzą przepisy na proste i smaczne posiłki sprzyjające zdrowiu, ale podpowiedzą jak odnaleźć swoją drogę do zdrowia i radości życia.

Karolina Szaciłło jest specjalistką od zdrowego trybu życia. Publikuje m.in. na łamach „Wysokich Obcasów”, „Coachingu”. Prowadzi warsztaty i szkolenia z zakresu medytacji, zdrowego jedzenia oraz wyjazdowe detoksy wraz z mężem, Maciejem Szaciłło. Jest współautorką poradników dietetycznych, koncentrujących się na zdrowym, oczyszczającym organizm jedzeniu.

Maciej Szaciłło jest popularnym ekspertem od zdrowego żywienia oraz ekologicznego typu życia. Wspólnie z żoną, Karoliną Szaciłło, prowadzi liczne kursy, szkolenia i warsztaty zdrowego gotowania, wyjazdowe detoksy oraz zajęcia związane z medytacją, ćwiczeniami oddechowymi i tym podobnymi. Od lat prowadzi także kącik zdrowego gotowania w Dzień Dobry TVN. Jest współautorem licznych publikacji poświęconych zdrowiu i oczyszczaniu organizmu.

Opinie o ebooku Jedzenie, które leczy - Karolina Szaciłło, Maciej Szaciłło

Fragment ebooka Jedzenie, które leczy - Karolina Szaciłło, Maciej Szaciłło

Redakcja i korekty: Melanż
Konsultacja merytoryczna i przygotowanie ramek „Zdaniem konsultanta ajurwedyjskiego”: PRZEMEK WARDEJN (www.slowonline.org)
Projekt i opracowanie graficzne: BARTŁOMIEJ SZACIŁŁO
Zdjęcie na okładce: StockFood
Zdjęcia potraw: KAROLINA i MACIEJ SZACIŁŁO
Zdjęcia reportażowe: JAREK TOKARSKI (www.jarektokarski.com) i MACIEJ SZACIŁŁO
Pozostałe zdjęcia: 123 RF
Redaktor prowadzący: MAGDALENA CHORĘBAŁA
Dyrektor produkcji: ROBERT JEŻEWSKI
Zdjęcia: Okładka: WOJCIECH OLSZANKA Wnętrze: MONIKA MROZOWSKA
© Copyright by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2017 Text © copyright by Karolina i Maciej Szaciłło 2017
Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.
ISBN 978-83-8132-011-5
Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o. ul. Postępu 14, 02-676 Warszawa tel. (22) 312 37 12 Dział handlowy:handlowy@grupazwierciadlo.pl
Konwersja:eLitera s.c.

WSTĘP

KAROLINA: Gdy zamykam oczy, wciąż widzę miękkość jej ruchów. Przesuwa rękę po bladej, wychudzonej twarzy. Na wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych pojawiają się krople przedpołudniowego „indyjskiego potu”. Mimo zmęczenia kobiecość i poddanie rysują się w każdym jej geście. Uwidaczniają się w mimice jej twarzy... Przyglądałam się jej z ukrycia. Zastanawiałam się, kim jest, czym się zajmuje. Co sprawiło, że jest tak pogodzona ze sobą? Ze swoim losem? Próbowałam odgadnąć ciąg zdarzeń, które doprowadziły ją do tego momentu. Do tego spotkania. Do kolejnego pobytu w szpitalu ajurwedyjskim w Indiach. Oddalona o tysiące kilometrów od swojego domu, swoich przyzwyczajeń, swoich bliskich, uśmiechała się. W jej spojrzeniu było coś tak głębokiego, pięknego i świadomego. Było to spojrzenie osoby, która kilkakrotnie balansowała na tej cienkiej granicy między śmiercią a życiem. Chciała żyć. Kiedy ja próbowałam zrzucić kilkadziesiąt nadprogramowych kilogramów, ona dosłownie walczyła o przetrwanie. Z zadziwieniem obserwowałam skomplikowane zabiegi ajurwedyjskie, przez które przechodziło jej doświadczone bólem ciało. Podziwiałam jej spokój, wytrwałość i wiarę. To właśnie one połączone z tą najstarszą nauką o życiu sprawiały, że wygrywała tę walkę. Na moich oczach jej cierpiące na śmiertelną chorobę autoimmunologiczną ciało dosłownie wracało do życia. Powoli nabierało kolorów. Jej umysł dzięki medytacji i technikom oddechowym wypełniał się entuzjazmem i radością. Patrzyłam, przecierałam oczy. Nabierałam pokory. Odzyskiwałam wiarę. W człowieka, we wszechświat (lub Boga), w medycynę (choć niekonwencjonalną), w lekarzy... Każdym porem swojej skóry czułam, że ajurweda jest kompletnym, holistycznym, wiarygodnym, wielowymiarowym (również duchowym) i najbardziej logicznym (ze wszystkich, które do tego momentu poznałam) systemem medycznym. Później jeszcze wielokrotnie doświadczałam tej logiki i kompletności na sobie, swoich bliskich, osobach, które w sposób zupełnie nieprzypadkowy pojawiały się na mojej i Maćka drodze...

