Jedna księżycowa noc - Caradog Prichard - ebook
Opis

„Obraz rozmyty, skrzywiony przez czas i wyobraźnię niczym odbicie w zmarszczkach wody – oto czym była ta kronika. Obraz odrealniony, ujrzany w nocy, w świetle księżyca” – tak pisał po latach o swojej jedynej powieści Caradog Prichard.

Pisany z reporterskim zacięciem, tragikomiczny obraz życia w przemysłowym walijskim miasteczku w okresie I wojny światowej, a jednocześnie boleśnie osobisty rozrachunek ze skomplikowaną relacją łączącą autora z owdowiałą matką; to wreszcie pełna zagadkowej symboliki wizja rozpadu świata i jednostki w obliczu szaleństwa przenikającego zamknięty świat powieściowego Miasteczka. 

 

 

Niepokojąca, nietrzymająca się chronologii, wręcz halucynacyjna w swojej intensywności, przywołuje świat, w którym zmysłowa bliskość otrzymania grubej kromki chleba z masłem jest podszyta świadomością, że być może przez resztę dnia nie dostanie się nic innego do jedzenia; gdzie powołanie do wojska i perspektywa pracy w kopalni może oznaczać, że człowiek nigdy nie dorośnie. Powieść prowokująca, gęsta i całkowicie zniewalająca.

Chris Ross, The Guardian

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 273

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Wprowadzenie

Jedna księżycowa noc, pierwsza i jedyna powieść w dorobku Caradoga Pricharda (1904–1980), zajmuje w literaturze walijskiej miejsce szczególne. W roku 1961, gdy w prozie walijskiej wciąż jeszcze panował tradycjonalizm i unikano eksperymentów formalnych, ukazanie się Jednej księżycowej nocy było przełomem porównywalnym z opublikowaniem Ulissesa w świecie literatury anglojęzycznej. Podobnie zresztą jak w przypadku Joyce’a, nie tylko nowatorska forma i zaskakujący język powieści, ale również jej treść wywoływała w swoim czasie poruszenie. Nie chodziło jednak o samą obecność kontrowersyjnych wątków obyczajowych, lecz przede wszystkim o osadzenie ich w realiach przemysłowego miasteczka w północnej Walii na początku ubiegłego wieku. Na tle ówczesnej literatury, zwłaszcza wspomnieniowej, która z reguły idealizowała życie robotników w tym okresie, podkreślając ich heroizm i zaangażowanie w podtrzymywanie walijskiej kultury, książka Pricharda mogła wydawać się atakiem na ów narodowy mit.

Jednakże tego rodzaju kontrowersje nigdy nie przesłoniły krytykom wybitnej wartości artystycznej dzieła. Z biegiem lat Jedna księżycowa noc została powszechnie uznana w swojej ojczyźnie za arcydzieło, a jej autor za prekursora walijskiej powieści postmodernistycznej. Doczekała się adaptacji filmowej (Un Nos Ola Leuad w reż. E. Emlyna z 1991 roku), trafiła także na listę szkolnych lektur. Sukces książki wykroczył również poza granice Walii: liczne przekłady na obce języki potwierdzają uniwersalizm tej, zdawałoby się, hermetycznej powieści. Niemniej tło historyczne fabuły oraz pewne kwestie językowe wydają się na tyle istotne, że wymagają kilku słów objaśnienia polskim czytelnikom, tym bardziej że Jedna Księżycowa Noc jest pierwszą wydaną powieścią przetłumaczoną na język polski z walijskiego. Ze względu na niezwykle osobisty charakter prozy Pricharda warto przybliżyć także kilka faktów z życia pisarza.

