Jedność małżeńska a finanse - Elżbieta Wrotek - ebook
lub
Opis

Witam tę książkę z radością jako bardzo potrzebną w wielu naszych domach rodzinnych.

Cenne są świadectwa małżeństw, które z Bożą pomocą uporządkowały sprawy finansowe i przekonują, że życie według zasad Bożej ekonomii jest możliwe. Bardzo pożyteczne wydają się propozycje dialogów małżeńskich i rozmów na temat finansów, które stanowią konkretną pomoc w budowaniu ze współmałżonkiem jedności w obszarze finansów. Życzę wszystkim, którzy wezmą tę książkę do ręki, aby wreszcie w ich życiu małżeńskim przestało być tak, że zasadniczo na wielu płaszczyznach czują się jedno, a tylko pieniądze ich upokarzają, doprowadzają do żalów i kłótni, niszczą i dzielą.
O. prof zw. dr hab.
Kazimierz Lubowicki OMI
Sekretarz Rady KEP
ds. Apostolstwa Świeckich

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 310


Elżbieta ‌Wrotek

JEDNOŚĆ MAŁŻEŃSKA A FINANSE

Odgadłem ‌bowiem,że Pan ‌błogosławi mi ‌dzięki ‌Tobie(Rdz 30,27)

Wydawnictwo ‌Monumen

Warszawa 2017

Opracowanie redakcyjne ‌i korekta:Beata ‌i Tomasz Strużanowscy

Projekt ‌okładki ‌i rysunek ‌na okładce:Zuzanna ‌Szulc

Skład ‌wersji ‌elektronicznejBartek ‌Maciejewski

© Copyright by ‌MONUMEN ‌Spółka z o.o., 2017All rights ‌reserved

Wersety Pisma Świętego pochodzą ‌z Biblii ‌Tysiąclecia Wydawnictwa ‌Księży Pallotynów, wydanie IV; ‌zostały ‌wyszukane za ‌pomocą www.wbiblii.pl

ISBN ePub 978-83-65624-40-6ISBN ‌Mobi 978-83-65624-41-3

Wydawnictwo Monumenos. Przemysława ‌16A/661-064 Poznańwww.miesiecznikegzorcysta.pl

ZamówieniaKsięgarnia ludzi ‌wolnychtel. ‌22 ‌266 80 ‌[email protected]

Książkę dedykuję Mirkowiw podziękowaniu ‌za ‌szczęście małżeńskie

Słowo wstępne

W ostatnim czasie pogłębia się zrozumienie istoty zaangażowania laikatu w ewangelizację świata. Co ciekawe, dzieje się to nie tyle pod wpływem teorii pastoralnych, ile w konsekwencji realistycznego spojrzenia na wyzwania, które niesie codzienne życie. Mówiąc najprościej, nikt tego miejsca laikatowi nie wskazuje, ale laikat – prowadzony mocą Ducha Świętego – sam odnajduje je jako sobie właściwe i dla Kościoła prawdziwie pożyteczne.

Jeszcze zupełnie niedawno trzeba było chronić ludzi świeckich, którzy chcieli zaangażować się w ewangelizację, przed pokusą klerykalizmu, gdyż wielu z nich nie potrafiło sobie wyobrazić, że w Kościele mogą robić z pożytkiem coś innego niżeli ich proboszcz. Niestety, niekiedy sam laikat nie doceniał swojej roli w Kościele. Dzisiaj, gdy bardziej powszechne stało się rozumienie Kościoła jako communio – mistycznego Ciała Chrystusa, gdzie każdy ma sobie właściwe i niezastąpione miejsce – laikat przestaje koncentrować się na samym sobie i „walczyć” o „docenienie”, a podejmuje ewangelizowanie świata w takich miejscach i takimi sposobami, które bez udziału ludzi świeckich byłyby niemożliwe.

Wracamy w ten sposób do mądrości pierwotnego Kościoła. Gdy rodził się Kościół, świeccy po prostu i najzwyczajniej „byli w świecie”, a przyjmując chrzest, podejmowali radykalny wysiłek, aby Ewangelią oświecać i przepajać wszystkie wartości świeckiego życia. W świadomości pierwszych chrześcijan istniało jedno jedyne życie wierzących, w którym sprawy materialne i duchowe przeplatały się ze sobą. Dzięki temu życie w Duchu Świętym oświetlało ich życie codzienne, to zaś stawiało wyzwania ich życiu duchowemu, i w ten sposób gwarantowało realistyczne podejście do spraw ducha.

Równocześnie wprowadzamy w czyn głębokie nauczanie Soboru Watykańskiego II o apostolstwie świeckich. Jak zauważył w 1987 r. synod o powołaniu i misji świeckich w Kościele i świecie, na posoborowej drodze laikatu nie brakło trudności i niebezpieczeństw. „Wypada tu przypomnieć przede wszystkim dwie pokusy, którym świeccy nie zawsze umieli stawić czoła: pokusa tak wielkiego angażowania się w posługi i zadania kościelne, że prowadziło to często do zaniedbywania w praktyce specyficznych powinności na polu zawodowym, społecznym, gospodarczym, kulturalnym i politycznym, oraz pokusa usprawiedliwiania niedopuszczalnego oddzielania wiary od życia, czyli oddzielania przyjęcia Ewangelii od konkretnych działań w sferze różnego rodzaju rzeczywistości doczesnych i ziemskich” (Jan Paweł II, Christifideles laici, 2).

Z takiego dojrzałego zrozumienia powołania świeckich do ewangelizacji świata zrodziła się właśnie ta książka. Jej tytuł – „Jedność małżeńska a finanse” – to marzenie teologa duchowości, dla którego jest oczywiste, że „ani troski rodzinne, ani inne sprawy świeckie nie powinny pozostawać poza sferą życia duchowego” małżonków (Sobór Watykański II, Apostolicam actuositatem, 4). Dzisiaj może nawet bardziej niż kiedykolwiek żyjemy w takich czasach, że ewangelizacja życia małżeńskiego i rodzinnego domaga się, aby te dwie rzeczywistości ściśle wiązać ze sobą. Nie da się bowiem zbudować trwałej i głębokiej jedności małżeńskiej bez uporządkowania swego podejścia do finansów. Jedność małżeńska okazuje się wtedy jedynie emocjonalną fikcją. Równocześnie wyłączne skupienie się na finansach szybko i skutecznie zniszczy jedność małżeńską, a niekiedy wręcz uniemożliwi jej budowanie. Nie wystarczy więc ukazywać słuszne ideały jedności małżeńskiej. Trzeba równocześnie wskazywać drogę do tej jedności, która wiedzie przede wszystkim przez prozę codziennego życia, a dopiero potem przez wzniosłość uczuć i duchowe doświadczenia.