Ta książka długo w nas kiełkowała. Dojrzewała. Choć ajurweda pojawiła się w naszym życiu już kilka (a nawet ponad 10) lat temu, nie czuliśmy się gotowi, aby przelać na słowa, na myśli, na przepisy, nawet niewielki fragment tego co, ma do zaoferowania. Musiało upłynąć trochę czasu. Musiało wydarzyć się kilka chorób i powrotów do równowagi. Musieliśmy doświadczyć kilku podróży do Indii, do miejsca, w którym starożytni riszi spisali ponad 5 tysięcy lat temu Wedy („veda” znaczy „wiedza”). Ich istotną częścią była właśnie ajurweda. Czego dotyczy? Już jej pierwszy rozdział mówi o tym, jak cieszyć się długowiecznością. Wyjaśnia, w jaki sposób osiągnąć harmonię z naturą, z leżącą w naturze natury zmiennością. Krok po kroku opisuje, co dobrze jest robić każdego dnia, aby być zdrowym. Zdrowym w rozumieniu holistycznym i wielopoziomowym – na ciele, umyśle i duchu. Szczegółowo wymienia, co najlepiej jest jeść w różnych porach roku, a czego unikać, o której godzinie wstawać. W jaki sposób przygotować swoje ciało do nadchodzących zmian. Tak, ajurweda zawsze idzie o krok dalej. Nie skupia się tylko na leczeniu poszczególnych chorób. Jest nauką dotyczącą... całego życia. Z jego wszystkimi zakamarkami, niuansami i zmiennościami. Na dodatek nauką, którą od 1979 roku akredytuje Światowa Organizacja Zdrowia i klasyfikuje jako: „koncepcję zdrowia i terapii”. Warto wspomnieć, że ajurweda jest jednym z niewielu systemów medycyny niekonwencjonalnej, który od tysięcy lat wykorzystuje chirurgię!

„(...) Gdyby ajurweda była religią, natura byłaby jej boginią (...)” – napisał Robert Svoboda w „Prakriti, odkryj swoją pierwotną naturę”, bliskiej nam książce o ajurwedzie, którą cytujemy w „Jedzeniu, które leczy”. To jedna z najkrótszych i zarazem najpełniejszych definicji, które usłyszałam. Na kolejnych stronach tej książki znajdziecie dużo praktycznej wiedzy dotyczącej tej najstarszej nauki o życiu. Staraliśmy się, aby była ona podana i skomponowana w możliwie jak najbardziej przejrzysty, dokładny i prosty sposób. W poszczególnych rozdziałach krok po kroku wyjaśnimy więc, czym jest ajurweda. Opowiemy, w jaki sposób ziemia, woda, ogień, powietrze i eter (przestrzeń) manifestują się w twoim umyśle i ciele. Zdefiniujemy też pojęcie tzw. doszy. Pomożemy ci w przybliżeniu ustalić, z których dosz (lub pojedynczej) doszy składa się twoja konstytucja. Jak w prosty i praktyczny sposób możesz zrównoważyć nadmiar wspomnianych żywiołów w swoim ciele. Podpowiemy, z których produktów spożywczych powinna się składać optymalna dla twojej konstytucji dieta. Opiszemy dokładnie najlepsze dla ciebie sposoby obróbki termicznej, zabiegi (m.in. olejowe masaże, lecznicze kąpiele), a nawet techniki oddechowe i medytacje. Przedstawimy kompletne, wegetariańskie (część przepisów jest wegańskich) menu w dwóch wariantach: wiosenno-letnim i jesienno-zimowym. W tej książce znajdziesz ponad 80 przepisów na napoje, mieszanki przypraw, pieczywo, śniadania, obiady, kolacje i przekąski. Potrawy zostały tak skomponowane, aby zachować kompromis między smakiem a właściwościami leczniczymi dań. Chcieliśmy pokazać, że „Jedzenie, które leczy”, powinno w pierwszej kolejności koić twoje zmysły... smakiem.