***

Na poły autobiograficzna Jedna księżycowa noc przenosi czytelnika w lata pierwszej wojny światowej, okres dzieciństwa urodzonego w 1904 roku autora. Akcja powieści rozgrywa się w bezimiennym Miasteczku, za którego model posłużyła Bethesda, miejscowość położona w hrabstwie Gwynedd na północnym zachodzie Walii, w której wychował się Caradog Prichard. Bethesda była typowym miasteczkiem przemysłowym, zbudowanym wokół kamieniołomu łupkowego o nazwie Penrhyn. W XIX i na początku XX wieku łupki – wykorzystywane wówczas powszechnie do pokrywania dachów – stanowiły jedno z najważniejszych bogactw naturalnych Walii, a Penrhyn był największym takim kamieniołomem na świecie. Zapisał się w historii Walii także w inny sposób: na przełomie XIX i XX wieku kilkakrotnie wybuchały tam strajki robotnicze. Największy z nich, rozpoczęty w roku 1900, trwał aż trzy lata, sprowadzając na lokalną społeczność biedę i dzieląc ją na „wiernych” oraz „zdrajców”, którzy, przymuszeni głodem, decydowali się wznowić pracę. Na domiar złego, po zakończeniu strajków nastąpiło znaczne osłabienie przemysłu łupkowego, co doprowadziło z kolei do wzrostu bezrobocia, masowych emigracji na uprzemysłowione południe Walii i częściowego rozpadu lokalnych społeczności. Dodajmy do tego smutną codzienność wojennych lat, a otrzymamy tło historyczne Jednej księżycowej nocy – ramę, na której autor rozpina obraz zamknięcia, rozpadu i nie tylko wojennego szaleństwa.

Dla uzupełnienia należy także wspomnieć o religijnej atmosferze, w jakiej wychowywał się Caradog Prichard. Już sama nazwa miasteczka – po polsku Betesda – jest pochodzenia biblijnego. W czasach dzieciństwa autora w tej stosunkowo niewielkiej miejscowości znajdowało się kilkanaście kaplic i kościołów. Obok umiarkowanie popularnego Kościoła anglikańskiego, do którego należał Prichard, w Walii od XVIII wieku najważniejszymi wyznaniami były bowiem metodyzm oraz inne odłamy protestantyzmu, zwane nonkonformistycznymi (w powieści matka bohatera nazywa ich wyznawców „kaplicznikami”). Wywodzący się z nonkonformizmu surowy etos pracy i wstrzemięźliwości oddziaływał mocno na życie codzienne wielu ówczesnych walijskich społeczności; grupa walijskich posłów w parlamencie doprowadziła nawet pod koniec XIX wieku do wprowadzenia obowiązującej jedynie w Walii ustawy o zamykaniu w niedzielę pubów, która obowiązywała aż do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Jednakże, mimo pozornie niezwykle silnej pozycji chrześcijaństwa w Walii przed pierwszą wojną światową, kolejne dekady przyniosły drastyczny spadek liczby wiernych. Ów stopniowy proces rozkładu tradycyjnej religijności wyczuwalny jest także w Jednej księżycowej nocy. Nie zdołała go zatrzymać nawet niezwykle gwałtowna fala religijnego entuzjazmu podczas tzw. Odnowy (Diwygiad), której echa kilkakrotnie słychać w powieści. Był to ruch metodystyczny, który uderzył w północną Walię w roku 1904. Wówczas to Bethesda ponownie zyskała lokalną sławę, ze względu na masowy i nieledwie histeryczny charakter zebrań, jakie odbywały się w miejscowej Kaplicy Jerozolimskiej. Płomień religijnego zapału prędko się jednak wypalił, pozostawiając ślady w miejscowych legendach, takich jak przywołana w rozdziale III powieści historia o pierścieniu ognia.

Przyjeżdżając do położonej w dolinie rzeki Ogwen, otoczonej ze wszystkich stron szczytami Snowdonii Bethesdy trudno oprzeć się wrażeniu, że znajdujemy się w osobnym, zamkniętym świecie. Nie inaczej musiał czuć się na początku poprzedniego stulecia mały chłopiec, syn jednego z tysięcy miejscowych robotników. Caradogowi nie dane było jednak poznać ojca. Kiedy miał zaledwie rok, John Pritchard zginął w wypadku w kamieniołomie. Caradoga i jego dwóch starszych braci wychowywała matka, Margaret Jane. Rodzina stale borykała się z biedą, niejednokrotnie znajdując się wręcz na skraju nędzy. Sytuacja pogorszyła się, gdy najstarszy z braci zaciągnął się do wojska, a po zakończeniu wojny nie powrócił już do rodzinnego miasteczka, drugi zaś brat, utraciwszy pracę w kamieniołomie, również opuścił dom rodzinny. Wydarzenia te wpłynęły fatalnie na Margaret Jane, która stopniowo zaczęła wykazywać objawy zaburzeń psychicznych. Cały ciężar utrzymania i opieki nad matką spoczął na młodym Caradogu. W wieku siedemnastu lat, po ukończeniu szkoły okręgowej, postanowił opuścić Bethesdę i obrać zawód dziennikarza. Przez kolejne lata pracował w redakcjach lokalnych dzienników na północy Walii. Był to bardzo trudny okres w życiu młodego pisarza. Z niewielkiej pensji musiał utrzymywać siebie, matkę, a niekiedy także brata. Wszystkie wysiłki, aby pomóc chorej matce, spełzły jednak na niczym. Stan żyjącej samotnie w nędznych warunkach Margaret Jane stale się pogarszał; ostatecznie w roku 1923 została przewieziona do okrytego złą sławą zakładu dla umysłowo chorych w Denbigh, gdzie pozostała przez ponad trzydzieści lat, aż do swojej śmierci. Caradog przez całe życie nie mógł uwolnić się od poczucia winy za tragedię w życiu najbliższej mu osoby. Przez lata borykał się z tego powodu z depresją, a nawet podejmował próby samobójcze. Odtrutką na traumatyczne przeżycia okazała się literatura.