Witam tę książkę z radością, jako bardzo potrzebną w wielu naszych domach rodzinnych. Jej przesłanie jest jasne, a język zrozumiały. Cenne są świadectwa małżeństw, które z Bożą pomocą uporządkowały sprawy finansowe i przekonują, że życie według zasad Bożej ekonomii jest możliwe. Bardzo pożyteczne wydają się propozycje dialogów małżeńskich i rozmów na temat finansów, które stanowią konkretną pomoc w budowaniu ze współmałżonkiem jedności w tym obszarze. Z radością i szczerze polecam tę książkę nawet tym małżeństwom, którym wydaje się, że pod tym względem nie mają nic do zrobienia. Jeszcze usilniej polecam ją małżeństwom, które pomyślą, że finanse to kwestia zbyt przyziemna, a oni potrzebują czegoś bardziej wzniosłego. Oczywiście, ucieszą się z niej z pewnością wszyscy, którzy mieli okazję uczestniczyć w konferencjach prowadzonych przez państwa Elżbietę i Mirosława Wrotków. Życzę wszystkim, którzy wezmą tę książkę do ręki, aby wreszcie w ich życiu małżeńskim przestało być tak, że zasadniczo na wielu płaszczyznach czują się jedno, a tylko pieniądze ich upokarzają, doprowadzają do żalów i kłótni, niszczą i dzielą.

Błogosławiony papież Paweł VI, przemawiając 2 października 1974 r. do Papieskiej Rady ds. Świeckich, zauważył, że „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”. Uważał to za tyle istotne, iż powtórzył te słowa w 41. numerze słynnej adhortacji apostolskiej Evangelii nuntiandi. Z pewnością takim właśnie świadkiem jest pani Elżbieta Wrotek, autorka tej książki. Można powiedzieć, że została powołana na członka naszej Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Świeckich nie tylko po to, aby reprezentować Domowy Kościół, ale również, a może nawet przede wszystkim jako ekspert w tej właśnie kwestii, dzisiaj tak bardzo aktualnej.

Autorka od 1981 roku związana jest z Ruchem Światło-Życie. Przeżyła podstawową formację młodzieżową w Oazie, zaś jako małżonka kontynuuje ją wspólnie z mężem Mirosławem w Domowym Kościele. Wraz z mężem byli parą odpowiedzialną za Domowy Kościół na szczeblu diecezjalnym, a następnie tzw. parą filialną, obejmując posługą (archi)diecezję białostocką, drohiczyńską, ełcką, łomżyńską, łowicką, łódzką, płocką, warszawską i warszawsko-praską.

Pani Elżbieta w 1988 r. ukończyła studia magisterskie na Wydziale Inżynierii Lądowej Politechniki Warszawskiej, a w 1996 r. studia MBA w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej oraz kurs dla chrześcijańskich liderów pt. „Sztuka wystąpień publicznych” zorganizowany przez Centrum Kształcenia Liderów i Wychowawców im. Pedro Arrupe w Gdyni. Pracowała zawodowo jako inżynier budownictwa drogowego, konsultant w banku inwestycyjnym oraz asystentka prezesa w firmie handlowej.

W 2008 r. związała się z Edukacją Finansową Crown. Była członkiem Krajowej Rady Crown, a obecnie jest sekretarzem Fundacji Edukacja Finansowa Crown i certyfikowanym wykładowcą Crown. Ukończyła kurs dla trenerów Kompasu Kariery Crown oraz Personality ID, odbyła staż w USA w ramach programu Council of International Programs na Uniwersytecie Zachodniej Wirginii oraz staż zorganizowany w Kopenhadze przez Ministerstwo Transportu Danii. Razem z mężem organizuje i prowadzi rekolekcje dla małżeństw zatytułowane „Jedność małżeńska a finanse”.

Kiedy „widział Bóg, że wszystko co uczynił było bardzo dobre” (Rdz 1,31) i z całego serca życzył pierwszym małżonkom, aby na zawsze takie „dobre i piękne” pozostało, polecił im, aby czynili sobie ziemię poddaną (Rdz 1,28). Nie ulega wątpliwości, że dzisiaj znaczy to także zapanować nad finansami. To wciąż aktualny warunek, aby wszystko było „dobre i piękne”.

 

O. prof. zw. dr hab. Kazimierz Lubowicki OMISekretarz Rady KEP ds. Apostolstwa Świeckich

Niech ta książka nas mocno „podrapie”!

Jak dobrze, że powstała ta książka! Z jednej strony jej temat może wydawać się przyziemny: finanse, pieniądze, własność, majątek, budżet, kredyty, oprocentowanie, oszczędzanie, dochody, wydatki, inwestycje, podatki. Brr... Szara proza dnia codziennego. Jak to wszystko „uduchowić”, uczynić częścią naszego chrześcijańskiego życia? I czy to w ogóle jest możliwe?

Autorka udowadnia, że nie tylko możliwe, ale wręcz konieczne. I że w gruncie rzeczy niczego nie trzeba sztucznie łączyć. W chrześcijaństwie nie ma bowiem podziału na sferę wzniosłego sacrum i bezwartościowego profanum – w drodze do nieba liczy się każdy wymiar naszego życia. Mamy być integralni w tym, co duchowe i w tym, co materialne, ponieważ te sfery przenikają się. I podkreślmy to mocno: dzieje się tak z woli Bożej.

Pieniądze w Kościele to temat często wstydliwy, przemilczany, dyskredytowany. I nie chodzi tu tylko o tyle razy wałkowany problem nieprzejrzystych finansów parafialnych, fikcyjność tzw. rad ekonomicznych, czy „szemrane” związki instytucji kościelnych z podejrzanymi biznesmenami. Poprzestańmy na indywidualnym wymiarze tego problemu. Tym, którzy poważnie traktują swą wiarę wydaje się, że droga do nieba wiedzie przede wszystkim przez modlitwę, wyrzeczenia, pobożne rozmyślania, duchowe ćwiczenia, ascezę. „Ale niestety!” – myślą, często podświadomie. „Oprócz tego trzeba jeszcze zaspokoić nieskończenie wiele przyziemnych potrzeb: ciało chce jeść, pić, domaga się ubrania, dachu nad głową... A do tego potrzebujemy tych wstrętnych pieniędzy”...

Powyższa wizja to karykatura chrześcijańskiego podejścia do spraw materialnych, niemająca nic wspólnego z tym, jak powinno być. A prawda jest taka, że pieniądze, choć same w sobie moralnie neutralne, mają ogromną moc sprawczą w naszym życiu duchowym, i podążając do nieba nie wolno ich pozostawiać samym sobie, czy wręcz uczynić z nich „działki”, którą przed Bogiem zamykamy na klucz ze słowami: „Nic Ci do MOICH pieniędzy!”. Wręcz przeciwnie – stosunek do nich, do posiadania, często stanowi najlepszy papierek lakmusowy naszej dojrzałości duchowej.

Ale trzymamy w ręku coś więcej niż chrześcijański poradnik o finansach. Autorka dotknęła bowiem tego problemu w kontekście jedności małżeńskiej. Ileż zadań stoi tu przed małżonkami, jeśli chcą, aby pieniądze służyły trwałości ich związku! Ilu rzeczy trzeba się nauczyć i je praktykować! Odsyłając jednak po szczegóły do dalszych stronic, poprzestańmy na sprawie najważniejszej: nie da się zbudować jedności małżeńskiej bez jedności z Bogiem, „tym Trzecim”, który – jeśli mąż i żona zdecydowali się Go przyjąć i na mocy sakramentu uczynić fundamentem ich relacji – w niczym im nie zagraża, niczego nie burzy. Przeciwnie – staje się gwarantem małżeńskiej trwałości i szczęścia.