Aby wiedza przedstawiona w tej książce była jak najbardziej kompletna, korzystamy nie tylko ze swojego doświadczenia. W „Jedzeniu, które leczy” pojawiają cytaty i porady najbardziej znanych na świecie lekarzy ajurwedyjskich. Obok cytowanego Roberta Svobody również Davida Frawleya i Vasanta Lada. Sami jesteśmy wielkimi pasjonatami ajurwedy, ale żadne z nas nie ukończyło studiów w tym kierunku. Dlatego nad zawartością merytoryczną tej książki czuwał Przemek Wardejn. To on opracował wszystkie ramki „Zdaniem konsultanta ajurwedyjskiego” i pomógł nam zrównoważyć menu pod kątem poszczególnych dosz. Przemek jest naszym wieloletnim przyjacielem, a ponadto konsultantem ajurwedyjskim, trenerem interpersonalnym, nauczycielem medytacji i instruktorem jogi. Ajurwedą zajmuje się ponad 15 lat. Uczył się jej w Kanadzie, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Polsce, ale przede wszystkim w Indiach. Podczas swoich kilkunastu pobytów w tym kraju spędził wiele miesięcy w różnych klinikach ajurwedyjskich. Przetłumaczył setki konsultacji z lekarzami ajurwedyjskimi, a dyplom konsultanta uzyskał w Ayuskama Institute w Rishikesh. Jako trener przeprowadził ponad 5000 godzin szkoleniowych. Jest twórcą aplikacji mobilnej do medytacji slowonline.org.

„Jedzenie, które leczy” jest tak naprawdę opowieścią o podróży. O naszej podróży do Indii, tej najświeższej, ale również o kilku poprzednich wyprawach w poszukiwaniu korzeni ajurwedy. O tej najdłuższej podróży, którą każdy z nas pokonuje w swoim życiu: z głowy do serca. Do samego środka siebie. Przede wszystkim jednak opowiemy o naszej wieloletniej podróży w poszukiwaniu równowagi między pięcioma elementami, z których zbudowany jest świat. Między elementami, z których zbudowane jest nasze ciało, nasz umysł. Zdaniem ajurwedy to właśnie ziemia, woda, ogień, powietrze i eter (przestrzeń) tworzą każdy, nawet najmniejszy fragment otaczającej nas rzeczywistości. Składają się na nasze życie. Równowaga między nimi odpowiada za nasze zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne...