***

Na walijskiej scenie literackiej Caradog Prichard (wraz z rozpoczęciem kariery literackiej zmienił nazwisko ojca, opuszczając w nim „t”) zadebiutował w wieku zaledwie osiemnastu lat, zdobywając swoje pierwsze krzesło w lokalnym eisteddfodzie1. Kilka lat później, po zdobyciu szeregu nagród w pomniejszych konkursach poetyckich, odniósł bezprecedensowy sukces, zwyciężając trzy razy z rzędu, w latach 1927–1929, w Narodowym Eisteddfodzie. W niezwykle dramatycznych, wyrafinowanych pod względem formalnym i przepełnionych symboliką wierszach pisanych z perspektywy owdowiałej kobiety młody poeta usiłował odnaleźć sens cierpienia i rozpaczy chorej matki. Klimat tej poezji można częściowo odnaleźć w rozdziale VIII powieści.

Dzięki literackim sukcesom kariera dziennikarska Pricharda nabrała rozpędu. W latach dwudziestych otrzymał posadę w Cardiff, a wkrótce potem rozpoczął studia literackie. Ukończył je w roku 1933, w tym samym czasie założył też rodzinę. Po otrzymaniu posady w redakcji gazety „News Chronicle” wyprowadził się wraz z małżonką do Londynu. Tam też spędził cały dojrzały okres życia, nie licząc kilkuletniej służby wojskowej w Indiach podczas drugiej wojny światowej. Od 1947 roku aż do odejścia na emeryturę pracował w redakcji gazety „Daily Telegraph”.

Emigracja do metropolii nie wystarczyła jednak, aby uciec od wspomnień o latach młodości. Na początku lat pięćdziesiątych Prichard rozpoczął pisanie powieści osadzonej w realiach rodzinnej Bethesdy, która jednak, podobnie jak bezimienny jest główny bohater, pozostaje anonimowym Miasteczkiem. W oryginale Miasteczko to Pentra (gwarowe zniekształcenie walijskiego pentref), czyli właściwe „wieś”, choć określenie to zdaje się zupełnie nie pasować do rozmiarów opisanego miejsca. Nic jednak w dziele Pricharda nie jest przypadkowe. Bohaterowie Jednej Księżycowej Nocy są faktycznie mieszkańcami zamkniętej „wioski”, zaklętego kręgu, z którego niełatwo się wydostać, do którego – jak główny bohater – powraca się niczym do tkwiących w umyśle obsesji. Gdyż słowo pentref można dosłownie tłumaczyć jako „miasteczko głowy” (wal. pen – głowa, tref – miasteczko). Pentra to nie tylko zniekształcony obraz faktycznie istniejącej miejscowości, to także stan umysłu, miejsce, w którym może znaleźć się każdy z nas.

Tworząc ów świat, Prichard ponownie sięgnął po tematy nieustannie przewijające się w jego wierszach: motyw winy, szaleństwa, zawiedzionych nadziei, utraty bliskich. Z drugiej strony, doświadczenia wyniesione z lat pracy dziennikarskiej wykorzystane zostały do odmalowania, z charakterystycznymi dla autora poczuciem humoru i przenikliwością, obrazu lokalnej społeczności2. Praca nad powieścią postępowała wolno i wedle słów samego Pricharda książka prawdopodobnie nigdy nie zostałaby ukończona, gdyby nie śmierć Margaret Jane Pritchard w roku 1954. Wydarzenie to zrodziło w pisarzu potrzebę ostatecznego rozliczenia się z dramatyczną przeszłością.