W książce znajdziemy treści, które dla niejednego czytelnika mogą okazać się „rewolucyjne”, zgoła trudne do zaakceptowania. No bo jak tu nagle uznać Pana Boga za Właściciela naszego ciężko wypracowanego majątku, a samych siebie „zdegradować” do roli zarządców, którym powierzono go na „czas określony”?

A dziesięcina? Perspektywa dzielenia się posiadanymi pieniędzmi w wymiarze o wiele szerszym, niż symboliczne „10 zł” na coniedzielną tacę plus sporadyczne datki do puszki? A tu Autorka zachęca nie tylko do dawania o wiele więcej, ale jeszcze i o wiele chętniej, z radością! Oj, „podrapie” ta książka niejednego z nas...

W kontekście rzeczy, na które wydajemy pieniądze, Autorka dokonuje bezcennego podziału na potrzeby, pragnienia i zachcianki, stawiając przed czytelnikiem swoiste memento, szczególnie aktualne, gdy sytuacja materialna Polaków znacząco się poprawia i powoli stać ich na znacznie więcej niż tylko zaspokajanie podstawowych potrzeb.

Przyjęcie zasad Bożej ekonomii przynosi jeszcze jeden skutek: z najemnika czyni pracownika. Otwiera oczy na konieczność sakralizacji naszej pracy, nawet jeśli wydaje się nudna, rutynowa, mało twórcza. Oczyszcza z drobnych oszustw, których dopuszczamy się jako pracownicy: ze spóźniania się, z wykonywania zadań byle jak, z podkradania przysłowiowego papieru ksero, z działań podejmowanych „na odczepnego”, „byle było”, a nie po to, aby coś zmienić, aby usłużyć drugiemu człowiekowi, a w ten sposób ubogacić samego siebie.

 

W ostatnich latach temat finansów w Kościele mocno „ożył”. Niniejsza książka, pod wieloma względami prekursorska, to jedna z kilku pozycji, które żmudnie przecierają szlak. Jak to bywa z prekursorami, Autorka nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem u „swoich” (mamy tu na myśli szeroko pojęte środowiska kościelne), od których mogłaby i miałaby prawo oczekiwać poparcia, rekomendacji. Za kilka lat, kiedy temat stanie się „nośny”, bo prawda sama się obroni, ci sami „swoi” będą z całym przekonaniem twierdzili, że oni „od zawsze popierali”, „byli za”, „od początku wiedzieli”. Tak to już jest w naszym Kościele, o czym na własnej skórze przekonał się chociażby tyle razy przywoływany na łamach tej książki czcigodny sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki. Ale to już temat na inną opowieść...

 

Beata i Tomasz Strużanowscy szczęśliwe małżeństwo od 1991 r., rodzice Zuzanny i Jana.W latach 2010-2015 pełnili posługę pary krajowej Domowego Kościoła.

Od autorki

Po raz pierwszy z brakiem jedności małżeńskiej zetknęłam się jako nastolatka. Był rok 1982. Wróciłam z oazy wakacyjnej z motywacją do zmiany świata na lepsze, a tu proza życia: babcia i dziadek znowu ze sobą nie rozmawiali. Przejęta słowami Jezusa: Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień (zob. Mt 6,14-15) wkroczyłam pomiędzy kochanych dziadków ze słowem Bożym, aby uświadomić im, że brak wzajemnego przebaczenia nie wyjdzie im na dobre. Zależało mi na zażegnaniu kolejnego konfliktu, bo nie lubiłam kiedy się kłócili. W teorii plan był dobry i prosty do realizacji, miałam zapał i motywację do działania, ale zadanie przerosło moje możliwości.

Na przeszkodzie stanęły zranienia, które babcia i dziadek zadali sobie w przeszłości i długotrwała pamięć o nich. Pamiętam okresy, kiedy dziadkowie tygodniami nie rozmawiali ze sobą, a dom podzielili na strefy wpływów, do których można było się dostać tylko za pomocą klucza. W dzieciństwie dużą frajdę sprawiało mi nocowanie u dziadków (mieszkaliśmy niedaleko) i partyjki „tysiąca” (gra w karty) rozgrywane z nimi po śniadaniu. Jako małe dziecko nie mogłam zrozumieć i pogodzić się z tym, że zabawa z babcią i dziadkiem czasami była niemożliwa, bo mieli tzw. „ciche dni”. O co wybuchały nieporozumienia? O władzę i pieniądze.

Jako osoba dorosła zaczęłam zauważać, że nieporozumienia i złe emocje z powodu pieniędzy oraz nieumiejętność radzenia sobie z nimi w zakresie wydawania, inwestowania, dawania, zarabiania i pożyczania, to problem nie tylko moich nieżyjących już dziadków, ale wielu innych małżeństw. Sposób w jaki zarządzamy pieniędzmi mówi jakimi jesteśmy ludźmi, w jaki sposób myślimy o pieniądzach, co chcemy dzięki nim osiągnąć, co jest w naszym sercu.

Wiele ziemskich pokus i grzechów jest związanych z pieniędzmi: pycha, zazdrość, chciwość, konsumpcjonizm, brak planowania, robienie fałszywych założeń finansowych, lenistwo, marnotrawstwo itd. Od wieków pieniądze rywalizują z Bogiem o pierwsze miejsce w sercu człowieka i właśnie sposób zarządzania finansami ujawnia, do kogo to miejsce należy. Podobno portfel nawraca się ostatni.

Wracając do babci i dziadka, pieniądze miały duży wpływ na ich relację; rywalizowali między sobą, kto więcej pracuje, kto więcej zarabia, co jest czyje, kto ma większą władzę i prestiż w domu i poza nim. Kiedy byłam już na tyle świadoma, aby to zauważyć, widziałam jak swoje „skarby” chowali przed sobą „pod kluczem”. Taki model małżeństwa zdecydowanie nie podobał mi się i nie takiej relacji z przyszłym mężem pragnęłam.

Kiedy wyszłam za mąż, wspólnie z Mirkiem postanowiliśmy, że z nami będzie inaczej. Dzięki formacji w Domowym Kościele1 uczymy się budować jedność małżeńską na płaszczyźnie cielesnej, duchowej i emocjonalnej. Na pewno dzisiaj bardziej się kochamy i jesteśmy bliżej siebie, niż w dniu ślubu. Bywały jednak zdarzenia „z pieniędzmi w tle”, które wzbudzały i nadal wzbudzają nasze emocje. Na przykład niektóre wydatki Mirka wywoływały moje nieukrywane niezadowolenie. Gdy miałam inny pomysł na zagospodarowanie wydanej przez męża kwoty, złościłam się, jeśli nie zdążyłam mu tego zakomunikować, zanim wydał pieniądze.

Z uśmiechem wspominamy pierwszą wypłatę Mirka i jego triumfalny powrót z pracy do domu z dwiema dobrymi wiadomościami: „Żono, dostałem dużą wypłatę!!! Udało mi się za nią kupić aparat fotograficzny marki Zenit z teleobiektywem!!!”. W czasach PRL-u, kupowanie wyglądało podobnie jak polowanie – trzeba było mieć szczęście, aby trafić na towar, dlatego Mirek wracając do domu czuł się zdobywcą. A ja? Podobno nie podzieliłam jego entuzjazmu i wylałam mu kubeł zimnej wody na głowę pytając: „Czy zamierzasz utrzymywać nas z fotografowania?”.