AJURWEDA, CZYLI NAUKA O ŻYCIU

KAROLINA: „Zacznijmy od tego, czym jest ajurweda. Ajurweda to bardzo stara dziedzina nauki, która wywodzi się z Indii. Liczy sobie ponad 5 tysięcy lat. Nazwa pochodzi z sanskryckiego „ayur” i oznacza „życie” lub „zdrowie” oraz „veda”, co oznacza „naukę” lub „wiedzę”. Jest to więc dosłownie nauka o życiu” – wyjaśnił dr Baiju, z którym miałam przyjemność rozmawiać w Ananda Lakshmi Ayurveda Retreat, ośrodku ajurwedyjskim w Kerali. Dr Baiju, podobnie jak większość specjalistów od ajurwedy, pracę ze swoimi pacjentami zaczyna od ciała. Nad ciałem najłatwiej jest zapanować. Najprościej jest je uzdrowić. W zdrowym ciele zdrowy duch. Dr Baiju wnikliwie obserwuje więc swoich pacjentów. Na czczo w trakcie tzw. konsultacji bada im puls. Następnie notuje, jak wyglądają, ile ważą, jak się poruszają, spogląda im głęboko w oczy, ogląda ich język. Na postawie tak pozornie nieistotnych, z punktu widzenia naszej współczesnej medycyny, czynników jak wzrost, kolor włosów, oczu, sposób trawienia, nastroje, tego w jaki sposób reagują na zmieniające się pory roku, czy mają tendencję do wychładzania się, a może jest im zazwyczaj zbyt ciepło, określa tzw. konstytucję i dobiera optymalną dla danej osoby dietę. Rozpatruje człowieka holistycznie i wielopoziomowo. Rozróżnia zdrowie fizyczne, umysłowe, społeczne i duchowe. Bo przecież jeśli na którymś z tych poziomów nie ma równowagi, nie możemy powiedzieć, że jesteśmy zdrowi.

W Kerali spędziliśmy pierwszy tydzień naszej ostatniej 14-dniowej wyprawy do Indii. W jej trakcie sporo dowiedzieliśmy się o ajurwedzie. Gdzieś pomiędzy zieloną, spokojną (w porównaniu z innymi częściami Indii) Keralą, zatłoczonym lotniskiem w Bangalore, a olbrzymim aśramem przypominały mi się moje poprzednie podróże do Indii. Moje rozmowy z różnymi lekarzami ajurwedyjskimi. Spotkania, momenty, relacje... Zastanawiałam się, czym dla mnie jest ajurweda. Nie będę udawała, że mam gruntowną wiedzę na jej temat. Wiem co nieco. To, czym mogę się z Wami podzielić, to moje doświadczenie. Mogę z dziennikarską dokładnością zrelacjonować swoje rozmowy ze specjalistami i osobami, którym dosłownie uratowała ona życie...

WARTO WIEDZIEĆ

Pranajamy to techniki oddechowe od tysiącleci wykorzystywane w jodze. Słowo pochodzi od sanskryckiego „prana” (oznacza „ulotną energię życiową”) i „yama” (oznaczającego „kontrolowa攄gościć” lub „gromadzić”). Pranajamy są więc ćwiczeniami, które pozwalają nam gromadzić energię życiową w ciele. Na poziomie fizycznym lepiej je dotleniają. Stanowią też doskonały wstęp do medytacji. Słowem, są jednym z najlepszych, najszybszych i najtańszych sposobów na oczyszczenie zarówno ciała, jak i umysłu. Czy wiesz, że to właśnie dzięki oddechowi usuwamy ponad 70% toksyn z naszego organizmu? Spokojny wdech i wydech pomagają nam również sprowadzić umysł do chwili obecnej. Są pomostem łączącym ten ostatni z ciałem. W poszczególnych rozdziałach „Jedzenie, które leczy” opiszemy kilka prostych, najlepszych dla poszczególnych konstytucji pranajam, z których bez problemu będziesz mógł skorzystać w domu.

Przyznam się do czegoś. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej najstarszej nauce o życiu, nie byłam przekonana. Kojarzyła mi się, pewnie jak wielu z was, z szamanizmem, czarną magią, ogólnie ze „ściemą”. Nie przemówiły do mnie również moje pierwsze spotkania z lekarzami medycyny ajurwedyjskiej w Europie. Jednak niczym kropla drążąca skałę, z każdą kolejną rozmową i informacją, ajurweda mnie do siebie przyciągała. I tak, współczesna medycyna kilkakrotnie postawiła mnie na nogi. Zawdzięczam jej całą wątrobę i to, że dziś bez problemu chodzę (mam zespoloną panewkę stawu biodrowego). Pomimo mojej wdzięczności, czegoś mi w niej jednak zawsze brakowało. Coś mnie kłuło i przeszkadzało. Najbardziej fakt, że wszystkie przypadki wrzuca się do jednego worka. Nie usuwa się przyczyny, tylko koncentruje się na objawach. Rozpatruje chorego w kontekście tego malutkiego, tak naprawdę niewiele mówiącego wycinka – choroby. Pomija najczęściej cały szereg tak istotnych z punktu widzenia ajurwedy „zmiennych warunkowych”. Dlatego tak ważnym elementem tej nauki o życiu jest nie tylko dieta, zabiegi (w  m.in. masaże olejowe) czy odpowiednio dobrane, często indywidualnie przygotowywane mieszanki ziołowe, ale również joga (i pranajamy) oraz medytacja. Idzie ona o kilka kroków dalej. Skupia się nie tylko na ciele, ale również na umyśle i duszy.