***

Prichard uważał sztukę pisarską za swoiste katharsis. „To ulga i ucieczka, której nie mógłby mi zapewnić żaden narkotyk czy psychiatra” – napisał w swojej autobiografii. Osobistym doświadczeniom musiał podporządkować się język powieści. Aby przydać autentyczności powołanemu do życia światu, autor sięgnął więc po język, którym rzeczywiście posługiwał się jako dziecko w Bethesdzie – po specyficzny dialekt doliny Ogwen, dla obcych brzmiący dziwacznie czy wręcz zabawnie. Radykalnie odbiegało to od konwencji panujących ówcześnie w literaturze, a także od wysublimowanego języka wierszy samego Pricharda. Różnice między gwarą bohaterów powieści a literackim walijskim obejmują właściwie wszystkie aspekty języka: wymowę, konstrukcje gramatyczne, słownictwo, w tym tak podstawowe elementy jak zaimki osobowe. Do dzisiaj zresztą język powieści stanowi dla wielu walijskich czytelników nie lada wyzwanie.

Także dla tłumacza to zróżnicowanie było źródłem rozterek. Ze względu na zupełnie niewspółmierny status i właściwości dialektów w Polsce i Walii znalezienie regionalnej odmiany języka polskiego odpowiedniej do oddania języka bohaterów Jednej księżycowej nocy okazało się niemożliwe. Z tych i innych powodów zdecydowałam się nie utrudniać niepotrzebnie odbioru książki i spróbować oddać styl oryginału za pomocą standardowej polszczyzny z niewielkimi tylko naleciałościami regionalnymi.

Czytelnika mogą zaskoczyć nieco imiona i nazwiska bohaterów powieści. W Walii istnieje charakterystyczny zwyczaj zastępowania nazwisk przydomkami, często pochodzącymi od zawodów lub nazw ulic czy gospodarstw. Bierze się on z faktu, że znaczny odsetek mieszkańców tego kraju nosi jedno z kilkunastu popularnych nazwisk, takich jak Jones, Williams czy Evans. W powieści przydomki bohaterów zostały niekiedy rozbudowane ponad miarę. Ponieważ Prichard zapisuje dialekt doliny Ogwen w pełni fonetycznie, również imiona i nazwiska postaci zostają zniekształcone w stosunku do swojej „oficjalnej”, angielskiej pisowni. Choć z początku może to wyglądać dla polskiego czytelnika nieco egzotycznie, pozostawienie w przekładzie oryginalnej ortografii wydawało mi się uzasadnione. Część imion ma wprawdzie swoje, znane w Polsce, angielskie odpowiedniki (np. Huw – Hugh), ale ich zangielszczenie byłoby, moim zdaniem, odejściem od ducha powieści, która ukazuje społeczność całkowicie walijskojęzyczną. Lokalny sposób wymawiania nazwisk staje się zaś w rozdziale IX elementem fabuły – w konsekwencji wprowadzenie form angielskich zmusiłoby tłumacza do opuszczenia pewnych fragmentów. Z uwagi na nietypowe właściwości walijskiej ortografii dla wygody czytelnika zamieściłam na końcu książki słowniczek imion i nazwisk ze wskazówkami dotyczącymi wymowy, która jest zresztą znacznie bardziej zbliżona do polskiej niż angielskiej.

Ostatnia kwestia językowa, do której warto się odnieść, dotyczy tytułowego księżyca, być może najważniejszego z wielu powieściowych symboli. Księżyc, po walijsku lleuad lub lloer, jest w tym języku rodzaju żeńskiego i (podobnie jak angielskie lunatic) stanowi rdzeń wyrazu określającego człowieka szalonego – lloerig. Wspomniany kilkakrotnie „księżycowy człowiek” to postać z walijskich wierzeń ludowych, tłumaczących fakt, iż czasami wydaje nam się, że dostrzegamy na księżycu ludzką twarz.

Wszystkie cytaty z Pisma Świętego użyte w przekładzie pochodzą z Biblii Gdańskiej.