Dzięki Edukacji Finansowej Crown2 wiemy więcej, jak zarządzać pieniędzmi, aby nam służyły. Wiedzą i doświadczeniem na ten temat dzielimy się podczas rekolekcji Domowego Kościoła „Jedność małżeńska a finanse”3, konferencji „Biblia o finansach” i kursów finansowych Crown4.

W książce zamieściłam wypowiedzi i świadectwa wielu małżeństw, które podobnie jak my, zastosowały w swoim życiu rady biblijne dotyczące zarządzania finansami. Serdecznie dziękuję, że zechcieliście stać się współautorami tej książki.

Do kogo adresuję tę książkę? Przede wszystkim do małżeństw, ale z lektury mogą również skorzystać narzeczeni i wszyscy, którzy mają do czynienia z pieniędzmi.

Narzeczeni i młodzi małżonkowie mają wspólną drogę jeszcze przed sobą. To doskonały moment, aby poznać rady biblijne dotyczące zarządzania finansami i zastosować je w praktyce. Pochodzimy z różnych rodzin, środowisk, czasami kultur i do małżeństwa wnosimy to, czego nauczyliśmy się w domu rodzinnym, w szkole, w pracy, w świecie. Mamy różne nawyki finansowe i niektóre z nich mogą nas wzajemnie irytować, a różnice w podejściu do zarządzania finansami wzbudzać negatywne emocje. Dotychczas decydowaliśmy sami, a w małżeństwie... decydujemy wspólnie. Okres przygotowania do małżeństwa to dobra okazja, aby wypracować nawyki finansowe, które pomogą w budowaniu jedności małżeńskiej.

Doświadczeni małżonkowie mają za sobą wiele wspólnie przeżytych lat, piękne wspomnienia i... czasami sprawy do uporządkowania. Teraz jest dobry moment na przyjrzenie się rodzinnym finansom i odpowiedź na pytanie: „Czy sposób w jaki zarządzamy pieniędzmi podoba się Bogu?”. Zdaję sobie sprawę, że trudno zmienić ugruntowane nawyki i przyzwyczajenia w jeden dzień, potrzeba na to czasu i pracy, ale nie warto tego odkładać na jutro. Najlepiej natychmiast podjąć wyzwanie, aby usunąć z życia małżeńskiego nieporozumienia, napięcia i konflikty, których powodem jest odmienny stosunek do pieniędzy.

Co konkretnie ze spraw finansowych może podlegać konfrontacji?

Sposób zarabiania pieniędzy – gorliwość, zaangażowanie w pracę zawodową jednego ze współmałżonków, pracoholizm, lenistwo lub bezrobocie drugiego małżonka.Sposób wydawania pieniędzy – przemyślane zakupy jednego z małżonków i impulsywne lub kompulsywne wydatki drugiego.Sposób oszczędzania i inwestowania pieniędzy – nastawienie na niskie ryzyko inwestycyjne i preferowanie oszczędzania na przyszłe wydatki przez jednego z małżonków, zaś w przypadku drugiego podejmowanie ryzykownych inwestycji i pożyczanie pieniędzy.Sposób dzielenia się z innymi – hojność, gotowość do dzielenia się z innymi jednego ze współmałżonków i sknerstwo drugiego współmałżonka.

Pieniądze nie są jedynie, jak uczy ekonomia, środkiem płatniczym, ale również mają charakter psychologiczny. Sprawiają, że gdy je mamy w dużej ilości, to wzrasta pewność siebie i poczucie wartości, prestiż społeczny i bezpieczeństwo. Gdy ich brakuje może pojawić się lęk, stres, niepewność, niska samoocena, a nawet spadek satysfakcji z życia. Pieniądze „mają moc” np. burzenia relacji! Holenderskie statystyki dotyczące rozwodzących się małżeństw wskazują, że w 75% przypadków powodem rozwodu były pieniądze, a dokładniej mówiąc, różnice w sposobie zarządzania nimi. Polskie badanie nt. „Finanse w związkach”, zrealizowane na zlecenie Biura Informacji Kredytowej, pokazuje, że jedna trzecia Polaków ukrywa wydatki przed swoim partnerem np. fakt zakupienia nowej pary butów. Częściej dotyczy to kobiet (41%) i osób w wieku 25-34 lata (43%). 12% ankietowanych przyznaje się, że wzięło kredyt bez wiedzy swojej drugiej połówki, a 3% osób ukrywa przed partnerem opłaty rat kredytowych czy pożyczek. Jedna piąta Polaków nie zna sytuacji finansowej swojego partnera, co może wyjaśniać deklarację, że 51% respondentów sprawdza historię konta swojego partnera5.

Są też dobre wieści na temat finansów w związkach. Dzięki badaniu wiemy, że trzy czwarte Polaków mieszkających razem zna sytuację finansową partnera, a 64% par posiada wspólny budżet domowy, z którego pokrywa wszystkie wydatki; prawie połowa ankietowanych stwierdziła, że ma wspólne konto z partnerem (zob. przypis 5).

„Pieniądz jest rzeczą niezwykłą. Obok miłości to najsilniejsze źródło szczęścia człowieka. Wraz ze śmiercią wzbudza natomiast największy lęk”6.

Znane powiedzenie przypomina, że „pieniądze są dobrym sługą, ale złym panem”. W jaki sposób można nad nimi zapanować, aby stały się narzędziem budowania jedności? Zapraszam do lektury.

 

Elżbieta Wrotek Warszawa, 15 lutego 2017 r.

1Domowy Kościół, gałąź rodzinna ruchu Światło-Życie, pomaga małżonkom żyjącym w sakramencie małżeństwa czerpać z łaski i mocy tego sakramentu, uczy ich nim żyć i celebrować go przez całe życie. Więcej informacji znajduje się na stronie http://www.dk.oaza.pl/

2Edukacja Finansowa Crown (Crown Financial Ministries) powstała w 2000 r. z połączenia dwóch organizacji: Crown Ministries założonej przez Howarda Daytona w 1985 r. oraz Christian Financial Concepts założonej w 1976 r. przez Larry’ego Burketa. W Polsce EFC działa od 2008 r.

3Rekolekcje tematyczne Domowego Kościoła „Jedność małżeńska a finanse” powstały na podstawie materiałów Edukacji Finansowej Crown oraz doświadczenia duchowości małżeńskiej DK. Po raz pierwszy odbyły się w 2011 r. w Łącku k/Jarosławca; prowadziliśmy je wspólnie z księdzem Leszkiem Włodarczykiem.

4Konferencje „Biblia o finansach” i kursy organizowane przez Edukację Finansową Crown są prowadzone w oparciu o chrześcijańskie wartości, aby pomóc ludziom w zarządzaniu finansami. Podręcznik konferencyjny oraz materiały do kursu finansowego Crown posiadają Imprimatur udzielone przez Kurię Metropolitalną Warszawską nr 3571/D/2013. Więcej informacji znajduje się na stronie www.crown.org.pl

5Na podstawie informacji prasowej Biura Informacji Kredytowej: https://media.bik.pl/informacje-prasowe/344560/bik-az-jedna-piata-polakow-nie-zawsze-wie-w-jakiej-kondycji-finansowej-jest-ich-partner [15.02.2017].