Przede wszystkim ajurweda jest nauką o tym, jak nie chorować. Jak zapobiegać, a nie leczyć. W przepiękny sposób mówi o tym, jak żyć, aby jak najdłużej cieszyć się zdrowiem i szczęściem. Czy wiesz, że starożytne księgi wedyjskie wymieniają aż 6 poziomów choroby?

Zdaniem konsultanta ajurwedyjskiego

Mianem choroby w ajurwedzie określa się stan, w którym doświadczamy nawet najmniejszych zmian w funkcjonowaniu organizmu. Dzieje się tak, gdy któraś z dosz wychodzi z równowagi, czyli jest jej za dużo.

Stadium 1. Dosza zaczyna się zbierać w swoim głównym organie. Są to: jelito grube dla vaty, jelito cienkie i dół żołądka dla pitty, góra żołądka i płuca dla kaphy. Symptomy zmiany są mało zauważalne: beknięcie, pieczenie, katar.

Stadium 2. Dosza wypełnia cały bazowy organ. Objawy jej nagromadzenia się są częstsze, ale wciąż dość rzadkie.

Stadium 3. Dosza wypełniła cały bazowy dla siebie organ i zaczyna z niego wyciekać. Objawy dalej się nasilają, ale wciąż jeszcze często nie zauważamy narastających problemów. Uważamy to za coś normalnego, nierzadko przywykamy już do tych objawów, np. do gazów, zgagi, dodatkowych kilogramów.

Stadium 4. Dosza zaczyna krążyć po całym ciele w poszukiwaniu słabego miejsca, aby móc w nim się zagnieździć. Pojawiają się inne objawy podniesionej doszy, np. strzykające kolana, pryszcze, śluz.

Staduim 5. Dosza osadza się w organie, który mamy słabszy. Wówczas pojawiają się pierwsze oznaki choroby, jakie znamy z terminologii medycyny alopatycznej.

Staduim 6. Następuje zwyrodnienie i degeneracja organu osłabionego przez podniesioną doszę. Wtedy idziemy do lekarza.

Co zrobić, aby uniknąć ostatnich, najbardziej niebezpiecznych stadiów choroby?

Umiejętnie obserwować swoje ciało, które daje dość czytelne znaki już od pierwszych momentów nierównowagi. Zachowuje się trochę niczym kapiący kran. Wystarczy po prostu w odpowiednim momencie mocniej go zakręcić!

MACIEK: Czym jest więc owa tajemnicza „dosza”? Nim ją zdefiniuję, chciałbym przenieść się kilka tysięcy lat wstecz. Do okresu, gdy starożytni riszi tworzyli Wedy. Pojawiło się w nich pojęcie „anu”. „Anu” to nic innego jak „atom”. Już wówczas wiedziano, że nie jest on cząstką elementarną (dziś nazywaną fundamentalną), czyli najmniejszą, niepodzielną częścią materii. Od lat fizycy bezskutecznie próbują ją ustalić. Okazuje się jednak, że każdą najmniejszą cząstkę udaje się podzielić. Można ją tak dzielić i dzielić w nieskończoność. Podział materii na atomy lub mniejsze kwarki wydaje się być mało precyzyjny. Dlatego starożytni riszi cały wszechświat podzielili na 5 podstawowych elementów – żywiołów. Ziemia, woda, ogień, powietrze i przestrzeń budują otaczający nas świat i nas samych. Z nich składają się 3 tzw. dosze – vata, pitta i kapha. Vata, pitta i kapha to odpowiednio powietrze i przestrzeń, ogień i woda oraz woda z ziemią. Rodzimy się z jedną lub kilkoma dominującymi doszami w ciele – to one określają właśnie naszą „konstytucję” przez ajurwedę nazywaną „prakriti”. W trakcie naszego życia poszczególne dosze na skutek ciągłych zmian wychodzą ze stanu równowagi. Zaczynają dominować w ciele. Jak wyjaśnił Przemek, ta dominacja dosz, innymi słowy nadmiar danego żywiołu, prowadzi do chorób – zarówno psychicznych, jak i fizycznych. Podstawowym celem ajurwedy jest więc przywrócenie równowagi w organizmie.