***

Jedna księżycowa noc okazała się szczytowym punktem artystycznej drogi Pricharda i syntezą wszystkich kluczowych dla jego twórczości wątków. Można przypuszczać, że napisanie tej powieści uwolniło autora od traumatycznych wspomnień, gdyż nigdy więcej nie powrócił do tematu choroby psychicznej matki. Kolejne dzieło prozatorskie Pricharda – tom opowiadań Y Genod Yn Ein Bywyd (Dziewczęta w naszym życiu, 1964) – nie powtórzyło sukcesu debiutanckiej powieści. Prichard musiał przyznać się do porażki w próbie zmierzenia się z nowymi tematami, niewyrastającymi z osobistych doświadczeń w tym stopniu co jego wcześniejsze dzieła. „W Jednej księżycowej nocy Caradog jak gdyby wyczerpał twórczy potencjał tkwiący w tym [wczesnym] okresie swojego życia – pisze badaczka twórczości pisarza, Menna Baines – i wszystko, co pozostało mu do zrobienia, to wyjaśnianie i usprawiedliwianie”. W tym celu powstało ostatnie dzieło Pricharda – autobiografia Afal Drwg Adda (Zepsute jabłko Adama, 1973), opatrzona podtytułem Autobiografia porażki. Pisarz zmarł w roku 1980. Pochowany został w rodzinnej Bethesdzie.

Marta Listewnik

1 Eisteddfod (nazwa oznacza „zgromadzenie” lub „tron”) to festiwal literatury i muzyki, a współcześnie także tańca i innych artystycznych dyscyplin. Eisteddfody sięgają swoimi korzeniami XII wieku, kiedy to bardowie walijscy organizowali zawody, a także swoiste „konferencje” poetyckie. Tradycja ta popadła w zapomnienie wraz ze zmniejszeniem roli poetów w społeczeństwie; jej ponowny rozkwit nastąpił w XIX wieku, naturalnie w mocno zmienionej formie. Największy z nich, Narodowy Eisteddfod, odbywa się raz do roku, oprócz tego istnieje też szereg mniejszych, lokalnych eisteddfodów. Nagrodami dla najlepszych poetów są krzesło (dla piszących w tradycyjnym metrum) i korona (w kategorii wierszy wolnych). Caradog Prichard był trzykrotnym zdobywcą korony w Narodowym Eisteddfodzie, a w roku 1962 roku zdobył także krzesło.
2 Nie tylko miejsca i postaci opisane w powieści, ale także niektóre elementy fabuły miały swoje rzeczywiste pierwowzory. Do epizodów inspirowanych autentycznymi wydarzeniami należą na przykład wątek Catrin Jên w rozdziale I (faktycznie dotyczył matki Pricharda), scena modlitwy nauczyciela w rozdziale II, mecz piłkarski w rozdziale X, postawienie Pomnika Poległych w rozdziale XI i wiele innych.

Źródła:

Baines Menna, Yng ngolau’r lleuad: Ffaith A Dychymyg Yng Ngwaith Caradog Prichard [W świetle księżyca: rzeczywistość i wyobraźnia w twórczości Caradoga Pricharda], Gomer, Llandysul 2005.

Hughes J. Elwyn, Byd Go Iawn Un Nos Ola Leuad [Prawdziwy świat Jednej księżycowej nocy], Cyhoeddiadau Barddas, Swansea 2008.

Johnston Dafydd, A guide to Welsh literature c.1900–1996 [Przewodnik po literaturze walijskiej ok. 1900–1996], University of Wales Press, Cardiff 1998.

Morgan Mihangel, Caradog Prichard, Gwasg Pantycelyn, Caernarfon 2000.

Prichard Caradog, Afal Drwg Adda [Zepsute jabłko Adama], Gwasg Gee, Denbigh 1973.

Jedna księżycowa noc

Caradog Prichard

Dla MATI i MARI

I

Pójdę zapytać Mamę Huw, czy mógłby wyjść się pobawić. Czy Huw może wyjść się pobawić, o Królowo Czarnego Jeziora? Nie może, leży w łóżku, i ty też powinieneś tam być, ty mały gałganie, zamiast kręcić się po miasteczku i hałasować o tej porze nocy. Gdzieście chodzili wczoraj łobuzować i doprowadzać ludzi do szału? Jakich ludzi, do jakiego szału? To nie my ich doprowadzamy do szału, oni sami szaleją. Nigdzie wczoraj nie byliśmy, kręciliśmy się tylko po okolicy. Hej, Trusia! Hej, Trusia! – wołałem z samego rana, gdy odprowadzałem z Łysego Wzgórza krowy z Farmy na Wysokiej Grani i zebrałem pełną czapkę grzybów na Białym Pastwisku, po tym jak wykopałem dla Mamy kilka pyr z pola Owena z Zagrody po drodze do domu.