6Słowa amerykańskiego ekonomisty Johna Kennetha Galbraitha (1908-2006).

Wprowadzenie

Żyli długo i szczęśliwie... ...do chwili, kiedy poróżniły ich pieniądze.

 

W historiach o niej, o nim i o... pieniądzach coraz trudniej o szczęśliwe zakończenie, dlatego podejmuję wyzwanie i spróbuję odpowiedzieć na pytanie: „Jak budować jedność małżeńską na płaszczyźnie finansowej?”

Najlepsze „trójkąty małżeńskie” to te... z Bogiem. W innych przypadkach zawsze „ten trzeci” rywalizuje o serce żony lub męża. Pieniądze wystawiają na próbę każdy związek, bo wszyscy mamy z nimi do czynienia: płacimy nimi za podstawowe potrzeby, jak jedzenie, ubranie i mieszkanie, za usługi, których potrzebujemy, np. transport, leczenie, rozrywkę. We współczesnym świecie coraz trudniej funkcjonować bez pieniędzy, chociaż w pewnym zakresie udaje się jeszcze stosować „handel wymienny” (np. przekazując i przyjmując ubrania po dzieciach, które z nich wyrosły, przygotowując na zimę przetwory własnej roboty, czy wyświadczając sąsiedzkie przysługi).

Powiedzenie: „Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to z pewnością chodzi o pieniądze” świadczy o „zakamuflowanym”, ale realnym wpływie pieniędzy na wszystkie sfery życia, dlatego stosunek do pieniędzy i sposób, w jaki się z nimi obchodzimy może członków rodziny do siebie zbliżać lub oddalać. Pieniędzy można używać do budowania dobrych relacji – Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy [wszystko] się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków(Łk 16,9) lub do burzenia, skłócania i konfliktowania ludzi ze sobą. Same w sobie pieniądze są neutralne, ale my, ludzie, potrafimy nadać im wartość i znaczenie.

Pieniądze mają wpływ

Mając świadomość, że z relacjami związane są emocje – świadome lub nieświadome, trwałe lub nie, gwałtowne lub spokojne uczucia – widzimy, że decyzje finansowe (poprzedzone słowem lub działaniem) wpływają na pozytywne lub negatywne zachowania. Zwykle są ukierunkowane na podtrzymanie lub zaniechanie jakiejś czynności, np. lęk skłania do ucieczki, a gniew do atakowania. Pozytywne emocje, np. wzruszenie, dostarczają przyjemności, natomiast negatywne emocje, np. zazdrość, sprawiają przykrość. I tak na przykład obawa przed głodem motywuje do zarabiania pieniędzy, ale nie każdy rodzaj pracy i sposób zarabiania pieniędzy jest akceptowany przez oboje małżonków i nie każdy rodzaj pracy daje satysfakcję. Podobnie jest z wydawaniem i inwestowaniem pieniędzy, ponieważ niektóre wydatki i inwestycje mogą rodzić sprzeciw i niezadowolenie współmałżonka, poczucie braku lojalności i zrozumienia, a czasami nawet zdrady, gdy są nieuczciwe, ukrywane i robione w tajemnicy.

Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami(1 Tm 6,10).

Jeśli pieniądze stają się ważniejsze od relacji z Bogiem i z drugim człowiekiem (współmałżonkiem, rodzicem, rodzeństwem, dziećmi, krewnymi, przyjaciółmi, znajomymi) mogą prowadzić do decyzji, których konsekwencje wywołują negatywne emocje, takie jak np. złość, zazdrość, nienawiść, strach, niepokój, poczucie niesprawiedliwości, krzywdy, poniżenia itp. Pieniądze ujawniają to, co kryje nasze serce, są jak papierek lakmusowy, którym sprawdza się odczyn roztworu, wskazują na – czasami ukrywane – intencje i zamiary

Pieniądze a zamysły serca

Dobry użytek z pieniądza

Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie(Łk 16,10).

Niektórzy ludzie są gotowi dla pieniędzy oszukać, okraść, zamordować, a tymczasem Bóg traktuje pieniądze jako drobne rzeczy, o czym świadczy tytuł cytowanej powyżej ewangelicznej perykopy Zajmowanie się drobnymi rzeczami dla niektórych jest stratą czasu, w praktyce jednak osoby, które nie radzą sobie z drobnymi rzeczami, jeszcze większe problemy napotykają, gdy trzeba sobie radzić z rzeczami wielkimi.

Relacje małżeńskie zależą od drobnych rzeczy: gestów, słów, spojrzenia, stosunku do życia, sposobu traktowania pieniędzy. Na czym może polegać małżeńska jedność lub jej brak?

Wspólne cele

Niektórzy myślą, że jedność to konieczność upodobniania się do siebie i znoszenia siebie nawzajem w sposobie myślenia, wyrażania emocji czy realizowania pragnień. Nic bardziej mylnego!

Prawdziwa jedność powinna uwzględniać różnice pomiędzy małżonkami i koncentrować się na osiąganiu wspólnych celów. Po pierwsze, jesteśmy kobietą i mężczyzną, co oznacza, że inaczej myślimy, inaczej działamy, mamy inny poziom wrażliwości i inne potrzeby. Po drugie, jesteśmy osobami niepowtarzalnymi, jedynymi w swoim rodzaju i różnimy się osobowością, umiejętnościami, zainteresowaniami, a czasami nawet uznawanymi wartościami. Budowanie jedności małżeńskiej to wytrwały (dozgonny) wysiłek obojga małżonków w określaniu wspólnych celów, do których chcą podążać razem, wspólną drogą. Można to zilustrować gestem trzymania się za ręce.

Niektórzy małżonkowie wybierają różne cele, albo do tego samego celu podążają różnymi drogami, obok siebie. Tęsknią za jednością, ale nie wybierają jej jako stylu życia. Inni myślą, że małżeństwo to kompromis: dzisiaj działamy po „twojemu”, jutro po „mojemu”, coś uda mi się tobie narzucić, z czegoś muszę zrezygnować – taki model pokazuje, że nadal koncentrujemy się na sobie samych. W ten sposób nie zbudujemy małżeńskiej jedności!

Kompromisom mówimy NIE

Wypracowywanie wspólnego celu oznacza, że to, czego chcemy, chcemy wspólnie, bo wierzymy, że jest to dobre dla naszego związku. Dlatego jesteśmy gotowi na bezinteresowny dar z siebie dla współmałżonka, chcemy akceptować go takim, jaki jest. Miłość do drugiej osoby oznacza decyzję o zmianie, ale nie współmałżonka tylko siebie samego, siebie samej.

W przysiędze małżeńskiej wypowiadamy słowa: „Biorę ciebie...”, co oznacza, że osoba, którą „biorę” oddaje się ukochanej osobie i staje się dla niej darem. Jakim?7

Dozgonnym – dopiero śmierć współmałżonka zwalnia z daru, a jeśli po pewnym czasie dar przestaje być darem, to znaczy, że był pożyczką, a nie darem.Bezwarunkowym – dawanie nie zależy od tego, ile daje współmałżonek i nie podlega rozliczeniom, kto daje więcej, a kto mniej.Całkowitym – nie ma niedostępnych dla współmałżonka obszarów trzymanych dla siebie „pod kluczem”, skrywanych tajemnic (z wyjątkiem spowiedzi).Wyłącznym – współmałżonek staje się jedyną i najważniejszą osobą.Wzajemnym – oddanie się dotyczy obojga małżonków, a nie tylko jednej ze stron.