WARTO WIEDZIEĆ

„(...) Na tej samej zasadzie, na której nasze ciała są zbudowane z trylionów niezależnych komórek, my wszyscy jesteśmy małymi komórkami uniwersalnego organizmu. (...) W istocie wszystko, co istnieje w świecie zewnętrznym, ma swój odpowiednik w wewnętrznym wszechświecie żyjącej istoty. (...) Riszi stosowali teorię pięciu wielkich elementów, by wyjaśnić, w jaki sposób te wewnętrzne i zewnętrzne siły łączą się. (...)

Pięć elementów zagęszcza się w postaci 3 dosz: vata, pitta i kapha. Vata jest związana przede wszystkim z układem nerwowym, kontroluje wszystkie ruchy w ciele. Kapha odpowiada za stabilność i nawilżenie ciała. (...) Wszystkie procesy o charakterze pitta są związane z trawieniem lub „gotowaniem”. (...) Na poziomie komórkowym vata dostarcza do komórek składniki odżywcze i zajmuje się usuwaniem z nich produktów przemiany materii, pita trawi składniki odżywcze, aby zapewnić energię niezbędną do funkcjonowania komórek, a kapha kontroluje strukturę komórkową. (...)” – tłumaczy Robert Svoboda w „Prakritii”, odkryj swoją pierwotną naturę”. Svoboda jest jednym z pierwszych ludzi Zachodu, który uzyskał tytuł lekarza medycyny ajurwedyjskiej. Później wyjaśnia, jak 3 dosze manifestują się w umyśle. I tak vata porównuje zapamiętane informacje z nowymi danymi, a pitta przetwarza je i wyciąga wnioski. Kapha z kolei daje spokój i stabilność, umożliwiającą zrozumienie ich.

Jak powrócić do równowagi, gdy żyjemy w tak bardzo odbiegającym od harmonii środowisku? Codziennie jesteśmy zalewani milionami informacji, dźwięków, obrazów. Stresujemy się, ciągle gdzieś biegniemy. Kiedy się porządnie rozpędzimy, oddalimy od wszystkiego co pierwotne i naturalne, ciężko jest wrócić. Ciężko wyhamować. Ajurweda daje nam jednak bardzo konkretne, dopasowane do naszych indywidualnych potrzeb wskazówki. Zadziwiający i fascynujący jest fakt, że te wskazówki, spisane tysiące lat temu, są nadal aktualne. Warto dodać, że szczególnie precyzyjnie wypowiada się na temat diety. Porady dotyczące odżywiania nie ograniczają się tylko do opisu poszczególnych grup produktów, które powinniśmy spożywać, aby zrównoważyć daną doszę. W menu „sattvicznym” – dostarczającym nam największej ilości wspomnianej prany, ulotnej energii życiowej, liczy się odpowiednio dobrany smak, a nawet czas i wielkości spożywanych posiłków oraz ich konsystencja.

Zdaniem konsultanta ajurwedyjskiego

Agni – w bezpośrednim tłumaczeniu to po prostu ogień. Jest jednym z pięciu żywiołów tworzących strukturę wszechświata. W naszym ciele agni odpowiada przede wszystkim za trawienie (jego przejawem jest kwas solny w żołądku) i dobry metabolizm. Miejsce głównego agni (tzw. Jatharagni) to dolna część żołądka i jelito cienkie. Ogień jest podstawą dobrego zdrowia. Dlaczego? Główną przyczyną nierównowagi – zaburzonych dosz – jest właśnie niestrawiony pokarm. Tworzą się z niego toksyny. Ogień potrzebny jest także do utrzymania odpowiedniej temperatury w ciele. Ale nie tylko: agni to również siła transformująca pokarm, jak i siła która odpowiada za zmiany. Dlatego osoba o dobrze funkcjonującym agni będzie inteligentna i bystra. 