Potem Huw i ja poszliśmy na tyły sklepu Margiad Lewis po jabłuszka za pensa, dlatego że nie jadłem śniadania przed pójściem do Szkoły, bo Mama poszła robić pranie na Plebanii. Skończyliśmy jeść, akurat gdy dochodziliśmy do Szkoły, a zegar wybił dziewiątą. I wiem, kto rzucił torfem przez okno, kiedy odmawialiśmy modlitwę, i uderzył Preisa Uczyciela w skroń, gdy ten klęczał. To byli Owen Syn Meri Śliwki i Mały Dawidek z Czarnego Sklepu. Dopiero na początku roku skończyli Szkołę. Widziałem, jak zwiewali przez Cmentarz, zupełnie jak dwa złe duchy pomiędzy rzędami nagrobków.

To, że Preis Uczyciel sprawił nam lanie, to wcale nie była nasza wina. Przez cały ranek był w paskudnym humorze. A kiedy po przerwie wrócił czerwony jak burak z Niebieskiego Dzwonu, wpadł w szał i zaczął tłuc wszystkich. Tak się złożyło, że Huw i ja znaleźliśmy się w zasięgu jego kija. Ale po tym, jak poszedł do starszych klas i zabrał Małą Jini ze Skraju Pola przez drzwi na końcu korytarza, nie widzieliśmy go już więcej aż do dzwonka na obiad.

To Huw chciał iść do Kamieniołomu powiedzieć ojcu Jini i dlatego poszliśmy Drogą Pocztową. Był Dzień Wniebowstąpienia, więc w naszej szkole nie mieliśmy już lekcji po południu, chociaż ci w szkołach przy Kaplicy mieli. Doszlibyśmy też do Kamieniołomu, gdyby nie to, że koło Bramy Rumaków, przed domem Catrin Jên, stała wuchta ludzi, a Tata Małego Wila Syna Policjanta stał przy drzwiach i pilnował dwóch facetów, którzy wynosili z domu meble i składali je na kupę pośrodku drogi. A Catrin Jên zamknęła się w komórce na węgiel i wrzeszczała na całe gardło: Wynoście się, czarcie syny, nie macie prawa wchodzić do mojego domu! Kurczę, to było naprawdę śliczne popołudnie. Dajmy sobie spokój z tym całym Kamieniołomem – powiedział Huw – lepiej zróbmy piknik na Szczycie Czarnego Wzgórza.

Potem poszliśmy do Sklepu Anny Jos, dlatego że pieniędzy starczyło nam tylko na butelkę oranżady, a potrzebowaliśmy czterech, a do tego dwóch ciastek porzeczkowych, bo szły za nami Nel z ulicy Pięknej i Cêt z Białych Domów. Idź kupić jedną butelkę – powiedział Huw – ja załatwię resztę. Spryciarz z tego Huw. Jestem pewien, że Anna Jos zauważyła go, ale bała się cokolwiek powiedzieć ze strachu przed tobą, o Królowo Czarnego Jeziora.

Dziewczynki jeszcze nie zdążyły nas dogonić, a tu Drogą przy Stajniach koło Bramy na Końcu Drogi wyszedł nam na spotkanie nie kto inny, tylko Mały Harri Chodak z koszykiem na ramieniu i chichotał, hi! hi! hi!, pod wąsem. No, Harri, daj zerknąć – powiedział Huw i już Harri postawił koszyk na ziemi, rozpiął rozporek i pokazał kuśkę. Hi! hi! hi! – zaśmiał się przez wąsy i w pół sekundy schował ją z powrotem, zupełnie jak diabełek z pudełka. Hi! hi! hi! – powtórzył, a potem zabrał koszyk i poszedł w swoją stronę. Hi! hi! hi! – zachichotały dwie dziewczynki za nami. Lepiej sobie uważaj, Nel – powiedział Huw, gdy przechodziliśmy przez bramę. Ty też, Cêt – dodałem. Ale one i tak poszły za nami.