Można „brać” współmałżonka nie jak dar, ale jako pożyczkę. Do czasu kiedy spełnia oczekiwania i dobrze się sprawuje, jest mi z nim dobrze. Ale jeśli relacja nie układa się po mojej myśli, to dar podlega zwrotowi.

„Konsumenci budują związki na zasadzie zaspokajania potrzeb, które nie mogą być niezaspokojone. Rozczarowane «potrzeby» domagają się przecież spełnienia i niejako podejmują decyzję za człowieka. Powstają nietrwałe układy korzyści, wciąż nazywane związkami. Można je poznać po tym, że nie są to związki «na dobre i na złe», lecz tylko «na dobre». Funkcjonują na zasadzie: «Dobrze nam tak; dobrze nam razem. Ale jeśli przestanie być nam dobrze, to nic nas nie trzyma, więc łatwo zakończymy związek». To właśnie dlatego im bardziej ludzie stają się konsumentami, tym mniej są zdolni do miłości. Wystarczy spojrzeć na liczby – jest mnóstwo związków, które się nie udają. Nie mogą się udać. Bo jeśli człowiek jest skupiony przede wszystkim na tym, by mieć, to nie ma jak kochać...”8.

Układy oparte na korzyściach są nietrwale

Można „brać” współmałżonka na własność i traktować go jako środek do realizacji własnych celów, między innymi finansowych. Wówczas współmałżonek jest traktowany jak przedmiot, a związek opiera się na zakazach i nakazach: „mam prawo do...”, „jeśli ty nie... to ja...” itd.

Dopiero kiedy „bierzemy i ślubujemy”, to w konsekwencji powstaje jedność dwojga: branie i dawanie, komunia osób.

„Życie we dwoje oznacza, że dwie osoby postanawiają w sposób wolny i dojrzały połączyć się fizycznie, emocjonalnie, umysłowo i duchowo, aby stworzyć nową rzeczywistość «my» z dwóch rzeczywistości «ja» dotychczas oddzielnych. Tworzą drużynę, której celem jest przejście przez życie razem, działanie jako jedna siła. Tak ważna decyzja musi być ponawiana każdego dnia, szczególnie w chwilach trudnych. «Chcę ciebie!» – a nie twoich osiągnięć, twoich usług, twoich zasobów ekonomicznych itd. Miłość buduje się krok po kroku: szczęśliwa rodzina jest wynikiem ewolucji”9.

Jak budować taką relację? Jak budować taką komunię miłości? Na każdym etapie związku trzeba zaangażować dobrą wolę i pragnienie zrozumienia się. Pomocą w tym może być dialog małżeński i reguła życia – narzędzia, które wykorzystujemy w Domowym Kościele.

„Dialog małżeński, zwany obowiązkiem zasiadania, to dłuższa chwila czasu, spędzona w spokoju, co miesiąc razem, w celu usunięcia wszystkiego, co zagraża jedności małżeńskiej, w celu umocnienia ogniska domowego. To chwila spędzona pod okiem Bożym i przy Bożej pomocy”10. Dialog polega na szczerej rozmowie małżonków dotyczącej ich relacji oraz spraw, którymi żyją na co dzień. Natomiast reguła życia określa konkretne wysiłki małżonków, które chcą podjąć jako owoc dialogu małżeńskiego w celu lepszego wypełnienia woli Bożej, poprawy relacji małżeńskiej, pogłębienia miłości małżeńskiej i rodzicielskiej itp.

Dialog małżeński i reguła życia

Moim marzeniem jest, aby ta książka zainspirowała czytelników do budowania jedności małżeńskiej w obszarze zarządzania finansami, dlatego w każdym rozdziale proponuję scenariusz dialogu małżeńskiego i przykładową regułę życia. Do dialogu warto się przygotować: umówić na konkretny termin, zarezerwować czas, np. 60 minut, wyciszyć telefony i zapewnić opiekę dzieciom (jeśli są małe). Na stole można położyć obrus, ustawić kwiaty i zapalić świecę, która będzie symbolizowała obecność Chrystusa.

 

Dialog małżeński:

Modlitwa do Ducha Świętego.Dzielenie się słowem Bożym.Czas na komplementy.Tematy do omówienia podczas dialogu.Zakończenie – krótka modlitwa.

 

Reguła życia:

Konkretne postanowienie wynikające z dialogu małżeńskiego, dotyczące omawianego tematu.

7Inspiracje zaczerpnięte z programu dla narzeczonych „Radość i Nadzieja” autorstwa Agnieszki Rogalskiej i ks. Jarosława Szymczaka.

8Ks. Jacek Stryczek, Pieniądze, Wydawnictwo Literackie sp. z o.o. 2015, str. 62.

9Bruno Ferrero, Wasze dzieci mają tylko was, Wydawnictwo Salezjańskie 2008, str. 7-8.

10Na podstawie materiałów Domowego Kościoła.

Rozdział 1 – Jak definiujemy życiowy sukces i powodzenie?

Jeśli zdecydowaliśmy się na małżeństwo, na pewno wiązaliśmy z nim wiele oczekiwań. Ja pragnęłam, aby podróż przez życie w towarzystwie ukochanego była bezpieczna, szczęśliwa i motywowała mnie do stawania się lepszym człowiekiem.

Okazało się, że moja wizja małżeństwa nie zmieniła się w ciągu 28 lat. W 2016 roku podczas kursu „Radość i Nadzieja” mieliśmy z Mirkiem okazję porozmawiać na temat, czym dla nas jest małżeństwo.

 

Moja wizja małżeństwa:

Małżeństwo to bliska relacja z ukochaną osobą, powierzenie jej swojego życia i wzięcie odpowiedzialności za wspólną przyszłość. Małżeństwo opiera się na miłości, zaufaniu i wierności – lojalności w stosunku do małżonka. Małżeństwo oznacza relację nierozerwalną, jedyną i niepowtarzalną, opartą na przyjaźni i pokrewieństwie dusz. Jest to relacja wielowymiarowa, polegająca na budowaniu jedności na płaszczyźnie cielesnej, psychicznej i duchowej. Stabilna relacja małżeńska to fundament macierzyństwa. W małżeństwie przekazuje się dar życia i dalej o to życie się troszczy, wspólnie wychowuje dzieci, wspiera się w tym wychowywaniu, a potem – „jak Bóg zechce i będziemy żyli” – cieszy się wnukami i razem starzeje. Małżeństwo to relacja, a nawet więcej – to wspólnota, w której można podejmować wspólnie różne pożyteczne działania i dzielić pasje. W małżeństwie towarzyszy się sobie, wspiera się, motywuje do pracy, wysiłku, działania, stawania się lepszym. Małżeństwo to relacja, którą trzeba rozwijać, nad którą trzeba pracować, w którą trzeba się angażować, aby rozumieć się coraz lepiej, kochać coraz mocniej i sobie ufać. W małżeństwie ważne jest przebaczanie sobie i wiara w to, że współmałżonek pragnie mojego dobra i szczęścia. Warunkiem dobrego małżeństwa jest dialog (zamiast domyślania się) i otwartość na przyjmowanie informacji zwrotnej, gotowość do zrozumienia innego punktu widzenia. Małżeństwo jest super ☺!!!