Jedzenie sattviczne wpływa kojąco na wszystkie trzy dosze. Korzysta na nim zarówno rozbiegana vata, jak i wybuchowa pitta oraz stateczna kapha. Warzywa, owoce, ziarna, część roślin strączkowych, świeżych produktów mlecznych (z dobrej jakości mleka), orzechów, nasion, naturalnych, nierafinowanych substancji słodzących, dobrej jakości masła sklarowanego oraz zimnotłoczonych olejów zaliczą się do grupy najbardziej pożądanych w naszym menu produktów. Lekka, odżywcza, delikatnie przyprawiona, naturalnie słodka i zapewniająca nam młodość kuchnia sattviczna nie toleruje wszystkiego co przetworzone, chemiczne, puszkowane, a nawet mrożone czy podgrzewane w kuchence mikrofalowej. Największą wartość ma jedzenie gotowane na żywym ogniu, a nie na płycie indukcyjnej czy elektrycznej. Przede wszystkim jednak „sattva” oznacza świeżość. Ajurweda podkreśla, że jedzenie zachowuje pranę tylko do 5–6 godzin od przygotowania posiłku. Wiem, że niemrożenie, niegotowanie większych porcji na następny dzień, a nawet kilka dni może się wydawać dla wielu osób nieosiągalne. Też tak kiedyś myślałem. Dziś jednak wiem, że jest to w dużej mierze kwestia zmiany nawyków. Powolnej, ewolucyjnej transformacji starych przyzwyczajeń. Nie trzeba od razu rzucać się na głęboką wodę. Można małymi krokami wprowadzać zmiany w stylu życia. Zacząć od tych najprostszych jak przygotowywanie samemu z naturalnych produktów przynajmniej części spożywanych w ciągu dnia posiłków. U mnie wszystko zmieniło się, gdy poczułem przypływ energii, gdy w ślad za nim pojawił się na mojej twarzy szczery uśmiech. A dobre samopoczucie, zarówno psychiczne, jak i fizyczne, jest najlepszą motywacją.

WARTO WIEDZIEĆ

Czy wiesz, że wszystko, co jesz wpływa zarówno na twoje ciało, jak i umysł? To jedna z podstawowych zasad w ajurwedzie. Wyodrębniła ona 3 tzw. guny lub innymi słowy cechy, właściwości lub siły natury materialnej: sattvę, radżas i tamas. I tak sattva oznacza równowagę. Jest to najbardziej naturalny, wypełniony spokojem, ale również energią stan. Radżas to stan ruchu. Jest intensywny, ale najczęściej chaotyczny i zmienny. Tamas to stan inercji, wycofania się z życia. Na podstawie tych 3 gun ajurweda określa również właściwości poszczególnych pokarmów. Jedzenie sattviczne umożliwia nam osiągnięcie równowagi i szczęścia. Radżasowe, jak np. ostre przyprawy czy biały cukier, daje nam energię, ale szybko ją nam zabiera. Pozostawia nas zdrenowanych. Tamasowe (np. mięso czy nieświeże jedzenie) powoduje inercję i ospałość.

Zdaniem konsultanta ajurwedyjskiego

Nasze ciało – dla lepszego zobrazowania zależności pomiędzy doszami – można porównać do dobrze funkcjonującego domu. Fundament, na którym jest zbudowany, to kapha. Pokój dzienny, gdzie stoi piec i kominek, gdzie załatwiamy wszystkie bieżące sprawy – to pitta. Natomiast poddasze, przestronne miejsce, w którym lubimy figlować lub pisać wiersze – odpowiada vacie.

Jeśli jest pomiędzy tymi przestrzeniami równowaga, w domu panuje harmonia. Gdy jednak ogień płonie choć trochę poza kominkiem, powstaje pożar. Aby podtrzymać ogień w piecu, potrzeba powietrza. Jednak gdy jest go za dużo, ogień gaśnie i z upływem czasu w domu zaczyna tworzyć się wilgoć, powstaje pleśń. To najczęściej spotykany model nierównowagi w ajurwedzie. Vata – nadmiar powietrza – gasi ogień trawienny – pittę – i z biegiem czasu w organizmie wytwarza się śluz – kapha – i łapiemy niepotrzebne kilogramy.