To Huw jako pierwszy zaczął udawać, że chowa się za murem, potem ja zrobiłem to samo, a one tylko udawały, że uciekają przez pole, kiedy zaczęliśmy je gonić. Huw złapał Nel pierwszy, przewrócił ją na ziemię i zadarł jej spódnicę. I dlatego zrobiłem to samo z Cêt, bo Huw miał butelki oranżady. Ja niosłem tylko dwa ciastka porzeczkowe. I tak obie leżały na wznak z pozadzieranymi spódnicami, a my gapiliśmy się na nie głupio.

Kurtka Huw miała wewnątrz szerokie kieszenie, dlatego niósł butelki oranżady. Ale dopiero gdy wyciągnąłem z kieszeni dwa ciastka porzeczkowe, Nel obciągnęła spódnicę, usiadła i kazała Cêt zrobić to samo. Dobrze wiedziały, że zamierzamy zrobić piknik.

Kurczę, to było naprawdę śliczne popołudnie! Trawa pachniała ładnie w słońcu, a powietrze było tak czyste, że mogłem zobaczyć, jak Mama wiesza pranie na końcu Pola za Plebanią. Dzisiaj jest tak ślicznie – powiedziała Nel – dlatego że mamy Czwartek Wniebowstąpienia. Ale Cêt wstała i zaczęła płakać. Wszystko powiem Mamie – zawołała, płacząc jak nie wiem co, i pobiegła do domu. A Nel poszła za nią, ale najpierw wypiła do dna butelkę oranżady i wszamała kawał ciastka porzeczkowego.

Potem Huw chciał wiedzieć, dlaczego Wierni idą do Kościoła w Dzień Wniebowstąpienia, a ja na to: Naprawdę nie wiesz? No nie wiem – odparł Huw. – No więc dlatego, że właśnie w czwartek Jezus Chrystus wzleciał do Nieba, zupełnie jak balonik, oczywiście już po tym, jak zmartwychwstał. Wszyscy dobrzy ludzie zmartwychwstaną, wszyscy na Cmentarzu, choćby nie wiem jak ciężki mieli nagrobek, i wzlecą do Nieba jak baloniki, tak samo jak Jezus Chrystus. Za to my pójdziemy na dół, do piekła, zobaczysz, za te butelki ze sklepu Anny Jos.

Co ty robisz, Huw?

Lepię ćmika z tych wszystkich niedopałków, zapalimy sobie. Moi potrafi palić liście podbiału i mówi, że widział, jak Mały Harri Chodak zbierał zeschnięte łajno na Drodze Pocztowej, a potem je palił. Myślisz, że Gruffydd Ifas z Grzbietu będzie mógł pójść do Nieba, skoro rozcięło mu głowę na pół, jak zginął na Stromej Półce?

Jasne, że będzie mógł – powiedziałem – bo chłopacy z Chóru dostali po dwa pensy za pójście na jego pogrzeb.

Będzie wyglądał okropnie – powiedział Huw. – Weź maszka.

Khy, khy, kurczę, ale mi niedobrze. Huw, chciałbyś pracować w Kamieniołomie?

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

II

Dostępne w wersji pełnej

III

Dostępne w wersji pełnej

IV

Dostępne w wersji pełnej

V

Dostępne w wersji pełnej

VI

Dostępne w wersji pełnej

VII

Dostępne w wersji pełnej

VIII

Dostępne w wersji pełnej

IX

Dostępne w wersji pełnej

X

Dostępne w wersji pełnej

XI

Dostępne w wersji pełnej

XII

Dostępne w wersji pełnej

XIII

Dostępne w wersji pełnej

XIV

Dostępne w wersji pełnej

XV

Dostępne w wersji pełnej

Słowniczek imion i nazwisk

Dostępne w wersji pełnej

Słowniczek miejsc

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału: Un Nos Ola Leuad

© Copyright (c) Mari Prichard 1961

© for translation and preface by Marta Listewnik

© for polish edition by Officyna s.c.

Wydanie I, Łódź 2017

Redakcja: Grzegorz Krzymianowski

Korekta: Łukasz Urbaniak

Projekt okładki: Maciej Mraczek / maciejmraczek.pl

Wydawnictwo Officyna s.c.

93–114 Łódź, ul. Przędzalniana 99

www.officyna.com.pl, officyna@officyna.com.pl

ISBN 978-83-62409-68-6

Published with the support of a Wales Literature Exchange translation award through Arts Council of Wales National Lottery funding.

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com