 

Wizja małżeństwa według mojego męża:

Związek – pobłogosławiony przez Boga – na całe życie z jedną kobietą. Wspólnota dwojga osób – męża i żony, która jest najlepszym środowiskiem do wychowania dzieci. Relacja pomiędzy kobietą a mężczyzną sformalizowana prawnie co do wzajemnych praw i obowiązków.

 

Jaka jest Twoja wizję małżeństwa? Przypomnij sobie, Czytelniku, własne motywacje i oczekiwania, które wiązałeś z małżeństwem. Czym dla Ciebie miało być małżeństwo i czym jest ono dzisiaj? Czy kiedykolwiek szczerze rozmawiałeś o tym ze współmałżonkiem? Czy znasz jego/jej definicję małżeństwa? Jeśli nie, wykorzystaj propozycję dialogu małżeńskiego zamieszczoną na końcu tego rozdziału.

Definicja małżeństwa

Czy wiesz, Czytelniku, co na temat małżeństwa myśli Bóg? Czy znasz Bożą wizję małżeństwa?

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi»(Rdz 1,27-28).

Mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem(Rdz 2,24).

Gdybyśmy mieli stworzyć listę cech małżeństwa według Bożej wizji, to pojawiłyby się na niej takie cechy jak: związek kobiety i mężczyzny, płodność i rodzicielstwo, odrębność od rodziców, jedność. Możemy ją uzupełnić określeniami zaczerpniętymi z Katechizmu Kościoła Katolickiego, gdzie czytamy: „Małżeństwo opiera się na zgodzie obu stron, to znaczy na woli wzajemnego i trwałego oddania się sobie w celu przeżywania przymierza wierności i płodności”11oraz: „Do istoty małżeństwa należy jedność, nierozerwalność i otwartość na płodność”12. Czy jest to również Twoja wizja małżeństwa? Czy takiego małżeństwa sobie życzysz?

W realnym życiu raczej nikt nie życzy nowożeńcom jedności, wierności, nierozerwalności i płodności. Najczęściej powtarzające się życzenia to: „Szczęścia, zdrowia i pomyślności (sukcesu)”.

Szczęście a potrzeby

Dlaczego najczęściej życzymy sobie i innym szczęścia i pomyślności? Jakie są powszechne wyobrażenia o szczęściu? Według amerykańskiego psychologa Abrahama Maslowa istotą szczęścia jest zaspokojenie w kolejności takich potrzeb jak: potrzeby fizjologiczne (głód i pragnienie snu), potrzeby bezpieczeństwa, potrzeby przynależności i miłości, potrzeby szacunku i potrzeby samorealizacji. Według definicji Maslowa osoba szczęśliwa to taka, która zaspokoiła wszystkie wymienione potrzeby. Tę definicję można zastosować również do szczęścia w życiu małżeńskim, bo z doświadczenia wiemy, że zaspokojenie w małżeństwie potrzeb cielesnych i potrzeby bezpieczeństwa to za mało, aby mówić nawet o „połowie” szczęścia; potrzebujemy jeszcze pozytywnych emocji wynikających z tej relacji, potrzebujemy doświadczenia miłości, zrozumienia i szacunku, bycia docenionym i potrzebnym małżonkowi. Doświadczeni małżonkowie wiedzą, że relacja z drugim człowiekiem wiąże się również z negatywnymi emocjami, z narażeniem się na zranienia i cierpienie. Dlaczego? Bo różnimy się, np. oczekiwaniami z jakimi zawieramy związek małżeński oraz potrzebami, które chcemy poprzez małżeństwo zrealizować.

Potrzeby emocjonalne, duchowe, cielesne

Niezaspokojone w małżeństwie potrzeby emocjonalne, duchowe i cielesne mogą doprowadzić małżonków do poważnego kryzysu, do separacji, a nawet do rozstania. Małżonkowie, którzy tracą nadzieję, że współmałżonek jest w stanie zaspokoić ich potrzeby, zaczynają szukać źródeł zaspokojenia swoich potrzeb poza małżeństwem. Kiedy to im się uda zrobić, najczęściej proponują współmałżonkowi rozstanie.

Kilka lat temu, gdy podczas spotkania w kręgu13 dzieliliśmy się oczekiwaniami dotyczącymi małżeństwa, poruszyła mnie jedna z wypowiedzi: „Pragnęłam, abyśmy przez całe życie się kochali i byli sobie bliscy”. Również dla mnie nie ma na ziemi niczego cenniejszego od trwałej więzi, w której możemy realizować powołanie, pasje i marzenia – to całkowicie zaspokaja moje potrzeby, daje szczęście i poczucie, że moje życie toczy się pomyślnie (odnoszę życiowy sukces).

Sukces a cele

Inny sposób postrzegania szczęścia i życiowego sukcesu może być związany np. ze zdobyciem dzięki małżeństwu majątku, władzy, uznania, wysokiej pozycji społecznej itp. Według słownika języka polskiego SUKCES to „pomyślny wynik jakiegoś przedsięwzięcia i osiągnięcie zamierzonego celu”. Dlatego ważne jest poznanie na początku wspólnej drogi oczekiwań współmałżonka i celów, które chce osiągnąć. To pozwoli nadać małżeństwu właściwy kierunek.

Według innej definicji sukces jest stanem zamierzonym, który został zrealizowany w określonym czasie, a jego wyznacznikiem są uznane wartości. Dlatego warto dobierać się w pary uwzględniając wyznawane wartości, aby mieć poczucie odniesionego sukcesu, a nie porażki.

Życie pokazuje, że dla każdego człowieka sukces może oznaczać coś innego, a miarą sukcesu są np. zrealizowane plany, szczęście, zdrowie, majętność itp. Dla mnie na przykład sukcesem jest między innymi szczęście w małżeństwie, zgoda w rodzinie, dobre wykształcenie, uznanie i szacunek, możliwość realizowania życiowych pasji.

Można śmiało powiedzieć, że człowiek osiąga sukces wtedy, gdy spełniają się jego oczekiwania, kiedy osiąga cele, które sobie postawił. I tak dla jednych sukces oznacza niezależność, powodzenie materialne, stabilizację życiową, karierę zawodową lub pieniądze, a dla innych sławę, szacunek, prestiż, autorytet. Jeszcze inni mówiąc o sukcesie mają na myśli szczęście rodzinne, dzieci lub zdrowie. Są osoby, dla których sukces oznacza pewność siebie, odwagę, umiejętność rozwiązywania problemów czy optymizm. Znam osoby, dla których sukcesem jest dobre i zgodne życie z innymi. Wszystkie te określenia są pragnieniami, które ludzie chcieliby w życiu osiągnąć w pojedynkę lub we dwoje!