POZNAJ SWOJĄ NATURĘ

KAROLINA: „Nie moglibyście napisać takiej prostej i przejrzystej książki o ajurwedzie? Większość pozycji jest dość skomplikowana. Brakuje w nich też menu...” – usłyszałam na warsztacie, który kilka miesięcy temu prowadziłam. Zaczynaliśmy wówczas opracowywać strukturę „Jedzenia, które leczy”. Kilka dni później Maciek dostał maila o dość podobnej treści. I jak tu nie wierzyć w synchronię? Od dawna czuję, że nic nie dzieje się przypadkiem. Im bardziej jesteśmy świadomi, tym mocniej dostrzegamy ten fakt. Nagle odnajdujemy informacje w małych, pozornie nieistotnych sygnałach, które podsuwa nam wszechświat. W sygnałach, które dostarcza nam nasze ciało. Zauważamy lekcje, które kryją się za najtrudniejszymi sytuacjami. Informacje, które podpowiadają choroby. Czerpiemy w nich. Kierujemy się nimi. Stawiamy kolejne małe kroczki na drodze do równowagi. Na drodze do wolności...

Zdaniem konsultanta ajurwedyjskiego

Prakriti to nasza natura. Prakriti pochodzi od sanskrckiego słowa „przyroda”, czyli coś dane nam przy narodzinach. W terminologii ajurwedyjskiej określa się nim proporcje dosz danych w momencie poczęcia. Coś, co nigdy się nie zmieni. Jeśli będziemy utrzymywać te proporcje w naturalnej równowadze, pozostaniemy zdrowi.

Vikriti to nasz stan obecny. Im bardziej różni się od naturalnego, tym mniej równowagi w organizmie. Przy dobieraniu diety, ziół, zabiegów i stylu życia powinniśmy kierować się właśnie vikriti. Natura – prakriti – nie zmieni się, ale może zostać przysłonięta przez jakąś nierównowagę. Wówczas należy tę zasłonę oczyścić. Robimy to właśnie poprzez obniżanie obecnie dominującej doszy – vikriti.

Czym jednak jest owa enigmatyczna i ostatnio nadużywana „świadomość”? Co oznacza „bycie świadomym”? Świadomość to nic innego jak umiejętność zaglądania w pierwszej kolejności do środka. Obserwowania siebie. Brania odpowiedzialności za swoje ciało i emocje. Dopiero później konfrontowania tego, co odnalezione w środku, z tym, co dzieje się na zewnątrz. Również z tym, co dosłownie „zapisane” na zewnątrz. Z całą olbrzymią wiedzą, jaką daje nam zarówno medycyna wschodu, jak i współczesna dietetyka. Poznawania swoich mocnych i słabych stron. Przyglądania się im, a następnie akceptowania ich. Świadomość można rozpatrywać w kilku aspektach. Jest ona związana z często wypieraną i pomijaną sferą emocjonalną. Jest również świadomość swojego ciała. Umiejętność szybkiego rozpoznawania sygnałów, które nam wysyła. Niebagatelizowania ich. Kierowania się nimi. Wiedza między innymi na temat tego, jakie smaki dominują w danym momencie w mojej diecie. Ustalenie, czy mam skłonność do wychładzania się, a może jest mi cały czas ciepło? Czy zasypiam bez problemu, a może cierpię na bezsenność? Wszystkie te informacje, sygnały i preferencje dostarczają nam olbrzymiej bazy tak często niewykorzystanych danych. Są najważniejszym kierunkowskazem w wyborze optymalnej diety. Słowem, poszerzają naszą świadomość. Jak mówi ajurweda, stanowią podstawę do określenia tzw. konstytucji, czyli prakriti. Co być może ważniejsze, dostarczają nam też informacji, które pomagają ustalić nasze tzw. vikriti.

MACIEK: Zastanawiasz