Sukces a wartości

Działania ukierunkowane w małżeństwie na osiąganie wspólnych celów budują jedność pomiędzy małżonkami, a dążenie do sukcesu, rozumianego inaczej przez żonę, a inaczej przez męża do jedności raczej nie doprowadzi. Przeciwnie, może nawet ją burzyć i wywoływać konflikty. Życiowy sukces to suma drobnych zwycięstw odnoszonych codziennie lub trochę rzadziej. Jest związany z towarzyszącym mu POWODZENIEM. Natomiast życiowa porażka może się odnosić do serii niekończących się niepowodzeń i przeciwności losu.

Na porażkę można jednak popatrzeć pozytywnie, bo nie musi od razu oznaczać przegranej, ale życiowy moment, w którym jeszcze nie odniosło się upragnionego sukcesu, natomiast wytrwale zmierza się ku niemu i w danym momencie jest się bliżej lub dalej od niego.

Wierzę w istnienie Bożego planu dla mojego życia i związane z nim Boże błogosławieństwo. Dlatego wyrazy bliskoznaczne, które według mnie najlepiej wyrażają sens słowa „życiowe powodzenie” to: „błogosławieństwo” i „szczęście”.

W słowniku znajdziemy więcej synonimów14 słowa „powodzenie”, np.: bogactwo, dobra passa, dobrobyt, dostatek, fart, furora, kariera, koniunktura, łaska Boża, osiągnięcie, podziw, poklask, pomyślność, pożądany wynik, prestiż, przychylność losu, renoma, reputacja, respekt, rozwój, sława, sukces, szczęście, triumf, uśmiech losu, wygrana, zaszczyty, zwycięstwo. Czy kobieta i mężczyzna zawierający związek małżeński, myśląc o sukcesie i życiowym powodzeniu, mają na myśli ten sam cel i w ten sam sposób chcą dojść do niego? Ile par w okresie narzeczeństwa rozmawia o tym, co chciałoby w życiu wspólnie osiągnąć, co ich uszczęśliwi? Często brakuje rozmów na temat celów. Zakładamy, że współmałżonek ma takie same oczekiwania, potrzeby i cele, jak my sami.

W pierwszych tygodniach małżeńskiego życia oczekiwałam, że Mirek będzie się domyślał, że będzie odgadywał co jest dla mnie ważne, na czym mi zależy, czego pragnę, odgadywał moje myśli, a nawet je swoim działaniem wyprzedzał. W praktyce wyglądało to inaczej i małżeństwo zaczęło mnie rozczarowywać, a brak domyślności ze strony Mirka nawet frustrować. W końcu doszło do ostrej konfrontacji. I bardzo dobrze się stało, bo zrozumiałam, że muszę zmienić oczekiwania i zaakceptować fakt, że jeśli czegoś chcę, to muszę to zakomunikować. Mirek ujawnił męską naturę stwierdzając, że z jego strony nie będzie żadnego „domyślania się”. Szczera rozmowa o oczekiwaniach, potrzebach i celach uchroniła nas (pewnie bardziej mnie) przed niepotrzebnymi negatywnymi emocjami w przyszłości. Przyjęliśmy wówczas dwa fundamentalne założenia dla naszego związku:

kochamy się i nie mamy w stosunku do siebie złych zamiarów, a jeśli się ranimy, to nieświadomie i przypadkowo;nie potrafimy domyślać się uczuć i pragnień współmałżonka, dlatego to komunikujemy.

W praktyce zdarza się, że zabieramy się do osiągania celów, które nie są nasze, ale zostały nam narzucone, np. przez rodziców, nauczycieli, środowisko, a w końcu nawet przez współmałżonka. Często nawet nie zastanawiamy się, jakie są naprawdę nasze cele. Spełniamy cudze oczekiwania do czasu, kiedy uświadamiamy sobie, że pragnęliśmy czegoś innego niż to, do czego dążymy. Wówczas pojawia się frustracja i niezadowolenie, nierzadko bunt i towarzyszący mu kryzys wartości. Brian Tracy powiedział: „Jeśli nie ustalasz celów dla siebie, jesteś skazany na pracowanie przy osiąganiu celów kogoś innego”15.

Czyje cele realizujemy?

Weźmy przykład małżeństwa, w którym małżonkowie różnie definiują sukces i życiowe powodzenie. Dla męża sukcesem będzie awans zawodowy, wysokie zarobki, duży dom, luksusowy samochód i inne gadżety świadczące o statusie społecznym oraz fakt, że żona nie musi zarabiać, ale zajmuje się domem i dziećmi. Jeśli żona również wiąże sukces ze swoją pracą zawodową, to w tym przykładowym małżeństwie aspiracje męża i pragnienia żony rozmijają się, mimo że wyglądają podobnie. Mąż pragnie, aby żona zajmowała się dziećmi i domem rezygnując z pracy zawodowej, a żona wolałaby zatrudnić opiekunkę i robić karierę zawodową poza domem. W tym małżeństwie można spodziewać się cyklicznych nieporozumień i napięcia w relacjach, które małżonkowie będą przenosić na inne sfery życia, dopóki nie uzgodnią i nie zaakceptują różniących ich dążeń i podejmowanych działań.

Zainteresowania i pasje życiowe – dzielą czy łączą?

Pamiętam jak kilka lat temu trudno mi było zaakceptować pasję Mirka związaną najpierw z bieganiem, a potem z triathlonem16. Początkowo jego treningi mnie drażniły, a uczestnictwo w zawodach męczyło. Chciałam inaczej spędzać wolny czas, byłam niezadowolona, że wstawał skoro świt, aby trenować, a ja po przebudzeniu byłam sama, wieczorami był zmęczony, brakowało czasu na rozmowę. Jednak widziałam, że jemu sprawia to radość, daje satysfakcję, jest potrzebne. Ten temat często pojawiał się w naszych dialogach małżeńskich. Woda drąży skałę i w końcu mój stosunek do jego pasji się zmienił. Jak to się stało? Na zawodach Ironman we Frankfurcie dobrze się bawiłam, wciągnęłam się w kibicowanie i zaczęła rozpierać mnie duma, że mam tak niezwykłego męża. Ostatnio na zawody jeździmy razem, wykorzystując te okazje do rozmów, bycia razem, spotkań z przyjaciółmi, których przy okazji turystyki sportowej odwiedzamy.

Cele doczesne kończą się wraz ze śmiercią

Nam udało się wykorzystać zainteresowania i pasje do budowania jedności; potrafimy znaleźć sposób na zaspokojenie różnych potrzeb i być w tym razem. Ale bywa odwrotnie; coś zaczynamy razem, dokonujemy wyborów dla wspólnego dobra, a potem wartości i potrzeby ulegają zmianie.

Bywa, że jedno z małżonków idzie w świat zarabiać pieniądze, a drugie zajmuje się domem i małymi dziećmi. Początkowo wszystko układa się dobrze, ale z czasem aspiracje zawodowe rosną. Co się dzieje w małżeństwie, gdy pojawia się poczucie wyższości z powodu dużych zarobków i prestiżu np. żony, a mąż za tym nie nadąża i w tym nie uczestniczy? Zdarza się, że i chrześcijańscy małżonkowie w takiej „rozjechanej” sytuacji zaczynają myśleć o rozwodzie. Nie mają o czym rozmawiać, nie rozumieją się, zaczynają ze sobą rywalizować.

Pieniądze i władza potrafią deprawować, zwodzić, stając się celem samym w sobie.